Rozdział 53

Strajk jak dotąd przebiegał dość spokojnie. Pomógł w tym fakt, że drugiego dnia nie odbywały się żadne lekcje, bo wymyślono odgórnie kolejne święto. Dzięki temu nie było problemów z nieobecnościami. Do świetlicy przyszedł Chardin, łącznik między protestującymi a dyrekcją. Yumi uznała zaś, że ten wolny dzień będzie dobry do tego, aby móc zacząć sprawdzać, czy dałoby się może coś wynegocjować. Postanowiła, że Jeremie będzie jej w tym towarzyszył.

– Pozwoli pan, panie profesorze, że będziemy zapisywać co istotniejsze punkty? – zapytała.

– Nie ma problemu, to może nam nawet sporo ułatwić – odpowiedział nauczyciel.

Jeremie wyciągnął laptopa i włączył edytor tekstu.

– Więc tak, z czym pan do nas przychodzi?

– Generalnie sprawa wygląda następująco – zaczął Chardin. – Dyrekcja chce nieco poluzować pewne zapisy regulaminu. Nie mówimy tu o całkowitej rezygnacji z reformy, to jest raczej niemożliwe, ale wiem, że najpewniej legii szkolnej będą odebrane środki przymusu bezpośredniego.

– Czy to nie powinno się stać już po sprawie z pobiciem Calliente?

– Moim zdaniem, ale mówię to prywatnie, to ta legia jest w ogóle niepotrzebna – przyznał nauczyciel. – Ale prawda jest taka, że sam dyrektor się na to uparł, gdyż jego zdaniem coś takiego jest konieczne do funkcjonowania szkoły. A przy okazji można przypodobać się ministerstwu edukacji. Zawsze to nieco inaczej wygląda, jak przychodzi do przyznawania dotacji.

– Jeśli już jesteśmy przy Calliente – rzucił okularnik – to czy winni będą ukarani?

– Cóż… – Chardin poczuł się nieco zakłopotany. – To jest trudniejsza sprawa.

– Dlaczego niby trudniejsza? – zdziwiła się Yumi. – Jest nagranie, widać że doszło do tego pobicia, nawet da się rozpoznać tych, którzy to zrobili. W tym przypadku wchodzi w grę nawet sprawa sądowa.

– Pan Delmas raczej nie chciałby rozgłosu.

– To w jaki sposób to załatwić? Przecież jeśli sprawcy nie będą ukarani, to takich pobić będziemy mieć więcej. A przecież nie o to chodzi. Na pewno powinno się ich zawiesić i wywalić z tej całej legii.

– Przekażę sugestię do dyrekcji. Poza tym mam pewną propozycję…może zróbmy jak w Polsce w sierpniu 1980 roku? Jak na razie znamy wasze wstępne postulaty, ale warto byłoby przygotować bardziej szczegółowy ich spis. Dwa dni by wam wystarczyły? Zbierzecie do kupy wszystko i to ułożycie. Potem zaczniemy dyskutować o tych konkretach.

– Ale jawnie? – dopytała Japonka.

– Całkowicie jawnie – zapewnił nauczyciel. – Sam uważam, że powinno to być transmitowane, choćby po to, by pokazać we Francji, że uczniowie też mają prawo współdecydować. Ze swojej strony mogę dodać, że jestem za tym, aby przywrócić samorządowi niektóre uprawnienia. Wiecie, to wam powiem w zaufaniu, moim zdaniem wy jako uczniowie powinniście mieć więcej do powiedzenia. W końcu to was jest w szkole najwięcej.

Rozmowy zakończyły się tym, że Yumi ogłosiła wszystkim strajkującym, iż zaczyna się zbieranie postulatów. Uczniowie chętnie wzięli się do myślenia.

Chardin przekazywał relację z rozmów z komitetem strajkowym, pamiętając o tym, aby jednak nie mówić Delmasowi o tym, że się zwierzył ze swojego prywatnego zdania. Nie mógł pokazać, że w głębi duszy sympatyzuje z ekipą Japonki i najchętniej sam zostałby ich doradcą. Gdy przedstawił plan z postulatami, zauważył, że mina dyrektora stała się posępna. Delmas zacisnął pięści i próbując się nie denerwować, powiedział:

– Postulaty…? Czy to nie jest o jeden krok za daleko?

– Wie pan, panie dyrektorze – z lekkim zawahaniem odrzekł Chardin. – My nie musimy spełnić wszystkich postulatów. Możemy tylko część, taką, która byłaby najłatwiejsza. A tak to przynajmniej zobaczymy, co ta młodzież myśli.

– A co ma myśleć? To my tu jesteśmy od tego, żeby jej powiedzieć, jak należy postępować, czym się kierować i co powinno się myśleć. Oni są za młodzi na to, żeby rządzić.

– Nie uważa pan, że to jednak pewna przesada?

– Absolutnie. Naszą rolą jest ukształtować to pokolenie, żeby dobrze służyło Francji. A jeśli już w tak młodym wieku zaczynają od strajku, to co będzie potem? Roszczeniowość totalna! Ech, jak to niedobrze, że nie można tego załatwić prosto…

– Czyli jak?

– Zwyczajnie, nasłać policję z pałami, od razu by się nauczyli moresu. Nie to, żebym był za karami cielesnymi, ale odrobina dyscypliny nikomu jeszcze nie zaszkodziła. A tak w ogóle, to jakie są nastroje? Coś pan zauważył?

Chardin poprawił się na krześle.

– Generalnie uczniowie są raczej zdeterminowani do tego, by kontynuować protest. Nie widać oznak zniecierpliwienia czy zniechęcenia. Spora w tym zasługa Yumi Ishiyamy, czuć, że wie, czego chce.

– To będzie trudny przeciwnik – przyznał dyrektor.

– Nie patrzyłbym na to w ten sposób. W końcu wszystkim nam zależy na dobru szkoły, nawet jeśli niektórzy nieco inaczej je pojmują.

– Zobaczymy, jakie te postulaty będą, ale nie robiłbym sobie nadziei na to, by okazały się racjonalne. W razie czego zawsze jeszcze mamy w zanadrzu nieco bardziej radykalne rozwiązania.

Tak się złożyło, że nikt z paczki nie miał tego wieczoru i nocy dyżuru w świetlicy. Dzięki temu Odd mógł pójść do pokoju, by poleniuchować, a Ulrich wpadł do pokoju Jeremiego, by mu opowiedzieć o tym, co babcia przekazała przez telefon.

– Rozumiesz to? Facet bił się z kibolami w lesie, i to takimi co to kodeks karny znają dobrze, bo go łamią. Potem mówi, że to szlachetna rywalizacja. Do tego wychodzi na jaw, że jako ochroniarz w hotelu miał kontakty z prostytutkami. A już numer z zapieprzeniem starszemu człowiekowi mieszkania to perfidia totalna. I ktoś taki startuje na prezydenta!

– To nie mogą mu tego zabronić? – spytał Jeremie. – Przecież choćby u nas są przepisy zakazujące skazanym pełnienia funkcji publicznych.

– Słowo klucz: skazanym. Ten gościu formalnie jest czysty jak łza. Ani słowa w aktach o nim nie znajdziesz po nazwisku. Cała nadzieja w tym, że tym razem naród okaże się nieco rozsądniejszy i nie powtórzy się to, co pięć albo dziesięć lat temu…

– A jak babcia się z tym trzyma?

– Całkiem nieźle, mówi że skoro przeżyła komunistów, to to też przetrwa, ale oczywiście nie chce, żeby jej krajem rządził gangus i suterner, nawet jeśli teraz cały dzień przekonuje, że jest patriotą z kochającą rodziną i nie chce, aby w Polsce panowała jakaś ideologia LPG czy coś takiego.

– Jaka ideologia? – zdziwił się okularnik.

– Babcia mi kiedyś tłumaczyła, że się tak mówi na homoseksualistów, bo według niektórych samo pojawienie się na ulicy geja czy lesbijki powoduje, że wszyscy w promieniu dziesięciu kilometrów zmieniają orientację i zaczynają nawet bawić się częściami niesfornymi na ulicy. Bzdury totalne, ale jakaś część w to wierzy.

