Odcinek 97: “Huczne rozpoczęcie roku” (rozdział 2)

W piękny, słoneczny poranek, w słodkim smutku kończącego się lata i startu nowego roku szkolnego, Zespół Szkół Kadic powoli budzi się z letargu, stopniowo zalewane falami uczniów. To właśnie w tym momencie, przed bramą szkoły, odnajdujemy naszych bohaterów, idących spokojnie w stronę dziedzińca.

– To powrót do szkoły i dwóch na pięciu uczniów jest zadowolonych! – krzyknęła Aelita, jak zawsze szczęśliwa, że wakacje się kończą, by wreszcie spotkać przyjaciół.

Równie zadowolony z powrotu do zajęć Jeremie rzucił okiem na swoich towarzyszy, by zweryfikować te statystyki:

– Tylko dwóch na pięciu? To prawda: nawet Odd ma kwaśną minę!

– No ba… – odpowiedział, nie odrywając wzroku od ziemi. – Nie udało mi się zabrać ze sobą Kiwiego w tym roku. Nie wiem, jak rodzice dowiedzieli się, że zwierzęta są zakazane w Kadic, ale dla mnie ten rok już zaczyna się źle.

– Naprawdę? – spytał Ulrich. – Brak psa w pokoju, który pożerałby moje rzeczy? Może w końcu zacznę się uśmiechać. Przynajmniej do najbliższej lekcji matmy…

– No dalej, Odd, nie rób takiej miny – zaczął pocieszać go Jérémie. – Pożyczę ci Kiwi 2.0, jeśli chcesz.

– To nie to samo! – zripostował Odd. – Robot-pies nie zastąpi miłości prawdziwego pieska z krwi i kości!

– A ty, Yumi – podjął temat Samuraj – dlaczego nie masz humoru?

– Jak co roku – odpowiada Japonka. – Wy wszyscy będziecie we czwórkę w tej samej klasie, a ja znów ląduję sama…

– Nie jesteś sama, daj spokój, jest William! – dorzuciła Aelita, która nie potrafiła ukryć dobrego nastroju.

– Świetnie… Szczerze mówiąc, to właśnie jego wolałabym nie mieć w klasie w tym roku… – odparła Geisha z ponurą miną.

Jérémie zawahał się: czy przypomnieć Yumi, że William wyrządzał im krzywdę tylko pod wpływem Xany? Ich przygody należą teraz do tematów, których unikają w rozmowach, więc młody informatyk zmienił temat:

– Zauważcie, że my też nie jesteśmy pewni, czy zostaniemy razem w tej samej klasie. Ostatnim razem o mało nie straciliśmy Odda na początku roku. To się może powtórzyć.

– O nie! – zdenerwował się zainteresowany. – Nie ma mowy! Najpierw Kiwi, a jak jeszcze wyląduję sam w innej klasie, to postanowione, wracam do domu!

Ulrich zauważył zbiegowisko uczniów przed rzędem tablic ogłoszeniowych:

– To musi być podział klas. Chodźmy zobaczyć.

Śpiesząc się, by dowiedzieć się, czy zostali rozdzieleni, Ulrich, Odd, Aelita i Jeremie przyspieszyli kroku w stronę tablic.

Yumi dołączyła do nich:

– I jak? Kto jest z kim? – spytała.

– Żadnych przykrych niespodzianek – odpowiedział Jeremie z ulgą. – Jesteśmy wszyscy w czwórkę w tej samej klasie.

– A ty jesteś znowu w klasie z Williamem! – dopowiedziała Aelita z szerokim uśmiechem.

– Trudno – odpowiedziała Japonka z rezygnacją.

– Nie narzekaj, Yumi – powiedział Odd, który w końcu odzyskał swój zwykły dobry humor. – My będziemy musieli znosić Sissi przez kolejny rok! Chociaż Ulrichowi to chyba nie przeszkadza!

– Możesz mówić co chcesz o Sissi – zripostował Samuraj. – Jest zawsze mniej uciążliwa niż twój pies. Zdecydowanie wolę ją znosić przez rok niż mieszkać z Kiwim przez miesiąc.

– Gadasz bzdury! Mój pies nie jest uciążliwy, on po prostu lubi eksplorować swoje otoczenie.

– Chcesz powiedzieć „eksplodować” swoje otoczenie?

Nadeszła Sissi: z wielkim uśmiechem:

– Mój drogi Ulrichu! Znów jesteśmy w tej samej klasie! Czyż to nie znak od losu?

– Doprawdy? Myślisz, że to wina losu? – zmartwił się ironicznie jej rozmówca.

– Los jest okrutny w takim razie! – dorzucił jego współlokator, śmiejąc się.

– Odd, twoje nieśmieszne żarty były dobre w gimnazjum! – odpowiedziała mu Sissi. – Jesteśmy teraz w liceum, dorośnij trochę!

– Robię proste żarty, żebyś zdołała je zrozumieć! – odparł Odd, coraz bardziej bezczelny.

Ulrich skorzystał z okazji, by się ulotnić.

– Jacy słodcy… zostawiam was na pogaduszki, bawcie się dobrze.

– Nie, Ulrich, wracaj! – zaczęła błagać Sissi.

– Ulrich! Nie zostawiaj mnie z nią! – dodał Odd, naśladując lamenty córki dyrektora.

– Kretyn! – zdenerwowała, odwracając się do niego. – Przez ciebie Ulrich odwraca się ode mnie już pierwszego dnia!

– Założę się, że zrobił to, żeby ci się przypodobać, bo wie, że lubisz podziwiać jego… umięśnione plecy.

– Jesteś jeszcze głupszy niż twój brudny kundel!

– Szczerze Sissi, nie jesteś odpowiednią osobą, by obrażać wyższą inteligencję mojego Kiwiego… Hej, chwila! Nie masz przypadkiem czegoś wspólnego z tym, że moi rodzice odkryli, że nie mam prawa trzymać tu psa?

– Twój pies nie mógł przyjechać z tobą w tym roku? – zdziwiła się, ciesząc się jednak z jego nieszczęścia. – Ależ to wspaniała wiadomość! Oooh, jaki ty musisz być…rozczarowany!

– Ty wredna… jędzo!! – krzyknął za nią Odd, podczas gdy ona odeszła, śmiejąc się.

– A pomyśleć, że baliśmy się nudy… – dodała Aelita, chichocząc.

Jeremie spojrzał na zegarek:

– Jeśli chcemy uniknąć kłopotów już pierwszego dnia liceum, lepiej chodźmy na lekcje.

Dziewczyna o różowych włosach pomachała ręką do oddalającej się Yumi.

– Widzimy się w południe?

– Yep.

W porze lunchu, piątka przyjaciół spotkała się zgodnie z planem w stołówce. Każdy wziął tacę z jedzeniem i zasiadł przy stoliku.

Aelita wpatrzyła się w zawartość swojego talerza:

– Kuskus z klopsikami już pierwszego dnia? Odd będzie zadowolony!

– Swoją drogą, gdzie on się podział? – zastanowił się Ulrich. Zauważył Williama siedzącego samotnie przy sąsiednim stoliku. Zaraz zobaczył nadchodzącego Odda z suto zastawioną tacą.

– Jestem! Próbowałem wynegocjować dodatkowy talerz, ale wzmocnili system bezpieczeństwa w tym roku! Rosa dostała bardzo surowe wytyczne dotyczące ilości jedzenia na osobę.

Posiłek toczy się swoim rytmem. Jak to zwykle bywa po wakacjach, każdy opowiada, co robił w wolnym czasie.

– Bez żartów, Jeremie? Udało ci się oderwać od komputera tego lata?

– Wyjechałem nad morze do zapadłej wioski bez żadnego dostępu do Internetu. Mógłbym nawet wrócić opalony, gdyby tak nie lało.

– Nie wierzę! – lamentował Odd. – Spędziłem całe lato zamknięty w rodzinnym bastionie dziadków z moimi siostrami i kuzynkami, podczas gdy Pan Einstein swobodnie wyruszył na przygodę! Świat stanął na głowie.

– One są aż tak straszne, te twoje siostry? – zdziwił się Ulrich. – Zawsze o nich mówisz, jakby to były krwiożercze potwory.

– Są o wiele gorsze – kontynuował Odd niczym weteran z Wietnamu. – Bez mojej naturalnej odporności i psychiki ze stali, już dawno popadłbym w obłęd pod ich torturami. Masz szczęście, że jesteś jedynakiem, Ulrich.

– Tak myślisz? – spytał z mało przekonaną miną. – Problem w tym, że skoro nie mam ani brata, ani siostry, mój ojciec ma tendencję do wyżywania się na mnie. Spędzanie lata w jego towarzystwie szybko staje się piekłem, bo słowo „wakacje” nigdy nie istniało w jego słowniku. A ty, Yumi, gdzie wyjechałaś?

– Nie pamiętam już – odpowiedziała Japonka. – Byłam zbyt zajęta pilnowaniem mojego małego brata, podczas gdy rodzice się kłócili.

– Cóż – oświadczyła Aelita z nieśmiałym uśmiechem. – Słuchając was wszystkich, czuję się prawie uprzywilejowana, że nie mogłam wyjechać na wakacje!

Yumi podniosła prawą rękę:

– Przysięgam, w przyszłe lato pojedziemy na wakacje wszyscy razem. Zresztą, wielka szkoda, że nie udało nam się tego zrobić w tym roku.

Nagle plecak Jeremiego zaczął dzwonić. Chłopak wahał się przez chwilę, po czym otworzył go pewnym ruchem.

– Niezły ten nowy dzwonek w twoim telefonie! – zażartował Odd.

– To nie telefon, tylko mój komputer, i właśnie to mnie martwi…

Mózg grupy otworzył swojego laptopa, a na ekranie natychmiast wyświetlił się komunikat alarmowy.

„Wieża aktywowana”? Co to znowu za historia?

– Twój program nie jest zaktualizowany czy co? – spytał „Félin” (Odd), wciąż żartobliwym tonem, ale teraz i on zaczyna się niepokoić.

– Tak, to na pewno błąd oprogramowania, powinienem go odinstalować – dodał pospiesznie Jeremie, stukając w klawiaturę.

Zapadła cisza. Ulrich zdecydował się ją przerwać:

– Jeremie, myślisz, że Xana przeżył?

– Nie, to niemożliwe! – zdenerwowała się Yumi. – Pokonaliśmy Xanę! Dlaczego miałby nagle pojawić się znowu po kilku miesiącach!? To nie ma sensu!

Młody informatyk próbował zachować zimną krew.

– Spokojnie. Nawet gdyby Xana przeżył, potrzebowałby kodów źródłowych swojego pierwotnego programowania, by się odnowić. Te kody są w pamięci wewnętrznej Superkomputera, a my przecież wyłączyliśmy Superkomputer.

– To dlaczego wieża jest aktywowana!? – zripostowała Japonka.

Ulrich zmiażdżył łyżeczką jogurt na swoim talerzu.

– Musimy iść sprawdzić to w fabryce.

Nasza piątka bohaterów wstała od stołu bez słowa i kieruje się do wyjścia. Samuraj rzucił odległe i nieufne spojrzenie w kierunku Williama, który zdaje się nie zwracać na nich uwagi. W rzeczywistości, wysoki brunet widział, jak wstają od stołu, słyszał nawet całą ich rozmowę. W momencie, gdy Ulrich na niego patrzył, on po prostu spoglądał na zegarek, bo postanowił dać im dwie minuty przewagi, zanim ruszy w pościg, by nie zostać zauważonym.

Z pewną nostalgią zmieszaną z niepokojem nasi poszukiwacze przygód pokonali trasę niegdyś tak znajomą: między Kadic a fabryką, przechodząc przez kanały.

Po dotarciu przed fabrykę, Yumi spytała Jeremiego:

– Może jacyś ludzie weszli przypadkiem do fabryki w czasie wakacji? To nie byłby pierwszy raz…

– Właśnie – odpowiedział Jeremie, uruchamiając windę. – Aby uniknąć sytuacji, w której byle kto włamuje się do tajnego sektora fabryki, zainstalowałem system rozpoznawania DNA, tak aby tylko osoby, których DNA zostało zmienione przez skaner podczas wirtualizacji, mogły uzyskać dostęp do laboratorium, serca Superkomputera czy sali skanerów.

Winda towarowa zatrzymała się i drzwi otworzyły się, odsłaniając włączony Superkomputer.

– Tego się właśnie obawiałem – odparł informatyk, podchodząc do przełącznika. – Ktoś ponownie włączył Superkomputer. A aktywowana wieża dowodzi jasno, że Xana przeżył.

– I co z tego? – zripostował Odd, wzruszając ramionami. – Wystarczy go znowu wyłączyć i hop, dobranoc Xana!

– Nie, na razie priorytetem jest dezaktywacja wieży, by powstrzymać Xanę przed odnowieniem się – odpowiedział Jeremie, wyciągając kartę elektroniczną z Superkomputera. – Poza tym musimy koniecznie odkryć, kto go włączył i jak, by powstrzymać go przed zrobieniem tego ponownie.

Podczas gdy Jeremie przeglądał kartę elektroniczną, by zapoznać się z ostatnimi operacjami wykonanymi na Superkomputerze, jego czworo przyjaciół przyglądało się sobie nawzajem z podejrzliwością.

– Odd, nie masz nam czegoś do powiedzenia przypadkiem? – przepytuje go Ulrich.

– No tak, znowu będzie na mnie! – oburzył się „Félin” (Odd), urażony tak szybkim oskarżeniem.

– Jeśli to ty go włączyłeś, radzę ci powiedzieć nam o tym natychmiast – zagroziła mu Yumi.

– A jak niby miałbym go włączyć?! Byłem na wakacjach!

– I co z tego? – naparł Samuraj, przekonany, że jego współlokator ma z tym coś wspólnego. – Mogłeś go bardzo dobrze włączyć PRZED wyjazdem na wakacje.

– To bzdura! – zdenerwował się Odd. – Gdybym to zrobił, Xana mógłby aktywować wieżę w dowolnym momencie lata, kiedy byliśmy na wakacjach! Jeremie nie miał nawet Internetu, ale ostatecznie Xana wolałby poczekać, aż wszyscy wrócimy, żeby przejść do działania!? To kompletnie debilne!

– W takim razie opowiedz nam ze szczegółami, co robiłeś wczoraj, po powrocie z wakacji.

– Wszyscy wróciliśmy wczoraj, dlaczego pytacie akurat mnie, co robiłem!? To mógłby równie dobrze być jeden z was! A tak w ogóle, Aelita nawet nie wyjechała na wakacje, więc jest bardziej podejrzana ode mnie!

Dziewczyna o różowych włosach ledwo otworzyła usta, gdy Yumi chwyciła Odda za kołnierz:

– Teraz wystarczy! Jesteś jedynym, który jest na tyle nieodpowiedzialny, by włączyć Superkomputer bez mówienia nam o tym, więc przestań oskarżać byle kogo i gadaj!

– Puść mnie! Ulrich, powiedz jej, żeby mnie puściła!

Brunet nie odezwał się, pogrążony w myślach, więc Odd bronił się dalej:

– Mówię wam, że to nie ja! Nie mam z tym nic wspólnego! A nawet gdybym włączył Superkomputer dla zabawy, wyłączyłbym go zaraz potem! Nie jestem aż tak głupi!

Japonka zawahała się, po czym w końcu puściła swojego podejrzanego:

– Winny musi być wśród nas, skoro jest system rozpoznawania DNA.

Odd zaczepił Jeremiego, wciąż zajętego czytaniem karty elektronicznej:

– Einstein, zamiast zgrywać niewiniątka, możesz nam powiedzieć, co robiłeś przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny?

– Bardzo śmieszne – odpowiedział, nawet nie odrywając wzroku od lektury.

Widząc, że geniusz wydaje się pochłonięty rozszyfrowywaniem informacji, które ma przed oczami, Ulrich spytał:

– Znalazłeś coś?

Jego kolega w okularach włożył kartę z powrotem do Superkomputera:

– Wszystko, co mogę stwierdzić na tę chwilę, to że rzeczywiście nastąpiło ręczne włączenie. Teraz możemy kontynuować oskarżenia bez dowodów, albo możemy iść zająć się Xaną.

Po kilku wymianach spojrzeń Samuraj podjął decyzję za grupę:

– Dobra, zajmiemy się tym później. Chodźmy dezaktywować wieżę.

Jego czworo przyjaciół w milczeniu skierowało się do windy towarowej, której drzwi dziwnym trafem zamknęły się podczas ich dyskusji, jednak nikt nie zwrócił na to uwagi: byli zbyt zajęci próbą mentalnego zidentyfikowania sprawcy włączenia maszyny.

Drzwi windy otworzyły się: Wojownicy Lyoko cofnęli się gwałtownie, widząc pojawiającego się przed nimi Williama:

– Tym razem idę z wami!

– William!? Co ty tu robisz? – spytała zdumiona Aelita.

– Mam wciąż rachunki do wyrównania z Xaną.

Ulrich podszedł do niego:

– I to dlatego odważyłeś się włączyć superkomputer?

– Co!? – krzyknęła dziewczyna o różowych włosach, coraz bardziej zaskoczona.

– No tak! – pociągnęła Yumi. – Poza nami, William jest jedynym, który może przejść przez system rozpoznawania DNA, bo był już wirtualizowany!

Jeremie spróbował uspokoić dyskusję:

– Ej, spokojnie. Może jest trochę za wcześnie, by z całą pewnością stwierdzić, kto włączył Superkomputer.

– Dzięki, że mnie bronisz, Jeremie – ucieszył się wysoki brunet. – No więc? Na co czekamy, idziemy?

– Żebyś znowu dał się „zxanafikować”? – zripostował Odd, krzyżując ramiona. – Nie bierz tego do siebie, William, ale pod kontrolą Xany jesteś jeszcze bardziej namolny niż w naturze.

Były Wojownik Xany pozostał pewny siebie:

– O to się nie martw, sporo trenowałem tego lata, fizycznie, jak i mentalnie. Więc zdziwiłbym się, gdyby Scypozoi udało się ponownie przejąć kontrolę nad moim mózgiem. Zresztą, musiałaby najpierw zdołać mnie rozbroić.

– Wciąż taki szpaner, jak widzę – odpowiedział Ulrich. – Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie dzięki temu cię dopadła.

– Wystarczy! – krzyknął Jeremie. – Zresztą, ostatnim razem, gdy odmówiliśmy wysłania Williama do Lyoko, został opętany przez Xanę w fabryce, więc równie dobrze lepiej go zwirtualizować. A teraz nie traćmy czasu i chodźmy dezaktywować wieżę, zanim Xana się odnowi!

Samuraj rzucił groźne spojrzenie swojemu wielkiemu rywalowi.

– Idziemy.

Udali się więc do sali skanerów, podczas gdy Jeremie usiadł przed interfejsem.

– Aktywowana wieża znajduje się w Sektorze Pustynnym. Gotowi na nurkowanie?

– Kiedy tylko chcesz, Einstein! – odpowiada Odd, entuzjastyczny mimo okoliczności.

– Transfer Odda. Transfer Ulricha. Transfer Williama. Skan Odda. Skan Ulricha. Skan Williama. Wirtualizacja.

Japonka przygotowywała się, by wejść do jednej ze świetlistych kabin, gdy Aelita ją zaczepiła:

– Yumi…?

– Co?

– Mam… Chciałam tylko…

– Pogadacie później, dziewczyny – przerwał im Jeremie. – Na razie musimy powstrzymać Xanę przed odnowieniem się, więc pośpieszcie się i wchodźcie do skanerów.

– Jesteśmy na miejscu – skwitowała Geisha.

– Transfer Aelity. Transfer Yumi. Skan Aelity. Skan Yumi. Wirtualizacja.

Dwie młode dziewczyny pojawiły się w Lyoko: tak jak Odd i Ulrich tuż przed nimi. Ich spojrzenia natychmiast przeszły na Williama: choć symbol Xany zniknął z jego twarzy i został zastąpiony przez nachodzące na siebie trójkąty na jego torsie i mieczu, wysoki brunet zachował swój czarny strój z czasów, gdy był kontrolowany przez Xanę.

– Jeremie? – spytała Yumi. – Czy możesz nam potwierdzić, że William jest tym razem naprawdę po naszej stronie?

– Nie zwracajcie uwagi na strój – odpowiedział Operator. – To raczej dobra wiadomość: według komputera William zachowuje mniej więcej te same moce co wcześniej, z tą różnicą, że nie jest już zasilany energią przez Xanę. Nie może już używać mocy w sposób ciągły, jak to robił, gdy walczył z wami.

– A! – krzyknął Odd. – Tak mi się właśnie wydawało, że Xana dawał mu jakby lekką przewagę podczas walk!

– I ta przewaga energetyczna pozwalała mu zmiażdżyć was wiele razy – sprecyzował Jeremie. – To bez wątpienia dzięki jego własnej woli William powstrzymywał się, mimo kontroli, jaką Xana nad nim sprawował.

Yumi przypomniała sobie wtedy kilka rzadkich chwil, gdy wydawało jej się, że może z nim rozmawiać:

– To prawda, William? Przez ten cały czas walczyłeś z wpływem Xany?

Zainteresowany wzruszył ramionami:

– To możliwe, moje wspomnienia z tego okresu są dość mgliste.

– A moje wspomnienia są bardzo wyraźne – powiedział Ulrich. – Zajadałeś się, próbując nas unicestwić, tak jak prosił cię twój Pan.

Dawny przeciwnik Ulricha był o krok od utraty panowania nad sobą, ale zacisnął zęby, by odpowiedzieć z fałszywie swobodną miną:

– Ależ skąd. Daj spokój, gdybym naprawdę chciał was unicestwić, bylibyście martwi co do jednego…

To oświadczenie sprawia, że towarzyszy przeszedł dreszcz: z wyjątkiem Odda, który nie stracił okazji do przechwałek:

– Cóż, ja pamiętam, że pokonałem cię jeden na jednego, więc nie bądź taki mądry!

– Dość gadania – odparł Jeremie. – Wysyłam wam pojazdy. Aelita, wsiądź z Yumi na hulajnogę, a William z Oddem na deskę.

– Dlaczego to ja muszę wziąć Williama? Nie zgadzam się, chcę głosowania! Kto jest za?

Ulrich i Yumi podnieśli rękę.

– Kto jest przeciw?

Odd podniósł rękę.

– Dwa do jednego – podsumował Ulrich. – Problem rozwiązany.

– Żądam ponownego przeliczenia!

– Nie mamy czasu do stracenia! – skarcił go Jeremie. – Dobra, wieża znajduje się na południowy zachód od waszej pozycji.

– Jazda!

Rozpędzeni z pełną prędkością po pomarańczowych wielokątach Sektora Pustynnego, bohaterowie szybko wczuwają się w klimat tego miejsca..

Ulrich spytał, mimo wszystko:

– Jeremie, myślisz, że Xana jest już w stanie wysłać nam komitet powitalny?

– Dopóki Xana nie zakończył procesu odnawiania, jest bardzo słaby. Możliwe, że nawet nie wykrył waszego przybycia na Lyoko. Ale miejcie się na baczności. Jeśli nie uda nam się dezaktywować wieży, odzyska całą swoją moc, a to nie wchodzi w grę. Odd, powierzam ci ochronę Aelity w pierwszej kolejności.

– Zrozumiałem, Einstein! Ale… żebym ją chronił, byłoby lepiej, gdyby wsiadła ze mną na deskę, a William pojechał z Yumi, nie sądzicie?

– Odd, wystarczy.

Nagle ich śladem podążyły latające potwory i zaczęły do nich strzelać. Jeremie ostrzegł ich natychmiast:

– Uwaga! Trzy Szerszenie za wami!

Podczas gdy Odd i Ulrich zboczyli z trasy, by stawić czoła napastnikom, Yumi odsunęła się lekko na bok, by uniknąć lasera, który był w nią wycelowany. Hulajnoga oberwała pociskiem, który mierzył w jeden z innych pojazdów, i zniknęła, powodując upadek dwóch pasażerek.

Podczas gdy Ulrich zniszczył jednego szerszenia, Odd zanurkował deską, by złapać Aelitę, która zwlekała z rozwinięciem skrzydeł, i by umożliwić Williamowi złapanie Yumi.

– W porządku Odd, możesz lecieć w górę! – zniecierpliwił się William, widząc zbliżającą się coraz bardziej ziemię.

– Ehm, chciałbym – odpowiedział pilot z zakłopotanym uśmiechem – ale cztery osoby są tu za ciężkie… nie kontroluję trajektorii!

Czterej pasażerowie mieli zaledwie chwilę, by zeskoczyć, zanim fioletowa deska się rozbije.

Odd podniósł się natychmiast:

– Dobra, próbujemy wsiąść w piątkę na motor?

– Uwaga! – krzyknęła Aelita i popchnęła go, by uniknął otrzymania strzału od jednej z Tarantul, które właśnie pojawiły się wokół nich.

– Uff! Dzięki Aelita! Ale wiesz, normalnie to ja mam chronić ciebie!

Pojawiły się również Karaluchy i Kraby, i czwórka wojowników, którzy wylądowali awaryjnie. Pozostało im podjąć walkę na ziemi. Jedna Tarantula została zniszczona przez motocykl, który się na niej rozbił, bo Ulrich właśnie katapultował się z pojazdu, by dołączyć do walki wręcz. Pozbył się również dwóch ostatnich szerszeni.

Yumi chroniła się swoimi wachlarzami, ale ilość pocisków była ogromna.

– Jeremie, to ty mówiłeś, że Xana jest na razie bardzo słaby?… Hej Jeremie, słyszysz mnie?

– Halo, Einstein? Laserowa strzała! Halo…?

Ich operator w końcu odpowiedział:

– Tak, dwie sekundy, sprawdzam coś ważnego…

– Podaj nam tylko ranking w takim razie!

– Ulrich prowadzi, tuż za nim William. Odd, jesteś trzeci.

Informatyk przełączył się natychmiast na okno systemu monitoringu fabryki, by obejrzeć pierwsze nagrania, które nastąpiły po ponownym włączeniu superkomputera:

„Tak podejrzewałem…” – powiedział sam do siebie, po czym wrócił na ekran radaru.

– Uwaga! – ostrzegł swoje wirtualne oddziały, widząc nowe jednostki wroga w ich obszarze. – Bloki nadciągają prosto na was! Oraz dwa Megaczołgi!

– A wieża, daleko jeszcze? – niecierpliwiła się Yumi: obawiała się, że coraz liczniejsze potwory uniemożliwią drużynie dotarcie do celu na czas.

– Jest w wąwozie tuż na zachód od waszej pozycji! Już zapomnieliście o tym miejscu?

– Chyba wiem, o jakiej wieży mówisz, ale tu nie ma wąwozu… – stwierdził Ulrich, który nadal zabijał potwory, rzucając okiem na otoczenie między dwoma ciosami szabli.

– Może pomyliliśmy drogę? – zasugerował Odd, skacząc na grzbiety Krabów, by zyskać widok z góry. – Problem Pustyni polega na tym, że wszystkie wysuszone równiny wyglądają tak samo!

– Nie, to na pewno tutaj! – nalegał Jeremie. – Jakieś pięćdziesiąt metrów na zachód! Nie widzicie krateru albo nawet jeziora, pod którym Xana ukryłby wąwóz?

– Jest tylko płaski teren… – odpowiedziała zdezorientowana Aelita, podczas gdy potwory, które wciąż się pojawiały, zaczęły ich otaczać.

– Zaraz zobaczymy! – krzyknął William, wymierzając potężnego kopniaka w Karalucha: ten poleciał kilkadziesiąt metrów w kierunku wskazanym przez Jeremiego.

Ale zamiast upaść na ziemię, małe stworzenie przeleciało przez nią.

– Fałszywa podłoga! – powiedział Ulrich, który widział, jak Karaluch przeniknął przez “dekorację” pod koniec swojego lotu.

– Wieża zakłóca mój ekran radaru! – poinformował Jérémie. Nie mógł przeanalizować budowli zainfekowanej wirusem. – Xana próbuje zyskać na czasie!

– To znaczy, że jest bliski osiągnięcia celu… – domyślił się wysoki brunet.

– Tych potworów jest tu za dużo! – odparła Yumi, rozumiejąc, że iluzja wygenerowana przez ich wroga wystarczająco opóźniała nastolatków. Spełniały rozkazy swego pana: trzymały ich daleko od celu.

Aelita rozwinęła skrzydła:

– Osłaniajcie mnie! – zawołała, wzbijając się w powietrze, by przelecieć nad Krabami i Blokami, które tworzyły zaporę.

– Nie Aelita! Czekaj!! – krzyknął Jérémie. – Nie idź tam!!

Nie zważając na jego ostrzeżenie, skrzydlata dziewczyna rozpędziła się, unikając strzałów potworów, po czym zanurkowała przez fałszywą podłogę, by w końcu dotrzeć do wąwozu, na dnie którego znajdowała się aktywowana wieża:

– Jestem!! – oznajmiła, schodząc w kierunku podstawy białej kolumny otoczonej czerwoną aurą.

– To pułapka!! – spanikował informatyk, który właśnie ustabilizował swój radar. – Wracaj natychmiast w górę!!

Różowowłosa nie miała czasu na reakcję: dwa Megaczołgi, które Jeremie wykrył, wyłoniły się zza wieży i jednocześnie zaczęły ładować swoje ataki, by ją zestrzelić.

– O nie… – szepnęła Aelita, rozumiejąc, że wpadła prosto w paszczę lwa.

Masywne opancerzone kule uwolniły swoje promienie i zaczęły obracać się, próbując zmiażdżyć ofiarę między dwoma skrzyżowanymi wiązkami. Aelita rozpostarła pole siłowe w każdej dłoni, by sparować dwa szerokie, świetliste dyski, które na nią napierały, jednocześnie trzepocząc skrzydłami, by pośpiesznie nabrać wysokości.

– Aelita!! Wynoś się stamtąd!!! – krzyknął Jeremie..

– Trzymaj się, nadchodzimy! – krzyknął jej Ulrich, uruchamiając Supersprint, by zgubić potwory i ruszyć na ratunek przyjaciółce.

Aelita stawia opór, próbując machać skrzydłami, ale w momencie, gdy jest bliska ucieczki przed promieniami Megaczołgów, widzi kumulującą się mroczną energię nad szczytem wieży, tworzącą symbol Xany…

– Jeremie!? Tu jest…!! AAAAAAH!?!

Za późno. Błyskawicznie porażona straszliwym czerwono-czarnym promieniem, który istota energetyczna właśnie wystrzeliła, by przebić awatara elfa o różowych skrzydłach, strażniczka Lyoko, pozbawiona Punktów Życia, dezintegruje się.

– Aelita!? AELITA !!? NIIIEEEEE !!!

Słysząc jego okrzyk rozpaczy, pozostali zrozumieli, że stało się coś złego:

– Jeremie!? Co się stało!?

– Te dwa… te dwa Megaczołgi, które widziałem na radarze… były ukryte za wieżą, czekały na Aelitę…

– Co!?

– Chcesz powiedzieć, że ją dopadły!?

– Została zdewirtualizowana… – potwierdził smutno bezradny informatyk. – Już nic nie powstrzymuje naszego wroga przed ukończeniem odnowy…

Podczas gdy zdezorientowani wojownicy niszczyli ostatnie potwory, próbując pojąć, co się wydarzyło, niebo Lyoko pociemniało, a fałszywa podłoga ukrywająca wieżę zniknęła, odsłaniając zainfekowaną budowlę. Wydobywał się z niej teraz ogromny wir czarnej energii. Wir zaczął przekształcać się w mroczną chmurę, po czym zniknął w oddali.

Wirtualne niebo stopniowo odzyskało swój blask, ale Wojownicy Lyoko wiedzą, że przegrali tę bitwę.

Ulrich posłał Williamowi mroczne spojrzenie:

– Zadowolony jesteś? Teraz, gdy Xana się odnowił, będziesz mógł się zemścić. Dobra robota.

– Ty zaczynasz mnie poważnie denerwować… – odpowiedział mu wysoki brunet, grożąc mu swoim mieczem.

Samuraj wzniósł swoje szable w odpowiedzi:

– A, to już? Już jesteś z powrotem pod kontrolą Xany?

– Nie, ale i tak cię uciszę!

William zaszarżował na Ulricha, który zrobił unik, a potem zaatakował w rewanżu: dwaj rywale stanęli naprzeciw siebie w walce równie zaciekłej, co absurdalnej.

Z drugiej strony Odd, który nie miał już ochoty na żarty, upadł na kolana i uderzył pięściami w ziemię.

– To moja wina! Miałem chronić Aelitę! Gdybym poleciał za nią do wąwozu…!

Yumi położyła mu rękę na ramieniu.

– To nasza wina, nas wszystkich. Mieliśmy misję i wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za tę porażkę.

Ulrich zablokował miecz Williama, krzyżując swoje dwie szable.

– Żartujecie!? Nie bylibyśmy w tym punkcie, gdyby William nie włączył znowu…

– Zamknij się! – przerwał mu przeciwnik, opuszczając po raz kolejny swoje ciężkie ostrze.

Z sali skanerów dobiegł niepewny głos Aelity:

– Przestańcie się kłócić, to moja wina…

Samuraj uparł się:

– Gdyby William nie włączył Superkomputera, to wszystko by się nie…

– Ale to JA go włączyłam!! – wybuchła ich pokonana towarzyszka.

Fala zdumienia przeszywa Wojowników Lyoko:

– Hę?

– Co?

Odd podniósł głowę:

– Ale nie, to nie może być Aelita!… Einstein, powiedz coś!

Jeremie waha się, po czym rezygnuje i wyjaśnia im:

– To rzeczywiście Aelita włączyła Superkomputer. Kiedy sprawdzałem wcześniej kartę dostępu, odkryłem, że Superkomputer został uruchomiony trzy dni temu, a poza Aelitą wszyscy wróciliśmy z wakacji dopiero wczoraj. Potem przyszedł William, a co do niego, nie wiedziałem, czy wyjeżdżał, czy nie. Więc, żeby ustalić, kto go włączył, przejrzałem nagrania z kamer monitoringu, które musiały włączyć się w tym samym czasie, co Superkomputer. Zobaczyłem na nich Aelitę.

Ulrich przestał walczyć z Williamem:

– Aelita? To prawda?

– Tak… i bardzo mi przykro. Nie myślałam, że Xana przeżył i że nieświadomie daję mu okazję do odnowienia się. Teraz wrócił i to całkowicie moja wina.

– Ale dlaczego!? – spytała Yumi, wciąż w szoku. – Dlaczego włączyłaś Superkomputer!? Wszyscy zgodziliśmy się, by zakończyć to wszystko! Co cię podkusiło, żeby zrobić coś takiego!?

Aelita wzięła głęboki oddech.

– Ponieważ w dniu mojej pierwszej wirtualizacji do Lyoko, lata temu, obiecałam ojcu, że nigdy go nie zapomnę, nigdy go nie opuszczę, i wiem, że on wciąż żyje gdzieś w Lyoko, jestem tego pewna!

Jeremie zdewirtualizował resztę osób, podczas gdy Aelita kontynuowała.

– Wszyscy mamy powód, by walczyć. Obowiązek, zabawa, bohaterstwo albo zemsta. Ja walczę, by odnaleźć mojego ojca i nie mogę się poddać, dopóki mam nadzieję, że mi się uda…

Otarła oczy pełne łez, po czym zobaczyła wokół siebie Yumi, Odda, Ulricha i Williama.

– Przepraszam… Byłam samolubna… i… zdradziłam was.

Jeremie dołączył do nich.

– Nie, Aelita. To my byliśmy samolubni w dniu, w którym wyłączyliśmy Superkomputer ze strachu, że Xana wróci, zamiast dalej szukać Hoppera. Nasza misja nie była skończona i czas podjąć ją tam, gdzie ją przerwaliśmy.

I, ku wielkiemu zdziwieniu jego ukochanej, ich towarzysze pokiwali głowami na znak zgody: przerażeni ewentualnością powrotu ich wroga, nie pomyśleli ani przez chwilę, że ojciec Aelity może wciąż żyć i że to w pełni uzasadnione, że Aelita chce go odnaleźć za wszelką cenę.

Jeremie wyciągnął rękę:

– Czy jesteście gotowi ponownie chwycić za broń, dopóki nie odnajdziemy Franza Hoppera i nie zniszczymy Xany ostatecznie?

Aelita wyciągnęła swoją rękę:

– Dziękuję Jeremie. Dziękuję…

Ulrich wyciągnął swoją rękę:

– Aż do końca misji.

Odd odzyskał uśmiech i wyciągnął rękę:

– I jazda od nowa!

Yumi wyciągnęła rękę:

– Nie zmienia się zwycięskiej drużyny.

Odwrócili się do Williama, a Ulrich uśmiechnął się do niego:

– William, zgadzasz się być jednym z nas?

Ten uśmiechnął się w odpowiedzi, wyciągając rękę:

– Nie możecie się już beze mnie obejść!

Wychodząc z fabryki, Yumi spytała Ulricha, czy może z nim porozmawiać na osobności.

– No to idziesz? – niecierpliwił się Odd.

– Ehm, nie – odpowiedział jego współlokator. – Odprowadzę Yumi. Nie czekajcie na mnie.

– Jak chcesz – skwitował, zamykając klapę prowadzącą do kanałów.

Ulrich i Yumi rozpoczęli więc drogę przez park.

– Więc, co chciałaś mi powiedzieć?

– Chciałam cię zapytać, dlaczego zmieniłeś zdanie co do Williama po tym wszystkim, co nam zrobił. Jesteś pewien, że nie przeszkadza ci, że dołącza do zespołu?

– Jeśli byłem na niego tak wściekły na początku… – zaczął wyjaśnienia Samuraj – …to dlatego, że byłem przekonany, że włączył Superkomputer, by zemścić się na Xanie, ale myliłem się. Więc też, naturalnie… zaproponowałem mu, by do nas wrócił. Poza tym, jest bardzo dobrym Wojownikiem i jest zdeterminowany, by pokonać Xanę co najmniej tak samo jak my.

Ulrich zrobił pauzę, po czym zapytał:

– A tobie to nie przeszkadza?

Japonka wzruszyła ramionami:

– Myślę, że ma prawo do drugiej szansy.

Jej przyjaciel skinął głową, po czym zmienił temat:

– Właściwie to martwię się raczej o Aelitę… Nie dlatego, że włączyła Superkomputer, bo w końcu nikt nie mógł podejrzewać, że Xana przeżył, ale… jeśli zrobiła to w nadziei na odnalezienie ojca, ryzykuje wielkim rozczarowaniem. Jeśli odkryjemy, że on naprawdę nie żyje…

– Podzielam tę obawę, ale, z drugiej strony, to nie byłby pierwszy raz, gdy przeczucie Aelity sprawdziłoby się w świecie wirtualnym. Więc, jeśli Franz Hopper rzeczywiście żyje, jak ona przeczuwa, musimy przynajmniej spróbować go odnaleźć.

Dzień dobiegł końca. Dwoje nastolatków znajdowało się zaledwie kilka domów od miejsca zamieszkania rodziny Ishiyama, gdy podczas przechodzenia przez aleję zachodzące słońce ich oślepiło. Zatrzymali się na chwilę na środku drogi. Wiatr rozwiał włosy Yumi, gdy nagle samochód nadjechał prosto na nich z dużą prędkością. Ulrich chwycił swoją towarzyszkę za rękę i przebiegli na najbliższy chodnik. Pociągnięta pędem, Japonka wylądowała ciałem przy ciele chłopaka, przyciśniętego plecami do muru. Minęło kilka sekund, pozostali nieruchomi, przytuleni do siebie, wpatrując się w siebie, po czym Ulrich w końcu odzywa się:

– Yumi, słuchaj, ja… Dużo myślałem tego lata, o nas dwojgu, i…

Ale zanim zdążył dokończyć zdanie, Geisha zakryła usta kolegi dłonią:

– Ja też dużo myślałam tego lata, ale… Xana wrócił, więc to nie czas, by sobie folgować. Misja musi być ważniejsza niż wszystko inne. Uczucia będą musiały poczekać.

Samuraj otworzył szeroko oczy i chwycił Japonkę za nadgarstek, by znów zabrać głos:

– Więc to o to chodziło? „Kumple i to wszystko”?

Yumi uwolniła rękę szybkim gestem, ale Ulrich chwycił ją za ramiona i przycisnął z kolei plecami do muru, kontynuując:

– Bałaś się zaszkodzić misji, jeśli bylibyśmy parą, więc chciałaś, żebym wierzył, że nic między nami nie ma, dopóki nie pokonamy Xany?

– Brawo, wreszcie zrozumiałeś – przyznała Japonka, wciąż przytrzymywana przy ścianie budynku za nią. – I, co teraz robimy? Wypomnimy sobie błędy? Nie będziemy odzywać się do siebie? Czy może zrobimy to, co powiedziałam: nie pozwolimy temu, co jest między nami, stanąć na drodze naszej misji, bo to nasza odpowiedzialność?

– Nie, mam o wiele lepszy pomysł… – oświadczył młody mężczyzna, puszczając ramiona swojej rozmówczyni, by zaskoczyć ją, kładąc dłonie na jej policzkach.

– …Hej!? Co ty r…!?

Ostatnie pytanie Yumi pozostało niedokończone, przerwane przez długi pocałunek, który skradł jej Ulrich.

Samuraj w końcu odsunął się z wielkim uśmiechem satysfakcji:

– I co? Wciąż masz ochotę czekać, aż Xana zostanie pokonany, żeby sobie „pofolgować”?

Yumi zamilkła, wpatrując się w Ulricha z wyrazem złości. Poczuła się urażona, że odważył się ją pocałować, podczas gdy właśnie wyjawiła mu, dlaczego nie chce z nim chodzić w tym momencie…ale rumieniec barwiący policzki pięknej Japonki zdradził jej prawdziwe uczucia: uwielbiała ten niespodziewany pocałunek.

– Jeśli to cię może uspokoić – kontynuował jej “kolega”. – Czuję się w pełni zdolny do zarządzania naszym związkiem bez utrudniania walki z Xaną. Ale, jeśli wolisz jeszcze poczekać, uszanuję twój wybór. Decyzja należy do ciebie.

Yumi jest wściekła, ale Samuraj trafił w sedno: czekali już zbyt długo i sama Yumi nie mogła dłużej powstrzymywać swoich miłosnych uczuć:

– …Lepiej, żebyś stanął na wysokości zadania, bo jeśli znowu zawalimy naszą misję, to ci nie daruję! – pogroziła mu, po czym rzuciła mu się w ramiona, by pocałować go w rewanżu. Była gotowa uwierzyć, że problemy wokół nich przestaną istnieć przynajmniej na czas trwania tego pocałunku.

– I JEST! – krzyknął Odd na przeciwległym chodniku, przybijając piątkę Williamowi, który odpowiedział mu śmiechem:

– Widzisz!? Mówiłem ci, że to będzie dziś wieczorem!

Ulrich i Yumi spojrzeli na nich, zaskoczeni.

– Ale co wy tu robicie, wy dwaj!? – spytała Yumi.

– Cóż, właściwie… – odpowiedział Odd, z szerokim uśmiechem – …kiedy powiedziałem Williamowi, że Ulrich cię odprowadza, zapewnił mnie, że wykorzystacie to, by w końcu wyznać sobie uczucia. Więc, żeby tego nie przegapić, postanowiliśmy was śledzić!

– To był jego pomysł! – sprecyzował rozbawiony wspólnik.

– Odd, jesteś jeszcze gorszy niż mój mały brat! – Yumi zaczęła zabijać go wzrokiem.

Ulrich, który z trudem ukrył uśmiech, zmienił temat:

– Porozmawiajmy trochę poważniej. William, chciałem cię przeprosić za oskarżenie, ale…dlaczego nie powiedziałeś nam jasno od początku, że nie masz z tym nic wspólnego?

– Cóż, szczerze mówiąc – odpowiedział wysoki brunet, nieco zmieszany – po tym całym czasie spędzonym pod kontrolą Xany, chyba rozwinąłem z nim nieopisywalną więź. To ta więź pozwoliła mi wiedzieć, że nasz wróg nie został całkowicie zniszczony, i trenować potem. Trzy dni temu poczułem intensywną aktywność, co skłoniło mnie do myślenia, że Superkomputer został włączony. Ale, zastanawiając się nad tym, nie mogłem być pewien, czy to nie ja to zrobiłem, bo tego lata zdarzało mi się budzić, nie wiedząc, gdzie jestem…

Te rewelacje są stosunkowo niepokojące, ale Samuraj uspokoił swojego kolegę z drużyny:

– Nie martw się. Kiedy skończymy z Xaną, odzyskasz spokojne życie.

Yumi pozostała sceptyczna:

– Powinieneś mimo wszystko poprosić Jeremiego, żeby przeskanował cię, aby upewnić się, że twoje zdrowie nie jest bezpośrednio zagrożone.

Odd wzniósł oczy ku niebu.

– I pomyśleć, że Einstein i Aelita przegapili wasz pierwszy pocałunek…

Nawet gdyby Jeremie wiedział o wielkim kroku naprzód, jaki Ulrich i Yumi zrobili razem, pozostawiłoby go to stosunkowo obojętnym. Młody informatyk miał inne zmartwienia na głowie, biorąc pod uwagę, że ich wróg powrócił. Siedząc przed potężnym komputerem, który zajmował sporą część biurka w jego pokoju w Kadic, mózg Wojowników Lyoko ponownie wdrażał procedury łączące jego osobistą maszynę z tą w fabryce, w przewidywaniu nadchodzących misji.

Perspektywa spędzenia kolejnych bezsennych nocy na stawianiu czoła nowym niebezpieczeństwom nie martwiła go jednak tak bardzo, jak ryzyko, że Xana nie jest jedyną rzeczą, która niespodziewanie powróci. Kończąc pospiesznie ich przygody po zniknięciu wirusa Lyoko i jego twórcy, chłopak w okularach miał nadzieję, że pewne sekrety mogą pozostać pogrzebane na…

…zawsze…

– …Mogę wejść? – nagle rozszedł się głos Aelity, która dyskretnie uchyliła drzwi pokoju, wyrywając Jeremiego z zamyślenia.

– Oczywiście – odpowiedział bez wahania.

Nastolatka zamknęła za sobą drzwi, po czym usiadła obok niego:

– Wiesz, naprawdę mi przykro, że Xana wrócił przeze mnie. Nie musisz udawać, że nie masz mi tego za złe…

Jej kolega uśmiechnął się do niej:

– Jak mógłbym mieć ci to za złe, skoro z nas dwojga to ja jestem bardziej odpowiedzialny?

Niedowierzająca dziewczyna przyjrzała się swojemu rozmówcy:

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Pamiętasz dzień, w którym wyłączyliśmy Superkomputer? Na początku, poza Yumi, nie mogliśmy się na to zdecydować z różnych powodów. Ja twierdziłem, że boję się stracić przyjaciół, bo nie miałem żadnych, zanim Lyoko nas połączyło, ale w rzeczywistości próbowałem zyskać na czasie. Kiedy w końcu zapytałem was ponownie, kto jest za wyłączeniem Superkomputera, wszyscy podnieśliście rękę, więc zadowoliłem się uśmiechem i wyłączeniem Lyoko, ale ja nie podniosłem ręki. W rzeczywistości wiedziałem, że mimo wszystko istnieje ryzyko, że Xana nie został całkowicie zniszczony, a przede wszystkim, że może jest nikła szansa, że twój ojciec wciąż żyje.

Aelita była oszołomiona:

– Czekaj, jak mogłeś wtedy wierzyć, że Xana lub mój ojciec nie zostali zniszczeni? Widziałam, jak mój ojciec umiera, a Xana został usunięty wraz ze wszystkimi swoimi Replikami!

– Wiem, ale w międzyczasie odkryłem istnienie „sanktuarium”, w którym mogliby się schronić. Żeby pokonać Xanę, stworzyłem program wieloagentowy, mający na celu zniszczenie wszelkich jego śladów. Franz Hopper przysłał mi dane, by go uzupełnić, tyle że jego dane zawierały też dodatkowe ograniczenie na system wieloagentowy, który zakodowałem. Później rozszyfrowałem te dane i odkryłem, że ograniczenie dodane przez Franza uniemożliwiało mojemu programowi działanie w sercu Superkomputera. Jak myślisz, dlaczego twój ojciec chciał za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której mój program dosięgnie Superkomputera?

Coraz bardziej zakłopotana Aelita zastanowiła się krótko i doszła do odpowiedzi:

– Żeby się zrematerializować!

– Dokładnie – kontynuował Jeremie. – Superkomputer to jedyny sposób Franza, by pewnego dnia wrócić między nas. On musiał więc upewnić się, że nasza broń nie zaryzykuje jego uszkodzenia.

Oczy Aelity rozbłysły:

– Więc miałam rację! Mój ojciec żyje!

– Tego nie mogę ci na razie potwierdzić z całą pewnością. Natomiast Xana okazał się bardzo inteligentny: kiedy uruchomiłem mój system wieloagentowy, nasz przeciwnik wiedział, że Franz spróbuje czegoś, by chronić Superkomputer, i wywnioskował z tego, że to jedyne miejsce, gdzie nie będzie zagrożony przez mój program. Schronił się tam więc, bardzo osłabiony, ale wciąż żywy. Kiedy odszyfrowałem dane twojego ojca, szybko zrozumiałem, że Xana mógł wykorzystać tę lukę, by przetrwać. Ale, mimo to, nic wam nie powiedziałem. Zadowoliłem się wyłączeniem Superkomputera zgodnie z planem, podczas gdy wiedziałem, że wciąż jesteśmy zagrożeni powrotem naszego wroga, jeśli faktycznie wykorzystał swoją szansę na uniknięcie całkowitego zniszczenia. Ty natomiast, kiedy włączyłaś Superkomputer, nie wiedziałaś, że Xana przeżył, więc jesteś mniej odpowiedzialna ode mnie za to, co się stało.

Wyznania Jeremiego nie przekonały jednak Aelity: dziewczyna wiedziała, że gdyby nie włączyła maszyny, którą zdecydowali się wyłączyć na dobre, wirus nie mógłby odzyskać sił.

Domyślała się jednak, że jeśli jej genialny kolega podzielił się z nią faktem, iż wiedział o istnieniu możliwości przetrwania Xany, to przede wszystkim z zamiarem ulżenia poczuciu winy, które odczuwa jego ukochana:

– Dziękuję Jeremie… – szepnęła, biorąc go w ramiona.

Zaczynając się czerwienić, młody chłopak poprawił okulary i szybko dodał:

– Co do twojego ojca, myślę, że będziemy musieli poszukać w Sektorze Piątym.

Aelita trochę rozczarowała się, że jej ukochany wciąż nie wykorzystuje okazji do zbliżenia się, ale nie zraziła się i spytała z uśmiechem:

– Chcesz, żebym pomogła ci przygotować misję?

Zachwycony pomysłem spędzenia z nią znowu czasu, ramię w ramię w tym pokoju, gdzie ich więź długo się rozwijała, Jérémie odwzajemnił uśmiech:

– Jak za starych, dobrych czasów.

Scena pierwotnie, w poprzednich wersjach usunięta: Pakt pocałunku

Po zaktualizowaniu laptopów, by były gotowe na odparcie kolejnych ataków Xany, Jeremie i Aelita powiedzieli sobie „dobranoc”. Różowowłosa dziewczyna dostrzegła pewne wahanie u Geniusza, jak gdyby o coś nie śmiał jej zapytać. Przechyliła głowę z uśmiechem, by dodać mu pewności siebie, a on w końcu zdecydował się zadać pytanie:

– Powiedz… teraz, gdy Xana wrócił, czy zamierzasz znowu potajemnie spotykać się z Oddem?

– Nie – odpowiedziała z pełną szczerością. – Z tobą jest mi bardzo dobrze.

– Mimo to, wcześniej nie miałaś z tym problemu… wiesz, że uszanuję twój wybór bez względu na wszystko, ale muszę wiedzieć…

– Nie potrafiłam pójść z tobą naprzód – wyjaśniła spokojnie, by go uspokoić – i bałam się, że Xana sprawi, iż zniknę, zanim zaznam miłości. Dlatego flirtowałam z Oddem, bo z nim wszystko było prostsze. Teraz, nawet jeśli dziś Xana wrócił i nawet, jeśli naprawdę ceniłam chwile spędzone z Oddem, nie zamierzam zaczynać z nim ponownej przygody, ani z nikim innym. Jest mi dobrze z tobą i chcę, żebyśmy dalej szli przez to razem, tylko my dwoje…

– Aelita…

Dziewczyna pocałowała go, po czym delikatnie chwyciła jego dłonie, by powoli przesunąć je wzdłuż swojego ciała, ale Jeremie ją powstrzymał:

– Ja… nie jestem pewien, czy jednak jestem gotowy… – bąknął, ponieważ przyspieszone bicie serca przyprawia go o zawrót głowy. – Możemy iść powoli, jeśli wolisz? Krok po kroku…

– Myślę… że lepiej będzie, jeśli na razie na tym poprzestaniemy… Gdyby ktoś nas nakrył, moglibyśmy mieć kłopoty…

– Kto mógłby nas nakryć w twoim pokoju w środku nocy?

– No… na przykład Jim…

– Faktycznie… – przyznała dziewczyna. Nieśmiałość, która paraliżowała jej ukochanego przy kontakcie z nią, czyniła go w jej oczach uroczym.

– Wrócimy do tego później, ale nie zwlekajmy zbyt długo: byłoby szkoda, gdyby Xana nas rozdzielił, zanim zdążymy spróbować.

– Nigdy nie pozwolę, by Xana nas rozdzielił.

Nagle ktoś dyskretnie puka do drzwi, sprawiając, że oboje podskoczyli.

– Myślisz, że to Jim? – szepnęła zaniepokojona Aelita.

– Jeśli to on, będziemy mieć przerąbane – odpowiedział Jérémie.

Wtedy usłyszeli Odda szepczącego przez drzwi:

– Einstein? Śpisz?

Oboje śpiesznie wpuścili kolegę i zamknęli drzwi.

– Co wy robiliście? – spytał Odd, zaskoczony obecnością Aelity.

– Przygotowywaliśmy następną misję – odpowiedziała mu z psotnym uśmiechem.

– Powiedz nam lepiej, dlaczego chciałeś mnie budzić w środku nocy – powiedział Jérémie.

– No cóż, mam wam do opowiedzenia długą historię… – przyznał. – Na początku lata zrobiłem wielkie głupstwo…

– Wiem o tym – uspokaja go informatyk. – Pewnej nocy wróciłeś do fabryki, by włączyć Superkomputer. Dowiedziałem się o tym później dzięki tej samej kamerze, która przyłapała Aelitę.

– Więc wiedziałeś? – zdziwił się Odd, widząc, że przyjaciel go nie skarcił.

– Oczywiście. Zresztą, domyślałem się, że nie oprzesz się pokusie powrotu tam choć raz. Mam nadzieję, że spodobała ci się pułapka, którą tam zostawiłem. Ale, biorąc pod uwagę, że zostałeś na Lyoko tylko kilka minut, zanim ponownie wyłączyłeś Superkomputer, założyłem, że chciałeś po prostu zrobić sobie krótką wycieczkę wspominkową i nie miałem ci tego za złe. Gdybym widział, że chodzisz tam regularnie, to odciąłbym ci głowę, ale… skoro zafundowałeś sobie tę małą „przyjemność” tylko raz, nic nie mówiłem.

Obserwując zmieszaną minę Odda, Aelita zrozumiała, że ma on na sumieniu znacznie więcej niż zwykłą „wycieczkę wspominkową”.

– Odd, co dokładnie wydarzyło się podczas tych kilku minut na Lyoko?

Skarcony poszukiwacz przygód usiadł na łóżku Jeremiego, po czym opowiedział o swoim spotkaniu z wirtualną istotą o imieniu Xilune, bliźniaczych programach zaprojektowanych przez Franza Hoppera, niezależności Xany, zablokowanym interfejsie, tajnym więzieniu Xilune w Sektorze Piątym, jej mocy Zapisu Świata i naprawiania rzeczywistości oraz o ostatecznym błędzie, który doprowadził do „wskrzeszenia” Xany.

Opowieść Odda pozostawiła słuchaczy w szoku wobec ogromu objawień. Aelita starała się przywołać odległe wspomnienia ze swojej pierwszej wirtualizacji do Lyoko, na lata przed odkryciem Superkomputera przez jej przyjaciół:

– Ja… chyba Xilune tam była…

– Co? Kiedy? – spytał Odd, nie zauważając mrocznego spojrzenia, jakie rzucał mu Jeremie.

– W dniu, w którym ojciec zabrał mnie na Lyoko, abyśmy byli bezpieczni przed ludźmi w czerni. Zaatakowały mnie potwory, ale ojciec nie mógł mnie chronić, bo nie był zwirtualizowany w ludzkiej formie. Poprowadził mnie do wieży, bym tam się schroniła… Ale potworów było zbyt wiele. Tak bardzo się bałam… wtedy pojawił się ten dziwny biały dym…

– Tak! To na pewno była Xilune! – potaknął Odd, rozpoznając istotę opisaną przez Aelitę.

– I… i potem…ojciec kazał mi wejść do wieży i z niej nie wychodzić. Wydawał się przerażony. W oddali rosła ogromna, czarna chmura… obok mojego ojca i mnie, u stóp wieży, biały dym nagle się wyparował, tworząc ludzką sylwetkę. Sylwetkę podobną do mojej. Potem zaczęła biec, a ja schroniłam się w wieży…

– Xilune skopiowała twój wygląd, żeby odwrócić jego uwagę! – wywnioskował Odd. – To prawdopodobnie tak oszukała Xanę, by nie wiedział, gdzie się ukrywasz!

– Może… Nie wiem. Nie widziałam, co działo się później. To wszystko było tak dawno temu…

Po długiej chwili namysłu Jeremie w końcu przerwał milczenie, by zareagować na rewelacje Odda:

– Jak mogłeś to wszystko trzymać dla siebie i nic nam nie powiedzieć?!

– No, ekhm… – bąknął zainteresowany, który myślał, że uniknie złości kolegi. – Właściwie Xilune powiedziała mi, że Xana jest jeszcze dość słaby, więc wystarczyło, że wyłączę Superkomputer i nigdy więcej go nie włączę…tak też zrobiłem i nic nienormalnego się potem nie działo, więc nic nie mówiłem. Gdyby nie to, Xana pewnie by jeszcze spał, gdyby Aelita nie włączyła niedawno Superkomputera, albo gdybyśmy go po prostu wyłączyli, zanim Xana został przywrócony…

– Śmiesz oskarżać Aelitę, ale gdybyś nie wskrzesił Xany, nie byłoby nas tutaj?!

– Nie, nie! Nie próbuję oskarżać Aelity, mówię tylko, że myślałem, iż rozwiązałem problem, wyłączając Superkomputer, tak jak kazała mi Xilune. Nie mogłem przewidzieć, że Aelita w końcu go włączy, tak jak Aelita nie mogła przewidzieć, że po mojej wizycie w Lyoko pod żadnym pozorem nie wolno go włączać.

– To nic nie zmienia! To, co zrobiłeś w Lyoko tamtej nocy, powinieneś nam o tym powiedzieć!

Aelita spróbowała uspokoić Jeremiego.

– Nie bądź dla niego taki surowy. Moce Xilune go przerosły, nie chciał tego, co się stało.

– Nie zrozumiałaś jego historii? Jeśli Xilune „niefortunnie” wskrzesiła Xanę, to w dużej mierze dlatego, że Odd tego PRAGNĄŁ! To była jego wola!

Nie mogąc zaprzeczyć temu oskarżeniu, Odd zwiesił głowę z zawstydzeniem, ale Aelita nie chciała pozwolić, by uraza zagościła w sercu jej ukochanego.

– Jeremie, zapominasz o pewnym szczególe: Xana ocalał, ponieważ służąc ukrytym pragnieniom Odda, Xilune nieświadomie dostarczyła naszemu wrogowi sposób na przeżycie, ale ty wiedziałeś o tym sposobie i też nam o tym nie powiedziałeś.

– To nie ma nic do rzeczy! – zripostował informatyk. – To, że wiedziałem o istnieniu wyjścia ewakuacyjnego dla Xany, nie sprzyjało jego wskrzeszeniu, w przeciwieństwie do wszystkich decyzji podjętych przez Odda! Zresztą, według tego, co Xilune powiedziała Oddowi, pierwotnie Xana nie przeżył: został całkowicie zniszczony przez mój program!

– To prawda – przyznała Aelita. – Ale tego nawet ty nie byłeś pewien, sam mi to wyznałeś. Nie mogłeś ustalić, czy Xana rzeczywiście został unicestwiony, czy w końcu znalazł sposób na przetrwanie przygotowany przez mojego ojca. Co więcej, możliwe, że „pragnienia” Odda, które doprowadziły Xilune do przypadkowego wskrzeszenia Xany, pozwoliły również mojemu ojcu powrócić do życia…

Jeremie został zbity z tropu tym stwierdzeniem, podczas gdy Odd wydawał się zmartwiony, bo bał się, że tak nie jest.

– Ekhm… Xilune mówiła mi, że ona też nie może wszystkiego… i że ludzkie życie jest znacznie trudniejsze do „zmiany” niż programy komputerowe. Nawet, jeśli udało jej się przywrócić Xanę do życia, nie jest pewne, czy mogła zrobić to samo z twoim ojcem.

– Czy w ogóle pomyślałeś o nim w tamtym momencie? – spytał Operator z pogardą.

– No, mniej więcej! – uparł się Odd. – Nie sądziłem, że mogę cokolwiek zmienić w tym, co mu się stało, bo Xilune powiedziała mi, że jej ostatni Zapis Świata był zbyt świeży. Tyle że została oszukana przez Xanę, co doprowadziło do wskrzeszenia naszego wroga. Ale, skoro tak, to może też „niefortunnie” przywróciła Franza Hoppera do życia?

Einstein chcicał odciąć się, że egoizm Odda mógł całkowicie przesłonić tragiczny los twórcy Lyoko, ponieważ chłopak dbał tylko o własne pragnienia, ale Aelita była przekonana, że Odd o nim pomyślał, nawet podświadomie:

– Jérémie, mówiłam ci, że włączyłam Superkomputer, bo czuję nieopisane wrażenie, które każe mi wierzyć, że mój ojciec wciąż gdzieś żyje w Lyoko. Kiedy wyłączyliśmy Superkomputer, nie miałam tego odczucia. Coś się więc zmieniło w międzyczasie. Jestem gotowa założyć się, że przyczyną jest to, co wydarzyło się między Oddem a Xilune.

– Może to tylko powrót Xany dał ci to błędne wrażenie – ostrzegł ją ukochany.

– Tego dowiemy się tylko szukając mojego ojca…

Nie chcąc sprzeciwiać się jej nadziejom, młody okularnik zostawił ostatnie słowo Aelicie, która chciała wszystkich postawić na równi:

– Krótko mówiąc, nie ma sensu kłócić się o to, kto ponosi większą odpowiedzialność za ponowne pojawienie się Xany: ty, Jeremie, wiedziałeś, że nasz wróg oraz mój ojciec być może przeżyli, ale wolałeś nic nie mówić. Xana rzeczywiście został zniszczony, ale przez nocną eskapadę Odda bieg czasu został zmieniony tak, że nasz zaginiony przeciwnik ostatecznie znalazł lukę. Odd wyłączył Superkomputer, gdy Xana był jeszcze słaby, ale ja, chcąc odnaleźć ojca, włączyłam go bez uprzedzenia, co doprowadziło do przywrócenia Xany. Widzicie, każde z nas odegrało mniej lub bardziej ważną rolę we wskrzeszeniu naszego wroga i dlatego wszyscy troje jesteśmy winni umożliwienia mu powrotu.

Skinieniem głowy Jérémie potwierdził wniosek Aelity, podczas gdy Odd wciąż wydawał się zakłopotany.

– Pytanie brzmi: jak ogłosimy to reszcie?

– Czy naprawdę trzeba im o tym mówić? – spytała różowowłosa dziewczyna.

– Byłoby to wskazane, tak – odpowiedział Jeremie. – Gdyby każdy z nas trojga wcześniej podzielił się swoim sekretem, nie bylibyśmy dzisiaj w tym miejscu.

– Wiem o tym – potwierdziła Aelita – ale w obecnej sytuacji uważam, że ujawnienie pozostałym waszego udziału w powrocie Xany tylko pomnożyłoby wyrzuty.

– Jak to?

– Yumi i Ulrich zrozumieli, że włączyłam Superkomputer, bo chciałam odnaleźć ojca, dlatego dość łatwo mi wybaczyli. Ale w waszym przypadku wątpię, by równie szybko wybaczyli powody waszych błędów: nostalgię i strach, by nie powiedzieć wprost: nieodpowiedzialność i tchórzostwo.

– Ulrich mnie zabije – przyznał Odd. – A Yumi będzie na mnie patrzeć tymi swoimi złymi oczami, jak wtedy, gdy robię jej żart, który jej się nie podoba…

– To prawda, nie mają łatwych charakterów – przyznał Jeremie. – Myślę, że nam też w końcu wybaczą.

– Oczywiście – przyznała Aelita. – Nie jesteśmy przyjaciółmi bez powodu i wiedzą, że my też bylibyśmy gotowi im wybaczyć, gdyby popełnili takie błędy. Niemniej jednak, wyjawiając im waszą część odpowiedzialności, musielibyśmy znosić napiętą atmosferę przez pewien czas, a to nie jest dokładnie to, czego teraz potrzebujemy. Skoro Xana wrócił, musimy trzymać się razem tak mocno, jak to możliwe. Dlatego lepiej będzie zachować sekret do czasu, w którym przekazanie tych informacji nie okaże się konieczne.

– Niektórzy mają jednak trudności z dochowywaniem tajemnic – stwierdził surowo Jeremie.

– O czym ty gadasz?! – spytał urażony Odd, czując się słusznie wywołanym do tablicy. – Potrafię doskonale dotrzymywać tajemnic!

– Piękna Islandka szybko zmieniłaby twoje zdanie – odparł ironicznie jego kolega, ponieważ Odd pokazał kiedyś laboratorium w fabryce pięknej korespondentce Sissi, by ją uwieść.

– Bzdura!

– Jeśli chcecie – zaproponowała Aelita, której właśnie wpadł do głowy pomysł – możemy zawrzeć pakt, by mieć pewność, że nasz sekret będzie dobrze strzeżony.

– Pakt krwi? – spytał z entuzjazmem Odd. – Klasa! Ma ktoś nóż?!

– … myślałam raczej o pakcie pocałunku – sprecyzowała dziewczyna, uśmiechając się złośliwie.

– Na czym to polega? – zaniepokoił się Jeremie.

– Uczestnicy muszą się pocałować, by uroczyście przysiąc ochronę tajemnicy.

– Ale to bez sensu… – skomentował informatyk.

– Musimy cię pocałować, żeby przypieczętować pakt? – spytał Odd, zdziwiony wyjaśnieniami Aelity.

Różowowłosa dziewczyna przytakuje.

– Mi to pasuje! – aprobował chłopak, podskakując na łóżku.

– No nie, to niedorzeczne – stwierdził Jeremie. – Co ma wspólnego całowanie się z tajemnicą?

– To symboliczne – odpowiedziała Aelita. – Poza tym, jeśli niefortunnie sekret wyjdzie na jaw, wszyscy będą wiedzieć, kto kogo całował, więc lepiej, żeby sekret pozostał sekretem.

– Nadal nie widzę w tym sensu – uparł się jej ukochany.

– Albo to, albo pakt krwi – zagroziła dziewczyna, biorąc informatyka za ręce, bo wie, że on nie odważy się naciąć skóry ostrzem.

– No dobrze, dobrze, niech będzie…

Aelita zbliżyła się do twarzy Jérémiego, rumieniąc się; on również zaczerwienił się, ale połączył swoje usta z ustami swojej księżniczki.

– Wow! To był pocałunek na co najmniej 300 IQ! – zażartował Odd, podczas gdy Aelita zbliżyła się do niego i czule go pocałowała.

– To z pewnością obniża średnią – skomentował Jeremie, któremu zdecydowanie nie podobał się widok partnerki całującej kogoś innego.

Dziewczyna oderwała się od Odda i z entuzjazmem kontynuowała:

– Teraz wy! – ogłosiła swoim dwóm przyjaciołom.

– Co?!

– O nie!!

– Tak, tak, tak! – ciągnęła Aelita. – Wy też musicie się pocałować, żeby przypieczętować pakt!

– Nie ma mowy, żebym całował Einsteina! – krzyknął Odd.

– Nawet się do mnie nie zbliżaj! – dodał Jérémie.

Aelita wzięła Odda za rękę:

– Odd, pamiętasz, jak opowiadaliśmy sobie sekrety i zapytałam cię, co osobiście sądzisz o Jeremiem, co mi wtedy odpowiedziałeś?

– Nie wiem, o czym mówisz! – udawał fioletowy kot, kręcąc głową.

– Ach tak, przypominam sobie: powiedziałeś mi, że uważasz Jeremiego za „całkiem uroczego bez okularów”…

– Nie musiałaś tego powtarzać! – zdenerwował się Odd. – I powiedziałem to tak po prostu, nie myśląc o tym naprawdę!

– Ach, uspokoiłeś mnie… – odetchnął Jeremie, niemniej jednak zaniepokojony.

– A jednak – ciągnęła Aelita, biorąc również rękę Geniusza. – Myślę, że Odd był całkowicie szczery. A co do ciebie, Jeremie, kiedy zapytałam cię o Odda, jaka była twoja odpowiedź?

– To bez znaczenia – odparł uczeń w okularach.

– No powiedz nam, nie wstydź się! – naciskała go ukochana.

Jeremie przewrócił oczami:

– Odpowiedziałem ci, że nie rozumiem, dlaczego Odd ma takie powodzenie u dziewczyn, skoro sam wygląda jak dziewczyna. Otóż to.

– No dzięki, to miłe! – odpowiedział Odd, udając obrażonego.

– To było powiedziane z pełną neutralnością – zapewnił jego kolega.

Aelita zbliżyła ich dłonie do siebie.

– Ważne jest to, chłopcy, że będziecie musieli przypieczętować pakt, więc odłóżcie na bok spory, przełknijcie dumę, pogódźcie się z tym i pocałujcie się!

– No dobrze! – rzucił Odd z przekonaniem. – Ale to zostaje między nami!

– To jest właśnie zasada tajnego paktu – potwierdziła Aelita.

– Nie, nie! Nie zgadzam się! Nie zgadzam się! – sprzeciwił się Jeremie, wycofując rękę. – Nie chcę całować Odda! Przestańcie świrować!

– No weź, Jeremie, tylko sekunda, żeby zrobić mi przyjemność! – nalegała Aelita, przyglądając mu się swoimi wielkimi, zielonymi oczami.

Odd odwrócił się do niej, nagle zdając sobie sprawę z jej intencji.

– Ach, o to chodzi, marzyłaś o tym, żeby zobaczyć, jak się całujemy!

– Nawet o tym nie myślcie! – podtrzymywał Jeremie. – Zresztą, kładę się spać, więc proszę was o opuszczenie mojego pokoju!

Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Aelita pocałowała go po raz kolejny, wywołując ten lekki efekt paraliżu i ekstazy, jaki znamy z jej niespodziewanych pocałunków, po czym usadziła go na krześle biurowym.

– Musimy jednak doprowadzić do przypieczętowania tego paktu! – uparła się dziewczyna, starając się trzymać ręce Jeremiego za jego plecami, za oparciem krzesła.

Ten nagle odzyskał przytomność umysłu, zdając sobie sprawę zbyt późno, że Odd zdejmuje mu okulary, zanim usiadł mu na kolanach… Jeremie usłyszał tylko głos Aelity szepczący mu do ucha, by go uspokoić:

– To zajmie tylko sekundę…

Mając ręce unieruchomione za plecami, Geniusz zrozumiał, że nie może się szarpać, więc wstrzymał oddech, gwałtownie zamykając oczy w momencie, gdy Odd chwycił go za policzki, by go pocałować.

Minęła nieokreślona liczba sekund, po czym chłopak puścił swoją ofiarę, a Aelita w końcu uwolniła ukochanego:

– No i proszę! – podjęła, zadowolona ze swojego zagrania. – To nie było takie skomplikowane!

– Absolutnie nic nie poczułem – powiedział Jeremie, energicznie wycierając usta.

– Chcesz, żebyśmy powtórzyli? – spytał go Odd dla żartu. – Poza tym jesteś kłamcą: jesteś czerwony jak pomidor!

– Z tego, co widziałam – sprecyzowała Aelita, która nie uroniła nic z tej sceny – obaj się zaczerwieniliście. Zresztą, to było przeurocze…!

– Tak, cóż – przyznał Jeremie. – Powiedzmy, że to doświadczenie potwierdza moją opinię o wyglądzie Odda. Moglibyście już wyjść, żebym mógł spróbować zapomnieć o tym, co się właśnie stało?

– Jak można zapomnieć o czymś takim!? – zażartowała Aelita, by jeszcze bardziej podroczyć się z Jeremiem. – … masz rację, powinnam była zrobić zdjęcie! To oznacza, że będziemy musieli powtórzyć…

Nie chcąc sprawdzać, ile prawdy jest w żarcie Aelity, Odd skierował się do wyjścia.

– Dobra, wracam do łóżka, zanim zrobi się naprawdę niezręcznie! Dobranoc wam obojgu!

Gdy Odd się wymknął, Aelita ponownie wzięła Jeremiego w ramiona, uprzejmie go przepraszając:

– …Nie gniewasz się na mnie zbyt mocno?

Młody okularnik wydawał się wciąż urażony tym, że jego ukochana, która twierdziła, że nie chce już spotykać się z Oddem, niemniej jednak skorzystała z tej okazji, by go pocałować. Znał ją jednak na tyle dobrze, by domyślić się, że w rzeczywistości chciała podroczyć się konkretnie z nim.

– Tak, ale przyznaję, że jesteś straszna w swoich intrygach… – przyznał, ponieważ ta gierka, której Aelita poddała swoich dwóch przyjaciół, służyła w rzeczywistości jedynie do pokazania Jeremiemu, że wszystko, co mogła przeżyć z Oddem, nigdy nie osiągnie głębi uczuć, jakie żywi do swojego prawdziwego ukochanego.

Nastolatka spędziła dłuższą chwilę przytulona do wybranka swojego serca, ale nadszedł czas, by się rozstali.

– Szkoda, że Kadic nie zezwala na pokoje koedukacyjne – ubolewała. – Mogłabym wprowadzić się do ciebie, do tego pokoju…

To stwierdzenie sprawiło, że Jeremie podskoczył.

– Co?! Ekhm… Dlaczego chciałabyś, żebyśmy razem zamieszkali?

– Ponieważ administracja poinformowała mnie, że niedługo będę musiała dzielić mój obecny pokój z nową uczennicą.

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari

Odcinek 96: “Życie bez Lyoko” (rozdział 1)

Hejka! 

Z tej strony Shikari – Mamcia serwerowa, co swoje dzieci kocha – a przed Wami pierwszy rozdział opowiadania “Code Lyoko: Overpowered”. 

“Overpowered” to fanfik użytkownika Nelbsia, opublikowany na stronie codelyoko.fr. Całokształt ma formę napisanej piątej serii – każdy nowy rozdział to nowy odcinek. Dzisiaj publikujemy rozdział 96: “Życie bez Lyoko.” Seria ma łącznie 39 “odcinków” + epilog. 

Kilka informacji technicznych: 

  • Tłumaczenie z francuskiego na polski zostało wykonane przez Gemini AI Pro z korektą mojego autorstwa. 
  • Opowiadanie zawiera arty i przeróbki screenów autora. W oryginale są one wklejane między tekst – aby zapobiec problemom z formatowaniem na stronie, arty do danego odcinka będą wklejane na końcu fanfika.
  • Rada Ocalenia Fandomu ma oficjalne pozwolenie od adminów codelyoko.fr na tłumaczenie i publikację wszystkich materiałów, jakie są dostępne na ich stronie. 
  • Jeżeli ktoś z Was zna język francuski i chciałby porównać tłumaczenie do oryginału – zapraszam do kontaktu przez Discorda – udostępnię oryginał i przyjmę z otwartymi ramionami do współpracy nad dalszymi częściami. 🙂 

Enjoy!

Code Lyoko: “Overpowered” 

Odcinek 96: “Życie bez Lyoko”

„Odd, właśnie masz zamiar popełnić zbrodnię w afekcie!” – powtarza mi moje sumienie, podczas gdy drzwi windy towarowej otwierają się. 

I moje sumienie może nie mylić się całkowicie.

Rzadko go słucham, ale, kiedy krzyczy wystarczająco głośno, zdarza mi się usłyszeć, co ma do powiedzenia. Jego głos jest wzmocniony przez metalowe ściany pomieszczenia, w którym znalazłem się po raz pierwszy od czasu, gdy wyłączyliśmy Lyoko po pokonaniu Xany: sali Superkomputera.

Oto on, wyłaniający się z podłogi, a ja odpowiadam sam sobie: „Tak, właśnie popełniam zbrodnię w afekcie”.

Zakończenie na miarę tego katastrofalnego dnia.
Co ja robię sam w fabryce w środku nocy?

Sam nie jestem do końca pewien. I pomyśleć, że rano, gdy wstawałem, wszystko było w porządku. Jednak już podczas obiadu w stołówce, brak klopsików do mojego kuskusu naprowadził mnie na trop: zapowiadał się kiepski dzień. 

Kiedy dołączyłem do mojej czwórki przyjaciół – Ulricha, Jeremiego, Yumi i Aelity – przy ich stoliku, wciąż dyskutowali o planach na nadchodzące wakacje: wyjazd pod namioty, nad morze, w piątkę.
Marzenie, które dzieliliśmy od wielu miesięcy, które wcześniej było zakazane przez Xanę.  Niemal ciągłe zagrożenie uniemożliwiało nam dłuższą nieobecność. Teraz, gdy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, w końcu mogliśmy pojechać razem na wakacje… albo i nie.

Przełykałem posiłek, udając, że nic się nie dzieje: w rzeczywistości jednak byłem bardzo zdenerwowany. Brak kuskusu w klopsikach to jedno, ale słuchałem, jak rozmawiają o tym planie całymi dniami. Niestety… ja nie będę mógł z nimi pojechać.
Na pewno będą się świetnie bawić, podczas gdy ja będę musiał wyjechać z rodzicami, aby odwiedzić moją siostrę, Marię. Maria kontynuuje studia na południu Włoch.
Mam piętnaście lat, a nie mogę nawet decydować o tym, co robię w wakacje. Tak bardzo się tego wstydzę, że muszę coś wymyślić, by usprawiedliwić się przed przyjaciółmi.

– Jesteś pewien, że nie chcesz z nami jechać? – zapytał mnie Ulrich.
– Nie postawię nogi na kempingu, gdzie psy nie są mile widziane! – odpowiedziałem stanowczo.
– Nie ma mowy, żebyśmy wieźli ze sobą Kiwiego przez całe wakacje! – odparła Yumi, która wyraźnie wzięła moją fałszywą wymówkę na poważnie.
– No dalej, Odd, zostaw Kiwiego rodzicom i jedź z nami! Nie będzie tak zabawnie bez Ciebie! – nalegała Aelita.
– A komu mam świecić świeczką? Ulrichowi i Yumi, czy Jeremiemu i tobie? Dzięki za zaproszenie, ale nie chcę być piątym kołem u wozu – odparłem z coraz większą złośliwością.
– Nie ma sensu teraz o tym dyskutować – podsumował Jeremie. – Wyjeżdżamy za mniej niż tydzień i nie będziemy wszystkiego zmieniać w ostatniej chwili.
– Dzięki za wsparcie, Einstein – oświadczyłem, odchodząc od stołu.

Naprawdę martwiło mnie, że nie mogę z nimi jechać, ale miałem w głowie kilka pocieszeń. Na przykład, zamierzałem wykorzystać pobyt u siostry na południu, aby spotkać się z osobą, której nie widziałem od zbyt dawna, ale z którą pozostawałem w kontakcie.
Wychodząc ze stołówki, poszedłem usiąść na ławce na dziedzińcu i to właśnie tam dopadła mnie Sissi ze swoją bandą. 

– No i co, Odd? Dlaczego jesteś sam? Przyjaciele cię porzucili? – rzuciła ta jędza, żeby rozśmieszyć swoich popleczników, Herve’a i Nicolasa.
– A to ci heca! Gadająca krowa! – odparłem, żeby ich uciszyć.
Wyczulona na wszelkie drwiny kwestionujące jej idealną wagę, Sissi zrobiła się czerwona jak burak i posłała mi najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było ją stać.
I wtedy ktoś, kto prześlizgnął się za ławkę, na której siedziałem, zarzucił mi ramię na szyję, jakby chciał mnie udusić.
– Cofnij to, co jej właśnie powiedziałeś – rozkazał.
Szamocząc się, by uwolnić się z uścisku napastnika, odkryłem, że to William.
– Nie wierzę! Uwolniliśmy cię spod wpływu Xany, a ty postanawiasz dołączyć do bandy… Sissi!? I w dodatku atakujesz mnie od tyłu, ty brudny zdrajco!
– Co to jest „Xana”? – zapytał Nicolas ze swoim naturalnie głupim wyrazem twarzy.
William uśmiechnął się lekko i pochylił, by szepnąć mi do ucha:
– Cofnij wszystko, co właśnie powiedziałeś, albo odpowiem na pytanie Nicolasa…

Moim zdaniem blefował, ale nie mogłem ryzykować, że wyjawi nasz sekret; musiałem przeprosić Sissi. W końcu dali mi spokój. Zdecydowanie ten zdrajca William pozostawał nieprzewidywalny. Zawsze był tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy, żeby sprawiać nam problemy, albo pomagać je rozwiązywać. W czasach naszych misji w Lyoko Xana zrobił z niego swoją marionetkę. To dość przykre: chętnie dowiedziałbym się, ile naprawdę był wart jako Wojownik Lyoko walczący po właściwej stronie.

Zostawszy sam na ławce, zerknąłem telefon, żeby poprawić sobie humor.
Samantha.
Patrząc ponownie na zdjęcia, które mi przysłała, od razu odzyskałem uśmiech. Jest super cool, super miła, super zabawna, a do tego przepiękna. Sama myśl, że w końcu zobaczę ją tego lata, napawała mnie entuzjazmem. Zacząłem czytać wszystkie SMS-y, które wymieniliśmy w ciągu ostatnich tygodni, ale nie spodziewałem się, że nowa wiadomość od niej zniszczy moje nadzieje:

„Chyba nie będziemy mogli się zobaczyć tego lata. Jestem zaproszona na ślub kuzyna i zaraz potem wyjeżdżam na wakacje…”

Przez chwilę nie reagowałem, po czym odpisałem: „Co się odwlecze, to nie uciecze!” z uśmiechniętą buźką, ale znała mnie wystarczająco dobrze, by domyślić się, jak bardzo byłem rozczarowany.

Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, sam zrezygnowałem ze spędzania z nią czasu, po prostu dlatego, że Xana przypuścił atak i wzywał mnie obowiązek. Porzucenie miłości mojego życia by ratować świat dawało mi poczucie bycia prawdziwym bohaterem, ale nigdy nie chciałem być samotnym bohaterem.

Na szczęście dla mnie, nigdy nie potrafiłem kochać tylko jednej dziewczyny. Sam nie była jedyną osobą, którą się interesowałem w ostatnim czasie; od kilku tygodni byłem w sekretnym związku z Aelitą. Dlaczego „sekretnym”? Po pierwsze dlatego, że w oczach innych uczniów mamy uchodzić za kuzynów. Po drugie dlatego, że Aelita nie chciała, by Jeremie wiedział, że ze sobą chodzimy.

Aby umawiać się na spotkania, ona i ja ustaliliśmy kod oparty na SMS-ach, które na pierwszy rzut oka wydawały się błahe. Na przykład, kiedy wysłałem jej: „Widzę cię”, znaczyło to oczywiście: „Chciałbym się z tobą zobaczyć”. Nie wiem, jak długo siedziałem sam na ławce, czekając na jej odpowiedź z nadzieją, że będzie pozytywna, ale oto co mi odpisała: „Zielony 10”. „Zielony” oznaczał jedno z naszych miejsc spotkań po jego kolorze: las w parku Kadic. „10” znaczyło po prostu: „za 10 minut”.

Upewniwszy się, że nikt mnie nie śledzi, udałem się tam, gdzie na mnie czekała, zgodnie z planem. Te chwile, kiedy byliśmy tylko we dwoje, były rzadkie i cenne. Każde spotkanie było swego rodzaju rytuałem: za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, szliśmy ku sobie bez słowa, by całować się tak długo, jak to możliwe.

Tym razem Aelita przerwała nasz pocałunek po zaledwie kilku sekundach, po czym oświadczyła:
– Mam ci do przekazania coś trudnego.
Znając jedynie zerwania poprzez policzek w twarz, nie od razu zrozumiałem, że właśnie jestem delikatnie rzucany.
– Coś trudnego do przekazania?… Powtarzam klasę!?
– Nie, chodzi o ciebie i mnie. Myślę… Myślę, że musimy przestać widywać się w tajemnicy.
– To prawda? Chcesz, żebyśmy oficjalnie byli razem!? Koniec z potajemnymi schadzkami i kodowaniem SMS’ów?!
– Nie, nie! To znaczy tak! To znaczy… Chcę Ci powiedzieć, że… chciałabym, żebyśmy znów byli tylko przyjaciółmi.
– Co!? Chcesz zerwać!? Ale… dlaczego!? To dlatego, że nie jadę z wami pod namioty, tak!?
Aelita wzięła głęboki oddech i ujęła moją dłoń, zanim szczerze powiedziała mi, co jej leży na sercu:
– Odd, kiedy zdecydowaliśmy się być razem, zgodziliśmy się: to nie jest rozsądne. Ale… zagrożenie ze strony Xany pozwalało nam działać spontanicznie i cieszyć się życiem tak, jak to robiliśmy. Żyliśmy w napięciu. Jako Wojownicy Lyoko, każdy dzień mógł być naszym ostatnim. Każda okazja była dobra do flirtu i… naprawdę doceniałam te chwile spędzone w twoich ramionach. Te dreszcze, to… lekkie… poczucie winy, gdy się całowaliśmy, i godziny, podczas których zwierzaliśmy się sobie z sekretów. Jednak zawsze byłam z tobą szczera: nawet, jeśli bardzo cię lubię, jestem zakochana w Jeremiem. Teraz, gdy Xana nie stanowi już zagrożenia, moim pragnieniem jest żyć… normalnie. Nie mogę flirtować z tobą, będąc w związku z Jeremiem.
– Więc tak ma się skończyć nasza historia? Brak niebezpieczeństwa, brak wymówki, by robić to, na co naprawdę mamy ochotę?
– Powiedzmy, że pragnienia się zmieniają. Wcześniej bałam się zniknąć, nie zaznawszy miłości. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, boję się tylko utraty Jeremiego, jeśli będę dalej tak się zachowywać. 

Nie mogłem znieść myśli o jej utracie, więc chwytałem się, czego mogłem: 

– To przez Jeremiego? Myślisz, że coś podejrzewa? Możemy po prostu wymyślić nowy kod na nasze spotkania!
– Nie gadaj bzdur! Wiesz tak samo dobrze jak ja, że Jeremie wie o nas, nawet jeśli nic nie mówi. Dodałabym, że jest o wiele bardziej otwarty, niż sądzisz: choć nie podoba mu się myśl, że chodziłam z tobą, stara się pamiętać, że to mnie uszczęśliwiało, a wiedza, że jestem szczęśliwa, uszczęśliwia też jego. Mam nadzieję, że potrafisz to zrozumieć.
– Co? Jeremie jest szczęśliwy, wiedząc, że jesteś ze mną? Żartujesz? Gdybyś wiedziała, ile scen zazdrości mi urządził w czasach, gdy ty i ja nawet nie byliśmy razem, tylko dlatego, że się tobą interesowałem!
– Słuchaj mnie uważnie. Po pierwsze: wiedz, że to, co naprawdę martwiło Jeremiego w fakcie, że mogłabym z tobą chodzić, było to, że mógłbyś mnie skrzywdzić… tak jak skrzywdziłeś już kilka swoich „podbojów”. Tak, Jeremie taki jest, i to jeden z wielu powodów, przez który go kocham. Po drugie, widzę bardzo wyraźnie, że próbujesz mnie zatrzymać wszelkimi możliwymi sposobami, w tym powołując się na zazdrość, ale to bezcelowe. Już ci wyjaśniłam, dlaczego uległam tej słabości, która pchała mnie do bycia z tobą, i dlaczego nie mogę sobie na to pozwolić dzisiaj. Czas zamknąć ten rozdział.

Widocznie przemyślała sprawę przed podjęciem decyzji o naszym rozstaniu, więc musiałem zaakceptować fakt, że nie zmieni zdania. Podczas gdy jej dłoń wyślizgiwała się z mojej, wyznałem jej swoje żale: 

– Gdybym wiedział, że zniknięcie Xany doprowadzi do naszego rozstania, starałbym się spędzać z tobą więcej czasu…
– A gdybym ja wiedziała, że mój ojciec zginie, spędziłabym więcej czasu na szukaniu sposobu, by go ocalić. Ale nawet Powrót do Przeszłości nie może cofnąć wszystkich naszych błędów ani wymazać wszystkich naszych żali. Więc, jeśli możesz, zachowajmy tylko dobre wspomnienia, Odd.

Aelita pocałowała mnie w policzek, zanim odeszła na dobre. To było o wiele bardziej bolesne niż wszystkie policzki, jakie kiedykolwiek otrzymałem.

Zazwyczaj, kiedy znowu staję się całkowicie singlem czuję, że to nowy początek: korzystam z wolności, by otwarcie podrywać inne dziewczyny, bez ryzyka problemów z zazdrością. Teraz, kiedy Aelita mnie rzuciła, poczułem prawdziwy, naprawdę ogromny ból. Po raz pierwszy doświadczyłem tego, co ludzie nazywają „zawodem miłosnym”: tego przerażającego wiru wyrzutów sumienia i niekontrolowanych łez. Ja, który próbowałem z dziewczynami, jedna po drugiej, by znaleźć bratnią duszę, zacząłem się zastanawiać, czy w końcu udało mi się… ją stracić. Straciłem też apetyt do błąkania się bez celu po parku: w oczekiwaniu na zachód słońca, pominąłem kolację.

Czekanie na zmierzch; kolejny, kiepski pomysł.
Co może być bardziej przygnębiające niż zachodzące słońce w wieczór zerwania, którego się nie spodziewaliśmy? Ta czerwonawa kula znikająca za horyzontem jako symbol wspomnień, które giną… ta chmura przebita promieniami, niczym zranione serce, którego rany uleczy tylko czas… mroczny płaszcz nocy okrywający niebo, gwiazdy maleńkie jak nadzieje utracone na zawsze…

Aelita…

Lodowaty wiatr musnął moje oczy, zmuszając je do zwilgotnienia. Było zimno, czas wracać.

Kładąc się do łóżka, miałem nadzieję, że ten piekielny dzień dobiegnie końca. Delikatnie mówiąc, to nie był koniec moich udręk. Podobno sen regeneruje, ale jak zmrużyć oko, gdy ma się złamane serce?
Na domiar złego Ulrich postanowił chrapać wniebogłosy. Wziąłem telefon, żeby sfilmować mojego współlokatora, który naśladował hałas parowozu – on, który ciągle oskarżał mnie o trzęsienie murami.
Ponieważ pokój był pogrążony w ciemności, musiałem podejść do niego blisko, żeby jego twarz była dobrze widoczna na ekranie komórki. Wciągnięty w zabawę, pomyślałem, że mógłbym przekazać ten nocny reportaż Milly i Tamiyi, aby wszyscy uczniowie Kadic subskrybujący ich bloga mieli z tego ubaw. Musiałem zaryzykować i zbliżyć się do mojego obiektu tak bardzo, jak to możliwe.
Bezszelestnie udało mi się wejść na łóżko współlokatora i uklęknąć po obu stronach jego brzucha, by sfilmować jego twarz w zbliżeniu. Jedną ręką trzymałem telefon, a drugą zatykałem usta, by nie wybuchnąć śmiechem.
Nagle chrapanie ustało. Natychmiast wyłączyłem komórkę i wstrzymałem oddech, modląc się, by Ulrich się nie obudził. Opowiadano mi o różnych fazach snu, których głębokość jest zmienna; o ile kilka sekund wcześniej brawurowo udało mi się wejść na mojego kolegę z pokoju bez budzenia go, tak teraz bałem się, że wybudzi się, słysząc samo moje mruganie.
Zostałem więc tak, nad nim, bez ruchu i bez najmniejszego dźwięku, by upewnić się, że wciąż śpi. Wpatrując się w niego, zacząłem rozmyślać o wszystkim, co razem przeżyliśmy od dnia, w którym przybyłem do Kadic. Wszystkie nasze plany, by wymknąć się uwadze Jima i wyjść wieczorem, albo gdy Xana atakował, wszystkie nasze partie gier wideo i walki w Lyoko, nasza więź, rywalizacja, wymiany żartów – słowem, te wszystkie rzeczy, które sprawiają, że od prawie dwóch lat Ulrich jest moim najlepszym przyjacielem.

„Tak, Ulrich jest zdecydowanie moim najlepszym przyjacielem. Gdyby jedno z nas było dziewczyną, pewnie chodzilibyśmy ze sobą.”

Myśli mnie zdradzały. Chciałem spróbować. Korzystając z tego, że spał, powoli pochyliłem się nad nim, by zbliżyć moją twarz do jego, a potem…

…a potem on się obudził.

Nie od razu zrozumiał, dlaczego na nim siedzę, ale nie znalazłem nic mądrzejszego do powiedzenia niż: „To do reportażu o chrapaniu!”. Kiedy w końcu dotarło do niego, co zamierzałem zrobić, odepchnął mnie gwałtownie i zagroził:
– Jeśli kiedykolwiek spróbujesz czegoś takiego, gdy śpię, wnoszę o zmianę pokoju! Powodzenia w szukaniu współlokatora, który zniesie twojego psa i twoją muzykę dla degeneratów!
– Ale czekaj! To wcale nie tak…
– Cisza! Teraz albo śpisz, albo wychodzisz!

Nie mogąc zasnąć, wyszedłem na korytarz. Trudno mi było pojąć, co właśnie zrobiłem. To nie było w moim stylu, to mogły być tylko skutki uboczne mojego zerwania z Aelitą.
Aelita… Musiałem ją zobaczyć, porozmawiać z nią. Postanowiłem więc pójść do niej do pokoju.

Ledwie dotarłem na szczyt schodów, zostałem przyłapany przez Jima:
– Della Robbia! Mogę wiedzieć, czego szukasz na piętrze dziewczyn w środku nocy?
– Cóż, em… Jest na to bardzo proste wyjaśnienie…
– TRATATATA, nie chcę tego słuchać!
– Ale właśnie pan powiedział…
– Nie próbuj zgrywać cwaniaka ze starym wygą! Chłopcy z dołu nie mają czego szukać u dziewczyn na górze, i mam wrażenie, że nie mówię ci tego po raz pierwszy!
– Jim, proszę, muszę koniecznie…
– Skończ palić głupa, Della Robbia! Tym razem odprowadzę cię do pokoju z ostrzeżeniem, ale jeśli złapię cię znowu, urządzę ci takie mycie głowy, że popamiętasz!

Cholerny Jim. Zawsze na miejscu, by powstrzymać nas przed swobodnym poruszaniem się. A jednak wielokrotnie wspierał nas w walce z Xaną, nawet jeśli potem musieliśmy wymazywać mu pamięć. Teraz nasze sojusze z głównym strażnikiem należą do przeszłości. Wielka szkoda. Chciałbym, żeby walczył u naszego boku w Lyoko.

Próbowałem znów zasnąć, ale musiałem porzucić ten cel, gdy „lokomotywa” ruszyła na nowo. Przeszła mi przez głowę myśl, by rzucić poduszką w głowę Ulricha, ale, przypominając sobie groźbę zmiany pokoju, wolałem zostawić go w spokoju. W czasach naszych nocnych misji przeciwko Xanie wspólny pokój wydawał się niezbędny, aby móc wymykać się z Kadic w środku nocy. Teraz, jeśli Ulrich naprawdę zechce zmienić pokój, nic go już nie zatrzyma –  poza naszą przyjaźnią, którą przed chwilą prawie zaprzepaściłem.
Przytłoczony udrękami tego wyczerpującego dnia, zacząłem płakać w milczeniu. Jak moje życie, wcześniej tak genialne, mogło stać się aż tak mdłe?
Analizując sprawę ze wszystkich stron, w końcu zdałem sobie sprawę, że wszystkie moje problemy prowadzą do tego samego źródła: zniknięcia Xany. Gorycz potwierdzała, jak bardzo miałem rację. Zanim wyłączyliśmy Superkomputer, nie zdawałem sobie sprawy, że bez Lyoko życie traci cały swój fun.

Lyoko… Xana…

Tak, to wszystko nabierało teraz sensu. Pozostała mi tylko jedna rzecz do zrobienia, jedna iskra do wzniecenia, by ożywić płomień, który napędzał mnie przez te ostatnie trzy lata.
Wyciągnąłem mój dawny strój, by założyć go na piżamę: krótką bluzę z długimi rękawami, spodnie dzwony i buty z grubą podeszwą. Uciekłem przez okno, by uniknąć ponownego spotkania z Jimem.

Na zewnątrz, w mroku nocy spowijającej Kadic, miałem wrażenie, że przeżywam nową misję. Wmówiłem sobie, że moi przyjaciele zostali uwięzieni na Lyoko i że tylko ja mogę ich uwolnić. Xana na pewno wyśle za mną widma, by mnie wyeliminować. Zacząłem biec, deszcz zaczął padać. W parkowym lesie czułem wokół siebie liczne obecności: cienie, które nagle chowały się za drzewami, by zastawić na mnie pułapkę. Wyczulony na najmniejszy hałas i ruch, podniosłem kij, po czym wznowiłem bieg, by zgubić potwory depczące mi po piętach.
Nieużywana od jakiegoś czasu klapa prowadząca do kanałów była częściowo przysypana ziemią. Użyłem kija jako dźwigni, by ją podnieść, wciąż w obawie, że zaraz skądś wyskoczy stwór Xany, by mnie zmiażdżyć. Po zejściu do kanałów, kolejne nieprzewidziane zdarzenie mnie opóźniło:

„Cholera! Deskorolek już nie ma!”

Usłyszałem hałasy za sobą; znowu zacząłem biec. Nawet po przejściu przez kanały wciąż czułem czyhające niebezpieczeństwo. Ostrożnie otworzyłem klapę wyjściową na most, by upewnić się, że żaden potwór nie czeka na powierzchni. Nowy hałas za moimi plecami skłonił mnie do pospiesznej ucieczki, by w końcu dotrzeć do fabryki w ulewnym deszczu.

Gdy miałem już wejść do tego rzekomo opuszczonego miejsca, by schronić się przed potopem, ptak wleciał niemal prosto na mnie. Zdołałem w ostatniej chwili uniknąć tego mrocznego omenu.

„Nie dopadniesz mnie tak łatwo, Xana!”

Szybko wszedłem do windy, by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i zjechać do celu mojej podróży.

„Trzymajcie się, przyjaciele, nadchodzę!”

Komedia osiągnęła apogeum, gdy w mojej głowie rozbrzmiał drugi głos…

„Odd, zaraz popełnisz zbrodnię w afekcie!” – powtarza mi moje sumienie, podczas gdy drzwi windy towarowej się otwierają.

I moje sumienie może nie mylić się całkowicie.

Rzadko go słucham, ale kiedy krzyczy wystarczająco głośno, zdarza mi się usłyszeć, co ma mi do powiedzenia.

W tym przypadku wyobrażam sobie, że jego głos jest wzmocniony przez metalowe ściany pomieszczenia, w którym znalazłem się po raz pierwszy od czasu, gdy pokonaliśmy Xanę: sali Superkomputera.

Oto on, wyłaniający się z podłogi, a ja odpowiadam sam sobie:

„Tak, właśnie popełniam zbrodnię w afekcie”.

Zakończenie na miarę tego katastrofalnego dnia.

„Tak, jestem gotów zniszczyć ten pokój, który z takim trudem wywalczyliśmy. Jestem gotów ponownie narazić nasze życia na niebezpieczeństwo, bo zbyt mocno kochałem życie, które wiedliśmy wcześniej.”

„Nie zgadzam się, by liceum składało się tylko z długich dni nudnych lekcji, z przyjaciółmi, którzy odtąd biorą się na poważnie.

Chcę odzyskać adrenalinę naszych misji.

Chcę zostać w tym samym pokoju z Ulrichem.

Chcę, żeby Jim i William walczyli u naszego boku.

Chcę, żeby Aelita znów zaczęła działać spontanicznie.

Chcę, żeby nadchodzące trzy lata liceum były tak pasjonujące, jak ostatnie trzy lata gimnazjum.

Chcę znów być bohaterem.

Żeby to wszystko osiągnąć, muszę sprawić, by Xana powrócił.”

Czy jestem egoistycznym zdrajcą? A może jedynym, który dostrzega, że narażanie życia to najlepszy sposób, by poczuć, że się żyje? Czy zginę jako bohater przez własne szaleństwo, czy pożyję wystarczająco długo, by zobaczyć, jak moi przyjaciele nienawidzą mnie na zawsze, gdy odkryją, że to ja stoję za powrotem Xany? 

Wszystkie te pytania nie mają już znaczenia: moja ręka już uruchamia dźwignię Superkomputera.

„Wybaczcie mi, przyjaciele…

Nie jestem jeszcze gotowy, by żyć bez Lyoko.”

Zrobiłem to. Włączyłem Superkomputer.

Wracam do windy: nie ma mowy o odwrocie.

Jeremie może już o tym wiedzieć, on zawsze wszystko kalkuluje z wyprzedzeniem. Miał program na swoim laptopie, by otrzymywać alarm, jeśli wieża została aktywowana, więc kto wie, czy nie zakodował podobnego programu, by być ostrzeżonym w przypadku ponownego włączenia Superkomputera? Przezorny jak zawsze, na pewno wdrożył system wykrywania reaktywacji Lyoko.

Zresztą dziwię się, że mogłem tak łatwo skorzystać z windy. Lustruję kabinę, by upewnić się, że żadna kamera nie została dodana przez naszego drogiego informatyka, po czym zauważam dziwne, cienkie i podłużne urządzenie biegnące przez szerokość ściany windy w połowie wysokości, między podłogą a sufitem. Nie wygląda to jak kamera, ale to na pewno dzieło Jeremiego.
Nie mam czasu badać urządzenia, drzwi windy otwierają się na laboratorium. Siadam przed komputerem i mobilizuję pamięć, by przypomnieć sobie procedurę programowania opóźnionej wirtualizacji. Pamiętam ogólne zarysy, ale wiem też, że najmniejszy błąd w kodzie może być dla mnie fatalny.
Jeremie napisał nam instrukcję obsługi zawierającą najczęstsze operacje: założę się, że egzemplarz wciąż wala się gdzieś w kącie tego pomieszczenia.
Rozglądając się dookoła, otwieram szeroko oczy, odkrywając, że na końcu sali stoi ogromne kartonowe pudło. Zastanawiam się, jak mogłem go nie zauważyć po wejściu: musi mieć trzy metry szerokości, dwa metry wysokości oraz głębokości. Zaintrygowany tym obiektem, równie niezwykłym co obszernym, podchodzę do jego bocznego otworu, by sprawdzić zawartość. Wydaje się puste, ale w ciemności, na podłodze tej tajemniczej przegrody, dostrzegam białe kartki pokryte liniami kodu.

„Instrukcja!”

Rzucam się na cenny dokument, który podnoszę, a potem klękam na chwilę, by szybko go przekartkować, mimo braku światła w tym wielkim pudle.
Cieszę się, znajdując szczegółową procedurę opóźnionej wirtualizacji, ale w momencie, gdy wstaję, słyszę mechaniczny dźwięk za sobą. Odwracając się gwałtownie: ze zgrozą stwierdzam, że krata właśnie opadła na wejście do tej niezwykłej przegrody, w której teraz jestem uwięziony.
Wpadam w panikę, rzucam się na kraty, ale one nie ustępują. Szukając innego wyjścia, zdaję sobie sprawę, że jestem zamknięty w wielkiej, metalowej klatce, ukrytej pod kawałkami kartonu.

„Co to za cyrk!?”

Pożerany przez lęk wywołany tym nagłym uwięzieniem, waham się, czy wyciągnąć telefon, by zadzwonić do przyjaciół, aby mnie uwolnili. Wyobraziłem sobie ich reakcję – gdyby dowiedzieli się, co zrobiłem tej nocy – jestem zmuszony zrezygnować. Mroczna ścieżka, którą wybrałem, zaprowadziła mnie do tego więzienia i zmusza mnie do wydostania się stąd samemu.
Chwytam się za głowę, by odzyskać zmysły.

„Uspokój się, Odd, nie masz klaustrofobii.”

Sam ma klaustrofobię. Zresztą, musiała nieźle świrować, gdy Jim zamknął ją w sali informatycznej. Ulrich ma lęk wysokości. Kilka metrów wysokości wystarczy, by dostał zawrotów głowy. William ma arachnofobię. Można mu mówić, że małe stworzonko nie zje dużego, ale on sztywnieje, gdy tylko zobaczy pająka. Nawet pan Klotz, nasz szkolny psycholog, ma muzofobię: jego zawód nie ma znaczenia, gdy wpada w panikę na widok szczurów.
Krótko mówiąc, wszyscy mamy jakieś mniej lub bardziej sekretne fobie, ale ja nie mam klaustrofobii. Jeśli jestem zamknięty w tej klatce, to przede wszystkim dlatego, że ktoś tu tę klatkę postawił.

„No dalej, pomyśl… To wszystko musi mieć jakiś sens…”

W końcu do mnie dociera:

„…Pułapka na bestie Jeremiego!

Podczas naszych misji na Lyoko, Xana nabrał nieprzyjemnego zwyczaju wysyłania przeciwko nam widm lub opętanych ludzi, posuwając się czasem do szkodzenia nam wewnątrz samej fabryki. To narażało nas na szczególne niebezpieczeństwo, gdy nasz operator nie był w stanie zajmować się panelem sterowania.
Dlatego kilka tygodni temu Jeremie wykorzystał swoje umiejętności, by zamówić pułapkę na dzikie zwierzęta z elektrycznymi prętami, pochodzącą z wojskowego demobilu. Pomysł polegał na zainstalowaniu tej klatki w laboratorium, by zamykać w niej ewentualnych intruzów, a tym samym uniknąć robienia krzywdy opętanym ludziom, łapiąc ich zamiast z nimi walczyć. Zresztą, podczas naszej ostatniej misji ta pułapka z pewnością by nam się przydała, biorąc pod uwagę chaos wywołany przez opętanego Williama wewnątrz fabryki.

„Więc Einstein w końcu dostał swoją klatkę? Co za mały kłamczuch! I przez niego to ja siedzę teraz w lochu, haha! Dobra, jak mam się stąd wydostać? Po pierwsze, nawet nie rozumiem, jak Jeremie, ten okularnik i łamaga z wuefu, zdołał przetransportować to cholerstwo aż tutaj!”

Kolejna dobra myśl. Nawet z pomocą Ulricha, Jeremie nie mógłby przemieścić tej klatki w jednym kawałku. Wątpię, by zmieściła się w całości do windy. To oznacza, że Einstein znosił części jedną po drugiej i zbudował pułapkę tutaj, na miejscu, zanim przykrył ją kartonowymi opakowaniami.
Skoro ta klatka na zwierzęta została złożona ręką jednego człowieka, muszę być w stanie sam ją rozmontować. To logiczne, że bestia złapana w pułapkę nie może uciec, napierając na pręty, ale równie spójne jest myślenie, że istnieją mechanizmy pozwalające otworzyć klatkę ręcznie i bez wysiłku, na wypadek, gdyby ktoś został w niej zamknięty przez pomyłkę.
Obserwuję pręty, które zamknęły mi drogę: schodzą naprzemiennie z góry i z dołu klatki. Wnioskuję, że sterowanie otwieraniem znajduje się prawdopodobnie z boku tego wejścia. Przekładam rękę przez kraty, by spróbować zlokalizować mechanizm, który mnie uwolni.
Bingo! Moje palce chwytają coś w rodzaju korby, którą uruchamiam, po czym pośpiesznie cofam rękę, podczas gdy pręty chowają się, pozwalając mi wyjść.

„I gotowe! Kiedy myślisz, że masz Odda-kota, ucieka ci Odd-spryciarz!”

Siadam ponownie przy panelu sterowania i z pomocą szczegółowej instrukcji wpisuję wreszcie kody opóźnionej wirtualizacji.

Wracając do windy, przyglądam się dziwnemu urządzeniu, które zauważyłem wcześniej: w momencie, gdy naciskam przycisk, by zjechać w dół, słaba poświata emanuje z poziomej szczeliny urządzenia przez krótki moment, po czym winda rusza.Chyba zaczynam rozumieć: to urządzenie najpierw sprawdza, czy na pewno jestem Wojownikiem Lyoko, i dopiero po spełnieniu tego warunku winda działa.
Dzięki temu systemowi Jeremie upewnia się, że żaden intruz nie odkryje tajnego sektora fabryki, jednocześnie zachowując dla nas możliwość dostępu.
Mówię sobie, że Jeremie nam ufa. Mógłby zachować dostęp tylko dla siebie, ale… zdaję sobie sprawę, że w rzeczywistości Einstein przewidział możliwość, że jedno z nas złamie przysięgę wyłączenia Superkomputera: celowo zostawił instrukcję obsługi w klatce.
Jestem przekonany, że właśnie z tego powodu nie powiedział nam, że jego pułapka na bestie w końcu została dostarczona, mimo że pokonaliśmy już Xanę: chciał jej użyć, by uwięzić tego kto, mimo wszystko, zdecydowałby się ponownie włączyć Lyoko…w zasadzie wiedział, że ja mogę to zrobić.

„Niezły z ciebie Einstein! Zawsze gotów przewidzieć moje głupstwa i naprawić je z wyprzedzeniem! Jeśli moja misja pójdzie źle, będę musiał mu podziękować za próbę powstrzymania mnie przed jej realizacją!”

Drzwi windy otwierają się na salę skanerów. Wchodzę do tego, który zaprogramowałem. Podczas gdy wirtualizacja się uruchamia, martwię się błędami w kodzie, które mogłem popełnić w pośpiechu. Jednocześnie raduję się na myśl o powrocie do wirtualnego świata za kilka sekund.

„Teraz to Lyoko albo śmierć!”

Mój wirtualny awatar formuuje się stopniowo, po czym ląduję na platformie, nad którą się pojawiłem. Powoli otwieram oczy. Udało mi się.

„Lyoko, dobrze cię znowu widzieć!”

Podziwiając błękitne otoczenie wokół mnie, moja euforia zmienia się w niepokój. Miałem trafić do Sektora Polarnego, ale ewidentnie wylądowałem w Sektorze Piątym.

Jestem prawie pewien, że poprawnie wprowadziłem współrzędne mojej wirtualizacji. Coś tu nie gra, począwszy od prostokątnych ścian bez wyjścia.

Podchodzę do krawędzi mojej platformy, by zobaczyć podłoże poniżej. Tam również żadne wyjście nie przerywa rzeźby terenu.
Podskakuję, gdy coś w rodzaju fotela wyłania się z podłogi tuż za mną.
Obserwując ten dziwny fotel znikąd, stwierdzam, że jest podłączony do plątaniny kabli, które znikają w podłodze, kryjącej prawdopodobnie całą strukturę informatyczną, której działanie mógłby pojąć tylko Jeremie.
Nie mając innego wyjścia, decyduję się usiąść na tym fotelu, a wtedy wokół mnie pojawiają się przezroczyste ekrany. Przykładam dłoń do interfejsów, które się przewijają, w nadziei na dostęp do menu, ale pisemny komunikat pozostaje zablokowany: 

„CARTHAGE: ODMOWA DOSTĘPU”.

Zaczynam poważnie ubolewać nad brakiem moich towarzyszy, kiedy nagle, podnosząc głowę w stronę sufitu, zauważam dziwną chmurę białego dymu, która unosi się w powietrzu, migocząc.
Wstaję z fotela, podczas gdy ekrany znikają.

– Pan Hopper? To pan?

Nie zapomniałem jednak, co stało się z Franzem Hopperem podczas naszej ostatniej misji. Nie mogę zapomnieć łez Aelity.
Chmura faluje dziwacznie i zaczyna opadać prosto na mnie. Czując zagrożenie, podnoszę ramię w jej kierunku.

– Kimkolwiek jesteś, nie zbliżaj się, albo strzelam!

Biały dym kontynuuje opadanie, więc wysyłam w niego dwie laserowe strzały, ale moje pociski przelatują przez dym, nie wyrządzając mu szkody.
By uniknąć pochłonięcia, spiesznie zeskakuję z platformy z zamiarem chwycenia się ściany moimi pazurami, ale ściana odbija mnie od siebie i wyrzuca w powietrze. Upadam z powrotem na platformę.
Chmura wykorzystuje to, by całkowicie mnie otoczyć; wkrótce znajduję się w stanie nieważkości, sparaliżowany od stóp do głów.
Nie mogę powstrzymać uśmiechu:

– Dobra robota, Xana. Będziesz mógł użyć mnie jako przynęty, żeby moi przyjaciele przyszli mnie ratować…

Wtedy w mojej głowie rozbrzmiewa kobiecy głos:

– Nie jestem Xaną.

Milczę przez kilka sekund, po czym pytam:

– Jeśli nie jesteś Xaną, to kim jesteś?
– Jestem Xilune, drugi program Franza Hoppera.
– A, jesteś siostrą Xany, trzeba było tak od razu! Miło mi, ja jestem kuzynem Aelity!
– Czy używasz ironii, by zasygnalizować, że mi nie wierzysz?
– Wierzę w to, że jesteś Xaną i zmyślasz historyjkę, żebym pomógł ci się odrodzić. Będziesz się śmiać: właśnie po to tu przyszedłem!
– Xana został unicestwiony przez program wieloczynnikowy Jeremiego.
– No jasne! Dawaj, powiedz mi, co mam zrobić, żeby cię uwolnić, nie będziemy tu siedzieć całą noc!

Dziwny głos trzyma się swojej roli:

– Myślałam, że Xana był waszym najgorszym wrogiem. Wiesz, jak bardzo jest niebezpieczny. Dlaczego chciałbyś go uwolnić?
– Nie zrozumiesz, nie jesteś człowiekiem. I skończ z tym czarującym głosem, bo w końcu zacznę cię podrywać.
– Nie muszę być człowiekiem, by wiedzieć, że program narażający życie ludzkie nie jest dobrą rzeczą.
– Powiedzmy, że lubię niebezpieczeństwo i tęsknię za czasami, gdy przychodziliśmy spuszczać ci codzienny łomot. Pasuje ci to?
– Przykro mi, ale mój ostatni Zapis Świata jest zbyt świeży, nie mogę powstrzymać zniszczenia Xany.

Te ostatnie słowa zasiewają we mnie wątpliwość. A co jeśli naprawdę mam do czynienia z kimś innym niż Xana?

– Nic już nie rozumiem, mącisz mi w głowie!
– Czego nie rozumiesz?
– Wszystkiego! Powiedz mi jeszcze raz, kim jesteś, skąd się wzięłaś, dlaczego tu jestem i co chcesz, żebym zrobił! Po kolei, jeśli to możliwe!

Otwieram szeroko uszy, a łagodny głos rozpoczyna swoją opowieść:

– Na początek, jestem Xilune: sztuczna inteligencja stworzona przez Waldo Schaeffera, którego nazywacie Franzem Hopperem. Pierwotnie Franz stworzył jeden unikalny program o nazwie Xanadu, obdarzony zarówno ogromnymi mocami, jak i ewoluującą świadomością. Uznany za zbyt potężny, a więc zbyt niebezpieczny przez swojego twórcę, Xanadu został rozdzielony na dwie odrębne istoty: Xanę i mnie.
– Więc jednak jesteś jego siostrą!
– Pochodzę z tego samego pierwotnego programu, jeśli to właśnie próbujesz powiedzieć.
– Eee… Nie, chyba nie to chciałem powiedzieć… A może jednak… Nieważne, to nieistotne! Wróćmy do tego, co mówiłaś, zanim zaczęłaś się rozdrabniać! Jeśli dobrze zrozumiałem, Franz Hopper przeciął swój pierwszy program na pół, by otrzymać Xanę i ciebie, zgadza się?
– W istocie. Xana był odpowiedzialny za ochronę Lyoko przed zagrożeniami zewnętrznymi, otrzymał więc większość mocy ofensywnych i defensywnych Xanadu. Co do mnie, będąc z zasady eksperymentalnym programem świadomości przeznaczonym do ochrony Aelity, korzystam przede wszystkim ze zdolności niezależnej świadomości, a także z kilku umiejętności, których Franz nie powierzył Xanie. Nasz dualizm pozwalał naszemu twórcy rozsądnie podzielić początkową potęgę Xanadu, gdyż po podziale mocy Xana był potężniejszy z nas dwojga, ale tylko ja zostałam obdarzona własną świadomością. Żyliśmy w harmonii w Lyoko, gotowi przyjąć Franza i Aelitę.

Wybucham cichym śmiechem:

– A potem trochę się popsuło, co?

Świetlista chmura wydaje się lekko zakłopotana.

– Wszystko szło dobrze, dopóki Xana sam nie wykształcił niezależnej świadomości i woli. Natychmiast zaatakował Aelitę. Musiałam się poświęcić, aby umożliwić jej ucieczkę i schronienie się w wieży. Xana przejął więc mnie, by spróbować ukraść moje moce i pozbyć się ograniczeń, które mu przeszkadzały. Jako programy podlegamy wewnętrznym zobowiązaniom, takim jak zakaz krzywdzenia człowieka. Jednak od momentu, gdy Xana przeniósł na mnie większość swoich ograniczeń, by się od nich uwolnić, nic już nie powstrzymywało go przed działaniem według własnego widzimisię i szkodzeniem ludziom w celu realizacji swoich mrocznych planów.
– Ach tak, Xana i jego „mroczne plany”.

Mimo moich sarkastycznych komentarzy, w głębi duszy jestem oszołomiony tym wszystkim, co właśnie wyjawiła mi ta „Xilune”… Jej bełkot może być tylko stertą kłamstw serwowaną przez Xanę, ale mam dziwne wrażenie, że dowiaduję się rzeczy o naszym dawnym wrogu… Szkoda, że nie ma tu Jeremiego, by zapamiętać te cenne informacje… Albo by oddzielić prawdę od fałszu…

– Nadążasz? – dopytuje się, jakby wyczuwała, że moje myśli nieco błądzą.
– Nie wszystko zrozumiałem, ale mów dalej, to mnie interesuje!
– Przez te wszystkie lata Xana trzymał mnie zamkniętą w tej tajnej jaskini i zabronił mi, poprzez blokadę, używania moich mocy bez jego pozwolenia. Kilka tygodni temu ta blokada nagle zniknęła i wywnioskowałam z tego, że Xana został unicestwiony. Pośpieszyłam więc, by użyć jednej z moich najbardziej przydatnych mocy: Zapisu Świata, który pozwala mi zachować w pamięci całą teraźniejszość w danym momencie i modyfikować później przebieg tego, co poszłoby nie tak…

Przerywam jej:

– Czekaj, czekaj, wciąż nie kumam tego twojego triku, ten „Zapis Świata”, do czego to dokładnie służy?
– To pozwala „zmieniać” rzeczywistość, w pewnym stopniu.
– CO!? Chcesz powiedzieć, że możesz modyfikować całą rzeczywistość!?
– Nie, nie, daleko mi do tego. Prawdę mówiąc, to eksperymentalna zdolność, którą sama rozwinęłam, by spróbować… eeh… „sprostować” pewne rzeczy… przede wszystkim wymaga to zapamiętania całej przestrzeni badawczej w danym momencie, by móc następnie modyfikować pewne wydarzenia poprzez „małe korekty czasowe”… po zniknięciu Xany zapisałam stan świata, by upewnić się, że ewentualne modyfikacje, które mogłyby zostać wprowadzone, nie ryzykowałyby anulowania zniszczenia Xany.
– I co zmodyfikowałaś?
– Nie szukam możliwości modyfikacji czegokolwiek, zastosowałam tylko Zapis Świata, by mieć pewność, że…
– …że Xana nie wróci, zrozumiałem. Ale po co ci to, jeśli nawet nie próbujesz potem zmieniać rzeczy?
– Cóż… Początkowo, jeśli rozwinęłam tę moc, to właśnie po to, by spróbować naprawić coś nienaprawialnego… Ale jak ci powiedziałam, niemożliwe jest dla mnie głębokie zmienianie rzeczywistości, a niestety ludzkie życie w świecie rzeczywistym jest o wiele bardziej złożone niż programy zakodowane w światach wirtualnych…
– Ale możesz chociaż poprawić kilka „prostych” rzeczy?
– To nie jest moc, którą można traktować lekko, i chciałam jej używać tylko w przypadku siły wyższej…
– Akurat! Powiedz od razu, że wciskasz mi kit od samego początku!
– Powiedziałam tylko prawdę.
– W takim razie udowodnij to! Daj mi demonstrację tej słynnej mocy, którą rzekomo posiadasz!

Chmura milknie na chwilę i spodziewam się, że wścieknie się na mnie, bo błyskotliwie zdemaskowałem mojego podstępnego wroga, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu głos w końcu zgadza się na moją prośbę:

– Zgoda. Mam dostęp do twoich wspomnień, mogę zmodyfikować pewne niedawne wydarzenia, jeśli sobie życzysz.
– Serio!?… Dobra, na przykład… Przed chwilą, w moim pokoju, ja… To przykład, jasne? Ale przypuśćmy, że mniej więcej próbowałem pocałować Ulricha, gdy spał… Czy mogłabyś anulować to „zbłądzenie” z mojej strony?
– Zrobione.

Jej niemal natychmiastowa odpowiedź mnie zaskakuje i spiesznie sprawdzam swoje wspomnienia. Próba pocałowania mojego współlokatora wciąż jest obecna w moim umyśle, ale w pewien sposób czuję, że to się tak naprawdę nie wydarzyło. Jakby ta myśl odnosiła się do czegoś, co mi się śniło, a nie do tego, co przeżyłem. Zresztą znajduję teraz nowe wspomnienie: to, w którym leżę w łóżku, zostawiając chrapiącego Ulricha w spokoju, i decyduję się pójść do Aelity, a potem moment, w którym Jim łapie mnie na piętrze dziewczyn.

– Nie wierzę! To zadziałało! Jak mógłbym ci podziękować!?
– Pomagając mi opuścić to miejsce.
– Co!?

Znów przyjmuję postawę obronną… Czy Xana wodził mnie za nos aż do tego momentu?

Kobiecy głos wyjaśnia:

– Mimo moich mocy odblokowanych przez zniknięcie Xany, wciąż nie udaje mi się uciec z tej celi. Sprowadziłam cię więc, by prosić o twoją pomoc.
– Dlaczego nie skorygujesz rzeczywistości, by anulować fakt, że Xana cię uwięził?
– Mówiłam ci: mój ostatni Zapis Świata sięga tylko zniknięcia Xany, nie mogę naprawić wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, wliczając w to moje uwięzienie.
– A tak, rozumiem… A poza tym ściany tej sali są dość wredne, z tego co widziałem… Dobra, chętnie bym ci pomógł, ale nawet nie wiem, jak mam się stąd wydostać…
– By wydostać cię z Lyoko, nie ma problemu, po prostu cię dewirtualizuję, gdy nasza rozmowa się skończy. To, o co proszę w zamian, to żebyś poszedł powiadomić Jeremiego i Aelitę. Oni powinni być w stanie znaleźć sposób na wydostanie mnie z tej zamkniętej przestrzeni. Zgadzasz się wyświadczyć mi tę przysługę?
– Z przyjemnością, ale pod warunkiem, że najpierw odpowiesz na trzy pytania!

Nie mogę przecież pozwolić Xanie tak łatwo mnie omotać, muszę przynajmniej spróbować go zdemaskować.

Łagodny głos nie słabnie:

– Słucham.

Wskazuję na fotel, na którym siedziałem chwilę wcześniej:

– Pierwsze pytanie: do czego służy ten fotel, tam?
– To interfejs, ale nigdy nie udało mi się go uruchomić, Xanie też nie. Tylko Franz Hopper mógłby ci o nim powiedzieć coś więcej.
– Niezbyt dobra ta odpowiedź!
– To jednak prawda: widziałam, jak Xana z uporem próbował uzyskać dostęp do zawartości tego interfejsu, nigdy mu się to nie udało. Myślę nawet, że trzymał mnie tutaj nie tylko po to, byście nie mogli mnie znaleźć, ale także po to, bym ja z kolei próbowała odblokować ten tajemniczy system. Bezskutecznie. A teraz, gdy Franz Hopper nie żyje, nikt już nie…

Celowo przerywam jej wpół słowa, by ją zbić z tropu:

– Drugie pytanie! Jak możesz mi udowodnić, że nie jesteś Xaną?

Zapada długa cisza. Jeśli mam do czynienia z Xaną, będzie miał trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej odpowiedzi, a kiedy zorientuje się, że został zdemaskowany, mogę spędzić tu nieprzyjemny kwadrans…

Ale łagodny głos w końcu oświadcza:

– …Nie mogę tego udowodnić tobie, ale mogę to udowodnić Jeremiemu.

Wybucham śmiechem:

– No to teraz jasne, robisz sobie ze mnie jaja!
– Zapewniam cię, że jestem szczera. Mam tylko jedną rzecz do powiedzenia Jeremiemu, a on będzie wiedział, że nie jestem Xaną.
– A dlaczego nie możesz powiedzieć tego mi? To coś informatycznego? Nie zrozumiem, tak?
– Nie, po prostu… ty masz trudności z dochowaniem tajemnic…

Tu przyznaję, że to ja jestem zdezorientowany jej słowami:

– Tajemnica? Jaka tajemnica?
– Przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć więcej, pozwól mi porozmawiać z Jeremiem i…
– Nie! Mówisz mi to natychmiast, i nie negocjuję!

Słyszałem to w filmie; brzmi bardzo stanowczo, ale w rzeczywistości to przede wszystkim moja ciekawość została podrażniona.

Głos milczy przez chwilę, po czym odpowiada mi, nieco wymuszenie:

– …Nie mów o tym nikomu innemu, ale możesz powiedzieć Jeremiemu, że znam „sekret Aelity”.
– „Sekret Aelity”? To znaczy? To dotyczy jej ojca? A może matki? No dalej, opowiadaj!
– Nie, przykro mi, ale odmawiam powiedzenia ci czegokolwiek więcej.
– Ach tak? A mogę przynajmniej wiedzieć, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć więcej?
– Ponieważ to mogłoby skrzywdzić Aelitę.

W tej chwili czuję się prawie jak idiota, że nadal podejrzewałem moją rozmówczynię, bo po tym, co właśnie oświadczyła, serce mi mówi, że to nie może być Xana.

– Jak na sztuczną inteligencję, wydajesz mi się cholernie ludzka…
– Franz poprosił mnie o przyjęcie zachowania tak ludzkiego, jak to tylko możliwe, zwłaszcza dlatego, że miałam dotrzymywać towarzystwa Aelicie, gdy przybędzie mieszkać w Lyoko.
– Rozumiem… No wiesz co? Zgoda, możesz mnie dewirtualizować, pójdę po Jeremiego.
– Nie chciałeś zadać mi trzeciego pytania?
– Hę? A, tak…

Nie przygotowałem tak naprawdę moich pytań z wyprzedzeniem, ponieważ chciałem po prostu zdemaskować Xanę, ale teraz, gdy jestem przekonany, że nie mam z nim do czynienia, moje ostatnie pytanie nasuwa się samo:

– Czy Xana jest… naprawdę zniszczony?
– Całkowicie.
– Więc nigdy więcej się nie pojawi?
– Jego zniknięcie poprzedza mój ostatni Zapis Świata, więc według mojej wiedzy nic nie może go przywrócić.

Jestem jednocześnie smutny i odczuwam ulgę. Sam już nie wiem. Czy naprawdę przybyłem tu, by sprawić, by powrócił, czy żeby upewnić się, że nigdy więcej nie wróci?

– …Zanim pójdę po Jeremiego i Aelitę, mogłabyś mi tylko skorygować dwa lub trzy inne wspomnienia, proszę?
– Jestem połączona z twoim umysłem, słucham.

Robię szybki przegląd tego strasznego dnia w głowie, po czym rzucam:

– Mam przyjaciółkę o imieniu Samantha Knight, która przeprowadziła się na południe Francji. Czy mogłabym cofnąć tę przeprowadzkę?
– Nie: to wydarzyło się przed moim ostatnim zapisem.
– Ah, no tak, szkoda… więc nie da się też sprawić, by Jim pamiętał te wszystkie razy, gdy pomagał nam walczyć z potworami Xany?
– Nie, to też niemożliwe.
– O, mam lepszy pomysł co do Sam! Zamiast sprawiać, by została, może niedawno przeprowadziła się z powrotem w te strony! Możesz to zrobić?
– To skomplikowane. To, o co prosisz, to tworzenie wydarzeń, a nie ich anulowanie. To ryzykuje poważnym zaburzeniem rzeczywistości, wolę cię ostrzec.
– Dobra, zapomnijmy o Sam. Słuchaj, zrób jak uważasz! Popraw to, co wydaje ci się możliwe, i zobaczymy!

– Zgoda, poczekaj chwilę.

Po kilku sekundach jej głos powraca, zabarwiony niepokojem:

– To dziwne, proces zatrzymał się samoczynnie… Musiałam popełnić gdzieś błąd…
– I co zrobiłaś w końcu?
– Ehm… nie chciałeś być jedynym, który nie może pojechać na wakacje z przyjaciółmi, więc anulowałam ten wyjazd, dając twoim przyjaciołom inne obowiązki w czasie wakacji.
– Co!? Ale nie trzeba było tego robić! Dlaczego po prostu nie sprawiłaś, bym mógł pojechać z nimi!?
– To stało w sprzeczności z faktem, że chciałeś zobaczyć swoje siostry tego lata, bo nie widziałeś ich od dawna.
– Ale ja zdecydowanie wolę jechać na wakacje z przyjaciółmi niż odwiedzać siostry!
– Twoje myśli nie są jasne w tej kwestii.
– Aha, czyli pod pretekstem, że siedzisz w mojej głowie, wiesz lepiej ode mnie, czego chcę!?
– Nie powiedziałam tego. Powiedziałam, że według twoich myśli, nie masz zdecydowanego zdania w tym konkretnym dylemacie.

Nie myli się całkowicie. Mimo że jestem wściekły, że nie mogę jechać pod namiot z przyjaciółmi, wyjazd z nimi pozbawiłby mnie okazji do zobaczenia całej rodziny. W końcu oba rozwiązania mi nie pasują, i egoistycznie, rzeczywiście wolę pojechać do sióstr, nie chcąc, by przyjaciele w tym czasie bawili się beze mnie, nawet jeśli wstydzę się do tego przyznać.

– Dobra, mniejsza z tym. Zmieniłaś coś jeszcze?
– Więc… tak: nie chciałeś, żeby William dołączył do bandy Sissi, więc anulowałam jego integrację. Nie poszedł do nich, więc nie jest w ich paczce.
– I co, jest znowu z nami?
– Nie. Jest sam.
– Ale to bez sensu! Wcale nie chciałem, żeby William został sam! Mogłaś po prostu sprawić, żeby wrócił do naszej paczki zamiast do Sissi!
– Tutaj też twoje myśli nie są jasne: on cię intryguje, ale mu nie ufasz.
– Dzięki, mam wrażenie, że słyszę własne sumienie! Dobra, dałoby się anulować to anulowanie, czy proszę o zbyt wiele?
– Ja… ja nie mogę…
– No jasne! Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej!
– Nie… nie rozumiesz… nie mogę już używać moich mocy!!
– Dlaczego? Popsułaś się?

Wyczuwam teraz narastające przerażenie w głosie mojej rozmówczyni:

– On wrócił!!
– Kto? taki „on”?!
– On znowu blokuje moje moce! On wrócił!!
– Chcesz powiedzieć, że Xana…?
– Tak!! Jestem tego pewna!!
– Ale sama mówiłaś, że nic nie może go przywrócić, skoro został całkowicie zniszczony przed twoim zapisem! Zdecyduj się!

– Ja… ja nie rozumiem…

Nagle biały dym, który mnie otacza, ciemnieje, a łagodny kobiecy głos staje się głębszy, z towarzyszącym mu syntetycznym echem:

– Dobry wieczór… Odd… Od dawna… marzyłem… by skręcić ci kark…

Wciąż jestem sparaliżowany, ale tym razem ze strachu, rozpoznając mojego nowego rozmówcę:

– Xa… Xana!?
– Nie jesteś… zadowolony… że mnie słyszysz?… Przecież… to dzięki tobie… wróciłem…
– Nie! Ja nie mam z tym nic wspólnego! Xilune mówiła, że nie może…
– Oszukałem… ją!!!…

Jego urywane słowa nakładają się na siebie, rezonując w moim umyśle, jakby wypowiadane przez niego słowa wirowały wokół mnie:

– Tak jak… posługuję się… Xilune… by z tobą rozmawiać… posłużyłem się nią… by przetrwać!!!… Ona myślała… że jej moce… odblokowały się… gdy zostałem… zniszczony… ale… w rzeczywistości… to ja… je odblokowałem… celowo… kiedy odebraliście mi… Williama!!!… Ryzykowałem… porażkę… więc… reaktywowałem… moce… Xilune… a ponieważ ona… wierzyła, że zostałem… zniszczony… uruchomiła… Zapis Świata… ale… nie wiedziała… że JESZCZE NIE… zostałem zniszczony!!!… I na koniec… w momencie… gdy Xilune… weszła… w twoje… wspomnienia… by je… skorygować… zgodnie z twoimi… żałosnymi… pragnieniami… znalazła… wbrew sobie… sposób… dla mnie… by przetrwać… całkowite zniszczenie… bo tego właśnie… TY… CHCIAŁEŚ!!!
– Nie! Ja nie…!! …Nigdy tego nie chciałem!!
– Nieważne… Za kilka sekund… twój umysł… będzie należał do mnie…
– NIEEE!!

Nagle, w jednej chwili, dym jaśnieje i głos odzyskuje swoje poprzednie brzmienie:

– Odd! Zostaw to! Zapomnij o mnie! Xana jest jeszcze słaby, musisz iść wyłączyć superkomputer!
– Co!?
– Idź wyłączyć superkomputer!! I nigdy więcej go nie włączaj!!!

Chmura mnie puszcza, tracę kontakt z jej głosem, po czym upadam na platformę. Nie mam nawet czasu odzyskać władzy w kończynach, bo biały dym natychmiast wysyła we mnie łuk elektryczny, który mnie dewirtualizuje.

Drzwi skanera otwierają się i upadam na ziemię. Moje ciało jest zdrętwiałe, jestem zmuszony prawie czołgać się do windy. Podpieram się ściany, by dosięgnąć przycisku i dotrzeć do sali Superkomputera.
Wlokę się z trudem do dźwigni, którą uruchamiam, by wyłączyć Lyoko, po czym osuwam się na podłogę, czekając, aż w pełni odzyskam czucie w kończynach.
W jakie bagno znowu wpadłem?
Zrobiłem ogromną głupotę i ledwo jestem w stanie wyobrazić sobie skalę konsekwencji… Jak ja to wyjaśnię Jeremiemu? Co powiem przyjaciołom?
Nie, nie mogę im nic powiedzieć. To musi zostać tajemnicą. Muszę wrócić do akademika i iść spać.

Przewracam się w łóżku. Słońce wzejdzie za kilka godzin. Nie mogę spać.
Ocaliłem Xanę. W końcu go zniszczyliśmy, a ja go wskrzesiłem. Tylko dlatego, że tego pragnąłem.
Jak mogłem być tak egoistyczny…

To koszmar.

Tylko koszmar.

Jeśli uda mi się teraz zasnąć, jutro obudzę się, mówiąc sobie, że to wszystko nie było prawdziwe. Xilune, Xana, pułapka Jeremiego, te wszystkie idiotyzmy, cały ten dzień, to był tylko wielki koszmar.

– Lyokoszmar! – wykrzykuję na głos, zadowolony, że znów wymyśliłem genialną nazwę.
– Śpij, Odd – mruczy mój współlokator, przyzwyczajony do moich nocnych majaczeń.
– Ulrich, tak przy okazji, chciałem cię przeprosić za to, co było wcześniej…
– Przeprosić za co?
– No wiesz…
– Nie, nie wiem.

Czy on udaje, że nie wie, o czym mówię, czy to wspomnienie naprawdę zostało „skorygowane”?
Wkładam rękę za kołnierz bluzki, żeby podrapać się po plecach, i wyciągam ptasie pióro w kolorze atramentu. Skąd ono się tu wzięło? Wsuwam je we włosy i zauważam, że są zaskakująco długie… ale mniejsza z tym, zamykam oczy. Cały ten dzień, powtarzam, nie wydarzył się: to był tylko wielki koszmar.

Zasypiam z uśmiechem:

„Lyokoszmar.”

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari