[Walka 12-2] Cassandra Ann Benoir vs Daniel Garcia

Daniel powoli szedł po ozdobnej kostce w stronę wielkiej posiadłości, z której dobiegała głośna, elegancka muzyka. Wszyscy wytworni goście mijali go, nie zwracając na niego uwagi. Cóż, nie nazwałby się niewytwornym, miał nowiutki, skrojony na miarę garnitur, włosy ułożone u drogiego fryzjera… Z drugiej strony wlókł się, jak staruszek. Cóż, starał się nie kulać. Trudno było iść tak, żeby nikt tego nie zauważył. Gdyby się pośpieszył – chodziłby jak pingwin. Mało eleganckie. Wolał się spóźnić.

Cassandra czekała przed wejściem, w ślicznej, ciemnoczerwonej sukni z głębokim dekoltem. Uśmiechała się, czekając na Daniela. Pomachała mu dyskretnie. Wyglądała trochę blado, ale może to kwestia gry świateł i ciemnego materiału.

– Przepraszam, że musiałaś czekać – odezwał się Daniel.

– W porządku. Chodź, przedstawię cię.

Weszli do środka, do pełnej ludzi sali. Daniel poczuł się trochę nieswojo, na szczęście Cassandra nie wprowadziła go między nich, tylko na tył, do stolików. Przy jednym z nich siedziała samotna dziewczyna. W jej stronę skierowała się Cassandra.

Dziewczyna wstała.

– Hej – przywitała się.

– Poznaj Daniela – Cassandra odezwała się do przyjaciółki. – Daniel, poznaj Calys.

Daniel zbladł. Wymusił uśmiech.

– Miło mi cię poznać – podał jej dłoń. W nikłym świetle nie było widać, że drży.

– Także mi miło.

___

*Cztery godziny wcześniej*

Daniel opadł lekko na arenę sektora piątego. Pomieszczenie wirowało. Niedługo miało otworzyć się przejście i rozpocząć sekwencja klucza, jednak nic nie stało na przeszkodzie, by już teraz walczyć.

Daniel był zdziwiony, gdy dwa dni temu dostał przypomnienie o walce z Cassandrą. Był pewien, że nie czeka go spotkanie z nią na arenie. Dodatkowo walka wypadała w ten sam dzień, co uroczysta gala, na którą zaprosiła go dziewczyna. Świetnie. Pozostanie dosłownie chwila, by się przygotować.

Chłopak uśmiechnął się do przeciwniczki, dopiero po chwili orientując się, że nie widzi ona jego twarzy. Zaczynał odzwyczajać się od tego.

Zaatakował.

Cassie od razu zareagowała, rzucając w jego stronę powietrzne ostrze. Uniknął go, zaraz potem tnąc w jej stronę. Ona też zrobiła unik, może nie do końca udany, ale Daniel nieszczególnie w nią celował. Zamachnął się drugi raz. Dziewczyna odepchnęła go mocą.

– Może dać ci jeden z mieczy? – zaproponował Daniel.

– Nie gustuję w szermierce – odparła, używając jednocześnie niewidzialnego ostrza.

Daniel zablokował cios.

Arena przestała się kręcić, otworzyło się przejście. Walczący nie ruszyli się w jego stronę.

Daniel ponownie zaatakował Cassandrę. Tym razem ataku jej ostrza uniknął, przemieniając się w dym i po chwili zmaterializował się za jej plecami.

Odepchnęła go z uśmiechem.

– Postaraj się, nie możemy zanudzić widzów– zaśmiała się.

Daniel prychnął.

– Oczywiście.

Znów zmienił się w dym. Okrążył Cassie, unikając kilku ataków jej ostrza. Zaraz potem wystrzelił w jej stronę, tnąc mieczami. Ledwo ją drasnął, 5 punktów. Zmienił się znowu i wystrzelił w górę.

Cassandra uśmiechnęła się. Wysłała w jego stronę kilka ataków i rzuciła się do wyjścia.

Daniel nie spodziewał się, że będzie uciekać. Uniknął ostrzy i momentalnie poleciał za nią.

Ściana zamknęła się tuż przed nim, zmuszając do zmiany trasy.

Daniel nie lubił piątki. Ruszające się ściany zabierały możliwość ukrycia się, choć nigdy nie wiadomo było, kiedy i gdzie trafi się na przeciwnika – można było go atakować z zaskoczenia, o ile on nie miał lepszego refleksu lub szczęścia.

Daniel skręcił w pierwszą lepszą odnogę korytarza, potem przecisnął się w jeden z niewielkich kwadratów w ścianie. Zgadywał, że Cassandra skieruje się w stronę klucza. Sam więc też leciał tam, gdzie ten powinien się znajdować.

Wpadł na nią w najgorszym możliwym miejscu – w komnacie luster. Nie widział dokładnie, gdzie stoi, ona też nie była pewna jego lokalizacji. Zmaterializował się i momentalnie zaatakował w losowym kierunku. Dziewczyna krzyknęła, on jednak trafił tylko w lustro.

Daniel uśmiechnął się. Cóż, w przeciwieństwie do obrazu, dźwięk nie odbija się od luster… Przynajmniej nie w takim stopniu.

Zraz odwrócił się w miejsce, gdzie stała Cassandra i rzucił się do ataku. Dziewczyna domyśliła się, że zaraz ją potnie, kontratakowała więc swoim niewidzialnym ostrzem.

Rozległ się dźwięk setek dzwoneczków- tłuczonych luster i nagle w pomieszczeniu zapanowała całkowita ciemność.

Daniel: utrata 20 punktów
Cassandra: utrata 20 punktów

Daniel, niezrażony ciemnością, zaatakował jeszcze raz, celując w miejsce, gdzie stała Cassandra. Ta już musiała się stamtąd cofnąć, bo trafił tylko na powietrze. Zaraz potem coś popchnęło go w tył i rzuciło na jedno z potłuczonych luster.

Minus 7

“Och? Szkło zadaje obrażenia?”

Rzucił się przed siebie, w stronę, z której go zaatakowano. Zmienił się w dym, nie chcąc znowu zostać odepchniętym. Miał szczęście, albo Cassandra nie atakowała swoim ostrzem. Zmaterializował się gdzieś w połowie pomieszczenia i biegł z mieczami przed sobą aż do ściany.

“Kurcze. Już wyszła”

Wymacał ręką niewielki guziczek. Otworzyło się przejście. Wypadł na jasny korytarz, nie widząc nigdzie Cassandry. Prychnął.

Nie mając żadnej wskazówki, postanowił kontynuować szukanie klucza. Liczył, że albo trafi na dziewczynę, albo to ona sama do niego przyjdzie.

Przez kilka minut panował nieprzyjemny spokój, gdy Daniel przedzierał ruchomy labirynt. Jak się okazało, Cassandra czekała na niego w pomieszczeniu klucza.

– Mogłaś go wyłączyć – prychnął.

– Wtedy wiedziałbyś, że tu jestem.

– I tak musiałabyś tu przyjść – uznał. – Może jednak skorzystasz z mojej propozycji miecza i załatwimy to, jak przystało?

– Zdaje się, że masz większe doświadczenie we władaniu mieczem.

– Skorzystam z lewej ręki – uznał, rzucając drugim mieczem niby oszczepem. Wbił się w ścianę tuż obok Cassandry.

Spojrzała na niego zaskoczona, zaraz jednak prychnęła i wyrwała go. Ustawiła się wygodnie. Zaraz potem ściany i podłoga pomieszczenia zaczęły się ruszać. Było to jak sygnał do ataku.

Rzucili się na siebie jednocześnie.

Czy to ważne, kto wygrał?

___

Muzyka była miła dla ucha. Kilka par tańczyło na środku sali, reszta gości zajęła stoliki po bokach i prowadziła przyciszone rozmowy przy winie i wykwintnych daniach.

Calys popijała wino, nie zwracając uwagi na niezręczną ciszę przy ich stole. Cassandra próbowała jeść, ale nie była zbyt głodna, więc grzebała bez powodu w talerzu, czując się dość niezręcznie. Miała wielką ochotę posączyć trunku z przyjaciółką, ale nie był to najlepszy pomysł po jej ostatnim załamaniu w zdrowiu. Po za tym, nie była pewna, czy wypadało przy Danielu. Może i go zaprosiła, ale niezbyt wiedziała jak się przy nim zachować. To nie był wywiad. Po za tym, chłopak był niewiele starszy od jej młodszego brata.

Daniel widział, że obie kobiety czują się nieswojo. Sam też czuł się niepewnie, widząc tu Calys. Cassandra co prawda wspominała mu o swojej przyjaciółce, ale nie spodziewał się, że będzie to ta sama dziewczyna, która brała udział w ostatniej edycji aren. 

Westchnął.

– Cassie, w sumie, nie pytałem cię o to, ale dlaczego zgodziłaś się na udział w turnieju charytatywnym?

– Emm… – zaczęła, odkładając widelec. Odwróciła wzrok na Calys – Wiem, że otwarcie mówiłam o testowaniu swoich umiejętności i innych takich przeciętnych rzeczach, ale w zasadzie robię to dla niej – skinęła głową na przyjaciółkę.

– Cassie… – Calys spiorunowała ją wzrokiem. Odstawiła lampkę wina i oparła się o stół. 

Jej reakcja od razu poprawiła Cassandrze humor.

– No, tak właściwie, to panna Jaques chciała pójść na randkę z gościem, z którym przegrała – zaśmiała się, odsuwając od przyjaciółki jej napój. Calys potrafiła zachowywać się bardzo skrajnie po alkoholu.

Czarnowłosa cała poczerwieniała na twarzy. Trudno było powiedzieć, czy była tak zła na Cassandrę za zdradzenie jej “sekretu”, do którego nawet się nie przyznawała, czy zalała się rumieńcem.

Normalnie zaczęłaby się kłócić, ale jednak byli w miejscu publicznym. W formalnym otoczeniu. Więc ścisnęła tylko pięść pod stołem i ścisnęła usta.

Cassandra znów skinęła na nią głową, bardzo ożywiona całą tą sytuacją.

– Hmm? – Daniel zawiesił się na chwilę. – Kogo masz na myśli..?

Calys westchnęła, zirytowana. Zacisnęła usta, zastanawiając się, czy mówić, czy nie. W końcu wyręczyłą ją Cassandra.

 – Seriz Cortez.

Daniel zbladł. Wyraźnie zbladł. Zdobył się jednak na delikatny uśmiech.

– Och… To ten w masce, tak?- zapytał nerwowo. Wydawać się mogło, że trochę mu duszno.

– Ta, wiesz, ten tajemniczy i w ogóle – Cassandra ciągnęła. Poczuła potrzebę pomęczenia przyjaciółki jeszcze chwilkę – Calys lubi takich mężczyzn najwyraźniej.

– Przestań – Calys fuknęła na nią, wywołując jej śmiech.

Daniel zmusił się, by także się zaśmiać.

– Oboje przestańcie.

– Skoro prosisz. – Cassandra wzruszyła ramionami, po czym wróciła do poważnego tonu – Rozmawiałam z twoim bratem. Starałam się ignorować jego docinki na ciebie, ale tak czy inaczej, muszę się z nim zgodzić, że w swoim wieku potrzebujesz partnera.

– Mówi stara panna – skwitowała Calys.

– Ty też zaraz nią zostaniesz – odgryzła się dziewczyna. Po chwili pstryknęła palcami i spojrzała na Daniela. – Może zatańczycie? Uratujesz drogi Danielu tą pannę przed mym losem? – zapytała teatralnie.

Daniel uśmiechnął się niepewnie.

– Nie umiem tańczyć.

Cassandra prychnęła, wstając. Zachwiała się, jakby wypiła już trochę za dużo. Okrążyła stolik i podeszła do Daniela.

– Wstawaj. Dasz radę – złapała go pod ramiona i uniosła.

Calys prychnęła śmiechem, widząc to.

– Nie mogę tańczyć. Kuleję. 

– Nie kulejesz. Widziałam, jak tu szłeś.

– Kuleję.

– Calys, zatańczysz z nim? – dziewczyna zupełnie go zignorowała

– Pewnie – odpowiedziała. Wystarczyło jej wina, żeby być w tanecznym nastroju. Nawet, jeśli partner nie specjalnie jej podchodził.

Cassandra podniosła się lekko żeby powiedzieć mu coś do ucha.

– Może nie wygląda, ale tańczy świetnie. Nawet jeśli faktycznie nie umiesz, to powinna cię poprowadzić – puściła do niego oko, po czym odwróciła krzesło i usiadła przodem do parkietu, mimo woli łapiąc lampkę wina.

– Oczywiście, że nie umiem – prychnął, stukając ręką w nogę. Rozbrzmiał cichy dźwięk uderzania o sztuczne tworzywo.

Calys dostąpiła do chłopaka. Ten prychnął, ale złapał ją za rękę.

Nawet się nie odwracając pociągnęła go za sobą w tłum ludzi. Daniel odetchnął, zdając sobie sprawę, że w tak zapełnionym miejscu nikt nie zwróci uwagi na jego utykanie. 

Calys mniej więcej pomogła mu z pozycją, po czym skinęła głową, żeby próbował za nią. Nie było tak źle. Z samym ruszaniem się do muzyki nie miał problemu, gorzej było ze skoordynowaniem ruchów. Partnerka ruszała się szybko i zgrabnie, dając mu sporo miejsca na ewentualne pomyłki. Których za pewne nie brakowało. Ale nie zwracała na to specjalnie uwagi. Kiedy raz nadepnął jej na szpilki, tylko zachichotała, po czym ciągnęła dalej.

