Światełko w tunelu

Ciekawy lipiec nam się zrobił w fandomie, kompletnie niepasujący do tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni. Niby to sezon ogórkowy, a jest o czym mówić, bo i dzieje się sporo ważnych rzeczy. Najpierw w Hiszpanii ogłoszono, że Code Lyoko pojawi się w HBO Espania, co wywołało euforię wśród tamtejszych fanów. Kilka dni później w amerykańskim Amazon Prime Video pojawiają się wszystkie animowane odcinki. Generalnie można się cieszyć, bo to oznacza, że jeszcze chce się wykorzystać potencjał CL. sprawdza się to, o czym kierownictwo Mediatoona mówiło już w 2015 r. (swoją drogą to gdyby za każde przypomnienie tego tekstu, który wtedy opracowałem, miałbym dostawać tantiemy, to teraz bym miał trochę oszczędności 🙂 ). Widocznym znakiem czasu jest to, że serial trafia nie do tradycyjnej telewizji, a do serwisów oferujących wideo na życzenie, mają one coraz większą rzeszę odbiorców. Dość powiedzieć, że sam Amazon Prime w USA to 100 milionów subskrybentów, czyli 100 milionów potencjalnych widzów. Już teraz widać efekty popularności serialu w Hiszpanii, tam jest to najpopularniejsza produkcja młodzieżowa w serwisie HBO.

Ktoś jednak mógłby zadać pytanie “Dlaczego wpuszcza sie odcinki CL na płatne portale, choć są one dostępne za darmo w internecie?”. Pierwsza odpowiedź nasuwa się od razu: dla pieniędzy. I to jest dobry trop, ale nie jedyny. Chodzi także o kwestie techniczne.
Mediatoon odpalił w zeszłym roku oficjalne kanały na YouTube w różnych językach, po angielsku i francusku są wszystkie 4 serie. Szczegół jest jednak taki, że za darmo dostępne są tylko odcinki w wersji SD. Wiemy natomiast, bo to odkryła międzynarodówka na CodeLyoko.fr, że Amazon Prime ma te odcinki w HD, i to w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nie jest tak jak ktoś w Polsce sobie zrobił, że rozciągnął tylko obraz z 4:3 do 16:9 i sobie podpisał jako “High Definition”, choć nie ma to nic z tym wspólnego. W wersji “amazońskiej” widać, że pracowano nad obrazem, zmieniano szczegóły, nieco to przycięto (co skrytykowali niektórzy widzowie w USA), przez co kreskówka lepiej wygląda na 40-calowych i większych telewizorach. Ale za to trzeba już zapłacić.

Przy okazji: pamiętacie pewnie, jak przy okazji obchodów 15-lecia serialu utworzono polski oficjalny kanał. Tam jest obecnie około 40 odcinków, one są właśnie w takiej wersji jak na Amazon Prime. Przez pewien czas zastanawialiśmy się, czemu wstrzymano publikację, ale kwestia z USA wyjaśnia temat. Najpewniej ktoś się zagapił i puścił od razu wersję przeznaczoną do serwisów VOD, a dopiero po jakimś czasie podjęto decyzję o niepublikowaniu. Może kiedyś i u nas CL pojawi się w Ipli czy innym Playerze.

Ostatnie zdarzenia prowokują pytanie pojawiające się w fandomie od dawna, tym razem jednak jest ono solidnie umotywowane: co dalej?
Kilka dni po wieściach na temat Amazon Prime jeden z użytkowników portalu Reddit, na którym jest całkiem spora społeczność fanów serialu, poinformował o skontaktowaniu się z APV w sprawie kontynuacji serialu. Po kilku godzinach usunięto wpis, wiemy jednak, że odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: “Dzięki za sugestię, rozpatrzymy i przekażemy komu trzeba”. Na ten moment nie znaczy to zbyt wiele z kilku względów. Najwazniejszy – Amazon w tym momencie nie mógłby, choćby nawet chciał, podjąć decyzji o zrobieniu czegoś nowego, ponieważ prawa do Code Lyoko ma Mediatoon i to tam może ewentualnie zapaść jakaś decyzja. Poza tym nie wznowionoby serialu po liście od jednego widza. Jak na razie mamy znak, że jest oczekiwanie na to, ale o tym wiemy w sumie i bez listu, a i podobna historia mogłaby się przydarzyć, gdyby prawa do zaoferowania CL abonentom swoich usług miał, dajmy na to, Netflix.

Na początku roku informowaliśmy na stronie o 3 opcjach przyszłości serialu, przewidywanych przez redakcję hiszpańską: nowej serii, remake’u nagranego już serialu oraz reboocie. Teraz wiemy, że druga opcja stała się faktem, co jest pozytywnym zjawiskiem, gdyż niezależnie od tego, czy mielibyśmy za jakiś czas do czynienia z nową serią czy też zaczęciem od zera, warto by było przypomnieć starym widzom, a nowym pokazać poprzedni serie. Remake jest też dobry dlatego, że likwiduje on jeden z argumentów przeciwko emisji, brzmiący “bo ten serial jest za stary i niedostosowany technicznie”. Problem ten znika, co daje szansę na to, że za jakiś czas kolejne kraje będą mogły mieć dostęp do serialu, czy to w ramach usług VOD, czy poprzez emisję w telewizji tradycyjnej.
Nie wiemy nadal, czy w ogóle będzie jakaś próba zrobienia czegoś nowego, myślę że nie bez znaczenia jest fakt, iż dopiero w przyszłym roku Mediatoon uzyska prawa do Evolution. Może coś z 5 serii będzie wykorzystane, jeśli będzie chęć dalszego działania. Opinii na temat tego, jak ta kontynuacja ma wyglądać, jest tyle. ilu jest fanów. Są tacy, którzy wyznają tu zasadę Krzysztofa Kononowicza “niech nie będzie niczego”. Są ci, którzy chcieliby skasowania Ewolucji, była nawet robiona akcja w tym celu, ale na szczęście skończyła się, zanim się zaczęła. Mamy zwolenników opcji “reboot” oraz tych, którzy woleliby obejrzeć nową serię ze znanymi bohaterami.

Wydaje mi się, że opcja “reboot” byłaby bardziej ryzykowna i trudniejsza. Nie to, żeby wymyślenie nowej serii w “starych realiach” było łatwe, bo tu trzeba by było podomykać wątki rozpoczęte w poprzednich seriach (no, chyba że twórcy zrobiliby sezon na zasadzie “szpachlą na odpier…”, ale to raczej nie byłoby fajne). Ale reboot jest ryzykowny pod względem tego, że jesteśmy przyzwyczajeni do tych postaci, które znamy od wielu lat i zapewne przy nowych szukalibyśmy podobieństw do tego, co było. To mogłoby zrazić starych fanów. Przy nowej serii nie mielibyśmy tego niebezpieczeństwa, ale też musiałaby być ona dopracowana.

Niezależnie jednak od tego, co ostatecznie zrobi Mediatoon, a jest też opcja, że może nic nie zrobić i realistycznie to też powinniśmy brać pod uwagę, to co się dzieje w fandomie w ostatnich dniach, daje nam pewne światełko w tunelu. Całkiem możliwe, że to jeszcze nie koniec i że jeszcze nie powiedziano ostatniego słowa.

Witajcie w Nowej Kartaginie, czyli kilka słów o projekcie Schaeffer

W polskim fandomie kodlyoko.hpu.pl jest prawdziwym weteranem; strona powstała w 2012 roku (to już prawie 8 lat!), jeszcze przed premierą Ewolucji. O jej historii można więc byłoby napisać naprawdę wiele (zainteresowanych odsyłam do cyklu “Wspomnienia Redaktora” autorstwa Jeremiasza), ale w tym tekście nie będziemy wspominać przeszłości, tylko patrzeć w przyszłość. Nadchodzi bowiem moment, w którym kodlyoko.hpu.pl odejdzie na zasłużoną emeryturę. Nie obawiajcie się jednak: to nie jest koniec działalności Centrum ani nawet koniec funkcjonowania serwisu. Wręcz przeciwnie; mamy przyjemność ogłosić, że już niedługo zamierzamy przenieść się na zupełnie nową stronę, która będzie godnym spadkobiercą poczciwego HPU (no, a przynajmniej mamy taką nadzieję). To nie koniec dobrych wiadomości: prace nad nią już się zaczęły. Jednocześnie chcielibyśmy podkreślić, że nie wpłynie to na naszą działalność – dalej możecie się spodziewać się  nowych publikacji 10, 20 i 30 dnia każdego miesiąca.

 Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić do HPU, dlatego zanim przyjrzymy się naszemu najnowszemu projektowi, chcielibyśmy omówić powody naszej nadchodzącej przeprowadzki:
1. Niepewność związana z obecnym hostingiem.
Jeżeli często nas odwiedzacie, na pewno zwróciliście uwagę na złowrogi komunikat, który pojawił się jakiś czas temu. Vgh.pl (czyli nasz hosting) miało zakończyć swoją działalność, a wszystkie ich strony (w tym nasza) miały zostać zamknięte. Ostatecznie udało się uratować sytuację, ale niestety nie mamy pojęcia na jak długo. Szczerze mówiąc spodziewamy się, że problem niedługo powróci. W takich okolicznościach przeniesienie naszej działalności w bezpieczniejsze miejsce wydaje się być dobrym pomysłem.
2. Strona zdążyła się już zestarzeć.
HPU istnieje w obecnej formie już od 8 lat, co już jest bardzo długim okresem jak na standardy Internetu. Ale 8 lat to nic w porównaniu z wiekiem silnika, na którym  stoi strona – jest on bowiem prawie dwukrotnie starszy! Nie ma więc nic dziwnego w głosach twierdzących, że przydałoby się odświeżyć HPU. Mamy nadzieję, że uda nam się dostarczyć stronę na miarę trzeciej dekady XXI wieku.
3. W obecnej stronie niewiele jesteśmy w stanie zmienić.
Po pierwsze, jak już wspomniałem, stoi ona na gotowym silniku, którego modyfikacja nie byłaby wcale taka łatwa. Po drugie, nawet gdybyśmy chcieli go przerobić, to obecnie nie mamy takiej możliwości – strona została stworzona przez kreator oferowany przez nasz hosting, dlatego nie mamy bezpośredniego dostępu do jej plików. Obecnie możemy jedynie zmienić jej skórkę (tj. wygląd strony) na jedną z ogólnodostępnych, ale funkcjonalności niestety już nie. Nowa strona da nam znacznie większe pole manewru; będziemy mogli bardziej dostosować ją pod nasz fandom i – w razie potrzeby – rozbudowywać o nowe elementy.
4. Nareszcie mamy umiejętności potrzebne, by spróbować taką stronę stworzyć.
Co ciekawe, wśród fanów Kod Lyoko jest obecnie całkiem sporo osób zainteresowanych programowaniem lub nawet aktywnie rozwijających się w tym kierunku (Jeremie niewątpliwie byłby z nas dumny). Do tej grupy zalicza się również dwóch członków Rady Ocalenia Fandomu, a dokładniej mówiąc Wyklęty oraz ja, Mayakovsky. Po dokładnym przedyskutowaniu sprawy uważamy, że postawienie strony od zera jest w naszym zasięgu i, co najważniejsze, chcielibyśmy podjąć się takiego zadania.

Skoro wiadomo już dlaczego zdecydowaliśmy się na zmianę strony, przyjrzyjmy się nieco bliżej całemu przedsięwzięciu.

Czym jest Nowa Kartagina?
Nowa Kartagina to nowo powstała grupa działająca w ramach Centrum, której członkowie hobbystycznie będą zajmować się informatyczną stroną fandomu i przy okazji rozwijać swoje umiejętności. W chwili obecnej zajmujemy się jedynie projektem Schaeffer, ale niewykluczone, że w przyszłości podejmiemy się realizacji również innych pomysłów (a tych mamy całkiem sporo).

Czym jest projekt Schaeffer?
Jak na pewno zdążyliście się już domyślić, w ramach projektu Schaeffer będziemy pracowali nad nową stroną dla naszego fandomu. W chwili obecnej w zespole są dwie osoby – ja oraz Wyklęty.

Co znajdzie się na nowej stronie?
1. Odtworzone i rozbudowane funkcjonalności, które znacie z kodlyoko.hpu.pl. Obecna strona  wiernie służyła nam przez wiele lat i chyba wszyscy się zgodzimy, że całkiem nieźle wywiązywała się ze swojej roli. Z tego powodu mocno się nią inspirujemy, ale jednocześnie staramy się też te funkcjonalności ulepszyć. Dla przykładu, na nowej stronie będzie istniała możliwość dodania wielu autorów do jednego tekstu, a nawet uhonorować inne osoby pracujące przy materiale np.: korektorów, grafików itd.
2. Integracja z Discordem, YouTube’m, Anchor.fm i (być może) Watch2Gether. Będziecie mogli uczestniczyć w życiu Buntowników Lyoko bezpośrednio z nowej strony. Podobnie sprawa wygląda  z  filmikami z YouTube oraz podcastami z Anchor.fm (7 dni w Lyoko wróciło niedawno do życia!) – wszystkie te materiały będzie można odtworzyć bez konieczności opuszczania strony. Szukamy również sposobu na wbudowanie w stronę serwisu Watch2Gether. Wszystko to dla waszej wygody!
3. Tagowanie materiałów. Dzięki tagom znacznie łatwiej będziecie mogli odnaleźć teksty z konkretnego gatunku albo takie, w których występuje konkretny bohater.
4. Możliwość zmiany szaty graficznej. Na początku najprawdopodobniej przygotujemy jedynie dwa, ale z czasem może pojawić się ich więcej.
5. Listy nadchodzących wydarzeń. Dzięki niej nigdy nie przegapicie nowości na stronie czy spotkań na Buntownikach.
6. System nagradzający za aktywność na stronie. Osoby działające dla dobra fandomu będą mogły liczyć na wyróżnienie. Więcej szczegółów zdradzimy wkrótce.
Jak widzicie, jest na co czekać!

Kiedy działalność Centrum przeniesie się na nową stronę?
Niestety jest jeszcze za wcześnie, by podać konkretną datę. W tej chwili jesteśmy w stanie jedynie powiedzieć, że prace już się zaczęły, ale ponieważ będziemy zajmować się tym w wolnym czasie, nie jesteśmy w stanie powiedzieć jak długo to wszystko potrwa. Liczymy na to, że trzecią rocznicę istnienia Centrum spędzimy już na nowej stronie.

Jaki będzie adres nowej strony?
Zdążyliśmy wybrać już domenę, ale jeszcze jej nie wykupiliśmy. Gdy tylko to zrobimy, ujawnimy nowy adres – do tego czasu wolimy go nie zdradzać, by nikt go nam nie podebrał 🙂

Chciałbym dołączyć do Nowej Kartaginy. Czy jest to możliwe?
Oczywiście jesteśmy otwarci na nowych członków – jeżeli macie jakieś pomysły,  których chcielibyście się podjąć, pisz do mnie i/lub Wyklętego. Myślę, że warto próbować, bo realizacja takiego projektu dla fandomu to świetny moment, by nauczyć się czegoś nowego (a może nawet uda się stworzyć coś, czym będzie się można chwalić pracodawcom?). Technologia dowolna, język dowolny… tylko mierzcie siły na zamiary 🙂

Chciałbym pomóc przy projekcie Schaeffer. Czy jest to możliwe?
Wszystkie zgłoszenia do projektu Schaeffer będziemy rozpatrywali indywidualnie. W tym przypadku możemy być jednak trochę bardziej wybredni, bo zależy nam, by strona faktycznie powstała i działała jak należy.

Mayakovsky

Tekst na 2-lecie

Równo dwa lata temu ogłosiliśmy powstanie Centrum. Patrząc na ten okres mogę stwierdzić, że ten ostatni rok był spokojniejszy. To jest zresztą dośc naturalne, pierwszy rok był takim rozruchowym, gdzie ten “ogień nowości” był jeszcze mocny, jednak nadejść musiał moment, gdy efekt ten przestawał mieć większe znaczenie. Nie oznacza to jednak, że nic nie robiliśmy, wręcz przeciwnie.

W ciągu ostatniego roku wykonaliśmy sporo pracy. Oprócz naszych zwyczajowych publikacji nowych rozdziałów, one-shotów i felietonów ruszyliśmy z większymi projektami, takimi jak chociażby Areny, których pierwsza edycja miała miejsce jesienią zeszłego roku. Pojawiły się też polskie tłumaczenia dwóch książek komiksowych, nieznanych wcześniej rodzimemu fandomowi, a także przekład “Biblii koncepcyjnej”. Serwer discordowy dobrze sobie radzi, codziennie coś się dzieje, w ostatnich miesiącach chociażby bardzo na znaczeniu zyskał kanał “aktuality” stanowiące rzetelne i sprawdzone źródło informacji, a także miejsce do pogłębionych dyskusji politycznych. Patrzymy też oczywiście w przyszłość, mamy z nią związane pewne plany, o czym więcej w osobnym tekście, który również publikujemy dzisiaj.

Co to wszystko znaczy? Działamy dalej, wciąz nam się chce to robić, wciąz to się rozwija. Czujemy do tego zapał, choć w nieco innej formie niż na początku. Ale nadal mogę stwierdzić, że robimy kawał dobrej roboty. Nieco dziwi mnie życzenie sobie, w kontekście polskim, tego aby fandom się odrodził. Jak spojrzymy na to, co dzieje się w Polsce, można stwierdzić, że ten fandom już się odrodził, bo ciągle coś w nim się dzieje, ludzie w dalszym ciągu chcą w tym uczestniczyć. Oczywiście nie oznacza to, że po 2 latach możemy powiedzieć “Dobra, odrodził się, no to fajnie, idziemy spać”. To jest znak do dalszego działania, bo widzimy, że dotychczasowe ruchy mają sens.

Obserwując to, co się dzieje, dochodzę do pewnego wniosku. Są różne drogi działania w fandomie – to nie ulega wątpliwości. Dają one różne skutki. Można traktować fandom jako pewnego rodzaju korporację, uznając że trzeba w nim robić coś “na godziny” i myśląc, że im więcej godzin, tym lepiej. Można planować kilkanaście wielkich w założeniu inicjatyw, które jednak nigdy poza plany i tak nie wyjdą z różnych powodów. Można też wręcz stosować filozofię “dużo mówić, mało robić”. Ale można też więcej działać niż mówić, można skupiać się na konkretnych rzeczach zamiast na planowaniu gigantycznych rzeczy bez żadnej pewności, że się z nimi ruszy. Można też zwyczajnie dotrzymywać danego słowa, wykonując to, co się zaplanowało. I, co najważniejsze – traktować działanie w fandomie naprawdę jako hobby dające radość, a nie tylko jako coś “do odhaczenia” i “wybicia w karcie godzin”. W ciągu tych dwóch lat łatwo można było zauważyć, którą filozofię działania przyjęło Centrum.
I taką będziemy się kierować w kolejnych latach naszego istnienia.

