Odcinek 99: Osobliwe Halloween panny Aelity (rozdział 4)

Przez kilka tygodni Wojownicy Lyoko musieli godzić życie licealistów z tajnymi misjami w wirtualnym świecie. Franz Hopper wciąż pozostawał nieuchwytny, ale Aelita nie straciła optymizmu, zakładając, że jej ojciec ukrywał się celowo, aby uniknąć wykrycia przez Xanę.

Pomimo obecności Williama, który znacznie wzmocnił drużynę, oraz szybkiego postępu Naxxyi i jej stosowaniu się do rad bardziej doświadczonych sojuszników, ich drużyna była systematycznie niszczona podczas ataków Xany. Działo się tak, ponieważ ich skromna siódemka musiała radzić sobie ze szkodliwymi skutkami w świecie rzeczywistym, jednocześnie walcząc z wirtualnymi potworami w Lyoko. Po zakończeniu każdej z tych bitew ocalałych wojowników było zbyt mało, by mogli mieć nadzieję na wyprawę do Sektora Piątego– miejsce to było bowiem od tamtej pory ściśle pilnowane przez ich wroga, o czym przekonali się podczas licznych prób wejścia do środka.

Jednak tego dnia nasi bohaterowie myśleli o czymś zupełnie innym: tego wieczoru w Kadic miał odbyć się konkurs na najlepsze przebranie na Halloween, dlatego uczniowie ustawili się w kolejce przed salą gimnastyczną do zapisów.

— Czyj to był pomysł? — zapytał Jérémie, który dał się w to wciągnąć wbrew sobie.
— Nie mój — odpowiedział William — ale i tak go popieram.

— To był mój pomysł! — oświadczył Odd. — I tylko mi nie dziękujcie! Dla waszej wiadomości: zwycięzca zgarnia bilety VIP na najbliższy koncert Subdigitals!
— Odd, wiesz przecież, że mogę dostać te bilety, jeśli ładnie ich poproszę? — przypomniała mu Aelita.
— Jak to? — spytała zainteresowana Naxxya. — Znałaś ich?
— Tak, Aelita to „młody talent” odkryty przez Subdigitals, więc ma pewne “chody” — wyjaśnił Jérémie.
— Na punkcie którego z tej trójki szalałaś? — zaśmiała się Aelita, pytając swoją współlokatorkę.
— Co? Nie, wcale nie! — obroniła się Olbrzymka. — Po prostu uczyłam się grać na perkusji z ich albumów i bardzo chciałabym porozmawiać chwilę z Chrisem.
— Aha, więc to Chris! — podjęła rozbawiona koleżanka. — Okej, ogarnę wam małe spotkanie sam na sam…
— Tylko po to, żeby porozmawiać! — powtórzyła Naxxya. — I poprosić go o kilka rad.

— „Och, Chriiis… nauczysz mnie, jak trzymać pałeczki?” – William przybrał przymilny głos, żeby się z niej droczyć:
— Weź się wypchaj…! — wściekła się olbrzymka, podczas gdy jej koledzy wybuchnęli śmiechem, z wyjątkiem Odda, który stanął w jej obronie.
— Przestańcie jej dokuczać! — zaprotestował. — Chciała tylko porozmawiać o muzyce, żeby robić postępy, a wy podcięliście jej artystyczne skrzydła!
— Czyżbyś był zazdrosny o Chrisa? — spytał go William; zwykle Odd nie był ostatnim do wyśmiewania się z przyjaciół.
— Głupek! — obraził się fioletowy kot. — On jest dla niej o wiele za stary!

Zostawiając kłócących się kolegów, Yumi życzliwie poinformowała Naxxyę:
— Jeśli bałaś się, że Aelita zaaranżuje ci randkę z Chrisem, zapytaj raczej Jima. To jego wujek.
— Jim… Pan Morales? — zdziwiła się.

— Nas też to zaskoczyło, kiedy się dowiedzieliśmy — potwierdziła Japonka.

W tym momencie przeszła obok nich Sissi w towarzystwie Herve’a i Nicolasa. Odd wykorzystał okazję, by wbić im szpilę:
— O, proszę, oto trójka, która nie potrzebuje kostiumów na ten konkurs!

Córka dyrektora Kadic zatrzymała się na chwilę, zaciskając pięści, podczas gdy Herve poradził jej, by zignorowała słowa chłopaka. Ruszyli dalej, bez słowa.

Naxxya, która już kilkakrotnie zauważyła złośliwą satysfakcję, z jaką Odd rzucał zaczepki w stronę akurat tych trzech uczniów, zapytała go:
— Dlaczego atakujesz ich za każdym razem, gdy ich mijamy? Jesteście wrogami?
— Niezupełnie — odpowiedział jej kolega, nieco poirytowany brakiem reakcji ze strony przeciwnika. — Zazwyczaj to Sissi zaczyna dogryzać i odbijamy piłeczkę, ale od pewnego czasu nawet na nas nie patrzy. To dziwne.
— Moim zdaniem — kontynuowała Aelita — dość ciężko zniosła widok Ulricha i Yumi razem.
— To trwa już prawie dwa miesiące — westchnął Odd. — Czas, żeby się przyzwyczaiła.
— Nie masz pojęcia, co ona mogła czuć — odpowiedziała chłodno Yumi.
„Co ona mogła czuć”? — powtórzył fioletowy kot z mało przekonaną miną. — Przypomniałem ci, że Sissi zadzwoniła do moich rodziców, żeby im powiedzieć, że psy były w Kadic zakazane! Ta dziewczyna nie ma serca! Nic a nic nie czuje!
— Jeśli tak to widziałeś — zripostowała Japonka — to raczej ty nic nie czułeś. W końcu skąd taki Don Juan jak ty miałby wiedzieć, jak to jest przeżyć zawód miłosny?
— Mylisz się! Złamane serca przytrafiały się nawet najlepszym z nas! Prawda, William?
— Och, zmartwiłeś się o mnie — odpowiedział zainteresowany. — Mój letni trening pozwolił mi nauczyć się panować nad uczuciami.

Odd wybuchnął śmiechem:
— Haha! Posłuchajcie go, z tym jego sercem z kamienia! Więc stałeś się nieczuły na miłość?

— Absolutnie — potwierdził wysoki, tajemniczy chłopak z kamienną twarzą. — Moje godziny ukierunkowanej medytacji nauczyły mnie skupiać się na celach ważniejszych niż pociąg do innych.
— No jasne! — zaśmiał się kot. — Założę się, że nawet ja mógłbym cię uwieść!

Za nimi nauczyciel odpowiedzialny za przyjmowanie zgłoszeń zaczął się niecierpliwić:
— Khem, khem.
Odd odwrócił się pospiesznie:
— …Tak, dzień dobry, przyszliśmy zapisać się na konkurs!

Jego przyjaciele stłumili wybuch śmiechu, podczas gdy nauczyciel podał im długopis:
— Wpiszcie tutaj swoje nazwiska — wyjaśnił im. — W rubryce po prawej stronie wpiszcie „tytuł” swojego przebrania. Proszę, oto wasze opaski uczestników.

Dał każdemu po opasce. Jeremie wziął swoją trochę niechętnie; ten gadżet wydał mu się groteskowy:
— Musimy to nosić? — zapytał okularnik.
— Tak, dzięki temu jury może rozpoznać uczestników… O! Panno Stones! Nie poznałem pani! W pani przypadku noszenie opaski jest zbędne!

Aelita uśmiechnęła się nieśmiało, zawstydzona komplementem.
— Życie gwiazdy nie było łatwe, co? — Yumi zaczęła się z nią droczyć.
— Mógłbym zagrać jako support na twoich koncertach? — dodał William.
— Nie przymilaj się za bardzo — odpowiedział mu Ulrich, zapinając opaskę.— Kiedy stanie się bogata i sławna, nawet nie będzie o nas pamiętać.

Podczas gdy Aelita śmiała się z docinek kolegów, Naxxya nacisnęła przycisk znajdujący się z boku jej opaski i skierowała ją w stronę ściany, wyświetlając miniaturowego ducha:
— O? Wasze opaski też świecą? — zapytała.
— Tak — potwierdził pracownik. — Możecie zresztą kręcić tarczą, aby wybrać kształt, który się pojawi: dynia, duch, nietoperz…
— Ale czad! — wykrzyknął Odd, wypróbowując wszystkie kształty.

— Tylko nie wchodźcie z tym do wody — powiedział mężczyzna, zapraszając kolejnych uczniów do podejścia.

Wychodząc z sali gimnastycznej, Wojownicy Lyoko zobaczyli, że większość uczniów zakładała opaski i kierowała się albo w stronę bramy Kadic, albo do akademików.
— Wygląda na to, że konkurs cieszy się dużym powodzeniem — zauważył Jeremie. — Spójrzcie: wszyscy wracają do siebie, żeby przygotować kostiumy.
— Co oznacza, że świetlica szkolna powinna być wolna — wnioskował Ulrich. — Co powiecie na piłkarzyki?
— Nie boisz się, że dostaniesz łomot po raz drugi? — zapytała go Yumi z uśmiechem.
— Ach, no tak, przecież musimy rozegrać rewanż! — przypomniał sobie William.

Aelita odwróciła się do Jeremiego:
— Jaki był wynik pierwszego meczu?
— 10 dla Yumi i Naxxyi, 8 dla Ulricha i Williama.

Gdy siedmioro licealistów weszło do świetlicy, Odd zauważył, że przed telewizorem nikogo nie było:
— Kreskówki są moje! — wykrzyknął, wskakując na kanapę.

Ulrich, William, Yumi i Naxxya stanęli po obu stronach stołu do piłkarzyków.
— Jesteście gotowi? — zapytał Jeremie przed wrzuceniem piłeczki.
— Dobra, oczekuję czystej gry ze strony obu drużyn i niezbyt wielu seksistowskich żartów, dobrze, William?
— Głupek! — odpowiedział Will. — To Odd!
— Tak, ale wy dwaj się śmialiście! — dodała Yumi, oskarżając swoich przeciwników.
— O nie, ja ani razu! — obronił się Ulrich.
— Za to Naxxya miała uśmiech na ustach, jak tylko Odd rzucił jakiś tekst!
— Ty też! — zripostowała Olbrzymka. — Powstrzymywałeś się od śmiechu wyłącznie z szacunku dla Yumi, bo z nią chodzisz!

Aelita podskoczyła w miejscu z podekscytowania:
— Napięcie wyczuwalne jeszcze przed pierwszym gwizdkiem!
— W KAŻDYM RAZIE! — zainterweniował Jeremie. — Zakaz faulowania pod stołem, zakaz kręcenia „kołowrotków” i tym podobnych zagrywek, znacie zasady, niech mecz się rozpocznie…
— …i niech wygrają lepsi! — skończyła różowowłosa dziewczyna, która subtelnie wybrała swoją stronę.

Podczas gdy mecz trwał w najlepsze, Odd spokojnie oglądał swój serial, gdy nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł.

Przyjrzał się kolejno swojej opasce z halloweenowego konkursu, potem telewizorowi, po czym zawołał Jeremiego:
— Einstein! Możesz podejść na sekundę?
— Idź — powiedziała Aelita. — Przejmę sędziowanie.

Jeremie dołączył do swojego kolegi:
— O co chodzi?
— Chyba znalazłem rozwiązanie naszych problemów! — stwierdził Odd. — Patrz uważnie!

Informatyk popatrzył na ekran telewizora: — Znowu ten durny serial?
— Widziałeś tamtych bohaterów? — zapytał go Odd. — Z pozoru zwykli śmiertelnicy, tacy jak ty i ja!
— Owszem…
— Za chwilę pojawi się przed nimi potwór!… O! Był!
— Rzeczywiście, był bardzo brzydki — potaknął Jeremie. — O rany, ależ im dokopał, tym twoim bohaterom…
— Dokładnie! — podkreślił Kot. — Bohaterowie mieli kłopoty! A teraz obserwuj ich uważnie! Uwaga…

W tym momencie postacie wyciągnęły dziwne bransolety, nacisnęły kilka przycisków, wymachując ramionami, i zyskały kolorowe zbroje dające im supermoce.

— Widziałeś to?! — zapytał podekscytowany Odd.
— Niestety tak — ubolewał jego przyjaciel, wracając do piłkarzyków.

Fioletowy kot dogonił go: — Nie, weź pomyśl! Gdybyśmy my też mogli bronić się z pomocą naszych mocy, kiedy Xana atakuje nas na Ziemi, nie uważasz, że to ułatwiłoby to nam życie?

Jeremie zaczął rozumieć zamysł Odda i pogrążył się w myślach.
— Przyznam, że o tym nie pomyślałem…
Oczy kota błyszczały:
— A gdybyś zrobił nam opaski, które pozwalałyby aktywować nasze moce z Lyoko na Ziemi?

Ulrich podniósł głowę:
— Za dużo telewizji — zarzucił swojemu współlokatorowi.
— Raaaaah! — zdenerwował się William, gdy jego partner z drużyny przepuścił kolejnego gola. — No niech to, Ulrich! Skup się na meczu!

Aelita dołączyła do Jeremiego, by go zapytać: — Myślisz, że pomysł Odda jest wykonalny?

Mózg grupy podrapał się po głowie:
— Cóż… opierając się na zasadzie Translacji, powinno to zadziałać, dopóki pozostawalibyśmy w pobliżu Superkomputera. A jeśli chodzi o komponenty, można znaleźć to, co będzie nam potrzebne, w fabryce. Chciałabyś, żebyśmy poszli zrobić kilka prób w laboratorium?
— W porządku — zgodziła się różowowłosa dziewczyna. — Wykorzystamy okazję, by dokończyć nasze kostiumy z dala od wścibskich oczu.

Podczas gdy Jeremie i Aelita opuścili świetlicę, by udać się do fabryki, Naxxya zapytała:
— Czym jest ta „Translacja”?
Yumi szybko wyjaśniła jej to pojęcie, jednocześnie kontrolując piłeczkę:

— To był rodzaj odwróconej wirtualizacji, która pozwalała nam przechodzić z wirtualnego świata do rzeczywistego z zachowaniem naszych mocy… tak! 8 do 7!

Odd zdziwił się, słysząc wynik:
— Chłopaki? Znowu daliście się ograć?!

Ulrich obwinił swojego partnera:
— To William, cały czas strzelał w ludziki…
— Nie szukaj wymówek — odpowiedziała mu Yumi. — Naxxya w obronie to prawdziwy mur. — No tak, radziła sobie nienajgorzej — przyznał Will. — ale prawdziwy problem leżał raczej w naszej obronie: Ulrich, byłeś bezużyteczny, bo stałeś naprzeciwko Yumi!
— Wcale nie! — krzyknął Samuraj, podczas gdy jego kolega go wyminął. — Zamieńmy się miejscami, może pokażesz nam, na co naprawdę cię stać!

Yumi straciła cierpliwość: — Grajcie wreszcie, zamiast gadać!

Pięć minut później zwycięzcy świętowali swój sukces:
— Jesteśmy mistrzami! Jesteśmy mistrzami! — śpiewali William i Ulrich, którzy ostatecznie wygrali mecz 10 do 8.
— Przepraszam, Yumi — przeprosiła Naxxya. — Pod koniec nie mogłam się skupić.
— Nic nie szkodzi — odpowiedziała Japonka. — Wygramy decydujący mecz.

Odd skierował się w stronę wyjścia:
— Dobra! Idę przygotować swój kostium! Do zobaczenia później!
— Ja też idę — dodał Ulrich, udając się w jego ślady. — Spotkamy się przed salą gimnastyczną.
— Dobra — potwierdziła Yumi. — Naxxya, wybywam do siebie, potrzebujesz czegoś do swojego kostiumu?

— Nie, jest dobrze — odpowiedziała Olbrzymka. — Mam w pokoju to, co trzeba.
— Do wieczora w takim razie! — odpowiedziała jej koleżanka.

Będąc już uczniem dochodzącym, William poszedł tą samą drogą co Gejsza, opuszczając teren placówki:
— Przestań za mną chodzić! — zażartowała dziewczyna.
— To ty chodzisz za mną! — zripostował chłopak. — I założę się, że to dlatego, że boisz się spacerować sama w Halloween!
— Nie martw się — odpowiedziała ironicznie. — Jeśli spotkamy pająki, obronię cię!

Później, w fabryce, Jeremie i Aelita skończyli montaż nowych opasek, które miały pozwolić im na używanie wirtualnych mocy w świecie rzeczywistym.
— W gruncie rzeczy było to dość proste do zrobienia — zauważyła dziewczyna, zdejmując z nadgarstka urządzenie, które właśnie wypróbowała.
— Część programistyczna zajęłaby więcej czasu, gdybyśmy nie znali już procesu Translacji — skomentował jej ukochany — a jeśli chodzi o komponenty, mieliśmy szczęście, że mieliśmy tutaj wszystko, czego nam było trzeba. Pomyślałem, że zrobię kilka sztuk na zapas, tak na wszelki wypadek.
— Te sześć na razie wystarczy — podsumowała dziewczyna, odkładając swoją opaskę do walizki z pięcioma pozostałymi.
— Tak, pozostało tylko wgrać do nich programy Lyokomorfingu — sprecyzował informatyk, ponieważ prototyp, który jego ukochana właśnie przetestowała, miał już tę funkcję.
— Możesz się tym zająć, gdy ja założę mój kostium na dzisiejszy wieczór? — poprosiła Aelita, która nie mogła się doczekać, by pokazać swój strój ukochanemu.
— Nie ma problemu — odpowiedział jej Jeremie, patrząc na zegarek. — Mamy jeszcze trochę czasu..

Dziewczyna zeszła do sali skanerów, by się przebrać, podczas gdy okularnik podłączył opaski do komputera, aby przenieść programy.

— No i dobra, zrobione— powiedział do siebie, myśląc wtedy o szybkim założeniu swojego przebrania, by zaskoczyć Aelitę, kiedy ta wróciła do laboratorium.

Zdjął więc sweter, odsłaniając biały T-shirt usiany sztucznymi plamami krwi, po czym założył maskę Hannibala Lectera. Nagle jednak ekran komputera zaczął pikać, sygnalizując aktywowaną wieżę. Jeremie nie miał czasu zareagować: ciemna błyskawica wystrzeliła z jego halloweenowej opaski i powędrowała wzdłuż ramienia aż do ucha, xanafikując go.

W tym samym momencie Aelita, w swoim kostiumie czarownicy, który spersonalizowała kilkoma różowymi detalami, wróciła z sali skanerów: — I jak? Jak wyglądam? — zapytała z uśmiechem.

Jérémie odwrócił się do niej i odpowiedział przerażającym głosem: — Apetycznie!

Nastolatka dostrzegła wtedy symbol Xany w oczach ukochanego i krzyknęła głośno, po czym uciekła do windy, której drzwi zamknęły się w ostatniej chwili. Spieszyła się, by opuścić fabrykę i przebiec przez most, ale podnosząc metalową płytę, dostrzegła Jeremiego, który wybiegł z budynku i pędził w jej stronę. Aelita pospieszyła się, by zejść do kanałów, gdzie złapała deskorolkę, próbując zgubić prześladowcę, jednak xanafikacja znacznie zwiększyła prędkość biegu wściekłego blondyna. Gdy ten miał już dopaść swoją ofiarę, dziewczyna w ostatniej chwili wykonała trik na deskorolce, którego nauczył ją Odd, przeskakując nad ściekami, podczas gdy Jeremie w nie wpadł.

Martwiąc się o los ukochanego, licealistka zatrzymała się, by upewnić się, czy wypłynął na powierzchnię. Kiedy jednak podeszła lękliwie do ścieków, które właśnie przeskoczyła, ręka chłopca wyłoniła się z toni i chwyciła krawędź, zaskakując dziewczynę, która wzięła nogi za pas.

Wychodząc z kanałów w lesie otaczającym Kadic, Aelita usłyszała przeraźliwe krzyki i dostrzegła uczniów w halloweenowych kostiumach, którzy krążyli wokół, warcząc. Dziewczyna schowała się za drzewami, by pozostać niezauważoną, i skierowała się w stronę liceum, gdzie miała nadzieję znaleźć swoich towarzyszy. Wydłużony cień, jaki rzucała między drzewami z powodu zachodzącego słońca, zdradził ją, przyciągając uwagę kilku zxanafikowanych gimnazjalistów, którzy ryczeli, rzucając się w pogoń za nią. Aelita rzuciła się do ucieczki, przerażona zbliżającymi się krzykami uczniów, gdy nagle usłyszała głos tuż obok swojej kryjówki:
— Pst! Aelita! Tędy!

Dziewczyna odwróciła się i dostrzegła budkę ogrodnika z uchylonymi drzwiami. Pospieszyła się, by schronić się w środku, odetchnąwszy z ulgą na widok Yumi, która ukrywała się w ciemnościach.
— Jeremie został zxanafikowany! — szepnęła Aelita, chowając się za przyjaciółką przebraną za wampira. — Musimy iść po resztę, ale oni też mogli być…

— Na razie poczekajmy, aż gimnazjaliści sobie pójdą — odpowiedziała Japonka, która nadal obserwowała otoczenie przez szparę w drzwiach.
— Zostawiłam telefon w fabryce, kiedy się przebierałam. Nie masz swojego przy sobie, żebyśmy spróbowały wezwać posiłki?
— Moja sukienka nie ma kieszeni, ale słońce zaraz zajdzie, wykorzystamy to, żeby wyjść niezauważone.

Aelita rozejrzała się wokół, by wybrać jakieś narzędzie, które mogłoby posłużyć jej za broń do obrony, gdy nagle dostrzegła metalową płytę. Jej odbijająca powierzchnia sprawiła, że dziewczyna z przerażeniem uświadomiła sobie, iż obok jej własnego odbicia brakowało odbicia Yumi…

Sparaliżowana strachem dziewczyna odwróciła się powoli w stronę koleżanki, która uśmiechnęła się do niej szeroko, pokazując wampirze kły:
— Nie martw się, w końcu sobie poszli…

Aelita spróbowała się cofnąć, ale Yumi chwyciła ją za nadgarstki, odsłaniając swoje prawdziwe intencje:
— …A jak tylko sobie poszli, twoja krew została moja!

Wojowniczka Lyoko szarpnęła się i krzyknęła, wzywając pomocy, ale zxanafikowana Japonka trzymała ją mocno i zamierzała ugryźć, gdy nagle drzwi chatki otworzyły się na oścież. Oślepiające światło zachodzącego słońca wyrwało z gardła Yumi krzyk bólu, zmuszając ją do puszczenia ofiary i skrycia się w ciemnym kącie szopy.
— Aelita? Wszystko w porządku? — zapytał ją William, przebrany za wilkołaka.

Nastolatka wciąż była przerażona jego pojawieniem się, więc chłopak cofnął się, rozkładając ręce, by pokazać koleżance, że nie musiała się go obawiać:
— Nie bój się, to był tylko kostium! Nie zostałem zxanafikowany!

Yumi nagle wydała z gardła syk, co zmusiło Aelitę do wyjścia z chatki. Dziewczyna odkryła w trawie kilku przebranych gimnazjalistów leżących bez przytomności. — To oni mnie zaatakowali — zapewnił Will. — Musiałem ich trochę ogłuszyć.

Jego towarzyszka wreszcie uspokoiła się, trafiając na kogoś, kto nie jest pod kontrolą wroga: — Jeremie i Yumi są kontrolowani przez Xanę. Masz jakieś wieści o reszcie?

— Nie, ja wracałem do Kadic na konkurs, potem wyczułem atak Xany, więc chciałem iść do kanałów, żeby dotrzeć do fabryki, kiedy usłyszałem twój krzyk.

— Liceum musi być pełne zxanafikowanych uczniów, powinniśmy pójść do fabryki we dwoje spróbować dezaktywować wieżę. Mam nadzieję, że reszta do nas dołączy, jeśli nie są już pod wpływem naszego wroga…

William potaknął i oboje pobiegli w stronę lasu:
— Jak Xana zdołał zxanafikować tylu uczniów? Byłaś z Jeremiem, kiedy Xana przejął nad nim kontrolę?
— Nie, przebierałam się, wróciłam tuż po tym…co do Yumi, myślę, że w rzeczywistości była już zxanafikowana, kiedy ją znalazłam…

Były wojownik Xany rzucił okiem na horyzont:
— Słońce zaszło, Yumi na pewno nie wyjdzie z chatki, żeby nas gonić.
— Jeremie wciąż musi na nas czekać w kanałach — dodała Aelita, po czym zauważyła, że William przestał iść.
— O co chodzi? Dlaczego się zatrzymujesz?

Jej kolega wydaje się już jej nie słyszeć, stoi nieruchomo z głową uniesioną ku ściemniającemu się niebu, mimo blasku bijącego z góry. Jego niedowierzająca towarzyszka również podnosi głowę i dostrzega między liśćmi drzew oświetlający ich księżyc w pełni.

— O nie…

William zaczyna się trząść, wydając zduszone warknięcia, podczas gdy jego mięśnie puchną, futro jeży się na ciele, a jego kostium zaczyna się zlewać z ciałem wstrząsanym transformacją. Rozumiejąc, że jej przyjaciel z kolei został zxanafikowany, Aelita uciekła ile sił w nogach przez las, by dotrzeć do Kadic i znaleźć kogoś, kto byłby w stanie towarzyszyć jej w Lyoko. Długie wycie za jej plecami potwierdzało, że William ruszył w pogoń za nią.

Kiedy udało jej się wejść do akademika, dziewczyna ucieszyła się, że teraz nie ma tam żadnego zxanafikwanego ucznia, jednak niepokój ogarniał ją w miarę wchodzenia po schodach. Docierając na piętro chłopców, wzdrygnęła się na widok Milly i Tamiyi stojących nieruchomo na końcu korytarza, ubranych w identyczne, dziecięce, niebieskie sukienki.

Aelita przypatrzyła im się przez chwilę, po czym dwie gimnazjalistki deklarują:
— Witaj Aelita… Chodź pobawić się z nami… Chodź pobawić się z nami, Aelita… Na zawsze…

Makabryczna wizja wkradła się do umysłu licealistki, która nie potrafiła nawet krzyknąć, sparaliżowana tym przebłyskiem horroru pokazującym ciała Milly i Tamiyi wypatroszone toporem. Ich niebieskie sukienki były tak samo splamione krwią jak ściany korytarza, podczas gdy dwie dziewczynki powtarzały w kółko bez końca:

— Na zawsze… Na zawsze…

Kolejne wycie rozniosło się echem po budynku. Aelita odzyskała zmysły i uświadomiła sobie, że na korytarzu nie ma krwi i że nie ma tam ani Milly, ani Tamiyi. Pobiegła do pokoju Odda i Ulricha, pogrążonego w ciemności, gdzie dostrzega nieruchomą sylwetkę kota siedzącego na krześle przed biurkiem.

— Odd! — krzyknęła Aelita, wierząc, że jej przyjaciel ukrywał się w ciemnościach, aby uniknąć wykrycia przez innych uczniów nawiedzających placówkę. — Potrzebuję twojej pomocy! Reszta została zxanafikowana!

Jej kolega odwrócił się powoli, obracając krzesło, ukazując swój kostium i makijaż Billy’ego, przerażającej marionetki z serii filmów Piła.

— Dobry wieczór, Aelita… Zagrajmy w grę… Nazywa się: „Ulrichstein chce cię złapać”!

Przerażona dziewczyna cofnęła się powoli w stronę drzwi, ale Ulrich ukrył się za nimi. Odwróciła się i odkryła go przebranego za Frankensteina. Ten uniósł ku niej swoje ogromne dłonie, oświadczając potwornym głosem:

— Ulrichstein… chce… się bawić!

Aelicie udaje się go wyminąć, by uciec na korytarz. Zaczęła tracić nadzieję na znalezienie kogoś, kto nie byłby pod wpływem wirusa z Lyoko.

Jeśli Naxxya też jest zxanafikowana, to koniec…”, pomyślała, wchodząc do swojego pokoju. — …Naxxya? …Jesteś tam? — spytała, wchodząc ostrożnie.

Lękliwa dziewczyna zajrzała za drzwi, a nawet sprawdziła w szafie.

— Nikogo…dobra, przynajmniej tutaj jestem bezpieczna…

— Niezupełnie — odpowiedział głos za jej plecami, sprawiając, że dziewczyna podskoczyła.

Aelita odwróciła się i zobaczyła Naxxyę siedzącą na parapecie otwartego okna, przebraną za boginięśmierci, trzymającą w dłoni czarny notatnik, który otwiera, by zapisać w nim kilka słów.

— Prawdę mówiąc — kontynuowała Olbrzymka, wymachując swoim dziwnym długopisem — nigdzie nie jesteś już bezpieczna, ponieważ twoje imię jest zapisane w Notatniku Śmierci…

Naxxya wyciągnęła przed siebie zeszyt, otwarty na stronie, na której właśnie zapisała:

Aelita Schaeffer, zmasakrowana przez swoich przyjaciół.”

Dziewczyna wybiegła z pokoju i znów zaczęła uciekać, ale naprzeciw wyszedł Odd i Ulrich. Zawróciła więc, lecz William i Yumi nadchodzili z drugiego końca korytarza…

Nie mając już wyjścia, Aelita schowała się w łazience, w damskim prysznicu, gdzie została zapędzona w kozi róg, podczas gdy jej prześladowcy również weszli do środka…

— Gra skończona… — deklaruje Odd.
— Zostawcie ją mnie… — syczy Yumi.
— Eliminacja… — podsumowuje Naxxya.

Ulrich warczy, William ryczy.

Piątka potworów zbliża się do przerażonej dziewczyny, która straciła już nadzieję, gdy nagle drzwi jednej z kabin prysznicowych otworzyły się i wyszedł z niej Jérémie:

— W tył zwrot, demony! — krzyknął odważnie, stając pomiędzy marionetkami Xany a swoją ukochaną.
— Jeremie?! — krzyknęła zdumiona Aelita.
— Ale jak…?!
— O, to bardzo proste! — wyjaśnił, zapraszając ją do wycofania się do jego boku w stronę kabin prysznicowych, podczas gdy ich opętani przyjaciele szli na nich.
— Xana posłużył się opaskami z halloweenowego konkursu, by nas kontrolować, dlatego jesteś jedyną osobą, która nie została zxanafikowana!
— A jak ty zdołałeś się uwolnić?! — spytała go, odpychając Ulricha, który wyciągnął swoje wielkie dłonie w próbie złapania jej.

Jeremie zasłonił się walizką, którą przyniósł ze sobą:
— Kiedy wpadłem do wody w kanałach, to zniszczyło moją opaskę, nie są wodoodporne! Więc tak się składa, że to pomieszczenie będzie idealne do starcia z “potworami”!

Okularnik chwycił słuchawkę prysznicową i odkręcił kran do oporu, by zalać wodą swoich przyjaciół i uwalniając ich tym samym spod wpływu Xany.
— Co się stało? — spytała Naxxya, odzyskując przytomność.
— I gdzie my w ogóle jesteśmy? — spytał William.
— Chyba w damskich prysznicach — odpowiedział Ulrich.

— …a skąd ty to wiesz? — spytała go Yumi.
— O nie! Mój kostium jest zrujnowany! — lamentowął Odd, gdy makijaż spływał mu po przebraniu.

Jeremie w końcu wyjaśnił im, że zostali zxanafikowani za sprawą halloweenowego konkursu i że muszą jak najszybciej iść dezaktywować wieżę.

Japonka zdarła dół swojej sukienki:

— Jeśli Xana przejął kontrolę nad wszystkimi uczniami, którzy dostali opaskę na konkursie, będziemy mieć problem z dotarciem do fabryki…
— Też o tym pomyślałem — odpowiedział informatyk, otwierając walizkę. — Przyniosłem więc nowe opaski, które robią znacznie więcej niż tylko wyświetlanie światła na ścianach.
— Dobra robota, Einstein! — krzyknął Odd, biorąc swoją opaskę i pasujący do niej klucz.
— A jak to działa? — spytał William.
— Bardzo prosto — odpowiedział Jeremie. — Wkładasz klucz do Lyoko-morfera i przekręcasz

Ulrich spróbował, ale bezskutecznie:
— Wygląda na to, że nie działa…
— Mój też nie — dodała Naxxya.

Aelita dziwi się temu, ponieważ prototyp przetestowany w fabryce przyniósł oczekiwany rezultat:
— To dziwne, przed chwilą prototyp działał…
— Może zamokły — zasugerował William.
— Niemożliwe — odpowiedział Jeremie. — Są całkowicie wodoodporne do dwudziestu metrów głębokości.

— A co z energią? — spytała Yumi. — Nie powinniśmy najpierw aktywować wieży, zanim będziemy mogli ich użyć?
— Nie trzeba — wyjaśnił informatyk, mimo to zakłopotany. — Korzystamy bezpośrednio z energii Superkomputera i nie materializujemy widm, a jedynie wasze stroje, broń i wirtualne moce na waszych ciałach, więc to w zupełności wystarczy. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego to nie działa…
— Mam pomysł! — krzyknął nagle Odd, wymachując rękami. — Ustawcie się wszyscy w szeregu!
— Odd, nie mamy czasu na zabawy… — westchnął Ulrich.
— Powiedziałem: wszyscy w szeregu!! — nalegał stanowczo.
Jego towarzysze stanęli więc w szeregu.
— A teraz róbcie dokładnie to, co ja!

Koledzy patrzyli na niego i starali się powtórzyć gesty, które wykonuje:
— Klucz w stronę nieba! Lyoko-morfer w lewo! Składamy… i przekręcamy klucz!

Ku ich wielkiemu zaskoczeniu, ich ciała napełniły się energią promieniującą we wszystkie strony, po czym pojawiły się na nich stroje Wojowników Lyoko oraz ich broń.

Na zewnątrz dziedziniec zaczął być zalewany przez uczniów przebranych za duchy, zombie i inne stworzenia z koszmarów, wszystkich kontrolowanych przez Xanę. Jim Morales, przebrany za Yeti, przejmował dowodzenie nad tą armią żywych trupów:
— Za mną, są w środku!

Zxanafikowane potwory dotarły przed budynek, do którego zamierzaływkroczyć, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem i Wojownicy Lyoko wypadli na dziedziniec, po czym zaczęli odpierać żywe trupy.
— Nie zapominajcie, że to uczniowie! — przypomiał Jérémie. — Więc delikatnie z nimi!
— Zrozumiano! — odpowiedział William.
— Laserowa Strzała! — krzyknął Odd.
— Odd! Co przed chwilą powiedzieliśmy?! — upomniała go Yumi.— No tak, ale ja nie mam innego ataku! — poskarżył się chłopak.
— Po prostu drap ich łapami! — poradziła mu Aelita.
— W każdym razie — kontynuował Jeremie — priorytetem nie jest walka z nimi, a dotarcie do fabryki.

Za nimi Naxxya wydawała się kategorycznie odmawiać uderzania swoich napastników i ograniczyła się jedynie do delikatnego odpychania ich dłońmi. Ostatecznie jednak została osaczona przez uczniów, którzy oblepiali ją w próbie unieruchomienia.
— Potrzebujesz pomocy? — spytał Ulrich, zauważając, że ma kłopoty.
— Co? Eee… Nie, w porządku, idźcie przodem, dogonię was… — jąkała się Olbrzymka, która z trudem idzie dalej pod ciężarem napastników.
— Mówiłem wam przecież, że będzie nas spowalniać! — śmiał się William, torując sobie drogę z rozmachem za pomocą miecza.

Urażona do żywego Naxxya zdecydowała się użyć Impulsu, co pozwoliło jej natychmiast uwolnić się z uścisku prześladowców i dogonić towarzyszy.

Ponieważ Jeremie nie miał mocy, różowowłosa elfka zaprosiła go, by trzymał się blisko niej, lecz ten wyciągnął wtedy swoją osobistą broń:
— Nie martw się o mnie, mam swój pistolet impulsowy!

Mile zaskoczona pewnością siebie, jaką wykazywał jej ukochany pomimo swojej bezbronności w środku hordu zxanafikowanych uczniów, Aelita zatrzymała na nim wzrok przez krótką chwilę, przygryzając wargę, po czym uległa pragnieniu pocałowania swojego wybawcy.
— To nie czas na igraszki! — pogoniła ich Yumi. Jeremie pozostaje na chwilę oszołomiony pocałunkiem swojej ukochanej, podczas gdy powinni spieszyć się do fabryki.

Wchodząc w głąb lasu, Wojownicy Lyoko zdołali w końcu zgubić prześladowców i dotarli do włazu. Gdy zamierzali go podnieść, usłyszeli znajomy głos z syntetycznym echem:

— Przykro mi, dalej nie pójdziecie…

Siedmioro nastolatków natychmiast odwróciła się, by zobaczyć, skąd pochodził ten głos, gdy nagle z ziemi wyrosły korzenie i owinęły się wokół ich kostek:

— Hej?! Co się dzieje?! — Aelita próbowała na próżno się cofnąć.
— Rośliny! — krzyknął Jeremie, również unieruchomiony.
— No puśćcie mnie! — krzyczał Odd, szamocząc się.

Ulrich, Yumi, William i Naxxya starali się odciąć korzenie za pomocą swoich ostrych broni, lecz wkrótce cała drużyna została powiązana od stóp do głów.

Przebrana za roślinę mięsożerną, zxanafikowana Sissi pojawia się przed nimi:

— W końcu was mam!
— O nie, tylko nie ona — westchnął Kot.
— Yumi, zajmiesz się tym? — spytał ją Ulrich.

Japonka nie odpowiedziała, pochłonięta już kontrolowaniem jednego ze swoich wachlarzy za pomocą telekinezy, by przeciąć więzy.

— Siedź cicho! — ripostuje Sissi, wyciągając dłoń w stronę Gejszy, wystrzelić nową serię korzeni, które uniosły Wojowniczkę Lyoko i przycisnęły ją do drzewa.

— Paskuda! — zaklnęła Yumi, której nie udało się całkowicie pozbyć więzów.
— Słucham? Możesz powtórzyć, proszę? — spytała Sissi, podchodząc do swojej ofiary, podczas gdy tej zaczynają już przeszkadzać korzenie zaciskające się wokół jej szyi.
— No dalej, wysilcie się trochę! — niecierpliwił się Jeremie. — Po co wam te moce z Lyoko na Ziemi, skoro nie jesteście w stanie uwolnić się nawet ze zwykłych korzeni! Może chcecie, żebym poszedł po łopatę?
— Nic nie możemy zrobić, jeśli nie możemy się ruszyć! — odparł Odd, który kręcił się na próżno. — A jeśli o mnie chodzi, nie mam zbyt wielu Punktów Siły!
— Ja mam — powiedziała Naxxya, napinając mocno mięśnie, aż do zerwania krępujących ją więzów.
— Super! Chodź mnie odczepić! — krzyknął do niej Odd.
— DOŚĆ TEGO!! — wrzasnęła Sissi, dodając kolejne korzenie, by przygnieść Naxxyę do ziemi, jak również Williama, któremu chwilowo udało się uwolnić.— Zapadamy się!! — spanikowała Aelita, uświadamiając sobie, że roślinne sznury zaciskają się na nich, by stopniowo ich pogrzebać.
— Superdym! — krzyknął William, przenikając w ten sposób przez więzy, by popędzić na Sissi. Ta jednak wyrzuciła z dłoni dziwny żółty dym i William pojawił się z powrotem w normalnej formie, kaszląc obficie, z jednym kolanem na ziemi, jakby zatruty.
— Nic nie możecie przeciwko mnie wskórać! — triumfowała zxanafikowana dziewczyna, zanim jej toksyczna chmura opadła, odsłaniając stojącego przed nią Jeremiego.

Sissi nie miałaa czasu zareagować; Jeremie natychmiast posłał w jej stronę ładunek ze swojego elektrycznego pistoletu, ogłuszając ją.

— Jak zdołałeś się uwolnić?! — spytał go Odd, podnosząc się, gdy korzenie przestały się ruszać.
— Hehe, tajemnica… — odpowiedział mu Okularnik, chowając broń do kabury, po czym dyskretnie mrugnął do Yumi, która w rzeczywistości odcięła jego więzy za pomocą telekinezy swoimi wachlarzami.
— Opowiesz nam później, reszta opętanych uczniów jest niedaleko! — uciął Ulrich, schodząc do kanałów.

Po przejściu przez rury siedmioro licealistów dotarło do fabryki i wsiadło do windy.
— Przyznajcie, że byłem genialny z tym pomysłem na opaski pozwalające na transformację! — krzyknął Odd.
— W gruncie rzeczy to… Jeremie i Aelita je zrobili — odpowiedziała Yumi.
— Ale to był mój pomysł! — uparł się Odd.
— W życiu, podkradłeś ten pomysł z serialu — odciął się William. — Scenarzyści wpadli na pomysł opasek, Jeremie je wyprodukował, koniec historii.
— …Zatem Odd rzeczywiście jest wizjonerem, skoro potrafił połączyć koncept opasek z umiejętnościami Jeremiego — podsumowała Naxxya, rozbawiona debatą.
— Ach, wreszcie ktoś, kto dostrzegł mój talent i ceni go należycie! — Odd wyszczerzył się, zadowolony..

Jeremie zasiadł za panelem sterowania.

— Przypominam wam, że wciąż mamy wieżę do dezaktywowania, więc pośpieszcie się z wchodzeniem do skanerów.

— Jesteśmy na miejscach — odpowiedział Ulrich.

— Dobrze. Wieża znajduje się w sektorze leśnym — obwieścił operator, wirtualizując swoich towarzyszy. — Jeśli nie macie nic przeciwko, zatrzymam wasze pojazdy w rezerwie i poproszę was również o oszczędzanie punktów życia.

— Masz zamiar wysłać nas potem do Piątego Sektora, tak? — zapytał William, pojawiając się w Lyoko.

— To idealna okazja — wyjaśnił Jérémie. — Jesteście w pełnym składzie, a na Ziemi nic nas nie goni z dezaktywacją wieży, więc wykonamy misję na spokojnie i zobaczymy, co możemy zrobić potem. Naxxya, cały czas miej oko na Aelitę.

— Zrozumiano — odpowiedziała olbrzymka, rozkładając tarcze.

— Wieża znajduje się na północy — doprecyzował informatyk.

Sześcioro Wojowników Lyoko rzuciło się więc na zielone platformy zawieszone między drzewami Sektora Leśnego.

— No i już, Jérémie, widzimy wieżę — powiedział Ulrich. — I wciąż żadnego potwora w zasięgu wzroku.

Operator cały czas obserwował radary.

— Wykrywam dwa Karaluchy na wprost! O, czekajcie, jest też jeden po waszej lewej stronie… ale, zaraz?! Jest ich coraz więcej! Wokół was!

— Ee… jesteś tego pewien? — Aelita była zdziwiona jego słowami, lustrując otoczenie. — Nie widzę żadnego…

— Einstein, to nie jest przypadkiem halloweenowy kawał? — zapytał Odd.

— Nie, mówię poważnie! — nalegał Jérémie. — Radar wskazuje, że po obu stronach drogi znajdują się dziesiątki Karaluchów!

— Ciii, ani mru-mru… — William zacisnął dłonie na rękojeści swojego miecza.:

Zastygli bez ruchu, zapadła cisza i wszyscy wytężyli słuch.

Yumi wychwyciła wtedy delikatne kliknięcie, po czym natychmiast rzuciła swoim wachlarzem, który okrążył drzewo i skosił trzy Karaluchy naraz:

— Są po niewidocznej stronie drzew! — zawołała.

Wszystkie Karaluchy nagle się pokazały i zaczęły strzelać do Wojowników Lyoko.

— Przegrupować się! — zarządził Ulrich.

Naxxya zbliżyła się do Aelity i rozciągnęła nad nimi Niebiańską Kopułę, podczas gdy pozostali odpierali pociski, cofając się w stronę Kopuły, by się w niej schronić. Widząc, że ich strzały zawodziły w starciu z barierą energetyczną generowaną przez olbrzymkę, Karaluchy zeszły z drzew i zaczęły otaczać swoje ofiary, ku którym parły, rojąc się jak robactwo.

— Kontratak! Teraz! — wykrzyczał samuraj, gdy tylko potwory znalazły się dość blisko.

Odd, Yumi, Ulrich i William przeszli do ofensywy i zaszarżowały na stworzenia wystawione na ich ciosy.

— Gotowa? — Aelita odwraca się do Naxxyi.

— Kiedy tylko chcesz.

— Start! — zawołała anielica, biegnąc w stronę wieży.

Olbrzymka wyłączyła Kopułę i osłaniała swoją towarzyszkę, idąc za nią z tarczami, by blokować lub przynajmniej przyjmować na siebie liczne strzały kierowane w ich stronę.

— Uwaga, Aelita! — ostrzegł ją Jérémie. — Za wieżą jest kilka Karaluchów!

Ulrich użył swojego Supersprintu, by się nimi zająć, podczas gdy różowowłosa elfka weszła do środka, gdzie wkrótce zatwierdziła Kod: Lyoko.

— Wieża dezaktywowana — powiedziała wreszcie.

— Nie ma co gadać, jak jesteśmy wszyscy razem, to wymiatamy! — stwierdził Odd.

— W porządku, Aelita, możesz wyjść z wieży — podsumował Ulrich po wyeliminowaniu ostatnich Karaluchów.

— Idealnie — kontynuował Jeremie. — Kierujcie się w stronę krawędzi, wysyłam wam transporter.

Cała ekipa wylądowała w Sektorze Piątym.
— Jedziemy „obwodnicą”? — spytała Yumi.
— Właśnie dlatego zachowałem wasze pojazdy — odpowiedział Jeremie, wysyłając im hulajnogę, motor i deskorolkę, podczas gdy William przywołał swoją czarną Mantę.
— Aelita, wsiadasz z Yumi. Naxxya, wsiadasz z Williamem.
— Dlaczego Naxxya nie miałaby wsiąść raczej ze mną? — spytał Odd.
— I znowu się zaczyna… — westchnął Ulrich.
— Odd, ostatnim razem, gdy ją przewoziłeś — przypomniał mu Jérémie — O mało oboje nie wylądowaliście w Cyfrowym Morzu.
— Właśnie dlatego! To bardzo ważne, żebym trenował radzenie sobie z różnicą naszej wagi, by być bardziej wydajnym, gdy przewożę pasażera!
— Nie mam z tym problemu, Jeremie — zadeklarowała Naxxya.
— Dobra, niech będzie — odpuścił mózg grupy. — Ale bądźcie ostrożni podczas lotu. I unikajcie akrobacji!

Odd odwrócił się do swojej pasażerki:
— Nie usłyszałem, co on powiedział?
— Chyba mówił coś o robieniu akrobacji — odpowiedziała mu Olbrzymka.
— Ach, to się świetnie składa, to akurat jedna z moich licznych specjalności! — ucieszył się Odd, już kołysząc się na deskorolce.

Ulrich wysunął się naprzód:
— W drogę! Jeremie, daj nam znać, kiedy będziemy zbliżać się do wejścia lub jeśli wykryjesz Manty.
— Możesz na mnie liczyć — potaknął blondyn sam do siebie.

Drużyna zaczęła więc okrążać Sektor Piąty, by udać się na drugą stronę. Odd w tym czasie wykonał kilka pętli, żeby poczuć się swobodnie:
— Jaaahooouuu!
— Wszystko dobrze, Naxxya? — spytała ją Yumi. — Nie masz mdłości?
— Trzymam się — odpowiedziała Olbrzymka, nieco spięta.
— O tak, jeśli chodzi o trzymanie mojej szyi, to trzymaj ją mocno! — potwierdził kot.
— Ups! Przepraszam… — przeprosiła Naxxya, puszczając szyję swojego pilota i spuszczając dłonie na jego ramiona.
— Chce mi się rzygać, jak na was patrzę, ale to nie wina akrobatyki — rzucił im William, poirytowany ich żenującym zachowaniem.
— Jesteś zazdrosny, bo twoja Manta nie kręci piruetów tak dobrze jak moja deska! — odparł Odd, kręcąc się dookoła jak beczka.
— …Dobra, skupiamy się na misji! — krzyknął Ulrich, by przywrócić porządek w szeregach i ukryć fakt, że podziela wybuch śmiechu Yumi i Aelity wywołany tekstem Williama.

Jeremie dał im kilka instrukcji:
— Przypominam wam, że jeśli zobaczycie, że ktoś z was spada i nie da się go uratować, trzeba go bezwzględnie dewirtualizować, albo zostanie… czekajcie! Manty właśnie pojawiły się na radarze! Gonią was!
— Przyjąłem — odpowiedział Ulrich, rzucając szybkie spojrzenie za siebie.
— W każdym razie — skomentowała Aelita — za chwilę dotrzemy do wejścia na terminal.
— Gzyms jest już niedaleko — potwierdził informatyk — ale Manty dopadną was wcześniej.
— Trzeba będzie walczyć — podsumował William, dzierżąc swój miecz.
— Starajcie się utrzymać prędkość — zalecił Ulrich. — Jeśli będziemy za bardzo się ociągać, ryzykujemy, że będziemy musieli walczyć również z ich posiłkami.
— Trzymaj się mocno, Aelita — poradziła jej Yumi, lekko przyspieszając.
— Inne Manty nadlatują z naprzeciwka, chcą odciąć wam drogę! — ostrzegł Jeremie.— Przygotujcie się!
— William, w pierwszej linii ze mną! — rozkazał samuraj. — Odd, zamykasz stawkę, żeby pozwolić Naxxyi blokować strzały nadchodzące z tyłu!

Podczas gdy formacja ustawiła się według instrukcji Ulricha, wrogie stworzenia otworzyły ogień.
— Doganiają nas! — powiedziała Naxxya, blokując strzały.
— Manty na wprost! — dodał William, osłaniając się głownią.
— Gotowi do zanurkowania na mój sygnał! — krzyknął Ulrich.
— Uwaga! Zrzucają miny! — zaalarmowała go Yumi, podczas gdy wirtualne płaszczki blokujące im drogę zostawiły wybuchowe sfery za sobą.
— Wiem! — kontynuował jej ukochany, który wziął pod uwagę tę zdolność. — Nurkowanie „z procy”, zrozumiano?!
— Zrozumiano!! — potwierdzili chórem trzej pozostali piloci, podczas gdy potwory przed i za nimi zaczęły ładować swoje promienie.
— TERAZ!!

Wojownicy Lyoko zerwali się ze swojej trajektorii i zanurkowali, by uniknąć gradu strzał, jakimi otoczyły się Manty. Część z nich została zniszczona przez swoich własnych pobratyńców, podczas gdy ocalałe zanurkowały w pogoni za czterema pojazdami. Zgodnie z manewrem wybranym przez Ulricha, nasi bohaterowie nagle wznoszą się na wysokość, tak że latające stworzenia goniące ich zostają zaskoczone przez swoje ofiary, które przelatują przez ich chmarę pod prąd:

— BANZAI!! — krzyknął Odd, ostrzeliwując te, które znajdą się w jego zasięgu, podczas gdy jego sojusznicy również skosili je swoją odpowiednią bronią.
— Dobra robota! — gpogratulował im Jeremie, zadowolony z widoku, że cała ekipa przekroczyła linię wroga.
— Manty załatwione!
— Droga wolna! — ogłosił William, stwierdzając, że nie ma już przed nimi żadnego potwora. — Spójrzcie! — zaśmiał się Odd, wskazując za siebie na pozostałe stworzenia próbujące wzbić się w ich strone.
— Wpadają na własne miny!
— Kilka z nich się przebija! — ostrzegła Naxxya, blokując nowe strzały, które w ich stronę kierują.

— Powinniście dostrzec wejście do terminala archiwów po waszej prawej stronie! — poinformował ich operator

— Widzę je! — potwierdziła Yumi, zanim zauważyła, że otwór był zablokowany. — To dziwne, przejście wygląda na zamknięte przez ścianę…

— Jak to? — zapytał Jeremie.

Wojownicy Lyoko zeszli do gzymsu, aby się upewnić.

— Jest nowa ściana blokująca przejście! — poinformowała Aelita. — Moim zdaniem Xana nie chce, żebyśmy weszli…

— Myślisz, że przebudował ten korytarz specjalnie po to, żeby uniemożliwić nam przejście? — zapytał poirytowany Odd.

— Nie sądzę — odpowiedział Jérémie, dość dobrze znając strukturę tego sektora. — W przeciwieństwie do większości niebieskich bloków tworzących wewnętrzny labirynt, ściany tego korytarza są statyczne, nie mogą poruszać się swobodnie.

— No to w takim razie postawił nową ścianę! — dodał kot, patrząc na nową przeszkodę na ich drodze.

— Xana nie tworzy ścian! — informatyk odbił piłeczkę, uparcie odmawiając wzięcia pod uwagę tej ewentualności. — To musi być iluzja, spróbujcie przejść siłą!

— Uważajcie! — ostrzegła ich Naxxya, żeby się schylili, podczas gdy promienie rozbiły się o ścianę. Kolejne potwory nadciągały.

— Yumi, Aelita! Zobaczcie, czy jest sposób, by wejść! — zarządził samuraj, po czym znów wzniósł się na wysokość. — Pozostali, zatrzymujemy Manty!

Podczas gdy William, Ulrich, Odd i Naxxya zawrócili, by stawić czoła wciąż czyhającym na nich potworom, dwie pasażerki Overwinga zeszły ze swojego pojazdu. Aelita następnie przyłozyła dłoń do ściany blokującej przejście, ale nie przeniknęła przez nią. — To nie jest fałszywa dekoracja…

Jérémie myślał intensywnie nad wyjaśnieniem tej sytuacji.

— Xana potrafi tworzyć potwory, strzelcie więc w tę „ścianę”, żeby zobaczyć, czy zareaguje…

Różowowłosa dziewczyna posłała Pole Energii, podczas gdy jej towarzyszka rzuciła wachlarzem w ścianę, jednak ta ani nie drgnęła.

— Nic z tego. — zauważyła Yumi. — Jérémie, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: Xana stworzył ścianę.

— To nienormalne… — twierdził uparcie informatyk, coraz bardziej zaniepokojony sytuacją. — Trzeba przerwać misję!

— Co?! Ale dopiero zaczynaliśmy się bawić! — zaprotestował Odd, niszcząc Mantę.

— Xana coś kombinuje — nalega Jérémie. — A w każdym razie nie mamy już dostępu do terminala!

— Tam! Scyphozoa! — krzyknęła nagle Yumi, wskazując w oddali na meduzowatego potwora lecącego powoli ku nim w towarzystwie nowej eskadry mant.

— Wiedziałem! Xana zastawił na nas pułapkę! — podjął operator. — Porzućcie misję i schrońcie się, żebym mógł was zmaterializować!

— Jest za dużo Mant! — odparł William, wciąż walcząc — Nie zdołamy uciec!

— W takim razie pozwólcie im w was strzelać, zanim Meduza was złapie! — nakazał Jérémie.

— No dobra! — zrezygnowany kocur rozłożył ręce. — Korzystajcie z tego, dzisiaj jest za darmo!

Ulrich i William ustawiili swoje pojazdy obok Odda i Naxxyi, podczas gdy Manty zaczęły ładować lasery.

— Miło z ich strony: celują w nasze nogi, żeby mniej bolało — zauważyła Naxxya.

— Nie! Celują w wasze pojazdy! — Jérémie szybko zorientował się co do prawdziwych intencji potworów.

Istotnie, pociski energetyczne wystrzelone przez wrogów spadły ostatecznie na latające platformy poddających się czterech Wojowników Lyoko, powodując upadek pasażerów.

— Dewirtualizujcie się! Szybko! — okularnik przed komputerem zaczął panikować.

Naxxya zastąpiła jedną ze swoich tarcz ostrzem, po czym przebiła Odda, który posłał jej laserową strzałę prosto w serce. William przeszedł w Superdym, by pojawić się blisko Ulricha, dzięki czemu przebili się nawzajem, podczas gdy Manty i Meduza kierowały się ku Yumi i Aelicie.

Japonka rozłożyła swoje wachlarze.

— Śmiało!

Różowowłosa elfka posłała Pole Energii na swoją towarzyszkę, która w tym samym momencie rozcięła ją swoimi wachlarzami.

Po powrocie na Ziemię Wojownicy Lyoko dołączają do Jeremiego w laboratorium.
— Einstein, naprawdę kazałeś nam porzucić tę misję tylko z powodu jednej ściany?! — zdziwił się Odd.
— A jak myślisz, co oznacza ta ściana? — spytał go kolega.
— No, że Xana nie lubi, jak grzebiemy w jego sprawach! Wiem, jak to jest, mam pięć sióstr! — Rzeczywiście — kontynuował Informatyk — nasz wróg stara się uniemożliwić nam dostęp do terminala archiwów. Nie chce, byśmy znali jego poczynania, a tym bardziej plany. Jednak Xana nie potrafi tworzyć ścian ani solidnych dekoracji, a przynajmniej nigdy nie potrafił tego robić, aż do dzisiaj.
— Aelita potrafi przecież tworzyć fragmenty otoczenia, prawda? — spytała Naxxya.
— Tak — potwierdził mózg grupy. — ale nie są one trwałe i są stosunkowo kruche w porównaniu z normalnym otoczneniem. Tymczasem ściana, która zablokowała was przed chwilą, była tak samo solidna jak podłoże Lyoko, dlatego nie sądzę, by była dziełem Xany.

Ulrich zaczął rozumieć:

— Ale w takim razie, jeśli to nie Xana stworzył tę ścianę, to byłby…?

Aelita nagle uświadomiła sobie, do czego zmierza jej ukochany:

— Mój… mój ojciec?!

Jeremie kiwnął głową.

— Franz Hopper? — zdziwiła się Yumi. — Ale dlaczego miałby chcieć uniemożliwić nam dostęp do archiwów?
— On tego nie chce — wyjaśnił operator. — Jedynym, który ma interes w blokowaniu dostępu do archiwów, jest właśnie Xana. A jednak to Franz Hopper dodał ścianę, która uniemożliwia nam dotarcie do terminala. W gruncie rzeczy myślę, że nasz wróg znalazł ojca Aelity już dawno temu, dlatego nie mieliśmy od niego wieści. Xana trzyma go gdzieś w niewoli.— Dobra, ale dlaczego miałby utrzymywać go przy życiu? — zdziwił się William.
— Prawdopodobnie jako zakładnika — powiedział Ulrich. — Xana musi myśleć, że jeśli zgładzi Franza Hoppera, nic już nie powstrzyma nas przed wyłączeniem Superkomputera, a nawet jego zniszczeniem.
— To możliwe — kontynuował myśl Jeremie — ale mógłby równie dobrze go wyeliminować i pozwolić nam szukać na próżno. Na szczęście ściana udowadnia nam, że Franz Hopper wciąż żyje. Sądzę, że Xana pragnie wykorzystać moce twórcy Lyoko, jednak jego prawdziwy cel wciąż mi umyka.

Naxxya była zdumiona wyjaśnieniami okularnika:
— Wydedukowałeś to wszystko tylko na podstawie stwierdzenia, że było tam o jedną ścianę za dużo?
— Jeśli Xana uniemożliwia nam odkrycie tego, co przygotowuje, trzeba umieć to zbadać. Tym razem to on przewidział nasze działania wiedząc, że wrócimy w to miejsce naokoło. Xana nie tylko zamknął dostęp do terminala archiwów, ale też wykorzystał okazję, by zastawić na nas pułapkę i wysłać Scyphozoę. Zabrakło nam ostrożności, byliśmy zbyt pewni naszej niezawodności, kiedy jesteśmy w pełnym składzie. A to nie pierwszy raz, kiedy Xana tylko czeka, by potem nas zaskoczyć i uwięzić.

Widząc, że spojrzenia kierują się na chwilę w stronę Williama, Olbrzymka zrozumiała, że Jeremie robi aluzję do tamtego tragicznego epizodu, w którym Xana przejął kontrolę nad chłopakiem w zeszłym roku.
— To był mój pierwszy dzień w Lyoko — bronił się William. — Nie ma mowy, żeby to się powtórzyło.
— Właśnie — ripostuje informatyk — Dzisiaj mogło to się powtórzyć, bo nie byliśmy dość nieufni. Cokolwiek się wydarzy, nie możemy lekceważyć naszego wroga ani zapominać, że poza tym, co Xana robi na naszych oczach, jest jeszcze wszystko to, co Xana przygotowuje w cieniu.

Wojownicy Lyoko potaknęli w milczeniu, gdy nagle Odd krzyknął:
— Konkurs halloweenowy! Zupełnie zapomniałem!
— Odpuść sobie — odpowiedział mu Ulrich. — Nasze kostiumy są kompletnie przemoczone.
— Robimy Powrót do przeszłości? — zaproponował William.
— Tylko po to, żeby wysuszyć wasze kostiumy? Mówicie poważnie? — oburzył się Jeremie. — Nie warto — odpowiedziała Yumi, kręcąc głową.

Odd spojrzał na Lyokomorfer i uśmiechnął się podstępnie.— Chyba mam pomysł… Wszyscy! Do szeregu!

Nasi bohaterowie wrócili do Kadic w samą porę na konkurs i weszli do sali w swoich strojach Wojowników Lyoko, z wyjątkiem Jeremiego, który wciąż był przebrany za Hannibala Lectera, bardzo zadowolony z wyboru dość prostego kostiumu, a przez to łatwego do odtworzenia.
— Jesteście pewni, że to dobry pomysł? — spytała Japonka. Niezbyt dobrze czuła się z myślą o paradowaniu w wirtualnym kombinezonie pośród innych uczniów przebranych na Halloween.
— Nie martw się Yumi — uspokoił ją Odd. — Wyglądasz przerażająco!
— Tak, ale z drugiej strony — zaczął William — to nie ma już zbyt wiele wspólnego z tytułem kostiumu, który wpisaliśmy podczas rejestracji…
— No, ja uważam, że wciąż wyglądasz trochę jak wilkołak — stwierdził Ulrich ironicznie.
— …Taki rodzaj wilkołaka z przyszłości, w którym zakochują się nastolatki! — uzupełnił rozbawiony Odd.
— Bardzo zabawne, jak na fioletowego kota…
— To dziwne — zauważył Jeremie. — nikt już nie nosi opasek z konkursu…
— WYDANIE SPECJALNE! — krzyknęły Milly i Tamiya, wymachując świeżo wydrukowaną gazetką. — Spisek reklamowych opasek udaremniony!

Jeremie wziął od nich egzemplarz i otworzył szeroko oczy, czytając artykuł:

…W następstwie ogólnego omdlenia uczestników halloweenowego konkursu, nasz dyrektor, pan Jean-Pierre Delmas, pasjonat elektroniki, postanowił otworzyć jedną z opasek konkursowych, by odkryć w niej mikrofon i nadajnik radiowy, których fale są prawdopodobnie przyczyną złego samopoczucia uczestników! Istotnie, firma reklamowa sponsorująca ten konkurs potajemnie wykorzystywała opaski do zbierania wypowiedzi uczniów Kadic bez ich wiedzy, aby lepiej poznać ich zainteresowania! Nasz ekskluzywny wywiad… blablabla…”
— To czyste szaleństwo! — krzyknęła Yumi.
— Teraz rozumiem, jak Xana był w stanie zxanafikować tyle osób za pomocą “zwykłych opasek” — podsumował Informatyk. — W każdym razie będziemy musieli wszyscy przejść przez skaner, żebym mógł zwiększyć naszą odporność na xanafikację.

Naxxya ostrzegła ich:
— Uwaga, patrzą na nas… — szepnęła, ponieważ trzy osoby odpowiedzialne za ocenę różnych kostiumów wydają się nimi interesować.

Ulrich uśmiecha się:
— Widzieliście, kto wchodzi w skład jury?
— O! Nasz drogi Chris! — zaśmiał się William, rozpoznając obok dyrektora Kadic perkusistę Subdigitals. — To jak? Idziesz dziś na randkę?
— Super zabawne — skomentowała chłodno Olbrzymka.

Aelita, która przecież była pomysłodawczynią żartu polegającego na wyobrażaniu sobie pary, jaką tworzyliby Chris i Naxxya w celu doprowadzenia tej ostatniej do wściekłości, wydawała się zakłopotana, przyglądając się trzeciej osobie, która ich obserwuje: dziwnie ubranej damie z twarzą ukrytą za parą ekstrawaganckich okularów.
— Powiedzcie, ta kobieta w dziwnych okularach, ktoś ją zna?…
— Podobno nazywa się „Hana Prophet” i pracuje w krawiectwie… — odpowiedział jej Jereemie, który znalazł tę informację w Echach Kadic.
— „Hana Prophet” — powtórzył William, zniechęcony. — Mają naprawdę niewiarygodne nazwiska w tej modzie.
— To z pewnością pseudonim — doprecyzował Informatyk.
— Wydaje mi się, że podoba jej się strój Odda… — szepnął Ulrich.
— To zupełnie normalne! — stwierdził zadowolony Odd — Mój strój Wojownika Lyoko jest absolutnie wspaniały!
— Ciii, idzie w naszą stronę… — szepnęła Yumi.

Stylistka podeszła do Odda i położyła dłoń na jego ramieniu:
— Młody człowieku, pozwól, że pogratuluję ci zmysłu artystycznego! Twój kostium jest niezwykły! Unowocześnienie starzejącego się konceptu złowrogiej marionetki poprzez przyjęcie wyglądu figurki kreskówki to przebłysk geniuszu!
— Całkowicie się z panią zgadzam! — potaknął Kot z ogromnym uśmiechem, paradując pod nosem swoich towarzyszy wściekłych z powodu jego bezczelnej zarozumiałości.

Stylistka przeczesała dłonią włosy fioletowego kota:
— Te uszy i ogon to może trochę „too much”, nie uważasz? Mniejsza z tym! Powodzenia!

Podczas gdy jego przyjaciele wybuchli śmiechem, Odd patrzył, jak ta odchodzi:
„Too much” bla bla bla! No a za kogo ona się uważa? Widziała swoje okulary?

Chris wszedł na scenę i wziął mikrofon:
— Poproszę o uwagę! Widzieliśmy dziś wieczorem bardzo piękne kostiumy, bardzo przerażające, bardzo udane. Jury podjęło decyzję i nadszedł czas, abyśmy wyjawili wam zwycięzców konkursu na najlepsze przebranie halloweenowe!

Fala podekscytowania poruszyła uczniów, a Odd dał znak swoim towarzyszom, by poszli za nim, żeby zbliżyć się do sceny.

Perkusista Subdigitals rozpoczyna ogłaszanie wyników:
— Trzecie miejsce: Jim Morales, za przebranie obrzydliwego człowieka śniegu! Brawo wujku!

Jim wszedł dumnie na trzeci stopień podium:

— Wiedziałem, że ten staż jako szerpa w Himalajach kiedyś mi się przyda!
— W Himalajach? — zdziwił się uczeń przed sceną. — Zdobył pan Everest?
— Oczywiście! — potwierdza nauczyciel. — Mogę ci nawet powiedzieć, ile ciał alpinistów znajduje się wzdłuż… Ee… Nie, właściwie to wolałbym o tym nie mówić!

Jego siostrzeniec kontynuiwał:
— …Drugie miejsce przypada… Elisabeth Delmas, za jej kostium mięsożernej rośliny! Nagrodźmy ją brawami!
— Tylko druga?! — zdziwiła się Sissi, której trudno było ukryć rozczarowanie.
— Zasłużyliśmy na pierwsze miejsce! — stwierdził Herve, ponieważ Nicolas i on aktywnie uczestniczyli w wykonaniu bardzo skomplikowanego kostiumu, który nosiła ich przyjaciółka.

Ulrich pochylił się ku Jeremiemu i zauważył ironicznie:

— Czy to zbieg okoliczności, czy też wszyscy zwycięzcy mają członka rodziny w jury?
— I na koniec — kończy Chris — zwycięzcą konkursu przebrań halloweenowych zostaje… — Odd Della Robbia… Odd Della Robbia… — szeptał kot, krzyżując palce.
— …Aelita Stones, różowa czarownica!
— Ja?! — spytała, zupełnie zaskoczona, podczas gdy pozostali uczniowie wiwatowali na jej cześć i rozstąpili się, by pozwolić jej wejść na najwyższy stopień podium.

Stylistka w ekstrawaganckich okularach wręczyła jej trofeum i pocałowała ją w policzek:
— Wesołego Halloween, miss Aelita!

Scena wycięta

Nigdy nie jesteś sam

Nieco później tego wieczoru, podczas gdy uczniowie radośnie świętowali Halloween, Odd zauważył, że Naxxya odłączyła się od ich grupy.

— Hej! Gdzie idziesz?

— Porozmawiać z Chrisem — odpowiedziała Olbrzymka, kierując się w stronę boku sali, gdzie zgromadzili się dorośli.

— Chcesz, żebym cię przedstawiła? — zaproponowała Aelita.

— Poradzę sobie — odparła Naxxya, przeciskając się przez grupy uczniów.

Jednak zamiast pójść do perkusisty Subdigitals, licealistka podeszła do stylistki z jury konkursu, a ta dała znak swojemu asystentowi, by zostawił je same.

— Ładny kostium — stwierdziła Olbrzymka, siadając obok tej osoby, która kazała się nazywać Hana Prophet. — I z tym dziwnym akcentem o mało cię nie poznałam.

— Ale poznałaś mnie od samego początku — odpowiedziała jej kobieta, ze spojrzeniem ukrytym za ekstrawaganckimi okularami.

— Ja tak — potwierdziła Naxxya — Ale to nie z mojego powodu tu dziś jesteś, mylę się?

Stylistka milczała chwilę, zanim odpowiedziała cokolwiek.

— Nie tylko, rzeczywiście. Skoro odgadłaś prawdziwe powody mojej wizyty, czy powiedziałaś komukolwiek innemu, że mnie znasz?

Naxxya energicznie potrząsnęła głową.

— Nie mam prawa mówić o… o „Centrum” komukolwiek — stwierdziła kategorycznie, jakby obawiała się kary. — Ale ty, dlaczego nie podejdziesz do Aelity?

Niezwykła kobieta przez chwilę milczała, by upewnić się, że nikt nie podsłuchuje ich rozmowy, po czym przeszła do wyjaśnień.

— Oficjalnie jestem tu tylko po to, by zobaczyć ciebie, ponieważ nie zamierzasz wracać na wakacje na Wszystkich Świętych. Centrum wyjątkowo pozwoliło mi przyjść cię odwiedzić, bym mogła stwierdzić, że dobrze się czujesz w nowym otoczeniu. Jeśli chodzi o obecność Aelity, Centrum o niej nie wie i pod żadnym pozorem nie może się dowiedzieć. Ale „oni” coś podejrzewają, a w każdym razie podejrzewają mnie o to, że przyszłam zobaczyć kogoś innego niż ty. To bez wątpienia z tego powodu tak uprzejmie przyznali mi to „pozwolenie na wyjście” i to również dlatego umieścili mikrofony w opaskach z halloweenowego konkursu.

— Co?! — Naxxya aż się zakrztusiła, uświadamiając sobie, że uczniowie zapisani na konkurs byli podsłuchiwani podsłuchani nie przez agencję reklamową, lecz przez mroczną organizację, którą ledwo ośmiela się nazwać. — To Centrum za tym stało?!

— Tak, ale uspokój się, ktoś zajął się wykasowaniem waszych prywatnych rozmów na długo przed tym, jak mikrofony zostały odkryte przez waszego dyrektora. W każdym razie mogę teraz swobodnie z tobą rozmawiać, ale samym odezwaniem się do Aelity naraziłabym ją na niebezpieczeństwo.

— Na niebezpieczeństwo? — zaniepokoiła się olbrzymka. — Dlaczego Centrum miałoby chcieć w nią uderzyć?

— Żeby odnaleźć mojego męża. Musisz wiedzieć, o kim mówię…

Wojowniczka Lyoko zdziwiła się tym ostatnim stwierdzeniem, podczas gdy jej enigmatyczna rozmówczyni gładziła delikatnie grubą szarą płytkę pokrywającą ramię Naxxyi, która zamierzała odpowiedzieć, nie mając na to czasu.

— Nic nie mów. Nie muszę nic o nim wiedzieć. Twój wirtualny strój pozwala mi sądzić, że wciąż żyje, gdzieś tam, i to mi wystarczy. Dopóki on jest wolny, nasze córki też będą.

— „Wasze” córki? — zapytała zaintrygowana Naxxya.

— Wydawało mi się, że to ci umknęło — odpowiedziała stylistka, kierując wzrok Naxxyi w stronę grupy uczniów. — Ale skoro potrafiłaś trzymać język za zębami w kwestii Aelity…

Naxxya wciąż miała wiele wątpliwości, obserwując Heidi Klinger przebraną za Białą Damę, zanim uświadomiła sobie, kto nosił kostium Czerwonej Czarownicy.

— Taelia…

— Dlaczego cię to dziwi? Aelita i ona są do siebie podobne jak dwie krople wody, bo są bliźniaczkami, to powinno było rzucić ci się w oczy.

— Tak, ale… Myślałam, że Aelita nie starzała się przez kilka lat… Jak to się stało, że Taelia zachowała ten sam wiek co ona?

Stylistka wahała się przez długą chwilę przed odpowiedzią.

— Kiedy Aelita i Taelia były całkiem małe, Centrum wykorzystało je do eksperymentów mających na celu wzmocnienie biologicznych więzi łączących bliźnięta. Ich zsynchronizowane starzenie się jest z pewnością jedną z konsekwencji eksperymentów, które przeszły. I to właśnie wtedy, gdy odkryliśmy, co zrobili naszym córkom, mój mąż i ja postanowiliśmy uciec z Centrum.

Olbrzymka przyłożyła dłoń do ust, z trudem przyjmując rewelacje na temat bliźniaczek, po czym zauważa jedną rzecz.

— Aelita… Taelia… Nadaliście im imiona, które pisze się za pomocą tych samych liter?

— Nazywamy to anagramem. Zresztą mój dzisiejszy pseudonim nim jest.

— Hana Prophet… To daje… Ah, no tak… A więc uciekłaś z Centrum z mężem i waszymi dwiema córkami, Aelitą i Taelią. Jednak Aelita nigdy nie mówiła, że ma siostrę…

— Były bardzo młode, kiedy opuściliśmy Centrum. Nasze dwie małe córeczki sprawiały, że łatwo było nas wyśledzić, więc postanowiliśmy się rozdzielić: mój mąż odszedł w swoją stronę z Aelitą, a ja schroniłam się u przyjaciół z Taelią. Po pewnym czasie skontaktował się ze mną ponownie, abyśmy się spotkali, pomimo ryzyka wykrycia. Zgodziłam się do niego dołączyć, ale w pierwszym kroku wolałam zostawić Taelię u moich przyjaciół, by upewnić się, że nie grozi nam niebezpieczeństwo. Całe szczęście, że podjęłam te środki ostrożności, ponieważ agenci Centrum wykorzystali nasze spotkanie, by wpaść na nasz trop. Pojmali mnie, ale na szczęście mojemu partnerowi udało się im umknąć wraz z Aelitą, podczas gdy Taelia wciąż była bezpieczna u moich przyjaciół. Od tamtego dnia ta odrobina wolności, jaką dysponuję, jest mi przyznawana wyłącznie dlatego, że zgadzam się kontynuować moje prace badawcze dla Centrum. Co do moich córek, przypuszczam, że mój mąż wpadł na dobry pomysł zwirtualizowania Aelity, by ich wzrost zyskał dziesięć lat opóźnienia, ponieważ w ten sposób Centrum poszukuje dwóch młodych, dorosłych kobiet, nie domyślając się, że pozostały nastolatkami. Obecnie wiem, że są wolne, że mają się dobrze i to jest jedyne, co się liczy. Więc cokolwiek się wydarzy, nie mów im ani o Centrum, ani o mnie. Nigdy.

Po namyśle Olbrzymka zdecydowała się w końcu na dość niepokojącą uwagę:
— A co sprawia, że wierzysz, że nie pójdę do Centrum opowiedzieć wszystkiego, co właśnie mi wyjawiłaś?
— To nie byłoby zbyt uprzejme z twojej strony — odpowiedziała spokojnie tajemnicza kobieta. — W końcu to również dzięki mnie jesteś tutaj, a nie tam, pomimo tego, co zrobiłaś w zeszłym roku.

Naxxya przyglądała się swojej rozmówczyni:
— …A więc to naprawdę byłaś ty? — zdziwiła się. — Myślałam… Byłam przekonana, że nie chcesz mnie już widzieć…
— Bardzo mnie zawiodłaś — potwierdziła poważnie dama w ekstrawaganckich okularach. — Ale był ktoś inny, komu bardzo na tobie zależało, i ta osoba przekonała mnie, że nie jesteś nie do uratowania, więc zrobiliśmy tak, by przyznano ci drugą szansę. I kiedy widzę, jak bawisz się dziś wieczorem ze swoimi towarzyszami, myślę, że podjęliśmy dobrą decyzję. To zresztą z tego powodu nic nie powiesz Centrum: zbyt mocno zależy ci na ochronie swoich nowych przyjaciół.