Nikt za specjalnie nie zwracał na nich uwagii, zlewali się z tłem. Chociaż zdenerwowany Daniel często odwracał wzrok patrząc na innych tancerzy, co skutkowało potknięciami, albo kolejnym odbiciem buta na jasno niebieskich szpilkach Calys.

Nagle jednak rozległ się szmer. Potem głośniejsze poruszenie. Muzyka ucichła. Zdezorientowani tancerze rozglądali się po pomieszczeniu. Daniel szybko zauważył, że tłum zbiera się tam, gdzie przed chwilą siedzieli. Calys była jednak pierwsza, która poznała, dlaczego.

– Cassandra! – krzyknęła, rzucając się w stronę przyjaciółki.

[Walka 12-1] Cassandra Ann Benoir vs Daniel Garcia

Cassandra czuła się nadal trochę niewyraźnie. Raz na jakiś czas czuła pulsujący ból w głowie, ale jego siła była porównywalna może do lekkiego przeziębienia.

Tym razem spotkały się w jej domu, nie w kawalerce przyjaciółki. Cass była już po fryzjerze i makijażystce. Jej przyjaciółka nie pozwoliła nawet dotknąć swoich bujnych, czarnych włosów, ale makijażystka pomalowała ją cudownie. Blondynka zazdrościła przyjaciółce tak czystej i jasnej cery, ale musiała przyznać, że obie wyglądały bardzo dobrze.

Dwa dni wcześniej wybrały się na zakupy, oczywiście z pieniędzy Cassandry, i kupiły sukienki. W zasadzie do tego miały też kilka drobiazgów, ale kto by na to patrzył. Najwięcej wydały na kreacje.

Jej przyjaciółka po zmierzeniu mnóstwa sukienek różnego kroju, które nie do końca jej pasowały, zdecydowała się na srebrną suknię balową do kostek. Dolna część była szyta w tak zwany “syreni ogon”, a góra miała trójkątny dekolt, chociaż niezbyt głęboki.

Sukienka dziennikarki była zdecydowanie bardziej wyzywająca. Koktajlowa, do kolan. Ciemnoczerwona, z lekką falbanką u dołu i głębokim dekoltem. Kupiła też złotą bransoletę i wysokie, wiązane na kostce szpilki.

Czarnowłosa zdecydowała się na jasno niebieskie koturny, a przy biżuterii została codziennej, co nie było wcale wadą. Kolczyki świetnie podkreślały jej jasne oczy.

Były gotowe na wyjście, chociaż nadal było trochę czasu. Nikt jednak nie zabronił im być wcześniej. I tak musiały jeszcze poczekać na partnera, którego Cassandra zaprosiła. A miała na liście kilku.

***

Pojawili się w sektorze piątym, naprzeciw siebie. Całkiem miło, że raz widziała się z przeciwnikiem. Chociaż nie było co narzekać. Ta walka i tak miała być spokojna. Cassandra uśmiechnęła się do siebie.

Teraz walka, a potem gala. Zero stresu. Szczególnie, że może źle wpływać na zdrowie.

ー Miło znowu z tobą rozmawiać ー krzyknęła entuzjastycznie, do stojącej na wprost sylwetki.

ー Wzajemnie ー odpowiedział zniekształcony, mrukliwy głos z głośników. Zdecydowanie nie brzmiał najszczerzej ー… Lepiej się już czujesz?

ー Moi lekarze mówią, że nic mi nie jest. Organizatorzy prowadzą śledztwo, ale pewnie to tylko błąd. Zdarzają się. Tak czy inaczej, do walki się nadaję ー zapewniła, stając w pozycji do ataku. Rozgadała się jak zwykle.

ー To dobrze. Powodzenia ー odpowiedział krótko, nieczytelnym tonem głosu. Również przybrał pozycję bojową.

Cassandra jak zwykła robić, cofnęła się wpół kroku do tyłu. Nie chciała walczyć na całego, chociaż ostatnio też nie chciała, a jednak wygrała. Ale naprawdę nie czuła potrzeby zwycięstwa. Z Danielem była w dobrych relacjach, chociaż ledwo się znali, ale wydawał się miły. Poodpowiadał na parę pytań. Cofając się, przecięła powietrze, wymuszając na przeciwniku unik w stronę unoszącej się platformy. Miała już doświadczenie na tym sektorze, nie ważne jak bardzo go nie lubiła. Chyba żadnego sektora tyle nie analizowała.

Miała aż wrażenie, że wie, kiedy niektóre platformy się podniosą, ale było raczej mylne.

Z pewnym siebie uśmiechem, rzuciła szybko okiem na okolicę, szukając luki, z której mogłaby skorzystać. Przez unoszącą się platformę została zmuszona do cofnięcia się o kilka kroków do tyłu.

Przeciwnik, korzystając z przewagi wysokości, biegł w jej stronę. Cass zgrabnie wycofywała się, korzystając z ruchu platform. Nie miała szczęścia do wysokości, ale przynajmniej nic nie blokowało jej drogi.

Przemieszczając się przez dość niewielkie pomieszczenie w porównaniu do otwartej przestrzeni innych sektorów, dość szybko, odbijając się od bloków, można było dotrzeć do ściany. Cassandra, będąc w najdalszej chwilowo możliwej odległości od przeciwnika odwróciła się żeby jak najszybciej użyć cięcia. Celując z daleka miała oczywiście plan trafić. Ale dość szybko zdała sobie sprawę ze swojego błędu. Była to maksymalna odległość, więc dla Daniela oczywistym było, że najlepiej będzie go uniknąć. Oczywiście używając mocy. Ulatniając się, szybko zniknął z oczu Cass. Była niemalże pewna, że albo skryje się, żeby ją zaskoczyć, albo ruszy od razu w jej stronę. Ale wydawało jej się, że granie na zwłokę nie miałoby sensu.

Nie myliła się. Zaatakował ją z bliska, korzystając z teleportacji żeby uderzyć z góry. Celował dwoma mieczami, ale Cassandra korzystając z odległości pozostałej między nimi użyła cięcia żeby go odepchnąć. Oczywiście atak został sparowany, ale dał jej wystarczająco czasu żeby znaleźć miejsce do teleportacji. Oślepiając chwilowo przeciwnika i zyskując kilka sekund przewagi, gdy tylko znalazła się na drugim końcu pomieszczenia, znów wycelowała cięcie. Ataki po umiejętnościach były tak naprawdę jedynymi pewnymi uderzeniami w zasobie Cass. Nie każdy to widział, ale Daniel zdawał sobie z tego sprawę i unikanie szło mu ponadprzeciętnie dobrze.

Korzystając z chwilowego roztargnienia przeciwnika, skryła się za unoszącą się platformą. Przeciwnik doskonale zdawał sobie sprawę, w którym kierunku się teleportowała, ale nie miał pewności gdzie była teraz. Tak czy inaczej skierował się w stronę światła, równym biegiem. Schował broń, żeby w wypadku kolejnych uderzeń być mniej zauważalnym.

Cassandra cały czas była skryta za unoszącym się pod sam sufit blokiem. Nie stała jednak bezczynnie, pilnowała terenu. Musiała mieć drogę ucieczki w razie jakiejś pędzącej na nią platformy. Zerkała zza ściany, ale kompletnie nic nie widziała. Znaczy się – przeciwnika. Utrudniło jej to prowadzenie walki. Dlatego czekała tylko, aż którykolwiek z stojących obok słupów ruszy się korzystnie. Niekoniecznie nadszedł ten moment, więc wysunęła się zza platform powoli, nie zwracając na siebie za bardzo uwagi.

Zaciągnęła na czoło kaptur. Po ostatniej walce nie chciała go zostawiać, czuła, że będzie jeszcze jakoś potrzebny. Może mylnie. Ale jego obecność dodawała jej otuchy. Był jasno niebieski, w jedynie lekko jaśniejszym odcieniu niż sektor. Mógł służyć jako kamuflaż. Chociaż nie taki był jego użytek. Był dla niej jak talizman szczęścia. Prezent od brata.

Znowu poczuła to samo co w kilku poprzednich walkach. Nagły błysk przed oczyma. Podczas walk czuła się znacznie wyczulona na ruch. Odwróciła głowę w lewo w idealnym momencie, blokując ostrzem atak przeciwnika. No to teraz tylko nie dać się zepchnąć z unoszącej się platformy.

Niewidzialne ostrze ledwie zablokowało dwa silne miecze Daniela. Musiała przyznać, był silny, już kilkukrotnie ją zepchnął. Ale tym razem nie mogła na to pozwolić. I miała w zanadrzu idealną odpowiedź na jego próbę.

Ich bronie się ścierały. Przeciwnik był świetny z mieczami. Nie była w stanie zdobyć nawet pojedynczego punktu, próbując przejść do ataku. Właściwie widocznie cały czas była w defensywie. Starała się utrzymać miejsce i w miarę możliwości powiększyć przewagę punktową. Bezskutecznie. Przynajmniej w miarę faktycznie udawało jej się stać w miejscu, mimo swojej tendencji do cofania się. Tak, to też grało przeciwko niej.

Był niezły, wykorzystywał jej wady.

Ciągle uderzał w jej ostrze, ale Cassie udawało się stać spokojnie. Zauważyła, że mimo wprawy w walce, nie był jednak aż tak silny. Ostatnie razy, gdy uderzył ją z siłą, miał przewagę wysokości. Na tej samej powierzchni, pomimo jego pewnej przewagi w sztuce walki, nie miała aż takiego problemu z odpychaniem go. Ale mimo to jej ręce zostały kilkukrotnie draśnięte. Niewidzialność ostrza nie zawsze była atutem.

W pewnym momencie jednak platforma, na której stali, lekko się osunęła. Cassandra potknęła się i instynktownie sunęła nogę do tyłu. Jej przeciwnik został od tyłu zablokowany przez inny poziomy blok. Było ciasno, a przed chwilą byli w otwartej przestrzeni.

Daniel został pchnięty przez platformę za nim. Dziennikarka odbijając się od ściany uderzyła nogą o szparę w podłodze, próbując odzyskać równowagę po poprzednim potknięciu. Od kilku sekund nie wiedziała kompletnie co się dzieje. Chciała użyć odrzutu, ale w tej odległości byłby on kompletnie bezużyteczny.
Ledwo sparowała uderzające na nią z na wprost miecze. Byli w sztucznym pomieszczeniu mającym zaledwie kilka metrów.

Była w przegranej sytuacji. Dopóki nie wrócili na otwartą przestrzeń, nie mogła tak naprawdę nic zrobić.

Zażarcie odbijała tyle ataków ile mogła, aż w pewnym momencie jej ostrze wysunęło się z ręki. Potrzebowała kilku minut, żeby przywołać nowe. Tak, niewidzialność zdecydowanie potrafiła być wadą.

~ Cholera ~ mruknęła do siebie w myślach.
ー Koniec? ー spytał zniekształcony głos.

ー Chyba tak. I tak długo to przeciągnęłam, nie sądzisz? ー zaśmiała się, szczerze się uśmiechając.

ー Zgoda.

Cassie miała ręce uniesione w znaku przyjęcia przegranej. Daniel nakierował na nią miecze.
ー Do później? ー spytała, przybliżając się do broni przeciwnika.

ー Do później.

***

Muzyka była miła dla ucha. Kilka par tańczyło na środku sali, reszta gości zajęła stoliki po bokach i prowadziła przyciszone rozmowy przy winie i wykwintnych daniach.

Calys popijała wino, nie zwracając uwagi na niezręczną ciszę przy ich stole. Cassandra próbowała jeść, ale nie była zbyt głodna, więc grzebała bez powodu w talerzu, czując się dość niezręcznie. Miała wielką ochotę posączyć trunku z przyjaciółką, ale nie był to najlepszy pomysł po jej ostatnim załamaniu w zdrowiu. Po za tym, nie była pewna, czy wypadało przy Danielu. Może i go zaprosiła, ale niezbyt wiedziała jak się przy nim zachować. To nie był wywiad. Po za tym, chłopak był niewiele starszy od jej młodszego brata.

Daniel widział, że obie kobiety czują się nieswojo. Sam też czuł się niepewnie, widząc tu Calys. Cassandra co prawda wspominała mu o swojej przyjaciółce, ale nie spodziewał się, że będzie to ta sama dziewczyna, która brała udział w ostatniej edycji aren.

Westchnął.

– Cassie, w sumie, nie pytałem cię o to, ale dlaczego zgodziłaś się na udział w turnieju charytatywnym?

– Emm… – zaczęła, odkładając widelec. Odwróciła wzrok na Calys – Wiem, że otwarcie mówiłam o testowaniu swoich umiejętności i innych takich przeciętnych rzeczach, ale w zasadzie robię to dla niej – skinęła głową na przyjaciółkę.

– Cassie… – Calys spiorunowała ją wzrokiem. Odstawiła lampkę wina i oparła się o stół.

Jej reakcja od razu poprawiła Cassandrze humor.

– No, tak właściwie, to panna Jaques chciała pójść na randkę z gościem, z którym przegrała – zaśmiała się, odsuwając od przyjaciółki jej napój. Calys potrafiła zachowywać się bardzo skrajnie po alkoholu.

Czarnowłosa cała poczerwieniała na twarzy. Trudno było powiedzieć, czy była tak zła na Cassandrę za zdradzenie jej “sekretu”, do którego nawet się nie przyznawała, czy zalała się rumieńcem.

Normalnie zaczęłaby się kłócić, ale jednak byli w miejscu publicznym. W formalnym otoczeniu. Więc ścisnęła tylko pięść pod stołem i ścisnęła usta.

Cassandra znów skinęła na nią głową, bardzo ożywiona całą tą sytuacją.

– Hmm? – Daniel zawiesił się na chwilę. – Kogo masz na myśli..?