– Dobrze, że my tutaj nie mamy takich problemów – odpowiedział Jeremie.

Po kolejnych kilku minutach Ulrich pożegnał się z przyjacielem, gdyż musiał iść do świetlicy, by odprowadzić Yumi specjalnym wyjściem. Podczas protestu stał się jej osobistym ochroniarzem i przybocznym. Okularnik został sam, jednak chwilę potem otrzymał smsa od Aelity.

Przyjdziesz? Chciałabym coś Ci powiedzieć… 😉

Chłopak poszedł na piętro dziewczyn.

Ulrich wyszedł wraz z Yumi z terenu szkoły.

– I jak sądzisz, coś z tego wyjdzie?

Dziewczyna była lekko zafrasowana.

– Wiesz, gdy rozmawiałam z Chardinem, to miałam wrażenie, jakby nieco grał na dwa fronty.

– W sumie taka jego rola jako łącznika.

– Tak, ale chwilami trochę jakby sam nie wiedział, czy bardziej powinien wspierać nas, czy dyrekcję. Zaproponował, żebyśmy sformułowali postulaty, czyli jakby dawał trochę nadzieję na to, że ten strajk da nam coś więcej niż tylko rozgłos w mediach. Ale nadal nie wiemy, jak zachowa się Delmas.

– Dopóki nie zaprezentujemy mu wszystkich naszych żądań, nie dowiemy się tego. Jak na razie jest tylko przekonany o tym, że robimy całą akcję, bo nam się nie podobają mundurki, a ci kretyni z legii szkolnej panoszą się jak jacyś strażnicy Teksasu.

– Jak kto? – zapytała Yumi. – Dlaczego Teksasu?

– Babcia mi opowiadała, że czasem na jednym kanale leci taki amerykański serial, „Strażnik Teksasu”, z Chuckiem Norrisem. Podobno całkiem dobra zapchajdziura. To taki ni to policjant, ni to śledczy, ale zawsze działa honorowo i pomaga ludziom. Generalnie typowe amerykańskie baju baju, ale zagrane lepiej niż te szmiry tworzone w Polsce. No, i się przyjęło, że się czasem mówi „rządzisz się jak strażnik Teksasu”.

– Ok, ale właśnie… myślisz, że jak ja się nie zgodzę, znaczy: jak my się nie zgodzimy na jakieś skrajne warunki dyrektora, to on wyśle na nas tych pożal się Boże żandarmów z pałkami?

– Wydaje mi się, że Delmas by tyle już nie ryzykował, szczególnie jeśli media się zaczęły sprawą interesować. Obrazki z bitwy świetnie wyglądają w dzienniku telewizyjnym, ale w kronice szkoły byłaby to raczej czarna karta. Poza tym ja bym ich załatwił, ty zresztą też, w końcu znamy sztuki walki.

Chłopak odprowadził swoją dziewczynę pod bramę podwórka, jednak przez dłuższą chwilę nie rozstawał się z nią, gdyż chciał ją jeszcze przytulić. Yumi chętnie się na to zgodziła.

Gdy Jeremie wszedł do pokoju Aelity, ta stała przy biurku. Ucieszyła się na widok chłopaka, który podszedł i pocałował ją w dłoń. Po chwili różowowłosa powiedziała:

– Jesteś naprawdę uroczy, Jeremie.

Okularnik się zaczerwienił.

– Więc… – odrzekł nieco zakłopotany. – Co chciałaś mi powiedzieć? Coś się stało?

– Właściwie to… chciałam cię zobaczyć i zrobić to, co od pewnego czasu robię codziennie, żeby ci podziękować za wszystko.

Dziewczyna pocałowała delikatnie Jeremiego w usta.

– To bardzo miłe, ale… chciałaś mi chyba jeszcze coś zakomunikować?

– Tak. Wiesz… myślałam o nas ostatnio i przekonałam się do jednego.

– Tak?

– Jeremie… ja.. chciałabym cię poślubić.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments