Poza granicami – 2

TV: Stworzenie Aelity wymagało zaangażowania wielu wybitnych umysłów, także absolutnie największych. Jednym z tych, którzy zgodzili się współpracować z Jeremy’m Belpoisem na nowym, niezbadanym polu nauki jest laureat nagrody Nobla Frank Wilczek.

Frank Wilczek: Tak.

 – Profesorze Wilczek?

 – Słucham.

 – Jest pan tu ze mną?

 – Jak najbardziej.

 – Miał pan zadawać pytania – wtrąciła rozbawiona Tamara.

 – Oczywiście – westchnął ciężko. – Możemy kontynuować?

TV: Jak to się stało, że zdecydował się Profesor porzucić swoje dotychczasowe badania na rzecz „tajemniczej nowej nauki”, jak to musiał przedstawiać profesorowi Belpois nim uzyskał Profesor odpowiednie uprawnienia? Wielu wybitnych naukowców nie zdecydowało się na ten krok.

FW: Jeremy zaproponował mi przeniesienie mojej dziedziny badań nad czystą fizyką cząsteczkową na poziom analizy informatycznej przekraczającej wszystko co widziałem. Muszę przyznać, że o ile było to kuszące, brzmiało trochę jak reklama telezakupów. Pewnie odrzuciłbym tę niezwykłą szansę, gdyby nie fakt, że badania przedstawione przez młodego Belpoisa, którymi miałem się zająć, dotyczyły konsekwencji symulowania swobody asymptotycznej w przestrzeni wirtualnej. Jeśli mam być zupełnie szczery… chyba dałem się złapać na sentyment, w końcu to za odkrycia w tej dziedzinie fizyki z Davidem dostaliśmy Nobla.

TV: I teraz pracuje Profesor nad tym wszystkim, i wieloma innymi zagadnieniami, dzięki którym jesteśmy teraz tutaj, na tym statku, w tym pokoju. Czy może Profesor opowiedzieć, co takiego niezwykłego jest w pomieszczeniu, w którym się znajdujemy?

FW: Tę salę nazywamy pokojem rdzenia, bo to tutaj znajduje się główny terminal dostępu do Harmonii, superkomputera będącego od samego początku sercem tego okrętu. Większość zaawansowanej technologii, na jakiej bazują systemy Aelity, jest związana z wieżami. Ponieważ nie byliśmy w stanie odtworzyć wirtualnego świata Schaeffera, żeby uzyskać dostęp do technologii wież naprawiliśmy i na nowo podłączyliśmy do sieci superkomputer z Amazonii, który Jeremy i jego przyjaciele wyłączyli kiedyś podczas kampanii przeciw Xanie. Dzięki temu gdy opuścimy tunel, na Aelicie działać będzie system sztucznej grawitacji, podtrzymywania życia i osłony energetyczne niezbędne do podróży kosmicznych.

            Złapany w gąszcz przewodów paliwowych i hydraulicznych klamer AV-01 wyglądał, jakby chciał desperacko zerwać się do lotu, uwolnić się z opiekuńczego uścisku Aelity. Na matowej stali skrzydeł w białym, chemicznym świetle połyskiwały żyły tytanowych wzmocnień. W jakiś dziwny sposób imię myśliwca wymalowane na przedziale silnikowym jaskrawym fioletem zdawało się doskonale i naturalnie dopełniać cały obraz.

 – Jakim cudem nazwaliśmy „jedynkę” Kiwi?

 – Odd nalegał, żeby dać mu ochrzcić któryś statek. – Oparty o balustradę balkonu nad hangarem Jeremy był tak zamyślony, że automatycznie odpowiedział na retoryczne pytanie Ulricha. Gdy zorientował się, co powiedział, kontynuował z lekkim uśmiechem: – A nie chcielibyśmy, żeby cokolwiek zdolnego opuścić nasz układ słoneczny i ustanawiać kontakt z obcą cywilizacją było kosmicznym kundlem.

 – Kiwi w kosmosie. Prawie Kiwajka – prychnął Stern.

Jeremy spojrzał na Ulricha i zmarszczył brwi.

 – Kiwajka?

 – Williamowi się spodobało.

 – Czyli to taki brytyjski humor? Może trzeba było w takim razie opowiedzieć ten żart po… – urwał nagle i prychając cichym śmiechem klepnął Niemca w ramię. – Niezłe.

Uznając rozmowę za zakończoną Jeremy ruszył w stronę wyjścia, ale tuż przed grodzią zatrzymał się jeszcze i spytał:

 – A po co ty tu tak właściwie stoisz?

Ulrich rozparł się wygodniej na balustradzie i rzucił z nonszalancją:

 – Przygotowuję się do lotu.

 – Żartujesz sobie?! – roześmiał się Belpois.

 – Przecież trenowałem już – oburzenie w odpowiedzi bruneta nie było do końca udawane.

 – Tak. Cztery miesiące.

 – I co z tego? Ty uczysz się japońskiego trzy, a to nie przeszkadza ci flirtować z tą niziutką Japoneczką.

 – My nie fli… Poza tym rozmawiamy wtedy po angielsku. – Ulrich nawet nie próbował ukryć rozbawienia. W ciągu ostatnich dni tyle razy dzielił się z Francuzem obserwacją, że Mayuko Yamashita, genialna matematyczka przewodnicząca działowi metod numerycznych, czerpie przyjemności ze wspólnych projektów z Jeremy’m co najmniej tyle, ile „Einstein” z pracy z nią, że Belpois już prawie przestał wypierać się widocznego na pierwszy rzut oka rozkwitającego uczucia. – Po angielsku – ciągnął dalej – w języku, którego zacząłem się uczyć w wieku czterech lat. Jeśli chcesz brnąć w tę analogię, to po powrocie na Ziemię dam ci pojeździć na rowerze.

Autor: Qazqweop

Poza granicami – 1

Masz świadomość, że nigdzie tego nie opublikujesz, prawda?

 – Tak, oczywiście, tajemnica państwowa.

 – Serio mówię.

 – Belpois, setki ludzi pracuje w świecie wirtualnym, dziesięć razy tyle budowało ten statek! Prędzej czy później będziecie musieli ujawnić, że odwiedzamy miejsca lata świetlne od Ziemi. Wtedy świat będzie chciał historii, opowieści, reportaży, a nie waszych tabelek i suchych faktów.

 – Skoro tak sądzisz…

 – Tak sądzę. Możemy zaczynać?

Thomas Vincent: Przedstawiam państwu Jeremy’ego Belpoisa, współzałożyciela Instytutu Technologii Kwantowych im. Walda Schaeffera. Może powiesz nam, gdzie my właściwie jesteśmy w tej chwili, bo już samo to przekracza granice wyobraźni?

Jeremy Belpois: Trudno to właściwie określić. Tak naprawdę to my przekroczyliśmy granicę wyobraźni i gnamy w nieznane. Stoimy teraz na mostku AV-03 Aelity – pierwszego ziemskiego pojazdu zdolnego do podróży międzygwiezdnych. Jesteśmy… jakby to ująć?.. na półmetku maratonu małych kroków dla człowieka <śmiech>.

„Podróż przez tunel to najmniej logiczne i najbezpieczniejsze szaleństwo, na jakie można wpaść” – powiedział mu przed startem jeden z naukowców. Thomas Vincent nie przykładał do tych słów zbyt wielkiej wagi. W innych miejscach inne słowa brały się z podobnej fascynacji i miały osiągnąć podobny skutek, ale zawsze pik adrenaliny przy skoku ze spadochronem nad Badlandami w końcu mijał. Zawsze zastygłe w mroźnym powietrzu czyste kryształy wód Bajkału w końcu się topiły. Zawsze islandzkie płomienne burze cichły do ledwie ciepłych powiewów, które opływały wyolbrzymiony przez lata arogancji bagaż doświadczeń starego niewzruszonego reportera. A jednak od dwóch tygodni Thomas przychodził raz po raz na taras widokowy Aelity i godzinami wpatrywał się w ciemność, zostawiając nawet nieodłączną kamerę wyłączoną w pokoju. Z jakiegoś powodu widok nieustannie towarzyszący każdemu na pokładzie mimo upływających dni wciąż poruszał tę strunę, którą Vincent dawno przestał podejrzewać, że potrafi drżeć w zachwycie tyle czasu. Może to dlatego, że wydobywające się z mroku pojedyncze wielobarwne strumienie światła miały w sobie nieziemską, astralną wręcz głębię – Thomas nie był pewien, czy przez całe życie zobaczył tyle różnych kolorów co dzisiejszego poranka. A może dlatego, że po raz pierwszy od dawna wielki podróżnik, zawsze pierwszy na liniach frontu współczesności w walkach na słowa, pieniądze i ołowiane kule, czuł niepewność.

Co się ze mną stanie, jeśli teraz zginę? Odpowiedź nie była przerażająco prosta jak 7 lat temu na Majdanie czy 11 w Syrii. Odpowiedź nie była nawet tak niewiarygodnie fantastyczna jak tuż przed wyjazdem, kiedy na granicy Sektora Polarnego Thomas wpatrywał się w swoje odbicie w spokojnych wodach Cyfrowego Morza. Coś o przeniesieniu do bąbla? Wirtualizacja, ale nie do końca? Podróż w bąblu przez wiązadło? Czy może węzeł?

Vincent wysłuchał tych tłumaczeń kilka razy – od znajomego zaangażowanego naukowca, podczas przygotowań do reportażu, na otwartej odprawie dla wszystkich pasażerów – ale jedyne, co sobie uświadomił, to to, że nikt nie jest w stanie mu powiedzieć, gdzie skończy jego ciało, jeśli coś pójdzie nie tak. O umyśle nawet nie wspominając.

Choć okrzyk z korytarza wyrwał go z zamyślenia, postanowił nie odwracać wzroku od fantazyjnych rozbłysków za iluminatorem.

 – Och, na litość… Czego? – warknął.

Ktoś kiedyś zauważył w przypływie dobrego humoru, że inicjały Vincenta zapisane bez znaków przestankowych to „TV”. Paradoksalnie jak ulał pasujące do wizerunku młodego przebojowego reportera telewizyjnego lubującego się w sardonicznych żartach. Thomas za poradą konsultanta PR spędził kilka lat na staraniach, by każdy kojarzył największego i najprzedniejszego konkurenta Laurenta Delahousse’a na dziennikarskiej scenie France Télevisions jako „Telewizję”. Teraz, dwie dekady później, błyskotliwy żart z młodości śmieszył w zupełnie inny, niepożądany sposób, a samego dziennikarza irytował jak nic na świecie. Pomyślał z gniewem, że ktokolwiek przed chwilą krzyczał przez całe pomieszczenie „Hej, Telewizja!” doskonale o tym wie.

Kiedy jednak po kilku długich sekundach ciszy oschłe „Czego?” wciąż wisiało w powietrzu, Vincent niechętnie odwrócił się i przeniósł wzrok z tańczących w ciemności strumieni energii na zgromadzonych na tarasie widokowym w poszukiwaniu autora okrzyku. Ostatnie czego się spodziewał to niechętne pytające spojrzenia wszystkich zebranych.

 – O, pan Vincent – zaczął niepewnie dwudziestoparolatek oparty niedbale o ramę grodzi przy wejściu na taras, wyglądający jakby jedynie na chwilę przystanął. Niebieskie oznaczenia naszyte na ramię jego prostej szarej bluzy wskazywały, że należał do zespołu programistycznego, standardowego personelu Aelity. – Głupio wyszło w sumie…

Thomas z niejakim oburzeniem zorientował się, że zakłopotanie chłopaka wynikało raczej z absurdalności sytuacji niż jego zawstydzenia.

 – To o mnie chodzi – przyszła programiście na ratunek młodziutka szatynka stojąca od jakiegoś czasu tuż przy iluminatorze obok reportera. Nie mogła mieć więcej niż 20 lat, Vincent w myślach natychmiast określił ją jako „stewardessa”. – Coś się stało?

Chłopak szybko odzyskał rezon i kontynuował:

 – Tak, twój dziadek chciałby cię widzieć w pokoju rdzenia za jakieś pół godziny. Ma jakąś symulację do pokazania albo coś takiego.

 – OK, dzięki, przekaż mu, że przyjdę.

Informatyk skinął głową na pożegnanie, dodał krótkie „Jeszcze raz przepraszam” i szybkim krokiem opuścił salkę. W niezręcznej ciszy obecni wrócili do przerwanych zajęć. Dziewczyna odstąpiła od okna, lekko upadła na jedną z kanap rozstawionych na tarasie i przymknęła oczy. Po chwili jednak czując na sobie przenikliwe spojrzenie Thomasa zaczęła przepraszającym tonem:

 – To nic takiego, głupi żart. „Telewizja”, od inicjałów. Tamara Wilczek.

Reporter zmarszczył nos w osobliwym wyrazie zdziwienia i przeklął się, że w pierwszej chwili nie skojarzył faktów. Oczywiście, tak młoda osoba, której dziadek ma uprawnienia dostępu do pokoju rdzenia – to musiała być wnuczka Franka. Na swoją obronę miał tylko fakt, że…

 – Nie wiedziałem, że Wilczek ma wnuczęta.

 – Nie przygotował się pan do tego reportażu za dobrze – roześmiała się.

Niewinny żart sprawił, że oblicze Vincenta zachmurzyło się jeszcze bardziej.

 – Chciałbym przyjść na tę… symulację. Zrobić wywiad z Frankiem. I z tobą.

Tamara złożyła dłonie i udała zamyślenie.

 – Mówi pan?

„Do czego to doszło, przegrywać słowne przepychanki z małolatami” – pomyślał z przekąsem. Z nieznanego sobie powodu myśl, której przed opuszczeniem Ziemi towarzyszyłby gorzki grymas, teraz przywiodła lekki uśmiech.

 – Pytam, czy to nie będzie problem.

 – Proszę przyjść, może dziadek pana nie wygoni.

Autor: Qazqweop

Zabawa – cz. 1

Ulrich niepewnie otworzył oczy. Pierwszym, co uznał, że jest nie na miejscu, był brak budzika. Nie. Otaczała go zupełna cisza. Nie słyszał Odda, ubierającego się w pośpiechu, jak każdego ranka. Nie słyszał Kiwiego, popiskującego cicho, by zwrócić uwagę chłopaka. Zaraz potem Ulrich zorientował się, że nie jest nawet w swoim pokoju. 

Wpatrywał się w pomarańczowe niebo, po którym sunęły delikatne chmury. Potrzebował chwili, żeby zrozumieć, co widzi.

– Lyoko?- zapytał sam siebie cicho.

W końcu usiadł, ziewając i rozejrzał się wokół.

Nie był w Lyoko. Nie było wątpliwości.

Leżał na polanie, pokrytej niskimi trawami i kwiatami. Wokół niej rósł las. Realny. Tu także nie było wątpliwości.

Gdzie zatem był?

Powoli zaczął przypominać sobie poprzedni wieczór. 

Zbliżał się koniec roku. Razem z innymi wojownikami umówili się w fabryce, żeby powspominać. Ostatni raz włączyć superkomputer i zobaczyć Lyoko.

Od pokonania Xany minęło już trochę czasu. Yumi i William byli już na studiach. Teraz i młodsza grupa rozchodziła się w swoje strony. Aelita z Jeremim, Odd, no i on, Urlich. Wszyscy planowali inne przyszłości i mogli już nigdy więcej nie trafić do starej fabryki.

– Niedługo zostanie zburzona – powiedział Jeremy poprzedniego wieczora. – Pożyczyłem samochód, żeby powynosić ważniejsze rzeczy. Jeśli ktokolwiek jeszcze odkryje to miejsce, uzna te pomieszczenia za zwykłą część fabryki.

Mieli alkohol. Dużo alkoholu, żeby opić swoje sukcesy i zapić smutek rozstania.

Ulrich wyłączył się w którymś momencie. Nie pamiętał, co dalej się wydarzyło. Najwyraźniej wyszedł z fabryki… I poszedł gdzie?

Chłopak zorientował się, że nie ma pojęcia, gdzie może być. Że rośliny, które go otaczają, nijak nie przypominają tych we Francji. Że niebo nie ma zwykle pomarańczowego odcienia, chyba, że przy wschodzie lub zachodzie słońca. Ale słońce przecież…

– Nie ma słońca – powiedział sam do siebie, nie mogąc uwierzyć w to, że nigdzie go nie widzi.

Wokół było jasno, jednak ta jasność przypominała bardziej oświetlenie Lyoko, nie cokolwiek realnego.

Ulrich wstał, poważnie zdenerwowany. Trochę zakręciło mu się w głowie, jednak zaraz złapał równowagę.

– Jeremy! – krzyknął. Nikt mu nie odpowiedział.

Popatrzył po sobie. Był w normalnych ubraniach.

– Nie jestem w Lyoko – powtórzył sobie. – Gdzie ja do cholery jestem?

Przez następne kilka minut wędrował wokoło. Doszedł do granicy lasu, jednak początkowo obawiał się wejść do niego. Było zbyt cicho. Nie słyszał owadów, szumu liści, nawet żadnych zwierząt. Dlaczego las miałby być tak cichy? W końcu jednak uznał, że na polanie nie znajdzie odpowiedzi, gdzie jest. Wszedł między drzewa.

Idąc pośród dziwnych roślin, Ulrich nie mógł pozbyć się myśli, że znalazł się w wirtualnym świecie. Kilka razy próbował aktywować swoje umiejętności z Lyoko, jednak na próżno. Raz, dla pewności, uderzył ręką w drzewo. Rozległ się cichy, głuchy odgłos, kawałek kory odłamał się od rośliny, a ręka chłopaka zabolała. 

– Cholera – syknał.

Idąc dalej w tym samym kierunku, doszedł w końcu do kolejnej polany. Nie różniła się wiele od poprzedniej, poza tym, że na jej środku stała niewielka chata. Już z daleka wyglądała na opuszczoną, jednak Ulrich miał nadzieję, że znajdzie w niej jakieś wskazówki. Ruszył w jej kierunku szybszym krokiem.

Gdy był już kilka metrów od budynku, zobaczył, że stare drzwi są otworzone na oścież i ledwo trzymają się na jednym zawiasie. Zwolnił. Doszedł do nich.

W środku było ciemnawo. Ulrich nie był pewien, czy widzi tam cokolwiek niebezpiecznego, odważył się więc przejść przez drzwi.

Światło zmieniło się jak w grze. Widział teraz lepiej w budynku, jednak odwracając się w stronę drzwi, świat zewnętrzny wydał mu się  oblany światłem – nie widział praktycznie nic, poza kilkoma kępkami trawy przy samym wejściu.

Budynek był prawie pusty. Stał tu tylko stół i kilka starych krzeseł, a na ścianach wisiały pajęczyny i dawno już przesuszone zioła.

Zaraz potem Ulrich zauważył coś jeszcze, co, mógłby przysiąść, nie znajdowało się tam przed chwilą. 

Na stole leżała koperta. Prosta, biała, niby prosto ze sklepu.

Nie zastanawiając się, Ulrich wziął ją do ręki i otworzył. Wyjął ze środka niewielką kartkę i, ku swojemu zdziwieniu – klucz.

Na kartce było kilka słów, napisanych ozdobnym, ciężkim do odczytania pismem. Ulrich potrzebował chwili, by je odcyfrować, jednak gdy to zrobił, upuścił wszystko, co przed chwilą trzymał w dłoniach.

“Witaj, Wojowniku Lyoko. Zabawimy się?”

– Co tu jest…? – zaczął, jednak nagle poczuł silną potrzebę ucieczki z chatki. Wybiegł w ostatniej chwili, zanim budynek zawalił się pod własnym ciężarem.

Ulrich przez moment wpatrywał się w połamane deski i unoszący się nad nimi pył. Potem przypomniał sobie o kluczu. Powoli, ostrożnie podszedł do ruiny. 

Klucz na szczęście dosyć łatwo udało mu się znaleźć, wiadomość jednak przepadła. Przejrzał jeszcze okolicę, czy nie znajdzie czegoś jeszcze, nic jednak nie rzuciło mu się w oczy.

– To co teraz? – zapytał sam siebie.

Autorka: Akuliszi

Wywiad z Barbarą Scaff – kwiecień 2021

Witajcie, dzisiaj o swoich doświadczeniach w byciu głosem Ulricha Sterna z Code Lyoko opowie nam Barbara Scaff.

Witam wszystkich!

Zanim skupimy się na CL, powiedz nam, proszę, w jaki sposób zaczęła się twoja przygoda z dubbingiem?

Zaczęłam zajmować się aktorstwem profesjonalnie w wieku 14 lat, gdy poszłam do Uniwersytetu Northwestern, by studiować teatrologię oraz języki. Spędziłam rok na wymianie studenckiej w Paryżu i zakochałam się w tym miejscu, więc po tym, jak już ukończyłam studia i spędziłam trochę czasu, pracując w teatrze w Chicago, postanowiłam przeprowadzić się do Francji.

Dlaczego?

Pokochałam to miejsce, a w swoim domu zaczęłam się dziwnie czuć. Zapewne znasz takie uczucie, gdy czujesz się jak w domu w miejscu, w którym w zasadzie nigdy wcześniej nie miałeś okazji dłużej być. I właśnie tam, w Paryżu, zaczęłam sporo pracować nad aktorstwem i śpiewem, nie miałam też żadnego powodu, by wracać.

Czy zaznajomiłaś się z pozostałymi członkami ekipy, która pracowała nad angielską wersją CL przed rozpoczęciem nagrywania?

Znałam sporą część grupy przed castingami, w zasadzie wszystkich oprócz Chrisa Caballero, który podkładał głos Oddowi. Przyjaźniłam się z Sharon Mann, Davidem Gassamen i Jody Forrest, która przejęła rolę Sissi po Christine Flowers. Z nią też się znałam, choć nie jakoś bardzo blisko, ale ich wszystkich mogę nazwać przyjaciółmi. Pracowałam też wcześniej z Alanem Wangerem, natomiast nie miałam wcześniej żadnych doświadczeń z Mirabelle, ale potem stałyśmy się sobie bliskie. To była wspaniała ekipa.

W 2003 roku Thomas Romain i Tania Palumbo wypuścili serial, który zaciekawił widzów na całym świecie. Mowa oczywiście o Code Lyoko. Opowiedz nam, jak dostałaś jedną z głównych ról?

Cóż… wzięłam udział w przesłuchaniach, na które zaprosił nas Alan, było nas tam trochę i ja od razu dostałam rolę Ulricha. Nigdy nie spotkaliśmy się z Thomasem i Tanią, myślę, że Mirabelle mogła ich poznać, gdyż pracowała wraz z nimi przy pilocie (Garage Kids), ale ja ich nie widziałem. Pracowałam trochę z Jeromem, ale głównie to Alan Wanger zarządzał angielską wersją i nami kierował.

Jak wiele pracy musiałaś włożyć w rozwijanie roli i głosu Ulricha jako głównego charakteru męskiego?

W zasadzie to wyglądało tak, że na przesłuchaniu wystąpiłam ze swoim chłopięcym głosem, ale powiedziano mi, że Ulrich jest ciut starszy, więc zaczęłam mówić nieco głębiej i w taki sposób znalazłam odpowiedni tembr głosu do tej postaci. Nie wymagało to zbyt wielkiego nakładu pracy.

Czy nagrywałaś swoje kwestie wraz z pozostałymi członkami ekipy?

Tak, spędzaliśmy cały dzień, nagrywając wszystko wspólnie. Mieliśmy tam nawet taki mały barek, a w zasadzie kawałek deski przypominający bar, i jak nie nagrywaliśmy, to sobie tam jedliśmy wspólne obiady. To była wspaniała zabawa. Nauczyłam się nawet szydełkować, serio! Podczas takich sesji trzeba być cały czas w gotowości, a że nie lubię siedzieć i nic nie robić, to sporo podczas nagrań szydełkowałam i robiłam na drutach.

Zastanawiam się, ile trwało nagrywanie dialogów do odcinków, ile czasu zajmowało zrealizowanie jednego odcinka?

Sesje nagraniowe trwały całe dnie, staraliśmy się, aby dziennie zrealizować trzy odcinki. To dość sporo.

Serial realizowano po angielsku i francusku. Czy podkładałaś głos francuskiemu Ulrichowi, a jeśli tak, to czy pojawiały się jakieś różnice w zaleceniach, jakie przekazywał kierownik produkcji do wersji francuskiej z tym, co było w angielskiej?

Pracowałam tylko przy angielskiej wersji. Francuską zajmowała się grupa belgijskich aktorów, kojarzę że aktorka podkładająca w tamtej wersji głos Ulrichowi miała na imię Marianne czy jakoś tak, nie jestem pewna. Ale wiem, że jest Belgijką.

Co sądzisz o bohaterze, któremu użyczałaś głosu?

Myślę, że to jedna z najfajniejszych postaci, jaką mogłam poznać, szczerze mówiąc chciałabym niekiedy być taka jak Ulrich, wiesz, być kimś w rodzaju takiego skurczybyka z szablą, trenującego sztuki walki, choć wiem, że za bardzo by to nie wyszło, więc świetnie było choćby udawać że jestem kimś takim przez jakieś sześć godzin dziennie. Uwielbiam w nim to, że jest szczery i trochę nieśmiały jednocześnie, bo ja też jestem typem dość nieśmiałej osoby. Po prostu – jak tu go nie lubić?

