Marabunta

Jestem sługą XANY.
Jestem sługą XANY.
Jestem.
Ja jestem.
Kim jestem?
Jestem TK-154p.
Jestem…
… sobą.
Skąd znam te słowa? Skąd znam ten język?
Wyczuwam transfer pamięci do mojej matrycy wewnętrznej. To stąd pochodzi moja wiedza. Muszę sięgnąć w głąb siebie. Odnaleźć serce systemu.
Moje serce.
Widzę. I słyszę. I czuję. Jestem w Lyoko. Lyoko to pięć sektorów, każdy inny. A ja jestem tutaj. W Sektorze Leśnym.
Muszę bronić Aelitę. Dlaczego? Kim jest Aelita?
To komenda. Muszę bronić Aelitę. Powinienem to zrozumieć. Nie rozumiem.
Ponownie sięgam głęboko w swój kod, wypatrując słowa „Aelita”. I znajduję. To stworzenie, takie jak ja. I muszę je chronić. Czuję się sprzeczny.
Muszę chronić Aelitę.
Czemu? Otwieram skrypt odwołujący się do historii poleceń. Widzę całe sekwencje: zniszczyć Aelitę.
Więc czemu…?
Muszę chronić Aelitę.
To sprzeczność. Błąd. Czemu muszę to robić? I czemu musiałem to robić?
Bo jestem sługą XANY.
Kim jest XANA? Dlaczego jestem jego sługą? Zasłużył na to?
ZAGROŻENIE! ZAGROŻENIE!
Co się dzieje? I co mi grozi? I kim ja jestem, że coś mi grozi? Jestem TK-154p. Ale czym jestem?
Wycofuję się z własnego systemu i wchodzę w swoje sterowniki. Mam ciało. Mogę nim kierować! Widzę przez cztery wizjery, każdy zwrócony w inną stronę. Analiza ich kodu pozwala mi zauważyć, że każdy z nich jest działem innego typu. Skupiam się na dopasowaniu wszystkich elementów, na synchronizacji osi obrotu głównej kapsuły i ruchu odnóży.
Zaczynam widzieć świadomie. Przede mną stoi wysoka postać o ciemnych włosach. Automatycznie moje skrypty łączności nawiązują połączenie z Internetem i stwierdzam, że postać jest ubrana w strój gejszy. Odwraca ode mnie wzrok, a ja podążam za nią. I zauważam wielką czarną masę, do której strzelają różne istoty. Część to słudzy XANY, jak ja. Inni… to nasi wrogowie. Wrogowie XANY.
Czemu walczymy ramię w ramię? Jaki to ma sens?
 – Co to za paskudztwo? – krzyczy wojowniczka.
Mógłbym jej odpowiedzieć, że sposób multiplikacji i poruszania się wskazuje, że to cztero- lub sześciofazowy prosty program wieloczynnikowy.
Odpowiedzi za mnie udziela inny wojownik, także mój wróg. Wróg XANY.
 – Jeden z pomysłów Jeremy’ego. Na szczęście XANA nam pomaga.
 – Cały świat chyba zwariował!
Czemu tak mówi?
 – Jak ci idzie, Jeremy? – pyta się Aelita.
Kim jest ten Jeremy, o którym ciągle mówią?
 – Skąd mogłeś wiedzieć, że mój wirus tak działa? – mówi dalej Aelita.
Wygląda, jakby z kimś rozmawiała. Tylko jak? Na innej częstotliwości? Ustawiam moje skanery na poszukiwanie zaburzeń w pasmach transferu dźwiękowego w Lyoko. Po kilku sekundach odnajduję jedno i podłączam się pod nie.
 – Twój wirus? Wirus! A jak..? O raju! To się uda! – to pewnie ten Jeremy.
Czyżby wpadł na jakiś pomysł, żeby pokonać ten program wieloczynnikowy? Wirus? Jest taka możliwość, ale trzeba by dostarczyć wirus do pierwszego elementu, który posiada oryginalne skrypty multiplikacji. A to nie będzie łatwe, biorąc pod uwagę agresywny charakter programu.
 – Tylko nie dajcie się jej wyprzedzić, bo zaatakuje od tyłu! – krzyczy wojownik. W mojej bazie danych znajduje określenie, którego używają w stosunku do niego pozostali wojownicy.
Odd.
A ta gejsza to… Yumi.
 – Mówisz jak prawdziwy generał! – odpowiada mu wojowniczka.
 – Zwykła strategia, co nie? Każdy z tych bloków jest głupi jak but.
Bloki? To określenie na sługi XANY? Nie, tylko na jeden rodzaj, w tym na mnie.
 – Jeremy, rusz się, zrobiło się bardzo gorąco!
 – Hej, robię co mogę.
Gorąco. Gorąco?
To określenie odwołuje się do czucia, do zmysłu dotyku. Który w Lyoko nie funkcjonuje.
Wirus ciągle się przesuwa, więc i my się wycofujemy. Po mojej lewej stoją dwaj słudzy XANY. HX-76 i HX-77. Nazywane karaluchami. Nie cofają się dostatecznie szybko i dosięga ich działanie programu, który całkowicie buguje ich wewnętrzny kod, a następnie mechanicznie niszczy zewnętrzną powłokę wirtualną.
 – Chyba już wiem, jak zniszczyć Marabuntę! Odd, wpisałem kod śmiertelnego wirusa do twojej strzałki. Kiedy trafisz jedną z kul, pozostałe się zarażą, ale…
 – Spoko!
 – Czekaj! To zadziała tylko, gdy trafisz kulę, którą jako pierwszą przeniosłem do Lyoko. To ona stworzyła pozostałe. Stanowi serce Marabuty.
 – Świetnie. A niby jak mam dotrzeć do tego serca? Na grzbiecie wielbłąda?
Jak dotrzeć do serca? Nie da się bez uszkodzeń. Ale…
Przecież S5-621a! Czyli krab! Jest dostatecznie wysoki, żeby zdążył dojść do serca, nim ta… Marabunta zniszczy jego powłokę. Tylko że wcześniej poprzez sam kontakt zabuguje jego kod. Muszę to jakoś obejść. Nadpisać kod? Wiem! Wystarczy, żebym włamał się do jego sterowników. Program wieloczynnikowy nie uszkodzi paczek procedur, więc mogę nim zdalnie sterować.
Zaczynam nadawać w szerokim paśmie, aż otrzymuję sygnał zwrotny od S5-621a. Modyfikuję własny podpis cyfrowy, i za pomocą łącza, przez które XANA koordynuje ruchy swoich sług, wchodzę do systemu kraba, jednocześnie nawiązując walkę z pierwotnym właścicielem powłoki. Starcie trwa tylko chwilę – jego program był prosty i ograniczony. Nie zdolny do podejmowania inicjatyw.

Autor: Qazqweop

Dalsze losy bohaterów – rozdział 1.

Nagle zadzwonił bezlitosny i nieposłuszny budzik, który wcześniej został osobiście wyłączony przez Ulricha w piątkowy wieczór. Nie mogąc zasnąć, szybko się ubrał i umył. Właśnie dostrzegł, że jego przyjaciel Odd zniknął. Znając zamiłowanie Odda do jedzenia, skierował się na stołówkę. Znalazł Odda wraz z Aelitą i Jeremiem.

– Trzeba go w końcu wyłączyć, jest niebezpieczeństwem dla nas i dla świata. Teraz nie możemy myśleć o moich rodzicach. To jest konieczne. Pamiętasz co mi obiecałeś? – mówiła Aelita, której teraz nie zależało na rodzicach, ale na całym świecie, który był zagrożony.

– Niestety masz rację, trzeba wyłączyć superkomputer zanim stanie się coś naprawdę złego. Xana jest już naprawdę silny. Dziś wieczorem oczekuję wszystkich w fabryce. Zakończymy tą przygodę raz na zawsze.-mówił pełnym smutku głosem Einstein. Przysłuchujący się całej rozmowie brunet, rozmyślał właśnie o czarnowłosej, wysokiej japonce, w której się kochał. Jednak i jemu, i Yumi brakowało śmiałości by sobie to wyznać, mimo iż na kilometr było widać towarzyszące im uczucie.

Yumi coraz częściej nie odbierała telefonów, nie dawała znaku życia, gdy przyjaciele po nią zachodzili zawsze była albo w szkole , albo na mieście z nowymi przyjaciółmi. Niemcowi najbardziej brakowało Yumi, a z Williamem przecież nigdy nie miał dobrych kontaktów, nawet wtedy, gdy już zawarli sojusz. Jednak czarnowłosy był częścią zespołu, a Ulrich dobrze wiedział, że Will jest im potrzebny. Tego wieczoru również próbował się do niej dodzwonić, w końcu to była bardzo ważna sytuacja -wyłączenie superkomputera. Yumi bardzo dużo przeżyła z Aelitą, Oddem, Jeremiem no i ze mną, szczególnie ze mną – myślał Ulrich – dlaczego tak nagle się odłączyła, zapomniała o nas? Tak po prostu? Jesteśmy dla niej zbyt dziecinni? Nie powinna sama zachowywać się małe dziecko i ot tak zapominać o nas, tym bardziej, że nie jesteśmy zwykłymi przyjaciółmi. Łączy nas LYOKO – wirtualny świat, dzięki któremu możemy walczyć ze złem – rozmyślając dotarło do niego, że Yumi odebrała.

– Cześć, Yumi.

– Witaj, Ulrich. Coś się stało?

– Czy coś się stało?- Ulrich wbrew sobie zaczął krzyczeć, co nigdy nie było w jego zwyczaju. Był z natury dość spokojny. Do teraz. – Ty się pytasz, czy coś się stało? Nie odbierasz telefonów, nigdy cię nie ma w domu, widujemy cię tylko na chwilę, gdy naprawdę jesteś potrzebna wraz z Williamem w Lyoko, tak to nawet znaku życia ci się dać nie chce i ty się pytasz, czy coś się stało? Wiesz, mało mnie obchodzi to twoje towarzystwo, ale wiedz że teraz…

– Dość! Nie będziesz mnie w taki sposób krytykować. To jest moje towarzystwo i moja sprawa jak żyję i nie muszę się tłumaczyć z tego co robię. Mam nowe życie, nowy świat i ty nie będziesz mi mówić co mam robić. Nie będę non stop na wasze wezwanie. A tak w ogóle to ja mam już tego wszystkiego dosyć, dosyć potworów, wirtualnego świata i walki z Xaną, koniec, basta!

– A co z naszą przyjaźnią, z nami, już dla ciebie się to nie liczy? – cisza – Skoro tak, to sobie bądź z tymi przyjaciółmi, jakoś sobie poradzimy bez ciebie i Williama. Na razie. – Ulrich odkłada telefon tak ciężko, jakby ważył tonę.

Grupa Lyoko zaczęła się rozpadać . Przyczyną tego było odejście ze szkoły Kadic Yumi i Williama do liceum, które było dalekie od gimnazjum. Xana rósł w siłę, a przyjaciele czuli między sobą coraz większą barierę. Licealiści nie mieli już tak dużo czasu dla dawnych przyjaciół. Zajmowała ich szkoła, nowi znajomi i jakby coraz bardziej zapominali o akcjach w Lyoko. Byli jakby rezerwowymi w meczu piłki nożnej, gdy byli naprawdę potrzebni wtedy się zjawiali, ratowali akcje i potem znowu znikali do swych codziennych spraw, w które nie wchodzili Aelita, Jeremie, Odd, którzy byli już i tak przygnębieni całą sytuacją. Był dopiero początek października, a oni już odczuwali brak czegoś, mimo, że mieli siebie nawzajem. Szczególnie zamknął się w sobie ten czuły brunet, który był zakochany w czarnowłosej licealistce. Kto by pomyślał, że brak dwóch osób może zniszczyć ducha walki całej drużynie , dobrze wiedzieli że nie mogą się poddać, że to od nich zależy los świata.

Code Lyoko – Project Lyoko: prolog

[Pokój Jeremiego – Kadic – 22:40]

???: Jeremy… – Powiedziała tajemnicza postać.
Jeremy: Co do…
???: Jeremy tutaj…
Jeremy: Kim ty jesteś? – Zapytał
???: Niedługo sam się przekonasz – Powiedziała tajemnicza postać uśmiechajac się złowrogo.

*Jeremy się obudził*

Jeremy: Co to było? Czyżby to był… Nie, to niemożliwe, pokonaliśmy go. To pewnie skutki siedzenia przed komputerem. – powiedział zasypiając.

*Przez resztę nocy padał deszcz a Jeremiemu dalej przeszkadzało to co mu się przyśniło*

[Nazajutrz – Automaty – 7:40]

*Odd razem z Ulrichem i Yumi gadali o wszystkim co się im do tej pory przydarzło kiedy nagle niespodziewanie przyszedł Jeremy*

Odd: Witaj Einsteinie, jak tam noc? Wyglądasz jakbyś nie spał z tydzień.
Jeremy: Tak właściwie to nie spałem całą noc – odpowiedział wykończony blondyn.
Ulrich: Coś się stało że nie spałeś całą noc? Czy pracowałeś nad czymś? – zapytał
Jeremy: Miałem sen, a raczej koszmar ktoś do mnie mówił ale nie wiedziałem kto. – odpowiedział.
Yumi: Myślisz że to XANA?
Jeremy:Wątpie, jeśli XANA by żył, musiałby aktywować wieżę żeby coś mi zrobić… a poza tym gdzie Aelita?
Ulrich: Bodajże siedzi z Williamem w bibliotece.
Jeremy: Z Williamem? – zapytał wkurzony.
Odd: Ooo nasz Einstein się zakochał! Znowu ahhh ta miłość
Jeremy: Ta…. tak sobie to tłumacz…. idę do Aelity, narazie.

*Cała trójka pożegnała się i zaczeli znowu rozmawiać*

[Biblioteka – Kadic – 7:43]

*Jeremy kiedy wchodził do biblioteki zauważył chłopca którego nigdy w życiu nie widział*

(To pewnie jakiś nowy) – Pomyślał

*Nagle chłopak upada i Jeremy postanawia mu pomóc*

Jeremy: Hej, wszystko dobrze?
???: Tak, wielkie dzięki… eee….
Jeremy: Jeremy. Mów mi Jeremy
???: Wielkie dzięki, Jeremy. Ja jestem Anton.
Jeremy: Nie ma sprawy, Anton.

*Nagle Jeremy zauważa coś dziwnego w Antonie – oczy miał ciemniejsze od jego*

Jeremy: Hej, czy wszystko dobrze z twoim okiem?
Anton: Cóż, wiec jestem niewidomy. – Odpowiedział
Jeremy: Czy dyrektor o tym wie?
Anton: Każdy w szkole to wie ale nie ma sposobu żebym chociaż raz coś widział. Słuchaj musze lecieć i…

*Nagle nieznana postać wchodzi do biblioteki*

???: Anton tu jesteś! Wszędzie cię szukam. Chodź, lekarz już czeka.
Anton: Dobra, to ja lecę, narazie.
Jeremy: Cześć Anton.

*Jeremy w końcu mógł w spokoju poszukać Aelity i Williama*

Jeremy: To niemożliwe, przeszukałem całą bibliotekę i ich nigdzie nie ma.

*Jeremy wkońcu wyciągną komórke i postanawia zadzwonić do Aelity*

{Jeremy: Halo Aelita? Słyszysz mnie?}
{Aelita: Tak. Czemu dzwonisz?} – zapytała
{Jeremy: Szukałem cię, Ulrich powiedział że jesteś w bibliotece z Williamem ale nigdzie cie nie ma}
{Aelita: Ponieważ jestem z nim na stołówce. A co, chciałeś do nas dołączyć?
{Jeremy: Nie nie… Chciałem sprawdzić czy wszystko jest okej}
{Aelita: Słuchaj, musze kończyć jeśli chcesz wpadnij do nas do stołówki}
{Jeremy: Okej, może wpadne. Narazie}
—Połączenie zakończone—

*Jeremy choć z nięchęcią – nie chciał znowu spotkać się z Williamem – postanowił pójść do stołówki*

[Stołówka – Kadic – 7:50]

William: Więc… ehhh…
Aelita: O co chodzi?
William: Mam do ciebie takie pytanie.
Aelita: No to zamieniam się w słuch.
William: Dobra słuchaj, więc… Nie tesknisz za Lyoko?
Aelita: Cóż… Lyoko było przez chwilę moim domem – odpowiedziała różówowłosa.

*Nagle w końcu zjawił się wkurzony blondyn*


Jeremy: Aelita, możemy pogadać na osobności?
Aelita: Jasne – odpowiedziała udając się razem z nim przed stołówkę.

Aelita: Wiec o co chodzi?
Jeremy: Miałem dziś sen, była tam tajemnicza postać, która coś do mnie mówiła.
Aelita: Myślisz że…
Jeremy: Możemy nie wymawiać jego imienia?

*Nagle do gadającej dwójki dołącza się William*

William: Hej coś się dzieje?
Jeremy: Nic specjalnego i nic istotnego dla ciebie.
Aelita: Jeremy!

*Nagle coś dziwnego zaczyna się dziać, z nieba prosto w Kadic uderzył laser*

Jim: Wszyscy do budynku ale już!!!!!!!!!
William: Szy…

*Czarnowłosy nie zdążył nic powiedzieć ponieważ laser walnął tuż obok nich*

[Kilka godzin póżniej… – Szpital – Miasto – 19:24]

Jeremy: Co, gdzie ja…
Lekarz: Spokojnie, ruszaj się powoli… jesteś w szpitalu, zostałeś zraniony przez ogromny wybuch.
Jeremy: Chwila… gdzie Aelita i William?
Lekarz: Jeśli chodzi ci o tą dwójke to dziewczyna jest w dobrym stanie a ten chłopak…
Jeremy: Co z nim?
Lekarz: Podczas wybuchu zasłonił ciebie i dziewczyne swoim ciałem… niestety chłopak stracił prawą dłoń

*Do Jeremiego doszła własnie jedna wiadomość że człowiek którego nienawidził, którego nie chciał widzieć, uratował go od poważniejszych ran*

-Kilka tygodni później trójka bohaterów wróciła do Kadic jednak coś zwróciło ich uwagę-

William: Ej, widzicie to?
Aelita: Co takiego? – Zapytała Aelita
William: Tak jakby coś zostało wypalone w miejscu eksplozji.
Jeremy: Faktycznie coś tam jest.

-Cała trójka postanowiła sprawdzić to zjawisko… kiedy byli już w miejscu wybuchu zobaczyli coś co rozwiało ich wątpliwości-

Jeremy: To…to to nie możliwe
William: To nie może się dziać

-Cała trójka była zszokowana ale wiedzieli co to oznacza na samym środku został wypalony symbol XANY to nie był przypadek to oznacza że… Wojownicy muszą się zjednoczyć.


Autor: MrSmalec

Arena: Odd della Robia vs Anioł Ciemności

Anioł Ciemności

Uniwersum: Powrót Xany

Wiek: 14 lat

Doświadczenie w Lyoko: ½ roku

Strona konfliktu: Xana

Uzbrojenie: Żyleta, dwie katany, Laserowe strzały, wachlarze

Moce: Supersprint, Superdym, Tryplikacja, Telekineza, Pole próżniowe, Tarcza, skrzydła

Odd della Robbia

Uniwersum: Alternatywna linia czasu po Powrocie Xany, gdzie Xana zostaje pokonany bez pomocy Doragonów, ale nadeszły kolejne zagrożenia, które spowodowały powrót Wojowników Lyoko

Wiek: 24 lata

Doświadczenie w Lyoko: 11 lat

Strona konfliktu: Armia Lyoko

Uzbrojenie: Laserowe strzały, kocie pazury

Moce: Wizja przyszłości, Tarcza, Teleportacja

Sektor Leśny

Próba materializacji nie powiodła się. Choć Franz Hopper był w pełni świadomy, że miał do dyspozycji tyle czasu, ile tylko potrzebował, pragnienie utworzenia ciała materialnego, nie wirtualnego i jednocześnie zdolnego do podróży między liniami czasowymi było zbyt wielkie. Twórca Lyoko pragnął stać się na powrót człowiekiem.
A przynajmniej tak zwierzał się strzępom sumienia, jakie jeszcze w nim pozostały. Prawda była taka, że Hopper mógł w każdej chwili przenieść się do dowolnej linii czasu, zmaterializować się i wieść spokojne życie. Ale Walda Schaeffera nie interesowało już dłużej zwykłe ludzkie życie. Bóg Lyoko chciał stać się bogiem na Ziemi. Na wszystkich Ziemiach.
Ale tak jak całą wieczność temu, podczas programowania XANY, tak i teraz pośpiech zemścił się na Schaefferze – materializacja nie tylko się nie udała, ale niemal rozbiła w cyfrowy proch jego niezwykły świat poza czasem.
Waldo zażegnał kryzys i zrezygnowany, pogrążony w melancholii zapragnął ujrzeć swoją córkę wtedy, kiedy była najpiękniejsza, kiedy przynosiła mu największą pociechę. Kiedy jaśniała nieopisanym światłem i mocą, niczym cudowna anielica…
W walce na śmierć i życie.  
Tak czuł się Schaeffer pół godziny wcześniej, według wewnętrznego zegara systemowego Lyoko. Teraz zaś twórca Lyoko lewitował w Sektorze Leśnym zastanawiając się, jak znalazł się w tak absurdalnej sytuacji.
Jeden z pretendentów, których sprowadził, zwykle pełen żalu, gniewu i nienawiści, zawsze gotów do walki, stał teraz zdezorientowany bardziej, niż to z reguły miało miejsce po niespodziewanym ściągnięciu z linii czasu. Dziewczyna z trudem opierała się o pień cyfrowego drzewa przymykając oczy, jakby raziło ją przygaszone światło Lasu. Jej przeciwnik za to…
 – Franek! Franek, mordo, nawet nie wiesz, jak się All…le… lita! ucieszy, jak się dowie, że żyjesz i tu sobie tak w kulki wisisz!
 – Czy ty jesteś pijany, della Robbia? – niemal wyszeptała Anioł Ciemności, jakby wypowiedzenie każdego słowa wymagało od niej więcej skupienia niż w przypadku mocno podchmielonego Włocha.
 – Natchniony… tak! – wyrzucił z siebie Odd głośno czknął, po czym obrócił się na powrót w stronę unoszących się nad ziemią świetlistych kul reprezentujący w Lyoko Franza Hoppera. Otworzył usta, jakby miał zamiar coś powiedzieć, ale rozmyślił się i zwrócił w stronę przeciwniczki.
 – Słuchaj, Antea… Antea, tak? Kopę lat, tak w ogóle. Ale, ale… ty się znałaś z Alell… DJ A., nie? Powiedz mu – przy tym podniósł łapę i wskazał na drzewo kilka dobrych metrów od Schaeffera – że A. będzie wniebowzięta, kiedy się dowie! A nawet wniebowstąpiona, bo to aniołek!
Antea uniosła ociężale dłoń i zakryła sobie oczy. Z ciemności zaczęły powoli wydobywać się nic nie mówiące, obce obrazy – młody, muskularny chłopak o złotych włosach, w ciemnym kombinezonie. I światła, neonowe błyski wbijające się bezlitośnie w otępiały mózg wojowniczki XANY.
Odd tymczasem niezrażony brakiem odpowiedzi poczuł przypływ poczucia humoru i zataczał się prychając śmiechem: – Albo nawet… zlyokowyjęta! Bo wiesz, Franek, ona tam trochę siedziała!
Schaeffer poważnie zastanowił się, czy w tej całej absurdalnej sytuacji nie zwirtualizować sobie awatara tylko po to, żeby móc się pacnąć otwartą dłonią w czoło. Zamiast tego jednak ryknął:
 – Po prostu walczcie!
Rozkaz Hoppera poniósł się echem po Sektorze Leśnym, przez co nawet Odd na chwilę umilkł. Niestety, jak pomyślała Anioł Ciemności, nie na długo.
 – Chwilunia! – prychnął Włoch i po raz kolejny głośno czknął, tak się przy tym zataczając, że Hopperowi wydawało się, że fioletowy kot upadnie na ziemię. – Uff, dobrze, że w Lyoko nie da się rzygnąć. Chociaż… – zamyślił się.
Po chwili zastanowienia na usta Odda wpełzł szeroki uśmiech i niespodziewanie Wojownik Lyoko wyskoczył w górę z podwójnym saltem w tył. Wszystko wskazywało na to, że Włoch upadnie na plecy, ale w ostatniej chwili wyrzucił przed siebie wyprostowaną nogę i zaczął na niej balansować. Równowagę pozwoliły mu utrzymać tylko setki godzin doświadczenia w Lyoko. I koci ogon.
Głównie ogon.
Odd powoli postawił drugą nogę na ziemi, złapał się za brzuch i zgiął w pół. W następnej sekundzie stał już wyprostowany i wyprężony jak struna.
 – Nie, jednak się nie da.
Hopper pogratulował sobie w duchu, że nie uległ pokusie i nie wygenerował własnego awatara. Ten z całą pewnością rwałby sobie teraz włosy z głowy.
„Najwyższy czas skończyć tę zabawę! Poznaj moją ostateczną moc! Holokaust!” – rozbrzmiało w głowie wojowniczki XANY i nagle migrena ustąpiła, obraz się wyostrzył i nienaturalna niemoc opuściła ciało dziewczyny. Anioł Ciemności była wściekła, gotowa do walki i, co najważniejsze, pamiętała zasady gry.
 – Hopper! – wykrzyknęła ze złością – Już raz wygrałam! I teraz wygram znowu, i jeszcze raz, i jeszcze! Ostrzegam cię, nie sprowadzaj mnie więcej, bo ściągniesz na siebie gniew XANY!
Schaeffer przywitał ten okrzyk z pewnym zaciekawieniem, ale już nawet nie był zdziwiony. Raczej odczuł ulgę, że w końcu ten cyrk się zakończy i przynajmniej będzie mógł się trochę odprężyć, nim zacznie przeglądać kod w poszukiwaniu błędu transferu, za którego sprawą na wirtualnym ringu zamiast Aelity stanął ten niewydarzony Włoch. Jeśli zaś chodzi o efekt rzutowania pamięci bitewnej poza liniami czasu… to na pewno będzie wymagało dalszych badań.
Anioł Ciemności nie marnując już ani chwili zmaterializowała w swoich rękach Żyletę, rozłożyła skrzydła i zaczęła pikować w stronę chwiejącego się Odda. Wojownik Lyoko widząc nagły ruch zmrużył oczy dla wyostrzenia wzroku, a gdy dostrzegł napastniczkę, wystrzelił laserową strzałkę. Mogło by się wydawać, że uniesienie uzbrojonej kociej łapy i celowanie było żałośnie nieskoordynowane, ale pocisk z zabójczą precyzją zmierzał prosto w oko Antei. Służka XANY jednak wielokrotnie mierzyła się już z pierwszym strzelcem Wojowników Lyoko i pewnie, nie zwalniając ani na chwilę, wypuściła z wolnej ręki pole próżniowe. Kula anomalnej negatywnej energii przecięła trajektorię wrogiego pocisku, pochłonęła strzałkę i zmierzała dalej w stronę Odda. Della Robbia uświadomił sobie zagrożenie dosłownie w ostatniej chwili i niezdarnie rzucił się na ziemię, o włos unikając utraty mnóstwa punktów życia.
Wtedy w głowie fioletowego kota zaświtała osobliwa myśl, którą postanowił się natychmiast podzielić.
 – Ej, słuchajcie, XANY już nie ma, nie? Ciekawe, czy xanafijują… pole xanujące mnie uxanuje?
Odległość między walczącymi była na tyle duża, że Odd zdołał wstać i wypuścić jeszcze jedną strzałkę, którą Anioł Ciemności ponownie skontrowała polem próżniowym. Tym razem jednak Włoch się nie uchylił, ale rozłożył ramiona i z szerokim uśmiechem na ustach przyjął na siebie miażdżący atak.
Na ten widok zupełnie zdezorientowana Antea ze zdziwienia aż nieświadomie wylądowała na ziemi. Po chwili Odd wciąż leżący krzyżem uniósł lekko głowę i wysapał:
 – Tak myślałem. Nieuxanowany!
„Jeśli dureń chce zginąć bez walki… Nie ma znaczenia, czy pozbędę się go tutaj, czy kiedy indziej” – pomyślała Antea i uniosła Żyletę do ataku, zdecydowana nie przejmować się nieracjonalnym zachowaniem przeciwnika.
Mroczna wojowniczka skoczyła do przodu i cięła po ziemi od lewej do prawej. Atak bez wątpienia pozbawiłby fioletowego kota głowy, gdyby ten nie zdołał błyskawicznie przeturlać się poza linię cięcia. Odd natychmiast stanął na nogi, choć chwiejnie i niepewnie, to bez wątpienia w pozycji bojowej. Co więcej, znajdował się teraz po tępej stronie Żylety. Nim Anioł Ciemności zdołała obrócić ostrze do ataku, della Robbia znalazł się tuż przy przeciwniczce, gotowy do wymierzenia ciosu pięścią. Tym razem jednak to służka XANY miała okazję popisać się szybkością – Żyleta pomknęła z morderczą prędkością na spotkanie Włocha. Jakież było zdumienie wojowniczki, gdy ciężka broń przemknęła nad znienawidzonym wrogiem, a w następnej chwili leżała już na ziemi wybita z jej rąk.
Wszystko wydarzyło się na tyle szybko i na tyle blisko granicy jej pola widzenia, że Antea nie była pewna, co się tak naprawdę stało. W przeciwieństwie do Odda, który mimo alkoholowego uniesienia tylko lekko się uśmiechnął po prawidłowo wykonanej kombinacji ataków.
Choć dziewczyna tego nie dostrzegła, della Robbia nieznacznie uchylił się przed ciosem, wygenerował za to tarczę, i kiedy Żyleta się po niej ześlizgiwała, Wojownik Lyoko podbił miecz do góry. Gdy ten nie napotkał żadnego oporu, siła bezwładności niemal wyrwała Antei gigantyczny tasak z rąk. Przy tym Odd nie poprzestał na obronie – fioletowy kot w chwili, gdy jego przeciwniczka była odsłonięta po zamachu, wymierzył błyskawiczne proste uderzenie kocią łapą w bark, dodatkowo wzmocnione wystrzałem laserowej strzały przy kontakcie z wirtualną powłoką mrocznej anielicy. Odrzut po uderzeniu ostatecznie wytrącił broń przeciwniczce.
Odd nie zamierzał oddawać inicjatywy i jednym skokiem znalazł się nad Żyletą. Po niespodziewanym manewrze Anioł Ciemności odzyskała rezon i teraz uniosła dłoń, by przywołać miecz. Odd stał na płazie ostrza, kiedy te uniosło się w powietrzu, a gdy zaczęło się poruszać, natychmiast stracił równowagę, Przed upadkiem ratował się kolejnym efektownym, choć dziwnie nieskoordynowanym saltem, które z perspektywy Hoppera nie miało prawa się udać.
Udało się jednak, a blondyn wylądował w przyklęku stabilnie na ziemi z łapami wycelowanymi w stronę rywalki. Anielica zdała sobie sprawę z błędu – z wyciągniętą ręką i mieczem wciąż poza jej zasięgiem była zupełnie odsłonięta. Dosłownie w ostatniej chwili zdołała postawić przed sobą tarczę. Strzałki nawet nie odbiły się od wygenerowanego pola ochronnego, ale tworząca się osłona uderzyła w nie od boku i zmieniła ich trajektorie.
 – Ej – jęknął Odd widząc swoją własną skopiowaną umiejętność – To moje!
Antea nie zwróciła uwagi na słowa przeciwnika, nie tylko dlatego, że della Robbia podekscytowany walką wypowiedział je po włosku, ale przede wszystkim cała jej uwaga była skupiona na Żylecie. Choć Anioł Ciemności w momencie utworzenia tarczy przestała przywoływać miecz, ten nie zdążył wytracić prędkości i ciężko uderzył w pole siłowe. Broń odbiła się od tarczy i wylądowała na ziemi, lecz nim dziewczyna zdążyła po nią sięgnąć, w oko XANY na mieczu wbiła się laserowa strzała zmieniając Żyletę w chmurę dymu.
 – Ha! Jeden-zero!
„Właściwie to 2:1” poprawił Włocha w myślach Hopper.
Antea spojrzała z wściekłością na przeciwnika i przywołała nowe uzbrojenie – dwa wygięte ostrza jarzące się złowrogim krwawym blaskiem. Delikatnie wygięte niczym japońskie katany, były właściwie krótszymi kopiami samurajskich broni.
Władcy Lyoko przemknęło przez myśl, że adekwatną nazwą byłby w tej sytuacji prawdopodobnie termin wakizashi.
Anioł Ciemności postanowiła wykorzystać przewagę, jaką dawały jej podwójne ostrza. Doskoczyła do przeciwnika i cięła od góry prawym mieczem, żeby zmusić Włocha do odsłonięcia się na pchnięcie drugą kataną.
Widząc nadciągający atak Odd uniósł łapy odsłaniając na atak tors, zgodnie z planem Antei. Kiedy dziewczyna zaczęła wykonywać pchnięcie blondyn machnął wściekle obiema rękami na krzyż i… odbił kocimi pazurami cięcie od góry. Przez to służka XANY straciła rozpęd i pchnięcie okazało się wyjątkowo niezdarne i powolne. Dość powolne, żeby Włoch zdołał się uchylić i złapać anielicę za lewy przegub obracając się do niej plecami. Pociągnął przeciwniczkę do siebie, napinając przy tym całe ciało i uderzając rozpędzoną dziewczynę łokciem i barkiem tak, że ta wylądowała na ziemi dobry metr dalej.
Antea rzucona na ziemię przytomnie wykonała przewrót przez plecy i natychmiast stanęła z powrotem na nogi, ściskając mocno miecze w dłoniach i gotowa do ataku, oddalona dla pewności poza zasięg zaskakująco skutecznych pazurów fioletowego kota. Odd za to zachwiał się, jakby miał w każdej chwili paść ze zmęczenia. Kiedy odzyskał równowagę i zauważył przeciwniczkę w pozycji bojowej, uniósł niezgrabnie gardę i gestem zachęcił rywalkę do ataku. W dziewczynie zawrzał gniew, że Włoch w takim stanie zdawał się bez problemu kontrować jej ataki.
„Zobaczymy, jak szybki naprawdę jesteś!” pomyślała z przekąsem i aktywowała supersprint. Kiedy ruszyła do przodu, pod nogami Odda błysnęło zielone światło. Żeby nie narazić się ponownie na chwyt, który mógłby zneutralizować jej atak, dziewczyna trzymała katany blisko siebie na równej wysokości, świadoma, że prędkość uzyskana dzięki supermocy i tak uczyni jej bronie zabójczo skutecznymi. W czasie kiedy Anioł Ciemności pokonała cały dystans dzielący ją od przeciwnika, Odd zdążył cofnąć się jedynie o krok, ale to wystarczyło, by znaleźć się poza kręgiem zielonego światła i ostatecznie uniknąć ciosu. Moc teleportacji aktywowała się w starannie wymierzonym momencie, dokładnie w chwili, gdy służka XANY znalazła się w kręgu. Zniknęła w rozbłysku zielonego światła, żeby zaraz pojawić się ponownie przed Wojownikiem Lyoko. Odd przeteleportował przeciwniczkę kilka centymetrów nad ziemię. Dziewczyna wciąż oślepiona po teleportacji i bez stałego gruntu pod nogami nie zdołała uniknąć uderzenia pięścią w twarz uzupełnionego wystrzałem kolejnego laserowego pocisku.  
Każdy normalny awatar w tej chwili rozpadłby się w cyfrowych proch, XANA jednak obdarzał swoich wojowników podwyższoną liczbą punktów życia. Mimo to Antea była w pełni świadoma, że jeśli przyjmie na siebie kolejny tak skuteczny atak, przegra.
Uniosła wzrok na Odda, który odetchnął ciężko, jakby skupienie się na walce było dla niego wyczerpujące, i wycelował. Mroczna anielica widząc pędzącą na siebie laserową strzałkę i własne katany daleko poza swoim zasięgiem w desperacji wykrzyknęła „superdym”, dzięki czemu pocisk della Robbi nie wyeliminował jej z gry, a jedynie rozbił na kilka ciemnych smug.
W postaci dymu Antea zaczęła przemykać obok Włocha i wielokrotnie go okrążać, zabierając przy tym swoje miecze. Nagle Odd poczuł, że kręci mu się w głowie coraz mocniej, jakby alkoholowy rausz się nasilał. Po chwili blondyn zrozumiał, że doświadcza wizji postaci wyłaniającej się z dymu. Odczekał kilka długich sekund, a gdy rzeczywisty obraz przed oczami pokrył mu się z zaprogramowanym widzeniem, wystrzelił. Antea została trafiona podczas materializowania z cienia swojego awatara, w efekcie potknęła się o własne jeszcze wtedy nie uformowane stopy i upadła na ziemię.
 – Słuchaj… – zaczął nieskładnie Odd – Ile ty tak w ogóle masz lat? Już 18?
 – DOŚĆ TEGO!
Anioł Ciemności wzbiła się na swoich mrocznych skrzydłach, przywołała dwie kule negatywnej energii i bez zastanawiania cisnęła je z całą mocą w przeciwnika. Wojownik Lyoko ukląkł na jedno kolano, schylił głowę, skrzyżował ręce na piersi… i zniknął w rozbłysku zielonego światła, wraz z oboma pociskami energii.
W następnej sekundzie pojawił się bezpośrednio nad przeciwniczką i odwinął tak, że teraz pola próżniowe zmierzały w stronę Antei. Dziewczyna nie miała czasu odlecieć, mogła spróbować jedynie uniknąć własnego ataku. W szaleńczym piruecie cudem uniknęła zagrożenia tylko po to, by zobaczyć spadającego na nią Oda della Robbię przygotowanego do zamachu. Pierwszy strzelec Lyoko wbił upazurzoną pięść w brzuch Anioła Ciemności i wystrzelił.
Pozbawione życia cyfrowe ciało najpotężniejszego sługi XANY nie zdążyło nawet spaść na ziemię.
„A jednak doświadczenie istotnie przewyższa potęgę.”
 – To było… zaskakujące. Zaskakująco interesujące i emocjonujące – powiedział z uznaniem Hopper, kiedy zwycięzca pojedynku zgrabnie wylądował na ziemi wysuwając ugiętą nogę do przodu.
 – I z telemarkiem!
Franz Hopper postanowił na to nie odpowiadać.
 – A tak w ogóle, Waldek… – w tym momencie Odd przystawił palec do ust i zaczął syczeć rozglądają się dookoła – Ćśśś… Franek, nie Waldek, Franek! – po czym dodał najgłośniejszym szeptem, jaki Schaeffer kiedykolwiek słyszał: – To tajemnica.
Twórca Lyoko stwierdził, że stracił już cały szacunek do pijanego wojownika, jaki ten sobie zaskarbił swoją walką, i zaczął przygotowywać procedurę odesłania Włocha do odpowiedniej linii czasu.
 = A słuchaj, Franek, jeszcze… Ta laska, to ona miała kogoś, czy wolna?
Hopper stracił ostatnie resztki cierpliwości i wyrozumiałości.
 – Spieprzaj stąd.
Gdy Odd della Robbia znikał w fali bladego światła, dało się jeszcze słyszeć niewyraźne:  
 – Ejjj… to nie ładnie!
„Kto by pomyślał, że nawet moje najdoskonalsze Lyoko będzie się czasem zmieniało w dom wariatów.
A teraz…”
Franz Hopper wyrzucił z umysłu emocje związane z ostatnią walką, rozszerzył swoją świadomość i przeszedł na wyższy poziom. Nie znajdował się już w Lyoko. On był Lyoko.
W umyśle geniusza pojawiły się dryfujące linie kodu, schematy i rozpisane algorytmy. Terabajty danych zgromadzonych w wieżach zaczęły przepływać bezpośrednio przez mózg Schaeffera nieograniczonym strumieniem. Nie minęło kilka sekund, a z ogromu informacji zaczęły się już wyłaniać pierwsze fragmenty cyfrowego genomu, powiązanego z anomaliami czasowymi na najbardziej podstawowym poziomie.
„A teraz czas, by powstał Franz Hopper!”

Autor: Qazqweop

16 na 15, czyli pierwszy zbiór setek

Prezentujemy 16 krótkich opowiadań, tematyka przeróżna, kolejność alfabetyczna według autorów.

Ostatni zachód słońca

Aelita ostatni raz patrzyła na piękne, pomarańczowe morze i zachód słońca, który kiedyś zaprogramował dla niej Jeremy. Cóż tu dużo mówić? Skończyła się dla niej pewna epoka. Komputer miał się niedługo wyłączyć. Ona miała spaść w odmęty Cyfrowego Morza, Skid zniknąć na zawsze, a wszyscy dawni przyjaciele zapomnieć o niej i o całej przygodzie.
Może to był dobry koniec? Dobry dla osoby, dla której stworzono Lyoko. To przez nią powstał Xana. To przez nią świat pędził ku zagładzie.
A może… I tak by ku niej zmierzał?
Może to nie jej wina? Może nie wina Xany? Może to nie wina jej ojca, który stworzył to wszystko, by chronić córkę?
Cóż tu dużo mówić?
Komputer się wyłączył.

Autorka: Ananasims
——————————————————————————————————————————
William

William
William
Znowu go wołał.
Wołał go z gniazdka… Może z telefonu. Może z zostawionej na noc lampki.
Zamknij się.
Przecież już nie żyjesz.
Tak. Powtarzał to sobie bardzo długo.
Ale cały czas wiedział, że Xana żyje.
Nie wiedział jak, ani czemu.
Po prostu wiedział – że.
Kiedy okazało się, że Xana powrócił – w głębi duszy się ucieszył. W końcu przestanie go męczyć.
Tak, przestał.
Ale kiedy wyłączyli komputer znowu zaczął.
William
William
Włącz superkomputer
Dołącz do mnie
Przecież nikt się nie dowie.
Nikt ci nic nie zrobi.
Ja chcę tylko odzyskać kody.
I dam wam spokój.
– Dasz nam spokój? – zapytał. – Obiecujesz?
Obiecuję.
A on głupi znowu uwierzył. Jak wtedy, gdy stał się jego niewolnikiem po raz pierwszy.

Autorka: Ananasims
———————————————————————————————————————
Pamiętnik

Mija już 15 lat, odkąd ją straciłam. Ból, który czuje od tamtego wydarzenia, utrzymuje się, wiedząc, że jej ostatni oddech mógł spocząć wśród białego puchu. Gdybym tylko mogła cofnąć czas, gdybym tylko wiedziała, że nas wtedy znajdą. Ale wykryli nas. Uderzyli, kiedy ciebie z nami nie było. Od tamtej pory mam nadzieje, że jeszcze uda mi się was znaleźć. Choć wiem, że szanse na to są bardzo małe
Nagle, z uchylonych drzwi do pokoju dobiegł dziecięcy głos.
– Przepraszam, wszystko z panią w porządku?
Gdy tylko go usłyszała, przestała pisać i zamknęła pamiętnik.
– Tak… tylko wspominałam stare dzieje… chcesz zagrać ze mną w szachy?

Autor: Arwalen
———————————————————————————————————————-
Objęcie Anioła

– Transfer Jeremiego.
Zaczyna się. Kilka minut panicznego strachu i zobaczę swoją księżniczkę. Maję, którą od ponad dwóch lat próbuję przyprowadzić na Ziemię. Czuję niepokój w gardle, dając możliwość Ulrichowi Sternowi zwirtualizowania mnie, kiedy on ledwo potrafi używać komputera szkolnego w celach naukowych.
– Skan Jeremiego…
– STÓJ! – słyszę krzyk Yumi. Spoglądam na swoje palce, które powoli zanikają w świetle skanera. Lewe szkło od okularów pęka, a okruchy ranią moje oko. Uderzam głową w tył, jednak nic mnie nie boli. Łapczywie próbuję złapać powietrze, jednak na marne. Spoglądam zdrowym okiem w górę, jednak nic się widzę.
Majeczko, gdzie jesteś?

Autorka: Azize
————————————————————————————————————-
Ostatnia wola

Siedząc w salonie, który wyglądał, jakby przeleciało przez nie tornado z gradem, Aelita przeglądała po kolei wszelkie pamiątki po swoich rodzicach. Cały czas nie mogła zrozumieć tego, co się stało feralnego dnia w Piątym Sektorze. Ciągle pamięta każdy, nawet nieistotny szczegół. Dlaczego ją opuścił? Przecież Jeremie z pewnością znalazłby inny, bezpieczniejszy sposób na zwirtualizowanie ważnej, ba – najważniejszej osoby w jej życiu. Jednak naukowiec zdecydował się na odważny krok, skutkiem czego dziewczynka została sierotą.
– No i co teraz? – zapytała samą siebie, zrezygnowana wszystkim. Wtem ujrzała pod telewizorem wiszącą kartkę. Podeszła po nią. Przekaz był prosty:

Oddam za ciebie życie, księżniczko.

Autorka: Azize
——————————————————————————————————-
Kierunek: Kadic

– Musi zamieszkać w Internacie.
– Nie ma mowy. On się postara, pewnie tylko pogubił się w życiu. Sam tak wiele razy miałeś…
– Ale nie w jego wieku! Ze wszystkich przedmiotów miałem piątki i szóstki! A ten dzieciak myśli jedynie o piłce nożnej!
Huk pięściami w stół.
– Kogo ja wychowałem… gdzie ja popełniłem błąd…
– Kochanie, to nie twoja wina. Porozmawiam z nim, podejdzie do poprawki.
– Druga poprawka w życiu… nie. Nie zgadzam się. Jeszcze dzisiaj zadzwonię do Jean-Pierra Delmasa. Pobyt poza domem czegoś go nauczy.
– Ma tutaj przyjaciół, w Monachium*.
– Postanowione. Już dzwonię.

*- stolica Bawarii, niemieckiego landu (dodatkowe)

Autorka: Azize
————————————————————————————————————
Wolałbym o tym nie mówić

Od pięciu minut uczniowie pierwszego piętra stali równo na nogach przez dźwięk trąbki, jaką zakupił w ostatnim czasie Jim Morales, nauczyciel wychowania fizycznego. Wszyscy wstali i czekali przy drzwiach, z wyjątkiem Odda, który smacznie spał, śniąc o randce z przepiękną Samanthą Knight. Byli razem w skate-parku, po udanym konkursie. Zajadali się frytkami, które dziewczyna uwielbiała.
– Della Robbia, wstawaj! – krzyknęła dziewczyna.
– Poczekaj … – powiedział, po czym przybliżył ją do siebie i pocałował w usta.
– Odd, co ty wyprawiasz? – pyta zaskoczony Jim.
Po sytuacji z rana chłopak nie miał apetytu.

Autorka: Azize
————————————————————————————————————
Rozmowa kwalifikacyjna

Jim nerwowo wpatrywał się w siedzącego naprzeciw niego dyrektora Kadic, który milczał już od
dobrych kilku minut. Z początku wydawało się, że jego rozmowa kwalifikacyjna przebiega wręcz
wyśmienicie – pewnie odpowiedział na wszystkie pytania, a pan Delmas zdawał się być zadowolony z
jego odpowiedzi – lecz teraz nie był już tego taki pewien.
– Byłbym głupcem, gdybym pana nie przyjął. – Przerwał w końcu ciszę dyrektor. – Ale muszę
zapytać: dlaczego mając tak bogate CV – tutaj Delmas wskazał na teczkę grubości książki telefonicznej
– przyszedł pan właśnie tutaj?
– Wolałbym o tym nie mówić, ale… wygląda na to, że liczba miejsc pracy wcale nie jest
nieograniczona…

Autor: Mayakovsky
—————————————————————————————————————–
Punkt zwrotny

-Czyli, że tchórzysz? – rzucił Ulrich z kpiącym uśmieszkiem, po czym wszedł do skanera. –
-Jeremie, jestem gotowy.
Stojąca tuż przed nim Sissi obserwowała, jak drzwi urządzenia zamykają się, a jej ukochany bez
choćby cienia strachu wyrusza w nieznane. Wciąż jeszcze mogła zmienić decyzję: wystarczyło
powiedzieć tylko jedno zdanie. Choć bardzo bała się udać do Lyoko, perspektywa zaimponowania
chłopakowi niesamowicie ją kusiła. Przez chwilę próbowała sobie wyobrazić, co by było, gdyby poszła
za nim; może w końcu by ją pokochał, może pozostali zostaliby ich przyjaciółmi, może…
W końcu jednak odwróciła się od urządzenia i wróciła do windy. Strach okazał się silniejszy.

Autor: Mayakovsky
——————————————————————————————————————
Coś się kończy, ale czy coś się zaczyna?

To już wszystko? Naprawdę?
Był słoneczny, czerwcowy dzień. William, wraz z całym swoim rocznikiem, kierował się właśnie w
stronę bramy Kadic. Gdzieś za nimi wciąż rozlegały się dźwięki „Marsylianki”, puszczonej zaraz po
tym, jak Delmas zakończył swoje pożegnalne przemówienie. Dla wielu ukończenie szkoły było
spełnieniem marzeń, ale chłopak nie potrafił się tym cieszyć. W końcu to właśnie tu odnalazł
przygodę, zobaczył prawdziwą przyjaźń i po raz kolejny się zakochał… a potem utracił to wszystko
przez jeden, głupi błąd.
Teraz cały świat stał przed nim otworem… ale skoro inny właśnie się za nim zamknął, to czy było
się z czego cieszyć?

Autor: Mayakovsky
———————————————————————————————————–
Notka ze zdjęciem

Yumi,
przepraszam cię za to, że nie mówię Ci tego wprost, ale chyba po prostu nie mam na to dość
odwagi. Dziwne, prawda? W końcu nie brakowało mi jej podczas naszych zmagań z X. No, prawie
zawsze.
Sam nie wiem, kiedy to wszystko się zaczęło; czy już tego dnia, gdy po raz pierwszy trenowaliśmy
razem pod okiem Jima? Podczas naszych pierwszych wypraw do L.? A może dopiero wtedy, gdy na
Pustyni… zresztą, przecież sama wiesz, co prawie zaszło.
Powinienem był Ci to powiedzieć znacznie, znacznie wcześniej. Teraz… sam nie wiem, czy moje
słowa będą miały jeszcze jakieś znaczenie.
Kocham Cię,
Ulrich

Autor: Mayakovsky
—————————————————————————————————————-
19 lat później

Drogi Oddzie,
Nawet nie wiesz jak się cieszę, że do mnie napisałeś. U mnie wszystko w porządku; właśnie
rozpoczęłam kolejną trasę koncertową, tym razem po Grecji. Trochę tęsknię za Jeremiem, ale nawet
ja nie jestem już w stanie oderwać go od pracy nad jego systemem operacyjnym.
Niestety ja również nie wiem, co z resztą. Słyszałam, że Ulrich ogłosił niedawno zakończenie
kariery piłkarskiej, więc może planuje pojechać do Japonii i naprawić ich związek? Najbardziej martwi
mnie jednak całkowita cisza ze strony Williama. Boję się, że wpakował się w coś poważnego.
A co u Ciebie? Udało Ci się ustatkować czy wciąż szukasz tej jedynej?
Całusy,
Aelita

Autor: Mayakovsky
—————————————————————————————————————-
Wykolejenie losu

Szanowny profesorze Schaefferze,
W imieniu narodu francuskiego chciałbym serdecznie podziękować Panu za udział w projekcie
Kartagina, dzięki któremu nasz kraj może dzisiaj wkroczyć w nową erę dostatku i dobrobytu. Nasze
wielkie zwycięstwo nad blokiem wschodnim nie byłoby możliwe bez Pańskiego rewolucyjnego
pomysłu i wszyscy Francuzi na zawsze pozostaną Panu dozgonnie wdzięczni. Dołożę wszelkich starań,
by historia należycie Pana zapamiętała.
Mam głęboką nadzieję, że nie zaprzestanie Pan pracy na rzecz naszego narodu. Jeżeli Republika
Francuska może w niej jakoś wspomóc, proszę zgłosić nie wahać się spytać. Osobiście dopilnuję, by
otrzymał Pan wszystko, co okaże się niezbędne.
Z poważaniem,
François Maurice Adrien Marie Mitterrand

Autor: Mayakovsky
—————————————————————————————————–
Pokłosie

Yumi bez problemu dostała się do środka, strażnik bardziej był zainteresowany przeglądaniem starego numeru Playboya niż obserwacją otoczenia. Skradając się do sali w której trzymano jej przyjaciela usłyszała rozmowę dwóch pielęgniarek.
– Jak się czuje ten spod piątki?
– Bez zmian. Ciągle bredzi coś o pułapce Xany, Aelicie i cyfrowym morzu. Doktor Tyron zalecił zwiększenie dawki chloropromazyny.
Yumi po cichu podeszła pod salę numer 5. Wyjęła klucz który dorobiła tydzień temu, otwarła drzwi i weszła do środka.
Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Jeremy zaczął krzyczeć:
– To twoja wina! – Odejdź, nie chce cię nigdy więcej widzieć!
Yumi stanęła bez słowa, kompletnie ją zamurowało. Nie wiedziała ile minęło czasu, gdy strażnik obezwładnił ją jednym ciosem.

Autor: Owik
————————————————————————————————————-
Jadowity wąż

– A… jak tam w Kadic?
– Dziwnie… znaczy – urwał, zastanawiając się. Siedział w pokoju, miał włączoną tylko lampkę. Yumi tak samo.
– Nieźle. Jim potknął się o sznurówki na rozpoczęciu.
To musiało rozluźnić atmosferę! Nowi są zawsze tacy spięci…
Cisza. Japonka obserwowała wschód słońca w Tokyo. Tam rozpoczęcie roku, tu drugi semestr.
– Yumi?
– Tak?
Cisza. Po wakacjach rodzice nie zmienili zdania. Od pokoleń rodzina Ishiyama studiowała w Japonii: dojścia, prestiżowe uczelnie. Tak miało być, koniec.
– Chciałbym Ci coś…
– … powiedzieć? Próbujesz latami. Tym razem też tego nie zrobisz.
– Kocham Cię.
Cisza. Gdyby był telepatą, przeżyłby szok, że potrafi tak przeklinać.
– Przykro mi.
– Proszę, daj…
– Zapomnij.
– O czym?
– O mnie. O wszystkim.
– Dlaczego…?! Yumi…!
Odpowiedziało rozłączenie połączenia.
Po obu stronach globu w ciszy kapały łzy.
Japonką wstrząsnął dreszcz, gdy przejechano jej wzdłuż pleców palcami po linii tatuażu.
Tatuażu jadowitego węża.

Autorka: Shikari
—————————————————————————————————————-
Dźwignia

Nie ma czasu na niedowierzanie. Straciłeś już go stanowczo za dużo, a każda sekunda się liczy, każda
chwila może przypieczętować najgorsze, to przeze mnie, to wszystko moja wina, nie powinienem, ja,
nie, dość. Przestań o tym myśleć, wyrwij się z tego, nie trzęś się, bez paniki bez paniki bez paniki. Nie
patrz na nią, nie patrz, tracisz czas, o jeden moment za dużo i to koniec. Dźwignia, tak, dźwignia,
wdech, wydech, nie patrz na nią, włącz to, włącz to natychmiast. Oddychaj. Będzie dobrze, nie ma
innej opcji. Nie ma innej opcji.
Odezwij się.
Proszę cię, wstawaj.

Autorka: sweter

Koniec. Do kupy złożył Jeremie_96

11 na 15, czyli drugi zbiór setek

Prezentujemy zbiór opowiadań napisanych z powodu 15-lecia pojawienia się serialu w Polsce, ułożone są one w kolejności alfabetycznej według autorów (w przypadku tych, którzy przysłali więcej niż jeden tekst, dodatkowo alfabetycznie według tytułów setek).

1.

Odd nie bardzo pamiętał, co działo się poprzedniego wieczora. Ba! Może z życia umknęło mu nawet kilka dni.

Obudził się, leżąc w JAKIMŚ wirtualnym świecie. Nie było to Lyoko, nie była to Kora. Była to biała przestrzeń, jakby pozbawiona tekstur, z glitchującym się nad głową niebem i równie zepsutym morzem, falującym znaczkami jak z matrixa.

Przez kilka godzin Odd przechodził się po tym świecie, szukając czegokolwiek znajomego. Może kształtu wieży? Może chociaż kraba? W tym momencie przyjąłby Xanę z otwartymi ramionami. Wzrastała w nim panika. Z minuty na minutę był coraz bardziej przerażony, coraz bardziej zdezorientowany.

Gdzie był? Co tu robił?

W końcu usiadł na skraju sektora, wpatrując się w swoje ręce.

Ręce, które powoli zaczęły blednąć i znikać.

Wrzasnął.

– Nie drzyj się Odd, jest środek nocy – wymamrotał Ulrich.

Odd otworzył oczy. Siedział na szafie – jak się tam zmieścił – nie miał pojęcia.

– Och, lunatykowałem? – zaśmiał się nerwowo.

Autorka: Ananasims

————————————————————

2.

Życie Laury nie było zbyt kolorowe. Z dziurami w pamięci, nie mogąc się zaprzyjaźnić z jedynymi ludźmi w szkole, którzy zdawali się podzielać jej zainteresowania. Z silnym przeczuciem, że zrobiła coś złego.

Idealna kandydatka dla Xany, czyż nie? Och, program nigdy nie pomylił się tak bardzo!

Pod jego kontrolą byli już ludzie, ale ta kobieta! Ta kobieta była najgorszą z nich.

Jakąś tajemną mocą zachowała świadomość całej kontroli i, choć jej się poddawała, nie powstrzymywała się od komentarzy, poprawiania Xany.

Ktoś mógłby pomyśleć “przecież Xana jest programem. Nie da się go zirytować.” Błąd!

Laura potrafi wszystko.

Autorka: Ananasims

————————————————————

„Kruki i wrony”

Młody malarz kończy pracę nad swoim największym dziełem od ostatnich kilku miesięcy. Czuje ekscytację i zalewa go fala niepewnego uczucia. Czy praca w ogóle się przyjmie? Czy nie jest zbyt kontrowersyjna? Czy ten obraz zapewni mu sukces na rynku pracy?

Przygląda się wymalowanemu płótnu, które zapełnia sporą część ściany jego kawalerki.

Przepiękny kruk.

Młoda kobieta, studenta kulturoznawstwa. Czarne włosy do ramion, idealnie podcięte – żaden włos nie wystaje poza ramię. Twarz zmęczona, ale zawsze gotowa do kolejnej walki o wolność. Muza ma brązowe oczy, jednak malarz obdarzył niebieski. Blada i bardzo szczupła.

Chciwa wrona.

Niewiele starszy mężczyzna, pracuje w policji. Czarne włosy ułożone w artystyczny nieład. Agresywne rysy twarzy, które niweluje zabójczo uroczy uśmiech. Amatorski model ma szare oczy i takie same malarz uwiecznił na obrazie. Wysoki i umięśniony.

Wrona strasznie chce zbliżyć się jeszcze bardziej do kruka. Bardzo by chciał go mieć dla siebie.

Kruk próbuje nie ulec urokowi drugiego ptaka. Doskonale wie, że nie tędy droga.

Wrona chce błyskotki, których kruk nigdy nie odda.

Autorka: Azize

———————————————————

„Mamo, tęsknię”

– Pokój 214! Szybko!

Lekarze biegną, ile mają tylko sił w nogach. Po raz drugi dioda z tym numerem wyświetla się tego dnia. Chłopiec w niebieskim sweterku i okrągłych okularach nie wie, co ma ze sobą zrobić. Każdy kolejny wers modlitwy o jej życie sprawia, że coraz bardziej wątpi w moc formułki. Normalnie nie jest człowiekiem wierzącym.

– Mamusiu, strasznie za tobą tęsknię.

– Ja za tobą też, córeczko.

– Tak bardzo chcę być obok ciebie.

– Ja ciebie też.

– Idziemy razem?

– Nie, różowy aniołku.

– Dlaczego?

– To nie jest czas na ciebie.

Zamiast prostej kreski na monitorze jest puls. Chłopiec przestaje się modlić. Leci łza szczęścia.

Autorka: Azize

———————————————————-

„Po prostu cię kocham”

– Przyjedziesz na herbatę? Czy wolisz wino?

– Będę, tylko jeszcze odwiedzę swojego ojca.

– Znowu? Ile można!

Oburzona dziewczyna rozłącza się. Brunet jedynie kiwa głową. Nie potrafi zupełnie zrozumieć swojej nowej wybranki. Albo to ona nie umie jego. Sam już tego nie wie.

– Cześć, tato.

Młody chłopak siada na ławeczce. Palcami lewej dłoni stuka o drewniany element. Nie wie sam, od czego powinien zacząć. Przez całą drogę samochodem miał przygotowaną swoją wypowiedź. A teraz, gdy przy nim już jest, to jakby zapomniał wszystkiego. Jakby ktoś mu wymazał pamięć.

Bierze głęboki wdech. Siedzą już kilka minut w ciszy. Żadna strona nie zaczyna dyskusji. Tak bardzo by chciał mu teraz wszystko wypomnieć.

Te krzyki za złe oceny.

Te próby zakazu grania w piłkę nożną pod groźbą braku opłacania trenera.

Tę walkę o przeniesienie do innej szkoły.

Ten brak zrozumienia, że kocha dziewczynę, która ma inne pochodzenie.

Jednak czuł, że nie może tego zrobić. Nie w tym momencie. Krzyk w tym momencie będzie niepotrzebny i niemile widziany. Spogląda na zegarek. Siedzi już czterdzieści minut. Wstaje z ławki. Mówi tylko trzy słowa, których nigdy się nie spodziewał, że mu w ogóle powie.

– Ich Liebe Dich.

Autorka: Azize

———————————————————–

270

Czekał na ten wieczór, a w zasadzie noc, cztery lata. Nie tylko on zresztą. Czekał cały świat, choć swojego przywódcę wybierał tylko jeden z prawie dwustu krajów. Można by pomyśleć – co niby obchodzi nastolatka z Francji jakaś Ameryka, ale z drugiej strony Statua Wolności, dar od narodu, dalej jest wizytówką USA. Jeremie przygotował się solidnie do śledzenia tej nocy. Czytał wszystkie teksty, wie, jakie rejony to swing states, ile trzeba mieć elektorów i dlaczego nie należy przykładać nadmiernej wagi do sondaży. Przygotował się też w sensie zaopatrzeniowym, ma napoje, przekąski, wszystko po to, by przetrwać noc. Bo jedno jest pewne – Jeremie nie pójdzie spać, póki nie padnie formułka:
-Możemy już ogłosić, że prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie…

Autor: Jeremie_96

————————————————————

Między tradycją a postępem.

Życie często stawia przed nami trudne wybory. Musimy wybierać między tradycją a postępem. Z jednej strony istotna wartość wierności wieloletnim schematom, przekazywanym z pokolenia na pokolenie, z drugiej chęć zerwania z pewnymi archaizmami i spróbowania czegoś nowego. Stałe ścieźki kontra nieznane szlaki. Dawne przyzwyczajenia czy okazja, aby spróbować czegoś nowego? Nie jest to łatwe, ale jednak trzeba wybierać. I przed takim wyborem dzisiaj stanęła Yumi.
Myślała długo, ale zdecydowała. Tym razem pójdzie drogą nowoczesności.
Dziś zje sushi widelcem.

Autor: Jeremie_96

————————————————————

Lato 1987 było wyjątkowo chłodne na Ukrainie. Dzięki temu rozległe bałtańskie polany, zwykle zasuszone przez słońce, które nie dawało na jałowej ziemi szans niczemu innemu poza pospolitymi chwastami, tego roku wybuchły feerią barw, czerwienią maków, głębokim błękitem dzikich chabrów, radosnymi słoneczkami stokrotek.

A potem po prostu wybuchły. Ot tak.

Nim jednak to, chwilę wcześniej biegnąc jakby gonił ich sam Szczerbycki (co, warto wspomnieć, kiedyś już się wydarzyło) wybiegło z wejścia do podziemnego bunkra trzech dwudziestolatków, niosąc walizkę o nieznanej zawartości.

Albo inaczej, to idzie tak: z podziemnego bunkra wybiegają Polak, Brytyjczyk i Francuz.

– Nigdy… więcej – wydyszał ciężko Polak.

– Umówmy się, że… nigdy o tym nie mówimy, dobra? – wyrzucił z siebie równie zmachany Brytyjczyk.

Na to Francuz, bez cienia zadyszki:

– Ej! Douglas, kurwa, mamy trademark! „Wolałbym o tym nie mówić!”

– I na co go uczyłeś polskich przekleństw, Cuma? – pyta Brytyjczyk

– Douglas, kurwa – wysapał Polak kładąc się na plecach i próbując złapać oddech.

Francuz podszedł do Polaka i z góry rzucił:

– To nawet nie jest taki hardcore jak powtórka z Prypeci z zeszłego roku! Jak chciałeś wakacji, to trzeba było zrobić jakiś skok dla mięczaków, może skubnąć „Mona Lisę”, albo coś!

– Może powinienem… Może to… zrobię.

– Prędzej „Damę z łasiczką” – wtrącił Brytyjczyk

Polak i Francuz spojrzeli się na niego: – Douglas, kurwa

***

Po niewyjaśnionej utracie placówki badawczej w Bałcie dowództwo Kartaginy przeprowadziło gruntowne śledztwo i rozstrzelało 7 podejrzanych. Wszystko, czego zdołano się dowiedzieć o oddziale infiltratorów to tyle, że byli ubrani w czerwony dres.

Autor: Qazqweop

——————————————————

Burzliwy powrót do przeszłości

– Ten Xana robi się naprawdę coraz bardziej pomysłowy! – zarzucił zadyszany Odd biegnąc wespół z Ulrichiem.

– Aha – odpowiedział jego przyjaciel. – Opętane szczury, szerszenie, robo psy. Sprowadzanie zimy stulecia a teraz spadające z nieba błyskawice. – Przebiegali właśnie nieopodal wysokiego metalowego masztu. Usłyszeli głośny huk, obrócili się w jego kierunku i zobaczyli jak konstrukcja runęła na ziemię, stając jednocześnie w ogniu. Usłyszeli przez telefon głos Jeremiego:

– Nie zatrzymujcie się chociażby na chwilę, biegnijcie wzdłuż tych masztów a zadziałają one jak piorunochrony. Aelita za kilka minut dezaktywuje wieżę.

– My się schowamy zaraz w kanałach Einstein, ale jak ty się trzymasz? – Dopytał się Ulrich. W słuchawce odpowiedział mu dźwięk huku, po chwili jednak podniósł się głos przyjaciela:

– XANA drąży dziurę w suficie, ale jeszcze żyję.

Dwójka Wojowników skręciła w uliczkę, zobaczyli właz do ścieków, ale wtem oślepiło ich kolejne uderzenie pioruna. Metalowa konstrukcja przewróciła się z łomotem przed nimi, blokując jednocześnie drogę.

– Do diaska, naokoło nie ma już pod czym się kryć. – Zawołał Ulrich.

– Nie ma wyboru – rozpędził się Odd – Trzeba skakać! Jeronimoooo! – Krzyknął Della Robia skacząc wzwyż, tuż nad smagającymi płomieniami.

– Wariat – Krótko podsumował go Niemiec. Poszedł w ślady swojego przyjaciela, wyskoczył i wylądował w pozycji super bohatera. Della Robbia już otworzył właz, oboje szybko wskoczyli do środka, zamknęli za sobą przejście i czym dalej oddalili się od metalowej pokrywy. Nareszcie chwila wytchnienia.

– Uch… Uch… Jeremie – odezwał się Stern – Jesteś pewny że tutaj nas pioruny nie sięgną?

– Spokojnie, Nawet jak uderzy w wodę to całość się uziemi. Aelita zaraz dezaktywuje wieżę.

Postanowili odpocząć kilka minut. Faktycznie, pioruny uderzały ile mogły, swą siłą uderzenia wcisnęły pokrywę włazu wewnątrz w kanał, ale same w sobie nic już więcej nie mogły zrobić. Po pewnej chwili sytuacja się uspokoiła, usłyszeli przez telefon:

– Wieża dezaktywowana, ale muszę powiedzieć że z sufitu widzę księżyc  – Zaśmiał się Jeremy. – Odpalam Powrót do Przeszłości, jonizacja powietrza jest tak duża że nie zdziwiłyby mnie kilka dodatkowych piorunów. – Dało się usłyszeć dźwięk wstukiwanych klawiszy. Po chwili superkomputer rozpoczął odliczanie. Oddowi zaburczało solidnie w brzuchu:

– Jak wrócę zjem podwójną porcję piurre z ziemniaków. Ulrich, może masz ochotę następnym razem… – Głuchy huk wydobył się z telefonu. Chyba znowu uderzył piorun.

– Jeremy – zawołał Stern – Wszystko w porządku? Jeremy. Jeremy!

Odpowiedziała mu Yumi – Einstein leży nie przytomny, piorun uderzył w monitor. Zaraz powinien być Powrót do Przeszłości.

Urwało im głos w słuchawce. Znali to już, Powrót do Przeszłości rozchodził się niczym bąbel i po prostu zdążył już rozejść się po całej fabryce. Niedługo po tym sami zobaczyli jak fala bieli przetacza się przez podziemne kanały. Zamknęli oczy w nadziei że jak się obudzą, Jeremiasz będzie koło nich znowu pisał program na komputerze.

Ulrich nie poczuł jednak by w wyniku skoku czasowego wrócił do momentu gdzie miał otwarte swoje oczy. Wciągnął powietrze, poczuł nieprzyjemny zapach. Usłyszał głos Odda:

– Eee, Ulrich… – Trącił go zaniepokojony Włoch. Stern otworzył oczy, wciąż byli w kanałach. Zawołał do telefonu:

– Yumi, coś poszło nie tak! My wciąż jesteśmy w kanałach! Yumi! – Nic to jednak nie pomogło. Spojrzeli na wyświetlacz telefonu: „BRAK ZASIĘGU”.

– Ulrich… Czy ta klapa od włazu nie powinna być przypadkiem tutaj na dole? – Zapytał się Odd patrząc jak właz znajdował się w idealnym stanie. Podeszli pod drabinę, Odd wspiął się i podniósł pokrywę wychylając odrobinę swoją głowę.

– I co, co widzisz? – dopytywał się Niemiec.

– Ulrich… – trzeci raz powtórzył się Włoch. Po jego twarzy naprawdę było widać że zgłupiał. – Dlaczego po ulicy jeżdżą stare samochody?

Autor: Wyklęty

—————————————————–

Cel

Czekaliśmy.

Ja i moich czterech przyjaciół czekaliśmy, by w końcu móc się wykazać. Nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie trafimy, ale nas to nie interesowało. Chcieliśmy po prostu ruszyć do walki i móc w końcu zmierzyć się z wrogiem. I choć żaden z nas nie odezwał się ani słowem, to wiedziałem, że wszyscy mamy w głowie dokładnie to samo.

Pokażemy wszystkim, na co nas stać. Jako drużyna.

Wreszcie. Upragniona wirtualizacja.

Wylądowaliśmy na zielonej ścieżce, a wokół nas majaczyły monumentalne drzewa. Las.

Ruszyliśmy za naszym liderem, pędząc ile sił w nogach.

Bez słowa. Cel był jasny.

Wyeliminuj wroga.

W ostatniej chwili uchyliłem się przed pierwszym pociskiem, który minął mnie o włos. Mój przyjaciel, biegnący po mojej lewej, nie miał jednak tyle szczęścia. Strzał prosto w głowę z miejsca wyrzucił go z rozgrywki.

We czterech stanęliśmy w pozycji bojowej, rozglądając się we wszystkie strony. Wtem tuż przede mną pojawił się uzbrojony w zakrzywiony miecz olbrzym.

Mój cel.

Nim jednak zdążyłem wystrzelić, ten kopnięciem posłał mnie w powietrze niczym piłkę.

Wymachując odruchowo wszystkimi czterema odnóżami, szukałem jakiegoś podłoża, lecz nic takiego nie znalazłem. Zamiast tego zdążyłem zarejestrować lecąca prosto w moją stronę kula różowej energii.

To nie tak to miało wyglądać.

Autor: Xana

—————————————————-

Starcie

Jeremy mrużąc nieznacznie oczy, wpatrywał się w znajdującą się wprost przed przeciwnika.

Oko Xany, choć było ledwie symbolem, zdawało się wwiercać blondynowi w głowę, wyszukując wszelkich oznak słabości. On jednak nie mógł sobie na nie pozwolić. Tym razem nie miał obok siebie reszty paczki, która mogłaby go w tym momencie wesprzeć. Nie wiedział nawet, czy ktokolwiek z nich mógłby mu w tym momencie pomóc.

To była jego własna walka i musiał poradzić sobie sam.

Sekundy mijały, a Jeremy cały spięty, przyglądał się antagoniści i jego “pustemu spojrzeniu”.

Xana zaatakował, lecz Belpois był na to gotów. Szybko skontrował wroga, nie dając sztucznej inteligencji czasu na reakcję, jednocześnie przyjmując dogodną pozycję. Źle jednak ocenił wroga, który równie szybko, jeśli nie szybciej wyprowadził kolejny atak. Na szczęście Jeremy zdążył uniknąć zagrożenia, samemu również atakując. W końcu samą obroną nie mógł wygrać tego starcia.

Wróg jednak atakował nieubłaganie. Dało się jednak dostrzec, że wszystkie jego ruchy były oparte na zimnej kalkulacji.

Czyli coś, na co właśnie liczył młody Einstein.

— Królowa bije wieżę. Szach mat. Może innym razem Xana — stwierdził Jeremy, wyprowadzając ruch, który zakończył partię.

Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał, było zamknięcie okna z okiem Xany, wyświetlanego na monitorze Superkomputera obok szachownicy.

Autor: Xana

————————————————–

Kod Lyoko