W piękny, słoneczny poranek, w słodkim smutku kończącego się lata i startu nowego roku szkolnego, Zespół Szkół Kadic powoli budzi się z letargu, stopniowo zalewane falami uczniów. To właśnie w tym momencie, przed bramą szkoły, odnajdujemy naszych bohaterów, idących spokojnie w stronę dziedzińca.
– To powrót do szkoły i dwóch na pięciu uczniów jest zadowolonych! – krzyknęła Aelita, jak zawsze szczęśliwa, że wakacje się kończą, by wreszcie spotkać przyjaciół.
Równie zadowolony z powrotu do zajęć Jeremie rzucił okiem na swoich towarzyszy, by zweryfikować te statystyki:
– Tylko dwóch na pięciu? To prawda: nawet Odd ma kwaśną minę!
– No ba… – odpowiedział, nie odrywając wzroku od ziemi. – Nie udało mi się zabrać ze sobą Kiwiego w tym roku. Nie wiem, jak rodzice dowiedzieli się, że zwierzęta są zakazane w Kadic, ale dla mnie ten rok już zaczyna się źle.
– Naprawdę? – spytał Ulrich. – Brak psa w pokoju, który pożerałby moje rzeczy? Może w końcu zacznę się uśmiechać. Przynajmniej do najbliższej lekcji matmy…
– No dalej, Odd, nie rób takiej miny – zaczął pocieszać go Jérémie. – Pożyczę ci Kiwi 2.0, jeśli chcesz.
– To nie to samo! – zripostował Odd. – Robot-pies nie zastąpi miłości prawdziwego pieska z krwi i kości!
– A ty, Yumi – podjął temat Samuraj – dlaczego nie masz humoru?
– Jak co roku – odpowiada Japonka. – Wy wszyscy będziecie we czwórkę w tej samej klasie, a ja znów ląduję sama…
– Nie jesteś sama, daj spokój, jest William! – dorzuciła Aelita, która nie potrafiła ukryć dobrego nastroju.
– Świetnie… Szczerze mówiąc, to właśnie jego wolałabym nie mieć w klasie w tym roku… – odparła Geisha z ponurą miną.
Jérémie zawahał się: czy przypomnieć Yumi, że William wyrządzał im krzywdę tylko pod wpływem Xany? Ich przygody należą teraz do tematów, których unikają w rozmowach, więc młody informatyk zmienił temat:
– Zauważcie, że my też nie jesteśmy pewni, czy zostaniemy razem w tej samej klasie. Ostatnim razem o mało nie straciliśmy Odda na początku roku. To się może powtórzyć.
– O nie! – zdenerwował się zainteresowany. – Nie ma mowy! Najpierw Kiwi, a jak jeszcze wyląduję sam w innej klasie, to postanowione, wracam do domu!
Ulrich zauważył zbiegowisko uczniów przed rzędem tablic ogłoszeniowych:
– To musi być podział klas. Chodźmy zobaczyć.
Śpiesząc się, by dowiedzieć się, czy zostali rozdzieleni, Ulrich, Odd, Aelita i Jeremie przyspieszyli kroku w stronę tablic.
Yumi dołączyła do nich:
– I jak? Kto jest z kim? – spytała.
– Żadnych przykrych niespodzianek – odpowiedział Jeremie z ulgą. – Jesteśmy wszyscy w czwórkę w tej samej klasie.
– A ty jesteś znowu w klasie z Williamem! – dopowiedziała Aelita z szerokim uśmiechem.
– Trudno – odpowiedziała Japonka z rezygnacją.
– Nie narzekaj, Yumi – powiedział Odd, który w końcu odzyskał swój zwykły dobry humor. – My będziemy musieli znosić Sissi przez kolejny rok! Chociaż Ulrichowi to chyba nie przeszkadza!
– Możesz mówić co chcesz o Sissi – zripostował Samuraj. – Jest zawsze mniej uciążliwa niż twój pies. Zdecydowanie wolę ją znosić przez rok niż mieszkać z Kiwim przez miesiąc.
– Gadasz bzdury! Mój pies nie jest uciążliwy, on po prostu lubi eksplorować swoje otoczenie.
– Chcesz powiedzieć „eksplodować” swoje otoczenie?
Nadeszła Sissi: z wielkim uśmiechem:
– Mój drogi Ulrichu! Znów jesteśmy w tej samej klasie! Czyż to nie znak od losu?
– Doprawdy? Myślisz, że to wina losu? – zmartwił się ironicznie jej rozmówca.
– Los jest okrutny w takim razie! – dorzucił jego współlokator, śmiejąc się.
– Odd, twoje nieśmieszne żarty były dobre w gimnazjum! – odpowiedziała mu Sissi. – Jesteśmy teraz w liceum, dorośnij trochę!
– Robię proste żarty, żebyś zdołała je zrozumieć! – odparł Odd, coraz bardziej bezczelny.
Ulrich skorzystał z okazji, by się ulotnić.
– Jacy słodcy… zostawiam was na pogaduszki, bawcie się dobrze.
– Nie, Ulrich, wracaj! – zaczęła błagać Sissi.
– Ulrich! Nie zostawiaj mnie z nią! – dodał Odd, naśladując lamenty córki dyrektora.
– Kretyn! – zdenerwowała, odwracając się do niego. – Przez ciebie Ulrich odwraca się ode mnie już pierwszego dnia!
– Założę się, że zrobił to, żeby ci się przypodobać, bo wie, że lubisz podziwiać jego… umięśnione plecy.
– Jesteś jeszcze głupszy niż twój brudny kundel!
– Szczerze Sissi, nie jesteś odpowiednią osobą, by obrażać wyższą inteligencję mojego Kiwiego… Hej, chwila! Nie masz przypadkiem czegoś wspólnego z tym, że moi rodzice odkryli, że nie mam prawa trzymać tu psa?
– Twój pies nie mógł przyjechać z tobą w tym roku? – zdziwiła się, ciesząc się jednak z jego nieszczęścia. – Ależ to wspaniała wiadomość! Oooh, jaki ty musisz być…rozczarowany!
– Ty wredna… jędzo!! – krzyknął za nią Odd, podczas gdy ona odeszła, śmiejąc się.
– A pomyśleć, że baliśmy się nudy… – dodała Aelita, chichocząc.
Jeremie spojrzał na zegarek:
– Jeśli chcemy uniknąć kłopotów już pierwszego dnia liceum, lepiej chodźmy na lekcje.
Dziewczyna o różowych włosach pomachała ręką do oddalającej się Yumi.
– Widzimy się w południe?
– Yep.
W porze lunchu, piątka przyjaciół spotkała się zgodnie z planem w stołówce. Każdy wziął tacę z jedzeniem i zasiadł przy stoliku.
Aelita wpatrzyła się w zawartość swojego talerza:
– Kuskus z klopsikami już pierwszego dnia? Odd będzie zadowolony!
– Swoją drogą, gdzie on się podział? – zastanowił się Ulrich. Zauważył Williama siedzącego samotnie przy sąsiednim stoliku. Zaraz zobaczył nadchodzącego Odda z suto zastawioną tacą.
– Jestem! Próbowałem wynegocjować dodatkowy talerz, ale wzmocnili system bezpieczeństwa w tym roku! Rosa dostała bardzo surowe wytyczne dotyczące ilości jedzenia na osobę.
Posiłek toczy się swoim rytmem. Jak to zwykle bywa po wakacjach, każdy opowiada, co robił w wolnym czasie.
– Bez żartów, Jeremie? Udało ci się oderwać od komputera tego lata?
– Wyjechałem nad morze do zapadłej wioski bez żadnego dostępu do Internetu. Mógłbym nawet wrócić opalony, gdyby tak nie lało.
– Nie wierzę! – lamentował Odd. – Spędziłem całe lato zamknięty w rodzinnym bastionie dziadków z moimi siostrami i kuzynkami, podczas gdy Pan Einstein swobodnie wyruszył na przygodę! Świat stanął na głowie.
– One są aż tak straszne, te twoje siostry? – zdziwił się Ulrich. – Zawsze o nich mówisz, jakby to były krwiożercze potwory.
– Są o wiele gorsze – kontynuował Odd niczym weteran z Wietnamu. – Bez mojej naturalnej odporności i psychiki ze stali, już dawno popadłbym w obłęd pod ich torturami. Masz szczęście, że jesteś jedynakiem, Ulrich.
– Tak myślisz? – spytał z mało przekonaną miną. – Problem w tym, że skoro nie mam ani brata, ani siostry, mój ojciec ma tendencję do wyżywania się na mnie. Spędzanie lata w jego towarzystwie szybko staje się piekłem, bo słowo „wakacje” nigdy nie istniało w jego słowniku. A ty, Yumi, gdzie wyjechałaś?
– Nie pamiętam już – odpowiedziała Japonka. – Byłam zbyt zajęta pilnowaniem mojego małego brata, podczas gdy rodzice się kłócili.
– Cóż – oświadczyła Aelita z nieśmiałym uśmiechem. – Słuchając was wszystkich, czuję się prawie uprzywilejowana, że nie mogłam wyjechać na wakacje!
Yumi podniosła prawą rękę:
– Przysięgam, w przyszłe lato pojedziemy na wakacje wszyscy razem. Zresztą, wielka szkoda, że nie udało nam się tego zrobić w tym roku.
Nagle plecak Jeremiego zaczął dzwonić. Chłopak wahał się przez chwilę, po czym otworzył go pewnym ruchem.
– Niezły ten nowy dzwonek w twoim telefonie! – zażartował Odd.
– To nie telefon, tylko mój komputer, i właśnie to mnie martwi…
Mózg grupy otworzył swojego laptopa, a na ekranie natychmiast wyświetlił się komunikat alarmowy.
„Wieża aktywowana”? Co to znowu za historia?
– Twój program nie jest zaktualizowany czy co? – spytał „Félin” (Odd), wciąż żartobliwym tonem, ale teraz i on zaczyna się niepokoić.
– Tak, to na pewno błąd oprogramowania, powinienem go odinstalować – dodał pospiesznie Jeremie, stukając w klawiaturę.
Zapadła cisza. Ulrich zdecydował się ją przerwać:
– Jeremie, myślisz, że Xana przeżył?
– Nie, to niemożliwe! – zdenerwowała się Yumi. – Pokonaliśmy Xanę! Dlaczego miałby nagle pojawić się znowu po kilku miesiącach!? To nie ma sensu!
Młody informatyk próbował zachować zimną krew.
– Spokojnie. Nawet gdyby Xana przeżył, potrzebowałby kodów źródłowych swojego pierwotnego programowania, by się odnowić. Te kody są w pamięci wewnętrznej Superkomputera, a my przecież wyłączyliśmy Superkomputer.
– To dlaczego wieża jest aktywowana!? – zripostowała Japonka.
Ulrich zmiażdżył łyżeczką jogurt na swoim talerzu.
– Musimy iść sprawdzić to w fabryce.
Nasza piątka bohaterów wstała od stołu bez słowa i kieruje się do wyjścia. Samuraj rzucił odległe i nieufne spojrzenie w kierunku Williama, który zdaje się nie zwracać na nich uwagi. W rzeczywistości, wysoki brunet widział, jak wstają od stołu, słyszał nawet całą ich rozmowę. W momencie, gdy Ulrich na niego patrzył, on po prostu spoglądał na zegarek, bo postanowił dać im dwie minuty przewagi, zanim ruszy w pościg, by nie zostać zauważonym.
Z pewną nostalgią zmieszaną z niepokojem nasi poszukiwacze przygód pokonali trasę niegdyś tak znajomą: między Kadic a fabryką, przechodząc przez kanały.
Po dotarciu przed fabrykę, Yumi spytała Jeremiego:
– Może jacyś ludzie weszli przypadkiem do fabryki w czasie wakacji? To nie byłby pierwszy raz…
– Właśnie – odpowiedział Jeremie, uruchamiając windę. – Aby uniknąć sytuacji, w której byle kto włamuje się do tajnego sektora fabryki, zainstalowałem system rozpoznawania DNA, tak aby tylko osoby, których DNA zostało zmienione przez skaner podczas wirtualizacji, mogły uzyskać dostęp do laboratorium, serca Superkomputera czy sali skanerów.
Winda towarowa zatrzymała się i drzwi otworzyły się, odsłaniając włączony Superkomputer.
– Tego się właśnie obawiałem – odparł informatyk, podchodząc do przełącznika. – Ktoś ponownie włączył Superkomputer. A aktywowana wieża dowodzi jasno, że Xana przeżył.
– I co z tego? – zripostował Odd, wzruszając ramionami. – Wystarczy go znowu wyłączyć i hop, dobranoc Xana!
– Nie, na razie priorytetem jest dezaktywacja wieży, by powstrzymać Xanę przed odnowieniem się – odpowiedział Jeremie, wyciągając kartę elektroniczną z Superkomputera. – Poza tym musimy koniecznie odkryć, kto go włączył i jak, by powstrzymać go przed zrobieniem tego ponownie.
Podczas gdy Jeremie przeglądał kartę elektroniczną, by zapoznać się z ostatnimi operacjami wykonanymi na Superkomputerze, jego czworo przyjaciół przyglądało się sobie nawzajem z podejrzliwością.
– Odd, nie masz nam czegoś do powiedzenia przypadkiem? – przepytuje go Ulrich.
– No tak, znowu będzie na mnie! – oburzył się „Félin” (Odd), urażony tak szybkim oskarżeniem.
– Jeśli to ty go włączyłeś, radzę ci powiedzieć nam o tym natychmiast – zagroziła mu Yumi.
– A jak niby miałbym go włączyć?! Byłem na wakacjach!
– I co z tego? – naparł Samuraj, przekonany, że jego współlokator ma z tym coś wspólnego. – Mogłeś go bardzo dobrze włączyć PRZED wyjazdem na wakacje.
– To bzdura! – zdenerwował się Odd. – Gdybym to zrobił, Xana mógłby aktywować wieżę w dowolnym momencie lata, kiedy byliśmy na wakacjach! Jeremie nie miał nawet Internetu, ale ostatecznie Xana wolałby poczekać, aż wszyscy wrócimy, żeby przejść do działania!? To kompletnie debilne!
– W takim razie opowiedz nam ze szczegółami, co robiłeś wczoraj, po powrocie z wakacji.
– Wszyscy wróciliśmy wczoraj, dlaczego pytacie akurat mnie, co robiłem!? To mógłby równie dobrze być jeden z was! A tak w ogóle, Aelita nawet nie wyjechała na wakacje, więc jest bardziej podejrzana ode mnie!
Dziewczyna o różowych włosach ledwo otworzyła usta, gdy Yumi chwyciła Odda za kołnierz:
– Teraz wystarczy! Jesteś jedynym, który jest na tyle nieodpowiedzialny, by włączyć Superkomputer bez mówienia nam o tym, więc przestań oskarżać byle kogo i gadaj!
– Puść mnie! Ulrich, powiedz jej, żeby mnie puściła!
Brunet nie odezwał się, pogrążony w myślach, więc Odd bronił się dalej:
– Mówię wam, że to nie ja! Nie mam z tym nic wspólnego! A nawet gdybym włączył Superkomputer dla zabawy, wyłączyłbym go zaraz potem! Nie jestem aż tak głupi!
Japonka zawahała się, po czym w końcu puściła swojego podejrzanego:
– Winny musi być wśród nas, skoro jest system rozpoznawania DNA.
Odd zaczepił Jeremiego, wciąż zajętego czytaniem karty elektronicznej:
– Einstein, zamiast zgrywać niewiniątka, możesz nam powiedzieć, co robiłeś przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny?
– Bardzo śmieszne – odpowiedział, nawet nie odrywając wzroku od lektury.
Widząc, że geniusz wydaje się pochłonięty rozszyfrowywaniem informacji, które ma przed oczami, Ulrich spytał:
– Znalazłeś coś?
Jego kolega w okularach włożył kartę z powrotem do Superkomputera:
– Wszystko, co mogę stwierdzić na tę chwilę, to że rzeczywiście nastąpiło ręczne włączenie. Teraz możemy kontynuować oskarżenia bez dowodów, albo możemy iść zająć się Xaną.
Po kilku wymianach spojrzeń Samuraj podjął decyzję za grupę:
– Dobra, zajmiemy się tym później. Chodźmy dezaktywować wieżę.
Jego czworo przyjaciół w milczeniu skierowało się do windy towarowej, której drzwi dziwnym trafem zamknęły się podczas ich dyskusji, jednak nikt nie zwrócił na to uwagi: byli zbyt zajęci próbą mentalnego zidentyfikowania sprawcy włączenia maszyny.
Drzwi windy otworzyły się: Wojownicy Lyoko cofnęli się gwałtownie, widząc pojawiającego się przed nimi Williama:
– Tym razem idę z wami!
– William!? Co ty tu robisz? – spytała zdumiona Aelita.
– Mam wciąż rachunki do wyrównania z Xaną.
Ulrich podszedł do niego:
– I to dlatego odważyłeś się włączyć superkomputer?
– Co!? – krzyknęła dziewczyna o różowych włosach, coraz bardziej zaskoczona.
– No tak! – pociągnęła Yumi. – Poza nami, William jest jedynym, który może przejść przez system rozpoznawania DNA, bo był już wirtualizowany!
Jeremie spróbował uspokoić dyskusję:
– Ej, spokojnie. Może jest trochę za wcześnie, by z całą pewnością stwierdzić, kto włączył Superkomputer.
– Dzięki, że mnie bronisz, Jeremie – ucieszył się wysoki brunet. – No więc? Na co czekamy, idziemy?
– Żebyś znowu dał się „zxanafikować”? – zripostował Odd, krzyżując ramiona. – Nie bierz tego do siebie, William, ale pod kontrolą Xany jesteś jeszcze bardziej namolny niż w naturze.
Były Wojownik Xany pozostał pewny siebie:
– O to się nie martw, sporo trenowałem tego lata, fizycznie, jak i mentalnie. Więc zdziwiłbym się, gdyby Scypozoi udało się ponownie przejąć kontrolę nad moim mózgiem. Zresztą, musiałaby najpierw zdołać mnie rozbroić.
– Wciąż taki szpaner, jak widzę – odpowiedział Ulrich. – Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie dzięki temu cię dopadła.
– Wystarczy! – krzyknął Jeremie. – Zresztą, ostatnim razem, gdy odmówiliśmy wysłania Williama do Lyoko, został opętany przez Xanę w fabryce, więc równie dobrze lepiej go zwirtualizować. A teraz nie traćmy czasu i chodźmy dezaktywować wieżę, zanim Xana się odnowi!
Samuraj rzucił groźne spojrzenie swojemu wielkiemu rywalowi.
– Idziemy.
Udali się więc do sali skanerów, podczas gdy Jeremie usiadł przed interfejsem.
– Aktywowana wieża znajduje się w Sektorze Pustynnym. Gotowi na nurkowanie?
– Kiedy tylko chcesz, Einstein! – odpowiada Odd, entuzjastyczny mimo okoliczności.
– Transfer Odda. Transfer Ulricha. Transfer Williama. Skan Odda. Skan Ulricha. Skan Williama. Wirtualizacja.
Japonka przygotowywała się, by wejść do jednej ze świetlistych kabin, gdy Aelita ją zaczepiła:
– Yumi…?
– Co?
– Mam… Chciałam tylko…
– Pogadacie później, dziewczyny – przerwał im Jeremie. – Na razie musimy powstrzymać Xanę przed odnowieniem się, więc pośpieszcie się i wchodźcie do skanerów.
– Jesteśmy na miejscu – skwitowała Geisha.
– Transfer Aelity. Transfer Yumi. Skan Aelity. Skan Yumi. Wirtualizacja.
Dwie młode dziewczyny pojawiły się w Lyoko: tak jak Odd i Ulrich tuż przed nimi. Ich spojrzenia natychmiast przeszły na Williama: choć symbol Xany zniknął z jego twarzy i został zastąpiony przez nachodzące na siebie trójkąty na jego torsie i mieczu, wysoki brunet zachował swój czarny strój z czasów, gdy był kontrolowany przez Xanę.
– Jeremie? – spytała Yumi. – Czy możesz nam potwierdzić, że William jest tym razem naprawdę po naszej stronie?
– Nie zwracajcie uwagi na strój – odpowiedział Operator. – To raczej dobra wiadomość: według komputera William zachowuje mniej więcej te same moce co wcześniej, z tą różnicą, że nie jest już zasilany energią przez Xanę. Nie może już używać mocy w sposób ciągły, jak to robił, gdy walczył z wami.
– A! – krzyknął Odd. – Tak mi się właśnie wydawało, że Xana dawał mu jakby lekką przewagę podczas walk!
– I ta przewaga energetyczna pozwalała mu zmiażdżyć was wiele razy – sprecyzował Jeremie. – To bez wątpienia dzięki jego własnej woli William powstrzymywał się, mimo kontroli, jaką Xana nad nim sprawował.
Yumi przypomniała sobie wtedy kilka rzadkich chwil, gdy wydawało jej się, że może z nim rozmawiać:
– To prawda, William? Przez ten cały czas walczyłeś z wpływem Xany?
Zainteresowany wzruszył ramionami:
– To możliwe, moje wspomnienia z tego okresu są dość mgliste.
– A moje wspomnienia są bardzo wyraźne – powiedział Ulrich. – Zajadałeś się, próbując nas unicestwić, tak jak prosił cię twój Pan.
Dawny przeciwnik Ulricha był o krok od utraty panowania nad sobą, ale zacisnął zęby, by odpowiedzieć z fałszywie swobodną miną:
– Ależ skąd. Daj spokój, gdybym naprawdę chciał was unicestwić, bylibyście martwi co do jednego…
To oświadczenie sprawia, że towarzyszy przeszedł dreszcz: z wyjątkiem Odda, który nie stracił okazji do przechwałek:
– Cóż, ja pamiętam, że pokonałem cię jeden na jednego, więc nie bądź taki mądry!
– Dość gadania – odparł Jeremie. – Wysyłam wam pojazdy. Aelita, wsiądź z Yumi na hulajnogę, a William z Oddem na deskę.
– Dlaczego to ja muszę wziąć Williama? Nie zgadzam się, chcę głosowania! Kto jest za?
Ulrich i Yumi podnieśli rękę.
– Kto jest przeciw?
Odd podniósł rękę.
– Dwa do jednego – podsumował Ulrich. – Problem rozwiązany.
– Żądam ponownego przeliczenia!
– Nie mamy czasu do stracenia! – skarcił go Jeremie. – Dobra, wieża znajduje się na południowy zachód od waszej pozycji.
– Jazda!
Rozpędzeni z pełną prędkością po pomarańczowych wielokątach Sektora Pustynnego, bohaterowie szybko wczuwają się w klimat tego miejsca..
Ulrich spytał, mimo wszystko:
– Jeremie, myślisz, że Xana jest już w stanie wysłać nam komitet powitalny?
– Dopóki Xana nie zakończył procesu odnawiania, jest bardzo słaby. Możliwe, że nawet nie wykrył waszego przybycia na Lyoko. Ale miejcie się na baczności. Jeśli nie uda nam się dezaktywować wieży, odzyska całą swoją moc, a to nie wchodzi w grę. Odd, powierzam ci ochronę Aelity w pierwszej kolejności.
– Zrozumiałem, Einstein! Ale… żebym ją chronił, byłoby lepiej, gdyby wsiadła ze mną na deskę, a William pojechał z Yumi, nie sądzicie?
– Odd, wystarczy.
Nagle ich śladem podążyły latające potwory i zaczęły do nich strzelać. Jeremie ostrzegł ich natychmiast:
– Uwaga! Trzy Szerszenie za wami!
Podczas gdy Odd i Ulrich zboczyli z trasy, by stawić czoła napastnikom, Yumi odsunęła się lekko na bok, by uniknąć lasera, który był w nią wycelowany. Hulajnoga oberwała pociskiem, który mierzył w jeden z innych pojazdów, i zniknęła, powodując upadek dwóch pasażerek.
Podczas gdy Ulrich zniszczył jednego szerszenia, Odd zanurkował deską, by złapać Aelitę, która zwlekała z rozwinięciem skrzydeł, i by umożliwić Williamowi złapanie Yumi.
– W porządku Odd, możesz lecieć w górę! – zniecierpliwił się William, widząc zbliżającą się coraz bardziej ziemię.
– Ehm, chciałbym – odpowiedział pilot z zakłopotanym uśmiechem – ale cztery osoby są tu za ciężkie… nie kontroluję trajektorii!
Czterej pasażerowie mieli zaledwie chwilę, by zeskoczyć, zanim fioletowa deska się rozbije.
Odd podniósł się natychmiast:
– Dobra, próbujemy wsiąść w piątkę na motor?
– Uwaga! – krzyknęła Aelita i popchnęła go, by uniknął otrzymania strzału od jednej z Tarantul, które właśnie pojawiły się wokół nich.
– Uff! Dzięki Aelita! Ale wiesz, normalnie to ja mam chronić ciebie!
Pojawiły się również Karaluchy i Kraby, i czwórka wojowników, którzy wylądowali awaryjnie. Pozostało im podjąć walkę na ziemi. Jedna Tarantula została zniszczona przez motocykl, który się na niej rozbił, bo Ulrich właśnie katapultował się z pojazdu, by dołączyć do walki wręcz. Pozbył się również dwóch ostatnich szerszeni.
Yumi chroniła się swoimi wachlarzami, ale ilość pocisków była ogromna.
– Jeremie, to ty mówiłeś, że Xana jest na razie bardzo słaby?… Hej Jeremie, słyszysz mnie?
– Halo, Einstein? Laserowa strzała! Halo…?
Ich operator w końcu odpowiedział:
– Tak, dwie sekundy, sprawdzam coś ważnego…
– Podaj nam tylko ranking w takim razie!
– Ulrich prowadzi, tuż za nim William. Odd, jesteś trzeci.
Informatyk przełączył się natychmiast na okno systemu monitoringu fabryki, by obejrzeć pierwsze nagrania, które nastąpiły po ponownym włączeniu superkomputera:
„Tak podejrzewałem…” – powiedział sam do siebie, po czym wrócił na ekran radaru.
– Uwaga! – ostrzegł swoje wirtualne oddziały, widząc nowe jednostki wroga w ich obszarze. – Bloki nadciągają prosto na was! Oraz dwa Megaczołgi!
– A wieża, daleko jeszcze? – niecierpliwiła się Yumi: obawiała się, że coraz liczniejsze potwory uniemożliwią drużynie dotarcie do celu na czas.
– Jest w wąwozie tuż na zachód od waszej pozycji! Już zapomnieliście o tym miejscu?
– Chyba wiem, o jakiej wieży mówisz, ale tu nie ma wąwozu… – stwierdził Ulrich, który nadal zabijał potwory, rzucając okiem na otoczenie między dwoma ciosami szabli.
– Może pomyliliśmy drogę? – zasugerował Odd, skacząc na grzbiety Krabów, by zyskać widok z góry. – Problem Pustyni polega na tym, że wszystkie wysuszone równiny wyglądają tak samo!
– Nie, to na pewno tutaj! – nalegał Jeremie. – Jakieś pięćdziesiąt metrów na zachód! Nie widzicie krateru albo nawet jeziora, pod którym Xana ukryłby wąwóz?
– Jest tylko płaski teren… – odpowiedziała zdezorientowana Aelita, podczas gdy potwory, które wciąż się pojawiały, zaczęły ich otaczać.
– Zaraz zobaczymy! – krzyknął William, wymierzając potężnego kopniaka w Karalucha: ten poleciał kilkadziesiąt metrów w kierunku wskazanym przez Jeremiego.
Ale zamiast upaść na ziemię, małe stworzenie przeleciało przez nią.
– Fałszywa podłoga! – powiedział Ulrich, który widział, jak Karaluch przeniknął przez “dekorację” pod koniec swojego lotu.
– Wieża zakłóca mój ekran radaru! – poinformował Jérémie. Nie mógł przeanalizować budowli zainfekowanej wirusem. – Xana próbuje zyskać na czasie!
– To znaczy, że jest bliski osiągnięcia celu… – domyślił się wysoki brunet.
– Tych potworów jest tu za dużo! – odparła Yumi, rozumiejąc, że iluzja wygenerowana przez ich wroga wystarczająco opóźniała nastolatków. Spełniały rozkazy swego pana: trzymały ich daleko od celu.
Aelita rozwinęła skrzydła:
– Osłaniajcie mnie! – zawołała, wzbijając się w powietrze, by przelecieć nad Krabami i Blokami, które tworzyły zaporę.
– Nie Aelita! Czekaj!! – krzyknął Jérémie. – Nie idź tam!!
Nie zważając na jego ostrzeżenie, skrzydlata dziewczyna rozpędziła się, unikając strzałów potworów, po czym zanurkowała przez fałszywą podłogę, by w końcu dotrzeć do wąwozu, na dnie którego znajdowała się aktywowana wieża:
– Jestem!! – oznajmiła, schodząc w kierunku podstawy białej kolumny otoczonej czerwoną aurą.
– To pułapka!! – spanikował informatyk, który właśnie ustabilizował swój radar. – Wracaj natychmiast w górę!!
Różowowłosa nie miała czasu na reakcję: dwa Megaczołgi, które Jeremie wykrył, wyłoniły się zza wieży i jednocześnie zaczęły ładować swoje ataki, by ją zestrzelić.
– O nie… – szepnęła Aelita, rozumiejąc, że wpadła prosto w paszczę lwa.
Masywne opancerzone kule uwolniły swoje promienie i zaczęły obracać się, próbując zmiażdżyć ofiarę między dwoma skrzyżowanymi wiązkami. Aelita rozpostarła pole siłowe w każdej dłoni, by sparować dwa szerokie, świetliste dyski, które na nią napierały, jednocześnie trzepocząc skrzydłami, by pośpiesznie nabrać wysokości.
– Aelita!! Wynoś się stamtąd!!! – krzyknął Jeremie..
– Trzymaj się, nadchodzimy! – krzyknął jej Ulrich, uruchamiając Supersprint, by zgubić potwory i ruszyć na ratunek przyjaciółce.
Aelita stawia opór, próbując machać skrzydłami, ale w momencie, gdy jest bliska ucieczki przed promieniami Megaczołgów, widzi kumulującą się mroczną energię nad szczytem wieży, tworzącą symbol Xany…
– Jeremie!? Tu jest…!! AAAAAAH!?!
Za późno. Błyskawicznie porażona straszliwym czerwono-czarnym promieniem, który istota energetyczna właśnie wystrzeliła, by przebić awatara elfa o różowych skrzydłach, strażniczka Lyoko, pozbawiona Punktów Życia, dezintegruje się.
– Aelita!? AELITA !!? NIIIEEEEE !!!
Słysząc jego okrzyk rozpaczy, pozostali zrozumieli, że stało się coś złego:
– Jeremie!? Co się stało!?
– Te dwa… te dwa Megaczołgi, które widziałem na radarze… były ukryte za wieżą, czekały na Aelitę…
– Co!?
– Chcesz powiedzieć, że ją dopadły!?
– Została zdewirtualizowana… – potwierdził smutno bezradny informatyk. – Już nic nie powstrzymuje naszego wroga przed ukończeniem odnowy…
…
Podczas gdy zdezorientowani wojownicy niszczyli ostatnie potwory, próbując pojąć, co się wydarzyło, niebo Lyoko pociemniało, a fałszywa podłoga ukrywająca wieżę zniknęła, odsłaniając zainfekowaną budowlę. Wydobywał się z niej teraz ogromny wir czarnej energii. Wir zaczął przekształcać się w mroczną chmurę, po czym zniknął w oddali.
Wirtualne niebo stopniowo odzyskało swój blask, ale Wojownicy Lyoko wiedzą, że przegrali tę bitwę.
Ulrich posłał Williamowi mroczne spojrzenie:
– Zadowolony jesteś? Teraz, gdy Xana się odnowił, będziesz mógł się zemścić. Dobra robota.
– Ty zaczynasz mnie poważnie denerwować… – odpowiedział mu wysoki brunet, grożąc mu swoim mieczem.
Samuraj wzniósł swoje szable w odpowiedzi:
– A, to już? Już jesteś z powrotem pod kontrolą Xany?
– Nie, ale i tak cię uciszę!
William zaszarżował na Ulricha, który zrobił unik, a potem zaatakował w rewanżu: dwaj rywale stanęli naprzeciw siebie w walce równie zaciekłej, co absurdalnej.
Z drugiej strony Odd, który nie miał już ochoty na żarty, upadł na kolana i uderzył pięściami w ziemię.
– To moja wina! Miałem chronić Aelitę! Gdybym poleciał za nią do wąwozu…!
Yumi położyła mu rękę na ramieniu.
– To nasza wina, nas wszystkich. Mieliśmy misję i wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za tę porażkę.
Ulrich zablokował miecz Williama, krzyżując swoje dwie szable.
– Żartujecie!? Nie bylibyśmy w tym punkcie, gdyby William nie włączył znowu…
– Zamknij się! – przerwał mu przeciwnik, opuszczając po raz kolejny swoje ciężkie ostrze.
Z sali skanerów dobiegł niepewny głos Aelity:
– Przestańcie się kłócić, to moja wina…
Samuraj uparł się:
– Gdyby William nie włączył Superkomputera, to wszystko by się nie…
– Ale to JA go włączyłam!! – wybuchła ich pokonana towarzyszka.
Fala zdumienia przeszywa Wojowników Lyoko:
– Hę?
– Co?
Odd podniósł głowę:
– Ale nie, to nie może być Aelita!… Einstein, powiedz coś!
Jeremie waha się, po czym rezygnuje i wyjaśnia im:
– To rzeczywiście Aelita włączyła Superkomputer. Kiedy sprawdzałem wcześniej kartę dostępu, odkryłem, że Superkomputer został uruchomiony trzy dni temu, a poza Aelitą wszyscy wróciliśmy z wakacji dopiero wczoraj. Potem przyszedł William, a co do niego, nie wiedziałem, czy wyjeżdżał, czy nie. Więc, żeby ustalić, kto go włączył, przejrzałem nagrania z kamer monitoringu, które musiały włączyć się w tym samym czasie, co Superkomputer. Zobaczyłem na nich Aelitę.
Ulrich przestał walczyć z Williamem:
– Aelita? To prawda?
– Tak… i bardzo mi przykro. Nie myślałam, że Xana przeżył i że nieświadomie daję mu okazję do odnowienia się. Teraz wrócił i to całkowicie moja wina.
– Ale dlaczego!? – spytała Yumi, wciąż w szoku. – Dlaczego włączyłaś Superkomputer!? Wszyscy zgodziliśmy się, by zakończyć to wszystko! Co cię podkusiło, żeby zrobić coś takiego!?
Aelita wzięła głęboki oddech.
– Ponieważ w dniu mojej pierwszej wirtualizacji do Lyoko, lata temu, obiecałam ojcu, że nigdy go nie zapomnę, nigdy go nie opuszczę, i wiem, że on wciąż żyje gdzieś w Lyoko, jestem tego pewna!
Jeremie zdewirtualizował resztę osób, podczas gdy Aelita kontynuowała.
– Wszyscy mamy powód, by walczyć. Obowiązek, zabawa, bohaterstwo albo zemsta. Ja walczę, by odnaleźć mojego ojca i nie mogę się poddać, dopóki mam nadzieję, że mi się uda…
Otarła oczy pełne łez, po czym zobaczyła wokół siebie Yumi, Odda, Ulricha i Williama.
– Przepraszam… Byłam samolubna… i… zdradziłam was.
Jeremie dołączył do nich.
– Nie, Aelita. To my byliśmy samolubni w dniu, w którym wyłączyliśmy Superkomputer ze strachu, że Xana wróci, zamiast dalej szukać Hoppera. Nasza misja nie była skończona i czas podjąć ją tam, gdzie ją przerwaliśmy.
I, ku wielkiemu zdziwieniu jego ukochanej, ich towarzysze pokiwali głowami na znak zgody: przerażeni ewentualnością powrotu ich wroga, nie pomyśleli ani przez chwilę, że ojciec Aelity może wciąż żyć i że to w pełni uzasadnione, że Aelita chce go odnaleźć za wszelką cenę.
Jeremie wyciągnął rękę:
– Czy jesteście gotowi ponownie chwycić za broń, dopóki nie odnajdziemy Franza Hoppera i nie zniszczymy Xany ostatecznie?
Aelita wyciągnęła swoją rękę:
– Dziękuję Jeremie. Dziękuję…
Ulrich wyciągnął swoją rękę:
– Aż do końca misji.
Odd odzyskał uśmiech i wyciągnął rękę:
– I jazda od nowa!
Yumi wyciągnęła rękę:
– Nie zmienia się zwycięskiej drużyny.
Odwrócili się do Williama, a Ulrich uśmiechnął się do niego:
– William, zgadzasz się być jednym z nas?
Ten uśmiechnął się w odpowiedzi, wyciągając rękę:
– Nie możecie się już beze mnie obejść!
Wychodząc z fabryki, Yumi spytała Ulricha, czy może z nim porozmawiać na osobności.
– No to idziesz? – niecierpliwił się Odd.
– Ehm, nie – odpowiedział jego współlokator. – Odprowadzę Yumi. Nie czekajcie na mnie.
– Jak chcesz – skwitował, zamykając klapę prowadzącą do kanałów.
Ulrich i Yumi rozpoczęli więc drogę przez park.
– Więc, co chciałaś mi powiedzieć?
– Chciałam cię zapytać, dlaczego zmieniłeś zdanie co do Williama po tym wszystkim, co nam zrobił. Jesteś pewien, że nie przeszkadza ci, że dołącza do zespołu?
– Jeśli byłem na niego tak wściekły na początku… – zaczął wyjaśnienia Samuraj – …to dlatego, że byłem przekonany, że włączył Superkomputer, by zemścić się na Xanie, ale myliłem się. Więc też, naturalnie… zaproponowałem mu, by do nas wrócił. Poza tym, jest bardzo dobrym Wojownikiem i jest zdeterminowany, by pokonać Xanę co najmniej tak samo jak my.
Ulrich zrobił pauzę, po czym zapytał:
– A tobie to nie przeszkadza?
Japonka wzruszyła ramionami:
– Myślę, że ma prawo do drugiej szansy.
Jej przyjaciel skinął głową, po czym zmienił temat:
– Właściwie to martwię się raczej o Aelitę… Nie dlatego, że włączyła Superkomputer, bo w końcu nikt nie mógł podejrzewać, że Xana przeżył, ale… jeśli zrobiła to w nadziei na odnalezienie ojca, ryzykuje wielkim rozczarowaniem. Jeśli odkryjemy, że on naprawdę nie żyje…
– Podzielam tę obawę, ale, z drugiej strony, to nie byłby pierwszy raz, gdy przeczucie Aelity sprawdziłoby się w świecie wirtualnym. Więc, jeśli Franz Hopper rzeczywiście żyje, jak ona przeczuwa, musimy przynajmniej spróbować go odnaleźć.
Dzień dobiegł końca. Dwoje nastolatków znajdowało się zaledwie kilka domów od miejsca zamieszkania rodziny Ishiyama, gdy podczas przechodzenia przez aleję zachodzące słońce ich oślepiło. Zatrzymali się na chwilę na środku drogi. Wiatr rozwiał włosy Yumi, gdy nagle samochód nadjechał prosto na nich z dużą prędkością. Ulrich chwycił swoją towarzyszkę za rękę i przebiegli na najbliższy chodnik. Pociągnięta pędem, Japonka wylądowała ciałem przy ciele chłopaka, przyciśniętego plecami do muru. Minęło kilka sekund, pozostali nieruchomi, przytuleni do siebie, wpatrując się w siebie, po czym Ulrich w końcu odzywa się:
– Yumi, słuchaj, ja… Dużo myślałem tego lata, o nas dwojgu, i…
Ale zanim zdążył dokończyć zdanie, Geisha zakryła usta kolegi dłonią:
– Ja też dużo myślałam tego lata, ale… Xana wrócił, więc to nie czas, by sobie folgować. Misja musi być ważniejsza niż wszystko inne. Uczucia będą musiały poczekać.
Samuraj otworzył szeroko oczy i chwycił Japonkę za nadgarstek, by znów zabrać głos:
– Więc to o to chodziło? „Kumple i to wszystko”?
Yumi uwolniła rękę szybkim gestem, ale Ulrich chwycił ją za ramiona i przycisnął z kolei plecami do muru, kontynuując:
– Bałaś się zaszkodzić misji, jeśli bylibyśmy parą, więc chciałaś, żebym wierzył, że nic między nami nie ma, dopóki nie pokonamy Xany?
– Brawo, wreszcie zrozumiałeś – przyznała Japonka, wciąż przytrzymywana przy ścianie budynku za nią. – I, co teraz robimy? Wypomnimy sobie błędy? Nie będziemy odzywać się do siebie? Czy może zrobimy to, co powiedziałam: nie pozwolimy temu, co jest między nami, stanąć na drodze naszej misji, bo to nasza odpowiedzialność?
– Nie, mam o wiele lepszy pomysł… – oświadczył młody mężczyzna, puszczając ramiona swojej rozmówczyni, by zaskoczyć ją, kładąc dłonie na jej policzkach.
– …Hej!? Co ty r…!?
Ostatnie pytanie Yumi pozostało niedokończone, przerwane przez długi pocałunek, który skradł jej Ulrich.
Samuraj w końcu odsunął się z wielkim uśmiechem satysfakcji:
– I co? Wciąż masz ochotę czekać, aż Xana zostanie pokonany, żeby sobie „pofolgować”?
Yumi zamilkła, wpatrując się w Ulricha z wyrazem złości. Poczuła się urażona, że odważył się ją pocałować, podczas gdy właśnie wyjawiła mu, dlaczego nie chce z nim chodzić w tym momencie…ale rumieniec barwiący policzki pięknej Japonki zdradził jej prawdziwe uczucia: uwielbiała ten niespodziewany pocałunek.
– Jeśli to cię może uspokoić – kontynuował jej “kolega”. – Czuję się w pełni zdolny do zarządzania naszym związkiem bez utrudniania walki z Xaną. Ale, jeśli wolisz jeszcze poczekać, uszanuję twój wybór. Decyzja należy do ciebie.
Yumi jest wściekła, ale Samuraj trafił w sedno: czekali już zbyt długo i sama Yumi nie mogła dłużej powstrzymywać swoich miłosnych uczuć:
– …Lepiej, żebyś stanął na wysokości zadania, bo jeśli znowu zawalimy naszą misję, to ci nie daruję! – pogroziła mu, po czym rzuciła mu się w ramiona, by pocałować go w rewanżu. Była gotowa uwierzyć, że problemy wokół nich przestaną istnieć przynajmniej na czas trwania tego pocałunku.
– I JEST! – krzyknął Odd na przeciwległym chodniku, przybijając piątkę Williamowi, który odpowiedział mu śmiechem:
– Widzisz!? Mówiłem ci, że to będzie dziś wieczorem!
Ulrich i Yumi spojrzeli na nich, zaskoczeni.
– Ale co wy tu robicie, wy dwaj!? – spytała Yumi.
– Cóż, właściwie… – odpowiedział Odd, z szerokim uśmiechem – …kiedy powiedziałem Williamowi, że Ulrich cię odprowadza, zapewnił mnie, że wykorzystacie to, by w końcu wyznać sobie uczucia. Więc, żeby tego nie przegapić, postanowiliśmy was śledzić!
– To był jego pomysł! – sprecyzował rozbawiony wspólnik.
– Odd, jesteś jeszcze gorszy niż mój mały brat! – Yumi zaczęła zabijać go wzrokiem.
Ulrich, który z trudem ukrył uśmiech, zmienił temat:
– Porozmawiajmy trochę poważniej. William, chciałem cię przeprosić za oskarżenie, ale…dlaczego nie powiedziałeś nam jasno od początku, że nie masz z tym nic wspólnego?
– Cóż, szczerze mówiąc – odpowiedział wysoki brunet, nieco zmieszany – po tym całym czasie spędzonym pod kontrolą Xany, chyba rozwinąłem z nim nieopisywalną więź. To ta więź pozwoliła mi wiedzieć, że nasz wróg nie został całkowicie zniszczony, i trenować potem. Trzy dni temu poczułem intensywną aktywność, co skłoniło mnie do myślenia, że Superkomputer został włączony. Ale, zastanawiając się nad tym, nie mogłem być pewien, czy to nie ja to zrobiłem, bo tego lata zdarzało mi się budzić, nie wiedząc, gdzie jestem…
Te rewelacje są stosunkowo niepokojące, ale Samuraj uspokoił swojego kolegę z drużyny:
– Nie martw się. Kiedy skończymy z Xaną, odzyskasz spokojne życie.
Yumi pozostała sceptyczna:
– Powinieneś mimo wszystko poprosić Jeremiego, żeby przeskanował cię, aby upewnić się, że twoje zdrowie nie jest bezpośrednio zagrożone.
Odd wzniósł oczy ku niebu.
– I pomyśleć, że Einstein i Aelita przegapili wasz pierwszy pocałunek…
Nawet gdyby Jeremie wiedział o wielkim kroku naprzód, jaki Ulrich i Yumi zrobili razem, pozostawiłoby go to stosunkowo obojętnym. Młody informatyk miał inne zmartwienia na głowie, biorąc pod uwagę, że ich wróg powrócił. Siedząc przed potężnym komputerem, który zajmował sporą część biurka w jego pokoju w Kadic, mózg Wojowników Lyoko ponownie wdrażał procedury łączące jego osobistą maszynę z tą w fabryce, w przewidywaniu nadchodzących misji.
Perspektywa spędzenia kolejnych bezsennych nocy na stawianiu czoła nowym niebezpieczeństwom nie martwiła go jednak tak bardzo, jak ryzyko, że Xana nie jest jedyną rzeczą, która niespodziewanie powróci. Kończąc pospiesznie ich przygody po zniknięciu wirusa Lyoko i jego twórcy, chłopak w okularach miał nadzieję, że pewne sekrety mogą pozostać pogrzebane na…
…zawsze…
– …Mogę wejść? – nagle rozszedł się głos Aelity, która dyskretnie uchyliła drzwi pokoju, wyrywając Jeremiego z zamyślenia.
– Oczywiście – odpowiedział bez wahania.
Nastolatka zamknęła za sobą drzwi, po czym usiadła obok niego:
– Wiesz, naprawdę mi przykro, że Xana wrócił przeze mnie. Nie musisz udawać, że nie masz mi tego za złe…
Jej kolega uśmiechnął się do niej:
– Jak mógłbym mieć ci to za złe, skoro z nas dwojga to ja jestem bardziej odpowiedzialny?
Niedowierzająca dziewczyna przyjrzała się swojemu rozmówcy:
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Pamiętasz dzień, w którym wyłączyliśmy Superkomputer? Na początku, poza Yumi, nie mogliśmy się na to zdecydować z różnych powodów. Ja twierdziłem, że boję się stracić przyjaciół, bo nie miałem żadnych, zanim Lyoko nas połączyło, ale w rzeczywistości próbowałem zyskać na czasie. Kiedy w końcu zapytałem was ponownie, kto jest za wyłączeniem Superkomputera, wszyscy podnieśliście rękę, więc zadowoliłem się uśmiechem i wyłączeniem Lyoko, ale ja nie podniosłem ręki. W rzeczywistości wiedziałem, że mimo wszystko istnieje ryzyko, że Xana nie został całkowicie zniszczony, a przede wszystkim, że może jest nikła szansa, że twój ojciec wciąż żyje.
Aelita była oszołomiona:
– Czekaj, jak mogłeś wtedy wierzyć, że Xana lub mój ojciec nie zostali zniszczeni? Widziałam, jak mój ojciec umiera, a Xana został usunięty wraz ze wszystkimi swoimi Replikami!
– Wiem, ale w międzyczasie odkryłem istnienie „sanktuarium”, w którym mogliby się schronić. Żeby pokonać Xanę, stworzyłem program wieloagentowy, mający na celu zniszczenie wszelkich jego śladów. Franz Hopper przysłał mi dane, by go uzupełnić, tyle że jego dane zawierały też dodatkowe ograniczenie na system wieloagentowy, który zakodowałem. Później rozszyfrowałem te dane i odkryłem, że ograniczenie dodane przez Franza uniemożliwiało mojemu programowi działanie w sercu Superkomputera. Jak myślisz, dlaczego twój ojciec chciał za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której mój program dosięgnie Superkomputera?
Coraz bardziej zakłopotana Aelita zastanowiła się krótko i doszła do odpowiedzi:
– Żeby się zrematerializować!
– Dokładnie – kontynuował Jeremie. – Superkomputer to jedyny sposób Franza, by pewnego dnia wrócić między nas. On musiał więc upewnić się, że nasza broń nie zaryzykuje jego uszkodzenia.
Oczy Aelity rozbłysły:
– Więc miałam rację! Mój ojciec żyje!
– Tego nie mogę ci na razie potwierdzić z całą pewnością. Natomiast Xana okazał się bardzo inteligentny: kiedy uruchomiłem mój system wieloagentowy, nasz przeciwnik wiedział, że Franz spróbuje czegoś, by chronić Superkomputer, i wywnioskował z tego, że to jedyne miejsce, gdzie nie będzie zagrożony przez mój program. Schronił się tam więc, bardzo osłabiony, ale wciąż żywy. Kiedy odszyfrowałem dane twojego ojca, szybko zrozumiałem, że Xana mógł wykorzystać tę lukę, by przetrwać. Ale, mimo to, nic wam nie powiedziałem. Zadowoliłem się wyłączeniem Superkomputera zgodnie z planem, podczas gdy wiedziałem, że wciąż jesteśmy zagrożeni powrotem naszego wroga, jeśli faktycznie wykorzystał swoją szansę na uniknięcie całkowitego zniszczenia. Ty natomiast, kiedy włączyłaś Superkomputer, nie wiedziałaś, że Xana przeżył, więc jesteś mniej odpowiedzialna ode mnie za to, co się stało.
Wyznania Jeremiego nie przekonały jednak Aelity: dziewczyna wiedziała, że gdyby nie włączyła maszyny, którą zdecydowali się wyłączyć na dobre, wirus nie mógłby odzyskać sił.
Domyślała się jednak, że jeśli jej genialny kolega podzielił się z nią faktem, iż wiedział o istnieniu możliwości przetrwania Xany, to przede wszystkim z zamiarem ulżenia poczuciu winy, które odczuwa jego ukochana:
– Dziękuję Jeremie… – szepnęła, biorąc go w ramiona.
Zaczynając się czerwienić, młody chłopak poprawił okulary i szybko dodał:
– Co do twojego ojca, myślę, że będziemy musieli poszukać w Sektorze Piątym.
Aelita trochę rozczarowała się, że jej ukochany wciąż nie wykorzystuje okazji do zbliżenia się, ale nie zraziła się i spytała z uśmiechem:
– Chcesz, żebym pomogła ci przygotować misję?
Zachwycony pomysłem spędzenia z nią znowu czasu, ramię w ramię w tym pokoju, gdzie ich więź długo się rozwijała, Jérémie odwzajemnił uśmiech:
– Jak za starych, dobrych czasów.
Scena pierwotnie, w poprzednich wersjach usunięta: Pakt pocałunku
Po zaktualizowaniu laptopów, by były gotowe na odparcie kolejnych ataków Xany, Jeremie i Aelita powiedzieli sobie „dobranoc”. Różowowłosa dziewczyna dostrzegła pewne wahanie u Geniusza, jak gdyby o coś nie śmiał jej zapytać. Przechyliła głowę z uśmiechem, by dodać mu pewności siebie, a on w końcu zdecydował się zadać pytanie:
– Powiedz… teraz, gdy Xana wrócił, czy zamierzasz znowu potajemnie spotykać się z Oddem?
– Nie – odpowiedziała z pełną szczerością. – Z tobą jest mi bardzo dobrze.
– Mimo to, wcześniej nie miałaś z tym problemu… wiesz, że uszanuję twój wybór bez względu na wszystko, ale muszę wiedzieć…
– Nie potrafiłam pójść z tobą naprzód – wyjaśniła spokojnie, by go uspokoić – i bałam się, że Xana sprawi, iż zniknę, zanim zaznam miłości. Dlatego flirtowałam z Oddem, bo z nim wszystko było prostsze. Teraz, nawet jeśli dziś Xana wrócił i nawet, jeśli naprawdę ceniłam chwile spędzone z Oddem, nie zamierzam zaczynać z nim ponownej przygody, ani z nikim innym. Jest mi dobrze z tobą i chcę, żebyśmy dalej szli przez to razem, tylko my dwoje…
– Aelita…
Dziewczyna pocałowała go, po czym delikatnie chwyciła jego dłonie, by powoli przesunąć je wzdłuż swojego ciała, ale Jeremie ją powstrzymał:
– Ja… nie jestem pewien, czy jednak jestem gotowy… – bąknął, ponieważ przyspieszone bicie serca przyprawia go o zawrót głowy. – Możemy iść powoli, jeśli wolisz? Krok po kroku…
– Myślę… że lepiej będzie, jeśli na razie na tym poprzestaniemy… Gdyby ktoś nas nakrył, moglibyśmy mieć kłopoty…
– Kto mógłby nas nakryć w twoim pokoju w środku nocy?
– No… na przykład Jim…
– Faktycznie… – przyznała dziewczyna. Nieśmiałość, która paraliżowała jej ukochanego przy kontakcie z nią, czyniła go w jej oczach uroczym.
– Wrócimy do tego później, ale nie zwlekajmy zbyt długo: byłoby szkoda, gdyby Xana nas rozdzielił, zanim zdążymy spróbować.
– Nigdy nie pozwolę, by Xana nas rozdzielił.
Nagle ktoś dyskretnie puka do drzwi, sprawiając, że oboje podskoczyli.
– Myślisz, że to Jim? – szepnęła zaniepokojona Aelita.
– Jeśli to on, będziemy mieć przerąbane – odpowiedział Jérémie.
Wtedy usłyszeli Odda szepczącego przez drzwi:
– Einstein? Śpisz?
Oboje śpiesznie wpuścili kolegę i zamknęli drzwi.
– Co wy robiliście? – spytał Odd, zaskoczony obecnością Aelity.
– Przygotowywaliśmy następną misję – odpowiedziała mu z psotnym uśmiechem.
– Powiedz nam lepiej, dlaczego chciałeś mnie budzić w środku nocy – powiedział Jérémie.
– No cóż, mam wam do opowiedzenia długą historię… – przyznał. – Na początku lata zrobiłem wielkie głupstwo…
– Wiem o tym – uspokaja go informatyk. – Pewnej nocy wróciłeś do fabryki, by włączyć Superkomputer. Dowiedziałem się o tym później dzięki tej samej kamerze, która przyłapała Aelitę.
– Więc wiedziałeś? – zdziwił się Odd, widząc, że przyjaciel go nie skarcił.
– Oczywiście. Zresztą, domyślałem się, że nie oprzesz się pokusie powrotu tam choć raz. Mam nadzieję, że spodobała ci się pułapka, którą tam zostawiłem. Ale, biorąc pod uwagę, że zostałeś na Lyoko tylko kilka minut, zanim ponownie wyłączyłeś Superkomputer, założyłem, że chciałeś po prostu zrobić sobie krótką wycieczkę wspominkową i nie miałem ci tego za złe. Gdybym widział, że chodzisz tam regularnie, to odciąłbym ci głowę, ale… skoro zafundowałeś sobie tę małą „przyjemność” tylko raz, nic nie mówiłem.
Obserwując zmieszaną minę Odda, Aelita zrozumiała, że ma on na sumieniu znacznie więcej niż zwykłą „wycieczkę wspominkową”.
– Odd, co dokładnie wydarzyło się podczas tych kilku minut na Lyoko?
Skarcony poszukiwacz przygód usiadł na łóżku Jeremiego, po czym opowiedział o swoim spotkaniu z wirtualną istotą o imieniu Xilune, bliźniaczych programach zaprojektowanych przez Franza Hoppera, niezależności Xany, zablokowanym interfejsie, tajnym więzieniu Xilune w Sektorze Piątym, jej mocy Zapisu Świata i naprawiania rzeczywistości oraz o ostatecznym błędzie, który doprowadził do „wskrzeszenia” Xany.
Opowieść Odda pozostawiła słuchaczy w szoku wobec ogromu objawień. Aelita starała się przywołać odległe wspomnienia ze swojej pierwszej wirtualizacji do Lyoko, na lata przed odkryciem Superkomputera przez jej przyjaciół:
– Ja… chyba Xilune tam była…
– Co? Kiedy? – spytał Odd, nie zauważając mrocznego spojrzenia, jakie rzucał mu Jeremie.
– W dniu, w którym ojciec zabrał mnie na Lyoko, abyśmy byli bezpieczni przed ludźmi w czerni. Zaatakowały mnie potwory, ale ojciec nie mógł mnie chronić, bo nie był zwirtualizowany w ludzkiej formie. Poprowadził mnie do wieży, bym tam się schroniła… Ale potworów było zbyt wiele. Tak bardzo się bałam… wtedy pojawił się ten dziwny biały dym…
– Tak! To na pewno była Xilune! – potaknął Odd, rozpoznając istotę opisaną przez Aelitę.
– I… i potem…ojciec kazał mi wejść do wieży i z niej nie wychodzić. Wydawał się przerażony. W oddali rosła ogromna, czarna chmura… obok mojego ojca i mnie, u stóp wieży, biały dym nagle się wyparował, tworząc ludzką sylwetkę. Sylwetkę podobną do mojej. Potem zaczęła biec, a ja schroniłam się w wieży…
– Xilune skopiowała twój wygląd, żeby odwrócić jego uwagę! – wywnioskował Odd. – To prawdopodobnie tak oszukała Xanę, by nie wiedział, gdzie się ukrywasz!
– Może… Nie wiem. Nie widziałam, co działo się później. To wszystko było tak dawno temu…
Po długiej chwili namysłu Jeremie w końcu przerwał milczenie, by zareagować na rewelacje Odda:
– Jak mogłeś to wszystko trzymać dla siebie i nic nam nie powiedzieć?!
– No, ekhm… – bąknął zainteresowany, który myślał, że uniknie złości kolegi. – Właściwie Xilune powiedziała mi, że Xana jest jeszcze dość słaby, więc wystarczyło, że wyłączę Superkomputer i nigdy więcej go nie włączę…tak też zrobiłem i nic nienormalnego się potem nie działo, więc nic nie mówiłem. Gdyby nie to, Xana pewnie by jeszcze spał, gdyby Aelita nie włączyła niedawno Superkomputera, albo gdybyśmy go po prostu wyłączyli, zanim Xana został przywrócony…
– Śmiesz oskarżać Aelitę, ale gdybyś nie wskrzesił Xany, nie byłoby nas tutaj?!
– Nie, nie! Nie próbuję oskarżać Aelity, mówię tylko, że myślałem, iż rozwiązałem problem, wyłączając Superkomputer, tak jak kazała mi Xilune. Nie mogłem przewidzieć, że Aelita w końcu go włączy, tak jak Aelita nie mogła przewidzieć, że po mojej wizycie w Lyoko pod żadnym pozorem nie wolno go włączać.
– To nic nie zmienia! To, co zrobiłeś w Lyoko tamtej nocy, powinieneś nam o tym powiedzieć!
Aelita spróbowała uspokoić Jeremiego.
– Nie bądź dla niego taki surowy. Moce Xilune go przerosły, nie chciał tego, co się stało.
– Nie zrozumiałaś jego historii? Jeśli Xilune „niefortunnie” wskrzesiła Xanę, to w dużej mierze dlatego, że Odd tego PRAGNĄŁ! To była jego wola!
Nie mogąc zaprzeczyć temu oskarżeniu, Odd zwiesił głowę z zawstydzeniem, ale Aelita nie chciała pozwolić, by uraza zagościła w sercu jej ukochanego.
– Jeremie, zapominasz o pewnym szczególe: Xana ocalał, ponieważ służąc ukrytym pragnieniom Odda, Xilune nieświadomie dostarczyła naszemu wrogowi sposób na przeżycie, ale ty wiedziałeś o tym sposobie i też nam o tym nie powiedziałeś.
– To nie ma nic do rzeczy! – zripostował informatyk. – To, że wiedziałem o istnieniu wyjścia ewakuacyjnego dla Xany, nie sprzyjało jego wskrzeszeniu, w przeciwieństwie do wszystkich decyzji podjętych przez Odda! Zresztą, według tego, co Xilune powiedziała Oddowi, pierwotnie Xana nie przeżył: został całkowicie zniszczony przez mój program!
– To prawda – przyznała Aelita. – Ale tego nawet ty nie byłeś pewien, sam mi to wyznałeś. Nie mogłeś ustalić, czy Xana rzeczywiście został unicestwiony, czy w końcu znalazł sposób na przetrwanie przygotowany przez mojego ojca. Co więcej, możliwe, że „pragnienia” Odda, które doprowadziły Xilune do przypadkowego wskrzeszenia Xany, pozwoliły również mojemu ojcu powrócić do życia…
Jeremie został zbity z tropu tym stwierdzeniem, podczas gdy Odd wydawał się zmartwiony, bo bał się, że tak nie jest.
– Ekhm… Xilune mówiła mi, że ona też nie może wszystkiego… i że ludzkie życie jest znacznie trudniejsze do „zmiany” niż programy komputerowe. Nawet, jeśli udało jej się przywrócić Xanę do życia, nie jest pewne, czy mogła zrobić to samo z twoim ojcem.
– Czy w ogóle pomyślałeś o nim w tamtym momencie? – spytał Operator z pogardą.
– No, mniej więcej! – uparł się Odd. – Nie sądziłem, że mogę cokolwiek zmienić w tym, co mu się stało, bo Xilune powiedziała mi, że jej ostatni Zapis Świata był zbyt świeży. Tyle że została oszukana przez Xanę, co doprowadziło do wskrzeszenia naszego wroga. Ale, skoro tak, to może też „niefortunnie” przywróciła Franza Hoppera do życia?
Einstein chcicał odciąć się, że egoizm Odda mógł całkowicie przesłonić tragiczny los twórcy Lyoko, ponieważ chłopak dbał tylko o własne pragnienia, ale Aelita była przekonana, że Odd o nim pomyślał, nawet podświadomie:
– Jérémie, mówiłam ci, że włączyłam Superkomputer, bo czuję nieopisane wrażenie, które każe mi wierzyć, że mój ojciec wciąż gdzieś żyje w Lyoko. Kiedy wyłączyliśmy Superkomputer, nie miałam tego odczucia. Coś się więc zmieniło w międzyczasie. Jestem gotowa założyć się, że przyczyną jest to, co wydarzyło się między Oddem a Xilune.
– Może to tylko powrót Xany dał ci to błędne wrażenie – ostrzegł ją ukochany.
– Tego dowiemy się tylko szukając mojego ojca…
Nie chcąc sprzeciwiać się jej nadziejom, młody okularnik zostawił ostatnie słowo Aelicie, która chciała wszystkich postawić na równi:
– Krótko mówiąc, nie ma sensu kłócić się o to, kto ponosi większą odpowiedzialność za ponowne pojawienie się Xany: ty, Jeremie, wiedziałeś, że nasz wróg oraz mój ojciec być może przeżyli, ale wolałeś nic nie mówić. Xana rzeczywiście został zniszczony, ale przez nocną eskapadę Odda bieg czasu został zmieniony tak, że nasz zaginiony przeciwnik ostatecznie znalazł lukę. Odd wyłączył Superkomputer, gdy Xana był jeszcze słaby, ale ja, chcąc odnaleźć ojca, włączyłam go bez uprzedzenia, co doprowadziło do przywrócenia Xany. Widzicie, każde z nas odegrało mniej lub bardziej ważną rolę we wskrzeszeniu naszego wroga i dlatego wszyscy troje jesteśmy winni umożliwienia mu powrotu.
Skinieniem głowy Jérémie potwierdził wniosek Aelity, podczas gdy Odd wciąż wydawał się zakłopotany.
– Pytanie brzmi: jak ogłosimy to reszcie?
– Czy naprawdę trzeba im o tym mówić? – spytała różowowłosa dziewczyna.
– Byłoby to wskazane, tak – odpowiedział Jeremie. – Gdyby każdy z nas trojga wcześniej podzielił się swoim sekretem, nie bylibyśmy dzisiaj w tym miejscu.
– Wiem o tym – potwierdziła Aelita – ale w obecnej sytuacji uważam, że ujawnienie pozostałym waszego udziału w powrocie Xany tylko pomnożyłoby wyrzuty.
– Jak to?
– Yumi i Ulrich zrozumieli, że włączyłam Superkomputer, bo chciałam odnaleźć ojca, dlatego dość łatwo mi wybaczyli. Ale w waszym przypadku wątpię, by równie szybko wybaczyli powody waszych błędów: nostalgię i strach, by nie powiedzieć wprost: nieodpowiedzialność i tchórzostwo.
– Ulrich mnie zabije – przyznał Odd. – A Yumi będzie na mnie patrzeć tymi swoimi złymi oczami, jak wtedy, gdy robię jej żart, który jej się nie podoba…
– To prawda, nie mają łatwych charakterów – przyznał Jeremie. – Myślę, że nam też w końcu wybaczą.
– Oczywiście – przyznała Aelita. – Nie jesteśmy przyjaciółmi bez powodu i wiedzą, że my też bylibyśmy gotowi im wybaczyć, gdyby popełnili takie błędy. Niemniej jednak, wyjawiając im waszą część odpowiedzialności, musielibyśmy znosić napiętą atmosferę przez pewien czas, a to nie jest dokładnie to, czego teraz potrzebujemy. Skoro Xana wrócił, musimy trzymać się razem tak mocno, jak to możliwe. Dlatego lepiej będzie zachować sekret do czasu, w którym przekazanie tych informacji nie okaże się konieczne.
– Niektórzy mają jednak trudności z dochowywaniem tajemnic – stwierdził surowo Jeremie.
– O czym ty gadasz?! – spytał urażony Odd, czując się słusznie wywołanym do tablicy. – Potrafię doskonale dotrzymywać tajemnic!
– Piękna Islandka szybko zmieniłaby twoje zdanie – odparł ironicznie jego kolega, ponieważ Odd pokazał kiedyś laboratorium w fabryce pięknej korespondentce Sissi, by ją uwieść.
– Bzdura!
– Jeśli chcecie – zaproponowała Aelita, której właśnie wpadł do głowy pomysł – możemy zawrzeć pakt, by mieć pewność, że nasz sekret będzie dobrze strzeżony.
– Pakt krwi? – spytał z entuzjazmem Odd. – Klasa! Ma ktoś nóż?!
– … myślałam raczej o pakcie pocałunku – sprecyzowała dziewczyna, uśmiechając się złośliwie.
– Na czym to polega? – zaniepokoił się Jeremie.
– Uczestnicy muszą się pocałować, by uroczyście przysiąc ochronę tajemnicy.
– Ale to bez sensu… – skomentował informatyk.
– Musimy cię pocałować, żeby przypieczętować pakt? – spytał Odd, zdziwiony wyjaśnieniami Aelity.
Różowowłosa dziewczyna przytakuje.
– Mi to pasuje! – aprobował chłopak, podskakując na łóżku.
– No nie, to niedorzeczne – stwierdził Jeremie. – Co ma wspólnego całowanie się z tajemnicą?
– To symboliczne – odpowiedziała Aelita. – Poza tym, jeśli niefortunnie sekret wyjdzie na jaw, wszyscy będą wiedzieć, kto kogo całował, więc lepiej, żeby sekret pozostał sekretem.
– Nadal nie widzę w tym sensu – uparł się jej ukochany.
– Albo to, albo pakt krwi – zagroziła dziewczyna, biorąc informatyka za ręce, bo wie, że on nie odważy się naciąć skóry ostrzem.
– No dobrze, dobrze, niech będzie…
Aelita zbliżyła się do twarzy Jérémiego, rumieniąc się; on również zaczerwienił się, ale połączył swoje usta z ustami swojej księżniczki.
– Wow! To był pocałunek na co najmniej 300 IQ! – zażartował Odd, podczas gdy Aelita zbliżyła się do niego i czule go pocałowała.
– To z pewnością obniża średnią – skomentował Jeremie, któremu zdecydowanie nie podobał się widok partnerki całującej kogoś innego.
Dziewczyna oderwała się od Odda i z entuzjazmem kontynuowała:
– Teraz wy! – ogłosiła swoim dwóm przyjaciołom.
– Co?!
– O nie!!
– Tak, tak, tak! – ciągnęła Aelita. – Wy też musicie się pocałować, żeby przypieczętować pakt!
– Nie ma mowy, żebym całował Einsteina! – krzyknął Odd.
– Nawet się do mnie nie zbliżaj! – dodał Jérémie.
Aelita wzięła Odda za rękę:
– Odd, pamiętasz, jak opowiadaliśmy sobie sekrety i zapytałam cię, co osobiście sądzisz o Jeremiem, co mi wtedy odpowiedziałeś?
– Nie wiem, o czym mówisz! – udawał fioletowy kot, kręcąc głową.
– Ach tak, przypominam sobie: powiedziałeś mi, że uważasz Jeremiego za „całkiem uroczego bez okularów”…
– Nie musiałaś tego powtarzać! – zdenerwował się Odd. – I powiedziałem to tak po prostu, nie myśląc o tym naprawdę!
– Ach, uspokoiłeś mnie… – odetchnął Jeremie, niemniej jednak zaniepokojony.
– A jednak – ciągnęła Aelita, biorąc również rękę Geniusza. – Myślę, że Odd był całkowicie szczery. A co do ciebie, Jeremie, kiedy zapytałam cię o Odda, jaka była twoja odpowiedź?
– To bez znaczenia – odparł uczeń w okularach.
– No powiedz nam, nie wstydź się! – naciskała go ukochana.
Jeremie przewrócił oczami:
– Odpowiedziałem ci, że nie rozumiem, dlaczego Odd ma takie powodzenie u dziewczyn, skoro sam wygląda jak dziewczyna. Otóż to.
– No dzięki, to miłe! – odpowiedział Odd, udając obrażonego.
– To było powiedziane z pełną neutralnością – zapewnił jego kolega.
Aelita zbliżyła ich dłonie do siebie.
– Ważne jest to, chłopcy, że będziecie musieli przypieczętować pakt, więc odłóżcie na bok spory, przełknijcie dumę, pogódźcie się z tym i pocałujcie się!
– No dobrze! – rzucił Odd z przekonaniem. – Ale to zostaje między nami!
– To jest właśnie zasada tajnego paktu – potwierdziła Aelita.
– Nie, nie! Nie zgadzam się! Nie zgadzam się! – sprzeciwił się Jeremie, wycofując rękę. – Nie chcę całować Odda! Przestańcie świrować!
– No weź, Jeremie, tylko sekunda, żeby zrobić mi przyjemność! – nalegała Aelita, przyglądając mu się swoimi wielkimi, zielonymi oczami.
Odd odwrócił się do niej, nagle zdając sobie sprawę z jej intencji.
– Ach, o to chodzi, marzyłaś o tym, żeby zobaczyć, jak się całujemy!
– Nawet o tym nie myślcie! – podtrzymywał Jeremie. – Zresztą, kładę się spać, więc proszę was o opuszczenie mojego pokoju!
Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Aelita pocałowała go po raz kolejny, wywołując ten lekki efekt paraliżu i ekstazy, jaki znamy z jej niespodziewanych pocałunków, po czym usadziła go na krześle biurowym.
– Musimy jednak doprowadzić do przypieczętowania tego paktu! – uparła się dziewczyna, starając się trzymać ręce Jeremiego za jego plecami, za oparciem krzesła.
Ten nagle odzyskał przytomność umysłu, zdając sobie sprawę zbyt późno, że Odd zdejmuje mu okulary, zanim usiadł mu na kolanach… Jeremie usłyszał tylko głos Aelity szepczący mu do ucha, by go uspokoić:
– To zajmie tylko sekundę…
Mając ręce unieruchomione za plecami, Geniusz zrozumiał, że nie może się szarpać, więc wstrzymał oddech, gwałtownie zamykając oczy w momencie, gdy Odd chwycił go za policzki, by go pocałować.
Minęła nieokreślona liczba sekund, po czym chłopak puścił swoją ofiarę, a Aelita w końcu uwolniła ukochanego:
– No i proszę! – podjęła, zadowolona ze swojego zagrania. – To nie było takie skomplikowane!
– Absolutnie nic nie poczułem – powiedział Jeremie, energicznie wycierając usta.
– Chcesz, żebyśmy powtórzyli? – spytał go Odd dla żartu. – Poza tym jesteś kłamcą: jesteś czerwony jak pomidor!
– Z tego, co widziałam – sprecyzowała Aelita, która nie uroniła nic z tej sceny – obaj się zaczerwieniliście. Zresztą, to było przeurocze…!
– Tak, cóż – przyznał Jeremie. – Powiedzmy, że to doświadczenie potwierdza moją opinię o wyglądzie Odda. Moglibyście już wyjść, żebym mógł spróbować zapomnieć o tym, co się właśnie stało?
– Jak można zapomnieć o czymś takim!? – zażartowała Aelita, by jeszcze bardziej podroczyć się z Jeremiem. – … masz rację, powinnam była zrobić zdjęcie! To oznacza, że będziemy musieli powtórzyć…
Nie chcąc sprawdzać, ile prawdy jest w żarcie Aelity, Odd skierował się do wyjścia.
– Dobra, wracam do łóżka, zanim zrobi się naprawdę niezręcznie! Dobranoc wam obojgu!
Gdy Odd się wymknął, Aelita ponownie wzięła Jeremiego w ramiona, uprzejmie go przepraszając:
– …Nie gniewasz się na mnie zbyt mocno?
Młody okularnik wydawał się wciąż urażony tym, że jego ukochana, która twierdziła, że nie chce już spotykać się z Oddem, niemniej jednak skorzystała z tej okazji, by go pocałować. Znał ją jednak na tyle dobrze, by domyślić się, że w rzeczywistości chciała podroczyć się konkretnie z nim.
– Tak, ale przyznaję, że jesteś straszna w swoich intrygach… – przyznał, ponieważ ta gierka, której Aelita poddała swoich dwóch przyjaciół, służyła w rzeczywistości jedynie do pokazania Jeremiemu, że wszystko, co mogła przeżyć z Oddem, nigdy nie osiągnie głębi uczuć, jakie żywi do swojego prawdziwego ukochanego.
Nastolatka spędziła dłuższą chwilę przytulona do wybranka swojego serca, ale nadszedł czas, by się rozstali.
– Szkoda, że Kadic nie zezwala na pokoje koedukacyjne – ubolewała. – Mogłabym wprowadzić się do ciebie, do tego pokoju…
To stwierdzenie sprawiło, że Jeremie podskoczył.
– Co?! Ekhm… Dlaczego chciałabyś, żebyśmy razem zamieszkali?
– Ponieważ administracja poinformowała mnie, że niedługo będę musiała dzielić mój obecny pokój z nową uczennicą.
Autorka: Nelbsia
Tłumaczenie: Shikari