Pracowałaś przy tym serialu przez prawie cztery lata, teraz to się już skończyło. Czego najbardziej ci brakuje w związku z pracą nad CL?

Tak, pracowaliśmy nad tym przez cztery lata, choć mi się wydaje, że to nawet mogło być pięć. A czego mi najbardziej brakuje… cóż, myślę, że atmosfery koleżeństwa całej ekipy, tego że byliśmy wszyscy razem podczas nagrywania. Teraz pracujemy osobno z racji pandemii koronawirusa, każdy aktor przychodzi osobno i po każdej sesji trzeba dezynfekować studio, jednak już wcześniej było tak, iż każdą postać nagrywaliśmy osobno. Brakuje mi takiego wspólnego nagrywania, gdy siedzieliśmy w studiu cały dzień i odgrywaliśmy razem sceny. Bardzo mi też brakuje Jodie Forrest, drogiej przyjaciółki, której już nie ma wśród nas.

Do dziś dnia fani oglądają CL, dyskutują o serialu, wydają tysiące dolarów na – niekiedy zbyt drogie – produkty związane z marką… Czy kiedykowiek wyobrażałaś sobie, że ten serial stanie się fenomenalnym hitem na skalę światową?

Nie myśleliśmy nad tym w ogóle podczas nagrywania. Traktowaliśmy to na zasadzie: robisz jeden serial, a potem przechodzisz do kolejnego, a to, przy czym pracowało się wcześniej, zaczyna żyć własnym życiem. Nie sądziliśmy, że akurat CL będzie tak popularne, że trafi do wielu krajów i dzięki temu naszą pracę będzie mogło zobaczyć tak wielu widzów. Jesteśmy tym praktycznie wstrząśnięci, bo wiesz, zazwyczaj…a może nawet nie tyle zazwyczaj, co czasami jest tak, że pracuje się nad jakimś serialem, a potem w ogóle się o nim nie słyszy, bo na przykład puszczono tylko jeden sezon i potem nie kontynuowano produkcji.  Dlatego tym bardziej jesteśmy wdzięczni za to, że fani doceniają naszą pracę.

Czy docierały do ciebie jakieś pogłoski o piątym sezonie?

Tak, były takie doniesienia, jednak stało się tak, iż firma zajmująca się dubbingiem miała poważne problemy finansowe, wydaje mi się że zbankrutowała. Niekoniecznie chodziło o producentów, to nie był chyba MoonScoop, ale jedno że studiów nagraniowych, choć tu nie jestem pewna. To jednak powodowało problemy i ostatecznie tych planów nie zrealizowano. Wiem, że potem powstał projekt Evolution [w oryginalnej wersji Scaff mylnie nazywa ostatnią powstałą serię mianem Reloaded, czyli wstępnego projektu 5 serii, jednak z kontekstu chodzi o CL:E – przypis redakcji], mieliśmy nadzieję, że będzie tworzona angielska wersja, lub że chociaż pozwolą nam użyczyć głosu naszym postaciom. Okazało się jednak, że nawet się do nas nie odezwali. Trochę to nie w porządku wobec grupy, która przyczyniła się do tego, że serial stał się popularny na całym świecie. Muszę jednak przyznać, że te dzieciaki, które wystąpiły w Evolution, wykonały wspaniałą robotę, grały najlepiej, jak potrafiły, szczególnie że to jednak był dość wymagający projekt.

Czy są jakieś inne rzeczy związane z CL, w których brałaś udział, a o których fani mogą nie wiedzieć lub które nie ujrzały światła dziennego?

Cóż, myślę że fani serialu na pewno by bardziej na coś takiego uważali niż ja, choć też uważam się za fankę, wciąż oglądam odcinki, gdy tylko mogę, ale nie wiem nic o innych projektach, a dokładniej nic o takich, o których wy byście nie wiedzieli, ponieważ wy bardziej uważnie obserwujecie to, co się dzieje w fandomie.

Czy do gry „Code Lyoko: Quest for Infinity” odbywał się taki sam proces nagrywania, jak do kreskówki?

Nie, my nie uczestniczyliśmy w nagrywaniu dialogów do gry, nie organizowano czegoś takiego, bo użyto tylko fragmentów z serialu. To było możliwe z racji kontraktów między twórcami.

Możliwe, że nieco się powtórzę z pytaniem, ale… czego ci brakuje, jeśli chodzi o sam serial i pracę nad nim, już tak poza samymi kwestiami związanymi z nagrywaniem?

Wszyscy w ekipie kochaliśmy tę kreskówkę, była ona świetnie napisana, bohaterowie wspaniale wykreowani, pojawiały się ekscytujące historię, bardzo dobra atmosfera, ogólnie mamy z tym miłe wspomnienia i bardzo nas ucieszyła wieść o tym, że możemy oglądać wszystkie odcinki na Netflixie.

Czy zaangażowanie w serial miało jakiś wpływ na twoje prywatne lub zawodowe życie?

Cóż, powiedziałabym, że nie jakiś duży, bo to wygląda tak, że ja dość sporo pracowałam z Alanem Mattew i Davidem Gassamem, byłam w obsadzie kilku produkcji, które oni realizowali. Nie mam takiego poczucia, że bycie aktorką z Code Lyoko jakoś szczególnie mi pomogło, może faktycznie było tak, że ludzie zajmujący się dubbingiem, dowiadując się, że pracowałam przy tej konkretnej animacji, chętniej zatrudniali mnie przy innych projektach.

Utożsamiasz się może trochę z Ulrichem albo z innymi postaciami z seriali?

Cóż, trochę tak, choćby z racji tego, że on jest nieśmiały, tak jak ja, ale okazuje to w inny sposób. Wiesz, coś na zasadzie „włożyć ręce w kieszenie i pójść sobie”. Ale podoba mi się to, i tak jak wcześniej mówiłam, to chciałabym być takim fajnym skurczybykiem.

Wiesz może, co obecnie robią Thomas Romain i Tania Palumbo?

Nie mam pojęcia, co z nimi się aktualnie dzieje.

Odchodząc na chwilę od wątków związanych z CL: w jakich innych projektach brałaś udział?

Przez długi czas pracowałam z Lukiem Bessonem przy trylogii filmowej „Artur i Minimki”, jako aktorka pracująca za pomocą „motion capture” (technologia przechwytywania ruchu, polega ona na tym, że aktor ubiera specjalny strój i wykonuje ruchy, które ma zrobić dana animowana postać, zapewnia ona realizm rejestrowanych postaci – przypis redakcji polskiej), podkładałam też głos pod niektóre epizodyczne postacie. Pamiętam, że przechwytywałam ruchy Mino oraz wielu drugoplanowych bohaterów we wszystkich trzech częściach, potem zaś byłam kierownikiem produkcji angielskiego dubbingu przy post-synchronizacji tej wersji językowej filmów. Fajnie było tam pracować między innymi z Freddiem Highmorem. Później kierowałam pracami nad ścieżką dźwiękową w serialu „Inwazja kórlików”, pracowałam też przy takich produkcjach jak „Paprika” czy „Family Four”, są one dostępne na Netflixie.  Brałam udział też w grach video, grałam matkę Elliot, wtedy jeszcze Ellen Page w „Beyond: Two Souls” firmy Quantic Dream, robiłam też Chloe z „Detroit: Become Human”, jednak tu tylko jako głos, bo twarz, jaką widać, nie jest moja, choć chciałabym, żeby tak było.
Wciąż pracuję przy kreskówkach, użyczam głosu postaciom Moki i Cherry w „Moka’s Fabulous Adventures”, kieruję też pracami przy nowej wersji „Chipa i Dale’a” dla portalu Disney+, niedługo premiera, zapewniam was, że pokochacie ten serial.

Oprócz sztuk walki, co lubisz robić w swoim wolnym czasie?

To, co uwielbiam robić, to „upcycling”, robienie rzeczy ze starych gratów, które inni ludzie wyrzucają na śmietnik. Jestem typem osoby uzależnionej od poradników „zrób to sam” w internecie.

Code Lyoko zainspirowało wiele utalentowanych osób, w tym także tych, którzy chcieliby spróbować swoich sił jako aktorzy dubbingowi. Jakie rady czy też wskazówki mogłabyś przekazać tym przyszłym aktorom, który nas może słuchają?

Udawajcie każdą postać, która wam się podoba, nagrywajcie to, odsłuchujcie i próbujcie raz jeszcze. Spróbujcie także podkładać głos ludzi, których widzicie na ulicy, pomyślcie, co mogliby mówić. Nawet jak widzicie kamień czy głaz – pomyślcie, co mógłby powiedzieć. Po prostu eksperymentujcie i miejcie z tego frajdę. Nagrywajcie się, słuchajcie, dopytujcie się ludzi, co o tym sądzą i trwajcie w tym, bo ta zabawa jest tego warta.

Dobiegamy już do końca naszej rozmowy, więc na koniec – czy mogłabyś coś powiedzieć głosem Ulricha?

Cóż… Ulrich, gdzie jesteś?… ok. (głosem Ulricha z angielskiej wersji): Wygląda na to, że Xana wytoczył ciężkie działa. Marnujesz swój czas Xana, Odd mnie nigdy nie zdołał pokonać. Zamierzam cię znokautować, ty durny bałwanie. Uderzenie!


Chciałabyś może powiedzieć coś jeszcze swoim fanom?

Jasne, chciałabym. Dziękuję wam. Dzięki za oglądanie nas, za podtrzymywanie Lyoko przy życiu, za docenianie naszej pracy… po prostu jeszcze raz: dzięki. To był prawdziwy zaszczyt, dbajcie o siebie, bądźcie bezpieczni, noście maseczki.

Wywiad przeprowadzony przez redakcję strony The Kitsune Network w marcu 2020. Tłumaczenie – Jeremie_96, kwiecień 2020

Śnieżny terror – świąteczny specjał

Jeremie sprowadził Aelitę na ziemię,

i przed nią pierwsze święta,

zamiast na kolacji, to w fabryce, walka się toczy zawzięta.

Xana się dwoi i troi,

opanować planetę zły wirus chce

Śnieżny terror,

Rozpętał Xana

Taki jest jego świąteczny Special!

Patrz jak walczy Odd i Ulrich,

Aelita wprowadza Kod Lyoko.

To jej pierwszy świąteczny dzień…

Kod Lyoko

Znowu rano, znowu święta

Kod Lyoko.

Wszyscy w Kadic znów świetują.

To Aelity pierwsze święta są.

Autor: Classico

Złe zagranie

Gapiłem się w zeszyt od matmy i próbowałem powtórzyć sobie twierdzenia z geometrii na jutrzejszy test. Bezskutecznie. Dzisiejszy dzień jest beznadziejny.

Yumi śle mi słodkie uśmieszki, a gdy tylko myśli, że nie ma mnie w pobliżu, migdali się do Williama. Jak mogłem być tak ślepy!?

Nagle rozlega się hałas, huk, jakby odgłos pracy jakichś maszyn hydraulicznych. Dziwnie znajomy dźwięk. Po chwili jednak zagłuszały go krzyki uczniów dobiegające sprzed szkoły! Co się dzieje?

William zdziwiony podniósł głowę. Jim zrzucił nogi z stołu i skoczył do okna.

 – Co to za hałasy? – krzyknął. Nie wiem, co tam zobaczył, ale po chwili dodał – Nie ruszajcie się stąd, bo oberwiecie!

Szybkim krokiem wyszedł z biblioteki, a ja i William oczywiście od razu pognaliśmy do okna. Wtedy uświadomiłem sobie, skąd znam ten dziwny odgłos. Z Lyoko.

 – Co to takiego? – spytał William dziwnie wysokim, jak na niego, głosem.

 – Krab.

XANA musiał go zmaterializować, a teraz potwór przyszedł do szkoły, żeby zapolować na mnie i resztę. Muszę ich ostrzec. Sięgnąłem po telefon do kieszeni, ale natrafiłem na pustkę. Szybko przypomniałem sobie, że przecież Jim zabrał nam telefony, i ciągle ma je w kieszeni. Nie, ma telefon Williama, mój leży na stole! Szybko zgarnąłem komórkę z blatu i natychmiast wklepałem numer Jeremy’ego.

 – Jeremy?

 – A, Ulrich? Nareszcie jesteś.

 – Co się dzieje?

 – XANA zmaterializował trzy kraby. Jeden jest u Yumi, a Odd walczy na górze z drugim, żeby ten nie narozrabiał w mieście.

 – Trzeci jest w szkole. Zajmę się nim – spojrzałem na przypatrującego się mi Williama. – Z Williamem.

Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, jak krab strzela do wszystkiego co się rusza. W tym momencie ze szkoły wyskoczył Jim i z okrzykiem „Geronimo” ruszył na kraba. Potwór błyskawicznie się obrócił o 180 stopni i wystrzelił. Jim upadł na ziemię i złapał się za oparzone ramię.

Jednocześnie zareagowaliśmy i wybiegliśmy w stronę kraba. Odwróciliśmy jego uwagę i natychmiast skoczyliśmy w krzaki. William przejął inicjatywę i wyskoczył na przynętę. Dureń. Nawet nie wiem, z czym walczy.

Dureń czy nie, stworzył okazję, której nie mogę nie wykorzystać. Potrzebuję broni. W oddali zauważam szopę ogrodnika. Miejsce, gdzie uzbroiłem się do walki z potworami, gdy XANA wysłał karaluchy. Jednak William już prowadził do niej kraba. Darł się:

 – Ulrich! Biegnę w stronę tej starej szopy! Ulrich!

Lasery mijały go coraz bliżej. Powinienem biec ratować Yumi!

Zaraz, po co? Przecież ona ma mnie za idiotę. Równie dobrze mogę załatwić tego kraba. Mój wzrok pada na stary, pordzewiały pręt zaplątany w krzaki. Wyciągam go i szybko wdrapuję się na drzewo. Usadawiam się na gałęzi, żeby móc skoczyć, gdy tylko trafi się odpowiedni moment. Spoglądam w dół i zaczyna kręcić mi się w głowie. Jak ja tutaj wszedłem? Przecież mam lęk wysokości!

Na widok kraba wyrzucam z umysłu tą myśl i bez wahania zeskakuję na potwora. Wbijam pręt w oko XANY, lecą iskry. Po chwili maszyna pada na ziemię, unieszkodliwiona. Prawie jak w Lyoko.

Prawie.

William podniósł się z ziemi i już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Ubiegłem go:

 – Masz szczęście. Nie chciałem cię ratować.

Nie mam pojęcia, po co to mówię. Naprawdę tak myślę?

Oczywiście, że tak!

Tak? Skazałbym go na śmierć z powodu Yumi? To faktycznie fatalny dzień.

 – No co ty?! Zwariowałeś?! O co ci chodzi, stary?!

 – Trzymaj się od nas z dala, kapujesz?

Od „nas”? Przecież już nie ma „nas”! Co ja wygaduję?!

 – Słuchaj, koleś, to ty nie kapujesz. Ja wcale nie prowadzę w wyścigu o Yumi. Chyba że nie wiesz.

Zapada cisza. Mierzymy się wzrokiem. Nikt się nie odzywa. Bo i po co?

Ale zaraz przypominam sobie, że są ważniejsze sprawy. Jeden krab mniej – zostały dwa. Trzeba o tym zameldować Jeremy’emu. Wyciągam telefon.

 – Ulrich!

 – Jeremy, wykończyliśmy jednego kraba!

 – Wreszcie dobre wieści. Aelita robi co się da, żeby dezaktywować wieżę, ale trzeba osłonić Yumi i Odda.

 – Zajmę się tym.

 – Razem się zajmiemy – zaczyna William. Nie ma sensu się z nim spierać.

 – Biegnij do fabryki – rzucam. – Tam jest Odd i drugi krab.

 – A ty dokąd? Stój! – krzyczy. Ale ja go nie słucham, tylko przeskakuję przez mur szkoły i biegnę w stronę domu Yumi. Po drodze mijam radiowóz pędzący w stronę szkoły. Ciekawe, co zrobią, jak zobaczą wrak kraba?

Mijam kilka przecznic i w końcu docieram do ulicy, przy której mieszka Yumi. Spóźniłem się! Dostrzegam na końcu drogi kraba!

I… samuraja?! Nieważne, kim był. Potwór jednym machnięciem odnóża rzucił nim o ścianę i wyrzucił z gry. Co ja gadam, to nie Lyoko!

Potwór ładuje działko i staje przed jakąś skuloną na ziemi postacią. Yumi!

W biegu przez moją głowę przelatują dziesiątki myśli. Czy zdążę? Czy rzucić się na drogę strzału?

Znajduję lepsze rozwiązanie – lśniący przedmiot leżący obok nieprzytomnego wojownika. Krzyk matki Yumi dodaje mi energii i zdecydowania. Skaczę przed siebie, łapię katanę i stawiam ją na linii strzału. Wszystko w ciągu ułamka sekundy. Laser odbija się od ostrza i szybuje w górę. No, teraz to już jest całkiem jak w Lyoko.

Yumi wyszeptuje moje imię, a ja staję w pozycji bojowej. Żadnych emocji. Teraz walka.

 – Tylko spróbuj, robalu! – wykrzykuję.

Krab, jakby przyjął moje wyzwanie, otwiera ogień. Jest jednak jakby trochę bardziej nieporadny niż w Lyoko. Przeskakuję między jego odnóżami, omijając promienie kolejnych laserów. Jednak powoli strzały stają się celniejsze. Jakby on się uczył, przyzwyczajał do nowego otoczenia. Muszę coraz częściej odbijać pociski, bo nie mam czasu ich unikać.

Słyszę Hirokiego: – Ile razy mam ci powtarzać, żebyś z nim chodziła?!

Głos brata Yumi na chwilę mnie dekoncentruje, a krab oddaje strzał w moją nogę. Zaraz zdobędzie przewagę!

Czas na kontratak!

Podskakuję i szybkim cięciem oddzielam jedno z odnóży od właściciela. Hiroki, mając chyba za nic całą walkę, wybiega i krzyczy: – Ulrich, jesteś świetny!

Wskakuję na kraba i już mam wbić miecz w oko XANY na jego pancerzu, ale uwaga potwora zwraca się na Hirokiego. Razem z celownikiem!

 – Hiroki, nie!

Choć pokonam kraba, zdąży jeszcze wystrzelić, prosto w głowę Hirokiego! On może tego nie przeżyć! Błyskawicznie podejmuję decyzję, upuszczam ostrze i przyjmuje na siebie strzał wymierzony w brata Yumi. Krab jednym odnóże wbija mi w ramię, przygważdżając je do ziemi, a drugie unosi do morderczego ciosu. Chyba chce się zemścić za utratę kończyny. Od kiedy to maszyna może chcieć zemsty?

Od kiedy jest pod kontrolą XANY, oczywiście.

Jak… boli…

Staram się dosięgnąć miecza, ale nie mogę. Przez ból zamazuje mi się obraz, nic nie widzę. Ostatkiem sił próbuję zrobić coś głupiego i bezsensownego – wyrwać się z stalowego uścisku kraba.

Boli…

Nie… mogę… Zaraz… zemdleję.

Spada na mnie wielkie mechaniczne ramię kraba. Boli…

Słyszę jeszcze krzyk Yumi.

Aaaah…

Koniec…

Otwieram oczy i widzę Odda. Rozpoznaję nasz pokój w internacie.

 – Hejka – zaczyna radośnie Odd.

 – Hej – szepczę jeszcze oszołomiony.

 – Zaraz mamy jazdę z chorążym Garrickiem. Hej, stary! Dobrze się czujesz?

 – Taaa… Tak, tak.

 – To dobrze – wzrusza ramionami. – Cieszę się, że jesteś w jednym kawałku. I Yumi pewnie też się cieszy.

 – Yumi?

Też się cieszę, że jestem w jednym kawałku, Odd.

Też się cieszę.

Autor: Qazqweop

Zdrada doskonała

– Posłuchaj Yumi, to bardzo ważne – mówi Jeremie do niej. – Wkradł się błąd, przez co nie mogę nikogo innego aktualnie zwirtualizować.

            „Xana, jak zawsze przygotowany.” – pomyślała.

            – Nie dasz rady tego naprawić?

            – Niestety. Musisz go pokonać sama.

            Ostatnie słowo sprawiło, że przeszedł przez nią dreszcz. Nie widziała go przez kilka miesięcy. Obawia się tego spotkania. Nie wie, co może się zdarzyć. Wie tylko jedno.

            Musi go pokonać. Choćby miała go zabić.

~*~

            To już dzisiaj. Ostatni dzień w tym cyfrowym bagnie. Osiągnę to, co chciałem od kilku lat – opuszczę to więzienie i będę wolny. Będzie najpiękniejsza zemsta za to wszystko, co on mi zrobił.

Niech on się w końcu zamknie, nie mogę słuchać już tej paplaniny.

            Kto to do cholery jest? Przecież zablokowałem wszystko!

Przyglądam się. To ona! Jak ja jej dawno nie widziałem.

            Wiesz, co robić.

Niby co? Ona nic mi nie zrobi.

            Nie interesuje mnie to. Masz ją zabić. Obiecałeś.

Nie… nie zrobię tego.

            Jesteś mi w pełni poddany. Przeznaczenie nas połączyło.

I ty wierzysz w coś takiego?

 Zrobisz wszystko, żebym był wolny.

Zobaczymy.

~*~

            Sektor polarny. Miejsce, gdzie noc nigdy się nie kończy, a ziemia skuta lodem daje uczucie chłodu każdemu, kto na niej stąpi.

            Dziewczyna o azjatyckiej urodzie kroczy po terenie pewnym krokiem. Zauważa jasny, świecący płatek śniegu. Łapie go i ściska mocno prawą dłoń. Nie ma pojęcia, po co go trzyma. Nawet nie czuje obecności dziwnej kreatury. Wtem dookoła niej pojawia się więcej płatków. Jeden, drugi, i kolejny. Każdy skręca w swoją stronę.

            Przygląda się im wszystkim w skupieniu. Nigdy nie zauważyła ich podczas każdej wizyty w sektorze. Powoli prostuje dłoń, a świecący płatek śniegu podlatuje w górę. Idzie dalej. Stara się nie myśleć o tym, co może się wydarzyć.

~*~

            Zauważa kogoś na skraju sektora. Wysoki, z bronią w ręku, otoczony czarną aurą mężczyzna stoi tyłem do niej. To on.

Przygotowuje swoją broń. W dłoniach trzyma dwa wachlarze. Identyczne, jakby ktoś je przeciął na pół specjalnie dla wojowniczki. Pełna skupienia, powoli zbliża się do swojego celu. Nie chce tego robić, ale musi pokonać chłopca, aby Xana był w stanie wyzionąć ducha i zniknąć na wieki.

            Po drodze zauważa przeszkody. Dwa rzędy krabów i latająca manta. Proste do pokonania. Nie raz zwalczała takie grupy potworów za jednym zamachem.

            Biegnie przed siebie, skacząc na jednego czerwonego nieprzyjaciela. Następnie rzuca jeden wachlarz, który przecina pięć krabów. Przy drugim skoku celuje drugą bronią, a poprzednia do niej wraca.

            Chwilę później fala stworów staje się cyfrowym prochem.            

            „Coś jest za łatwo.” – zastanawia się przez chwilę.           

            – Jeremie? – krzyczy w górę, jednak nie otrzymuje odpowiedzi. – Jeremie! – woła po raz drugi, bezskutecznie. Straciła łącze. „Niedobrze.”

Młodzieniec milczy, nadal obrócony tyłem do dziewczyny. Jest w połowie drogi do niego. W ciągłym skupieniu, zastanawia się, jak powinna go zaatakować.

            Nagle słyszy huk za plecami. Odwraca się. Błąd, poważny błąd.

Wtem przed oczami przelatuje jej miecz, a czyjaś ogromna ręka ją odpycha na kilkanaście metrów. Z rąk wypada broń, a sama uderza lewym bokiem swojego ciała o ziemię. Jeden raz, drugi, trzeci.

            Leży przez kilka minut nieruchomo. Nie ma pojęcia, co się dzieje. Gdzie się podział głos Jeremiego? Czy to na pewno jest właściwy cel?

            Otumaniona próbuje resztami sił wstać. W sektorze zaczyna wiać wiatr. Wzrok jej na zmianę się wyostrza i słabnie. Próbuje znaleźć wroga, jednak bezskutecznie. Jest teraz łatwym celem do pokonania.

            „Głupia ja. Mogłam wcześniej zauważyć, że to pułapka.”

            Gdy przestaje wiać, zauważa tuż przed sobą ogromną postać, ponad trzy razy większą od niej. Wygląda, jakby została zrobiona cała ze stopionej lawy, co pokazują ogniste paski na ciele wroga. Na samej górze widzi białą głowę z dwoma sznurami, a w środku znak Xany. Jedną rękę ma normalną, a drugą zastępuje ogromy miecz. Identyczny, jaki miał młodzieniec.

            „Czy to wszystko mi się śni?”

            Nie może znaleźć swojej broni. Stoi przed postacią, ledwo utrzymując się na nogach. Ciągle jej szumi w głowie po spotkaniu z ziemią. Widzi, jak wróg wykonuje zamach do tyłu, aby ją zniszczyć.

            „To koniec. Zawiodłam ich wszystkich.”

~*~

            Przestań! Ona zginie!

            Proś mnie dalej, gówniarzu. Śmieszne jest to twoje przerażenie.

Nie daruję ci tego, cokolwiek jej zrobisz. Włos nie ma prawa zniknąć z jej głowy.

            Obiecałeś. Nikt nie kazał ci dołączać do mnie.

Przecież sam mnie w to wszystko wplątałeś!

            Masz własny mózg, Williamie.

            Nie będziesz wolny.

            Kto niby może mnie powstrzymać? Panienka zaraz zniknie… jaka szkoda. Za chwilę nie ma nikogo tutaj oprócz nas.

            Jeszcze zobaczysz.

~*~

            Potężny huk po zamachnięciu wroga ogłusza dziewczynę. Otwiera z przerażeniem oczy. Dookoła niej wiruje jasnoniebieska tarcza, która po kilku sekundach znika.

            – Ale… – próbuje powiedzieć coś, jednak szok zablokował jej głos. Nie była w stanie nic powiedzieć. Jednak największe dopiero miało nadejść.

            Widzi walkę dwóch postaci. Jedna, niezmiennie – spowita czarną aurą. Druga jest jednak cała biała, a dookoła niej wiruje wiatr. Posiada na twarzy maskę. Ciemny wojownik jednak jest silniejszy od drugiego. Szybko spycha przeciwnika na ziemię.

            Podbiega do nieznajomego, który wstaje. Nie wierzy własnym oczom w to, co zobaczyła. Musi wzrok ciągle płatać jej figle.

            Widzi oczy Williama Dunbara. Dokładnie tego samego chłopca, który dał się omotać Xanie, zabijając ją jako ostatnią w sercu Lyoko.

            „To niemożliwe. On przecież jest po stronie Xany.”

            Biały wojownik unosi się w powietrze. Nagle otrzymał tarczę, a wokół niego tańczy osiem par mieczy. Po kilku sekundach opadają one na drugą postać. Wycieńczony bohater pada na ziemię.

            „Biegnij do niego! Uratował ci życie!”       

Podbiega do swojego bohatera. Pomaga mu szybko wstać. Patrzą sobie głęboko w oczy. Nieznajomy zabiera ręce od niej, po czym zdejmuje maskę.

            – Mój boże…

            To był on. Nie pomyliła się.

            – Czy…

            Nie pozwolił jej mówić. Wtem zaczyna powoli rozpadać się na małe kawałki. Najpierw ręce, potem nogi, tułów, a na sam koniec twarz. Chciała jej dotknąć, ale nie zdążyła. Jak się pojawił, tak szybko zniknął.

            Odwraca się. Widzi ogromną chmurę dymu. Wiruje ona ciągle w jednym miejscu. Dziewczyna słyszy nagle krzyk rozpaczy. Chmura rozpada się identycznie, jak jej bohater. Patrzy jeszcze przez chwilę w puste, ciemne niebo. Nie może uwierzyć w to wszystko, co się wydarzyło.

            – Yumi! Słyszysz mnie? – krzyczy znajomy głos.

            – Tak… – odpowiada zrezygnowana. – Zabierz mnie stąd.

            – Coś się stało? – pyta Jeremie, jednak ona nie odpowiada. Zrozumiał przekaz wojowniczki. Kilka sekund później staje się cyfrowym prochem. Zanim znika, zauważa jeszcze raz świecące płatki śniegu. Uśmiecha się lekko na ich widok.

~*~

            – Brawo! Zniszczyłaś go! – krzyczy dumny Odd. – Idziemy na kolację?

            – Idźcie. Muszę porozmawiać z Jeremim – odpowiada posępnie.

            Nikt nie rozumiał jej zachowania. Sam Einstein był zaskoczony. Skinął głową, aby wszyscy wyszli, co uczynili.

            Drzwi od windy zatrzaskują się. Dziewczyna siada obok swojego kolegi.

            – Wiem, co się stało. Widziałem na mapie.

            – Nie wiesz. Było ich dwóch! Dwóch Williamów. Jakby dobry walczył ze złym… – wyjaśnia po lekkim otrząśnięciu się z szoku.

            – Kiedy reszta kontrolowała całą fabrykę i utraciłem z tobą łącze, otrzymałem dostęp do danych z cyfrowego morza. Nie uwierzysz w to, co się dowiedziałem. Zobacz.

            Podchodzą do ekranu superkomputera. Japonka przygląda się informacjom, jednak wszelkie kody mieszają jej w głowie.

            – To był Franz Hopper. To on przywołał drugą postać, aby ochroniła ciebie.

            – Nie.

            – Tak. Yumi…

            – To nie był Franz Hopper. Wszystko widziałam, stał wtedy William!

            – Nie uderzyłaś się w głowę przy upadku? – pyta Jeremie.

            – Przestań mi mówić, ze sobie to wymyśliłam! Przysięgam, to był on. Normalny.

            – Xana zagrał twoimi uczuciami, Yumi.

            Dziewczyna milczy. Nie wyjaśni mu, że widziała Dunbara. On wierzy jedynie w dane z superkomputera.

            – On potem zniknął. Nie stał się cyfrowym prochem, tak jak my. Każda jego część ciała rozdrabiała się na małe kawałeczki, które leciały w górę.

            – Hm… – zastanawia się Belpois.

            – Obiecaj mi coś.

            – Tylko co?

            – Odnajdziesz Williama i ściągniesz go tutaj z powrotem.

            – Yumi…

            – Proszę. – przerywa. – Muszę mu podziękować. Uratował mi życie. Nie tylko mi…

            – Yumi…

            – Co chcesz powiedzieć? Że tego nie zrobisz? Bo dał się opanować Xanie? Nie znasz go. Nie wiesz, czy nie zrobił tego z głupoty. Może miał problemy jakieś. Tylko byś oskarżał Dunbara o głupotę! Tak, wiem. Nie chciałam, żeby dołączył do nas. Jednak zmieniłam zdanie po tym, jak się starał. Nie dostał od nas szansy, rozumiesz to?!

            – Yumi, Williama nie ma w Lyoko.

            Wojowniczka milczy. Patrzy na swojego kolegę zszokowana tym, co usłyszała.

            „Williama nie ma w Lyoko.”

– Kłamiesz.

            – To jest niestety prawda. Będę szukał wszelkich wskazówek, tropów, żebym go może jednak poszukał.

            – Mógłbyś? – pyta z nutą nadziei w głosie.

            – Mógłbym. Nie rób jednak sobie wielkiej nadziei. Jak na razie wszystko wskazuje, że William pokonał Xanę własną bronią.

            Japonka kiwa głową, po czym wychodzi z fabryki.

~*~

Wracając do domu, nie może ciągle uwierzyć w to wszystko, co się zdarzyło na lodowym sektorze – począwszy od płatków śniegu, bo ujrzenie Dunbara.

            Ona doskonale wie, że to nie mógł być przypadek. To był prawdziwy William. Ten, którego zna – pełnego temperamentu, oddania i gotowości do walki.

            Przypomina sobie dwa miecze, które widziała. Wyglądały one identycznie – zupełnie, jakby zostały wykonane u jednej osoby w tym samym momencie.

            Przypomina sobie  białą oraz czarną postać, które walczyły między sobą.

            Przypomina sobie tę chmurę dymu, która po rozpaczliwym ryku rozpadła się na kawałki.

            Przypomina sobie znak na celu, który miała zabić…

            Einstein mógł wierzyć w to, co chciał. Dziewczyna miała pewność do wszystkiego.

            Tylko czy on faktycznie zniknął i nie pojawi się więcej na ziemi?

            „Oby Jeremie się jednak mylił.”

Autorka: Azize

Wywiad z Thomasem Romainem – październik 2020

Publikowany niżej wywiad opublikowano 1 października na stronie francuskiej telewizji informacyjnej BFM TV, przeprowadził go Jerome Lachasse, pojawił się on też na CodeLyoko.fr w wersji angielskiej.

W jaki sposób wpadłeś na pomysł stworzenia Code Lyoko?

To nie była tylko wizja jednej osoby, rozwijaliśmy to w grupie. Początkowym punktem było Garage Kids, projekt na zaliczenie, jaki zrobiłem w Gobelinach wraz z Tanią Palumbo w 2000 roku. Trochę się to zestarzało przez lata, ale wciąż jestem z tego dumny, wciąż to dla mnie wiele znaczy. Animacja pokazuje grupkę dzieciaków z przedmieść, którzy spotykają się, aby obejrzeć własny filn animowany w zaimprowizowanym w opuszczonym parkingu kiniec. Producenci w Antefilms (póżniej przemianowanym na MoonScoop) naprawdę polublili te klimaty i zaproponowali nam wspólne tworzenie serialu.

Jaki wpływ na tworzenie wirtualnego świata Lyoko miały filmy “Matrix” i “Tron”?

Nie widziałem wtedy “Tronu”, ale “Matrix” pozostawił we mnie trwały ślad, gdyż bardzo lubię science fiction oraz dystopijne uniwersa. Miało to ogromny wpływ – jest tam ten sam koncept maszyny, która pozwala ci zanurkować do wirtualnego świata, występuje też nadzorca tej wycieczki, tak jak powiązanie między tym, co dzieje się w wirtualnym świecie, a sytuacją na ziemi. Wpływ na nas miała też japońska animacja. Od 2003 roku żyję i pracuję w Tokio jako animator. Czerpaliśmy z Serial Experiment Lain oraz Evangeliona. Możesz zauważyć niepokojący wymiar cyfrowy jak w Lain, tak jak obecność niebezpiecznych stworów, które walczą przeciwko bohaterom, jak w Evangelionie.

Sztuczna inteligencja odgrywa bardzo ważną rolę w Code Lyoko. Jak wpadliście na ten pomysł?

Nie robiliśmy jakiegoś dogłębnego rozpoznania tematu. Mieliśmy wtedy z Tanią po te 22-23 lata i cały pomysł na serial rodził się z różnych inspiracji oraz naszej intuicji. Początkowo producenci z Antefilms zasugerowali nam pomysł wykorzystania motywu gry wideo. Nie chcieliśmy jednak robić czegoś zbyt żartobliwego i powierzchownego, dlatego wymyśliliśmy, żeby odcinki trzymały w napięciu, a nawet zawierały tragiczne sceny. Coś, co trudno sobie wyobrazić w kreskówce dla dzieci.

Tragiczne sceny? Chcieliście zabić kogoś z 4 głównych bohaterów?

Niekoniecznie, ale próbowaliśmy mocno obchodzić zakusy cenzorskie ze strony stacji telewizyjnych, które mają tendencję do łagodzenia treści programów dla dzieci i młodzieży.

Skąd pochodzi słowo “Lyoko”?

Wywodzi się ono z japońskiego słowa “ryoko”, które oznacza “podróż”, stanowi to tutaj odniesienie do podróży w świat wirtualny.

W jaki sposób wymyślono postacie, co miało na nie wpływ?

Postacie wyszły spod ołówka Tanii Palumbo, gdy tworzyliśmy film zaliczeniowy. Potem nadaliśmy im imiona i osobowości. Wygląd postaci był tym, co ruszyło cały projekt do przodu. Z artystycznego punktu widzenia inspirowaliśmy się tym, co tworzył japoński animator Koji Miromoto i jego kanciastym stylem graficznym oraz mrocznym cyfrowym uniwersum.

Skąd wzięły się imiona głównych bohaterów?

O ile dobrze pamiętam, to głównie pomysły Tanii. Odd oznacza “dziwny” po angielsku, wybrano to imię żeby pokazać jego niekonwencjonalną naturę. W tych czasach było to niespotkane, żeby postać nosiła imię, które nie wskazywałoby jej płci. Jeremie to nawiązanie do Jeremiego Perina (Lastmana), który był naszym przyjacielem ze studiów i którego jesteśmy fanami.

Co wniosła Tania Palumbo do projektu Code Lyoko?

Wykonała ona olbrzymią pracę. Gdy ja byłem tam na początku, by pomóc w starcie projektu, ona przez lata była dyrektorem artystycznym serialu. Warto zauważyć, że stworzyła wygląd i ubrania dla wszystkich postaci.

Wydaje mi się, że po Code Lyoko Palumbo niczego nowego nie zrobiła. Czy dalej działa w animacji?

Mam wrażenie, że pomimo jej imponującego talentu, opuściła ona już ten świat animacji. To trudna dziedzina. Wymaga ona kompetencji oraz olbrzymich pokładów inwestycji w siebie. Jak w każdym innym zawodzie są też przypadki dokuczania i wypalenia. Wiem, że Tania nie wyszła z tego bez szwanku i że musiała niekiedy cierpieć podczas swojej kariery.

Czy idea łączenia światów 2D i 3D była naturalnym wymaganiem?

To było coś, co wymyślono w Antefilms, które wtedy było jednym z niewielu studiów tworzących serie mieszające 2D i 3D. Musieli pozostawić aktywną ekipę do animacji 3D, więc pomysł, by część scen była w tej stylistyce, stała się dobrym punktem przetargowym przy pracach nad serialem.

W porównaniu do świata wirtualnego, ten rzeczywisty wydaje się w serialu dość nudny…

Paradoksalnie, włożyliśmy sporo pracy by stworzyć ten realny wymiar. Ekipa wspaniałych artystów 2D została zatrudniona, aby dać środowisku realistyczny wygląd. Zrobiliśmy także obszerne rozpoznanie. Dla przykładu: Zespół Szkół Kadic jest oparty na Liceum Lakanaal, realnie istniejącej szkole, do której chodziłem. Opuszczona fabryka, główna lokacja w serialu, bazowana jest na starej fabryce Renault na wyspie Seguin, niedawno wyburzonej. Traktowaliśmy to bardzo poważnie, ponieważ w tamtych czasach sporo seriali produkowanych przez francuskie studia animacji rozgrywało się w wymyślonych amerykańskich miejscach, najpewniej dlatego, iż producenci upatrywali w tym łatwiejszą drogę do eksportu produkcji w świat. Tania i ja chcieliśmy reprezentować Francję taką, jaką znamy, szczególnie obrzeża Paryża.

Wymyśliście, zeby Garage Kids było jedną całością. W jaki sposób Code Lyoko przybrało formę epizodów?

Moim marzeniem było, żeby wszystkie odcinki stanowiły jedną całość, ale francuska telewizja czegoś takiego nie lubi, ponieważ woli emitować i powtarzać odcinki o różnych porach, do tego bez przywiązywania zbytniej wagi na kolejność, w jakiej powinny one by prezentowane. Odcinki w formule ciągłej fabuły byłyby trudniejsze do ustawienia w ramówce, do tego ciężko byłoby wejść w to komuś, kto dołączyłby w połowie serii. Niestety, ekipa pisząca odcinki w dużej mierze tworzyła je jako niezależne formy.

W którym momencie Garage Kids stało się Code Lyoko? Co działo się pomiędzy 2000 a 2003 rokiem?

Rozwijaliśmy serię pod nazwą Garage Kids. Wtedy aspekt stylistyki gry wideo był znikomy, a moce bohaterów ze świata wirtualnego mogły być stosowane w świecie realnym. Po tym, jak odszedłem z projektu (w 2003) i po sprzedaniu serialu do stacji telewizyjnych, przemianowano go na Code Lyoko i utracono ambicję do tego, by była to jedna całościowa opowieść. Ja natomiast zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby dostać pracę w Japonii.

Czy prace produkcyjne nad serialem były trudne? Jakie były twoje relacje z producentami, braćmi Di Sabatino?

Nie pracowałem w produkcji. Moje relacje z braćmi Di Sabatin praktycznie nie istnieją. Po tym, jak serial osiągnął sukces komercyjny, chciałem się dowiedzieć, ile studio na tym zarobiło, gdyż liczyłem, że będą dotrzymane zapisy z umowy ze mną (wtedy sprzedawano też książki, gry, figurki itp.), jednak nigdy nie otrzymałem odpowiedzi i nie zobaczyłem ani centa z tego, co producenci zarobili na CL.

MoonScoop zamknięto, więc kto teraz ma prawa do serialu?

Prawa ma firma producencka Ellipsanime. Myślę, że gdyby chcieli, to mogliby zacząć produkcję nowych odcinków.

Patrząc po latach, co sądzisz o serialu?

Gdy tworzyliśmy ten projekt, nie myśleliśmy że osiągnie on tak ogromny sukces. Opuściłem go, nie wiedząc jaki będzie rezultat, i zacząłem pracować nad francusko-japońską produkcją “Oban Star-Racers”. Obserwowałem gorączkę fanowską z oddali, z Japonii. Jestem dumny z tego, że tak wiele osób polubiło ten serial, jedna jak ktoś, kto brał udział tylko w tych początkowych pracach, nie uważam się za członka tego zespołu. Byłem w stanie sam zapracować na swoje nazwisko w świecie animacji, ale ludzie wciąż się ze mną kontaktują tylko po to, by porozmawiać o Code Lyoko. Jednak to praca artystów, scenarzystów, animatorów i innych działających przy produkcji sprawiła, że Code Lyoko stało się wielkim triumfem francuskiej animacji.

Gdy zaczęto pisać odcinki, to czy chciałeś podjąć ryzyko i wyłamać się z generalnego schematu odcinków (atak Xany na Ziemi, wycieczka do Lyoko, dezaktywacja wieży), pomimo tego, że stacje telewizyjne najpewniej by na to nie pozwoliły?

Nie, nie chciałem, ale też nie czułem się cenzurowany. Myślę, że zachowano tu cele koncepcyjne, z jedną różnicą, polegającą na dostosowaniu opowiadanej historii do grupy wiekowej 6-12 lat. Jednak to, że serial podoba się starszym widzom, dowodzi że stworzyliśmy fabułę bardziej skomplikowaną, niż by pozwalał nam na to oryginalny rys koncepcyjny.

Do dziś Code Lyoko ma wielu fanów. Dwa tweety, w których Netflix zapowiedział pojawienie się serialu na swoich stronach, były polubione ponad 140 tysięcy razy, i to pomimo tego, że serial można oglądać w Amazon Prime i na YouTube. Jak sądzisz, czym spowodowana jest ta nieustająca popularność?

Myślę, że serial pojawił się w odpowiednim czasie, z tematyką pasującą do tego, co się dzieje, do rozwoju internetu i nowych technologii. Młodzi widzowie nie są tu traktowani jak idioci, dostają mnóstwo kontentu science-fiction, ekscytujące odcinki oraz historie, które dają do myślenia. Spora zasługa w sukcesie serialu leży też w ukazywaniu relacji miłosnych między nastoletnimi bohaterami. Połącz to z chwytliwym motywem przewodnim i masz wszystkie składniki do tego, aby widownia wspominała z nostalgią ten serial. Nie jest niemożliwe, że jeśli właściciele praw się na to zdecydują, to powstanie kontynuacja. Kto wie?

Tłumaczenie: Jeremie_96

Wywiad z Sophie Decroisette – luty 2007

Prezentujemy wywiad z główną scenarzystką serialu, Sophie Decroisette, przeprowadzony przez redakcję CodeLyoko.fr na początku 2007 roku, przed premierą czwartego sezonu. Rozmowa ta nigdy wcześniej nie była prezentowana polskiego czytelnikowi. Postanowiliśmy ją opublikować z racji jej historycznej wartości, oraz dla porównania z inną rozmową, którą zamieściliśmy na naszych łamach w 2017 roku: http://www.kodlyoko.hpu.pl/news.php?readmore=418

Witaj Sophie! Na początek: czy wiesz, kto wymyślił Code Lyoko?

Byli to Tania Palumbo i Thomas Romain (studenci Szkoły Gobelinów).

Gdy przybyłaś do ekipy, to Garage Kids już się zmieniło w CL?

Nie, ta zmiana nastąpiła długo po tym, jak dołączyłam, i było to poprzedzone wieloma rozmowali z Jerome.

Czy możesz opowiedzieć nam o poszczególnych etapach zmian? Sporo rzeczy się pozmieniało, Garage Kids to dość niejasny projekt, nie wiemy zbytnio, co to było i dlaczego stało się CL.

Na poziomie koncepcyjnym sporo myśleliśmy nad tym, by wszystko było spójne. Na początku mieliśmy pomysły, ale żadnego tła fabularnego, więc to uniwersum było bardzo wąskie. Wiem dlaczego Aelita jest w Lyoko, to część przedakcji – czegoś, co działo się przed początkiem serialu (kim był Franz Hopper i co zrobił…). Niektóre rzeczy zostaną tajemnicą, ale ja znam wszystko.

Czy zmieniliście nazwę podczas pracy nad tłem fabularnym?

Ekipa produkcyjna uznała, że “Garage Kids” to niezbyt jasny tytuł… ale to samo możecie powiedzieć o “Code Lyoko”.

A skąd się taki tytuł wziął? Dlatego, że Aelita wpisuje kod Lyoko w każdym praktycznie odcinku 1 sezonu?

Nie. Lyoko znaczy “podróż” po japońsku. Wpadły na to Tania oraz ówczesna manager produkcji, Anne de Galard.

Wielu fanów się zastanawia, czy inspirowaliście się “Matrixem”?

Myślę że Tania i Thomas kochają ten cykl.

Gdy tworzyliście 1 serię, to myśleliście już o drugiej i trzeciej?

Nie, ja tylko tworzyłam przedakcję po pierwszej serii. Ale gdy pisałam drugą, wiedziałam że jeszcze coś po niej będzie.

Dla przykładu: czy w momencie pisania o Kartaginie decydowałaś już o tym, żeby istniała Komora Rdzenia?

Nie, znałam tylko główny pomysł, ale nie wszystkie jego detale.

Czy po stworzeniu serii możesz ją sobie oglądać kiedy tylko chcesz?

Tak, widziałam prequele jakiś czas temu.

Czy twoim zdaniem Code Lyoko osiągnie międzynarodowy sukces?

Code Lyoko już taki sukces osiągnęło. Mieliśmy niewiarygodne wyniki oglądalności na Cartoon Network, takie, których bardzo mało francuskich produkcji mogło osiągnąć.

Spodziewałaś się, po starcie emisji pierwszej serii, że będzie to taki sukces?

Szczerze mówiąc nie. Cieszyłam się pracą nad tym sezonem, ale nie spodziewałam się, że będzie on tak udany, więc tym bardziej jestem szczęśliwa, szczególnie, że to rzadki rezultat. Żaden z dotychczasowych seriali, nad którymi pracowałam (a mam ich około 40 na koncie) nie osiągnął takiego sukcesu.

Ilu ludzi pracuje nad każdym odcinkiem i ile czasu to zajmuje?

Takich bardzo dokładnych informacji na ten temat to nie mam, Jerome jest lepszą osobą do takich pytań. Mogę powiedzieć, że napisanie jednego 26-minutowego odcinka trwa od 2 do 3 tygodni, potem trochę trwa animowanie w Chinach, ale detali nie znam.

Jak przebiega pisanie? Skąd się biorą pomysły, jak są przydzielane zadania, kiedy się włączasz do pracy? Bo jak rozumiem, nadzorujesz tworzenie, ale sama też piszesz odcinki?

Tak, jednocześnie tworzę scenariusze, jak i jestem dyrektorem scenarzystów (poza 4 serią). Generalnie to pytam na początku moją ekipę o wstępny pomysł. Sama dla siebie napisałam sporo takich zalążków… Potem, jeśli mi się taki pomysł spodoba i wszyscy się na niego zgodzą, następny krok to streszczenie (na około 4 strony). Ostatni etap to scenariusz. Między każdym krokiem reżyser, ekipa produkcyjna oraz nadawcy wyrażają swoje opinie, a my dokonujemy poprawek scenariusza.

I ile czasu zajmuje taki proces, jeśli chodzi o jeden odcinek?

Od wstępnego pomysłu do końcowego scenariusza około 3 tygodniu, ale może to być więcej czasu, jeśli różni ludzie zapoznający się z projektem wolno go czytają albo przedstawiana historia nie przypada im do gustu. Mogę też powiedzieć, że zazwyczaj zatwierdzamy 4 scenariusze miesięcznie.

Czy jesteś jedną z tych osób, która proponowała wielkie zmiany, takie jak występowanie mocy Aelity, wejście Williama do grupy i inne tego typu rzeczy?

Prawde mówiąc to producenci i reżyser też są w to zaangażowani. Ale zazwyczaj to Jerome i ja proponujemy tego typu zmiany.

Czy wszyscy się na nie zgadzaliście, czy też były jakieś kłótnie? Na przykład: czy ktoś protestował przeciwko wstąpieniu Williama do grupy?

Nie, wszyscy zgodzili się z naszą ideą zrobienia z Wiliama czarnego charakteru.

Jak się dzieli odcinki pomiędzy pisarzy? Zauważyliśmy, że nie każdy napisał tyle samo odcinków. Bruno Regeste i Laurent Turner na przykład napisali mnóstwo odcinków, szczególnie tych kluczowych dla fabuły albo kończących dane serie. Natomiast są tacy, którzy napisali tylko jeden czy dwa odcinki, na przykład Karine Lollichon, która stworzyła tylko odcinek 37.

Mam całą ekipę pisarzy. Jedni tworzą szybciej, inni wolniej. Jedni się bardziej zainspirowali przy pracach nad CL, a inni mniej. Jedno jest jasne, ja sporo napisałam, tak jak na przykład Bruno Regeste.

Kończąc ten wątek, to zauważyliśmy także, że niektórzy pracują w parach, tak jak Alain Serluppus i Frederic Lenoir.

Tak, pisarze lubią pisać w parach. To samotnicza praca, więc fajnie tutaj mieć partnera.

Czy ci, którzy tworzyli 1 serię, kontynuowali pracę przy kolejnych?

Wielu pisarzy zrezygnowało po pierwszej serii, ale cztery osoby zostały: Regeste, Merle, Francois i ja.

Macie kontakt z tłumaczami na język angielski i inne języki?

Niestety nie, ale uważam, że wykonują oni dobrą robotę.

W jednym ze scenariuszy jest wzmianka, że w angielskim dubbingu lekcja włoskiego powinna być zamieniona na lekcję francuskiego. Czy to twoja poprawka?

Nie, myślę że to Jerome wymyślił, on o wielu sprawach decyduje, ale to jego prawo jako reżysera.

Czy wiesz, kto cię zastąpi na stanowisku szefa scenarzystów w 4 sezonie?

Bruno Regeste, pracował nad wcześniejszym seriami.

A czy ty będziesz coś pisać w tym sezonie?

Tak, stworzyłam już 3 albo 4 odcinki, a wraz z Bruno tworzymy finałowe epizody.

Dlaczego w 12 odcinku została ucięta scena? Ta, w której Sissi coś wyznaje Ulrichowi?

Tu musiał być problem jakiś problem w kwestii montażu, tak myślę.

Czy to ty wymyśliłaś wszystkie przygody Jima?

Tak, to był mój pomysł, ale pozostali pisarze dołożyli też swoje pomysły. Początkowo jednak to wszystko miał być tylko żart.

Masz swój ulubiony odcinek?

Bardzo lubię “Równoległą rzeczywistość” i “Kontakt”, ale fajne też są prequele.

Jesteś zadowolona z końcowego efektu, czy też masz czasem powody do rozczarowania tym, jak ostatecznie wygląda odcinek?

Nie, ja uwielbiam to co robi Jerome i myślę, że wspaniale sobie radzi jako reżyser. Poza tym sporo pracy wykonujemy wspólnie, tak więc bardzo rzadko jestem rozczarowana.

Przejdźmy teraz do postaci. Czy wiesz, skąd się wzięły imiona naszych bohaterów? Bo na przykład Aelita nie jest często spotykanym imieniem.

Ja tego nie wiem, ale myślę, że wpadli na to Tania i Thomas. Z drugiej strony, są takie imiona, William, czy też innych uczniów, które wymyśliliśmy wraz z Jeromem. Tak samo nie wiem, skąd się wzięła nazwa XANA, gdy przyszłam do ekipy, to już tak było.

Skąd wziął się pomysł na znak XANY?

Nie mam pojęcia. Wygląda jak logo NOOS (francuska sieć kablowa).

Ta kwestia była początkowo niejasna, ale zrobiła się bardziej klarowna pod koniec 2 sezonu… XANA to faktycznie virus, a nie sam superkomputer?

Tak, XANA jest programem działającym w superkomputerze kwantowym w fabryce, z tego właśnie komputera uciekł.

Czy wiesz, kto zaprojektował nowy wygląd bohaterów w 4 sezonie?

Tania stworzyła modele, zarówno w 2D i jak w 3D, te ostatnie w studiu w Angouleme. Ja niczego na poziomie wizualnym nie tworzyłam. Czasem tylko podrzucałam swoje pomysły, ale to wszystko. Na przykład Scypozoa. Ja i Jerome chcieliśmy, aby istniał potwór mogący zabierać pamięć. Dlatego Tania wymyśliła Scyfozoę. A jeśli chodzi o nowy wygląd – powiedziano mi, że coś takiego jest i pracowałam z tym.

Czy to ty wymyśliłaś Aellitę?

Nie stworzyłam jej, ale rozwinęłam jej historię. Początkowo, na poziomie samego charakteru, było coś wiadomo co prawda, ale dodałam tam pewne elementy…

Dlaczego wygląd Aelity zmienił się między odcinkiem 26 a 27. Inaczej się ubiera, ma inną fryzurę, a jej oczy nie są już zielone.

Myślę, że to wynika z większych zmian, jakie zaszły między sezonami.

W wielu kreskówkach wygląd bohaterów zmienia się bez żadnego uzasadnienia. Czy w 4 sezonie ta zmiana będzie jakoś wyjaśniania?

Myślę, że to jest uzasadnione, bo to będzie związane z opowieścią.

W sezonach od 1 do 3 nasi bohaterowie nie dorastają, między 2 a 3 serią zaczynają nowy rok szkolny, ale w 4 serii muszą nieco dorosnąć. Czy w związku z tym oni dalej będą chodzić do Kadic?

To, że bohaterowie się nie starzeli do teraz, wynika z ograniczeń nakładanych przez nadawców telewizyjnych. Jeśli postacie zaczęłyby dorastać, zmieniłaby się grupa docelowa serialu, a nadawcy tego nie chcą. My jednak chcemy być wiarygodni, dlatego w 4 sezonie nieco dorosną. Myślę że głosy zostaną te same. A jeśli o Kadic chodzi… to jest łączona podstawówka i liceum, więc nie ma tu problemu.

Dlaczego bohaterowie ciągle mają te same ubrania, gdy są na Ziemi?

Ponieważ w innym wypadku musielibyśmy tworzyć modele od nowa do każdego odcinka, a to zbyt drogie. To kwestia budżetu, a także zdolności do rozpoznawania postaci. Spójrzcie na przykła na Gastona Lagaffe, on ciągle nosi ten sam sweter i sandały. (od redakcji polskiej: jest to postać ze słynnego belgijskiego komiksu, powstała w latach 60-tych).

Zauważyliśmy pewne oszustwo, gdy przychodzi do momentu, w którym Jeremie wchodzi do Lyoko… nigdy go tam nie widzieliśmy! Czy to się zmieni w 4 sezonie?

Nie. Szczerze mówiąc, to postać Jeremiego nie ma nic wspólnego z takimi akcjami, on jest komputerowcem, a nie wojownikiem. Nie potrafię sobie go wyobrazić w Lyoko, ale jeśli widzieliście wszystkie odcinki, to możecie się domyślać, że wyglądałby śmiesznie.

Czy masz swoją ulubioną postać?

Tak. Uwielbiam Jima! Ale jeśli chodzi o głównych wojowników, to kocham ich wszystkich. Szczególnie dobrze pisze mi się Odda, bo jest zabawny, a takimi postaciami łatwiej się kieruje.

Sporo fanów zastanawia się nad wątkami miłosnymi. Relacja między Ulrichem a Yumi nieco ostygła w 3 sezonie, między Aelitą a Jeremiem nic się nie zmieniło, a Odd wciąż jest singlem. Czy to się zmieni?

Szczerze mówiąc to chciałabym dać więcej wątków miłosnych w serialu, ale nie można zbytnio tego zrobić, ponieważ widownia amerykańska woli, gdy jest sporo akcji. Ale jeśli chcecie wiedzieć, to Ulrich i Yumi są w sobie głęboko zakochani, a Odd dalej będzie singlem.

Więc serial nie jest aż tak francuski…

Ano, to wygląda tak, że serial jest francuski, ale amerykański nadawca ładuje w to sporo kasy, więc musimy to tworzyć tak, aby wszyscy byli zadowoleni.

Czy zdarzyło ci się rozdzielać prace przy odcinkach z wątkami miłosnymi? Wyobrażam sobie, że twórcy “Rutyny” mogli się czuć uprzywilejowani.

Tak naprawdę to przy tego typu wątkach jest dwoje specjalistów: Bruno Regeste i ja.

Czy nadawcy ograniczają was przy pisaniu tego typu scen?

Tak, tutaj trudno jest pokazać pocałunek, bo Amerykanie blokują takie rzeczy.

Ale w jednym z odcinków drugiego sezonu tych pocałunków było więcej niż w całej reszcie serialu.

To, co widzimy w “Pocałunku XANY” to raczej żarty, a nie coś poważnego.

Czy możliwy jest związek Odda i Aelity? Ten temat wywołuje na forum wielkie kontrowersje.

Myślę, że nie. Jeremie jest zbyt zazdrosny.

Wiadomo już może, jaki będzie finał, jeśli chodzi o relacje Yumi i Ulricha?

Jak na razie nie wiem, jak to się potoczy, na ten moment pracuję przy ostatnich odcinkach 4 sezonu. Chciałabym, żeby się pocałowali, ale tutaj nic nie jest pewne. W każdym razie skończy to się pozytywnie.

Przejdźmy teraz do delikatnego tematu – 4 sezon. Na początek o emisji i ilości odcinków… 30 czy 40?

Czwarty sezon ma 30 odcinków. Faktycznie rzecz biorąc to sezony 3 i 4 mają łącznie 45 odcinków, z czego 15 przypada na trzeci, i on na pewno będzie przypomniany przed premierą czwartego.

A kiedy zobaczymy nowe odcinki?

Tutaj nie mam pewności… pisanie się skończy w styczniu, potem jest sporo pracy przy innych aspektach. Pierwsze odcinki będzie można pokazać wtedy, gdy będziemy pracować nad ostatnimi, ale myślę – choć mogę się mylić – że to nie prędzej niż na początku roku szkolnego 2007/08.

To dłużej niż by wynikało z informacji, które uzyskaliśmy od MoonScoopa (część sezonu od marca 2017, reszta odcinków w drugiej połowie roku). Tak czy inaczej, dzięki za informację, spytamy się jeszcze w firmie o potwierdzenie.

Może to być wiosną 2007.

Czy bohaterowie wreszcie będą mogli wejść samodzielnie do sieci?

To, co mogę wam powiedzieć, to to, że w 4 sezonie dalej będzie walka z XANA, ale więcej wam nie powiem, żeby nie spoilerować początku sezonu…

Skoro XANA jest w sieci i nie ma już wież, to czy dalej będzie w stanie używać swoich sztuczek, jak xanafikacje? Czy dalej będzie atakować?

Są różne możliwości…

Jest trochę informacji z oficjalnej strony, które chcielibyśmy zweryfikować. Napisano tam, że sieć to tak naprawdę Cyfrowe Morze. Czy to prawda? Czy Lyoko jest światem utworzonym w sercu sieci?

Zobaczycie w 4 sezonie, wszystko będzie wyjaśnione. Ale sieć to internet, wszystkie połączenia między komputerami na świecie.

A serce Lyoko, czy to tylko jego rdzeń, czy coś więcej, jak na przykład Lyoko samo w sobie?

Nie, to tylko rdzeń.

Pomijając już fakt zmiany ubrań, to czy będzie jakiś związek między dotychczasowymi mocami wojowników Lyoko a nowymi mocami wojownikó Sieci? Dla przykładu, czy Yumi dalej będzie w stanie używać telekinezy?

Postacie zachowają swoje moce i cechy (Odd jak kot, wygminnastykowana Yumi), ale pojawią się też nowe rzeczy.

Czy Franz Hopper będzie uratowany i czy dowiemy się czegoś nowego o tajemniczej przeszłośći Aelity?

Zobaczcie w ostatnim odcinku 4 sezonu… to, co teraz mogę powiedzieć, to że powrót Hoppera będzie istotny w tym sezonie.

A czy zobaczymy wszystkie brakujące elementy historii Franza, Aelity i Lyoko?

Nie, wszystkiego nie zobaczycie, bo całość jest bardzo skomplikowana i nie jest aż tak istotna.

A jeśli chodzi o projekt Kartagina, facetów w czerni… dowiemy się czegoś?

Tak, ale niezbyt dużo

Czy sekret wojowników Lyoko będzie ujawniony?

Sekret Superkomputera? Nie mogę nic powiedzieć…

Czy serial skończy się po 4 sezonie?

Koniec 4 sezonu jest prawdziwym końcem (nie będzie żadnego cliffhangera), ale nie wiem, czy będzie następny… to sprawa producentów.

Jeśli przy tym końcu jesteśmy… czy ostatnie sceny serialu nie będą zbyt “przeciążone”? Słyszałem, że w ostatnim odcinku ma być sporo akcji, ale będzie też czas na to, by zobaczyć, iż bohaterowie uświadomią sobie koniec swojej przygody i będą wspominać to, co zostawiają za sobą.

Tak, to będzie PRAWDZIWY koniec, ale nic więcej nie mogę powiedzieć!

Więc to nie będzie przeładowane? Bo obawiam się takiego scenariusza: koniec walki, 2 minuty przerwy i koniec. Wolę dobre zakończenia.

Ono będzie drobne, zobaczycie. Właśnie je piszę…

A będzie bardziej szczęśliwe czy… tragiczne?

Nie mogę powiedzieć! Trochę dramatyzmu wystąpi, ale skończy się dobrze.

Mamy kilka pytań o 4 sezonie, na które chcielibyśmy uzyskać odpowiedź “tak/nie”.

Żaden problem.

Czy pojawią się nowe postaci, potwory czy sektory?

Tak.

Nowy wojownik Lyoko?

Nie.

Czy któregoś z bohaterów spotka tragiczny finał?

Nie… cóż, sami zobaczycie.

Czy będzie nowa czołówka?

Nie wiem…

Czy Franz Hopper odegra ważną rolę? Chodzi o to, czy będzie się angażował w walkę z Xaną, czy też jego udział się nie zmieni.

Tak, Hopper będzie istotny, ale więcej nie mogę powiedzieć.

Czy zobaczymy Xanę we własnym wcieleniu?

Wolałabym o tym nie mówić, poza tym i tak nie mogę…

Czy zobaczymy rodziców bohaterów? Bo tak naprawdę poza rodziną Yumi innych nie widzieliśmy praktycznie.

Tak, pojawią się w pewnych momentach.

A czy pojawi się rodzina Odda? Słyszeliśmy tylko głos jego matki.

Nie wiem. Chcę wam przypomnieć, że nie reżyseruję tego sezonu, a tylko piszę niektóre odcinki, więc nie znam detali całego sezonu.

Wielu fanów zastanawia się, czy będzie możliwość zwiedzenia studia produkcyjnego.

Niestety nie znam ludzi ze studia w Angouleme, gdyż scenariusze piszemy w Paryżu.

Czy jest szansa, aby spotkać się z aktorami podkładającymi głosy pod postaci?

Nie wiem…

Czy jest coś takiego jak “Biblia Lyoko”?

Tak, to istnieje, ale jest to tajemnica. Nie sądzę, żeby kiedyś była wydana na sprzedaż, bo to wyjątkowa rzecz, zawiera wszystkie informacje o każdym sezonie.

Dla pewności: to, że jest już prequel “Xana się budzi” oznacza, że nie będzie osobnego filmu.

Nie będzie.

Czy pojawi się CD z muzyką z serialu? Bo tak w sumie to kawałki Subdigitalsów zbyt wiele z serialem nie mają wspólnego poza “Break away” używanym w napisach końcowych, w tym przypadku znamy część tekstu piosenki, a to bardziej przypomina krążek promocyjny kapeli rockowej.

Myślę, że niedługo taka płyta powinna się pojawić, ale przyznam się, że muzyka to nie mój obszar, bo ja tylko napisałam tekst hitu Subdigitalsów.

Wiemy, że niedługo ma się pojawić gra na konsolę Nintendo 3DS, czy tworzyłaś do niej scenariusz?

Nie mam z nią nic wspólnego, wiem tylko że są wykorzystane pewne elementy serialu.

Czy pierwszy sezon serialu pojawi się na DVD?

Nie mam pojęcia, ale chciałabym, żeby tak było, wtedy moglibyśmy mieć cały serial w ładnym zestawie.

Tłumaczenie: Jeremie_96, lipiec 2020

Wywiad z Immudelkim – styczeń 2020.

Czy daty w dokumentach Aelity zostały wymyślone przez Ciebie, czy gdzieś je znalazłeś?

Wymyśliłem te daty bazując na linii czasowej używanej w IFSCL (jest ona jak kanon, ale poprawiłem to tak, by było zgodne). Zazwyczaj te wskazówki, które mamy w serialu, są mgliste, więc tutaj byłyby one bezużyteczne.

Jak wpadłeś na to, by dodać do IFSCL tryb fabularny?

Zawsze chciałem opowiedzieć coś w formie kampanii. W pierwszych wersjach symulatora tryb kampanii to były tak naprawdę opowiedziane raz jeszcze niektóre odcinki, stanowiło to swego rodzaju interaktywny samouczek.bGdy nagrywałem oficjalny głos Franza Hoppera (około 2016), wciąż skupiałem się na tym pomyśle, miałem w pamięci to, że pamiętniki Hoppera mogą być zawartością dodatkową, którą odkrywa się podczas kolejnych retrospekcji laboratorium w 3D, nazwałem więc to trybem fabularnych.
Potem, w 2018, gdy wiedziałem że ponownie mogę nagrać ten głos, postanowiłem rozwinąć ten tryb by był bogatszy.

Czy słyszałeś o fanowskich teoriach dotyczących fabuły tego trybu? Jeśli tak to, która ci się najbardziej podobała?

Teorie o niebieskim powrocie do przeszłości są oczywiście najbardziej logiczne i jednocześnie dokuczliwie tajemnicze, fajna też jest teoria o Simone (postać wtrącająca się w pamiętnik Franza). Myślę, że najbardziej interesująca jest ta dotycząca LISA, którą stworzył IcePlayer, opowiada on o związkach z nieznaną matką Elisabeth Delmas (link do video: https://youtu.be/qVH8xl9VJKw?t=391 ). Nie mogę tego jednak skomentować, by nie spoilerować. On mówił także o możliwych teoriach dotyczących podróży w czasie Jeremiego, klonowania i innych fajnych rzeczy (ale znowu, nie mogę tego skomentować)

Który sezon CL ci się podobał najbardziej?

Pierwszy sezon miał taki specyficzny klimat, którego nie znajduję w innych. Uwielbiam wygląd Lyoko w tym okresie. Więc to ten sezon jest moim ulubionym, choć paradoksalnie jest on bardzo powtarzalny i trochę nudny, jednak lubię po prostu te bardziej stonowane kolory (wydają się one nieco bardziej rozjaśnione w międzynarodowej wersji albo fanowskiej próbie upscalingu)

Preferuję jednak trzy kolejne sezony za to, jak wygląda tam modeling, animacja i naświetlenie postaci w 3D, do tego jest tam bardziej zaawansowany scenariusz i poprowadzenie historii.

Czy uważasz Ewolucję za część kanonu?

Osobiście, nie. Byłem na pokazie prasowym w Paryżu i dokładnie pamiętam, jak twórcy, odpowiadając na pytanie jednego z fanów, powiedzieli „Cóż, to nie jest kontynuacja, nie jest to też reboot, może najwyżej taki miękki”. Oceniając rezultat, dostaliśmy coś mniej wartego niż dobre fanfiction, ponieważ twórcy nie znali nawet materiały źródłowego (wiem, że niektóre zmiany, jak przesunięcie chronologii czy usunięcie Kiwiego miało sens, ale wciąż wiele rzeczy to efekt złego planowania i napisania). Tak więc, nie, to nie jest dla mnie kanon.

Co motywuje Cię do działania?

To moje marzenie z dzieciństwa. Spędziłem nad tym zbyt dużo czasu, by tego nie skończyć. Jednak praca nad tym to nie tylko zabawa.Powiedziałbym, że 80% czasu to debugowanie, a to jest straszne. Oglądanie krytycznych analiz video z mojej gry to kolejne dobre źródło motywacji

Skąd pomysł na IFSCL?

Jak wielu fanów chciałem używać superkomputera. Zainspirowała mnie praca Keuppy nad jego LyokoInterface, szybko zdecydować, że mogę użyć Adobe Flasha do stworzenia swojej wersji, jednak bardziej dopracowanej.

Mialeś kiedyś taką sytuację, w której cały projekt się wysypał i nie wiedziałeś co robić?

Myślę, że cały czas. Może wciąż popełniam błędy, kto wie?
Zawsze dość szybko racjonalizuję sobie problemy i próbuję minimalizować straty, by je jak najszybciej zniwelować.
Zawsze też podejmuję decyzje, które mogą mieć spore konsekwencje w dalszych pracach i skończyć się tym, że będę miał dodatkowe lata albo miesiące pracy.

Czy początki były trudne?

Nie aż tak trudne jak to co teraz. To nie jest łatwe, ale też nie jest jakoś mega trudne. Moje wymagania co do gry rosną w miarę zwiększania się moich umiejętności. I w przeciwieństwie do tego, co sobie myśli sporo młodszych fanów, nie jestem żadnym geniuszem. Ja po prostu jestem bardzo cierpliwy i zaangażowany.

Co stanowiło dla ciebie największe wyzwanie podczas tworzenia IFSCL?

Ciężko powiedzieć, ta praca wciąż nie jest skończona, a podczas prac nad grą 10 ostatnich procent uważa się za najtrudniejsze… Jednakże myślę, że trudno jest zarządzać szybo rozwijająca się społecznością, taką jak Discord, gdzie toksyczne zachowania kumulują się sporo szybciej, dlatego też jakaś część mnie woli stare dobre fora, gdzie znajdę więcej konstruktywnych postów – lecz mniej ludzi.

Jakie jest twoje najmilsze wspomnienie z ostatnich 10 lat tworzenia IFSCL?

Nagrywanie aktorów we Francji, pisanie części scenariusza gdy byłem na campingu w Laponii (-10 stopni w słoneczny dzień), zawiązanie przyjaźni z ludźmi, których spotkałem na prapremierze CL:Evolution (na którą mnie zaproszono z racji popularności mojej gry)

Jakie masz plany po IFSCL?

Wciąż tworzyć gry, tak jak obecnie, jednak szczególnie myślę nad stworzeniem małej narracyjnej gry indie na Steamie (ponieważ fajnie jest jak ci czasem za tę całą robotę zapłacą) z moim własnym światem. To by wiele dla mnie znaczyło.

Jak długo planowałeś tryb fabularny w IFSCL?

Pierwsze szkice tego trybu powstały w 2015, wtedy gdy przechodziłem z wersji 2.6.2 na 3.0.0 i zaczynałem rozważać „odkrywanie świata 3D”.

W jakim wieku zacząłeś pracę nad IFSCL i ile doświadczenia zdobyłeś w ciągu dekady prac nad symulatorem?

Zacząłem mając około 17-18 lat, zdobyłem sporo doświadczenie w wielu dziedzinach, jednak wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć.

Jak zmieniło się twoje życie po rozpoczęciu prac nad IFSCL?

Niezbyt się zmieniło, jednak od tego czasu przestałem tworzyć masę projektów, których nie kończyłem, jak to wcześniej miałem w zwyczaju, i skupiłem się bardziej na symulatorze.

Czy myślisz, że twoja gra o Doktorze Who jest sukcesem?

Dla mnie tak. To był dość krótki sukces, w momencie premiery była to najchętniej odpalana gra dnia na Newgrounds. Myślę, że nawet nie za bardzo próbowałem promowania tej produkcji. Ale było dobrze, do tego było kilka pozytywnych recenzji na YT, co mi się podobało. Jestem nieco rozczarowany, ponieważ dowiedziałem się, że społeczność fanów tego serialu nie jest zainteresowana w tego typu fanowskich produkcjach.

Jakiś czas temu odwiedziłeś Lycee Lakanal (fanom CL lepiej znane jako Kadic). Jakie są Twoje odczucia po tej wizycie? Czy jest coś, co szczególnie zapadło Ci w pamięć? I w jaki sposób udało Ci się uzyskać dostęp na teren szkoły?

Nie oczekiwałem, że zobaczę wszystko. Spodziewałem się, że będziemy oprowadzani po wybranych miejscach, jednak okazało się, że mogliśmy zwiedzać cały teren. Arkady były bardzo spektakularne, uderzyła mnie ich wielkość (myślę, że część z nich będzie można niedługo ujrzeć w IFSCL). Fajnie było także zobaczyć budynek dyrekcji szkoły, gdyż nigdy nie mogłem zrozumieć, jak to działało w serialu, więc fajnie, że dzięki tej wizycie to też będę mógł odtworzyć w grze. To samo mogę powiedzieć, przywołując jeden z korytarzy przy sali gimnastycznej, który możemy zobaczyć w pierwszych minutach „Misia Godzilli”. To piękne budynki, cieszyłem się każdą chwilą tam spędzoną.

Mam nadzieję, że za jakiś czas znowu będziemy mogli porozmawiać.

Ja też, dzięki.

Wywiad przeprowadzony przez Matrixa 14 stycznia 2020, tłumaczenie z angielskiego: Jeremie_96