Jean-Paul Cremufca

Imię: Jean-Paul Cremufca
Wzrost: 178 cm
Waga 72kg wagi
Wiek: 21 lat 37 dni
Powód startu: Zdobycie sławy, podbicie sobie ego i pokazanie innym, że jest od nich lepszy
Awatar:
Wygląd
Włosy barwy brązowej, krótko przystrzyżone z przodu dłuższe i zaczesane do tyłu. Twarz chuda i podłużna, lekko pożółkła. Uszy przylegjące do głowy, nos prosty. Względnie wysokie czoło -Strój Czarny obcisły kombinezon na którym nosi elemnty zbroiw kolorze srebra negujące obrażenia o 80%( kirys osłaniający brzuch, karwasze osłaniajaće przedramię od łokcia po nadgarstek oraz nagolleniki osłaniające od frontu. Na to nosi dodatkowo szeroki pas z wieloma kieszonkami na całej jego długości oraz ciemnoszary płaszcz z wysokim kołnierzem i długimi rękawami( karwaszy i kirysu domyśłnie nie widać). Czarne solidne buty za kostkę, które można zdjąć po ich odbezpieczeniu( przez co nie może ich utracić na wskutek działań przeciwnika).
Mechanika Pancerza: Obrażenia otrzymane w opancerzone elementy awatara zostają pomniejszone o 80%. Pancerz nie wchłania energii kinetycznej więc wciąż cios otrzymany w kirys pomimo znikomych obrażeń może odrzucić. Obrażenia zadane w opancerzona elementy postaci nie mogą być śmiertelne ( żeby zabić trzeba zadać obrażenia w nieopancerzone elementy awatara)(edytowane)
Sprzęt:
-Pas z granatami – Pas ma 10 kieszonek. Zawartośc( kieszonki) domyślnie ma wymiary do 70x50x30 cm ale po wzięciu do dłonii powiększają się do stardandowej wielkości. Po “zyżuciu” każda kieszonka ma od 40 sekund czasu odnowienia do zregenerowania się łądunku w kieszonce. Każde użycie danego ładunku podczas walki zmniejsza jego czas odnowienia o 5 sekund aż do minimalnych 5.
Zawartość:
-4 Miny wybuchowe przyklejace się do pierwszego napotkanego elementu nie będącego dłonią Jeana. Aktywujące się gdy ktoś stanie w odległości 2 metrów od nich i będące domyślnie niewidzialne ( Eksplozja obejmuje obszar o promieniu 3 metrów i zadaje rosnące liniowo obrażenia od 10 w odległości 3 metrów od epicentrum do 80 w nim)zaburza zmysł wzroku i słuchu u przeciwnika do 2 sekund). Może być użyte do destrukcji otoczenia. Po wybuchu zostawia wgłębienie w terenie. Bardziej uszkadza otoczenie niż przeciwnika.
-2 Miny kryształowe – rozkłądają się na przestrzeni o promieniu 40 cm i wdepniecie w nie powoduje pokrycie ofiary krysztalem ktory unieruchamia aż do zniknięcia w momencie przyjęcia jakikolwiek obrażeń( kryształ przyjmuje na cały dmg przez co ofiara nie dostanie obrażęń od ciosu co najwyzej zostanie odrzucona). W przypadku opuszczenia zasięgu miny przed pełnym pokryciem przez kryształ przestaje on przyrastać.( przez co może pokryć tylko nogę/rękę).
-1 Granat zwykły, zadający przy wybuchu do 60 punktów obrażeń i odrzucający. Domyslnie wybucha w pierwszym kontakcie z otoczeniem, ale w panelu kontrolnym może być ustawiony na wybuch za określony czas. Może być użyty do destrukcji otoczenia.
-1 Granat negacji, powodujący zanegowanie na obszarze o promieniu do 15 metrów wszelakich efektów sklasyfikowanych jako “moce” postaci w tym Jeana. Nie działa na ekwipunek
-2 Grataty “czosnkowe”, które wybuchają przy pierwszym kontakcie z otoczeniem i rozrzucają na obszarze o promieniu 5 metrów malutkie czosnki, przy konktakcie z którymi na 0,5 sekundy przeciwnik zostaje unieruchomiony ( model zastyga w bezruchu przez co łatwo o wytrącenie z równowagi).
-Tarcza – Szerwoka owalna tarcza noszona na lewej ręce. Może być przyczepiona do pleców jakby na magnes( jak postacie w grach kiedy jej nie używają ). Nie może jej wtedy utracić. Tarcza osłania przed wszelakimi pociskami ale już nie przed eksplozjami. W przypadku odparcia nią ciosu bronią białą możliwe jest jej uszkodzenie poprzez utkwienie w niej wrogiej broni( nie można ich potem rozdzielić). Na start walki przyczepiona do pleców
-Szabla Zakrzywiona szabla służąca do walki na bliskim dystansie. Z każdym ciosem, który zakończy się kontaktem z awatarem przeciwnika bądź bezpośrednio trzymanym przez niego orężem wykrada 1% prędkości postaci ( wszystkie ruchy i percepcja przeciwnika zostają pomniejszone o 1% podstawowej wartości, a Jean równomiernie przyspieszony względem otoczenia. Na początku noszona w pochwie przytroczonej do pasa
-Włócznia Długa włocznia 2,2 metra, którą można rzucać. Bliżej jej do oszcepu niż standardowej włóczni. Domyślnie umieszone na plecach.
-Sztylet Krótki kilkunastocentrymetrowy sztylet noszony w kaburze przyczepionej do prawego uda. Domyślnie ukryty pod płaszczem. Również nakłada efekt kradzieży prędkości
-Panel kontrolny Na lewym przedramieniu pojawia się dotykowy panel pozwalający na zdalną detonację umieszczonych wcześniej ładunków jak i nastawienia timera na granaty, Sprawdzenie obecnego poziomu życia swojego i przeciwnika, zmianę koloru swojego avatara jak i ekwipunku z domyślnie czarno-szarego na dowolny( możliwy nieznaczny kamuflaż) oraz wyświetlenia mapy otoczenia z lotu ptaka.
Moce
-Hiperskok – wywołanie odrzutu pomiedzy podeszwami butów a podłożem pozwalające na wykonaniu skoku do 8-10 metrów za pomocą myśli. Wyłołąnie komendą słowną podwaja moc odrzutu.
-Prowokacja – Może przyjąć sylwetkę i twarz Johny’ego Sinsa
-Styl walki -Jean stara się czynić przede wszystkim użytek ze swojego pasa i jak najszybciej poskracać czasy odnowienia na jego zawartości. W pierwszej kolejności stara się walczyć tarczą i włócznią, którą sie posługuje średnio/dobrze i jest to przede wszystkim stała obrona. W przypadku bardziej ruchliwego przeciwnika rzuca włócznią w niego i dobywa szabli. W zależności od sytuacji w drugiej ręce ma wówczas tarczę albo “odwiesza” ją sobie na plecy by uniknąć ciosu w tył i dobywa w drugiej ręce sztyletu. Hiperskoku używa przede wszystkim do zachowania dystansu tak by móc użyć przedmiotu z pasa bądź uciec na jakiś teren, który będzie mógł zaminować. Lubi ofensywanie korzystać z granatów
-Charakter: -Jean lubi podczas walki prowadzić ciągłą rozmowę z przeciwnikiem tak by go rozezlić i sprowokować do zrobienia czegoś głupiego. Lubi się przechwalać i szkalować innych. Często wytyka błędy. Podczas walki bywa brutalny i lubi poniżyć przeciwnika.

Seriz Cortez

Seriz Cortez

Wiek: 18 lat, skończył je tydzień przed rozpoczęciem edycji
180 wzrostu,
52 kg
Włosy czarne,
oczy zielone
Pseudonim “Nessie”
Gracz solo / faworyt Kółka Wędkarskiego “Leszcz”
Motywacja: reprezentacja klubu; chęć zdobycia pieniędzy na znany sobie cel.

Charakter: Raczej przyjacielski, dobrze wychowany. Stara się nie rozmawiać z przeciwnikami. Na bieżąco z aktualnymi trendami, memami, popkulturą.

Wygląd w Lyoko: Czarno- szary strój z “doszytymi” rybami na plecach (Leszcze – symbol koła wędkarskiego “Leszcz” ). Szare wzory raczej niedominujace, głównie na “szyciach” stroju. Szaro-niebieskie pancerze na przedramionach i nogach w stylu Mecha. Dodatkowo czarno-biała maska zasłaniająca twarz. Jeśli zostanie zdjęta, ukazuje się pod nią chłopak o delikatnych rysach, zielonych oczach i czarnych włosach.


Bronie: nie mogąc się zdecydować, Nessie zarejestrował na turniej swoje dwa długie, cienkie miecze, dwa noże, przystosowane zarówno do wspinaczki, jak i do walki oraz darowaną przez kółko “Leszcz” wędkę. Jako zawodowy gracz nie musi jednak chodzić obładowany ekwipunkiem. Ma sakiewki zmniejszające (na noże i wędkę), natomiast miecze nosi na plecach.


Moce: wodna bariera- jest w stanie przez kilka sekund utrzymać barierę z cyfrowej wody, która dewirtualizuje broń, ataki i awatary. Działa także na jego ekwipunek, zatem nie może atakować, mając wzniesioną barierę, o ile broń nie jest samonaprowadzająca.
Wodny tancerz – jako członek kółka wędkarskiego posiada moc, dzięki której jest w stanie  z łatwością uniknąć kąpieli w cyfrowym morzu. Pozornie zanurza się w nim, by po chwili wystrzelić z wody na wysokość najbliższej powierzchni. Umiejętność odnawia się kilka minut.

Ulubiona strategia: Atakuje z bliska, unikając ewentualnego kontrataku dzięki zwinności i wodnej barierze. Jeśli sytuacja zbyt się skomplikuje, podprowadza przeciwnika na skraj sektora (o ile to możliwe) i pozoruje sytuację, w której zostaje zepchnięty. Wtedy wykorzystuje swoją umiejętność, a w wypadku wyładowania na złej płaszczyźnie, za pomocą wędki i noży transportuje się na powierzchnię i atakuje przeciwnika z zaskoczenia.
Przed walką zawsze dokładnie rozważa możliwości swojego przeciwnika i przygotowuje plan. Nie waha się zmienić strategii, jeśli zauważy szansę na prostsze zwycięstwo.
Unika rozmów z przeciwnikiem, chyba, że to część jego strategii.

Dodatkowe informacje:
Jest profesjonalnym graczem. Gra od dzieciństwa, w realnym świecie bywa rzadko (zalecany nocleg co dwa dni w realnym świecie w wypadku używania skanerów; wymuszone wylogowanie z niektórych sektorów)
Potrafi walczyć różnorodną bronią, dobiera ją w zależności od potrzeb.
Nadzwyczaj zwinny i szybki.
Często walczy w imieniu różnych stowarzyszeń. Nie przypomina sobie, by kiedykolwiek się o to prosił, lub zgadzał. Najczęściej dostaje po prostu zadanie do wypełnienia i zapłatę.
Jego lewa noga jest traktowana przez system jako “pancerz” – jej zniszczenie nie zadaje mu obrażeń. Oficjalnie nie wiadomo, dlaczego tak jest- organizatorzy turnieju pozwolili na zatajenie tej informacji.

Historia:
“Nessie” – wielu go widziało, jeszcze więcej uważa go za bujdę. Mityczny wręcz solista przemierzający Cyfrowe Morze w, rzekomo, własnego projektu statku i wykonujący najróżniejsze misje. Legendarny zdobywca fortec kilku gildii, przez niektórych uważany za złodzieja, przez innych za zwykłego wojownika. Jest wszędzie i nigdzie. Nie wiadomo, gdzie ma bazę wypadową, w której trzyma łupy. Jego istnienie potwierdza tylko zeszłoroczny ranking zarobków. W niewyjaśniony sposób powiązany z niszowym klubem wędkarskim “Leszcz”, stał się wręcz jego twarzą, choć tak na prawdę niewielu widziało, co kryje pod maską. Wieść głosi, że prywatnie jest zwykłym członkiem koła, który ma dostęp do dwóch wirtualnych postaci.

Podsumowanie z pierwszej edycji

Walka finałowa zakończyła się zwycięstwem Charlesa Soule. Postanowiłem dodać tutaj tą informację, bo bez czytania drugiej edycji Areny nie da się tego domyślić ~ Mayakovsky

Historia rozwoju i czasy obecne:


Od czasu uruchomienia przez Belpoisa Superkomputera do dnia rozpoczęcia pierwszej edycji turnieju minęło ok. 40 lat. (10)


Przez ten czas wiele się wydarzyło. Ok. 20 lat po pokonaniu Xany komercyjne superkomputery kwantowe zaczęły zbliżać się do możliwości Superkomputera Franza Hoppera. W związku z tym kamieniem milowym rozwoju nauki Jeremie Belpois upublicznił za darmo większość odkryć poczynionych podczas tworzenia Lyoko i później walki z Xaną. (10)


Dzisiaj potencjał komputerów kwantowych został dużo efektywniej wykorzystany niż w Lyoko i możliwe, że przekroczył już możliwości Superkomputera Franza Hoppera. W świecie wirtualnym istnieje wiele materiałów o rozmaitych kolorach, fakturach i innych właściwościach fizycznych. Odtworzone, a także zmodyfikowane zostały skomplikowane tkanki roślinne i zwierzęce. (10)


Na potrzeby naukowe, edukacyjne, kronikarskie i rozrywkowe zostało szczegółowo odtworzonych i zasymulowanych w Internecie wiele historycznych lokacji i wydarzeń. Poza tym, samo rozpowszechnienie się technologii wirtualizacji doprowadziło do zrewolucjonizowania dziedzin takich jak medycyna (możliwe jest teraz materializowanie uszkodzonych tkanek z wysoką precyzją) i transport (powszechnym środkiem komunikacji jest niemal natychmiastowa podróż przez Internet). (10/14)


Życie w Internecie jest powszechne i pełne udogodnień. Zwirtualizowani mają stały dostęp do osobistego terminala, który pozwala m.in. na przechowywanie i otwieranie plików, np. graficznych i dźwiękowych oraz komunikację. (10/16)


Dostępne do kupienia są posiłki oraz napoje, które oddziałują na zmysł smaku i prawdopodobnie dostarczają organizmowi po rematerializacji wartości odżywczych. Istnieją także napoje alkoholowe obłożone podobnymi restrykcjami sprzedaży, jak w świecie rzeczywistym, więc prawdopodobnie mają podobne efekty. Można zakupić także substancje mające efekty po spożyciu charakterystyczne dla świata wirtualnego. (10/11/13)


Technologia wirtualna rozwija się nie tylko niskopoziomowo, ale też powstaje wiele skomplikowanych mechanizmów cyfrowych, jak np.:
– teleporty wewnątrzsektorowe, które rozpoznają, do kogo należy ekwipunek i przenoszą właściciela tylko z jego własnym ekwipunkiem. (16)
– pointery transferowe – programy, które potrafią sklonować strumień danych dewirtualizacji w pobliżu, a nawet przechwycić go całkowicie i po dewirtualizacji wysłać kogoś w inne miejsce. Można je wszczepić w czyjś kod. Nie wiadomo, czy to powszechna technologia, czy dostępna tylko Xan Guldur (więcej w sekcji Xan Guldur). Prawdopodobnie nie jest znana/legalna. (16)


Podróżowanie po wirtualnym świecie może przyjąć wiele form. Można się przelogować i zewnętrznie przesłać swój awatar do innej lokacji, lub skorzystać z portali międzysektorowych. Na pewno jeden z nich prowadzi do sektora-karczmy „Pod Zdechłym Kotem”. Między sektorami można się przemieszczać także przy użyciu wirtualnych łodzi podwodnych lub konwencjonalnie po osuszonych rejonach Cyfrowego Morza (13/16).

Historia Wojowników Lyoko:


Wraz z upublicznieniem technologii Superkomputera, do świadomości masowej przedostała się także ogólna historia walki z Xaną, jego zniszczenia i dokonań Wojowników Lyoko, jednak szczegóły dotyczące Superkomputera w Fabryce i wczesnych lat walki z wirusem nie są powszechnie znane. Sami wojownicy są prawdopodobnie rozpoznawalni i znani z imienia, nazwiska oraz wyglądu w Lyoko. (10/3/4)

Topografia Internetu


W tej chwili Internet zapełniony jest wirtualnymi światami, z których każdy może hostować jeden lub więcej sektorów. Dla uproszczenia światy wirtualne z jednym tylko sektorem także nazywa się sektorami.
Znane samodzielne światy/sektory:
– oryginalne Lyoko (Lodowiec, Pustynia, Las, Góry, Kartagina, Wulkan) (1)
– Kora (1)
– Pod Zdechłym Kotem – sektor poświęcony karczmie o tej samej nazwie, składający się głównie z samej karczmy i niewielkiego parku. Jeden z lokali cieszących się popularnością podczas turnieju, kiedy biesiadnicy zbierają się tam oglądać transmisje walk. Serwując napój „Zielony smok”, więcej w sekcji Ciekawostki (10/12/13)
– Xan Guldur – legendarny podróżujący sektor, więcej w sekcji Xan Guldur (2)
– Old Older Orb – jedno z 4 największych wirtualnych miast (13)
– Etoile en acier – jedno z 4 największych wirtualnych miast, z zamkiem w centrum (13)
– Nowy Sektor – najstarszy publiczny sektor, składający się z miasta i otaczających go wzgórz. Jego charakterystyczną cechą jest niebo o zmiennym kolorze (14)
– Międzysektor – ogromny fragment osuszonego Cyfrowego Morza, łączący ze sobą 7 tzw. sektorów centralnych. Jego promień wynosi co najmniej 3 dni drogi pieszo, prawdopodobnie o wiele więcej. Jest pustą płytą pełną brunatnego pyłu (16)
Oprócz tego istnieją w nieznanych ilościach:
– sektory-miasta (10)
– prywatne sektory poświęcone jednemu obiektowi (10)
– repliki Lyoko (2/13)
– wiele innych sektorów (2)
Możemy ponadto wyróżnić 4 największe sektory-miasta (wśród nich Old Older Orb i Etoile en acier) oraz 7 największych sektorów centralnych połączonych Międzysektorem. Nie wiadomo, czy te zbiory się pokrywają. (10/16)

Gra i gracze:


Światy wirtualne poza wszystkim innym służą także rozrywce, stąd w ogólnym slangu wirtualną rzeczywistość nazywa się także grą, w nawiązaniu do systemów RPG, a poruszające się po niej osoby graczami.
Istnieje system zdobywania ekwipunku oraz punktów doświadczenia traconych w momencie dewirtualizacji. (2)
Istnieje rozwijane oknno ekwipunku dostępne w osobistym terminalu, pozwalające przenosić łatwo wiele przedmiotów. (13)
Z uwagi na charakterystykę gry, w wirtualu dostępne jest wiele modyfikowalnych ubrań, narzędzi i broni o zmiennych parametrach fizycznych, a także moce, wszystkie możliwe do zakupienia, znalezienia lub wygrania. Dostępna jest także markowa odzież (1/5/11/12)
Z typowych elementów RPG w grze można znaleźć m.in. areny treningowe (np. w Etoile en acier) oraz zamieszkujące różne sektory NPC. (2/13)
Funkcjonują różne stowarzyszeni graczy lub NPC, takie jak gildie i klany. Wśród nich można wyróżnić Gildię Tizia – popularną szkołę trenującą wojowników do walki w grze. Jej uczniów i absolwentów można poznać po standardowym zapewnianym przez szkołę uzbrojeniu i uniformach. (1/2)
Istnieją tzw. Czerwoni Gracze (Player Killerzy) wykonujący zadania prawdopodobnie typu manhunt. Wydaje się, że są owianymi złą sławą świetnymi, niebezpiecznymi graczami. (2/10)
Na potrzeby Gry okazało się, że działania pewnych podprogramów sektorów można w niektórych kontekstach traktować jak moce postaci. (16)

Xan Guldur (2/13/16):
Xan Guldur to mroczna opuszczona forteca stale zmieniająca swoje położenie i prawdopodobnie największa tajemnica świata wirtualnego. Jest to jedyny znany sektor zdolny do samoistnego przemieszczania się.
W Xan Guldur występują zakłócenia uniemożliwiające intruzom m.in. korzystanie z osobistych terminali, sama forteca może też blokować komunikację na określonym obszarze, prawdopodobnie w całym sektorze, w którym aktualnie przebywa.


Wygląd Sektora
Xan Guldur jest sektorem utrzymanym kolorystycznie w odcieniach czerwieni i czerni. Samą fortecę otaczają rozległe zwyczajne targowiska, domy i dziedzińce, a także kompleks portowy – wszystko prawdopodobnie opuszczone.
Xan Guldur wydaje się mieć kilka ufortyfikowanych kondygnacji ciemnokrwistych murów, z których najwyższą jest sama forteca.
Wiemy o trzech wyróżnianych pomieszczeniach w fortecy:
– duża, prosta, pusta, ciemna geometryczna sala na jednym z najwyższych pięter, z której wychodzi jeden geometryczny korytarz w głąb fortecy, a naprzeciw wyjścia większość ściany zajmuje grube jednolite kryształowe czerwone okno. Ta ściana fortecy biegnie prawdopodobnie tuż przy samej krawędzi sektora
– kwadratowe pomieszczenie, w którego rogach stoją posągi czarnych panter, a w centralnej części z ziemi wyrasta niski próg o wymiarach 3m x 4m x 10cm. Na jego bokach wygrawerowane są tajemnicze symbole. Prawdopodobnie prowadzi do niego biegnący pod Xan Guldur tunel do którego wejście ulokowane jest na poziomie pierwszej kondygnacji murów
– pokój narad wojennych


Bestie z Xan Guldur
Xan Guldur jest domem dla wielu potworów zwanych bestiami lub abominacjami. Jednostki te są śmiertelnie niebezpieczne i trudne do pokonania. Wśród nich:
– czarne pantery – umięśniona czarne pantery z ogromnymi ostrymi cienkimi zębiskami. Nie posiadają ogonów, mają twardą skórę i dodatkowo opancerzone grzbiet i pysk. Jedynymi odsłoniętymi częściami ciała są brzuch i lśniące białe ślepia. Czarne pantery są jedną z największych zmór graczy. Są bardzo rzadkie i bardzo niebezpieczne. Ich czas reakcji jest bardzo krótki, doskonale unikają ataków, są bardzo agresywne
– stalowe pająki
– ćmy – wielkie ćmy plujące kwasem
– rakietowe gryfy – latające gryfy z wrośniętymi w grzbiet wyrzutniami rakiet
– skorpiony – gigantyczne skorpiony o wystrzeliwanym odwłoku na łańcuchu tworzącym czarne dziury
– centypody – gigantyczne stonogi uzbrojone w obrotowe działka laserowe o wysokiej częstotliwości
– czarne niedźwiedzie – opancerzone czarne niedźwiedzie potrafiące się teleportować
Prawdopodobnie istnieje ich o wiele więcej.