Dziewczyna o niebieskich włosach długo obserwowała z dystansu swoich kolegów przed zapytaniem:
— Kto to był?
— Słucham?
— Osoba, która przekonała cię, żeby mnie stamtąd wyciągnąć. Kto to był?
— Ktoś, w przypadku kogo bezpieczeństwo byłoby zagrożone, gdyby jego prawdziwa rola w tej całej historii została odkryta.
— To ktoś z Centrum?
Niezwykła kobieta skończyła pić swojego drinka:
— I tak już za dużo ci powiedziałam, a alkohol bez wątpienia nie jest w tym bez winy, więc zrób mi przyjemność i przestań próbować dowiedzieć się czegoś więcej. Zaoferowaliśmy ci ostatnią szansę na odcięcie się od swoich korzeni, na ucieczkę od tego wszystkiego, nie zmarnuj jej.
— Dlaczego więc mi to wszystko powiedziałaś? — nalegała Naxxya.— Ponieważ nigdy nie powiedziałaś moim córkom, że mnie znasz. Postanowiłam więc ci zaufać, byś nad nimi czuwała. Nawet jeśli Aelita „Stones” i Taelia „Leconte” nie przyciągają uwagi Centrum, bo nie są w wieku, w jakim powinny być i same nie wiedzą, że są siostrami, ich prawdziwa tożsamość mogłaby w końcu dotrzeć do uszu niewłaściwych osób, w szczególności z powodu naszyjnika, który Taelia nosi na szyi…
— Jej naszyjnika? — spytała zdezorientowana Olbrzymka.
— Nie zajmuj się tym, ogranicz się do czuwania nad nią, to wszystko, o co cię proszę… I strzeż się go…
— Co?… Kogo?… — niepokoiła się Naxxya, która nie wie już, w którą stronę obrócić głowę.
— Tego ucznia z długimi skrzydłami… — doprecyzowała podpita kobieta, wskazując na licealistę, który nosił kostium Sępa ze Spider-Mana.
Wojowniczka Lyoko przyjrzała się nastolatkowi z siwymi pasemkami, nie potrafiąc go zidentyfikować:
— Ee… nawet go nie znam… — zająknęła się, ponieważ nie zdążyła jeszcze zapoznać się ze wszystkimi mieszkańcami internatu Kadic.
— Nieważne… Liczą się tylko Taelia i Aelita… Obiecaj mi, że nigdy nie wyjawisz im tego, co teraz wiesz, i że zrobisz wszystko, by już nigdy nie zostały w to wplątane…

Olbrzymka ograniczyła się do kiwnięcia głową ze ściśniętym gardłem, podczas gdy jej rozmówczyni wstała z krzesła:
— Pewnego dnia wszystko ci wyjaśnię, tak jak ci obiecałam… tymczasem musisz mi zaufać, więc nic nikomu nie mów. I ostatnia rada: ciesz się życiem, dopóki niebo jest czyste, ponieważ nadchodząca burza szykuje dla nas mroczne godziny.

Zaniepokojona tym złowrogim ostrzeżeniem Naxxya odprowadziła wzrokiem odchodzącą kobietę, po czym sama również wstała i podeszła do siostrzeńca Jima, by nawiązać znajomość.

W tym czasie po drugiej stronie sali Odd dał znak Jeremiemu, by poszedł za nim w celu porozmawiania z dala od grupy. Informatyk napełnił szklankę przed dołączeniem do przyjaciela w spokojnym kącie.

— Myślałem o tej ścianie, która zablokowała nam dostęp do terminala archiwów w Piątym Sektorze… Czy byłoby możliwe, że w rzeczywistości ta ściana nie została stworzona przez Frantz Hoppera, lecz przez Xilune? — zaczął Della Robbia.

— Też o tym myślałem — odpowiedział Jérémie. — Ale na podstawie tej odrobiny, którą wiemy o Xilune, zważywszy na to, że pozostawała zamknięta w Piątym Sektorze przez cały ten czas, bez odkrycia przez nas jej istnienia podczas naszych misji, myślę, że powiedziała ci prawdę: Xana nigdy nie zdołał ukraść jej mocy ani zmusić jej do ich użycia, może jej jedynie zabronić z nich korzystać. Jeśli chcesz znać moje zdanie, Xana ma dobre powody, by blokować moce Xilune i trzymać ją zamkniętą w sekretnej, całkowicie niedostępnej komnacie: nie tylko nie może się nią posłużyć, ale też nie chce, byśmy nawiązali kontakt z Xilune, ponieważ ta mogłaby pomóc nam go pokonać.

— Powinniśmy spróbować ją odnaleźć! — podjął Odd. — Być może Franz Hopper również jest zamknięty w tej sekretnej jaskini!

— Wątpię, byśmy zdołali dotrzeć do celi Xilune, nawet gdybyśmy zdołali ją precyzyjnie zlokalizować. Prawdopodobnie posłużyła się swoimi mocami, by sprawić, że tam trafiłeś, ale ona sama nie mogła stamtąd wyjść bez pomocy z zewnątrz. Próba skontaktowania się z nią, dopóki jej moce są blokowane przez Xanę, byłaby stratą czasu. Co do Franza Hoppera, Xana z pewnością nie trzyma go w tym samym pomieszczeniu co Xilune, nie mówiąc już o zablokowanym interfejsie, który tamto miejsce zawiera. Przyznaję ci, że na ten moment absolutnie nie wiem, gdzie znajduje się ojciec Aelity, a jednak musi być gdzieś w Lyoko, co skłania mnie do myślenia, że Franz posiadał z pewnością sekretną kryjówkę, skąd mógł na przykład kontrolować swój awatar na odległość, samemu pozostając w ukryciu. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń obawiam się niestety, że Xana w końcu go zlokalizował i uwięził na miejscu. Sekretne schronienie Franza Hoppera stało się jego sekretnym więzieniem.

Kot chciał odpowiedzieć Jérémiemu, że wnioski, które wyciągał, były być może nieco przedwczesne, ale z drugiej strony wiedział, że nawet pozostając za swoim ekranem, okularnik był bezkonkurencyjnie najlepszy z nich, gdy chodziło o odszyfrowywanie poczynań Xany. W pewien sposób walka, którą toczyli w Lyoko od lat, była tylko wielką partią szachów pomiędzy młodym geniuszem informatyki a wirusem, który przerósł swojego twórcę.

Po długim wahaniu Odd zdecydował się wyjawić więcej na temat swojego spotkania z Xilune.

— Jérémie, jest coś jeszcze…

— Co takiego?

— Nie mówiłem ci o tym tamtej nocy, bo Aelita tam była, ale kiedy zapytałem Xilune, jak mogłaby mi udowodnić, że nie jest Xaną, powiedziała mi, żebym ci przekazał, że zna „sekret Aelity”…

— Nigdy więcej nie wypowiesz tych słów przed nikim. — Informatyk gwałtownie odstawił szklankę na stole i podszedł bardzo blisko swojegotowarzysza.:

— Co? Ale dlaczego? Czym jest „sekret Aelity”? — kot nic z tego nie rozumiał,

Dyskretnym, lecz brutalnym gestem Jérémie docisnął Odda do ściany, trzymając go za gardło:
— NIGDY WIĘCEJ O TYM NIE MÓW! ZROZUMIANO?!

Fioletowy kot potaknął pospiesznie, po czym jego przyjaciel puścił go i wziął z powrotem szklankę, jak gdyby nigdy nic, bez wiedzy kogokolwiek o ich sprzeczce.

Muzyka stała się coraz głośniejsza, podczas gdy Odd doszedł do siebie po emocjach, napełniając szklankę. Jeremie kończył swoją:
— Zamierzałem wrócić do reszty, ale zaczynają tańczyć, więc raczej poczekam chwilę, aż skończą

Kot rozejrzał się wokół:
— Gdzie jest Jim? Paco, król dyskoteki przebrany za Yeti, muszę koniecznie zobaczyć, jak wywija biodrami!

Aelita dołączyła do dwóch chłopców i wyciągnęła dłoń do ukochanego, uśmiechając się do niego:
— Doktorze Lecter, zechce pan ze mną dziś zatańczyć?
— Eee, to znaczy, że… — zająknął się zainteresowany.
— Odmówiłbyś przysługi Różowej Czarownicy, zwyciężczyni konkursu halloweenowego? — nalegała dziewczyna, której uśmiech stał się niemal groźny.

Jeremie poprawił wtedy okulary, po czym delikatnie chwycił dłoń Aelity i zaskoczył ją, biorąc w ramiona, by zabrać ją na środek parkietu.

Będąc niemym świadkiem całej sceny i również zaskoczonym inicjatywą kolegi, Odd nie potrafił powstrzymać kłucia w sercu, gdy poruszająca muzyka ustępuje miejsca wolnemu utworowi, pozwalającemu zakochanym na czułe objęcia na wzór Jeremiego i Aelity, wkrótce naśladowanych przez Yumi i Ulricha.

Wpadając nagle na pomysł zaproszenia Naxxyi do tańca, kot szukał jej wzrokiem, gdy dostrzegł Olbrzymkę rozmawiającą z pasją z Chrisem, perkusistą Subdigitals, imitując uderzenia w perkusję.

Poirytowany tymi wszystkimi parami robiącymi przedstawienie, Odd postanowił wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza.

Na zewnątrz zastał Williama kontemplującego księżyc w pełni, również samego.
— Masz nadzieję zamienić się w wilkołaka? — zażartował Odd, siadając obok partnera z drużyny, który milczał.

William nie zaszczycił go nawet spojrzeniem, więc kot z kolei podniósł wzrok:
— To prawda, że dzisiejszy księżyc jest piękny!
— Piękny i niedostępny…

Zapadła chwila ciszy.
— A więc to pewne? Całkowicie zrezygnowałeś z chodzenia z Yumi? — spytał Odd.— No tak — potwierdził William. — Nie powinienem był nawet trzymać się jej tak długo. Od początku, gdy zobaczyłem, jak się zachowuje, kiedy była z Ulrichem, zrozumiałem, że w końcu na pewno będą razem. Zresztą, mówiłem to Ulrichowi: wystarczyło, by porozmawiał z Yumi prosto z serca. Widocznie w końcu poszedł za moją radą.

William zrobił pauzę zanim kontynuował:

— Nawet, jeśli Yumi zawsze wolała Ulricha, bo jest taki, jaki jest, nie potrafię powstrzymać myśli, że problem leżał też we mnie. Myślę, że jest we mnie coś, co sprawiło, że nie mogła mnie pokochać. A jeśli tak jest, Yumi nie będzie moją ostatnią porażką.

Po chwili namysłu Odd powiedział:

— To dziwne, mimo wszystko jesteś przystojny, jesteś opiekuńczy, jesteś pewny siebie, a tak ci ciężko idzie z dziewczynami.
— No i co twoim zdaniem byłoby nie tak?
— Sam nie wiem, to z pewnością jakaś całkiem głupia wada! Może na przykład słabo całujesz!
— Co ty opowiadasz? Całowałem już dziewczyny, ale z Yumi nigdy…

Odd przerwał mu, kładąc palec wskazujący na ustach Williama. Podczas gdy ten przyjrzał mu się z niezrozumieniem, Kot zbliżył się do mrocznego chłopaka, chwytając go za policzki, po czym pocałował go bez ostrzeżenia.

Ciosem pięści w mostek William zdecydowanie odepchnął swojego zbyt śmiałego kolegę:
— Nie jestem gejem — stwierdził kategorycznie, wycierając usta. — Możesz być tak zniewieściały, jak chcesz, wciąż jesteś facetem, więc to mnie nie interesuje.
— …To nie był powód, żeby mnie uderzyć! — krzyknął Odd w odpowiedzi.
— No nie, a czego się spodziewałeś? — zaśmiał się jego partner z drużyny. — Od dziewczyny dostałbyś w twarz. Nie należy całować kogoś bez pewności, że ta osoba również ma na to ochotę.

Odd spuścił zawstydzony głowę, odwracając wzrok:
— Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło… To tylko… Widząc, jak rezygnujesz z Yumi… Sam nie wiem… W pewien sposób myślę, że przypomina mi to historię, z której ja również musiałem zrezygnować… zresztą. Zapomnij, o czym mówiłem. Muszę znaleźć coś do jedzenia, nie myślę, gdy jestem głodny.

William chwycił go za ramię, by uniemożliwić mu ulotnienie się.

— Wygląda na to, że Yumi myliła się co do ciebie. Nawet po zaliczeniu serii krótkich i mało interesujących podbojów, naprawdę skończyłeś na rozwinięciu uczuć miłosnych do kilku z nich…

— Możliwe… — przyznał finalnie kot.

— Dobra rada: zapomnij o Aelicie, jej serce jest już dobrze zajęte. Zdecyduj się raczej zagadać do tej drugiej wielkiej tyczki, od kiedy to wokół niej krążysz… Chyba że w ostatecznym rozrachunku cię owa olbrzymka onieśmiela?

Odd zaczerwienił się tak bardzo, że nawet nocne ciemności nie wystarczały, by to ukryć, po czym odzyskał swój zwyczajowy, bezczelny ton.

— Nie wiem, o czym mówisz, ale wspomniałeś o jedzeniu, więc muszę koniecznie iść coś zjeść!

Kot ulotnił się, spiesząc się z powrotem do środka.

— Nie martw się, ja sam czasem mam momenty słabości, kiedy czuję się trochę sam… — William powiedział mu na odchodne, celowo niezbyt głośno, by dało się to usłyszeć.

Mroczny chłopak nie mógł jednak zignorować grobowego głosu, który szeptał w jego umyśle.

— Daj spokój, William… wiemy obaj, ty i ja… że nigdy nie jesteś sam…

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari

Odcinek 98: Wielka nowina (rozdział 3)

„Spóźnienie już w pierwszym tygodniu zajęć, pani Hertz na pewno będzie zachwycona!” – pomyślał Odd, pędząc przez dziedziniec liceum. 

„Lepiej, żebym znalazł dobrą wymówkę…” 

Gdy Odd dotarł do zakrętu przy sali od biologii, zderzył się gwałtownie z kimś i upadł do tyłu.

– Ała! Patrz, jak leziesz! – krzyknął, masując czoło. Rozczarowany stwierdził, że nawet nie krwawi. 

– Mogłaś przynajmniej zrobić mi prawdziwą ranę, nie musiałbym iść na lekcje!

– To da się bardzo szybko załatwić – odpowiedziała mu chłodno osoba przed nim.

Oszołomiony chłopak podniósł wzrok i wzdrygnął się na widok istoty, na którą wpadł: wysokiej dziewczyny o długich, niebieskich włosach związanych do tyłu, z wyjątkiem jednego jaśniejszego pasma z przodu. Jej twarz znaczyła wąska blizna, biegnąca w poprzek lewego oka. Ubrana była w dziwny, szaro-niebieski, mocno opięty strój. Ubranie pozwalało dostrzec wyraźne umięśnienie – z wyjątkiem dolnej części nóg, bo jej spodnie kończyły się szerokimi dzwonami. Nosiła plecak, który wydawał się wręcz miniaturowy przy jej wzroście i atletycznej sylwetce – cechy dość nietypowe u płci pięknej.

Odd początkowo był oszołomiony osobliwym wyglądem nieznajomej stojącej w bezruchu. Choć wyglądała groźnie, Odd przez chwilę chwalił w myślach to niezwykłe połączenie rozwiniętych mięśni i kobiecych kształtów. Po chwili wstał, aby z bliska przyjrzeć się tej zaskakująco ładnej twarzy, mimo surowego spojrzenia dziewczyny.

– Cześć! Jesteś nowa? – spytał z szerokim uśmiechem.

Licealistka zmrużyła oczy, nie przestając wpatrywać się w swojego rozmówcę, który uśmiechał się bezczelnie, nie dając się przytłoczyć dzielącej ich różnicy wzrostu.

Dostrzegając dwoje nastolatków stojących naprzeciw siebie, Yolanda Perraudin, pielęgniarka z Kadic, podeszła do nich. Szukała właśnie nowej radosnej pensjonariuszki placówki:

– Naxxya, widzę, że poznałaś Odda! Ale to chyba zły moment na pogawędki, spóźnicie się na lekcje.

– Właśnie – odpowiedziała Olbrzymka, wyciągając plan lekcji z kieszeni. – Mam historię z panem Fumet, ale nie mogę znaleźć sali 102.

– Odd, wiesz, gdzie to jest? – spytała Yolanda.

– Jasne! Yumi i William mają lekcje w tej sali!

– W takim razie, czy możesz odprowadzić tam Naxxyę?

– Z przyjemnością! – odpowiedział wesoły chłopak, który wreszcie miał wymówkę na swoje spóźnienie.

– Dobrze, liczę na ciebie – podsumowała pielęgniarka, dając ostatnią instrukcję nowej uczennicy i oddalając się. – Naxxya, nie zapomnij wpaść do mnie do gabinetu w przyszłą środę.

– Rozumiem.

Uczniowie skierowali się w stronę budynku z salami lekcyjnymi.

– Masz na imię Naxxya? – spytał Odd, aby zacząć rozmowę.

– Tak – odpowiedziała krótko.

– Miło mi! Ja jestem Odd, ale możesz już do mnie mówić „Odd Wspaniały”! Jeśli to cię pocieszy, inni uczniowie są w miarę normalni w porównaniu ze mną! Nie trafiłaś do szkoły dla wariatów!

– W takim razie miałam szczęście, że na ciebie wpadłam – odpowiedziała z półuśmiechem.

– Dobra odpowiedź! Choć, technicznie rzecz biorąc, to raczej ja wpadłem… Zresztą wydaje mi się, że podczas naszego zderzenia zostawiłem kilka włosów na twojej… eee…

– Naprawdę chcesz mieć poważną ranę? – spytała Naxxya, widząc, że ręka jej towarzysza zbliża się do jej klatki piersiowej.

– Co? O nie, nie, skądże! – obronił się chłopak, odsuwając się na bezpieczną odległość. – Chciałem tylko zdjąć ci te… Nieważne, zostawiam ci je na pamiątkę naszego spotkania! Porozmawiajmy raczej o tobie, skąd jesteś?

– Eee, nie chcę unikać rozmowy, ale wolałabym o tym…

– … nie mówić? – skończył za nią Odd. – Nasz wuefista też tak mówi, polubisz go! A skoro mowa o sporcie, musisz być super silna przy tym wzroście! Grasz w koszykówkę? Siatkę? Tutaj kręci nas raczej piłka nożna i sztuki walki, ale jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje! Przepraszam, tak nawijam i nawijam, że nawet nie daję ci dojść do słowa, haha!

Olbrzymka zdaje się oszczędzać słowa:

– Nie, w porządku. Mów dalej, lubię twój głos.

– Ach tak? To zabawne, często słyszę, że jest zbyt piskliwy jak na chłopaka. Cóż, głównie faceci tak mówią, pewnie z zazdrości! Zresztą; dziewczyny, z którymi się spotykałem, nigdy na to nie narzekały! Tylko nie myśl sobie, że kolekcjonuję miłosne podboje. Miałem tylko kilka dziewczyn w gimnazjum, ale wciąż czekam na tę jedyną, bratnią duszę! To moja romantyczna strona.

– Rozumiem…

Spóźnialscy dotarli w końcu do sali 102. Odd musiał zakończyć swój monolog.

– To tutaj nasze drogi się rozchodzą! Mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy, żeby lepiej się poznać! Do tego czasu powodzenia w przetrwaniu historii. Uważaj, żebyś nie uderzyła się w głowę, przechodząc przez drzwi!

– A ty uważaj, żebyś nie wpadał na ludzi, kiedy biegasz.

– Dzięki tobie nie ma ryzyka, nie muszę już nawet biegać! – odpowiedział Odd z uśmiechem od ucha do ucha; odkąd usprawiedliwił swoje spóźnienie przez Yolandę, nigdzie mu się nie spieszyło.

Olbrzymka patrzyła, jak odchodzi, po czym zapukała do drzwi. Pan Fumet pozwolił jej wejść i przedstawił ją pozostałym uczniom, nieco zaskoczonych jej wzrostem:

– Moi drodzy, oto Naxxya Warven, wasza nowa koleżanka z klasy. Mam nadzieję, że przyjmiecie ją należycie i nie uznacie tego za okazję do pogaduszek podczas moich zajęć. Możesz usiąść.

Odprowadzona z szeptami w tle, intrygująca uczennica przeszła przez klasę i usiadła w ostatniej wolnej ławce na końcu sali, za Yumi i Williamem. Po chwili zauważyła, że ten drugi dziwnie się jej przygląda.

– Chcesz moje zdjęcie? – spytała go.

– Dlaczego? Przeszkadza ci, że ktoś na ciebie patrzy? – spytał chłopak o mrocznym spojrzeniu, nie zdejmując z niej wzroku.

– William, co cię napadło? – spytała szeptem Yumi.

– O, przepraszam, nie wiedziałem, że patrzenie na kogoś to zbrodnia – rzucił chłopak, odwracając wzrok.

Japonka odwróciła się do Naxxyi.

– Wybacz mu, jest ostatnio trochę nerwowy, nie zwracaj na niego uwagi.

– Nic nie szkodzi, przywykłam.

– Jestem Yumi.

– Panno Ishiyama! – zawołał pan Fumet. – Wygląda na to, że dobrze się pani dogaduje z nową koleżanką! Zlecam więc pani oprowadzenie jej po szkole. To da wam też czas na rozmowy bez zakłócania moich lekcji. A teraz proszę o uwagę i ciszę, w przeciwnym razie zwiedzanie Kadic może zacząć się od gabinetu dyrektora.

William dyskretnie podał Yumi złożoną na pół kartkę papieru. Dziewczyna rozłożyła ją i przeczytała wiadomość.

„Miej się na baczności; może być wysłanniczką X.”

Po wyjściu z klasy, do Yumi i Naxxyi dołączył Odd.

– Cześć Yumi! – krzyknął z szerokim uśmiechem. – Widzę, że masz nową koleżankę! Przedstawisz mi ją?

Gejsza wzniosła oczy do nieba:

– Naxxya, to jest Odd. Jest trochę „specyficzny”, ale poza tym…

– …Miło mi! – przerwał jej chłopak, kłaniając się przed Naxxyą.

– Ee… Dlaczego zachowujesz się tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy? – zdziwiła się dziewczyna.

– Nie byłem zbyt zadowolony z mojego pierwszego podejścia – wyjaśnił jej. – Więc robię drugie, próbując się poprawić!

Yumi ponownie wywróciła oczami, podczas gdy jej koleżanka z klasy stłumiła napad śmiechu.

– Naprawdę mówicie na niego „Odd Wspaniały”? – spytała Naxxya.

– Zgaduję, że to on ci to naopowiadał – domyśliła się Japonka. – Dobra, dość marnowania czasu. Muszę oprowadzić cię po Kadic.

– Mogę iść z wami?! – spytał młodszy uczeń. – Znam wszystkie tajne przejścia!

Yumi odwróciła się do Naxxyi, pytając ją o zdanie.

– Dla mnie nie ma problemu – odpowiedziała, wzruszając ramionami.

– Dobrze. Zacznijmy od sal lekcyjnych.

Poranek dobiegł końca; nadeszła pora obiadowa.

– A teraz najważniejsze: wizyta na stołówce! – krzyknął Odd, zapełniając swoją tacę.

– Jedzenie jest w porządku – powiedziała Yumi. – A jeśli czegoś nie lubisz, możesz oddać to Oddowi, on zje wszystko.

– Zanotowane – odpowiedziała Naxxya.

Japonka dostrzegła Ulricha, Aelitę i Jeremiego kończących posiłek, ale przy ich stoliku zostało tylko jedno wolne miejsce. Dała więc znać Oddowi i Naxxyi, by poszli za nią w poszukiwaniu wolnego stolika.

Siedząca nieco dalej z Hervem i Nicolasem Sissi zauważyła przechodzącą Yumi i Odda w towarzystwie nowej, wysokiej uczennicy. 

„Byłaby świetnym tragarzem, gdybym tylko znalazła mundur w jej rozmiarze…” – pomyślała córka dyrektora, przyglądając się posturze Naxxyi.

– Widzieliście? – spytał Nicolas. – Yumi nie usiadła z Ulrichem, może już zerwali!

– Wątpię – odciął się Herve. – Widziałem, jak całowali się dzisiaj rano przed lekcjami.

– I co z tego? – uparł się jego kumpel. – Mogli się pokłócić w ciągu dnia!

– Nie będąc w tej samej klasie? – spytał sceptycznie jego towarzysz.

– No tak! Przez SMS-y! Mnóstwo par rozstaje się przez SMS-y!

– Gdyby tylko… – mruknęła Sissi, odprowadzając Yumi wzrokiem.

Jej dwaj koledzy odwrócili się do córki dyrektora, która w rzeczywistości czekała, aż jej rywalka się oddali, by uderzyć pięścią w stół:

– Dlaczego Ulrich związał się z tą wronią szumowiną?! A William, co on wyprawia?! Dołączył do ich paczki, ale wygląda na to, że Yumi go nawet nie interesuje! To mnie doprowadza do szału! Wystarczyłoby, żeby choć raz zdradziła Ulricha z Williamem, a cała ich banda poszłaby w rozsypkę!

– To jasne – zgodził się Herve. – Problem w tym, że Yumi ma zbyt duże poczucie szacunku, by zdradzić chłopaka, z którym chodzi.

– Co ty opowiadasz?! – przerwała mu Sissi. – Yumi nie jest święta! Mogłaby zdradzić swojego faceta, pod warunkiem, że inny zacząłby ją uwodzić!

– Nie, jeśli naprawdę woli Ulricha – stwierdził drugi najlepszy uczeń w klasie. – William i Ulrich jednocześnie biegali za Yumi, więc mogła wybrać Williama, a jednak to z Ulrichem postanowiła się związać.

Sissi poczuła się dotknięta, ale musiała przyznać koledze rację:

– No tak… choć, w przeciwieństwie do Williama, Ulrich nie uganiał się tak naprawdę za Yumi. Powiedzmy raczej, że trzymali się razem w swojej paczce…

– Cóż, może William po prostu nie jest w jej guście… – zasugerował Nicolas.

– Co?! – Sissi zakrztusiła się śliną z wrażenia. – Jesteś tak ślepy, czy tak głupi, czy robisz to specjalnie, żeby mnie wkurzyć?! William jest cool, jest przystojny, wysportowany, każda dziewczyna marzyłaby, żeby z nim chodzić! Na dodatek jest z Yumi w klasie i kręci się koło niej, odkąd pojawił się w Kadic! Dlaczego ona i tak wolała przyjść i zabrać MOJEGO Ulricha z MOJEJ klasy?!

– Hej, ale to prawda… – zauważył Herve, mrużąc oczy. Przypomniał sobie, że Japonka zaprzyjaźniła się z młodszymi od siebie uczniami w czasach, gdy z nikim innym nie rozmawiała. – Od dłuższego czasu Yumi ma znajomych we własnej klasie, więc czemu wciąż trzyma się z paczką Jeremiego?

Na drugim końcu stołówki Yumi znalazła wolny stolik. Usiadła z Naxxyą i Oddem, który szybko zaczął się opychać.

– On zawsze tak je? – spytała Naxxya, widząc młodego żarłoka dziko pochłaniającego jedzenie.

Gejsza potaknęła z uśmiechem.

– Człowiek się zastanawia, jak on to robi, że wciąż jest taki chudy!

– Nie jestem chudy, tylko szczupły! – obraził się Odd, po czym odwrócił się do Naxxyi. – Hej…? Nie kończysz swojego talerza?

– Moim zdaniem – wtrąciła się Yumi – to twój sposób napychania się odbiera jej apetyt.

– Nie, skądże – zaprzeczyła Naxxya. – Po prostu jeśli jem za dużo, szybko rosnę, więc przyzwyczajam się do ograniczania kalorii.

– Wciąż rośniesz? – spytała koleżanka z klasy, szeroko otwierając oczy.

– Tak. Cóż, mój wzrost zaczyna zwalniać, ale na razie trwa.

– Ile masz teraz wzrostu? – spytał Odd, wpatrując się w zawartość jej tacy.

– 1 metr 93 centymetry – odpowiedziała. – Mam nadzieję, że zatrzymam się przed dwoma metrami, inaczej naprawdę będę musiała się schylać w drzwiach.

Chłopak zrobił zatroskaną minę, patrząc jej prosto w oczy:

– Doskonale cię rozumiem i chciałbym ci pomóc… Na początek, jeśli się zgadzasz, jestem gotów sprawić, by zniknęło jedzenie z twojego talerza.

– Częstuj się – zgodziła się Naxxya, której nie nudziły wygłupy Odda.

Yumi spojrzała na zegarek:

– Przepraszam Odd, ale mamy jeszcze kilka budynków do odwiedzenia.

– Co? Ale przecież ledwo usiedliśmy! – zaczął narzekać, próbując przełknąć wszystko, co tylko może.

Gonieni przez czas, wstali od stołu, by opuścić stołówkę.

Przy stoliku Ulricha, Jeremiego i Aelity pojawił się ostatni członek ich zespołu ze swoją tacą:

– Yumi i Odd jeszcze nie przyszli? – spytał William, siadając z trójką towarzyszy.

– Przyszli, ale nie było dość miejsca, więc poszli zjeść dalej – powiedział Jeremie.

– I była z nimi super wysoka dziewczyna – wspomniał Ulrich. – Podobno nowa uczennica.

– Pojawiła się w naszej klasie dzisiaj rano – potwierdził William, który właśnie chciał o niej porozmawiać. – Wyobraźcie sobie, że nazywa się „Naxxya”. Przyznajcie, że to niezbyt pospolite imię.

Oczy Aelity rozbłysły.

– Ach, jeśli tak, to może dla niej Jim prosił mnie o zrobienie miejsca…

– Co? – spytał Jeremie, który również zaczął łączyć fakty. – Myślisz, że to ona będzie…?

– O czym wy mówicie? – zdziwił się Ulrich.

– EJ, HALO! – przerwał im gwałtownie William. – Właśnie wam powiedziałem, że ona nazywa się „Naxxya”! Z niczym wam się to nie kojarzy?!

Zaskoczeni jego podniesionym głosem, trzej towarzysze wpatrzyli się w niego:

– …Coś cię niepokoi? – zmartwił się blondyn w okularach.

Chłopak wziął głęboki oddech.

– Sam nie wiem… Od rana czuję coś dziwnego. Jesteś pewien, że w Lyoko nie ma aktywnej wieży?

– Na razie żadnego alarmu – odpowiedział informatyk, otwierając swój laptop. – Superskan nic nie wykrył.

Zaniepokojony przeczuciami rywala, Ulrich kontynuował:

– Xana już w przeszłości zdołał aktywować wieżę bez naszej wiedzy. Może powinniśmy iść sprawdzić to bezpośrednio w fabryce?

– Przezorny zawsze ubezpieczony – potaknęła Aelita. – Idziemy, Jeremie?

– Dobrze – odpowiedział. – I tak nie mamy lekcji po południu.

Wstali od stołu, a mózg grupy odwrócił się do starszego ucznia:

– Zadzwonimy do ciebie, jeśli znajdziemy cokolwiek nienormalnego.

William podziękował, po czym wyjrzał przez okno. Dostrzegł Yumi, Odda i Naxxyę kierujących się w stronę schodów, by zwiedzić internat.

Gdy dotarli przed łazienki na piętrze dziewcząt, Odd powiedział szeptem:

– Wymiana usług, drogie panie! Ja oprowadzę was po męskich prysznicach, a w zamian wy oprowadzicie mnie po damskich! To jedyne miejsce w Kadic, którego jeszcze nie widziałem!

Olbrzymka po raz kolejny powstrzymywała się od śmiechu, podczas gdy Yumi rzuciła pogardliwe spojrzenie chłopakowi, który pośpiesznie dodał:

– Żartowałem! Oczywiście, że już je odwiedziłem.

Woląc zignorować to sprostowanie, Japonka zwróciła się do nowej koleżanki z klasy:

– A tak przy okazji, mieszkasz w internacie czy dojeżdżasz do szkoły?

– Mieszkam w internacie, ale nie wiem jeszcze, gdzie jest mój pokój. Przyjechałam dziś rano, zostawiłam walizki w holu wejściowym.

Naxxya wyciągnęła kartkę, na której zaznaczono lokalizację jej pokoju. Przyglądając się planowi, Yumi zamrugała.

– Ale to przecież pokój Aelity!

– Świetnie się składa, jesteśmy tuż obok! – uzupełnił Odd, wskazując na drzwi wspomnianego pokoju.

Otworzył drzwi i zastał Jima montującego drugie łóżko.

– Panie Morales? Co pan tu robi?

– To chyba widać, no nie? Montuję drugie łóżko! …Ale zaraz, Della Robbia, co TY tu robisz?

– Cóż… eee… właśnie! Pomagałem nowej mieszkance znaleźć jej pokój!

Yumi i Naxxya również weszły do środka.

– A więc to prawda? – spytała gejsza. – Aelita będzie musiała dzielić pokój?

– No tak! – potwierdza Jim. – Nie martwcie się o Aelitę Stones, doskonale wiedziała, przyjeżdżając tutaj, że pewnego dnia może zostać zmuszona do dzielenia pokoju, jeśli więcej uczennic zapisanych do Kadic poprosi o zakwaterowanie. A zresztą! Za moich czasów w takim pokoju spało się w czwórkę bez problemu! Co więcej, kiedy byłem w centrum badawczym nad… ech, mniejsza z tym, wolę o tym nie mówić!

Odd posłał szeroki uśmiech Naxxyi, po czym zauważył, że Yumi dalej była zakłopotana.

– Nie miej takiej miny Yumi, współlokatorstwo nie jest takie straszne, ja od zawsze dzielę pokój z Ulrichem i jest super!

Jim wstał:

– Dobra, a więc robota zrobiona! Witamy w Kadic, panno Warven! A teraz rozejść się!

Gdy wychowawca opuścił pomieszczenie, Naxxya podziękowała Yumi i Oddowi za oprowadzenie.

– Pójdę po walizki i zacznę się rozpakowywać.

Yumi otrzymała SMS-a od Jeremiego.

– Mogę pomóc ci przynieść walizki?! – zaproponował Odd.

– To miłe, ale myślę, że są cięższe od ciebie – odpowiedziała, pokazując dłońmi ich przybliżony rozmiar.

– Założę się, że dam radę przynieść je tutaj na głowie i bez dotykania ścian! – uparł się chłopak.

Japonka zainterweniowała:

– Odd, Jeremie nas potrzebuje.

– O rany… Przepraszam Naxxya, musimy iść ratować świat. Do zobaczenia później!

Gdy wyszli z Kadic, by udać się do fabryki, Yumi zwierzyła się koledze:

– Wielkolud pojawia się znikąd, wprowadza się do pokoju Aelity, a według Jeremiego wieża rzeczywiście została aktywowana bez naszej wiedzy… Zaczynam wierzyć, że William miał rację…

– Jak to? – zdziwił się Odd. – William miał rację w jakiej sprawie?

– Naxxya może być stworzeniem Xany…

– Co? Ależ skąd, na pewno zauważylibyśmy, gdyby miała symbol w oczach albo zachowywała się dziwnie!

Japonka pozostawała pełna wątpliwości. Zazwyczaj nie należała do osób, które dają się łatwo zastraszyć, a tym bardziej oceniają ludzi po wyglądzie bez ich poznania. Jednak ta nowa uczennica, która wprowadziła się do pokoju Aelity, była prawie o głowę wyższa od Jima. Jeśli Naxxya ma jakikolwiek związek z Xaną, to Aelita mogła być w ogromnym niebezpieczeństwie…

W międzyczasie w Sektorze Polarnym pojawił się Ulrich z Aelitą. Jeremie dodatkowo podstawił im motor. Aelita wsiadła za Ulrichem, po czym ruszyli przez lodową pustynię, wjeżdżając w lodowy kanion.

– Nie czekamy na resztę? – spytała dziewczyna.

– Dołączą do was po drodze – odpowiedział jej Jeremie. – Na razie nie ma żadnego…  Uwaga! Potwór prosto przed wami na moim radarze!

– Tylko jeden? – zdziwił się Ulrich. – Co to jest? Megaczołg?

– Nie wiem! Radar potrzebuje czasu na analizę, co oznacza, że to potwór, którego do tej pory jeszcze nigdy nie spotkaliście!

Gdy dojechali do dziwnej istoty, Ulrich zatrzymał pojazd.

– Co to znowu jest?

Jego pasażerka zeszła i zbliżyła się powoli do stworzenia, które wydawało się nieco zagubione. Jego wydłużone ciało wspierało się na dwóch małych łapach z przodu i dwóch dużych, ugiętych łapach z tyłu. Przypominał płaza. Jego biały pancerz pasował do scenerii Sektora Polarnego, a symbol narysowany na jego głowie wskazywał, że został stworzony przez Xanę.

– Bądź ostrożna… – poradził Ulrich Aelicie, widząc, jak zbliża się do stworzenia.

– Nie wygląda na agresywnego – zauważyła różowowłosa dziewczyna, kładąc dłoń na potworze, który pozostał zaskakująco spokojny.

Widząc, że symbol na jego pancerzu stopniowo się rozświetla, Aelita zaczęła się cofać. Dziwne stworzenie wyprostowało się na przednich łapach, by odsłonić działa umieszczone pod tylnymi łapami, które zaczęły szykować się do strzału.

– O-o…

Ulrich natychmiast uratował towarzyszkę, zgarniając ją z powrotem na motor, po czym ominął bestię, by kontynuować drogę, unikając wystrzałów. Potwór ruszył za nimi w pogoń, wykonując długie skoki podobne do żaby, z nieprzewidywalnymi trajektoriami. Trudno było go zgubić, jak i wycelować. Z drugiej strony do skoków musiał używać tylnych łap, co pozbawiało go możliwości użycia dział – w pogoni strzelał tylko promieniem z rozświetlonego znaku.
Ulrich zręcznie unikał ataków, ale ucieczka stała się trudniejsza, gdy do pogoni dołączył drugi, identyczny potwór. Aelita rzucała w nie Polami Energii: zniszczyła jednego, ale przed nimi pojawiły się dwa kolejne. Samuraj gwałtownie zahamował.

– Reszta zaraz będzie?

– Laserowa strzała! – krzyknął Odd, który właśnie pojawił się obok nich.

Jedno z dwóch stworzeń przed nimi zostało zniszczone przez strzał Odda, po czym wachlarz zniszczył drugiego, wracając do dłoni Yumi.

– To nie koniec – powiedziała Aelita, widząc zbliżające się kolejne cztery potwory.

Jeremie wysłał im więc ich pojazdy. Grupa pędziła prosto przed siebie, trzymając się lodowego kanionu. Podczas gdy Odd został nieco w tyle, by zabić kilku goniących ich potworów, jego towarzysze wjechali w zakręt prowadzący nad przepaść i zatrzymali się w ostatniej chwili, by nie spaść z klifu.
U podnóża owego klifu Wojownicy Lyoko odkrywają prawdziwą armię białych potworów, które opanowały równinę, gdzie znajduje się aktywowana wieża.

– Co robimy? – spytała zmieszana Aelita.

– Moglibyśmy dotrzeć do wieży górą – zaproponował Ulrich – ale przy tej liczbie potworów mogą nas szybko odstrzelić.

Do drużyny dołączył Odd na desce.

– Hej! Znalazłem nazwę dla tych potworów! Krapaudy!… Ach, niech to!

Chłopak zahamował za późno i wpadł na przyjaciół: cała czwórka spadła z klifu.

Jeremie zauważył pojazdy znikające z jego ekranu; spytał co się dzieje, ale nie uzyskał odpowiedzi.

Nagle głos Williama za nim sprawił, że aż podskoczył.

– Można wiedzieć, czego szukasz?

Operator odwrócił się i zobaczył Naxxyę, zaskoczoną przez chłopaka o mrocznym spojrzeniu.

– Ach, William, wreszcie jesteś! Ale…? To ta nowa z waszej klasy? Co ona tu robi?

– Nic konkretnego – odpowiedział mu intruz. – Chciałam tylko zobaczyć, co robią Odd i Yumi…

William nie spuszczał z niej wzroku:

– Obserwuję ją od południa. Gdy tylko Yumi i Odd postanowili udać się do fabryki, zaczęła ich śledzić. A przed chwilą szpiegowała ciebie, Jeremie.

– Czekaj William, naprawdę myślisz, że ona jest…?

– …wysłana przez naszego wroga – dokończy; były wojownik Xany. – Poczułem aktywowaną wieżę dziś rano, a ona pojawiła się niemal w tym samym czasie.

Naxxya zaczęła się bronić:

– Hej, nie mam nic wspólnego z waszymi historiami. Przyszłam tylko zobaczyć, co tu robicie. Jeśli wam przeszkadzam, nie ma problemu, zostawiam was.

Naxxya zaczęła szykować się do wyjścia, ale William przestąpił jej drogę:

– Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie zdezaktywujemy wieży. Na razie siadaj, żebyśmy mogli cię pilnować. Powiemy ci, kiedy będziesz mogła odejść.

– Ach, teraz chcesz, żebym została? Zdecyduj się – odcięła się i minęła go, idąc w stronę windy.

William nie poddał się i ponownie stanął jej na drodze:

– Zachowaj spokój i wszystko będzie dobrze. Ostatnie ostrzeżenie.

Nowa uczennica nie miała zamiaru go słuchać.

– Albo się odsuniesz, albo ja cię odsunę. Ostatnie ostrzeżenie.

– Wiesz William, to może być tylko zbieg okoliczności, zresztą Aelita mówiła mi, że… 

– Szczerze Jeremie – odpowiedział jego towarzysz ironicznym tonem – widziałeś rozmiar tego „zbiegu okoliczności”? Moim zdaniem Xana chciał dyskretnie podesłać nam upiora o bardziej „ludzkim” zachowaniu niż poprzednie, żebyśmy niczego się nie domyślili, ale udało mu się jedynie stworzyć najbardziej groteskowego upiora ze swoich zapasów!

Naxxya zamierzała odepchnąć Williama, ale w momencie, gdy położyła dłoń na jego ramieniu, ten chwycił jej rękę i spróbował wykręcić ją na plecy. Drugą ręką olbrzymka wymierzyła mu cios pięścią. Chłopak uniknął go, schylając się i kontrując podcięciem nóg, by ją przewrócić – ale jego cios zaledwie lekko chwieje jej posturą. Wykorzystując jego oszołomienie, dziewczyna uderzyła go wierzchem dłoni w szczękę, zanim Jeremie wyciągnął broń, której lufa poraziła prądem Naxxyę, paraliżując potężne ciało intruza. Dziewczyna krzyknęła i zaczęła odwracać się w stronę drugiego agresora, wyciągając ku niemu swoją szeroką dłoń. Jeremie jednak wzmocnił wiązkę rzucaną przez swoje urządzenie, by w końcu przygwoździć przeciwniczkę do ziemi.

William wstał, wycierając wargę:

– Masz tasera?

– Pistolet na impulsy elektryczne – odpowiedział Jeremie, chowając broń. – Wyprodukowałem go według planów zostawionych przez Franza Hoppera. Pomyślałem, że może być przydatny do odpierania ataków Xany wewnątrz fabryki. A skoro o tym mowa, jeśli możesz mi pomóc umieścić naszego niespodziewanego gościa w celi…

– „W celi”? – William uniósł brwi.

Informatyk odsunął kartony ukrywające dużą klatkę składowaną na końcu laboratorium.  William rozpoznał to nietypowe urządzenie:

– Ale to…pułapka używana do łapania dzikich bestii! Jak udało ci się ją zdobyć?!

– Włamałem się na stronę z dostawami nadwyżek wojskowych – wyjaśnił skromnie Jeremie. Obaj chwycili Naxxyę za ramiona, by umieścić ją w klatce, zanim kraty się zamkną.
– To nie rozwiąże wszystkich naszych problemów, ale jeśli, na przykład, zxanafikowani ludzie przyjdą zaatakować nas w fabryce, będziemy wiedzieć, gdzie ich umieścić, gdy będziemy czekać na dezaktywację Wieży.

Nagle z windy wyszedł Ulrich.

– Co wy wyprawiacie?! Masakrują nas na Lyoko!

– Dobra, idę – odpowiedział William i poszedł piętro niżej.

Jeremie usiadł z powrotem przy stanowisku i założył zestaw słuchawkowy:

– Aelita? Słyszysz mnie?

– Tak Jeremie, ale mamy problem – odpowiedziała dziewczyna, tworząc elementy scenerii, aby zablokować strzały wroga.

– Trzymajcie się. Wysyłam wam Williama.

– Einstein, myślę, że nie do końca ogarniasz sytuację! – oświadczył Odd, chroniąc się za pomocą swojej tarczy.

Chłopak o mrocznym spojrzeniu w czarnym kombinezonie pojawił się obok nich i zablokował strzały swoim mieczem.

– Dlaczego na radarze jest tyle punktów? – zaniepokoił się Jeremie.

– Trafiliśmy na prawdziwą armię Krapaudów – odpowiedział Ulrich, nachylając się nad nim. – Było ich zbyt wielu, musieliśmy schronić się we wnęce u stóp klifu, a ja zostałem zdewirtualizowany przez ich strzały podczas odwrotu.

– Czy te Krapaudy są aż tak niebezpieczne? – spytał jego towarzysz, chcąc dowiedzieć się więcej o tych nowych potworach.

– Dopóki są w ruchu, strzelają tylko pojedynczym promieniem z głowy, ale kiedy się zatrzymują, działa pod ich tylnymi łapami wystrzeliwują jednoczesne salwy promieni. Nawet krzyżując moje miecze, zatrzymuję zaledwie połowę z nich.

– Jeremie, Krapaudy zdają się pochodzić z samej wieży! Myślę, że…ah!

Yumi próbowała dokończyć zdanie, jednak salwa promieni przechodzi między jej wachlarzami i ją dewirtualizuje.

– To zamienia się w katastrofę… – skomentował samuraj, schodząc do dolnej sali, by odebrać swoją ukochaną.

– Nic się nie da zrobić, jesteśmy osaczeni! – krzyknął William, poirytowany brakiem możliwości kontrataku. – Jeśli tylko opuścimy gardę, to koniec!

– Podchodzą coraz bliżej! – stwierdził Odd. – Einstein, wymyśl coś i to szybko!

– A co ty chcesz, żebym zrobił?! – odpowiedział mu zrozpaczony Jeremie

Ulrich wrócił z sali skanerów, podtrzymując Yumi, która dostrzegła wtedy nową uczennicę z Kadic, uwięzioną w klatce.

– Naxxya? Co ty tu robisz?

– Śledziła was – wyjaśnił Jeremie. – Myślimy, że została wysłana przez Xanę, dlatego aktywował wieżę.

– Nie, na pewno nie! – zaprzeczyła Yumi. – Sama też w to przez chwilę wierzyłam, ale w Lyoko zrozumiałam, że aktywowana wieża służy tak naprawdę do tworzenia nowych potworów!

Jeremie zaczął głośno myśleć:

– Skoro o tym mówisz, to wyjaśnia pewne sprawy… program lokalizowania aktywowanych wież opiera się przede wszystkim na wykrywaniu transferu danych z Lyoko do świata rzeczywistego. Jeśli Xana aktywował wieżę tylko po to, by stworzyć potwory w Lyoko, to oczywiste, że nie zostaliśmy natychmiast zaalarmowani…

– Dokładnie! – kontynuowała Yumi. – Aktywność w Lyoko nie mogła umknąć Williamowi, i Xana o tym wiedział! Dlatego poczekał, aż w liceum wydarzy się coś niezwykłego, by aktywować wieżę i w ten sposób odwrócić naszą uwagę, i akurat pojawiła się Naxxya!

Wciąż w swojej klatce, zainteresowana przechyliła głowę:

– …Czy to oznacza, że mogę sobie pójść?

Japonka skinieniem głowy dała znak Jeremiemu, który odblokował kraty klatki, pozwalając Naxxyi wyjść pod nadzorem Ulricha.

– Bardzo nam przykro z powodu tego małego uwięzienia, doszło do nieporozumienia – wyjaśniła Yumi.

– Nic nie szkodzi, przywykłam… – odpowiedziała olbrzymka, kierując się do windy.

Zatrzymała się jednak gwałtownie, słysząc głos Odda:

– Halo, Einstein? Właśnie ustanawiam rekord na Krapaudach! Mam nadzieję, że licznik działa!

– Odd, słuchaj mnie uważnie! – odpowiedział Jeremie. – Krapaudy są tworzone przez aktywowaną wieżę, więc będą pojawiać się tak długo, dopóki jej nie zdezaktywujecie!

– Nie możemy dotrzeć do wieży – krzyknęła Aelita. – Jest ich już o wiele za dużo. Nawet lecąc, od razu mnie zestrzelą!

Naxxya wróciła się z windy z powrotem do Jeremiego i zaczęła obserwować ekran.

– Co to za gra wideo? – spytała po chwili ciszy.

– Wyjaśnienie tego zajęłoby trochę czasu, a tego nie mamy – odpowiedział informatyk; miał do siebie żal za brak pomysłów w obliczu coraz bardziej krytycznej sytuacji.

Ulrich zastanowił się, po czym uśmiechnął się do Naxxyi:

– W ramach przeprosin za zamknięcie cię przed chwilą, oferujemy partyjkę za free! Chcesz spróbować?

Naxxya zauważyła pełne wyrzutu spojrzenie, jakie Yumi skierowała na Ulricha, jakby właśnie zaprosił niepożądaną osobę. Nabrała wątpliwości.

– Ee… Nie, nie, nie trzeba, chciałam tylko zobaczyć, w co gracie, nie będę wam dłużej przeszkadzać…

Zaczęła się wręcz cofać od Jeremiego, ale Ulrich zaczął nalegać.

– Niewiele zobaczysz na ekranie, bo gra opiera się na projekcji w wirtualnym świecie – technologii, która nie trafi do sprzedaży przez lata! Jesteś pewna, że nie chcesz zrobić małej próby, skoro jesteś z nami?

Jeremie odwrócił się do towarzysza:

– Widzę, do czego zmierzasz, i odpowiedź brzmi: nie. Mieliśmy już wystarczająco dużo kłopotów, kiedy postanowiliśmy przyjąć Williama. I przypominam ci, że jeśli ona przejdzie przez skaner, Powrót do Przeszłości nie sprawi, że zapomni.

– Wiem, ale nie mamy innego wyjścia – Ulrich pozostał przy swoim – Naxxya, mogę pójść z Tobą.

– Dobra, idź… – odparła Yumi, która widziała, że jej chłód wystarczył, by odwieść nowo przybyłą od przyjęcia propozycji.

Samuraj zaprowadził Naxxyę do skanerów, szybko wyjaśniając ich działanie po drodze.

– Podsumowując, jest to drużynowa gra fabularna, w której gracze walczą z potworami, aby jak najszybciej osiągnąć cel. Aby dołączyć do partii, będziesz musiała wejść do skanera.

Olbrzymka położyła dłoń na metalowej ściance skanera; stała nieruchomo przez krótką chwilę, po czym weszła do wnętrza kabiny bez słowa.

Ulrich uniósł wzrok w sufit.

– Gotowi, Jeremie!

– Mam nadzieję, że William się mylił – odparł geniusz w okularach, naciskając klawisze swojej klawiatury. – Transfer Naxxyi. Skan Naxxyi. Wirtualizacja.

Zajęci odpieraniem promieni wysyłanych przez Krapaudy, trzej wojownicy Lyoko uwięzieni w lodowej wnęce nie zauważyli, że za nimi materializuje się czwarta osoba. W momencie, gdy nowoprzybyła ląduje na ziemi, głuchy huk połączony z lekkim drżeniem przyciągnął ich uwagę. Odd i William odwrócili się i zobaczyli prostującą się Naxxyę, ubraną w metaliczny, niebieskawy strój. Grube, szare płyty pokrywały jej przedramiona, golenie, miednicę, klatkę piersiową, a nawet część twarzy, nawiązując do jej blizny. Jej wysoki wzrost i potężna masa mięśniowa są wiernie odwzorowane, a wręcz podkreślone, zwiastując znaczną siłę i wytrzymałość.

– Znowu ty?! – ucieszył się chłopak-kot. – To już trzeci raz, kiedy się dzisiaj spotykamy! Zaczynam wierzyć w przeznaczenie!

– Jeremie, możesz mi wyjaśnić, co ona tu robi? – spytał skonsternowany William.

– Nie ma czasu, przepraszam – odpowiedział operator.

Odd przyciągnął uwagę Aelity, która skupiała się na tworzeniu scenerii, by uniemożliwić strzałom dotarcie do nich.

– Aelita, przedstawiam ci Naxxyę, twoją nową współlokatorkę z pokoju!

– Witaj w Lyoko – powiedziała różowowłosa dziewczyna, nie odwracając się, by nie stracić koncentracji.

Jeremie przejrzał szybko kartę awatara nowej wojowniczki, która pojawiła się na jego ekranie:

– Naxxya, mój komputer wskazuje, że posiadasz bardzo dużo Punktów Życia i ogromną siłę fizyczną! Zobaczmy teraz twoje moce… wypróbuj „Plazmowe ostrze”!

– Ee… jak mam to zrobić? – spytała, nieco zdezorientowana swoim otoczeniem.

– Wyciągnij ramię i po prostu to powiedz! – odpowiedział jej Odd, niecierpliwiąc się, by zobaczyć, do czego jest zdolna.

Naxxya wyciągnęła prawe ramię:

– Plazmowe ostrze…?

Nic się nie zadziało, ale jej “mentora” to nie zniechęciło:

– Głośniej! I z większym przekonaniem!

Olbrzymka wyciągnęła mocno ramię i krzyknęła:

– Plazmowe ostrze!

Ostrze z jasnoniebieskiej energii wysunęło się z jej przedramienia; patrzyła na nie w oszołomieniu.

– Odlot! – zachwycił się Odd.

– Ach! Coś, co powinno nam się przydać: „Plazmowa tarcza”! – dodał Jeremie.

– Też muszę to powiedzieć? – spytała Naxxya, dbając o szczegóły.

– Na początku tak – wyjaśnił jej Odd. – Ale kiedy dobrze zapamiętasz to uczucie, będziesz mogła używać swoich mocy bez wypowiadania ich nazw! Choć przy tak urokliwym głosie jak twój, nie przeszkadza mi, żebyś nadal…

– Dobra! – zniecierpliwił się Ulrich. – Ta tarcza to na dzisiaj czy na jutro?

Nowa wojowniczka wyciągnęła lewe ramię:

– Plazmowa tarcza!

Szeroka, kolista zapora rozwinęła się na jej przedramieniu.

– Klasa! – Odd klasnął w dłonie. – Możesz atakować i chronić się jednocześnie!

– Z tego co widać – zaczął Jeremie. – możesz nawet wybrać zestawienie: dwa ostrza, jedna tarcza i jedno ostrze, albo dwie tarcze. Z kolei nie masz ani jednego ataku na dystans.

– E tam – odpowiedział chłopak, wzruszając ramionami. – Ulrich też żadnego nie ma i radzi sobie świetnie.

– Żeby być dokładnym – wtrącił się samuraj, który również badał potencjał nowej rekrutki – mogę jednak rzucić moimi mieczami, czego Naxxya nie może zrobić.

– Dokładnie – potwierdził Jeremie. – Jeśli chodzi o poruszanie się, jesteś stosunkowo powolna, ale posiadasz „Impuls” – lekką detonację energii pod stopami, która powinna pozwolić ci skakać wyżej, a nawet rzucać się w przód, by poruszać się szybciej. Uważaj: Impuls nie pozwala ci kontrolować trajektorii, więc dbaj o to, by mieć…

– Impuls! – krzyknęła Naxxya, po czym została nagle wystrzelona w przód i…
… rozbiła się o ścianę.

– …dbaj o to, by mieć wolną przestrzeń przed sobą, kiedy go aktywujesz – dokończył, gdy już było po wszystkim.

– Przepraszam, nie pomyślałam… – usprawiedliwiła się Naxxya, podczas gdy Odd pomógł jej wstać pod pogardliwym spojrzeniem Williama.

– Dobra, idziemy Einstein?! – zniecierpliwił się chłopak-kot.

Mózg zespołu dał swoje ostatnie zalecenia:

– Naxxya, kiedy ruszycie do ataku, twoją misją będzie pomóc Oddowi w ochronie Aelity. William będzie torował wam drogę. Ostrzegam: jest ich bardzo dużo i zasypują nas laserami, więc używaj swojej tarczy i nie wahaj się zastąpić ostrza drugą tarczą! Pamiętaj, że Aelita musi za wszelką cenę dotrzeć do wieży! Wszystko jasne?

– Tak.

– Żadnych pytań?

– Tak: kiedy skończymy ten poziom, będziecie mogli wyjaśnić mi to wszystko bardziej szczegółowo?

– Właśnie – odpowiedział ironicznie William. – Najpierw trzeba by „skończyć ten poziom”…

Jeremie dał zielone światło Aelicie, która przestała tworzyć elementy scenerii; w barierze, która ich chroniła, zrobiła się szczelina. Odd ruszył pierwszy przez wyłom, a za nim William, gotowy zmiażdżyć wszystkich swoich przeciwników.

Aelita skinieniem głowy zwróciła się do Naxxyi:

– Idę po tobie.

Nowa Wojowniczka Lyoko podniosła tarczę i również wybiegła.

Na zewnątrz zobaczyła Odda i Williama walczących z dziesiątkami Krapaudów. Jeden z potworów ją dostrzegł i zaczął w nią strzelać; opancerzona wojowniczka zablokowała pociski swoją tarczą, podczas gdy Aelita wykorzystała to, by wyjść z wnęki i schować się za swoją potężną towarzyszką. Krapaud ją zauważył i zaczął szarżować w ich kierunku. Widząc stwora skaczącego ku nim, różowowłosa dziewczyna zwróciła się do swojej dużej koleżanki:

– Widzisz ten symbol na jego głowie? To jego słaby punkt, tam musisz uderzyć!

Krapaud nadleciał i skoczył na nie, ale Naxxya przechwyciła go swoim ostrzem, które przebija mu głowę, sprawiając, że pęka i znika.

– Dobra robota! Dalej, idziemy!

Dwie Wojowniczki Lyoko pobiegły w stronę Odda i Williama, wciąż zmagających się z licznymi stworzeniami Xany.

– Uwaga! Krapaudy was otaczają! – ostrzegł ich Jeremie.

– Ach, bo wcześniej niby tak nie było?! – zaśmiał się Odd, skacząc, by unikać promieni.

Aelita zauważyła Krapaudy obchodzące grupę z boku, by zajść ich od tyłu.

– Nie damy rady ich wszystkich powstrzymać, musimy przeć naprzód!

– Nie mają zamiaru pozwolić nam dotrzeć do wieży! – powiedział William, wściekle rąbiąc potwory, które zdają się pojawiać w nieskończoność.

Krapaudy przy dziewczynach wyprostowały się na przednich łapach. Szykowały się do strzału.

– Naxxya! – zawołał ją Jeremie, który badał ostatnią moc nowej rekrutki. – Przełącz się na podwójną tarczę i wypróbuj „Niebiańską kopułę”, podnosząc oba ramiona do nieba!

Olbrzymka zamieniła ostrze na drugą tarczę, po czym podniosła oba ramiona:

– Niebiańska kopuła!

Półkolisty ekran energii pojawił się w okrągłej zaporze, która otoczyła Naxxyę i Aelitę, blokując tym samym skierowane w nie strzały.

Jeremie odetchnął z ulgą, po czym spytał wojowniczkę z tarczami:

– Dasz radę się poruszać, utrzymując Kopułę?

Naxxya z trudem zaczęła posuwać się naprzód, nie opuszczając pola ochronnego.

– To… trudne… – odpowiedziała w trakcie drogi.

– OK, to normalne – uspokoił ją Jeremie. – Idź dalej w swoim tempie, Odd i William oczyszczą drogę do wieży!

– Chciałbym to zobaczyć, Einstein! – odpowiedział chłopak-kot. – Spędzamy więcej czasu na unikaniu strzałów niż na niszczeniu Krapaudów!

– To dziwne – zauważył William. – Wygląda na to, że w nas nie celują…

Chłopak stanął za Krapaudem, ale ten zdaje się go ignorować.

– Patrz, nie reaguje.

– We mnie i tak strzelają! – odpowiedział mu Odd, który nie przestaje skakać we wszystkich kierunkach, by unikać pocisków.

– Nie, myślę, że to dlatego, że jesteś przed nimi – uparł się jego towarzysz. – Chodź na moją stronę!

Chłopak skoczył za Krapauda i kuca, ale stworzenie pozostaje obojętne.

– Ej, masz rację! – przyznał oszołomiony Odd. – Są głupie czy jak?

William dostrzegł Naxxyę i Aelitę podchodzące powoli, wciąż chronione przez Niebiańską Kopułę, i wtedy zrozumiał, co robią Krapaudy:

– Skupiają się na Naxxyi, żeby przełamać jej obronę, a potem wyeliminować Aelitę! – krzyknął, niszcząc Krapauda stojącego przed nim.

Obaj wojownicy zabrali się więc ponownie do eliminacji potworów tak szybko, jak to możliwe, dzięki czemu udaje im się otworzyć wyłom między nimi a ich celem.

– Droga do wieży jest prawie czysta! – powiedział Jeremie, zanim zauważył, że Naxxyi kończy się energia.

– Już… nie… mogę…

Dziewczyna upadła; jej Kopuła zniknęła, pozostawiając odsłoniętą Aelitę, ale ta pośpiesznie stworzyła elementy scenerii, by zablokować strzały.

Odd i William pobiegli w jej stronę.

– Aelita! Pędź! Osłaniamy cię!

Dziewczyna aktywowała skrzydła i poleciała w stronę wieży, podczas gdy jej towarzysze zajęli się niszczeniem potworów próbujących zestrzelić ją w locie.

Podczas gdy oni z trudem niszczyli liczne stworzenia zagrażające Aelicie, Naxxya w końcu wstała, wyciągnęła ostrza i dołączyła do chłopaków.. Jednak u stóp wieży, gdzie lądowała latająca wojowniczka, pojawił się ostatni Krapaud. Potwór nie miał ani chwili, by zagrozić Aelicie;ta natychmiast wysłała w niego Pole Energii, niszcząc go, po czym w końcu weszła do Wieży i dezaktywowała ją..

– Misja zakończona! – ogłosił dumnie Jeremie. – Brawo wszyscy, zabieram was z powrotem do fabryki.

– Czekaj, Jeremie – przerwała mu Aelita. – Skoro już tu jesteśmy, moglibyśmy to wykorzystać, by udać się do Sektora Piątego?

– Po co? – spytał Ulrich.

– Aelita ma nadzieję odkryć tam, co stało się z jej ojcem – odpowiedziała mu Yumi.

– Sam nie wiem – wahał się informatyk.

– Dla mnie nie ma problemu! – odpowiedział Odd, zawsze gotowy na dodatkową misję. – Z drugiej strony nie wiem, czy Naxxya…

– Wchodzę w to – oświadczyła natychmiast dziewczyna.

– Naprawdę? – spytał zaintrygowany William. – Pięć minut temu byłaś całkowicie pozbawiona energii, a teraz już lepiej?

– Dzięki, że się o mnie martwisz, ale zapewniam cię, że czuję się dobrze – odpowiedziała mu olbrzymka.

– A więc Jeremie? – spytała Aelita.

– Dobra, zgoda, ale bądźcie ostrożni i nie podejmujcie niepotrzebnego ryzyka.

Pobiegli na kraniec Sektora Polarnego. Jeremie wysłał im Transporter, który zawiózł ich do Sektora Piątego.

Po dotarciu na miejsce Jeremie wyjaśnił im cel ich misji:

– Spróbujcie dotrzeć do terminalu archiwów znajdującego się po drugiej stronie sektora. Z waszymi pojazdami moglibyście obejść sektor, by udać się tam bezpośrednio, ale niestety musieli przemierzyć sektor pieszo. Powodzenia!

Aelita, Odd, William i Naxxya wbiegli w korytarz przed nimi i zaczęli biec, ale informatyk nagle widzi nowe okno otwierające się na jego ekranie:

– Odliczanie?! – zaniepokoił się, widząc malejący pozostały czas.

– Nie zdezaktywowałeś tej procedury? – zdziwił się Ulrich obok niego.

– No tak! – potwierdził geniusz w okularach; przecież zajął się tym, gdy sam odbudowywał Sektor Piąty.

– A więc Xana to zmienił – wywnioskowała Aelita, mało uspokojona myślą, że ich wróg odzyskał pewne przywileje, z których zrezygnował, niszcząc Lyoko po ucieczce do Sieci.

– Powinienem się tego spodziewać – westchnął Jeremie. – Teraz, gdy nasz przeciwnik jest ponownie uwięziony w Lyoko, logicznie myśląc, będzie starał się odzyskać kontrolę nad Sektorem Piątym.

– Nie ma mowy, żebyśmy mu na to pozwolili! – rzucił William, przyspieszając kroku. – Szybko!

Nagle usłyszeli grzmot za sobą. Naxxya spięła się.

– Co to za dźwięk?

– Nic takiego! – odpowiedział jej Odd. – To tylko ściany zamykające się za nami! Rozumiesz teraz, dlaczego wolelibyśmy objechać sektor?

Aelita dostrzegła szerokie otwarcie na końcu korytarza.

– Jeremie, myślę, że zmierzamy w stronę dużej sali, jesteśmy na dobrej drodze?

– Tak! – potwierdził operator, który zlokalizował klucz. – Aby uzyskać dostęp do terminalu archiwów z tej strony, będziecie musieli uruchomić przełącznik znajdujący się na końcu tej sali!

– Uważajcie – powiedziała Yumi. – Myślę, że Xana nie będzie chciał Was tam łatwo dopuścić i może rozmieścić kilka kluczy.

– Jesteśmy na miejscu! – powiedziała różowowłosa dziewczyna, badając otoczenie. – Widzę mnóstwo platform, ale nie ma potworów.

– Przełącznik jest tam! – wskazał William.

– Macie minutę! – ostrzegł ich Jeremie. – Jeśli nie zdążycie, korytarz zamknie się i trzeba będzie szukać innego przejścia!

– Minuta? – spytał Odd. – Mogę to zrobić w mniej niż trzydzieści sekund!

Jednak w momencie, gdy chłopak rzucił się na pierwszą platformę, na innych niebieskich elementach natychmiast pojawiły się Pełzacze, by uniemożliwić mu przejście:

– Ee, powiedzmy raczej… czterdzieści pięć sekund? – dukał fioletowy chłopak-kot, zanim skoczył, by uniknąć strzałów.

Widząc ściany zamykające się za nimi, William, Aelita i Naxxya również skoczyli, by dołączyć do Odda, który strzelił do Pełzaczy, by otworzyć przejście. Potwory odpowiedziały ogniem, ale Naxxya użyła swoich tarcz, by zablokować ich promienie.

– Pospieszmy się! – krzyknęła Aelita, rzucając kilka Pól Energii.

William skoczył na kolejną platformę, zniszczył znajdujące się tam stworzenia, po czym ochronił się przed strzałami swoim mieczem i dał znak towarzyszom, by do niego dołączyli – ale trafił go strzał z góry.

– Manty! – krzyknął Jeremie.

Odd strzelał do nich wielokrotnie, ale nieskutecznie.

– Einstein, będę potrzebował amunicji!

W tym momencie dwa Pełzacze wskoczyły na ich platformę; William natychmiast rozciął pierwszego, podczas gdy Naxxya chwyciła drugiego za ogon i rzuciła nim w Mantę, niszcząc oba potwory jednym ruchem.

– Hej! – zaprotestował Odd, który to zobaczył. – Myślałem, że nie masz mocy na dystans!

Informatyk monitorował odliczanie:

– Śpieszcie się! Zostało wam tylko kilka sekund!

– Nie damy rady! – zniechęciła się Aelita, widząc wszystkie Pełzacze wokół nich.

Odd spojrzał na tylną ścianę i wpadł na pomysł:

– Naxxya! Rzuć mną w przełącznik!

– Co?

– Dalej! Nie ma czasu do stracenia! – uparł się. 

Dziewczyna chwyciła mocno swojego towarzysza za talię i rzuciła nim w stronę tylnej ściany.

– GEROOONIMOOOO!

Jednak gdy chłopak miał już osiągnąć swój cel, strzał Manty trafił go w biodro, wybijając z trajektorii. Odd uderztył w ścianę i spadł na fragment scenerii stworzony przez Aelitę, by go złapać.

– Nie udało się. Odliczanie dobiegło końca.

Pozostałe potwory uciekły, podczas gdy duże niebieskie ściany ruszyły z miejsca, zamykając dostęp do tunelu prowadzącego dalej.

Odd wstał, wściekły z powodu porażki tak blisko celu:

– Wracajcie, wy larwy! Rozniosę was na kawałki!

– Krzyczenie nic nie da, potwory uciekły – zauważyła Aelita, również rozczarowana ich niepowodzeniem.

– Nie, nie wszystkie – powiedziała Naxxya, wskazując na czarną Mantę, która pozostała nieruchoma w kącie sali.

Sfrustrowany chłopak zaczął szykować się do strzału:

– Przekaż to ode mnie swojej koleżance, która odważyła się przerwać mój wspaniały lot!

– Czekaj Odd! – przerwał William.

– Co znowu?!

Chłopak o mrocznym spojrzeniu skoczył z platformy na platformę i dotarł do Manty; pogładził ją delikatnie po grzbiecie, a ta zaczęła falować z wdziękiem, by okazać radość, podczas gdy jej „pan” odwrócił się do niedowierzających towarzyszy, uśmiechając się do nich:

– Ona mnie pamięta.

– Jesteś tego pewien? – spytała nieufnie Aelita

Były wojownik Xany wsiadł wtedy na czarną Mantę, by udowodnić swoje słowa:

– Myślę, że może zabrać nas do terminalu archiwów.

Jeremie obserwował ekran radaru:

– Rzeczywiście istnieje droga wyżej, po waszej lewej stronie, by wyjść na zewnątrz i obejść sektor, ale bez pojazdów będzie to trudne…

– Właśnie – odpowiedział William. – A ja odnalazłem swój pojazd!

Treser Manty skierował się w stronę Aelity i Naxxyi:

– Wsiadacie, dziewczyny?

Stojący obok Jeremiego Ulrich był zaskoczony zachowaniem wirtualnego stworzenia:

– Nie codziennie potwór Xany postanawia nam pomóc…

– To przypomina mi czas, kiedy walczyliśmy z Marabuntą – dodała Yumi, również zmieszana.

– Moim zdaniem – zaczął Jeremie – kiedy Xana tworzy potwory, zdarza mu się przypisywać im główną funkcję, taką jak „bronić aktywowanej wieży”, „niszczyć intruzów” czy też „strzelać do Aelity w pierwszej kolejności”. Ta Manta musiała narodzić się z funkcją słuchania rozkazów Williama w czasach, gdy był jeszcze w armii Xany.

William spojrzał w stronę Odda.

– Nie martw się, moja Manta może spokojnie udźwignąć cztery osoby. Nie to, co twoja deska.

– E tam – Odd wzruszył ramionami,  wsiadając na grzbiet stworzenia, które miało już troje jego towarzyszy. – Kontrolować Manty każdy potrafi! Ja też, kiedy wbijam moje pazury!

Wirtualna płaszczka zabrała czworo pasażerów na zewnątrz i zaczęła okrążać sektor, ale Jeremie nagle wykrywa potwory na swoim radarze.

– Uwaga! Inne Manty siedzą wam na ogonie!

– Są też przed nami – zauważył William.

Odd i Aelita zaczęli strzelać do Mant nadlatujących z naprzeciwka, gdy Naxxya blokowała strzały tych, które ich gonią.

– Daleko jeszcze, Jeremie? – spytała Aelita, nie przestając strzelać do przeciwników.

– Powinniście niedługo dostrzec gzyms prowadzący do korytarza po waszej prawej stronie. To drugi dostęp do terminalu archiwów.

– Tak, widzę go! – odpowiedział William. – Jest tuż na dole! Trzymajcie się!

William skierował swoją Mantę w dół i dotarł do gzymsu. Aelita i Odd skoczyli w jego stronę, ale Naxxya została nagle trafiona wrogim strzałem, przez co straciła równowagę i zaczęła spadać w próżnię.

– Naxxya?! 

Odd spanikował; skoczyłby za nią, gdyby Aelita go nie powstrzymała.

– Idę po nią – oświadczył William, kierując swoją Mantę w dół ku olbrzymce, która złapała się fragmentu sektora wystającego ze ściany.

Jednak, zamiast umieścić Mantę pod zagrożoną towarzyszką, chłopak wysunął się na wysokość olbrzymki o niebieskich włosach.

– Na co czekasz?! – krzyknął Odd.

William położył ciężkie ostrze swojego miecza na ramieniu Naxxyi:

– Mam ostatnie pytanie, zanim obdarzę cię zaufaniem.

Yumi chwyciła mikrofon Jeremiego:

– Do diabła, William! Aktywowana wieża służyła tylko do tworzenia Krapaudów! Kiedy przestaniesz podejrzewać Naxxyę?!

– To prawda – potwierdziła Aelita. – Przed wejściem do wieży widziałam, jak Krapaud tworzy się tuż przede mną…

– To niczego nie dowodzi – odciął się ich towarzysz. – Xana może robić kilka rzeczy za pomocą jednej wieży.

Teraz Ulrich przejął mikrofon:

– Jeśli Naxxya byłaby pod kontrolą Xany, dlaczego pomogłaby nam walczyć z potworami!?

– Żeby lepiej zdobyć nasze zaufanie – odpowiedział William. – Ludzka postawa mu nie wystarcza, więc Xana sprawia, że Naxxya nam pomaga, aby mogła nas zdradzić później, kiedy nie będziemy się tego spodziewać.

Wciąż uczepiona małego elementu wystającego ze stromej ściany, dziewczyna w opałach wpatrywała się wściekle w swojego „wybawcę”:

– Nie bardzo rozumiem, o co dokładnie mnie oskarżasz. Jeśli masz po prostu ochotę na drugą rundę, pomóż mi wrócić i załatwimy to.

Jeremie odzyskał mikrofon:

– William, jeśli Naxxya spadnie w otchłań Sektora Piątego, zostanie wymazana na stałe, jak w Cyfrowym Morzu…

Chłopak pozostawał pewny siebie:

– Nie martw się Jeremie, mam tylko jedno pytanie.

– Dobra, to zadaj to swoje pytanie! – krzyknęła Naxxya, która trzymała się już tylko opuszkami palców, gdy jej ramię było dociskane przez ostrze rozmówcy.

William spojrzał olbrzymce prosto w oczy i w końcu zapytał:

– Jak udało ci się obejść system rozpoznawania DNA?

– Co takiego? – spytała, mrużąc oczy.

– Winda zjeżdżająca do podziemi fabryki uruchamia się tylko wtedy, gdy wykryje DNA kogoś, kto już wcześniej był w Lyoko. Powiedz, jak udało ci się pójść do Jeremiego w laboratorium?

Reszta zamilkła bez słowa, ogarnięta teraz wątpliwościami. Naxxya próbowała się bronić.

– Ja nic o tym nie wiem! Nacisnęłam przycisk, winda zjechała i tyle!

– Jeremie, twój system rozpoznawania DNA jest niezawodny? – spytała Aelita.

Informatyk chrząknął:

– Myślę, że da się go obejść, kradnąc DNA komuś, kto może zjeżdżać, na przykład pobierając włosy albo kawałki martwego naskórka…

– ACH!! – krzycznął Odd, zdewirtualizowany przez strzał Manty.

– Pole Energii! 

Aelita zniszczyła stworzenie, które właśnie wyeliminowało jej przyjaciela.

– Aelita! – zawołał Jeremie. – Pędź do terminala, póki jeszcze jest czas!

Dziewczyna zawahała się przez chwilę, po czym wbiegała w korytarz, podczas gdy Manty ruszyły w pogoń za nią.

– William! – podjął temat Jeremie. – Przestań zwlekać! Musicie iść osłaniać Aelitę!

– Załatwiam ostatni szczegół – odpowiedział niewzruszenie. – A więc Naxxya? Wciąż żadnego wyjaśnienia?

Ulrich odwrócił się do Yumi:

– Kiedy Naxxya przybyła dzisiaj rano, czy miałyście bliski kontakt?

