Rozdział 6

Studio rozbłysło feerią niebieskich świateł. Na środku stały już przygotowane dwa monitory i tyle samo foteli. To znak, że dziś teleturniej rozpoczynał się nie od eliminacji, a już od właściwej gry. I tak właśnie było – prowadzący, Hubert, zajął już swoje miejsce po lewej stronie, patrząc z perspektywy telewidza, zaś naprzeciwko niego usiadł kolejny śmiałek, który chciał zdobyć główną nagrodę. Jak dotąd, po prawie dwudziestu latach emisji programu, udało się to tylko siedmiu osobom.

– Dobry wieczór państwu, zapraszam na kolejne wydanie „Milionerów” – z entuzjazmem powitał wszystkich Hubert Urbański, gospodarz programu od czasów, gdy Jeremie – jak pamiętamy z poprzedniego rozdziału, stały widz – był jeszcze dzieciakiem.

– Jak zapewne pamiętacie, wczoraj dokonaliśmy już nowej tury eliminacji i po wyłonieniu nowego szczęśliwca skończył nam się czas, dlatego dzisiaj witamy Stefana z Pierdziszewic Dolnych. Wielkie brawa na odwagę!

Publiczność ochoczo zaklaskała, chcąc dodać otuchy drobnemu, czarnowłosemu okularnikowi w koszuli w kratkę i garniturze po dziadku.

– Stefanie, na początek poznajmy się nieco, skoro mamy spędzić ze sobą trochę czasu. Czym się zajmujesz w życiu?

– Yyy… więc tak. Skończyłem technikum informatyczne, specjalizacja: obsługa klawiatury i montowanie jednostki centralnej. Potem poszedłem studiować informatykę i teraz jestem na czwartym roku – lekko speszony Stefan poczuł się po chwili jak ryba w wodzie, móc w końcu opowiedzieć o swojej karierze.

– A poza informatyką masz jakieś hobby? Bo rozumiem że wszelakie „okna”, że tak zażartuję – tu publiczność też zachichotała – to taka główna pasja.

– Tak, lubię też czasem coś poczytać, jakąś książkę, najlepiej żeby była ciekawa. Ale jeśli mogę, to od Windowsów wolę Linuxy.
„Lamer” – pomyślał Jeremie, siedząc przed telewizorem.

– No dobrze. Myślę, że coś z tego, co czasem przeczytasz, może się przydać w trakcie twojej gry. Pozwolisz, że przypomnę zasady. Przed tobą dwanaście pytań, po drugim pytaniu wygrasz gwarantowane tysiąc euro, a po siódmym to już będzie czterdzieści tysięcy, i po tym też pytaniu otrzymasz także nową grę planszową „Milionerzy: dorośli kontra dzieci kontra zwierzęta domowe”. A właśnie… skoro o zwierzętach… masz psa w domu?

– Tak, mój brat pracuje w policji od dziesięciu lat.

Publiczność zaśmiała się radośnie. Prowadzący, lekko zmieszany, odpowiedział.

– Cóż… każdy z nas ma w rodzinie jakąś czarną owcę…

– Nie nie, kuzyn od czterech lat nie jest już księdzem.

– Dobra… to może jeszcze powiem jakie masz koła ratunkowe. Są trzy, jak zapewne wiesz, bo myślę, że oglądasz nasz program. Pół na pół, telefon do przyjaciela, jeśli masz kogoś takiego oraz pytanie do naszej mądrej czasami publiczności. To co, jesteś gotowy?

– Jasne, chcę już coś wygrać.

– W takim razie rozpoczynamy grę o milion euro!

„Coś czuję że do gry planszowej się nawet nie zbliży” – pomyślał Jeremie.

Zmienił się nastrój w studiu, włączono nowe, ciemniejsze światełka.

– Czytam pierwsze pytanie. Jakiego koloru jest czerwony Citroen? A – niebieskiego, B – czarnego, C- sraczkowatego czy D- czerwonego?

– Cóż… – zaczął głośno rozmyślać Stefan – nie spodziewałem się takiego trudnego pytania, zastanawiam się czy nie wziąć koła – w tym momencie w studiu zapadła cisza…
– Hehe, żartowałem! Oczywiście odpowiedź D. Ostatecznie, Hubert!

– Zaznaczam, i oczywiście to poprawna odpowiedź, masz pięćset euro.
„Cholera, żartowniś się znalazł, jakby nie wiedział że zawsze na początku jest pytanie na poziomie kretyna” – głośno powiedział Jeremie.

-A teraz posłuchaj pytania za gwarantowane tysiąc euro…

Yumi wróciła do domu po spotkaniu z Ulrichem. Nie tak od razu, bo poszła jeszcze coś zjeść w McDonaldzie, w domu na obiad i tak nie miała co liczyć bo matka wracała z pracy około dziewiątej wieczorem. Ale jednak wróciła i zauważyła, że rodzicielka wróciła wcześniej niż planowała.

– O, cześć Yumi, co tam było w szkole?

– A, wiesz, tak jak zwykle w sumie, nic nowego. A ty co tak wcześnie?

– No bo sobie wolne wzięłam, zresztą mam zaległy urlop do wykorzystania, a tak się składa, że ojciec pojechał w delegację do Hiszpanii i nie będzie go przez miesiąc, więc wzięłam ten urlop by móc zostać w domu.

– W delegację? Do Hiszpanii? – zdziwiła się Yumi – Przecież nigdy wcześniej tam nie jeździł.

– Kiedyś nie, ale zmieniły się priorytety w korporacji i teraz otwiera się ona na Półwysep Iberyjski. I tak to dość blisko, bo niektórych kolegów z innego działu wysłali do Polski, Czechosłowacji, a ktoś nawet został szefem delegacji do Mexico City. Przynajmniej będą z tego dodatkowe pieniądze, a one się przydadzą, w końcu Hiroki tak szybko rośnie, ty w sumie też, niedługo będzie trzeba kupić ci nowy stanik, bo te które masz, są za małe…

– Mamo!

– Oj dobra… sama sobie wybierzesz, czy ja mam ci pomóc?

– Wiesz… jeśli mi obiecasz że nie będziesz wymuszać na mnie kupna różowych ubrań, to możesz mi pomóc.

– Obiecuję – zaśmiała się pani Ishiyama – Kolacja będzie za pół godziny.

– Dobrze, to pójdę do pokoju odpocząć.

„Ojciec pojechał do Hiszpanii, nie będzie go przez miesiąc – zaczęła rozmyślać Yumi, gdy już się położyła na łóżku – czyli przez miesiąc Hirokiego nie uderzy. W sumie to dobry moment, by się wypytać matki, tak jak mi radził Ulrich. Może na tych zakupach jak pójdziemy… będzie w lepszym nastroju i coś powie… oczywiście jeśli będzie chciała. Może to wcale aż tak źle nie wygląda, jak myślałam na początku. Ale swoją drogą muszę przyznać, że Ulrich jest bardzo pomocny. William by pewnie aż tak nie potrafił mi doradzić, on ma zupełnie inny charakter.”

Jeremie był trochę zaskoczony, bo okazało się, że Stefan doszedł już do pytania za dwadzieścia tysięcy euro. Można to było przypisać po części jego wiedzy, ale też w pewnym stopniu także szczęściu, bo jak dotąd trafiały mu się same pytania związane z naukami ścisłymi, tylko jedno wymagało od niego wykorzystania dwóch kół ratunkowych, to było przy tym za dziesięć tysięcy, gdy musiał wiedzieć, kto wykonuje utwór „Enjoy the silence”. Strasznym było to, że dla 42% publiczności jest to piosenka zespołu Bayer Full…

– A oto pytanie za dwadzieścia tysięcy, jesteś coraz bliżej kwoty gwarantowanej. Kto był w swoim życiu: szefem związku zawodowego, przywódcą strajkowym oraz prezydentem swojego kraju? A- George Bush, B- Charles de Gaulle, C- Lech Wałęsa, D- Kaczor Donald?

– No… przyznam się, Hubercie, że akurat tutaj będzie trudno, i mówię serio – zafrasował się Stefan – akurat z historii zawsze byłem do kitu, jedyne co mogę powiedzieć z całą pewnością to, że na pewno nie będzie to Donald, nie pamiętam żeby w jakimś komiksie był szefem związku.

„No co ty kurwa nie powiesz” – ironizował ze swojego pokoju Jeremie.

– A może tak spróbuj drogą dedukcji, znasz te postaci, oprócz Donalda, bo jego odrzuciłeś – zachęcał gracza prowadzący.

– Szczerze mówiąc to tylko kojarzę nazwisko De Gaulle, to był chyba ktoś od nas, bo często coś o nim na lekcjach było. Wałęsa to jakiś Słowianin, może Rusek, może Czech… a Bush… co to za nazwisko. Krzak?

– Czyli mówisz, że kojarzysz De Gaulle’a… pamiętaj o ostatnim kole, możesz je wykorzystać, przy telefonie jest twój przyjaciel Zdzisław, o ile dobrze pamiętam?

– Tak…

– No to, dzwonimy?

– Yyy… nie, nie dzwonimy. On był jeszcze gorszy z historii, a z kartek podręcznika robił fajki do palenia zioła.

„Barbarzyńca!” – oburzył się Jeremie.

– To co w takim razie robimy? Możesz ryzykować, możesz także zabrać to co masz, czyli dziesięć tysięcy euro.

– Wiesz… ten De Gaulle mi się tak plącze… dobra. Albo rybka, albo pipka. Zaznaczmy odpowiedź B.

„No to jednak pipka” – pomyślał Jeremie – „Nawet gry nie wygrasz, ale… skoro dla ciebie Wałęsa jest Rosjaninem…”

– Ostatecznie? – dopytał Hubert.

– Tak. Ostatecznie i definitywnie.

– W takim razie zaznaczam. Charles De Gaulle… cóż… był taki człowiek, w sumie dalej jest, bo żyje i ma się dobrze, który był i przywódcą strajkowym w 1980 roku, i szefem związku zawodowego powstałego po tymże strajku, został też prezydentem w latach 1990-95. Jest to Lech Wałęsa.

„A widzisz, a widzisz, mówiłem” – triumfował Jeremie.

– Cóż… bardzo mi przykro, niestety zamiast dwudziestu tysięcy wychodzisz ze studia z gwarantowanym tysiącem. Dziękuję za grę – pożegnał przegranego prowadzący.

Był późny wieczór. Jean-Pierre Delmas odpoczywał po przeglądaniu dyrektorskich dokumentów, skakał po kanałach w swoim telewizorze, gdy nagle usłyszał dzwonek do drzwi.

„Cholera, kogo tam niesie o tej porze?” – pomyślał dyrektor. Nie spodziewał się żadnych gości.

– Jean-Pierre Delmas, dyrektor Zespołu Szkół Kadic? – zapytał młody chłopak, trzymający w rękach kopertę.

– Tak, o co chodzi?

– Witam, jestem z Ministerstwa Oświaty, mam dla pana przesyłkę do rąk własnych.

– Przesyłka o tej porze? I to bezpośrednio? Zwykle takie rzeczy przychodziły rano przez pocztę – zdziwił się Delmas.

– Wie pan, to nie jest taka zwykła przesyłka. To specjalny komunikat i przewodnik po nowych przepisach wraz z ogłoszeniem o konkursie państwowym. Można wygrać dofinansowanie, awanse… jest się o co bić.

– Dalej nie rozumiem, dlaczego to jest w taki sposób dostarczane.

– No, cóż… ministrowi zależało na czasie, bo to dopiero dzisiaj uchwalił rząd. Pocztą szłoby to ze trzy tygodnie. Poza tym o pewnych rzeczach nie wszyscy muszą wiedzieć od razu. Szczególnie uczniowie – te dwa ostatnie słowa kurier powiedział niższym tonem.

– Aaa… coś miało być, faktycznie, dostawałem jakieś przecieki od kolegi.

– Będzie się działo, wreszcie w szkołach zapanuje dyscyplina. To ja nie przeszkadzam, dobrej nocy.

– Zaraz, niech pan poczeka – Delmas wyciągnął z kieszeni banknot o nominale dwudziestu euro – oto drobne na herbatę i kanapkę, bo pewnie jeszcze trochę panu zostało.

– Dziękuję serdecznie – posłaniec uśmiechnął się, wziął pieniądze i poszedł.

Jean-Pierre wrócił do pokoju, otworzył kopertę i wyjął zawartość. Ustawa o szkołach z datą dzisiejszą, przewodnik dla dyrektorów, list osobisty od ministra… Delmas uznał że zapozna się z tym jutro rano w swoim gabinecie, a potem odpowiednie rzeczy przedstawi na radzie pedagogicznej. I tak miał ją zwołać, by omówić pierwszy etap wdrażania nowej podstawy, a to był punkt wstępny, do którego nie była potrzebna zgoda rządu. Wiedział mniej więcej, co jest w treści przewodnika, bo po południu jego dobry znajomy zadzwonił do niego z informacjami, chociaż wtedy myślał, że dostanie to pocztą. Ale skoro ministerstwo dostarczyło niezwłocznie, no to chyba znak, że dobra zmiana w szkole musi nastąpić jak najszybciej.

„Wreszcie będę mógł naprawdę wprowadzić odpowiedni poziom w Kadic – ucieszył się dyrektor – wprowadzenie mundurków to tylko preludium”.

Rozdział 5

Gdy Ulrich wracał do Kadic, rozmyślał o tym, co powiedziała mu Yumi, martwiło go to dosyć mocno. Co prawda pomógł jej nieco, bo wiedział, co to znaczy mieszkać z trudnym rodzicem, nawet jeśli ojciec nie używał przemocy fizycznej, ale to wciąż nie zmieniało faktu, iż informacje od przyjaciółki były dla niego sporym zaskoczeniem. Owszem, Takeho Ishiyama jawił się Ulrichowi jako ojciec wymagający, o czym czasem dziewczyna wspominała. Nie żeby się skarżyć, ale raczej żeby stwierdzić pewien fakt. Zresztą, sama Japonka musiała się pilnować, jeszcze za czasów walki z Xaną była obawa, że ojciec odkryje jej nocne eskapady, ale obyło się tutaj akurat bez większych problemów. Ale żeby stosować przemoc? Może Yumi nie dostała jeszcze od niego, może się nie naraziła, a może też jednak Takeho nie chce ryzykować, bo jednak córka trenuje pencak-silat i potrafi przypierdzielić. Ulrich coś o tym wie. Ale Hirokiego łatwiej, bo mały jeszcze, nie podskakuje aż tak i można mu dać karę za byle co. Tyle że potem atmosfera w rodzinie jest napięta. Niemiec uznał, że musi spędzać więcej czasu ze swoją przyjaciółką. W sumie od dawna mu na tym zależało, a teraz ma ku temu dodatkowy powód. Jeśli ona będzie widzieć, że ktoś bliski przy niej jest, to zapewne poczuje się lepiej.

Ulrich wszedł do parku, myśląc o tym, kiedy znowu zabrać Japonkę na jakiś spacer, albo nawet na film. Ostatnio wszedł taki dobry o księżach, podobno mocny… albo może nad Sekwanę, choć tam to raczej w innych okolicznościach… nagle spostrzegł dziewczynę maszerującą od jednego kosza na psie odchody do drugiego krokiem defiladowym, ubraną w niebieską spódniczkę, czerwoną bluzkę z pagonami i białe buty na koturnach. W ręku trzymała pałeczkę, którą próbowała wymachiwać, lecz co chwilę jej upadała. Na głowie miała niebiesko-białą czapeczkę, podobną do takich, jakie mają w sklepach mięsnych, choć niektórzy by woleli to porównywać do wojskowej furażerki. Do marszu wykrzykiwała sobie komendy:

– W tył zwrot! Podrzut! Naprzód marsz!

Wtedy Ulrich spostrzegł, że to Sissi.

„No, pięknie, jeszcze jej mi tu brakowało” – pomyślał Niemiec. Sissi zauważyła już, że ktoś idzie, a gdy ujrzała, że to jest właśnie Ulrich, od razu do niego podeszła, nie rezygnując z szerokiego defiladowego przemarszu, do tego stukając obcasami na końcu, jakby podchodziła do jakiegoś ważnego człowieka i stanęła przed nim na baczność.

– Przyszedłeś podziwiać przyszłą Miss Pałeczki? – spytała kokieteryjnie.

– Nie, ja tu tylko przechodziłem przypadkiem, miałem coś do załatwienia – odpowiedział Ulrich.

– Tak, wiem, widziałam cię z Yumi. Uprzedzając: nie śledziłam, nie podsłuchiwałam, bo trenowałam. Za tydzień mam przesłuchania do grupy mażoretek obsługującej wszystkie wydarzenia w mieście, a sam wiesz, że doświadczenie pewne mam.

– No, na pewno, w końcu byłaś jedyną, co latała z pałeczką na meczach, nikt inny nie chciał.

– Bo do tego, to trzeba mieć talent, wdzięk i grację. A te wszystkie warunki spełnia tylko jedna dziewczyna – na te słowa Sissi próbowała obrócić się o 360 stopni, ale zamiast pełnego obrotu wykonała tylko pół, potem drugie pół i podrzuciła pałeczkę, która tym razem trafiła w gołębia siedzącego na ławce.

– Coś ci chyba nie wyszło.

– Bo wiatr teraz mocniej zawiał. Poczekaj, coś ci jeszcze pokażę.

– Ale Sissi, ja tak zbytnio nie mam czasu…

– Spokojnie, to tylko chwilę zajmie. Patrz teraz – Sissi odeszła o jakieś cztery kroki w tył, stanęła na środku ścieżki, rzuciła pałeczkę straszliwie wysoko i zasalutowała, a po chwili próbowała złapać spadający drąg bez ruszania się z miejsca, ale niezbyt jej to wyszło, bo musiała nieco się przemieścić, jednak tym razem złapała.

– I jak?

– Ładnie. Tylko nie wiem jaki to sens.

– E tam… Yumi by tak nie potrafiła, zresztą ona nie ma odpowiedniej sylwetki, nie to co ja.

– Wiesz, Sissi… muszę iść na kolację.

– Dobrze, cześć Ulrich!

„ Cholera… coś zbyt uprzejmy byłem. Co jej się znowu porobiło? Chce mnie poderwać na latanie w miniówce podczas parad?” – myślał Ulrich – „Nie ze mną te numery”.

Wieczorem, podczas kolacji, uczniowie wymieniali się wrażeniami i odczuciami. W stoliku naszych bohaterów głównym tematem była klasówka z chemii.

– Co się z naszą chemiczką stało? – spytał Odd – Zawsze robiła kobylaste sprawdziany, a teraz taki jakiś… inny.

– Nie pamiętasz, co było w klasie mówione? – odpowiedziała Aelita – Wprowadzili nowe metody nauczania i dlatego się stało to co się stało. Chyba nie powiesz mi, że wolałbyś znowu dostać pałę bo nic nie napisałeś. Tak to przynajmniej coś strzeliłeś. Chyba.

– W sumie tak… – Odd uśmiechnął się lekko, nie chciał jak na razie się przyznawać, że nie strzelał, tylko ściągnął od klasowego geniusza. Może jak będą znane oceny, to powie.

– Ja tam chyba dobrze napisałem, może ojciec nie będzie się mnie za to czepiał – odrzekł Ulrich, który wcześniej nie odzywał się, woląc spożyć najpierw kolacyjne spaghetti z tanim sosem pomidorowym.

– Skoro się uczyłeś to powinieneś to zaliczyć, sam mówiłeś że spędziłeś nad tym więcej czasu niż Odd – Jeremie spojrzał wymownie na Włocha.

– No co ja znowu? Toć się uczyłem – oburzył się kolega.

– Ta, jasne, uczyłeś. Dziesięć minut przed testem przeglądałeś te cztery strony na końcu działu i myślisz, że to coś da, nawet jak formę testu zmieniła? – odpowiedział Niemiec.

– A skąd wiesz, może da?

– Zobaczymy… no właśnie, kiedy? Czy był jakiś termin podania wyników ogłoszony? – spytał Ulrich.

– Regulamin daje nauczycielowi dwa tygodnie na sprawdzenie klasówek. Hertz zazwyczaj oddawała po tygodniu, więc pewnie to się nie zmieni – powiedział Jeremie.

– Doooobra, skończmy może te pierdolamenty – zniecierpliwił się Odd – W ogóle to co robiłeś po południu, Ulrich?

-Rozmawiałem z Yumi.

-A o czym?

-Wiesz… wolałbym o tym akurat nie mówić.

– …na koniec przypomnę Państwu najważniejsze tematy dnia. Przewodnicząca Frontu Narodu Marine Le Crayon uznała, że państwo francuskie nie powinno stać obojętnie w obliczu zagrożeń terrorystycznych, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Rząd przyjął dziś ustawy o przeciwdziałaniu sektom oraz projekt nowej reformy oświatowej. Ponad trzy miliony Amerykanów demonstrowało dziś w Waszyngtonie, żądając natychmiastowej dymisji prezydenta Trumpa. Premier Polski, Mateusz Morawiecki, ma być oskarżony o nepotyzm w związku z ostatnio ujawnionymi taśmami. Jak na razie ani premier, ani też Kaczyński, nie zabrali głosu w tej sprawie. Kolejny zamach w Afganistanie, w ataku na szkolny autobus zginęły czterdzieści dwie osoby. Jutro wieczorem premiera dokumentu o tajemniczej sekcie „Brygady Tęczy”. Reprezentacja Polski w siatkówce przygotowuje się do kwalifikacji olimpijskich po zwycięskich mistrzostwach świata. Następny Dziennik o dwudziestej drugiej dwadzieścia, dziękuję, do widzenia.

Od pewnego czasu Jeremie łapał się na jednej i tej samej myśli. Po obejrzeniu Dziennika, w którym więcej zazwyczaj było wiadomości złych niż dobrych, zastanawiał się nad tym, czy faktycznie przez ostatnie lata było tak, że to Xana był sprawcą wszelkich draństw na tym świecie. I po każdym takim seansie wiadomości, a Jeremie od dość długiego czasu oglądał Dziennik każdego wieczoru, poświęcając na niego prawie trzy kwadranse, dochodził do wniosku, że pokonanie Xany, choć poprawiło ich życie i może najbliższego otoczenia, nie sprawiło nagle, że cały świat zaczął wyglądać tak cukierkowo i przyjaźnie niczym ze słabej kreskówki dla dzieci. Jak było zło i draństwo, tak istniało dalej, tylko zmieniało formy. Kiedyś ten, teraz tamten. Kiedyś ludzie protestowali przeciwko Husajnowi, teraz przeciwko Trumpowi. Kiedyś była Sekta Moona, teraz coś się pojawiło z Brygadami Tęczy… czyżby nowa wersja włoskich Czerwonych Brygad? Jeremie musi sobie ten program jutro obejrzeć. Cóż… może teraz coś na odprężenie? Zaraz miał zacząć się teleturniej „Milionerzy”. Jeremie lubił to oglądać, choć wiedział, że spora część uczestników to totalne matoły, które biorą koło przy pytaniu za pięćset Euro, a jak dojdą do czterdziestu tysięcy, to tylko dlatego, że trafią na same pytania to, kto z aktorów miał niepełnoletnią kochankę, albo jakiego koloru jest czerwony citroen. Sam pewnie by ten milion zdobył szybciej niż trwałaby przerwa na reklamę, ale jak na razie w regulaminie nie pozwalano nastolatkom występować… Jeremie mógłby wziąć udział w programie „Mądry gówniarz”, ale tam z kolei nawet nagrody były do chrzanu: teleskop marki „Tubka” oraz stare, nieaktualne encyklopedie wydawnictwa „Tłumok”. Nie to żeby nasz Francuz był materialistą, ale z dwojga złego lepiej już w jakimś, powiedzmy, prestiżowym programie coś zdobyć.

Cóż… może kiedyś… Jeremie wziął paczkę chipsów paprykowych, zasiadł na fotelu i czekał na rozpoczęcie programu… ciekawe, kto się dziś skompromituje na oczach milionów Francuzów?

Rozdział 4

Nastał poniedziałek. Budziki w pokojach naszych bohaterów zadzwoniły o wpół do siódmej. O ile ci, którzy mieszkają w internacie, mogą sobie jeszcze poleżeć i na spokojnie się przygotować do dnia, to już ta grupa, która tylko przychodzi na zajęcia, musi się o tej porze zacząć ubierać, by potem zdążyć ze wszystkim. A nie zawsze jest to łatwe.

Szczególnie w poniedziałek.

Odczuli to na swojej skórze nasi podopieczni, może z wyjątkiem Jeremiego, ale on zawsze uwielbiał wstawać do szkoły, nawet w tych starych, choć nie tak dobrych czasach, kiedy trzeba było walczyć z Xaną nawet w nocy i zdarzało się, że operacje kończyły się wtedy, kiedy ranne wstawały zorze. Jednak Odd, który cenił dobry i długi sen wysoko w swojej osobistej hierarchii potrzeb, nie był zadowolony z takiej sytuacji. Nic więc dziwnego, że gdy doczłapał się do łazienki, gdzie Ulrich i Einstein kończyli już poranną toaletę, na ich już całkiem przytomne „Siema” odpowiedział:

-Blebleblem…zieeeeeeeeeeew.

Co w sumie znaczyło to samo, ale przed godziną siódmą nie było mowy o tym, by Odd umiał porozumieć się w cywilizowanym dialekcie. Musiał się umyć i zjeść śniadanie.

Gdy ekipa z internatu jadła już śniadanie, do stołówki weszła Yumi. Uczniowie niemieszkający w Kadic również mogli się tam pożywiać, a dzięki rządowemu programowi PapuPlus, wprowadzonemu dawno temu, nie kosztowało ich to ani centa. Dla Japonki to potrójna wręcz korzyść: naje się, nic za to nie zapłaci (więcej kasy na mangę), poza tym od pewnego czasu nie lubiła przebywać na śniadaniach w swoim domu rodzinnym. Yumi dosiadła się do reszty paczki i zaczęła rozmowę:

– I jak, wyspaliście się?

– Nawet nie pytaj! Kto to wymyślił, barbarzyńca jakiś, żeby wstawać nad ranem! – odpowiedział Odd, mówiąc w zasadzie to samo, co zwykł mawiać przy takich okazjach od paru lat, jak wstał lewą nogą.

– Czyli normalka.

– To trzeba było tego programu nie oglądać. – włączył się Ulrich – Położyłbyś się spać o normalnej porze i może nawet byś się pouczył na klasówkę z chemii.

– A to moja wina, że całe spotkania dają tylko na Canal+?

– No, to w sumie nie.

– Właśnie. Jak się kiedyś doczekamy ekstraklasy w publicznych mediach to wtedy będę sobie mógł mecze o piętnastej oglądać.

– A nie byłoby wygodniej w internecie, na streamie jakimś? – zapytał Jeremie.

– Nie będę kradł.

– Ooo, i kto to mówi! A kto piosenki z Chomikuj ściąga? – odezwał się Ulrich.

– Tam to nie jest piractwo, tam udostępniają ludzie co legalnie kupili płytę.

– Ale to, że kupili, nie oznacza, że mogą sobie tym dysponować jak chcą.

– Jak to nie?

– Ano tak to, że jakby każdy tak robił jak ty, to te szarpidruty wszystkie by poumierały z głodu, bo nic by na swojej muzyce nie zarobiono. A wiesz przecież że chleb drożeje.

– Dawno w sklepie nie byłem…

– To po lekcjach pójdziemy, zobaczysz jakie ceny straszne.

– A jak tam przygotowania do klasówki z chemii? – zmieniła temat Yumi – Podobno trudny materiał teraz macie… wiem coś o tym, rok temu to samo przerabiałam.

– Gdzie tam trudny, co ty gadasz – odpowiedział Jeremie – wystarczy się tylko nieco pouczyć.

Odd był bardzo zdziwiony

– Tak, tak, zawsze tak ględzisz, a i tak pewnie się to potem w życiu nie przyda. Ja mam stałą dewizę: najpierw oblać, potem nauczyć się pytań na poprawkę, żeby te dwójkę z plusem dostać. Tyle mi wystarczy.

– Jak nie masz ambicji to trudno się dziwić. – odparł Jeremie.

– To nawet nie o to chodzi, tylko o to, że ja z chemią żadnej przyszłości nie chcę wiązać, więc po cholerę mi znać pierwiastki?

Nagle zabrzmiał dzwonek, obwieszczający koniec przerwy śniadaniowej i początek kolejnego dnia zajęć. Uczniowie wstali z miejsc i udali się do swoich klas. Yumi wykorzystała ten moment, by podejść do Sterna.

– Ulrich… mogę cię o coś prosić?

– Ja…jasne, Yumi, co jest? – spytał nieco zdezorientowany.

– Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać, a to nie jest sprawa, którą chcę poruszać w szerszym gronie i na szybko, dlatego… dasz się namówić na spacer po lekcjach?

– Spacer… z tobą… oczywiście, dla ciebie zawsze znajdę czas.

– O, to fajnie, to widzimy się o czternastej pod szkołą!

Ulrich zaczął się zastanawiać: „Sprawa której nie chce poruszać w szerszym gronie..? Co to może być?” – jednak jego tok myślowy przerwał głos Yumi, która kładąc rękę na ramieniu Niemca powiedziała:

– Powodzenia na klasówce, wierzę w ciebie!

I odeszła, pozostawiając Ulricha w nastroju zadowolenia wymieszanego z ciekawością.

Suzanne Hertz była lubiana przez uczniów Kadic, którzy zawsze chętnie uczestniczyli w jej lekcjach. Potrafiła przekazywać wiedzę w taki sposób, że nawet najbardziej zatwardziali wrogowie chemii jako przedmiotu wynosili coś z lekcji. Był jednak jeden aspekt jej pracy dydaktycznej, który nie wzbudzał entuzjazmu młodzieży: klasówki. To w sumie nie wzbudzało zdziwienia, każdy nauczyciel musiał przeprowadzać sprawdziany, a prawie każdy uczeń ich nie lubił. Pani Hertz wychodziła z założenia, że taki test powinien sprawdzać dogłębnie wiedzę i pozwolić się wykazywać, dlatego zwykle były to obszerne, kilkunastostronicowe arkusze z wieloma zadaniami różnego typu, od zaznaczania prawdziwych i fałszywych zdań, poprzez podpisywanie ilustracji, rozwiązywanie równań chemicznych, aż po pytania o pojęcia, w których trzeba było się sporo rozpisywać bo wiele rzeczy było punktowanych. Z jednej strony uczniowie początkowo nie lubili tego typu egzaminów, ale po kilku takich próbach wiedzieli już, że w taki sposób zawsze mogą wyłapać punkty nawet na łatwiejszych zadaniach.

Jednak gdy nadeszła godzina próby i nasi podopieczni wchodzi do sali, zastanawiając się jakie tym razem zadania przyjdzie im rozwiązywać, nie mieli pojęcia, co za chwilę usłyszą…

– Moi drodzy, jak pewnie pamiętacie, umówiliśmy się dzisiaj na klasówkę. I ta klasówka będzie. Ale trochę inna niż zazwyczaj – ogłosiła pani Hertz. Po klasie rozszedł się szmer zaintrygowania.

– Otóż tym razem – kontynuowała nauczycielka – dostaniecie do rozwiązania test zgodny z najnowszymi wymogami ministerstwa oświaty i wychowania. Nasza szkoła została wytypowana do programu „Innowacyjna szkoła”, który ma pomóc w wykształceniu was na wszechstronnych, światłych ludzi. Właśnie dlatego od teraz testy będziemy robić w bardziej efektywnej formie. Tym razem zamiast wielostronicowego sprawdzianu dostaniecie dwie kartki. Na jednej z nich są zawarte pytania i odpowiedzi, wszystkie zamknięte. Druga kartka to miejsce do zaznaczania prawidłowej odpowiedzi. Wystarczy zamalować krateczkę.

– To nie będzie niczego do wpisywania? Żadnych regułek? Żadnych definicji? – spytał zaniepokojony Herve.

– Nie będzie. Ministerialni eksperci uważają, że nowa forma tekstów jest bardziej dostosowana do realiów współczesnego świata. Ja co prawda początkowo byłam nieco sceptyczna, ale… no, nic, drogie dzieci. Tam są jednak ludzie bardziej znający się na tym niż zwyczajny nauczyciel spod Paryża. Rozdaję kartki, proszę podpisać imieniem, nazwiskiem i numerem z dziennika, macie godzinę. Powodzenia.

Klasa była trochę zaszokowana tym, co się stało. Zawsze klasówki miały po dwadzieścia sześć stron, mnóstwo rzeczy trzeba było napisać, a teraz tylko kratki zaznaczać? Cóż, trzeba się było przyzwyczaić. Gdy wszyscy dostali swoje testy, Suzanne Hertz zasiadła za swoim biurkiem i wzięła do ręki „Krótką historię czasu” Hawkinga. W końcu skoro tyle lat nikt nie próbował u niej ściągać, to i teraz się nie odważą.

Jeremie radził sobie ze sprawdzianem tak jak zwykle, nawet specjalnie cztery razy pytanie czytał, tylko po to żeby czas szybciej zleciał. Nawet Ulrich coś tam zaznaczał. Tylko Odd miał dylemat:

„Kurna, strzelać czy nie strzelać… szansa jakaś jest.”

Nagle Włoch zorientował się, że przecież cały czas siedzi koło Jeremiego. Kolega nie robił żadnego kamuflażu, więc widać było wszystkie odpowiedzi.

„Santa Madonna! Czemu na to wcześniej nie wpadłem? Zerknę na odpowiedzi, nikt nie zauważy.”

Jak pomyślał, tak zrobił. Zdążył zaznaczyć dwadzieścia cztery odpowiedzi, gdy nagle Jeremie wstał, wziął swoje kartki i oddał nauczycielce.

„Cholera jasna! Nie mogłeś potem oddać? Ale dobra, może tyle starczy, może wreszcie pozytywna ocena za pierwszym razem mi się trafi, tak jak na wuefie u Jima”

Odd poczekał kilka minut, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Na całe szczęście zanim on zdecydował się wreszcie zwrócić test nauczycielce, zrobiło to już kilku uczniów.

Po upływie regulaminowej godziny okazało się, że tak naprawdę można było skrócić ten czas do czterdziestu minut, gdyż nawet najwięksi klasowi kretyni zdołali tym razem rozwiązać cały sprawdzian na czas. Od dwudziestu minut wszyscy zajmowali się swoimi sprawami: jedni czytali najnowszy „Przegląd Sportowy” albo nowy numer „PolitTygodnia”, inni zaś zabawiali się komórkami. To było dozwolone od czasów uczniowskich protestów sprzed czterech lat, choć niedawno rząd krajowy ogłosił nałożenie zakazu. Jak to jednak bywa, rząd więcej ogłasza niż robi, toteż jak na razie nic nowego nie wprowadzono. Wreszcie pani Hertz pozwoliła wyjść uczniom z klasy.

Pozostałe lekcje minęły szybko i bez niespodzianek. Ulrich nie mógł doczekać się końca zajęć, wiedział iż jest umówiony z Yumi na… nie, nie randkę, tego nie można było nazwać randką, w końcu są przyjaciółmi i tyle… po prostu pójdzie z nią na spacer i porozmawia. Tylko o czym? To miało się okazać już niebawem.

Nadeszła wreszcie czternasta. Ulrich szybko wyszedł z sali, nie czekając na kolegów, i skierował się w stronę bramy. Yumi już na niego czekała.

– Widzę, że jesteś punktualnie.

– Wiesz… nie lubię się spóźniać. To gdzie idziemy?

– Chodźmy do parku. A jak poszła klasówka?

– W sumie to nawet lepiej niż się spodziewałem.

Ulrich opowiadał Yumi o tym, co wymyśliła nauczycielka chemii. W międzyczasie znaleźli ławkę i na niej usiedli.

– OK, Yumi, to teraz powiedz mi, o czym chciałaś pogadać? – spytał Niemiec.

– Cóż… to jest delikatna sprawa… – zaczęła Yumi – nie chciałam o tym mówić przy wszystkich. Wydaje mi się, że mam w rodzinie poważny problem.

Japonka streściła wydarzenia z niedzieli, zaczynając od wybuchu złości na brata, a kończąc na siniakach. Ulrich był nieco zaszokowany, w końcu pan Ishiyama wydawał mu się jako ktoś, kto co prawda jest surowym rodzicem, tak jak jego ojciec, ale nie przypuszczał, że będzie się uciekać do przemocy.

– I co ja mam teraz zrobić, Ulrich? Nie mogę przecież patrzeć bezczynnie.

– Ano, nie możesz – zgodził się Niemiec.

– Tylko jak to załatwić… może prosto z mostu?

– Znaczy wiesz, Yumi… nie wiem czy akurat tutaj coś by to dało. Jak zapytasz się ojca, czy bije Hirokiego, to wyprze się od razu, a do tego powie, żebyś się nie wtrącała w sprawy dorosłych, bo jesteś gówniarą.

-Ale ja już mam szesnaście lat!

-Dla rodziców nawet taki wiek zbyt wiele nie zmienia.

-Ano… to co wtedy?

-Porozmawiaj może z matką. Przy czym ja bym to na twoim miejscu rozegrał jakoś taktycznie. Tak jak czasem z ojcem robię. Staram się go przygotować nieco do złych informacji. A w twojej sytuacji to nawet lepiej się sprawdzi, bo pokażesz, że jesteś dojrzała, że chcesz rozmawiać, a to zawsze działa.

-Skoro tak mówisz… myślałam nawet by dzwonić na policję. Ale to chyba niedobry pomysł na tym etapie.

-Nawet bardzo niedobry. Nie masz dowodów z samego bicia, tylko ślady. Musiałabyś nagrać coś na kamerę. Poza tym nie masz też pewności czy Hiroki nie wyolbrzymia, dzieci tak mają często. Nawet jeśli ślady są poważne, to wciąż jest trochę mało. Pomijam już to, jak nieudolnie policja działa… ale to nie od nas zależy.

– Czyli raczej najpierw rozpoznać sytuację?

– Tak. Bo też może być tak, iż po prostu twój ojciec w pewnym momencie miał zły dzień. Tobie też się to zdarza, tak samo jak mi. Z tego co Hiroki ci powiedział to jak na razie wiesz, że było jakieś mocne bicie, ale nie wiesz tego, czy to regularnie. Dlatego to by trzeba było wybadać.

– Ano… kurczę, przecież mój ojciec się tak nie zachowywał. Może faktycznie to ma jakieś inne podłoże? Może problemy w pracy?

– Właśnie dlatego musisz to sprawdzić.

– Cóż… może to się jakoś wyjaśni.

Ruszyli dalej. Japonka musiała już wracać do domu.

– Yyy… Yumi?

– Tak?

– W sumie to jest jeszcze jedna rzecz.

– Jaka?

– Wierzę w ciebie.

– Naprawdę…?

– Tak. Naprawdę.

– Kurczę… dzięki, Ulrich – Yumi przytuliła czule swojego przyjaciela – naprawdę, bardzo mi pomogłeś. Do zobaczenia jutro.

Podczas gdy Ulrich starał się pomóc Yumi w problemach rodzinnych, pani Hertz miała nieco inne problemy. Nie była przyzwyczajona do sprawdzania zamkniętych testów, zawsze jej się wydawało, iż to czynność mniej dydaktyczna, a bardziej mechaniczna, podobna do taśmowego wkręcania śrubek w fabryce. Jak dotąd wszystko ustalała sobie sama: skalę ocen, widełki punktowe, często też zmieniała to już przy samym sprawdzaniu. A teraz dostała gotową punktację, której nie mogła zmienić, do tego klucz odpowiedzi i nawet specjalną kartę – szablon do przykładania, żeby nie musieć szukać specjalne rozwiązań, bo od razu wszystko było widać. Kartka miała wycięcia w miejscach, gdzie jest poprawna odpowiedź. Suzanne pamiętała jeszcze zalecenia ze szkolenia sprzed dwóch tygodni.

– Klucz jest dobry, bo nie trzeba myśleć nad tym, czy uczeń zapisał regułkę w sposób zadowalający… albo zaznaczył właściwie albo fałszywie.. nie trzeba już naginać punktacji.. ale zaraz! Ja nigdy nie naginałam! No, może przy Elizabeth, ale czasem trzeba, bo by mnie ten wąsacz wyrzucił z roboty. Dobra… kawa zrobiona, zabieram się do pracy. Podobno teraz ma mi to mniej czasu zajmować niż wcześniej… zobaczymy.

Pierwszy test należał do Jeremiego Belpois.

– U niego to nie ma co się martwić, on pewnie i tak napisze na bardzo dobrą. Cyk, sprawdzam… faktycznie, tylko jeden błąd. Chyba za szybko czytał.

Następny w kolejce był Ulrich Stern.

– Tu już będą pewne problemy chyba… ale zaraz… nawet się nauczył. A przynajmniej dobrze zaznaczył. Chyba się uchroni przed poprawką.

Pozostali uczniowie byli sprawdzani w podobnym tempie. Jednym test wypadał lepiej, innym gorzej.

– A teraz córka dyrektora. Tylko pamiętaj, Suzi, żadnego naciągania. Będzie pała, postaw pałę! Sprawdźmy… uuu, początek spierniczony… ale potem lepiej… ma fuksa dziewczyna, w czepku urodzona. Na styku dopuszczająca.

Po piętnastu minutach okazało się, że został tylko jeden test do sprawdzenia. Nauczycielka się szczerze zdziwiła, gdyż zwykle nad jedną osobą siedziała ponad dwadzieścia minut.

– No, teraz to ja bym mogła bez sprawdzania, bo i tak obleje, ale jednak widzę, że coś zaznaczył, poza tym procedury wymagają. Ale zaraz… to jest chyba cud nad Sekwaną! Ponad ¾ odpowiedzi poprawnych? Jak to się stało…

Nagle zadzwonił telefon. Suzanne odebrała, wciąż będąc w stanie pewnego zaskoczenia.

– Cześć, tu Jimbo! Miałaś dzisiaj chyba klasówkę, co nie? – to był Jim, wuefista i prywatnie dobry znajomy nauczycielki, choć chyba wydawało się, że on chciałby by to było coś więcej.

– Ano, miałam.

– I jak, co dzisiaj było? Jakie origami?

– Żadne. Dzisiaj nie ma łabędzia dla ciebie.

Rozdział 3

W niedzielę Ulrich wstał kwadrans po dziewiątej, ubrał się i poszedł na śniadanie. Odd spał. Gdy wrócił ze stołówki, włączył radio, aby posłuchać muzyki. Jednak blondyn nadal spał. Około jedenastej Ulrich postanowił obudzić przyjaciela. Potrząsnął nim i powiedział:

– Co to ma być za spanie? Wstawaj natychmiast!

– Jeszcze pięć minut. Za wcześnie na wstawanie.- odpowiedział Odd sennym głosem i przewrócił się na drugi bok.

„ Ja ci dam pięć minut, leniu patentowany!”- pomyślał Ulrich. Nagle wpadł na genialny pomysł. Postanowił spłatać mu psikusa. Stanął na środku pokoju i krzyknął:

– Odd! Sanepid zrobił kontrolę w szkolnej stołówce! Chcą ja zlikwidować! Nie będzie klopsów i spaghetti. Będzie sam szpinak! Znaleźli już zastępstwo za kucharkę!

Na reakcję Włocha nie trzeba było długo czekać. Wstał jak oparzony i krzyknął:

– Co? Zlikwidować stołówkę? Po moim trupie! Lecę bronić spaghetti!- Odd wyleciał do łazienki z bojowym okrzykiem na ustach. Ulrich pękał ze śmiechu.

Po krótkiej chwili Odd przyszedł po ubranie. Z rozpędu zapomniał zasłonić się ręcznikiem i teraz prezentował się przed współlokatorem całkiem golusieńki.

– Odd! Jakiś ty szybki! Ale chyba o czymś zapomniałeś! – powiedział Ulrich, z trudnością powstrzymując się od śmiechu.

– O czym ty mówisz? – spytał zdezorientowany Odd. Potem spojrzał w dół i strasznie się zawstydził. Szybkim ruchem ręką zasłonił się. 

– Ale gotowość do walki to masz niczym powstaniec warszawski! – pochwalił Niemiec swojego gołego, aczkolwiek niezbyt wesołego przyjaciela.

– Że niby kto? – Odd nigdy nie był dobry z historii i nie wiedział zbyt dużo o bohaterskim czynie młodych warszawiaków z sierpnia 1944 roku. Ale trudno się dziwić, skoro on nie wiedział zbyt dużo o wielu rzeczach.

– Eee, nieważne. Chodź lepiej na śniadanie, tylko się najpierw ubierz, bo z gołym tyłkiem nic nie dostaniesz. Chyba że kopa w zadek, ale na goły to strasznie boli.

Odd w końcu się ubrał i poszedł z Ulrichem na śniadanie. Na szczęście nawet kucharka znała odwieczną prawdę, że niedziela służy do odsypiania, więc pomimo pory w której już raczej myśli się o obiedzie, kantynka była otwarta. Odd wziął 3 rogaliki z masłem i sok jabłkowy firmy „Capi” (wymawiać: Kapi). Ulrichowi wystarczył jeden rogalik z czekoladą i puszką napoju energetyzującego „KopPałer”. Zwykle Ulrich nie pije takich rzeczy, ale jedna puszeczka na tydzień jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Gdy dwaj kumple pobrali już pożywienie, poszli na ławkę. Tam siedzieli już Aelita i Jeremie. Oni już zjedli śniadanie, ale nie mieli nic do roboty, może poza tym, że Einstein musiał sprawdzić wiadomości na Ćwierkaczu. Aelita zauważyła chłopców idących w jej stronę i powiedziała:

– Jeremie, zostaw tego laptopa, lepiej byś pogadał z nami.

– Z kim? Aaa, już widzę. Odd i Ulrich się zbliżają.

– Cześć wam – zagadał Ulrich – Co planujecie na dziś?

– No wiesz, dziś niedziela, nawet ładny dzień się zapowiada, a z chemii to już prawie wszystko umiem – odrzekł Jeremie.

– Prawie wszystko? Nie wkręcaj! Pewnie umiesz nawet zadania z gwiazdką zrobić.

– E tam z gwiazdką… Przecież to proste jak konstrukcja cepa, a ta gwiazdka to po to, żeby wystraszyć uczniów.

– Kurde, dopiero 11, a wy już gadacie o głupotach – wtrącił się Odd, najwyraźniej mocno znudzony dotychczasową konwersacją.

– A ty byś wziął przykład z Jeremiego, a nie się po imprezach szlajasz! – odpowiedział mu Ulrich.

– To Odd był na imprezie wczoraj? – zapytała Aelita.

– No a jak! Wczoraj wyszedł, dzisiaj wrócił. – odpowiedział Ulrich.

– Ale co miałem robić? Przecież była sobota, tak? To trzeba się zabawić. A poza tym nie wróciłem pijany albo coś w tym stylu. – odrzekł z lekką nutą irytacji Odd.

– No jeszcze kurde tego brakuje, żebyś pił alkohol! Burdel byś tylko robił w pokoju… chociaż i tak już syf straszny jest, byś te swoje śmierdzące gacie posprzątał, a nie je kupkami układasz. Co ty z tym robisz, sztukę nowoczesną?- zdenerwował się Ulrich.

– Oj dobra, nie musisz mi za swojego ojca robić. Posprzątam jutro, bo dzisiaj muszę się pouczyć, żeby chociaż dwójkę z klasówki dostać. – odpowiedział Odd.

– No, zobaczymy, ale już jeden krok jest zrobiony. Sam postanowiłeś się pouczyć. Ja cię przypilnuję.

– Jak uważasz, ojcze. – zaśmiał się Odd.

– Ciekawe co robi Yumi? – zmieniła temat Aelita.

– Nie wiem… może też się uczy, w końcu ma więcej nauki od nas. – zastanawiał się Jeremie.

Tymczasem w domu państwa Ishiyama byli tylko Yumi i jej młodszy brat Hiroki. Rodzice musieli pojechać na delegację, więc cały dom, a w szczególności brat był pod opieką dziewczyny. Oczywiście jak można się domyśleć, Yumi była wręcz cała uradowana, że musi zajmować się Hirokim (na serio to nie była, ale cii…). Zwykle w niedzielę wszyscy spali do około wpół do dziesiątej, ale chłopcu coś się zapaliło w głowie i wstał o siódmej rano. Naturalnie żeby oznajmić światu (a przynajmniej swojej siostrze), że już jest gotowy do nowego wolnego dnia, zaczął śpiewać:

– POBUDKA WSTAĆ, KONIOM WODY DAĆ!!!

Yumi usłyszała wokalne popisy swojego braciszka i wstała, z wymalowaną na twarzy pretensją do brata o to, że znalazł sobie tak wczesną porę na próby do The Voice Kids. W tym samym czasie Hiroki śpiewał dalej:

– JA TU TRĄBIE PÓŁ GODZINY, A WY ŚPICIE SKUR….O, Yumi. Wstałaś?

– A jak miałam nie wstać, gdy ty drzesz ryj na cały dom i do tego jeszcze takie brzydkie rzeczy śpiewasz. Jakbyś nie mógł czegoś ładnego, jakieś piosenki dla dzieci. – pouczała Yumi.

– Ja nie będę o jakiś popieprzonych kredkach śpiewać!

– To przynajmniej nie drzyj się w niedzielę o tej godzinie, bo ja chcę sobie jeszcze pospać.

– A co, Ulrich ci się śnił? – zaczął się naśmiewać Hiroki.

– Nie twoja sprawa. A teraz idę się jeszcze położyć, a ty nie hałasuj tak. – Yumi poszła do swojego pokoju, żeby dospać jeszcze dwie godziny.

Hiroki postanowił na razie nie wkurzać siostry i włączył telewizor. Co prawda w niedzielę przed ósmą telewizja nie prezentowała zbytnio ciekawych rzeczy. Chłopiec jednak był optymistą, gdyż jego rodzina miała telewizję satelitarną od platformy „eNCepence”, a tam było ponad osiemset kanałów (z czego większość po arabsku). Z tego powodu Hiroki wziął pilota i rozpoczął wędrówkę po kanałach w poszukiwaniu jakiego ciekawego zapychacza czasu. Zaczął oczywiście tak jak należy, czyli od pierwszego programu. Na pierwszej pozycji w dekoderze była Jedynka (dziwne, co nie?), a tam pewien gościu w garniturze przekonywał:

– Marchewki pryskane są niedobre!

Hirokiego rolnicze rozmowy nie interesują. Pstryk! I jest Dwójka (na drugim miejscu na dekoderze, to bardzo dziwne…). Na Dwójce powtórka jakiegoś serialu. Nuda. Pstryk! I wskakuje PolSatan… yyy, Polsat znaczy się. Tam z kolei serial dla dzieci o tchórzliwym kundlu. Strasznie niewychowawcze, dzieci się uczą tchórzostwa. Jako że Hiroki nie chce być tchórzem, przełączył na następny kanał. Czwórka puszcza wróżki kreskówkowe, od których Hirokiemu się rzygać chcę, więc… Pstryk! I mamy Tele5. Kolega Hirokiego, Johnny, opowiadał, że na tej stacji puszczają wieczorem bardzo ładne filmy przyrodnicze. Niestety teraz była dość wczesna pora i zamiast filmu była reklama proszku:

– Szop Pracz! Wypierze wszystko, łącznie z kieszeniami!

Pstryk! Teraz z kolei TVN666… a nie, to zwykły Tefauen był. Telezakupy. Ulubiony program Hirokiego (zaraz po kreskówkach na jednym kanale). Sprawdził w programie, będzie do 10:00. W końcu coś dla mnie, pomyślał Hiroki, wsłuchując się w głos podnieconego lektora, który zachęcał do kupna maszynki do robienia wody mineralnej „AquaPierdolnik2013”.  

Yumi skorzystała z tego, że Hiroki nie darł ryja i spała do 9:40. Potem się obudziła, wstała i ubrała w czarny sweter i czarne spodnie oraz czarne buty (informacja dla ciekawskich i pornograficznych grubasów: tak, stanik też miała czarny). Poszła do pokoju, tam zobaczyła Hirokiego oglądającego telezakupy „Kiwi”. Jak zwykle, pomyślała i poszła do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Zauważył to Hiroki, który również poszedł do kuchni, gdyż przez oglądanie patelni do naleśników „Dubletta” strasznie zgłodniał. Powiedział do swojej siostry:

– E, zrób mi śniadanie.

– To sobie sam zrób, płatki sobie wsyp. Łapy masz? To sam zrób, ja ci nie będę usługiwać. – odparła Yumi, wciąż troszkę zła na brata za wczesno poranny numer.

– Oj dobra, ale ty nieużyta jesteś, zamiast swojemu malutkiemu bratu pomóc, to pyskuje.

– Ta, malutkiemu. Ale klnąć to jak szewc potrafisz. Myślisz że nie wiem, co chciałeś zaśpiewać na końcu?

– Weź się nie czepiaj, w końcu starzy kazali tobie się mną zająć.

– No wiem, żebyś ty tylko taki cholernie upierdliwy nie był.

– A jaki ja tam upierdliwy jestem, ja grzeczny chłopczyk jestem i aniołek.

– Wiesz co, Hiroki? Ty jedz, a nie takie pierdoły pociskasz.

– Dobra, siostra nie czepiaj się. A co tam u twojego ukochanego Ulricha? – zaczął ponownie naśmiewać się Hiroki.

– A w ryj chcesz? Poza tym co cię to gówno obchodzi? To nie twoja sprawa. – odpowiedziała poirytowana jak diabli Yumi.

– Ale spokojnie siostra, bo zmarszczek dostaniesz i cię nikt nie będzie chciał, takiej chudej wrony.

– Nie przeginaj, gówniarzu, bo się doigrasz!

– Bo ty mi możesz coś zrobić… przecież ty mnie nigdy nie pobiłaś… i nie pobijesz.

– Jeszcze nie pobiłam… ale zobaczysz, jak nie przestaniesz, to tak zarobisz w gębę, że się nie pozbierasz. – Yumi się strasznie zdenerwowała, chociaż w głębi duszy wiedziała, że czego takiego nie zrobi. Chyba.

– Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.

– A żebyś się kurna nie zdziwił.

– I tak mi nic nie zrobisz, bo się boisz jak chuj i ogólnie głupia jesteś.

– No i teraz kurwa przesadziłeś! – Yumi wstała i bardzo zdenerwowana podeszła do Hirokiego, podnosząc na niego rękę.

– Ale… Yumi… ja tylko żartowałem… dobra siostra…grzeczna siostra… To wszystko żarty były… – Hiroki próbował się jakoś wytłumaczyć, jednak było już za późno. Yumi się strasznie wkurzyła.

– Ale to nie są żarty – odrzekła Yumi, a potem uderzyła Hirokiego otwartą dłonią w twarz. Plask uderzenia było słychać na całym piętrze. Hiroki nagle przestał się uśmiechać.

– I co, sądzisz, że na tyle cię tylko stać… – odpowiedział Hiroki.

– Nie… stać mnie na dużo więcej… A teraz do pokoju, już! Bo jak się wkurwię, to mocniej uderzę. – Yumi była wściekła na brata, że doprowadził ją do takiego stanu, jednak nie żałowała tego co zrobiła.

– No i dobrze, i pójdę sobie do pokoju, nie chcę cię już więcej widzieć. Jesteś taka sama jak ojciec! – Hiroki z płaczem pobiegł do swojego pokoju. Yumi się tym wcale nie przejęła i poszła do siebie, by się trochę pouczyć.

Parę godzin później Yumi miała zejść do kuchni, by zrobić obiad, jednak przechodząc koło pokoju swojego brata, usłyszała jak Hiroki mówi sam do siebie:

– Że też ona miała czelność mnie bić. A myślałem, że przynajmniej ona nie będzie chciała mnie uderzyć. A tu proszę, w ojca się wdała. Pewnie zaraz będzie mnie okładać paskiem po plecach.

W tym momencie Yumi zrobiło się przykro. Wiedziała, że to, co zrobiła bratu, było bardzo niemiłe. Ale jeszcze bardziej zrobiło jej się przykro, gdy usłyszała, że ojciec go bije. Nigdy tego nie widziała, gdyż całymi dniami była w szkole, a gdy wracała, to wszystko wyglądało normalnie. To co teraz usłyszała, zaszokowało ją. Yumi postanowiła porozmawiać z bratem. Zapukała do drzwi, lecz nie słysząc odpowiedzi, otworzyła je.

– Hiroki, możemy pogadać?

– Czego chcesz? Znowu dać mi po pysku?

– Nie, Hiroki, nie chcę cię bić. Chcę pogadać. Usłyszałam przed chwilą, jak mówiłeś coś niepokojącego. Czy wszystko w porządku?

– A co ma być w porządku, kiedy tata zamiast ze mną rozmawiać, bije mnie paskiem! A teraz jeszcze ty… wdajesz się w niego…

– Nie, Hiroki, ja nie będę cię bić, za gwałtownie zareagowałam, przepraszam.

– Na pewno? Bo nie chcę mieć bardziej posiniaczonych pleców.

– Że co? Dlaczego posiniaczonych?

– Sama zobacz. – Hiroki zdjął koszulkę i odwrócił się plecami do Yumi. Widok był nieciekawy, jego plecy były prawie całe czerwone, widać było wyraźny ślad ojcowskiego paska. Na ten widok Yumi zakręciła się łza w oku, było jej smutno, że jej własny ojciec tak traktuje jej brata.

– Ale… Hiroki… musimy coś z tym zrobić! – powiedziała Yumi przez łzy.

– Ale co?

– Porozmawiam jutro z rodzicami o tej sprawie. Przecież tak nie może być.

– Porozmawiasz z nimi? Obiecujesz?

– Tak, porozmawiam, nie zostawię cię samego z tym. – Yumi przytuliła Hirokiego ze łzami w oczach. Zapomniała już o tym co stało się rano, w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Teraz liczyło się tylko bezpieczeństwo jej brata i to, żeby ojciec nie używał wobec niego przemocy.

W porze obiadowej uczniowie z internatu, w tym nasi bohaterowie, zjedli obiad (tego się nie spodziewaliście, co nie?). Potem Jeremie i Aelita poszli się jeszcze pouczyć. Ulrich musiał zagonić Odda do kucia się z chemii, jednak zaraz po obiedzie Odd poszedł do toalety, a następnie wyruszył na randkę z jakąś dziewczyną, którą poznał dwa dni temu. Odd obiecał, że wróci wcześnie. Ulrich nie miał innego wyjścia i musiał się sam uczyć. Na szczęście na trójkę umiał.  Odd natomiast wrócił na kolację, zjadł i poszedł do pokoju. Najpierw sprawdził, co miał zadane z prac pisemnych, potem przez 2 godziny kombinował jak to zrobić, ale w końcu poradził sobie z pięcioma przykładami z matmy. Następnie spakował się na poniedziałkowe lekcje (gwoli ścisłości: Ulrich też to zrobił, ale wcześniej). Wreszcie nadszedł moment, w którym Odd miał zająć się nauką do testu z chemii. Wziął książkę (chociaż tutaj raczej pasowałoby określenie „cegła”) i otworzył na temacie powtórzeniowym. Oczywiście otwarcie książki to jedno,  a nauka to drugie. I to drugie jest trudniejsze, szczególnie jeśli chodzi o chemię i szczególnie jeśli chodzi o Odda. Ogólnie nauka mu nie przychodziła łatwo, ale z chemią to była kompletna tragedia. Odd jednak nie przejmował się tym wcale, można powiedzieć że miał to kompletnie w d… no, gdzieś. Ale jednak coś sobie musiał przypomnieć, a nuż będą same zamknięte pytania i uda się coś postrzelać na dwóję… Z takim nastawieniem Odd zasiadł do nauki. W tym samym czasie Ulrich włączył telewizor, gdyż po kilku godzinach nauki uznał, że musi się odprężyć. Skacząc po kanałach usłyszał pewien utwór stylizowany na disco, który Odd znał na pamięć. Okazało się, że za dziesięć minut będzie wpół do jedenastej i nadszedł czas na ulubiony program Włocha – „Sportową Niedzielę”, czyli gadanie przez trzy i pół godziny o piłce nożnej (ulubionej dyscyplinie Odda) z  kupą ekspertów i jakąś blondynką, która ma duże walory. Odd nigdy nie przegapił żadnego programu od dziesięciu lat i zawsze oglądał do końca, czyli do drugiej w nocy (wliczając w to wiadomości lecące pół godziny wcześniej). Tym razem również nie chciał zrezygnować z tej tradycji. Zauważając, że Ulrich zamierza zmienić kanał, powiedział:

– Nie przełączaj!

– Ale przecież ty się musisz uczyć!

– To się będę uczył i oglądał. Muszę się dowiedzieć wyniku meczu Szambonurków Sokołów*

– Ja już wiem, bo wieczorem w dzienniku było. Wynik był…

– Nie mów! Ja chcę sam zobaczyć.

– Ale tylko ten wynik chcesz zobaczyć?

– No wiesz, Ulrich… W zasadzie to bym sobie zobaczył przegląd pierwszej ligi, drugiej, trzeciej, czwartej, no i jeszcze okręgowej…

– A nauka?

– Nauka nie zając, nie ucieknie. Poza tym ja umiem dwie rzeczy naraz robić.

– Dobra, żebyś tylko jutro nie beczał.

– Spoko.

Więc zasiedli do oglądania. Na początek przedstawiono staruchów… znaczy ekspertów w studiu, potem rozpoczęto skróty spotkań.  Była to cała procedura: najpierw plansza z nazwami drużyn które grały przeciwko sobie, potem dziesięć minut o meczu, następnie wszystkie bramki i przechodzono do kolejnego spotkania. Odd był dobrze zorientowany i wiedział, że zwykle Szambonurkowie byli pokazywani jako 3 spotkanie. Dziś jednak coś zmieniono i ulubieńcy Odda, który zmierzyli się z Pedofilami Koziegłowice (4:1), zostali pokazani dopiero jako 8 mecz (czyli ok. 90 minuta programu). Reszta programu do przerwy była taka sama, więc Ulrich się trochę znudził, ale Odd jak co tydzień bawił się wspaniale, widząc w zasadzie to samo. Wreszcie jednak nadeszła godzina 1:19, trzeba było przerwać program by puścić wiadomości. Odd jednak ani myślał gasić telewizor, w końcu jeszcze 35 minut pozostało. Najpierw jednak weszła czołówka dziennika, po niej prezenter rozpoczął przekazywanie wieści. Nagle Odd i Ulrich znieruchomieli. Pierwsza informacja dotyczyła ich miasta, co zobaczyli na okienku po prawej stronie. Redaktor prowadzący, zapewne czytając z kartki, podawał:

– Wczoraj po południu zatrzymano Laurę G., podejrzaną o kradzież z włamaniem do Banku Gospodarstwa Świńskiego. Zatrzymana ma czternaście lat, postawiono jej zarzut kradzieży z włamaniem z użyciem broni. Podejrzanej grozi do sześciu lat więzienia. Proces rozpocznie się za trzy dni w trybie przyspieszonym, wyrok wyda sędzia Artur Lipiński. – pojawiają się kolejno: obrazki z zatrzymania dość wysokiej blondynki z krnąbrną i zarozumiałą mor… twarzą, potem budynki banku i prokuratury. Chłopcy byli zaskoczeni: jak ktoś w ich wieku może zrobić coś tak ohydnego?  Redaktor w tym czasie mówił:

– Przechodzimy do polityki. Prezes „Bezprawia i Niesprawiedliwości” zapowiedział utworzenie komisji śledczej w sprawie wykupienia zapasów Pepsi ze wszystkich sklepów w Polsce. Według opozycji to wina Tuska. Według Tuska to wina BiNu. Wszystko wyjaśni się w środę. Natomiast w Warszawie trwa 48 dzień okupacji stacji teletoon minus. Budynek okupują fani serialu Code Lyoko, którym dawne kierownictwo obiecało emisję tego serialu. W budynku znajduje się około dwa tysiące osób, w tym czterdzieści to członkowie dawnego kierownictwa. W sobotę odbyła się szesnasta tura negocjacji redakcji stacji z przedstawicielami Koalicji Antyteletoonowej, które mają na celu doprowadzenie do załagodzenia sytuacji, jednak jak na razie nie widać progresu, a sygnał jest zawieszony od czterdziestu pięciu dni. – W tym momencie widać siedzibę stacji,  obstawioną przez prywatną ochronę, wokół niej gromadzi się tłum fanów, którym nie udało się dostać do środka, albo się wymieniają. Potem następuje przejście do kolejnych tematów, a po prognozie pogody program się skończył. Ulrich powiedział wtedy do Odda:

– No, pan redaktor powiedział dobranoc, trzeba spać iść.

– Ale jeszcze się program nie skończył! – odpowiedział Odd.

– Teraz to o kręglach będą gadać. Już, do wyra raus!

– Oj dobra, tylko mi po niemiecku nie gadaj…

W tym samym czasie, w którym Ulrich i Odd oglądali telewizję, Jeremie leżał w łóżku i rozmyślał nad tym, co stało się po południu. Gdy Jeremie był z Aelitą w pokoju i pomagał jej w lekcjach, nagle Aelita zaczęła przybliżać się do niego, tuląc się skrycie do jego ramienia. Jeremie to zauważył:

– Aelita, co ty robisz?

Dziewczyna szybko się odsunęła:

– Nie,nic…

Potem Jeremie tłumaczył jej coś z historii, jednak Aelita zamiast słuchać, patrzyła się wciąż na niego.

– Aelita, czy ty mnie słuchasz? – spytał Jeremie.

– Yyy… tak, kochan… znaczy Jeremie… – odpowiedziała dziewczyna, czerwieniąc się.

– Słucham? – zdziwił się Einstein. – Coś mówiłaś?

– Nie, nic, tylko to, że cię słucham.

Gdy Jeremie i Aelita skończyli lekcje, różowowłosa wzięła Einsteina za rękę i powiedziała:

– Chodźmy na spacer, musimy się przewietrzyć.

– Ale wiesz… zimno trochę jest… – próbował wykręcić się Jeremie.

– Oj tam zimno, mi to nie przeszkadza.

Poszli na spacer do parku. Zabrało im to dwie godziny, podczas których rozmawiali ze sobą o różnych rzeczach. Jeremie pozwolił nawet na to, żeby Aelita go potrzymała za rękę, żeby jej zimno nie było. Gdy Jeremie odprowadził ją pod drzwi, dziewczyna powiedziała:

– Nie zapomnę tego dnia, było wspaniale. Dziękuję ci. – i pocałowała go namiętnie w policzek. Jeremie był bardzo zaskoczony i do teraz nie mógł zbytnio tego zrozumieć. „Czyżby ona coś do mnie czuła?” – próbował odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wiedział jednak, że to dość trudne, by wpaść na to samemu. Najlepiej się jej o to zapytać… albo może sama powie… Aelita natomiast spała, śnił jej się jakiś krajobraz.

___________________________________________________________________________

*- ulubiona drużyna Odda

Rozdział 2

Następnego dnia Ulrich wstał kwadrans przed dziewiątą, pomimo soboty. Odd oczywiście chrapał. Niemiec umył się i przebrał. Potem popsikał się dezodorantem. Zapach obudził współlokatora:

– Ulrich! Gdzie ty idziesz?- zapytał zaspanym głosem

– Muszę coś załatwić.

– Aha. Pewnie idziesz do Yumi.

– No, a co?

– Mam dla ciebie radę; kup jej jakiegoś kwiatka. Dziewczyny lecą na takie rzeczy.

– No, Odd, jak chcesz to umiesz ruszyć łepetyną. – powiedział Ulrich, w głębi myśląc: „Yumi to nie jest zwykła dziewczyna. Ona jest…jedyna w swoim rodzaju”

– Dobra, idę dalej spać- Odd przewrócił się na drugi bok.

Ulrich zbliżał się do domu Yumi. Po drodze kupił w kwiaciarni różę. Wiedział, że dziewczyna lubi takie kwiaty. Z każdym krokiem przybliżającym go do bramy czuł się coraz bardziej stremowany, jednak w końcu doszedł do drzwi. Zadzwonił dzwonkiem. Otworzył mu Hiroki.

– Cześć- przywitał Ulrich brata przyjaciółki – Jest Yumi w domu?

– Jest. Zaraz ją zawołam. Wejdź do środka.

Ulrich wszedł, pamiętając, aby najpierw zdjąć buty. Na szczęście założył dzisiaj nowe skarpetki.

– Yumi! Masz gościa!

– Już idę!

Yumi zeszła ze schodów. Gdy Ulrich ją ujrzał, serce zaczęło mu szybciej bić. Ukrył różę za siebie.

– O, to ty.- powiedziała Yumi bez wyraźnego entuzjazmu.

– Cześć, Yumi. Chciałbym ci coś powiedzieć.

– No dobra, słucham – Yumi podeszła bliżej Ulricha. Ulrich poczuł, że T-shirt przykleja się do jego ciała.

– No… no, więc właśnie…

– Gratuluję, piękna mowa. Długo ją układałeś?- Yumi lekko się uśmiechnęła.

– No, ostatnio byłem dla ciebie bardzo niemiły.

– Racja.

– I chciałbym cię za to przeprosić. A ta róża jest dla ciebie.- Ulrich wręczył kwiatka Yumi.

– Prześliczna róża. Skąd wiedziałeś, że je lubię?

– Domyśliłem się. Wiem, że byłem głupi, Yumi. Zachowałem się jak idiota. 

– Ja też czasami jestem trochę nerwowa. Zapomnijmy o tym.- Yumi rozczochrała ręką Ulrichowi włosy i musnęła ręką jego policzek. Ulrich poczuł, że się zaczerwienił. – Napijesz się czegoś?

– Nie, dzięki. Musze już lecieć. Na razie. – Ulrich pożegnał się, założył buty i wyszedł.

Podczas drogi do internatu Ulrich rozmyślał:

 „Yumi się już na mnie chyba nie gniewa. Wiem, że wtedy trochę przesadziłem. Podczas tamtej kłótni rozum podpowiadał, żebym się zamknął. Ale w głębi duszy czułem, że Yumi coś przede mną ukrywa. A przecież jesteśmy przyjaciółmi i nie powinniśmy się okłamywać. Ale zaraz… Przyjaciółmi? Czuję do Yumi coś więcej niż tylko przyjaźń…”

Nagle na Ulricha wpadła Sissi. Wracała z torbami pełnymi zakupów.

– O! Ulrich! Myślałam o tobie.

– To ty umiesz myśleć?

– Och, Ulrich., te twoje poczucie humoru. Skąd wracasz?

– Skąd wracam? Ze spaceru.

– Sam?

– A co?

– A nic. Tak tylko pytam. Pewnie po ostatniej kłótni z Yumi nie możesz dojść do siebie.

– Skąd wiesz o tym?

– Słyszałam. I wiesz co? Dam ci dobrą radę: Yumi na ciebie nie zasługuje. Widzisz przecież jak się ubiera. Ona kompletnie nie ma gustu, nie to co ja.

– Od kiedy to ubiór decyduje o tym, czy kogoś się lubi?- Ulrich zirytował się. Nie to żeby nie przykładał żadnej wagi do ubioru, ale Ulrich wolał zachować w tym umiar. Sissi nie znała takiego czegoś jak umiar.

– Oj, Ulrich, przecież wiesz, że jest ktoś, kto na ciebie bardziej zasługuje.

– Że niby ty?

– Tak, Ulrichu. Dlatego lepiej nie spotykaj się z Yumi. Jest strasznie nadęta i głupia, a do tego brzydka jak noc.

– Ja też mam dla ciebie dobra radę.- zdenerwowanym głosem odrzekł Ulrich.

– Jaką?

– Nie wtrącaj nosa w nie swoje sprawy.- szybkim krokiem Ulrich odszedł w kierunku bramy szkoły.

– Ulrich, zaczekaj!- krzyknęła Sissi., ale na próżno. Ulrich był już o krok od bram internatu.

W tym samym czasie Yumi leżała na łóżku w swoim pokoju i myślała:

„Ulrich jednak potrafi być miły. Przyszedł tylko po to by mnie przeprosić. Widać zależy mu na mnie. Chce, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi. Ale… Gdyby William mnie tak nachalnie nie podrywał, to może nie byłoby tej wczorajszej kłótni? Wiliam jest zbyt śmiały. A ja za takimi nie przepadam. Ale z drugiej strony mam Ulricha, który jest czasami zbyt nieśmiały. Z Ulrichem znam się już dość długo. Czuję, że chcę mi coś przekazać, ale nie wiem jeszcze, co. Wszystko przez tę jego nieśmiałość. Zawsze jak jesteśmy sami, to Ulrich zaczyna się strasznie czerwienić, jakby się czegoś wstydził. Może kiedyś się go o to zapytam?”

Gdy Ulrich wrócił do pokoju, Odd oglądał telewizję. Ulrich usiadł na swoim łóżku.

– Co oglądasz?- zapytał Odda

– E, jakieś głupoty. Nic ciekawego nie dają. Lepiej opowiedz jak ci poszło. – Odd wyłączył telewizor i odwrócił się w stronę Ulricha.

– Myślę, że dobrze.

– Aha.

– Ale w drodze do szkoły spotkałem kogoś.

– Kogo?

– Zgadnij.

– Pewnie Sissi, królową tandety i obciachu?  

– Tak.

– Pewnie wracała z kolejnego polowania na wyprzedaże w galerii handlowej.

– Tak, skąd wiesz?
– Przecież ona to robi w każdą sobotę. Wiesz, jaka ona jest. Nie wytrzymała by tygodnia bez zakupów.

– W sumie racja. Ale skąd ona bierze na to pieniądze?

– Jak to skąd? Od tatuśka. Zawsze daje jej na wszystko, czego zapragnie.

– I pewnie dlatego jest taka rozkapryszona.

– Ciekawe, czy wszystkie dziewczyny na świecie są takie łapczywe na kasę? Jak myślisz, Ulrich?

„Yumi na pewno taka nie jest.”- pomyślał Ulrich, a Oddowi odpowiedział:

– Nie wszystkie dziewczyny na świecie to klony Sissi.

– I bardzo dobrze. Ledwo co znoszę jedną Sissi, a jakby były dwie albo więcej? Aż ciarki przechodzą!

– Masz jakieś plany na weekend?

– Nie, a ty?

– Ja tak. Dzisiaj muszę pouczyć się z chemii. W poniedziałek jest klasówka z drugiego działu

– Z drugiego działu? Czyli z czego?

– „Stechiometria. Ilościowe aspekty molekularnej budowy substancji”, plus oczywiście znajomość całego układu pierwiastków. – Ulrich przeczytał fragment notatki ze swojego zeszytu.

– Jak ja tego nienawidzę.- załamał się Odd – Ale z układu tylko symbole i nazwy? To bym ściągnął z tej tablicy, co wisi na ścianie koło zegara.

– Nie. Wszystko będzie. Liczba atomowa, porządkowa, masa i inne cuda. A poza tym i tak ściągają tablice przed testami, więc z ściągania nici.

– E, tam. Zawsze jest szansa.

– Złapać szympansa. Lepiej ci radzę, zajrzyj do książki.

– Pierdu pierdu. W sobotę trzeba się zabawić.

– To pouczysz się w niedzielę.

– W niedzielę się odsypia.

– Jak tam chcesz. Ja w każdym razie zamierzam pouczyć się i dziś, i jutro.

O ile Ulrich dotrzymał słowa, Odd nie za bardzo chciał zająć się chemią. W sobotę poszedł na imprezę i wrócił o 2:30 w nocy. Ulrich spał już od czterch godzin, gdyż uczył się intensywnie. Nie chciał dostać następnej jedynki. Nie chciał słuchać kolejnego nudzenia i kazania rodziców przez telefon, a następnie ich kłótni. Jeremie zaś powtarzał materiał razem z Aelitą.

Rozdział 1

Od Jeremiego: Zanim przeczytacie pierwszy rozdział, zerknijcie na te kilka słów ode mnie, które postanowiłem tu dodać, by co nieco wyjaśnić. To jest pomysł, który realizowałem przez dość długi czas, z długimi przerwami, do tak zwanej szuflady. Chciałem napisać coś fikcyjnego, związanego z CL, w swoim stylu. Pierwsze zalążki powstały bodajże 8 lat temu, miałem jeszcze w pamięci pewnego pana co chciał w Polsce szkoły reformować (znawcy polityki wiedzą, o kogo chodzi, obecnie ten pan stoi po innej stronie barykady), a pomyślałem że fajnie byłoby to dać w realiach francuskich. Potem, przez kilka lat, dopisywałem kolejne strony, zrywami strasznymi, pisząc wtedy, gdy miałem ochotę, a potem nie otwierając pliku przez kilka miesięcy. Nie planowałem publikacji tych wypocin, ale uznałem, że raz kozie śmierć, skoro można było kiedyś wypuszczać takie badziewia jak “50 twarzy Greya” w wersji CL (nie macie co szukać, dawno usunięte), to moje pisarstwo, stojące jednak wyżej od tego taniego pseudopornosa też można zamieszczać, szczególnie że skoro mam stronę, to miejsce się znajdzie. Poza tym obecnie w tym fandomie można bezpiecznie to publikować.
Jak zapewne zauważycie, jest to specyficzny fanfik, bardziej obyczajowy, zawierający te elementy, o których często się zapomina, uznając że w pisaniu w tym uniwersum liczy się tylko to, aby pokazać napierniczankę z Xaną. U mnie akurat tego nie będzie, czasowo umieszczam to już po Xanie i wyłączeniu Superkomputera, choć nie wykluczam drobnych retrospekcji w tej kwestii. Będzie sporo aluzji, jak ktoś to wychwyci to będzie mi bardzo miło. I tak jeszcze na wszelki wypadek: czasem, choć oczywiście nie tak jak w kultowym filmie “Psy” Władysława Pasikowskiego (polecam), padną z ust naszych bohaterów słowa powszechnie uznawane za wulgarne. Postanowiłem tego nie cenzurować. To tak dla wrażliwych na wyrazy.
No… i to tyle. Miłej lektury, podzielcie się wrażeniami w komentarzach 😉