Rzecz o starzejącym się fandomie

Nie będzie żadnym zaskoczeniem ani odkryciem stwierdzenie faktu, iż nasz fandom się starzeje. To w sumie naturalna kolej rzeczy, szczególnie w przypadku takim jak nasz, gdzie nowych ludzi przybywa mniej (z różnych przyczyn), a jak już są, to głównie ci bardziej, powiedzmy może nieco zbyt górnolotnie, “wiekowi”. Oczywiście żeby nie było tutaj jakiegoś strachu – nie mam na myśli tego, że przychodzą do nas 80-latkowie. Ale prawda jest taka, że całkiem spory odsetek ludzi w naszym fandomie jest już grubo po osiemnastce. To też nie jest jakieś kolosalne odkrycie, bo w zasadzie od samego początku funkcjonowania byli wśród nas dorośli. Po prostu teraz jest ich więcej.

Oczywistą rzeczą jest, że starzeje się zarówno ta bardziej widoczna część fandomu, można by rzec, aktyw, jak i ci, którzy raczej wolą czytać, obserwować, są tym bierniejszym odłamem. A skoro odbiorcy fandomowego kontentu stają się bardziej dojrzali, to też trzeba ten kontent dostosować nieco do grupy docelowej. O ile na przykład we Francji czy w anglojęzycznej części naszego środowiska nie ma z tym żadnego problemu, dorośli znajdą tam rzeczy dla nich interesujące, to już w polskim fandomie nie za bardzo jest to zauważalne. Wydaje mi się, że to z powodu pewnego przekonania, panującego od dosć dawna u nas. Niektórym wciąż się wydaje, że jesteśmy w 2009 roku, że większość fandomu to jeszcze dzieci, więc nie można za bardzo przesadzać i wykraczać poza to, co pokazano w serialu. Nie mówię już o preferowaniu sztampowego podejścia, według którego każdy fanfick musi opierać się na schemacie “akcja na Ziemi-atak Xany-walka w Lyoko-powrót do przeszłości” i tak dokoła Wojtek. Wiem, na tym opiera  się cały serial, ale nawet to można nieco uatrakcyjnić.
Ale dobra, wracając do kwestii wieku i dojrzałości… wciąż spotykam się z opinią, że pewnych rzeczy nie wolno umieszczać w opowiadaniach. Że napisanie one-shota o Aelicie jako dilerce narkotyków albo z lekko upitym Oddem jest od razu bezczeszczeniem serialu i rzeczą niewyobrażalna oraz propagowaniem używek. To swoją drogą jest czymś bardzo głupim. Samo napisanie nie jest żadnym propagowaniem. Ba, nawet jak nie będzie tam komentarza, że to jest złe, to też nie jest to propagowanie. No, chyba że traktujemy odbiorców jak idiotów i musimy im wykładać jak dzieciom w przedszkolu, co jest dobre, a co złe.
Za granicą już od dawna uznano, że można pisać rzeczy przeznaczone tylko dla danej grupy wiekowej, że można tam zamieszczać wątki z przemocą, czy też nawet erotyczne. I nikt tego nie ma nikomu za złe, po prostu taka jest kolej rzeczy. Ten nurt nie zastępuje pozostałych, to jest zwyczajne tworzenie kolejnej gałęzi, dzięki której fandom nie jest przeznaczony tylko dla nastolatków.

Właśnie…skoro padło słowo o erotycznych, bardzo straszne, coś, czego się wiele osób boi. Tutaj muszę niejako odnieść się do pewnych kłamliwych stwierdzeń, jakie niekiedy krążą. My w Centrum nigdy nie opublikujemy opowiadania pornograficznego, takiego jak kiedyś było z Oddem. Ale jednoczesnie warto tu zaznaczyć, że czym innym jest pornografia, a czym innym erotyka. I jeśli w opowiadaniu dla dorosłych pojawia się wątek erotyczny, to jest on do zaakceptowania, a ocenić tam można sposób jego opisania.
Słyszę już te głosy, mówiące “nie ma miejsca w tym fandomie na 18+”. Cóż… na szczęście panuje pluralizm, więc można sobie postanowić, że albo się nie będzie samemu pisać takich rzeczy, bo się ktoś po prostu nie czuje w takiej konwencji dobrze, albo też, jeśli się ma takie możliwości, można pewnych rzeczy nie publikować (choć to już jest ocieranie się o zarzut cenzury prewencyjnej). Ale miejsce jest, a mówienie, że nie ma i nie będzie takich opowiadań, to zaklinanie rzeczywistości.

Co prawda, jak już pisałem, mamy pewien problem z bardziej dojrzałymi opowiadaniami w polskim fandomie, ale jest pewien chlubny, choć jak na razie rzadki, wyjątek od tej reguły. Jest nim “Incorrect Code” autorstwa Shikari. Jak na razie wydano 5 rozdziałów tego fanficka, widać, że pisany on jest z dobrym zamysłem, nie opiera się on o sztampę, do tego widać, że jest to skierowane do dojrzalszego odbiorcy. Tak więc, jak się chce, to potrafi coś świeżego w fandomie napisać. A że rozdziały pojawiają się dość nieregularnie… no, cóż, to jest jeden z aspektów bycia dorosłym. Nie zawsze ma się czas na to, by pisać, bo są różne inne sprawy: praca, studia, zakładanie własnej rodziny. To jednak niekiedy istotniejsze rzeczy niż fanfiction, niełatwo to wszystko pogodzić. Chociaż… jak ktoś np. potrafi dobrze się uczyć na studiach i zaliczać egzaminy terminie, godząc to z fandomem, to też fajnie 😉

Rok rewolucji okiem Jeremiego

Mija właśnie pierwszy rok istnienia Centrum. Zaczynaliśmy tworzenie tego projektu, jak dotąd niespotykanego w naszym fandomie, w pewnych specyficznych okolicznościach. W zasadzie to sam pomysł pojawił się nieco wcześniej, kilka miesięcy przed startem. Mieliśmy świadomość tego, że coś się zaczyna psuć. Spadała aktywność ludzi, pojawiało się mniej nowości, krótko rzecz biorąc, wypalało się to. Ale dlaczego się wypalało?

Tutaj przyczyn jest sporo. Pierwsza, dość prozaiczna – wiele osób zwyczajnie przestało mieć już wielkie zamiłowanie do serialu. Nie to, żeby przestali go lubić, tylko po po prostu przyszły inne sprawy. Naturalna kolej rzeczy. No, ale to jest coś, co występuje w całym światowym fandomie. U nas natomiast dołożył się do tego inny czynnik. Nie ukrywajmy, że atmosfera w polskim fandomie od jakiegoś czasu stawała się nerwowa. Szczególnie było to widać w “Sektorze 6”, który początkowo miał być discordowym serwerem ogólnofandomowym, jednak podporządkowanie tego miejsca tylko pod regulamin KLPX zmieniało nieco postać rzeczy. Nie twierdzę, że wszystko tam było złe, ale sama atmosfera tam panująca zmieniała się z biegiem czasu, mógłbym rzec, że stopniowo się to pogarszało. Pomysł na rewatche i dyskutowanie o odcinkach był całkiem dobry, dopóki ten “Powrót do przeszłości” nie zamienił się w obrady nudniejsze niż w Sejmie, w których ważniejsze od tego, aby ludzie sobie pogadali o tym, co ich zaciekawiło w odcinku, było to, aby wypełnić każdy punkt obrad, a najlepiej aby się jeszcze we wszytkim zgadzać z administratorem i ustalać jedyne słuszne stanowisko. Dość podobnie, choć nieco ciekawiej, było przy “Klubie Lyokoweterana”, ale i tam dość szybko można było się przekonać, że żeby nie było spin, to nie trzeba się aż tak wychylać ze swoim zdaniem. Dochodziło także do nieporozumień na tle światopoglądowym, niekiedy kończyły się one dość drastycznie, chociażby zbanowaniem 4 osobów w krótkim czasie.

Zastanawialiśmy się, co zrobić dalej. Mieliśmy na dobrą sprawę dwie opcje: albo nie robimy nic, akceptujemy, że jest tak jak jest, ale narażamy fandom na to, że za jakiś  czas nikt oprócz jednej, może dwóch osób nie będzie niczego pisać, bo odejdzie z tego środowiska, albo też jednak zaczniemy działać. Najpierw chcieliśmy spowodować pewne zmiany w “Sektorze 6”, próbowaliśmy rozmawiać o zmianie regulaminu, ale odbijaliśmy się w tej kwestii od ściany. Nie było mowy o żadnych zmianach. Jeszcze w kwietniu 2018, gdy poważnie już myśleliśmy o projekcie Centrum, bodajze 8 osób postanowiło się wypowiedzieć na temat panującej atmosfery na serwerze. Spodziewaliśmy się dyskusji, w końcu wypowiedziel się tam praktycznie sami najbardziej aktywni użytkownicy. Do dyskusji nie doszło, tydzień po naszych wypowiedziach Lyokoheros opublikował odpowiedź, którą – po wycięciu wzmianek okołoreligijnych i rozmyślań o tym, czy Shikari mogła napisać “dupa” – można streścić słowami “nic złego się nie dzieje, a jeśli już, to nie przeze mnie”. My jednak widzieliśmy, że źle się dzieje w fandomie. Dochodziły sygnały o tym, że ludzie boją się publikować w obawie przed ostracyzmem zabetonowanej części fandomu, niektórzy uważali, że są tak zwane “grube ryby”, które nikogo nowego nie dopuszczą.

Tworząc Centrum i Radę Ocalenia Fandomu, zakładaliśmy, że nie będzie to inicjatywa kierowana przeciwko komukolwiek, a jedynie mająca na celu pokazanie, że istnieje inna droga, że nie oznacza ona pójścia w stronę “turpizmu” czy wręcz “patologizacji” fandomu, a takie zarzuty się też pojawiały. Chcieliśmy pokazać, że może istnieć inny ośrodek działalności fanowskiej, w którym nie są potrzebne rozbudowane aż do przesady regulaminy, nie ma konieczności stosowania cenzury prewencyjnej, a każdy będzie tam mile widziany. Chcieliśmy wreszcie tak naprawdę odbudować nasz fandom. Wielu z nas miało świadomość tego, że prędzej czy później doszłoby do rozłamu, który skończyć by się mógł może nawet zniknięciem naszej społeczności.

Czy nasze działania, coś co nazwaliśmy rewolucją (nawet mimo głosów o tym, że rewolucje z reguły są złe, co jest nieprawdą – dla przykładu aksamitna w Czechosłowacji z 1989) były rozłamem fandomu? Moim zdaniem nie. Gdybyśmy uznawali, że to rozłam, to musielibyśmy przyjąć, że może istnieć tylko jeden ośrodek gromadzenia się fanów i ich twórczości. A tak przecież nie jest. Powołanie Centrum i Rady nie było też “aktem zdrady”. Było działaniem, które uznaliśmy za konieczne, by móc dalej rozwijać fandom i rozwijać siebie w tym fandomie.

Obiecaliśmy Wam nowe materiały w systemie “10-20-30” i jak dotąd – co mnie bardzo cieszy – zawsze dotrzymywaliśmy terminu. Zawsze w tych dniach można było zaprezentować nowy rozdział opowiadania, one-shot, obrazek czy felieton. Myślę, że dzięki temu systemowi zyskali nie tylko czytelnicy, ale także sami twórcy. Patrząc na to ze strony redaktora naczelnego strony, który te teksty przyjmuje i publikuje, jest to świetne rozwiązanie, ponieważ jeśli ktoś się ze mną umówi, że, dajmy na to, przygotuje materiał na 20 maja, to po przysłaniu go do mnie ma pewność, że 20 maja pojawi się to na stronie. Nie ma tu sytuacji, w której ktoś wysyła materiał, a publikacja następuje po kilku miesiącach, bo albo sesja nagle nastąpiła, albo korekta trwa tak długo, albo jeszcze coś. Umowa jest umowa. To też jest zresztą dobry czynnik mobilizujący.
Nie ograniczaliśmy się zresztą tylko do tych stałych sytuacji, na 15-lecie Code Lyoko przygotowaliśmy materiały aż na 5 dni, przez co były to chyba najobszerniejsze obchody w całym światowym fandomie. Mieliśmy zresztą inne ważne inicjatywy, jak chociażby powstanie Drogowskazu Lyoko czy zorganizowanie oraz opublikowanie wywiadu z absolwentką liceum, które stało się pierwowzorem serialowego Kadic.

Zrobiliśmy sporo rzeczy, nie będę wszystkiego wymieniał, bo możecie to sprawdzić, zaglądajac do wieści. Ale właśnie… zauważcie jedną rzecz. My od samego początku prezentujemy różne wytwory twórczości fanowskiej, do tego informujemy o tym, co się dzieje w Polsce i na świecie. Nigdy nie używaliśmy i nie będziemy używać naszej strony głównej do walk personalnych i wylewania na siebie nawzajem pomyj, co niestety miało miejsce przez kilka miesięcy w KLPX. Owszem, moglibyśmy wypuszczać szerokie komunikaty prostujące wszelkie złe rzeczy, jakie padały, ale nie miałoby to sensu. Dlatego postanowiliśmy, że naszą alternatywą będzie to, co zapowiadaliśmy – nowy kontent i newsy. Ten tekst jest tak naprawdę pierwszym, w którym pada na ten temat coś więcej niż to, co zawarliśmy w komunikacie ROF z początku listopada, i mam na to pozwolenie, ponieważ my w Centrum cenimy wolność.

Właśnie, wolność. Myślę, że tego nam w fandomie potrzeba. Centrum powstało także po to, aby nikt nie musiał się już obawiać publikowania, prezentowania i reklamowania swojej twórczości, niezależnie od tego, co pisze. Żebym był dobrze zrozumiany: nie oznacza to jakiegoś embarga na ocenianie. To też można robić, można uznawać jedne teksty za dobre, inne za gorsze. Ale chodzi tu o to, że tak jak jest wolność oceniania, tak jest też wolność tworzenia. Nie akceptujemy jako Centrum pewnego blokowania koncepcji już w fazie jej wymyślania i prezentowania pomysłu, obojętnie czy będzie się mówiło o tym, że to jest słabe, czy też – pojęcie od niedawna krążące – że jest to znak dominacji turpizmu i trzeba z tym walczyć. W fandomie jest miejsce na różne nurty i koncepcje, bo właśnie w różnorodności tkwi siła fandomu.

Rada Ocalenia Fandomu trochę już przez ten rok poobradowała, jako ten, powiedzmy, organ przygotowujący chociażby obchody 15-lecia serialu czy nawet rocznicę funkcjonowania Centrum. Nasze rozmowy, których początek nastąpił jeszcze zimą 2018, były i są często burzliwe i długotrwałe (pamiętam posiedzenie, które zaczęło się o 19:00, a skończyło po 1:20), ale jest to skutek tego, że każdy z nas ma do zaproponowania swój pomysł, który jest dyskutowany i omawiany. Dzięki temu możemy wypracować najlepsze rozwiązania.

Podsumowując ten przydługi wywód: w ciągu pierwszego roku naszej działalności staraliśmy się pokazać, że jest możliwa inna droga fandomu. I że wcale nie jest ona patogenna ani zła. Nigdy nie twierdziliśmy, że jesteśmy wspaniali. Ale chcemy, by fandom stawał się coraz lepszym miejscem. Takim, w którym każdy będzie się czuł jak u siebie, nikt nie będzie skrępowany. Po roku mogę stwierdzić, i nie będzie to przesadą, że idzie nam bardzo dobrze. Dlatego chcemy to utrzymać przez następne lata.
Bo nam naprawdę zależy na fandomie CL. Ale to widać po naszych działaniach, i zapewniam że będzie tak dalej.

Rok rewolucji okiem członków Rady

Z okazji rocznicy rozpoczęcia projektu Centrum poprosiliśmy kilku członków Rady Ocalenia Fandomu (tych, którzy mieli czas i chęci), aby podzielili się z nami refleksją na temat tego, co zmieniło się w fandomie przez ostatnie 12 miesięcy.

*******************************************************************

To już 5 maja? Niemożliwe, że tak szybko zleciało. Muszę sprawdzić w kalendarzu… a jednak.

Minął już pierwszy rok działalności Centrum!

Przede wszystkim, nigdy nie spodziewałam się, że powstanie taka genialna inicjatywa. Polski fandom kiepsko trzymał się przez ostatnie dwa lata – minął okres pełen różnych opowiadań, felietonów, rysunków, żywych dyskusji, itp. Szczerze mówiąc, miałam już myśli, że nasz fandom zaczyna powoli umierać. Naprawdę. A tutaj taka niespodzianka!

Do dziś mile wspominam fakt, że byłam jedną z pierwszych osób, które wiedziały o projekcie i tworzyło kontent od samych zalążków korzeni. Pamiętam nasze wspólne żarty naszej ekipy, czyli Rady Ocalenia Fandomu – o czym wie każdy z nas 😉

Planowanie obchodów 15-lecia Kodu Lyoko to jedna z wielu rzeczy, która była przygotowywana długo. Planowanie wszystkich niespodzianek na każdy dzień, żebyście właśnie wy – czytelnicy Centrum oraz członkowie „Buntowników Lyoko” mieli mnóstwo radości z przygotowanych prac. Oczywiście mieliście też swój udział, za co serdecznie dziękujemy!

W momencie planowania nowej grafiki na stronę, czułam lekką presję. Myślałam, że nie zrobię nic wartego uwagi, albo większości osobom się ona nie spodoba. Jednak dwie wersje, jakie wykonałam, ekipie tak się spodobały, że byłam w wielkim szoku! Dziękuję wam też za uznanie w ankiecie – znacznej większości podoba się nowy wygląd strony Centrum. Naprawdę mnie to zmotywowało do dalszej pracy nad swoimi zdolnościami graficznymi. 🙂

Oczywiście grzechem byłoby zapomnieć o dołączeniu nowej osoby do rady, czyli użytkowniczki sweter – gdyby nie ona, z pewnością fandom miałby mniejszy rozrost, niż obecny.

Co mogę więcej dodać? Cieszy mnie niezmiernie fakt, że mogłam mieć swój udział w pracy Centrum i jej wielu nowościach. Mam ogromne nadzieje, że długo pociągniemy ten nasz fandomowy sukces, jakim było powstanie tej zrzeszającej Lyokomaniaków inicjatywy.

– Azize –

******************************************************************************

Wpis sponsorowany przez przerwę majówkową i chaos w mojej głowie.
Wybaczcie 😉

Stuknął nam już roczek! Polski fandom Code Lyoko żyje swoim niezbyt długim, nowym stażem w ramach grupy, jaką jest Centrum.
Maj jest dla nas miesiącem szczególnym. To właśnie wtedy rozpoczęliśmy nowy etap w życiu naszej społeczności. Dzięki połączeniu sił kodlyoko.hpu.pl, Wyklętego, Drogowskazu Lyoko oraz wielu osób wspierających inicjatywę mamy…
Właśnie. Właściwie co my z tego mamy?
Jest kilka takich wartości, które myślę, że warto tu wyróżnić.

– Wolność.
Własny Discord, własna strona internetowa, własny serwer Minecraft. Nieograniczona możliwość rozmów na każde tematy, w tym objęte w pewnych kręgach zagadnieniem tabu.
Szukasz pomocy, wsparcia? Zapraszamy do pokoju wyznań.
Chcesz pogadać o ulubionych serialach, książkach, podzielić się zainteresowaniami, wstawić mema? Księgarnia-Ahoj, memolandia, kanał sportowy, naukowy, informatyczny, filmy i seriale, manga i anime, aktuality…a można dodawać więcej! Wystarczy zarzucić pomysł. Rada z chęcią słucha nowych propozycji.
– Nowe projekty.
Plany, plany, plany. Ale nie tylko plany. Myślę, że gdyby nie nasze przeniesienie na nowy serwer, nie powstałby serwer Minecraft, opowiadanie “Bez Lyoko”, czy choćby zmiany techniczne – grafiki stron, styl, układ.
– Relacje.
Codzienny ruch jest obserwowany na serwerze. Widzę przyjaźnie, widzę znajomości, które owocują. Widzę ROF, który wspiera siebie nawzajem w planach i nowych działaniach.
– Doświadczenia.
W tym roku również mam swoją rocznicę. Od dziesięciu lat nawiązuję internetowe relacje, poznaję ludzi przez ten kanał komunikacji.
Po raz kolejny w swoich internetowych podróżach przekonałam się, że można tu odnaleźć akceptację, relacje, w których nie wstydzisz się porozmawiać na każdy temat.

Spoglądając w tył, wierzę, że wszystkie gwałtowne burze, które przechodziliśmy, będą tylko wspomnieniami, z których wyniesiemy pożyteczną dla nas lekcję.
Zaszczytem będą dla mnie kolejne lata, w których będę dokładać swoje cegiełki w tym zakresie.
Będę, obiecuję poprawę!

Serwerowi życzę stu lat i oby tak dalej, a nawet lepiej!

Shikari

****************************************************************************

No to minął nam rok.

Równiutko 365 dni od momentu w którym skrzyknęliśmy się pod wspólnym sztandarem Centrum by spróbować zająć się sceną CL po swojemu. I szczerzę nawet ciekawie to wyszło. Muszę wam się przyznać że nigdy nie sądziłem że kiedykolwiek będę należał do takiego grona ludzi, którzy wspólnie próbują coś w tej gestii ruszyć. Zawsze jakoś myślałem o sobie w kategoriach takiego pionka. A tu potem poszła recenzja, potem jakieś próby na Szóstce by wreszcie zawędrować tutaj. Ciekawe te koleje losu.

Nie jestem wcale na tej naszej scenie tak doświadczonym weteranem jak inni, siedzę tutaj ledwo 2 lata. Co prawda nie jest to specjalnie krótki czas, ale patrząc na kolegów i koleżanki po fachu, to istna świeżynka ze mnie :D. Ciężej więc mi tutaj opiniować o tym, w jaki sposób niektóre rzeczy się zmieniły, jaki wpływ wywarło Centrum na środowisko, jak wyglądała cała nasza scena przed i po pojawieniu się naszego zrzeszenia. Ale dajcie mi szansę, coś wam zaraz tutaj naskrobię.

Początek na pewno był gwałtowny. Tak samo jak eksplozja która daje o sobie znać tęgim hukiem, tak i my rozpaleni samą myślą o inicjatywie pruliśmy przed siebie niczym błyskawica. Osobiście zapamiętałem że przed powstaniem Centrum panowała swego rodzaju stagnacja czy dziwna klątwa która blokowała inicjatywę niektórych, pozostałych przy temacie osób. Teraz zatrzaski puściły, ludzie chętniej udzielają się w dyskusjach, zwiększyła się przepustowość w twórczości fanowskiej.

Jednak tak jak każdy wybuch niesie ze sobą niesamowitą falę uderzeniową, tak musi i ona kiedyś zwolnić.

Nie ma co ukrywać, opadł nam trochę ten entuzjazm i motywacja do morderczej pracy. Mniejszą mamy obecnie produktywność czy chociażby aktywność w samej Radzie. Nie mniej jest to rzecz która musiała się wydarzyć, nie można wiecznie palić silników na 200%. Teraz musimy się nauczyć z tym żyć, wstrzymać troszku konie ale ciągnąć jednak tą scenę stale do przodu, nie przerwanie. Myślę że jesteśmy w połowie albo w 3/4 tego procesu :D. Jeszcze chwilę nam to zajmie, ale w końcu się z tym wyrobimy nie pozwalając naszemu fandomowi tak po porostu zdechnąć ^^

Myślę, że jeżeli będziemy się starać – nie umrzemy. Jest jeszcze bardzo dużo polskich fanów którzy nie wiedzą że nasza scena wciąż istnieje. Będą po troszeczku napływać, ziarenko za ziarenkiem. Część będzie odchodzić, inna część zostanie, jeszcze inni będą powracać sezonowo, ale spokojnie przetrwamy do tego momentu w którym Code Lyoko powróci na ekrany telewizorów. A jestem pewny że powróci, i choć nie mam na to żadnego dowodu, chociaż wyraźnie widać że na chwilę aktualną nic się tutaj nie kroi, to po prostu jestem absolutnie pewny że ktoś kiedyś tą produkcję ruszy do przodu i jeszcze nie raz usłyszymy o cudownym, wirtualnym świecie.

Szybko zlazło. Zastanawiam się co takiego jeszcze przyjdzie nam zrobić nim w końcu dojdzie do tego chwalebnego momentu. Myślę że tyle wystarczy, dość naskrobałem. Na koniec łapajcie moje małe słowa: CODE LYOKO WILL NEVER DIE!

WYKLĘTY LOG OUT!

Raport z dziwnego roku

Kończy się rok 2020, był to czas na pewno inny niż kilkanaście poprzednich lat, w jakich przyszło nam żyć. Wiele sfer zostało podporządkowanych pandemii koronawirusa, nie inaczej też było w fandomie, choć tu gwoli uczciwości (i też po to, by nie kreować aż tak apokaliptycznego obrazu, jaki się może wytworzyć po czytaniu wszelakich podsumowujących tekstów), było tylko jedno zdarzenie, które stoperdowano przez wirusa i obostrzenia sanitarne z nim związane.

W maju miał odbyć się we Francji Cartoon Fair. Jest to impreza trochę podobna do naszego Pyrkonu czy Coperniconu, jednak bardziej skupiona na serialach animowanych. W tym roku tematem przewodnim miał być nasz ulubiony serial, zorganizowano nawet zbiórkę funduszy na opłacenie udziału osób związanych z kreskówką, trzech aktorek dubbingowych, które podkładały głos prawie wszystkim głównym postaciom (chyba tylko Aelita nie miała swojej “reprezentacji”). Dodatkowym smaczkiem był fakt, że jedna z tych osób była jednocześnie kierownikiem artystycznym, co stwarzało okazję do tego, by wyciągnąć jakieś nieznane szczegóły związane z CL. Zbiórka się nawet udała, zainteresowanie było dość spore, zaczęto już sprzedawać bilety, jednak wszystko pokrzyżowała pandemia oraz restrykcje wprowadzane przez rząd. Impreza została odwołana i przesunięta na 2021 rok, trochę też z tego względu, że francuskie władze nie naśladowały naszego premiera, który w ciągu pół roku dwa razy ogłosił zwycięstwo nad wirusem, by jakimś czasie przywracać obostrzenia. Tak więc na Cartoon Fair trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.

Niezależnie jednak od tego, czy ta impreza miałaby miejsce w tym roku, nie zostałaby najważniejszym wydarzeniem Anno Domini 2020 w lyokowatym fandomie, gdyż to miano bezdyskusyjnie należy do tego, co stało się 1 października. Było to w zasadzie coś trochę oczekiwanego, już w 2019 można było przeczuwać, czytając kolejne doniesienia o coraz to nowych miejscach, w których można było zobaczyć CL. Stało się. Na początku października serial wszedł do katalogu Netflixa – największego portalu VOD w internecie. Na świecie przyjęto to entuzjastycznie, we Francji odliczano dni, a kiedy już można było oglądać CL na Betflixie w zasadzie w większości państw świata, to i się ożywiła scena międzynarodowa. Widać to choćby po Reddicie lyokowym, tam od momentu pojawienia się serialu praktycznie nie było dnia bez nowych wpisów, czasem pojawiało się ponad 10 wątków na dobę.

Wydawać by się mogło, że to wpłynie także na polski fandom. Tyle tylko, że akurat jeśli chodzi o Polskę i sytuację z Netflixem, to sytuacja wygląda gorzej, w sumie nie pierwszy już raz jesteśmy traktowani jak “gorszy sort”. Owszem, dostaliśmy oficjalne potwierdzenie tego, iż 1 października polscy subskrybenci Netflixa będą mogli obejrzeć wszystkie odcinki serialu w polskiej wersji językowej. Tyle tylko, że w dniu, gdy cały świat cieszył się z serialu , my zastanawialiśmy się, dlaczego jeszcze tego nie ma. Nie dostaliśmy żadnej informacji wyjaśniającej, jedyne co zrobiono, to wrzucono stronę z opisem oraz logiem ze spolszczoną nazwą, robioną chyba przez ucznia podstawówki na zdalnym nauczaniu z informatyki. Możliwość obejrzenia na Netflixie jest, ale tylko wtedy, jak się zmieni wersję językową portalu lub aplikacji na angielską. Wtedy są dostępne wszystkie odcinki. Ale bez polskich napisów i ścieżki dźwiękowej. Okazało się, że Netflix miał w ogóle nie otrzymać polskiej wersji dźwiękowej. To jest o tyle dziwne, że przecież do samego końca września deklarowano się, że będzie po polsku. Mówiono także, że nie otrzymano napisów, ale to jest jeszcze dziwniejszą informacją, jeśli weźmiemy pod uwagę, że do wersji angielskiej stworzono je tak naprawdę na nowo, nie korzystając z wersji wykorzystywanych choćby na Amazonie. Wciąż bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego utrzymywano wersję o premierze w Polsce 1 października. Od miesiąca Netflix nie odpowiada na wciąż napływające ze strony fanów pytania o nową datę. Czy czeka nas powtórka z historii i “wojny teletoońskiej”? Czas pokaże.

Pozostając w polskim fandomie: jeśli podsumowujemy rok, to warto kilka słów powiedzieć o Centrum, które w minionych 12 miesiącach utrzymywało pozycję głównego i najważniejszego ośrodka fanowskiego. Mieliśmy trochę przygód pod koniec lutego, gdy przez kilka dni nie wiedzieliśmy, czy HPU będzie dalej działać na obecnym hostingu, jednak ta sytuacja rozwiązała się dość szybko. Pod koniec zaś roku mogliśmy ogłosić, że najbardziej prestiżowa domena dla polskiej sceny, KodLyoko.pl, została wykupiona przez nas. To oznacza, że teraz najlepsze treści fanowskie możecie znaleźć pod tym właśnie adresem. Powstała także swego rodzaju strona startowa, Lyoko.pl, z której łatwo można się przenieść do wszystkich naszych portali oraz serwera na Discordzie. W tym roku nieco zaktywizowaliśmy się też na YouTube. Pojawiły się 4 teledyski, jeden film parodystyczny, reaktyowywaliśmy też LyokoFM oraz program “7 dni w Lyoko”. Może to nie jest jakieś taśmowe produkowanie contentu na YT, ale postanowiliśmy, że będziemy wrzucać coś raz na jakiś czas, dobrze przygotowane (bo też jednak tworzenie tego typu produkcje jest bardziej czasochłonne niż choćby pisanie felietonów czy kolejnych rozdziałów opowiadań). Możliwe, że w 2021 będą nowe, jak to się ładnie mówi, formaty na kanał.
Drobna prywata, jeśli o opowiadaniach mowa – “Bez Lyoko” mojego autorstwa wygrało kolejkę w bitwie fanfików przeciwko “Powrotowi Xany” autorstwa Macieja, był to najchętniej obserwowany pojedynek, chociaż epilog całej sprawy nie był zbyt przyjemny, bo nie wszyscy potrafili pogodzić się z wynikiem głosowania czytelników…inna sprawa, że potem kolejne bitwy cieszyły się już mniejszym zainteresowaniem i projekt stanął w miejscu. A już tak na marginesie – ja się podczas tej bitwy dowiedziałem, że nie powinienem umieszczać w opowiadaniu aluzji do sytuacji w fandomie. Cóż, mi się wydaje, że można, a jakbyśmy już mieli tworzyć listę tego, czego nie powinno się pisać w fanfikach, to dopiero byśmy mieli cyrk na kółkach…

Tradycyjnie tego typu tekst kończy się jakimiś przemyśleniami o tym, jaki mógłby być nowy rok, ale generalnie rzecz biorąc powtarza się tu banały pewne, że będzie lepiej i tak dalej, tak więc tu ograniczę się tylko do zapewnienia, że polski fandom będzie funkcjonował co najmniej tak dobrze, jak w 2020, a może i nawet się nieco tu poprawi. Za zagranicę ręczyć nie możemy.

Przepaść między sezonem czwartym a Ewolucją…

Rozdział 1.
Intruz

Ponuro. Bardzo ponuro – takie i inne zdecydowanie bardziej depresyjne myśli przetaczały się przez głowę porucznika Hektora Gaide. Właściwie to tytuł porucznika był zwrotem grzecznościowym. Był zwykłym szarym nawigatorem na jednej z klasycznych, prostych uderzeniowych łodzi podwodnych na usługach floty Stanów Zjednoczonych. Gaide pełnił usługi nawigacyjne teraz na zdecydowanie potężniejszej łodzi podwodnej. Eksplorował nieznane ludzkości tereny. Był pierwszą osobą, której dane było podziwiać te dzikie, nieokiełznane wody. Tak mu się wydawało.
Ale Hektor nie czuł dumy, ani nawet ekscytacji. Był jedynie zażenowany. Wybrali go jako świnkę morską. Był jedną z niewielu osób na całym kontynencie, które przeżyłyby podróż do tego dziwnego świata. I jedyną, która jest oprócz tego zdolna prowadzić łódź podwodną. Tak mu powiedzieli. Ale istniała jeszcze lojalność towarzyszy broni i jakiś szeregowiec, który dużo wiedział, dał mu dysk z informacjami. Niepokojącymi informacjami. Hektor nie miał czasu przejrzeć całej zawartości, ale znalazł coś ciekawego: mianowicie, jeśli coś pójdzie nie tak, zniknie. Ale nie utopi się. Nie zginie. Jego ciało zniknie. Reszta zostanie i będzie stała w jednym miejscu do końca świata, albo i jeszcze dłużej. Hektor uważał, że to los gorszy od śmierci. I zapewne miał rację. Nikt nie miałby zamiaru tu przepaść na zawsze. Tu, na tym obcym morzu, w obcym świecie.
Pikanie sonaru przerwało jego rozmyślania. Spojrzał na ekran. Potężna fala zmierzała w jego stronę. Gdy w niego uderzy, otrzyma pakiet informacji. Była to jedyna sprawnie działająca metoda przesyłania informacji w Cyfrowym Morzu, jaką opracowali inżynierowie Hiperborei. Hiperborea to robocza nazwa komputera kwantowego ASCTT OS2. Gaide miał już do czynienia z superkomputerami. Dwie takie maszyny koordynowały ruchy floty morskiej, a trzeci, o mniejszej mocy, lotnictwo. Wszystko było, oczywiście, tajne. Ale istnienie Hiperborei starano się ukryć znacznie skrzętniej, niż w przypadku pozostałych projektów.
Statkiem zatrzęsło, a gdy rozmieszczone na całej powierzchni czujniki złapały sygnał, przekonwertowały go i wyświetliły na głównym pulpicie. Hektor odczytał tekst:
Poruczniku Gaide!!! Według naszych danych powinieneś znajdować się tylko kilka minut drogi od celu. Wyniki skanowania, które przeprowadziliśmy we wcześniejszym czasie, wykazują, że by dostać się do wnętrza celu będziesz musiał przepłynąć przez śluzę zabezpieczającą. Gdy zbliżysz się na odległość 6 metrów do gniazda śluzy, połącz się z nim kluczem cyfrowym, a następnie wyślij do nas sygnał. W odpowiedzi prześlemy kody wejścia. Nie powinno to trwać dłużej niż 5 minut.
Czyli zbliżam się do celu – pomyślał i chwycił ster w ręce. Komendą głosową wyłączył autopilota i poprowadził Peetah wzdłuż szlaku przesłanego razem z ostatnią wiadomością z centrali. Właściwie prawdziwa nazwa statku to PT:-H3. Project: Tree Half 3. Projekt, o którym jest mowa w skrócie, to „Drzewo”, czyli nowa superwydajna serwerownia, umieszczona w wirtualnym świecie. Kody źródłowe, które tworzą wewnętrzne bazy danych. Half 3, trzeci etap projektu, czyli manualne poszukiwanie miejsca do umieszczenia kodów źródłowych. „A zaszczyt ten przypadł właśnie mi”, pomyślał gorzko. „Ale z drugiej strony, przynajmniej mam potężną łódź.”
A Peetah była naprawdę imponująca, jak na jednoosobowy pojazd podwodny: długa na 16 metrów, szeroka na 4. Tylne główne silniki miały średnicę wynoszącą aż 3 metry. Były zarazem potężną bronią do usuwania przeszkód. W każdej ogromnej bali z silnikami znajdowało się sześć wyrzutni torped, które tworzyły się automatycznie. Strzał z jednego działa można było oddawać co 12 sekund. 12 pocisków co 12 sekund. Kokpit był szklaną banią, która w przekroju miała 7 metrów szerokości i 3 wysokości. Znalazło się w niej miejsce na stery, dwa panoramiczne ekrany, obracany fotel, 4 komplety klawiatur i duże okno.
Peetah mknęła między ciemnymi iglicami zawieszonymi w wodzie jakby do góry nogami. Te były wygaszone jak wiele innych, które Hektor mijał po drodze, ale pamiętał, że kilka konstrukcji, które znajdowały się w bezpośredniej odległości od miejsca, z którego wyruszył, było rozświetlonych i przepływały przez nie dziesiątki impulsów.
W końcu zobaczył cel. Ale nie on go najbardziej zaciekawił, tylko niezwykły twór tuż obok niego. Wyglądał jak jakiś portal, podwieszony kanałami przesyłającymi dane do umownego sufitu Cyfrowego Morza. „Później to sprawdzę”, pomyślał Gaide i podprowadził statek na wymaganą odległość sześciu metrów do śluzy. Połączona była z ogromną kulą, w której, jak spekulowali inżynierowie, powinno się znajdować idealne miejsce do umieszczenia kodów źródłowych. Na pulpicie pojawił się pasek postępu, wskazujący wartość 30%. Nawigator zaczął manewrować tak, by osiągnąć najlepsze ustawienie. Gdy to zrobił, program skorygował położenie łodzi za pomocą umieszczonych parami po obu stronach statku silników pomocniczych, a pasek postępu doszedł do stu procent. Wtedy włączył klucz cyfrowy. Błękitna, rozmywająca się lekko w cyfrowej wodzie wiązka dotarła do gniazda śluzy, zamigotała i… zniknęła. Kolejne dwie próby także zakończyły się niepowodzeniem. Gaide przygryzł wargę. ”Cóż, pora na rozwiązanie siłowe.” Uzbroił wyrzutnie torped. Porucznik odczekał 12 sekund, aż na pulpicie pojawi się potwierdzenie gotowości do otwarcia ognia. Wystrzelił. Dwanaście pocisków ruszyło w stronę wrót. Eksplozja była potężna, ale nawet nie zarysowała wrót. Nawigator wystrzelił jeszcze kilka takich salw, ale na śluzie nie zrobiło to żadnego wrażenia.
Nagle stało się coś dziwnego. Między segmentami, z których składała się wielka kula powstały szczeliny, które zaczęły się rozjaśniać. Gdy cała powierzchnia celu porucznika była już poprzecinana białymi liniami, blask zalał okolicę i na chwilę oślepił Gaidę. Porucznik otworzył oczy i stwierdził, że coś się zmieniło. Zrobiło się jakby… cieplej i przytulniej. Obejrzał się za siebie i zauważył, jak z czarnej woda zmienia się w błękitną, a z tyłu zapalają się kolejne iglice. Ponownie spojrzał na kulę i portal i ponownie poczuł, że coś się zmieniło. Po raz kolejny odpalił klucz cyfrowy i tym razem nawiązał kontakt z gniazdem śluzy. Pojazd automatycznie wysłał falę z zakodowaną sekwencją danych, a Hektor czekał na odpowiedź z centrali, która miała mu pomóc wejść do środka celu.