Calys westchnęła, zirytowana. Zacisnęła usta, zastanawiając się, czy mówić, czy nie. W końcu wyręczyłą ją Cassandra.

 – Seriz Cortez.

Daniel zbladł. Wyraźnie zbladł. Zdobył się jednak na delikatny uśmiech.

– Och… To ten w masce, tak?- zapytał nerwowo. Wydawać się mogło, że trochę mu duszno.

– Ta, wiesz, ten tajemniczy i w ogóle – Cassandra ciągnęła. Poczuła potrzebę pomęczenia przyjaciółki jeszcze chwilkę – Calys lubi takich mężczyzn najwyraźniej.

– Przestań – Calys fuknęła na nią, wywołując jej śmiech.

Daniel zmusił się, by także się zaśmiać.

– Oboje przestańcie.

– Skoro prosisz. – Cassandra wzruszyła ramionami, po czym wróciła do poważnego tonu – Rozmawiałam z twoim bratem. Starałam się ignorować jego docinki na ciebie, ale tak czy inaczej, muszę się z nim zgodzić, że w swoim wieku potrzebujesz partnera.

– Mówi stara panna – skwitowała Calys.

– Ty też zaraz nią zostaniesz – odgryzła się dziewczyna. Po chwili pstryknęła palcami i spojrzała na Daniela. – Może zatańczycie? Uratujesz drogi Danielu tą pannę przed mym losem? – zapytała teatralnie.

Daniel uśmiechnął się niepewnie.

– Nie umiem tańczyć.

Cassandra prychnęła, wstając. Zachwiała się, jakby wypiła już trochę za dużo. Okrążyła stolik i podeszła do Daniela.

– Wstawaj. Dasz radę – złapała go pod ramiona i uniosła.

Calys prychnęła śmiechem, widząc to.

– Nie mogę tańczyć. Kuleję.

– Nie kulejesz. Widziałam, jak tu szłeś.

– Kuleję.

– Calys, zatańczysz z nim? – dziewczyna zupełnie go zignorowała

– Pewnie – odpowiedziała. Wystarczyło jej wina, żeby być w tanecznym nastroju. Nawet, jeśli partner nie specjalnie jej podchodził.

Cassandra podniosła się lekko żeby powiedzieć mu coś do ucha.

– Może nie wygląda, ale tańczy świetnie. Nawet jeśli faktycznie nie umiesz, to powinna cię poprowadzić – puściła do niego oko, po czym odwróciła krzesło i usiadła przodem do parkietu, mimo woli łapiąc lampkę wina.

– Oczywiście, że nie umiem – prychnął, stukając ręką w nogę. Rozbrzmiał cichy dźwięk uderzania o sztuczne tworzywo.

Calys dostąpiła do chłopaka. Ten prychnął, ale złapał ją za rękę.

Nawet się nie odwracając pociągnęła go za sobą w tłum ludzi. Daniel odetchnął, zdając sobie sprawę, że w tak zapełnionym miejscu nikt nie zwróci uwagi na jego utykanie.

Calys mniej więcej pomogła mu z pozycją, po czym skinęła głową, żeby próbował za nią. Nie było tak źle. Z samym ruszaniem się do muzyki nie miał problemu, gorzej było ze skoordynowaniem ruchów. Partnerka ruszała się szybko i zgrabnie, dając mu sporo miejsca na ewentualne pomyłki. Których za pewne nie brakowało. Ale nie zwracała na to specjalnie uwagi. Kiedy raz nadepnął jej na szpilki, tylko zachichotała, po czym ciągnęła dalej.

Nikt za specjalnie nie zwracał na nich uwagii, zlewali się z tłem. Chociaż zdenerwowany Daniel często odwracał wzrok patrząc na innych tancerzy, co skutkowało potknięciami, albo kolejnym odbiciem buta na jasno niebieskich szpilkach Calys.

Nagle jednak rozległ się szmer. Potem głośniejsze poruszenie. Muzyka ucichła. Zdezorientowani tancerze rozglądali się po pomieszczeniu. Daniel szybko zauważył, że tłum zbiera się tam, gdzie przed chwilą siedzieli. Calys była jednak pierwsza, która poznała, dlaczego.

– Cassandra! – krzyknęła, rzucając się w stronę przyjaciółki.

[Walka 11-1] Cassandra Ann Benoir vs Sebastian Krzaczasty

Cassandra miała na sobie bordową sukienkę koktajlową i trzymała w dłoniach złotą kopertówkę. To prawda, był to wieczór jej walki, ale nieszczególnie ją to przejmowało. Był to przecież rewanż. Nie czuła potrzeby wygranej. Nawet pomimo faktu, że nie uważała poprzedniej potyczki za zwycięstwo. Chyba była już przyzwyczajona do przegrywania.

Była w restauracji. Ogromne czerwone ściany, zdobne czerwone zasłony, antyczne złote świeczniki. Niby tyle lat minęło odkąd taki wystrój był modny, ale ludzie nadal lubili czuć arystokrację w powietrzu. I dla takich właśnie osobników był ten lokal. Gęsta atmosfera, pięknie ubrani ludzie i pieniądze. Wszędzie. Właśnie tak.

Miała tej nocy ważną rozmowę przed galą, kilka drobnych rzeczy do załatwienia z organizatorami. Normalnie by tu nie była, ale tak się złożyło, że została zaproszona przez jednego gościa, za którym niespecjalnie przepadała. Właśnie szedł w jej stronę. Wysoki, czarnowłosy, jasnooki. Przystojny, owszem, jeszcze ubrany w drogi garnitur. Ale jednak coś było nieprzyjemnego w sposobie, w jaki się uśmiechał, czy poruszał. Miała do niego uprzedzenie, nie ma co zaprzeczać. A co najgorsze, chyba się mu podobała.

ー Cassandra! Bardzo miło cię widzieć ー oznajmił głośno, stojąc jeszcze kilka kroków od niej. Wystarczająco głośno, żeby dziewczyna go usłyszała. Liczyła, że ludzie zaczną się głupio na niego patrzeć, ale nie było co na to liczyć. Był zbyt konwencjonalnie atrakcyjny. Pieprzone dołeczki. Jak u jego siostry.

ー Michael Jaques, jak mniemam? Z tego co wiem, nie znamy się wystarczająco dobrze, żeby mówił mi pan po imieniu ー zaczęła, dając wyraźnie do zrozumienia swoją niechęć do niego. Ale najwyraźniej to tylko go bardziej pociągało. Mogła tylko przewrócić oczami z poirytowania.

ー Oh, oczywiście. W takim razie, panno Benoir, proszę o zajęcie stolika ze mną. Zamówimy coś i omówimy sprawy związane z nadchodzącą galą.
Skinęła głową. Podeszła do stolika dla dwóch, pod wielkim oknem z widokiem na całe miasto. Dlaczego to musiało wyglądać jak randka?