Marionetka
Marionetka jest najwyższą istotą w Xan Guldur. Wydaje się mieć potężne moce, takie jak przywołanie prawdopodobnie autonomicznych kukiełek na sznurkach awatarów różnych graczy. Takie kukiełki mają skopiowane oryginalne moce i uzbrojenie, a także wszystkie niespodziewane właściwości.
Ponadto Marionetka (lub samo Xan Guldur) może nadawać nowe moce graczom oraz wydaje się mieć dostęp do mocy aktywowanych zaklęciami i inkantacjami, takimi jak:
– Z słowa mojego, Pani tych ziem, odbierz temu człowiekowi ciało i przywdziej go na nowo! Nadaj mu postać naszych braci, byśmy mogli go otulić naszą ciemnością! Czarna Pantera! – po wypowiedzeniu przez Marionetkę inkantacji w opisanej wyżej sali z posągami i ołtarzem oczy posągów zaczynają się świecić, a stojący na platformie Tadeusz Różan przemienia się w Czarną Panterę. Prawdopodobnie inkantacja zadziała nie tylko na Tadeusza, nie zadziała wypowiedziana przez kogoś innego i  może przemienić człowieka w inne rodzaje bestii z Xan Guldur.
– Inehrin de telle – kompresja osoby (być może dowolnego obiektu lub tylko bestii z Xan Guldur) w niebieskich płomieniach do formy kulki
– Abyss. An re liv – otworzenie niewielkiego czarnego portalu. Zastosowanie i właściwości nieznane, prawdopodobnie sposób podróży między sektorami. Wysyła obiekt przez portal w pulsie światła. Być może dwa osobne zaklęcia.
– Détruire omnes et omni – tworzy niszczącą kulę energii, która rozbija cel w rozżarzony pył
– Homine. En re liv – fala kinetycznej energii, która jednocześnie odmieniła Tadeusza Różana z pantery w człowieka. Być może dwa osobne zaklęcia.    
Marionetka (i prawdopodobnie całe Xan Guldur) kiedyś było rządzone przez „Pana”. Według Marionetki „Pan” od lat nie wrócił do Xan Guldur i prawdopodobnie już nie żyje/nie istnieje.
Prawdopodobnie Marionetka była kiedyś i jest teraz posiadaczką przynajmniej jednego Sygnetu Xany – więcej w sekcji Mitologia Xany.


Atak na Etoile en acier
Ostatni raz, kiedy Xan Guldur było oficjalnie widziane, miał miejsce podczas niesławnego ataku na Etoile en acier. Latająca forteca niespodziewanie pojawiła się nad sektorem i wysłała bestie do walki. Po krótkim starciu przeważające siły Xan Guldur zwyciężyły i okupowały miasto było przez 3 dni. Potem zniknęła i od tego czasu nie ma o niej oficjalnych informacji.
Prawdopodobnie pośrednią przyczyną ataku na Etoile en acier jest bitwa stoczona w nieznanym czasie przez Marionetkę i Tadeusza Różana.
Cytat Marionetki: „Dla ciebie złamaliśmy nasz jedyny rozkaz. Dla ciebie rzuciliśmy Étoile en acier na kolana.”

Mitologia Xany:
W związku z rozpowszechnieniem informacji o Lyoko, do powszechnego obiegu wypłynęły także informacje o walce z Xaną. Czym naprawdę był wirus i co zdołał zrobić na świecie i w Internecie – to wszystko owiane jest tajemnicą.
W powszechnym mniemaniu Xana został zniszczony i nie zagraża już światu, takie zdanie utrzymują też Wojownicy Lyoko. Sugestie, że jest inaczej, traktowane są pobłażliwie jako teorie spiskowe. (4)
Mimo to wzmianki o Xanie i domniemane efekty jego działalność dalej są dostrzegalne dla nielicznych.
Sygnet Melanie
Melanie Dunbar, półfinalistka pierwszej edycji Turnieju posługiwała się pierścieniem zwanym Sygnetem Xany. Pozwalał on jej na tworzenie tarczy i emitowanie fali energii, zdawał się też być w stanie zarówno zwiększać, jak i zmniejszać efekty mocy dziewczyny. (4/11)
Dodatkowo Sygnet prawdopodobnie ranił samą noszącą, a także był w stanie komunikować się z nią przy pomocy wyświetlanych poleceń. Prawdopodobnie Sygnet Melanie pojawił się u niej na ręku podczas pierwszej wizyty w oryginalnym Lyoko, a potem zrematerializował się razem z nią. Powody nie są znane. (11/14)
W świecie rzeczywistym Sygnet jest opisywany jako niezniszczalny. Jednak później, przed półfinałami Sygnet Melanie uległ zniszczeniu i nie miała go w walce półfinałowej. W walce o trzecie miejsca Melanie ma go ponownie. Zasugerowane jest, że zniszczeniu uległ falsyfikat. (14/15)


    Pozostałe Sygnety, Grób Xany, Sumienie Xany
Inny sygnet posiadał Charles Soule, który potem przekazał go Tadeuszowi „Ryszardowi” Różanowi. Zasugerowane jest, że ten konkretny Sygnet znajdował się kiedyś i być może także obecnie w posiadaniu Marionetki (więcej w sekcji Xan Guldur ). (14)
Sygnety zdają się być niezwykle wytrzymałe, zdolne do chronienia swoich nosicieli w świecie rzeczywistym oraz reagują na nazwany przez Charlesa Soule’a Grobem Xany grób Xaviera Schaeffera (obecnie zniszczony). Istnieje możliwość, że wszystkie powyższe informacje są mistyfikacją. (14/15)
Zasugerowane jest istnienie innych Sygnetów Xany, a także czegoś powiązanego z nimi – Sumienia Xany. (14)

Przebieg turnieju:
Zawodnicy przed walkami przygotowują się w lobby, tzw. Hali Wyjścia, w której dostępne są napoje i terminale pozwalające m.in. na załadowanie sobie stroju i uzbrojenia. Możliwe, że takich miejsc jest więcej niż jedno. (12/13)
Dopiero stamtąd zawodnicy przenoszeni są na Arenę. Ok. 30 sekund przed startem otaczają osobno czarne kwadraty, zamykając ich w „klatkach”, z których są przenoszeni na pole walki z zachowanie pozycji, w jakiej się znajdowali, w przeciwieństwie do klasycznej wirtualizacji. (12)
W „klatce” zawodnicy stoją osobno w ciemności mając przed sobą świetlisty fioletowy punkt. W tym czasie otrzymują standardowy komunikat o miejscu walki i przeciwniku (przynajmniej w jednej walce został wygłoszony przez damski głos):
„Witaj <imię zawodnika>. Twoim wrogiem będzie <imię i nazwisko przeciwnika>, walczyć będziecie w <nazwa sektora> aż do finałowej dewirtualizacji. Powodzenia” (10/12)
Po przeniesieniu się na pole walki zawodnicy pojawiają się kilka metrów nad ziemią na wyznaczonej kolistej powierzchni startowej. Do jej szczegółowego planu mają dostęp przed rozpoczęciem walk, plany reszty powierzchni Areny nie są oficjalnie dostępne (9/13)
Finałowe rozgrywki pierwszego Turnieju od ćwierćfinałów odbywały się w starym, oryginalnym Lyoko bądź oryginalnej Korze, wystąpiły jednak pewne modyfikacje: (11)
– podczas jednej z walk w Sektorze Polarnym pojawiły się niezidentyfikowane obiekty przypominające dmuchawce, pozornie nieszkodliwe, lekko kopiące prądem (11)
– podczas jednej z walk w Sektorze Leśnym wystąpiła niewidziana w serialu w Lesie struktura, wyrastająca z platformy skała (10)
Podczas walki mogą być wygłaszane komunikaty systemowe dotyczące np. pozostałych punktów życia lub efektywności ataków, dodatkowo prawdopodobnie w polu widzenia wyjątkowo zagubionym zawodnikom wyświetlają się lub odgrywają się komunikaty przypominające zasady. (11/12/13)
Zawodnicy na Arenie mają ograniczony dostęp do funkcji z Gry – nie mają dostępu do ekwipunku i innych podstawowych funkcjonalności, moce, uzbrojenie i wyposażenie jakie mają ze sobą na polu walki jest wcześniej zadeklarowane, ograniczone i regulowane zasadami. Prawdopodobnie zniszczone elementy uzbrojenia zawodników po pewnym czasie są im przywracane, a wykorzystane moce regenerują. (12/13/16)
Po dewirtualizacji na Arenie przegrany wraca do realnego świata. (9)
Walki z Turnieju są transmitowane i komentowane na żywo oraz nagrywane w internetowych stacjach telewizyjnych i cieszą się dużą popularnością. Dostępne do obejrzenia są m.in. nagrania z receptorów wzrokowych i słuchowych danego zawodnika, oraz widok z trzeciej osoby, z wielu perspektyw. Istnieje kultura spotykania się w wirtualnych pubach na kibicowanie podczas Turnieju. Same nagrania nadają się do bardzo precyzyjnej i szczegółowej analizy. (9/10/11/12/13/16)

Ciekawostki:
Zielony Smok – napój serwowany w Pod Zdechłym Kotem, prawdopodobnie doprowadza do niekontrolowanego użycia mocy i znacznego chwilowego wzmocnienia którejś ze specjalnych umiejętności użytkownika kosztem znacznego obciążenia organizmu w trakcie akumulacji mocy. W tym czasie osoba spożywająca może mieć problemy z chodzeniem i innymi funkcjami motorycznymi, W przypadku Sequilla Pradda-Dunbara napój spowodował nagłe uwolnienie mocy zgodnej z mocami zawodnika. (10/13).
Czarne ostrze – zwycięzca pierwszej edycji turnieju posługiwał się krótkim, 16-centymetrowym lekko wygiętym ostrzem, które przecinało się przez zdecydowaną większość znanych obiektów wirtualnych: zwyczajny ekwipunek, szkielet sektora, ataki energetyczne, tarcze ochronne, nawet anomalie grawitacyjne. Jest to broń jedyna w swoim rodzaju, nie jest powszechnie wiadomo skąd pochodzi i czy istnieją inne. Oryginał został prawdopodobnie zniszczony podczas walki w Xan Guldur, choć została też wtedy utworzona jego kopia o identycznym działaniu. Nie wiadomo, kto jest teraz posiadaczem broni – prawdopodobnie Charles Soule lub Tadeusz Różan. (12/14/16)
Pochodnie – w wirtualu istnieją możliwe do przechowania w ekwipunku pochodnie. Bo w sumie czemu nie? (13)
Waluta – prawdopodobnie nie istnieje wirtualna fizyczna waluta, tylko należności są dopisywane do rachunku danej osoby, lub ściągane z przypisanego konta. Istnieją jednak przy tym odpowiedniki realnych monet, a przynajmniej jedna ćwierćdolarówka. Z uwagi na kulturę Gry i RPGowość świata wirtualnego prawdopodobnie istnieją także wewnętrzne waluty niespotykane w świecie rzeczywistym, a także handel punktami doświadczenia i barter. Kwestia ekonomii w tym nowym świecie jest zatem dość mglista (12/13)
Zmiany płci – istnieje w świecie wirtualnym usługa zmiany płci awatara, nie jest jednak popularna, a lokale oferujące ją cieszą się złą sławą (13)

Oznaczenia numerów źródeł informacji w nawiasach
    1. Karta Postaci Tamary Benedette
    2. Karta Postaci Tadeusza Różana
    3. Karta Postaci Sequilla Johannesa Pradda-Dunbara
    4. Karta Postaci Melanie Dunbar
    5. Karta Postaci Loyyda
    6. Karta Postaci Klary Andrycz
    7. Karta Postaci Charlesa Soule’a
    8. Karta Postaci Aiyany Storm
    9. Aiyana vs Klara
    10. Tadeusz vs Sequill
    11. Melanie vs Loyyd
    12. Charles vs Tamara
    13. Aiyana vs Tadeusz
    14. Charles vs Melanie
    15. Melanie vs Aiyana
    16. Tadeusz vs Charles

Autor: Qazqweop

[FINAŁ 1-1] Tadeusz Różan vs Charles Soule

– Mały braciszek ma wyrzuty sumienia?
Nim Charles odpowiedział na słowa, które przywitały go w progu, niespiesznie zdjął płaszcz i przeszedł do niewielkiej kuchni. Tam włączył stary pokryty kamieniem czajnik, przyszykował dwa kubki i rozsypał do nich liście herbaty, cały czas odprowadzany przez lekko kpiące i bardzo znajome spojrzenie. Dopiero gdy dało się słyszeć szum wrzącej wody, powiedział:
– Co ty tutaj robisz, Carrie?

– Ogień! Będziesz ział ogniem!
– Będzie mógł sprawić, że spalę się od środka, albo przynajmniej będzie mnie rozpraszał w losowych momentach.

– To ja powinnam zadać to pytanie. Pomogłeś wygrać Melanie Dunbar. Najpierw ty oszukałeś ją, teraz pomogłeś jej oszukać dzikuskę. Pomogłeś jej.
Charles upił łyk wciąż gorącego naparu i odetchnął głęboko, czując jak ciecz pali mu gardło, a potem rozmywa się po ciele w przyjemne ciepło.
– Nawet jeśli, to co? Laska jest głupia, ale nie aż tak, żeby nie zorientować się, że jej moce w Lyoko zawsze należały do niej, a pierścień tylko pomagał. Wystarczyło pomóc odzyskać jej wiarę w siebie i zmanipulować Storm, to tylko dwie rozmowy. Tyle czasu mogę poświęcić. Z resztą publiczność i tak domagała się przegranej Aiyany.

– Wielkie kolce wyskakujące z grzbietu!
– Jeśli je aktywuje, kiedy szarżuję lub skaczę, stracę balans. Więcej ryzyka niż pożytku.

– Wymówki. A teraz nie tylko Dunbar chowa do ciebie urazę, ale także Storm i Benedette. Nie umiesz obchodzić się z kobietami – prychnęła.
– Kobietami? To wszystko jeszcze dzieci – wtrącił z uśmiechem.
– Szczególnie z Benedette, powinieneś na nią uważać. Chce cię zabić.
– Skąd to wiesz?
– Lepsze pytanie – czemu ty tego nie wiesz? Wszystkie informacje masz przed oczami.
– Dzięki, Mycroft – Charles uśmiechnął się z własnego żartu. Twarz Carrie pozostała niewzruszona – Nie zauważyłem, bo nie patrzyłem na nią, bo nie sądziłem, że warto. I dalej tak sądzę.

– Może niszczący dotyk…?
– Ha, nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, na ile sposobów Charles może tego użyć przeciwko mnie.
– No to co?
– Żadnych dodatkowych mocy. Po prostu przygotuj pointer transferowy i zaufaj mi, że wygram. A wtedy go dostaniesz, Marionetko.
Uśmiech Czarnej Pantery zawsze jest przerażający, choć nieco komiczny, z lśniącymi kłami ułożonymi w kreskówkowy wręcz wyszczerz. Teraz zaś uśmiech bestii wydawał się także jakiś inny. Smutny.

– To wszystko? Może chcesz mi jeszcze życzyć powodzenia?
Carrie wstała bez słowa i ruszyła w stronę wyjścia.
– Siostra, zamknij drzwi wychodząc! – krzyknął jeszcze Charles, po czym zapukał dwukrotnie w stół. Drewniany blat ożył, zmieniając się w interaktywny pulpit, na którym wyświetliła się specyfikacja techniczna Sektora Piątego Lyoko.
– No to do roboty – mruknął jeszcze do siebie, dopijając herbatę – Play Track 56..
>>Ładuję https://www.youtube.com/watch?v=DiaVqBSs550<<

I w końcu, moment, na który czekaliśmy od początku tego turnieju! Ostatnia walka! Niech rozpocznie się w miejscu w Lyoko, które Franz Hopper musiał stworzyć z myślą o tym dniu! Na Arenie!
3!
2!
1!
Start!
Obaj gracze wylądowali w pozycjach bojowych – Charles z wyciągniętym nożem, trzymanym blisko przed klatką, Tadeusz na ugiętych łapach, z szeroko rozwartą paszczą, gotowy do skoku. Wojownicy trwali w bez ruchu, obserwując przeciwnika i czekając na otwarcie Areny. Kopuła nad ich głowami już zwalniała, by za kilka sekund się rozsunąć.
Zawodnicy czekają! Różan z pewnością ma dylemat – jeśli pozwoli Soule’owi uciec do Labiryntu, może się spodziewać nawałnicy chytrych sztuczek, jakie ten zawodnik już nam wcześniej pokazywał. Powinien więc go wykończyć na Arenie bądź w Holu Dostępu.
Pośpiech jednak nie jest wskazany. Różan ma ewidentną przewagę, ale jego przeciwnik jest uzbrojonych w śmiercionośny atut, którym może zakończyć to starcie jednym rzutem.
Arena się otworzyła, dokładnie za plecami Soule’a!
– To… ja… tego… no, spadam! – rzucił Charles, schował nóż, obrócił się na pięcie i wystrzelił w stronę wyjścia.
Czarna Pantera wykazała się doskonałym refleksem i natychmiast skoczyła do przodu. Pokonała dystans dzielący ją od przeciwnika w trzech susach. Czwarty zakończyłby się zmiażdżeniem czaszki Soule’a w paszczy bestii… gdyby ten nie obrócił się nagle i jednym błyskawicznym precyzyjnym ruchem nie cisnął nożem w Tadeusza.
Bestia z Xan Guldur nie miała możliwości uniknąć zabójczego ataku. Mogła się tylko wygiąć, by wirujące ostrze nie wbiło się w łeb, a za obojczykiem. Jednak atak i tak spełnił swoją rolę.
Różan zostaje trafiony! I… wpada w ścianę?
Tak! Ostrze utrudniło mu następny krok, nie trafił w wąskie przejście! Charles Soule zdobył dwie cenne sekundy! Co z nimi zrobi?
Bestia już jest w korytarzy i nadrabia dystans, znowu siedzi Soule’owi na ogonie, obaj są w Holu Dostępu! Soule wskakuje na rozpędzoną windę – skąd ona się wzięła? – i rusza w górę, Różan próbuje doskoczyć… chwyta się platformy jedną łapą! Nie może się wdrapać, zaraz spadnie…!
Boże! Niewiarygodne, czy wy to widzicie!? Bestia z Xan Guldur wdrapuje się po kanale za windą, niemal dotrzymuje jej tempa!
Charles z mieszaniną niedowierzania i podziwu wpatrywał się nerwowo w Tadeusza Różana bez wytchnienia podążającego za kabiną z szaloną prędkością. Sprawiał wrażenie dużo bardziej zdeterminowanego niż w poprzednich starciach, ale i jakby nieobecnego. Jednak był przy tym skupiony na walce, wpatrzony w swój cel i zabójczo skuteczny. Gdy wbijał tytaniczne pazury wszystkich łap w wygiętą w łuk ścianę, przypadał do szyny windy i ogromnymi susami wybijał się do góry, wyglądał niemal jakby biegł po pionowej ścianie.
Od samego początku to był szalony wyścig, dużo bardziej niż Charles się spodziewał. A teraz przyszedł czas na finisz. Soule postanowił nie zatrzymywać windy, tylko wyskoczył z niej przy pełnej prędkości i przeturlał się przez ramię by złagodzić upadek. Gdy tylko stanął na nogi, rzucił się do platformy teleportacyjnej. W tej samej chwili…
Bestia dopada do windy i rzuca się na Charlesa!

