[RUNDA 3-1] Niilo Ahonen vs Alex Becket

Niilo vs Alex

wersja Nillo

“START!!!” Głos komentatora rozległ się po wirtualnym środowisku

Niilo i jego rywal wylądowali w jaskini. Jedna z największych i najlepiej oświetlonych w całym sektorze, prowadzi do niej mnóstwo tuneli, i cała jest usłana różnymi ruinami.

Niilo był dziś w nienajlepszym nastroju, przegrana w półfinale mocno go wnerwiła, a perspektywa walki o trzecie miejsce wyłoniła tą stronę która wyjątkowo lubiła konkurencję…

Gwałtownymi ruchami słał w stronę Alexa mieszanki power akordy, a jego przeciwnik ich unikał ruchami rodem z Attack on Titan. Dlaczego to ta podróba Odda Della Robi musiała walczyć z Niilo?

“Dosyć tego!” mruknął do siebie poirytowany finlandczyk zamieniając się w chmurę dymu, pędząc w tej formie w stronę oponenta.

“Pan Hendrix się wkurzył?” Alex rzucił z zabawowym tonem. Nie mogąc doczekać się szansy ląduje na pobliskiej wieży i gestykuluje w stronę obłoku dymu aby podleciał w końcu bliżej

Podlatując wystarczająco blisko Niilo zmienia znowu swoją formę i z pełną prędkością szarżuje, dzierżąc gitarę niczym topór. 

Tutaj zaczyna się prawdziwa bitwa.

Przechodząc do walki w zwarciu widzimy prawdziwy spektakl piruetów, ciosów i parowań. To prawda co mówią o Alexie, ten chłopak ma zwinność jakiej Niilo może pozazdrościć. Cios w bok, cios w ramię, cios w nogi. Deszcz ciosów spada na Ahonena ten może jedynie unikać, chociaż i to nie przynosi efektu; kiedy część z nich dosięga ciała muzyka.

Niilo zarządza odwrót, szybka transformacja w dym i znowu jest na kamiennym podłożu jaskini. Myśli szaleją mu po głowie a emocje buzują szukając ujścia w walce.

“NIE MYŚL ŻE DAM CI WYGRAĆ, BECKET!” Krzyczy z determinacją.

“Wzajemnie ‘Panie Hendrix’, wzajemnie!” Odrzuca Alex, w jego tonie czuć lekkość ducha i ewidentną przyjemność z bycia na arenie.

Ahonen wysyła potężne solo ze swojej gitary próbując dosięgnąć, teraz zbiegającego po schodach Alexa. Przywołuje klony i ustawia je w strategicznych pozycjach, korzystając z nieuwagi przeciwnika.

Alex używa kotwiczki i liny próbując dostać się na drugi koniec jaskini.

TRZASK!

Wiązka dosięga linę. Alex spada “na cztery łapy”. Wiruje wokół Niilo zmniejszając dystans Jeszcze tylko parę metrów by dosięgnąć finlandczyka-!

Klon uderza go gitarą wytrącając go z rytmu. Pozostałe dołączają do bitwy. Alex stawia opór, walczy,nawet dewirutalizuje 2 klony, ale oryginał wysyła kolejną wiązkę. Alex zostaje wyrzucony pod ścianę jednej z ruin. Tracąc większośc punktów życia od wiązki, nie daje za wygraną, wstaje i ponownie szarżuje, używa pozostałej kotwiczki do uniknięcia kolejnego ataku finlandczyka. Ruch na bok był też końcem ostatniego klona.

Alex Becket i Niilo Ahonen znowu sami na arenie, oboje poranieni od ataków tego drugiego.

Gitarzysta przyjmuje postawę sugerującą kolejne akordy.

Koci wojownik gotowy by zadać kontrę jak tylko Niilo wykona najmniejszy ruch.

Dzieje się.

Niilo wystrzelił akord. Alex robi szybki unik za plecy przeciwnika, pazury tną powietrze na drodze do ostatniego ciosu! Z ręką mocno zaciśniętą na gryfie swojej broni Niilo uderza w lewy bok Alexa w ostatniej chwili niszcząc jego manewr. Zdezorientowanego przeciwnika łatwo było położyć na ziemię kopniakiem i kolejnym ciosem gitarą. W końcu po dość wyczerpującej dla nich obu bitwie, Becket był zdewirtualizowany.

Niilo poznał gorzko-słodki smak tej wygranej, niby wygrał ale i tak zajął tylko trzecie miejsce na podium. To nie to co sobie planował, ale nie wszystko w życiu idzie zgodnie z planem, co nie? Ta walka opróżniła go z większości negatywnych emocji, jednak brak ponownego starcia z Danielem ciągle, gdzieś z tyłu głowy nie dawał mu spokoju.

“Dobrze walczyłeś.” powiedział wychodząc ze skanera. Para ze środka znika w otoczeniu.

Dwaj wojownicy podają sobie ręce

“Ty też ‘Panie Hendrix’! Gratuluję wygranej!” Blondyn odparł rzucając przyjazny uśmiech w stronę starszego mężczyzny. 

Oboje spokojnie poszli do wyjściowej windy.


Koniec.

Areny III Edycja: Druga runda półfinałów!

Noemie Elan zwyciężyła w ostatniej walce, to oznacza że przed nami kolejna runda półfinałów! Tym razem po lewej stronie ringu: Królowa, Morrigan Lennox! Po prawej Czarny Tygrys, Alex Becket! Który okaże się zwycięzcą tego meczu? Link do wersji Morrigan znajdziecie tutaj. A link do wersji Alexa, dokładnie o tutaj. Jak wygląda kwestia głosowania? Każdy, kto …
Read more

[RUNDA 2-2] Morrigan Lennox vs Alex Becket

Siedząc w poczekalni, Alex próbował skupić się na treści Krótkiej historii czasu, lecz sens czytanych słów ciągle mu umykał. Po trzeciej próbie odnalezienia sensu, w czytanym akapicie, blondyn zrezygnował i zamknął książkę, choć zrobił to z odrobinę większą siłą, niż była potrzebna.

Zerkając na zegar, wskazujący mu ile pozostało czasu, do jego kolejnego starcia, uśmiechnął się lekko, ciesząc się, że jest w pomieszczeniu sam. Jeszcze tego by mu brakowało, by jego przeciwniczka dostrzegła, jak się denerwuje tym, co ma nadejść, nawet jeśli starał się to ukryć przed samym sobą. Wciąż jednak nie zmieniało to faktu, że nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej w ogóle nie zamierzało ustąpić.

