[Walka 10-2] Niilo Ahonen vs Cassandra Ann Benoir

Cassandra zapukała do drzwi. Była na tym osiedlu już wielokrotnie, ale z jakiegoś powodu zawsze, gdy czekała, aż jej przyjaciółka otworzy drzwi, przechodziły jej po plecach dreszcze. Chociaż nie ze wszystkimi jej celami się zgadzała, rozumiała jej potrzebę wyniesienia się z tej okolicy. Bloki dookoła były szare i pełne ciemnych zaułków, a ludzie nie koniecznie warci zaufania.

Gdy tylko usłyszała kroki w środku mieszkania, odetchnęła z ulgą. Zamek wydał kilka szczęknięć, po czym drzwi zaskrzypiały i się otworzyły. Czarnowłosa wyglądała lepiej niż ostatnio, chociaż nadal miała worki pod oczami. Miała mokre włosy. Cass uśmiechnęła się widząc to.

ー Cześć ー przyjaciółka mruknęła zachrypniętym głosem. Zostawiła drzwi otwarte i pobiegła z powrotem w głąb mieszkania.

Cassandra tylko skinęła głową i uśmiechnęła się lekko, nie wiedziała za bardzo co ma powiedzieć. Weszła do środka, po czym zamknęła drzwi.

ー Słyszałam, że wzięłaś udział w arenach charytatywnych, co? ー kontynuowała z kuchni, zalewając herbatę na zagraconym blacie.

Cass dalej jej nie odpowiadała. Czuła się trochę głupio, chociaż wiedziała, że nie zrobiła niczego złego. Stała na środku wąskiego korytarza, zagradzając przejście. Chciała usiąść, ale miała wrażenie, że w tym przypadku nie wypadało.

ー Dawno nie słyszałam, żebyś była taka cicha.

Czarnowłosa wyszła z kuchni z tacą, przewróciła oczami, żeby wskazać koleżance, żeby zeszła z drogi. Cassandra cofnęła się na ścianę i usiadła dopiero, kiedy przyjaciółka jej nakazała. Nawet usiadła razem z nią.

ー Cóz… Cieszę się, że przynajmniej zazdrość wyciągnęła cię z dołka – zaczęła niezręcznie.

ー Nie jestem zazdrosna.

ー Tylko mówisz to kompletnie sztyletując mnie wzrokiem.

ー Cass, nie jestem zazdrosna. Jestem zła.

ー Niewiele lepiej ー oznajmiła pewniej. ー Słuchaj, wiem jak to wygląda, ale ja naprawdę robię to ze względu na ciebie.

ー Jak na razie w niczym nie pomagasz, chociaż przyznaję ci rację, chyba potrzebowałam takiego zastrzyku złości żeby wyjść z barłogu ー mówiła czarnowłosa nerwowo stukając łyżką w kubek.

ー Chcę ci pomóc. Zaczęłam go szukać. Dla ciebie. Tylko i wyłącznie dla ciebie ー Cassandra rozłożyła ręce.

ー Cóż, gratuluję zwycięstwa – rzuciła przekornie.

ー A weź nawet nie zaczynaj, to nie było zwycięstwo. Nie masz czego zazdrościć.

ー Nie jestem zazdrosna! A ty robisz wszystko, żeby mnie doprowadzić do szału. Mogłaś mi chociaż powiedzieć wcześniej! Nie masz nawet potrzeby go szukać! ー krzyknęła, ale widać było, że była bardziej zawstydzona niż zła.

ー Dobra, dobra. Przepraszam. Wystarczy? ー blondynka uśmiechnęła się.

ー Cass!

ー Uwierz, nie będziesz mieć czasu się denerwować ー prychnęła przekornym śmiechem, biorąc łyka gorącej herbaty.

ー Co proszę? ー spytała dziewczyna, odchrząkając głośno. Prawie się nie zakrztusiła.

ー Jedziemy na galę. I nie, nie możesz odmówić, wpisałam cię już na listę. Szukaj kiecki.

ー Caaaaaass!

***

Po raz kolejny pojawiła się na jednym z sektorów. Tym razem, był to las. Zdecydowanie ku jej uciesze – las był chyba jej ulubionym sektorem. Owszem, tak jak i góry był dość niebezpieczny pod względem terenu, ale wysokie drzewa wyglądały bardzo unikalnie.

No i znowu nie była w stanie zlokalizować przeciwnika. Tym razem był nim Nilo Ahonen. Muzyk.

O ile cała jego historia o chorym bracie była całkiem dobrą gadką dla innych dziennikarzy, Cassandra tym razem nie koniecznie była zainteresowana. “Muzyk” nie sprawiał wrażenia, jakby wiedział zbyt wiele. Nie nazywała go głupim, w zasadzie nawet przyznawała, że posiadał wiele użytecznych umiejętności, podczas prowadzenia analizy przed walką. Jednak nie wydawał się mieć żadnych potrzebnych informacji.

Może przyjaciółka miała rację, tajemniczy przeciwnicy wydają się jakoś lepsi.

Blondynka ruszyła przed siebie, spokojnie przechodziła przez wąskie platformy. Jej krok był wolny i beztroski, ale cały czas się rozglądała. Zarówno patrząc na drzewa, jak i poszukując przeciwnika między nimi. Patrzyła nie tylko przed siebie, ale i w górę. Najwyraźniej spodziewała się po części, że Nilo może wziąć ją z zaskoczenia. Cóż, sama nie najlepsza była w zaczynaniu walki, szczególnie kiedy nie miała przeciwnika od razu przed sobą. Nie była zbyt przejęta możliwością zostania zaatakowaną z zaskoczenia, tak długo, jak nie straci ogromnej ilości punktów na samym początku, co uważała raczej za niemożliwe z przeciwnikami walczącymi wręcz. Poza tym cały czas miała teleportację pod ręką.

Nilo tymczasem również rozglądał się, ale czystym szczęściem zauważył przeciwniczkę prawie od razu. Była to zdecydowanie przewaga, ze względu na fakt, że podstawowa moc dziewczyny zależała w dużym stopniu na odległości, co mogłaby wykorzystać przeciw niemu. Dlatego zaczął się zbliżać, trzymając się jak najbardziej w ukryciu.

Po minucie spokojnego spaceru i skradania się, Cassandra przyuważyła cień zbliżającego się przeciwnika i stanęła w gotowości do ataku. Szybko wycelowała swoją strzałę w stronę zbliżającego się chłopaka, jednak drasnęła jedynie jedno z drzew. Znając już pozycję przeciwnika, cofnęła się nieznacznie. Nie widziała przeciwnika, ale wiedziała gdzie był ostatnio. Była pewna, że wspiął się na drzewo. Przewidziała to już wcześniej.

Wiedziała, że to ryzykowne, ale obmyśliła to wcześniej i wiedziała, że to najlepszy pomysł. Przeciwnik i tak zna jej położenie. Patrząc na najdalszą platformę w oddali, teleportowała się daleko za niego, widząc jego plecy na jednym z drzew. Gdy tylko stanęła na platformie, wycelowała kolejną strzałę. Nilo zdążył się odwrócić. Trafiła go w rękę.

Nilo znów schował się za drzewem. Jako walczący wręcz, był w ciężkiej sytuacji. Spuścił się na pazurach poniżej platformy, znikając z wzroku przeciwniczki. To był najlepszy plan: zaatakować od dołu, gdzie go nie zobaczy.

Cassandra była ograniczona w tym terenie: mogła używać jedynie strzał. Cięcia były blokowane przez drzewa. Przeciwnik chyba jeszcze o tym nie wiedział. Jednak ona wiedziała, że jeśli zniknął, będzie chciał zaatakować ją z zaskoczenia. Znowu, ale była spokojna. Ciągle miała inne umiejętności. Uśmiechnęła się do siebie.

Wolno zareagowała, ale gdy poczuła ostre cięcie na plecach, odrzuciła go. Albo w coś uderzy, albo poleci w przestrzeń.

I uderzył, ale zareagował wystarczająco szybko i wbił pazury w drzewo. Prawie nie stracił punktów, gdyby nie kolejna strzała w jego stronę. Przeciwniczka nie miała już defensywy, najlepszy moment na atak. Pomimo straconych punktów, mieli ich mniej więcej tyle samo.

Wspiął się na poziom platform, po czyn szybko wskoczył na najbliższą. Był naprzeciw dziennikarki, w niewielkiej odległości.

Cassandra po raz pierwszy miała okazję się mu przyjrzeć. Średniego wzrostu, gęste czarne włosy i jasne zielone oczy. Całkiem przystojny. Może nie był specjalnie tajemniczy, ale był zdecydowanie przyjemny dla wzroku. Chociaż musiała przyznać, że jego strój sprawiał, że chciała się uśmiechnąć. Po za tym jest muzykiem, to całkiem słodkie. Przeszło jej przez myśl, że mogłaby wziąć go na galę. Gdyby w zasadzie nie zaprosiła Daniela.

Na przestrzeni sekund, wycelowała ostrze. Raz, kiedy nie było na drodze drzew. Stał na wprost, chociaż niezbyt daleko. Cięcie, na ukos.

Miał już mniej niż połowę punktów. Zaczął biec przed siebie. Korzystał z chwili luki między atakami. Mknął na przeciwniczkę.

Cassandra cofnęła się jedynie kilka kroków do przodu. Dobrze się bawiła, chociaż trochę szkoda było jej przeciwnika.

ー Coś mało z tobą gadałam, to niepodobne do mnie ー zaśmiała się, nie ruszając się z miejsca. Czekała na jego atak. Chciała dać mu trochę przewagi, bo tak naprawdę mimo niezbyt sprzyjającemu terenowi i tak wygrywała.

ー W zasadzie mi to nie przeszkadzało, ー odwzajemnił uśmiech, głośno wziął oddech ー ale miło cię poznać w takim razie.

Zaatakował ostrzem, mając zdecydowaną przewagę w walce wręcz. Cassandra ledwo parowała ataki swoim.

ー Wzajemnie, wzajemnie ー rzuciła między głośnym, nieregularnym oddechem.

Walczyli bardzo blisko, z widoczną przewagą Nilo. Z minuty na minutę tracili pojedyncze punkty, ale Cassandra była zsuwana coraz bliżej krawędzi. Żałowała, że nie chodziła z przyjaciółką na siłownię.

ー Więc, dałaś mi fory, co? ー mruknął przeciwnik spod nosa, ciagle skupiając się na ataku.

ー W zasadzie tak. Trochę cię skopałam, aż mi się głupio zrobiło ー zaśmiała się, mimo mocnego uderzenia w ramię, które właśnie dostała.

ー Zabawne. Dlaczego w ogóle wzięłaś udział? Żeby się sprawdzić, tak jak mówiłaś?

ー W zasadzie to nieprawda, robię to dla przyjaciółki.

ー Oh, jak konkretnie? ー rzucił, być może faktycznie zaciekawiony, lub tylko licząc na odwrócenie uwagi przeciwniczki.

ー Niezbyt jestem w stanie ci powiedzieć nie zdradzając wszystkiego ー zapewniła, nie przestając brzmieć pewnie. Pomimo, że wyglądała, jakby była w opałach.