W gabinecie dyrektora Delmasa rozgorzała dyskusja na temat wprowadzenia mundurków w szkole Kadic. Grono nauczycielskie uważało, że mundurki zapobiegną „rewii mody”, która trwała w najlepsze wśród dziewczyn w szkole. Jednak żeby nie było, że uczniowie nie wiedzą, co się dzieje w szkole, do dyskusji zaproszono przedstawicieli grona uczniowskiego. Na spotkanie przyszli Sissi i Odd, którzy nigdy nie założyliby mundurka zamiast swoich normalnych i fajnych ciuchów (tak jak i cała szkoła). Właśnie teraz dyrektor oddał głos uczniom. Pierwsza przemówiła Sissi:
– W imieniu uczniów Kadic oświadczam, że pomysł na wbicie na w jakieś mundurki z ciulu to pomysł co najmniej niedorzeczny. Nie powinniśmy wydawać pieniędzy, które otrzymaliśmy od Rady Miasta na jakieś denne ciuchy, których i tak pół szkoły nie będzie nosić. Dziękuje.
– Odd, czy chciałbyś coś dodać?- zapytał dyrektor.
– Tak.-odpowiedział Odd – Według mnie te mundurki mogą się przydać. Ale jako szmaty do czyszczenia upieprzonych w błocie i gównie podłóg w tej zasranej budzie. A pieniądze, o których wspomniała Sissi, powinniśmy wydać na odnowienie boiska szkolnego i na wyposażenie do sali gimnastycznej, o którym nam pan pierdoli na każdym apelu.
– DELLA ROBBIA!!! WYJDŹ STĄD!!! A jutro porozmawiamy sobie o karze.


– Za Chiny ludowe nie wiem, czemu dyro miał taką czerwoną mordę. Przecież powiedziałem mu prawdę.
– Gdybyś tej prawdy nie upiększał “pięknym” słownictwem…-odparła Sissi.
– No przecież nie wyjadę mu z wazeliną w stylu “Najukochańszy nasz panie i władco Dyrektorze”. Toż to drętwe jak cholera!
– Ale jakbyś nie przeklinał, to może by sprawa była załatwiona. Bierz przykład ze mnie. Ja nigdy nie przeklinam.
– Ta, jasne. A co w końcu z mundurkami?
– Jednak będą. Wszystko się zesrało. I to przez ciebie, debilu fioletowy!
– Czyżby panna “Ja nigdy nie przeklinam” zapomniała o czymś?
– Nie chcę mi się z tobą gadać. Idę – powiedziała oburzona Sissi, po czym poszła do toalety.
“A to wredna putana się z niej zrobiła”- pomyślał Odd


W stołówce siedzieli Odd, Ulrich, Jeremie i Aelita. Gdy czwórka przyjaciół zjadała kolację, (choć w przypadku Odda należałoby użyć określenia “pożerać”), do pomieszczenia weszła Sissi. Podeszła do Odda i splunęła mu w twarz, mówiąc:
– To za te twoje zajebiste działania w sprawie mundurków – i odeszła
– O co jej chodziło?- spytał Ulrich
– Bo dzisiaj było to cholerne spotkanie o mundurkach u dyra. – odpowiedział Odd
– I co?
– I to, że jutro muszę iść do Delmasa.
– Po co?- spytał Jeremie.
– Żeby zadecydował o karze.
– Odd! O jakiej karze ty mówisz? – z lekkim oburzeniem w głosie zapytał Ulrich.
– Przecież mówiłem tylko prawdę.
– A czy ta prawda nie była zbyt wulgarna? – zapytała Aelita
– Toć przecież trzy przekleństwa to nie jest wulgarność!
– A co z mundurkami? Będą czy nie?- zapytał Jeremie.
– Niestety będą…
– Kurwa mać!- zaklął Ulrich.

Wieczorem Ulrich próbował zadzwonić do Yumi, by opowiedzieć jej, co czeka Odda, lecz nie odbierała. Wobec tego Ulrich poszedł spać. Odd wrócił do pokoju około 1 w nocy, gdyż poszedł na imprezkę, jaka była organizowana w jednym z pokoi. Rozmyślał, czy naprawdę musiał powiedzieć Delmasowi tyle “przyjemnych” słów. Jeremie zaś siedział w Internecie do 4 nad ranem i zasnął na klawiaturze.

– Odd, co ci jest? Czemu nie jesz śniadania?-zapytała Yumi.
– Nie jestem w nastroju.
– Co? Odd nie w nastroju do śniadania? Czyżby coś się wczoraj wydarzyło?
– Wczoraj dyrektor organizował spotkanie w sprawie mundurków- wyjaśnił Ulrich- i Odd, jako delegat strony uczniowskiej, musiał wyrazić swoje zdanie.
– I to cię tak strasznie martwi, Odd?
– Nie, tylko że oczywiście to zdanie było bardzo ostre.
– Nawet za bardzo.- dodała Aelita.
– I co, jaką karę dostaniesz?
– Dzisiaj się dowiem.- odezwał się osowiały Odd
– W razie czego, to możesz liczyć na nasze wsparcie.- próbował pocieszać Jeremie.
– No, zrzucimy się na trumnę dla ciebie.- dodał Ulrich, po czym wszyscy zaczęli się śmiać.
– Bardzo śmieszne. – rzucił Odd
– Ale w końcu będą te mundurki, czy nie?- spytała Yumi
– Będą… – odrzekł Odd.
Nagle do stołu doszła Sissi, która usłyszawszy końcówkę rozmowy przyjaciół, rzekła do Yumi:
– Akurat dla ciebie, Yumi to będzie dobrze. Nie założysz już tych swoich czarnych, lumpeksowych szmat.
– A ty to niby same oryginalne ciuchy masz!
– No, jak ma się dobrego ojczulka…
– Ale przecież ty też będziesz musiała nosić mundurek
– Że co niby? Phi! Chyba nie pamiętasz, kim ja jestem, ty chuda wrono!
– Kim ty jesteś? Jesteś grubą, głupią, popieprzoną, zdradziecką świnią!- wybuchła Yumi.
– Yumi, daj spokój- próbował uspokajać Ulrich.
– Policz do dziesięciu- radziła Aelita.
– Oj, Yumi, chyba nie powinnaś… – powiedziała Sissi
– Czego nie powinnam?
– Nie powinnaś mówić takich brzydkich rzeczy.
– Bo co?
– Bo gówno!- odpowiedziała Sissi i odeszła.
– Yumi, nie musisz tak reagować.- powiedział Ulrich.
– Może i nie, ale należało jej się. Córeczka tatusia się znalazła!- Yumi wstała i wyszła ze stołówki.
– Zaczekaj!- Ulrich wybiegł za nią.
Chwilę później, gdy znaleźli się na boisku, Ulrich powiedział:
– Dzwoniłem do ciebie wczoraj, dlaczego nie odbierałaś?
– Nie mogłam.
– Dlaczego nie mogłaś?
– Bo.. Bo … Bo sprzątałam w swoim pokoju.
– Sprzątałaś w pokoju, tak?- oskarżycielskim tonem odrzekł Ulrich – Bo jakoś ciągle sprzątasz pokój.
– A co, nie wolno?
– Wolno, wolno, tylko czemu niby sprzątałaś ten pokój w parku?
– W parku?
– Razem z Williamem.
– A skąd ty niby o tym wiesz?
– Nie mogę powiedzieć
– Hiroki ci zakablował?
– Wcale, że nie! A jeśli nawet, to co?
– Nie, nic. Tylko chyba nie jesteś zazdrosny?
– Ja zazdrosny? Ależ skądże znowu!- oburzył się Ulrich
– Aha. Ale upierdliwy to trochę jesteś.- powolutku wkurzała się Yumi.
– A ty niby bez wad jesteś? – krzyknął Ulrich- Na razie, muszę iść na historię!
– A spotykać będę się z kim chcę i kiedy chcę! Nie będziesz się bawił w mojego tatę!- krzyknęła Yumi do oddalającego się Ulricha.
Sissi ukradkiem obserwowała tą kłótnię ze stołówki:
– Biedny Ulrich. Potrzebuje kogoś, kto by go pocieszył- głośno myślała Sissi. Dziewczyna od zawsze podkochiwała się w Ulrichu, jednak bez wzajemności.

Do pokoju wszedł Odd. Zauważył, że Ulrich siedzi na łóżku i jest bardzo zły.
– Hej, Ulrich, co ci jest? – zapytał Odd
– Nico – burknął Ulrich.
– Aha. A wiesz, jak potraktował mnie dyro?
– No, jak? Zawiesił cię na 1000 lat w prawach ucznia?
– Nie. Kazał mi tylko porządkować kantorek w sali Jima.
– Aha. Jak długo?
– Dwa tygodnie.
Potem rozmowa się urwała. Odd zaczął grać na swoim GameBoyu w nową wersję Tetrisa (grafika 3d i klocki w 20000 odcieniach), a Ulrich leżał i rozmyślał, co znów zrobił nie tak, jak trzeba. Nagle do pokoju wszedł Jeremie.
– No i jak tam początek weekendu? Ulrich, czemuś taki ponury? O co chodzi?
– O nic! – mruknął Ulrich.
– Chyba chodzi mu o jego dzisiejszą kłótnię z Yumi. – powiedział Odd, który odłożył konsolę.
– No. – odrzekł Ulrich i usiadł na łóżku
– Pewnie znowu nazwała cię zazdrośnikiem.- powiedział Jeremie. Zarówno on jak i Ulrich oraz Odd rozmawiali czasami o dziewczynach ze szkoły, jednak Ulrich nie uważał, że Yumi jest zwykłą dziewczyną. Czuł, że jest między nimi jest coś więcej, tak samo jak w wypadku Aelity i Jeremiego. Odd nigdy nie był dłużej w stałym związku, więc każda nowa dziewczyna była dla niego wyjątkowa.
– Tak. Chyba posunąłem się trochę za daleko. Nie powinienem pytać się Hirokiego o to, z kim poszła Yumi. – uznał Ulrich, po raz pierwszy od tej kłótni czując, że to on namieszał.
– I jak teraz to odkręcisz?
– Chyba pójdę jutro do niej i ją przeproszę.
– Dobry pomysł. No, lecę do siebie. Muszę przeczytać ten rozdział z fizyki, który nam zadała pani Hertz.- powiedział Jeremie, wstając.
– Dzisiaj? Einstein, przecież jest piątek! Trzeba odpocząć!- powiedział Odd, któremu nie w głowie była nauka.
– A potem z tego odpoczynku zapominasz o lekcjach i dostajesz jedynki.- odrzekł Jeremie i wyszedł z pokoju.

Bez Lyoko, czyli życie tylko w realu