— Jak to wszystko się skończy, to lepiej miej się na baczności Colin… — rzucił w przestrzeń, po czym wstał i ruszył do skanera, choć do rozpoczęcia samej wirtualizacji pozostało jeszcze parę minut. Nie usiedziałby jednak już ani minuty dłużej w jednym miejscu.

***

Po zwirtualizowaniu się Alex tradycyjnie wylądował na czworaka. Znajdował się pośrodku szerokiej alei otoczonej z obu stron wysokimi murami z ciemnych, wyglądających jak metal bloków, przy czym ten po jego lewej wznosił się, a ten po prawej chował się w podłożu. Dopełnieniem widoków, było pomarańczowe niebo ze słońcem skrytym wśród białych chmur, oraz ubrana w fioletową szatę postać jego przeciwniczki, podnosząca się na równe nogi jakieś dwadzieścia metrów przed nim.

— Prawie jak czarownica i jej czarny kocur — stwierdził, a na jego twarzy zagościł szczery, choć nie za szeroki uśmiech. Ponownie cały stres sprzed walki gdzieś zniknął.

— Uważaj lepiej na słowa pchlarzu, bo skończysz jako dywanik przed łóżko — odparła dziewczyna, tworząc w prawej ręce kulę fioletowej magii.

— Wybacz moja pani — powiedział, podnosząc się i ściągając z głowy nieistniejący kapelusz, ukłonił się elegancko, na chwilę odrywając wzrok od czarnowłosej. Podnosząc wzrok, od razu musiał zrobić unik, by jego walka nie zakończyła się pięknym strzałem w głowę. Nie odrywając stóp od podłoża, obrócił się w bok, odchylając jednocześnie do tyłu i podparł lewą ręką, tworząc prowizoryczny mostek. Nie pozostał jednak długo w tej pozycji, gdyż już mknęła w jego stronę kolejna porcja magii.

Odbił się nogami od podłoża i stanął na chwilę na obu rękach, przyglądając, się jak pocisk przelatuje niecałe pół metra od jego twarzy, by następnie zderzyć się podłożem kawałek dalej.

— Próbuj dalej. Mogę tak cały dzień — oznajmił, ponownie lądując na czworakach, po czym puścił do niej oczko.

Ona zaś w odpowiedzi posłała kolejną fioletową kulę, lecz tym razem znacznie niżej, niemalże na wysokości jego kolan, a nie głowy czy tułowia. Alexowi wystarczyło zrobić ledwie pół kroku w lewo, by zejść z linii strzału. Zapomniał jednak uwzględnić, że była to już trzeci posłany przez Morrigan pocisk.

Ułamek sekundy później silna eksplozja zwaliła go z nóg, jednocześnie odbierając mu dwadzieścia pięć punktów.

— Tak się bawimy? — rzucił, podnosząc się. — A więc zgoda. Zero taryfy ulgowej.

I szczerząc zęby w uśmiechu, rzucił się biegiem w jej stronę. Biegł pochylony do przodu tak bardzo, że jeszcze trochę, a musiałby poruszać na czworaka. Nie przeszkadzało mu to jednak. Wypatrywał każdego znaku, czy choćby gestu, który zdradziłby kolejne posunięcie czarnowłosej. Ona jednak czekała niewzruszona, patrząc, jak dystans między nimi się zmniejsza. W końcu atakowała na odległość, a do momentu, w którym znajdowała się poza zasięgiem jego pazurów, była bezpieczna. W przeciwieństwie do blondyna, który skracając odległość między nimi, zwiększał jedynie szanse na trafienie go.

W chwili, w której zbliżył się na niespełna pięć metrów, Morrigan wystrzeliła w niego dziełem zniszczenia. Zielonooki wojownik jednak nawet nie próbował uskoczyć przed falą energii. Zamiast tego padł na kolana, wystrzeliwując jednocześnie obie swoje linki. Te mijając dziewczynę z obu stron, przyczepiły się do podłoża kawałek za nią i natychmiast zaczęły się zwijać, nadając chłopakowi pędu, dzięki któremu zdołał powalić zaskoczoną przeciwniczkę.

— Ty nieznośny, wyrośnięty, czarny…! — zaczęła, jednocześnie próbując wstać i sięgnąć po swoją włócznię, która wypadła jej z ręki.

Nikt jednak nie dowiedział się, co czarnego miała na myśli, bowiem w tym momencie w jej plecy wbił się komplet pięciu szponów, pozbawiając trzydziestu punktów życia. Kolejnych już jednak nie zdążył jej pozbawić, gdyż najzwyczajniej dostał trzonkiem włóczni w szczękę, co odrzuciło go na kilka kroków, co dało czas Morrigan na stanięcie na nogi.

— Runda druga — rzuciła, łapiąc swą broń w obie ręce i próbując pchnąć nią zamaskowanego blondyna.

— Bardzo chętnie — odparł, unikając ataku, po czym sam zamachnął się, próbując ciąć pazurami po zwieńczonej koroną głowie niższej od siebie dziewczyny. Ta jednak zdołała zablokować jego przedramię drzewcem włóczni. Nie dała już jednak rady zapobiec próbie podcięcia.

Nim jednak jej ciało ponownie spotkało się z twardym gruntem, odziana w szatę postać zmieniła się w kruka i ze skrzekiem wzniosła się w wysoko w powietrze, gdzie zaczęła krążyć nad głową Alexa.

— A to sprytna, mała sroczka… — stwierdził blondyn, gdy Morrigan niespodziewanie zaniechała robienia kółek i skierowała się za wciąż wznoszący się mur.

Zbliżywszy się do ściany, wystrzelił jedna z linek, a gdy ta się zaczepiła, zaczął się wspinać, czy też raczej wchodzić po niej, bardziej korzystając z siły wyciągarki, niż z własnych mięśni i całego zestawu pazurów. Taka sposób pokonywania pionowej ściany pozwalał mu zaoszczędzić siły, a te najpewniej mu się przydadzą, bo nie zapowiadało się, by to starcie miało się szybko skończyć.

Zbliżając się do miejsca zaczepienia liny, wystrzelił drugą i rozpoczął kolejny odcinek. Powtórzywszy całą sekwencję jeszcze raz, a no nigdzie nie mógł dostrzec Morrigan, zarówno w powietrzu jak i u szczytu muru. W szczególności, że znajdował się w najkorzystniejszej do tego pozycji.

Dlatego, gdy zbliżył się do krawędzi ściany, zatrzymał się. Jeśli bowiem jego przeciwniczka czekała na moment w jego pojawie w polu widzenia, by zaatakować, to nie miał specjalnie co zrobić. Przesunięcie się kawałek dalej raczej nie robiło dużej różnicy z jej możliwością ataku na odległość, a opcja powrotu zdecydowanie nie wchodziła w grę, gdyż jak gdyby nigdy nic, powierzchnia alejki właśnie chowała się pod ścianą, na której się znajdował, odsłaniając widok na długą drogę w dół, prowadzącą prosto w objęcia Cyfrowego Morza.