– Nie – odpowiedziała Japonka, kręcąc głową. – Choćbym nie wiem jak szukała, nie widzę. Nikt nie podał jej ręki ani nic…

Chłopak uśmiechnął się triumfująco:

– Dobra próba, Xana!

Wymierzył kopniaka Naxxyi, by ją strącić. Dziewczyna spadła w próżnię.

W tym momencie Odd wrócił z sali skanerów.

– Mam wyjaśnienie! Dzisiaj rano biegłem, bo byłem spóźniony i wpadłem na nią! Zostawiłem kilka moich włosów na jej ubraniu!

Słysząc to, William natychmiast zanurkował mantą w dół:

– Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej?!

Na szczęście udało mu się złapać Naxxyę, zanim zakończyła swój upadek:

– Dobra – oświadczył jej sucho. – Powiedzmy, że trochę się co do ciebie pomyliłem.

Olbrzymka wydała ciche westchnienie ulgi.

– Nic nie szkodzi, przywykłam… – odpowiedziała, zaciskając zęby.

– Podziękujesz Oddowi za uratowanie życia – dodał William, wznosząc się na właściwą do lądowania wysokość.

– Na pewno to zrobię – powiedziała Naxxya z uśmiechem.

– Pospieszcie się dogonić Manty, by je zneutralizować! – ponaglił ich Jeremie, widząc na swoim radarze trzy potwory zbliżające się do jego ukochanej. – Aelita, na jakim jesteś etapie?!

– Jestem przy terminalu! – odpowiedziała z entuzjazmem. – Zaczynam poszukiwania!

– Bardzo dobrze! – odpowiedział jej chłopak. – William, Naxxya, uważajcie: dwie z trzech Mant zawróciły, by stawić wam czoła!

Pędząc korytarzem w stronę terminalu archiwów, dwaj ochroniarze Aelity szybko napotykali stworzenia wysłane, by ich zatrzymać. Naxxya zablokowała pierwsze wrogie strzały, podczas gdy William nakazał swojemu wierzchowcowi otworzyć ogień, niszcząc tym samym jednego z przeciwników. Jednak drugi strzelił do Manty Williama i zrzucił pasażerów. Olbrzymka nie miała czasu wstać; kolejne strzały trafiły ją i zdewirtualizowały, podczas gdy William posłał Falę Uderzeniową w stronę strzelającej do niego Manty – oboje zniknęli jednocześnie.

Jeremie ostrzegł Aelitę:

– William i Naxxya są poza grą, ostatnia Manta zmierza w twoją stronę!

– Znalazłam to, czego szukałam! – odpowiedziała mu. – Ale jest coś jeszcze i to dość niepokojącego…

– Jak to? – spytał operator, marszcząc brwi.

Różowowłosa dziewczyna nie mogła powiedzieć nic więcej: ostatnia Manta nadleciała i zabiła ją.

Po powrocie do sali skanerów dziewczyna została powitana przez dwóch towarzyszy, którzy zostali wyeliminowani, zanim mogli przyjść jej z pomocą.

– Przepraszam – usprawiedliwił się William. – Gdybym nie kontynuował podejrzeń wobec Naxxyi, miałabyś więcej czasu na sprawdzenie archiwów.

– Nic nie szkodzi – odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem zwiastującym dobrą nowinę. – Miałam czas znaleźć to, po co przyszłam. Chodźcie, dołączmy do reszty.

Po zebraniu się wszystkich w laboratorium, Wojownicy Lyoko postanowili rozjaśnić wszystko Naxxyi, by wyjaśnić jej sytuację, aby naprawdę zdała sobie sprawę ze stawek ich misji. Nowa uczennica z Kadic słuchała ich uważnie, zadała kilka pytań – czasami miała trudności ze zrozumieniem technicznych wyjaśnień Jeremiego.

– A więc, jeśli dobrze zrozumiałam – spytała ich. – wyprawa do Sektora Piątego w celu uzyskania dostępu do terminalu archiwów miała ustalić, czy ojciec Aelity wciąż żyje, zgadza się?

Jeremie potwierdził skinieniem głowy.

Ulrich odwrócił się do Aelity:

– A tak przy okazji, co znalazłaś?

Różowowłosa dziewczyna w końcu przedstawiła im swoje odkrycia:

– Kiedy mój ojciec przyszedł dostarczyć nam energię, której brakowało do wdrożenia programu wieloczynnikowego, w rzeczywistości posłużył się przynętą: awatarem kontrolowanym na odległość, by działać w jego zastępstwie, ale także by uniemożliwić Xanie zlokalizowanie go. Ta replika musiała być wystarczająco przekonująca, by Xana uwierzył, że to naprawdę on. My również w to uwierzyliśmy, widząc jego śmierć, ale mój ojciec żyje i ma się dobrze, tak jak miałam nadzieję.

– To świetna wiadomość! – ucieszył się Odd z szerokim uśmiechem.

– Tak – potwierdziła Aelita – ale Xana musiał zrozumieć, że różowa sfera, którą zniszczył tamtego dnia, była tylko przynętą. Będzie więc starał się ustalić, gdzie naprawdę ukrywa się mój ojciec.

– Musimy więc odnaleźć Franza Hoppera przed Xaną – podsumowała Yumi.

Jeremie potaknął, po czym spytał Aelitę:

– Przed dewirtualizacją wydawałaś się zaniepokojona innym odkryciem. Co to było?

– Nie wiem dokładnie, o co chodzi – odpowiedziała mu jego ukochana – ale archiwa ujawniły powstanie znacznej ilości materii cyfrowej, dość niedawno.

– To prawdopodobnie pojawienie się Krapaudów – zasugerował William.

– Nie, to coś znacznie większego – uparła się Aelita. – Ale zostałam zdewirtualizowana, zanim mogłam dowiedzieć się więcej.

– Będziemy musieli tam wrócić, by dowiedzieć się, co to jest – podsumował Ulrich. – Ale tym razem Xana będzie się nas spodziewał. Będziemy musieli być w komplecie.

Drużyna odwróciła się do Naxxyi.

– Chciałabyś być częścią naszego zespołu? – spytał Jeremie.

Olbrzymka zastanowiła się chwilę przed udzieleniem odpowiedzi:

– Nawet wiedząc, że to nie była zwykła gra wideo, uznałam to za naprawdę ekscytujące. Jeśli planujecie wrócić do tego świata, bardzo chciałabym móc wam towarzyszyć.

– Dobrze. Wyjdziesz na chwilę? Chcemy to przedyskutować chwilę w grupie, zaraz Cię zawołamy.

Naxxya wsiadła do windy, by opuścić pomieszczenie i pozwolić im obradować.

– A więc, co o tym myślicie? – spytał Jeremie, gdy winda już odjechała.

– Głosuję ZA!! – krzyknął Odd.

– Ciiszej Odd! – powiedział Ulrich.

– Uważam, że szybko się uczy i jest chętna – dodała od siebie Aelita. – Nie powinna  stanowić dla nas ciężaru podczas misji. A poza tym to moja nowa współlokatorka…

– Jest zdyscyplinowana i dość spokojna, to pozytywne – uzupełniła Yumi.

– „Spokojna”? – spytał William. – Widać, że to nie na ciebie wściekła się przed chwilą!

– Dziwisz jej się? – Japonka uniosła brwi.

– Jeśli chodzi o ludzki aspekt, robię pas – przejął dyskusję Jeremie – Z drugiej strony jej zdolności obronne w Lyoko są dla nas bardzo przydatne. Myślę, że przyda się w zespole.

– …Na okres próbny – doprecyzował William. – Mimo wszystko myślę, że to wszystko idzie trochę za szybko.

– Przestań być paranoikiem! – zganił go Odd.

– Jak chcecie… – William mentalnie poddał się, wznosząc oczy do nieba. – Będziemy musieli użerać się ze stażystką podczas misji, trudno. Przynajmniej będzie mniej pułapek do unikania, skoro na pewno w nie wejdzie… jak pomyślę, ile czasu Wam zajęła akceptacja mnie na początku…

– No cóż – przerwała Yumi – myślałam, że będziesz miał więcej współczucia dla nowej koleżanki, skoro sam przez to przechodziłeś.

– Ja musiałem udowodnić swoją wartość, zanim mnie zaakceptowano – przypomniał jej William. – To nie stało się w jeden dzień.

– Nie można też powiedzieć, że twoja pierwsza misja poszła super dobrze… – droczył się z nim Ulrich z kpiącym uśmiechem.

– Myślę, że prawdziwym problemem było to, że kręciłem się wokół niewłaściwej osoby – odciął się chłopak

– Cóż poradzisz – zaśmiała się Japonka. – Jestem trudniejsza do zdobycia niż Odd. Zresztą, to raczej jego powinieneś nękać, jeśli zależało ci na szybkim odkryciu naszego sekretu…

– Dobra! – ucina im Odd, nie mogąc usiedzieć w miejscu. – Wszyscy zgadzają się, by wziąć Naxxyę na próbę?

– Oczywiście – podsumował Ulrich, kierując się do windy.

Nasi bohaterowie wyszli z fabryki i dołączyli do Olbrzymki, która zauważyła uśmiechy na twarzach niektórych z nich.

– Potrafisz dochować tajemnicy? – spytał Jeremie.

– Bez problemu – potwierdziła

– A więc witaj w drużynie!

Scena pierwotnie wycięta: Niekompletne akta

Zapis czatu między Aelitą a Jeremiem, gdy Naxxya zasnęła w pokoju:

NadawcaTreść wiadomości
AelitaNo już, zasnęła. I co? Znalazłeś coś?
JeremieSpójrz na to: Akta szkolne – Naxxya Warven. Zupełnie jak akta Williama.
AelitaOne są prawie puste! Nie ma nawet nazwy jej poprzedniego liceum!
JeremieEwidentnie nasz dyrektor nie lubi cyfryzować „wrażliwych” dokumentów.
JeremieZ tą różnicą, że zamiast „problemy z zachowaniem” jest napisane „incydent z uczniem”.
AelitaTo oznaczałoby, że Naxxya (podobnie jak William) jest jedną z tych „trudnych uczennic” przyjętych do Kadic, aby grubą kreską odciąć ich przeszłość i dać im nową szansę?
JeremieMam nadzieję, że to tylko to…
AelitaDlaczego??
JeremieMoże jestem jeszcze większym paranoikiem niż William, ale…
JeremieWyobraź sobie, że Xana zainspirował się Williamem, by stworzyć upiora wystarczająco ludzkiego, by wtopił się w nasze otoczenie…
AelitaMyślisz, że Xana potrafi coś takiego???
JeremieMam nadzieję, że nie.
AelitaJa też…
AelitaWyobrażasz sobie? Jeśli tak jest, to dzielę pokój z upiorem Xany, który śpi tuż obok mnie w momencie, gdy do ciebie piszę…
JeremieNAPRAWDĘ mam nadzieję, że nie.
AelitaChociaż zauważ, jeśli Xana naprawdę próbował stworzyć „ludzkiego upiora”, to zastanawiam się, czy nie przesadził z tą ludzką stroną…
JeremieCo masz na myśli?
AelitaNa przykład przed zaśnięciem czytała komiksy, które wypożyczyła z biblioteki.
JeremieRzeczywiście, to niezbyt w stylu upiora.
AelitaA poza tym śpi, mocno tuląc poduszkę do siebie.
JeremieHaha!
JeremieUpewnij się, że nie dusi tej poduszki, myśląc o tobie, nigdy nic nie wiadomo… Żartuję.
JeremieW każdym razie, aby dowiedzieć się, czy Naxxya jest z Xaną, wystarczy, że będziemy traktować ją jak jedną z nas. W ten sposób będzie mniej uważać na to, by nie zdradzić swojej prawdziwej natury i w końcu popełni błąd – zwłaszcza jeśli to rzeczywiście ludzki upiór oparty na Williamie.
NadawcaTreść wiadomości
JeremieI na odwrót: jeśli Naxxya nie jest z Xaną, to znaczy, że naprawdę jest z nami.
JeremieWięc w obu przypadkach wszystko, co musimy zrobić, to zintegrować ją z naszą paczką.
Jeremie(Mając ją jednocześnie na oku).
JeremieJesteś spokojniejsza?
AelitaNa pewno, gdy tak się to ujmie. Brzmi to dość uspokajająco (chyba?)
AelitaA jednak, sama nie wiem…
AelitaMam wrażenie, że Naxxya coś ukrywa.
AelitaNie potrafiłabym powiedzieć dlaczego, ale mam wrażenie, że pewne rzeczy zachowuje dla siebie.
AelitaW sumie może to nie mieć absolutnie żadnego związku z Xaną.
JeremieMyślę, że rozumiem, co masz na myśli.
JeremiePonieważ jesteśmy zbyt skupieni na Xanie i Lyoko, najmniejsze podejrzane zachowanie ze strony Naxxyi natychmiast nasuwa nam myśl, że potajemnie służy Xanie, podczas gdy w rzeczywistości chodzi prawdopodobnie o coś zupełnie innego, bez żadnego związku.
Jeremie(W końcu każdy z nas ma swoje małe sekrety).
AelitaTak, dokładnie!
JeremieJeśli tak jest, to nie nasza sprawa – przede wszystkim dlatego, że nie dotyczy to Xany, ale także dlatego, że chodzi zapewne o problemy osobiste w jej życiu prywatnym.
JeremieWięc z naszej strony byłoby to nieco niedyskretne, by wypytywać ją o to w tym momencie.
AelitaZapytam ją o to, kiedy poznamy się trochę lepiej.
AelitaKiedy naprawdę zostaniemy przyjaciółkami.
AelitaNa przykład, kiedy „niechcący” przyłapię ją na przebieraniu się – choćby po to, by upewnić się, że jest w stu procentach człowiekiem.
JeremieNie no, tak się nie robi!
AelitaA co się robi??
AelitaTo moja współlokatorka, to normalne, że tak się stanie!
AelitaPod koniec będziemy tak przyzwyczajone do oglądania się nago, że nawet nie będziemy zwracać na to uwagi.
JeremieDoskonale wiem, że mówisz to tylko po to, żeby mnie zawstydzić, ale to na mnie nie działa.
Aelita??
AelitaO czym ty mówisz??
AelitaAch, zrozumiałam! Wyobrażasz sobie mnie robiącą jakieś rzeczy z Naxxyą!
JeremieNie, to są TWOJE urojenia.
JeremieTy fantazjujesz o rzeczach między Oddem a mną, OK, ale to nie oznacza, że ja miałbym fantazjować o rzeczach między tobą a inną dziewczyną.
JeremieJa kocham tylko ciebie.
Jeremie(Poza tym Naxxya ma ciało jak olimpijska pływaczka, to nie moja bajka).
AelitaPrzyznaję, nawet przez piżamę widać jej mięśnie.
JeremieTsssss. Jakby mięśnie sprawiały, że miękniesz. Dobra próba, ale to nie działa.
AelitaA między mną a Yumi w takim razie???
Jeremie??
JeremieAelita!
JeremiePowiedziałem: nie to nie.
AelitaJestem pewna, że opcja ze mną i Yumi by ci się podobała, ale mówisz „nie”, żeby sprawić mi przyjemność.
AelitaAle i tak to doceniam. <3
Jeremie<3
AelitaWyglądamy jak debile, wysyłając sobie serduszka.
JeremieTylko jeśli ktoś inny nas widzi.
AelitaTy masz spokój, bo wciąż masz pokój tylko dla siebie, ale ja mam teraz współlokatorkę, więc muszę uważać.
JeremieTak, ale ona przecież śpi.
JeremieNo i bez przesady, wysyłamy sobie serduszka, to nie koniec świata.
AelitaZałożymy się, że jeśli pokażę ci mój biust, Naxxya obudzi się dokładnie w tym samym momencie??
Jeremie!!!!!!!
JeremiePRZESTAŃ
JeremieAELITA
JeremieNIE RÓB TEGO
AelitaDobra, wyluzuj, nie obudziła się.
Jeremie
AelitaKocham cię, Jeremie.
Jeremie… ja Ciebie też.

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari

Odcinek 97: “Huczne rozpoczęcie roku” (rozdział 2)

W piękny, słoneczny poranek, w słodkim smutku kończącego się lata i startu nowego roku szkolnego, Zespół Szkół Kadic powoli budzi się z letargu, stopniowo zalewane falami uczniów. To właśnie w tym momencie, przed bramą szkoły, odnajdujemy naszych bohaterów, idących spokojnie w stronę dziedzińca.

– To powrót do szkoły i dwóch na pięciu uczniów jest zadowolonych! – krzyknęła Aelita, jak zawsze szczęśliwa, że wakacje się kończą, by wreszcie spotkać przyjaciół.

Równie zadowolony z powrotu do zajęć Jeremie rzucił okiem na swoich towarzyszy, by zweryfikować te statystyki:

– Tylko dwóch na pięciu? To prawda: nawet Odd ma kwaśną minę!

– No ba… – odpowiedział, nie odrywając wzroku od ziemi. – Nie udało mi się zabrać ze sobą Kiwiego w tym roku. Nie wiem, jak rodzice dowiedzieli się, że zwierzęta są zakazane w Kadic, ale dla mnie ten rok już zaczyna się źle.

– Naprawdę? – spytał Ulrich. – Brak psa w pokoju, który pożerałby moje rzeczy? Może w końcu zacznę się uśmiechać. Przynajmniej do najbliższej lekcji matmy…

– No dalej, Odd, nie rób takiej miny – zaczął pocieszać go Jérémie. – Pożyczę ci Kiwi 2.0, jeśli chcesz.

– To nie to samo! – zripostował Odd. – Robot-pies nie zastąpi miłości prawdziwego pieska z krwi i kości!

– A ty, Yumi – podjął temat Samuraj – dlaczego nie masz humoru?

– Jak co roku – odpowiada Japonka. – Wy wszyscy będziecie we czwórkę w tej samej klasie, a ja znów ląduję sama…

– Nie jesteś sama, daj spokój, jest William! – dorzuciła Aelita, która nie potrafiła ukryć dobrego nastroju.

– Świetnie… Szczerze mówiąc, to właśnie jego wolałabym nie mieć w klasie w tym roku… – odparła Geisha z ponurą miną.

Jérémie zawahał się: czy przypomnieć Yumi, że William wyrządzał im krzywdę tylko pod wpływem Xany? Ich przygody należą teraz do tematów, których unikają w rozmowach, więc młody informatyk zmienił temat:

– Zauważcie, że my też nie jesteśmy pewni, czy zostaniemy razem w tej samej klasie. Ostatnim razem o mało nie straciliśmy Odda na początku roku. To się może powtórzyć.

– O nie! – zdenerwował się zainteresowany. – Nie ma mowy! Najpierw Kiwi, a jak jeszcze wyląduję sam w innej klasie, to postanowione, wracam do domu!

Ulrich zauważył zbiegowisko uczniów przed rzędem tablic ogłoszeniowych:

– To musi być podział klas. Chodźmy zobaczyć.

Śpiesząc się, by dowiedzieć się, czy zostali rozdzieleni, Ulrich, Odd, Aelita i Jeremie przyspieszyli kroku w stronę tablic.

Yumi dołączyła do nich:

– I jak? Kto jest z kim? – spytała.

– Żadnych przykrych niespodzianek – odpowiedział Jeremie z ulgą. – Jesteśmy wszyscy w czwórkę w tej samej klasie.

– A ty jesteś znowu w klasie z Williamem! – dopowiedziała Aelita z szerokim uśmiechem.

– Trudno – odpowiedziała Japonka z rezygnacją.

– Nie narzekaj, Yumi – powiedział Odd, który w końcu odzyskał swój zwykły dobry humor. – My będziemy musieli znosić Sissi przez kolejny rok! Chociaż Ulrichowi to chyba nie przeszkadza!

– Możesz mówić co chcesz o Sissi – zripostował Samuraj. – Jest zawsze mniej uciążliwa niż twój pies. Zdecydowanie wolę ją znosić przez rok niż mieszkać z Kiwim przez miesiąc.

– Gadasz bzdury! Mój pies nie jest uciążliwy, on po prostu lubi eksplorować swoje otoczenie.

– Chcesz powiedzieć „eksplodować” swoje otoczenie?

Nadeszła Sissi: z wielkim uśmiechem:

– Mój drogi Ulrichu! Znów jesteśmy w tej samej klasie! Czyż to nie znak od losu?

– Doprawdy? Myślisz, że to wina losu? – zmartwił się ironicznie jej rozmówca.

– Los jest okrutny w takim razie! – dorzucił jego współlokator, śmiejąc się.

– Odd, twoje nieśmieszne żarty były dobre w gimnazjum! – odpowiedziała mu Sissi. – Jesteśmy teraz w liceum, dorośnij trochę!

– Robię proste żarty, żebyś zdołała je zrozumieć! – odparł Odd, coraz bardziej bezczelny.

Ulrich skorzystał z okazji, by się ulotnić.

– Jacy słodcy… zostawiam was na pogaduszki, bawcie się dobrze.

– Nie, Ulrich, wracaj! – zaczęła błagać Sissi.

– Ulrich! Nie zostawiaj mnie z nią! – dodał Odd, naśladując lamenty córki dyrektora.

– Kretyn! – zdenerwowała, odwracając się do niego. – Przez ciebie Ulrich odwraca się ode mnie już pierwszego dnia!

– Założę się, że zrobił to, żeby ci się przypodobać, bo wie, że lubisz podziwiać jego… umięśnione plecy.

– Jesteś jeszcze głupszy niż twój brudny kundel!

– Szczerze Sissi, nie jesteś odpowiednią osobą, by obrażać wyższą inteligencję mojego Kiwiego… Hej, chwila! Nie masz przypadkiem czegoś wspólnego z tym, że moi rodzice odkryli, że nie mam prawa trzymać tu psa?

– Twój pies nie mógł przyjechać z tobą w tym roku? – zdziwiła się, ciesząc się jednak z jego nieszczęścia. – Ależ to wspaniała wiadomość! Oooh, jaki ty musisz być…rozczarowany!

– Ty wredna… jędzo!! – krzyknął za nią Odd, podczas gdy ona odeszła, śmiejąc się.

– A pomyśleć, że baliśmy się nudy… – dodała Aelita, chichocząc.

Jeremie spojrzał na zegarek:

– Jeśli chcemy uniknąć kłopotów już pierwszego dnia liceum, lepiej chodźmy na lekcje.

Dziewczyna o różowych włosach pomachała ręką do oddalającej się Yumi.

– Widzimy się w południe?

– Yep.

W porze lunchu, piątka przyjaciół spotkała się zgodnie z planem w stołówce. Każdy wziął tacę z jedzeniem i zasiadł przy stoliku.

Aelita wpatrzyła się w zawartość swojego talerza:

– Kuskus z klopsikami już pierwszego dnia? Odd będzie zadowolony!

– Swoją drogą, gdzie on się podział? – zastanowił się Ulrich. Zauważył Williama siedzącego samotnie przy sąsiednim stoliku. Zaraz zobaczył nadchodzącego Odda z suto zastawioną tacą.

– Jestem! Próbowałem wynegocjować dodatkowy talerz, ale wzmocnili system bezpieczeństwa w tym roku! Rosa dostała bardzo surowe wytyczne dotyczące ilości jedzenia na osobę.

Posiłek toczy się swoim rytmem. Jak to zwykle bywa po wakacjach, każdy opowiada, co robił w wolnym czasie.

– Bez żartów, Jeremie? Udało ci się oderwać od komputera tego lata?

– Wyjechałem nad morze do zapadłej wioski bez żadnego dostępu do Internetu. Mógłbym nawet wrócić opalony, gdyby tak nie lało.

– Nie wierzę! – lamentował Odd. – Spędziłem całe lato zamknięty w rodzinnym bastionie dziadków z moimi siostrami i kuzynkami, podczas gdy Pan Einstein swobodnie wyruszył na przygodę! Świat stanął na głowie.

– One są aż tak straszne, te twoje siostry? – zdziwił się Ulrich. – Zawsze o nich mówisz, jakby to były krwiożercze potwory.

– Są o wiele gorsze – kontynuował Odd niczym weteran z Wietnamu. – Bez mojej naturalnej odporności i psychiki ze stali, już dawno popadłbym w obłęd pod ich torturami. Masz szczęście, że jesteś jedynakiem, Ulrich.

– Tak myślisz? – spytał z mało przekonaną miną. – Problem w tym, że skoro nie mam ani brata, ani siostry, mój ojciec ma tendencję do wyżywania się na mnie. Spędzanie lata w jego towarzystwie szybko staje się piekłem, bo słowo „wakacje” nigdy nie istniało w jego słowniku. A ty, Yumi, gdzie wyjechałaś?

– Nie pamiętam już – odpowiedziała Japonka. – Byłam zbyt zajęta pilnowaniem mojego małego brata, podczas gdy rodzice się kłócili.

– Cóż – oświadczyła Aelita z nieśmiałym uśmiechem. – Słuchając was wszystkich, czuję się prawie uprzywilejowana, że nie mogłam wyjechać na wakacje!

Yumi podniosła prawą rękę:

– Przysięgam, w przyszłe lato pojedziemy na wakacje wszyscy razem. Zresztą, wielka szkoda, że nie udało nam się tego zrobić w tym roku.

Nagle plecak Jeremiego zaczął dzwonić. Chłopak wahał się przez chwilę, po czym otworzył go pewnym ruchem.

– Niezły ten nowy dzwonek w twoim telefonie! – zażartował Odd.

– To nie telefon, tylko mój komputer, i właśnie to mnie martwi…

Mózg grupy otworzył swojego laptopa, a na ekranie natychmiast wyświetlił się komunikat alarmowy.

„Wieża aktywowana”? Co to znowu za historia?

– Twój program nie jest zaktualizowany czy co? – spytał „Félin” (Odd), wciąż żartobliwym tonem, ale teraz i on zaczyna się niepokoić.

– Tak, to na pewno błąd oprogramowania, powinienem go odinstalować – dodał pospiesznie Jeremie, stukając w klawiaturę.

Zapadła cisza. Ulrich zdecydował się ją przerwać:

– Jeremie, myślisz, że Xana przeżył?

– Nie, to niemożliwe! – zdenerwowała się Yumi. – Pokonaliśmy Xanę! Dlaczego miałby nagle pojawić się znowu po kilku miesiącach!? To nie ma sensu!

Młody informatyk próbował zachować zimną krew.

– Spokojnie. Nawet gdyby Xana przeżył, potrzebowałby kodów źródłowych swojego pierwotnego programowania, by się odnowić. Te kody są w pamięci wewnętrznej Superkomputera, a my przecież wyłączyliśmy Superkomputer.

– To dlaczego wieża jest aktywowana!? – zripostowała Japonka.

Ulrich zmiażdżył łyżeczką jogurt na swoim talerzu.

– Musimy iść sprawdzić to w fabryce.

Nasza piątka bohaterów wstała od stołu bez słowa i kieruje się do wyjścia. Samuraj rzucił odległe i nieufne spojrzenie w kierunku Williama, który zdaje się nie zwracać na nich uwagi. W rzeczywistości, wysoki brunet widział, jak wstają od stołu, słyszał nawet całą ich rozmowę. W momencie, gdy Ulrich na niego patrzył, on po prostu spoglądał na zegarek, bo postanowił dać im dwie minuty przewagi, zanim ruszy w pościg, by nie zostać zauważonym.

Z pewną nostalgią zmieszaną z niepokojem nasi poszukiwacze przygód pokonali trasę niegdyś tak znajomą: między Kadic a fabryką, przechodząc przez kanały.

Po dotarciu przed fabrykę, Yumi spytała Jeremiego:

– Może jacyś ludzie weszli przypadkiem do fabryki w czasie wakacji? To nie byłby pierwszy raz…

– Właśnie – odpowiedział Jeremie, uruchamiając windę. – Aby uniknąć sytuacji, w której byle kto włamuje się do tajnego sektora fabryki, zainstalowałem system rozpoznawania DNA, tak aby tylko osoby, których DNA zostało zmienione przez skaner podczas wirtualizacji, mogły uzyskać dostęp do laboratorium, serca Superkomputera czy sali skanerów.

Winda towarowa zatrzymała się i drzwi otworzyły się, odsłaniając włączony Superkomputer.

– Tego się właśnie obawiałem – odparł informatyk, podchodząc do przełącznika. – Ktoś ponownie włączył Superkomputer. A aktywowana wieża dowodzi jasno, że Xana przeżył.

– I co z tego? – zripostował Odd, wzruszając ramionami. – Wystarczy go znowu wyłączyć i hop, dobranoc Xana!

– Nie, na razie priorytetem jest dezaktywacja wieży, by powstrzymać Xanę przed odnowieniem się – odpowiedział Jeremie, wyciągając kartę elektroniczną z Superkomputera. – Poza tym musimy koniecznie odkryć, kto go włączył i jak, by powstrzymać go przed zrobieniem tego ponownie.

Podczas gdy Jeremie przeglądał kartę elektroniczną, by zapoznać się z ostatnimi operacjami wykonanymi na Superkomputerze, jego czworo przyjaciół przyglądało się sobie nawzajem z podejrzliwością.

– Odd, nie masz nam czegoś do powiedzenia przypadkiem? – przepytuje go Ulrich.

– No tak, znowu będzie na mnie! – oburzył się „Félin” (Odd), urażony tak szybkim oskarżeniem.

– Jeśli to ty go włączyłeś, radzę ci powiedzieć nam o tym natychmiast – zagroziła mu Yumi.

– A jak niby miałbym go włączyć?! Byłem na wakacjach!

– I co z tego? – naparł Samuraj, przekonany, że jego współlokator ma z tym coś wspólnego. – Mogłeś go bardzo dobrze włączyć PRZED wyjazdem na wakacje.

– To bzdura! – zdenerwował się Odd. – Gdybym to zrobił, Xana mógłby aktywować wieżę w dowolnym momencie lata, kiedy byliśmy na wakacjach! Jeremie nie miał nawet Internetu, ale ostatecznie Xana wolałby poczekać, aż wszyscy wrócimy, żeby przejść do działania!? To kompletnie debilne!

– W takim razie opowiedz nam ze szczegółami, co robiłeś wczoraj, po powrocie z wakacji.

– Wszyscy wróciliśmy wczoraj, dlaczego pytacie akurat mnie, co robiłem!? To mógłby równie dobrze być jeden z was! A tak w ogóle, Aelita nawet nie wyjechała na wakacje, więc jest bardziej podejrzana ode mnie!

Dziewczyna o różowych włosach ledwo otworzyła usta, gdy Yumi chwyciła Odda za kołnierz:

– Teraz wystarczy! Jesteś jedynym, który jest na tyle nieodpowiedzialny, by włączyć Superkomputer bez mówienia nam o tym, więc przestań oskarżać byle kogo i gadaj!

– Puść mnie! Ulrich, powiedz jej, żeby mnie puściła!

Brunet nie odezwał się, pogrążony w myślach, więc Odd bronił się dalej:

– Mówię wam, że to nie ja! Nie mam z tym nic wspólnego! A nawet gdybym włączył Superkomputer dla zabawy, wyłączyłbym go zaraz potem! Nie jestem aż tak głupi!

Japonka zawahała się, po czym w końcu puściła swojego podejrzanego:

– Winny musi być wśród nas, skoro jest system rozpoznawania DNA.

Odd zaczepił Jeremiego, wciąż zajętego czytaniem karty elektronicznej:

– Einstein, zamiast zgrywać niewiniątka, możesz nam powiedzieć, co robiłeś przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny?

– Bardzo śmieszne – odpowiedział, nawet nie odrywając wzroku od lektury.

Widząc, że geniusz wydaje się pochłonięty rozszyfrowywaniem informacji, które ma przed oczami, Ulrich spytał:

– Znalazłeś coś?

Jego kolega w okularach włożył kartę z powrotem do Superkomputera:

– Wszystko, co mogę stwierdzić na tę chwilę, to że rzeczywiście nastąpiło ręczne włączenie. Teraz możemy kontynuować oskarżenia bez dowodów, albo możemy iść zająć się Xaną.

Po kilku wymianach spojrzeń Samuraj podjął decyzję za grupę:

– Dobra, zajmiemy się tym później. Chodźmy dezaktywować wieżę.

Jego czworo przyjaciół w milczeniu skierowało się do windy towarowej, której drzwi dziwnym trafem zamknęły się podczas ich dyskusji, jednak nikt nie zwrócił na to uwagi: byli zbyt zajęci próbą mentalnego zidentyfikowania sprawcy włączenia maszyny.

Drzwi windy otworzyły się: Wojownicy Lyoko cofnęli się gwałtownie, widząc pojawiającego się przed nimi Williama:

– Tym razem idę z wami!

– William!? Co ty tu robisz? – spytała zdumiona Aelita.

– Mam wciąż rachunki do wyrównania z Xaną.

Ulrich podszedł do niego:

– I to dlatego odważyłeś się włączyć superkomputer?

– Co!? – krzyknęła dziewczyna o różowych włosach, coraz bardziej zaskoczona.

– No tak! – pociągnęła Yumi. – Poza nami, William jest jedynym, który może przejść przez system rozpoznawania DNA, bo był już wirtualizowany!

Jeremie spróbował uspokoić dyskusję:

– Ej, spokojnie. Może jest trochę za wcześnie, by z całą pewnością stwierdzić, kto włączył Superkomputer.

– Dzięki, że mnie bronisz, Jeremie – ucieszył się wysoki brunet. – No więc? Na co czekamy, idziemy?

– Żebyś znowu dał się „zxanafikować”? – zripostował Odd, krzyżując ramiona. – Nie bierz tego do siebie, William, ale pod kontrolą Xany jesteś jeszcze bardziej namolny niż w naturze.

Były Wojownik Xany pozostał pewny siebie:

– O to się nie martw, sporo trenowałem tego lata, fizycznie, jak i mentalnie. Więc zdziwiłbym się, gdyby Scypozoi udało się ponownie przejąć kontrolę nad moim mózgiem. Zresztą, musiałaby najpierw zdołać mnie rozbroić.

– Wciąż taki szpaner, jak widzę – odpowiedział Ulrich. – Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie dzięki temu cię dopadła.

– Wystarczy! – krzyknął Jeremie. – Zresztą, ostatnim razem, gdy odmówiliśmy wysłania Williama do Lyoko, został opętany przez Xanę w fabryce, więc równie dobrze lepiej go zwirtualizować. A teraz nie traćmy czasu i chodźmy dezaktywować wieżę, zanim Xana się odnowi!

Samuraj rzucił groźne spojrzenie swojemu wielkiemu rywalowi.

– Idziemy.

Udali się więc do sali skanerów, podczas gdy Jeremie usiadł przed interfejsem.

– Aktywowana wieża znajduje się w Sektorze Pustynnym. Gotowi na nurkowanie?

– Kiedy tylko chcesz, Einstein! – odpowiada Odd, entuzjastyczny mimo okoliczności.

– Transfer Odda. Transfer Ulricha. Transfer Williama. Skan Odda. Skan Ulricha. Skan Williama. Wirtualizacja.

Japonka przygotowywała się, by wejść do jednej ze świetlistych kabin, gdy Aelita ją zaczepiła:

– Yumi…?

– Co?

– Mam… Chciałam tylko…

– Pogadacie później, dziewczyny – przerwał im Jeremie. – Na razie musimy powstrzymać Xanę przed odnowieniem się, więc pośpieszcie się i wchodźcie do skanerów.

– Jesteśmy na miejscu – skwitowała Geisha.

– Transfer Aelity. Transfer Yumi. Skan Aelity. Skan Yumi. Wirtualizacja.

Dwie młode dziewczyny pojawiły się w Lyoko: tak jak Odd i Ulrich tuż przed nimi. Ich spojrzenia natychmiast przeszły na Williama: choć symbol Xany zniknął z jego twarzy i został zastąpiony przez nachodzące na siebie trójkąty na jego torsie i mieczu, wysoki brunet zachował swój czarny strój z czasów, gdy był kontrolowany przez Xanę.

– Jeremie? – spytała Yumi. – Czy możesz nam potwierdzić, że William jest tym razem naprawdę po naszej stronie?

– Nie zwracajcie uwagi na strój – odpowiedział Operator. – To raczej dobra wiadomość: według komputera William zachowuje mniej więcej te same moce co wcześniej, z tą różnicą, że nie jest już zasilany energią przez Xanę. Nie może już używać mocy w sposób ciągły, jak to robił, gdy walczył z wami.

– A! – krzyknął Odd. – Tak mi się właśnie wydawało, że Xana dawał mu jakby lekką przewagę podczas walk!

– I ta przewaga energetyczna pozwalała mu zmiażdżyć was wiele razy – sprecyzował Jeremie. – To bez wątpienia dzięki jego własnej woli William powstrzymywał się, mimo kontroli, jaką Xana nad nim sprawował.

Yumi przypomniała sobie wtedy kilka rzadkich chwil, gdy wydawało jej się, że może z nim rozmawiać:

– To prawda, William? Przez ten cały czas walczyłeś z wpływem Xany?

Zainteresowany wzruszył ramionami:

– To możliwe, moje wspomnienia z tego okresu są dość mgliste.

– A moje wspomnienia są bardzo wyraźne – powiedział Ulrich. – Zajadałeś się, próbując nas unicestwić, tak jak prosił cię twój Pan.

Dawny przeciwnik Ulricha był o krok od utraty panowania nad sobą, ale zacisnął zęby, by odpowiedzieć z fałszywie swobodną miną:

– Ależ skąd. Daj spokój, gdybym naprawdę chciał was unicestwić, bylibyście martwi co do jednego…

To oświadczenie sprawia, że towarzyszy przeszedł dreszcz: z wyjątkiem Odda, który nie stracił okazji do przechwałek:

– Cóż, ja pamiętam, że pokonałem cię jeden na jednego, więc nie bądź taki mądry!

– Dość gadania – odparł Jeremie. – Wysyłam wam pojazdy. Aelita, wsiądź z Yumi na hulajnogę, a William z Oddem na deskę.

– Dlaczego to ja muszę wziąć Williama? Nie zgadzam się, chcę głosowania! Kto jest za?

Ulrich i Yumi podnieśli rękę.

– Kto jest przeciw?

Odd podniósł rękę.

– Dwa do jednego – podsumował Ulrich. – Problem rozwiązany.

– Żądam ponownego przeliczenia!

– Nie mamy czasu do stracenia! – skarcił go Jeremie. – Dobra, wieża znajduje się na południowy zachód od waszej pozycji.

– Jazda!

Rozpędzeni z pełną prędkością po pomarańczowych wielokątach Sektora Pustynnego, bohaterowie szybko wczuwają się w klimat tego miejsca..

Ulrich spytał, mimo wszystko:

– Jeremie, myślisz, że Xana jest już w stanie wysłać nam komitet powitalny?

– Dopóki Xana nie zakończył procesu odnawiania, jest bardzo słaby. Możliwe, że nawet nie wykrył waszego przybycia na Lyoko. Ale miejcie się na baczności. Jeśli nie uda nam się dezaktywować wieży, odzyska całą swoją moc, a to nie wchodzi w grę. Odd, powierzam ci ochronę Aelity w pierwszej kolejności.

– Zrozumiałem, Einstein! Ale… żebym ją chronił, byłoby lepiej, gdyby wsiadła ze mną na deskę, a William pojechał z Yumi, nie sądzicie?

– Odd, wystarczy.

Nagle ich śladem podążyły latające potwory i zaczęły do nich strzelać. Jeremie ostrzegł ich natychmiast:

– Uwaga! Trzy Szerszenie za wami!

Podczas gdy Odd i Ulrich zboczyli z trasy, by stawić czoła napastnikom, Yumi odsunęła się lekko na bok, by uniknąć lasera, który był w nią wycelowany. Hulajnoga oberwała pociskiem, który mierzył w jeden z innych pojazdów, i zniknęła, powodując upadek dwóch pasażerek.

Podczas gdy Ulrich zniszczył jednego szerszenia, Odd zanurkował deską, by złapać Aelitę, która zwlekała z rozwinięciem skrzydeł, i by umożliwić Williamowi złapanie Yumi.

– W porządku Odd, możesz lecieć w górę! – zniecierpliwił się William, widząc zbliżającą się coraz bardziej ziemię.

– Ehm, chciałbym – odpowiedział pilot z zakłopotanym uśmiechem – ale cztery osoby są tu za ciężkie… nie kontroluję trajektorii!

Czterej pasażerowie mieli zaledwie chwilę, by zeskoczyć, zanim fioletowa deska się rozbije.

Odd podniósł się natychmiast:

– Dobra, próbujemy wsiąść w piątkę na motor?

– Uwaga! – krzyknęła Aelita i popchnęła go, by uniknął otrzymania strzału od jednej z Tarantul, które właśnie pojawiły się wokół nich.

– Uff! Dzięki Aelita! Ale wiesz, normalnie to ja mam chronić ciebie!

Pojawiły się również Karaluchy i Kraby, i czwórka wojowników, którzy wylądowali awaryjnie. Pozostało im podjąć walkę na ziemi. Jedna Tarantula została zniszczona przez motocykl, który się na niej rozbił, bo Ulrich właśnie katapultował się z pojazdu, by dołączyć do walki wręcz. Pozbył się również dwóch ostatnich szerszeni.

Yumi chroniła się swoimi wachlarzami, ale ilość pocisków była ogromna.

– Jeremie, to ty mówiłeś, że Xana jest na razie bardzo słaby?… Hej Jeremie, słyszysz mnie?

– Halo, Einstein? Laserowa strzała! Halo…?

Ich operator w końcu odpowiedział:

– Tak, dwie sekundy, sprawdzam coś ważnego…

– Podaj nam tylko ranking w takim razie!

– Ulrich prowadzi, tuż za nim William. Odd, jesteś trzeci.

Informatyk przełączył się natychmiast na okno systemu monitoringu fabryki, by obejrzeć pierwsze nagrania, które nastąpiły po ponownym włączeniu superkomputera:

„Tak podejrzewałem…” – powiedział sam do siebie, po czym wrócił na ekran radaru.

– Uwaga! – ostrzegł swoje wirtualne oddziały, widząc nowe jednostki wroga w ich obszarze. – Bloki nadciągają prosto na was! Oraz dwa Megaczołgi!

– A wieża, daleko jeszcze? – niecierpliwiła się Yumi: obawiała się, że coraz liczniejsze potwory uniemożliwią drużynie dotarcie do celu na czas.

– Jest w wąwozie tuż na zachód od waszej pozycji! Już zapomnieliście o tym miejscu?

– Chyba wiem, o jakiej wieży mówisz, ale tu nie ma wąwozu… – stwierdził Ulrich, który nadal zabijał potwory, rzucając okiem na otoczenie między dwoma ciosami szabli.

– Może pomyliliśmy drogę? – zasugerował Odd, skacząc na grzbiety Krabów, by zyskać widok z góry. – Problem Pustyni polega na tym, że wszystkie wysuszone równiny wyglądają tak samo!

– Nie, to na pewno tutaj! – nalegał Jeremie. – Jakieś pięćdziesiąt metrów na zachód! Nie widzicie krateru albo nawet jeziora, pod którym Xana ukryłby wąwóz?

– Jest tylko płaski teren… – odpowiedziała zdezorientowana Aelita, podczas gdy potwory, które wciąż się pojawiały, zaczęły ich otaczać.

– Zaraz zobaczymy! – krzyknął William, wymierzając potężnego kopniaka w Karalucha: ten poleciał kilkadziesiąt metrów w kierunku wskazanym przez Jeremiego.

Ale zamiast upaść na ziemię, małe stworzenie przeleciało przez nią.

– Fałszywa podłoga! – powiedział Ulrich, który widział, jak Karaluch przeniknął przez “dekorację” pod koniec swojego lotu.

– Wieża zakłóca mój ekran radaru! – poinformował Jérémie. Nie mógł przeanalizować budowli zainfekowanej wirusem. – Xana próbuje zyskać na czasie!

– To znaczy, że jest bliski osiągnięcia celu… – domyślił się wysoki brunet.

– Tych potworów jest tu za dużo! – odparła Yumi, rozumiejąc, że iluzja wygenerowana przez ich wroga wystarczająco opóźniała nastolatków. Spełniały rozkazy swego pana: trzymały ich daleko od celu.

Aelita rozwinęła skrzydła:

– Osłaniajcie mnie! – zawołała, wzbijając się w powietrze, by przelecieć nad Krabami i Blokami, które tworzyły zaporę.

– Nie Aelita! Czekaj!! – krzyknął Jérémie. – Nie idź tam!!

Nie zważając na jego ostrzeżenie, skrzydlata dziewczyna rozpędziła się, unikając strzałów potworów, po czym zanurkowała przez fałszywą podłogę, by w końcu dotrzeć do wąwozu, na dnie którego znajdowała się aktywowana wieża:

– Jestem!! – oznajmiła, schodząc w kierunku podstawy białej kolumny otoczonej czerwoną aurą.

– To pułapka!! – spanikował informatyk, który właśnie ustabilizował swój radar. – Wracaj natychmiast w górę!!

Różowowłosa nie miała czasu na reakcję: dwa Megaczołgi, które Jeremie wykrył, wyłoniły się zza wieży i jednocześnie zaczęły ładować swoje ataki, by ją zestrzelić.

– O nie… – szepnęła Aelita, rozumiejąc, że wpadła prosto w paszczę lwa.

Masywne opancerzone kule uwolniły swoje promienie i zaczęły obracać się, próbując zmiażdżyć ofiarę między dwoma skrzyżowanymi wiązkami. Aelita rozpostarła pole siłowe w każdej dłoni, by sparować dwa szerokie, świetliste dyski, które na nią napierały, jednocześnie trzepocząc skrzydłami, by pośpiesznie nabrać wysokości.

– Aelita!! Wynoś się stamtąd!!! – krzyknął Jeremie..

– Trzymaj się, nadchodzimy! – krzyknął jej Ulrich, uruchamiając Supersprint, by zgubić potwory i ruszyć na ratunek przyjaciółce.

Aelita stawia opór, próbując machać skrzydłami, ale w momencie, gdy jest bliska ucieczki przed promieniami Megaczołgów, widzi kumulującą się mroczną energię nad szczytem wieży, tworzącą symbol Xany…

– Jeremie!? Tu jest…!! AAAAAAH!?!

Za późno. Błyskawicznie porażona straszliwym czerwono-czarnym promieniem, który istota energetyczna właśnie wystrzeliła, by przebić awatara elfa o różowych skrzydłach, strażniczka Lyoko, pozbawiona Punktów Życia, dezintegruje się.

– Aelita!? AELITA !!? NIIIEEEEE !!!

Słysząc jego okrzyk rozpaczy, pozostali zrozumieli, że stało się coś złego:

– Jeremie!? Co się stało!?

– Te dwa… te dwa Megaczołgi, które widziałem na radarze… były ukryte za wieżą, czekały na Aelitę…

– Co!?

– Chcesz powiedzieć, że ją dopadły!?

– Została zdewirtualizowana… – potwierdził smutno bezradny informatyk. – Już nic nie powstrzymuje naszego wroga przed ukończeniem odnowy…

Podczas gdy zdezorientowani wojownicy niszczyli ostatnie potwory, próbując pojąć, co się wydarzyło, niebo Lyoko pociemniało, a fałszywa podłoga ukrywająca wieżę zniknęła, odsłaniając zainfekowaną budowlę. Wydobywał się z niej teraz ogromny wir czarnej energii. Wir zaczął przekształcać się w mroczną chmurę, po czym zniknął w oddali.

Wirtualne niebo stopniowo odzyskało swój blask, ale Wojownicy Lyoko wiedzą, że przegrali tę bitwę.

Ulrich posłał Williamowi mroczne spojrzenie:

– Zadowolony jesteś? Teraz, gdy Xana się odnowił, będziesz mógł się zemścić. Dobra robota.

– Ty zaczynasz mnie poważnie denerwować… – odpowiedział mu wysoki brunet, grożąc mu swoim mieczem.

Samuraj wzniósł swoje szable w odpowiedzi:

– A, to już? Już jesteś z powrotem pod kontrolą Xany?

– Nie, ale i tak cię uciszę!

William zaszarżował na Ulricha, który zrobił unik, a potem zaatakował w rewanżu: dwaj rywale stanęli naprzeciw siebie w walce równie zaciekłej, co absurdalnej.

Z drugiej strony Odd, który nie miał już ochoty na żarty, upadł na kolana i uderzył pięściami w ziemię.

– To moja wina! Miałem chronić Aelitę! Gdybym poleciał za nią do wąwozu…!

Yumi położyła mu rękę na ramieniu.

– To nasza wina, nas wszystkich. Mieliśmy misję i wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za tę porażkę.

Ulrich zablokował miecz Williama, krzyżując swoje dwie szable.

– Żartujecie!? Nie bylibyśmy w tym punkcie, gdyby William nie włączył znowu…

– Zamknij się! – przerwał mu przeciwnik, opuszczając po raz kolejny swoje ciężkie ostrze.

Z sali skanerów dobiegł niepewny głos Aelity:

– Przestańcie się kłócić, to moja wina…

Samuraj uparł się:

– Gdyby William nie włączył Superkomputera, to wszystko by się nie…

– Ale to JA go włączyłam!! – wybuchła ich pokonana towarzyszka.

Fala zdumienia przeszywa Wojowników Lyoko:

– Hę?

– Co?

Odd podniósł głowę:

– Ale nie, to nie może być Aelita!… Einstein, powiedz coś!

Jeremie waha się, po czym rezygnuje i wyjaśnia im:

– To rzeczywiście Aelita włączyła Superkomputer. Kiedy sprawdzałem wcześniej kartę dostępu, odkryłem, że Superkomputer został uruchomiony trzy dni temu, a poza Aelitą wszyscy wróciliśmy z wakacji dopiero wczoraj. Potem przyszedł William, a co do niego, nie wiedziałem, czy wyjeżdżał, czy nie. Więc, żeby ustalić, kto go włączył, przejrzałem nagrania z kamer monitoringu, które musiały włączyć się w tym samym czasie, co Superkomputer. Zobaczyłem na nich Aelitę.

Ulrich przestał walczyć z Williamem:

– Aelita? To prawda?

– Tak… i bardzo mi przykro. Nie myślałam, że Xana przeżył i że nieświadomie daję mu okazję do odnowienia się. Teraz wrócił i to całkowicie moja wina.

– Ale dlaczego!? – spytała Yumi, wciąż w szoku. – Dlaczego włączyłaś Superkomputer!? Wszyscy zgodziliśmy się, by zakończyć to wszystko! Co cię podkusiło, żeby zrobić coś takiego!?

Aelita wzięła głęboki oddech.

– Ponieważ w dniu mojej pierwszej wirtualizacji do Lyoko, lata temu, obiecałam ojcu, że nigdy go nie zapomnę, nigdy go nie opuszczę, i wiem, że on wciąż żyje gdzieś w Lyoko, jestem tego pewna!

Jeremie zdewirtualizował resztę osób, podczas gdy Aelita kontynuowała.

– Wszyscy mamy powód, by walczyć. Obowiązek, zabawa, bohaterstwo albo zemsta. Ja walczę, by odnaleźć mojego ojca i nie mogę się poddać, dopóki mam nadzieję, że mi się uda…

Otarła oczy pełne łez, po czym zobaczyła wokół siebie Yumi, Odda, Ulricha i Williama.

– Przepraszam… Byłam samolubna… i… zdradziłam was.

Jeremie dołączył do nich.

– Nie, Aelita. To my byliśmy samolubni w dniu, w którym wyłączyliśmy Superkomputer ze strachu, że Xana wróci, zamiast dalej szukać Hoppera. Nasza misja nie była skończona i czas podjąć ją tam, gdzie ją przerwaliśmy.

I, ku wielkiemu zdziwieniu jego ukochanej, ich towarzysze pokiwali głowami na znak zgody: przerażeni ewentualnością powrotu ich wroga, nie pomyśleli ani przez chwilę, że ojciec Aelity może wciąż żyć i że to w pełni uzasadnione, że Aelita chce go odnaleźć za wszelką cenę.

Jeremie wyciągnął rękę:

– Czy jesteście gotowi ponownie chwycić za broń, dopóki nie odnajdziemy Franza Hoppera i nie zniszczymy Xany ostatecznie?

Aelita wyciągnęła swoją rękę:

– Dziękuję Jeremie. Dziękuję…

Ulrich wyciągnął swoją rękę:

– Aż do końca misji.

Odd odzyskał uśmiech i wyciągnął rękę:

– I jazda od nowa!

Yumi wyciągnęła rękę:

– Nie zmienia się zwycięskiej drużyny.

Odwrócili się do Williama, a Ulrich uśmiechnął się do niego:

– William, zgadzasz się być jednym z nas?

Ten uśmiechnął się w odpowiedzi, wyciągając rękę:

– Nie możecie się już beze mnie obejść!

Wychodząc z fabryki, Yumi spytała Ulricha, czy może z nim porozmawiać na osobności.

– No to idziesz? – niecierpliwił się Odd.

– Ehm, nie – odpowiedział jego współlokator. – Odprowadzę Yumi. Nie czekajcie na mnie.

– Jak chcesz – skwitował, zamykając klapę prowadzącą do kanałów.

Ulrich i Yumi rozpoczęli więc drogę przez park.

– Więc, co chciałaś mi powiedzieć?

– Chciałam cię zapytać, dlaczego zmieniłeś zdanie co do Williama po tym wszystkim, co nam zrobił. Jesteś pewien, że nie przeszkadza ci, że dołącza do zespołu?

– Jeśli byłem na niego tak wściekły na początku… – zaczął wyjaśnienia Samuraj – …to dlatego, że byłem przekonany, że włączył Superkomputer, by zemścić się na Xanie, ale myliłem się. Więc też, naturalnie… zaproponowałem mu, by do nas wrócił. Poza tym, jest bardzo dobrym Wojownikiem i jest zdeterminowany, by pokonać Xanę co najmniej tak samo jak my.

Ulrich zrobił pauzę, po czym zapytał:

– A tobie to nie przeszkadza?

Japonka wzruszyła ramionami:

– Myślę, że ma prawo do drugiej szansy.

Jej przyjaciel skinął głową, po czym zmienił temat:

– Właściwie to martwię się raczej o Aelitę… Nie dlatego, że włączyła Superkomputer, bo w końcu nikt nie mógł podejrzewać, że Xana przeżył, ale… jeśli zrobiła to w nadziei na odnalezienie ojca, ryzykuje wielkim rozczarowaniem. Jeśli odkryjemy, że on naprawdę nie żyje…

– Podzielam tę obawę, ale, z drugiej strony, to nie byłby pierwszy raz, gdy przeczucie Aelity sprawdziłoby się w świecie wirtualnym. Więc, jeśli Franz Hopper rzeczywiście żyje, jak ona przeczuwa, musimy przynajmniej spróbować go odnaleźć.

Dzień dobiegł końca. Dwoje nastolatków znajdowało się zaledwie kilka domów od miejsca zamieszkania rodziny Ishiyama, gdy podczas przechodzenia przez aleję zachodzące słońce ich oślepiło. Zatrzymali się na chwilę na środku drogi. Wiatr rozwiał włosy Yumi, gdy nagle samochód nadjechał prosto na nich z dużą prędkością. Ulrich chwycił swoją towarzyszkę za rękę i przebiegli na najbliższy chodnik. Pociągnięta pędem, Japonka wylądowała ciałem przy ciele chłopaka, przyciśniętego plecami do muru. Minęło kilka sekund, pozostali nieruchomi, przytuleni do siebie, wpatrując się w siebie, po czym Ulrich w końcu odzywa się:

– Yumi, słuchaj, ja… Dużo myślałem tego lata, o nas dwojgu, i…

Ale zanim zdążył dokończyć zdanie, Geisha zakryła usta kolegi dłonią:

– Ja też dużo myślałam tego lata, ale… Xana wrócił, więc to nie czas, by sobie folgować. Misja musi być ważniejsza niż wszystko inne. Uczucia będą musiały poczekać.

Samuraj otworzył szeroko oczy i chwycił Japonkę za nadgarstek, by znów zabrać głos:

– Więc to o to chodziło? „Kumple i to wszystko”?

Yumi uwolniła rękę szybkim gestem, ale Ulrich chwycił ją za ramiona i przycisnął z kolei plecami do muru, kontynuując:

– Bałaś się zaszkodzić misji, jeśli bylibyśmy parą, więc chciałaś, żebym wierzył, że nic między nami nie ma, dopóki nie pokonamy Xany?

– Brawo, wreszcie zrozumiałeś – przyznała Japonka, wciąż przytrzymywana przy ścianie budynku za nią. – I, co teraz robimy? Wypomnimy sobie błędy? Nie będziemy odzywać się do siebie? Czy może zrobimy to, co powiedziałam: nie pozwolimy temu, co jest między nami, stanąć na drodze naszej misji, bo to nasza odpowiedzialność?

– Nie, mam o wiele lepszy pomysł… – oświadczył młody mężczyzna, puszczając ramiona swojej rozmówczyni, by zaskoczyć ją, kładąc dłonie na jej policzkach.

– …Hej!? Co ty r…!?

Ostatnie pytanie Yumi pozostało niedokończone, przerwane przez długi pocałunek, który skradł jej Ulrich.

Samuraj w końcu odsunął się z wielkim uśmiechem satysfakcji:

– I co? Wciąż masz ochotę czekać, aż Xana zostanie pokonany, żeby sobie „pofolgować”?

Yumi zamilkła, wpatrując się w Ulricha z wyrazem złości. Poczuła się urażona, że odważył się ją pocałować, podczas gdy właśnie wyjawiła mu, dlaczego nie chce z nim chodzić w tym momencie…ale rumieniec barwiący policzki pięknej Japonki zdradził jej prawdziwe uczucia: uwielbiała ten niespodziewany pocałunek.

– Jeśli to cię może uspokoić – kontynuował jej “kolega”. – Czuję się w pełni zdolny do zarządzania naszym związkiem bez utrudniania walki z Xaną. Ale, jeśli wolisz jeszcze poczekać, uszanuję twój wybór. Decyzja należy do ciebie.

Yumi jest wściekła, ale Samuraj trafił w sedno: czekali już zbyt długo i sama Yumi nie mogła dłużej powstrzymywać swoich miłosnych uczuć:

– …Lepiej, żebyś stanął na wysokości zadania, bo jeśli znowu zawalimy naszą misję, to ci nie daruję! – pogroziła mu, po czym rzuciła mu się w ramiona, by pocałować go w rewanżu. Była gotowa uwierzyć, że problemy wokół nich przestaną istnieć przynajmniej na czas trwania tego pocałunku.

– I JEST! – krzyknął Odd na przeciwległym chodniku, przybijając piątkę Williamowi, który odpowiedział mu śmiechem:

– Widzisz!? Mówiłem ci, że to będzie dziś wieczorem!

Ulrich i Yumi spojrzeli na nich, zaskoczeni.

– Ale co wy tu robicie, wy dwaj!? – spytała Yumi.

– Cóż, właściwie… – odpowiedział Odd, z szerokim uśmiechem – …kiedy powiedziałem Williamowi, że Ulrich cię odprowadza, zapewnił mnie, że wykorzystacie to, by w końcu wyznać sobie uczucia. Więc, żeby tego nie przegapić, postanowiliśmy was śledzić!

– To był jego pomysł! – sprecyzował rozbawiony wspólnik.

– Odd, jesteś jeszcze gorszy niż mój mały brat! – Yumi zaczęła zabijać go wzrokiem.

Ulrich, który z trudem ukrył uśmiech, zmienił temat:

– Porozmawiajmy trochę poważniej. William, chciałem cię przeprosić za oskarżenie, ale…dlaczego nie powiedziałeś nam jasno od początku, że nie masz z tym nic wspólnego?

– Cóż, szczerze mówiąc – odpowiedział wysoki brunet, nieco zmieszany – po tym całym czasie spędzonym pod kontrolą Xany, chyba rozwinąłem z nim nieopisywalną więź. To ta więź pozwoliła mi wiedzieć, że nasz wróg nie został całkowicie zniszczony, i trenować potem. Trzy dni temu poczułem intensywną aktywność, co skłoniło mnie do myślenia, że Superkomputer został włączony. Ale, zastanawiając się nad tym, nie mogłem być pewien, czy to nie ja to zrobiłem, bo tego lata zdarzało mi się budzić, nie wiedząc, gdzie jestem…

Te rewelacje są stosunkowo niepokojące, ale Samuraj uspokoił swojego kolegę z drużyny:

– Nie martw się. Kiedy skończymy z Xaną, odzyskasz spokojne życie.

Yumi pozostała sceptyczna:

– Powinieneś mimo wszystko poprosić Jeremiego, żeby przeskanował cię, aby upewnić się, że twoje zdrowie nie jest bezpośrednio zagrożone.

Odd wzniósł oczy ku niebu.

– I pomyśleć, że Einstein i Aelita przegapili wasz pierwszy pocałunek…

Nawet gdyby Jeremie wiedział o wielkim kroku naprzód, jaki Ulrich i Yumi zrobili razem, pozostawiłoby go to stosunkowo obojętnym. Młody informatyk miał inne zmartwienia na głowie, biorąc pod uwagę, że ich wróg powrócił. Siedząc przed potężnym komputerem, który zajmował sporą część biurka w jego pokoju w Kadic, mózg Wojowników Lyoko ponownie wdrażał procedury łączące jego osobistą maszynę z tą w fabryce, w przewidywaniu nadchodzących misji.

Perspektywa spędzenia kolejnych bezsennych nocy na stawianiu czoła nowym niebezpieczeństwom nie martwiła go jednak tak bardzo, jak ryzyko, że Xana nie jest jedyną rzeczą, która niespodziewanie powróci. Kończąc pospiesznie ich przygody po zniknięciu wirusa Lyoko i jego twórcy, chłopak w okularach miał nadzieję, że pewne sekrety mogą pozostać pogrzebane na…

…zawsze…

– …Mogę wejść? – nagle rozszedł się głos Aelity, która dyskretnie uchyliła drzwi pokoju, wyrywając Jeremiego z zamyślenia.

– Oczywiście – odpowiedział bez wahania.

Nastolatka zamknęła za sobą drzwi, po czym usiadła obok niego:

– Wiesz, naprawdę mi przykro, że Xana wrócił przeze mnie. Nie musisz udawać, że nie masz mi tego za złe…

Jej kolega uśmiechnął się do niej:

– Jak mógłbym mieć ci to za złe, skoro z nas dwojga to ja jestem bardziej odpowiedzialny?

Niedowierzająca dziewczyna przyjrzała się swojemu rozmówcy:

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Pamiętasz dzień, w którym wyłączyliśmy Superkomputer? Na początku, poza Yumi, nie mogliśmy się na to zdecydować z różnych powodów. Ja twierdziłem, że boję się stracić przyjaciół, bo nie miałem żadnych, zanim Lyoko nas połączyło, ale w rzeczywistości próbowałem zyskać na czasie. Kiedy w końcu zapytałem was ponownie, kto jest za wyłączeniem Superkomputera, wszyscy podnieśliście rękę, więc zadowoliłem się uśmiechem i wyłączeniem Lyoko, ale ja nie podniosłem ręki. W rzeczywistości wiedziałem, że mimo wszystko istnieje ryzyko, że Xana nie został całkowicie zniszczony, a przede wszystkim, że może jest nikła szansa, że twój ojciec wciąż żyje.

Aelita była oszołomiona:

– Czekaj, jak mogłeś wtedy wierzyć, że Xana lub mój ojciec nie zostali zniszczeni? Widziałam, jak mój ojciec umiera, a Xana został usunięty wraz ze wszystkimi swoimi Replikami!

– Wiem, ale w międzyczasie odkryłem istnienie „sanktuarium”, w którym mogliby się schronić. Żeby pokonać Xanę, stworzyłem program wieloagentowy, mający na celu zniszczenie wszelkich jego śladów. Franz Hopper przysłał mi dane, by go uzupełnić, tyle że jego dane zawierały też dodatkowe ograniczenie na system wieloagentowy, który zakodowałem. Później rozszyfrowałem te dane i odkryłem, że ograniczenie dodane przez Franza uniemożliwiało mojemu programowi działanie w sercu Superkomputera. Jak myślisz, dlaczego twój ojciec chciał za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której mój program dosięgnie Superkomputera?

Coraz bardziej zakłopotana Aelita zastanowiła się krótko i doszła do odpowiedzi:

– Żeby się zrematerializować!

– Dokładnie – kontynuował Jeremie. – Superkomputer to jedyny sposób Franza, by pewnego dnia wrócić między nas. On musiał więc upewnić się, że nasza broń nie zaryzykuje jego uszkodzenia.

Oczy Aelity rozbłysły:

– Więc miałam rację! Mój ojciec żyje!

– Tego nie mogę ci na razie potwierdzić z całą pewnością. Natomiast Xana okazał się bardzo inteligentny: kiedy uruchomiłem mój system wieloagentowy, nasz przeciwnik wiedział, że Franz spróbuje czegoś, by chronić Superkomputer, i wywnioskował z tego, że to jedyne miejsce, gdzie nie będzie zagrożony przez mój program. Schronił się tam więc, bardzo osłabiony, ale wciąż żywy. Kiedy odszyfrowałem dane twojego ojca, szybko zrozumiałem, że Xana mógł wykorzystać tę lukę, by przetrwać. Ale, mimo to, nic wam nie powiedziałem. Zadowoliłem się wyłączeniem Superkomputera zgodnie z planem, podczas gdy wiedziałem, że wciąż jesteśmy zagrożeni powrotem naszego wroga, jeśli faktycznie wykorzystał swoją szansę na uniknięcie całkowitego zniszczenia. Ty natomiast, kiedy włączyłaś Superkomputer, nie wiedziałaś, że Xana przeżył, więc jesteś mniej odpowiedzialna ode mnie za to, co się stało.

Wyznania Jeremiego nie przekonały jednak Aelity: dziewczyna wiedziała, że gdyby nie włączyła maszyny, którą zdecydowali się wyłączyć na dobre, wirus nie mógłby odzyskać sił.

Domyślała się jednak, że jeśli jej genialny kolega podzielił się z nią faktem, iż wiedział o istnieniu możliwości przetrwania Xany, to przede wszystkim z zamiarem ulżenia poczuciu winy, które odczuwa jego ukochana:

– Dziękuję Jeremie… – szepnęła, biorąc go w ramiona.

Zaczynając się czerwienić, młody chłopak poprawił okulary i szybko dodał:

– Co do twojego ojca, myślę, że będziemy musieli poszukać w Sektorze Piątym.

Aelita trochę rozczarowała się, że jej ukochany wciąż nie wykorzystuje okazji do zbliżenia się, ale nie zraziła się i spytała z uśmiechem:

– Chcesz, żebym pomogła ci przygotować misję?

Zachwycony pomysłem spędzenia z nią znowu czasu, ramię w ramię w tym pokoju, gdzie ich więź długo się rozwijała, Jérémie odwzajemnił uśmiech:

– Jak za starych, dobrych czasów.

Scena pierwotnie, w poprzednich wersjach usunięta: Pakt pocałunku

Po zaktualizowaniu laptopów, by były gotowe na odparcie kolejnych ataków Xany, Jeremie i Aelita powiedzieli sobie „dobranoc”. Różowowłosa dziewczyna dostrzegła pewne wahanie u Geniusza, jak gdyby o coś nie śmiał jej zapytać. Przechyliła głowę z uśmiechem, by dodać mu pewności siebie, a on w końcu zdecydował się zadać pytanie:

– Powiedz… teraz, gdy Xana wrócił, czy zamierzasz znowu potajemnie spotykać się z Oddem?

– Nie – odpowiedziała z pełną szczerością. – Z tobą jest mi bardzo dobrze.

– Mimo to, wcześniej nie miałaś z tym problemu… wiesz, że uszanuję twój wybór bez względu na wszystko, ale muszę wiedzieć…

– Nie potrafiłam pójść z tobą naprzód – wyjaśniła spokojnie, by go uspokoić – i bałam się, że Xana sprawi, iż zniknę, zanim zaznam miłości. Dlatego flirtowałam z Oddem, bo z nim wszystko było prostsze. Teraz, nawet jeśli dziś Xana wrócił i nawet, jeśli naprawdę ceniłam chwile spędzone z Oddem, nie zamierzam zaczynać z nim ponownej przygody, ani z nikim innym. Jest mi dobrze z tobą i chcę, żebyśmy dalej szli przez to razem, tylko my dwoje…

– Aelita…

Dziewczyna pocałowała go, po czym delikatnie chwyciła jego dłonie, by powoli przesunąć je wzdłuż swojego ciała, ale Jeremie ją powstrzymał:

– Ja… nie jestem pewien, czy jednak jestem gotowy… – bąknął, ponieważ przyspieszone bicie serca przyprawia go o zawrót głowy. – Możemy iść powoli, jeśli wolisz? Krok po kroku…

– Myślę… że lepiej będzie, jeśli na razie na tym poprzestaniemy… Gdyby ktoś nas nakrył, moglibyśmy mieć kłopoty…

– Kto mógłby nas nakryć w twoim pokoju w środku nocy?

– No… na przykład Jim…

– Faktycznie… – przyznała dziewczyna. Nieśmiałość, która paraliżowała jej ukochanego przy kontakcie z nią, czyniła go w jej oczach uroczym.

– Wrócimy do tego później, ale nie zwlekajmy zbyt długo: byłoby szkoda, gdyby Xana nas rozdzielił, zanim zdążymy spróbować.

– Nigdy nie pozwolę, by Xana nas rozdzielił.

Nagle ktoś dyskretnie puka do drzwi, sprawiając, że oboje podskoczyli.

– Myślisz, że to Jim? – szepnęła zaniepokojona Aelita.

– Jeśli to on, będziemy mieć przerąbane – odpowiedział Jérémie.

Wtedy usłyszeli Odda szepczącego przez drzwi:

– Einstein? Śpisz?

Oboje śpiesznie wpuścili kolegę i zamknęli drzwi.

– Co wy robiliście? – spytał Odd, zaskoczony obecnością Aelity.

– Przygotowywaliśmy następną misję – odpowiedziała mu z psotnym uśmiechem.

– Powiedz nam lepiej, dlaczego chciałeś mnie budzić w środku nocy – powiedział Jérémie.

– No cóż, mam wam do opowiedzenia długą historię… – przyznał. – Na początku lata zrobiłem wielkie głupstwo…

– Wiem o tym – uspokaja go informatyk. – Pewnej nocy wróciłeś do fabryki, by włączyć Superkomputer. Dowiedziałem się o tym później dzięki tej samej kamerze, która przyłapała Aelitę.

– Więc wiedziałeś? – zdziwił się Odd, widząc, że przyjaciel go nie skarcił.

– Oczywiście. Zresztą, domyślałem się, że nie oprzesz się pokusie powrotu tam choć raz. Mam nadzieję, że spodobała ci się pułapka, którą tam zostawiłem. Ale, biorąc pod uwagę, że zostałeś na Lyoko tylko kilka minut, zanim ponownie wyłączyłeś Superkomputer, założyłem, że chciałeś po prostu zrobić sobie krótką wycieczkę wspominkową i nie miałem ci tego za złe. Gdybym widział, że chodzisz tam regularnie, to odciąłbym ci głowę, ale… skoro zafundowałeś sobie tę małą „przyjemność” tylko raz, nic nie mówiłem.

Obserwując zmieszaną minę Odda, Aelita zrozumiała, że ma on na sumieniu znacznie więcej niż zwykłą „wycieczkę wspominkową”.

– Odd, co dokładnie wydarzyło się podczas tych kilku minut na Lyoko?

Skarcony poszukiwacz przygód usiadł na łóżku Jeremiego, po czym opowiedział o swoim spotkaniu z wirtualną istotą o imieniu Xilune, bliźniaczych programach zaprojektowanych przez Franza Hoppera, niezależności Xany, zablokowanym interfejsie, tajnym więzieniu Xilune w Sektorze Piątym, jej mocy Zapisu Świata i naprawiania rzeczywistości oraz o ostatecznym błędzie, który doprowadził do „wskrzeszenia” Xany.

Opowieść Odda pozostawiła słuchaczy w szoku wobec ogromu objawień. Aelita starała się przywołać odległe wspomnienia ze swojej pierwszej wirtualizacji do Lyoko, na lata przed odkryciem Superkomputera przez jej przyjaciół:

– Ja… chyba Xilune tam była…

– Co? Kiedy? – spytał Odd, nie zauważając mrocznego spojrzenia, jakie rzucał mu Jeremie.

– W dniu, w którym ojciec zabrał mnie na Lyoko, abyśmy byli bezpieczni przed ludźmi w czerni. Zaatakowały mnie potwory, ale ojciec nie mógł mnie chronić, bo nie był zwirtualizowany w ludzkiej formie. Poprowadził mnie do wieży, bym tam się schroniła… Ale potworów było zbyt wiele. Tak bardzo się bałam… wtedy pojawił się ten dziwny biały dym…

– Tak! To na pewno była Xilune! – potaknął Odd, rozpoznając istotę opisaną przez Aelitę.

– I… i potem…ojciec kazał mi wejść do wieży i z niej nie wychodzić. Wydawał się przerażony. W oddali rosła ogromna, czarna chmura… obok mojego ojca i mnie, u stóp wieży, biały dym nagle się wyparował, tworząc ludzką sylwetkę. Sylwetkę podobną do mojej. Potem zaczęła biec, a ja schroniłam się w wieży…

– Xilune skopiowała twój wygląd, żeby odwrócić jego uwagę! – wywnioskował Odd. – To prawdopodobnie tak oszukała Xanę, by nie wiedział, gdzie się ukrywasz!

– Może… Nie wiem. Nie widziałam, co działo się później. To wszystko było tak dawno temu…

Po długiej chwili namysłu Jeremie w końcu przerwał milczenie, by zareagować na rewelacje Odda:

– Jak mogłeś to wszystko trzymać dla siebie i nic nam nie powiedzieć?!

– No, ekhm… – bąknął zainteresowany, który myślał, że uniknie złości kolegi. – Właściwie Xilune powiedziała mi, że Xana jest jeszcze dość słaby, więc wystarczyło, że wyłączę Superkomputer i nigdy więcej go nie włączę…tak też zrobiłem i nic nienormalnego się potem nie działo, więc nic nie mówiłem. Gdyby nie to, Xana pewnie by jeszcze spał, gdyby Aelita nie włączyła niedawno Superkomputera, albo gdybyśmy go po prostu wyłączyli, zanim Xana został przywrócony…

– Śmiesz oskarżać Aelitę, ale gdybyś nie wskrzesił Xany, nie byłoby nas tutaj?!

– Nie, nie! Nie próbuję oskarżać Aelity, mówię tylko, że myślałem, iż rozwiązałem problem, wyłączając Superkomputer, tak jak kazała mi Xilune. Nie mogłem przewidzieć, że Aelita w końcu go włączy, tak jak Aelita nie mogła przewidzieć, że po mojej wizycie w Lyoko pod żadnym pozorem nie wolno go włączać.

– To nic nie zmienia! To, co zrobiłeś w Lyoko tamtej nocy, powinieneś nam o tym powiedzieć!

Aelita spróbowała uspokoić Jeremiego.

– Nie bądź dla niego taki surowy. Moce Xilune go przerosły, nie chciał tego, co się stało.

– Nie zrozumiałaś jego historii? Jeśli Xilune „niefortunnie” wskrzesiła Xanę, to w dużej mierze dlatego, że Odd tego PRAGNĄŁ! To była jego wola!

Nie mogąc zaprzeczyć temu oskarżeniu, Odd zwiesił głowę z zawstydzeniem, ale Aelita nie chciała pozwolić, by uraza zagościła w sercu jej ukochanego.

– Jeremie, zapominasz o pewnym szczególe: Xana ocalał, ponieważ służąc ukrytym pragnieniom Odda, Xilune nieświadomie dostarczyła naszemu wrogowi sposób na przeżycie, ale ty wiedziałeś o tym sposobie i też nam o tym nie powiedziałeś.

– To nie ma nic do rzeczy! – zripostował informatyk. – To, że wiedziałem o istnieniu wyjścia ewakuacyjnego dla Xany, nie sprzyjało jego wskrzeszeniu, w przeciwieństwie do wszystkich decyzji podjętych przez Odda! Zresztą, według tego, co Xilune powiedziała Oddowi, pierwotnie Xana nie przeżył: został całkowicie zniszczony przez mój program!

– To prawda – przyznała Aelita. – Ale tego nawet ty nie byłeś pewien, sam mi to wyznałeś. Nie mogłeś ustalić, czy Xana rzeczywiście został unicestwiony, czy w końcu znalazł sposób na przetrwanie przygotowany przez mojego ojca. Co więcej, możliwe, że „pragnienia” Odda, które doprowadziły Xilune do przypadkowego wskrzeszenia Xany, pozwoliły również mojemu ojcu powrócić do życia…

Jeremie został zbity z tropu tym stwierdzeniem, podczas gdy Odd wydawał się zmartwiony, bo bał się, że tak nie jest.

– Ekhm… Xilune mówiła mi, że ona też nie może wszystkiego… i że ludzkie życie jest znacznie trudniejsze do „zmiany” niż programy komputerowe. Nawet, jeśli udało jej się przywrócić Xanę do życia, nie jest pewne, czy mogła zrobić to samo z twoim ojcem.

– Czy w ogóle pomyślałeś o nim w tamtym momencie? – spytał Operator z pogardą.

– No, mniej więcej! – uparł się Odd. – Nie sądziłem, że mogę cokolwiek zmienić w tym, co mu się stało, bo Xilune powiedziała mi, że jej ostatni Zapis Świata był zbyt świeży. Tyle że została oszukana przez Xanę, co doprowadziło do wskrzeszenia naszego wroga. Ale, skoro tak, to może też „niefortunnie” przywróciła Franza Hoppera do życia?

Einstein chcicał odciąć się, że egoizm Odda mógł całkowicie przesłonić tragiczny los twórcy Lyoko, ponieważ chłopak dbał tylko o własne pragnienia, ale Aelita była przekonana, że Odd o nim pomyślał, nawet podświadomie:

– Jérémie, mówiłam ci, że włączyłam Superkomputer, bo czuję nieopisane wrażenie, które każe mi wierzyć, że mój ojciec wciąż gdzieś żyje w Lyoko. Kiedy wyłączyliśmy Superkomputer, nie miałam tego odczucia. Coś się więc zmieniło w międzyczasie. Jestem gotowa założyć się, że przyczyną jest to, co wydarzyło się między Oddem a Xilune.

– Może to tylko powrót Xany dał ci to błędne wrażenie – ostrzegł ją ukochany.

– Tego dowiemy się tylko szukając mojego ojca…

Nie chcąc sprzeciwiać się jej nadziejom, młody okularnik zostawił ostatnie słowo Aelicie, która chciała wszystkich postawić na równi:

– Krótko mówiąc, nie ma sensu kłócić się o to, kto ponosi większą odpowiedzialność za ponowne pojawienie się Xany: ty, Jeremie, wiedziałeś, że nasz wróg oraz mój ojciec być może przeżyli, ale wolałeś nic nie mówić. Xana rzeczywiście został zniszczony, ale przez nocną eskapadę Odda bieg czasu został zmieniony tak, że nasz zaginiony przeciwnik ostatecznie znalazł lukę. Odd wyłączył Superkomputer, gdy Xana był jeszcze słaby, ale ja, chcąc odnaleźć ojca, włączyłam go bez uprzedzenia, co doprowadziło do przywrócenia Xany. Widzicie, każde z nas odegrało mniej lub bardziej ważną rolę we wskrzeszeniu naszego wroga i dlatego wszyscy troje jesteśmy winni umożliwienia mu powrotu.

Skinieniem głowy Jérémie potwierdził wniosek Aelity, podczas gdy Odd wciąż wydawał się zakłopotany.

– Pytanie brzmi: jak ogłosimy to reszcie?

– Czy naprawdę trzeba im o tym mówić? – spytała różowowłosa dziewczyna.

– Byłoby to wskazane, tak – odpowiedział Jeremie. – Gdyby każdy z nas trojga wcześniej podzielił się swoim sekretem, nie bylibyśmy dzisiaj w tym miejscu.

– Wiem o tym – potwierdziła Aelita – ale w obecnej sytuacji uważam, że ujawnienie pozostałym waszego udziału w powrocie Xany tylko pomnożyłoby wyrzuty.

– Jak to?

– Yumi i Ulrich zrozumieli, że włączyłam Superkomputer, bo chciałam odnaleźć ojca, dlatego dość łatwo mi wybaczyli. Ale w waszym przypadku wątpię, by równie szybko wybaczyli powody waszych błędów: nostalgię i strach, by nie powiedzieć wprost: nieodpowiedzialność i tchórzostwo.

– Ulrich mnie zabije – przyznał Odd. – A Yumi będzie na mnie patrzeć tymi swoimi złymi oczami, jak wtedy, gdy robię jej żart, który jej się nie podoba…

– To prawda, nie mają łatwych charakterów – przyznał Jeremie. – Myślę, że nam też w końcu wybaczą.

– Oczywiście – przyznała Aelita. – Nie jesteśmy przyjaciółmi bez powodu i wiedzą, że my też bylibyśmy gotowi im wybaczyć, gdyby popełnili takie błędy. Niemniej jednak, wyjawiając im waszą część odpowiedzialności, musielibyśmy znosić napiętą atmosferę przez pewien czas, a to nie jest dokładnie to, czego teraz potrzebujemy. Skoro Xana wrócił, musimy trzymać się razem tak mocno, jak to możliwe. Dlatego lepiej będzie zachować sekret do czasu, w którym przekazanie tych informacji nie okaże się konieczne.

– Niektórzy mają jednak trudności z dochowywaniem tajemnic – stwierdził surowo Jeremie.

– O czym ty gadasz?! – spytał urażony Odd, czując się słusznie wywołanym do tablicy. – Potrafię doskonale dotrzymywać tajemnic!

– Piękna Islandka szybko zmieniłaby twoje zdanie – odparł ironicznie jego kolega, ponieważ Odd pokazał kiedyś laboratorium w fabryce pięknej korespondentce Sissi, by ją uwieść.

– Bzdura!

– Jeśli chcecie – zaproponowała Aelita, której właśnie wpadł do głowy pomysł – możemy zawrzeć pakt, by mieć pewność, że nasz sekret będzie dobrze strzeżony.

– Pakt krwi? – spytał z entuzjazmem Odd. – Klasa! Ma ktoś nóż?!

– … myślałam raczej o pakcie pocałunku – sprecyzowała dziewczyna, uśmiechając się złośliwie.

– Na czym to polega? – zaniepokoił się Jeremie.

– Uczestnicy muszą się pocałować, by uroczyście przysiąc ochronę tajemnicy.

– Ale to bez sensu… – skomentował informatyk.

– Musimy cię pocałować, żeby przypieczętować pakt? – spytał Odd, zdziwiony wyjaśnieniami Aelity.

Różowowłosa dziewczyna przytakuje.

– Mi to pasuje! – aprobował chłopak, podskakując na łóżku.

– No nie, to niedorzeczne – stwierdził Jeremie. – Co ma wspólnego całowanie się z tajemnicą?

– To symboliczne – odpowiedziała Aelita. – Poza tym, jeśli niefortunnie sekret wyjdzie na jaw, wszyscy będą wiedzieć, kto kogo całował, więc lepiej, żeby sekret pozostał sekretem.

– Nadal nie widzę w tym sensu – uparł się jej ukochany.

– Albo to, albo pakt krwi – zagroziła dziewczyna, biorąc informatyka za ręce, bo wie, że on nie odważy się naciąć skóry ostrzem.

– No dobrze, dobrze, niech będzie…

Aelita zbliżyła się do twarzy Jérémiego, rumieniąc się; on również zaczerwienił się, ale połączył swoje usta z ustami swojej księżniczki.

– Wow! To był pocałunek na co najmniej 300 IQ! – zażartował Odd, podczas gdy Aelita zbliżyła się do niego i czule go pocałowała.

– To z pewnością obniża średnią – skomentował Jeremie, któremu zdecydowanie nie podobał się widok partnerki całującej kogoś innego.

Dziewczyna oderwała się od Odda i z entuzjazmem kontynuowała:

– Teraz wy! – ogłosiła swoim dwóm przyjaciołom.

– Co?!

– O nie!!

– Tak, tak, tak! – ciągnęła Aelita. – Wy też musicie się pocałować, żeby przypieczętować pakt!

– Nie ma mowy, żebym całował Einsteina! – krzyknął Odd.

– Nawet się do mnie nie zbliżaj! – dodał Jérémie.

Aelita wzięła Odda za rękę:

– Odd, pamiętasz, jak opowiadaliśmy sobie sekrety i zapytałam cię, co osobiście sądzisz o Jeremiem, co mi wtedy odpowiedziałeś?

– Nie wiem, o czym mówisz! – udawał fioletowy kot, kręcąc głową.

– Ach tak, przypominam sobie: powiedziałeś mi, że uważasz Jeremiego za „całkiem uroczego bez okularów”…

– Nie musiałaś tego powtarzać! – zdenerwował się Odd. – I powiedziałem to tak po prostu, nie myśląc o tym naprawdę!

– Ach, uspokoiłeś mnie… – odetchnął Jeremie, niemniej jednak zaniepokojony.

– A jednak – ciągnęła Aelita, biorąc również rękę Geniusza. – Myślę, że Odd był całkowicie szczery. A co do ciebie, Jeremie, kiedy zapytałam cię o Odda, jaka była twoja odpowiedź?

– To bez znaczenia – odparł uczeń w okularach.

– No powiedz nam, nie wstydź się! – naciskała go ukochana.

Jeremie przewrócił oczami:

– Odpowiedziałem ci, że nie rozumiem, dlaczego Odd ma takie powodzenie u dziewczyn, skoro sam wygląda jak dziewczyna. Otóż to.

– No dzięki, to miłe! – odpowiedział Odd, udając obrażonego.

– To było powiedziane z pełną neutralnością – zapewnił jego kolega.

Aelita zbliżyła ich dłonie do siebie.

– Ważne jest to, chłopcy, że będziecie musieli przypieczętować pakt, więc odłóżcie na bok spory, przełknijcie dumę, pogódźcie się z tym i pocałujcie się!

– No dobrze! – rzucił Odd z przekonaniem. – Ale to zostaje między nami!

– To jest właśnie zasada tajnego paktu – potwierdziła Aelita.

– Nie, nie! Nie zgadzam się! Nie zgadzam się! – sprzeciwił się Jeremie, wycofując rękę. – Nie chcę całować Odda! Przestańcie świrować!

– No weź, Jeremie, tylko sekunda, żeby zrobić mi przyjemność! – nalegała Aelita, przyglądając mu się swoimi wielkimi, zielonymi oczami.

Odd odwrócił się do niej, nagle zdając sobie sprawę z jej intencji.

– Ach, o to chodzi, marzyłaś o tym, żeby zobaczyć, jak się całujemy!

– Nawet o tym nie myślcie! – podtrzymywał Jeremie. – Zresztą, kładę się spać, więc proszę was o opuszczenie mojego pokoju!

Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Aelita pocałowała go po raz kolejny, wywołując ten lekki efekt paraliżu i ekstazy, jaki znamy z jej niespodziewanych pocałunków, po czym usadziła go na krześle biurowym.

– Musimy jednak doprowadzić do przypieczętowania tego paktu! – uparła się dziewczyna, starając się trzymać ręce Jeremiego za jego plecami, za oparciem krzesła.

Ten nagle odzyskał przytomność umysłu, zdając sobie sprawę zbyt późno, że Odd zdejmuje mu okulary, zanim usiadł mu na kolanach… Jeremie usłyszał tylko głos Aelity szepczący mu do ucha, by go uspokoić:

– To zajmie tylko sekundę…

Mając ręce unieruchomione za plecami, Geniusz zrozumiał, że nie może się szarpać, więc wstrzymał oddech, gwałtownie zamykając oczy w momencie, gdy Odd chwycił go za policzki, by go pocałować.

Minęła nieokreślona liczba sekund, po czym chłopak puścił swoją ofiarę, a Aelita w końcu uwolniła ukochanego:

– No i proszę! – podjęła, zadowolona ze swojego zagrania. – To nie było takie skomplikowane!

– Absolutnie nic nie poczułem – powiedział Jeremie, energicznie wycierając usta.

– Chcesz, żebyśmy powtórzyli? – spytał go Odd dla żartu. – Poza tym jesteś kłamcą: jesteś czerwony jak pomidor!

– Z tego, co widziałam – sprecyzowała Aelita, która nie uroniła nic z tej sceny – obaj się zaczerwieniliście. Zresztą, to było przeurocze…!

– Tak, cóż – przyznał Jeremie. – Powiedzmy, że to doświadczenie potwierdza moją opinię o wyglądzie Odda. Moglibyście już wyjść, żebym mógł spróbować zapomnieć o tym, co się właśnie stało?

– Jak można zapomnieć o czymś takim!? – zażartowała Aelita, by jeszcze bardziej podroczyć się z Jeremiem. – … masz rację, powinnam była zrobić zdjęcie! To oznacza, że będziemy musieli powtórzyć…

Nie chcąc sprawdzać, ile prawdy jest w żarcie Aelity, Odd skierował się do wyjścia.

– Dobra, wracam do łóżka, zanim zrobi się naprawdę niezręcznie! Dobranoc wam obojgu!

Gdy Odd się wymknął, Aelita ponownie wzięła Jeremiego w ramiona, uprzejmie go przepraszając:

– …Nie gniewasz się na mnie zbyt mocno?

Młody okularnik wydawał się wciąż urażony tym, że jego ukochana, która twierdziła, że nie chce już spotykać się z Oddem, niemniej jednak skorzystała z tej okazji, by go pocałować. Znał ją jednak na tyle dobrze, by domyślić się, że w rzeczywistości chciała podroczyć się konkretnie z nim.

– Tak, ale przyznaję, że jesteś straszna w swoich intrygach… – przyznał, ponieważ ta gierka, której Aelita poddała swoich dwóch przyjaciół, służyła w rzeczywistości jedynie do pokazania Jeremiemu, że wszystko, co mogła przeżyć z Oddem, nigdy nie osiągnie głębi uczuć, jakie żywi do swojego prawdziwego ukochanego.

Nastolatka spędziła dłuższą chwilę przytulona do wybranka swojego serca, ale nadszedł czas, by się rozstali.

– Szkoda, że Kadic nie zezwala na pokoje koedukacyjne – ubolewała. – Mogłabym wprowadzić się do ciebie, do tego pokoju…

To stwierdzenie sprawiło, że Jeremie podskoczył.

– Co?! Ekhm… Dlaczego chciałabyś, żebyśmy razem zamieszkali?

– Ponieważ administracja poinformowała mnie, że niedługo będę musiała dzielić mój obecny pokój z nową uczennicą.

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari

Odcinek 96: “Życie bez Lyoko” (rozdział 1)

Hejka! 

Z tej strony Shikari – Mamcia serwerowa, co swoje dzieci kocha – a przed Wami pierwszy rozdział opowiadania “Code Lyoko: Overpowered”. 

“Overpowered” to fanfik użytkownika Nelbsia, opublikowany na stronie codelyoko.fr. Całokształt ma formę napisanej piątej serii – każdy nowy rozdział to nowy odcinek. Dzisiaj publikujemy rozdział 96: “Życie bez Lyoko.” Seria ma łącznie 39 “odcinków” + epilog. 

Kilka informacji technicznych: 

  • Tłumaczenie z francuskiego na polski zostało wykonane przez Gemini AI Pro z korektą mojego autorstwa. 
  • Opowiadanie zawiera arty i przeróbki screenów autora. W oryginale są one wklejane między tekst – aby zapobiec problemom z formatowaniem na stronie, arty do danego odcinka będą wklejane na końcu fanfika.
  • Rada Ocalenia Fandomu ma oficjalne pozwolenie od adminów codelyoko.fr na tłumaczenie i publikację wszystkich materiałów, jakie są dostępne na ich stronie. 
  • Jeżeli ktoś z Was zna język francuski i chciałby porównać tłumaczenie do oryginału – zapraszam do kontaktu przez Discorda – udostępnię oryginał i przyjmę z otwartymi ramionami do współpracy nad dalszymi częściami. 🙂 

Enjoy!

Code Lyoko: “Overpowered” 

Odcinek 96: “Życie bez Lyoko”

„Odd, właśnie masz zamiar popełnić zbrodnię w afekcie!” – powtarza mi moje sumienie, podczas gdy drzwi windy towarowej otwierają się. 

I moje sumienie może nie mylić się całkowicie.

Rzadko go słucham, ale, kiedy krzyczy wystarczająco głośno, zdarza mi się usłyszeć, co ma do powiedzenia. Jego głos jest wzmocniony przez metalowe ściany pomieszczenia, w którym znalazłem się po raz pierwszy od czasu, gdy wyłączyliśmy Lyoko po pokonaniu Xany: sali Superkomputera.

Oto on, wyłaniający się z podłogi, a ja odpowiadam sam sobie: „Tak, właśnie popełniam zbrodnię w afekcie”.

Zakończenie na miarę tego katastrofalnego dnia.
Co ja robię sam w fabryce w środku nocy?

Sam nie jestem do końca pewien. I pomyśleć, że rano, gdy wstawałem, wszystko było w porządku. Jednak już podczas obiadu w stołówce, brak klopsików do mojego kuskusu naprowadził mnie na trop: zapowiadał się kiepski dzień. 

Kiedy dołączyłem do mojej czwórki przyjaciół – Ulricha, Jeremiego, Yumi i Aelity – przy ich stoliku, wciąż dyskutowali o planach na nadchodzące wakacje: wyjazd pod namioty, nad morze, w piątkę.
Marzenie, które dzieliliśmy od wielu miesięcy, które wcześniej było zakazane przez Xanę.  Niemal ciągłe zagrożenie uniemożliwiało nam dłuższą nieobecność. Teraz, gdy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, w końcu mogliśmy pojechać razem na wakacje… albo i nie.

Przełykałem posiłek, udając, że nic się nie dzieje: w rzeczywistości jednak byłem bardzo zdenerwowany. Brak kuskusu w klopsikach to jedno, ale słuchałem, jak rozmawiają o tym planie całymi dniami. Niestety… ja nie będę mógł z nimi pojechać.
Na pewno będą się świetnie bawić, podczas gdy ja będę musiał wyjechać z rodzicami, aby odwiedzić moją siostrę, Marię. Maria kontynuuje studia na południu Włoch.
Mam piętnaście lat, a nie mogę nawet decydować o tym, co robię w wakacje. Tak bardzo się tego wstydzę, że muszę coś wymyślić, by usprawiedliwić się przed przyjaciółmi.

– Jesteś pewien, że nie chcesz z nami jechać? – zapytał mnie Ulrich.
– Nie postawię nogi na kempingu, gdzie psy nie są mile widziane! – odpowiedziałem stanowczo.
– Nie ma mowy, żebyśmy wieźli ze sobą Kiwiego przez całe wakacje! – odparła Yumi, która wyraźnie wzięła moją fałszywą wymówkę na poważnie.
– No dalej, Odd, zostaw Kiwiego rodzicom i jedź z nami! Nie będzie tak zabawnie bez Ciebie! – nalegała Aelita.
– A komu mam świecić świeczką? Ulrichowi i Yumi, czy Jeremiemu i tobie? Dzięki za zaproszenie, ale nie chcę być piątym kołem u wozu – odparłem z coraz większą złośliwością.
– Nie ma sensu teraz o tym dyskutować – podsumował Jeremie. – Wyjeżdżamy za mniej niż tydzień i nie będziemy wszystkiego zmieniać w ostatniej chwili.
– Dzięki za wsparcie, Einstein – oświadczyłem, odchodząc od stołu.

Naprawdę martwiło mnie, że nie mogę z nimi jechać, ale miałem w głowie kilka pocieszeń. Na przykład, zamierzałem wykorzystać pobyt u siostry na południu, aby spotkać się z osobą, której nie widziałem od zbyt dawna, ale z którą pozostawałem w kontakcie.
Wychodząc ze stołówki, poszedłem usiąść na ławce na dziedzińcu i to właśnie tam dopadła mnie Sissi ze swoją bandą. 

– No i co, Odd? Dlaczego jesteś sam? Przyjaciele cię porzucili? – rzuciła ta jędza, żeby rozśmieszyć swoich popleczników, Herve’a i Nicolasa.
– A to ci heca! Gadająca krowa! – odparłem, żeby ich uciszyć.
Wyczulona na wszelkie drwiny kwestionujące jej idealną wagę, Sissi zrobiła się czerwona jak burak i posłała mi najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było ją stać.
I wtedy ktoś, kto prześlizgnął się za ławkę, na której siedziałem, zarzucił mi ramię na szyję, jakby chciał mnie udusić.
– Cofnij to, co jej właśnie powiedziałeś – rozkazał.
Szamocząc się, by uwolnić się z uścisku napastnika, odkryłem, że to William.
– Nie wierzę! Uwolniliśmy cię spod wpływu Xany, a ty postanawiasz dołączyć do bandy… Sissi!? I w dodatku atakujesz mnie od tyłu, ty brudny zdrajco!
– Co to jest „Xana”? – zapytał Nicolas ze swoim naturalnie głupim wyrazem twarzy.
William uśmiechnął się lekko i pochylił, by szepnąć mi do ucha:
– Cofnij wszystko, co właśnie powiedziałeś, albo odpowiem na pytanie Nicolasa…

Moim zdaniem blefował, ale nie mogłem ryzykować, że wyjawi nasz sekret; musiałem przeprosić Sissi. W końcu dali mi spokój. Zdecydowanie ten zdrajca William pozostawał nieprzewidywalny. Zawsze był tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy, żeby sprawiać nam problemy, albo pomagać je rozwiązywać. W czasach naszych misji w Lyoko Xana zrobił z niego swoją marionetkę. To dość przykre: chętnie dowiedziałbym się, ile naprawdę był wart jako Wojownik Lyoko walczący po właściwej stronie.

Zostawszy sam na ławce, zerknąłem telefon, żeby poprawić sobie humor.
Samantha.
Patrząc ponownie na zdjęcia, które mi przysłała, od razu odzyskałem uśmiech. Jest super cool, super miła, super zabawna, a do tego przepiękna. Sama myśl, że w końcu zobaczę ją tego lata, napawała mnie entuzjazmem. Zacząłem czytać wszystkie SMS-y, które wymieniliśmy w ciągu ostatnich tygodni, ale nie spodziewałem się, że nowa wiadomość od niej zniszczy moje nadzieje:

„Chyba nie będziemy mogli się zobaczyć tego lata. Jestem zaproszona na ślub kuzyna i zaraz potem wyjeżdżam na wakacje…”

Przez chwilę nie reagowałem, po czym odpisałem: „Co się odwlecze, to nie uciecze!” z uśmiechniętą buźką, ale znała mnie wystarczająco dobrze, by domyślić się, jak bardzo byłem rozczarowany.

Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, sam zrezygnowałem ze spędzania z nią czasu, po prostu dlatego, że Xana przypuścił atak i wzywał mnie obowiązek. Porzucenie miłości mojego życia by ratować świat dawało mi poczucie bycia prawdziwym bohaterem, ale nigdy nie chciałem być samotnym bohaterem.

Na szczęście dla mnie, nigdy nie potrafiłem kochać tylko jednej dziewczyny. Sam nie była jedyną osobą, którą się interesowałem w ostatnim czasie; od kilku tygodni byłem w sekretnym związku z Aelitą. Dlaczego „sekretnym”? Po pierwsze dlatego, że w oczach innych uczniów mamy uchodzić za kuzynów. Po drugie dlatego, że Aelita nie chciała, by Jeremie wiedział, że ze sobą chodzimy.

Aby umawiać się na spotkania, ona i ja ustaliliśmy kod oparty na SMS-ach, które na pierwszy rzut oka wydawały się błahe. Na przykład, kiedy wysłałem jej: „Widzę cię”, znaczyło to oczywiście: „Chciałbym się z tobą zobaczyć”. Nie wiem, jak długo siedziałem sam na ławce, czekając na jej odpowiedź z nadzieją, że będzie pozytywna, ale oto co mi odpisała: „Zielony 10”. „Zielony” oznaczał jedno z naszych miejsc spotkań po jego kolorze: las w parku Kadic. „10” znaczyło po prostu: „za 10 minut”.

Upewniwszy się, że nikt mnie nie śledzi, udałem się tam, gdzie na mnie czekała, zgodnie z planem. Te chwile, kiedy byliśmy tylko we dwoje, były rzadkie i cenne. Każde spotkanie było swego rodzaju rytuałem: za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, szliśmy ku sobie bez słowa, by całować się tak długo, jak to możliwe.

Tym razem Aelita przerwała nasz pocałunek po zaledwie kilku sekundach, po czym oświadczyła:
– Mam ci do przekazania coś trudnego.
Znając jedynie zerwania poprzez policzek w twarz, nie od razu zrozumiałem, że właśnie jestem delikatnie rzucany.
– Coś trudnego do przekazania?… Powtarzam klasę!?
– Nie, chodzi o ciebie i mnie. Myślę… Myślę, że musimy przestać widywać się w tajemnicy.
– To prawda? Chcesz, żebyśmy oficjalnie byli razem!? Koniec z potajemnymi schadzkami i kodowaniem SMS’ów?!
– Nie, nie! To znaczy tak! To znaczy… Chcę Ci powiedzieć, że… chciałabym, żebyśmy znów byli tylko przyjaciółmi.
– Co!? Chcesz zerwać!? Ale… dlaczego!? To dlatego, że nie jadę z wami pod namioty, tak!?
Aelita wzięła głęboki oddech i ujęła moją dłoń, zanim szczerze powiedziała mi, co jej leży na sercu:
– Odd, kiedy zdecydowaliśmy się być razem, zgodziliśmy się: to nie jest rozsądne. Ale… zagrożenie ze strony Xany pozwalało nam działać spontanicznie i cieszyć się życiem tak, jak to robiliśmy. Żyliśmy w napięciu. Jako Wojownicy Lyoko, każdy dzień mógł być naszym ostatnim. Każda okazja była dobra do flirtu i… naprawdę doceniałam te chwile spędzone w twoich ramionach. Te dreszcze, to… lekkie… poczucie winy, gdy się całowaliśmy, i godziny, podczas których zwierzaliśmy się sobie z sekretów. Jednak zawsze byłam z tobą szczera: nawet, jeśli bardzo cię lubię, jestem zakochana w Jeremiem. Teraz, gdy Xana nie stanowi już zagrożenia, moim pragnieniem jest żyć… normalnie. Nie mogę flirtować z tobą, będąc w związku z Jeremiem.
– Więc tak ma się skończyć nasza historia? Brak niebezpieczeństwa, brak wymówki, by robić to, na co naprawdę mamy ochotę?
– Powiedzmy, że pragnienia się zmieniają. Wcześniej bałam się zniknąć, nie zaznawszy miłości. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, boję się tylko utraty Jeremiego, jeśli będę dalej tak się zachowywać. 

Nie mogłem znieść myśli o jej utracie, więc chwytałem się, czego mogłem: 

– To przez Jeremiego? Myślisz, że coś podejrzewa? Możemy po prostu wymyślić nowy kod na nasze spotkania!
– Nie gadaj bzdur! Wiesz tak samo dobrze jak ja, że Jeremie wie o nas, nawet jeśli nic nie mówi. Dodałabym, że jest o wiele bardziej otwarty, niż sądzisz: choć nie podoba mu się myśl, że chodziłam z tobą, stara się pamiętać, że to mnie uszczęśliwiało, a wiedza, że jestem szczęśliwa, uszczęśliwia też jego. Mam nadzieję, że potrafisz to zrozumieć.
– Co? Jeremie jest szczęśliwy, wiedząc, że jesteś ze mną? Żartujesz? Gdybyś wiedziała, ile scen zazdrości mi urządził w czasach, gdy ty i ja nawet nie byliśmy razem, tylko dlatego, że się tobą interesowałem!
– Słuchaj mnie uważnie. Po pierwsze: wiedz, że to, co naprawdę martwiło Jeremiego w fakcie, że mogłabym z tobą chodzić, było to, że mógłbyś mnie skrzywdzić… tak jak skrzywdziłeś już kilka swoich „podbojów”. Tak, Jeremie taki jest, i to jeden z wielu powodów, przez który go kocham. Po drugie, widzę bardzo wyraźnie, że próbujesz mnie zatrzymać wszelkimi możliwymi sposobami, w tym powołując się na zazdrość, ale to bezcelowe. Już ci wyjaśniłam, dlaczego uległam tej słabości, która pchała mnie do bycia z tobą, i dlaczego nie mogę sobie na to pozwolić dzisiaj. Czas zamknąć ten rozdział.

Widocznie przemyślała sprawę przed podjęciem decyzji o naszym rozstaniu, więc musiałem zaakceptować fakt, że nie zmieni zdania. Podczas gdy jej dłoń wyślizgiwała się z mojej, wyznałem jej swoje żale: 

– Gdybym wiedział, że zniknięcie Xany doprowadzi do naszego rozstania, starałbym się spędzać z tobą więcej czasu…
– A gdybym ja wiedziała, że mój ojciec zginie, spędziłabym więcej czasu na szukaniu sposobu, by go ocalić. Ale nawet Powrót do Przeszłości nie może cofnąć wszystkich naszych błędów ani wymazać wszystkich naszych żali. Więc, jeśli możesz, zachowajmy tylko dobre wspomnienia, Odd.

Aelita pocałowała mnie w policzek, zanim odeszła na dobre. To było o wiele bardziej bolesne niż wszystkie policzki, jakie kiedykolwiek otrzymałem.

Zazwyczaj, kiedy znowu staję się całkowicie singlem czuję, że to nowy początek: korzystam z wolności, by otwarcie podrywać inne dziewczyny, bez ryzyka problemów z zazdrością. Teraz, kiedy Aelita mnie rzuciła, poczułem prawdziwy, naprawdę ogromny ból. Po raz pierwszy doświadczyłem tego, co ludzie nazywają „zawodem miłosnym”: tego przerażającego wiru wyrzutów sumienia i niekontrolowanych łez. Ja, który próbowałem z dziewczynami, jedna po drugiej, by znaleźć bratnią duszę, zacząłem się zastanawiać, czy w końcu udało mi się… ją stracić. Straciłem też apetyt do błąkania się bez celu po parku: w oczekiwaniu na zachód słońca, pominąłem kolację.

Czekanie na zmierzch; kolejny, kiepski pomysł.
Co może być bardziej przygnębiające niż zachodzące słońce w wieczór zerwania, którego się nie spodziewaliśmy? Ta czerwonawa kula znikająca za horyzontem jako symbol wspomnień, które giną… ta chmura przebita promieniami, niczym zranione serce, którego rany uleczy tylko czas… mroczny płaszcz nocy okrywający niebo, gwiazdy maleńkie jak nadzieje utracone na zawsze…

Aelita…

Lodowaty wiatr musnął moje oczy, zmuszając je do zwilgotnienia. Było zimno, czas wracać.

Kładąc się do łóżka, miałem nadzieję, że ten piekielny dzień dobiegnie końca. Delikatnie mówiąc, to nie był koniec moich udręk. Podobno sen regeneruje, ale jak zmrużyć oko, gdy ma się złamane serce?
Na domiar złego Ulrich postanowił chrapać wniebogłosy. Wziąłem telefon, żeby sfilmować mojego współlokatora, który naśladował hałas parowozu – on, który ciągle oskarżał mnie o trzęsienie murami.
Ponieważ pokój był pogrążony w ciemności, musiałem podejść do niego blisko, żeby jego twarz była dobrze widoczna na ekranie komórki. Wciągnięty w zabawę, pomyślałem, że mógłbym przekazać ten nocny reportaż Milly i Tamiyi, aby wszyscy uczniowie Kadic subskrybujący ich bloga mieli z tego ubaw. Musiałem zaryzykować i zbliżyć się do mojego obiektu tak bardzo, jak to możliwe.
Bezszelestnie udało mi się wejść na łóżko współlokatora i uklęknąć po obu stronach jego brzucha, by sfilmować jego twarz w zbliżeniu. Jedną ręką trzymałem telefon, a drugą zatykałem usta, by nie wybuchnąć śmiechem.
Nagle chrapanie ustało. Natychmiast wyłączyłem komórkę i wstrzymałem oddech, modląc się, by Ulrich się nie obudził. Opowiadano mi o różnych fazach snu, których głębokość jest zmienna; o ile kilka sekund wcześniej brawurowo udało mi się wejść na mojego kolegę z pokoju bez budzenia go, tak teraz bałem się, że wybudzi się, słysząc samo moje mruganie.
Zostałem więc tak, nad nim, bez ruchu i bez najmniejszego dźwięku, by upewnić się, że wciąż śpi. Wpatrując się w niego, zacząłem rozmyślać o wszystkim, co razem przeżyliśmy od dnia, w którym przybyłem do Kadic. Wszystkie nasze plany, by wymknąć się uwadze Jima i wyjść wieczorem, albo gdy Xana atakował, wszystkie nasze partie gier wideo i walki w Lyoko, nasza więź, rywalizacja, wymiany żartów – słowem, te wszystkie rzeczy, które sprawiają, że od prawie dwóch lat Ulrich jest moim najlepszym przyjacielem.

„Tak, Ulrich jest zdecydowanie moim najlepszym przyjacielem. Gdyby jedno z nas było dziewczyną, pewnie chodzilibyśmy ze sobą.”

Myśli mnie zdradzały. Chciałem spróbować. Korzystając z tego, że spał, powoli pochyliłem się nad nim, by zbliżyć moją twarz do jego, a potem…

…a potem on się obudził.

Nie od razu zrozumiał, dlaczego na nim siedzę, ale nie znalazłem nic mądrzejszego do powiedzenia niż: „To do reportażu o chrapaniu!”. Kiedy w końcu dotarło do niego, co zamierzałem zrobić, odepchnął mnie gwałtownie i zagroził:
– Jeśli kiedykolwiek spróbujesz czegoś takiego, gdy śpię, wnoszę o zmianę pokoju! Powodzenia w szukaniu współlokatora, który zniesie twojego psa i twoją muzykę dla degeneratów!
– Ale czekaj! To wcale nie tak…
– Cisza! Teraz albo śpisz, albo wychodzisz!

Nie mogąc zasnąć, wyszedłem na korytarz. Trudno mi było pojąć, co właśnie zrobiłem. To nie było w moim stylu, to mogły być tylko skutki uboczne mojego zerwania z Aelitą.
Aelita… Musiałem ją zobaczyć, porozmawiać z nią. Postanowiłem więc pójść do niej do pokoju.

Ledwie dotarłem na szczyt schodów, zostałem przyłapany przez Jima:
– Della Robbia! Mogę wiedzieć, czego szukasz na piętrze dziewczyn w środku nocy?
– Cóż, em… Jest na to bardzo proste wyjaśnienie…
– TRATATATA, nie chcę tego słuchać!
– Ale właśnie pan powiedział…
– Nie próbuj zgrywać cwaniaka ze starym wygą! Chłopcy z dołu nie mają czego szukać u dziewczyn na górze, i mam wrażenie, że nie mówię ci tego po raz pierwszy!
– Jim, proszę, muszę koniecznie…
– Skończ palić głupa, Della Robbia! Tym razem odprowadzę cię do pokoju z ostrzeżeniem, ale jeśli złapię cię znowu, urządzę ci takie mycie głowy, że popamiętasz!

Cholerny Jim. Zawsze na miejscu, by powstrzymać nas przed swobodnym poruszaniem się. A jednak wielokrotnie wspierał nas w walce z Xaną, nawet jeśli potem musieliśmy wymazywać mu pamięć. Teraz nasze sojusze z głównym strażnikiem należą do przeszłości. Wielka szkoda. Chciałbym, żeby walczył u naszego boku w Lyoko.

Próbowałem znów zasnąć, ale musiałem porzucić ten cel, gdy „lokomotywa” ruszyła na nowo. Przeszła mi przez głowę myśl, by rzucić poduszką w głowę Ulricha, ale, przypominając sobie groźbę zmiany pokoju, wolałem zostawić go w spokoju. W czasach naszych nocnych misji przeciwko Xanie wspólny pokój wydawał się niezbędny, aby móc wymykać się z Kadic w środku nocy. Teraz, jeśli Ulrich naprawdę zechce zmienić pokój, nic go już nie zatrzyma –  poza naszą przyjaźnią, którą przed chwilą prawie zaprzepaściłem.
Przytłoczony udrękami tego wyczerpującego dnia, zacząłem płakać w milczeniu. Jak moje życie, wcześniej tak genialne, mogło stać się aż tak mdłe?
Analizując sprawę ze wszystkich stron, w końcu zdałem sobie sprawę, że wszystkie moje problemy prowadzą do tego samego źródła: zniknięcia Xany. Gorycz potwierdzała, jak bardzo miałem rację. Zanim wyłączyliśmy Superkomputer, nie zdawałem sobie sprawy, że bez Lyoko życie traci cały swój fun.

Lyoko… Xana…

Tak, to wszystko nabierało teraz sensu. Pozostała mi tylko jedna rzecz do zrobienia, jedna iskra do wzniecenia, by ożywić płomień, który napędzał mnie przez te ostatnie trzy lata.
Wyciągnąłem mój dawny strój, by założyć go na piżamę: krótką bluzę z długimi rękawami, spodnie dzwony i buty z grubą podeszwą. Uciekłem przez okno, by uniknąć ponownego spotkania z Jimem.

Na zewnątrz, w mroku nocy spowijającej Kadic, miałem wrażenie, że przeżywam nową misję. Wmówiłem sobie, że moi przyjaciele zostali uwięzieni na Lyoko i że tylko ja mogę ich uwolnić. Xana na pewno wyśle za mną widma, by mnie wyeliminować. Zacząłem biec, deszcz zaczął padać. W parkowym lesie czułem wokół siebie liczne obecności: cienie, które nagle chowały się za drzewami, by zastawić na mnie pułapkę. Wyczulony na najmniejszy hałas i ruch, podniosłem kij, po czym wznowiłem bieg, by zgubić potwory depczące mi po piętach.
Nieużywana od jakiegoś czasu klapa prowadząca do kanałów była częściowo przysypana ziemią. Użyłem kija jako dźwigni, by ją podnieść, wciąż w obawie, że zaraz skądś wyskoczy stwór Xany, by mnie zmiażdżyć. Po zejściu do kanałów, kolejne nieprzewidziane zdarzenie mnie opóźniło:

„Cholera! Deskorolek już nie ma!”

Usłyszałem hałasy za sobą; znowu zacząłem biec. Nawet po przejściu przez kanały wciąż czułem czyhające niebezpieczeństwo. Ostrożnie otworzyłem klapę wyjściową na most, by upewnić się, że żaden potwór nie czeka na powierzchni. Nowy hałas za moimi plecami skłonił mnie do pospiesznej ucieczki, by w końcu dotrzeć do fabryki w ulewnym deszczu.

Gdy miałem już wejść do tego rzekomo opuszczonego miejsca, by schronić się przed potopem, ptak wleciał niemal prosto na mnie. Zdołałem w ostatniej chwili uniknąć tego mrocznego omenu.

„Nie dopadniesz mnie tak łatwo, Xana!”

Szybko wszedłem do windy, by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i zjechać do celu mojej podróży.

„Trzymajcie się, przyjaciele, nadchodzę!”

Komedia osiągnęła apogeum, gdy w mojej głowie rozbrzmiał drugi głos…

„Odd, zaraz popełnisz zbrodnię w afekcie!” – powtarza mi moje sumienie, podczas gdy drzwi windy towarowej się otwierają.

I moje sumienie może nie mylić się całkowicie.

Rzadko go słucham, ale kiedy krzyczy wystarczająco głośno, zdarza mi się usłyszeć, co ma mi do powiedzenia.

W tym przypadku wyobrażam sobie, że jego głos jest wzmocniony przez metalowe ściany pomieszczenia, w którym znalazłem się po raz pierwszy od czasu, gdy pokonaliśmy Xanę: sali Superkomputera.

Oto on, wyłaniający się z podłogi, a ja odpowiadam sam sobie:

„Tak, właśnie popełniam zbrodnię w afekcie”.

Zakończenie na miarę tego katastrofalnego dnia.

„Tak, jestem gotów zniszczyć ten pokój, który z takim trudem wywalczyliśmy. Jestem gotów ponownie narazić nasze życia na niebezpieczeństwo, bo zbyt mocno kochałem życie, które wiedliśmy wcześniej.”

„Nie zgadzam się, by liceum składało się tylko z długich dni nudnych lekcji, z przyjaciółmi, którzy odtąd biorą się na poważnie.

Chcę odzyskać adrenalinę naszych misji.

Chcę zostać w tym samym pokoju z Ulrichem.

Chcę, żeby Jim i William walczyli u naszego boku.

Chcę, żeby Aelita znów zaczęła działać spontanicznie.

Chcę, żeby nadchodzące trzy lata liceum były tak pasjonujące, jak ostatnie trzy lata gimnazjum.

Chcę znów być bohaterem.

Żeby to wszystko osiągnąć, muszę sprawić, by Xana powrócił.”

Czy jestem egoistycznym zdrajcą? A może jedynym, który dostrzega, że narażanie życia to najlepszy sposób, by poczuć, że się żyje? Czy zginę jako bohater przez własne szaleństwo, czy pożyję wystarczająco długo, by zobaczyć, jak moi przyjaciele nienawidzą mnie na zawsze, gdy odkryją, że to ja stoję za powrotem Xany? 

Wszystkie te pytania nie mają już znaczenia: moja ręka już uruchamia dźwignię Superkomputera.

„Wybaczcie mi, przyjaciele…

Nie jestem jeszcze gotowy, by żyć bez Lyoko.”

Zrobiłem to. Włączyłem Superkomputer.

Wracam do windy: nie ma mowy o odwrocie.

Jeremie może już o tym wiedzieć, on zawsze wszystko kalkuluje z wyprzedzeniem. Miał program na swoim laptopie, by otrzymywać alarm, jeśli wieża została aktywowana, więc kto wie, czy nie zakodował podobnego programu, by być ostrzeżonym w przypadku ponownego włączenia Superkomputera? Przezorny jak zawsze, na pewno wdrożył system wykrywania reaktywacji Lyoko.

Zresztą dziwię się, że mogłem tak łatwo skorzystać z windy. Lustruję kabinę, by upewnić się, że żadna kamera nie została dodana przez naszego drogiego informatyka, po czym zauważam dziwne, cienkie i podłużne urządzenie biegnące przez szerokość ściany windy w połowie wysokości, między podłogą a sufitem. Nie wygląda to jak kamera, ale to na pewno dzieło Jeremiego.
Nie mam czasu badać urządzenia, drzwi windy otwierają się na laboratorium. Siadam przed komputerem i mobilizuję pamięć, by przypomnieć sobie procedurę programowania opóźnionej wirtualizacji. Pamiętam ogólne zarysy, ale wiem też, że najmniejszy błąd w kodzie może być dla mnie fatalny.
Jeremie napisał nam instrukcję obsługi zawierającą najczęstsze operacje: założę się, że egzemplarz wciąż wala się gdzieś w kącie tego pomieszczenia.
Rozglądając się dookoła, otwieram szeroko oczy, odkrywając, że na końcu sali stoi ogromne kartonowe pudło. Zastanawiam się, jak mogłem go nie zauważyć po wejściu: musi mieć trzy metry szerokości, dwa metry wysokości oraz głębokości. Zaintrygowany tym obiektem, równie niezwykłym co obszernym, podchodzę do jego bocznego otworu, by sprawdzić zawartość. Wydaje się puste, ale w ciemności, na podłodze tej tajemniczej przegrody, dostrzegam białe kartki pokryte liniami kodu.

„Instrukcja!”

Rzucam się na cenny dokument, który podnoszę, a potem klękam na chwilę, by szybko go przekartkować, mimo braku światła w tym wielkim pudle.
Cieszę się, znajdując szczegółową procedurę opóźnionej wirtualizacji, ale w momencie, gdy wstaję, słyszę mechaniczny dźwięk za sobą. Odwracając się gwałtownie: ze zgrozą stwierdzam, że krata właśnie opadła na wejście do tej niezwykłej przegrody, w której teraz jestem uwięziony.
Wpadam w panikę, rzucam się na kraty, ale one nie ustępują. Szukając innego wyjścia, zdaję sobie sprawę, że jestem zamknięty w wielkiej, metalowej klatce, ukrytej pod kawałkami kartonu.

„Co to za cyrk!?”

Pożerany przez lęk wywołany tym nagłym uwięzieniem, waham się, czy wyciągnąć telefon, by zadzwonić do przyjaciół, aby mnie uwolnili. Wyobraziłem sobie ich reakcję – gdyby dowiedzieli się, co zrobiłem tej nocy – jestem zmuszony zrezygnować. Mroczna ścieżka, którą wybrałem, zaprowadziła mnie do tego więzienia i zmusza mnie do wydostania się stąd samemu.
Chwytam się za głowę, by odzyskać zmysły.

„Uspokój się, Odd, nie masz klaustrofobii.”

Sam ma klaustrofobię. Zresztą, musiała nieźle świrować, gdy Jim zamknął ją w sali informatycznej. Ulrich ma lęk wysokości. Kilka metrów wysokości wystarczy, by dostał zawrotów głowy. William ma arachnofobię. Można mu mówić, że małe stworzonko nie zje dużego, ale on sztywnieje, gdy tylko zobaczy pająka. Nawet pan Klotz, nasz szkolny psycholog, ma muzofobię: jego zawód nie ma znaczenia, gdy wpada w panikę na widok szczurów.
Krótko mówiąc, wszyscy mamy jakieś mniej lub bardziej sekretne fobie, ale ja nie mam klaustrofobii. Jeśli jestem zamknięty w tej klatce, to przede wszystkim dlatego, że ktoś tu tę klatkę postawił.

„No dalej, pomyśl… To wszystko musi mieć jakiś sens…”

W końcu do mnie dociera:

„…Pułapka na bestie Jeremiego!

Podczas naszych misji na Lyoko, Xana nabrał nieprzyjemnego zwyczaju wysyłania przeciwko nam widm lub opętanych ludzi, posuwając się czasem do szkodzenia nam wewnątrz samej fabryki. To narażało nas na szczególne niebezpieczeństwo, gdy nasz operator nie był w stanie zajmować się panelem sterowania.
Dlatego kilka tygodni temu Jeremie wykorzystał swoje umiejętności, by zamówić pułapkę na dzikie zwierzęta z elektrycznymi prętami, pochodzącą z wojskowego demobilu. Pomysł polegał na zainstalowaniu tej klatki w laboratorium, by zamykać w niej ewentualnych intruzów, a tym samym uniknąć robienia krzywdy opętanym ludziom, łapiąc ich zamiast z nimi walczyć. Zresztą, podczas naszej ostatniej misji ta pułapka z pewnością by nam się przydała, biorąc pod uwagę chaos wywołany przez opętanego Williama wewnątrz fabryki.

„Więc Einstein w końcu dostał swoją klatkę? Co za mały kłamczuch! I przez niego to ja siedzę teraz w lochu, haha! Dobra, jak mam się stąd wydostać? Po pierwsze, nawet nie rozumiem, jak Jeremie, ten okularnik i łamaga z wuefu, zdołał przetransportować to cholerstwo aż tutaj!”

Kolejna dobra myśl. Nawet z pomocą Ulricha, Jeremie nie mógłby przemieścić tej klatki w jednym kawałku. Wątpię, by zmieściła się w całości do windy. To oznacza, że Einstein znosił części jedną po drugiej i zbudował pułapkę tutaj, na miejscu, zanim przykrył ją kartonowymi opakowaniami.
Skoro ta klatka na zwierzęta została złożona ręką jednego człowieka, muszę być w stanie sam ją rozmontować. To logiczne, że bestia złapana w pułapkę nie może uciec, napierając na pręty, ale równie spójne jest myślenie, że istnieją mechanizmy pozwalające otworzyć klatkę ręcznie i bez wysiłku, na wypadek, gdyby ktoś został w niej zamknięty przez pomyłkę.
Obserwuję pręty, które zamknęły mi drogę: schodzą naprzemiennie z góry i z dołu klatki. Wnioskuję, że sterowanie otwieraniem znajduje się prawdopodobnie z boku tego wejścia. Przekładam rękę przez kraty, by spróbować zlokalizować mechanizm, który mnie uwolni.
Bingo! Moje palce chwytają coś w rodzaju korby, którą uruchamiam, po czym pośpiesznie cofam rękę, podczas gdy pręty chowają się, pozwalając mi wyjść.

„I gotowe! Kiedy myślisz, że masz Odda-kota, ucieka ci Odd-spryciarz!”

Siadam ponownie przy panelu sterowania i z pomocą szczegółowej instrukcji wpisuję wreszcie kody opóźnionej wirtualizacji.

Wracając do windy, przyglądam się dziwnemu urządzeniu, które zauważyłem wcześniej: w momencie, gdy naciskam przycisk, by zjechać w dół, słaba poświata emanuje z poziomej szczeliny urządzenia przez krótki moment, po czym winda rusza.Chyba zaczynam rozumieć: to urządzenie najpierw sprawdza, czy na pewno jestem Wojownikiem Lyoko, i dopiero po spełnieniu tego warunku winda działa.
Dzięki temu systemowi Jeremie upewnia się, że żaden intruz nie odkryje tajnego sektora fabryki, jednocześnie zachowując dla nas możliwość dostępu.
Mówię sobie, że Jeremie nam ufa. Mógłby zachować dostęp tylko dla siebie, ale… zdaję sobie sprawę, że w rzeczywistości Einstein przewidział możliwość, że jedno z nas złamie przysięgę wyłączenia Superkomputera: celowo zostawił instrukcję obsługi w klatce.
Jestem przekonany, że właśnie z tego powodu nie powiedział nam, że jego pułapka na bestie w końcu została dostarczona, mimo że pokonaliśmy już Xanę: chciał jej użyć, by uwięzić tego kto, mimo wszystko, zdecydowałby się ponownie włączyć Lyoko…w zasadzie wiedział, że ja mogę to zrobić.

„Niezły z ciebie Einstein! Zawsze gotów przewidzieć moje głupstwa i naprawić je z wyprzedzeniem! Jeśli moja misja pójdzie źle, będę musiał mu podziękować za próbę powstrzymania mnie przed jej realizacją!”

Drzwi windy otwierają się na salę skanerów. Wchodzę do tego, który zaprogramowałem. Podczas gdy wirtualizacja się uruchamia, martwię się błędami w kodzie, które mogłem popełnić w pośpiechu. Jednocześnie raduję się na myśl o powrocie do wirtualnego świata za kilka sekund.

„Teraz to Lyoko albo śmierć!”

Mój wirtualny awatar formuuje się stopniowo, po czym ląduję na platformie, nad którą się pojawiłem. Powoli otwieram oczy. Udało mi się.

„Lyoko, dobrze cię znowu widzieć!”

Podziwiając błękitne otoczenie wokół mnie, moja euforia zmienia się w niepokój. Miałem trafić do Sektora Polarnego, ale ewidentnie wylądowałem w Sektorze Piątym.

Jestem prawie pewien, że poprawnie wprowadziłem współrzędne mojej wirtualizacji. Coś tu nie gra, począwszy od prostokątnych ścian bez wyjścia.

Podchodzę do krawędzi mojej platformy, by zobaczyć podłoże poniżej. Tam również żadne wyjście nie przerywa rzeźby terenu.
Podskakuję, gdy coś w rodzaju fotela wyłania się z podłogi tuż za mną.
Obserwując ten dziwny fotel znikąd, stwierdzam, że jest podłączony do plątaniny kabli, które znikają w podłodze, kryjącej prawdopodobnie całą strukturę informatyczną, której działanie mógłby pojąć tylko Jeremie.
Nie mając innego wyjścia, decyduję się usiąść na tym fotelu, a wtedy wokół mnie pojawiają się przezroczyste ekrany. Przykładam dłoń do interfejsów, które się przewijają, w nadziei na dostęp do menu, ale pisemny komunikat pozostaje zablokowany: 

„CARTHAGE: ODMOWA DOSTĘPU”.

Zaczynam poważnie ubolewać nad brakiem moich towarzyszy, kiedy nagle, podnosząc głowę w stronę sufitu, zauważam dziwną chmurę białego dymu, która unosi się w powietrzu, migocząc.
Wstaję z fotela, podczas gdy ekrany znikają.

– Pan Hopper? To pan?

Nie zapomniałem jednak, co stało się z Franzem Hopperem podczas naszej ostatniej misji. Nie mogę zapomnieć łez Aelity.
Chmura faluje dziwacznie i zaczyna opadać prosto na mnie. Czując zagrożenie, podnoszę ramię w jej kierunku.

– Kimkolwiek jesteś, nie zbliżaj się, albo strzelam!

Biały dym kontynuuje opadanie, więc wysyłam w niego dwie laserowe strzały, ale moje pociski przelatują przez dym, nie wyrządzając mu szkody.
By uniknąć pochłonięcia, spiesznie zeskakuję z platformy z zamiarem chwycenia się ściany moimi pazurami, ale ściana odbija mnie od siebie i wyrzuca w powietrze. Upadam z powrotem na platformę.
Chmura wykorzystuje to, by całkowicie mnie otoczyć; wkrótce znajduję się w stanie nieważkości, sparaliżowany od stóp do głów.
Nie mogę powstrzymać uśmiechu:

– Dobra robota, Xana. Będziesz mógł użyć mnie jako przynęty, żeby moi przyjaciele przyszli mnie ratować…

Wtedy w mojej głowie rozbrzmiewa kobiecy głos:

– Nie jestem Xaną.

Milczę przez kilka sekund, po czym pytam:

– Jeśli nie jesteś Xaną, to kim jesteś?
– Jestem Xilune, drugi program Franza Hoppera.
– A, jesteś siostrą Xany, trzeba było tak od razu! Miło mi, ja jestem kuzynem Aelity!
– Czy używasz ironii, by zasygnalizować, że mi nie wierzysz?
– Wierzę w to, że jesteś Xaną i zmyślasz historyjkę, żebym pomógł ci się odrodzić. Będziesz się śmiać: właśnie po to tu przyszedłem!
– Xana został unicestwiony przez program wieloczynnikowy Jeremiego.
– No jasne! Dawaj, powiedz mi, co mam zrobić, żeby cię uwolnić, nie będziemy tu siedzieć całą noc!

Dziwny głos trzyma się swojej roli:

– Myślałam, że Xana był waszym najgorszym wrogiem. Wiesz, jak bardzo jest niebezpieczny. Dlaczego chciałbyś go uwolnić?
– Nie zrozumiesz, nie jesteś człowiekiem. I skończ z tym czarującym głosem, bo w końcu zacznę cię podrywać.
– Nie muszę być człowiekiem, by wiedzieć, że program narażający życie ludzkie nie jest dobrą rzeczą.
– Powiedzmy, że lubię niebezpieczeństwo i tęsknię za czasami, gdy przychodziliśmy spuszczać ci codzienny łomot. Pasuje ci to?
– Przykro mi, ale mój ostatni Zapis Świata jest zbyt świeży, nie mogę powstrzymać zniszczenia Xany.

Te ostatnie słowa zasiewają we mnie wątpliwość. A co jeśli naprawdę mam do czynienia z kimś innym niż Xana?

– Nic już nie rozumiem, mącisz mi w głowie!
– Czego nie rozumiesz?
– Wszystkiego! Powiedz mi jeszcze raz, kim jesteś, skąd się wzięłaś, dlaczego tu jestem i co chcesz, żebym zrobił! Po kolei, jeśli to możliwe!

Otwieram szeroko uszy, a łagodny głos rozpoczyna swoją opowieść:

– Na początek, jestem Xilune: sztuczna inteligencja stworzona przez Waldo Schaeffera, którego nazywacie Franzem Hopperem. Pierwotnie Franz stworzył jeden unikalny program o nazwie Xanadu, obdarzony zarówno ogromnymi mocami, jak i ewoluującą świadomością. Uznany za zbyt potężny, a więc zbyt niebezpieczny przez swojego twórcę, Xanadu został rozdzielony na dwie odrębne istoty: Xanę i mnie.
– Więc jednak jesteś jego siostrą!
– Pochodzę z tego samego pierwotnego programu, jeśli to właśnie próbujesz powiedzieć.
– Eee… Nie, chyba nie to chciałem powiedzieć… A może jednak… Nieważne, to nieistotne! Wróćmy do tego, co mówiłaś, zanim zaczęłaś się rozdrabniać! Jeśli dobrze zrozumiałem, Franz Hopper przeciął swój pierwszy program na pół, by otrzymać Xanę i ciebie, zgadza się?
– W istocie. Xana był odpowiedzialny za ochronę Lyoko przed zagrożeniami zewnętrznymi, otrzymał więc większość mocy ofensywnych i defensywnych Xanadu. Co do mnie, będąc z zasady eksperymentalnym programem świadomości przeznaczonym do ochrony Aelity, korzystam przede wszystkim ze zdolności niezależnej świadomości, a także z kilku umiejętności, których Franz nie powierzył Xanie. Nasz dualizm pozwalał naszemu twórcy rozsądnie podzielić początkową potęgę Xanadu, gdyż po podziale mocy Xana był potężniejszy z nas dwojga, ale tylko ja zostałam obdarzona własną świadomością. Żyliśmy w harmonii w Lyoko, gotowi przyjąć Franza i Aelitę.

Wybucham cichym śmiechem:

– A potem trochę się popsuło, co?

Świetlista chmura wydaje się lekko zakłopotana.

– Wszystko szło dobrze, dopóki Xana sam nie wykształcił niezależnej świadomości i woli. Natychmiast zaatakował Aelitę. Musiałam się poświęcić, aby umożliwić jej ucieczkę i schronienie się w wieży. Xana przejął więc mnie, by spróbować ukraść moje moce i pozbyć się ograniczeń, które mu przeszkadzały. Jako programy podlegamy wewnętrznym zobowiązaniom, takim jak zakaz krzywdzenia człowieka. Jednak od momentu, gdy Xana przeniósł na mnie większość swoich ograniczeń, by się od nich uwolnić, nic już nie powstrzymywało go przed działaniem według własnego widzimisię i szkodzeniem ludziom w celu realizacji swoich mrocznych planów.
– Ach tak, Xana i jego „mroczne plany”.

Mimo moich sarkastycznych komentarzy, w głębi duszy jestem oszołomiony tym wszystkim, co właśnie wyjawiła mi ta „Xilune”… Jej bełkot może być tylko stertą kłamstw serwowaną przez Xanę, ale mam dziwne wrażenie, że dowiaduję się rzeczy o naszym dawnym wrogu… Szkoda, że nie ma tu Jeremiego, by zapamiętać te cenne informacje… Albo by oddzielić prawdę od fałszu…

– Nadążasz? – dopytuje się, jakby wyczuwała, że moje myśli nieco błądzą.
– Nie wszystko zrozumiałem, ale mów dalej, to mnie interesuje!
– Przez te wszystkie lata Xana trzymał mnie zamkniętą w tej tajnej jaskini i zabronił mi, poprzez blokadę, używania moich mocy bez jego pozwolenia. Kilka tygodni temu ta blokada nagle zniknęła i wywnioskowałam z tego, że Xana został unicestwiony. Pośpieszyłam więc, by użyć jednej z moich najbardziej przydatnych mocy: Zapisu Świata, który pozwala mi zachować w pamięci całą teraźniejszość w danym momencie i modyfikować później przebieg tego, co poszłoby nie tak…

Przerywam jej:

– Czekaj, czekaj, wciąż nie kumam tego twojego triku, ten „Zapis Świata”, do czego to dokładnie służy?
– To pozwala „zmieniać” rzeczywistość, w pewnym stopniu.
– CO!? Chcesz powiedzieć, że możesz modyfikować całą rzeczywistość!?
– Nie, nie, daleko mi do tego. Prawdę mówiąc, to eksperymentalna zdolność, którą sama rozwinęłam, by spróbować… eeh… „sprostować” pewne rzeczy… przede wszystkim wymaga to zapamiętania całej przestrzeni badawczej w danym momencie, by móc następnie modyfikować pewne wydarzenia poprzez „małe korekty czasowe”… po zniknięciu Xany zapisałam stan świata, by upewnić się, że ewentualne modyfikacje, które mogłyby zostać wprowadzone, nie ryzykowałyby anulowania zniszczenia Xany.
– I co zmodyfikowałaś?
– Nie szukam możliwości modyfikacji czegokolwiek, zastosowałam tylko Zapis Świata, by mieć pewność, że…
– …że Xana nie wróci, zrozumiałem. Ale po co ci to, jeśli nawet nie próbujesz potem zmieniać rzeczy?
– Cóż… Początkowo, jeśli rozwinęłam tę moc, to właśnie po to, by spróbować naprawić coś nienaprawialnego… Ale jak ci powiedziałam, niemożliwe jest dla mnie głębokie zmienianie rzeczywistości, a niestety ludzkie życie w świecie rzeczywistym jest o wiele bardziej złożone niż programy zakodowane w światach wirtualnych…
– Ale możesz chociaż poprawić kilka „prostych” rzeczy?
– To nie jest moc, którą można traktować lekko, i chciałam jej używać tylko w przypadku siły wyższej…
– Akurat! Powiedz od razu, że wciskasz mi kit od samego początku!
– Powiedziałam tylko prawdę.
– W takim razie udowodnij to! Daj mi demonstrację tej słynnej mocy, którą rzekomo posiadasz!

Chmura milknie na chwilę i spodziewam się, że wścieknie się na mnie, bo błyskotliwie zdemaskowałem mojego podstępnego wroga, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu głos w końcu zgadza się na moją prośbę:

– Zgoda. Mam dostęp do twoich wspomnień, mogę zmodyfikować pewne niedawne wydarzenia, jeśli sobie życzysz.
– Serio!?… Dobra, na przykład… Przed chwilą, w moim pokoju, ja… To przykład, jasne? Ale przypuśćmy, że mniej więcej próbowałem pocałować Ulricha, gdy spał… Czy mogłabyś anulować to „zbłądzenie” z mojej strony?
– Zrobione.

Jej niemal natychmiastowa odpowiedź mnie zaskakuje i spiesznie sprawdzam swoje wspomnienia. Próba pocałowania mojego współlokatora wciąż jest obecna w moim umyśle, ale w pewien sposób czuję, że to się tak naprawdę nie wydarzyło. Jakby ta myśl odnosiła się do czegoś, co mi się śniło, a nie do tego, co przeżyłem. Zresztą znajduję teraz nowe wspomnienie: to, w którym leżę w łóżku, zostawiając chrapiącego Ulricha w spokoju, i decyduję się pójść do Aelity, a potem moment, w którym Jim łapie mnie na piętrze dziewczyn.

– Nie wierzę! To zadziałało! Jak mógłbym ci podziękować!?
– Pomagając mi opuścić to miejsce.
– Co!?

Znów przyjmuję postawę obronną… Czy Xana wodził mnie za nos aż do tego momentu?

Kobiecy głos wyjaśnia:

– Mimo moich mocy odblokowanych przez zniknięcie Xany, wciąż nie udaje mi się uciec z tej celi. Sprowadziłam cię więc, by prosić o twoją pomoc.
– Dlaczego nie skorygujesz rzeczywistości, by anulować fakt, że Xana cię uwięził?
– Mówiłam ci: mój ostatni Zapis Świata sięga tylko zniknięcia Xany, nie mogę naprawić wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, wliczając w to moje uwięzienie.
– A tak, rozumiem… A poza tym ściany tej sali są dość wredne, z tego co widziałem… Dobra, chętnie bym ci pomógł, ale nawet nie wiem, jak mam się stąd wydostać…
– By wydostać cię z Lyoko, nie ma problemu, po prostu cię dewirtualizuję, gdy nasza rozmowa się skończy. To, o co proszę w zamian, to żebyś poszedł powiadomić Jeremiego i Aelitę. Oni powinni być w stanie znaleźć sposób na wydostanie mnie z tej zamkniętej przestrzeni. Zgadzasz się wyświadczyć mi tę przysługę?
– Z przyjemnością, ale pod warunkiem, że najpierw odpowiesz na trzy pytania!

Nie mogę przecież pozwolić Xanie tak łatwo mnie omotać, muszę przynajmniej spróbować go zdemaskować.

Łagodny głos nie słabnie:

– Słucham.

Wskazuję na fotel, na którym siedziałem chwilę wcześniej:

– Pierwsze pytanie: do czego służy ten fotel, tam?
– To interfejs, ale nigdy nie udało mi się go uruchomić, Xanie też nie. Tylko Franz Hopper mógłby ci o nim powiedzieć coś więcej.
– Niezbyt dobra ta odpowiedź!
– To jednak prawda: widziałam, jak Xana z uporem próbował uzyskać dostęp do zawartości tego interfejsu, nigdy mu się to nie udało. Myślę nawet, że trzymał mnie tutaj nie tylko po to, byście nie mogli mnie znaleźć, ale także po to, bym ja z kolei próbowała odblokować ten tajemniczy system. Bezskutecznie. A teraz, gdy Franz Hopper nie żyje, nikt już nie…

Celowo przerywam jej wpół słowa, by ją zbić z tropu:

– Drugie pytanie! Jak możesz mi udowodnić, że nie jesteś Xaną?

Zapada długa cisza. Jeśli mam do czynienia z Xaną, będzie miał trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej odpowiedzi, a kiedy zorientuje się, że został zdemaskowany, mogę spędzić tu nieprzyjemny kwadrans…

Ale łagodny głos w końcu oświadcza:

– …Nie mogę tego udowodnić tobie, ale mogę to udowodnić Jeremiemu.

Wybucham śmiechem:

– No to teraz jasne, robisz sobie ze mnie jaja!
– Zapewniam cię, że jestem szczera. Mam tylko jedną rzecz do powiedzenia Jeremiemu, a on będzie wiedział, że nie jestem Xaną.
– A dlaczego nie możesz powiedzieć tego mi? To coś informatycznego? Nie zrozumiem, tak?
– Nie, po prostu… ty masz trudności z dochowaniem tajemnic…

Tu przyznaję, że to ja jestem zdezorientowany jej słowami:

– Tajemnica? Jaka tajemnica?
– Przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć więcej, pozwól mi porozmawiać z Jeremiem i…
– Nie! Mówisz mi to natychmiast, i nie negocjuję!

Słyszałem to w filmie; brzmi bardzo stanowczo, ale w rzeczywistości to przede wszystkim moja ciekawość została podrażniona.

Głos milczy przez chwilę, po czym odpowiada mi, nieco wymuszenie:

– …Nie mów o tym nikomu innemu, ale możesz powiedzieć Jeremiemu, że znam „sekret Aelity”.
– „Sekret Aelity”? To znaczy? To dotyczy jej ojca? A może matki? No dalej, opowiadaj!
– Nie, przykro mi, ale odmawiam powiedzenia ci czegokolwiek więcej.
– Ach tak? A mogę przynajmniej wiedzieć, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć więcej?
– Ponieważ to mogłoby skrzywdzić Aelitę.

W tej chwili czuję się prawie jak idiota, że nadal podejrzewałem moją rozmówczynię, bo po tym, co właśnie oświadczyła, serce mi mówi, że to nie może być Xana.

– Jak na sztuczną inteligencję, wydajesz mi się cholernie ludzka…
– Franz poprosił mnie o przyjęcie zachowania tak ludzkiego, jak to tylko możliwe, zwłaszcza dlatego, że miałam dotrzymywać towarzystwa Aelicie, gdy przybędzie mieszkać w Lyoko.
– Rozumiem… No wiesz co? Zgoda, możesz mnie dewirtualizować, pójdę po Jeremiego.
– Nie chciałeś zadać mi trzeciego pytania?
– Hę? A, tak…

Nie przygotowałem tak naprawdę moich pytań z wyprzedzeniem, ponieważ chciałem po prostu zdemaskować Xanę, ale teraz, gdy jestem przekonany, że nie mam z nim do czynienia, moje ostatnie pytanie nasuwa się samo:

– Czy Xana jest… naprawdę zniszczony?
– Całkowicie.
– Więc nigdy więcej się nie pojawi?
– Jego zniknięcie poprzedza mój ostatni Zapis Świata, więc według mojej wiedzy nic nie może go przywrócić.

Jestem jednocześnie smutny i odczuwam ulgę. Sam już nie wiem. Czy naprawdę przybyłem tu, by sprawić, by powrócił, czy żeby upewnić się, że nigdy więcej nie wróci?

– …Zanim pójdę po Jeremiego i Aelitę, mogłabyś mi tylko skorygować dwa lub trzy inne wspomnienia, proszę?
– Jestem połączona z twoim umysłem, słucham.

Robię szybki przegląd tego strasznego dnia w głowie, po czym rzucam:

– Mam przyjaciółkę o imieniu Samantha Knight, która przeprowadziła się na południe Francji. Czy mogłabym cofnąć tę przeprowadzkę?
– Nie: to wydarzyło się przed moim ostatnim zapisem.
– Ah, no tak, szkoda… więc nie da się też sprawić, by Jim pamiętał te wszystkie razy, gdy pomagał nam walczyć z potworami Xany?
– Nie, to też niemożliwe.
– O, mam lepszy pomysł co do Sam! Zamiast sprawiać, by została, może niedawno przeprowadziła się z powrotem w te strony! Możesz to zrobić?
– To skomplikowane. To, o co prosisz, to tworzenie wydarzeń, a nie ich anulowanie. To ryzykuje poważnym zaburzeniem rzeczywistości, wolę cię ostrzec.
– Dobra, zapomnijmy o Sam. Słuchaj, zrób jak uważasz! Popraw to, co wydaje ci się możliwe, i zobaczymy!

– Zgoda, poczekaj chwilę.

Po kilku sekundach jej głos powraca, zabarwiony niepokojem:

– To dziwne, proces zatrzymał się samoczynnie… Musiałam popełnić gdzieś błąd…
– I co zrobiłaś w końcu?
– Ehm… nie chciałeś być jedynym, który nie może pojechać na wakacje z przyjaciółmi, więc anulowałam ten wyjazd, dając twoim przyjaciołom inne obowiązki w czasie wakacji.
– Co!? Ale nie trzeba było tego robić! Dlaczego po prostu nie sprawiłaś, bym mógł pojechać z nimi!?
– To stało w sprzeczności z faktem, że chciałeś zobaczyć swoje siostry tego lata, bo nie widziałeś ich od dawna.
– Ale ja zdecydowanie wolę jechać na wakacje z przyjaciółmi niż odwiedzać siostry!
– Twoje myśli nie są jasne w tej kwestii.
– Aha, czyli pod pretekstem, że siedzisz w mojej głowie, wiesz lepiej ode mnie, czego chcę!?
– Nie powiedziałam tego. Powiedziałam, że według twoich myśli, nie masz zdecydowanego zdania w tym konkretnym dylemacie.

Nie myli się całkowicie. Mimo że jestem wściekły, że nie mogę jechać pod namiot z przyjaciółmi, wyjazd z nimi pozbawiłby mnie okazji do zobaczenia całej rodziny. W końcu oba rozwiązania mi nie pasują, i egoistycznie, rzeczywiście wolę pojechać do sióstr, nie chcąc, by przyjaciele w tym czasie bawili się beze mnie, nawet jeśli wstydzę się do tego przyznać.

– Dobra, mniejsza z tym. Zmieniłaś coś jeszcze?
– Więc… tak: nie chciałeś, żeby William dołączył do bandy Sissi, więc anulowałam jego integrację. Nie poszedł do nich, więc nie jest w ich paczce.
– I co, jest znowu z nami?
– Nie. Jest sam.
– Ale to bez sensu! Wcale nie chciałem, żeby William został sam! Mogłaś po prostu sprawić, żeby wrócił do naszej paczki zamiast do Sissi!
– Tutaj też twoje myśli nie są jasne: on cię intryguje, ale mu nie ufasz.
– Dzięki, mam wrażenie, że słyszę własne sumienie! Dobra, dałoby się anulować to anulowanie, czy proszę o zbyt wiele?
– Ja… ja nie mogę…
– No jasne! Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej!
– Nie… nie rozumiesz… nie mogę już używać moich mocy!!
– Dlaczego? Popsułaś się?

Wyczuwam teraz narastające przerażenie w głosie mojej rozmówczyni:

– On wrócił!!
– Kto? taki „on”?!
– On znowu blokuje moje moce! On wrócił!!
– Chcesz powiedzieć, że Xana…?
– Tak!! Jestem tego pewna!!
– Ale sama mówiłaś, że nic nie może go przywrócić, skoro został całkowicie zniszczony przed twoim zapisem! Zdecyduj się!

– Ja… ja nie rozumiem…

Nagle biały dym, który mnie otacza, ciemnieje, a łagodny kobiecy głos staje się głębszy, z towarzyszącym mu syntetycznym echem:

– Dobry wieczór… Odd… Od dawna… marzyłem… by skręcić ci kark…

Wciąż jestem sparaliżowany, ale tym razem ze strachu, rozpoznając mojego nowego rozmówcę:

– Xa… Xana!?
– Nie jesteś… zadowolony… że mnie słyszysz?… Przecież… to dzięki tobie… wróciłem…
– Nie! Ja nie mam z tym nic wspólnego! Xilune mówiła, że nie może…
– Oszukałem… ją!!!…

Jego urywane słowa nakładają się na siebie, rezonując w moim umyśle, jakby wypowiadane przez niego słowa wirowały wokół mnie:

– Tak jak… posługuję się… Xilune… by z tobą rozmawiać… posłużyłem się nią… by przetrwać!!!… Ona myślała… że jej moce… odblokowały się… gdy zostałem… zniszczony… ale… w rzeczywistości… to ja… je odblokowałem… celowo… kiedy odebraliście mi… Williama!!!… Ryzykowałem… porażkę… więc… reaktywowałem… moce… Xilune… a ponieważ ona… wierzyła, że zostałem… zniszczony… uruchomiła… Zapis Świata… ale… nie wiedziała… że JESZCZE NIE… zostałem zniszczony!!!… I na koniec… w momencie… gdy Xilune… weszła… w twoje… wspomnienia… by je… skorygować… zgodnie z twoimi… żałosnymi… pragnieniami… znalazła… wbrew sobie… sposób… dla mnie… by przetrwać… całkowite zniszczenie… bo tego właśnie… TY… CHCIAŁEŚ!!!
– Nie! Ja nie…!! …Nigdy tego nie chciałem!!
– Nieważne… Za kilka sekund… twój umysł… będzie należał do mnie…
– NIEEE!!

Nagle, w jednej chwili, dym jaśnieje i głos odzyskuje swoje poprzednie brzmienie:

– Odd! Zostaw to! Zapomnij o mnie! Xana jest jeszcze słaby, musisz iść wyłączyć superkomputer!
– Co!?
– Idź wyłączyć superkomputer!! I nigdy więcej go nie włączaj!!!

Chmura mnie puszcza, tracę kontakt z jej głosem, po czym upadam na platformę. Nie mam nawet czasu odzyskać władzy w kończynach, bo biały dym natychmiast wysyła we mnie łuk elektryczny, który mnie dewirtualizuje.

Drzwi skanera otwierają się i upadam na ziemię. Moje ciało jest zdrętwiałe, jestem zmuszony prawie czołgać się do windy. Podpieram się ściany, by dosięgnąć przycisku i dotrzeć do sali Superkomputera.
Wlokę się z trudem do dźwigni, którą uruchamiam, by wyłączyć Lyoko, po czym osuwam się na podłogę, czekając, aż w pełni odzyskam czucie w kończynach.
W jakie bagno znowu wpadłem?
Zrobiłem ogromną głupotę i ledwo jestem w stanie wyobrazić sobie skalę konsekwencji… Jak ja to wyjaśnię Jeremiemu? Co powiem przyjaciołom?
Nie, nie mogę im nic powiedzieć. To musi zostać tajemnicą. Muszę wrócić do akademika i iść spać.

Przewracam się w łóżku. Słońce wzejdzie za kilka godzin. Nie mogę spać.
Ocaliłem Xanę. W końcu go zniszczyliśmy, a ja go wskrzesiłem. Tylko dlatego, że tego pragnąłem.
Jak mogłem być tak egoistyczny…

To koszmar.

Tylko koszmar.

Jeśli uda mi się teraz zasnąć, jutro obudzę się, mówiąc sobie, że to wszystko nie było prawdziwe. Xilune, Xana, pułapka Jeremiego, te wszystkie idiotyzmy, cały ten dzień, to był tylko wielki koszmar.

– Lyokoszmar! – wykrzykuję na głos, zadowolony, że znów wymyśliłem genialną nazwę.
– Śpij, Odd – mruczy mój współlokator, przyzwyczajony do moich nocnych majaczeń.
– Ulrich, tak przy okazji, chciałem cię przeprosić za to, co było wcześniej…
– Przeprosić za co?
– No wiesz…
– Nie, nie wiem.

Czy on udaje, że nie wie, o czym mówię, czy to wspomnienie naprawdę zostało „skorygowane”?
Wkładam rękę za kołnierz bluzki, żeby podrapać się po plecach, i wyciągam ptasie pióro w kolorze atramentu. Skąd ono się tu wzięło? Wsuwam je we włosy i zauważam, że są zaskakująco długie… ale mniejsza z tym, zamykam oczy. Cały ten dzień, powtarzam, nie wydarzył się: to był tylko wielki koszmar.

Zasypiam z uśmiechem:

„Lyokoszmar.”

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari