[Ćwierćfinał 2-1] Aron Khada vs Jean-Paul Cremufca

Ludzie chyba tutaj zawsze byli rozmowni… Gdzie idę tam cisza i wszyscy się na mnie gapią bądź boją się na mnie spojrzeć. Nie ma się co dziwić, dużo ludzi słyszało o mnie. Bynajmniej mam z czego żyć i się ubierać jak normalny człowiek. Nie patrząc na ludzi spojrzałem w kierunku tablicy elektronicznej. Pokazywała informacje o mnie jak i mojego przeciwnika. Jak widzę to niezły z niego bombowiec, no cóż jakoś z nim sobie poradzę. Miałem gorsze rzeczy jak on…

~~~~~~

-Panie i Panowie! Dzisiaj na naszym nowym polu bitwy powitamy kolejnych zawodników! – powiedział jeden z prowadzących.

-Otóż to, za kilkanaście sekund nasi wojownicy pojawią się oddaleni od siebie w ruinach Kartaginy – mówi drugi

Minęło kilka chwil a Aron wraz z Jean pojawili się na mapie

-Let’s get ready to rumble! – powiedzieli obydwoje komentatorzy.

-No dobra, zajmiemy się tym dzieciakiem i możemy ruszać dalej – stwierdził Aron po czym wyciągnął swoje katany, wywołał sobie moc powietrza i ruszył przed siebie.

Biegał przez kilka pomieszczeń a jego przeciwnika dalej nie widział. Kiedy przybył do bardzo małego pomieszczenia dostał dwiema minami wybuchowymi co spowodowało u niego utracenie słuchu jak i wzroku kiedy wstał nie mógł ruszyć nogami ponieważ dostał miną kryształową. Próbował wyskoczyć z swojego podmuchu wiatru ale kryształ był za mocny aby w taki sposób go oderwać. W międzyczasie jego zmysły wróciły na swoje miejsce i rozejrzał się dookoła. Całe te pomieszczenie zaczynało popadać w ruinę.

-Bombowe wejście. Podobało ci się? – spytał się Jean który biegł aby zaatakować

-Jeszcze pytasz? – odpowiedział krótko Aron – Stal! – wypowiedział swoją moc po czym przeciął kryształy które miał na nogach.

Aron widząc stan pomieszczenia wycofał się. Zaczął szukać większego pomieszczenia. Tuż za nim był przeciwnik

-Hej! Czemu mi tak uciekasz? Tam przecież się dopiero rozkręciła impreza! – mówi Jean

Aron znajdując ogromne pomieszczenie zaczął obmyślać plan lecz wróg nie dał mu spokoju. Jego miecze spotkały się z szablą przeciwnika

-Jak tam zdróweczko kolego? Widzę że trzymasz formę, oddasz mi jej trochę? Przydałaby mi się – pyta się Jean

-Czy ty możesz się już zamknąć? – odpowiada chłopak

Aron mając przewagę dwóch mieczy wygrał pojedynek przecierających mieczy w skutek czego odepchnął oponenta który stał jeszcze na nogach.

-Mógłbym ale jakoś nie mam ochoty – odparł Jean po czym zaczął rzucać granatami czosnkowymi w swojego wroga

-Powietrze! – wypowiedział chłopak

Aron widząc broń która leciała w jego stronę od razu odepchnął się za pomocą wiatru. Kiedy stał się niewidzialny biegł prosto na przeciwnika. Jean podszedł defensywnie i wyciągnął swoją włócznie wraz z tarczą. Jedyne co mógł teraz usłyszeć to ciszę i czekać aż jego przeciwnik wyskoczy. Aron skacząc do niego miał już przygotowaną moc stali. Chciał uderzyć w jego pas z granatami lecz oberwało się tarczy która została zmieciona w cyfrowy proch. Znowu zderzyli się broniami

-Jak tak dalej pójdzie panie Jean to daleko nie zajdziesz – mówi Aron

-Mówisz że daleko nie zajdę tak? A ta mina tam za tobą to chyba o czymś świadczy nie? – rzekł Jean z uśmieszkiem – A znając twoją punktacje życia możesz sobie trochę ich stracić a czas tyka.

Aron rzeczywiście kątem oka zauważył że coś leży na podłodze i już wiedział że musiał zareagować szybko.

-Ziemia… – powiedział chłopak i jednym mieczem postawił końcówką w ziemię na wprost Jean’a

Wróg Arona wyskoczył wysoko w górę przy czym następnie użył mocy wody i odwrócił się w stronę miny która zaczęła wybuchać. Jean w tym momencie właśnie leżał na podłodze. Energia Arona się naładowała i strzelił w klatkę piersiową co poskutkowało tym, że Jean nie mógł się ruszyć z podłogi. Próbował się wyrwać z lodu ale nie potrafił. Aron spokojnie poszedł do wroga. Jedną nogą staną na klatce a drugiej na podłożu

-Było tak tyle gadać? Stal… – mówi z spokojem Aron aktywując swoją moc – Dam ci taką cenną radę na następny raz kolego, weź tyle nie gadaj bo podłogę porysujesz.

Aron wypowiadając ostatnie zdanie zaczął przecinać przeciwnika od strony głowy aby zwirtualizować przeciwnika szybciej. Jean natychmiast został rozsypany w cyfrowy pył.

-I o jednego mniej… ciekawe czy reszta też nie będzie chronić głowy tak jak ten gagatek – zastanawiał się chłopak kiedy w tym samym momencie został powoli zdewirtualizowany.

[Ćwierćfinał 2-2] Aron Khada vs Jean-Paul Cremufca

Ruiny projektu Kartagina były według tego co wiedział Jean najbardziej niedopracowanym sektorem. Była to bowiem jedynie zaadaptowana na potrzeby walk struktura, której pierwotnym celem było przechowywanie danych i robienie za swoiste „mini-Lyoko” pośrodku cyfrowego morza. W przeciwieństwie do niego jednak było zupełnie inaczej zaprojektowane. Na sektor składało się wiele pomieszczeń różnorakich rozmiarów i wąskich tuneli połączonych z nimi za pomocą śluz. Większość ścian, podłóg i sufitów było zbudowane z czarnego materiału przywodzącego na myśl litą skałę jednak bardzo często zdarzało się, że jedna ze ścian pomieszczenia była wykonana z jakby z grubego szkła. Skutkowało to tym, że z niemal każdego pomieszczenia dało się podziwiam piękno cyfrowego morze, które w wypadku zdarzających się zaników oświetlenia w sektorze rozświetlało go niewielką łuną.


Pomieszczenie, w którym przyszło zawodnikom zaczynać walkę było niewielkie. Wielkością i kształtem przypominało salę lekcyjną. Było jednak całkowicie puste. Jedynym wyróżniającym się elementem otoczenia były dwa wejścia do tuneli znajdujące się po przeciwnych stronach pomieszczenia. Każde takie wejście posiadało z dwóch stron przycisk pozwalający na zamknięcie wejścia i oddzielenia tunelu od pomieszczenia na wypadek zagrożenia. Przy czym z tego co Jean kojarzył to tunel się zamykał, gdy przynajmniej jeden z przycisków był aktywny.


Ze względu na niewielką wysokość pomieszczenia klatki zawierające zawodników pojawiły się bezpośrednio na powierzchni a nie jak to zazwyczaj było kilka metrów nad ziemią.


-Dobra… teraz tylko ciebie pokonać i można się szykować na półfinał – mruknął Aron wyciągając katany.

-No nie zesraj się z tym półfinałem – odparł mu Jean – Najpierw musisz mnie pokonać a szczerze wątpię,żeby ci się to udało. Właściwie może się tak stać jedynie, gdy ten sektor z odzysku mnie czymś zaskoczy. W innym wypadku nie masz szans, bo zwyczajnie przewyższam cię pod każdym względem.


-Pewność siebie bywa zgubna. Niejednego pyszałka już w życiu pokonałem. A ty nawet nie wyjąłeś jeszcze broni.


-Sugerowanie, że mam taki obowiązek…- mruknęła olewczo zbrojownia.


-Ignorant – prychnął Aron po czym aktywował jedną ze swoich mocy– Powietrze!


Następnie cisnął podmuchem powietrza w Jeana i zniknął mu z oczu dzięki połączonej z tą mocą niewidzialności. Grenadiera ten podmuch nieznacznie odsunął do tyłu, ale nie wytrącił go z równowagi. Sięgnął od razu zarówno po granat negacji jak i ten wybuchowy. Wiedząc, że negacja obejmie tak czy inaczej całe pomieszczenie zdetonował granat pod sobą. Dostrzegł wówczas  przeciwnika ze swojej prawej strony jakieś dwa metry od siebie. Cisnął mu wówczas pod nogi granat wybuchowy. Aron w ostatniej zdążył jednak odskoczyć do tyłu poza zasięg eksplozji.


Ta jednak okazała się mocno brzemienna w skutki. Stworzyła bowiem wyrwę w powierzchni pomieszczenia, przez którą zaczęła się do niego wlewać woda. Obydwaj zawodnicy zapomnieli momentalnie o walce i czym prędzej pobiegli do wejść do tuneli. Turniej turniejem, ale ani Jean, ani Aron nie zamierzał ryzykować kąpieli w cyfrowym morzu. Co prawda technologia odzyskiwania danych poszła mocno na przód, ale wciąż była daleka od perfekcji. Zdarzało się bowiem, że osoby, które utonęły w cyfrowym morzu po byciu z niego odzyskanym miały niekompletną pamięć bądź tkanki w ich ciałach były uszkodzone co mogło skutkować potem rakiem bądź deformacjami. Na szczęście obaj zdołali na czas odseparować się w tunelach od nabierającego wody pomieszczenia.


Jean wówczas przysiadł i odpalił swój panel kontrolny. W przeciwieństwie do przeciwnika, który o rozłożeniu tuneli mógł wiedzieć jedynie tyle ile zapamiętał z dostępnej przed walką mapy sektora Jean miał ją na bieżąca pod ręką. I mógł teraz zobaczyć, dokąd prowadzą tunele. Jak się okazało obydwa tunele prowadziły do tego samego odległego o jakiś kilometr pomieszczenia, które robiło za swego rodzaju węzeł połączeniowy pomiędzy nimi oraz jeszcze jednym tunelem prowadzący do centralnej części kompleksu.
Jean ruszył biegiem ku niemu. Musiał być tam pierwszy a jego przeciwnik nie próżnował i też podążał jak najszybciej przed siebie. W oddali grenadier był w stanie poprzez oszkloną ścianę dostrzec drugi tunel a w nim poruszającą się sylwetkę Arona. Dzięki temu wiedział, że jest nieznacznie do przodu. Kiedy dotarł do końca tunelu na chwilę przystanął by rzucić za siebie minę, które nastawił tylko na zdalną detonację. Docelowo miała ta mina zniszczyć wejście do tunelu i zalać go wodą na wypadek, gdyby przeciwnik do niego wszedł.


Jak się okazało do kolejnego pomieszczenia obydwaj zawodnicy wbiegli jednocześnie. Było ono znacznie większe od poprzedniego. Na oko można by powiedzieć, że mające wymiary boiska piłkarskiego i wysokie na kilkanaście metrów. Wyjścia z tuneli znajdowały się w ścianach na wysokości 3 metrów i można było do nich wejść po przyczepionych niżej drabinkach. Na wysokości 3-4 metrów lewitowały pokryte białymi zerami i jedynkami czarne sześciany o boku wysokości dorosłego człowieka. Były one zapewne manifestacją zgromadzonych jeszcze przez Kartaginę danych. Aron od razu po Jeana zaszarżował na niego aktywując przy tym żywioł ziemi. Grenadier wówczas postanowił nieco spasować z używania granatów i sięgnąć po szablę i tarczę. Miał plan doprowadzić do sytuacji, w której nie mógł przegrać. Ale to wykluczało na razie detonowanie kolejnego pomieszczenia.


Khada zakończył swoją szarżę na Jeana atakiem z wyskoku, przed którym jego oponent próbował się zasłonić orężem jednak siła ciosu była na tyle duża, że przełamał on blok a grenadier musiał się cofnąć by nie oberwać. Aron wówczas poszedł za ciosem wyprowadzając pchnięcie w podbrzusze Jeana, które ten ledwo zdołał zablokować. Khada wówczas zrezygnował z dalszego parcia naprzód i postanowił skorzystać z wciąż aktywnej mocy ziemi. Wbił więc katanę w powierzchnię posyłając tym samym w kierunku przeciwnika falę uderzeniową, która wyglądała jakby powierzchnia zaczęła robić tak zwaną „meksykańską falę”. Grenadier jednak po prostu odskoczył na jeden z lewitujących bloków z danymi i kilkoma susami przeskoczył na ten najbliższy wejściu, z którego wszedł Aron. Wbił wówczas szablę w blok i sięgnął do pasa po miny. Rozrzucił trzy z nich następnie wokół wejścia a te przylepiwszy się do podłogi i ścian skutecznie je zablokowały dla przeciwnika. Wówczas kątem oka dostrzegł rozbłysk błękitu a jego nogi trawiła fala energii zamrażając go do pasa.


-Ależ żeś mi zaszkodził teraz tym zamrożeniem- prychnął Jean – Teraz to już nic nie zrobię.


Następnie sięgnął do pasa po granat negacji i zdetonował go pod sobą usuwając przy tym cały efekt zamrożenia. Aron się wówczas uśmiechnął pod nosem i aktywował żywioł powietrza. Od razu cisnął w Jeana podmuch wiatru strącając go przy tym na powierzchnię platformy i zaszarżował na niego. Grenadier co prawda szybko otrząsnął się po upadku i wówczas uświadomił sobie, że lodowy promień miał na celu jedynie sprowokowanie go do użycia granatu negacji. A teraz nie miał, jak odpowiedzieć na niewidzialność przeciwnika. Postanowił zaryzykować i na chwilę wbić szablę w ziemię by sięgnąć do pasa po miny czosnkowe.


Aron właśnie na to czekał. Niewidzialność się skończyła akurat jak zaczął wyprowadzać cios w odsłoniętego Jeana. Ten ledwo zdołał się zasłonić tarczą przed pierwszym ciosem, a drugi ciął go w nieosłonięty bark pozbawiając go ponad połowy punktów i sprowadzając do pozycji półklęczącej samą siłą ciosu. Grenadier zdołał jednak sięgnąć po szablę nim ten wyprowadził kolejny cios. Sieknął wówczas oponenta po nogach pozbawiając go tym samym na chwile równowagi. Następnie podniósł się i zaatakował od góry Arona swoją szablą. Jednak ten zablokował jego cięcie obydwa katanami i odskoczył do tyłu. Wówczas Jean użył hiperskoku i odskoczył na kilka metrów bok. Postanowił wtedy zaprzestać walki z ewidentnie lepszym technicznie i silniejszym Aronem oraz skupić się na realizacji wcześniej zaplanowanej pułapki. Schował szablę do pasa i sięgnął po granat, którym od razy cisnął w przeciwnika. Ten zdołał go uniknąć przez co granat nie poczynił mu szkody. Jedynie musiał odskoczyć nieco do tyłu przez co dystans pomiędzy wojownikami się powiększył a w miejscu gdzie wybuchał granat powstała kolejna wyrwa przez którą zaczęła się gwałtownie wlewać woda.


-Chcesz nas obu pozabijać?! – wykrzyknął wówczas Aron.
-Skądże znowu. – odparł mu Jean odwracając się – Pogrążyć zamierzam jedynie ciebie jak i twoje szanse na zwycięstwo


Teraz dla grenadiera przyszłą najtrudniejsza część jego planu. Wykorzystał fakt, że był bliżej trzeciego wejścia do pomieszczenia niż przeciwnik i od razu pobiegł ku niemu goniony przez Khadę. Dotarł do zamykanych „wrót” korytarza, gdy jego przeciwnik był jeszcze kilka metrów za nim. Wówczas wbiegł do korytarza i zamknął za sobą otwór. Aktywował też wówczas poprzez swój panel kontrolny detonację rozstawionych wcześniej min niszcząc tym samym pozostałe wejścia do pomieszczenia zastępuąc ich włazy wyrwami przez, które zaczęła się gwałtownie wlewać woda. Teraz już pozostało tylko czekać aż morze pochłonie jego przeciwnika. Jean odsunął się od zamkniętych wrót i ukłonił się w stronę drzwi i znajdującego się za nimi przeciwnika.


Wówczas przez drzwi tunelu przebiło się święcące ciemnym srebrem ostrze. Do Jeana dotarło, że jego oponent próbuje przebić się siłą do tunelu. I wyglądało na to, że zajmie mu to kilka sekund, ale się uda, bo drzwi powoli acz stopniowo ustępowały jego ostrzu.


-Jeżeli myślisz, że już wygrałeś to się mylisz! – wykrzyknął Aron zza ściany.
-Dokładnie tak myślę – odparł mu Jean sięgając po akurat zregenerowaną minę – I wcale się nie mylę. Idziesz na dno.


Podszedł wówczas do wejścia i rozstawił pod sobą minę. Następnie ruszył biegiem przed siebie chcąc uciec jak najdalej tylko mógł zanim wybuchnie mina. Udało mu się przebiec kilkadziesiąt metrów zanim usłyszał w oddali huk wybuchu. Aron wówczas przebił się do tunelu z tonącego pomieszczenia akurat jak woda w nim zaczęła sięgać poziomu wejścia do tunelu. Niestety jego pierwszy krok wewnątrz tunelu był jego ostatnim. Aktywował wówczas minę, która rozsadziła ściany tunelu wypełniając go wodą. A samego Arona odrzuciła do tyłu wprost do napełniającego się wodą pomieszczenia. Jean wówczas dostrzegł na panelu kontrolnym, że jego przeciwnik utracił wszystkie punkty życia i się zdewirtualizował. Wiedząc, że goni go fala cyfrowej wody nie przestawał jednak biec do przodu. Dewirtualizacja inicjowana przez organizatorów miewała opóźnienia a on nie chciał ryzykować kąpieli. Woda go bowiem zaczęła doganiać. Sięgnął więc po swój sztylet i przejechał nim po swoim gardle odsyłając się tym samym do skanera. Nie miało to już znaczenia dla przebiegu pojedynku. Pozostał ostatni na polu walki. Wygrał.

[Ćwierćfinał 1-1] Jerzy Tasiemski vs Nadia Stormbolt

— Pozycja pierwsza — powtórzyło po raz kolejny tego wieczoru, a utwór https://www.youtube.com/watch?v=QZm4zseMok0 posłusznie załadował się ponownie. I choć był maltretowany już kolejną godzinę, to wciąż spełniał swoją powinność. Wywoływał u słuchacza uczucie spokojnego spełnienia. Nie przeszkadzało to jednak Jerzemu chodzić po pokoju, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Nie po tym, jak dowiedział się, że udało mu się przejść eliminacje.
W końcu podszedł do biurka i sięgnął po jedną z kartek pokrytych odręcznymi notatkami. Ta konkretna była zatytułowana „Nadia”. Zawierała wszystkie uwagi, jakie udało mu się wychwycić z oglądania jej walki eliminacyjnej. Miał uwagi na temat wszystkich pozostałych uczestników, lecz w tym momencie ona była najważniejsza.
— Mobilna konsełwa… — przeczytał na głos pierwszy punkt, spoglądając w przestrzeń. Po chwili znów ruszył w przerwaną wędrówkę po pokoju, czytając kolejne punkty, próbując ją ogarnąć. Spędził w ten sposób kolejne kilka godzin, co rusz dopisując lub skreślając najróżniejsze przemyślenia.

***

— Stałe-nowe śmieci — podsumował, gdy po ciągnących się niemiłosiernie stu osiemdziesięciu sekundach oczekiwania w poczekalni wreszcie wylądowały na powierzchni Areny. Podłoga wciąż jeszcze zdawał się kręcić, a ściany wirowały we wszystkie strony jak oszalałe.
Przed sobą miał swoją przeciwniczkę, która już zdążyła złapać za swoją włócznię i wycelować w niego.
— Kolejny przeciwnik, który będzie kombinował jak koń pod górę — stwierdziła dziewczyna, wciąż nie ruszając się o krok.
— Ten typ tak ma — odparł Jerzy, samemu również sięgając po broń. Tym razem na pierwszy ogień poszły rękojeści z przedramion, po chwili stając się podwójną naginatą.
Wciąż jednak żadne z nich nie ruszyło się z miejsca, tak jakby oboje przestrzegali jakiejś niepiśmiennej zasady, że walka nie może się rozpocząć, póki Arena się obraca.
— Nowa zabawka?
— Mam tak powiedzieć, co nie Suzumebachi? — stwierdził, robiąc kilka prostych pchnięć bronią.
W tym momencie ściana Areny się otworzyła. Wyjście znajdowało się na lewo od nich.
Nie było jednak czasu na rozważanie, czy z niego skorzystać. W tym samym momencie w jego stronę pomknął pocisk energii, którego ledwie zdołał uniknąć, niemal nie pakując się w kolejny.
Tak jak zakładał, jego przeciwniczka zamierzała trzymać dystans. W końcu właśnie z czymś takim było mu się mierzyć. On by tak właśnie zrobił na jej miejscu. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie zamierzał robić za ruchomy cel na strzelnicy.
Uchylając się po raz kolejny, poprawiając chwyt na drzewcu, ruszył biegiem na Nadię gotowy do wysokiego pchnięcia. Ta w odpowiedzi przestała strzelać i przyjęła postawę obronną, choć włócznię wciąż trzymała gotową do ataku. Tak jakby brakowało jej pewności, że pancerz ją obroni przed nadchodzącym atakiem.
Atakiem, który nie nadszedł, bo okazało się, że nie zamierzała biernie czekać.
Nim dystans między nimi zmniejszył się na tyle, by walka na włócznie miał jakiś sens, ponownie wystrzeliła z włóczni, celując w nogi. W dodatku pocisk wydawał się jakiś inny.
Nie mając za dużego wyboru, Polak wyskoczył, unikając kuli energii, która zapewne nie tylko ścięłaby go z nóg, ale i pozbawiła masy punktów życia. Teraz nie pozostawało mu nic innego.
Nim Nadia zdążyła wystrzelić ponownie, wbił yari w podłoże tuż przed nią i korzystając z broni jak z tyczki, wybił się ponad nią. Lądując z przewrotem jakieś dwa metry za nią, płynnie sięgnął po rączkę spod lewej ręki i zmieniając ją w katanę, cisnął nią w plecy przeciwniczki.
Tylko że opancerzona dama, zamiast dać się trafić, zmieniła się w kłąb dymu i odskoczyła kawałek dalej.
— Nie mów, sze konsełwa boi się otwałcia? Przecież nie mam nic w rękawie — rzuciła do Nadii, unosząc ręce, chcąc pokazać, że jest nieuzbrojony. Jednak w tej samej chwili musiał unikać szarży zwieńczonej dwoma szerokimi cięciami dwóch broni. I choć lata zbijaka robiły swoje przy unikaniu większości pocisków i innych takich, to tym razem oberwał. Dziesięć punktów odeszło w niepamięć po płytkim cięciu miecza w ramię.
— Nie… Alergii na kombinatorów — odparła, atakując ponownie. Jednak tym razem jej miecz przeciął pustkę, gdy przeciwnik zniknął na jej oczach po mruknięciu czegoś pod nosem.
— Dobsze, sze ja nie mam alełgii na nołmę — odparł zza jej pleców, wyciągając broń z podłogi. – Wysypka pewnie by mnie zamęczyła. A jusz złaszcza po powtółce z tysiąc cztełysta dziesiątego.
Po czym bez słowa obrócił się na pięcie i wbiegł do labiryntu. Niestety i tym razem nie obyło się bez strat w pasku życia, gdy trzy pioruny uderzyły go w plecy i nogę, omal nie powalając na ziemię.
— Więcej tych technik babka nie miała — spytał sam siebie, gdy doszło do niego, że stracił kolejne dwadzieścia pięć punktów. Jednak sądząc po huku i trzaskach za plecami wychodziło, że mogło być znacznie, znacznie gorzej.
I choć wiedział, że w ten sposób odsłaniał plecy, to jednak wolał to od pozostania na Arenie. Labirynt dawał mu większe możliwości niż otwarty teren. Niestandardowe ustawienia sal naprawdę potrafiły zmieniać przebieg walk. O ile zawczasu potrafiło się go odpowiednio wykorzystać.
I o ile sektor nie robił wszystkim na złość. A to chyba był właśnie taki dzień, gdyż tym razem pierwsza sala, na jaką trafił, nie licząc półmetrowej progu, nie miała podłogi, a jedynie wąską na dziesięć centymetrów belkę prowadzącą na drugą stronę.
— No to chyba jakieś żarty? – rzucił, rozglądając się jeszcze po sali. Jednak poza kładką nic więcej nie było. I już nawet chciał coś powiedzieć o tym, co myśli, o stawianiu go w takiej sytuacji, gdy w głowie zaświtała mu pewna ryzykowna koncepcja — Choć w sumie…
Na więcej nie miał czasu, bo z korytarza zaczął dobiegać odgłos opancerzonych kroków. I to takich, które zbliżały się stanowczo za szybko jak na jego gust.
Przerzucając yari do lewej ręki, sięgnął po kolejną rękojeść znad ramienia. Mówiąc szybko „kamakiri”, wbił kamę rączką do góry w ścianę kawałek od wejścia, po czym używając włóczni jak tyczki, ruszył po kładce, licząc, że plan zadziała.
— A więc walka jest już przesądzona — usłyszał, pokonawszy ledwie kilka pierwszych metrów.
— Powodzenia — rzucił przez ramię, jednocześnie dostrzegając, jak w jego stronę mknie pocisk czarnej energii, który pomimo położenia udało się odbić ostrzem broni, obracając się w miejscu.
— To… było… coś nowego… — podsumował, próbując nie stracić resztek równowagi, jaka mu została po ostatnim manewrze. Oczywiście Nadia była wyjątkowo pomocny w wytracaniu tego cennego dla Jerzego zasobu, wystrzeliwując kolejne pociski w jego stronę. I choć podobnie jak w czasie walki eliminacyjnej udawało mu się jakoś unikać lub odbijać nadlatujące porcje energii. Tylko że wtedy miał normalną kładkę, która w porównaniu do jego obecnej sytuacji była czystym luksusem.
— Nie możesz się po prostu poddać?
— Chcia… chciała… byś… — odpowiedział, unikając kolejnego pocisku i gubiąc przy okazji włócznię, która zaczęła spadać tak, gdzie kończą wszystkie upuszczone w komnatach bez podłogi.
— Dla twojej informacji pozbyłam się twojej katany z Areny. Nie masz do czego wrócić — powiedziała mu, opierając włócznię na ramieniu i czekając na jego reakcję.
— Cósz… To chyba nieco zmienia postać szeczy –
— Czyli się żegnamy?
— Eee… Nie — stwierdził, po czym zniknął
— Czekaj, jak?
— Nołmalnie — usłyszał obok siebie, po czym coś z dużą siłą uderzyło ją w bok, spychając jednocześnie z półki.
— A czy tełaz byłem godnym pszeciwnikiem? — spytał, lądując na jej miejscu i patrząc, jak spada w przepaść, gubiąc broń. I choć te kilka punktów, jakie jej zabrał tym kopnięciem, to upadek z takiej wysokości musiał zapewnić dewirtualizację.
Niestety jego oczekiwania spełzły na niczym, gdy Nadia znów zmieniła się w obłok dymu i przelatując mu pod nogami, wleciała z powrotem do korytarza, którym przyszli.
— Na razie? Tak — odparła, wyciągając oba miecze i przyjmując postawę do walki.
— Czyli nie dajesz mi wybołu — westchnął, wchodząc do korytarza, wyciągając po kamę ze ściany i przywołując katanę z przedostatniej rękojeści.
Nim jednak którekolwiek z nich zdążyło powiedzieć coś więcej, ściany wokół nich zadrżały i zaczęły sunąć na nich. Oznaczało to, że w czasie ich walki, sektor zakończył cykl i zaczynał kolejny.
— Pszemodelowanie — niemal krzyknął, rzucając się z powrotem do sali, a blondynka za nim znów zmieniła się w dym i wleciała tuż za nim, ledwie unikając zgniecenie przez zamykające się przejście.
Tymczasem pomieszczenie wciąż ulegało przemodelowaniu, zmniejszając swoje wymiary. Na szczęście dla obojga, podłoga również zaczęła się wznosić z niezbadanych czeluści sektora.
Gdy w końcu wszystko się uspokoiło, pomieszczenie przypominało sześcian o boku liczącym zaledwie kilka metrów.
Nie było jednak czasu na podziwianie otoczenia, gdyż Nadia skoczyła na niego, atakując mieczem.
— Zaczynasz mnie denełwować — rzucił, blokując cięcie kataną i odskakując z westchnieniem. — A wolałem tego uniknąć. Bastion…
W tym samym momencie cały strój Jerzego błysnął ciemniejszą barwą, momentalnie wracając do normalnego stanu, a on ruszył w stronę dziewczyny.
Tak jak zakładał, ta ponownie zaatakowała, tnąc dwoma ostrzami, przed którymi nawet dinie próbował się obronić. Jednak w chwili, w której ostrza dotknęły jego ciała, nic się nie stało. Niemal się uśmiechnął, dostrzegając wyraz jej twarzy, gdy najpewniej system nie powiadomił o ubytku punktów życie z jego strony. Nie było jednak na to czasu. W końcu to właśnie on był jego najgorszym wrogiem.
Zaatakował, z impetem tnąc kataną, na co jego przeciwniczka odskoczyła o kilka kroków. I choć udało jej się uniknąć przecięcia na pół, to nie uniknęła zadrapania pancerze i odjęcia jakiś dwudziestu punktów, jak i uderzenia plecami w znajdującą się zbyt blisko ścianę. Oczywiście była to idealna okazja, do ataku, z czego nie omieszkał skorzystać jej oponent, uderzając zza głowy kamę.
Jednak, zamiast trafić w nie opancerzoną głowę dziewczyny, trafił w pustkę, gdy ta po raz kolejny zmieniła się w cień i przeleciała za niego.
Jakie musiało być jej zdziwienie, gdy jej ostrze po raz kolejny nie wyrządziło Jerzemu żadnych szkód, gdy uderzyła go w plecy, a jej własny brzuch został przebity na wylot ostrzem naginaty, która wbijając się w ścianę, nabrała jeszcze większego impetu.
— Byłaś godnym pszeciwnikiem — rzucił, patrząc, jak avater Nadii rozpada się w cyfrowy proch. Po czym już znacznie weselszym głosem dodał. — Powodzenia następnym łazem.

[Ćwierćfinał 1-2] Jerzy Tasiemski vs Nadia Stormbolt

Nadia siedziała w poczekalni na to aż rozpocznie się walka. Pech chciał, że akurat trafiła nie dość, że na jedną z „chodzących zbrojowni” to jeszcze na teren, który jej ostatnio zalazł za skórę.
– I znowu do tego grajdołka. – Rzuciła w eter przyglądając się ostrzu swojego miecza.
– Coś sądzę, sze nie pszepadasz za tym sektołem. – Spytał ją jej przeciwnik trzymający w ręce swoją katanę.
– Wole bardziej otwartą przestrzeń. – Odparła podnosząc swój miecz.

60 sekund do wirtualizacji

– Nie powinnaś go tszymać w obu łękach skoro to Claymołe?
– Tylko z wyglądu, tak naprawę jest mniejszy i miał tylko przypominać szkocki miecz dwuręczny.

10 sekund do wirtualizacji

– Czyli mam łozumieć, sze sama go złobiłaś?

3
2
1
Witaj Nadio, twoim przeciwnikiem jest Jerzy Tasiemski. Będziecie walczyć w Sektorze V, powodzenia.

Zanim zdążyła odpowiedzieć usłyszała te słowa po chwili oboje byli już na Arenie. Chwila na przyjęcie postaw bojowych i wojownicy ruszyli na siebie. Jerzy próbował atakować od boku, ale Nadia zwinnie uniknęła ciosu mówiąc przy okazji szybkie ”Tak” i uciekając Szarżą Cieni w stronę wyjścia.
– Tania sztuczka! – Rzucił Polak ruszając w pogoń.
Nadia wiedziała, że to da jej tylko niewielką przewagę, ale dostateczną by obmyślić plan i zastawić pułapkę na swojego przeciwnika, więc wystarczyło tylko poczekać na niego i zobaczyć jak pokój się przemodeluje. Nie trwało to długo aż Polak wszedł do pomieszczenia, którego podłoga ograniczała się do prostej ścieżki prowadzącej do wyjścia z pokoju i posiadający ściany w klasycznym dla tego sektora nieładzie z mini półkami. Nadia nie marnowała, więc czasu i zmieniła szybko miecz na włócznię ładując ją Przeciążeniem.
– Zatem walka na włócznie? Suzumebachi! – Krzyknął wyjmując swoją włócznię z ostrzem.
Dziewczyna w tym czasie tylko stała z przeciążoną włócznią w każdej chwili gotowej do strzału mierząc wzrokiem swojego wroga.
– Raz się żyje. – Szepnęła do siebie w duchu i ruszyła szarżą na wroga. Polak nie pozostawał w tyle i również zaszarżował, lecz w pewnym momencie Nadia po prostu się zmieniła w dym i całkowicie zniknęła.
– Tego się nie spodziewałem. – Rzucił w eter odwracając się na szybko spodziewając się ataku zza pleców i w tym momencie pokój zaczynał się zmieniać. Z podłogi, sufitu i ścian zaczęły wyskakiwać prostopadłościany łącząc się w na środku plusa oraz wytwarzając mniejsze lub większe półki czy wzniesienia. W międzyczasie część kładki zaczynała się zapadać, więc Jerzy wskoczył na jedną z tworzących się platform i próbował się dostać na jedno z ramion plusa. Nie spodziewał się jednak ataku Nadii, która nagle się pojawiła i uderzyła go włócznią od boku odbierając kilka punktów oraz odrzucając na platformę gdy jeszcze był w powietrzu. Na szczęście dla Jerzego wylądował tak, że mógł szybko wstać na nogi, ale był dalej lekko zdezorientowany co Nadia wykorzystała rzucając w niego włócznią. Znów z fartem broń nie trafiła Polaka bezpośrednio, ale oderwała jego pochwę z pleców odrzucając ją daleko za niego. Gdy próbował po nią podbiec zobaczył po swojej lewej czarną kulę, która trafiając w ziemię koło pochwy odrzuciła ją w przepaść.
– Skoro teraz nie masz możliwości przywoływania zbyt dużej ilości swoich zabawek, możemy zawalczyć jak równy z równym. – Powiedziała Nadia pojawiając się pod drugiej stronie platformy ze swoimi mieczami w dłoniach. Jerzy tylko się na nią popatrzył zamieniając Yari na Katanę i Kamę.
– Dobła tełaz mnie wypłowadziłaś z łównowagi. – Rzucił biegnąc wprost na nią. Nadia spokojnie przyjęła postawę obronną i odpierała każdy coś Polaka.
– Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. – Powiedziała do siebie wyprowadzając cios z prawej, ale miecz się od niego odbił po tym jak na chwilę jego kombinezon stał się ciemniejszy. Wtedy było za późno by zauważyła, że Jerzy zmienił broń na kiścień i wymanewrował się za nią atakując obciążnikiem. Kula oczywiście trafiła dziewczynę w plecy, ale przed dewirtualizacją ochroniła ją osłona, która w momencie trafienia odrzuciła zarówno ją jak i jej przeciwnika i ku niespodziance dla nich pokój znów się zaczął zmieniać. Nadia jedyne co zrobiła, to złapała włócznię i z pomocą Ścieżki Cieni uciekła z pomieszczenia, a Jerzy próbował ją dogonić mimo, że transformacja pokoju mu tego nie ułatwiała. Ostatecznie udało mu się nadgonić ją przynajmniej na tyle by jej nie zgubić i po jakiś 3 minutach trafił w pobliże windy do hangaru Skida. W tym czasie kiedy Jerzy oczekiwał na środek transportu Nadia siedziała w łodzi grzebiąc coś przy jej konsoli.
– Dobra podpory zwolnione, tarcze opuszczone, zostało jeszcze tylko zrobić to. – Powiedziała wychodząc z niego i wbijając włócznię w główny silnik. Po chwili statek spadł w przepaść rozpadając się po drodze tak, że Jerzy musiał uważać by jakiś jego fragment, czy kapsuła go nie trafiła tam na dole, zwłaszcza gdy jechał już windą.
– Chyba spudłowałaś. – Rzucił gdy już był w hangarze.
– Nie celowałam w ciebie, po prostu nie chciałam byś mi uciekł. – Odparła rzucając się na niego z przeciążoną włócznią.
– Skoło tak się chcesz bawić to ja i Kułen nie mamy nic przeciwko. – Powiedział przywołując swoją podwójną Naginatę. Trwająca od tego czasu kilkuminutowa wymiana ciosów wyglądała na wyrównaną dopóki Nadia nie powtórzyła przy którymś ataku tego co się stało w tamtym pomieszczeniu czyli rzuciła w niego włócznią. Wykorzystując jej chwilową bezbronność zmienił szybko broń na Kurisigawę i złapał ją łańcuchem za nogę i rzucił w stronę włóczni. Dziewczyna w ostatniej chwili w przelocie złapała za jej obuch pociągnęła ją za sobą wystrzeliwując w powietrzu pocisk, który ku zdziwieniu wszystkich oglądających przy trafieniu Polaka zadał 120 pkt obrażeń poczynając jego dewirtualizację.
– Tego tesz się nie spodziewałem. – Powiedział zanim w pełni się rozpadł w cyfrowy proch.

Jakiś czas później w jakiś wirtualnym barze

– Nie śpieszyło ci się. – Rzuciła w stronę Jerzego.
– Wybacz pszeglądałem powtółkę z naszej walki i cały czas nie łozumiem jak to złobiłaś.
– Sprytna sztuczka, Przeciążenie nie ma ograniczenia co do ilości użyć w sensie mogę raz wzmocnić pociski odczekać chwilę i potem wzmocnić je po raz kolejny.
– A co by się stało gdybyś Pszeciąszyła go od razu drugi raz? – Dopytał robiąc przy okazji jakiś grymas widząc, że ta się zaśmiała.
– Wybacz, ale nie mogłam już wytrzymać bo to tak śmiesznie brzmi „pszeciąszyła”. A co by się stało? Działo by się przegrzało, czego chciałam uniknąć zastawiając tą pułapkę tylko, że przeszkodziło mi w niej przetasowanie pomieszczenia plus użycie tego twojego Bastionu i utrata osłony, więc musiałam na końcu nieco improwizować.
– Dość niestandałdowe podejście. Fajne.
– Dzięki miły jesteś. Ja muszę już znikać. Żegnaj.
– Szegnaj i powodzenia w półfinale. – Odparł odchodzącej dziewczynie i spojrzał na telewizor gdzie zaraz miała być transmisja z kolejnej bitwy.

[Eliminacje 9] Łucja Mazur vs Bot

>>Counter: 4 lata, 364 dni, 23h, 17min<<
– No dobra.


Walka eliminacyjna zaczęła się w najbardziej odpowiednim do tego miejscu w Lyoko – na Arenie. Sektor Piąty ma od cholery niespodzianek, ale nie tutaj, tutaj liczy się tylko walka.
Łucja Mazur rozejrzała się spokojnie po pustym, obszernym pomieszczeniu. Każdy krok niósł się dziwacznym echem, odbijając od niby szklanej podłogi i podążając wzdłuż krzywizny sufitu.
Za kilka sekund, gdy pojawi się bot, Arena się otworzy i ukaże drogę w głąb labiryntu. Nie ma sensu tam iść. Tutaj pole bitwy jest wręcz idealne.
Najpierw wolno, potem coraz szybciej koliste sklepienie pomieszczenia zaczęło się obracać, aż nagle z mechanicznym szczękiem zatrzymało się, ukazując wąski korytarz. Zaś w centralnej części sali pojawiła się wysoka męska sylwetka, z twarzą zakrytą prostą, łączącą się z zielonawym kostiumem maską. Postać w prawej dłoni trzymała długi czarny miecz, a lewą miała zastąpioną niewielkim trzylufowym obrotowym działkiem.
Tak rozpoczynają się eliminacje.
– Minit.
Błękitna fala energii owiała Arenę, przeniknęła przez ściany i gdzieś daleko utworzyła granicę kuli, w której samym środku stała Łucja Mazur, ściskająca w dłoni swój srebrny zegarek.
1…
Boty są upierdliwe. Nie da się ich zaskoczyć tak po prostu, atakując gwałtownie. Wszystko przeliczą i jednym ruchem z matematyczną precyzją skontrują atak. Potrzeba jakiejś niespodzianki, której ich AI nie rozpracuje w ułamku sekundy.
Do zrobienia.
– Najwyższe Obroty!
Kółka we wrotkach Lucy same zaczęły się obracać z szaloną prędkością, a dziewczyna dobyła lewą dłonią włóczni – Wskazówki Minutowej – i ruszyła w szalonej szarży. Cyfrowy wojownik uniósł działko i wystrzelił z jednej z luf zieloną smugę, która trafiła w ziemię tuż przed Mazur i rozprysnęła w chmurę kwasu. Dla dziewczyny nie stanowiło to żadnego problemu, po prostu odepchnęła się włócznią jak wiosłem omijając kałużę i już znalazła się rozpędzona przed botem, zajeżdżając go od jej prawej.
2, 3…
Tak jak przewidziała Lucy, bot jednym precyzyjnym cięciem odbił Wskazówkę. Zrobił też coś, czego nie przewidziała – liczyła, że wpadnie na wroga i siłą rozpędu wytrąci z równowagi, on tymczasem posłał kolejny strzał, prosto w tors.
Jeszcze nim mrożąca fala całkowicie pokryła awatara dziewczyny, Minit aktywowała komendą myślową swoją moc.
Białe światło wypełniło magiczną kulę i cofnęło czas do początku starcia.
No to od początku.
– Najwyższe Obroty!
Łucja ruszyła powtarzając manewr, podobnie niczego nieświadomy bot, którego pamięć tymczasowa została usunięta przez skok w czasie.
4, 5..
Tym razem jednak gdy po odbiciu ataku włócznią przyszedł czas na oddanie lodowego strzału, dziewczyna jednym ruchem wolną ręką wyrwała swój miecz – Wskazówkę Godzinową – z pochwy i podrzuciła ją na torze lotu mrożącej smugi. Ostrze wraz z rękojeścią pokryło się całkowicie lodem, ale nie leżało w dłoni Lucy, więc przyjęło na siebie całą moc ataku. Wojowniczka wciąż gnając do przodu chwyciła zamrożoną broń i wpadła z impetem w bota. Wirtualny wojownik rzucił się do uniku, ale lodowa szabla i tak przeorała go po żebrach – albo czymkolwiek, co boty mają zamiast żeber – wzbijając w powietrze grad kryształków lodu.
Mazur przejechała jeszcze kilka metrów, a gdy obróciła się do kolejnej szarży, jedyne co zdążyła zobaczyć to laserowy pocisk tuż przed twarzą, nie do uniknięcia.
Taki strzał musiał zabrać co najmniej 60 punktów. Nie do przyjęcia. Ale podrzucił mi pewien pomysł. Jeszcze raz.
Czas znów się cofnął, a Łucja znów powtórzyła cały łańcuch czynności, jednak tym razem na koniec po udanej szarży obróciła się dużo szybciej dzięki piruetowi na jednej nodze. Akurat na czas, żeby zamiast przyjąć laserowy strzał, odbić go mieczem w przeciwnika.
A przynajmniej taki był plan.
Odbijanie pocisków w wirtualu wcale nie jest takie trudne, ale biorąc pod uwagę kąt padania i prędkość obrotu, ten był wyjątkowo podstępny. Zamiast trafić spowrotem we wroga, uderzył w ścianę.
7, 8, 9…
minit. 13… minit. 18…
Lucy potrzebowała trzech prób, ale w końcu opanowała technikę. Oczywiście to, co wymagało od dziewczyny intuicji, z która bywa różnie, od bota wymagało mocy obliczeniowej, której miał pod dostatkiem, więc bez trudu zbił własny rykoszetujący pocisk.
Ale nie taki był plan, to było tylko przygotowanie.
Czas cofnął się po raz piąty.
– Najwyższe Obroty!
Łucja raz jeszcze ominęła zgrabnie kałużę kwasu, przechwyciła lodowy atak, staranowała bota i odbiła laserowy strzał prosto w przeciwnika. Tym razem jednak zrobiła coś jeszcze – równocześnie cisnęła włócznią. System namierzania AI natychmiast ocenił, że zneutralizowanie obu ataków nie jest możliwe, skupił się więc na groźniejszym i szerokim cięciem posłał Minutową Wskazówkę daleko w powietrze. Laserowa błyskawica trafiła go bezpośrednio w tors, a Łucja nie zamierzała na tym poprzestać.
Do wykończenia takiego bota potrzebny jest pomysł. Nie tylko taki fortel, który zależy od sytuacji i wymaga szybkiego myślenia, ale też taki, który ma się przygotowany wcześniej w zanadrzu.
Jakiś… Ultimate Move.
Zegarowa Wojowniczka wciąż korzystając przyspieszenia ruszyła do przodu z wyciągniętym mieczem w prawej dłoni. Lewą ręką zaś… złapała za ostrze przeciwnika. Bot próbował wyrwać broń, ale nie miał dość siły, by walczyć z mechanicznym ramieniem Lucy na Najwyższych Obrotach. To, co mógł zrobić, to ręką z działkiem podbić zbliżającą do jego „gardła” Wskazówkę Godzinową.
SkateSaw!
Blokując dwa ramiona bota Łucja wyrzuciła w powietrze jedną nogę w kopniaku celując w głowę przeciwnika. Ten nieco się odchylił, ale to nie miało znaczenia – dziewczyna pociągnęła stopę do ziemi, przejeżdżając rozpędzonymi kółeczkami wrotek jak piłą mechaniczną.
Bot zadrżał, z rozpostartymi ramionami odchylił się do tyłu i rozpadł w cyfrowy proch. 24, 25, 26… Stop.
I to by było na tyle.
Lucy sięgnęła po zegarek, a fala energii, która opuściła go na początku walki, teraz wracała do niej, tańcząc po ścianach w fantastycznych piruetach, jednocześnie niby zamrażając dziewczynę w czasie na kilka oddechów. Nie miało to już znaczenia – wygrała.
Dziękuję wam wszystkim za oglądanie. Tym razem było trochę więcej montażu, bo walki z botami są jednak dużo mniej interesujące, niż z prawdziwymi zawodnikami – tam zawsze jest ciekawie. Jak zwykle dla amatorów realistycznych wrażeń nagranie z sensorów wzrokowych i słuchowych mojego awatara macie w opisie, podobnie link do wykorzystanych przeze mnie fragmentów oficjalnej transmisji walki od HoloFrance. Teraz wszystko w rękach sędziów – trzymajcie kciuki, a może następne wideo będzie już z ćwierćfinału!


Łucja krytycznie spojrzała na zmontowane przed chwilą wideo.
– Lepiej nie będzie – mruknęła. – Upload edited file.
>>Ładuję. Wysyłam na kanał Minit na YT<<
-And update Counter by five jumps.

>>Counter: 4 lata, 364 dni, 23h, 22m<<
-Ehh…

[Eliminacje 2] Aron Khada vs Bot

I pojawił się on, w sektorze piątym. Aron nie widząc przeciwnika ruszył w stronę wyjścia z półkuli. Zaczynał przechodzić przez korytarze przez które myślał że się nie odnajdzie. Po dłuższej chwili stał przed ogromnym pomieszczeniem w którym naprzeciwko drugiego wyjścia znajdował się oponent. Stał bez ruchu, tak jakby czekał aż chłopak rozpocznie walkę jako pierwszy
-Dobra… Tylko powoli i bez pośpiechu a ci na spokojnie wszystko wyjdzie – powiedział do siebie Aron po czym wszedł do obszaru w którym nic się jeszcze nie zaczęło
Bot ruszył się. Zaczął biec w stronę Arona. Za ninją zaczęła ziemia się formować w kwadraty bądź w prostokąty które od razu wznosiły się w górę bądź w dół.
-Jeszcze muszę porozglądać się nad kluczem… Powietrze! – mówiąc to młody dostał jedną ze swoich mocy.
Trzymał swoją moc do momentu aż przeciwnik nie był zbyt blisko, równocześnie musiał uważać aby się przypadkiem nie uciekać za siebie bo inaczej mogło to się skończyć tragicznie dla jego rozgrywki. Kiedy w końcu bot znalazł się na obszarze działania umiejętności użył jej i odepchnął przeciwnika po czym zniknął. Jego pierwszym priorytetem było odcięcie się od wroga chociaż na chwile aby poszukać klucza do zatrzymania ruszającej się podłogi. Minęła chwila a zauważył klucz na ścianie, również stał się widzialny. Bot widząc Arona zaczął strzelać z pistoletu kwasem.
– Wod… – nie dokończył ponieważ dostał obrażenia.
Aron się nie poddał i użył ponownie swojej mocy wody. Zmniejszył ruchy i stanął w miejscu żeby naładować fale energii. Przeciwnik widząc swojego oponenta wzbijającego się w górę postanowił też to zrobić. Kiedy chłopak naładował się, zaczął celować w ninje. Wystrzelił fale którą została trafiona w nogi.
-Stal! – wypowiedział swoją kolejną umiejętność
Wtem zauważył że jest również blisko przycisku do wyłączenia tego wielkiego bałaganu.
-Jeżeli to zrobię jako pierwsze będzie mi łatwiej z nim walczyć – powiedział w myślach
Nie zastanawiając się ani trochę zaczął skakać po platformach. Tymczasem wróg wydostał się z lodu, również zaczynał skakać po platformach i strzelać lodowymi strzałami. Aron był coraz bliżej klucza. Podczas jednego ze skoków dostał lodem w rękę, ale mając stal przeciął sobie lód. Kiedy dosięgnął guzika całe podłoże zaczynało wracać do normy.
-To może teraz pokażesz na co ciebie stać? – powiedział chłopak z małym uśmieszkiem. – Powietrze!
Obydwie strony zaszarżowały na siebie. Kiedy miecz bota z katanami Arona się spotkały chłopak użył swojej umiejętności co odrzuciło przeciwnika. Kiedy podbiegł za tyły wroga podczas niewidzialności użył mocy ziemi. Jego katany uderzyły o podłoże, grunt zaczął się podnosić w skutek czego bot został podrzucony w górę.
-Stal! – krzyknął po czym skoczył na przeciwnika który zaczynał opadać w dół
Podczas tego ruchu Aron zadał masywną ilość obrażeń. Jednak ninja wstał tak jakby nic się nie stało i znowu biegł na chłopaka i zaczynał strzelać kolejnym typem strzał, laserem.
-Woda! – wypowiedział kolejną moc.
Chłopak znowu skrzyżował katany i czekał na kolejny ruch bota. Tym razem nie przewidział ruchu. Ninja zamiast zaatakować w tarcze która była naprzeciw niego przeskoczył przez Arona z czego dostał laserem w plecy i odrzuciło go na parę metrów a jego moc wody się wyłączyła.
 -Uwaga! Za pięć minut bot będzie w fazie drugiej – powiedział głos znikąd.
 -Powietrze! – Rzekł Aron i od razu się schował poprzez swoją niewidzialność.
Młody wbiegł prosto na ninje i kopnął go nogą w brzuch, bot upadł a razem z nim i jego pistolet.
-Stal! – powiedział chłopak i zaczął biec w stronę pistoletu.
Kiedy był już blisko broni palnej, wziął ją i przeciął w pół. Następnym jego krokiem było podbiegnąć do przeciwnika i tak zrobił. Wziął moc powietrza, wystrzelił mocny podmuch wiatru w przeciwnika odrzucając go do ściany. Na sam koniec wyskoczył z niewidki i wbił katany w ciało bota w skutek czego został zdewirtualizowany.
-Nie za długo pożył w tym świecie – powiedział Aron po czym został zdewirtualizowany do prawdziwego świata.

[Eliminacje 1] Aiyana Storm vs Bot

“I tak oto historia zatacza koło.”


W trakcie wirtualizacji Aiyana pozwoliła sobie na chwilę nostalgii. Minęło sporo czasu, odkąd po raz ostatni trafiła na Arenę, a opuszczając ją była przekonana, że już więcej na nią nie wkroczy. Dla większości świata mogło to być nie do pomyślenia – na najlepszych walczących czekała w końcu niegasnąca sława i ogromne bogactwo. Ale dziewczynie wcale nie zależało na tym, by zapisać się na kartach historii, a pieniądze zawsze były dla niej jedynie drogą prowadzącą do większego celu; po jego osiągnięciu nie były warte więcej od szyszek w jej lasach czy piasku na plażach jej jezior.


Wszystko jednak zdążyło się zmienić i droga znów przygnała ją na turniej. Stojąca przed nią czarna postać nie przerażała ją ani trochę; w poprzedniej edycji mierzyła się ze znacznie poważniejszymi przeciwnikami, a przez ostatni rok stawiała czoła większym zagrożeniom. Ale ponieważ organizatorzy nie przewidzieli żadnych miejsc dla weteranów… “Cóż, jeśli nie ma innego sposobu, pora brać się do roboty” – pomyślała. – “Samoucząca się sztuczna inteligencja? To może być przydatna lekcja na przyszłość”. Bot uprzejmie zaczekał, aż dziewczyna wyląduje na ziemi i przyjmie postawę bojową. Prawdę mówiąc, również po tym pozostał bez ruchu; Aiyanie dobrą chwilę zajęło zrozumienie dlaczego, ale gdy w końcu to do niej dotarło, aż wybuchnęła śmiechem.


– No jasne, puszko. Brakuje ci danych wejściowych, co? – zawołała jadowicie, ale po chwili skarciła samą siebie w duchu. “Przecież to AI, nie potrafi zrozumieć kpin… czyżbym aż tak bardzo wypadła z formy przez dwanaście miesięcy?”. Pokręciła z niezadowoleniem głową i bez dalszej zwłoki rzuciła się do walki.


Najwidoczniej dało to sztucznej inteligencji wystarczająco dużo informacji do podjęcia decyzji, gdyż wystrzeliła w stronę Aiyany strugę żrącego kwasu. Dziewczyna uniknęła go bez większego trudu, przywołała swój kij i wyprowadziła nim potężny cios w lewą stronę głowy przeciwnika; ninja zdołał to jednak przewidzieć i zablokował atak. W odpowiedzi Aiyana zrobiła krok do tyłu, szarpnęła lewą ręką do tyłu i uderzyła drugim końcem broni w tors rywala. Tym razem reakcja AI była zbyt wolna – kij dosięgnął celu i odebrał mu dwadzieścia punktów życia. Bot zatoczył się do tyłu, ale niemal natychmiast odzyskał rezon i zaatakował promieniem zamrażającym, przytwierdzając stopę dziewczyny do podłoża. Aiyana zmuszona była zmienić się w sokoła i wycofać się do wnętrza Kartaginy.


“Uczy się naprawdę szybko” – pomyślała. – “Pierwszy strzał posłał na ślepo prosto we mnie, przy drugim uwzględnił już moją reakcję. Wygląda na to, że każda moja sztuczka zadziała jeden, góra dwa razy, a potem będzie w stanie ją przewidzieć. Chyba, że… tak, to powinno zadziałać”. Aiyana wylądowała na środku sporych rozmiarów pomieszczenia i powróciła do swojej ludzkiej postaci.


– Do mnie, mój chowańcu! – zawołała melodramatycznie, przywołując przy tym swojego kuguara.
Po chwili w przejściu pojawił się jej przeciwnik, który od razu rozpoczął ostrzał; tym razem postawił na zwykłe lasery. Indianka zaczęła blokować kijem lecące w jej stronę pociski, jednocześnie nakazując pumie oskrzydlić rywala. Bot, rzecz jasna, od razu zauważył pędzące w jego stronę stworzenie i natychmiastowo zmienił cel, co dało dziewczynie czas na skrócenie dystansu i przejście do walki wręcz; tym razem chwyciła jeden koniec swojej broni obiema rękami i używała kija jako prostej włóczni.


Sztuczna inteligencja znalazła się w nieciekawym położeniu; z lewej strony atakowała ją Aiyana, z prawej – kuguar, a do tego za jej plecami znajdowała się lita ściana. Ninjy udało się niezgrabnie odbić pierwsze pchnięcie dziewczyny, skierowane w jego głowę. Nie miał jednak ani chwili na kontratak, gdyż kuguar rzucił się na jego prawą nogę. Bot odpowiedział mu prostym pionowym cięciem, które jednak nie dosięgnęło celu – zwierzę w porę odskoczyło do tyłu. Jednocześnie Indianka pchnęła kijem po raz kolejny, tym razem w kierunku ręki trzymającej miecz. Zamiast zablokować atak, AI zdecydowało się przerzucić szablę do prawej dłoni, złapać broń przeciwniczki w połowie wyprowadzonego ciosu i wyrwać ją z rąk Aiyany.


– No bez jaj – jęknęła, unikając ataku jej własnej broni. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę bota, który był teraz w stanie jednocześnie smagać ją kijem i odpędzać kuguara szablą. Zmusiło to dziewczynę do wyciągnięcia kolejnego asa z rękawa – gdy bot zamachnął się w jej stronę, Aiyana myślą nakazała kijowi się złożyć. Kompletnie zdezorientowało to sztuczną inteligencję, która nie potrafiła pojąć dlaczego jej długa broń w ułamku sekundy zamieniła się w krótką pałeczkę. Gdy spróbował jej się dokładniej przyjrzeć, kij powrócił nagle do normalnych rozmiarów i zdzielił go pomiędzy oczy, odbierając przy tym piętnaście punktów życia. Po zakończeniu starcia widzowie przez długi czas żartowali, że Aiyana była w stanie sfrustrować nawet komputer, gdyż w tym momencie bot postanowił po prostu pozbyć się nieprzewidywalnej broni i odrzucił go za plecy.


Ale sytuacja Indianki nadal nie wyglądała zbyt różowo; wciąż pozostawała bezbronna, a w dodatku sztucznej inteligencji wreszcie udało się rozprawić z jej kuguarem. Dziewczyna raz jeszcze przemieniła się w sokoła i odleciała skryć się za filarem po drugiej stronie pomieszczenia, zauważając przy tym, że bot był już tylko trochę wolniejszy od niej. W takich warunkach zabawa w chowanego nie miała większego sensu, dlatego po chwili ptaszyna wyfrunęła ze swojej kryjówki i poleciała w głąb Kartaginy, z trudem unikając ostrzału ze strony sztucznej inteligencji. Ninja czym prędzej pobiegł za nią, a w pomieszczeniu zapadła całkowita cisza.
Po upływie kilkunastu sekund Aiyana wyszła zza kolumny i nieśpiesznym krokiem udała się do sferycznego środka sektora. Jej przeciwnik był już daleko stąd i nie miał dość czasu, by do niej wrócić; o ile się nie myliła, to odliczanie Klucza, po którym cały labirynt zawali się na głowę bota i jej biednego jastrzębia, zakończy się za trzy… dwa… jeden…

[Eliminacje 8] Seriz Cortez vs Bot

– Model bota: B375. Nowiutki.
– Ćwiczyłem na A375. Dam radę.
– Słyszałem, że to zupełnie inny poziom.
– Zobaczymy.

___

Seriz stanął na arenie sektora V naprzeciwko uśpionego jeszcze bota. Większość w tym momencie by zaatakowała. O ile byłaby krótkodystansowa– nie zdążyłaby nawet doprowadzić do końca ciosu– bot odparłby atak, boleśnie odbierając punkty.
Seriz jednak się nie śpieszył. Wyjął miecze i poczekał, aż bot się uaktywni. Czytał o B375. Trenował na A375. Niewiele się różniły według opisów. Był ciekaw, czy pozostali przeciwnicy też dostali te modele. W oficjalnym ogłoszeniu nie było podanego modelu. Dokładne dane dostawiali prywatnie, zatem równie dobrze każdy mógł mieć innego przeciwnika. Zresztą – A i B375 były tylko modelami oprogramowania. Same postacie przeciwnika musiały być takie same.
Rozległ się sygnał rozpoczęcia. Bot zniknął, a Nessie momentalnie ruszył przed siebie. Ściana areny otworzyła się i chłopak wybiegł na korytarz sektora V. Rozległ się standardowy komunikat o tym, gdzie znajduje się klucz. Skręcił, unikając poruszającej się ściany. Za jego plecami coś świsnęło. Zrobił przewrót, unikając ciosu. Następny zdołał już odbić. Bot trzymał w rękach obie bronie. Chłopak rzucił przekleństwo. Model A. miał broń przyczepioną do pleców. Wyjmował ją zwykle w drugiej, czy trzeciej minucie pojedynku. Ten wyłonił się, już ją trzymając.
– No trudno.
Poderwał się, starając się jednocześnie pchnąć bota, jednak ten zdążył już wystrzelić salwę. Krople kwasu spadły na pancerz i częściowo na rękę. Seriz jęknął, jednocześnie odskakując. Przed oczami pojawił mu się niewielki napis: odebrano  10 pkt. Stracono: 20 pkt.
Następny atak bota rozpłynął się o wodną barierę. Program potrzebował chwili, by ją ominąć, a w tym czasie chłopak kontynuował bieg w stronę klucza.
– Rzeczywiście lepszy od A… – rzucił w przestrzeń.
Tym razem bot nie śpieszył się zbytnio z atakiem. Ruszył bezpośrednio do sali z kluczem i tam czekał na Seriza. Chłopak przeklął, widząc go i stanął przy samym wejściu, chcąc się chwilę zastanowić. Podniósł barierę, obserwując otoczenie. Sala wciąż się ruszała. Najwyraźniej stanowiło to część łamigłówki. Niektóre platformy były przygniatane, inne same dążyły do sufitu. Część latała losowo to w lewo, to w prawo, to w przód, to w tył. Bot przez jedne przenikał, na drugie przeskakiwał, pozostając mniej więcej w tym samym miejscu.
– Ile czasu już minęło, co? – zapytał sam siebie Nessie.
Rzucił się do biegu, lecz nie w stronę bota. Ten najwyraźniej od razu zorientował się, że chłopak chce dotrzeć do klucza, bo także ruszył w tę stronę, strzelając zamrażającymi pociskami. Seriz, o ile mógł, utrzymywał barierę, choć i tak, przez jego nieuwagę, lodowy promień dosięgnął jego ręki, zmuszając do puszczenia broni i zabierając punkty życia. Pozostało: 50 pkt. Chłopak jednak nie zwrócił na to uwagi. Dobiegł do klucza i wcisnął go, choć z trudem. Platforma, na której stanął nagle poderwała się do góry. Musiał zeskoczyć. Widząc jednak jej oblodzoną krawędź, podziękował w duchu sektorowi, że akurat wtedy ją ruszył. Strząsnął lód z ręki.
Pomieszczenie przemodelowało się do prostej sali, a bot gdzieś zniknął. Seriz przeklął własną nieuwagę i przełożył miecz do drugiej – dominującej ręki. Druga zaraz potem wykonała jakiś niejasny gest, gdzieś w okolicy sakiewek zmniejszających. Chłopak przygotował się do obrony. W samą porę, by odeprzeć atak. Bot pojawił się tuż za nim. Seriz obrócił się, jednocześnie wyprowadzając cios. Uderzył o strzelbę. Pseudofuturystyczna, masywna. Nawet jej nie drasnął. Odskoczył szybko, stawiając przed sobą barierę. Kilka laserowych strzałów zniknęło, trafiając w nią. Gdy bariera zniknęła, Seriz momentalnie rzucił się przed siebie. Ręka, w której nie miał miecza natychmiast poruszyła się. Rzucał nożem. Jednocześnie podbiegł do bota tak blisko, że trudno było nawet zobaczyć, czy trafił. Metr. Pół metra. Bot strzelił, rozbijając maskę chłopaka. Zanim jednak zdążyła się ona zdewirtualizować do końca, rozległ się komunikat o wygranej. Chłopak wbił miecz w “serce” bota aż po rękojeść.
Co bardziej spostrzegawczy widzowie zauważyli, że chłopak uśmiecha się triumfalnie. Nic więcej. Nie dało się dokładnie obejrzeć jego twarzy. Na wszystkich ekranach pojawiły się statystyki:
Czas walki : 11 minut
Punkty pozostałe: 20

____

– Szkoda, że nie wziąłem nic dystansowego. Poszłoby szybciej.
– I tak dałeś radę.
– Z trudem. Miałeś rację, to zupełnie inny poziom. Poza tym piątka. Co za debil wymyślił, żeby walczyć w piątce z botem, który może bez problemu przenikać przez powierzchnie?
– Z graczami będzie łatwiej.
– To też zawodowcy – Seriz spojrzał na leżącą na wirtualnym biurku listę faworytów eliminacji. – Większość. Jest nas ponad dwa tysiące. Przejdzie ośmiu… Kurcze, żeby mi nie odjęli punktów przez te stracone życie…

[Eliminacje 4] Dominic Toretto vs Bot

Walka rozpoczyna się.
Ninja skacze na Doma, próbując wykonać atak mieczem od góry. Bohater odskakuje na bok, a ninja upada na ziemie. Toretto podchodzi do przeciwnika i gdy ten próbuje się podnieść, zostaje mocno kopnięty z kolana w twarz, upadając na płasko. Dom “siada” na nim i zaczyna go okładać pięściami w twarz.
Po kilku ciosach ninja odpycha bohatera, po czym wyjmuje swoją broń dystansową i zaczyna strzelać amunicją kwasową. Toretto próbuje unikać pocisków, ale i tak obrywa poprzez rozmiar ciała. Zdenerwowany Dom bierze swojego shotguna i zaczyna biec na ninje tracąc cały czas punkty życia, a gdy jest już wystarczająco blisko, oddaje celny strzał w korpus. Ninja zaczyna strzelać amunicją zamrażającą, a jego obrażenia cały czas rosną. Dom odrzuca ninje zadając mu większość obrażeń, dzięki czemu ma nad nim dużą przewagę. Ninja nie poddaje się i nabiega na Dominica, który kończy walkę mocnym uderzeniem w twarz.

[Eliminacje 3] Calys Jaques vs Bot

Kilka minut do rozpoczęcia eliminacji. Niby czas leci szybko, ale kiedy trzeba się przygotować do czegoś ważnego, to jakby stoi w miejscu. Ile można szykować się na głupią walkę z robotem? W tym wypadku najwyraźniej długo, bo Calys już od dwóch dni siedziała na miejscu i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wyznaczone daty to zło wcielone. Jeszcze parę dni wcześniej nie chce się nic robić, a przecież trzeba być przygotowanym.
Sala zaczęła się wreszcie pojawiać. Bladoniebieskie krzywe ściany zajęły miejsce wirtualnej pustki. Pojawił się i bot, czarny ninja z jednym mieczem. Zapowiadało się łatwiej niż na treningach. Wreszcie będzie mieć to z głowy.
Dziewczyna rozstawiła szerzej nogi, wyciągając z płaszcza poręczny, krótki mieczyk. Skoro przeciwnik walczy wręcz, zacznie walcząc na jego poziomie. Sprawdzi, jak bot radzi sobie z mieczem. Lubiła walczyć wręcz, więc czemu nie.
Podwinęła rękawy płaszcza i po kilku sekundach wybiegła do przodu. Miecze starły się. Na początku Calys miała przewagę, jako że wymusiła na bocie zsunięcie się na nierówne podłoże. Przeciwnik musiał cofnąć się o pół kroku żeby wrócić do stabilnej pozycji. Dało to jej kilka sekund na uderzenie w odsłonięty tors maszyny. Zapomniała jednak, że to nie prawdziwy przeciwnik. Jedyne co jej atak wywołał, to głośny dźwięk metalu na metalu. Przeciwnikowi nie przeszkadzał hałas, więc dziewczyna przeszkodziła jedynie sobie, wytrącając się z rytmu walki na kilka sekund. Tylko po to, aby dostać pierwszym kontratakiem w bok. Pięknie, traci punkty na samym początku.
Odsunęła się do tyłu, czekając tym razem na atak ze strony ninjy. Zbyt duża pewność siebie dała jej w kość, więc postanowiła wrócić do spokojnego sprawdzania możliwości bota. Bez ryzykownych akcji, dopóki nie znajdzie jakiejś luki. Przeciwnik zamachnął się do przodu, rozpędzając się w jej kierunku. Dziewczyna próbowała uniknąć ataku, ale platforma za nią zaczęła się podnosić. Szybko odskoczyła na bok, i schowała się za wysuwającą się platformą. Miecz przeciwnika odbił się od ściany, która zadziałała dla Calys jak tarcza. Otoczenie działało na minus nie tylko jej, ale i przeciwnikowi.
Unikając pierwszego ataku bota, jednocześnie musiała wystawić się na drugi, jako iż jedyna droga wyjścia zza platformy prowadziła z powrotem na maszynę. Próbowała wysunąć się na zewnątrz, ale jej drogę odcięło oblane zieloną substancją podłoże. Na pewno nie chciała na tym stawać. Oznaczało to, że utknęła. Cóż, z własnej woli. Bot szykował się do ataku bezpośrednio na nią. Dziewczyna szybkim ruchem ręki wzniosła platformę oblaną zieloną substancją. Oczywiście nie naprawdę, była to tylko iluzja, która miała dać jej chwilę czasu na wydostanie się ze szczeliny. Sprawdzając swoje podejrzenie co do substancji, rzuciła na plamę swój wisiorek. Substancja zaczęła bulgotać, po chwili pochłaniając sreberko. Kwas.
Ninja zaczął wdrapywać się na jedną z platform, między którymi stała dziewczyna. Nie miała co się łudzić, że którakolwiek z platform nagle magicznie się ruszy, więc ryzykując utratą kilku punktów życia, podciągnęła się na rękach do góry. Gdy tylko zdążyła wygramolić się ze szpary, ninja miał ją jak na dłoni. Szybko wycelował nóż, ale tym razem dziewczyna miała wystarczającą chwilę żeby odpowiedzieć na atak swoim mieczem. Zdążyła wrócić do równowagi, kiedy ninja w nią wycelował. Broń przeciwnika zsunęła się na jej rękę, zabierając kolejne kilkadziesiąt punktów. Zdecydowanie nie miała tutaj przewagi, nie w tym momencie.
Podłoże pod nią znów zaczęło się podnosić, dając jej przewagę wysokości nad przeciwnikiem. Dawało jej to chwilę na zaskoczenie przeciwnika, ale niestety kolejny ruszający się w jej stronę blok zepchnął ją z góry. Musiała odskoczyć do tyłu, nie zdążyła zaatakować. Na szczęście ten upadek nie zabrał jej punktów.
Nie miała już przewagi wysokości. Jednakże upadek sprawił, że znajdowała się na dość dużą odległość od przeciwnika. Wysunęła się zza bloku, aby zobaczyć czarną sylwetkę dość daleko od siebie. Dobrze. Pierwsza dobra okazja do ataku z odległości. Ciągle nie znała czułego miejsca bota, więc wyciągnęła z kieszeni nożyk i sklonowała go kilkanaście razy, celując w różne miejsca na sylwetce bota. Z salwy ataków, jedynie dwa odebrały przeciwnikowi punkty. Teraz wiedziała gdzie celować. W głowę, jakby nie mogła się domyśleć.
Noże, które nie trafiły bota, wbiły się w ruchome podłoże za przeciwnikiem. Ninja, po stracie parudziesięciu punktów, wbił swój miecz w ziemię, unieruchamiając nogi dziewczyny. Żadnej zabawy z tym botem. Ale mimo wszystko, Calys miała przewagę. Uśmiechnęła się sama do siebie, wiedząc, że już wygrała. Miecz dalej tkwił w ziemi, trzymając ją w bezruchu. Czarna postać kroczyła w jej stronę. Ciekawe, co chciał zrobić. Ona nie robiła nic, dopóki nie podszedł bliżej. Gdy stanął w pozycji do walki, dziewczyna rozkazała nożom powrócić. Większość z nich udało jej się nakierować na przeciwnika, celując tym razem w czułe miejsce. Oryginalny nożyk wrócił do niej, oślepiając poturbowanego bota. Dziewczyna była pewna, że to już koniec. Przeciwnik nie wiedział do czego jest zdolna i się wystawił, tyle. Jej nogi znów były wolne. Mogła się ruszać.
Jednak przeciwnik mimo straconych punktów ciągle stał. Jeszcze trochę brakowało do zwycięstwa. Calys westchnęła ciężko, patrząc na mieniący się pancerz bota. Oczywiście, jeszcze tego brakowało. Wróciła do pozycji walki wręcz. Wszystkie pociski skierowała na przeciwnika, więc teraz nie miała większych możliwości ataku na odległość. Oczywiście poza pociskiem energii, ale na to miała już plan.
Dziewczyna zamachnęła się do przodu, tym razem z krótkim nożem w dłoni. Owszem, lepiej byłoby mieć teraz w dłoni mieczyk, ale nie miała chwili żeby wymienić broni. Jej druga ręka natomiast ciągle była nie do końca funkcjonalna. Nie mogła walczyć oburącz, pomimo pokazania obu broni. Frustrujące. Bot osłonił pierwszy atak, po czym wystrzelił w jej nogę laser. Bolało, okropnie. Zsunęła się na robota, nie mogła już nawet stać. Na jej szczęście, robot pod jej ciężarem stracił balans i również upadł na ziemię. I tak poszedł jej plan na zjawiskowe użycie pocisku energii.
Wypuściła nóż, i szybkim ruchem zdewirtualizowała przeciwnika, puszczając energię wzdłuż jego ciała. Przynajmniej potrafiła trzeźwo myśleć w decydującym momencie.
Ależ się cudownie pokazała. Prawie przegrała z botem. Głupim botem. Dobrze, że przynajmniej nie pokazała większości sztuczek. I tak by na maszynie nie zadziałały. Pieprzone maszyny.