Co?
Dźwięk upadającego na platformę czarnego noża, dotychczas wbitego po samą rękojeść w bark Tadeusza, poniósł się głucho po Hangarze.
Co się stało?! Różan jest… w Skidbladnirze! Został przeteleportowany!
Tak, a teleporter przenosi tylko awatara, nie wszystko, co się na nim znajduje. Czarny nóż należał do wyposażenia innego zawodnika, więc nie został przeniesiony,
Dobrze, ale jak to w ogóle możliwe, że włączył się teleporter?
Charles leżał na platformie ciężko dysząc. Jeszcze kilka sekund temu jego twarz od gamy poszarpanych zębisk dzieliło raptem parę centymetrów. Dopiero po chwili podniósł się i zgarnął nóż.
To był koniec. Sektor Piąty jest skomplikowaną konstrukcją, pełną ukrytych cyfrowych mechanizmów. Znacząca część z nich jest kontrolowana z poziomu zewnętrznego użytkownika, tzw. Scypiona, równie wiele z terminala w Kopule. Niektóre przez mechaniczne punkty dostępu, takie jak klucz w Labiryncie. A te kilka które pozostało – otwieranie Areny, przywoływanie windy, obsługa teleportera – właściwie niczym nie różnią się od mocy używanych przez wirtualnych wojowników. I są równie wrażliwe na Wymuszoną Aktywację.
Soule podszedł niespiesznym krokiem do pierwszej z klamr dokujących i zaczął ją spiłowywać. Niemal niezniszczalne cyfrowe zbrojenia nie stanowiły żadnego problemu dla czarnego ostrza. Teraz wystarczyło tylko metodycznie rozmontować cały Hangar, rozciąć tarczę Skidbladnira i strącić wirtualną łódź podwodną w najeżoną kolcami przepaść. Mało satysfakcjonujące zakończenie dla finałowej walki… ale to starcie już się skończyło.
– Lauren Gray…
– Co?
Odłączenie klamr dokujących i uwolnienie pojazdu było możliwe tylko z zewnątrz Lyoko, ale silniki manewrowe i tak wystarczyły, by obrócić łódź wokół osi. Całe pomieszczenie zaczęło się trząść pod wpływem potężnej turbiny próbującej wyrwać Skidbladnira z niewidzialnego uchwytu. A gdy statek obrócił się kokpitem do Soule’a, mężczyzna dostrzegł Bestię z Xan Guldur, usadowioną wygodnie w fotelu i obsługującą niby niewidzialnymi dłońmi konsoletę.
„Naprawdę myślałeś, że nie przygotuję się na to starcie?”
– Lauren Gray, nadszedł dziś ten dzień!
Działka odezwały się błagającym o aktualizację kodu piskiem i wyrzuciły z siebie serię torped. Charles rzucił się w bok cudem unikając natychmiastowej dewirtualizacji. Fala uderzeniowa miotnęła nim i niemal rzuciła w przepaść.
Soule utrzymuje równowagę i rusza biegiem, próbuje umknąć kolejnej salwie… Udaje mu się o włos!
Skidbladnir obraca się i koryguje swoje systemy celownicze za szybko. Jeśli nie wydarzy się coś niezwykłego, to następny strzał kończy tą walkę.
Charles dostrzegał torpedę prującą na niego niczym w zwolnionym tempie. Czy to był efekt stresu, bugu czy może cudu, ten moment jasności umysłu Soule’a był wszystkim, czego potrzebował.
Czarna Pantera pojawiła się na platformie teleportacyjnej w ułamku sekundy i stanęła idealnie na linii strzału. Moment ten Tadeusz Różan zapamięta jako jedną z chwil, w której jego zwierzęca natura wyparła ludzką i zmieniła jego myśli w jeden pierwotny ryk. Nie będzie miał pewności, czy to z powodu bólu jego momentalnie rozrywanych wnętrzności przez cyfrową torpedę, czy oddania się instynktowi drapieżnika, który pozwolił mu zmiażdżyć jednym kłapnięciem krtań Soule’a.

Sala, w której obudził się Charles przypominała starą romańską świątynię. Była wielka, prosta i ciemna, ściany sprawiały wrażenie, jakby powstały z gigantycznych ociosanych bloków bazaltu zestawionych ze sobą w geometryczną komnatę. Z tyłu przez całą szerokość pomieszczenia ciągnęło się okno, przez którego szybę z ciemnokrwistego kryształu wpadała jedynie słaba ciepła poświata.
Soule nie był sam. Oprócz niego w rogu sali powoli podnosił się na nogi Tadeusz Różan, a z korytarza w oddali wyłaniał się… gryf. Wielki czarny gryf z pustym siodłem, do którego przytroczono dwie wyrzutnie rakiet!
– Co do…!?
Monstrum zaskrzeczało i posłało trzy pociski w stronę zaskoczonego Charlesa. Ten w pierwszym odruchu rzucił się do ucieczki, ale po chwili przystanął i przygotował się na przyjęcie rakiet. Jednej uniknął, a dwie pozostałe szybkim cięciem zniszczył neutralizując wybuchy. Ostatni pocisk uderzył w ziemię za Soule’m i zdetonował, a siła eksplozji rzuciła wojownikiem przez salę.
Gryf podążył za swoją ofiarą i padł do lotu nurkowego. Leżący na ziemi Charles zdołał jedynie wyciągnąć rękę w stronę przeciwnika i zacisnąć pięść. W tej chwili bestia wystrzeliła kolejne dwie rakiety.
Te zaś zatrzymały się w powietrzu tuż przed agresorem. Gryf wpadł na nie z pełną prędkością, przyjmując na siebie całą siłę wybuchu i upadł ciężko na ziemię. Charles zerwał się na nogi, a gdy także potwór zaczął się podnosić, cisnął czarnym ostrzem prosto w jego odsłoniętą szyję. Mityczne ptaszysko upadło raz jeszcze, a Soule w kilku krokach dopadł przeciwnika i wykończył go szybkim pogłębiającym cięciem. Bestia rozmyła się w chmurze dymu i zniknęła.
– Co to było!? – wykrzyczał dysząc ciężko do Tadeusza. Jeszcze nim skończył mówić, usłyszał niosący się echem stukot jakby dziesiątek metalowych kuleczek odbijających się od posadzki wiekowej komnaty.
Po krótkiej chwili z mroku korytarza wyłoniło się źródło dźwięku – gigantyczny, długi na kilka metrów czerwiopodobny stwór z całym rzędem krótkich spiczastych odnóży, pokryty chitynowym pancerzem, z gębą wypełnioną tuzinem stalowych rur, oraz jego towarzysz, równie wielki skorpion.
– Skorpion. I Centypod. Bez jaj – mruknął Soule… i w ostatniej chwili padł na ziemię.
Uzbrojony odwłok pustynnego stawonoga wystrzelił jak z armaty i wbił się kolcem jadowym w ziemię za Soulem. Natychmiast się cofnął, jak rozciągnięta sprężyna, ale z miejscem, w które trafił, działo się coś dziwnego. Rysa na bazaltowej posadzce dziwnie pulsowała światłem, prawie jakby zabierała je z zewnątrz do siebie, oraz zaczęła się rozrastać. Charles poczuł, jak jego nogi są ściągane przedziwną siłą do centrum anomalii.
– Trochę pomocy!? – krzyknął do stojącej w mroku Bestii z Xan Guldur, której pozostałe potwory zdawały się nie zauważać. Tadeusz tylko wbił wzrok w ziemię między swoim łapami.
– Cudownie – mruknął wojownik i ponownie dobył noża. – Nie zawiedź mnie – wyszeptał i ciął nożem wzdłuż anomalii. Pulsująca ciemność najpierw przestała się rozrastać, potem zadrżała wypuszczając z siebie skradzione światło, aż w końcu zniknęła, wraz z przyciągającą siłą. Soule nie zdążył nawet odetchnąć, tylko podniósł wzrok i instynktownie odturlał się w bok, unikając zabójczej serii laserowych strzałów. Jedno trafienie prawdopodobnie nie zadałoby zbyt wiele ran, ale cała seria błyskawic plujących z paszczy Centypoda z pewnością była śmiertelna.
Charles ustawił się tak, że pomiędzy nim a czerwiem znalazł się Skorpion. W następnej chwili prześlizgnął się pod jednym ze szczypiec bestii i ciął płytko po boku. Pajęczak postanowił odpowiedzieć atakiem odwłokiem, ale wojownik był szybszy. Gdy tylko zauważył, że chimeryczny ogon drgnął w pozycji bojowej, aktywował moc Skorpiona.
Na końcu kolca jadowego otworzyła się anomalia, która zaczęła zasysać bestię, poczynając od odwłoka. Charles korzystając z zaaferowania potwora przeskoczył nad nim poza zasięg jego szczypiec, dodatkowo tnąc go od góry. Gdy wylądował, stanął przed na nowo załadowanym Centypodem, gotowym do ataku.
– O nie…
Nawałnica laserowych strzał rozprysła się po całym pomieszczeniu, po tym jak odbiła się od pancerza Tadeusza. Bestia z Xan Guldur wparowała na linię ognia, po czym dopadła czerwia, chwyciła go w dwie łapy i zaczęła rozrywać na pół.
Na ustach Soule’a nawet nie zdążył pojawić się triumfalny uśmiech. Nagle znikąd w niewielkim rozbłysku czerwonej energii pojawiło się zwierzę. Przypominało noszącego kamizelkę kuloodporną niedźwiedzia z przerośniętymi mięśniami niemal niemieszczącymi się pod skórą. Miś odrzucił jednym machnięciem potężnej łapy Tadeusza od Centypoda i w kolejnym błysku światła przeteleportował się tuż za niego. Chwycił Panterę w morderczym uścisku, ale Różan wygiął grzbiet i zdołał się wyrwać. Gdy rzucił się do kontrataku, zwierz zniknął, by pojawić się kilkanaście metrów dalej, szarżujący w stronę przeciwnika.
„Dość tego” – pomyślał Soule i przeteleportował Niedźwiedzia tuż przed ścianę. Ten z impetem wpadł nią, prosto głową. W następnej sekundzie znajdował się już pod sufitem i spadał ciężko w dół.
W międzyczasie Centypod zdołał załadować kolejną serię – i nie stracił zainteresowania Charlesem. Laserowa fala pomknęła w stronę mężczyzny, ale tym razem na jej drodze stanęła nie Czarna Pantera, a Czarny Niedźwiedź. Tadeusz dopadł ledwie dyszącego zwierza i wgryzł mu się w kark, rozbijając ofiarę w czarny dym.
– Boostuj! – krzyknął Charles wskakując na plecy Różana. Ten domyślił się intencji niedawnego przeciwnika i podskakując podrzucił w powietrze Soule’a, który tym jednym susem dopadł Centypoda, ciął go z góry na dół, i wykończył podkręconym pchnięciem.
W tej chwili Skorpion w końcu uwolnił się z własnej anomalii i znów ruszył do ataku. Tadeusz jednak przypadł do niego w mgnieniu oka i chwycił za odwłok. Pajęczak nie był wstanie dosięgnąć szczypcami Czarnej Pantery, zaczął więc ładować na nowo moc. Różan z rykiem rozbawienia złapał mocniej kolec i wbił go w głowotułów stawonoga. Tym razem potwór nie zdołał umknąć własnej anomalii, która zdążyła wciągnąć nawet część dymu, w jaki się zmienił.
– DOŚĆ!!!!!!
Mrożący krew w żyłach, zniewalający krzyk poniósł się echem po komnacie. Z mroku korytarza wystrzeliły szkarłatne sznurki, które rozpełzły się po ścianach jak pajęczyny i skrępowały obu wojowników.
– Masz tupet, Soule, dalej opierać się Xan Guldur. Nawet kiedy już tu trafiłeś, nie jako przyjaciel, a jako wróg – głos idącej nieludzkim, ale w jakiś sposób spokojnym krokiem Marionetki drżał w sznurkach i przenikał Charlesa do głębi. Jej moc była niezwykła.
Ale była tylko mocą. Wojownik rozkazał sznurkom uwolnić siebie i Tadeusza, a następnie prostym ruchem przeciął wiążące go przed chwilą magiczne liny.
Marionetka widząc to uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę. Teraz stała już tylko kilkanaście metrów od Soule’a. Kolejny sznurek wystrzelił w stronę Charlesa by zablokować jego dłoń, ale mężczyzna przejął nad nim kontrolę dosłownie w ostatniej chwili i przeciął go czarnym ostrzem.
Gdy następne dwa sznurki podzieliły los poprzedniego, Marionetka ponownie się odezwała:
– A więc chcesz się opierać. Myślisz, że możesz wygrać walkę na wyniszczenie? Ze mną?
– Czemu nie, Mari, czemu nie? – odparł z kpiącym uśmiechem dalej się broniąc, ale już w połowie zdania porzucił przybraną maskę. Charles Soule dużo częściej układał plany, jak nie dopuścić do walki z Marionetką, niż jak z nią wygrać. Na pewno miał lepsze szanse ze swoją mocą niż większość ludzi. Ale jak? Trwająca tygodnie bitwa nie była opcją, na pewno strażniczka Xan Guldur miała więcej wytrzymałości niż on, nie popadała w rutynę, nie męczyła się umysłowo.
Charles zerknął kątem oka na Tadeusza. Marionetka zdała się o nim zapomnieć, on sam stał cicho, niezwiązany sznurkami. Nie mógł liczyć na pomoc z jego strony, raczej nie tym razem.
Jedyną szansą był manewr skazany na porażkę i wygrana przez zaskoczenie. Może ona nie pomyśli nawet, że byłby do tego zdolny.
Wszystko albo nic.
Marionetka nagle poderwała się do góry i zawisła bez życia, jak kukiełka z podciętymi wiązaniami. A potem powoli podniosła żarzące się czerwienią ślepia na Charlesa i…
– Jak… jak… JAK ŚMIESZ!!!!!! – używać MOICH SZNURKÓW!!!!!! – przeciwko MNIE!!!!!!
Marionetka podniosła się na pulsujących raniącym oczy światłem linkach, wyciągnęła rozcapierzoną dłoń i zaczęła inkantację:
– Détruire omnes et omni!
Charles przeciął pewnie kulę wysłanej w jego stronę kulę mrocznej energii, ale ta zamiast zniknąć, otuliła czarne ostrze rozgrzewając je do czerwoności i zmieniając w lśniący żarem pył.
– Détruire omne…
– Czekaj! – Różan stanął przed towarzyszem i zasłonił go własnym ciałem – Marionetko…
– Tadeusz. Nie teraz! Homine. En re liv.
Podążająca za ruchem dłoni Marionetki fala energii chwyciła Czarną Panterę i rzuciła nią o ścianę. Świetliste smugi opływały jeszcze przez chwilę wojownika, systematycznie odzierając go z mocy Xan Guldur, aż pozostał tylko leżący nieprzytomnie Zielony Smok – Rysiek.
Mózg Charlesa zaczął pracować na najwyższych obrotach. Myślenie o konsekwencjach odkrycia, że Tadeusz i Ryszard to jedna osoba trzeba zostawić na potem. Jak można to wykorzystać teraz?
Oczywiście.
– Smoczy język!
Jedna z mocy Ryśka pozwalała mu przyzwać do ręki swoją broń. Ale to nie wszystko. Jego miecz zmieniał się w smugę energii, która była wstanie zranić każdego stojącego jej na drodze. Charles użył tej mocy, by przyzwać broń przyjaciela do własnej ręki. Zielony impuls palącego światła poderwał się z ziemi u boku nieprzytomnego właściciela, w swojej szalonej roztańczonej trajektorii przeszył na wskroś pierś Marionetki i wylądował w dłoni Soule’a.
Wszystko zamarło. Z ciemności korytarza wystrzeliły sznurki, pochwyciły ich władczynię… i demon z Xan Guldur zniknął.
Jedyne, co po nim pozostało, to trzy nitki zwisające z sufitu, na których końcach zaczęły się materializować awatary.
– Ileż można!? – wymamrotał do siebie Soule.
Sequill. Aiyana. I on sam.
Przed Charlesem stanęła trójka wojowników. Ich awatary były przekolorowane w odcienie czerwieni i czerni. Ale miały takie same uzbrojenie jak oryginały. I takie same moce.
Elektryczny Samuraj pierwszy dobył broni i ruszył pewnym krokiem w stronę Soule’a. Charles czekał w pozycji obronnej, aż Sequill podszedł na odległość kilku metrów, i wtedy zaatakował. W dłoniach samuraja wytworzyły się kule energii, które popłynęły po katanach i zogniskowane uderzyły w ziemię, tuż pod nogami ich twórcy. Sequill podskoczył spanikowany i ledwo zdołał unieść broń, by zablokować szerokie cięcie Soule’a od boku. Uderzenie rzuciło go na podłogę i wytrąciło obie bronie z rąk. Charles zamachnął się do kończącego ciosu…
I w ostatniej chwili zmienił płaszczyznę cięcia tak, by zablokować pędzącą ku niemu strzałę Aiyany. Wykazując się nieludzkim refleksem odbił jeszcze dwie, aż nagle odchylił się do boku. Oprócz strzały tym razem leciał w jego stronę jeszcze jeden obiekt – wirujące czarne ostrze. Zabójcza broń, bliźniaczo podobna do jego własnej, zniszczonej, minęła jego twarz po centymetry i wbiła się w kryształową szybę z tyłu.
Ta sekunda rozproszenia wystarczyła, by kolejny pocisk Aiyany niemal wytrącił Charlesa z równowagi, a następujący po nim błyskawiczny cios pięścią wiedzioną Elektrycznym Sprintem rzucił go na ziemię, wyrzucając miecz z jego dłoni. Charles spróbował się podnieść, ale skutecznie uniemożliwił mu to puls energii, który wystrzelony z palców Sequilla przeszył mężczyznę na wskroś.
– Smoczy język!
I wtedy miecz Tadeusza poderwał się z ziemi i wystrzelił prostą trajektorią, przechodząc przez tors Samuraja. Soule niewiele myśląc skoczył do przodu, chwycił za przeguby dłoni zdezorientowanego Sequilla i przystawił mu ręce do głowy.
– Elektryczne kule!
Puls energii przeszedł przez czaszkę wojownika i zupełnie go ogłuszył. Bezwładny awatar zerwał się ze sznurka i zniknął.
Gdy Charles podniósł wzrok, dostrzegł Ryśka z mieczem w dłoni, akrobatycznym krokiem omijającego strzały Aiyany i powoli się do niej zbliżającego. Odetchnął głęboko.
– Rysiek! Uważaj! – krzyknął, po czym dodał – Przywołanie.
Tuż nad głową Indianki pojawił się jeden z jej chowańców – niedźwiedź – i upadł na nią ciężko. Gdy dziewczyna zdołała się spod niego wydostać, dzikiemu zwierzęciu Różan odcinał głowę jednym czystym ruchem. Aiyana poderwała się na nogi i zbiła łukiem atak wycelowany w nią. Kolejnego nie zdołała, bo nagle wbrew swojej woli zmieniła się w sokoła. Ryszard wykończył ją jednym celnym pchnięciem.
– Cześć – rzucił Charles.
Różan przymknął oczy i jego ostrze ożyło zielonym ogniem. Następnie machnięciem posłał strumień żaru, który dopadł bezbronnego bliźniaka Soule’a  próbującego uciekać z komnaty. Płomienny dysk energii przeciął go w pół i szybko zmienił w cyfrowy proch.
– Hej – odpowiedział Tadeusz.
– Więc… – zaczął przeciągle Soule – mam kilka pytań.
– A ja zły dzień. Chodźmy już stąd.
Ku zaskoczeniu Charlesa Rysiek podszedł do okna, sięgnął po wbity w nie czarny nóż i zaczął wycinać w krysztale otwór, przez który zmieściłby się dorosły człowiek.
– Co… ty robisz? Wiem, że to jakby twoje podwórko, ale wyjście jest tam, co nie? – rzucił Soule wskazując na korytarz, z którego przed chwilą wybiegła chmara potworów.
– Lepiej nie zwracać uwagi Marionetki, nie sądzisz? Powinniśmy się zbierać, zanim się zorientuje, że pokonaliśmy jej kukiełki.
Różan cofnął się, pokiwał głową i kopnął z całej siły w wycięty kryształowy kontur. Blok cyfrowego szkła runął w dół. Gdy Charles wyjrzał przez okno, dostrzegł, że sala, w której się znajdują, jest położona blisko szczytu latającej fortecy, niemal 100 metrów nad ziemią. I prawie dwa razy tyle nad Międzysektorem.
– Spokojnie, pokonałem, a przynajmniej zraniłem Mari. Mamy ją z głowy.
– Co? Szczerze wątpię. Prawdopodobnie po prostu akurat w tej chwili trwa… zdarzyło się coś innego, co wymagało jej uwagi – Rysiek schował miecz do pochwy i wystawił ręce przez siebie – No dobra, spadamy.
Charles uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową z rezygnacją i niedowierzaniem.
– No dobra – odpowiedział i dał się podnieść Ryśkowi.
Zielony Smok podszedł do okna… i skoczył. W locie otoczyła go Smocza Łuska, fala zielonej energii, która po kilku długich sekundach spadania wybuchła potężnym impulsem, pozostawiając w ziemi ogromny krater, a obu wojowników bezpiecznych na dole.
Charles otrzepał się z pyłu, który wznieciło w powietrze ich spektakularne lądowanie i spojrzał w górę. Xan Guldur, latająca forteca, powoli, wręcz majestatycznie podróżowała przez pustynię między światami.
– Niezwykłe – szepnął.
W tej samej chwili jego nadgarstek ożył i uruchomił się niewielki panel. Nie był już na polu walki, ani w zasięgu zakłóceń Xan Guldur, więc na nowo miał dostęp podstawowych funkcji terminala.
– Ok, jesteśmy… – bezwiednie zwiesił głowę w rezygnacji, gdy spojrzał na koordynaty – Jesteśmy trzy dni drogi od najbliższego sektora. I nikt tu po nas nie przyjedzie, bo Xan Guldur blokuje komunikację w Międzysektorze.
Rysiek dopiero teraz ostrożnie podniósł się z kolan. Smocza Łuska przez ograniczony czas była wstanie przyjąć na siebie prawie każde obrażenia, ale wiązało się to z ogromnym wysiłkiem psychicznym.
– No to lepiej chodźmy. Czeka nas pasjonująca podróż.
Międzysektor był przestrzenią wspólną łączącą 7 największych centralnych sektorów Internetu. Został stworzony w ramach prób osuszenia Cyfrowego Morza. Oznaczało to, że był bezkresną pustynią brunatnego pyłu, bez żadnych budynków ani nawet wzniesień. Był po prostu płaską, zapiaszczoną płytą stanowiącą jedną trzecią znanego wirtualnego świata.
– Rysiek/Tadeusz?
– Nie pytaj.
– Widma Storm, Elektrycznego, no i mnie?
– Pointer transferowy wszczepiony przez Xan Guldur w mój kod. Klonował strumień danych dewirtualizacji podczas moich walk.
– Nasze przeniesienie?
– Podkręcony pointer. Nie sklonował sygnału, ale go przechwycił.
Charles pokiwał głową na znak, że rozumie. Nagle zwróciło jego uwagę na terminalu powiadomienie z aplikacji muzycznej. Wybrał odtwarzanie i aż parsknął śmiechem.
>>Ładuję https://www.youtube.com/watch?v=aJ9usrpAPao<<
– Trzy dni…
– Żartujesz sobie ze mnie.
Charles podkręcił głośność i zaśmiał się jeszcze raz.
– Zabiję cię – warknął uśmiechając się Tadeusz.
– Gdybyś miał, zrobiłbyś to wcześniej. A, właśnie. To kto właściwie wygrał?
– Wydaje mi się, że ja – zastanowił się Rysiek – Chyba pamiętam odgryzanie ci głowy. Z chęcią bym to powtórzył.
Charles odpowiedział uśmiechem.
– Chwileczkę. Ale ja wpakowałem cię pod torpedę.
Po kilkunastu sekundach milczącego marszu w rytmie hitu The Proclaimers Charles znowu się odezwał.
– Nie no, musimy zdecydować, kto wygrał.
Rysiek westchnął ciężko.
– No jak?
Soule uniósł przed siebie zaciśniętą pięść.
Rysiek znowu westchnął.
– Serio?
– No dawaj.
– Nie.
– No dawaj. Raz, dwa, trzy. No i proszę. Papier owija kamień. Charles Soule wygrywa wielki finał.
– Trzy dni…
But I would walk 500 miles
And I would walk 500 more
Just to be the man who walks a thousand miles…

[FINAŁ 1-2] Tadeusz Różan vs Charles Soule

– Mówię ci, on to przerżnie.
– Gdzie ty, uda mu się.
– Przerżnie to jak cholera. Nie ma szans żeby wygrał z tą bestią.
– Nie no, wciąż ma swojego asa w rękawie.
– Ciii, strzela.



– Mówiłem że nie trafi do tego kosza.
– Ty, ona się nie zczaiła xD. To leży na podłodze.
– Czekaj, strzela papierową kulką drugi raz.
– Aż tak chce podkręcić?
– Zakład o kolejnego piątaka że nie trafi.
– Strzela…
– TAAA JEEEEST!
– IIIIHAAAAA!

Całe dwadzieścia osiem osób w pomieszczeniu z wyjątkiem tylko jednej osoby wstało jak wryci ze swoich ławek, wrzeszcząc i wiwatując w niebogłosy.

– Udało mu się!
– Pełna profeska!
– A czy ja mogę wiedzieć z czego się tak właściwie cieszycie?  – Zapytała się jedyna nie śmiejąca się dusza.
– Maciej próbował strzelać z linijki tak aby kulka odbiła się od tablicy i wpadła do kosza i udało mu się!
– Oh, to Maciej masz całkiem niezłego cela! – Powiedziała do swojego ucznia nauczycielka. – W nagrodę będziesz mógł zaraz nam zaprezentować swoją pracę domową!
– Ale ja proszę Pani chciałbym dzisiaj zgłosić nieprzygotowanie.
– W to nie wątpię! – zaśmiała się nauczycielka po czym podeszła z powrotem do ławki. – No dobra, pięć minut minęło, spóźnialskich nie wpuszczamy! Sprawdzam obecność. Adrian Bykowski!

– Jestem!
– Bartosz Czaprewski!
– Obecny.

Nauczycielka wymieniała tak dalej swoich uczniów. Między dwójką z nich na nowo narodziła się cicha rozmowa:
– No dobra, to wiszę ci łącznie sześć złotych. Jutro się rozliczymy.
– Spoko. Tadek, ja wiem że trochę wolisz stronić od ludzi, ale od jakiegoś czasu w ogóle ze mną nie wyłazisz na dwór. Zły o coś jesteś?
– Gdzie ty! Po prostu trochę więcej mi się porobiło obowiązków… No i… w internecie poznałem ostatnio fajną przyjaciółkę…
– Uuuu… zakochałeś się!
– Chcesz oberwać?
– Nie, nie, nie, nie – Prześmiewczo zareagował kolega – Ja tam wcale się nie śmieję, nic tych rzeczy.
– Neh. Po prostu siedzimy ostatnio nad jednym wspólnym projektem i stąd tak się zawiesiłem. Ale się nie bój, właśnie go kończymy. Jeszcze drobna chwilka i będzie pełen luz!

Nauczycielka wciąż wymieniła po imionach, aż w końcu zawołała:

– Tadeusz Miły!
– Obecny! – Podnosząc rękę zawołał finalista największego turnieju wirtualnych aren.

Zajęcia zdążyły się już skończyć, wszyscy uczniowie popakowali się co sił i ruszyli ku swoim domostwom. Albo też i na boiska, gra w gałę zawszę w cenie! Tadeusz nie mniej nie brał w nich udziału. Opuścił teren szkoły, założył sobie nader widoczną słuchawkę z mikrofonem na prawe ucho i podłączył do telefonu. Miał mały kawałek drogi do domu, dobrze jest więc go umilać sobie muzyką, albo też ciekawą rozmową. W słuchawce odezwał się damksi głos:

– I jak? Żadnych skutków ubocznych? Wszystko w granicach normy?
– Trochę szumi jak dochodzi do transmisji… ale jakoś to przetrwam. Tak poza tym, spodziewałem się tragiczniejszych efektów po łączeniu umysłów.
– Jestem programem kwantowym, moje obliczenia są poprawne. Jeżeli do tej pory nic ci się nie stało, znaczy że nie musisz histeryzować.

Podczas wirtualizacji całe ciało człowieka: łącznie z jego mózgiem ulegają zamianie na kod cyfrowy. Za pozwoleniem Tadeusza, Marionetka otworzyła kod jego umysłu i częściowo połączyła ze swoim. Umożliwiało to transmisję w dwie strony.

– Histeryzuje tyle ile trzeba! Jeden bajt za daleko i zacząłbym śpiewać uroczyste hosanny po nocach!
– Mnie tam hosanny by nie przeszkadzały.
– Ta, ale za to mojej siostrze tak… Rany, za długo już siedzę w tym internecie. Chciałbym już więcej czasu spędzać z kolegami czy rodziną. Siostry robią się podejrzliwe, szczególnie najmłodsza Alicja.
– Nie rozumiem. Sam wczoraj do mnie mówiłeś: “Nie bój się Mari, wszystko skończy się dobrze i będziemy żyć długo i szczęśliwie!”.
– Ej, sam boję się tej akcji! – Zakrzyknął trochę za głośno po czym się sciszył zawstydzony. Parę ludzi zerknęło na niego, ale za chwilę wszyscy i tak wrócili do swoich własnych myśli. Stał tak chwilę Tadeusz po środku chodnika, by za moment znowu ruszyć przed siebię i rzecz do mikrofonu:
– Zresztą, najpierw jeszcze trzeba ogarnąć ten głupi turniej. Bez tego ani rusz!
– Ostatni wróg… Charles Stone…
– Kaszka z mleczkiem. No, tylko ten jego zdecydowanie zbyt OP nóż będzie mi przeszkadzał.
– OP?
– Over Power. Zbyt wykoksany. Zastanawiałaś się kiedyś skąd on zdobył taką broń?

Marionetka chwilę się tutaj zastanowiła, ale nie znalazła sensownej odpowiedzi. Może jakaś skupiona moc superkomputera? Możliwe, ale skąd mógłby wziąć aż tak potężną maszynę?

– Wszystko tnące ostrze – kontynuował Tadek – które przecina dosłownie co się tylko da. Absolutna maksymalizacja ataku. Nawet ty czegoś takiego nie potrafisz, choć trza powiedzieć że dysponujesz całkiem niezłym sprzętem.
– Może skupił całą energię superkomputera kwantowego… Ale to by wymagało ogromnej mocy obliczeniowej. Musiałabym przeprowadzić symulację. Za mało czasu.
– Taa, nie ma co się tym przejmować. Nóż to nóż, najważniejsze że w innych miejscach świeci tylko kombinezonem. Zresztą, to jego historia. My mamy swoją własną.

Szedł tak jeszcze drobny kawałek. Marionetka postanowiła się go zapytać o jeszcze jedną sprawę:

– Tadeusz? Dlaczego tak się w tej klasie cieszyliście z wrzuconego papierka do kosza na śmieci?
– Co? Skąd o tym wiesz? W klasie nie ma kamer!
– Transmisja umysłów pozwala na obserwowanie drugiej osoby z poziomu jego wzroku.
– Naprawdę?! A ja też tak mogę?
– Tak.

Tadeusz zatrzymał się, zamknął oczy i skupił myśląc tylko o oczach Marionetki. Po chwili – choć trzeba przyznać że szumiało mu lekko w głowie – widział salę narad wojennych w Xan Guldur. Nie mógł się nawet o milimetr ruszyć, ale perfekcyjnie widział wszystko z oczu Mari.

– Wow! To jest mega niesamowity odjazd!

>>Ładuję Drink the Water<<

Kolejne nuty bajno wykradały się z głośników do pokoju. Któraś już z rzędu piosenka z playlisty na którą Charles nie zwracał specjalnie uwagi. Siedział na swoim łóżku, głęboko pogrążony w myślach. Pokój wypepłniały zgniecione kawałki papieru. Obliczenia, obliczenia, jeszcze raz obliczenia. Jedynie na biórku część kartek papieru nie były zgniecione w kulkę. Zawarty w nich wynik był tym czego szukał Charles.

– Taa, to mi pozwoli zyskać przewagę. – zamamrotwał sam do siebie.

Postanowił już sobie odpuścić i odpocząć należycie. Dzień w dzień, długie godziny poświęcał na rozgryzienie tego wzoru. Drugie tyle na wyszukiwanie informacji o swoim przeciwniku. Kilka filmików z pogromu gdy Tadeusz był jeszcze w formie ludzkiej. Część relacji i innych filmów gdy był bestią. Atak na Étoile en acier. Uczył się o nim wszystkiego czego mógł, jego ruchów, jego ataków. Wszystko co mógł wykorzystać.  Ale nic o samej postaci Tadeusza Różana. Żadnych prywatnych zdjęć, żadnych wpisów kolegów, żadnej rodziny. Nic.

Tadeusz Różan w internecie, poza światem wirtualnym po prostu nie istnieje.
Marionetka z pewnością się postarała aby zatrzeć po nim wszelkie możliwe ślady. W końcu służby różnych państw nie przepuściłyby takiej gratki jaką mogłaby być skrywająca liczne sekrety mroczna forteca. Ale to jak mało jest o nim informacji jest wręcz niemożliwe. W internecie nic nigdy nie ginie.

– To pewne. Nigdy nie nazywał się “Różan”. Ten sam manewr co z Melanie nie ma szans przejść… Chociaż może czegoś dowiem się u źródła. Write new message! Mari!

>>Pusta wiadomość gotowa. Czekam na import głosowy tekstu.<<

– Ludzie to bardzo krótko żyjące istoty. Byłaby wielka szkoda gdyby Tadeuszowi coś się stało i zginął. Send.

>> Wiadomość wysłana <<
>> Wiadomość odebrana<< – ledwo po sekundzie od ostatniego komunikatu.

– Read.

>> Czytam: “Nie pozwolę mu umrzeć.”

– Ale zdajesz sobie sprawę że prędzej czy później musi umrzeć ze starości? Send.

>> Wiadomość wysłana <<
>> Wiadomość odebrana<<
>> Czytam: “Zmuszę go by żył dłużej.”.

– A więc jednak. Lubi go. Może on ją też? – Wymamrotał Charles sam do siebie. – Jutro będzie okazja to sprawdzić! Możliwe że niespodzianka którą w tajemnicy szykowała Ayaina Storm a o której już od jakiegoś czasu wiedział 23-latek bardzo mu się przyda.

Przed wejściem poczekalni Tadeusz już w formie Bestii z Xan Guldur obserwował krajobrazy znajdujące się daleko przed nim. Piękna, ogromna łąka rozciągała się daleko aż po horyzont. Dzień był słoneczny, zresztą jak zawsze. Pogoda tu się nie zmienia stale 24/7. Raz chyba jeno był event kiedy lukrowanymi cukierkami waliło z nieba. Tadziu zdążył się już do walki zapisać, a że w budowli nikogo nawet nie było, nie zostało mu nic innego jak wygrzewać się w blasku ciepłego słońca. Położył się na ziemi i oparł swoją głowę o własne łapy.

Siedział tak jeszcze z pięć dobrych minutek, aż do jego uszu dobiegł warkot jakiegoś silnika. Podniósł się. Z oddali dostrzegł mały obiekt za którym oj się kurzyło. Jeszcze chwila, a okazało się że ktoś popierdziela sobie przez drogę skuterkiem.

Skuterek się zatrzymał. Mężczyzna w ciemnych jeansach i czarnej koszulce ustawił swoją maszynę na nóżce i ściągnął z głowy kask.

– Skuterek? To nie dla bab?
– Harleyi tutaj nie sprzedają, uważają że to szkodzi środowisku – Podszedł uśmiechnięty Charles i wystawił pięść do żółwika. Tadziu przybił po czym oboje skierowali się do środka poczekalni, do terminali w których można było potwierdzić swoją gotowość oraz przy okazji zmienić strój.
– Muszę przyznać że cokolwiek planowałeś z Melani, cały twój plan szlag trafił – zaśmiał się Tadeusz. – W ostatniej walce całkiem niezły bajzel robiła.
–  Koniec końców zrobiła mnie w konia. Skąd mogłem wiedzieć że celowo weźmie ze sobą atrapę pierścienia…
– To do tego był ci potrzebny Pierścień Destrukcji? Sabotaż…
– Nie cofnę się przed niczym – odrzekł z zadowoleniem Charles – naprawdę chcę to wygrać – Powiedziawszy, podszedł do terminala i zmienił swoje ubrania na gładki kombinezon ze spiralnym wzorem. Na oczach pojawiły się osłaniające gogle.

>>180 sekund do rozpoczęcia<<

Charlsa jeszcze jednak coś gryzło, postanowił więc się finalnie zapytać:

– Tadeusz, ty siedzisz w tej całej dziwnej fortecy, masz pewnie większe rozeznanie. Czym jest pierścień Melanie? To cząstka tego Xany na punkcie której ma taką obsesję?

Tadeusz chwilę popatrzył na Charlesa zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Nie pytałem się Marionetki oto zbyt mocno więc po prawdzie niewiele wiem. Ale jedno mogę ci powiedzieć: nie tędy droga. Źle myślisz. Ten pierścień albo dziewczynę uratuje, albo zgubi. Cokolwiek to nie będzie, szykuje się przed nią ostra jazda o której ani mnie, ani tobie decydować. Z całą pewnością dla nas, nie powinno to być nic czym powinniśmy się martwić.
– Czyli nie stanowi żadnego zagrożenia?
– Prędzej dla siebie. Nie mniej, jak to już wcześniej mówiłem, to jej własna opowieść. – Tutaj wyrzekł ostatnie słowa z wyraźnym uśmiechem na ustach… Jakkolwiek można to uśmiechem nazwać. Należy tutaj przypomnieć, Tadeusz z zębów ma tylko kły. Wygląda to zaprawdę upiornie.

Czekali tak jeszcze chwilę, aż w końcu system oznajmił:

>>60 sekund do rozpoczęcia<<

– Powodzenia Charles. Przyda ci się, jestem dzisiaj wyjątkowo głodny!
– Tobie też się powodzenia przydadzą. Uwierz mi, dłuuugo się do tego przygotowywałem.

Z pomieszczenia dobyl się przeciągły pisk. Nadszedł oto czas na finałową walkę. Z ziemi wyrosły czarne kwadraty odgradzając od siebie przyszłych przeciwników. Rosły, i rosły aż zamknęły się u szczytu w kopułą odcinając wszystkich od choćby najmniejszego światła. Na przeciwko każdego z nich zajarzyło purpurowe światło. Tadeusz siedział tak próbując się wyciszyć, ale zaraz w jego umyślę na chwilę zaszumiało. Usłyszał głos Marionetki:

– Za pięć minut wyruszymy na wskazane współrzędne. Zaraz potem zacznę transmitować sygnał. Jesteś pewny że dasz sobie radę?
– Będzie mi przeszkadzać ale spoko. Wytrzymam tyle ile trzeba. – Skwitował Tadziu poczym w miarę w jego głowie się uspokoiło. – Ooo tak. Czeka nas naprawdę niezła jazda.
>>Witaj, Tadeuszu. Twoim wrogiem będzie Charles Stone. Walczyć będziecie w sektorze piątym, aż do finałowej dewirtualizacji. Powodzenia!<<
– Ah! W imię moje, bij kto w Boga wierzy!
Migoczące światło zdawało się większe i większe. Jasność oślepiła wszystko w swoim zasięgu. Zatopiła w swym blasku obu zawodników i tak jak się pojawiła tak zniknęła. Oboje teraz stali naprzeciw siebie na zamkniętej, okrągłej arenie. Nie było wyjść, nie było tuneli. Tylko sama arena zbudowana na podłodze z wielu kwadratów o powierzchni dwa na dwa metry.
– No proszę. Nie spodziewałem się że rozwiążą to w ten sposób – Rzucił jeszcze przed walką Charles. – Dzikie i nieokiełznane starcie, co?
– Z pewnością dadzą to do nagłówków w Los Angeles! – Odpowiedział z kolejnym uśmiechem Tadek. Standardowo jak na swój zwyczaj, nim się rzucił do bój na stacie i zatracenie z przeciwnikiem, lubił się porozglądać po swoim otoczeniu. Charles nic a nic mu nie przeszkadzał. Aż to szczerzę zadowoliło Bestię z Xan Guldur:

– Uszanowanie zwyczaju wroga. Panie, czysty fair play.
– Oj, nie taki fair play jak to sobie wybrażasz. Widzisz, czas bym odwdzięczył się się za tamtą informację z Melanie.
– Hmmmm…? – Przeciągle wymamrotał Tadek.
– Znasz mnie, jestem najgorszym wrzodem na dupie, nawet jeżeli chodzi o tych najbardziej upartych stalkerów świata. Parę dni temu dostałem bardzo interesujący news… – skończył przyklękając do ziemi by nie stać tak naon stop. – To pewna wiadomość. Ktoś zlecił najazd na Xan Guldur. Grupa kilkudziesięciu dobrych czerwonych graczy zaraz otworzy przejście znajdujące się na Ałmatami i uderzy z całą swoją siłą.

Tadeusza zamurowało.

Marionetka wisiała nieruchomo na suficie dlugiego jak jednostka żartku o polaku i diable korytarzu. Przez całe lata zazwyczaj po prostu stała sobie w jednym miejscu i czekała na najróżniejsze możliwe wydarzenia, typu przesył danych, raporty i diagnostyka. Ale to była przeszłość. Od kilku lat jej zachowanie się zmieniło. Teraz wisi sobie z sufitu, czekając aż trzy pantery którym rozkazała zrobić wiścig przemkną w błogiej dla nich nieświadomości. Spaść przed nich, wystraszyć, zaśpiewać uroczyste hosanny. Nie rozumie żadnej idei kryjącej się za straszeniem ludzi albo też śpiewaniem pieśni, ale jeżeli będzie to robiła to może w końcu zrozumie?

Czeka. Jeszcze minuta. Do jej umysłu stale z prędkością światła docierają raporty z urządzeń diagnostycznych fortecy. Położenie jednostek, obliczenia programów, skaner łodzi podróżujących przez morze cyfrowe które akurat znajdują się blisko fortecy. To jednak jest codzienność, tak było zawsze. Aż do dzisiaj.

Jej umysł nagle zasypała ogromna ilość tekstu. Kilkaset wierszy na sekundę. To raport, zewnętrznie otworzono transmisję danych. Dwanaście sygnatur, ludzie, będą tu w ciągu minuty.
To się nie powinno wydarzyć. Nikt nigdy nie odnalazł tej fortecy. Tylko Tadeusz tego dokonał. Zdradził? Nie, niemożliwe. Ktoś nas wyśledził

>>Do wszystkich jednostek! Wszyscy na pozycje bojowe, wariant obrony A!<<

Przez chwilę Marionetka panikowała. Nie teraz, nie tutaj, przecież mają jeszcze tyle do zrobienia. Ale to byla tylko chwila, nagle się uśmiechnęła. Tyle walk stoczonych z Tadeuszem, tyle lat w symulacji z której nie dało się wydostać.

– Nareszcie! Ludzie, jesteście tak fascynujący! – Krzycząc w niebogłosy zerwała się z linki, prując przed siebie ile sił  miała w kończynach.

Tadeusz nie wiedział chwilę co zrobić. Po prostu go zamurowało. Szybko warknął do swojego znajomego:

– Nie mogłeś mi o tym wcześniej powiedzieć?
– Serio liczyłeś że nie wykorzystam takiej okazji? – z szyderczym uśmiechem na ustach odpowiedział jego przeciwnik. – Nie cofnę się przed niczym, wygram tą walkę. Wiesz, nic teraz nie stoi na przeszkodzie abyś po prostu skapitulował. Inaczej twoja Marionetka zginie. Przepadnie, na zawsze.

Bestia myślała szybko. Postanowiła skorzystać ze swojej nabytej niedawno umiejętności. Otworzył kanał dostępu po czym zapytał się Marionetki:

– Mari, za chwilę będą atakować Xan Guldur, Charles mi powiedział.
– Wiem, już tu są. Nie bój się, będę się świetnie bawić!

Uf. Uspokoił się. Czyli nie ma się czym przejmować.

– Nieee, ja mam znacznie lepszy pomysł. – Na te słowa Charles wstał i ustawił się w pozycji bojowej. Wyjął swój nóż  z pochwy znajdującej się na jego przedramieniu oczekując przeciwnika – Po prostu cię tu rozszarpię i szybko do niej przybiegnę!
– Spróbować zawsze możesz!

Tadek ruszył z kopyta na swojego przeciwnika. W dzikim galopie runął przed siebie, ale nie zaatakował bezpośrednio przeciwnika. Skręcił minimalnie w lewo, przychamował pazurami mocno wbijając je w ziemię i dostłownie zadriftował. Teraz mógł swoimi pazurami zaatakować od boku jego nogę, ale szybko zrezygnował. Charles się tego spodziewał, w ramach zasłony gdy ten tylko się zbliżył na odpowiednią odległość ciął swoim nożem szeroko, zamaczyście z góry od lewej skosem daleko na prawo. Przy skosie delikatnie się obrócił. W ten sposób jednocześnie zakrył swój przód i prawą część ciała. Bestia nie marnowała czasu, po cięciu machnęła łapą w prawą dolną kończynę wroga, ale wtedy i Charles zrobił po prostu krok w tył. Tym razem atak Charlesa, swoim nożem nisko tnie w lewo, uskos w tył, cięcie na prawo, odskok. W takim dzikim tańcu trwali chwilę, żaden jednak nie był w stanie zadać obrażeń swojemu przeciwnikowi.

Rodził się tutaj bowiem problem. Tadeusz w najlepszej sytuacji sięgał Stonowi do pasa. Swoim nożem nie mógł normalnie sięgnąć. Im bardziej przykucnie tym bardziej staci mobilność.

– Haha, odrobiłeś pracę domową – Po kilku takich ruchach odezwał się Tadek. – Straszliwa inteligentna bestia zawsze odgryzająca niebezpiecznym wrogom nogi.
– Człowieku, obejrzałem każdy film z twoim udziałem.

Zmiana taktyki. Charles tym razem postanowił przejść do ofensywy. Zamiast cięć postawił na dźgnięcia. Szybciej zaczął dokonywać swoich ataków, dźgnięcie za dźgnięciem, nisko, prosto w głowę. Tadeusz nie miał specjalnej okazji by w takich zestawieniu zaatakować, wobec czego przez drobną chwilę się wycofywał aż finalnie postawił na bieg. Począł biec wokół swojego przeciwnika, szybciej, coraz szybciej aż Charlesowi trochę zaczęło się kręcić w głowie. Bestia z Xan Guldur jest szybsza od człowieka, jej wróg nawet nie zdoła się obrócić aby wykonać dźgnięcie. Charles o tym wiedział, ale nie było już potrzeby się martwić. Jeszcze tylko kilka minut i będzie mógł z hukiem postawić na stół swojego asa z rękawa.

Za trzecim mignięciem krążącego wokół niego Tadeusza Charles nagle wybiegł w jednym kierunku. Przebiegł kilka metrów, obrócił się o 180 stopni i przystawił nóż do piersi w gotowości do kontrataku. Tadeusz już tu był. Cisnął łapą, Stone się wycofał o krok, kontratak. Tadziu znowu chce krążeniem męczyć swoją ofiarę, Charles znowu biegnie kilka metrów i powtarza cykl. Za trzecim razem stanął i już bronił tej pozycji.

Jeszcze chwilka, jeszcze moment.

Charlesowi zaczęło się powoli kręcić w głowie. “Jakim cudem on daje radę tak szybko krążyć i się nie porzygać?”. Obracał on się sporadycznie raz w lewo, raz na tył, wszystko byle tylko opóźnić możliwy atak.

Przeciągły dźwięk. Już czas.

Tadeusz zatrzymał się w miejscu. Rozejrzał chwilę zastanawiając się o co chodzi, ale w końcu zrozumiał. Sektor piąty miał labirynt a on, zaczął się przekonfigurowywać. Pole walki było podzielone na kwadraty, ten na którym stał Charles zamienił się w istną windę. Kolumna przed nim pognała pnąc się w górę co sił. Pieła się szybko, pieło się po kilku chwilach wszystko ku szczytowi. Sufit się otworzył prezentując obu graczom ogromny szyb ciągnący się w nieskończoność.

##########################################################################################
Tutaj autor opowiadania zaleca odpalić sobie tą nutkę: https://youtu.be/E6T8SksLtXg?t=190
##########################################################################################

Tadeusz wbił pazury w kolumnę na której stał Stone. Będąc jakieś dwadzieścia metrów niżej wspinał się wzwyż. Nagle jego nieboskłon zrobił się ciemny.

– O CHOLERA!

To Charles. Przeskoczył na platformę o metr niższą i ściął pierwotną kolumnę równo z góry pod ukosem. Ta z rumotem ześlizgnęła się lecąć prosto na głowę Tadeusza. Bestia odskoczyła niżej omijając ogromną bryłe ledwo na centrymetry. Tak, to by go skasowało. Nie, chwila, zaraz go na pewno skasuje! Kolejne bryły spadające w jego kierunku. Istny deszcz meteorytów!

Charles ciął kawałek po kawałeczku, raz większe, raz mniejsze: wszystko czym tylko mógł cisnął w kierunku swojego wroga. Tadeusz naprawdę ostro spocił się w tym momencie. Przeskawił wbijając się pazurami od platformy do platformy. On już piął się w górę, od co chwila wyrównywał wysokość lub ją obniżał, byleby tylko nie dać się zabić.

Całość się w końcu unormowała. Ciężko zdyszany Tadek został wyrzucony na chwilę w powietrze poczym runął prosto na ziemię. Sektor się ustabilizował, znajdował się teraz w dosłownym labiryncie. Korytarze o szerokości trzech metrów, liczne zakręty, brak jakiejkolwiek porządnej orientacji.

– Oho… – rzekł sobie w myślach – Prawie mnie rozwalił. Muszę bardziej uwa…

Nie dokończył. Od prawej nastąpiło szybkie przecięcie ściany która za chwilę przewróciła się z trzaskiem w jego kierunku. Bestia cofnęła się kilka kroków, zaraz znowu do tyłu, kryć się, uciekać! Nóż zamigotał w powietrzu nie dając nawet chwili wytchnienia. Charles nie pozwalał nawet przemyśleć sytuacji, nękał przeciwnika tak mocno jak było to możliwe. Dźgał, ciął, ruszał przed siebie.

Korytarz miał ledwo trzy metry, niefortunnie dla Czarnej Pantery. Nie może tutaj krążyć wokół wroga. Nie może go nawet próbować zaskoczyć z lewej czy prawej. Całą przestrzeń kontrolował Charles. Tadeusz stara się zaatakować kilka razy, ale już zna werdykt który obajwił się w jego głowie:

“Patowa sytuacja. Mogę tylko atakować w przód i tylko zaatakować jego nogi. Sięgnę wyżej, odetnie mi łapy: przegram”.

W takim razie pozostaje tylko jedno: partyzantka!

Tadeusz obrócił się w tył i pobiegł tak szybko jak to tylko możliwe. Zniknął na zakręcie i wrapał się szczyt korytarza by rozeznać się po całym pomieszczeniu. Labirynt, absolutny labirynt bez nawet najmniejszego pozytywnego dla niego pola! Usłyszał dźwięk za sobą, przekoczył na następny szczyt muru. Charles swoim nożem posiekał miejsce na którym przed chwilą ten siedział. “Nie wolno mi tu długo zostawać” – myślał Tadziu – “Muszę się zaczaić i jakoś go zaskoczyć!”

Tadek znowu znikł. Charles stał w jednym miejscu. Nie przejmował się, wiedział że Tadeusz nie ma tutaj nawet jak go skutecznie atakować. Korytarze są za ciasne a jego tnący wszystko nóż zmienia wszelkie zalety które mógłby z tego mieć jego wróg. Ale tutaj niczego nie osiągnie. Już mija czas. Zaczął kierować się w jednym miejscu. Całą mapę, wszystko za pomocą obliczeń miał spisane w głowie. Tyle dni poświęcił na rozgryzienie tego wzoru, którym posługiwał się system Lyoko do przemieszywania labiryntu.

Tak, wszystko było określonym wzorem matematycznym. Podstaw liczby i pomieszczenia wychodzą same.

Tadeusz zrobił jako taki okrąg i spróbował się od góry po cichutku zaczaić. Ale nie znalazł swojego przeciwnika. Nasłuchiwał, rozejrzał się. Dostrzegł Charlesa. Biegł wyraźnie do jednego poszczególnego miejsca.

– Cholera jasna, nie wiem jak, ale on naprawdę rozgryzł ten system!

Nie było czasu dalej się zastanawiać. Tadziu pognał co sił, byleby jak najszybciej dopaść do Stone. Nie było łatwo skakać przez te murki, ale musiał do niego zdążyć. Ziemia znowu zadrżała. Cały labirynt zaczął się dosłownie wyrównywać do podłogi. Nie było już murów, ale po zewnętrznym pierścieniu pomieszczenia porobiły się pół metrowe platformy. Wszystko jasne, trza się do nich jak najszybciej dostać. Charles pewnie zajął sobie najlepszą możliwą bryczkę. Tadeusz skręcił szybko i wsiadł na swoje miejsce. Ściany zaczęły sunąć szybko ku sobie, ale nie zmiażdżyły zawodników. Platformy na których stali zbliżyły się do siebie, wrogów oddzieliły mały mury z sufitu i podłogi ledwo zostawiając miejsce na prześwit by mogli zajrzeć nawzajem do siebie. Ufromował się kolejny szyb, ale teraz nie ku sufitowi. Prosto, naprzód, na dwunastą w jednym kierunku. Znajdująca się za Tadeuszem ściana zaczęła się przesunęła kawałek platformę aż w końcu niczym tłok pchnęła ją silnie. Nie, nie pchnęła, a stale i z ogromną mocą cisnęła ich zamieniając platformy w istne wagony pociągowe.

Murku już między nimi nie było, była tylko walka między “wagonami”. Tadeusz wskoczył do pojazdu swojego przeciwnika ten ciął z prawej na lewo. Unik, ucięty róg platformy. Oboje padają na ziemię, wystające z góry “stalaktyty” przemykają tuż nad ich głowami. Charles dźga, Tadeusz uskakuje. Charles zmienia platformę, ucina jej kawałek, Tadeusz godni, Charles ucieka. Bawią się tak jeszcze kilka minut, nawzjajem przeskakując, padając, chowając się przed “stalaktytami”, bocznymi skałami, wszystkim co chce ich podźgać, przebić, zmiażdżyć, zabić. W końcu nagle wszystko się zatrzymuje. Oboje brutalnie spotykają się z naprzeciwną ścianą, chociaż żaden z nich nie otrzymuje obrażeń. Charles rozgląda się, przelicza w głowie. Uśmiecha się. Nie był pewny wydarzenia się tej sytuacji, ale jednak się stała. Pomimo zawrotów głowy zajął pozycję. Z sufitu uformował się kolejny “tłok”. Jeden, duży, ogromny, wspólny dla obu graczy. Stone schował swój nóż i położył się na ziemi. Tadek na pierwszą myśl miał tylko “O kij tu chodzi”, ale gdy spojrzał na górę zrozumiał. Podłoga z dużą prędkością się osunęła, oboje zaczęli spadać w przepaść. Ale nie spadal, tłok się uaktywnił i wgniótł ich dosłownie w siebie. Nie było miejsca na walkę, oboje tylko turlali się z miejsca na miejsce. Kolejne przeszkadzajki, kolejne głazy po drodze.

– Nie ma co! – zakrzyknął Charles – Speca od finałowych walk to oni tam cholera mają!
– To jest chooooooooreeee! – Wrzeszczał w nieboglosy Tadeusz. Na pewno nie takiej walki się spodziewał.

Minęło tak z 90 sekund. Charles wyczuł że szyb powoli się kończy, więc zajął po prawej najdogodniejszą pozycję jak tylko mógł. Wnet wyjął swój nóż. Ciął po prawej i z całej siły ramieniem odbił się na prawo.

Obu graczy wyrzuciło do niewielkiej stali. Tadeusz upadł boleśnie na ziemię. Podniósł się z niemałymi zawrotami głowy. Od jakiegoś czasu, nie wie od którego szumiało mu w głowie. Ale nie tym czas był się przejmować. Stanął w szoku.

– Ufff… No, naprawdę nie wiedziałem czy mi się uda – powiedział z zadowoleniem Charles.

Naprzeciw Tadeusza stał Charles. Stał, na Sercu Lyoko. Dosłownie.

– Wiesz, poświęciłem naprawdę wiele godzin na to aby przestudiować wzór mieszania się labiryntów oraz możliwe położenie obiektów w sektorze piątym. Jak tak sobie liczyłem naszę pozycję, doszedłem w końcu do wniosku że finał ma rozegrać się tutaj. W samym środku serca! – Stone się uśmiechał. Przyklękł troszeczkę i poprawił się z pocyzją, bądź co bądź Serce Lyoko miało śliską powierzchnię. Kontynuował dalej: – Tamci na górze pewno zaprojektowali dla nas całą masę atrakcji, ale ja myślę że wprowadzę moją własną. Otóż, poczytałem sobie trochę o Sercu Lyoko i ma ono jedną, naprawdę ciekawą właściwość.

To mówiąc dźgnął delikatnie serce wirtualnego świata. Ale tylko delikatnie. Dźgnął, wyjął nóż, obrócił i rękojeścią mocno uderzył. Powierzchnia popękała jednak nie rozleciała. Za to jedna czwarta sektora tak samo jak serce wypełniło się pęknięciami.

– Ooooo nieeee… – wymamrotał Tadeusz.
– Ooooo taaaak… – odpowiedział Charles. – Tadeusz już chciał się rzucić na wroga. Nie miał szans. Stone znowu uderzył w serce, świat począł się rozlatywać. Tak samo jak odpadające kawałki, tak samo wirtualny świat, podłoże, wszystko zaklekotało w posadach i poleciało na łeb, na szyję. O dwadzieścia centrymetrów Czarna Bestia minęła serce. Nie zdążyła. Spadała teraz widząc oddalające się serce.

– Cholera jasna! To nie tak powinno się skończyć. – Chciał wygrać. Wiedział że nie minęło wystarczająco czasu. Potrzebuje jeszcze z trzech minut życia. Sygnał nie zdążył jeszcze się przekazać.

Tak spadając czas dla Tadeusza się przyśpieszył. Nie to że czas faktycznie stał się szybszy, a Tadek począł myśleć szybciej niż zazwyczaj. Całe życie przeleciało mu przed oczami.

Zobaczył rodziców. Zobaczył siostry. Zobaczył siebie, w przeszłości.

Sektor Lynna Wild, kilka lat temu. Otrzymał zlecenie zabójstwa szefa gildii pod skromną nazwą “I_am_everything_what_i_eat”. Leżał pod ludzką postacią zaczajony w zaroślach w lesie. Pośrodku była ogromna polana. W paru miejscach wyrastały z ziemi ogromne, białe i błyszczące się głazy.

– Tadeuszu, czy są jakieś komplikacje – usłyszał przez swoje radio.
– Spokojnie. Zero ruchu. Wróg pewno przybędzie za jakieś pół godziny.
– Przyjąłem.
– Czekaj… jest ruch! Za głazem coś się wyłania!

Tadeusz chwycił za lornetkę. Nie, to nie byl człowiek. Coś dziwnego. Jakaś dziwna istota.
– Fałszywy alarm, pewno NPC. Ale jakiś dziwny jest, czarna pantera z kłami zamiast zębów.
– Co? Nigdy o czymś takim nie słyszałem.
– Dziwny jest… Siedzi tak w jednym punkcie i gapi się na głaz. Nie, nie gapi. Błądzi wzrokiem.
– Tadeusz…. Nie odlatujesz tam czasem?
– Nie, po prostu… Ja to już gdzieś widziałem. Ta postawa, ta nieobecność. On patrzy w głaz, ale nie na głaz a gdzieś błądzi myślami. Prawie jak… O mój Boże…

Zmiana wspomnienia. Siedzi w pokoju, Boże Narodzenie. Tadeusz pyta się swojego Tatę o to jak został ich synem. Opowieść jego “Ojca” który naprawdę został Ojcem:

– Co myślisz o tym Darek? Będzie na niego pasować?
– Kochanie – Rzekł przyszły “Ojciec” – będzie pasować jak ulał dla naszego dziecka. Mówię ci, będzie wyglądać nie-sa-mo-wi-cie!

Wyszli właśnie ze sklepu z ubrankami dla małych dzieci. Żona Darka była już w szóstym miesiącu ciąży. Oboje byli w dobrych humorach, naprawdę długo starali się o dziecko, było to ich marzeniem ale los za każdym razem mówił im “Nie”. Przechodzili teraz obok terenu z dużym płotem. Pole które płot bronił było duże. Przyszły tata na chwilę się zatrzymał. Zobaczył ośmio letniego chłopca. Błądził wzrokiem, wpatrzony gdzieś daleko w okiennice szpitala. Na jego twarzy nie było emocji. Ani szczęścia, ani złości. Czysta obojętność na wszystko.

– W czymś wam pomóc? – zapytała się pracownica obiektu. Dwójka przyszłych rodziców przebudziła się jakby z transu. Oboje byli wpatrzeni w młodego chłopca.
– Przepraszam – zapytała się żona – ale, czy z tym chłopcem wszystko wporządku?
– Nie, nie jest z nim w porządku. To sierociniec.

Nie wiedzieli co odpowiedzieć. Zauważywszy tą konsternację pracownica postanowiła trochę objaśnić sytuację:

– Ten chłopiec choruje na tzw. “chorobę sierocą”. Nigdy nie widział matki ani ojca. Matka zostawiła go pod Oknem Życia i uciekła w siną dal. Dzieci które nigdy nie zaznały ludzkiej troski czy miłości obojętnieją. Gasną.
– Aneta spojarzała w oczy swojego męża. Ta myśl już im miesiąc temu przeszła przez głowę. Wachali się, ale teraz byli pewni. Postanowiła się zapytać:
– Jak on ma na imię?
– Tadeusz.

Kolejne wspomnienia. Dzika pogoń za bestią. Porzucenie życia czerwonego gracza. Dotarcie pod Xan Guldur, ciągła walka. Raz za razem, ginął, obrywał, ale wiecznie wracał. Aż w końcu ją zobaczył. Tak samo błądzącą wzrokiem, tak samo obojętną na wszystko. Taką samą jak on.

I to tak ma się skończyć? Tak po prostu? Tak nędznie?

– PO MOIM ŚMIERDZĄCYM TRUPIE!

Cały sektor piąty zadrżał pod dźwiękiem ryku, ryku bestii gotowej na wszystko. Czarna Pantera odbiła się od losowego odłamka, wbiła się mocno pazurami w spadający kawałek dużej bryły. Wspinał się, przeskakiwał, przecząc fizyce z siłą demona pruł coraz wyżej. Wspinał się aż zobaczył kucającego na Sercu Charlesa. Nie dowierzał. Tadeusz potem też z trudem będzie dowierzać. Bestia odbiłą się od ściany i skoczyła na swojego przeciwnika. Razem polecieli ku przepaści. Upadli brutalnie na prostokątną platformę. Oboje szybko się podnieśli. Charles sięgnął po swój nóż, zrobił kilka kroków i pchnął nim w kierunku Tadka. Ten uskoczył w tył, z tupotem kontratakował machnięciem łapą na pas. Dźgnięcia Charlesa, ataki Tadeusza, dzika walka dwóch demonów.

Stone znowu dźga, “Różan” staje na obie nogi i przyjmuje cios na swoją łapę. Jej pazurami nie pozwala wyrwać ostrza przeciwnika, drugim zestawem szponów odcina wrogowi rękę. Charles traci swój nóż, wylatuje on poza zasięg obydwu zawodników. Ale żaden nie chce się poddać.

Człowiek uderza pięścią Panterę w twarz, Ta się przewraca i odzyskuje pozycję, podbiega, z własnej pięści uderza w podbrzusze człowieka. Kopnięcie kolanem w Tadeusza, poprawienie uderzeniem w pysk własną stopą. Tadek ponownie wstaje, wykonuje unik, podnosi się i uderza z własnego czoła.

Niebo przestało być niebieskie, zrobiło się żółto. Już przestali być w sektorze piątym. Wylecieli z niego, znajdowali się poza nim. Spadali tak, prosto ku cyfrowemu morzu.

                Na krańcu świata ścierają się dwaj tytani,
                Co spokoju w życiu nie zaznali.
                W wiecznej walce ku zatraceniu związani,
                By po wsze wieki zostać zapamiętani!

Tłukli się tak jeszcze chwilę. Bili się, aż się potopili.

W poczekalni było łącznie dziewięć osób. Trzy urzędniczki, trzech urzędników, dwóch zawodników i jeden prezes. Kręcił się on od jednej strony na drugą aż w końcu wypalił:

– Panowie, no nie mam bladego pojęcia. Ustawa remisu nie przewidywała!
– Szczerzę powiedziawszy – ciągnęła urzędniczka – żaden z nas nie spodziewał się destabilizacji sektora. W planach były modyfikacje sali z sercem, dodawanie luster, grawitacyjnych ścian…
– Taaa, buuu! – Z udawany akcentem komentował Tadeusz – szykowało się tyle atrakcji, jak ja jestem smutny że ich nie doświadczymy!
– Człowieku, mnie się rzygać chce… – Dorzucił od siebie Charles – Wiedziałem że to może być ostra jazda, ale z tą końcówką to ty przesadziłeś.
– Wiem! Ja nie mam bladego pojęcia co ja przed chwilą odwaliłem. Dżizas, kurde, ja pierdzielę…

Prezes jeszcze kręcił się chwilkę po pomieszczeniu, aż w końcu stanął i zarzucił:

– Nie ma wyjścia. Remisu ustawa nie przewiduje i przewidywać nie będzie. Robimy dogrywkę:

– Po moim, śmierdzącym trupie.
– Nawet takiej mowy nie ma, ja się wam tutaj zaraz porzygam. Chcecie to sprzątać?

– To rzut monetą. Pasuje?

Zawodnicy spojrzeli po sobie. Do dupy z takim planem, chociaż… Nieee, oboje mieli dość.
– Dawaj Pan, ja chcę po prostu iść już do domu – odpowiedział Tadeusz. Charles nawet nie odpowiedział, po prostu zielony na twarzy pokiwał zgadzająco się głową.

– Do dobra. Orzeł – Tadeusz, resztka – Charles. Rzucam!

W karczmie o znanej już nam wszystkim nazwie, standardowo, tak jak zawsze w porach odbywania się wielkiego turniegu aren panowała ogromna wrzawa. Tak pokręconego pojedynku, to jeszcze w życiu nie widzieli. Dosłownie jakby ktoś to wyjął z najnowszego filmu akcji Marvela: wszystko było w nim wręcz niemożliwe. Charles, Ayiana, i jeszcze kilku zawodników siedziało teraz przy ladzie popijając swoje napoje.

– Ale żeby przegrać na rzucie monetą? Toż to do dupy! – Skomentowała Ayiana. Miała jakieś dziesięć minut temu ostrą kłótnie z Stonem, ale w zasadzie i po swoich przeżyciach odstawiła to na dalsze tory.
– Wolałabyś powtórkę z rozrywki z Xan Guldur? – Zapytał się Charles.
– Nie, też bym nie wolała. To było pokręcone!
– Opowiadaj – rzekł Charles dolewając jej z butelki zakupionego napoju.
– Z początku byliśmy oblegani przez całą dywizję Panter, trójgłowych hydr, i jeszcze jakiś wymuchających samobójczych ptaków co oblewały nas kwasem. Przez pięć minut jakoś szło, ale potem twierdza nagle zaczęła się przemieszczać. Straciliśmy kontakt z naszym wsparciem. A potem, ni z gruchy, ni z pietruchy przestali nas atakować. Pouciekali i zaraz przyszła taka dziwna marionetka. Powiedziała nam, że jak ktoś z nas zginie podczas podróży sektora to umrze na amen.

Charles popatrzył tak chwilę na nią ale nie komentował.

– Jedni się wystraszyli, inni nie, ale chyba nie kłamała. Ci co ruszyli do walki zostali po prostu obaleni. Ale nie tutaj zaczyna się cyrk.
– Hmmm…?
– Na pstryknięcie jej palców otoczyły nas stoły, krzysła i zestawy porcelanowe z gotową herbatą. Przez pietnaście minut mieliśmy zawieszenie broni, gdzie ona nas częstowała jakąś durną herbatą i zadawała idiotyczne pytania!
– Na przykład?
– Czemu dziewczyny zawsze okładają pięściami facetów gdy ci się przypadkiem względem nich pomylą. Jakim cudem człowiek spadając w rzeczywistości z 50 metrów nie łamie sobie nóg. Ty to rozumiesz że ona całą swoją wiedzę o nas czerpie z jakiś durnych anime?

Stone tutaj wyraźnie parsknął.

– Okazało się że ona nie ma tego całego pierścienia. Po herbatce jaką nas uraczyła sektor się przemieścił, walczyliśmy i dostaliśmy łupnia… Ah, szkoda gadać.

Zawodnik, który zakończył turniej z drugim miejscem był trochę niepocieszony, ale koniec końców woli cieszy się że cała ta nienormalna historia jest już za nim. Bądź co bądź za drugie miejsce też jest bardzo solidna sumka! Uśmiechnął się. Przechilił więc swój kufel z myślą: “Finally. This is the end”.

( ͡° ͜ʖ ͡°)

>>>ALARM! AWARYJNA DEWIRTUALIZACJA!<<<

Jedną trzecią biesiadników karczmy nagle zdewirtualizowało. Tak po prostu, nagle rozszedł się w głowach wszystkich komunikat alarmowy.

– Co się dzieje? – wstała jak wryta Ayiana Storm.
– Co? – równie zaskoczony wstał z siedzenia Charles. – System wyrzuca ludzi jeżeli grozi im niebezpieczeństwo, ale nie taką dużą ilość na raz!
– Jasna cholera – krzyknął ktoś z tłumu – co się tu dzieje?

Charles wyjął z ekwipunku swój tablet, szybko zaczął sprawdzać swoich informatorów, strony informacyjne, bloggerów. W końcu znalazł.

– O mój Boże…
– Co się dzieje Stone? – Zapytała się Ayana.
– W francuskiej przestrzeni cyfrowego moża zanotowano 63 wybuchy torpedowe. Ktoś tam toczy walkę!

Ayiana zamarła z przerażenia.

– Wojna?
– Nie, chyba nie. Nie wiem, ale ze względu na zagrożenie system wyrzucił wszystkich tych których transmisja danych mogłaby przeciąć się z miejscem konfliktu. – Charles szukał odpowiedzi w głowie. Do diabła, o co tu chodziło?

[Kilka chwil wcześniej]

– Potwierdzam pojawienie się ostatniego Repozytorium Xany. Obecność 63 kongerów, brak wrogiej reakcji.
– Uff… czyli jednak sygnał przedostal się do końca. Wywabiliśmy wilka z lasu – odpowiedział Marionetce Tadeusz. – Jak tam nasza flotylla?
– 120 naszych jednostek podwodnych gotowych do przeprowadzenia akcji “Brać Złoto Wiać do Hiszpani”.
– O rany. Za mną taka ostra jazda, a szykuje się jeszcze kolejna. No dobra, upewnijmy się że tego bydlaka już nikt nigdy nam nie wskrzesi!

63 jednostki sił Xan Guldur wystrzeliły swoje torpedy. Prosto sunąc ku kongerom, krzykiem swym rozdzierając i kończąc starą, złowrogą erę.
Wrzaskiem swym rozpoczynając nowy rozdział życia.

[O 3. miejsce 2] Aiyana Storm vs Melanie Dunbar

Dwa tygodnie po wygranej Charlesa

Przegrała. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie pokona tak silnie psychicznie osoby.

Przegrała. Zakłady mówiły same za siebie, znaczna większość zagłosuje na przeciwnika.

Przegrała. Jeden błąd, jakim było to spotkanie, sprawił, że odpadła na samym starcie.

Przegrała. Tak przynajmniej każdy uważa, kto oglądał.

Młoda dziewczyna, której część twarzy można zobaczyć jedynie pod światłem latarni, czeka od piętnastu minut na swojego klienta. Ryzykuje tym spotkaniem bardzo dużo. W każdej chwili może plan okazać się totalnym fiaskiem. Wszystko jest zaplanowane.

– Mam nadzieję, że to ważne. Moja dziewczyna musi znać konkretne wytłumaczenie, dlaczego zrezygnowałem z randki.

– Przeżyje to.

Gdy ona mu odpowiedziała, zrozumiał, kto się z nim umówił. Nie żadna Eva, która miała mu sprzedać kilka cennych informacji.

– Nigdy nie pogodzisz się z tym, że ci zniszczyłem cudowną wizję.

Dziewczyna podchodzi do swojej ofiary, a następnie otwiera oczy. Widzi jej czerwone oczy, które nie wyglądają, jakby coś brała. To też nie są soczewki. Chociaż… może to prawda?

– Zrozum, że jesteś nikim bez tego pierścionka. Wszyscy wiedzą, że tylko…

– Bez tego? – po tych słowach pokazuje mężczyźnie prawą dłoń. Nie może uwierzyć własnym oczom.

Ona ma go normalnie na dłoni.

Nie został on zniszczony.

Zagrywka nie zadziała.

To nie jest ten pierścionek!

Czym był zatem tamten?

– Jak…

– Może jestem najmłodsza z półfinalistów. Może przeszłam dzięki swojemu szczęściu.

– Bo tak było! – krzyczy, nie rozumiejąc nic z tej sytuacji.

– Ale nie jestem na tyle głupia.

– Dałaś się ograć jak maleńkie dziecko.

Słysząc co, dziewczyna wybucha śmiechem. Jakby nie swoim. Jakby wstąpił w nią jakiś demon lub jedna z kordianowskich czarownic. Po kilku sekundach składa dłonie jak do modlitwy i stuka opuszkami. Nadal nie może odwrócić uwagi od tych nienaturalnie czerwonych oczu. Cały czas na nie patrzy.

Ona nie jest sobą.

Ktoś ją opętał.

Czy ten cały Xana nadal żyje?

– Wszystkie chwyty są dozwolone.

– Nie ty jesteś w finale, szczylu jeden.

– Wiem o tym – odpowiada, nie przejmując się znacznie tym określeniem. – Za to ty nie umiesz grać fair play.

– Używasz mocy, które dawno powinna zniknąć z tego świata.

– Zostało mi to dane.

– Organizatorzy się dowiedzą…

– Że kantowałeś? – przerywa groźbę. Uśmiecha się szyderczo, po czym dopowiada – Nie wygrasz tego. Chyba, że znowu sobie ułatwisz…

– Wszystkie chwyty są dozwolone – przedrzeźnia „pannę Evę”.

– I tak tego nie wygrasz.

Po tych słowach dziewczyna nakłada kaptur bardziej na twarz i odchodzi, nie patrząc na zmieszanego finalistę.

Jutro jej ostatnia walka. Nareszcie. Przypomina sobie o rywalce.

Aiyana Storm, lat siedemnaście. Uprzedzona do bogatych i zachłannych ludzi. Znana ze swojej zmiany w trzy duchowe zwierzęta. Wzięła udział, żeby zdobyć pieniądze dla swojego plemienia. Doskonale strzela z łuku.

Doskonale strzela z łuku.

Dzień walki

Aiyana siedzi na maleńkiej szafce, stukając paznokciami o metalową posadzkę. Nudzi ją to ciągłe czekanie, w dodatku na młodą rywalkę, która potrafi jedynie uciekać od problemów. Dodatkowo dysponowała dziwną mocą, która zapewniła półfinał.

– Jaka szkoda, że ktoś ci utarł nosa… – mówi do samej siebie, śmiejąc się. Pokona ją bez żadnych problemów. Liczyła się z podium. Potrzebuje pieniędzy jak najszybciej. Całe plemię ją wspiera. Nie może nikogo zawieść. Zwłaszcza swojej rodziny.

Wtem wchodzi wysoka dziewczyna, którą szybko zauważa Indianka. Ta z kolei ją ignoruje. Szybko zmienia ziemski strój w cyfrowy. Nadal nie rozumie, dlaczego ma takie długie, czarne włosy w Lyoko, chociaż w realnym świecie nie ma nawet połowy tej długości. Szkoda.

– Myślałam, że się poddasz – komentuje Aiyana.

– Podium tak łatwo nie przychodzi – odgraża się Dunbar, nie patrząc na rywalkę.

– Przecież tego nie wygrasz. Charles rozgryzł twój talizman – po tych słowach dziewczyna aktorsko wzdycha i kontynuuje. – Jaka szkoda.

Kolejna to mówi. Nudzi mnie to.

– Do zobaczenia, Melanie. Pamiętaj. Gardzę takimi ludźmi, jak ty.

Dziewczyna nie odpowiada, jedynie wzrusza ramionami. Spogląda na lustro, które jest schowane w małej wnęce.

Cholera jasna.

Nie zdjęłam soczewek.

Chociaż… czy to źle?

Po chwili uśmiecha się do siebie.

Sektor leśny to ulubione miejsce do walki dla wszystkich wojowników. Każdemu zależy, żeby rozegrać tam pojedynek. To jedyne miejsce, gdzie nic nie powinno żadnego z nich zaskoczyć. Żadne niepewne skały, czy nowo powstałe skały.

Na cyfrowy grunt lądują dwie uczestniczki.

– Zakończymy to szybko, prawda? – pyta Melanie.

– Jak sobie życzysz – odpowiada zadowolona Indianka. O to chodziło. Miała jak najszybciej pokonać dziewczynkę, dostać swoją wygraną i pewien dodatkowy bonus…

>> Macie trzy minuty na walkę <<

Storm jedynie prycha szyderczo, po czym zaczyna strzelać w swojego przeciwnika. Problemu wielkiego nie miała Dunbar, aby uniknąć zabójczych grotów, które czaiły się na jej głowę. Dziewczyna strzela jeszcze gorzej, niż ona sama! To było w ogóle możliwe?

– Czyli trzeba zagrać inaczej… – zastanawia się dziewczyna. Po chwili przywołuje pierwsze zwierzę. Na początek, coś łatwego, niech zrozumie, że nie ma tutaj miejsca dla oszustek.

Czarny niedźwiedź ląduje w lesie. Idealnie dla niego warunki. Zwierzę wydaje ogromny ryk na cały sektor i rusza do ataku na dziewczynę. Melanie zaczyna tworzyć swoje schodki, żeby być dużo wyżej od potężnego misia. Atakuje go stopniowo raz lewymi, raz prawymi atakami z dłoni, chwilami zwiększając prędkość poprzez obroty.

– Doskonale… głupsza, niż ustawa przewiduje – mówi do siebie Aiyana. Podbiega bezszelestnie za dziewczynę. Jest na tyle skupiona walką z niedźwiedziem, że nie zauważa braku obecności Indianki. Chowa się za stary pień, a następnie wyciąga jedną strzałę. Naciąga cięciwę łuku i próbuje nakierować na głowę dziewczyny.

Zdaje sobie sprawę, że to jest wyjątkowo nieczyste zachowanie. Dura lex, sed lex.

Odrobinę w górę, w lewo… nie. W prawo. Idealnie.

Melanie w idealnej chwili odwraca się i zauważa nakierowaną prosto na nią strzałę. Robi sus w górę, a strzała atakuje niedźwiedzia.

– Cholera jasna…

Spadając w dół, dziewczyna atakuje swoimi pnączami czarnego zwierzaka. Na cały sektor rozchodzi się ryk rozpaczy i bólu. Przez chwilę nie wie, co ma dalej robić. Po chwili niedźwiedź znika. Aiyana wychodzi z ukrycia i strzela bez opamiętania, a Melanie próbuje ciągle jej ataki odpychać. Jedna strzała trafia w jej dłoń.

>> Utrata 15 punktów! <<

– Chociaż tyle.. – mówi do samej siebie Aiyana.

>> Macie dwie minuty <<

Jak ją rozgryźć? Ma jeszcze dwa zwierzęta do wyboru…

Melanie przebiega obok niej, strzelając w najróżniejsze punkty ciała rywalki. Raz noga, raz głowa, raz bark, raz brzuch. Trafia przy drugim podejściu. Indianka traci 30 punktów.

Do cyfrowego lasu wbiega kuguar. Amerykańska puma stąpa tak samo cicho, jak Aiyana. Po kilku sekundach skacze w kierunku zielonej wojowniczki. Biegnie w stronę zwierzęcia, po czym schyla się, a pnącza drażnią dużego kota.

– Bestia cię chyba nic nie nauczyła – komentuje Melanie, a następnie wzdycha teatralnie, jak Indianka przed starciem i dodaje – Jaka szkoda.

Wtem Aiyana zauważa niepokojący element na jej dłoni.

Ten pierścionek nie został zniszczony.

Oszukał mnie!

>> Została minuta <<

– To jeszcze nie koniec… – mówi wściekła Storm i woła swoją ostatnią deskę ratunku. Melanie słyszy krzyk jastrzębia. Nim się orientuje, jej przeciwnik znika, a na niebie dryfują dwa ptaki. Dużo mniejszy sokół non stop krzyczy, próbując zmylić dziewczynę.

Jeden z nich to musi być ona.

Sokół czy jastrząb?

Czym się stała żądna pieniędzy dziewczyna?

Strzelaj w dwóch naraz.

Ptaki otaczają dziewczynę. Jastrząb próbuje poderwać ją do góry, a sokół nadal krąży.

– To musi być ona.

Nagle Melanie rozkłada ręce w prostą linię i zamyka oczy. Jastrząb korzysta z okazji i swoimi szponami haczy ramiona Dunbar. Strzela non stop w sokoła, który kolistymi ruchami omija zielonego wroga.

Próbuje stworzyć wokół siebie schodki, ale szarpiący ją jastrząb nie pozwala na to. Musi pozbyć się trzeciego zwierzęcia. A czasu zostało coraz mniej…

>> Zostało trzydzieści sekund <<

Strzela w skrzydła swojego oprawcy. Zwierzę puszcza dziewczynę, która od razu tworzy wokół siebie schodki. Zauważa sokoła. Strzela w niego bez opamiętania, jakby była w jakimś amoku. Deja vu?

Gdy zbliża się do wąskiego gruntu, spokojnie ląduje razem z Aiyaną. Nim dziewczyna wyciąga strzałę, zostaje zasypana deszczem pnączy.

Zostało jej dziesięć punktów życia.

Ostatnia trafiona strzała jest prosto w serce Melanie, która ją odpycha do tyłu. Zostało jej pięć punktów. Każda z nich może wygrać.

>> Zostało dziesięć sekund <<

Melanie stara się podnieść, ale trafienie paraliżuje ją od pasa w dół. Widzi skaczącą na nią Aiyanę z nałożoną na cięciwę strzała. Korzysta ze swojej ostatniej broni.

Pierścionek tworzy tarczę, która chroni jej cały tułów. Groty odbijają się i spadają w nieznaną nikomu otchłań. Zdezorientowana Indianka szybko zamienia się w wędrownego sokoła, aby nie zaliczyć bliskiego spotkania z tarczą.

Melanie chowa dłoń i strzela po raz ostatni.

Zaatakowany sokół zmienia się w Aiyanę, a po uderzeniu w cyfrowy teren zaczyna zmieniać się w proch. Dewirutalizuje się dwie sekundy przed końcem walki.

Zanim znika z leśnego sektora, wstaje zdyszana potyczką. Jest z siebie bardzo dumna. Treningi nie poszły na marne, a pewność przeciwnika doprowadziła go do zagłady.

Godzina po walce półfinalistek

Dziewczyna wchodzi pewnie do podziemia. Jest wściekła na swoją głupotę. Jak mogła mu zaufać? Była tak pewna siebie, że liczyła na prostą walkę. Tymczasem co? Przegrała z najsłabszym ogniwem półfinału!

– Słabo coś ci poszło – komentuje mężczyzna, paląc cygaro.

– Zamknij się. Oszukałeś mnie.

– Nie ja ciebie, tylko ona mnie. Nie sądziłem, że zniszczę atrapę.

– Daj mi to, co trzeba i idę stąd.

– Chyba sobie żartujesz – mężczyzna śmieje się na słowa czarnowłosej.

– Obiecałeś…

– Obiecałem ci, ze część pieniędzy z mojej wygranej dostaniesz, jak wygrasz.

– Ty kłamco!

Dziewczyna rzuca się na mężczyznę. Przygniata go do ściany, jednak zdrowy rozsądek zabrania jej jakiejkolwiek kroku dalej. To finalista. W każdej chwili może ją zniszczyć.

– Było wygrać, moja droga.

– Doigrasz się. Nikt nie pozwoli ci wygrać – Indianka wychodzi z pomieszczenia. Mężczyzna jedynie podnosi cygaro i poprawia czarną koszulę. Następnie dopija szkocką whisky ze szklanki i spokojnie siada. Musi sobie wszystko przemyśleć.

Czy faktycznie Indianka przeszkodzi mi na finał?

Jak ona przemyślała mój plan?

Gdzie jest ten prawdziwy pierścionek?

Dwie godziny po walce półfinalistek

Melanie siedzi nadal przy grobie, gdzie wcześniej zaprowadził ją były przeciwnik. Spogląda na zniszczoną płytę, którą władze nawet się nie zainteresowały.

Gdy tylko przypomina sobie dzień spotkania, przechodzą ją dreszcze. Desperacja tego człowieka jest jeszcze większa, niż jej własna. Nie sądziła, że coś takiego może się zdarzyć przez zwykły turniej.

Jesienna aura otacza to miejsce, tworząc je jeszcze bardziej tajemniczym dla nieznanych rzekomo mocy.

Wyciąga lewą dłoń przed siebie. W ciemnościach sygnet błyszczy. Tylko błyszczy. Nic się z nim nie dzieje. A siedzi podobno przy fizycznym ciele Xany.

– Quo Vadis, Xana? – pyta Melanie zniszczony nagrobek. – Quo Vadis…

[O 3. miejsce 1] Aiyana Storm vs Melanie Dunbar

W niegdyś zadbanej bocznej alejce cmentarza obecnie panowało istne pobojowisko. Choć służby poświęciły kilka godzin na naprawianie szkód, które wyrządziły dwie eksplozje, po całym terenie wciąż walały się kawałki roztrzaskanych nagrobków, a część pomników nadal była zasypana ziemią. Gdzieniegdzie dało się nawet dostrzec nadgniłe kawałki drewna; choć łatwo było się domyślić czym niegdyś były, była to zbyt mroczna wizja, by ktokolwiek odważył się wyrazić ją na głos. Za dnia na ich widok przechodnie natychmiast zwracali wzrok ku niebu – bez wątpienia ze strachu przed tym, że w ich pobliżu dostrzegą coś jeszcze gorszego. Choć tutejsi chętnie i często odwiedzali swoich zmarłych, absolutnie żaden z nich nie chciał oglądać tego, co z nich zostało. Teraz jednak zapadła już noc i tylko jedna osoba przebywała jeszcze na terenie nekropolii. Czarnowłosa dziewczyna siedziała z podkulonymi nogami przed sporych rozmiarów dziurą w ziemi – niewątpliwie to właśnie tu znajdowało się epicentrum wybuchu. W swojej lewej ręce trzymała czarny marmurowy odłamek, na którym dało się dostrzec dwie srebrne litery “Xa”.

– A więc plotki były prawdziwe.

Melanie Dunbar nie zareagowała; jej niemalże martwy wzrok wciąż spoczywał na kamieniu.

– Wszyscy twierdzą, że to ja jestem… a raczej byłam najbardziej zdesperowana zwycięstwa i że posunęłabym się do wszystkiego, by osiągnąć swój cel. Mają trochę racji; na arenie faktycznie nie mam żadnych hamulców. Ale to… – Aiyana pokręciła głową z obrzydzeniem. – Umarłych należy traktować z szacunkiem.

– Czego tu chcesz? – wymamrotała do niej Melanie. – Przyszłaś mnie jeszcze bardziej dobić? Tracisz tylko czas; nie zamierzam już więcej brać udziału w tym cholernym turnieju. Trzecie miejsce jest twoje. Idź po swoje pieniądze i zostaw mnie w spokoju.

– Przyznam, że brałam to pod uwagę – odparła dziewczyna. – No i bardzo pasowałoby to do motywu chciwej, nieczułej, wrednej Indianki, prawda? Widzowie z pewnością byliby zadowoleni – prychnęła z niesmakiem. – Ludzie mogą sobie myśleć co chcą, ale mam swój honor. Takie zwycięstwo byłoby bezwartościowe.

– Więc to o to chodzi? Chcesz pozbierać mnie do kupy tylko po to, by móc bez wyrzutów sumienia zniszczyć mnie na arenie? Faktycznie, bardzo szlachetne – stwierdziła z ironią czarnowłosa.

– Właściwie to przyszłam cię prosić o pomoc.

Dunbar wybuchnęła śmiechem, w którym próżno byłoby dopatrywać się jakiejkolwiek wesołości.

– Świat już kompletnie stanął na głowie – powiedziała, kręcąc przy tym głową. – Skąd pomysł, że chciałabym ci w czymkolwiek pomóc?

– Bo nas obie pozbawiono tego, co nam się należy. To my powinnyśmy znaleźć się w finale.

– Chyba nie rozumiem… – odpowiedziała powoli Melanie.

– Jak myślisz, dlaczego Soule cię tutaj przyprowadził? Bo wiedział, że to jego jedyna nadzieja na zwycięstwo. Gdyby doszło do walki w Lyoko, nie byłby w stanie z tobą wygrać, dlatego właśnie musiał uciec się do nieczystych zagrywek i zaatakować poza nim. Był tak zdesperowany, że nie zawahał się nawet naruszyć spokoju zmarłych; gdyby ktoś z mojego plemienia dopuścił się czegoś takiego, tego samego dnia zostałby wygnany.

– A co z tym wszystkim masz wspólnego ty i twoja porażka z Różanem?

– Widziałaś moją walkę, prawda? – zapytała Indianka. – Wiesz, jak Tadeusz zwyciężył; z poziomu wieży udało mu się użyć funkcji, które powinny być dostępne tylko w jądrze Cortexu. Powiedz, jakim cudem mu się to udało?

– Chcesz powiedzieć, że Charles mu pomógł, tak? – zmarszczyła brwi Melanie. – Ale co niby by z tego miał?

– Mam pewną teorię. Na pewno słyszałaś o Étoilańskiej Pladze; przez trzy dni bestie Xan Guldur okupywały jedno z największych miast Wieloświatu, a potem po prostu zniknęły bez śladu. Nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego do tego doszło – opowiedziała Aiyana. – Istnieją jednak pogłoski, że na krótko przed atakiem w Étoile en acier miała zostać zlicytowana legendarna Gwiazda Zaranna*, dzieło samego Jeremiego Belpois.

– Kiedyś o niej czytałam. Podobno dzięki niej można było odnaleźć dowolną osobę, która kiedykolwiek została zwirtualizowana. Jeremie miał ją stworzyć dla swojej ukochanej Aelity, by pomóc w odnalezieniu jej matki. Myślałam, że to tylko mit. Ale… – potomkini Williama wreszcie zrozumiała, do czego dąży jej rozmówczyni i ze zdumienia aż wstrzymała oddech. – Tak. to ma sens! Charles miał przy sobie jakiś dziwny pierścień; myślałam, że to jakaś inna wersja sygnetu Xany, ale to mogła być Gwiazda Zaranna! A jeżeli ta faktycznie została skradziona przez Xan Guldur…

-…to Soule mógł ją zdobyć tylko od Różana. To by tłumaczyło w jaki sposób udało mu się odnaleźć szczątki twojego pociesznego wirusa. W zamian najprawdopodobniej zobowiązał się do tego, że w jakiś sposób zmieni uprawnienia wieży w Cortexie i da Tadeuszowi szansę na zwycięstwo. Złodziej i profanator grobów, obaj są siebie warci – dokończyła Storm i splunęła z pogardą.

– No dobrze, wszystko pięknie, tylko dalej nie rozumiem w czym i dlaczego miałabym ci pomóc.

– Cóż, licytacja Gwiazdy Zarannej to nie pogłoski; na krótko po mojej półfinałowej porażce skontaktowała się ze mną osoba, której ją skradziono. Jak potrafisz sobie wyobrazić, nie była z tego powodu zachwycona i od dłuższego czasu szuka sposobu na jej odzyskanie. I tutaj właśnie zaczyna się moja rola: w zamian za jej odbicie mój klient zobowiązał się wykupić ziemie, które odebrano Washoe i zwrócić je w nasze ręce.

– A co ja z tego będę miała?

– Soule odebrał ci sens życia; ja ofiarowuję ci moc, dzięki której go odzyskasz. Będziesz mogła zemścić się na Charlesie, spróbować przywrócić Xanę do życia albo wygrać następną Arenę. Albo wszystko to naraz, jeżeli tak sobie zażyczysz – Aiyana uśmiechnęła się. – Powiadają, że w Czarciej Twierdzy rządziła kiedyś inna Bestia; Różanowi w jakiś sposób udało się zająć jej miejsce, gdy przeszukiwał jej czeluści. Moja propozycja jest zatem następująca: pomóż mi i przydzielonym mi ludziom odzyskać Gwiazdę Zaranną. Zaatakujesz z nami fortecę w czasie finałowej walki – Tadeusz będzie wtedy poza zamkiem i jego obrona będzie znacznie, znacznie słabsza. A gdy znajdziemy się w środku, powtórzymy historię i zrobimy cię nową Bestią z Xan Guldur.

 

Ku zaskoczeniu całego świata, w sektorze leśnym zmaterializowała się tylko jedna osoba. Aiyana Storm zdawała się być tego kompletnie nieświadoma; jak to miała w zwyczaju, zaczęła działać jeszcze przed tym, nim jej stopy dotknęły ziemi. Dziewczyna natychmiast przywołała niedźwiedzia i zaczęła rozglądać się na boki w poszukiwaniu rywalki. Teren zdecydowanie jej nie sprzyjał; latanie pomiędzy drzewami byłoby śmiertelnie niebezpiecznie, gdyż nawet krótka chwila rozkojarzenia mogła się skończyć zderzeniem z pniem. W dodatku czarnowłosa przewidywała, że Dunbarówna byłaby w stanie przyciągać się do drzew przy pomocy swoich pnączy i w ten sposób poruszać się znacznie szybciej od niej samej. Spodziewała się więc ataku w każdej chwili, z każdej strony i kompletnie niespodziewanego.

Ale ten nie nastąpił. Po kilkunastu sekundach rozległ się dźwięk syreny obwieszczający przerwanie starcia. Widzowie zgromadzeni przed holotelewizorami jęknęli z zawodu, narzekając głośno na nieobecność Melanie i domagając się rozrywki. W Lyoko Aiyana jedynie pokiwała głową, dając wszystkim do zrozumienia, że nie jest specjalnie zdziwiona takim rozwojem sytuacji.

– Panno Storm, pani przeciwniczka nie stawiła się na miejscu w wyznaczonym czasie. Jeżeli nie pojawi się w przeciągu pięciu minut, wygrywa pani walkowerem – rozległ się wśród drzew mechaniczny głos, wywołując jeszcze większe rozczarowanie wśród widowni.

– Czy to konieczne? – zawołała z irytacją Indianka. – Wszyscy wiemy, że i tak nie przyjdzie. A nawet jeśli, to i tak nie ma szans. Soule chyba wystarczająco dobitnie udowodnił, że znalazła się tutaj przez przypadek.

– Zasady są jednoznaczne i nie podlegają negocjacjom – uciął temat głos.

Aiyana tylko wzruszyła ramionami.

– Puścicie reklamy czy mam zabawiać waszych widzów? – głos nie odpowiedział. – Huh, uznam to za zachętę. Dzień dobry wszystkim, mówi do was wasza ukochana Aiyana Storm. Tak jest, ta sama, którą tak ochoczo obsmarowujecie w Kwantonecie i ta sama, która za pięć minut opuści tą arenę bogatsza o kilka milionów dolarów. Miejcie pewność, że gdy będę je wydawać, będę myślała o was i o waszych sfrustrowanych postach obwieszczających, że na nie nie zasłużyłam. Mam nadzieję, że tą informacją poprawiłam wam nastrój. No, to teraz przejdźmy do interesów. Widzicie, w waszej wesołej pogoni za mamoną zapomnieliście, że nieładnie jest zabierać cudzą własność. Jeżeli ktokolwiek z was czuje jeszcze jakiekolwiek wyrzuty sumienia, plemię Washoe będzie bardzo wdzięczne za datki na odzyskanie naszych ziem i…

– Melanie Dunbar dotarła do skanerów. Walka zostanie wznowiona za 3..

– No proszę: myszka wyszła z norki.

– 2…

Aiyana naciągnęła łuk i zaczęła rozglądać się w około.

– 1…

Postać Melanie zaczęła materializować się ledwie kilkadziesiąt metrów od Indianki; ta zdążyła ją zauważyć, gdy tylko dziewczyna wylądowała na platformie. W jej stronę natychmiast pomknął grad strzał, a w ślad za nimi pobiegł również niedźwiedź. Dunbar udało się ominąć większość pocisków, ale dwie z nich drasnęły ją w ramię i udo. Straciła tylko piętnaście punktów, ale nie miała czasu na świętowanie, bo pędzące w jej stronę zwierzę miało ochotę rozerwać ją na kawałki.

– Nie słyszałaś o zasadach fair play? – jęknęła, po czym uskoczyła przed pazurami bestii.

– Marnujesz mój czas – odparła Aiyana, kontynuując przy tym ostrzał. – Charles już udowodnił, że się do tego nie nadajesz.

Melanie trafiła niedźwiedzia swoimi pnączami, które owinęły i ścisnęły jego przednie łapy.ale okazało się to niewystarczające do zatrzymania go. Zamiast tego miś stanął na tylnych nogach i z całej siły pociągnął. Zaskoczona dziewczyna nie dała rady utrzymać się na nogach i poleciała w jego stronę. Gdy znalazła się blisko niego, zwierzę potężnym zamachem lewej łapy trafiło ją w podbródek, zadając jej kolejne dwadzieścia punktów obrażeń i powalając na ziemię.

– Żałosne – Storm opuściła łuk i przyglądała się, jak jej chowaniec bawi się z przeciwniczką. Melanie z trudem udało się odturlać na bok i wstać na nogi. – Bez swojego pierścionka nie możesz sobie poradzić nawet z moim niedźwiadkiem. Naprawdę, jesteś kompletnie bezwartościowa.

– Zamknij się – warknęła w odpowiedzi. Raz jeszcze wystrzeliła swoje pnącza, tym razem z obu rąk jednocześnie. Tym razem rośliny owinęły się wokół głowy stworzenia. Niedźwiedź raz jeszcze stracił część punktów życia, ale pozostał w grze i po raz kolejny spróbował przyciągnąć rywalkę do siebie. Tym razem dziewczynie udało się ustać na nogach, ale sama również nie była w stanie powalić zwierzęcia. Całość bardziej przypominała przeciąganie liny niż prawdziwą walkę.

– Szkoda, że nie wpadłaś na Charlesa w ćwierćfinale. Może wtedy walka o trzecie miejsce nie wyglądałaby jak kabaret.

– POWIEDZIAŁAM ZAMKNIJ SIĘ! – zawyła wściekle, ale pod koniec głos lekko jej się załamał. Nastolatka z całej siły pociągnęła za swoje pnącza i w końcu udało jej się zdewirtualizować zwierzaka. Indianka ironicznie zaklaskała, po czym ponownie napięła cięciwę. – NIENAWIDZĘ CIĘ, SŁYSZYSZ? – dodała histerycznie i rzuciła się w jej stronę. – NIENAWIDZĘ CIĘ!

Aiyana wystrzeliwała w jej stronę strzała za strzałą, ale dzięki swoim schodkom Melanie nie miała problemów z ich wyminięciem. Gdy znalazła się wystarczająco blisko, dziewczyna skupiła całą swoją moc i posłała w jej stronę ogromną falę pnączy. Indianka była jednak na to przygotowana; błyskawicznie przemieniła się w sokoła wędrownego i wzleciała wysoko w górę. Pnącza ruszyły za nią, ale Dunbarowej bardzo szybko zabrakło sił do kontynuowania pościgu; brak sygnetu znacząco ją osłabiał. Sokolica natomiast spokojnie wylądowała na pobliskim pniu i powróciła do formy czarnowłosej Amerykanki.

– Zakończmy tą farsę – mruknęła na tyle głośno, by przeciwniczka mogła wychwycić jej słowa. U jej boku pojawił się czarny kuguar. Tym razem łuczniczka nie próbowała już strzelać; zamiast tego wraz ze swym chowańcem po prostu zaszarżowała do przodu. Melanie starała się ich zatrzymać, ale wyglądało na to, że poprzedni desperacki atak zbytnio ją wyczerpał. Indianka i jej puma bez trudu uskakiwali przed kolejnymi lecącymi pnączami i z każdą chwilą byli coraz bliżej.

Trzeba przyznać dziewczynie, że nie stchórzyła i próbowała stawiać opór aż do samego końca; wyglądało jednak na to, że przewaga Aiyany jest zbyt wielka. Po kilku sekundach kuguar dopadł władczynię cierni, capnął ją zębami za nogę i powalił na ziemię. Siedemnastolatka dokończyła dzieło jednym pewnym pchnięciem łuku w gardło. Starcie dobiegło końca.

 

– Jesteś naprawdę wyśmienitą aktorką – pogratulowała Melanie Tamara, gdy tylko ta dotarła na miejsce zbiórki. – Gdyby mi nie powiedziano, że to tylko gra, nigdy bym się nie domyśliła. Charles i Tadeusz nigdy się nie zorientują.

Znajdowały się na mało popularnym świecie zwanym pieszczotliwie Ałmatami**. Podobnie jak miasto, po którym zostało nazwane, znajdowało się pośrodku niczego i mało kto wiedział, gdzie się znajduje, a jeszcze mniejszej liczbie osób w ogóle chciało się do niego wybierać. A ponieważ łatwo i szybko dało się z niego dostać do Xan Guldur, stanowiło idealną wręcz bazę wypadową dla drużyny Aiyany. Dziewczynie – a może jej zleceniodawcy? – udało się zgromadzić małą armię; pomiędzy wirtualnymi jeziorami kręciło się kilkudziesięciu graczy. Większość z nich wyglądała na doświadczonych wyjadaczy; bez wątpienia przysporzą wrogowi sporych problemów.

– To nie było takie trudne. Wystarczyło myśleć, że Aiyana mówi to wszystko na poważnie – odpowiedziała i westchnęła. – Co ty tutaj robisz, Benedette? I skąd tu tylu ludzi?

– Jak to co? Też mam na pieńku z Soule’m. Do Tadzia co prawda nic nie mam, ale Aiya powiedziała, że użyjesz jego mocy do skopania tyłka Charlesowi. To czyni z nas naturalne sojuszniczki, nie? Zresztą, kto by nie chciał być w grupie, która jako pierwsza wyczyści Xan Guldur?

– A odpowiadając na drugie pytanie – dodała Indianka – Czerwoni Gracze mają ten problem, że z każdym kolejnym zabójstwem tworzą sobie nowego wroga. Nasz Tadeusz nie jest tu wyjątkiem. Wystarczyło tylko przejrzeć jego logi, obiecać jego ofiarom udział w łupach i już masz całą listę chętnych na zemstę.

– Dotarłaś w samą porę: walka finałowa niedługo się zacznie – zawołała wesoło Tamara -Hej, ludzie, wszyscy za mną! Poczwary same się nie wybiją!

Zgromadzeni wojownicy odpowiedzieli jej ochoczymi okrzykami i ruszyli w jej ślady.

Muszę ci przyznać, Soule, że taktykiem jesteś naprawdę wybornym – pomyślała Aiyana, idąc wśród pozostałych i wpatrując się w bezchmurne błękitne niebo. – Jedną genialną zagrywką udało ci się mnie pozbyć i otworzyć sobie autostradę do finału; aż nie mogę się doczekać by zobaczyć to, co przygotowałeś na koniec. Ale strateg z ciebie żaden; gdybyś patrzył choć trochę dalej, niż do końca turnieju, nigdy nie popełniłbyś takiego błędu. Także ciesz się chwilą, Charles; teraźniejszość jest twoja. Ale to ja prowadzę Przyszłość***.

 

*Gwiazda Zaranna – w przeszłości marynarze wykorzystywali świecącą jasno Wenus do nawigacji po nocnym morzu. Swój przydomek planeta zawdzięcza temu, że jest ostatnią gwiazdą, która znika przed wschodem Słońca.

**Ałmaty – dawna stolica Kazachstanu i jedno z większych miast w tym kraju.

***Wielka litera jest w tym przypadku nieprzypadkowa.

[Dodatkowa 1-2] Loyyd Sten vs Tamara Benedette

Dwaj bohaterowie zostali przeniesieni do Kory. Chłopak się schował, a dziewczyna uderzyła w ziemię i przez całą korę przeleciała fala dźwiękowa. Przez chwilę nic się nie stało. Nagle wojownikowi zaczęło się kręcić w głowie i zupełnie nic nie słyszał. Postanowił znaleźć jakiś kamień, by zdezorientować Tamarę. Gdy znalazł kamień, ucieszył się i odzyskał słuch oraz mógł swobodnie obmyślić plan działania.

– No to tak. Rzucę kamień w jakieś gęste miejsce, ona tam pobiegnie, ja ją od tyłu zajdę i przy okazji użyję niewidzialności. Ale najpierw muszę się wspiąć na ten blok.

Chłopak wyjął dwa noże i zaczął wspinaczkę. Dziewczyna chodziła pomiędzy blokami i szepcąc sobie pod nosem:

– Na pewno jest gdzieś tu!

Nagle zobaczyła wyryty napis „Na pewno nie poszedłem w prawo!”

– Pff, to ja idę w lewo – oświadczyła dziewczyna i wyjęła trzy noże. Zobaczyła sylwetkę, rzuciła w nią trzema nożami.

Postać się w ogóle nie ruszyła, ale wtedy zabrzmiał głos:

– Myślisz, że ci tak łatwo pójdzie?

– No jasne, a co ty sobie myślisz? – odpowiedział i wysłała falę dźwięku. Chłopak odskoczył i rzucił w bohaterkę mieczem. Szybko się rzuciła, by uniknąć ostrza.

Niestety nie udało się jej uniknąć obrażeń.

Samuraj się zaśmiał i stwierdził:

– To co, 1 do 1?

Dziewczyna się uśmiechnęła:

– Jak na takiego niskiego ludzika walczysz całkiem nieźle!

Oboje rzucili się po swoje bronie, gdy wciągnęli je za ścian, wyskoczyli na ściany i zaczęli uderzać się mieczami. Oboje walczyli po równo, przez co ani razu nikt nie doznał obrażenia.

Nagle zabrzmiały jakieś dziwne dźwięki i wszystko zaczęło się trząść.

– Coś ty zrobiła? – zapytał przerażony.

– J… Ja nic nie zrobiłam! – odpowiedziała.

Wtedy pod nimi zaczęły się rozdzielać platformy. Bohaterowie zastygli ze strachu. Wtem pod nimi było cyfrowe morze i ci zaczęli spadać. Loyyd zachował zimną krew i rzucił dwa miecze w ścianę. Złapał się ich. Tamara nie miała tyle szczęścia i spadała. Wtem prowadząca postanowiła zgasić światła dla klimatu i nikt nie widział, co się stało.

Loyyd miał mało na wybór.

Uratować Tamarę, czy dać jej spaść.

– Kurde, jak dam jej spaść, to wygram, ale będę miał ją na sumieniu i nie będzie, że ją pokonałem.

Chłopak wyjął swojego asa w rękawie, a był nim shuriken przyciągany do sznurka. Szybko rzucił shurikenem w stronę dziewczyny i krzyknął:

– Tamara, orient!

Dziewczyna złapała sznurek, a chłopak zaczął się wspinać, ciągnąc dziewczynę za sobą. Gdy dotarli na górę, dziewczyna podziękowała i spytała, co dalej. Na to on:

– No co, walczymy dalej – uśmiechnął się i wyciągnął miecze i rzucił się na nią. Ona wyciągnęła swój miecz i zaczęła do atakować. Chłopak użył niewidzialności i skoczył za dziewczynę, kończąc akcję rzutem shurikenem i mieczem, co zdewirtualizowało dziewczynę. Chłopak usłyszał głos:

>> Gratulacje, wygrałeś rundę pokazową przed Wielkim Finałem! <<

Chłopak wyjął miecz i go podniósł na znak zwycięstwa. Potem poszedł odpocząć po męczącej walce.

[Dodatkowa 1-1] Loyyd Sten vs Tamara Benedette

Tamara przykucnęła na pędzącej w górę platformie, starając się chwilę odsapnąć. Walka trwała od dobrych kilkunastu minut i nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek miał ją wygrać. Mieli podobną ilość punktów. Od kiedy wytrąciła Loyydowi jeden z mieczy, gdy platformy ruszały się po raz pierwszy, nie zadali sobie ani jednego obrażenia. Odbijali nawzajem swoje ciosy, a wszystko działo się na tyle szybko, że dziewczyna nie miała szansy wyjąć noży. Loyyd był całkiem niezły, jak na trzynastolatka. Musiał nieźle trenować, po tym jak przegrał z Melanie. Zresztą Tamara też. Przetrzepali ją porządnie. Jeśli tym razem też przegra, może zapomnieć o udziale w kolejnych edycjach.
Kora przestała się ruszać, więc dziewczyna wstała. Rozejrzała się wokół i roztoczyła wokół siebie głośną falę dźwiękową. Była prawie pewna, że Loyyda nie ma na platformie, bo raczej by to wykorzystał, ale wolała nie ryzykować. Podeszła do krawędzi, spojrzała w dół. Nie było daleko do niższych platform. W razie potrzeby zdoła bez przeszkód zejść na dół. Wyjęła nóż, wzdychając ciężko. Powinna najpierw namierzyć przeciwnika, zanim zacznie działać. Dźwięk nie dawał jej zbyt dużych możliwości ataku. Poza tym już zdradziła swoją pozycję. Wystarczyło poczekać. Liczyła, że Loyyd spróbuje ją podejść. Wtedy ogłuszy go regenerującą się od jakiegoś czasu siłą ataku, i wykończy go mieczem, czy tam nożem. Od biedy, jeśli zauważy go wystarczająco wcześnie, może po prostu trafić go nożami. Trzech strzałów w głowę na pewno nie przetrzyma.
Chłopak pojawił się dosyć szybko. Widziała kątem oka, jak wspina się po platformach, starając nie dać się zauważyć. Liczył na to, że z tej odległości Tamara nie zwróci na niego uwagi. Cóż. Kolejny plus dla niej – zwróciła. I w razie potrzeby miała inną drogę ucieczki. A schodzić w dół jest o wiele szybciej, niż wspinać się pod górę. W końcu Loyyd załączył swoja umiejętność, więc należało chwilowo się wycofać. Dziewczyna zeskoczyła na niższą platformę, pobiegła do kolejnej. Miała nadzieję, że Loyyd nie będzie na tyle bystry, by się cofać, tylko pobiegnie za nią. W końcu od któregoś momentu będzie schodziła tą samą drogą, po której on przed chwilą szedł. Źle, że nie mogła go zobaczyć. Musiała być czujna. Dresiarz. Jak ona nienawidziła dresiarzy. W mieście, w którym miała siedzibę jej Gildia była taka grupka. Szczęściarze, mieli naprawdę przydatne moce. Dobrze, że niektórych nie dało się używać w miastach…
Tamara rozproszyła się na tyle, że nie zauważyła załamania wirtualnego powietrza. Ataku uniknęła tylko dzięki cichemu świstowi. Szybko podniosła miecz i odepchnęła ostrze. Loyyd, już w pełni widoczny, stał tuż obok.
~Bystry dzieciak ~ pomyślała.  ~ Zauważył.
Odskoczyła i przyjęła pozycję obronną. Czekała na jego ruch. Rzeczywiście zaatakował. Mimo wszystko nie domyślił się, że to pułapka. Tamara wydała polecenie. Przeraźliwy pisk rozległ się w Korze. Chłopak stanął jak słup. Oczy wychodziły mu z orbit, usta ułożyły się w niemym krzyku. Tamara miała tylko kilka sekund. Rzuciła nożem między oczy i pobiegła w jego stronę, wyciągając drugi. Cięła mieczem, potem wbiła mu nóż w serce, mimo, że już chwilę wcześniej pojawiła się animacja dewirtualizacji. Przekręciła go jeszcze. Oddychała szybko. Czuła satysfakcję. Chętnie wbiłaby nóż w Charlesa. Prosto w serce. Przebiłaby go na wylot…

[RUNDA 2-2] Charles Soule vs Melanie Dunbar

Co dla ciebie?

– Sok wiśniowy.

– Nie kamikaze?

– Sok.

Barman nie drąży tematu i idzie wykonać zamówienie złożone przez dziewczynę. Odprowadza go przez chwilę wzrokiem, po czym patrzy pusto na ladę i stuka paznokciami o nią.

Przygląda się swojej dłoni. Ma na niej wiele siniaków, otarć, a po wewnętrznej stronie naklejony profilaktycznie opatrunek. Zgina wszystkie palce ostrożnie – z każdym kolejnym ruchem czuje palący ból, który przypomina jej wszystkie mordercze treningi. Ile razy rezygnowała ze spotkania z koleżankami, czy spędzenia wspólnego czasu z ojcem, żeby porządnie się przygotować.

Dziewczyna miała zwyczajnego farta. Żałosne.

Te słowa prześladują ją niemal cały czas. On miał rację, miała mnóstwo szczęścia. Gdyby atak Loyyda nie był w stronę sygnetu, z pewnością byłaby dużo spokojniejsza i mogła skupić się na czymś zupełnie innym. Po co ona w ogóle się zgodziła w tym wziąć udział? Ma tylko piętnaście lat, a zgoda na udział w Arenie została perfekcyjnie przez nią podrobiona.

– Mówiłem, że pójdzie łatwo – krzyczy ktoś, po czym śmieje się grupa biesiadników.

– Mistrz jest tylko jeden! – komentuje dziewczyna, która daje mężczyźnie buziaka w policzek. Pewnie to jego ukochana, albo bliska koleżanka.

Melanie odwraca wzrok na ekran telewizora. Pokazują wyniki z pierwszych starć.

W notowaniach bukmacherskich zajmuje ostatnie miejsce.

Prawie nikt nie daje jej szans.

Nie jest z tego powodu zadowolona – nigdy nie lubiła być najsłabszym ogniwem. Zawsze czuła się, jakby kogoś zawiodła. Kogoś? Może samą siebie? Matki nie ma jak zawieść, bo jej nawet nie zna. Ojciec jest dumny nawet, jak powinie się jej noga. Przynajmniej tyle pokazuje.

– Zaraz będą pokazywać pary półfinałowe! – krzyczy ta sama kobieta, która wcześniej wiwatowała zwycięstwo swojego znajomego.

Melanie milczy. Powinna z ekscytacją spoglądać na ekran, aby poznać swojego drugiego przeciwnika. Jednak nie potrafi. Jest zmęczona tym wszystkim. Chce już to wszystko skończyć i wrócić do normalności.

Patrzy na ogromny ekran, który wisi dumnie na ciemnoczerwonej ścianie. Wszyscy na niego patrzą. Za chwilę wszystko będzie wiadome. Barman przynosi dziewczynie sok.

– Kurwa mać – mówi po cichu i uderza pięścią w stół. Sekundę później żałuje tego, co zrobiła – szybko ją zabiera i chowa, kuląc się z bólu. Czuje, jakby ktoś przejechał jej po skórze rozgrzanym nożem. Leci jedna, dziewicza łza po prawym policzku, a zęby są twardo zaciśnięte.

– Nic ci nie jest? – pyta ciepło jakaś osoba. Melanie podnosi się i zauważa brodacza.

– Wszystko dobrze. Dziękuję za troskę.

Po tych słowach wychodzi z baru. Zostawiła w nim ponad połowę soku, ale nie myśli o nim. Jej strata, przynajmniej barman trochę zarobił.

Jutro walka z Charlesem Soulem.

Jutro walka z tym od drinka.

Jutro walka.

Jutro.

 

—————————————————————————————————————————

 

Dunbar idzie pewnym krokiem do szatni, aby zalogować się. Liczy, że zdążyła przyjść przed swoim przeciwnikiem. Czuje, jak spływa jej zimna kropla potu po karku. Czym się tak denerwuje? To tylko walka. Nawet, jak przegra, to niewiele straci. Jest w najlepszej czwórce.

W przeciągu kilkunastu sekund zmienił się jej wygląd oraz strój. Przydużą czarną bluzę, szary dres i zwykłe buty sportowe zamieniła zielona spódnica oraz posrebrzane buty na obcasie sięgające za kolano. Czarna góra stroju niezmiennie zlewa się z długimi włosami. Nie jest już blondynką z delikatnym odrostem. Cały czas widać szeroki pas, zdobiony przeróżnymi szlachetnymi kamieniami oraz maleńkimi, okrągłymi lustrami. Na głowie dumnie leży śnieżnobiały wianek.

Próbuje delikatnie poruszyć dłońmi. Brak bólu. Idealnie.

– Dzień dobry, droga panno.

Melanie spogląda posągowo w lewą stronę. A więc przyszedł wcześniej.

Charles Soule. Dwudziestojednolatek, najprawdopodobniej ma dziewczynę. Obecnie nie pracuje. Jest na drugim miejscu w notowaniach bukmacherskich. Ma na sobie czarny kombinezon ze spiralnym motywem, a oczy są prawie całe zakryte przez gogle. Uśmiecha się zadowolony do swojej przeciwniczki. Po raz pierwszy będzie walczyć z osobą, którą wcześniej chociaż znał. Poznanie kosztowało go jeden drink. Ale za to jaki dobry!

– Nie przywitasz się? – pyta mężczyzna. Melanie nie odpowiada, co go zaskakuje. Unosi brwi do góry, jednak ona nadal nic. Czy to specjalna taktyka tej młodej panny? Myli go to zachowanie.

 

180 sekund do rozpoczęcia.

 

Nadal trwa cisza pomiędzy przeciwnikami. Melanie nadal patrzy na niego pustym wzrokiem. Nie chce tutaj być, ale wie, że za rezygnację grozi jej surowa kara. Jest zmęczona, chociaż walka nawet nie rozpoczęła się na dobre.

– Niepotrzebnie wtedy kłamałaś – odzywa się Charles, a jego słowa potwierdza ciągnące się echo. Dziewczyna nadal nic nie mówi, co dziwi jej przeciwnika coraz bardziej. Sprawdza, czy nie dzieli ich przypadkiem jakaś niewidzialna ściana. Okrąża dookoła swoją przeciwniczkę. Wszystko działa.

 

60 sekund do rozpoczęcia.

 

– To nie moja wina, że mało kto w ciebie wierzy. Nie masz o co się obrażać.

Melanie tylko oddycha, nawet nie patrzy na chłopaka. Poczeka grzecznie sobie, jak zacznie się walka. Jak ona ma go pokonać? W jaki sposób pokonać jednego z faworytów do wygranej? Średnio co godzinę zamienia się miejscami w tabeli z Tadeuszem.

Bestia z Xan Guldur. Więcej legend, niż prawy o nim. Ma nad nią największą kontrolę.

 

30 sekund do rozpoczęcia.

 

>> Witaj, Melanie. Twoim przeciwnikiem będzie Charles Soule. Walczyć będziecie w Sektorze Górskim, aż do finałowej dewirtualizacji. Powodzenia! <<

– Po swojej wygranej wydawałaś się bardziej wygadaną osobą – żachnął się Charles. Dziewczyna odwraca lekko głowę w stronę swojego rywala.

– A ty wydawałeś się wyższy.

Purpurowe światło zalewa całe pomieszczenie. Widzą przez sekundę tylko swoje sylwetki.

„ Dasz radę, zrób to dla swojego ojca. Zrób to dla informacji.”

 

SEKTOR GÓRSKI

Najbardziej znienawidzony przez wszystkich sektor, gdzie nigdy nie można być pewnym, że stąpa się po bezpiecznym terenie. W każdej chwili możesz wylądować z głową w chmurach, nie czując nawet ich miękkości. Poruszające się platformy zmylą nawet najbardziej doświadczonego wojownika.

Charles rozgląda się dookoła. Nigdy nie wiedział tego sektora, ale wie wiele o jego działaniu. Musi się jak najszybciej poruszać, inaczej podniebny klimat go pokona, a nie wysoka dziewczynka.

Idzie do przodu i próbuje znaleźć swoją ofiarę. Każdy kolejny krok jest coraz to bardziej przemyślany. Tętno mu podskakuje, kiedy jeden schodek chociaż odrobinę zadrży. Co kilka metrów podskakuje co dwa lub co trzy.

– Gdzie jesteś, Melanie? – pyta głośno Soule, chociaż wie, że mu nie odpowie. Wtem w mgnieniu oka czuje, jak coś podcina mu nogi. Zalicza spotkanie z bordową ziemią. Unosi wzrok i widzi winowajcę jego upadku.

Widzi, jak dziewczyna w zielonej spódnicy przebiega zgrabnie ruchome schodki i ucieka dalej. Szybko podnosi się i rzuca swój śnieżnobiały nóż prosto w jej głowę. W ostatniej chwili schyla się, a broń utyka w tunelu.

Nie jest zadowolony. Teraz będzie musiał ją gonić i bawić się w wilka poszukującego zająca.

 

– Tutaj mnie jak na razie nie znajdzie.

Zmęczona dziewczyna zatrzymuje się po długim biegu przez lawinę schodków zarówno tych sektorkich, jak i własnych. Nadal czuje, jakby sygnet chciał za wszelką cenę wypalić skórę. A jest już niebieski. Może się popsuł? Sama nie wie.

Gdy siedzi oparta plecami o chłodną, chropowatą, cyfrową skałę, zauważa czarną kulkę z przezroczystym elementem na widoku. Zaciekawiona podchodzi do niej i kuca blisko niej. Nie widziała w sektorze polarnym podobnych kulek. Unosi ją delikatnie do góry, po czym obraca w lewej dłoni.

Przecież to jest kamera, jak mogła tego nie zauważyć na samym początku?

Oburzona nią Melanie rzuca w otchłań, gdzie po chwili maleńką kamerę zabierają cyfrowe chmury w nieznane nikomu miejsce. Delikatnie wychyla się za teren. Słyszy podejrzane buczenie. Unosi lekko głowę, a następne atakuje przed siebie. Garść pnączy odbija się od niewidocznej kreatury i znika.

Jest na końcu sektora. Pomimo tego, obserwują ją.

– O, tutaj jesteś! – krzyczy zadowolony Charles. Nawet nie musiał długo szukać swojej ofiary. Rzuca perfekcyjnie nóż prosto celując w jej głowę. Tym razem odchodzi w tył, a broń odbija się od nieznanej przeciwnikom kreatury. Soule nie wie, co to było.

Nagle widzi swoją broń w dłoni dziewczyny.

– Oddaj to.

– Dasz mi wygrać, to odzyskasz.

Na te słowa mężczyzna wybucha śmiechem. Co ta dziewczynka sobie myślała? Że wygra szantażem emocjonalnym? Jaka szkoda, że nie zna jego umiejętności dodatkowej. Mógłby użyć jej właściwie teraz, ale po co? Niech ma element zaskoczenia. Zachciało się młodocianej zabawić w partyzantkę, to niech ta gra trwa.

– Oddaj to, Melcia…

Melcia? Co za paskudne zdrobnienie.

Charles robi jeden krok do przodu, co zauważa dziewczyna, która robi dwa do tyłu, stojąc jeszcze bliżej krawędzi. Nóż trzyma nad przepaścią.

– Skoczę razem z nim. Daj mi wygrać!

Jest strasznie zdesperowana. Nie pomogą jej bukmacherzy w ten sposób. Jest za młoda na tę walkę. Kto normalny robi coś takiego publicznie?

– Walcz po ludzku. Wygra po prostu lepszy.

Melanie unosi brwi.

– Twoja decyzja.

Po tych słowach rozkłada ręce i przechyla się do tyłu. Charles leci za nią. Nie rozumie dzisiejszej młodzieży. Ba, własnej kobiety nawet chwilami rozumie.

Melanie ląduje z gracją, dzięki swoim schodkom, trzymając broń przeciwnika kurczowo w dłoni. Nie rozumie tego, co właśnie zrobiła. Dlaczego tak postąpiła? Przecież powinna walczyć, jest w półfinale.

>> Jeśli nie zaatakujesz twojego przeciwnika w przeciągu trzydziestu sekund, zostaniesz zdyskwalifikowana <<

– Słucham?! – krzyczy przerażona dziewczyna, słysząc ten komunikat. – Nie było tego w regulaminie!

– Nie musiałaś uciekać. – mówi za nią Charles, niezwykle opanowany. Wyciąga swojego asa z rękawa. W stronę dziewczyny lecą trzy fale pnączy, wszystkie omija, chociaż bardziej jest zdezorientowana z sytuacji. To bardzo dobrze. Szybciej ją pokona i skończy ten cyrk.

– Oddaj moją broń.

– Nie – odpowiada chłodno Melanie i zaczyna atakować. Pierwsza seria cała chybiona.

Skup się, dziewczyno. Po coś trenowałaś. Nie zawiedź ojca.

– Nie wygrasz. Tylko się pogrążasz. Jakim cudem ty przeszłaś dalej? To na bank jakaś tajna moc. Oddaj tę broń!

Dunbar go ignoruje. Strzela co sekundę, wręcz na ślepo. Jakby wpadła w jakiś amok. Gdy atakuje, nie pali ją dłoń. Naprzemienne ruchy dłońmi stały się mechaniczne. Prędzej czy później musi go trafić. Chce już skończyć te walkę. Chce już być na ziemi.

Nawet nie zauważyła, jak przeciwnik prysnął tuż za nią.

– Dosyć tej szopki.

Charles kieruje na dziewczynę nieznaną nikomu, poza nim samym siłę, która odpycha jego rywalkę kilka metrów do przodu. Nie spodziewał się, że do tego się posunie. Żal mu było tej nieznajomej z baru. Taka młoda, ale za to jaka naiwna. Może chociaż to nauczy ją odrobiny profesjonalizmu.

Kilka strzałów i po sprawie. Łatwizna.

Nagle jednak magiczna karta odwraca całkowicie bieg zdarzeń, jakby przybył kibicować osobiście Król-Wino. Płochliwa dziewczynka, która uciekała przez większość walki, nagle stoi kilka metrów nad ziemią. Jej sygnet barwy nie zmienia, jej mimika – owszem. Rzuca jego miecz pod siebie, ale nic nie mówi.

Charles jest całkowicie zmieszany. Ona tak łatwo nim gra? Czuje się jak mała, szmaciana marionetka, do której sterowania potrzebne są zaledwie dwie cieniutkie linki. Czuje się mały przy niej.

Szybko się otrząsa z szoku i atakuje jej mocą. Pierwszy atak sprawia, że tworzy nowy schodek i unika zderzenia z ziemią. Drugi z kolei pudłuje. A trzeci?

Trzeci, pomimo celowania w samo serce rywalki, odbija się od niej.

– Co się…

Soule jednak nie ma czasu myśleć. Musi odzyskać swoją broń. Musi po nią pobiec. Musi to zrobić, nawet jakby dał się podejść jak amator.

Wbiega prosto pod schodek Melanie. Cudem unika wszystkich pocisków, których stopniowo jest coraz mniej. Spogląda mimochodem na nią. Nadal ma ten sam wyraz twarzy. Może to w ogóle nie ta osoba, z którą ma walczyć? Może się pomylił?

>>Za dziesięć sekund będzie automatyczna dewirtualizacja. Oboje zostaniecie wykluczeni<<

– Nie pozwolę na to – mówi na głos mężczyzna, po czym rzuca nóż w dziewczynę. Gdy ona upada, niczym Lucyfer z nieba, atakuje jeszcze pnączami.

Wszystkie złośliwym cudem musiały zostać trafione. Charles pada na ziemię. Melanie z większym hukiem.

Przy obydwu sylwetkach pojawia się dziwna materia. Spowija wojowników aura skałek wielkości ziarenek ryżu. Wszystko wygląda tak, jakby zostali pochowani w Lyoko i właśnie tworzą się nich nagrobki.

Charles chce jeszcze walczyć, ale nie może wstać. Czuje się przygnieciony do podłoża. Jest bezradny.

Melanie po prostu leży i spokojnie zamyka oczy. Sekundę przed końcem rozluźnia dłonie.

—————————————————————————————————————————Francję od kilku godzin wita ciemność wraz z delikatnymi podmuchami wiatru. Młoda dziewczyna idzie spokojnie przez dosyć ryzykowną dzielnicę. Normalnie by siedziała w barze i opijała swój sukces.

Ale co to za osiągnięcie? Pobiegała sobie z nim i nagle pauza.

Sama nie wie, co się właściwie stało. Strzelała jak w amoku. I ta dziwna tarcza…

– Myślałem, że nigdy ciebie nie dogonię.

Odwraca się nerwowo w lewo. Widzi swojego towarzysza z walki. Nawet teraz musi non stop myśleć o tym pieprzonym turnieju. Chce jednocześnie krzyczeć, jak i płakać.

– Powiedz mi, ale tak szczerze. Ile zapłaciłaś?

– Słucham?

– Wiedziałem, że jesteś bardzo dziwna, ale nie przypominam sobie, żebyś była bardzo bogata.

– O co ci chodzi?

– Ile dałaś organizatorom za ochronę?

– Nic nie dałam!

– A może twoja wymyślona istotka ci pomogła?

Nagle Charles czuje, jak dziewczyna łapie go za kurtkę i przyciska kurczowo do ściany. Nawet nie próbuje się bronić. Doskonale wie, że go nie skrzywdzi. Postawił jej drinka, za bardzo go lubi. Czuje ciepły oddech Dunbar na twarzy.

– Xana…

Soule nadstawia uszu, żeby usłyszeć to, co chce wiedzieć. Może będzie mieć dowód w sprawie.

Melanie jednak milczy. Chyba wie, dlaczego ją zaczepił. Na jej twarzy widnieje smutek.

– Przepraszam. Nie chciałam.

Po chwili biegnie przed siebie. Chce już być w domu. Niedługo ostatnia jej walka. Być może i w całym życiu, gdzie następną może być tylko Sąd Ostateczny. Albo coś zupełnie innego.

————————————————————————————————————————–

– Tato?

– Tak, córeczko?

– Ja… bardzo Cię kocham.

– Ja ciebie też.

– Pomimo tych problemów, przez które wyrywasz się z pracy?

– Pomimo tego. Bądź ze mną tylko szczera.

– Jasne… zawsze jestem.

—————————————————————————————————————————

– I co, wydukała ci coś ta gówniara? – pyta Rysiek.

– Nic. Mało brakowało, a by się wsypała. – odpowiada niezadowolony Charles.

– Nie szkodzi. Niedługo sama wpadnie. – zapewnia go kolega, a następnie stukają butelki piwa.