ー Dobra, keep your secrets.

Byli już na samej krawędzi. Brakowało jednego kroku, żeby przewrócić przeciwniczkę w otchłań. Ale nie był pewien, czy powinien to robić. Spychanie przeciwnika w cyfrowe morze było trochę niemoralne.

Cassandra, zauważając jego rozterkę, dorzuciła szybko:

ー Wiesz, że moje umiejętności się regenerują?

ー Żartujesz? ー Nilo natychmiast pchnął ją w stronę morza, zdając sobie sprawę, że mógł to właśnie zaprzepaścić.

ー Cóż, to ty mnie wyzwałeś! ー krzyknęła.

Szybki, oślepiający błysk i dziewczyna znajdowała się za jego plecami. Z całej siły kopnęła go w plecy, w miejsce, w którym to ona przed chwilą miała zginąć.

Jednak ominęła problem moralny, wystrzelając trzy strzały w niego, tuż przed tym, jak dotknął powierzchni.

ー Wybacz, że nazwałam cię, “nie tajemniczym”! Bylo miło!

***

ー Cass, co to miało być, do cholery jasnej? ー czarnowłosa rzuciła zażenowana, oglądając powtórkę na telefonie.

ー No co chcesz? Jeśli ty masz prawo wyglądać jak pomidor, kiedy tylko myślisz o swojej ostatniej walce, to ja mam prawo zaprosić przystojnego muzyka na galę!

Leżały razem pod nowym kocem, który Cassandra kupiła przyjaciółce w prezencie. Niewiele brakowało, żeby robiły babski wieczór tuż przed następną walką. Niestety, a może na szczęście, przyjaciółka miała jutro spotkanie o pracę, więc nie było to możliwe.

ー Jak tak dalej pójdzie, to na tej gali wyląduje połowa graczy aren ー westchnęła dziewczyna.

ー Cóż, zdecydowanie będzie to w takim razie event godny relacjonowania!

[Walka 10-1] Niilo Ahonen vs Cassandra Ann Benoir

-Niilo Ahonen! – powiedziała Cass wchodząc do pokoju skanerów

– Cassandra Benoir jak mniemam? –

– Tak. Nie mogę się doczekać zobaczenia Cię w akcji, wideo z walk mówią dużo, ale wolę osobiście wyczuć przeciwnika –

– Widzę że zrobiłaś research. Całkiem gadatliwa też jesteś.- powiedział luźno Niilo po czym w pokoju zabrzmiał sygnał by wejść do skanerów…

***

Las wyglądał równie pięknie jak zwykle, w ciągu paru chwil na jego powierzchnię spadło dwoje oponentów.

Cass zaczęła szybko oddalać się od Niilo, ten uaktywnił pazury i zaczął biec za nią. Była to część lasu której jeszcze nie widział, nie wiedział czego się spodziewać, co bardzo mu się nie podobało. Nagle w jednym momencie Cass zaczęła biec w stronę Niilo i kiedy była wystarczająco blisko użyła odrzutu posyłając go poza ścieżkę, niespecjalnie waląc nim jeden raz w drzewo zabierając mu tym 10 punktów, i ku cyfrowemu morzu. Tylko czekała aż finlandczyk zacznie wspinać się po tym drzewie i będzie mogła go walnąć niewidzialnym ostrzem, i rzeczywiście tak zrobił, Benoir szybko wystrzeliła 3 ostrza, a muzyk licząc że ich uniknie odskoczył na drugą stronę drzewa, ale oberwal jednym pociskiem tracąc kolejne punkty. Reporterka szykując się na ewentualną szarżę z odskoku postanowiła uciec jeszcze dalej, natomiast Niilo w końcu powrócił na ścieżkę i pobiegł w tą samą stronę co Cass.

Natrafił na wielką platformę wypełnioną drzewami, dziennikarce dało to przewagę kryjówki, a metalowcowi udrękę, niepewnie zaczął wchodzić głębiej… w tem go oświeciło!

-Cass więc robiłaś research, Tak? – zapytał próbując niezdradzić swojej niepewności głosem.

– Tak… czemu pytasz? – powiedziała ciągle ukryta za którymś z drzew

– Słuchałaś może któregoś z naszych albumów? –

– Tak, z ciekawości zerknęłam na waszą dyskografię, – zaczęła mówić a Czarno włosy mężczyzna zaczą podążać za jej głosem – na początku nie wiedziałam od czego zacząć, ale wtedy okładka do “Post Mortem” przykuła moją uwagę. Nawet całkiem niezłe nuty, zdecydowanie najlepszą piosen… – biedna nie dokończyła mówić, dostała wielkim ostrzem Niilo w twarz.

Lekko ogłuszona i odbita na bok, wystosowała silny kontratak niewidzialnym ostrzem; na szczęście Niilo ominął. Nie można tego natomiast powiedzieć o pobliskim drzewie które oberwało tak, że aż runęło w stronę dwojga wojowników, Niilo w ostatniej chwili odskoczył na bok, ale Cassandrę niestety albo stety sparaliżował strach i dała się zgnieść spadającemu pniu.

***

Metalowiec wracając do skanera zastał czekającą na windę oponętkę, wydawała się być lekko wprowadzona z równowagi całą sytuacją.

– To która piosenka ci się najbardziej podobała? – powiedział jakby nigdy nic Niilo

– Hunter’s Moon. I gratuluję taktyki. – powiedziała rozgoryczona.

 Po tych słowach Niilo odwrócił głowę by ukryć najwredniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek pojawił mu się na twarzy.

[Walka 9-2] Charles Soule vs Daniel Garcia

Daniel patrzył na jedzącą przed nim kobietę. Na jej błękitne oczy, twarz usianą drobnymi pieprzykami. Pomalowane ciepłym odcieniem usta; mały, zadarty nosek. Wyglądało to na randkę. Czuł się, jakby był na randce. Chciałby być na randce.

Cassandra Ann, z którą niestety nie miał mierzyć w arenach charytatywnych, skończyła właśnie swój posiłek. Uśmiechnęła się i popiła winem.

“Jest dla mnie za stara” pomyślał smutno Daniel, choć jeszcze parę godzin temu przysiągłby, że nie interesują go starsze kobiety. Ba! Przysiągłby, że w ogóle żadne go nie interesują!

Kobieta wyciągnęła z torby notes i długopis – prawdziwy powód ich spotkania. Daniel czuł się z tym niezręcznie, ale obiecała, że nie będzie pytać o przeszłość.

“Ciekawe, czy mogę w ogóle na cokolwiek odpowiedzieć.”

Co prawda wywiad miał zostać opublikowany już po zakończeniu turnieju (Daniel nie był jedyną ofiarą Cassandry; z pozostałych chyba tylko Nilo, z tego co wiedział, jeszcze się na nią nie nadział), lecz i tak martwił się, jak zareagują na to rodzice. W końcu mówił im, że skończył z wirtualnym światem. Nie, żeby mieli cokolwiek do gadania…

– Zaczynamy? – zapytała Cassandra, uśmiechając się ciepło.

***

“Zaczynamy” pomyślał Daniel, gdy tylko wylądował naprzeciw Charlesa.

Wiedział, że trudno będzie cokolwiek zrobić. Poczuł się zbyt pewnie, wyzywając go. Charles mógł z łatwością pozbawić go broni. Przeciąłby bezpośredni atak.. Uniknąłby ataku z zaskoczenia. Jedynym rozwiązaniem byłoby chyba wytrącenie mu broni, najlepiej do cyfrowego morza i, a co mu tam, pojedynek na miecze. Drugą, ewentualną opcją było wepchnięcie do cyfrówki całego Charlesa.
Daniel natychmiast zmienił się w superdym i pognał w głąb sektora. To była jedyna opcja, żeby jakoś walczyć z Charlesem. Na lodowcu co prawda trudno było znaleźć fajną lokację, by się schować, ale musiał jakoś sobie poradzić.

“Czy wszystko tnący nóż może przeciąć wszystko tnący nóż? Potną się oba, czy żaden?” przypomniał mu się jeden z paradoksów wirtualnego świata. Nikt nigdy nie podał jasnej odpowiedzi. Charles ze swoją bronią był jedyny w swoim rodzaju.

Daniel znalazł dobre miejsce, by wyrzucić swój głośniczek i się ukryć. Niewielka, lodowa grota w wysokiej ścianie i kilka wysokich filarów, tuż na skraju płyt sektora. Dziura między nimi nie była duża, ale wystarczyła, by przeleciał przez nią nieuważny wojownik.

Charles przybył dosłownie po chwili. Musiał pamiętać generalny kierunek. Dobrze poznał też, że miejsce, w którym się znalazł, jest idealne na zasadzkę. Zwolnił, rozejrzał się.

– Niewiele o tobie wiadomo. Człowiek zagadka. Wziąłeś się znikąd, ale walczysz całkiem przyzwoicie – zaczął Charles.

Daniel uśmiechnął się pod nosem.

 – Za to o tobie wiadomo wszystko. Można z ciebie czytać, jak z otwartej księgi – odparł.

– Zatem pewnie wiesz, że zawsze wygrywam.

– Ze mną jeszcze nie wygrałeś- uznał, przygotowując się do ataku.

Charles czekał. Domyślał się, że Daniel odłożył gdzieś głośnik, więc jedynie kątem oka obserwował to miejsce, spodziewając się ataku z innej strony.

– Niespodzianka! – krzyknął Daniel, a Charles gwałtownie odwrócił się w stronę dźwięku.

W tym momencie miecz przebił jego rękę. 30 punktów.

Daniel natychmiast odskoczył, uśmiechając się od ucha do ucha, choć w jego wirtualnej postaci nie dało się tego zobaczyć.

– Nie spodziewałeś się tego? – prychnął. Cóż sam też nie spodziewał się, że użyje głośnika w ten sposób- rozmawiając początkowo z tego przy jego ciele, a dopiero później wykorzystując drugi.

Zaraz potem zmienił się w superdym, ewakuując się od wściekłego Charlesa. Powinien wykonać jeszcze jeden atak, korzystając z zaskoczenia, a nie gadać, ale zbyt bał się bezpośredniego kontaktu z nożem Charlesa. Normalnie stanąłby do walki z nim w pełnej zbroi i z innym zestawem broni i umiejętności. Ale gdyby Charles mógł wykorzystać swój pełen potencjał, pewnie ich walka byłaby równa.

Daniel zatrzymał się kilkanaście metrów od Charlesa i zaczekał na jego atak. Byli daleko od krawędzi płyty, jednak Charles dobrze przypuścił, że Daniel widzi swoje zwycięstwo w ewentualnym utopieniu go. Nie rozpędził się zbytnio, atakując.

Daniel także ruszył na niego. Liczył na to, że długość jego miecza wystarczy, by zadać przeciwnikowi jeszcze trochę obrażeń. W bezpośredniej walce nie miał szans na użycie superdymu, nawet więcej- nie powinien go używać, będąc w zasięgu noża Charlesa, bo mogło to go od razu zdewirtualizować.

Dotarł do niego i momentalnie wykorzystał to, że znajdują się na lodzie, dając sobie upaść, by nie dosięgnął go nóż. Od spodu i cały czas się poruszając, nie miał wielkiej szansy na cios, ale przejechanie mieczami po obu nogach przeciwnika zaowocowało 20 punktami.