***

Pojawiła się na sektorze pustynnym, w otwartej przestrzeni. Chodź raz stojąc od razu przed przeciwnikiem, chociaż w dość dużej odległości. Mogła atakować, ale naprawdę nie miała ochoty się wysilać. Szczerze, była kompletnie wyczerpana. Dopiero niedawno wróciła z  “randki” i miała dość wszystkiego.

ー Miło by było, gdybyś zaczął ー kiwnęła głową i przeciągnęła się. Nie była w nastroju na walkę i była niemalże pewna, że nawet jak się przyłoży, to jej nie pójdzie.

Sebastian kiwnął głową. Rozpędził się w jej stronę ze swoją tarczą i chochlą. Cassandra stanęła w pozycji obronnej, szykując swoje niewidzialne ostrze. Mimowoli przesunęła się nieznacznie do tyłu, jak to miała w zwyczaju. Oparła się o znajdujący się w pobliżu kamień i przecięła powietrze, trafiając w tarczę przeciwnika.

Skoczyła za kamień i szybko pobiegła w stronę przeciwną przeciwnikowi. Po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów, szybko odwróciła się, znów celując ostrzem. Była pewna, że drasnęła go. Może i tak, ale nie stracił ani punktu. Stanęła w miejscu, stawiając jedynie małe kroki do tyłu, co kilka sekund. Znalazła w oddali idealne miejsce na teleportację, ale chciała najpierw przynajmniej zedrzeć kilka punktów w bliskim starciu. Po ostatniej walce, była pewna, że będzie w stanie chwilę poodpychać jego ataki. Nabrała pewności siebie w tej dziedzinie, chociaż nadal wiedziała, że zdecydowanie nie jest do tego stworzona.

Przeciwnik w impetem uderzył chochlą w jej niewidzialne ostrze. Miała wrażenie, że jej nadgarstek rozpada się w części, ale nie straciła punktów. Z rozpędu nabrał sporo przewagi. Jednak atakując był bardzo odkryty. Była to jednak dla niego okazja, na zbicie punktów z przeciwniczki, dlatego musiał ryzykować.

Tracili minimalne punkty, ledwo drapiąc się po rękach. Oczywiście dopóki z nieuwagi Cassandra nie przyjęła uderzenia w ramię. Nie była zawodnikiem walczącym wręcz, więc było dość oczywiste, że prędzej czy później do czegoś takiego dojdzie. Kolejny rozszarpujący ból przeszedł przez jej ciało. Nie wiedziała, co się działo. Nigdy tak bardzo nie odczuwała walki w wirtualnym świecie. Wmawiała sobie, że to pewnie tylko wina zmęczenia. Oby. Chociaż wyglądało to zbyt poważnie.

Powstrzymując kolejne ataki mogące zabrać jej więcej punktów, odrzuciła przeciwnika do tyłu. Przygotowany po poprzedniej walce osłonił się tarczą, ale i tak został odrzucony. Chociaż nie aż tak daleko jak normalnie. Gdy tylko był daleko od niej, szybko przecięła powietrze na kształt “X”. Trafiła, wreszcie. Ale duża część uderzenia została zablokowana przez tarczę.
Cholerna pokrywka! ~ warknęła w myślach. Miała wielką ochotę to wykrzyczeć, ale ból na to jej nie pozwalał. Mogła ewentualnie syknąć z bólu.

Teraz byli na podobnej ilości punktów. Sebastian miał nieznacznie mniej. Gdy tylko zaczął biec w jej stronę, wykorzystała wcześniej zauważone miejsce w oddali. Teleportowała się daleko, na górę skalną, z której ledwo mogła go zobaczyć.

Gdy Sebastian zorientował się co się stało, zaczął rozglądać się dookoła. Był rozkojarzony, ale miał wrażenie, że widzi przeciwniczkę. Był lekko sfrustrowany, ale sam się na to pisał. Szybkim biegiem pomknął w stronę, w którą zdawało mu się, że się przemieściła.

Tymczasem Cassie szukała idealnego momentu na uderzenie strzały. Z tej odległości mogłaby go ściągnąć w trzech strzałach. Z tym, że w przeciwieństwie do cięć, strzały mogła wystrzelać tylko pojedynczo. Potrzebowała chwili między każdym wystrzałem, nie mogła ich używać jedna po drugiej. Ale były dokładniejsze, więc były warte tej wady.

Strzeliła raz. Trafiła. Ale niezbyt celnie. Zdecydowanie nadal musiałaby trafić kolejne trzy razy. Jednak była pewna, że ma na to wystarczająco czasu zanim przeciwnik się do niej zbliży.

Na horyzoncie zauważyła zbliżającą się burzę piaskową. Była to tylko kolejna motywacja, żeby szybciej to zakończyć.

Druga strzała. Kompletnie nie celna. Trafiła kilka metrów obok przeciwnika. Jasne, to wina wiatru. Zaczynało porządnie wiać. Zarzuciła kaptur i próbowała znów wycelować.

Widoczność znacznie się pogorszyła. Nie tylko był to unoszący się w powietrzu piasek, ale jeszcze mgła wzniecona przez przeciwnika. Musiała pogratulować tego zagrania, bo nie widziała prawie nic, co oznaczało, że cały plan trzeba było ułożyć od nowa.

Wstała z kamienia i skupiła się na dymie, poszukując wzrokiem przeciwnika. Zdała sobie jednak sprawę, że stojąc ciągle na kamieniu była lepiej widoczna dla przeciwnika. Dlatego szybko zeskoczyła, znikając w chmurze piasku. Zdała sobie sprawę, że mogła to być pochopna decyzja, gdyż w tym dymie niewiele widziała, więc pewnie tak samo i przeciwnik. Miała ochotę się walnąć, ale nie musiała, bo po chwili poczuła w nogach ból po zeskoczeniu z kamienia. Musiała być faktycznie zmęczona.

ー Jesteś tam? ー krzyknęła końcu w desperacji. Nie bardzo wiedziała co robić, a z bólu była jeszcze bardziej rozkojarzona.

Ale może nie był to aż tak zły pomysł, bo z pewnością zwróciła uwagę Sebastiana. Cóż, może to nie najlepsza rzecz w normalnej walce, ale ona bardzo chciała to szybko skończyć.

Gdy tylko zauważyła sylwetkę w oddali przecięła powietrze. Znowu to samo, trafiła w tarczę odbierając mu ledwie parę punktów. Jak tak dalej pójdzie, to zaraz pozbędzie się całej przewagi punktowej.

Uderzyła wyżej, ciągle biegnąć do tyłu. Na pewno trafiła, chociaż nie była pewna jak efektywnie. Straciła równowagę i niewiele brakło, żeby się przewróciła. Może coś się stało przy skanie?

ー Miło, że wróciłeś ー warknęła. Brzmiała agresywnie, ale głównie przez ból. ー No cóż, ty chciałeś tego rewanżu. I tak myślę, że powinieneś go wygrać ー tym razem powiedziała ciszej, przez oddech. Było słychać ból w jej głosie. Może zaszkodziło jej coś?

Nie zwróciła nawet uwagi kiedy zaczęła coraz bardziej drżeć. Była cały czas w stanie walczyć, ale widocznie nie była w najlepszej kondycji. Przechodzący do ataku wręcz Sebastian sam nie wiedział co się dzieje.
ー Wszystko w porządku? Może chcesz przerwać walkę?
ー Możemy to… t- po prostu… odegrać jakbyś wygrał. I tak… tyk- planowałam ー mówiła, tym razem szybko, gubiąc słowa po drodze.

Kiwnął głową, ale nie był pewien, czy powinien kontynuować. Uderzał z coraz mniejszym impetem, aż kompletnie przestał. Skupił się o opartej na własnych kolanach przeciwniczce. Oparł się o jej ramiona i spojrzał jej w oczy. Wyglądała, jakby próbowała nie płakać. Sebastian chciał włączyć system. Po ostatnich przeżyciach nie chciał wygrywać za wszelką cenę.

Ale wtedy burza piaskowa ich dogoniła.

ー Nic nie widzę… ー powiedziała cicho, wysokim głosem, jakby przez łzy. Prawie szeptała.

ー Trzymaj oddech i zasłoń usta ー rzucił szybko.

Mieli praktycznie tyle samo punktów. Cass cały czas była w kapturze, więc zakrycie ust nie było dla niej trudne. Sebastian nałożył na usta rękaw. Wiatr pchnął go do przodu, a ją do tyłu. Oboje niemalże leżeli na kolanach. Cassandra próbowała się podeprzeć, ale kłujące z bólu ramię jej nie pozwalało.

To był idealny moment. Byli daleko od siebie, mogła go teraz zabić. Ich punkty spadały bardzo szybko, szczególnie jego, bo nie miał zbyt dobrej ochrony przed  Ale nie wiedziała czy chce to wygrać. Od początku nie chciała. I tak przegrała praktycznie wszystko. Jedyny raz kiedy wygrała, to dzięki niemu. Był dla niej bardzo wyrozumiały. Prawie przerwał grę dla niej.

Cały czas drżała nieopanowanie. Ręce jej się trzęsły. Nie chciała go zabijać, ale chciała to zakończyć. Miała dość tego bólu.

Zamachnęła się przed siebie. Szybko, dwa razy. Słynny “X”.

Stracił wszystkie punkty. Ona też miała już dosłownie kilka.

Czuła się strasznie. Ale piasek się rozproszył. Poczuła się choć odrobinę lepiej. Mimo to, robiło jej się ciemno przed oczami.

Musi przeprosić Sebastiana. Albo jakoś mu to wynagrodzić.

I zadzwonić do Eryka.

I kazać się pieprzyć Michaelowi.
Czemu właściwie…?

[Walka 11-2] Cassandra Ann Benoir vs Sebastian Krzaczasty

Każdemu z nas zdarzy nie raz wdepnąć w porządne tarapaty. Czasami sami się o nie prosimy, czasami tarapaty proszą się o nas. Ten ostatni przypadek tyczy się Cassandry Benoir: uczestniczki aren charytatywnych, która miała akurat tego pecha że wracając z wirtualnego muzeum, wpadła w grupę nieprzyjemnie wyglądających gości, mających porachunki z jakimś klientem. Z aparatem w dłoniach. Biegła teraz ile tylko sił w nogach, aby nie dać się złapać. Za sobą miała jakąś szóstkę przeciwników, nie było więc mowy o sensownej walce. Szybko odwróciła głowę, zauważyła że jeden z nich zaczyna ją doganiać.

– Nie ma co, czas znikać! – Przestraszyła się już na dobre i postanowiła użyć swojego reporterskiego asa w rękawie: szybki teleporter. Potrafi on przenieść użytkownika do jednej z kilku ostatnio odwiedzonych lokacji. Nacisnęła guzik na przedmiocie przypominający swym wyglądem zegarek, i nagle w błysku białego światła zniknęła.

Świat jej na chwilę się zaciemnił przed oczami. Gdy się zrobiło jaśniej, ujrzała zbliżającą się w jej kierunku podłogę. To troszku zabolało, wstała, rozejrzała się: znajdowała się w restauracji w której pracuje jej dzisiejszy oponent Aren: Sebastian Krzaczasty.

– Lucky! – Rzuciła zadowolona po cichutku. Wiedziała że owe teleportery da się namierzać, także czym prędzej przemknęła między stolikami dążąc do wyjścia. W tym momencie na tyłach przybytku pojawiła się szóstka bandyterii, jeden z nich wylądował plackiem na stole, przy którym stołował się jeden z klientów.

– Ach! – Rzucił niezadowolony. – Prosto w jakieś ciasto! – Rozejrzał się szybko. Dostrzegł reporterkę, wskazał ją palcem wołając „Tam jest!”. Już chciał się do niej wyrywać, kiedy jeden z klientów szarpnął go za bark. Wysoki, niebiesko włosy trzydziesto latek patrzył na niego srogim wzrokiem:

– Ten sernik kosztował.

– Spadaj, albo będziesz miał problemy. – Rzucił mu groźnie ubrany gotycko czarno-włosy mężczyzna. Badał wzrokiem niebiesko włosego, ten jednak zamiast kozaczyć krzyknął tylko w stronę kuchni:

– Gruździk! Niezadowoleni klienci do ciebie!

Z kuchni wylazł ogromny jak dąb kucharz. Spojrzał na sytuację, zawołał swoich, wyszło z nich jeszcze kilku następnych. Cassandra się temu po cichutku przyglądała, teraz niczym Różowa Pantera, na paluszkach już sięgała drzwi wyjściowych. Wtem się jednak zamknęły. Kilka metrów dalej, Sebastian Krzaczasty zauważając swoją oponentkę w dzisiejszych arenach, wcisnął na ladzie guzik tym samym zamykając wszystkie dostępne wyjścia. Po jego dłoniach widać było, że to właśnie on robił dzisiejsze serniki. Wyszedł zza lady pewnym krokiem, nim jednak dotarł do Ann Benoir spojrzał na lewo na swoich kumpli, bo sytuacja rozgorzała na dobre: Kucharze sięgnęli po patelnie z wałkami, bandyteria za krzesła, co zapoczątkowało restauracyjną burdę!

Jeden z gotycko ubranych jegomości wyrwał się z bezpośredniej walki i natychmiast pomknął ku stojącym uczestnikom aren. Dziewczyna użyła swojej w sposób nieznaczny swojej mocy, aby Odrzutem rzucić stołem prosto na nadbiegającego napastnika. Oberwał w twarz, przewracając się na podłogę. Sebastian z Cassandrą uchowali się przed nadlatującym krzesłem, kryjąc się za przewróconym stołem.

– Mój. Sernik! – Troszku rozzłoszczony Krzaczasty spojrzał niemiłym wzrokiem na dziewczynę. Przywołał do prawej dłoni chochlę.

– Spokojnie, mogę ci to zaraz wszystko wyjaśnić! – Próbowała opanować kucharza przed staniem się jej następnym oponentem w tej dzisiejszej sytuacji. Ten jednak jej nie zaatakował, wstał gwałtowanie i wymachem uderzył nadciągającego dresa prosto w jego głowę.

– Kasa albo praca! – Zdzielił po dłoniach następnego twardziela. Za sobą usłyszał huk, dziewczyna w trymiga Odrzutem wywarzyła drzwi i poleciała w długą dystansową. Ten z niedowierzaniem popatrzył na opuszczającą go z tym wszystkim konkurentkę. Niewiele się namyślił, zawołał do swoich kolegów „Zostawiam to wam!” i pomknął ścigać sprawczynię całego zamieszania. Gonił ją przez kawał niezłej drogi, sceneria się zmieniała aż oboje dobiegli do między sektorowego portalu. Dalej spotkali się dopiero na Arenie. Gdy oboje stanęli naprzeciwko siebie, wyjątkowo rozmowny dzisiaj Sebastian zawołał w jej kierunku:

– Płać!

– Oj, przepraszam! Mam dzisiaj zły dzień! – Wykrzyczała z siebie Benoir. – Nie zrobiłam wam tego specjalnie, odkupię ci wszystko po walce.

– Uhhh… – Wymamrotał Krzaczasty. Chyba się zgodził. Widząc to rzuciła z zadowoleniem:

– No dobra, w takim razie do dzieła! Złap mnie jeżeli potrafisz! – Krzyknęła rozpromieniona w jego kierunku, znowu dając dyla! Sebastianowi chyba jakiś tik nerwowy się od tego uaktywnił, jego brew co chwila podskakiwała. Zamachnął się solidnie i silnie rzucił wzwyż swoją tarczą. Ta pomknęła w niebiosa, ruchem parabolicznym delikatnie zwolniła i teraz całą swoją mocą kinetyczną pędziła po ukosie na dziewczynę. Omal jej nie ścięło przy tym głowy. Ta zatrzymała się natychmiastowo jak wryta, gdy ten dziwny kształt spadł dwa metry przed nią prosto w ziemię. Zdążyła się delikatnie obrócić w tył, by dostrzec że Krzaczasty nie próżnował: sprintem zaskakująco szybko zmniejszał dzielącą ich odległość. Dziewczyna wystrzeliła swoje niewidzialne ostrze, ale wtedy Polak na ułamek sekundy zmienił się w parę. Jej atak po prostu przez niego przeleciał jak przez powietrze, chłopak z pary z powrotem zamienił się w człowieka i teraz atakiem z prawej dłoni pod skos próbował swoją chochlą zadać obrażenia. Cassandra się uchyliła i przeszła do kontrataku: ponownie cisnęła w niego niewidzialnym ostrzem. Sebastian kucnął omijając atak i rzucił się na przód z chochlą.

Dziewczynie w ułamku sekundy przeszło przez myśl, że jeżeli nie zwiększy odległości to nie ma szans na wygraną. Odpowiedziała Odrzutem: moc oboga z nich cisnęła z dala od siebie. Oboje przypłacili tym samym jakieś 10 punktów obrażeń, ale Cassandra już miała większe pole do popisu. Im dalej od niego się znajduje tym obrażenia ma mocniejsze! Jej ukryte ostrza były teraz delikatnie potężniejsze: zmusiła na chwilę kucharza by ten schował się za swoją tarczą. Chłopak wykorzystał stary już dla siebie trik: chowając się za olbrzymią pokrywą od garnka, mógł powoli posuwać się do przodu bez narażenia własnego zdrowia. Usłyszał ciche wianie wiatru: powoli wzmagała się burza piaskowa. Wbił swoją tarczę w ziemię. Reporterka zauważywszy to spróbowała Odrzutem wyrwać mu tą tarczę z podłoża, na niewiele jednak to się zdało. Ten za to zrobił inną rzecz: Jednym susłem wspiął się na tarczę, a następnie z wyskoku rzucił na swoją oponentkę.

Ta wystrzeliła w niego swój pocisk: znowu jednak przemknął przez niego jak przez powietrze. Zaatakował, dziewczyna wykonała unik na ziemię, ale nie wystarczający: po barku właśnie przejechało jej 10 utraconych punktów życia. Ta raz, dwa wstała z podłoża i sprintem wybiegła w kierunku tarczy. Sebastian okazał się tym razem delikatnie szybszy, więc Benoir zaczęła się bawić w ciu ciu babkę przy tarczy: gdy ten chciał ją zajść z lewej, ona uciekała na prawo. Raz po raz próbowała zza węgła uderzać niewidzialnym ostrzem. Bawili się tak chwilę, aż przyszła burza piaskowa.

– Nareszcie, moja szansa! – Rzuciła Reporterka. Wykonała na tarczy Odrzut, uleciała parę metrów i w try miga dała nogi za pas. Mniej więcej pamiętała w którym kierunku było do filarów, z tego miejsca mogłaby dowolnie się teleportować i nękać swojego nieprzyjaciela. Biegła więc tam bez wytchnienia, stale zwiększając swoją odległość. Korzystając z faktu, iż podczas owej burzy widoczność jest bardzo utrudniona: przeteleportowala się na szczyt filaru korzystając z Dalekiej Gwiazdy. Teraz tylko poczekała, aż pogoda się uspokoi.

Tarcza wciąż stała wbita tak jak stała wcześniej. Rozejrzała się, Sebastiana nigdzie nie widziała. Założyła że może się kryć za tarczą, także pokazowo, z zamachem strzeliła niewidzialnym ostrzem. Dystans był już tak duży, że uderzenie spokojnie wyrwało kawałek blachy z podłoża i cisnęło daleko, hen daleko w przestrzeń!

– No dobra, więc gdzie nasz fan bigosu się znajduje… – Powiedziała po cichu sama do siebie. Nigdzie go nie było.

Tymczasem nasz Sebastian w momencie jak się zrobiło z burzą gorąco, opuścił swoją wierną pokrywę od garnka. Zobaczywszy owe kolumny sam uznał je za dobrą pozycję snajperską, więc troszku innym torem, ale sam pognał w tamtą stronę. Właśnie skończył się po cichutku wspinać. Stał teraz za rozglądającą się w dal Cassandrą. Krocząc na paluszkach niczym Różowa Pantera zbliżył się do niej, przyjął pozycję bejsbolisty, chwycił oburącz swoją chochlę i taki zamach wykonał, że zdewirtualizował dziewczynę natychmiastowo. Chłopak tylko sam sobie na pozytywne potwierdzenie załatwienia sytuacji chrząknął „Yhm!”, po czym sam zniknął z pola bitwy.

Gdy Kucharz pojawił się w poczekalni Aren, zastał czekającą na niego, opierającą się Cassandrę Ann Benoir. Spojrzała na niego mówiąc:

– Niech ci będzie, załatwiłeś mnie. Masz może ochotę na kawę?