Wywiad z Thomasem Romainem – październik 2020

Publikowany niżej wywiad opublikowano 1 października na stronie francuskiej telewizji informacyjnej BFM TV, przeprowadził go Jerome Lachasse, pojawił się on też na CodeLyoko.fr w wersji angielskiej.

W jaki sposób wpadłeś na pomysł stworzenia Code Lyoko?

To nie była tylko wizja jednej osoby, rozwijaliśmy to w grupie. Początkowym punktem było Garage Kids, projekt na zaliczenie, jaki zrobiłem w Gobelinach wraz z Tanią Palumbo w 2000 roku. Trochę się to zestarzało przez lata, ale wciąż jestem z tego dumny, wciąż to dla mnie wiele znaczy. Animacja pokazuje grupkę dzieciaków z przedmieść, którzy spotykają się, aby obejrzeć własny filn animowany w zaimprowizowanym w opuszczonym parkingu kiniec. Producenci w Antefilms (póżniej przemianowanym na MoonScoop) naprawdę polublili te klimaty i zaproponowali nam wspólne tworzenie serialu.

Jaki wpływ na tworzenie wirtualnego świata Lyoko miały filmy “Matrix” i “Tron”?

Nie widziałem wtedy “Tronu”, ale “Matrix” pozostawił we mnie trwały ślad, gdyż bardzo lubię science fiction oraz dystopijne uniwersa. Miało to ogromny wpływ – jest tam ten sam koncept maszyny, która pozwala ci zanurkować do wirtualnego świata, występuje też nadzorca tej wycieczki, tak jak powiązanie między tym, co dzieje się w wirtualnym świecie, a sytuacją na ziemi. Wpływ na nas miała też japońska animacja. Od 2003 roku żyję i pracuję w Tokio jako animator. Czerpaliśmy z Serial Experiment Lain oraz Evangeliona. Możesz zauważyć niepokojący wymiar cyfrowy jak w Lain, tak jak obecność niebezpiecznych stworów, które walczą przeciwko bohaterom, jak w Evangelionie.

Sztuczna inteligencja odgrywa bardzo ważną rolę w Code Lyoko. Jak wpadliście na ten pomysł?

Nie robiliśmy jakiegoś dogłębnego rozpoznania tematu. Mieliśmy wtedy z Tanią po te 22-23 lata i cały pomysł na serial rodził się z różnych inspiracji oraz naszej intuicji. Początkowo producenci z Antefilms zasugerowali nam pomysł wykorzystania motywu gry wideo. Nie chcieliśmy jednak robić czegoś zbyt żartobliwego i powierzchownego, dlatego wymyśliliśmy, żeby odcinki trzymały w napięciu, a nawet zawierały tragiczne sceny. Coś, co trudno sobie wyobrazić w kreskówce dla dzieci.

Tragiczne sceny? Chcieliście zabić kogoś z 4 głównych bohaterów?

Niekoniecznie, ale próbowaliśmy mocno obchodzić zakusy cenzorskie ze strony stacji telewizyjnych, które mają tendencję do łagodzenia treści programów dla dzieci i młodzieży.

Skąd pochodzi słowo “Lyoko”?

Wywodzi się ono z japońskiego słowa “ryoko”, które oznacza “podróż”, stanowi to tutaj odniesienie do podróży w świat wirtualny.

W jaki sposób wymyślono postacie, co miało na nie wpływ?

Postacie wyszły spod ołówka Tanii Palumbo, gdy tworzyliśmy film zaliczeniowy. Potem nadaliśmy im imiona i osobowości. Wygląd postaci był tym, co ruszyło cały projekt do przodu. Z artystycznego punktu widzenia inspirowaliśmy się tym, co tworzył japoński animator Koji Miromoto i jego kanciastym stylem graficznym oraz mrocznym cyfrowym uniwersum.

Skąd wzięły się imiona głównych bohaterów?

O ile dobrze pamiętam, to głównie pomysły Tanii. Odd oznacza “dziwny” po angielsku, wybrano to imię żeby pokazać jego niekonwencjonalną naturę. W tych czasach było to niespotkane, żeby postać nosiła imię, które nie wskazywałoby jej płci. Jeremie to nawiązanie do Jeremiego Perina (Lastmana), który był naszym przyjacielem ze studiów i którego jesteśmy fanami.

Co wniosła Tania Palumbo do projektu Code Lyoko?

Wykonała ona olbrzymią pracę. Gdy ja byłem tam na początku, by pomóc w starcie projektu, ona przez lata była dyrektorem artystycznym serialu. Warto zauważyć, że stworzyła wygląd i ubrania dla wszystkich postaci.

Wydaje mi się, że po Code Lyoko Palumbo niczego nowego nie zrobiła. Czy dalej działa w animacji?

Mam wrażenie, że pomimo jej imponującego talentu, opuściła ona już ten świat animacji. To trudna dziedzina. Wymaga ona kompetencji oraz olbrzymich pokładów inwestycji w siebie. Jak w każdym innym zawodzie są też przypadki dokuczania i wypalenia. Wiem, że Tania nie wyszła z tego bez szwanku i że musiała niekiedy cierpieć podczas swojej kariery.

Czy idea łączenia światów 2D i 3D była naturalnym wymaganiem?

To było coś, co wymyślono w Antefilms, które wtedy było jednym z niewielu studiów tworzących serie mieszające 2D i 3D. Musieli pozostawić aktywną ekipę do animacji 3D, więc pomysł, by część scen była w tej stylistyce, stała się dobrym punktem przetargowym przy pracach nad serialem.

W porównaniu do świata wirtualnego, ten rzeczywisty wydaje się w serialu dość nudny…

Paradoksalnie, włożyliśmy sporo pracy by stworzyć ten realny wymiar. Ekipa wspaniałych artystów 2D została zatrudniona, aby dać środowisku realistyczny wygląd. Zrobiliśmy także obszerne rozpoznanie. Dla przykładu: Zespół Szkół Kadic jest oparty na Liceum Lakanaal, realnie istniejącej szkole, do której chodziłem. Opuszczona fabryka, główna lokacja w serialu, bazowana jest na starej fabryce Renault na wyspie Seguin, niedawno wyburzonej. Traktowaliśmy to bardzo poważnie, ponieważ w tamtych czasach sporo seriali produkowanych przez francuskie studia animacji rozgrywało się w wymyślonych amerykańskich miejscach, najpewniej dlatego, iż producenci upatrywali w tym łatwiejszą drogę do eksportu produkcji w świat. Tania i ja chcieliśmy reprezentować Francję taką, jaką znamy, szczególnie obrzeża Paryża.

Wymyśliście, zeby Garage Kids było jedną całością. W jaki sposób Code Lyoko przybrało formę epizodów?

Moim marzeniem było, żeby wszystkie odcinki stanowiły jedną całość, ale francuska telewizja czegoś takiego nie lubi, ponieważ woli emitować i powtarzać odcinki o różnych porach, do tego bez przywiązywania zbytniej wagi na kolejność, w jakiej powinny one by prezentowane. Odcinki w formule ciągłej fabuły byłyby trudniejsze do ustawienia w ramówce, do tego ciężko byłoby wejść w to komuś, kto dołączyłby w połowie serii. Niestety, ekipa pisząca odcinki w dużej mierze tworzyła je jako niezależne formy.

W którym momencie Garage Kids stało się Code Lyoko? Co działo się pomiędzy 2000 a 2003 rokiem?

Rozwijaliśmy serię pod nazwą Garage Kids. Wtedy aspekt stylistyki gry wideo był znikomy, a moce bohaterów ze świata wirtualnego mogły być stosowane w świecie realnym. Po tym, jak odszedłem z projektu (w 2003) i po sprzedaniu serialu do stacji telewizyjnych, przemianowano go na Code Lyoko i utracono ambicję do tego, by była to jedna całościowa opowieść. Ja natomiast zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby dostać pracę w Japonii.

Czy prace produkcyjne nad serialem były trudne? Jakie były twoje relacje z producentami, braćmi Di Sabatino?

Nie pracowałem w produkcji. Moje relacje z braćmi Di Sabatin praktycznie nie istnieją. Po tym, jak serial osiągnął sukces komercyjny, chciałem się dowiedzieć, ile studio na tym zarobiło, gdyż liczyłem, że będą dotrzymane zapisy z umowy ze mną (wtedy sprzedawano też książki, gry, figurki itp.), jednak nigdy nie otrzymałem odpowiedzi i nie zobaczyłem ani centa z tego, co producenci zarobili na CL.

MoonScoop zamknięto, więc kto teraz ma prawa do serialu?

Prawa ma firma producencka Ellipsanime. Myślę, że gdyby chcieli, to mogliby zacząć produkcję nowych odcinków.

Patrząc po latach, co sądzisz o serialu?

Gdy tworzyliśmy ten projekt, nie myśleliśmy że osiągnie on tak ogromny sukces. Opuściłem go, nie wiedząc jaki będzie rezultat, i zacząłem pracować nad francusko-japońską produkcją “Oban Star-Racers”. Obserwowałem gorączkę fanowską z oddali, z Japonii. Jestem dumny z tego, że tak wiele osób polubiło ten serial, jedna jak ktoś, kto brał udział tylko w tych początkowych pracach, nie uważam się za członka tego zespołu. Byłem w stanie sam zapracować na swoje nazwisko w świecie animacji, ale ludzie wciąż się ze mną kontaktują tylko po to, by porozmawiać o Code Lyoko. Jednak to praca artystów, scenarzystów, animatorów i innych działających przy produkcji sprawiła, że Code Lyoko stało się wielkim triumfem francuskiej animacji.

Gdy zaczęto pisać odcinki, to czy chciałeś podjąć ryzyko i wyłamać się z generalnego schematu odcinków (atak Xany na Ziemi, wycieczka do Lyoko, dezaktywacja wieży), pomimo tego, że stacje telewizyjne najpewniej by na to nie pozwoliły?

Nie, nie chciałem, ale też nie czułem się cenzurowany. Myślę, że zachowano tu cele koncepcyjne, z jedną różnicą, polegającą na dostosowaniu opowiadanej historii do grupy wiekowej 6-12 lat. Jednak to, że serial podoba się starszym widzom, dowodzi że stworzyliśmy fabułę bardziej skomplikowaną, niż by pozwalał nam na to oryginalny rys koncepcyjny.

Do dziś Code Lyoko ma wielu fanów. Dwa tweety, w których Netflix zapowiedział pojawienie się serialu na swoich stronach, były polubione ponad 140 tysięcy razy, i to pomimo tego, że serial można oglądać w Amazon Prime i na YouTube. Jak sądzisz, czym spowodowana jest ta nieustająca popularność?

Myślę, że serial pojawił się w odpowiednim czasie, z tematyką pasującą do tego, co się dzieje, do rozwoju internetu i nowych technologii. Młodzi widzowie nie są tu traktowani jak idioci, dostają mnóstwo kontentu science-fiction, ekscytujące odcinki oraz historie, które dają do myślenia. Spora zasługa w sukcesie serialu leży też w ukazywaniu relacji miłosnych między nastoletnimi bohaterami. Połącz to z chwytliwym motywem przewodnim i masz wszystkie składniki do tego, aby widownia wspominała z nostalgią ten serial. Nie jest niemożliwe, że jeśli właściciele praw się na to zdecydują, to powstanie kontynuacja. Kto wie?

Tłumaczenie: Jeremie_96

Wywiad z Sophie Decroisette – luty 2007

Prezentujemy wywiad z główną scenarzystką serialu, Sophie Decroisette, przeprowadzony przez redakcję CodeLyoko.fr na początku 2007 roku, przed premierą czwartego sezonu. Rozmowa ta nigdy wcześniej nie była prezentowana polskiego czytelnikowi. Postanowiliśmy ją opublikować z racji jej historycznej wartości, oraz dla porównania z inną rozmową, którą zamieściliśmy na naszych łamach w 2017 roku: http://www.kodlyoko.hpu.pl/news.php?readmore=418

Witaj Sophie! Na początek: czy wiesz, kto wymyślił Code Lyoko?

Byli to Tania Palumbo i Thomas Romain (studenci Szkoły Gobelinów).

Gdy przybyłaś do ekipy, to Garage Kids już się zmieniło w CL?

Nie, ta zmiana nastąpiła długo po tym, jak dołączyłam, i było to poprzedzone wieloma rozmowali z Jerome.

Czy możesz opowiedzieć nam o poszczególnych etapach zmian? Sporo rzeczy się pozmieniało, Garage Kids to dość niejasny projekt, nie wiemy zbytnio, co to było i dlaczego stało się CL.

Na poziomie koncepcyjnym sporo myśleliśmy nad tym, by wszystko było spójne. Na początku mieliśmy pomysły, ale żadnego tła fabularnego, więc to uniwersum było bardzo wąskie. Wiem dlaczego Aelita jest w Lyoko, to część przedakcji – czegoś, co działo się przed początkiem serialu (kim był Franz Hopper i co zrobił…). Niektóre rzeczy zostaną tajemnicą, ale ja znam wszystko.

Czy zmieniliście nazwę podczas pracy nad tłem fabularnym?

Ekipa produkcyjna uznała, że “Garage Kids” to niezbyt jasny tytuł… ale to samo możecie powiedzieć o “Code Lyoko”.

A skąd się taki tytuł wziął? Dlatego, że Aelita wpisuje kod Lyoko w każdym praktycznie odcinku 1 sezonu?

Nie. Lyoko znaczy “podróż” po japońsku. Wpadły na to Tania oraz ówczesna manager produkcji, Anne de Galard.

Wielu fanów się zastanawia, czy inspirowaliście się “Matrixem”?

Myślę że Tania i Thomas kochają ten cykl.

Gdy tworzyliście 1 serię, to myśleliście już o drugiej i trzeciej?

Nie, ja tylko tworzyłam przedakcję po pierwszej serii. Ale gdy pisałam drugą, wiedziałam że jeszcze coś po niej będzie.

Dla przykładu: czy w momencie pisania o Kartaginie decydowałaś już o tym, żeby istniała Komora Rdzenia?

Nie, znałam tylko główny pomysł, ale nie wszystkie jego detale.

Czy po stworzeniu serii możesz ją sobie oglądać kiedy tylko chcesz?

Tak, widziałam prequele jakiś czas temu.

Czy twoim zdaniem Code Lyoko osiągnie międzynarodowy sukces?

Code Lyoko już taki sukces osiągnęło. Mieliśmy niewiarygodne wyniki oglądalności na Cartoon Network, takie, których bardzo mało francuskich produkcji mogło osiągnąć.

Spodziewałaś się, po starcie emisji pierwszej serii, że będzie to taki sukces?

Szczerze mówiąc nie. Cieszyłam się pracą nad tym sezonem, ale nie spodziewałam się, że będzie on tak udany, więc tym bardziej jestem szczęśliwa, szczególnie, że to rzadki rezultat. Żaden z dotychczasowych seriali, nad którymi pracowałam (a mam ich około 40 na koncie) nie osiągnął takiego sukcesu.

Ilu ludzi pracuje nad każdym odcinkiem i ile czasu to zajmuje?

Takich bardzo dokładnych informacji na ten temat to nie mam, Jerome jest lepszą osobą do takich pytań. Mogę powiedzieć, że napisanie jednego 26-minutowego odcinka trwa od 2 do 3 tygodni, potem trochę trwa animowanie w Chinach, ale detali nie znam.

Jak przebiega pisanie? Skąd się biorą pomysły, jak są przydzielane zadania, kiedy się włączasz do pracy? Bo jak rozumiem, nadzorujesz tworzenie, ale sama też piszesz odcinki?

Tak, jednocześnie tworzę scenariusze, jak i jestem dyrektorem scenarzystów (poza 4 serią). Generalnie to pytam na początku moją ekipę o wstępny pomysł. Sama dla siebie napisałam sporo takich zalążków… Potem, jeśli mi się taki pomysł spodoba i wszyscy się na niego zgodzą, następny krok to streszczenie (na około 4 strony). Ostatni etap to scenariusz. Między każdym krokiem reżyser, ekipa produkcyjna oraz nadawcy wyrażają swoje opinie, a my dokonujemy poprawek scenariusza.

I ile czasu zajmuje taki proces, jeśli chodzi o jeden odcinek?

Od wstępnego pomysłu do końcowego scenariusza około 3 tygodniu, ale może to być więcej czasu, jeśli różni ludzie zapoznający się z projektem wolno go czytają albo przedstawiana historia nie przypada im do gustu. Mogę też powiedzieć, że zazwyczaj zatwierdzamy 4 scenariusze miesięcznie.

Czy jesteś jedną z tych osób, która proponowała wielkie zmiany, takie jak występowanie mocy Aelity, wejście Williama do grupy i inne tego typu rzeczy?

Prawde mówiąc to producenci i reżyser też są w to zaangażowani. Ale zazwyczaj to Jerome i ja proponujemy tego typu zmiany.

Czy wszyscy się na nie zgadzaliście, czy też były jakieś kłótnie? Na przykład: czy ktoś protestował przeciwko wstąpieniu Williama do grupy?

Nie, wszyscy zgodzili się z naszą ideą zrobienia z Wiliama czarnego charakteru.

Jak się dzieli odcinki pomiędzy pisarzy? Zauważyliśmy, że nie każdy napisał tyle samo odcinków. Bruno Regeste i Laurent Turner na przykład napisali mnóstwo odcinków, szczególnie tych kluczowych dla fabuły albo kończących dane serie. Natomiast są tacy, którzy napisali tylko jeden czy dwa odcinki, na przykład Karine Lollichon, która stworzyła tylko odcinek 37.

Mam całą ekipę pisarzy. Jedni tworzą szybciej, inni wolniej. Jedni się bardziej zainspirowali przy pracach nad CL, a inni mniej. Jedno jest jasne, ja sporo napisałam, tak jak na przykład Bruno Regeste.

Kończąc ten wątek, to zauważyliśmy także, że niektórzy pracują w parach, tak jak Alain Serluppus i Frederic Lenoir.

Tak, pisarze lubią pisać w parach. To samotnicza praca, więc fajnie tutaj mieć partnera.

Czy ci, którzy tworzyli 1 serię, kontynuowali pracę przy kolejnych?

Wielu pisarzy zrezygnowało po pierwszej serii, ale cztery osoby zostały: Regeste, Merle, Francois i ja.

Macie kontakt z tłumaczami na język angielski i inne języki?

Niestety nie, ale uważam, że wykonują oni dobrą robotę.

W jednym ze scenariuszy jest wzmianka, że w angielskim dubbingu lekcja włoskiego powinna być zamieniona na lekcję francuskiego. Czy to twoja poprawka?

Nie, myślę że to Jerome wymyślił, on o wielu sprawach decyduje, ale to jego prawo jako reżysera.

Czy wiesz, kto cię zastąpi na stanowisku szefa scenarzystów w 4 sezonie?

Bruno Regeste, pracował nad wcześniejszym seriami.

A czy ty będziesz coś pisać w tym sezonie?

Tak, stworzyłam już 3 albo 4 odcinki, a wraz z Bruno tworzymy finałowe epizody.

Dlaczego w 12 odcinku została ucięta scena? Ta, w której Sissi coś wyznaje Ulrichowi?

Tu musiał być problem jakiś problem w kwestii montażu, tak myślę.

Czy to ty wymyśliłaś wszystkie przygody Jima?

Tak, to był mój pomysł, ale pozostali pisarze dołożyli też swoje pomysły. Początkowo jednak to wszystko miał być tylko żart.

Masz swój ulubiony odcinek?

Bardzo lubię “Równoległą rzeczywistość” i “Kontakt”, ale fajne też są prequele.

Jesteś zadowolona z końcowego efektu, czy też masz czasem powody do rozczarowania tym, jak ostatecznie wygląda odcinek?

Nie, ja uwielbiam to co robi Jerome i myślę, że wspaniale sobie radzi jako reżyser. Poza tym sporo pracy wykonujemy wspólnie, tak więc bardzo rzadko jestem rozczarowana.

Przejdźmy teraz do postaci. Czy wiesz, skąd się wzięły imiona naszych bohaterów? Bo na przykład Aelita nie jest często spotykanym imieniem.

Ja tego nie wiem, ale myślę, że wpadli na to Tania i Thomas. Z drugiej strony, są takie imiona, William, czy też innych uczniów, które wymyśliliśmy wraz z Jeromem. Tak samo nie wiem, skąd się wzięła nazwa XANA, gdy przyszłam do ekipy, to już tak było.

Skąd wziął się pomysł na znak XANY?

Nie mam pojęcia. Wygląda jak logo NOOS (francuska sieć kablowa).

Ta kwestia była początkowo niejasna, ale zrobiła się bardziej klarowna pod koniec 2 sezonu… XANA to faktycznie virus, a nie sam superkomputer?

Tak, XANA jest programem działającym w superkomputerze kwantowym w fabryce, z tego właśnie komputera uciekł.

Czy wiesz, kto zaprojektował nowy wygląd bohaterów w 4 sezonie?

Tania stworzyła modele, zarówno w 2D i jak w 3D, te ostatnie w studiu w Angouleme. Ja niczego na poziomie wizualnym nie tworzyłam. Czasem tylko podrzucałam swoje pomysły, ale to wszystko. Na przykład Scypozoa. Ja i Jerome chcieliśmy, aby istniał potwór mogący zabierać pamięć. Dlatego Tania wymyśliła Scyfozoę. A jeśli chodzi o nowy wygląd – powiedziano mi, że coś takiego jest i pracowałam z tym.

Czy to ty wymyśliłaś Aellitę?

Nie stworzyłam jej, ale rozwinęłam jej historię. Początkowo, na poziomie samego charakteru, było coś wiadomo co prawda, ale dodałam tam pewne elementy…

Dlaczego wygląd Aelity zmienił się między odcinkiem 26 a 27. Inaczej się ubiera, ma inną fryzurę, a jej oczy nie są już zielone.

Myślę, że to wynika z większych zmian, jakie zaszły między sezonami.

W wielu kreskówkach wygląd bohaterów zmienia się bez żadnego uzasadnienia. Czy w 4 sezonie ta zmiana będzie jakoś wyjaśniania?

Myślę, że to jest uzasadnione, bo to będzie związane z opowieścią.

W sezonach od 1 do 3 nasi bohaterowie nie dorastają, między 2 a 3 serią zaczynają nowy rok szkolny, ale w 4 serii muszą nieco dorosnąć. Czy w związku z tym oni dalej będą chodzić do Kadic?

To, że bohaterowie się nie starzeli do teraz, wynika z ograniczeń nakładanych przez nadawców telewizyjnych. Jeśli postacie zaczęłyby dorastać, zmieniłaby się grupa docelowa serialu, a nadawcy tego nie chcą. My jednak chcemy być wiarygodni, dlatego w 4 sezonie nieco dorosną. Myślę że głosy zostaną te same. A jeśli o Kadic chodzi… to jest łączona podstawówka i liceum, więc nie ma tu problemu.

Dlaczego bohaterowie ciągle mają te same ubrania, gdy są na Ziemi?

Ponieważ w innym wypadku musielibyśmy tworzyć modele od nowa do każdego odcinka, a to zbyt drogie. To kwestia budżetu, a także zdolności do rozpoznawania postaci. Spójrzcie na przykła na Gastona Lagaffe, on ciągle nosi ten sam sweter i sandały. (od redakcji polskiej: jest to postać ze słynnego belgijskiego komiksu, powstała w latach 60-tych).

Zauważyliśmy pewne oszustwo, gdy przychodzi do momentu, w którym Jeremie wchodzi do Lyoko… nigdy go tam nie widzieliśmy! Czy to się zmieni w 4 sezonie?

Nie. Szczerze mówiąc, to postać Jeremiego nie ma nic wspólnego z takimi akcjami, on jest komputerowcem, a nie wojownikiem. Nie potrafię sobie go wyobrazić w Lyoko, ale jeśli widzieliście wszystkie odcinki, to możecie się domyślać, że wyglądałby śmiesznie.

Czy masz swoją ulubioną postać?

Tak. Uwielbiam Jima! Ale jeśli chodzi o głównych wojowników, to kocham ich wszystkich. Szczególnie dobrze pisze mi się Odda, bo jest zabawny, a takimi postaciami łatwiej się kieruje.

Sporo fanów zastanawia się nad wątkami miłosnymi. Relacja między Ulrichem a Yumi nieco ostygła w 3 sezonie, między Aelitą a Jeremiem nic się nie zmieniło, a Odd wciąż jest singlem. Czy to się zmieni?

Szczerze mówiąc to chciałabym dać więcej wątków miłosnych w serialu, ale nie można zbytnio tego zrobić, ponieważ widownia amerykańska woli, gdy jest sporo akcji. Ale jeśli chcecie wiedzieć, to Ulrich i Yumi są w sobie głęboko zakochani, a Odd dalej będzie singlem.

Więc serial nie jest aż tak francuski…

Ano, to wygląda tak, że serial jest francuski, ale amerykański nadawca ładuje w to sporo kasy, więc musimy to tworzyć tak, aby wszyscy byli zadowoleni.

Czy zdarzyło ci się rozdzielać prace przy odcinkach z wątkami miłosnymi? Wyobrażam sobie, że twórcy “Rutyny” mogli się czuć uprzywilejowani.

Tak naprawdę to przy tego typu wątkach jest dwoje specjalistów: Bruno Regeste i ja.

Czy nadawcy ograniczają was przy pisaniu tego typu scen?

Tak, tutaj trudno jest pokazać pocałunek, bo Amerykanie blokują takie rzeczy.

Ale w jednym z odcinków drugiego sezonu tych pocałunków było więcej niż w całej reszcie serialu.

To, co widzimy w “Pocałunku XANY” to raczej żarty, a nie coś poważnego.

Czy możliwy jest związek Odda i Aelity? Ten temat wywołuje na forum wielkie kontrowersje.

Myślę, że nie. Jeremie jest zbyt zazdrosny.

Wiadomo już może, jaki będzie finał, jeśli chodzi o relacje Yumi i Ulricha?

Jak na razie nie wiem, jak to się potoczy, na ten moment pracuję przy ostatnich odcinkach 4 sezonu. Chciałabym, żeby się pocałowali, ale tutaj nic nie jest pewne. W każdym razie skończy to się pozytywnie.

Przejdźmy teraz do delikatnego tematu – 4 sezon. Na początek o emisji i ilości odcinków… 30 czy 40?

Czwarty sezon ma 30 odcinków. Faktycznie rzecz biorąc to sezony 3 i 4 mają łącznie 45 odcinków, z czego 15 przypada na trzeci, i on na pewno będzie przypomniany przed premierą czwartego.

A kiedy zobaczymy nowe odcinki?

Tutaj nie mam pewności… pisanie się skończy w styczniu, potem jest sporo pracy przy innych aspektach. Pierwsze odcinki będzie można pokazać wtedy, gdy będziemy pracować nad ostatnimi, ale myślę – choć mogę się mylić – że to nie prędzej niż na początku roku szkolnego 2007/08.

To dłużej niż by wynikało z informacji, które uzyskaliśmy od MoonScoopa (część sezonu od marca 2017, reszta odcinków w drugiej połowie roku). Tak czy inaczej, dzięki za informację, spytamy się jeszcze w firmie o potwierdzenie.

Może to być wiosną 2007.

Czy bohaterowie wreszcie będą mogli wejść samodzielnie do sieci?

To, co mogę wam powiedzieć, to to, że w 4 sezonie dalej będzie walka z XANA, ale więcej wam nie powiem, żeby nie spoilerować początku sezonu…

Skoro XANA jest w sieci i nie ma już wież, to czy dalej będzie w stanie używać swoich sztuczek, jak xanafikacje? Czy dalej będzie atakować?

Są różne możliwości…

Jest trochę informacji z oficjalnej strony, które chcielibyśmy zweryfikować. Napisano tam, że sieć to tak naprawdę Cyfrowe Morze. Czy to prawda? Czy Lyoko jest światem utworzonym w sercu sieci?

Zobaczycie w 4 sezonie, wszystko będzie wyjaśnione. Ale sieć to internet, wszystkie połączenia między komputerami na świecie.

A serce Lyoko, czy to tylko jego rdzeń, czy coś więcej, jak na przykład Lyoko samo w sobie?

Nie, to tylko rdzeń.

Pomijając już fakt zmiany ubrań, to czy będzie jakiś związek między dotychczasowymi mocami wojowników Lyoko a nowymi mocami wojownikó Sieci? Dla przykładu, czy Yumi dalej będzie w stanie używać telekinezy?

Postacie zachowają swoje moce i cechy (Odd jak kot, wygminnastykowana Yumi), ale pojawią się też nowe rzeczy.

Czy Franz Hopper będzie uratowany i czy dowiemy się czegoś nowego o tajemniczej przeszłośći Aelity?

Zobaczcie w ostatnim odcinku 4 sezonu… to, co teraz mogę powiedzieć, to że powrót Hoppera będzie istotny w tym sezonie.

A czy zobaczymy wszystkie brakujące elementy historii Franza, Aelity i Lyoko?

Nie, wszystkiego nie zobaczycie, bo całość jest bardzo skomplikowana i nie jest aż tak istotna.

A jeśli chodzi o projekt Kartagina, facetów w czerni… dowiemy się czegoś?

Tak, ale niezbyt dużo

Czy sekret wojowników Lyoko będzie ujawniony?

Sekret Superkomputera? Nie mogę nic powiedzieć…

Czy serial skończy się po 4 sezonie?

Koniec 4 sezonu jest prawdziwym końcem (nie będzie żadnego cliffhangera), ale nie wiem, czy będzie następny… to sprawa producentów.

Jeśli przy tym końcu jesteśmy… czy ostatnie sceny serialu nie będą zbyt “przeciążone”? Słyszałem, że w ostatnim odcinku ma być sporo akcji, ale będzie też czas na to, by zobaczyć, iż bohaterowie uświadomią sobie koniec swojej przygody i będą wspominać to, co zostawiają za sobą.

Tak, to będzie PRAWDZIWY koniec, ale nic więcej nie mogę powiedzieć!

Więc to nie będzie przeładowane? Bo obawiam się takiego scenariusza: koniec walki, 2 minuty przerwy i koniec. Wolę dobre zakończenia.

Ono będzie drobne, zobaczycie. Właśnie je piszę…

A będzie bardziej szczęśliwe czy… tragiczne?

Nie mogę powiedzieć! Trochę dramatyzmu wystąpi, ale skończy się dobrze.

Mamy kilka pytań o 4 sezonie, na które chcielibyśmy uzyskać odpowiedź “tak/nie”.

Żaden problem.

Czy pojawią się nowe postaci, potwory czy sektory?

Tak.

Nowy wojownik Lyoko?

Nie.

Czy któregoś z bohaterów spotka tragiczny finał?

Nie… cóż, sami zobaczycie.

Czy będzie nowa czołówka?

Nie wiem…

Czy Franz Hopper odegra ważną rolę? Chodzi o to, czy będzie się angażował w walkę z Xaną, czy też jego udział się nie zmieni.

Tak, Hopper będzie istotny, ale więcej nie mogę powiedzieć.

Czy zobaczymy Xanę we własnym wcieleniu?

Wolałabym o tym nie mówić, poza tym i tak nie mogę…

Czy zobaczymy rodziców bohaterów? Bo tak naprawdę poza rodziną Yumi innych nie widzieliśmy praktycznie.

Tak, pojawią się w pewnych momentach.

A czy pojawi się rodzina Odda? Słyszeliśmy tylko głos jego matki.

Nie wiem. Chcę wam przypomnieć, że nie reżyseruję tego sezonu, a tylko piszę niektóre odcinki, więc nie znam detali całego sezonu.

Wielu fanów zastanawia się, czy będzie możliwość zwiedzenia studia produkcyjnego.

Niestety nie znam ludzi ze studia w Angouleme, gdyż scenariusze piszemy w Paryżu.

Czy jest szansa, aby spotkać się z aktorami podkładającymi głosy pod postaci?

Nie wiem…

Czy jest coś takiego jak “Biblia Lyoko”?

Tak, to istnieje, ale jest to tajemnica. Nie sądzę, żeby kiedyś była wydana na sprzedaż, bo to wyjątkowa rzecz, zawiera wszystkie informacje o każdym sezonie.

Dla pewności: to, że jest już prequel “Xana się budzi” oznacza, że nie będzie osobnego filmu.

Nie będzie.

Czy pojawi się CD z muzyką z serialu? Bo tak w sumie to kawałki Subdigitalsów zbyt wiele z serialem nie mają wspólnego poza “Break away” używanym w napisach końcowych, w tym przypadku znamy część tekstu piosenki, a to bardziej przypomina krążek promocyjny kapeli rockowej.

Myślę, że niedługo taka płyta powinna się pojawić, ale przyznam się, że muzyka to nie mój obszar, bo ja tylko napisałam tekst hitu Subdigitalsów.

Wiemy, że niedługo ma się pojawić gra na konsolę Nintendo 3DS, czy tworzyłaś do niej scenariusz?

Nie mam z nią nic wspólnego, wiem tylko że są wykorzystane pewne elementy serialu.

Czy pierwszy sezon serialu pojawi się na DVD?

Nie mam pojęcia, ale chciałabym, żeby tak było, wtedy moglibyśmy mieć cały serial w ładnym zestawie.

Tłumaczenie: Jeremie_96, lipiec 2020

Wywiad z Immudelkim – styczeń 2020.

Czy daty w dokumentach Aelity zostały wymyślone przez Ciebie, czy gdzieś je znalazłeś?

Wymyśliłem te daty bazując na linii czasowej używanej w IFSCL (jest ona jak kanon, ale poprawiłem to tak, by było zgodne). Zazwyczaj te wskazówki, które mamy w serialu, są mgliste, więc tutaj byłyby one bezużyteczne.

Jak wpadłeś na to, by dodać do IFSCL tryb fabularny?

Zawsze chciałem opowiedzieć coś w formie kampanii. W pierwszych wersjach symulatora tryb kampanii to były tak naprawdę opowiedziane raz jeszcze niektóre odcinki, stanowiło to swego rodzaju interaktywny samouczek.bGdy nagrywałem oficjalny głos Franza Hoppera (około 2016), wciąż skupiałem się na tym pomyśle, miałem w pamięci to, że pamiętniki Hoppera mogą być zawartością dodatkową, którą odkrywa się podczas kolejnych retrospekcji laboratorium w 3D, nazwałem więc to trybem fabularnych.
Potem, w 2018, gdy wiedziałem że ponownie mogę nagrać ten głos, postanowiłem rozwinąć ten tryb by był bogatszy.

Czy słyszałeś o fanowskich teoriach dotyczących fabuły tego trybu? Jeśli tak to, która ci się najbardziej podobała?

Teorie o niebieskim powrocie do przeszłości są oczywiście najbardziej logiczne i jednocześnie dokuczliwie tajemnicze, fajna też jest teoria o Simone (postać wtrącająca się w pamiętnik Franza). Myślę, że najbardziej interesująca jest ta dotycząca LISA, którą stworzył IcePlayer, opowiada on o związkach z nieznaną matką Elisabeth Delmas (link do video: https://youtu.be/qVH8xl9VJKw?t=391 ). Nie mogę tego jednak skomentować, by nie spoilerować. On mówił także o możliwych teoriach dotyczących podróży w czasie Jeremiego, klonowania i innych fajnych rzeczy (ale znowu, nie mogę tego skomentować)

Który sezon CL ci się podobał najbardziej?

Pierwszy sezon miał taki specyficzny klimat, którego nie znajduję w innych. Uwielbiam wygląd Lyoko w tym okresie. Więc to ten sezon jest moim ulubionym, choć paradoksalnie jest on bardzo powtarzalny i trochę nudny, jednak lubię po prostu te bardziej stonowane kolory (wydają się one nieco bardziej rozjaśnione w międzynarodowej wersji albo fanowskiej próbie upscalingu)

Preferuję jednak trzy kolejne sezony za to, jak wygląda tam modeling, animacja i naświetlenie postaci w 3D, do tego jest tam bardziej zaawansowany scenariusz i poprowadzenie historii.

Czy uważasz Ewolucję za część kanonu?

Osobiście, nie. Byłem na pokazie prasowym w Paryżu i dokładnie pamiętam, jak twórcy, odpowiadając na pytanie jednego z fanów, powiedzieli „Cóż, to nie jest kontynuacja, nie jest to też reboot, może najwyżej taki miękki”. Oceniając rezultat, dostaliśmy coś mniej wartego niż dobre fanfiction, ponieważ twórcy nie znali nawet materiały źródłowego (wiem, że niektóre zmiany, jak przesunięcie chronologii czy usunięcie Kiwiego miało sens, ale wciąż wiele rzeczy to efekt złego planowania i napisania). Tak więc, nie, to nie jest dla mnie kanon.

Co motywuje Cię do działania?

To moje marzenie z dzieciństwa. Spędziłem nad tym zbyt dużo czasu, by tego nie skończyć. Jednak praca nad tym to nie tylko zabawa.Powiedziałbym, że 80% czasu to debugowanie, a to jest straszne. Oglądanie krytycznych analiz video z mojej gry to kolejne dobre źródło motywacji

Skąd pomysł na IFSCL?

Jak wielu fanów chciałem używać superkomputera. Zainspirowała mnie praca Keuppy nad jego LyokoInterface, szybko zdecydować, że mogę użyć Adobe Flasha do stworzenia swojej wersji, jednak bardziej dopracowanej.

Mialeś kiedyś taką sytuację, w której cały projekt się wysypał i nie wiedziałeś co robić?

Myślę, że cały czas. Może wciąż popełniam błędy, kto wie?
Zawsze dość szybko racjonalizuję sobie problemy i próbuję minimalizować straty, by je jak najszybciej zniwelować.
Zawsze też podejmuję decyzje, które mogą mieć spore konsekwencje w dalszych pracach i skończyć się tym, że będę miał dodatkowe lata albo miesiące pracy.

Czy początki były trudne?

Nie aż tak trudne jak to co teraz. To nie jest łatwe, ale też nie jest jakoś mega trudne. Moje wymagania co do gry rosną w miarę zwiększania się moich umiejętności. I w przeciwieństwie do tego, co sobie myśli sporo młodszych fanów, nie jestem żadnym geniuszem. Ja po prostu jestem bardzo cierpliwy i zaangażowany.

Co stanowiło dla ciebie największe wyzwanie podczas tworzenia IFSCL?

Ciężko powiedzieć, ta praca wciąż nie jest skończona, a podczas prac nad grą 10 ostatnich procent uważa się za najtrudniejsze… Jednakże myślę, że trudno jest zarządzać szybo rozwijająca się społecznością, taką jak Discord, gdzie toksyczne zachowania kumulują się sporo szybciej, dlatego też jakaś część mnie woli stare dobre fora, gdzie znajdę więcej konstruktywnych postów – lecz mniej ludzi.

Jakie jest twoje najmilsze wspomnienie z ostatnich 10 lat tworzenia IFSCL?

Nagrywanie aktorów we Francji, pisanie części scenariusza gdy byłem na campingu w Laponii (-10 stopni w słoneczny dzień), zawiązanie przyjaźni z ludźmi, których spotkałem na prapremierze CL:Evolution (na którą mnie zaproszono z racji popularności mojej gry)

Jakie masz plany po IFSCL?

Wciąż tworzyć gry, tak jak obecnie, jednak szczególnie myślę nad stworzeniem małej narracyjnej gry indie na Steamie (ponieważ fajnie jest jak ci czasem za tę całą robotę zapłacą) z moim własnym światem. To by wiele dla mnie znaczyło.

Jak długo planowałeś tryb fabularny w IFSCL?

Pierwsze szkice tego trybu powstały w 2015, wtedy gdy przechodziłem z wersji 2.6.2 na 3.0.0 i zaczynałem rozważać „odkrywanie świata 3D”.

W jakim wieku zacząłeś pracę nad IFSCL i ile doświadczenia zdobyłeś w ciągu dekady prac nad symulatorem?

Zacząłem mając około 17-18 lat, zdobyłem sporo doświadczenie w wielu dziedzinach, jednak wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć.

Jak zmieniło się twoje życie po rozpoczęciu prac nad IFSCL?

Niezbyt się zmieniło, jednak od tego czasu przestałem tworzyć masę projektów, których nie kończyłem, jak to wcześniej miałem w zwyczaju, i skupiłem się bardziej na symulatorze.

Czy myślisz, że twoja gra o Doktorze Who jest sukcesem?

Dla mnie tak. To był dość krótki sukces, w momencie premiery była to najchętniej odpalana gra dnia na Newgrounds. Myślę, że nawet nie za bardzo próbowałem promowania tej produkcji. Ale było dobrze, do tego było kilka pozytywnych recenzji na YT, co mi się podobało. Jestem nieco rozczarowany, ponieważ dowiedziałem się, że społeczność fanów tego serialu nie jest zainteresowana w tego typu fanowskich produkcjach.

Jakiś czas temu odwiedziłeś Lycee Lakanal (fanom CL lepiej znane jako Kadic). Jakie są Twoje odczucia po tej wizycie? Czy jest coś, co szczególnie zapadło Ci w pamięć? I w jaki sposób udało Ci się uzyskać dostęp na teren szkoły?

Nie oczekiwałem, że zobaczę wszystko. Spodziewałem się, że będziemy oprowadzani po wybranych miejscach, jednak okazało się, że mogliśmy zwiedzać cały teren. Arkady były bardzo spektakularne, uderzyła mnie ich wielkość (myślę, że część z nich będzie można niedługo ujrzeć w IFSCL). Fajnie było także zobaczyć budynek dyrekcji szkoły, gdyż nigdy nie mogłem zrozumieć, jak to działało w serialu, więc fajnie, że dzięki tej wizycie to też będę mógł odtworzyć w grze. To samo mogę powiedzieć, przywołując jeden z korytarzy przy sali gimnastycznej, który możemy zobaczyć w pierwszych minutach „Misia Godzilli”. To piękne budynki, cieszyłem się każdą chwilą tam spędzoną.

Mam nadzieję, że za jakiś czas znowu będziemy mogli porozmawiać.

Ja też, dzięki.

Wywiad przeprowadzony przez Matrixa 14 stycznia 2020, tłumaczenie z angielskiego: Jeremie_96

W samo serce

 – Oho!
 – Co jest, Jeremy? – spytała Aelita.
 – Mamy towarzystwo. XANA wysłał masę potworów do Sektora V.
Choć działania XANY to nigdy powód do radości, ale do niepokoju, to tym razem w głębi duszy nawet się ucieszyłem. Cały plan omówiłem z Aelitą już dawno temu, ale przez ostatnie tygodnie nie mieliśmy żadnej aktywnej wieży – a teraz w końcu nadarza się okazja.
 – Pewnie się wściekł, że go znaleźliśmy.
 – Może i masz rację. Ale co w takim razie chce zrobić z tymi oddziałami?
 – Idę do skanera.
 – Dobra, zawiadomię resztę.
W kilka sekund podłączyłem się do miejskiej stacji nadawczej i przez fikcyjny numer stworzony przez Franza Hoppera specjalnie na potrzeby superkomputera połączyłem się z Ulrichem. Było to zdecydowanie lepsze, bezpieczniejsze, a przede wszystkim tańsze rozwiązanie od używania jako węzła mojej własnej komórki.
 – No to ekstra. Ale świetnie. – nim zdążyłem się odezwać, usłyszałem w słuchawce znudzony głos Ulricha.
 – Coś się stało?
 – Jeremy?
 – Alarm fabryka. XANA szykuje coś w Sektorze V, i nie mam pojęcia co. Bardzo mi się to nie podoba.
 – Dobra. No to ekstra.
 – Pospieszcie się. Nie ma aktywnej wieży i nie wiem, co jest grane. Jest z tobą Odd?
 – Nie.
 – A Yumi.
 – Tak, już lecimy.
 – Co go ugryzło? – mruknąłem, już po zakończeniu rozmowy.
 – Jeremy! – dobiegł mnie krzyk z sali skanerów.
 – Co jest? Aelita! – zerwałem się natychmiast z fotela, ale jej kolejne słowa natychmiast usadziły mnie z powrotem przy monitorach:
 – Czekam!
Pacnąłem się otwartą dłonią w czoło, jednak drugą ręką już wklepywałem komendy transferu.
 – Transfer Aelity! – zacząłem swoją standardową już formułkę – Skan Aelity! Wirtualizacja!
Jeszcze nie skończyłem wprowadzać współrzędnych płaskowyżu w Sektorze Polarnym, a machinalnie wybierałem numer Odda. Po dwóch sygnałach w końcu się odezwał.
 – Tak?
 – Biegiem do fabryki, mamy tu…
 – Zaraz będę – przerwał mi wpół zdania. Cały Odd.
W oczekiwaniu na resztę skalibrowałem mapę i zaprogramowałem procedury transferu Yumi i chłopaków. Aelita wspomniała jeszcze raz czy dwa wspominała o szczegółach naszego planu, a ja w końcu zdjąłem okulary, oparłem się na fotelu i zacząłem wsłuchiwać się w ciszę fabryki. Udało mi się nawet wychwycić krzyk żerujących mew. Po kilku chwilach doszedł mnie jeszcze inny odgłos – pracy windy i otwieranych hydraulicznie wrót. Zerknąłem przez ramię i w windzie zobaczyłem tylko Ulricha. Tknięty jakimś przeczuciem odwróciłem cały fotel i spostrzegłem Yumi stojącą w przeciwległym krańcu kabiny. Poprztykali się o coś, czy jak?
 – Ej, no co jest? Co się stało? Hę? – odpowiedziało mi milczenie – Jakiś problem?
 – Nie. Nie ma żadnego problemu. Wśród przyjaciół – odparł Ulrich. W jego pozornie spokojnym głosie wychwyciłem nutkę ironii. Czy oni nie mogą po prostu ze sobą chodzić? Wzruszyłem ramionami i postanowiłem nie drążyć tematu. Ani nie czas na to, a Odd i tak pewnie pomęczy Ulricha w internacie.
 – Świetnie! To wielka ulga! – rzuciłem. Mam nadzieję, że sarkazm w tej wypowiedzi nie był aż tak mocno słyszalny. – To biegiem do skanerów. Aelita już tam jest.
Nim zakończyłem wirtualizację Yumi i Ulricha, usłyszałem ponownie odgłos pracującej windy i po chwili zobaczyłem Odda. Ciężko oddychał i opierał się o ścianę kabiny. Musiał chyba biec. Ale ponownie darowałem sobie pytania. XANA systematycznie wysyłał kolejne potwory to Piątki.
 – No, jesteś. Wszyscy już na ciebie czekają – rzuciłem, ale Odd już zeskakiwał po drabince piętro niżej. Nie tracąc ani chwili zainicjowałem gotowy już transfer, jednocześnie programując pojazdy: – Transfer Odda! Skan Odda! Wirtualizacja!
 – No to wio! – usłyszałem w słuchawce okrzyk Yumi.
 – Gdzie byłeś tak długo? – zaczął Ulrich.
 – Chyba już wiem, jak wrócić do waszej klasy.
 – Naprawdę!? Jak? – spytała Yumi.
 – Bardzo łatwo. Zacząłem szantażować Jima.
 – Szantażować?! Ale czym?! – niemal od razu naskoczyła na niego oburzona Aelita.
 – Znam jeden sekret, o którym wolałby nie mówić. – Uśmiechnąłem się pod nosem na ten sparafrazowany sztandarowy żarcik Kadic. Choć nie podobał mi się pomysł Odda, wolałem się nie wtrącać. Jestem pewien, że zaraz pozostali mnie wyręczą. – I nie chce też, żeby ktokolwiek o nim mówił.
 – Wiesz ty co? Szantaże są bardzo nie wporzo. – fala krytyki ruszyła, co ciekawe, za sprawą Ulricha. Spodziewałem się raczej, że to Yumi zareaguje najgwałtowniej.
 – Łał! Od kiedy jesteś taki szlachetny?! Cel uświęca środki, co nie?
 – Nie! – odparliśmy razem we czwórkę.
 – Dobra! To dzięki za wsparcie! Wolicie mnie nie mieć w klasie!
W tym czasie skończyłem wprowadzać kod procedur transportera. Pozostało tylko ostatecznie zaakceptować „lot”. Na to jednak potrzebowałem potwierdzenia od reszty, które zresztą nadeszło od razu, gdy tylko ponownie skierowałem mapę z Sektora V na Sektor Polarny.
 – Dobra, jesteśmy na skraju sektora – rzucił Odd.
 – Świetnie, zajmijcie pozycje, a ja wprowadzę kod Scypion.
Zaraz po wprowadzeniu końcowej komendy, na ekranie wyświetliły mi się panel kontroli transportera i protokoły dostępu do Kartaginy. Programik, który napisałem po pierwszej wizycie w Sektorze V skorzystał skwapliwie z tych protokołów i standardowy widok Lyoko, wyświetlany przez projektor obok, zmienił na holograficzną mapę Piątki.
 – System holosfery podłączony.
Na pulpicie pojawił się komunikat o udanym transferze i od razu usłyszałem głos Ulricha:
 – No i gdzie są te potwory?
Idąc w ślady programu, sam także przypatrzyłem się kodom autoryzacji i szybko uzyskałem dostęp do skanów Sektora V pod kątem anomalii, jaką zawsze wywoływała wirtualizacja potworów XANY. Hmm… to ciekawe!
 – Kto by przypuszczał? Wszystkie są w sali pod wami. – Spojrzałem na wewnętrzne współrzędne pomieszczenia i dodałem zdziwiony: – Nigdy jej nie widziałem. Nie byliście tam jeszcze.
 – Ale co one tam robią? – spytała zaniepokojona Aelita.
 – A skąd mam to wiedzieć? To wy jesteście w sieci. Słuchajcie, zamiast gadać, lepiej tam idźcie.
 – Stąd się tam dostaniemy? – zaczął Ulrich. Jak zwykle. Jak ktoś ma spytać o coś praktycznego, to zawsze będzie Ulrich.
 – Nie. Wejście jest z Kopuły. Szybko.
Gdy tylko wypowiedziałem te słowa, na ekranie pojawiło mi się odliczanie. Szybko otworzyłem panel kontrolny, żeby zlokalizować klucz.
 – Nie zapomnijcie dezaktywować odliczania, albo wrócicie do domu szybciej, niż wam się zdaje. Macie tylko kilka minut na znalezienie klucza.
Właśnie w tym momencie skan pomieszczenia odnalazł mechanizm, ale Odd mnie ubiegł:
 – Widzę klucz! – rzucił.
Zmieniłem skalę mapy taktycznej i przyglądałem się, jak Odd się rozpędza i niemal wypada z gry po nieudanym skoku. Szybko minęła go Aelita, która sama pobiegła po mechanizm. Czas jednak się kończył. Zacząłem odliczać na głos:
 – 5, 4, 3, 2, 1…
 – Zero! – dokończyła Aelita dezaktywując pułapkę.
 – Ładnie, Aelita.
Po kilku sekundach zaczęła się faza zmiany konfiguracji pomieszczeń, a Aelita, która jako jedyna stała na stabilnej platformie, zawołała do pozostałych:
 – Lepiej chodźcie tutaj jak najszybciej!
Reszta szybko dobiegła do bezpiecznego korytarza i ruszyła dalej.
 – Jeremy, jesteśmy przy windzie! – zameldowała Yumi.
 – To dobrze. W tym pomieszczeniu jest coraz więcej potworów. Zaczynam mieć złe przeczucia.
 – Jesteśmy – zaczął Ulrich – gdzie mamy iść, żeby rozwalić parę brzydali?
 – W stronę południowego bieguna. Tam jest wejście do komnaty.
 – Pojazdy, Jeremy! – upomniała się Yumi.
 – Już się robi – odparłem jednocześnie dematerializując i materializując pojazdy przy Interfejsie.
 – Ej, a może tam XANA urządza doroczny bal potworów? Bo do tej pory nie widzieliśmy żadnego. – zauważył Odd.
 – Racja – odparł Ulrich – Ale zobaczcie tam!
Na mapie pojawiły mi się dwie manty. Jedna z nich natychmiast zniknęła za sprawą strzałek Odda.
 – I bardzo ładnie! Trafiony! To jest czad!
 – Opanuj się, to ja go załatwiłem – uciszył go Ulrich.
 – Serio?
Znalazłem w kodzie ostatni protokół niezbędny do materializacji pojazdów w Kopule i powiedziałem:
 – Nie ma czasu na głupie gierki! Ruszajcie!
Po kilku minutach walki z mantami i mojego ciągłego niespokojnego zerkania na oddział potworów w nowej komnacie w końcu wszystkim udało się przekroczyć śluzę na biegunie południowym.
 – Jeremy, chyba jesteśmy – zaczęła Yumi.
 – Widzicie już potwory? Co robią?
 – Strzelają do jakiejś niebieskiej piłki.
 – Skoro XANA chce ją zniszczyć, to musi być ważna.
 – Dobra, to bierzemy się za nie – zameldował Odd.
 – Tak! No to lećcie, a ja spróbuję sprawdzić, co to za kula.
Walka trwała w najlepsze, a z gry odpadali kolejno Yumi i Odd, a ja zmagałem się z wyzwaniem trudniejszym niż aktywacja własnej wieży czy programowanie pojazdów, czy nawet Marabunta. Zagłębiałem się coraz bardziej w protokoły dostępu do rdzenia systemu, ale co chwila natrafiałem na zabezpieczone partycje, do których szukanie szyfrów trwałoby miesiące, jeśli nie lata.
Trudniejsze, niż Marabunta? A co jeśli…?
Szybko otworzyłem kod programu wieloczynnikowego, który nie tak dawno przysporzył nam tyle problemów. Marabunta był wirusem, który miał oddziaływać na wizualizacje programów XANY, czyli na potwory, ale tak naprawdę sama struktura kodu była przystosowana do bugowania relacji między poszczególnymi sekcjami własnych baz danych, powodując jednocześnie w ten sposób niekontrolowane rozszerzenie spektrum działania Marabunty. Wystarczyło więc jedynie zmienić strumienie wyjścia i podłączyć strumienie wejścia do tuneli. Można to łatwo zrobić wysyłając odpowiednie kody do wież przejścia. Wtedy Marabunta rekurencyjnie nawiązując i bugując połączenia między blokami wykonawczymi wprowadzi prawdziwy chaos w zewnętrznej warstwie zabezpieczeń, co pozwoli mi nie tyle dostać się do zakodowanych partycji, co zbudować tymczasowe relacje z otwartymi sekcjami, które będą doskonałą drogą do rdzenia systemu.   
I, o dziwo, to zadziałało! Marabunta wybrał najkrótszą drogę przez podprogramy stabilizujące, a nie wiązania poleceń, w ten sposób omijając jedną z najtrudniejszych przeszkód przy pomocy banalnego algorytmu Dijkstry!
Uzyskany kod był dość pokrętnie napisany, ale i tak dostatecznie jasno mówił, w jak krytycznej sytuacji się znaleźliśmy.
 – To nie do wiary – wyszeptałem – Ulrich! Posłuchaj, za wszelką cenę musisz przeszkodzić pełzaczom w zniszczeniu kuli.
 – Dlaczego?
 – Bo ona jest Sercem Lyoko. To bezpośredni dostęp do najważniejszych programów wirtualnego świata! Jeśli potwory ją zniszczą, Lyoko przestanie istnieć na zawsze! Pospiesz się! Ta kula ma tylko dwie powłoki ochronne, a pierwsza właśnie wybuchła!
Nawet nie zauważyłem, kiedy obok mnie pojawili się Yumi i Odd. Ulrich szybko poradził sobie z wszystkimi potworami. Wszystkimi, poza jednym pełzaczem, który zaszedł go od lewej i załatwił go jednym strzałem.
Czas na nasz wielki plan. W sumie, nie tak to sobie wyobrażałem, ale trudno – trzeba improwizować.
 – Aelita, twoja kolej!
 – Jaka znów kolej? Ona nic nie potrafi! – od razu wtrącił się Odd.
 – Patrz! – odparłem i powiększyłem mapę tak, że idealnie widać było stojących naprzeciwko siebie pełzacza i Aelitę. I nagle… pełzacz zniknął!
 – Ale jak Aelicie się to udało? – wydukał zdziwiony Odd.
 – Podczas wakacji rozwinęła w sobie nowe moce – wyjaśniłem – Potrafi walczyć tak samo jak wy!
 – Jeremy! Spójrz na to! – przerwała mi przestraszona Yumi. Wskazywała palcem na okno z postępującym procesem… dewirtualizacji Aelity!
 – O nie! Zdewirtualizowała się!
 – Chcesz powiedzieć, że… – Odd bał się nawet dokończyć.
 – Właśnie! Nie mogę w to uwierzyć! – nagle dostrzegłem na ekranie okno aktywnego skanera. – Co się dzieje?! Chodźcie, biegiem! – zerwałem się z fotela i pognałem do drabinki, do sali skanerów. Czekał już tam na nas Ulrich.
Od razu skoczyłem do aktywnego urządzenia, z którego wyszła Aelita, cała i zdrowa.
 – Hej, wiesz, że prawie dostałem zawału przez ciebie?! – wyrzuciłem Aelicie, która skoczyła w moje ramiona.
 – Ktoś mi powie, co się stało? – spytał Ulrich.
 – Wygląda na to, że Aelita tracąc wszystkie punkty życia jednak nie znika na zawsze – odparł Odd.
 – Nie znika? Jak to?
 – Normalnie. Tylko że wcześniej nie przyszło mi to do głowy – pospieszyłem z wyjaśnieniami. – Od chwili, gdy odzyskałaś ludzką pamięć, jesteś taka sama jak my. Teraz już nie potrzebujesz kodu: Ziemia, żeby powrócić.
 – To bardzo przydatne, w chwili kiedy XANA próbuje zniszczyć Lyoko, żebyśmy go nie mogli znaleźć w Sieci.
 – Wspaniale, Aelita! Od teraz jesteś w pełni sprawną wojowniczką Lyoko – podsumowała Yumi.
 – A teraz może już pójdziemy na kolację, co? – wtrącił po swojemu Odd.
 – My tu jeszcze trochę zostaniemy. Muszę… no, tego… sprawdzić wszystkie szczegóły związane z dewirtualizacją Aelity.
 – Spoko – wzruszył ramionami Ulrich i razem z Yumi i Oddem wszedł do windy.
Gdy tylko drzwi kabiny się zamknęły, Aelita spytała:
 – Jak sądzisz, uwierzyli w to całe przedstawienie?
 – Nie mam pojęcia, raczej kiepsko grałem. Nie jestem zbyt dobry z improwizacji.
 – Oj, daj spokój, Jeremy. Wyglądali na przekonanych.
 – Fakt – odparłem.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

Autor: Qazqweop

Uwierzę, jak zobaczę

 – Damy radę, co, Ulrich?
 – Mam nadzieję, Odd.
Sabotaż nuklearny. XANA nie żartuje. Zgadzam się z Yumi, że to ogromne niebezpieczeństwo, ale przecież zawsze możemy zrobić Powrót Do Przeszłości, jeśli coś nie wyjdzie. Jeremy zdoła go zaprogramować w kilka sekund, gdyby zaszła taka potrzeba. Choć oczywiście trzeba spróbować powiadomić władze. Jeśli XANA zwycięży tym razem, może zginąć wiele osób. To realne zagrożenie, ale… czy Yumi nie widzi, że nie ma najmniejszej szansy, żeby ktoś jej uwierzył i podjął odpowiednie kroki w ciągu tych kilkudziesięciu minut?!
Rozglądam się. Jesteśmy w Sektorze Pustynnym. Wielką platformę, na której stoimy, przecinają kable łączące ze sobą poszczególne wieże. Dostrzegam w oddali Aelitę, czekającą na nas obok jednej z wielu formacji skalnych w tym sektorze.
 – Dobra, już mamy, skaner wykrył aktywowaną wieżę – usłyszałem wewnątrz swojej głowy głos Jeremy’ego. Jednocześnie Odd nerwowo drgnął – on też otrzymał wiadomość. Nadszedł czas na działanie. Skinąłem mu głową i ruszyłem w stronę Aelity, on pobiegł zaraz za mną.  – Jest na obszarze pustynnym, blisko Oazy.
 – Wiem gdzie to jest! – odparła Aelita, gdy tylko się przy niej znaleźliśmy. Wskazała dłonią jedną z kilku formacji skalnych na sąsiedniej platformie. – Na tamtym płaskowyżu!
Początkowo nie wiedziałem, jak mamy się przedostać na kolejną platformę – dzieliła nas od niej kilkudziesięciometrowa przepaść. W następnej chwili usłyszałem coś jakby cichy grzmot i dostrzegłem pulsacje XANY. Jeremy kiedyś wspominał, że tak XANA przesyła energię i aktywuje wieże. Gestem pokazałem reszcie, żeby biegli za mną, a sam podążałem za dziwnymi zniekształceniami tekstury na ziemi. W ten sposób dotarliśmy do skalnego mostu, który umożliwiał nam przedostanie się na drugi płaskowyż.
Biegliśmy w milczeniu. Nawet Odd przestał żartować. Oczywiście, to nie pierwszy raz, kiedy XANA się budzi i grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo. Ale… dla przykładu, dwa tygodnie temu XANA opętał pluszowego misia jednej z pierwszoklasistek, Milly Solovieff. Zburzył wtedy pół szkoły i niemal zrobił ze mnie i Yumi krwawe plamy, ale… takiego ataku po prostu nie dało się brać na poważnie. A teraz… Teraz mamy atak na elektrownię atomową. Katastrofa nuklearna. To jest coś, czego nie da się nie brać na poważnie.
Powoli dobiegaliśmy do źródła pulsacji. Co ciekawe, ciągle utrzymywałem mocne tempo po tym sprincie na setkę. Ciągle nie mogę się przyzwyczaić do wirtualności, mimo że jestem w Lyoko już siódmy raz. Twoje ciało nie traci sił, ale odczuwasz zmęczenie. Nie ma powietrza, ale Odd, który biegnie obok, i tak dyszy. Nie jestem za dobry z fizy, ale skoro nie ma żadnego ośrodka, to dźwięk nie powinien się rozchodzić. Mimo to wszyscy się doskonale nawzajem słyszą. Wszędzie jest jasno, ale nie ma słońca ani niczego takiego. Za to rzucamy cienie. To wszystko jest takie… dziwne.
W końcu dotarliśmy do Oazy. Była to w gruncie rzeczy tylko mała sadzawka otoczona kilkoma kamiennymi słupami. Z ziemi wyrastały małe cyfrowe krzaczki, przypominające trochę domowe bananowce, jakie hoduje moja matka. Jedynie od południa wznosiła się wysoka, masywna skała. I nigdzie żadnej wieży.
 – To nie do wiary. Co się dzieje? Gdzie ta wieża? – spytał Odd. Jego głos był niski i opanowany. Tak różny od zwykle wysokiego i piskliwego. Musi być naprawdę zdenerwowany.
 – Nie widać jej. Ale ona tu jest – odparła Aelita – Szukajcie pulsacji XANY. Tutaj się łączą.
 – Szybko! Dacie radę! Na pewno jest niedaleko! Znajdźcie ją natychmiast, zaraz będzie przeciążenie! – motywował nas Jeremy. Jednak wieży nigdzie nie było. Aelita rozglądała się wokół, wypatrując jakiegoś szczegółu, jakiejś wskazówki. Odd i ja już po kilku minutach się poddaliśmy. Wieży tutaj nie było, choć pulsacje mówiły inaczej. Może XANA oszukał nas i skaner Jeremy’ego? Nie, to mało prawdopodobne.
Z braku lepszego pomysłu wyciągnąłem mój samurajski miecz i zacząłem wbijać go w ziemię. Ostrze zapalało się na niebiesko i gasło, wzbijając przy tym małe tumany cyfrowego kurzu. Jeszcze nie rozgryzłem, czemu kiedy uderzam, katana zaczyna świecić. Chyba to dodaje energii ciosowi, albo coś takiego.
Odd przysiadł na ziemi i bawił się małym kamieniem. Znudzony przerzucał go z ręki do ręki. Jego ogromne kocie łapy świetnie się sprawdzały przy takim zadaniu. Wbiłem wzrok w ziemię i skupiłem się na swoim zajęciu – czyli zamiataniu cyfrowej platformy moim mieczem. Nagle Odd powiedział:
 – Znalazłem.
Razem z Aelitą od razu do niego podeszliśmy.
 – Wykiwał nas – zaczął wyjaśniać. – Tu nie ma wody, tylko powierzchnia. Skoczę się temu przyjrzeć.
Spojrzałem zdziwiony na Aelitę. To, co mówił Odd, nie miało sensu. Ale on rozpędził się i wskoczył do jeziorka. Jednak nie usłyszałem żadnego plusku. Aelita nie wahała się, tylko od razu ruszyła za Oddem i… przeszła przez taflę wody, jakby to był tylko hologram! Nie pozostało mi nic innego, jak skoczyć za nimi. Gdy wylądowaliśmy kilka metrów niżej, okazało się, że stoimy na kolejnej platformie. Platformie z wieżą!
Ścieżka wiła się między skalnymi płytami. Szybko dopadliśmy wieży, a Odd triumfalnie wskazał wysoką konstrukcję.
 – Jest! – wykrzyknął. Wtedy, zza jednej z wielu naturalnych skalnych kryjówek wychynął wielki potwór, przypominający czerwony talerz na czterech mechanicznych odnóżach, który od razu strzelił do zaskoczonego Odda. Ten zaliczył potężne trafienie w kolano.
 – Uwaga! – dodał – Nienawidzę tych wstrętnych krabów.
Po chwili swoją obecność ujawniły dwa kolejne potwory. Każdemu ich ruchowi towarzyszył dźwięk ciężkiej maszynerii hydraulicznej. Natychmiast dobyłem miecza i gdy tylko kraby ustawiły się w klin, krzyknąłem:
 – Aelita! To ciebie szukają! Uciekaj! Już!
Ustawiłem się w pozycji bojowej, gdy nagle jeden z krabów przeskoczył obok mnie i zaczął gonić Aelitę. Otworzył ogień, a każdy laserowy pocisk zrywał pustynną teksturę z podłoża. W końcu wycelował i oddał morderczy strzał. Na szczęście, w ostatniej chwili Odd na czterech łapach podbiegł do potwora i przyjął atak na siebie. Zatoczył się i upadł na ziemię, a w następnej chwili rozpadł się w cyfrowy pył.
Nie martwiłem się o niego. Po utracie wszystkich punktów wracał bezpiecznie do skanera. Co innego Aelita – ona nie miała takiej możliwości. Na szczęście brawurowy manewr Odda odwrócił uwagę potwora i Aelita zdążyła się ukryć miedzy skałami.
Teraz mogę załatwić potwory. Przyjąłem na katanę cztery strzały, a następnie schyliłem się i ruszyłem biegiem w stronę najbliższego kraba. Gdy dzieliło mnie od niego tylko kilka metrów, uznałem, że najwyższy czas wypróbować w walce nową sztuczkę, którą ostatnio trenowałem. Nagle obok mnie pojawiły się dwa moje duplikaty. Gdy one skupiły na sobie ogień dwóch krabów, ja osobiście zająłem się trzecim. Wskoczyłem na niego i wbiłem miecz w znak na jego pancerzu – słaby punkt, Oko XANY.
Nagle usłyszałem wypowiedź Jeremy’ego, na pewno skierowaną do Odda.
 – Dzięki za uratowanie Aelity. Jest niedobrze! Dziewięćdziesiąt pięć procent! – pewnie mówił o napięciu zgromadzonym na słupie. – Zaraz XANA będzie mógł zaatakować elektrownię!
Czyli muszę zwiększyć tempo i otworzyć Aelicie drogę jak najszybciej! Podbiegłem do duplikatów i skinąłem na nie głową.
 – Dawaj! – rzuciłem. Jeden z klonów z uniesionym ostrzem spróbował skoczyć na kraba, ale został natychmiast zdewirtualizowany. Potwór jednak nie spodziewał się drugiego identycznego ataku zaraz po pierwszym, i kolejny klon rozciął kraba na pół.
Kontrolowanie więcej niż jednego ciała przez dłuższy czas okazało się wykańczające, więc natychmiast dokonałem fuzji i połączyłem oba wcielenia, nim utraciłem wszystkie siły.
 – Fuzja! Dobra, został tylko jeden!
Jeremy nie zrozumiał mojego działania i niemal natychmiast usłyszałem jego pełen wyrzutów głos:
 – Ulrich! Zwariowałeś?!
Nie przejąłem się tym i zaatakowałem. Krab otworzył ogień i oberwałem w ramię. Mimo pozornego bólu spiąłem się w sobie i korzystając z mojej supermocy w Lyoko, supersprintu, wskoczyłem na potwora, a po chwili zniszczyłem go tak, jak dwa poprzednie.
 – Szybko, biegnij! Jest już dziewięćdziesiąt osiem procent!
 – Dobra, teraz ty, Aelita.
Aelita wbiegła do wieży. Po kilku chwilach konstrukcja zmieniła kolor poświaty na niebieski, a w oddali dostrzegłem dziwne białe światło.
Czyli wszystko poszło dobrze.
 – To co, może wycieczka w przeszłość?

Autor: Qazqweop

Tadeusz Różan – Czerwony Gracz – Epizod 1, część 1.

Umysł człowieka to wciąż dziwna i nie do końca zbadana kraina. Część ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej opowiada o przelatywaniu im życia przed oczami: zjawisku w którym widzą w niebywałej szczegółowości kadry ze swojego życia od lat najmłodszych aż po późną starość. Nie dzieje się to chronologicznie, sceny wydają się przewijać po kolei, jak i pojawiać wszystkie równocześnie na raz. O ile nawet sami doświadczający to ludzie nie są w stanie opisać precyzyjnie tego właśnie odczucia, o tyle wszyscy są zgodni co do jednego: kilka krótkich chwil zdawało im się trwać godzinami. Bardzo długimi godzinami.

W stanie przelatywania życia między oczami, człowiek odczuwa coś w rodzaju spowolnienia czasu. Nie jest to jednak faktyczne zwolnienie prędkości otaczającego nas świata, a raczej przyśpieszenie pracy mózgu, do tego stopnia że w ciągu jednej sekundy człowiekowi mogłoby przez głowę przejść przynajmniej kilka myśli. To zjawisko akurat nie koniecznie objawia się w tak drastycznym dla nas momencie jak śmierć: doświadczają go czasami gracze. Kiedy ogrywasz bardzo trudny poziom, spędzasz przy nim w stanie ciągłym wiele długich godzin i naprawdę chcesz wygrać. Mózg przestaje wtedy myśleć o zbędnych rzeczach. Koncentruje się on tylko i wyłącznie na najważniejszych celach. Umysł  przyśpiesza, świat dla ciebie zwalnia. Zjawisko to jest z rzadsza znane jako „Skupienie Gracza”. Ale takie skupienie nie jest przypisane tylko samym graczom. Pojawia się ono również dla przykładu w sytuacjach nagłych, kiedy zostajemy przez coś zaskoczeni i podświadomie wiemy że musimy działać natychmiastowo. Kiedy stres nas nie stresuje, a strach wjeżdżający tirem w nasze serca zamiast unieruchamiać: każe biec na przód, bo czujesz w kościach że musisz to zrobić.

W odbiciu niebieskich oczu młodego Tadeusza Różana dało się zauważyć dłużący się jakby ruch na nocnym niebie. Pojawiło się wiele obiektów rosnących w jego oczach. Źrenice się rozszerzyły, zaś on sam przylgnął do najbliższego głazu tak szybko jak tylko mógł. Momentalnie otoczenie przyśpieszyło. Deszcz gęstych metrowych kamieni głośno uderzył w jego pozycję. Pod impetem zderzeń tekstura podłoża znikała na moment, ujawniając zieloną siatkę świata z którego była zbudowana. Pociski upadając roztrzaskiwały się, by rykoszetując zamienić okolicę w sokowirówkę. Tadeusz usłyszał w chaosie spadających skał czyjeś skomlenie, zdawało mu się że zobaczył gdzieś ulatujące w powietrze błękitne, kwadratowe polygony: dowód na to że ktoś został usunięty z rozgrywki. Stojąc czuł przez plecy szybkie i silne uderzenia, jakie przyjmowała na siebie jego zapora. Całe ciało zielono ubranego młodzieńca trzęsło się delikatnie pod wpływem drgań otoczenia, w końcu jednak zdołało się uspokoić. Brązowo włosy wychylił się zza swojej zasłony by zobaczyć wroga.

Nad znajdującymi się na wysokim urwisku ruinami gotyckiej katedry, na gwieździstym niebie, krwiste skrzydła rozpościerała postać anielicy o brązowych, krótkich włosach. Na czole miała związaną niebieską bandanę w kratę, ubrana w czarny, gotycki strój. Na ukos oplatał go kilka razy błyszczący się łańcuch. Podniosła swoje ramiona do góry, jakby na rozkaz z katedry oderwały się bloki kamienia i podniosły się ku dziewczynie. Ta wygięła się do tyłu by za moment, udając rzut czymś ciężkim na przód: kazać nowym pociskom spotkać się z przeciwnikiem. Ten szybko ruszył przed siebie, łapiąc w swoją dłoń małą kuszę. Dwa bloki udało mu się ominąć, przy trzecim wystrzelił do znajdującego się nieopodal suchego drzewa. Bełt z liną wczepił się w korę, a sprężyna na kuszy wciągnęła szybko Różana nim ten został przygnieciony. Biegł dalej, patrząc na dziewczynę z czarewienionymi oczyma, aż anielica skinęła palcem i wywróciła skałę na którą akurat stanął Polak. Obróciła się ona kilka razy podczas wznoszenia. Dalej co zobaczył Tadek, to zbliżający się do niego obiekt zaciemniający wszystko aż po samą czerń.

EPIZOD I

PRZYJACIEL I WRÓG

Świat się zmienia. Możecie tego osobiście nie doświadczać, ale nie da się ukryć że im dalej ludzkość jako cywilizacja dorasta, tym szybciej pokolenia zmieniają swoje oblicza. Pamięta ktoś dzisiaj walkmany? Świat oszalał na ich punkcie, by zaraz je zastąpiły urządzenia zwane MP3. A potem jak z górki: MP4, smartphony… Potraficie sobie wyobrazić co będzie następne?

To wszystko jednak dzieje się ewolucyjnie, małymi krokami. Ktoś coś wymyśla, następny to modyfikuje i tak to idzie bez końca. Nie mniej czasami dzieje się inaczej, pojawiają się geniusze wyprzedzający swoje czasy. Ludzie, którzy biorą świat za fraki i zasadzają mu solidnego kopa w tyłek. W latach ’90 ktoś zbudował kwantowy superkomputer, maszynę tak potężną, że była w stanie zmusić sam czas do posłuszeństwa. Ale było w niej coś znacznie piękniejszego niż podróż w przeszłość: świat wirtualny, do którego można było wybrać się osobiście. Na swoich własnych dwóch nogach.

Historia tego niesamowitego komputera to już inna długa opowieść, starczy wiedzieć że jego istnienie zostało tymczasowo zagrzebane, jako jedna z wielu tajemnic tego wszechświata. Po czasie pewien młody człowiek ją odkrył, a gdy po latach ludzkość w końcu dogoniła technologiczne możliwości superkomputera, gdy „Kwanciaki” już zaczęły być produkowane dla przeciętnych wyjadaczy chleba:  upublicznił on prawie wszystkie dane i programy na jego temat. To była bomba, od tej chwili każdy mógł sobie stworzyć swoją własną krainę wirtualną. Każdy mógł modyfikować owe programy, ulepszać je i dzielić się ze wszystkimi innymi. Dodajcie do tego trochę lat, i mamy scenerię czasów dzisiejszego uniwersum.

Świat, w którym rzeczywistość i wirtualizm istniał obok siebie. Ludzi już nie leczyło się na stole operacyjnym. Przenosiło się człowieka do komputera i uciętą w pół nogę składało się do kupy z powrotem. Nie potrzeba już żadnych samolotów, bo po prostu za pomocą internetu można się przenieść z Polski do Korei Południowej albo na Węgry. Na lekcjach historii zwiedza się antyczny Rzym, Egipt czy Chiny na swoje własne wirtualne oczy. Samych tych cyfrowych światów powstało bez liku, najróżniejszych miast, hoteli, karczm, gier… Wszystkiego.

W jednym z takich światów stworzonych przez nieznaną społeczności osobistość przechadzał się teraz poszukiwacz przygód. Tadeusz Różan, piętnasto letni dzieciak, który z uwielbieniem eksplorował podziemne korytarze budowli stylizowanej na pradawną świątynię. Ściany były zielone, idealne pod kolor tuniki naszego bohatera. Bryłowate sześciany przypominały na myśl pierwsze „sektory”, które obsługiwały kwanciaki. Jedną różnicą było to, że całymi metrami ciągnęły się na nich inskrypcje.  Chłopakowi oświetlała drogę lewitująca „święta woda” – rzecz którą na pęczki można było kupować w innym wirtualnym świecie. Podróżowała ona pół metra od niego, pozwalając zorientować się w ciemnej przestrzeni.

– Ach! – Sapnął przyjemnie, odliczając sobie rzeczy, poczynając od kciuka  – Odrobiona praca domowa, jest! Odnalezienie sekretnego przejścia w sekretnej świątyni, jest! Nie wpadnięcie w żadną puła-aaaaa! – Przewrócił się o bezczelnie wręcz wystającym fragmencie podłoża. Poturlał się kawałeczek na przód i własną twarzą wylądował na zapadni, która naciskana wydała z siebie damskim głosem „Be careful not to make a sound!”.

Zza jego pleców dało się usłyszeć trzask mechanizmu. Tadka opuściła cała odwagą z jaką przemierzał ten tunel. Odwrócił się, i zobaczył jak z dwu metrowej półki skalnej chowa się cała ściana. Z niej wyłoniła się olbrzymia kula, która teraz zaczęła powolutku zsuwać się na naszego bohatera.

Aaa! – Pisnął jak mała dziewczynka. Rzucił się przerażony na przód do ucieczki. Kamulec odpalił melodię „We are number one!” i z miejsca nabrał właściwych obrotów. Chłopak się obrócił, zobaczył jak kula rośnie w jego oczach. Omal nie wypluwając z siebie płuc przyśpieszył odrobinkę i skoczył nad znajdującą się przepaścią. Począł spadać prosto do małego stawiku  z dobrze oświetlonym dnem. Zanurzył się aż po uszy. Sekundkę lub dwie potrzebował na odzyskanie widoczności, zaraz co pędem wynurzył się z wody, wyczołgał, i pod impetem chlupnięcia wody z spadającego przykładu trollingu twórcy tego świata, Tadeusz znowu się przewrócił.

Dyszał tak troszkę z szeroko otwartymi oczyma. Będąc jeszcze na czworakach spojrzał za siebie na tonącą kulę, która stłumionym już głosem wydała swoje ostatnie „…number one!”. Różan odetchnął z ulgą. Wyprostował się, spojrzał naprzód w korytarz: stały przed nim zdobione drzwi. Tuż jednak z prawej strony źródło swoje miała smuga białego światła. Tadek podszedł, przyjrzał się jemu: była to zwyczajna dziura przez którą dało się zauważyć dobrze oświetloną, dużą komnatę, gdzie podłoga była zdobiona kwadratowymi i kolistymi ornamentami. Znajdowało się w niej jakieś piętnaście osób, każda ubrana w zupełnie innym stylu.

Ooo, ci więc poszli główną drogą – rzucił sam do siebie poszukiwacz przygód. – W sumie skoro i tak chcę odpocząć, chętnie sobie popatrzę. – Powiedział po czym usiadł sobie wygodnie, spoglądając na następne przedstawienie.

Wśród obcej Tadkowi grupy znajdowali się ludzie stylizowani na wojowników, gladiatorów, czarodziejów: cała mieszanina świata fantazy. Ich lider, ubrany w czerwoną samurajską zbroję stał teraz przed rzędem pięciu kolumn. Za nimi stała podwójna ilość następnych, niewiele wyższych filarów. Za nimi następne, i następne, aż gdzieś po środku stała jedna: srebna. Na niej znajdował się lewitujący srebny klucz. Dowódca zastanawiał się nad tą zagadką, nie oglądając się za bardzo zawołał do grupy:

– Lisanna, chodź!

Stylizująca się na czarodziejkę w fioletowych ubraniach dziewczyna podbiegła na zawołanie do Daidana. Spojrzała się na niego pytająco, ten tylko rzucił – Sprawdź to.

Lisanna kiwnęła głową. Zaczęła sprawdzać znajdujące się przed nią obiekty. Na wysokości wzroku każdy z filarów był podpisany jedną literą. Nic więcej. Żadnych wzorów, strzałek, czegokolwiek. Postanowiła wybrać jeden z nich, skoczyła trochę wzwyż i podciągnęła się na jeden z nich. Ten z miejsca wyrwał się na całą wysokość pomieszczenia. Ekipa z szokiem obserwowała, jak kawał kolumny wyrastał z podłoża i zmiażdżył o sufit niedoszłą czarodziejkę. Z jej ciała uleciały szybko polygony a ona sama się zdewirtualizowała.

– Uuuh… – Smętnie jęknął Daidan. – Nie wygląda to ciekawie. No dobra ludziska, czy któryś z was jest chętny zmierzyć się z tym ustrojstwem? – rzucił do znajdującej się przed nim drużyny. Wszyscy spojrzeli się na siebie krzywo, wszyscy poza młodym szesnasto letnim chłopakiem. Czarno włosy o krótko przyciętych włosach miał na siebie zarzucone lekkie i białe zimowe futro. Przez plecy miał przełożony łuk. Szybko podniósł swoje ramię rzucając „Ja, ja to zrobię!”.

Lider uśmiechnął się z miejsca. – Okej, pokaż młody co potrafisz!

Czarno włosy sprawdził każdą kolumnę z osobna. Litery miały czcionkę stylizowaną na kulturze nordyckiej. Młodemu z miejsca się przypomniało, że wśród kilku ozdobnych piktogramów widniejących na odwiedzonej niedawno ścianie znajdowała się Grenlandia z podpisem Grønland X.Przypomniał mu się jeden filmik obejrzany na internecie, w którym narrator opowiadał następująco:

– W dziesiątym wieku naszej ery żył pewien wiking, którego ponad trzy krotnie skazano na banicję. Gdy nie miał już gdzie za bardzo uciekać na wygnanie, postanowił pożeglować w kierunku nowego domu. Dotarł do ziemi bardzo nie urodzajnej, zimnej, wręcz nie do wytrzymania. Wpieklił się totalnie, ale wyspę postanowił obrócić w bardzo złośliwy żart: po zakończonym okresie wygnania powrócił na Skandynawię i tam opowiadał niezliczone historię i ziemi mlekiem i miodem płynącej! Zieloną, bogatą, żyzną! Nazwał ją Grenlandią, Zieloną Ziemią. Tym oto kłamliwym marketingiem zdołał tam ściągnąć całą masę wikingów.

Młodzieniec ubrany w białe futra postanowił postawić na tą właśnie historię. Wdrapał się na kolumnę podpisaną jako „E”. Nic się nie stało. Dalej więc wybrał „R”, „I”, „K”. Przy tym ostatnim jego towarzysze patrzyli już z większym entuzjazmem. Następnie łucznik przeskoczył na „R”,
„O”, „T”, „E”. Klucz miał już na wyciągnięcie ręki. Gdy go dobył, wszystkie pozostałe kolumny powoli poczęły się osuwać, bezpiecznie odstawiając zdobywcę na ziemię.

No, no – rzekł z podziwem człowiek w zbroi samurajskiej – całkiem nieźle. Idź Anton, otwórz nam drzwi!

Białorusin pomknął zadowolony naprzód w kierunku zdobnych drzwi. Włożył w niego kluczyk, przekręcił i usłyszał dźwięk otwierającego się zamka. Przejście stało otworem, jednak w tej samej chwili poczuł jak stopa mu zjechała dziesięć centymetrów w dół. Spojrzał: aktywowała się zapadania która nie pozwalała mu się ruszyć.

Znad głów czternasto załogowej ekipy przeszedł szelest. Coś przeskoczyło. Chwilę potem sufit zaczął powoli zjeżdżać w dół, wyłaniając przy tym swoje kolce.

Anton zbladł. Zaczął wyrywać się ile sił, ale pułapka nie pozwalała mu się nawet kawałek ruszyć. Daidan do niego podbiegł i spojrzał na zapadnię. Szybko się namyślił po czym rzucił:

– Wybacz młody, zostajesz z tym sam. Ludzie, zbieramy się! – krzyknął do swoich po czym przeszedł przez drzwi.

Białorusin wystraszony jękał się do swoich byłych towarzyszy.  – A-a-a-ale moment, nie zostawiajcie mnie tak! Ja się boję tych kolców!

Nikt jednak nie zwracał na niego uwagi. Wszyscy w milczeniu przemknęli koło niego, korzystając z otworzonych drzwi. Ostatnia osoba zamknęła je, przekręcając kluczyk. Tadeusz patrzył na tą całą scenerię i na młodego rówieśnika, który teraz w panice próbował siłowo wyciągnąć swoją nogę. Zrobiło się mu go trochę szkoda, ale nie chciał się w to za bardzo ładować myśląc „Sam się w to wpakowałeś.”. Chciał już uciekać, ale spojrzał jeszcze na moment. Widział jak ogromne szpile powoli zjeżdżały z sufitu.

– Nie no, to mnie w ogóle nie dotyczy. Po co mi się tam pchać? – rzucił sam do siebie. Targało nim jednak sumienie, aż krzyknął głośno po polsku: „Do licha ciężkiego!”. Rzucił się ku drzwiom, otworzył je szeroko do wewnątrz. Jakieś garnki posypały się zza framugi, ten jednak się nie przejął. Skręcił w korytarz na prawo, zszedł schodami w dół w dobiegając do zamkniętych drzwi i przekręcił kluczyk, którego pozostali jak widać nie postanowili wyciągać. Otworzył drzwi na oścież.

– Jak zginę to twoja wina!  – Zawołał do Antona. Szybko sprawdził zapadnię, znajdowały się w niej dwie dziury przez które można było wsadzić palce. Bez namysłu je tam wsadził, nacisnął znajdujące się przyciski i o ile zwolnił blokadę stopy Białorusina, tak zapadnie zatrzasnęły się na palcach Różana.

– Aaa! – Krzyknął spanikowany łucznik, który co rusz pognał ku drzwiom, zostawiając z tyłu Polaka. Ten teraz sam przerażony krzyknął do niego:

– Hej, nie zostawiaj mnie tu, to zaraz mnie podziurawi!

Anton odwrócił się szybko, blady jak ściana spojrzał na szpikulce znajdujące się półtora metra od głowy Różana. Nie umiał się zdecydować, ale na krzyk „Chodź tu, pomogłem ci!” udało mu się zdobyć na odwagę. Podbiegł szybko, rzucił natychmiastowo:

– C-co mam robić?

– Włóż z powrotem swoją stopę, palce zastąpię czymś innym! – wydukał raz dwa poszukiwacz przygód. Odziany w białe futro z niechęcią, ale odblokował Tadeuszowi zapadnie. Ten gestem dłoni wywołał menu postaci wirtualnej i wywołał z ekwipunku parę azjatyckich pałeczek. Wsunął je natychmiast w dziury na palce i odblokował nowego towarzysza. Oboje spojrzeli w górę, sufit był tuż, tuż! Jak poparzeni przebiegli przez drzwi, omal się nie potykając. Zamknęli drzwi z hukiem, dysząc niemożliwie.

– Ciort! – krzyknął drżący ze strachu Białorusin. – To mnie omal nie zabiło!

– Ciebie nie zabiło? Co ze mną?! – Pytał się Tadeusz. Anton spojrzał na niego po czym skontaktował że został uratowany i wypadałoby podziękować.

– Oj, przepraszam, wystraszyłem się jak nigdy! Dzięki za ratunek, było blisko! – Dali sobie tutaj odrobinę przerwy na kilka kolejnych wdechów. – Tak w ogóle, jestem Anton. Skąd jesteś? Nie widziałem cię w mojej grupie. 

– Bo nie byłem z wami. – Odpowiedział już w miarę spokojny Różan. – Słyszałeś że dungeony mają poukrywane bezpieczniejsze tunele dla wtajemniczonych?

– Co? To były bezpieczniejsze tunele? – Zapytał się zdziwiony Anton.

– Tak, wystarczyło w poprzednim dungeonie przeczytać kilka inskrypcji na ten temat. Każdy z nich zawiera informacje o następnym. Uuh, tak swoją drogą, nazywam się Tadeusz. Co masz zamiar teraz zrobić?

– Chyba wrócę do domu. Nienawidzę szpikulców, nie chcę zostać nadziewanym szaszłykiem z wodorostów!

– A co powiesz, żeby się wybrać ze mną do skarbca na samym końcu tej świątyni? – rzucił propozycję Polak. – Chcę do niego dotrzeć przed kimkolwiek innym, a w przypadku konfliktu przydała by mi się pomocna dłoń.

– Ich tam jest trzynastu, chcesz ich wszystkich załatwić? – Dopytywał się dalej czarno włosy z niewielkimi pokładami wiary.

– Spodziewam się mniej więcej na co możemy natknąć się na dalszej drodze, myślę że możemy sobie poradzić. To jak? – Pytając się podał Antonowi dłoń. Ten chwilę się zastanowił, po czym ją uścisnął, przypieczętowując tym samym początek historii, jakiej nigdy by się nie spodziewał.

Autor: Wyklęty

Prolog – Gra

– Pan Belpois jest naszym najlepszym i najmłodszym pracownikiem. Oczywiście nie podlega wymianie, aczkolwiek chciałabym go państwu przedstawić. Proszę – otworzyła drzwi Eleanora Remie.
To była druga w tym tygodniu grupa zainteresowana wymianą pracowników. Eleanora nie miała na to ochoty, bo wszystkie podlegające pod nią zespoły były cudowne, ale nie miała wyjścia. Szef wyraźnie powiedział – zmiana podwładnego, lub pracy. Och, ile ona by dała, by cofnąć się do zeszłego tygodnia i na spokojnie naprawić błąd, który szef wykrył w poniedziałek. To była godzina pracy, ale straszy Niemiec był nie lada wkurzony. I decyzja zapadła. Oczywiście pan Stern, ze względu na syna, nie chciał słyszeć o przeniesieniu Belpoisa, choć to właśnie on wyszedł szybciej, nie kończąc tego, o co został poproszony.
– Jeremy? Możesz na chwilę? – zapytała, delikatnie pukając w biurko. Młody mężczyzna oczywiście nie zwrócił uwagi na to, że ktoś wszedł do jego pokoju. Był zajęty programowaniem. Teraz jednak odwrócił się w jej stronę i zobaczył gości. Pośpiesznie wstał i podał każdemu rękę.
– To jest Jeremy Belpois. Jest głową zespołu pracującego bezpośrednio na superkomputerze, a także głównym pomysłodawcą projektu Troja, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu. Sami więc państwo rozumieją, czemu jest to najważniejszy pracownik w naszej korporacji.
Śmiech
Elea kontynuowała, choć tak na prawdę nie było już po co. Nie do końca rozumiała tego dziwnego przeczucia, że nie ma sensu już się starać. No ale jak to? Przecież to była jej praca. Jej życie. Jakby przestała się starać, co by się stało?
Gdzieś pod sufitem rozległ się hałas. Ni stąd ni zowąd zwoje kabli spadły na zaskoczoną kobietę. Pomyślała, że straciła przytomność, bo naglę znalazła się zupełnie gdzie indziej. Nie był to szpital, ani jej dom. Nie znała tego miejsca, pełnego starych kabli i gratów. Nie znała pomieszczenia z dziwną tubą pośrodku.
Obejrzała się za siebie. Była tam brama, jakby od stylizowanej windy. Odwróciła się ponownie w stronę tuby. Zrobiła krok.

Lyoko, Kora, Kartagina

Wybierz lokalizację

Czyżby umarła? Ale jeśli tak, czemu wszystko wyglądało tak normalnie? Jakiej religii to wizja? A może to tylko sen?

Wybierz lokalizację

Zastanowiła się. Słowo Lyoko nic jej nie mówiło. Brzmiało jak coś z kręgów Władcy Pierścieni, czy innej fantastyki. Kora? To już brzmiało normalniej, ale też niezbyt jej się podobało. Czymże była Kartagina? Uczyła się kiedyś o niej na jakiś konkurs. Starożytne miasto – państwo? Czy jakoś tak… Czemu by nie? Elea zawsze lubiła historię. A we śnie mogła robić, co chciała.

Lokalizacja: Kartagina
Cel misji: Nieznany
Próba połączenia z administratorem.
.
.
.
Wybierz cel:
Waldo Schaffer
Prof. Tyron
XANA

Od Autorki:
Hej, hej. Pobawimy się trochę, co?
Wybierzcie cel, a od wyniku zależeć będą dalsze losy Elei!

https://www.strawpoll.me/16551326

Autorka: Ananasims

Ostatni Sen Lyoko

Fabryka. Pozornie opuszczona, stara Fabryka samochodów Renault na Île Seguin chyliła się ku swemu końcowi. Jej białe mury pokrywające całą 11.5 hektarową wyspę miały już nie długo zniknąć. Aelita była zdruzgotana tym faktem, Fabryka była jedynym miejscem które pozostało jej teraz po ojcu, i już za parę dni z nią też będzie musiała się pożegnać. Przeglądała album ze zdjęciami, który był jedną z niewielu rzeczy które ocaliła z pustelni przed jej zburzeniem pół roku temu, zdjęcia wydawały się jakby były robione wczoraj, a patrzenie na nie tylko pogłębiało smutek, i uczucie pustki po kochającym ojcu. Łzy zaczęły lecieć jej z oczu

-Tato…- szepnęła cichym płaczliwym głosem kiedy zobaczyła jej zdjęcie z nim w czasach jego nauczania w Kadic. Zatrzasnęła album i pozwoliła swej twarzy opaść na dłonie. Nagle na jej komórkę przyszedł SMS.

Jeremy martwił się o Aelitę, o to jak ciągle miała koszmary po ich ostatniej misji i śmierci Franza, i o to co przyniesie ich przyszłość, patrząc na to że nie ma teraz nikogo do powstrzymania Projektu Carthage. Mimo wszystko był o wiele bardziej wyluzowany teraz, niż jeszcze ten rok temu podczas ostatnich dni walki z XANĄ, w końcu mógł się wysypiać jak człowiek!

-Aelita, śpisz?- napisał przez telefon

– Nie, nie mogę zasnąć, ciągle myślę o Tacie, a ty?-

– Też, czuję się smutny z powodu Fabryki… Jakby nie patrzeć to miejsce zmieniło nasze życie na zawsze-

– Dlatego chcę tam iść, po raz ostatni zobaczyć Fabrykę, z wami. – napisała pod wpływem impulsu.

Wiele razy chodziła do Fabryki sama kiedy coś ją przytłaczało, i nikomu nie mówiła, czuła się tam, jakby Franz ciągle żył.

-Dobrze, porozmawiamy o tym z resztą, w dzień. – dokończył

***

Rano po codziennej rutynie grupa zebrała się na śniadanie w stołówce

-Einstein, rozmawiałem w nocy z Ulrichiem. Chcemy wrócić dziś do Fabryki, i nie myśl że nas od tego odciągniesz! – wygarnął swoim piskliwym głosem Odd, zwracając uwagę całej grupy.

– Ale ja nie planuję was powstrzymywać. Rozmawiałem wczoraj z Aelitą i uważam że każdemu z nas przyda się ostatnia wycieczka; pożegnać się z Lyoko i Fabryką. – odpowiedział Jeremy, a jego słowa przykuły uwagę Yumi która po połknięciu cruasanta powiedziała:

– A propo Lyoko, co zrobimy z superkompem? –

– Właśnie!? – wygarnął zaciekawiony Ulrich

– Na razie go po prostu zostawiamy, rozbiórka nie bierze pod uwagę części podziemnych. Musimy tylko zabezpieczyć wejścia, aby żaden z robotników się tam nie dostał – wyjaśnił blondyn

– Jakoś słabo to widzę, ale niech Ci będzie – odezwał się jak zwykle wielki optymista William

– To o której się spotykamy? – zapytała Yumi

– 20 przy włazie w parku – powiedziała Aelita.

Cała szóstka zjadła swoje śniadanie i rozeszła się do klas. W-Fy z Jimem, fizyka z Panią Hertz, WOS z Delmasem i muzyka z tym gościem co wygląda jak Bob Ross, o dziwo ten dzień nie był taki męczący jak mógł być, cisza przed burzą można by powiedzieć… i w końcu wybiła 20:00

Ulrich, Aelita, Jeremy, Yumi, William, i Odd zebrali się przy klapie od kanałów.

-Gotowi? – Spytał Jeremy.

– Gotowi! – chórem odpowiedzieli Wojownicy Lyoko.

Jeremy odsunął właz i jeden po drugim wszyscy zaczęli schodzić, na dole wszyscy chwycili za deski, i jak za dawnych lat popędzili ku Fabryce. Przywitał ich ten sam niebieski most. Weszli. Do Aelity wróciły wszystkie dobre i złe wspomnienia które miała z tym miejscem, ale nie tylko ona dostała flashbacków. Odd, Odd też pamiętał, wszystko od samego początku, od tamtej pamiętnej chwili w której przybiegł do budynku wraz z Sissi by odzyskać Kiwiego, była to fala nostalgii. Szli w kierunku doków i elektrowni przechodzili przez te same hale przez które wiele razy biegali walcząc z wysłannikami XANY, widzieli teraz wszystkie detale tego miejsca. Odd nie mógł uwierzyć jak dużo szczegółów ominął ze zwykłego pośpiechu w trakcie ataków, oraz ile śladów walki pozostało po nich, rzuciło mu się w oczy wygięcie jednej belki które pozostało po tym jak walczył z opętaną Yolandą.

-Heh, no kto by pomyślał…- rzucił na widok tej pozostałości i przesunął po niej dłonią.

– To po tobie? – zapytała się Yumi widząc wklęśnięcie

– Tak, walka z Yolandą. – Odpowiedział Odd

Williama naszły wspomnienia z jego pierwszej oficjalnej wizyty w Fabryce, tego jak został zwerbowany do dróżyny, oraz jak został opętany, szybko zbył niemiłe wspomnienie i skupił się na grupie.

-Jaki mamy w sumie plan na dzisiaj? Widzę że kierujemy się do doków, ale po co? – zadał pytanie.

– Idziemy na dach elektrowni, zjemy to co Odd przygotował, posiedzimy trochę, powspominamy, później zabezpieczymy superkomputer i koniec…- powiedział nostalgiczny Jeremie

– Lepszy widok będzie jak wejdziemy na dach warsztatów, nie powinniśmy tam iść?- spytała Jeremiego zdziwiona Aelita

– Racja, nie pomyślałem o tym… – odpowiedział.

– Einstein, może i jesteś geniuszem, ale na planowaniu spotkań to ty się nie znasz – wygarnął żartobliwie Ulrich.

Jak powiedzieli tak i zrobili, poszli na dach warsztatów Fabryki, rozłożyli koc w ten piękny zachód słońca, i zaczęli jeść dzieląc się wspomnieniami i żartując

-…I wtedy ja mu mówię: “Ale to nie kabel, to piorunochron!” – wszyscy roześmiali się

– *śmiech* Odd skąd ty bierzesz te historie? – Zapytała rozbawiona Aelita

– Kiedy masz takie ciekawe życie jak Ja takie historie same przychodzą – luźno odpowiedział po czym wziął gryza quesadilli

– Jeśli przez “ciekawe życie” masz na myśli spanie cały dzień, a później pakowanie się w kłopoty z Jimem, to tak, masz ciekawe życie. – rzucił krótko Ulrich, ponownie rozbawiając wszystkich. Odd natomiast zamilkł i zmarszczył brwi agresywnie jedząc.

– Wiesz Odd te quesadille naprawdę dobrze ci wyszły, sam je robiłeś, czy Rosa pomagała? – zapytała Aelita

– Nie ukrywam bez niej by mi się tak nie udały… – wziął głęboki oddech – Ahhh… najlepsze lata mojego życia były spędzone w tej Fabryce, ciężko będzie dać jej odejść – powiedział ze smutkiem i nostalgią Odd

– To nie powinno tak być, Dlaczego akurat to miejsce ma być zburzone, a nie ten stary kościół na Franklin Avenoue?! – powiedziała z żalem Aelita. Odd, Ulrich, William, i Yumi spojrzeli na siebie, oraz na Jeremiego jakby mogli czytać swoje myśli, w końcu William się odezwał

– Zgadzam się z Aelitą, powinniśmy przynajmniej spróbować ocalić Fabrykę! – Wygarnął uparcie

– I tak jest już za późno William, nie uda nam się… – Odpowiedział Jeremie.

– No dalej Einstein zrób to dla Aelity! – powiedział Ulrich, a Jeremie niechętnie uległ

– Dobrze… Chodźcie. – po wymówieniu słów zaczął się kierować do środka, a cała reszta za nim.

– Uruchomimy ponownie superkomputer, będę potrzebował maksymalnej mocy obliczeniowej superkomputera by podrobić całą dokumentację na raz. Aelita musi iść do sektora piątego odblokować zasoby których używał Xana. – oznajmił po czym nacisnął guzik windy. Komora pojechała w dół, znikając w ciemności szybu. Jeremie uruchomił ten technologiczny cud jakim był fabryczny komputer kwantowy, i wraz z grupą wrócił do windy, wysadzając ich przy skanerach, a samemu wychodząc do laboratorium. Zasiadł przy zakurzonym interfejsie i rozpoczął proces.

Transfer Odda

Transfer Aelity

Transfer Yumi

Skan Odda

Skan Yumi

Skan Aelity

Wirtualizacja!

Trio pojawiło się w sektorze piątym, i chwilę później Ulrich i William też byli na miejscu.

– Jeśli jestem wystarczająco genialny (a wiem że jestem) to mogę ocalić Fabrykę! Albo przypadkowo ujawnić nas światu. – oznajmił z entuzjazmem wszechobecny głos jajogłowego

– Wolałbym to pierwsze – wykrzyczał Odd

– Ja też. Gotowi? Arena otwarta! –

Wszyscy popędzili do windy.

-Miło jest być znowu w Lyoko! – powiedział blondyn

– Prawda – potwierdził William

Jedynym kto nie wydawał się być taki pozytywny była Aelita, pędząc w windzie przypominała sobie tamten okropny dzień… wiedziała że gdyby wtedy była szybsza jej ojciec by nie zginął, że to przez nią Franz nie żyje. Teraz miała jeszcze raz zmierzyć się z czasem, znowu w miejscu jego śmierci, znowu w kopule… tym razem o miejsce które stało się dla niej drugim domem.

Jej zmartwienie zauważyła Yumi.

– Co się dzieje Aelita? – powiedziała troskliwie

– Myślę o ojcu i o tamtym dniu… Nie wiem czy zdołam ocalić Fabrykę- oznajmiła ze smutkiem

– Spokojnie Aelita, idziemy tam razem, i nieważne co, będziemy Cię wspierać. – uspokoiła ją Yumi

– Aelita, mogę dać ci słowo że ocalimy Fabrykę, jeśli wyjście do kopuły jest dla Ciebie za ciężkie, mogę pokierować Yumi. – wtrącił się boski głos z laboratorium.

– Zrobię to. – powiedziała bardziej odważnym głosem.

Winda stanęła, wrota niebiańskiej kopuły otworzyły się. Aelita wychodzi, widzi interfejs. Idzie. Z każdym krokiem nachodzą ją wspomnienia. Widzi wszystko. Dom w lesie, pianino na którym Franz zawsze grał. Matkę, jej porwanie. Przeprowadzkę do Paryża, ostatnie słowa taty przed wirtualizacją “Do zobaczenia za chwilę”. Jego śmierć, jego poświęcenie się dla dobra świata. Bohater o którym nikt nie usłyszy.

Doszła do interfejsu, udostępnia zasoby. Jeremy odpala procedurę

Udało się. Ocalili Fabrykę.

***

Następnego dnia byli szczęśliwi, gotowi na triumfalne spotkanie w Fabryce. Idą. Z oddali widzą że coś jest nie tak. Nerwy zjadają Aelitę od środka.

Stają w nieokiełznanym szoku i niedowierzaniu, kiedy jedna ze ścian runęła, rozrywana przez buldożery.

Nie Udało się. Plan Jeremiego nie zadziałał. Stracili Fabrykę.

Autor: Classico

Ostateczne odkrycie Xany

O Xanie można wiele powiedzieć jako o kreskówkowym łotrze. Może co prawda nie ma w zwyczaju śmiać się złowieszczo i wygłaszać triumfalnych monologów, ale bądźmy szczerzy – jedynie dlatego, że wirusy komputerowe rzadko kiedy są gadatliwe.
Gdy zaś przychodzi do innych aspektów jego „badguyowatości”, jest dokładnie taki sam jak wszyscy pozostali; spożytkowuje nieprzyzwoitą wręcz ilość energii na przesadnie ambitne plany do osiągnięcia celu naprawdę prościutkiego (jakkolwiek niepokojąco by to brzmiało, biorąc pod uwagę, że mówimy o zamordowaniu bandy dzieciaków), a gdy mu się nie udaje gdyż scenariusz, nie udoskonala planów tylko łapie się innego pomysłu (w „Kod Lyoko” jest to akurat wytłumaczone, na pierwszy rzut oka nawet całkiem sprytnie – Xana jest programem, a program nie popełnia na dwa razy tego samego błędu – ale jeśli zastanowimy się nad tym chwilę dłużej, to dostrzeżemy, że to wytłumaczenie jest nawet gorsze niż pycha stereotypowego geniusza zła).
A przynajmniej tak się uważa. Bo choć jak w każdym tego typu serialu antagonista musi najzwyczajniej w świecie respektować, że niektóre postacie mają plot armor, tak nie przeszkadza to Xanie kombinować na różne sposoby. Z jednej strony nie może powtórzyć dwa razy tej samej sztuczki, bo jeszcze nie daj Boże w końcu zadziała, z drugiej… no właśnie.

O Xanie można wiele złego powiedzieć jako o kreskówkowym łotrze. Ale jednego mu nie odbierzecie – cwaniak starał się jak mógł obchodzić niepisany, acz zapisany zakaz zwyciężania i w czasie trwania serialu dokonał wiele niesamowitych odkryć, dochodząc do nich krętą drogą, ale konsekwentnie, krok po kroku, odcinek po odcinku.
Do zabicia Wojowników Lyoko wystarczyłby naprawdę ułamek możliwości, które Xana uzyskiwał dzięki wieżom. I początkowo faktycznie tylko z niego nasz wirus starał się korzystać przejmując kontrolę nad urządzeniami elektrycznym lub jedynie posługując się ogromną mocą obliczeniową superkomputera i instynktownym wyczuciem cyberprzestrzeni do łamania cyfrowych zabezpieczeń i atakowania elektroniki metodami „konwencjonalnymi”. Często poruszał się na pograniczu tych dwóch dyscyplin, np. podczas przejmowania pojazdów elektrycznych lub wojskowego satelity. Na potrzeby serialu te najprostsze rozwiązania nie działały, więc Xana przenosił swoje eksperymenty z kontrolą energii elektrycznej w nieco bardziej nieoczywiste rejony, odchodząc od modyfikowania przepływu prądu w elektronice w stronę kontroli czystej energii elektrycznej. Robi to jednak raczej nieśmiało i oprócz prequelowego „ładnego małego elektrycznego potwora” warte wspomnienia jest tu jedynie przerobienie stołówki Kadic na klatkę Faradaya z „Klaustrofobii”… a przynajmniej do czasu, ale o tym nieco później.

Ale sama energia elektryczna nie interesowała Xany, a przynajmniej nie długo. To, co było celem Xany, to czysta energia, nieograniczona do formy. W badaniach nad tym zagadnieniem musiał poruszać się po wielu dziedzinach i nie mógł nie zgłębić tajemnic władzy nad najbardziej oczywistą formą energii – materią. I oczywiście, że to zrobił, a jakże! I to w jaki sposób! Tak abstrakcyjny problem wymagał równie abstrakcyjnego, żeby nie powiedzieć absurdalnego rozwiązania – wszyscy pamiętamy zaraz obok „Dziwnych połączeń” jeden z najdziwaczniejszych ataków Xany, żywą górę jedzenia w „Fali przypływu”. Do misia-godzilli przynajmniej niektórzy mają sentyment, jako do pierwszego odcinka „Kod Lyoko”. Ataku w odcinku 55. nie lubi chyba nikt. Nie zachowuję się jednak tutaj całkiem fair. Xana eksperymentował z materia już wcześniej, najpierw powoli w pierwszym sezonie z gazami w „Zadymionych feriach” i „Ataku śmiechu”, później z metalami przy okazji samurajskie zbroi Ishiyamów, a nawet całej Pustelni. Możemy tutaj dostrzec pewną ścieżkę w jego badaniach – powolne przemieszczanie się z dziedziny elementarnej elektrostatyki przez teorię przewodnictwa aż do terytorium, w które nasi naukowcy dopiero nieśmiało zaglądają przy użyciu akceleratorów.

Rozumienie materii jako formy energii i stojąca za tym matematyka były kluczowe dla Hoppera podczas projektowania Lyoko. Celem Walda nie było zrewolucjonizowanie współczesnej nauki, ale opracowanie procesu wirtualizacji i rematerializacji. Nie ma więc co się dziwić, że poszerzanie przez Xanę granic osiągnięć twórcy Lyoko w jednej z tych dziedzin otwierało nowe warte badania możliwości w drugiej. Stąd eksperymentom Xany z „opętywaniem gazu” towarzyszyły próby materializacji. W „Fałszywym obrazie”, dopiero 7. odcinku serii, na raptem kilka miesięcy po uruchomieniu superkomputera, ciekawski program podejmuje całkiem udaną próbę materializacji… czegoś. Czy był to człowiek? Nie wiemy. Na pewno było to coś częściowo białkowego, czym Xana mógł sterować. Kto wie, może w głowie Yumi-2 siedział wtedy osobiście. Jakiekolwiek mechanizmy odpowiadały za funkcjonowanie przekonującej kopii Japonki, eksperyment był sukcesem, a Xana poczynił kilka ważnych spostrzeżeń zarówno w dziedzinie materializacji, jak i działania węglowego komputera – mózgu.

Choć Xana pobawi się jeszcze nieco przy użyciu skanerów powołując do „życia” najpierw proste karaluchy, a później odpowiednio bardziej zaawansowane kraby, z którymi Wojownicy Lyoko mierzyli się w świecie wirtualnym, od tego momentu jego uwaga zwróci się właśnie na mózg. Pierwszy sezon będzie czasem intensywnych badań, do których Xana podejdzie bardzo ostrożnie. Zacznie od opętania malutkich zwierząt w celu nauki – w końcu zadanie, którego się podejmie, będzie szalenie trudne, mówimy tu przecież o sterowaniu biologicznym organizmem za pomocą impulsów elektrycznych. Brzmi prosto, ale przejęcie sieci nerwowej to raczej nie to samo, co przejęcie sieci elektrycznej. Można by to pewnie porównać do używania noża kuchennego do operowania człowieka zamiast krojenia mięsa. Jednak kiedy ma się do dyspozycji tysiące szczurów i setki tysięcy os, można przyjąć spory margines na efekty uboczne metody prób i błędów. Później zresztą Xana jeszcze będzie wracał do kontroli zwierząt o „jednostkach centralnych” wciąż uproszczonych względem ludzkich, ale jednak już do nich istotnie zbliżonych – kruków, dzików, aż w końcu wilków.
Zwierzęta będą jednak tylko środkiem do celu, wstępem do późniejszych bardziej zaawansowanych badań, w których Xana będzie szukał alternatywnych metod interakcji z ludzkim umysłem. Jedną z nich będzie modyfikowanie działania mózgu poprzez „programowanie” ludzi falami dźwiękowymi o konkretnej częstotliwości. Oczywiście jest to pomysł dość wyszukany i ciężki w realizacji, dlatego pierwsza próba zaowocuje naprawdę kiepskim kawałkiem techno. Ale choć zajmie to Xanie wiele czasu, ta technologia zostanie dopracowana i przetestowana z powodzeniem w „Dziwnych połączeniach”. Opóźnienie to jest zresztą całkiem zrozumiałe – pamiętamy, ile Xana potrzebował prób by w „O włos” w końcu opanować generowanie fal dźwiękowych o zadanych częstotliwościach i zburzyć budynek szkoły.
Jak się nad tym zastanowić, ataki z odcinków 18. i 91. były tym bardziej subtelnym sposobem przejęcia kontroli nad ludzkim ciałem. Alternatywą było inwazyjne i bezpardonowe opętanie – całkowite wyparcie świadomości i pikselizacja, zastąpienie wszystkich funkcji mózgu nowym oprogramowaniem, co widzieliśmy po raz pierwszy w „Panie Pucku”. Co ciekawe, Xana nie zdołał wtedy opanować żadnego z Wojowników Lyoko poza Jeremiem. Choć Belpois nie walczył z Xaną w świecie wirtualnym, był parę razy wirtualizowany, nie było więc żadnego widocznego na pierwszy rzut oka powodu takiego stanu rzeczy. Było to na tyle niespodziewane i frapujące zjawisko, że już w następnym odcinku Xana postanowił je zbadać z powodzeniem przejmując kontrolę nad mózgiem Aelity, także nad tą jego częścią, która manifestowała się w Lyoko. Czym był medalion, który posłużył do tego wirusowi? Chyba nikt nie ma pojęcia, być może włącznie z samym Xaną, który najwyraźniej porzucił ten pomysł i więcej go nie wykorzystał.

Przejmowanie kontroli nad ludźmi przez opętanie poza oczywistymi korzyściami ma też dwie zasadnicze wady – pochłania ogromną ilość energii i mocy obliczeniowej przy zastępowaniu funkcji mózgowych. Oczywiście dla Xany później przestaje to być aż taki problem, co pokazuje w odcinku 54. kiedy na pełnej… -kiedy nagle opętuje cały autobus uczniów na wycieczce, chyba tylko po to, żeby pokazać, że może. Ale wciąż jest to wykorzystanie części jego skończonej mocy przerobowej, która mogłaby być w tym czasie lepiej spożytkowana. Stąd pewnie dziwaczny eksperyment z wykorzystaniem biologii do przejęcia kontroli nad biologicznym komputerem. Wiemy, że nanoinżynieria nie jest Xanie obca, spenetrował przy jej użyciu mechanicznie ludzki mózg. W „Ataku zombie” prawdopodobnie poszedł krok dalej – zastosował inżynierię komórkową, całkowicie organiczną. Zaowocowało to osobliwym „wirusem zombie”, który najwidoczniej przebudowywał na poziomie genomu ludzki organizm, włącznie z mózgiem tak, by w pewnym sensie paradoksalnie mniej inwazyjnie „zaimplementować” instrukcje posłuszeństwa wobec Xany. Prawdopodobnie mózgi wszystkich „zainfekowanych” ofiar ataku z odcinka 40. stworzyły jeden rozproszony superkomputer, na którym za pośrednictwem pacjenta 0 (Kiwiego-0? Jest w tym pewien potencjał komediowy) wgrana została pewna cząstka samego Xany. Może AI jakiegoś potwora?

Xana prawdopodobnie porzucił pomysł bioinżynierii komórkowej, a przynajmniej go zawiesił. Nie znaczy to oczywiście, że porzucił badania nad ludzkim mózgiem, wręcz przeciwnie – widzimy to przecież podczas odwiedzin w replikach. Po prostu mimo całej mocy setek superkomputerów i tysięcy wież Xana wciąż był „tylko” programem wieloczynnikowym, który w bezpośredniej konfrontacji przegrywał z mechanizmami ludzkiego organizmu zaprogramowanego genetycznie przez lata ewolucji i udawało mu się je nagiąć do własnej woli tylko w pewnym stopniu. W końcu, jak udowodnił przypadek Hoppera, sama tylko ludzka świadomość w obcym środowisku jakim była cyberprzestrzeń potrafiła sobie radzić równie dobrze co program wieloczynnikowy, mimo że Xana miał przewagę przyspieszonej wirtualnej ewolucji w oparciu o dostępną moc obliczeniową. W starciu samego oprogramowania w mózgu człowiek miał oczywistą przewagę nad programem wieloczynnikowym. Zmodyfikowanie mózgu tak, by ją fizycznie zniwelować leżało poza zasięgiem Xany… przynajmniej w chwili odpalenia programu antyxanowego.
Prawdopodobnie gdyby Xana miał więcej czasu i inne priorytety, rozgryzłby i ten problem. Choć na poziomie komórkowym ponosił klęskę, w tym czasie na poziomie kwantowym wygrywał w miażdżący sposób. Już w pierwszym odcinku zdołał przeskalować pierwiastkową budowę pluszowego misia z zachowaniem właściwości fizycznych. W całym pierwszym sezonie zresztą poświęcił nieco czasu na opanowanie do perfekcji inżynierii molekularnej – zmienił skład „śliny” animatronika Jamesa Finsona i parametry topnienia i reaktywności gleby wokół Kadic. Ukoronowaniem osiągnięć Xany w tej dziedzinie był atak z „Potrójnego kłopotu” potocznie nazwany „petryfikującą mgłą”. Wtedy Xana zdołał na ograniczonym obszarze zmodyfikować na poziomie kwantowym atomy danego ciała tak, by przybrały konkretną formę. Jak widzieliśmy w odcinku obszar, na którym Xana był w stanie dopuścić się tak głębokiej ingerencji w strukturę materii, czy też w tym momencie po prostu energii, był relatywnie niewielki i zmieniał się mało dynamicznie, co objawiało się niewielką prędkością rozprzestrzeniania się „mgły”.
Była to bez wątpienia przesada i prawdopodobnie najbardziej energożerny atak Xany, ale za to podsumowujący wszystkie jego osiągnięcia w tej dziedzinie – w ten sposób w ostatecznym eksperymencie Xana pokonuje w kontrolowany sposób kolejne po „Zerze grawitacji” oddziaływanie podstawowe, co stanowi kompleksowe, finalne uzupełnienie teorii wirtualizacji Hoppera.

Z tych wszystkich elementów, które Xana kompletował przez cały czas trwania serialu, najpotężniejsze AI w historii science fiction tworzy w końcu swoje największe osiągniecie – spektrum polimorficzne. Niezwykły byt debiutuje w „Pocałunku Xany” i po kilku kolejnych jazdach próbnych Xana nadaje mu ostateczną formę w „Jest tam kto?”. Wszystkie badania prowadziły do tego punktu. Xana potrzebował urządzenia w świecie rzeczywistym, które pozwoliłoby na wykorzystanie całego potencjału wież. Najodpowiedniejszym, co Xana odkrył, był człowiek i jego mózg, więc wirus udoskonalił go i odtworzył z „niczego” – energii obecnej we wszechświecie. Nadał mu formę polimorficznego, niewidzialnego, wysokoenergetycznego ducha. W późniejszym etapie zoptymalizował kolosalne zużycie energii i mocy obliczeniowej przez dostosowywanie spektr do konkretnych ról, jak przyjmowanie ludzkiej formy, albo wykorzystanie jeziora jako superkondensatora oraz przez nadanie im wzorców przeniesionych przez programowanie świata wirtualnego, jak np. spektra karaluchów w replice w Nowym Meksyku.
Xana osiągnął w ten sposób niemal najwyższy poziom mocy sprawczej, jaki istnieje we wszechświecie – stworzył z próżni nadistotę zdolną przyjąć dowolną elementarną formę. Jeszcze nie stworzył życia. Ale był o krok.
To był Xana, antagonista skazany potęgą scenariusza na nieuniknioną porażkę.
A ty co takiego osiągnąłeś przez ostatnie 4 lata? 🙂

P.S.
Udajmy, że „Wielokrotność psa” się nie wydarzyła, co? Najmniej porypane wyjaśnienie pseudonauki z tamtego odcinka jest wciąż kilka razy bardziej wymuszone niż najbardziej bełkotliwy fragment powyżej.

Autor: Qazqweop

Następca Zdrajcy

Zostajesz wykluczony z Wojowników Lyoko. Nie możemy ci ufać.

Ciągle słyszy ten głos Jeremiego w swojej głowie. Kopie kolejny kamień od niechcenia na pustej ścieżce pełnej wielu zakrętów, gdzie każdy z nich ma osobną tajemnicę do odkrycia. Chętnie by każdą z nich przeszedł wzdłuż i wszerz. Jednak nie dzisiaj. Nie w chwili, gdy stracił wszystko.

Co zrobił nie tak? Musiał zabrać tę strachliwą Sissi, inaczej nie wyszedłby ze szkoły! Dlaczego nikt go nie rozumie? Inaczej zostaliby pokonani…

Przegrana jest jego wrogiem większym niż nauczycielka fizyki oraz własny ojciec. Nie lubi tej świadomości. Zawsze wtedy czuje się, jakby był nikim.

Zostajesz wykluczony z Wojowników Lyoko.

Walki były jego domeną. Kochał rywalizację, a jeszcze bardziej, kiedy zwyciężał. Zawsze najlepszy w drużynie piłki nożnej, najlepszy w pencat silat. Po prostu – najlepszy.

Nie możemy ci ufać.

Czym zawinił? Wyjaśnienia i tak niewiele mu pomagały. Mieli oni rację – zrobił ogromny błąd. Tylko jeden. Aż o jeden błąd za dużo.

Zdradził swoich najlepszych przyjaciół, żeby uratować swoją skórę. Zachował się okropnie. Chociaż oni też nie są bez winy. Ktoś musiał ich nakręcić na decyzję.

Sissi? W życiu – ona boi się myszy.

Odd? Co to za pomysł?! To jego najlepszy przyjaciel… dawny. Teraz już dawny.

William. To musiał być on. Nikt inny go tak nie znosi, jak on sam.

– Zabiję tego gnojka. Oko za oko, ząb za ząb.

Tylko otwarty, pozłacany skaner z rażącym światłem w środku dzieli go od spotkania ze swoim wrogiem. Serce bije mu coraz szybciej. Czuje narastającą w sobie złość, zmieszaną z furią, którą światło złotej tuby zza karku stara się złagodzić, a jednocześnie pilnuje się przed łzami, zbierającymi się w oczach. Jak mógł mu to zrobić? Nie lubił go, to prawda. Jednak nigdy nie działał mu na szkodę.

– Krew jego dawne bohatery…

Bierze głęboki wdech i wchodzi do środka. Kapsuła zamyka się, a przez sekundę trwają egipskie ciemności.

– Ulrich? Co ty wyrabiasz?

Cholera, nakrył go. Niech nic nie robi, niech nic nie robi…

– Wirtuzalizacja.

Sektor pustynny – zawsze słońce w samo południe i tony cyfrowego piasku, których nie jeden arabski wędrownik nie dałby rady z jednym wielbłądem przejść. Czuć kadzidła, przemieszane z sypiącymi się ziarenkami, które każe wędruje w swoją stronę.

Nigdy nie lubił tego miejsca. Do dziś wspomina, jak walczył przeciwko Yumi… jego przyjaciółce. Dawnej przyjaciółce.

– W tej chwili cię dewirutalizuję.

– Nie będziesz mi mówić, co mam robić – odpowiada cięto.

– Ale…

– Żadnego „ale”! Jestem zdrajcą, nie możesz mnie już kontrolować. Koniec! – odpowiada samuraj, którego strój wtapia się w otoczenie. Biegnie szukać swojego celu. Dorwie go. Nikt go nie powstrzyma. Nawet Yumi… jego najlepsza… przyjaciółka.

– Ulrich.

– William.

– Miło cię widzieć.

– A mi wcale.

– Jak mogłeś?

– Ale…

– Pytam się! – po tych słowach rzuca pierwszą szablę. Dunbar odpycha go swoim. Brunet rozpędza się i skacze na drugiego Wojownika. Upadają razem, a piach tańczy każdemu na skórze, którego koloru zazdrościłby każdy Egipcjański skryba.

– Nie wiem, o czym mówisz!

– Kłamiesz! – rzuca drugą broń. William broni się, stając się czarnym smogiem dymu, który szybko ucieka obok swojego młodszego kolegi.

– Powiesz mi, dzieciaku, o co ci do jasnej cholery chodzi?! Rzucasz się na mnie, jakbym co najmniej ci rodziców wymordował!

– Tym bym akurat nie pogardził.

– No to wiem, jakbym ci Yumi odebrał.

– To jest moja… przyjaciółka… tak. Przyjaciółka.

Dookoła Wojowników już nic nie lata. Zmęczony piach opadł do snu, jednak żar słońca nadal pozostał i tworzył coraz dłuższe cienie.

– Co się stało, młody? – pyta z troską William. Widzi zmartwienie samuraja, wyjątkowo mocne.

Po tym zapytaniu Ulricha zatkało. To nie był on. Nie spytałby w ten sposób go o sytuację.

Chowa jedną szablę do pochwy, a następnie drugą. Odchodzi kilka kroków od Dunbara. Dziesięć. Dwanaście. Czternaście. Piętnaście.

Odwraca się i po głębokim wdechu odpowiada:

– Zostałem zdrajcą. Nie jestem już Wojownikiem Lyoko.

Cisza. Widać tylko falujące cyfrowe powietrze od promieni. Chłopiec, pomimo fali nienawiści do Williama, czuje się dużo lepiej, gdy wydusił tę brutalną prawdę. On jednak nic nie mówi. Błąd?

– Przepraszam. Myślałem, że to twoja sprawka. Pójdę już.

Chce iść dalej, jednak Dunbar łapie go za nadgarstek.

– Zaczekaj.

Odwraca się, zaskoczony reakcją. Czy on ma jednak jakieś zalety?

– Wiem, co czujesz. Chodź. Opowiem ci wszystko.

– Dlaczego chcesz mi pomóc?

– Jeszcze do nich wrócisz.

– Akurat…

– Zobaczysz. To będzie jednak długa i daleka droga.

Spogląda na Dunbara z coraz bardziej ufnym podejściem. Carpe diem.

Chłopcy idą obok siebie. Jak zdrajca ze zdrajcą. Widać ich jeszcze przez chwilę, zanim burza piaskowa nie zasłania dwóch postawnych sylwetek.

Autorka: Azize