— Raz się żyje — mruknął do siebie, zerkając w dół, jednocześnie mimo wszystko przeklinając swego bliźniaka za ten zakład i przysięgając srogą zemstę za nowego avatara, który malował się w coraz wyraźniejszych barwach. Odczekawszy jeszcze chwilę i sprężywszy się, wyskoczył, będąc świadom konieczności zrobienia uniku. Wystrzelił nawet jedną z lin, by ta jak najszybciej ściągnęła go z linii strzału.

Okazało się jednak, że nie było to potrzebne, bowiem żaden pocisk, czy inna wiązka magii nie pędziła w jego stronę. Samej koronowanej dziewczyny też nigdzie nie było widać. Tylko sporych rozmiarów platforma z paroma wystającymi z niej blokami, oraz z majaczącą w oddali ciemną kulą.

Zdziwiony Alex odczepiając linę od podłoża, rozglądał się na boki, próbując w porę dostrzec nadciągające zagrożenie. Te jednak nie nadchodziło.

— U znowu szukaj wiatru w polu — podsumował, ponownie wyruszając na poszukiwanie przeciwnika. Niestety i tym razem oponenta nigdzie nie było widać, a jedynym dźwiękiem, jaki dobiegał do jego uszu, był stukot jego okutych butów.

To się jednak szybko zmieniło, gdy mijał róg jednego z bloków. Wtedy bowiem w jego stronę wystrzeliły groty trzech włóczni, celując w jego lewy bok. Nie trafiły jednak celu, a przynajmniej nie wszystkie trzy. Jedna z nich rozorała na dwa centymetry w głąb żebra uchylającego się zielonookiego wojownika, który korzystając z nie straconego pędu, obrócił się wokół własnej osi w powietrzu i amortyzując upadek wyciągniętymi rękami. Zrobił przewrót, puścił się biegiem przed siebie, kierując się w stronę gigantycznej kopuły ukrytej wśród przesuwających się brył.

— Jednak zmieniam zdanie — krzyknął przez ramię, po uniknięciu kolejnej kuli magii. — Daje ci taryfę ulgową. Gonisz!

Uskakując raz za razem przed kolejnymi pociskami, zbliżał się do końca platformy, choć zaczynał zdecydowanie zwalniać. Dystans okazał się jednak znacznie większy, niż przypuszczał i zaczynało brakować mu kondycji. Nie zatrzymywał się jednak nawet pomimo faktu, że w jego stronę przestały nadlatywać kolejne magiczne ataki. Bowiem zamiast nich jego śladem leciał kruk z koroną na głowie.

Próbując utrzymać tempo, Alex odbił się od krawędzi, by po chwili zniknąć swojej przeciwniczce z oczu. Ta jednak również nie zwalniając, przeleciała nad miejscem jego wybicia. Lecz jego samego nie było na znajdującej się jakieś trzy metry niżej powierzchni.

Zamiast tego rozglądająca się w swej ptasiej formie Sinéad dostrzegła, jak blondyn właśnie wspiął się z powrotem na wyższy blok i próbował biec z powrotem w stronę miejsca zasadzki.

Kracząc głośno, zawróciła, jednocześnie nabierając wysokości, po czym zaczęła pikować na Becketa, który słysząc niepokojący dźwięk, spojrzał za siebie i dostrzegając czarnowłosą akurat w chwili, w której na powrót przyjmowała swoją ludzką postać. Chwilę później ona jak i jej dwie kopie uderzyły w powierzchnię, wbijając wszystkie sztuki broni w jedno miejsce.

Które jednak nie było piersią stojącego dopiero co w tym miejscu młodzieńca.

Słysząc jednak za swoimi plecami odgłos jego obuwia, dziewczyna obróciła się, wystrzeliwując z lewej ręki dzieło zniszczenia.

Wtem jednak od dołu został wyprowadzony cios nasadą dłoni prosto w jej podbródek. Robiąc dwa kroki do tyłu, aby utrzymać równowagę, szarooka musiała zrobić unik, by uderzająca niczym grot włóczni, uzbrojona w komplet pazurów dłoń nie przebiła jej piersi w miejscu serca.

W tej też chwili kątem oka zauważyła, że lewa dłoń jej przeciwnika pozbawiona jest rękawicy, która leżała niecałe trzy metry dalej.

Szybko stając pewnie na obu nogach, spróbowała pchnąć wciąż trzymaną w prawej ręce włócznią. Ta jednak została zatrzymana tuż przed odzianą w czerń piersią, gdy blondyn chwycił obiema dłońmi za trzonek jej broni tuż za grotem.

Nie chcąc dać Morrigan możliwości przygotowania kolejnego zaklęcia, z krótkim okrzykiem pchnął mocno trzymaną broń, przy okazji odpychając lekko jej posiadaczkę. Było to jednak tylko krótka chwila, bo zaraz ruszył do ataku, wyprowadzając kolejne ciosy jeden za drugim, to tnąc pazurami, to znów uderzając gołą pięścią, czy też wyprowadzając kopnięcia. Jej zaś pozostawało robić uniki, a przynajmniej próbować, bo choć duża część nie dosięgła celu, to cztery szramy na zewnętrznej stronie prawego uda i cios w splot słoneczny pozbawiły jej kolejno dwudziestu i dziesięciu punktów. Sama przemiana w ptaka równie nie za bardzo wchodziła w grę, gdyż istniało zbyt duże ryzyko, że z tej odległości ją trafi, a ona sama niewiele mogłaby zrobić w tej formie.

W ostatniej chwili uchyliła się przed wyprowadzonym z wyskoku poziomym kopnięciem. Nie zdołała jednak w porę zabrać włóczni z linii ataku, którego siła wyrwała jej broń z ręki. W zamian udało jej się posłać w ubranego na czarno mężczyznę kulę magii, trafiając go w plecy i redukując jego punktów życia do trzydziestu pięciu. Becket jednak nie wyglądał na takiego, który martwiłby się tą informacją.

Obracając się w powietrzu, wylądował na rękach i zwinąwszy się w kłębek, wybił się, uderzając obydwiema podeszwami w brodę Irlandki. I choć pozbawiło jej to kolejnych punktów, redukując jej pasek życia do trzydziestu, to pozwolił na kolejną zmianę w kruka. I choć w pierwszej chwili niemal nie spadła na podłoże, to udało jej się wyrównać lot i skierować się w stronę najbliższego monumentu, który jako jedyny nie schował się w podłożu w czasie ich niemalże jednostronnej wymiany ciosów.