Zagwizdał “Malutko”.

Zmienił się w superdym, by doprowadzić się do pionu. Dokładnie w momencie, gdy odzyskał swoją postać, w sektorze rozległo się dźwiękowe powiadomienie o przeszkadzajce. Jakby tysiące małych, lodowych dzwoneczków.

Daniel, zwracając uwagę na dźwięk, na moment zapomniał o przeciwniku. Charles biegł na niego, był już całkiem blisko. Daniel wykonał unik, jednak nóż i tak przeciął jego rękę, dewirtualizując ją. -60 punktów.

Daniel nie zwrócił na to większej uwagi. Drugą ręką zaatakował Charlesa, zanim ten zdążył zadać kolejny cios. Następnie od razu zmienił się w superdym, by oddalić się, nawet nie patrząc na marne 5 punktów, które zabrał przeciwnikowi.

Lecąc w stronę niższej partii sektora, powoli zalewanej przez morze, Daniel zorientował się, że nie przemyślał jednej, ważnej rzeczy. Charles pędził za nim skradzionym superdymem, równie obojętny na wodę, jak Daniel.

“Dobrze, że przynajmniej nie użył tego wcześniej” prychnął chłopak. Był tak tym wszystkim zestresowany, że zapomniał o mocy Charlesa. “Głupi!”

Wylądował na wysokiej ścianie, czekając na przeciwnika. Charles zaraz go dogonił i zmienił formę, by zadać cios. Daniel nie zamierzał tracić drugiego miecza, sam więc zmienił się w dym i podleciał do góry. Teraz to on zmienił się w człowieka i zaatakował, jednak zaraz musiał się wycofać, widząc nóż celujący w jego broń.

Charles także zmienił się w dym i podleciał do niego. Odmienił się w locie, starając się przeciąć tą postać Daniela, jednak ten także wrócił do ludzkiej postaci, korzystając z tego, że będąc w niej, szybciej spadał. Ponownie zmienił się tuż nad powierzchnią lodu; tak samo Charles.

Przez dłuższą chwilę wznosili się tak i opadali, korzystając z tej samej mocy i nie mogąc zadać sobie żadnego ciosu. Charles był w doskonałym humorze. Albo coś planował, albo podobała mu się walka.

Daniel nie chciał się dowiadywać, jak jest.

W kolejnym ataku postanowił zaryzykować.

Przemienił się, jak kilka ostatnich razy, unosząc się nad Charlesem. Tym razem jednak nie zrezygnował na widok jego ostrza. Przekręcił się w powietrzu i z całej siły, jaką był w stanie z siebie wydobyć, kopnął rękę, w której tamten trzymał ostrze. Przecięło jego nogę- co uświadomił sobie z przerażeniem, słysząc, że pozostało mu 10 punktów życia; ale jednocześnie wypadło Charlesowi z ręki.

Natychmiast obaj zmienili się w dym i zaczęli gonić je – Charles by je złapać, Daniel, by mu na to nie pozwolić.

Charles zmienił się tuż nad wodą, chcąc złapać ostrze, Daniel z góry przebił go, za moment lądując na nim z pluskiem.

Charles z krzykiem zaczął się dewirtualizować, a Daniel poczuł obrażenia zadane przez cyfrową wodę zaraz po nim.

Mimo to wynik był jasny – Daniel zwyciężył.

***

– Zawsze przesiadujesz z przeciwnikami w barach, mam rację? – zaśmiał się Daniel, przynosząc do stołu dwa duże kufle piwa.

– Raczej nie w realnym świecie- odparł Charles, biorąc jedno do ręki. – Jestem szczerze zaskoczony zaproszeniem. Wydawało mi się, że swoją postacią ukrywasz, jak wyglądasz.

– Ukrywam, ale nie w tą stronę, w którą ci się zdaje – uznał, siadając. – Moja rodzina nie wie, że biorę udział. Po samym nazwisku nie skojarzą. Uznają, że przecież ich Daniel nie brałby udziału w turnieju charytatywnym.

– Słyszałem, że dostałeś coś z jednego?

– Ta, ale wolałbym o tym nie opowiadać. Głupia sprawa, można to było inaczej rozwiązać. Bez całego szumu, durnego zdjęcia w wiadomościach.

Charles roześmiał się.

– Rzucili twoje zdjęcie w obieg?

– Rodzice uznali, że to świetny pomysł. W końcu byłem takim słodkim dzieckiem…

[Walka 9-1] Charles Soule vs Daniel Garcia

– … a teraz przenieśmy się na Arenę, gdzie już zaraz rozpocznie się kolejne emocjonujące starcie! W sektorze polarnym wirtualizują się: DANIEL GARCIA!

Na białą cyfrową płytę opadła spokojnie drobna męska sylwetka. Dla większości przeciwników był to niepokojący widok. Daniel nie tylko był zabójczo skutecznym szermierzem o nietypowym stylu walki, ale jego awatar potrafił przerazić co mniej wprawionych wojowników – ciemna, rozmazana figura, jakby spowita lekką mgłą, z wyraźnie zarysowanymi jedynie dłońmi, cień z koszmaru.

Oczywiście Daniel nie mógł liczyć, że da mu to jakąkolwiek przewagę nad TYM przeciwnikiem. Przeciwnikiem spokojnym, inteligentnym, kalkulującym. Odrobina irracjonalnego niepokoju go nie spowolni, a na pewno nie sprawi, że jego bez wątpienia genialna strategia tak po prostu zawiedzie.

To będzie ciężkie starcie.

– A w lewym narożniku jego oponentka: CASSANDRA ANN BENOIR!

Daniel obserwował w pełnym napięcia, ale spokojnym wyczekiwaniu, jak awatar jego przeciwniczki renderuje się w powietrzu i opada na lodową krę, na której ma się stoczyć pojedynek.

– Chwileczkę? To chyba jakiś… błąd? To nie Benoir. Na Arenie pojawił się niezidentyfikowany gracz!

– No hej – mruknął Charles Soule.

Zwycięzca pierwszego wirtualnego Turnieju przeciągnął się, ziewnął głośno i zaczął się niespiesznie rozgrzewać, ignorując zupełnie wyświetlające się na wirtualnym niebie czerwone ostrzeżenia o wtargnięciu intruza. Daniel potrzebował chwili, żeby się zorientować się, kto przed nim stoi. Soule ani nie miał charakterystycznego Czarnego Ostrza, ani nawet nie był ubrany w swój bojowy kombinezon. Zamiast tego stał w środku sektora polarnego w zwyczajnych jeansach, trampkach i bluzie-kangurce. Surrealistycznego obrazka dopełniała wisząca mu na szyi para słuchawek.

– Co ty tu robisz?

– Mówiłeś, że mamy sprawę do załatwienia. Czy istnieje na to lepsze miejsce niż Arena?

– Możliwe. Na pewno istnieje na to lepszy czas.

Charles tylko się roześmiał, podniósł gardę i żwawym krokiem ruszył w stronę oddalonego o kilkanaście metrów Daniela.

– Nie zgodzę się.

I tak zaczęło się niespodziewanie najbardziej dochodowe starcie turnieju charytatywnego. Później organizatorzy zaklinali się, że o wszystkim wiedzieli i że cała rzecz była zaplanowana. Oczywiście. Charles i Daniel nie mieli żadnego powodu, żeby dementować te informacje.

Daniel widząc zbliżającego się przeciwnika zrobił krok do tyłu i zniknął w Superdymie. A raczej próbował, bo ułamek sekundy później Charles użył jego mocy, by go ponownie zmaterializować. I w tym momencie na Arenie rozległ się pisk dosłownie przyprawiający o mdłości. Był ledwie słyszalny, ale wwiercający się w mózg na samej granicy świadomości, pulsujący z przeraźliwą intensywnością, uniemożliwiający skupienie się i wręcz fizycznie raniący.

D.Garcia: 99hp

Daniel zachwiał się i upadł na kolana. Przez dwie długie sekundy próbował zakryć uszy, a gdy to nic nie dało, z ledwością będąc w stanie logicznie myśleć w przebłysku geniuszu zlokalizował problem. Nie do końca rozumiał, jak to było możliwe, ale…

Daniel sięgnął po jeden ze swoich głośników, zerwał go z pasa i cisnął przed siebie. Pisk natychmiast ustał.

D.Garcia: 98hp

„Sprzężenie” – pomyślał. – „Nawet nie sądziłem, że to możliwe, nigdy nic takiego mi się nie wydarzyło. Moje głośniki muszą być traktowane przez moc Soule’a jak moja moc, coś czym może manipulować. Niewiarygodne.”

Te wszystkie myśli przeleciały przez głowę Daniela w ułamku sekundy. Tuż przed tym, jak Charles zaatakował. W czasie kiedy Garcia leżał na ziemi powalony piskiem, jego przeciwnik biegł w jego stronę niewzruszony, z słuchawkami na uszach. I teraz rozpędzony kopnął z wymachu w głowę Daniela.

D.Garcia: 86hp

Daniel wykorzystał impet kopnięcia żeby wstać do pionu. Nie zdążył jednak zrobić nic więcej, gdy Charles od razu zamachnął się na niego lewą pięścią. Garcia uniknął rozpływając się w dym i lecąc na bok, ale Soule płynie przeszedł do półobrotu i zmaterializował przeciwnika bezpośrednio na drodze kolejnego kopnięcia. Daniel aż wygiął się od czystego ciosu w lędźwie.

D.Garcia: 82hp

Daniel w końcu dobył mieczy i teraz to on z godną podziwu prędkością i płynnością stanął na drodze Charlesowi. Soule jednak dalej parł do przodu, jakby chciał się nadziać na dwa miecze przeciwnika… ale te na zawołanie Charlesa rozpłynęły się w dym. Soule chwycił lewy nadgarstek zdezorientowanego Daniela w żelazny uścisk, a własną lewą ręką uderzył sierpem przez przestrzeń, której już nie blokowało zmienione w dym ostrze. Garcia zaliczył kolejne ogłuszające trafienie w głowę.

D.Garcia: 72hp

Dalej trzymając Daniela za lewy nadgarstek, Charles przyciągnął go do siebie, wykręcił mu dłoń i jeszcze raz kopnął, tym razem kolanem w tors. Siła uderzenia aż wyrwała przegub Garcii z ręki jego przeciwnika.

D.Garcia: 68hp

Gdy Soule wykręcił uzbrojoną dłoń Daniela, ten wypuścił z niej miecz. Teraz przez pół sekundy, których Garcia potrzebował na odzyskanie równowagi, Charles chwycił porzuconą broń i zamachnął się nią na przeciwnika. Daniel oczywiście bez żadnego problemu sparował i natychmiast spróbował przejść do siłowania w zwarciu, gdzie mógłby łatwo obezwładnić Soule’a, ale w tym momencie jego broń ponownie zmieniła się w dym, a bliźniacze ostrze w rękach Charlesa przejechało z lewa na prawą zadając płytkie cięcie przez cały tors.

D.Garcia: 47hp

Daniel zignorował ból i obrażenia i zdecydowanie ruszył do przodu, nie marnując ani chwili. Charles kreatywnie używał przeciwko niemu jego własnych mocy, ale poza tym był nie miał żadnej broni. Daniel mógł użyć swoich mocy przeciwko Charlesowi w dokładnie ten sam sposób. A nawet lepiej.

Garcia zamachnął się mieczem, jednocześnie dematerializując broń w ręce Soule’a. Dodatkowo zamiast dokończyć zamach, jego ostrze rozpłynęło się z prawej dłoni i pojawiło w lewej, wycelowane bezbłędnie w tors Soule’a.

I nagle zaczęło upadać. Soule nie rozkazał broni zmienić się w dym. Rozkazał to dłoni, która ją trzymała. Następnie jednym szarpnięciem chwycił bezwładną rękojeść i wycelował ją w podbródek Garcii. Daniel wygiął się do tyłu unikając kolejnego uderzenia w głowę. Nie zdołał jednak uniknąć samego ostrza, które szerokim łukiem zahaczyło o jego rękę.

D.Garcia: 37hp

– Starczy tego.

Daniel przywołał oba ostrza do siebie w chmurze dymu i z półobrotu jednym błyskawicznym ruchem ciął nimi w poprzek nad głową. Charles odchylił się unikając wirujących mieczy, ale odsłaniając na niespodziewany atak.

„Ja też się potrafię uczyć ataków przeciwnika, Soule.”

Noga Daniela wystrzeliła do przodu, prosto w odsłoniętą klatkę Charlesa. Na ułamek sekundy rozpłynęła się w dym na rozkaz Soule’a, ale tym razem Daniel był szybszy i od razu się zmaterializował wymierzając cios, który odrzucił Charlesa daleko do tyłu.

Ch.Soule: 97hp

Charles odleciał do tyłu, padł na ziemię i płynnie wstał przez ramię zdobywają bezpieczny dystans od Garcii. Ten zaszarżował do przodu i w kuli wściekłego Superdymu ruszył na przeciwnika.

Ale nie dotarł. Charles nie cofnął się w przypadkowym kierunku. Teraz kopnął leżący na ziemi głośnik, wcześniej odrzucony przez Daniela. Gdy tylko urządzenie ponownie zbliżyło się do swojej kopii, sprzężenie powróciło oszałamiając Garcię w miejscu. Soule dalej ze słuchawkami na uszach ruszył do przodu i ślizgiem podciął nogi Danielowi, tak że ten nie mogący się skupić na zamortyzowaniu upadku boleśnie uderzył w ziemię głową.

D.Garcia: 28hp

Charles przygwoździł przeciwnika, zerwał mu drugi głośnik z pasa i szybkim uderzeniem przyłożył go do ucha leżącego Daniela. Pulsujący pisk wirtualnego sprzężenia wydzierał punkty życia z oszałamiającą prędkością.

D.Garcia: 27-26-5-,,4-23-2,2-212019-18-17-16543-12-1110,,,hp

– AAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaa!!!

Daniel Garcia wybuchł. Nie zmienił się w dym. Superdym zniekształcił jego awatara, rozciągnął kończyny, wygiął w nienaturalne pętle, aż w końcu eksplodował w prawdziwy cyklon Superdymu, odrzucając Soule’a i wynosząc Daniela wysoko w górę.

Ch.Soule: 95hp

Daniel obracając się w powietrzu odetchnął z ulgą, patrząc na Soule’a zwijającego się na ziemi z bólu. W chaosie przed chwilą Garcia zerwał słuchawki z głowy przeciwnika i sam je założył. Teraz przywołał do ręki swoje ostrza i jak wirująca piła wylądował na Charlesie, tnąc go w tors i kończyny.

Ch.Soule: 32hp

Charles próbował odsunąć się do tyłu, a Daniel z chęcią mu tym pomógł jednym celnym kopnięciem w klatkę piersiową, które jemu pomogło odzyskać równowagę po lądowaniu z mieczami, a Soule’a odrzuciło w tył.

Ch.Soule: 30hp

Charles padł ciężko na plecy. Gdy tylko zdołał podnieść wzrok, dostrzegł Daniela szarżującego na niego gotowego przybić go bliźniaczymi ostrzami do ziemi. Teraz to Garcia miał na głowie słuchawki i wydawał się być niewrażliwy na pisk sprzężenia, a Soule zwijał się z bólu. Ale dało się to zmienić.

Większość ludzi miałaby problem ze skupieniem się dostatecznie, by użyć tak wysublimowanej mocy w takich warunkach. Ale nie Charles Soule. Jedną myślą nakazał biegnącemu Danielowi zmienić swoją głowę w dym na ułamek sekundy. Słuchawki zsunęły się do tyłu, a Daniel stanął jak wryty wypuszczając miecze z dłoni, oszołomiony nagłym powrotem hałasu.

Soule z trudem zerwał się na nogi i rzucił na przeciwnika. Wyciągnął obie ręce w stronę krtani Daniela, a ten w obronie zrobił to samo. Dwóch wojowników ledwo utrzymując się na nogach zataczało się, miażdżąc sobie nawzajem gardła i zalewani śmiertelnym piskiem wyciskali z siebie nawzajem ostatnie punkty życia.

Soule: 30hp – 10hp :Garcia

25 – 5

23 – 3

21 – 1

Soule: 20hp – 0hp :Garcia

Gdy Daniel zmaterializował się z powrotem na Ziemi, jego telefon natychmiast rozbrzmiał dźwiękiem SMSa.

Od Carrie Soule.

„Obaj jesteście martwi, gdy tylko was zobaczę, idioci.”

I jeszcze drugi.

„I tak, to oznacza, że dzisiejsza randka odwołana.”

[Walka 8-2] Niilo Ahonen vs Daniel Garcia

Daniel rozłożył się na cyfrowej polanie skąpanej w promieniach słońca. Dziwnie było nic nie czuć, poza kilkoma symulowanymi przez superkomputer informacjami, nie dającymi w żadnym stopniu podobnych odczuć, jak w realnym świecie. Chłopak wpatrywał się spokojnie w niebo. Może nie do końca spokojnie.

W najbliższych tygodniach miał przed sobą dwie ciężkie walki. Najpierw z Niilo, w Otchłani, której kompletnie nie znał, jako sektora, mimo, że była popularną areną już od kilku lat; później z byłym mistrzem, Charlesem, na lodowcu, który też kompletnie mu nie pasował. Ach! Co mu strzeliło do głowy, by wyzywać Charlesa?

Wirtualny dzwonek przypomniał mu o zbliżającej się walce. Dwa dni.

Powinien ćwiczyć? Odpoczywać? Może analizować ostatnie walki Niilo? Spotkać się z nim? Miał trochę czasu. Mógłby spróbować wybrać się do niego w realnym świecie… Znaczy się – jakby nie był ograniczony cenami biletów i stałą obecnością swojej rodziny. Według nich był teraz w bibliotece. Cóż, obecność w domu mógłby jeszcze jakoś wytłumaczyć – wrócił wcześniej, znajomy go podwiózł. Ale jeśli nagle wyląduje w innym kraju? Jak to wytłumaczy?

Mógłby spróbować czasowej wirtualizacji, choć przekroczenie granicy w ten sposób było cholernie trudne.

No cóż. Pogawędzi może innym razem.

***

Znaleźli się wewnątrz pierwszego pomieszczenia Otchłani Pamięci, nad połączonym z cyfrowym morzem bajorem. Przez dłuższą chwilę obaj wpatrywali się w siebie, próbując zgadnąć, jakie będą ich pierwsze ruchy.

Daniel ujął w dłonie oba miecze i rzucił się w stronę przeciwnika. Niilo uniknął jego ciosu i sam zaatakował swoim ostrzem, jednak Daniel bez problemu to sparował. Zdawało się, że obu zależy na szybkim zakończeniu walki. Niilo pewnie nie chciał, żeby Daniel umknął w mrok jaskiń; zaś on po prostu nie miał głowy do tej walki. Cały czas myślał tylko o Charlesie.

Korzystając z chwili nieuwagi Daniela, Niilo odepchnął go trochę. Daniel co prawda nie dostał obrażeń, ale musiał na moment zmienić się w superdym, bo zupełnie stracił równowagę.

Będąc już w tej postaci, pognał do jednego z tuneli prowadzących z sali.

“Och, robię się strasznie powtarzalny” pomyślał.

Zatrzymał się zaraz za pierwszym zakrętem, w nikłym świetle licznych kryształów.

Za chwilę prze nim pojawił się Niilo. Był dosyć ostrożny, nie dał się atakowi z zaskoczenia. Wyminął ostrza Daniela i swoimi pazurami ranił powierzchownie jego rękę. Chciał ją przebić, ale Daniel w porę przesunął ją, unikając większych obrażeń. Obaj odskoczyli od siebie.

Pozostało 95 punktów.

“Nie jest źle” uznał Daniel.

Zaatakował, jedno ostrze trzymając blisko przy sobie, drugim zamachując się, na ile pozwalał mu tunel. Niilo odbił ten atak, jednak niskie ostrze musnęło jego talię. Zaraz potem pchnął Daniela, by ten nie wyprowadził kolejnego ciosu z tak bliska, sam zmienił ostrze na pazury i zaatakował.

Niilo stracił 7 punktów.

“To jakiś żart?”

Daniel z trudem uniknął pazurów Niilo. Zmienił się w superdym i pognał dalej.

“Gówno, nie walka. Tylko uciekam”.

Zatrzymał się zaraz na końcu tunelu, gdzie było trochę więcej miejsca i mniej światła. Ustawił się wychodnie, mając z obu stron miejsce na cios.

Niilo zaraz do niego dobiegł. Pazury były poręczne w walce z mieczami, zwłaszcza przy takiej zwinności. Uniknął ataku Daniela, zaraz wyprowadzając swój. Niewiele uzyskał, zaledwie dziesięć punktów. Podobnie Daniel, jednym z kolejnych ciosów, trafionym zaledwie o włos.

Daniel cały czas musiał się cofać, inaczej pazury wylądowałyby w jego brzuchu. Wokół robiło się coraz ciemniej, jednak wciąż nie przeszkadzało to Niilo. Kolejne zabrane punkty zmusiły Daniela do ponownej zmiany w superdym i ponownej ucieczki.

– Wracaj tu! – krzyknął za nim Niilo.

“Nudzisz się. Wiem, wiem” prychnął Daniel.

Tunele zaczęły robić się coraz bardziej skomplikowane. W żadnym nie panowała kompletna ciemność, ale stały się coraz wyższe, a w górze zaczęły się pojawiać liczne półki i wyloty innych tuneli. Daniel rzucił swój głośnik pod jedną z niższych wnęk, sam podleciał do wyższej. Pozostawało czekać i, o ile Niilo jakoś tego nie sparuje, powinien wykończyć go jednym ciosem.

Niilo był ostrożny, biegnąc przez tunele. Widząc, jak zmienił się teren znacznie zwolnił.

Daniel gwizdnął przez głośnik. Niilo odwrócił się automatycznie, nawet o tym nie myśleć.

“Bingo” Daniel skoczył na niego z oboma mieczami skierowanymi w jego głowę.

W tym momencie ziemia zadrżała. Niilo zachwiał się i przyjął tylko część obrażeń.

Pozostało: 45 punktów.

Niilo stracił: 45 punktów. Pozostało 30 punktów.

Daniel warknął, znów zmieniając się w dym. Pognał dalej tunelem.

Miał 45 punktów. Musiał nadziać się na pazury Niilo, gdy tamten upadał. Na szczęście zaskoczył go na tyle, że nie otrzymał więcej obrażeń.

Wstrząsy powtórzyły się kilka razy.

Daniel zatrzymał się u wylotu tunelu, zaraz przed wejściem na skąpaną w ognistym świetle salę. Minęła dłuższa chwila, niż naprzeciw niego pojawił się Niilo, znów z ostrzem, najwyraźniej potrzebując go, by uniknąć pułapek Otchłani. Rzucił się na Daniela z krzykiem, jednak ten bez problemu zparował atak ostrzem.

“Tylko pazury są problemem” uznał Daniel, delikatnie cofając się.

Wymienili się ciosami, poruszając się do środka sali.

Pomieszczenie było gigantyczne, skąpane w świetle ogromnych, płonących tac wyrytych w ścianie. Płomienie tańczyły, zlewając ciało Daniela z otoczeniem; w oczach Niilo jawiąc go jako płynną postać, przeskakującą z miejsca na miejsce. Mimo usilnych starań, żaden nie mógł trafić drugiego. Gdy walcząc, przesunęli się na środek pomieszczenia, wokół nich zapłonął ognisty krąg, w niewidocznym wcześniej rowku na podłodze, a rzeźbienia w skale zaświeciły się czerwienią, jakby płynęła w nich lawa.

Gdy zderzyli swoje ostrza, poleciały złoto-czerwone iskry.

– Jesteś cholernie dobry – mruknął Daniel.

– Tss… Nawzajem – prychnął Niilo.

Odstąpili od siebie na krok, potem przez moment krążyli tuż przy płonącym rowku. W końcu Daniel skoczył w stronę Niilo. Ten przygotował się do uniku, nie spodziewał się jednak, że Daniel zmieni się w superdym i poleci do góry.

Niilo, zaskoczony, uniósł głowę. Nie widząc przeciwnika, zaczął powoli krążyć, wypatrując go.

– Wracaj tu!

Rozległ się gwizd. Znów spojrzał w górę.

Daniel zmaterializował się tuż pod sufitem. Niilo zauważył to dziwne załamanie, czerń czerniejszą, niż kolor skały. Zrobił unik. Miecz Daniela wbił mu się w ramię i rękę.

Trzydzieści punktów. Tyle właśnie było trzeba.

Niilo, zaskoczony, spoglądał to na Daniela, to na dewirtualizującą się powoli swoją rękę.

– Już widziałem tą technikę.

– Nie jest zarezerwowana dla jednej osoby.

– Ktoś inny nie mógłby jej wykonać w ten sam sposób.

Cyfrowa postać Niilo rozpadła się.

***

“Cholera, wie?”

“Teraz to trzeba z nim pogadać”.

***

Daniel cicho zamknął drzwi piwnicy, starając się nie hałasować.

– Co tam robiłeś w środku nocy – dobiegł go głos ojca.

Spojrzał na schody, gdzie ten stał.

– Ogórki – z uśmiechem pomachał trzymanym w ręce niewielkim słoiczkiem.

Ojciec pokiwał głową i powoli wrócił na górę.

Daniel prychnął. “Gdybyś choć trochę mnie znał wiedziałbyś, że nienawidzę ogórków”.

[Walka 8-1] Niilo Ahonen vs Daniel Garcia

-Wiedziałam że nie powinniśmy byli wczoraj iść do tego baru! – powiedziała wnerwiona Lidica

Dwójka była w samochodzie Lidici, stali w korku i mieli mało czasu aby zdążyć na arenę, a skacowany Niilo nie nadawał się prawie do walki. Jego głowa bolała jakby miała pęknąć, a dźwięki samochodów za oknem tylko to pogarszały. Leżał na siedzeniu prawie jak truchło przypięte pasami.

-Daleko jeszcze? – zapytał

– PYTASZ SIĘ O TO CO 6 MINUT, A NAWET SIĘ NIE RUSZAMY W KORKU!! –

-…-

– MÓWIŁAM ŻE NIE DASZ RADY WYPIĆ TYLE CO JA, ALE TY “NIE, PORADZĘ SOBIE”! –

– Lidia proszę nie krzycz… – powiedział bolącym głosem

– LIDICA, A NIE LIDIA!! –

– Już wiem dlaczego jesteś singlem. – wtrąciła, po czym jak za dotykiem magicznej różdżki samochody zaczęły jechać, teraz tylko pokonać 40 minutową trasę w 30, każdy tak może co nie?

***

-Zaparkuję z tyłu, musimy Cię jakoś przygotować –

– Mhm –

Lidica robi dokładnie to co powiedziała, a następnie wchodzą do jednej z toalet w budynku.

-Będziesz dziś walczył z Danielem. –

– Danielem?? – zapytał zdziwiony i ciągle zamulony Ahonen

– Daniel Garcia. A co znasz jakiegoś innego Daniela który ma z tobą walczyć? – zapytała retorycznie

-…-

– Czy na serio muszę to robić, nie jestem w stanie dzisiaj walczyć! –

– Nie ma mowy abym dała ci zawalić tę walkę! –

Lidica odkręca zimną wodę w umywalce, łapie metalowca za głowę i wsadza mu ją na moment pod kran, po czym ją wyjmuje.

-Co ty robisz?! Ta sztuczka działa na pijanych, nie na skacowanych! – powiedział oburzony (ale całkiem dobrze orzeźwiony) Niilo.

– Na ciebie zadziałało. – powiedziała zadziornie. – Radzę się trzymać z daleka od przeciwnika –

– Jakbyś nie zauważyła mam tylko bronie białe! – powiedział równie zadziornie

– Ok, biegnij tam, i wygraj to Niilo. – poklepała go po ramieniu wychodząc z łazienki i kierując się na trybuny.

***

Wirtualizacja do otchłani była szybka, Finlandczyk pojawił się tam jako drugi, sektor był klaustrofobiczny, groty, tunele i nic poza tym. Miejsce dosyć pasujące do tego jak wygląda jego przeciwnik, bo oto na przeciw Niilo staje widmo z czarnego dymu, niczym demon stał tam patrząc się na wojownika, a wojownik na niego, na tą bestię z horroru.

-Ekstra, wiem że lubię horrory, ale akurat dzisiaj muszę być w jednym z nich? – pomyślał.

Daniel rzucił się na oponenta z mieczami, co ten ledwo zdążył zablokować ostrzem, i zrobił parę kroków w tył, a następnie sam zaatakował, niestety spotkało sie z kontrom ze strony Garcii i utratą 20 punktów życia.

– Ok… czas wykorzystać strategię Lidici. – myśli i ucieka do tunelu, a Daniel wzdycha i uruchamia superdym aby rozpocząć pościg.

Fin biegnie ile sił w nogach aby zgubić wroga. Krok za krokiem, oddech za oddechem, ale oponent jest szybszy, dogania metalowca, już ma zadać potężny cios, ale Niilo robi unik, i miecz Daniela utyka w skale, pozwalając finowi zabrać ostrzem 20 punktów od przeciwnika, tnąc to co wyglądało jak tors widma, po czym szybko ucieka. Biegnie prosto i w prawo na rozwidleniu. Trafia do komnaty z czymś co wygląda jak stara, opuszczona chata, i postanawia sprawdzić co jest w środku, kto wie, może znajdzie tam jakieś miejsce na pułapkę?

Tymczasem Daniel wydobywa miecz ze skały i podąża tam gdzie ostatnio widział Niilo, już miał skręcić w lewo na rozwidleniu, ale zauważył ślad buta w błocie biegnący w prawo, kolejne ślady prowadzą go prosto do chaty, postanawia przemknąć na tyły i zainstalować tam jeden ze swoich głośników i odwrócić uwagę. Niilo tymczasem kryje się za czymś co (o ironio) wygląda jak barek, słysząc szmery za budynkiem sądzi że oponent przebije się przez ścianę, i postanawia wycofać się z budynku, niestety kiedy tylko wstaje otrzymuje dwa ciosy mieczami zabierające łącznie kolejne 40 punktów, i ogłuszające go na chwilę posyłając go prosto na spruchniałą ścianę budynku, rozwalając ją. Garcia zbliża się do Ahonena by zadać ostateczny cios, ale ten w ostatniej chwili robi unik i rozbija wirtualną butelkę na głowie wroga, który upuścił swoje bronie zyskując czas na pozbieranie się.

– Tak chcesz się bawić?! – zapytał retorycznie 18 latek, i zdzielił finlandyczyka miotłą, a ten chwycił pobliski stołek i kiedy przeciwnik chciał powtórzyć manewr, zablokował w nim kij od miotły pozbawiając go po raz kolejny oręża.

Rozbrojony Daniel, jak każdy normalny człowiek by zrobił, popędził podnieść swoje miecze, ale Niilo złapał go i rzucił nim o ścianę tak że aż przebił się na zewnątrz, gdzie zaczął dzielić go tym taboretem, aż pasek życia Daniela się wyzerował. Po czym sam został zdewirtualizowany.

[Walka 7-2] Niilo Ahonen vs Lidica Harrison

“What is really happening to me?

In the fog I try to see,

The fragments demon left in me

Is this fiction or reality?”

Rozbrzmiały w głośnikach telefonu Niilo słowa piosenki Obey od zespołu Priest. Finlandczyk otworzył oczy. Wstał. Odrzucił połączenie i poszedł dalej spać. 10 minut później komórka zaczyna znowu dzwonić, tym razem odbiera odbiera.

-Pan Niilo Abonent? Tu ordynator, może Pan przyjechać do szpitala?-

***

Drzwi na korytarz otwierają się, przechodzi przez nie Niilo i Ordynator

-Jak to w śpiączce?!- wykrzyczał wściekły Chłopak -Jesteście od tego aby takim rzeczom zapobiegać!-

– Panie Ahonen, proszę się uspokoić! Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, gdyby nie my pański brat mógłby już nie żyć. –

– Chcę go zobaczyć! – powiedział nie spuszczając z tonu.

– Proszę – mówi lekarz wskazując na drzwi.

Dwójka wchodzi do pokoju w którym leży Tomi. Podpięty do respiratora, nieruszający się poza oddechem. Niilo na ten widok zesztywniał.

-Jak Pan widzi Panie Ahonen, mamy wszystko pod kontrolą, Pana brat jest cały i zdrowy. –

Niilo powstrzymywał się aby nie walnąć ordynatora w twarz. Tomi nie był zdrowy, gdyby był nie musiałby spędzać reszty swojego życia w tym szpitalu.

***

Resztę dnia spędził w tym samym barze co zawsze, sfrustrowany, i wściekły, aż dołączyła do niego Lidica.

-Niilo tak? – zapytała

– Tak. – odpowiedział monotonnie

– Co ty taki nie w humorze? –

– Musimy o tym rozmawiać? –

– Sorry, chcę Cię tylko jakoś bliżej poznać przed walką. –

– W sumie co mi szkodzi? – powiedział zrezygnowany – Wal. –

Harrison zaczęła mówić, zadawać pytania. Rozmowa szczerze poprawiła humor finlandczyka, nawet zaczęło się mu podobać towarzystwo przyszłej przeciwniczki.

***

Wirtualizacja.

Góry, jeden z oryginalnych sektorów Lyoko. Niilo i Lidica byli stosunkowo niedaleko siebie.

Kobieta atakuje pierwsza, Niilo robi unik, aktywuje pazury, i próbuję zmniejszyć dystans. Harrison niedoprowadza do tego, atakuje ponownie i tym razem przy uniku Ahonena, spycha go w przepaść, ale oponent łapie się jej i ciągnie ją za sobą spadając i zadając obrażenia od cięcia pazurami.

Lidica kopie Niilo próbując zmuszać go do puszczenia jej, ale metalowiec nie chce uledz. Rani wojowniczkę w nogę i przyciąga ją do siebie mocniej ustawiając się tak aby to ona pierwsza dotknęła morza. Pędzą tak ustawieni przez te ostatnie parę metrów do tafli cyfrowej wody. Lidica trafia w morze pierwsza, później Niilo.

***

Wypadł ze skanera na podłogę, odetchnął i powoli usiadł opierając się o skaner.

– Fajnie było, tylko trochę za szybko myślisz że będzie remis?- zapytał zdyszany

– Oby, ale gdyby nie morze, to bym ci dowaliła. – mówi żartobliwie, też zdyszana.

Oboje wstają i idą do pokoju sędziów aby usłyszeć werdykt.

-I jak? – pytają chórem

– Musimy ogłosić remis. Nie minęło wystarczająco dużo czasu między waszymi dewirtualizacjami, czeka was losowanie. – powiedział sędzia.

Na ekranie pojawia się karta, po jednej stronie Niilo, po drugiej Lidica, rozpoczyna się losowanie.

Każdy z niecierpliwością czeka na wynik, karta spowalnia obroty…

…i zatrzymuje się na Ahonenie.

-Gratuluję. Co ty na to aby przejść się do baru, pocelebrować? – zapytała młoda Harrison.

– Dlaczego by nie! – powiedział szczęśliwy zwycięstwem muzyk. Po czym oboje udali się właśnie tam.

[Walka 7-1] Niilo Ahonen vs Lidica Harrison

Parę dni po pierwszej walce dziewczyna musiała się pojawić ponownie przy superkompie ze względu na przyspieszony proces walk na Arenie. Nie ma bladego pojęcia, dlaczego tak pędzą, a nikt nie potrafi odpowiedzieć na jej pytania, więc z ciężkim żalem wsiada do windy lekko zatłoczona tym wszystkim. Może zapisała się z lekkim opóźnieniem i trafiła na koniec walk, więc może to być równie dobrze ostatnia bitwa, przez co nie wygra tych pieniędzy dla przyjaciela. Wzięła głęboki wdech i roztrzepała swoje włosy, by swobodnie opadły na plecy, po czym wzięła parę kosmyków i zaczęła je głaskać.

Kiedy winda się zatrzymała, Lidica wyszła już nieco rozchmurzona, jednak wciąż czesała kosmyki dłońmi, aby móc wrócić do swoich humorków. Nie trwało to zbyt długo, gdyż po podejściu do pracowników zarzuciła trzymane włosy za ramię i teatralnie postąpiła dwa kroki z głośnym stukiem.16

– Jak sytuacja?- Spytała dość głośno z twarzą skierowaną w stronę mężczyzny siedzącym przy superkomputerze. Nie musiała się mu przedstawiać, bo rozmawiali ostatnim razem, dlatego wzięła szminkę i zaczęła malować usta

– Beznadziejnie, ale stabilnie- oznajmił bez życia, wpisując kolejne kody do systemu.- Jak zapewne zauważyłaś, będziesz walczyła znowu w sektorze górskim, natomiast będzie inny budowa terenu, więc oczekuj niespodziewanego, bo przez ostatni raz zakazali nam pokazywaniu tobie mapy.

– Fair enough- odparła, chowając swoją kosmetyczkę.- Jestem pewna, że będzie cięższa i zabawniejsza walka przez to- po tych słowach ruszyła od razu do skanera, wchodząc do Lyoko.

– Przedstawienie uznaję za rozpoczęte.

Nie było żadnego sygnału do walki. Przeciwnik rzucił się na nią błyskawicznie pazurami, jednak udało jej się uniknąć wysyłając w jego stronę dwa pociski, które zablokował ten długim mieczem. Lidica uznała, że walka będzie o tyle interesująca, iż chłopak zapewne zna jej umiejętności. Zyskując czas przez unik, przywołała szybki Finał, dzięki czemu udało się zredukować obrażenia, które otrzymała przy kolejnym skoku Niilo. Straciła 20% paska, jednak to była zmniejszona moc ataków, więc dla niej to było całkiem sporo. Wie, że ma mało czasu, ponieważ zanim będzie w stanie się przygotować na oddanie atakiem, wróg ponownie ją poszatkuje.

Musi zacząć improwizować.

Zaczęła tworzyć piruety przy unikaniu pazurów, wystrzeliwując kolejne pociski, jednak w strony, które chłopak mógłby skoczyć, by móc ją zaatakować. Stworzyła dzięki temu dystans między nim, a nią, kontrolując swoje podłoże. Wyskoczyła w górę, odnawiając amunicję, przez co ponownie wystrzeliła cały magazynek w nogi chłopaka, raniąc go i zabierając mu 20% paska zdrowia. Zaraz po wylądowaniu na ziemię, zablokowała atak dużym mieczem i przy kolejnym ataku z jego strony, odbiła ich od siebie, a chłopak stracił 10% życia. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że przy samym bloku straciła 20% paska.

Kolejna tura i w głowie ma, aby unikać dużego miecza i blokować pazury. Stanowił wyzwanie, przez co dziewczyna poprowadziła kolejne natarcie w jego stronę, wystrzeliwując salwę strzał, których chłopak nie dał rady wszystkich zablokować i uniknąć, przez co jego pasek zaniżył się do 50%, tak jak jej. Została jej ostatnia seria ataków, po których przegra, jeśli go nie zabije. Obrażenia Niilo są o wiele większe niż jej, przez co na spokojnie mógłby przebić ją na pół. Ostatnie metry, które ich dzielą, zmusiły ją do użycia finału w ostatnim momencie, kiedy chłopak ją przeciął mieczem. Myślała, że to już koniec, kiedy zdała sobie sprawę, że to wręcz jej ostatnia szansa i 5% jej życia została ocalona przez odpalony finał.

– Koniec tego!- Odskoczyła od niego, ciskając w niego cztery pociski, których nie zablokował… Jego ręka utknęła w ziemi i nie może jej uwolnić, przez co możliwe jest, że nie może też zmienić je w pazury, by nie zniszczyć swojej postaci. Nie spodziewała się takiego końca, ale zna zasadę, że trzeba zniszczyć wroga, zanim skontratakuje.- Dobranoc.

Po trzecim przeładowaniu zyskała 12 pocisków, które weszły w Niilo jak w masełko, dewirtualizując go i tworząc snopy światła na zakończenie widowiska. Lidica naprawdę nie wierzyła, że szczęście ją uratowało. Po usłyszeniu wyniku wbiła wachlarz w brzuch i się zdewirtualizowała.

[Walka 6-2] Sebastian Krzaczasty vs Cassandra Ann Benoir

ー Czemu oni wszyscy muszą być tacy poważni i tajemniczy? Ja naprawdę chciałabym tylko wyrwać kogoś na drinka… ー mruczała dziewczyna.

Nakryta była warstwami z kołdry i kilku kocy. Nie miała ochoty wstać z łóżka. Była kompletnie roztrzepana i siedziała w piżamie. Zza łóżka wyciągnęła butelkę wina, i małymi łykami popijała pytania przyjaciółki.

ー Kobieto, o czym ty w ogóle myślisz? ー zapytała siedząca naprzeciw blondynka.
ー Cóż, na pewno nie o pracy. Ha. ー zaśmiała się lekko.

Dziewczyna o jasnych włosach siedziała przy stole, stukając długopisem w notes. Była ubrana luźno, ale profesjonalnie. W końcu była to wizyta tylko po części formalna, a po części zwykłe spotkanie. Do pracy normalnie ubrałaby się inaczej, ale tym razem miała okazję pracować z przyjaciółką. W jej małej, ciasnej i całkiem możliwe, że i brudnej, kawalerce.

ー Dobrze więc, możesz odstawić butelkę i zacząć odpowiadać na pytania? ー rzuciła dziewczyna, nerwowo naciskając automatyczny długopis.

ー Mogę.

Leżąca w łóżku odpowiedziała i poprawiła potargane włosy. Naciągnęła kołdrę pod samą brodę. Podniosła kolana i oparła się lekko o ścianę, odstawiając butelkę na parapet.

ー Więc, jak wyglądały twoje przygotowania do walki?

ー Jak “jak”? Tak jak zwykle. Trenowałam. Przeczytałam informacje o przeciwniku. Coś więcej miałam robić?

ー “Trenowałam” wystarczyłoby. Nie jestem tu żeby cię oceniać, tylko żeby mieć artykuł na stronę.

Ciemnowłosa dziewczyna w łóżku prychnęła pod nosem, ale kiwnęła głową wskazując, żeby kontynuowała pytania.

ー Jak oceniasz przeciwnika po tej walce?

ー Gdyby był starszy, wyszłabym z nim na drinka ー tym razem wyraźnie się zaśmiała. ー Patyczak.

ー Błagam cię, bierz to na poważnie! Ludzie będą to czytać.

ー Cassie, kazałaś mi odpowiadać, to odpowiadam. ー Wzruszyła ramionami ー poza tym, nikt tego nie będzie czytać.

***

ー Nazywa się Sebastian, tak? ー Powiedziała cicho, a może w myślach. Nie była pewna. Nie kontrolowała ust dość często.

Pojawiła się w pustym pomieszczeniu, schowana za sporymi platformami. Przeciwnik pewnie też był schowany. Ale Cassandra była od początku podekscytowana – fascynowała ją jego historia. Był interesującą postacią, zdecydowanie na porządny artykuł. Ale to później.

Kartagina. Tak. Miała wrażenie jakby już tu była, tyle razy słuchała narzekań na ten sektor. Sama nie widziała aż takiego problemu, było bardzo klimatycznie. Ale rozumiała, dlaczego może być problematycznie. Teren był niepewny, odległości trudne do oszacowania.

W pewnym momencie miała wrażenie, że coś mignęło jej przed oczami. Zdawała sobie sprawę, że to pewnie przeciwnik, ale była dość rozkojarzona – przeważnie to ona migała innymi przed oczami, nie przeciwnik jej. Ale taka była specyfika tej walki. Analizując Sebastiana zdawała sobie sprawę, że w praktyce mają dość podobne moce. Oczywiście oboje mieli ograniczenia, ale podczas ogólnych oględzin, Cassie uznała to za przewagę ze swojej strony.

Blondynka zerwała się, dyskretnie rozglądając się po sali ruchomego sektora. Była w miejscu średnio widocznym i miała pewność, że  przeciwnik jej jeszcze nie widział. Ale żeby zaatakować wolała poczekać na jego pierwszy ruch. Walki na cierpliwość były jej ulubionymi. Ironiczne, jako że w prawdziwym życiu nikt nigdy nie miał okazji myśleć o niej jako o osobie cierpliwej. Bo nikt nigdy nie miał okazji jej poznać z tej strony, którą okazywała głównie w świecie wirtualnym.

Zaczęła się rozglądać w okolicy ostatniego błysku, widząc jakiś znak ruchu, ale nadal nie będąc w stu procentach pewna pobytu przeciwnika. Nie zdziwiła się również, widząc powoli unoszącą się w powietrzu mgłę. Cóż, niepewność terenu była jedynie zwiększona przez umiejętność przeciwnika. Ale nie była czymś nowym, a właściwie była dodatkiem, więc Cassie nie przejmowała się aż tak bardzo. W końcu była tu po wyzwanie, a przecież nie będzie się załamywać przed zjawiskami pogodowymi. Jakby poza światem wirtualnym ktokolwiek się tym przejmował. Ona z pewnością do tych ludzi nie należała.

Już pewniej, wysunęła się ze swojej bezpiecznej oazy, zdając sobie sprawę, że teren działa nie tylko na jej przeszkodę, ale i przeciwnika. Po eliminacjach z zeszłego sezonu miała mocno wyryte w głowie zważanie na pewność podłoża w Kartaginie. Wiele razy analizowały walki w tym sektorze wraz z przyjaciółką, więc czuła, że nawet losowość nie będzie w stanie zbyt jej zaskoczyć, jeśli tylko będzie mieć oczy dookoła głowy. Mgła to tylko dodatek. To sobie powtarzała. To tylko kolejna rzecz, na którą trzeba było teraz jeszcze uważać.

Gdy tylko odnalazła ciemne włosy przeciwnika wśród niebieskich bloków, starała się – patrząc cały czas pod nogi – przesunąć na tyle, aby mieć możliwość użycia Niewidzialnego Ostrza z pozycji, w której była. Była na tyle daleko, że jeśli trafiłaby, chłopak straciłby sporo punktów.

Znalazła takie miejsce, chociaż dość widoczne. Po pierwszym zwróceniu na siebie uwagi prawdopodobnie musiałaby być później cały czas w ruchu. Ale chciała zaryzykować – bloki podłoża ruszały się cały czas, mgła też utrudniała widoczność. Wierzyła, że może wykorzystać nieprzyjemny teren na swoją własną korzyść. Chociaż spodziewała się, że przeciwnik pewnie myśli podobnie.

Mimo to, po chwili nakierowania ataku i upewnienia się, że żadna platforma zaraz jej nie zmiażdży, lub nie zasłoni trafienia, wystrzeliła niewidzialne cięcie. Sebastian czując nadchodzący atak zasłonił tarczą głowę i klatkę piersiową, ale cięcie było celowane niżej. Nie zbiło tyle punktów, ile mogłoby, ale zdecydowanie go drasnęło, zabierając jakąś pulę punktów życia.

Chłopak zwrócił się w jej stronę, wykorzystując zwinność, żeby zbliżyć się do niej jak najbliżej. Cassie była zaskoczona orientacją w terenie przeciwnika, ale sama nie trzymała się przecież z boku. Przebiegła za wynurzającymi się platformami, odcinając przeciwnikowi dojście. Odbiła się od ostatniej z nich, aby wylądować na wąskiej kładce znajdującej się w miejscu na tyle odkrytym, żeby znów mogła spokojnie wycelować. Patrząc pod nogi naprężyła ręce i wstrzeliła kolejne cięcie. Przeciwnik w biegu sparował je chochlą, ale jednocześnie znacznie ją wygiął. Zdał sobie sprawę, że niespecjalnie się przyda jeszcze jako broń. Ale i tak był pewny walki jedynie z użyciem tarczy. Piął się do przodu przez platformy, będąc coraz bliżej przeciwniczki.

Droga Cassandry została odcięta od strony, z której przybiegła, więc pomimo braku potrzebnej do porządnego ataku odległości, rzuciła się w przeciwną stronę Sebastiana, ale bliżej niż przez całą walkę. Na tyle blisko, żeby móc z nim porozmawiać.

ー Słyszałam, że raczej nie rozmawiasz, ale podczas poprzednich walk jakoś nie koniecznie się tego trzymałeś – zauważyła, przywołując w pamięci wszystkie klipy, które obejrzała przed walką. Lubiła zauważać błędy w spostrzeżeniach innych, to też było jedną z najznakomitszych cech w jej fachu ー Ale spokojnie, może mamy podobne moce, ale w przeciwieństwie do ciebie ja mogę spokojnie nawijać za dwóch, oczywiście jeśli ty nie masz ochoty ー uśmiechnęła się, nie do końca prześmiewczo, ale też niespecjalnie uprzejmie.

Sebastian nie czuł potrzeby odpowiadania jej, nawet nie mówiła niczego ważnego. Wszystko co powiedziała, było już dla nich oczywistymi faktami jeszcze długo przed walką. Może gadała dużo, ale nie koniecznie treściwie.

Wraz z przewagą wysokościową uzyskaną przez ruch platform, Sebastian zwinnie skoczył naprzeciw Cassie. Przez chwilę doszło do uderzenia broni. Pojedyncze ciachnięcia tu i tam, w większości parowane.

ー Szczerze mówiąc, zdziwiłam się, że mam okazję walczyć z kimś relatywnie niewiele młodszym. Zabawnie było wpisać się na listę i zobaczyć taką różnicę wiekową względem ostatnich aren. Wiadomo, niby inna sprawa, ale jednak średni wiek jest dużo większy od średniego wieku pomiędzy uczestnikami aren. Myślałeś o tym? Ja myślałam. Wiem, że nie wyglądam na swój wiek, ale spokojnie jestem tu najstarsza ー zaśmiała się, mówiąc między każdym ruchem. Nie myślała wcale o tym, co mówiła, pozwalała swoim słowom odpływać. W ten sposób lepiej mogła skupiać się na walce. Była to zdecydowanie kolejna cecha kontująca z jej przeciwnikiem.

Dziennikarka przy okazji kolejnego osunięcia się platformy, chociaż potknęła się, wymierzyła atak z wystarczającej odległości, aby pozbawić przeciwnika głównej broni – chochli. Nie polegał na niej już w tym momencie wcale tak bardzo, ale jednak brak jej w ręce dał mu uczucie niepokoju. Stanął w postawie obronnej, dając przeciwniczce wystarczająco czasu, aby powrócić do równowagi i stanąć na względnie pewnym terenie. Oboje mieli ciągle większość punktów, ale oglądający wyraźnie widzieli znacznie większą ilość straconych punktów po stronie wojownika.

Wtedy Cassandra zauważyła kolejną okazję spowodowaną ruchem platform. Za plecami Sebastiana spod ziemi wyłaniał się wysoki blok. Nie był wystarczająco blisko, żeby przeciwnik się nim przejmował. Sama musiała przesunąć się lekko w lewo, znów przybliżając się do niego, aby nie zostać zgniecionym przez kolejną kolumnę. Jednak stojący za przeciwnikiem blok dał jej pomysł.

Zaatakowała ostrzem jego tarczę, nie celując nawet zbytnio w ważne miejsca, a odwracając uwagę przeciwnika na tyle, żeby móc użyć odrzutu. Po odbiciu ostrza tarczą, Sebastian został z wielką siłą odrzucony do tyłu, uderzając w wyłaniającą się za nim kolumnę. Tarcza zsunęła się z jego klatki piersiowej na wysokość pasa i poczuł straszny kłujący ból. Jednak widząc szykującą się do użycia niewidzialnej strzały dziennikarkę, szybko zamienił się w parę, unikając ataków z pewnością śmiertelnych. Szybko wrócił do postaci materialnej i wykorzystując rozkojarzenie przeciwniczki, użył tarczy jak bumeranga. Na niewielką odległość, metal mocno uderzył w szczękę przeciwniczki. Gdyby to był prawdziwy świat, straciłaby kilka zębów. Ogłuszona osuneła się do tyłu, znikając na kolejnym ruchomym blokiem.

Sebastian miał już resztkę punktów, chociaż nie skupiając się szczególnie na ich liczbie, szacował, że miał o kilka więcej, niż było to naprawdę. Ale stracił obie bronie. Chociaż, właściwie miał chochlę. Zgiętą w pół.

~ Nada się najwyżej jako łyżka do butów… ~ pomyślał.

Podniósł ją, idąc pomiędzy ruchomymi platformami w miejsce, w które spadła przeciwniczka. Szedł wolno, ostrożnym krokiem.

Cassandra znajdowała się w wąskiej, ale długiej szparze. Jeśli ktoś miał klaustrofobię, to zdecydowanie chciałby uniknąć takiej sytuacji. Dziennikarka nie koniecznie uważała się klaustrofobiczką, ale i tak utknięcie w szczelinie było czymś, czego chciała uniknąć. Ale miała plan awaryjny. Przecież dalej nie użyła Dalekiej Gwiazdy.

Przeciwnik wsunął się w szparę, nie do końca mogąc się swobodnie poruszać. Spojrzał na Cassie, dalej idąc ostrożnie w jej stronę. Cassandra tylko uśmiechnęła się. Zamknęła oczy. Gdy Sebastian na chwilę odwrócił od niej wzrok, próbując zmieścić nogi w wąskie szczeliny na podłożu, przeniosła się zaraz za jego plecy. Machnęła ostrzami, i tyle wystarczyło, żeby skończyć walkę. Avatar przeciwnika powoli zaczął znikać.

ー Zapraszam cię na kawę po walce. Oczywiście jeśli się zgodzisz. Tylko nie odbieraj tego jako randki, chcę tylko popytać. Napiszę o tobie z pewnością ciekawy artykuł. Po przegranej nie możesz odmówić ー powiedziała cicho, tak, żeby tylko on usłyszał. Uśmiechnęła się. Po chwili szybko dodała ー A poza tym, szukam kogoś.

[Walka 6-1] Sebastian Krzaczasty vs Cassandra Ann Benoir

– Uch… to ten… – odezwał się damski, wyraźnie zakłopotany głos z telewizyjnego  głośnika – kocham cię xVx_H1r0_xVx_KILLME-kun!

W poddaszu małej, drewnianej, wirtualnej restauracji znajdował się brązowo włosy kucharz. Siedział na stołku zmuszony przez swojego kumpla do gapienia się na grę typu visual novel, polegającej na zdobywaniu swojej jednej i prawdziwej „miłości”. Absolutnie znudzony zrobił krzywy grymas twarzy by taką oto mimiką, wskazując na monitor pytać się niemo swojego znajomego kelnera „Po co ja tu w ogóle siedzę?”.

Jakby go świetnie rozumiejąc kolega odpowiedział:

– Bo każdy chciałby chociaż raz w swoim życiu usłyszeć od drugiej osoby te dwa słowa! Ko-cham cię! No nie mów że to cię nie rusza.

Sebastian patrzył na niego z niemrawą miną. Rozejrzał się wokoło, gdzieś pod biurkiem leżał pilot od telewizora (a raczej wirtualnego ekranu), szybko przełączył kanał na „Program rozrywkowy”. Wtem na wizjerze pojawił się pewien pan w garniturze:

– … ale szanowny Panie Ministrze! Osobiście jak najbardziej uważam, że Unia Europejska powinna zostać z… – tutaj głośnik cyfrowego urządzenia zamilkł w mgnieniu oka. Sebastian w ogóle nie znając się na polityce uznał że lepiej czas spędzi przy pracy więc wstał i tak po prostu wyszedł. Kolega odpauzowując grę rzucił sobie tylko pod nosem „Wyrobi się jeszcze chłopak” po czym wrócił do swojej gry.

Schodząc ze schodów poczuł zapach gotowanego i smażonego jedzenia. Na dole pracowała jeszcze dwójka kucharzy, jeden z nich rzucił do Sebastiana:

– Leczo dla stolika numer dziewięć!

Krzaczasty z miejsca chwycił za talerz i wychodząc z kuchni pomknął między stolikami. Na krześle siedziała mała, dwunastoletnia dziewczynka. Gdy tylko zobaczyła zbliżającego się do niego uczestnika aren zbladła niemożliwie natychmiastowo chowając się pod stół. Kucharz podniósł jedną brew zastanawiając się o co chodzi. Odpowiedź przyszła z stolika obok, od 32- letniej reporterki:

– I jak się czuje nasz niemy acz wulgarny dzikus Aren? Miałeś być kucharzem, bohaterem ratującym dobre uśmiechy a stałeś się krzykaczem co przekleństwami zmasakrował przeciwniczkę. Jak się z tym czujesz? – Zapytała z wyraźnym przekąsem.

Sebastian sam się nad tym zastanawiał, bo od czasu ostatniego pojedynku co chwila latała mu w głowie ta myśl. Dlaczego się w taki a nie inny sposób zachował? Postawił dziewczynce na stoliku zamawiane leczo i nie próbując wkraczać w jakiekolwiek możliwe dyskusje wrócił z powrotem do kuchni.

– Nie dziw się że ludzie biorą cię za dzikusa Krzaczasty! – rzuciła mu na pożegnanie Cassandra Ann Benoir, przeciwniczka Sebastiana w nadchodzącym pojedynku Aren. – Ale jednak nie musisz chodzić taki naburmuszony!

Kucharz nijak nie odpowiedział. Po prostu udał się do kuchni gdzie zamknął się na kilka ładnych godzin.

Obie postacie spadły na okrągłą arenę w jednym i tym samym momencie. Kucharz uzbrojony w pokrywkę od garnka z chochlą oraz reporterka opierająca się tylko na swoich mocach. Tadeusz wystawił nogę do przodu, celując chochlą w brzuch przeciwniczki, lekko odchylając swoją tarczę na bok. Ta jednak z uśmiechem zawołała:

– Bawimy się w ciu ciu babkę! – Po czym odwróciła się na pięcie szybko dając dyla.

„Kolejny dzień, i znowu to samo!” przeszło przez myśl Sebastianowi. Z miejsca wyszedł ze swojej gardy i pognał za nią w pościg. Ta jednak użyła swojej specjalnej umiejętności: Dalekiej Gwiazdy. Całe jej ciało zalśniło i w oślepiającym, kilku-sekundowym przebłysku teleportowała się dwadzieścia metrów dalej na znajdującym się na wysokości ogromnym sześcianie. Stanęła na nim dumnie i robiąc pokazowy zamach krzyknęła:

– No, Panie kucharzu! Zasmakuj tego! – po czym rzuciła w powietrze niewidzialne ostrze. Cięło ono powietrze i z miejsca uderzyło tarczę. Krzaczasty był za nią bezpieczny, to też od razu zbliżał się kroczek po kroczku. Wypatrywał na lewo i prawo możliwości wspięcia się na owy sześcian, ale wszelki drogi kijowato wyglądały. Tymczasem Cassandra nie marnowała czasu, teleportowała się na platformę trochę z boku i co rusz kąsała naszego fana bigosu. Raz nawet odważyła się przeprowadzić bardziej niebezpieczny manewr: przeteleportowała się wprost pod nos oślepionego blaskiem Sebastiana i używając mocy „Odrzut” wypchnęła go daleko silnym podmuchem powietrza. Ten uderzył w ścianę i utracił z dziesięć punktów życia.

Sebastian szybko przyklęknął i schował się za swoją tarczą. No sytuacja patowa: przeciwniczka wykorzystuje ile się da otoczenie terenu a jej umiejętności nie pozwalają na jakąś walkę bezpośrednią. Czyli będzie w nieskończoność uciekać! Sytuacja troszku zaczęła się poprawiać: doszło do rekonfiguracji Kartaginy. Sebastian szybko wstał biegnąc tak po prawdzie na oślep by nie dać się zmiażdżyć albo wyrzucić w cyfrowe morze. Jak się już uspokoiło, zauważył że nieopodal znajduje się coś na kształtu tunelu za którą widnieje zamknięta sześcienna bryła. Pomknął w jej stronę, rozejrzał się i zdał sobie sprawę że nikogo w środku nie ma. Postanowił tu się schować i poczekać albo na następną konfigurację, albo na przyjście znudzonej już przeciwniczki.

32-letnia, wygadana niesamowicie reporterka również zauważyła sześcienną bryłę ala „jaskinia”. Teleportowała się teraz z miejsca na miejsce, kierując możliwie jak najdalej się da.

– Hah, nawet dobry pomysł! – z miejsca zrozumiała tok rozumowania przeciwnika. – Jedno wejście, jeden tunel, idealne miejsce by się na mnie zasadzić. Ale to w czym mnie nie doceniasz… – na chwilę przerwała wykonując ostatnią swoją Daleką Gwiazdę. Przeniosła się na wysokie wyniesienie, przypominało ono swoim wyglądem pionową kolumnę. Cassandra znowu pokazowo się zamachnęła kończąc – to w sile moich uderzeń!

Sebastian przez ten cały czas krył się w swoim małym schronie. Strasznie trapiła go kwestia tej dziewczynki z restauracji. Zastanawiał się czemu podczas ostatniej arenki zachował się tak a nie inaczej. Po co jego kumpel w ogóle wyciągnął go na tą durną visual novelkę? Czemu aż tak dziwnie się czuje myśląc o tej dziewczynce?

Ach… – Pewna myśl przeszła przez głowę Sebastiana. Praktycznie od zawsze był on warzywem: dokądkolwiek by go nie zabrali, poza delikatnymi ruchami oczu nic a nic nie był w stanie zrobić. Dopiero od momentu w którym kilka lat temu upakowali go do wirtualnego świata odzyskał swoje własne życie. Ale przez ten czas…

– Nigdy nie byłem zły… – powiedział sam do siebie kucharz. Spojrzał na znajdujący się obok niego tunel. Kolega pokazywał mu durną miłosną grę, bo chciał w nim szturchnąć zainteresowanie uczuciowe. A to jak teraz Krzaczasty naprawdę się czuł to była złość. Czemu? Bo gdy miał zanieść dziewczynce talerz z jedzeniem by się uśmiechnęła: ta się przeraziła.

„Co zrobić by ludzie na mój widok się uśmiechnęli…” Zastanowił się Sebastian. Odpowiedź na jego dziwne pytania przyszły nie skąd indziej jak znowuż od reporterki! Głośny huk wyrwał kawałek znajdującej się obok niego ściany. Usłyszał z oddali damski głos:

– Nie ma sensu się ukrywać! Chodź i walcz ze mną, kucharzu!

Moc Cassandy sprawiała że im dalej ta się znajdowała, tym mocniejsze jej ataki były. W tej chwili mogły wyrywać z posad cieńkie ościanowanie otoczenia.

„Ludzie się uśmiechną, jeżeli dam im tego czego chcą!” – A skoro chcą pięknej walki, to fan polskiego bigosu nie miał innego wyboru jak tylko wstać. Podniósł swoją tarczę, i biegiem pognał ku swojej przeciwniczce. Ta nie szczędziła oponenta: rzucała swoimi niewidzialnymi ostrzami na lewo i prawo. Gdybyście oglądali to z perspektywy Sebastiana, przez chwilę mogłoby wam się wydawać że ten znajduje się pod silnym ostrzałem artyleryjskim. Ledwo coś mignęło tuż przy jego lewej stronie, już dziura pojawiała się w ścianie.

Sebastian zamieniał się w parę, robił obłoki, zbliżał się coraz bliżej. Cassandra widząc że już nie ma sensu spamować postanowiła uciekać czym dalej. Skierowała wzrok do najbliższej możliwej platformy, ale dostając się na nią z miejsca dostała chochlą w łeb! Przewróciła się i przypłaciła upadek piętnastoma punktami życia.

– Aałaaaa! – Syknęła po cichutku. – Oh, no muszę ci przyznać że ty to naprawdę masz cela! Ale! – Zobaczywszy rzuconą tym razem tarczę, użyła mocy odrzutu by odesłać ją z powrotem do nadawcy. – Ale ja jestem prawdziwym dystansowcem!

Sebastian uniknął lecącą ku niemu tarczę, ale nie cofnął się po nią. Rozprostował tylko ramiona, jakby wydając z siebie nieme zdanie „Oto jestem”.

– Hmm… – Zastanowiła się Ann Benoir. – Te uciekanie i gonienie faktycznie jest nudne. Ale masz jakieś ciekawsze pomysły poza dzikim finiszem? – droczyła się przy okazji posyłając Krzaczastemu kolejny niewidzialny pocisk. Ten jednak w uniku przyjął pozę gry w papier-kamień-nożyce.

– Nuuudneee! – Przeciągle zawołała reporterka. Ten jednak odpowiedział ostatnimi słowami:

– Samobójstwo przy rekonfiguracji.

– Pojedynek na zmieniającym się podłożu? Dobra, przyjmuję to! – Rzekła z wyraźnym zadowoleniem. Przeszło jej przez myśl że ktoś z kadrujących ich ludzi na pewno cyknie dobre, epickie zdjęcie do tej sceny. Zajęli oboje właściwe pozy i czekali tak dobrych kilka minut. Wtem ziemia się zatrzęsła a podłoga między nimi otworzyła ukazując Cyfrowe Morze.

– Kamień! – rzuciła Cassandra z miejsca teleportując się by ratować się przed upadkiem. Sebastian wyrzucił to samo. Ziemia się podniosła pod jego nogami, ten wykonał salto i spadając dał papier.

– Znowu kamień, do trzech razy sztuka! Raz, dwa… – Ściana z Nienacka zaskoczyła dwójkę graczy. Wypchnęła ich poza pole walki prosto w przepaść.

– Uh… – mruknęła Cassandra. A kij z tym, gramy dalej! – Tym razem pokazała nożyce remisując jeden do jednego. Rzucali tak kolejnymi kamieniami, nożycami, aż w końcu wygrała An Benoir. Zdążyła krzyknąć tylko „Tak jest!” po czym oboje utonęli w Cyfrowym Morzu.