* * *

Setki procesorów zamigotały i eksplodowały feerią barw, pobudzając do życia potężny kwantowy superkomputer. Młody brunet wszedł do starej windy, w której czekali już na niego radosny Włoch Odd Della Robbia i jego starszy towarzysz, William Dunbar. Wjechali dwa piętra wyżej, do głównego pomieszczenia.
– Spoko, Odd, to nie takie trudne, ja to szybko załapałem.
– Tak, ale ja wolę spać, niż siedzieć do późna z instrukcją obsługi superkompa. Szczerze, Ulrich, coraz bardziej przypominasz mi Einsteina.
– Będziecie tak dyskutować, czy Odd w końcu wyśle nas do Lyoko? Chciałbym już skopać tyłek Ulrichowi – wtrącił William. Ulrich tylko westchnął i wytłumaczył przyjacielowi jak rozpocząć sekwencję materializacji. Stern i jego starszy o rok kolega nie tracili czasu na włączanie windy, ale zeszli od razu po drabince do sali skanerów.
– Jesteśmy na miejscach – powiedział Dunbar. W normalnych warunkach jego kolega przy mainframe’ie superkomputera piętro wyżej nie miałby prawa go usłyszeć, ponieważ zarówno ściany, jak i sufity i podłogi były niezwykle grube, ale znaczna część sal została wyposażona w odpowiedni zestaw nagłaśniający i komplet mikrofonów.
– Ok. A więc – rozległ się głos Della Robbi z głośników – Transfer Ulricha. Transfer;
– Możesz darować sobie tą formułkę – przerwał mu brunet.
– Tak, po prostu nas wyślij – dodał William.
– Nie gorączkujcie się tak, Wojownicy Lyoko, już odpalam – mówiąc to wcisnął klawisz Enter na klawiaturze. Przygotowane wcześniej przez Sterna procesy wystarczyło już tylko ostatecznie potwierdzić.
Rozsuwane drzwi do skanerów zablokowały się w pozycji zamkniętej. Do obu aktywnych urządzeń ciężka maszyneria hydrauliczna doprowadziła rurami mieszaninę pary wodnej i kilku innych gazów, która miała przyspieszyć rozgrzewanie teleporterów. Gdy skanery osiągnęły odpowiednią ilość mocy, William poczuł, jak niezwykła energia prześwietla go na wylot i dokonuje dokładnej analizy jego budowy. W następnej chwili ze ścian maszyny wydobyło się oślepiające światło. Gdy otworzył oczy, znajdował się już w innym świecie.
Sektor pustynny byłr30; jak pustynia. Dziesiątki, jeśli nie nawet setki dużych i małych, płaskich platform było zawieszonych w pewnej odległości nad taflą wewnętrznego Cyfrowego Morza Lyoko. Pustynia słynie z wielu formacji skalnych, których jest nawet więcej niż w sektorze górskim – dziesiątki labiryntów, płaskowyżów i skalnych grzybów, dolin i wąwozów urozmaicają pozornie puste i bezbarwne terytorium Lyoko.
To właśnie w tym sektorze zwirtualizowali się Ulrich i William. Stern był ubrany w swój zwyczajowy żółto-czarny kombinezon oraz mocne, wojskowe buty sięgające mu do kolan, a na głowie miał żółtą przepaskę opatrzoną dziwnymi symbolami – pamiątkę po klimatycznym stroju samuraja sprzed rekompilacji kodów uzbrojenia przez Jeremy’ego. Ale nowe kody przyniosły wojownikowi coś więcej, niż nowy strój – mianowicie, dwie katany, które w rękach Ulricha zyskiwały niezwykłą ostrość i moc.
Strój Williama także był pamiątką po starych czasach, ale tym razem raczej złych niż dobrych. Dunbar miał na sobie ciemną zbroję i ciężkie buty oraz dodatkowo opancerzoną rękawicę. Walczył swoją ulubioną Żyletą, potężnym mieczem o długim i szerokim, jednosiecznym ostrzu. Przypominał bardzo ciężki tasak o długim jelcu. I choć oczy X.A.N.Y. zniknęły z jego ubioru, to zarówno zbroja, jak i broń, zostały wypaczone przez niszczący wpływ wieloczynnikowego wirusa.
Wojownicy stanęli naprzeciw siebie. Dwie katany Ulricha jarzyły się błękitnym blaskiem, gigantyczna Żyleta Williama okryła się ciemną mgłą. W ich uszach rozległ się głos Odda:
– Gotowi? 3! 2! 1! Walczcie!
Samuraj nie tracił czasu. Wyskoczył w górę i w mgnieniu oka pokonał odległość między dwoma uczestnikami starcia. Dokonał tego za pomocą supersprintu – jednej z mocy, które posiadał w Lyoko. Kiedy jej używał, poruszał się tak szybko, że obserwatorowi wydawało się, że Ulrich jakby się rozciąga, część siebie zostawia z tyłu. Lewą kataną zamierzył się w brzuch przeciwnika. Dunbar, oszołomiony tempem walki, jakie zostało mu narzucone, nie zauważył oczywistego podstępu. Kiedy on zablokował pierwszy cios swoją bronią, Stern wyprowadził drugie cięcie od góry. Żyleta była bardzo szeroka i William zdążył częściowo się zasłonić jedynie zmieniając jej kąt nachylenia względem podłoża, ale miecz Ulricha i tak dosięgnął ramienia Dunbara. Trafił akurat w nieosłonięte zbroją miejsce.
– William! Straciłeś 20 punktów! – wykrzyczał Odd do mikrofonu. Bardzo żałował, że nie on teraz walczy w Lyoko, ale i tak dał się ponieść emocjom.
William ocknął się z początkowego oszołomienia i ciął Żyletą znad głowy. Stern skrzyżował swoje ostrza i zablokował cios, choć wymagało to od niego nadludzkiej siły. Zaletą broni Williama było położenie środka ciężkości i rozłożenie masy – sprzyjało ono długim cięciom z góry i atakom siłowym. Ulrich ponownie użył supersprintu i odskoczył na ponad 10 metrów od przeciwnika. Wysyczał tylko:
– Triplikacja – Wyglądało to mniej więcej tak, jakby, używając sprintu, z samuraja wybiegły dwie inne, identyczne postacie. Gdy się zatrzymały, wyjęły katany i ustawiły je w podobnych pozycjach. Chórem wykrzyczały:
– Teraz nie masz szans! – a środkowy dodał – Triangulacja!
Było to połączenie dwóch wcześniejszych mocy Ulricha: supersprintu i triplikacji. Korzystając z tej pierwszej umiejętności trzy wcielenia wojownika okrążały ofiarę, zamykając ją w trójkącie ostrzy. Manewr taki dawał możliwość swobodnego ataku z każdej strony.
Właśnie z tej umiejętności skorzystał samuraj. William i teraz poczuł się zdezorientowany. Ale trzeźwość umysłu odzyskał znacznie szybciej niż ostatnim razem – głównie za sprawą trzech powierzchownych ciosów, które w jednej chwili pozbawiły go 30 punktów życia.
Poczekał na odpowiedni moment i błyskawicznie przełamał szyk przeciwnika, stawiając swój tasak ma domniemanej ścieżce biegu samuraja. Skutek był natychmiastowy.
Dwa z trzech wcieleń Ulricha odrzuciło kilka metrów dalej. William podbiegł do pierwszego z nich i wyprowadził poprzeczne cięcie – efekt: natychmiastowa dewirtualizacja. Drugi klon był już przygotowany i zaatakował z nad głowy podwójnym ostrzem. Dunbar zablokował cios i, wykorzystując całą swoją siłę, odepchnął wroga na krawędź sektora. Ten walczył przez chwilę o utrzymanie równowagi, ale ostatecznie przegrał i spadł w odmęty Cyfrowego Morza.
Ciemny rycerz odwrócił się, by wykończyć ostatniego przeciwnika ,i nadział się na jedną z katan Sterna. William spojrzał na wbitą w swój tors niebieską stal i westchnął zdziwiony. W następnej chwili tekstura zaczęła schodzić z awatara, aż został sam cyfrowy szkielet. Ten zamigotał i zniknął. W tej samej chwili z jednego ze skanerów wyszedł już w swojej ziemskiej postaci ciemnowłosy trzecioklasista i ugięły się pod nim nogi.
– Nieciekawie wraca się z Lyoko, kiedy zostajesz przymusowo zdewirtualizowany, co? – usłyszał kpiący głos młodszego o rok bruneta. Odd zdążył już sprowadzić go na Ziemię.
– Nie musisz się tak wywyższać, miałeś farta.
– Ta, jasne.
– Lepiej wyłączmy superkompa.
– Odd, wyłączamy superkompa! – krzyknął Stern.
– Wiem, przecież ja was ciągle słyszę – rozległo się z głośników.

* * *

– No to w górę – powiedział na głos Gaide.
– Komenda nierozpoznana! – wydobył się głos z pulpitu sterowniczego. Hektor westchnął w duchu i podprowadził Peetah w górę. Nad nim skaner łodzi wykrył 6 węzłów transmisyjnych. Pamiętał, że przed teleportacją do tego dziwnego świata zrobili mu o tym wykład. Takie węzły mogły zostać łatwo przekształcone w cyfrowe bazy danych, i to właśnie tam nawigator miał wgrać kody źródłowe. Aby to zrobić, wystarczyło, żeby dotknął serca węzła. Tak został stworzony jego awatar. Zaraz po dostarczeniu kodów miał wrócić na Ziemię. Tak mu powiedzieli.
Ważne jednak, że jeden z węzłów był dokładnie nad nim. Płynął coraz wyżej, aż nagle silniki odmówiły posłuszeństwa. I wtedy zauważył, że się wynurzył ponad taflę morza. Otworzył kokpit. Przed nim rozciągał się nowa, niezwykła kraina – wyglądała jak kry unoszące się na Cyfrowym Morzu. A dokładnie na wprost znajdował się duży biały walec, u podstawy oblepiony dziwną czarną substancją. Nad całą przypominającą wieżę konstrukcją, unosiła się biała poświata.
– Dziwne.
– Komenda nierozpoznana!
– Zamknij się! – porucznik stracił już cierpliwość do autopilota. Ręcznie wprowadził statek na krę z wieżą i wybiegł z niego. Gdy doszedł do budowli, zaczął zastanawiać się, jak ma wgrać kody.
W końcu oparł rękę na ścianie wieży. Sekunda, dwie, trzy. Nic się nie stało. Naparł mocniej, i upadł na białą, wąską ścieżkę. Gaide rozejrzał się po pomieszczeniu – z budowy ścian wywnioskował, że dostał się do środka budynku. Na murach zawieszone były małe interfejsy wykonujące różne podprogramy. Nagle Hektor zauważył, że nad nim znajduje się jeszcze jedna platforma i doszedł do wniosku, że to ona musi być sercem węzła. „Ale jak się tam dostać?” Podszedł na środek niższego poziomu wieży, a gdy mijał kolejne koncentryczne kręgi, te zapalały się białym światłem. Kiedy stanął na środku, otoczyła go delikatna niebieska poświata i uniósł się kilka metrów. Spanikował, a niezwykła moc przestała działać i Gaide ciężko upadł na plecy. Postanowił spróbować jeszcze raz. Tym razem zachował nerwy na wodzy i dotarł na najwyższe piętro budowli. Tam zastał główny interfejs. Położył na nim dłoń, a na pulpicie pojawił się pasek postępu. Gdy doszedł do 100% porucznik… zniknął.
Gdyby jednak tak się nie stało, Hektora Gaide czekałaby niemiła niespodzianka. Bo właśnie w tej samej chwili, gdy nawigator wgrał wszystkie kody, gdzieś we Francji ktoś wyłączył pewien kwantowy superkomputer, a Lodowiec, jak i cały cyfrowy świat, zaczął znikać, a poziom wewnętrznego Morza Cyfrowego – gwałtownie się podnosić. Peetah, której urządzenia pokładowe zostały zablokowane na pozycji stabilny postój, odpaliła automatycznie silniki manewrowe, żeby pozostać wciąż w wyznaczonym miejscu. Gdy superkomputer ostatecznie zakończył pracę, w zawieszonej w Cyfrowym Morzu kuli zwanej Lyoko pozostała tylko mała, obca łódź podwodna.

Pokolenie Lyoko

Może w to trudno uwierzyć, ale… nasza ulubiona kreskówka, która dla wielu wciąż jest bardzo istotna, skończyła 15 lat. Myślę, że mało kto mógł mieć świadomość, że serial, którego pierwszy odcinek opowiada o grupie dzieciaków walczących w wirtualnym świecie z różnymi potworami, podczas gdy na Ziemi grasował olbrzymi pluszowy miś, stanie się tak popularny, zarówno we Francji, jak i zagranicą. Mało kto wtedy myślał, że po 15 latach od emisji pierwszego epizodu i 6 latach od ostatniego wciąż będzie spora rzesza osób szczerze zainteresowanych tą produkcją. Oczywiście z biegiem lat nieco zmieniły się priorytety i teraz w wielu przypadkach w fandomie jest się w sumie nawet nieco bardziej dla ludzi, a nie dla samej tylko produkcji, ale jednak gdyby nie Code Lyoko, to nie byłoby wielu przyjaźni, związków, czy nawet małżeństw. Nie byłoby też wielu prac fanowskich: opowiadań, grafik, nagrań…

Mógłbym teraz przytaczać różne szczegóły historyczne z życia fandomu, zarówno tego francuskiego, jak i naszego, choć jest on nieco młodszy, ale nie będę robić z tego tekstu rozprawki do “Pomocnika Historycznego POLITYKI”. Nie chcę też zanudzać bardzo długimi przemyśleniami. Przychodzi mi za to taka myśl do głowy: już kilka razy wieszczono totalny upadek fandomu. Najpierw po zakończeniu 4 serii, potem przy okazji Ewolucji, można powiedzieć iż to jest śpiewka powtarzająca się co jakiś czas. Jednak to się nie spełnia, fandom wciąż jest aktywny. Wiadomo, że nie zawsze było łatwo, były pewne problemy, jedne strony upadały, inne powstawały… sam pamiętam jaka sytuacja była 6 lat temu, gdy zaczynałem działać na stronie, która była jedną z kilku, a widzę jak jest teraz, gdy jestem adminem strony stanowiącej jeden z najważniejszych polskich ośrodków fandomu CL. Ale najważniejsze, że wciąż się trzymamy i sądzę, że jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że wciąż mamy w fandomie ludzi młodych, nawet pomimo faktu, iż sporo jest już pełnoletnich. Chociaż z drugiej strony… ostatnio pomyślałem o tym, że jednak zawsze w kierownictwach czy to forum, czy stron w naszym fandomie byli ludzie bliżej pełnoletności albo nawet już dawno posiadający prawo do zakupu alkoholu. Tak czy inaczej, myślę, że jeszcze jakiś czas podziałamy.

I taka refleksja na koniec… za jakiś czas będzie w naszej społeczności grupa osób, które będą mieć własne rodziny i potomstwo. Gdy będę miał kiedyś swoje dzieci, to nadejdzie taki dzień, że posadzę je przed ekranem, odpalę jeden z odcinków serialu, może nawet pierwszy, żeby była ta nutka tajemnicy i by dzieciom nie psuć frajdy prezentowaniem prequeli na sam start, i powiem, że to jest kultowa kreskówka, którą chciałbym, aby poznawały także kolejne pokolenia.
A Wy?

O IFSCL 3.8.X

Czołem wszystkim!

Jakiś czas temu wyszła nowa aktualizacja do IFSCL o numeracji 3.8.X. Nowość dosyć wyczekiwana, albowiem od tej chwili mamy dostęp do Morza Cyfrowego 🙂

Na sam początek warto powiedzieć, że zmienił się nam sam launcher. Teraz ma zdecydowanie bardziej kozacki styl.

Dodany zostal nowe panel w oknie interfejsu Skidbladnira. Większość z nich pełni rolę informacyjną, ale jeden z nich umożliwia nam włączenie głównego silnika napędowego, co pozwala nam przemierzać bezkresy MC. Sterowanie odbywa się za pomocą komend, wystarczy podać kąt pod którym okrętem chcemy wykręcić.

Aby szybciej przemieszczać się z miejsca do miejsca, wzorem kreskówki możemy skorzystać z węzłów. Starczy podać identyfikator węzła docelowego, lub koordynaty miejsca gdzie mniej więcej chcemy wylądować.

Wraz z tą aktualizacją pojawiają się również i Repliki. Chwilowo tylko pustynne, ale jestem pewien że wraz z następnymi poprawkami dojdą i następne. Aby móc do repliki się dostać najpierw trza ją zlokalizować, tutaj posłuży nam narzędzie hyperscan. Jak już replika się znajdzie, trza ją załadować do mapy cyfrowego morza 🙂

Do naszej małej biblioteczki została dodana nowa książka, ma ona posłużyć za pomoc w włamywaniu się do replik. Chwilowo wystarczy po prostu zerknąć na okienko z nazwą, a następnie w książce wyszukać dokładnie tą samą nazwę, znaleźć kolorek, przeskoczyć na wskazywaną stronę i wklepać znajdujący się tam kod.

Niestety, na chwilę obecną jest to tylko tyle. Brakuje nam w tej wersji walk głębinowych czy samego niszczenia replik. Nie możemy też z repliki przenieść się do świata rzeczywistego. Z tymi fantami będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać. Nie mniej jednak powolutku nadchodzi coś na co mam największy apetyt: Immu Room. Mniej więcej na początku kwietnia (data może się zmienić) powinna pojawić się aktualizacja która owy pokój odblokuje, naprawdę mnie ciekawi co takiego tam zastaniemy 🙂

Tymczasem, Wyklęty LOG OUT!