Wylądowawszy na jego szczycie, od razu wróciła do swej ludzkiej formy i zaczęła wysyłać kolejne kule magii w zielonookiego, który zdążył pokonać dopiero połowę dzielącej go trasy od zajmowanego przez odzianą w szatę kobietę ostańca.

Ten jednak zauważywszy schemat, według którego powstawały kolejne eksplozje, w miarę zgrabnie unikał trafienia, wykorzystując pozostałą mu wyciągarkę, by w porę uskoczyć przed wybuchami.

Dystans dzielący oboje zawodników topniał w oczach, lecz wciąż pozostawał problem dotarcia do znajdującej się na podwyższeniu dziewczyny, która z całą pewnością nie zamierzała stać bezczynnie, czekając, aż jej oponent wespnie się do niej te kilka metrów. Tym bardziej że nie zajęłoby mu to dużo czasu.

Gdy zbliżył się już niemal do podstawy, posłała w niego falę energii. On jednak ponownie uskoczył w bok, zbliżając się w ten sposób do narożnika bloku. Zrobił to jednak w inny sposób, niż dotychczas. Zamiast wybić się płasko, wyskoczył bardziej do góry, jednocześnie w połowie lotu wystrzeliwując linkę w dalszy z wierzchołków formacji.

W tym samym momencie ubrana na fioletowo dziewczyna wystrzeliła kolejny stworzony z magii pocisk, lecz gwałtowne szarpnięcie, trafiającej w cel wyciągarki zabrało go z jego trajektorii, sprawiając jednocześnie, że zniknął jej z pola widzenia. Gdy zaś próbowała zlokalizować, gdzie Alex się podział, ten przeturlał się przez krawędź i niemal jak prawdziwa pantera rzucił się na nią.

Ona zaś mogąc zrobić tylko jedną rzecz, zrobiła ją. Wyciągnęła rękę, chcąc strzelić mu prosto w twarz fioletową sferą, lecz jej przeciwnik okazał się minimalni szybszy i ułamek sekundy przed tym jak atak został wystrzelony, chwycił ją za nadgarstek i szarpnięciem posłał jej magię gdzieś w bok. Na tym jednak nie poprzestał i wciąż trzymając Morrigan za rękę powalił ją na ziemię, po czym wylądował na niej okrakiem i wbił wciąż odzianą w rękawicę dłoń w sam środek jej piersi, niemalże przybijając ją do podłoża.

— Normalnie… nie uderzyłbym dziewczyny, ale… tutaj rządzą inne zasady… — wydyszał, między kolejnymi próbami złapania oddechu.

— Przy okazji… Świetny manicure… — dodał z mimowolnym uśmiechem, przyglądając się zakończonej szponami rękawicy dziewczyny, nim ta do końca nie rozsypała się w cyfrowy proch.

[RUNDA 2-1] Morrigan Lennox vs Alex Becket

– Runda półfinałowa. Morrigan Lennox.

Wszystko tak, jak zapamiętała. Każdy ruch do tej pory jedynie powtarzała – po wywołaniu swojej osoby podniosła się z miejsca, oczekując kolejnych informacji.

– Twoim przeciwnikiem będzie Alex Becket.

Alex. Jak tata.

Myśl, może i mimowolna, może i z racji luźnego skojarzenia, ale wywołała lekki uśmiech na twarzy czarnowłosej. Czy to z nerwów szukała jakiegokolwiek punktu oderwania od myśli?

Nie. Była opanowana. Z jej twarzy tak ciężko było wyczytać jakiekolwiek zdenerwowanie. Czy to oznaczało nadmierną pewność siebie? Też nie. Podchodziła do tego ze spokojem, nie zaś przeświadczeniem, że była najlepsza. Wcale tak nie musiało być. Udało jej się wygrać w rundzie ćwierćfinałów, a to wcale nie musiało oznaczać, że to samo uda się teraz.

Przecież, jej przeciwnik również musiał pokazać, na co go było stać w swojej walce.

Teraz pokażą to sobie wzajemnie.

– Cortex. Przygotujcie się do wirtualizacji.

Stanęli naprzeciw siebie – ona, czarnowłosa, niska i drobna. Można było przysiąc, że była jak porcelanowa lalka, której strach dotknąć – jakby miała rozpaść się w dłoni na kawałki. Tak mocno to kontrastowało z roztaczaną przez nią aurą determinacji i zacięcia do działania. On – wysoki blondyn, przystojny. Równie spokojny. Tutaj, gdyby wzięli się za głowy, miałaby pewien problem. Ale w Lyoko?

Tam, zdarzyć się mogło wszystko.

Skaner zamknął się, odcinając ją od świata na zewnątrz.

– Transfer Morrigan Lennox.

W środku ponownie błysnęło mocniej światłem, zmuszając ją do zamknięcia oczu.

– Skan Morrigan Lennox.

– Wirtualizacja!

Odrodziła się po drugiej stronie, gdy tylko jej ciało w pełni zmieniło się w cyfrowy odpowiednik w wirtualnej rzeczywistości. Z powietrza, w którym dotychczas wisiała, została uwolniona dopiero wtedy, gdy ostatnia część siatki została pokryta odpowiednią teksturą materiału jej iście królewskiego stroju.

Upadła na ziemię z gracją, na lekko ugiętych nogach – nawet nie spadła jej korona z głowy. Wyprostowała się dumnie, rozejrzała po otoczeniu.

Cortex. Alex Becket.

Młody mężczyzna, który stanął w skanerze naprzeciw niej, ponownie stał przed nią – w kombinezonie, upodabniającym go do czarnego kota.

– A powiało grozą… – Alex uśmiechnął się pod nosem, mierząc wzrokiem swoją przeciwniczkę – Chyba sobie jakiegoś siniaka na czole nabiłaś…? – dodał, przekrzywiając lekko głowę.

– A z Ciebie dupa, nie prowokator. – odcięła. Choć z twarzy nie dawało się poznać, że to ją ruszało, tak zacisnęła dłoń na włóczni. Wciąż hardo się w niego wpatrywała, oczekując sygnału do rozpoczęcia walki.

„Bezczel.”

– Start.

Cortex. Sektor stworzony z unoszących się w powietrzu brył, niby ze sobą połączonych, a mimo to… w ciągłym ruchu. Odczuła to, kiedy zawirowała po raz pierwszy, cofając przed linkami wystrzelonymi przez Alexa. Zauważyła, kiedy spostrzegła, że nie miała tak stabilnego strzału, jakby tylko chciała. Pierwsza, magiczna kula poszybowała przy uchu Alexa – miałaby szansę trafić, gdyby ta platforma, na której stała Lennox, się nie ruszyła.

Zaklęła szpetnie pod nosem, chowając za jedną ze ścian.

Jeżeli właśnie to była zabawa w kotka i myszkę, Królowa Widmo z pewnością robiła za gryzonia. Z całkiem niezłym powodzeniem.

– Oj Mori! No nie chowaj się już tak!

Chichotał. Z tamtego stoicko spokojnego chłopaka ze skanera naprzeciwko, w Lyoko wychodził śmieszek.

„Nie daj się sprowokować.”

Oj, próbowała. Bardzo mocno próbowała.

Co powinna zrobić teraz? Spojrzała w górę – jeżeli się nie myliła, jej oponent był po drugiej strony tejże ściany. Mogła zmienić się w kruka i zrobić mu małe „a kuku!” z góry.

Więc, jak pomyślała, tak i zrobiła.

– Tylko głupcy podążają za krukiem. – szepnęła, by po chwili, ledwie powstrzymując krakanie, wzbić się w powietrze…

…wpadając w pułapkę.

– O, cześć ptaszku!

Czarny kocur widocznie wpadł na ten sam pomysł, wspinając się na górę. Widocznie tylko wyczekiwał. Teraz – miał ją w garści…

Albo i nie.

Udziobała go w dłoń, prowokując go do puszczenia jej ptasiego ciała – i w akompaniamencie jego krzyków i bluzgów, wzleciała, by jeszcze trochę podziobać go po głowie. Wściekle łopotała swoimi skrzydłami w powietrzu, próbując jeszcze uniknąć jego pazurów – a było to ciężkie zadanie, bo z raz na pewno dostała.

Ale… za to zadziałał jej wymyślony na poczekaniu plan. Alex za mocno się cofnął, przechylił do tyłu i nie złapał równowagi – poleciał w dół. Idealnie w momencie, w którym kruczyca ponownie stała się człowiekiem. Bez namysłu wyciągnęła dłoń, wypuściła już drugą, magiczną kulę – zderzyła się z podłożem, przy jego lewej nodze… więc odruchowo, odbił w prawo.

A trzecia, magiczna kula, dzięki Fatalizmowi, już musiała go dosięgnąć. Został złapany w pole rażenia.

Za dziób pięć punktów, teraz dwadzieścia pięć…

Lennox musiała jeszcze trochę się pomęczyć… ale to nic.

Zeskoczyła z bryły będącej jej wzniesieniem – zresztą, te już się opuszczało. Wskutek terraformacji, otoczenie wyglądało kompletnie inaczej, niż przed chwilą.

Cisza.

Za plecami dosłyszała skrobanie… Odwróciła się, w ostatniej chwili unikając chlaśnięcia pazurami Alexa.

– Nosz…!

Odskoczyła, spróbowała wyprowadzić cios z włóczni – za wolno. Uniknął.

Musiała go wziąć z zaskoczenia, inaczej to cienko wyjdzie…

Chociaż, walczył w zwarciu. Może powinna nieco zaryzykować…? Miała już pomysł. Kiedy tylko się zbliżył… dowiedział się, że jego przyszłość blednie… i dostał z fali Dzieła Zniszczenia.

– To nie fair! – zakrzyknął, przybity do ściany. Jego sylwetka odznaczała się lekką, fioletową łuną.

– Żeby tak wszystko fair było… – westchnęła Morrigan, ciskając po raz kolejny magicznym pociskiem, którego Alex uniknął…. wyginając się w plecach.

„Słodko.”

A skoro uniknął, mógł sobie pozwolić zaszarżować na nią, odbijając się w tym celu od ściany.

Uskoczyła, a druga kula spotkała się z jego plecami – tym razem na pewno się z nimi zderzyła.

Dwadzieścia pięć plus pięć – trzydzieści weszło. Zostało mu czterdzieści punktów, Morrigan miała jakieś siedemdziesiąt.

Może i tutaj była w lepszym położeniu, ale i tak lepiej nie spuszczać z tonu, prawda?

– Badb, Macha!

Alex dał krok w tył, nim przebiły go trzy włócznie.

„Dobry skubaniec.”

– Weź się trochę postaraj, Wasza Wysokość. – rzucił bez namysłu, podcinając jej nogi.

Krzyknęła – padła na plecy, z ręki wyleciała włócznia. Przeciwnik wziął ją w dosiad, docisnął do ziemi.

Ich platforma się poruszyła – włócznia Morrigan oddalała się od niej.

„Cholera jasna!”

– Biedna. I co teraz, myszko?

Prychnęła. Spojrzała na niego z politowaniem. Czemu jeszcze nie wyprowadzał ciosów? Ten błąd będzie go tak sporo kosztował…

– Wiesz co, Alex?

– No co, Morcia?

Wywróciła oczami, słysząc to zdrobnienie.

– Tylko głupcy podążają za krukiem.

Zanim zdezorientowany Becket padł na ziemię, tracąc Morrigan spod siebie, ta w swojej kruczej postaci zdążyła wylecieć. Zakrakała, chcąc go naprowadzić na siebie.

Szkoda tylko, że zszedł z niego efekt Dzieła Zniszczenia. Wielka szkoda, bo to ułatwiłoby tak wiele…

Ale, jak się nie ma, co się lubi – lubi się, co się ma.

Czasem wystarczyło tylko… odpowiednio przekombinować.

Straciła broń z zasięgu wzroku. Szkoda, że nie mogła jej przywołać, ale… no cóż.

Jako człowiek, poczekała za ścianą. Wiedziała, że ta mogła się za chwilę opuścić, ale… słyszała jego kroki. Miał dość głośne obuwie – Morrigan również miała obcasy, ale dobrze, że wylądowała, zanim ponownie była człowiekiem.

Stukot okuć zwiastował, że się niedługo pojawi.

– Kici kici… taś taś taaaś…

I kiedy usłyszała, że był już wystarczająco blisko… wyskoczyła… i zdzieliła go z pięści w twarz.

– Kra kra, kiciuś!

Zasunęła mu prawego sierpowego, po którym się zatoczył. Nie potrzebowała również włóczni, by dokończyć to, co rozpoczęli.

– Czy nie mówiłam Ci, że Twoja przyszłość blednie? – zagaiła, biorąc zamach.

Dostał – po lewej – ściana. Po prawej – kolejna ściana. Mógł się wspinać, albo mógł uciekać przed siebie.

W każdej z tych opcji… miał przewalone.

Stwierdził, że spróbuje wskoczyć…

I już nie wskoczył.

– Co, wlazł kotek na płotek? – zapytała, bez namysłu puszczając kulę z Fatalizmem.

Mógł próbować uciekać, ale ponownie – trzymetrowy promień pola rażenia zrobił go w wała.

– Wziął i spadł. – wzruszyła ramionami, widząc, jak ciało Alexa rozpadało się na piksele.

– Morrigan Lennox przechodzi do finałów.

Platforma z włócznią właśnie się do niej przysunęła.

Wyniki

Tura 1

Niilo Ahonen vs Sebastian Krzaczasty – remis, rzutem monetą wygrywa Niilo.

Jerzy Tasiemski vs Niilo Ahonen – wygrywa Jerzy.

Jerzy Tasiemski vs Sebastian Krzaczasty – walkowerem wygrywa Jerzy.

Tura 2

Lidica Harrison i Sebastian Krzaczasty – wygrywa Sebastian.

Daniel Garcia vs Jerzy Tasiemski – wygrywa Daniel.

Sebastian Krzaczasty vs Cassandra Ann Benoir – wygrywa Sebastian.

Tura 3

Niilo Ahonen vs Lidica Harrison – wygrywa Niilo.

Niilo Ahonen vs Daniel Garcia – remis, rzutem monetą wygrywa Niilo.

Charles Soule vs Daniel Garcia – wygrywa Daniel.

Niilo Ahonen vs Cassandra Ann Benoir – wygrywa Niilo.

Cassandra Ann Benoir vs Sebastian Krzaczasty – wygrywa Cassandra.

Cassandra Ann Benoir vs Daniel Garcia – wygrywa Cassandra.

[RUNDA 1-2] Niilo Ahonen vs Noemie Elan

Noemie zmaterializowała się tym razem na środku dość szerokiej pustej platformy otoczonej drzewami. Instynktownie rozejrzała się od razu na wszystkie strony jednak nigdzie nie była w stanie dostrzec przeciwnika. Odetchnęła więc z ulgą i podeszła do najbliższego drzewa by zabsorbować nieco wirtualnej materii. Las był sektorem, który zawsze najbardziej jej odpowiadał. Najczęściej tutaj trenowała i najpewniej się czuła planując i realizując swoje plany. Pozwalała jej to to zachować spokój ducha pomimo tego, że nie wiedziała, gdzie jest jej przeciwnik. Ponadto ten miał o tyle ograniczone możliwości do zaatakowania jej z nienacka, że nie mógł tego zrobić po cichu. Każdemu jego atakowi towarzyszyć musiał bowiem dźwięk gitary.

Napełniwszy kołczan łuczniczka jeszcze raz sprawdziła teren obchodząc ostrożnie krawędzie platformy by się upewnić, że na pewno Nilla nie ma w pobliżu. Nie było jednak po nim żadnego śladu. Noemie więc od razu zużyła całą dostępną w kołczanie energię na przywołanie czarnejstrzały na alejce jakieś kilkadziesiąt metrów od niej. Od razu do niej podbiegła i podniosła. Po podniesieniu strzały niemal od razu dała susa na bok po czym przykucnęła przy najbliższym drzewie.  Mogło to wyglądać głupio, ale była niemal pewna, że zostanie wówczas zaatakowana. Zdradziła przecież swoją pozycję i była przez chwilę niemal bezbronna. Zaatakowanie jej w tym momencie było chyba najbardziej opłacalnym ruchem jaki mógł zrobić Nillo. Po gitarzyście wciąż nie było śladu.

Po kilkunastu sekundach jakie były potrzebne na uzupełnienie kołczanu łuczniczka ruszyła przed siebie. Na początku zakładała, że gitarzysta się do niej pofatyguje, ale jak widać ten albo pojawił się daleko zbyt daleko by ją dostrzec albo gdzieś się czaił. Z drugą opcją był jednak ten problem, że łuczniczka bardzo dokładnie przyglądała się okolicy.

Przez kolejne kilka minut wędrowania przez las Noemie wciąż nie napotkała przeciwnika. Zaczynała się powoli zastanawiać czy aby nie zmienić strategii. Obecna bowiem zdawała się być bezowocna skoro przez kilka minut przemierzania ścieżek lasy na nic nie natrafiła. Wtem jednak usłyszała cichy świst nad nią. Tuż nad jej głową doszło do wybuchu, który wyzwolił mnóstwo światła i ogłuszające dźwięku.Noemie niemal na ślepo dała susa do przodu co ocaliło ją od podwójnego oberwania gitarą w głowę. Bowiem właśnie w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się jej głowa trafiły w tym samym momencie dwie gitary klonów. Noemie potrzebowała chwili na otrząśnięcie się z szoku jakim był nagły atak przeciwnika. Jak ona mogła go przeoczyć. Nie potrafiła sobie w głębi siebie teraz wybaczyć tej nieuwagi.

Klony niemal od razu ruszyły do ataku wymachując niemal jak popadnie gitarami. Łuczniczka niemal od razu odpuściła próbę ustrzelenie ich z krótkiego dystansu i rzuciła się do ucieczki by zwiększyć między nimi odległość. Usłyszała wówczas z góry rockową melodię. Znała akurat ten kawałek. Był to Black in Black autorstwa AC/DC.  Grał ją oryginalny Nillo stojący na czubku drzewa. Musiał się tam ukrywać od dłuższego czasu licząc na to, że prędzej czy później jego przeciwniczka znajdzie się na tyle blisko jego pozycji, aby ten był w stanie ją zaatakować z zaskoczenia.

Noemieinstynktownie zagryzła wargę. Przez myśl jej przeszło, że powinna zrobić to samo i oczekiwać oponenta na przygotowanej wcześniej pozycji. Jednak było już na to za późno a ona sama znalazła się naprzeciwko dwóch klonów gitarzysty oraz jego samego.

Klony zaszarżowały wymachując niemal na oślep gitarami. Noemie uniknęła zwinnie kilku pierwszych ciosów po czym chwyciła swój łuk za koniec łęczyska i zdzieliła nim jednego z klonów po twarzy. Ten zatoczył się do tyłu i uderzył w drugiego klona, który dopiero co brał zamach na łuczniczkę. Poskutkowało to tym, że gitara wylądowała na twarzy pierwszego klona rozbijając go przy tym na cyfrowy proch. Noemie mimowolnie się uśmiechnęła. Wiedziała, że klony są po prostu tępe, ale tego, że jeden jest w stanie wyeliminować przypadkiem drugiego się nie spodziewała.

Chwila zamyślenia okazała się jednak dla niej zgubna. Nie dostrzegła tego, że Nillo ustawił się do wyprowadzenia kolejnego ataku i w rytm granej melodii zaatakował akordem. Kosztowało to łuczniczkę utratę aż połowy punktów zdrowia.

Mając świadomość, że nawet najmniejsza zwłoka może ją teraz kosztować życie Noemie sięgnęła po czarną strzałę. Wystrzeliła ją z krótkiej odległości w klona Nillo a ta przeszła przez niego na wylot i utkwiła ostatecznie w pniu drzewa, na którym stał gitarzysta. Łuczniczka błyskawicznie do niego podbiegła unikając przy tym kilku power-akordów. Będąc już przy drzewie od razu przystąpiła do jego absorbcji, której prędkość potęgowała wbita w nie czarna strzała.

Ledwie chwila wystarczyła jej by wydrążyć drzewo na tyle, że te się zachwiało i runęło na ścieżkę. Ahonen się zupełnie nie spodziewał takiej zagrywki i był w trakcie ciskania w przeciwniczkę kolejnej bomby fajerwerkowej. Niemal by spadł a tak to udało mu się w ostatnim momencie użyć swojej umiejętności znanej jako „Smoke in the water” by przenieść się na kolejne drzewo. Upuścił przy tym swoją bombę na czubek drzewa przez co te zajęło się ogniem od eksplozji. Noemie nie próżnowała i od razu posłała serię strzał ku swojemu przeciwnikowi. Ten zasłonił się przed niemi swoją gitarą dzięki czemu co prawda nie utracił żadnych punktów życia jednak nie był też w stanie zareagować na przeciwniczkę, która dobiegła znowu do spodu drzewa, na którym stał i rozpoczęła absorbcję.

Tym razem Nillo ewakuował się na kolejne drzewo nim poprzednie spadło. Noemie jednak była świadoma tego ruchu i tak pokierowała upadające drzewo, że te uderzyło w te, na którym stał teraz gitarzysta. Ten tym razem uciekł za pomocą „Smoke in the water” na powierzchnię alejki. Na dzień dobry łuczniczka posłała w jego stronę kilka pocisków jednak ten zdołał wszystkich uniknąć. Niestety dla niego podczas uniku przed ostatnim z pocisków stracił on równowagę i upadł na ziemię. Widząc to łuczniczka od razu posłała w jego kierunku czarną strzałę, przed którą Nillo osłonił się swoją gitarą.

Strzała przebiła się przez gitarę i w niej utknęła. Gitarzysta nie przejął się tym i schował się za najbliższym powalonym drzewem przed pociskami. Odwrócił gitarę chcąc zagrać jeden ze swoich akordów i rozpocząć wymianę ognia z przeciwniczką. Wtem się jednak zorientował, że nie zagra już nic na gitarze. Czarna strzała przebiła bowiem jej struny. Zaklął pod nosem i chwycił gitarę oburącz. Jego jedyną okazją na dokończenie pojedynku było przygrzmocenie oponentce gitarą na tyle mocno, że ocknęłaby się dopiero w skanerze. Dopiero co się też zorientował, że po powalonych drzewach rozprzestrzenia się powoli ogień, który wywołał wcześniej swoją bombą. Zbyt długie czekanie mogłoby się skończyć otrzymaniem obrażeń od powoli rosnącej pożogi.

Policzył więc do trzech i zmienił się w dym po czym pojawił się tuż przed Noemie i zaatakował.  Ku jego zdziwieniu ta zdołała niemal natychmiast oddalić od niego na kilkanaście metrów za pomocą swojego ślizgu. Oczywiście i przy tej okazji w stronę gitarzysty poleciało kilka strzał.

Nie było to jednak problemem dla Nilla. Po prostu ponowił wcześniejszy manewr i jako dym przemieścił się za plecy przeciwniczki. Ta tym razem nie dała się zaskoczyć. Noemie wyczuła bowiem moment, w którym Nillo przyjmuję ponownie cielesną postać. Zamachnęła się wówczas łukiem do tyłu trafiając przy tym w tors przeciwnika. Siła ciosu odepchnęła Ahonena do tyłu a gitara wypadła mu z rąk. Noemie od razu dopadła ją i wyciągnęła tkwiącą w niej czarną strzałę.

Niezwłocznie nałożyła ją na cięciwę i wystrzeliła w stronę przeciwnika. Ten próbował się zasłonić przed pociskiem swoją ręką jednak strzała przeszła przez nią na wylot i utkwiła w jego oku aż po koniec grotu. Nillo ponownie się zachwiał i upadł do tyłu na jedno z obalonych wcześniej drzew, które teraz stało już całe w płomieniach. Czarna strzała pozbawiła go niemal wszystkich punktów życia przez co wystarczyła dosłownie chwila kontaktu z ogniem by rozpoczął się proces dewirtualizacji. Wstał jeszcze ostatkiem sił by zdzielić na odchodne swoją przeciwniczkę gitarą jednak ta się po prostu oddaliła i gitara przecięła jedynie powietrze. Pomimo tego próbował iść dalej jednak jego awatar rozsypywał się coraz bardziej.

Noemie po prostu odczekała chwilę konsekwentnie się cofając aż jej przeciwnik rozsypie się do reszty. Podniosła rękę ku górze w geście triumfu. Właśnie zapewniła sobie finał a co za tym idzie od osiągnięcia sukcesu dzieliła ją już tylko jedna walka.

[RUNDA 1-1] Niilo Ahonen vs Noemie Elan

Niilo vs. Naomi

Wersja Niilo

Więc stało się… przegrał, i nie doszedł nawet do półfinału… Zacisnąłem pięść wpatrując się z rozczarowaniem w ekran na którym Daniel, mój niedoszły rywal, rozpada się w wirtualny pył. Odsunąłem się od lady i wyszedłem z baru na ulice rodzinnych Helsinek. 

Powinienem być tam na arenie, i skopać go za przegraną przed spotkaniem w finale.

“To jeszcze nie koniec.”

“Koniec czego?” Zapytał doganiający mnie Adrian – gitarzysta, mój najlepszy przyjaciel. “Poza tym nie miłe jest wychodzić tak bez ostrzeżenia, wiesz!?” Ta kwestia brzmiała wyjątkowo poważnie jak na tego pajaca.

“Już już, nie obrażaj się, mam tu ważny moment mojego charackter arc’u!”

“Ja też miałem ważny moment!!! Prawie udało mi się zdobyć numer tej dziewczyny przy ladzie!” 

“Oj zamknij się” powiedziałem żartobliwie. 

Przez kolejny tydzień nie chciał mi wybaczyć zniszczenia jego szansy. I tak oto dochodzimy do dnia walki z Naomie…

***

“WIRTUALIZACJA!!!” Krzyknął komentator

Noamie spadła na leśne podłoże, w mgnieniu oka wyciągnęła łuk i naciągnęła cięciwę

“Hah?” Jej oczy nie zauważyły nigdzie Niilo, czyżby skorzystał z mocy i wycofał się?

Jeb!

Ahonen z szerokim uśmiechem na twarzy zdzielił ją od tyłu gitarą po głowie “HA!” wykrzyknął.

Naomie leży.

Jeb! Jeb! Power ako-

Niilo leży, podcięty przez przeciwniczkę.

“SERIO OD TYŁU??? DAMĘ? CO Z CIEBIE ZA DŻENTELMEN!?” Powiedziała oburzona. Uciekając na dystans i wchłaniając trochę drewna po drodze.

“Dlaczego ostatnio tylko wszystkich wkurzam?” Pomyślał do siebie. “AAAA” szybka zmiana w obłok dymu aby uniknąć strzały, i już leci do Naomie. Ciągłe walczenie wręcz gitarą i łukiem wyglądało pokracznie, a to jedno zabrało drugiemu 5 punktów, a to 6, a to 10… 

Niilo ma 9 punktów życia… Naomie 15

JEB!

Niilo znowu leży, gitara wybita mu z rąk

“Jakieś ostatnie życzenia?” Wykrztusiła zmęczona dziewczyna, przyciskając Ahonena butem. Ten coś mamrocze pod nosem…

“Co? Mów głośniej.” 

“Odwróć się!”

W tym momencie klon Niilo zdzielił ją gitarą, dając wystarczająco czasu aby oryginał złapał swoją gitarę i zakończył walkę solidnym akordem F!

Wyraz twarzy Naomie w jej ostatnich chwilach był bezcenny.

***

Koniec.

Dodatkowa [1/1] Dorian Finrs vs Amaro Limeta

Moje piksele zaczęły się składać w całość, w trakcie przemówienia komentatorki. Ogłosiła, iż ja Dorian FInrs będę walczył z nijakim Amaro Lineta. To była walka dodatkowa. Wziąłem w niej udział, by pokazać światu, że szybko mnie się nie pozbędą.

Gdy skończyło się moje przeniesienie z poczekalni, grawitacja zaczęła na mnie działać, przez co spadałem na dół. Szybko i dobrze wylądowałem na metalowej powierzchni.

– Nie no… Znowu ten sektor? Nie znudził wam się? – Powiedziałem na głos do widowni i prowadzącego, który mi odpowiedział śmiechem.

– Nie lubisz tego sektora? Wydaje się być…ciekawy. – powiedział przeciwnik, który był niedaleko mnie.

– Szybko przejdę do rzeczy by się stąd wyrwać – odparłem wrogowi, chwile przed zakończeniem odliczania do startu walki.

Lampy na suficie dawały mało światła, przez co kolory były niedokładne, ale ważne jest to iż widzimy cztery ściany, podłogę i sufit, oraz dwa wyjścia z tej pułapki.

Szybko się wzbiłem w powietrze, gdyż to był mój główny atut. Okrążając go strzelałem w niego pikselami. On jednak omijał moje pociski jeden za drugim, aż szybko rzucił nożem. Myśląc, że we mnie celuje zrobiłem unik, lecz on strzelił w sztylet blasterem, zmieniając jego kierunek lotu, przez co trafił mi w udo, przy czym odjął mi 20 punktów życia. Korzystając z tego, użyłem swojego spaczonego kroku by do niego dotrzeć. Kule w niego wleciały, co spowodowało unieruchomienie go. Okrążyłem wroga i walnąłem pikselem. Amaro, nie dał się tak łatwo, choć był uwięziony, dobył swój miecz świetlny i wymachiwał nim do tyłu próbując mnie zranić. Dlatego wzniosłem się na wysokość, by uniknąć jego ciosów. Wtedy użyłem wybuchu spaczenia, przez co zadałem mu kolejne obrażenia.

Coś słaby ten przeciwnik…

widziałem, jak się turlał po podłodze, dlatego miałem czas na oszacowanie jego zdrowia.

Kule zadały 25, atak w klatkę 20… i wybuch 25…razem nam daje 70 obrażeń… czyli już niewiele mi zostaje. Coś słaby ten przeciwnik…

Z zamyślenia wyrwał mnie strzał i ból w plecy, choć wróg był przed mną… znów ten sztylet!

Poirytowany ty małym utrapieniem, nie miałem ochoty dalej walczyć. Dobrze, że nie zmienialiśmy pokoi…za szybko myślę…

Właśnie dostrzegłem, że Amaro biegł do wyjścia, kiedy ja masowałem plecy.

– Szybko to skończę… nie chce mi się tutaj być…- powiedziałem to o sektorze, który zaczął zapadać w mrok.

Gdy przeszedłem przez wrota, zatrzasnęły się one. Byłem gotowy się bronić przed atakiem, lecz on nie nadszedł. Wtedy zauważyłem, iż ten pokój to labirynt, z sufitem. Westchnąłem i zacząłem iść korytarzami. Przy każdym skręcie lub rozwidleniu, strzelałem w ściany by wykorzystać spaczenie. Nie przestawałem latać, by moje krok nie niosły się echem po sali. Nadsłuchiwałem, gdzie on jest. Gdy byłem pewny, że jest ścianę obok, strzeliłem w zimny teren, który wydał z siebie cichy dźwięk. Spróbowałem przejść przez to lecz spaczenie jeszcze nie pozwoliło mi na to. Szkoda, że tego nie kontrolowałem. wściekły chciałem kopnąć w ścianę, lecz poleciałem do tyłu a nogi miałem w drugim korytarzu.

– Cholera…

Słyszałem przed sobą rechot, i wiedziałem, że to on. Przygotowaną laską zrobiłem szarżę z podłogi, wspomagając się skrzydłami. Blokując miecz świetlny który leciał mnie wykończyć, spaczyłem kod, wirtualizując sobie nieszczęsny sztylet, który trafił przeciwnika prosto w głowę. Jego ciało zaczęło się rozpadać w bladej niebieskiej aurze. Po ogłoszeniu zwycięzcy, którym byłem ja, prowadzący przeniósł mnie z powrotem do głównej sali w kopule `Arena`.

Areny III Edycja: czwarte starcie!

Po zwycięskiej walce Morrigan nadeszła ostatnia walka ćwierćfinałów! Panie i Panowie, oto niniejszym przed sobą stają Daniel Garcia – którego domeną są walki skradankowe, i Alex Becket zręcznościowiec uczący się przeciwnika by zadać ten jeden cios! Link do wersji Daniela złapiecie tutaj. A link do wersji Alexa o właśnie tutaj. Jak wygląda kwestia głosowania? Każdy, …
Read more