Odcinek 96: “Życie bez Lyoko” (rozdział 1)

Hejka! 

Z tej strony Shikari – Mamcia serwerowa, co swoje dzieci kocha – a przed Wami pierwszy rozdział opowiadania “Code Lyoko: Overpowered”. 

“Overpowered” to fanfik użytkownika Nelbsia, opublikowany na stronie codelyoko.fr. Całokształt ma formę napisanej piątej serii – każdy nowy rozdział to nowy odcinek. Dzisiaj publikujemy rozdział 96: “Życie bez Lyoko.” Seria ma łącznie 39 “odcinków” + epilog. 

Kilka informacji technicznych: 

  • Tłumaczenie z francuskiego na polski zostało wykonane przez Gemini AI Pro z korektą mojego autorstwa. 
  • Opowiadanie zawiera arty i przeróbki screenów autora. W oryginale są one wklejane między tekst – aby zapobiec problemom z formatowaniem na stronie, arty do danego odcinka będą wklejane na końcu fanfika.
  • Rada Ocalenia Fandomu ma oficjalne pozwolenie od adminów codelyoko.fr na tłumaczenie i publikację wszystkich materiałów, jakie są dostępne na ich stronie. 
  • Jeżeli ktoś z Was zna język francuski i chciałby porównać tłumaczenie do oryginału – zapraszam do kontaktu przez Discorda – udostępnię oryginał i przyjmę z otwartymi ramionami do współpracy nad dalszymi częściami. 🙂 

Enjoy!

Code Lyoko: “Overpowered” 

Odcinek 96: “Życie bez Lyoko”

„Odd, właśnie masz zamiar popełnić zbrodnię w afekcie!” – powtarza mi moje sumienie, podczas gdy drzwi windy towarowej otwierają się. 

I moje sumienie może nie mylić się całkowicie.

Rzadko go słucham, ale, kiedy krzyczy wystarczająco głośno, zdarza mi się usłyszeć, co ma do powiedzenia. Jego głos jest wzmocniony przez metalowe ściany pomieszczenia, w którym znalazłem się po raz pierwszy od czasu, gdy wyłączyliśmy Lyoko po pokonaniu Xany: sali Superkomputera.

Oto on, wyłaniający się z podłogi, a ja odpowiadam sam sobie: „Tak, właśnie popełniam zbrodnię w afekcie”.

Zakończenie na miarę tego katastrofalnego dnia.
Co ja robię sam w fabryce w środku nocy?

Sam nie jestem do końca pewien. I pomyśleć, że rano, gdy wstawałem, wszystko było w porządku. Jednak już podczas obiadu w stołówce, brak klopsików do mojego kuskusu naprowadził mnie na trop: zapowiadał się kiepski dzień. 

Kiedy dołączyłem do mojej czwórki przyjaciół – Ulricha, Jeremiego, Yumi i Aelity – przy ich stoliku, wciąż dyskutowali o planach na nadchodzące wakacje: wyjazd pod namioty, nad morze, w piątkę.
Marzenie, które dzieliliśmy od wielu miesięcy, które wcześniej było zakazane przez Xanę.  Niemal ciągłe zagrożenie uniemożliwiało nam dłuższą nieobecność. Teraz, gdy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, w końcu mogliśmy pojechać razem na wakacje… albo i nie.

Przełykałem posiłek, udając, że nic się nie dzieje: w rzeczywistości jednak byłem bardzo zdenerwowany. Brak kuskusu w klopsikach to jedno, ale słuchałem, jak rozmawiają o tym planie całymi dniami. Niestety… ja nie będę mógł z nimi pojechać.
Na pewno będą się świetnie bawić, podczas gdy ja będę musiał wyjechać z rodzicami, aby odwiedzić moją siostrę, Marię. Maria kontynuuje studia na południu Włoch.
Mam piętnaście lat, a nie mogę nawet decydować o tym, co robię w wakacje. Tak bardzo się tego wstydzę, że muszę coś wymyślić, by usprawiedliwić się przed przyjaciółmi.

– Jesteś pewien, że nie chcesz z nami jechać? – zapytał mnie Ulrich.
– Nie postawię nogi na kempingu, gdzie psy nie są mile widziane! – odpowiedziałem stanowczo.
– Nie ma mowy, żebyśmy wieźli ze sobą Kiwiego przez całe wakacje! – odparła Yumi, która wyraźnie wzięła moją fałszywą wymówkę na poważnie.
– No dalej, Odd, zostaw Kiwiego rodzicom i jedź z nami! Nie będzie tak zabawnie bez Ciebie! – nalegała Aelita.
– A komu mam świecić świeczką? Ulrichowi i Yumi, czy Jeremiemu i tobie? Dzięki za zaproszenie, ale nie chcę być piątym kołem u wozu – odparłem z coraz większą złośliwością.
– Nie ma sensu teraz o tym dyskutować – podsumował Jeremie. – Wyjeżdżamy za mniej niż tydzień i nie będziemy wszystkiego zmieniać w ostatniej chwili.
– Dzięki za wsparcie, Einstein – oświadczyłem, odchodząc od stołu.

Naprawdę martwiło mnie, że nie mogę z nimi jechać, ale miałem w głowie kilka pocieszeń. Na przykład, zamierzałem wykorzystać pobyt u siostry na południu, aby spotkać się z osobą, której nie widziałem od zbyt dawna, ale z którą pozostawałem w kontakcie.
Wychodząc ze stołówki, poszedłem usiąść na ławce na dziedzińcu i to właśnie tam dopadła mnie Sissi ze swoją bandą. 

– No i co, Odd? Dlaczego jesteś sam? Przyjaciele cię porzucili? – rzuciła ta jędza, żeby rozśmieszyć swoich popleczników, Herve’a i Nicolasa.
– A to ci heca! Gadająca krowa! – odparłem, żeby ich uciszyć.
Wyczulona na wszelkie drwiny kwestionujące jej idealną wagę, Sissi zrobiła się czerwona jak burak i posłała mi najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było ją stać.
I wtedy ktoś, kto prześlizgnął się za ławkę, na której siedziałem, zarzucił mi ramię na szyję, jakby chciał mnie udusić.
– Cofnij to, co jej właśnie powiedziałeś – rozkazał.
Szamocząc się, by uwolnić się z uścisku napastnika, odkryłem, że to William.
– Nie wierzę! Uwolniliśmy cię spod wpływu Xany, a ty postanawiasz dołączyć do bandy… Sissi!? I w dodatku atakujesz mnie od tyłu, ty brudny zdrajco!
– Co to jest „Xana”? – zapytał Nicolas ze swoim naturalnie głupim wyrazem twarzy.
William uśmiechnął się lekko i pochylił, by szepnąć mi do ucha:
– Cofnij wszystko, co właśnie powiedziałeś, albo odpowiem na pytanie Nicolasa…

Moim zdaniem blefował, ale nie mogłem ryzykować, że wyjawi nasz sekret; musiałem przeprosić Sissi. W końcu dali mi spokój. Zdecydowanie ten zdrajca William pozostawał nieprzewidywalny. Zawsze był tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy, żeby sprawiać nam problemy, albo pomagać je rozwiązywać. W czasach naszych misji w Lyoko Xana zrobił z niego swoją marionetkę. To dość przykre: chętnie dowiedziałbym się, ile naprawdę był wart jako Wojownik Lyoko walczący po właściwej stronie.

Zostawszy sam na ławce, zerknąłem telefon, żeby poprawić sobie humor.
Samantha.
Patrząc ponownie na zdjęcia, które mi przysłała, od razu odzyskałem uśmiech. Jest super cool, super miła, super zabawna, a do tego przepiękna. Sama myśl, że w końcu zobaczę ją tego lata, napawała mnie entuzjazmem. Zacząłem czytać wszystkie SMS-y, które wymieniliśmy w ciągu ostatnich tygodni, ale nie spodziewałem się, że nowa wiadomość od niej zniszczy moje nadzieje:

„Chyba nie będziemy mogli się zobaczyć tego lata. Jestem zaproszona na ślub kuzyna i zaraz potem wyjeżdżam na wakacje…”

Przez chwilę nie reagowałem, po czym odpisałem: „Co się odwlecze, to nie uciecze!” z uśmiechniętą buźką, ale znała mnie wystarczająco dobrze, by domyślić się, jak bardzo byłem rozczarowany.

Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, sam zrezygnowałem ze spędzania z nią czasu, po prostu dlatego, że Xana przypuścił atak i wzywał mnie obowiązek. Porzucenie miłości mojego życia by ratować świat dawało mi poczucie bycia prawdziwym bohaterem, ale nigdy nie chciałem być samotnym bohaterem.

Na szczęście dla mnie, nigdy nie potrafiłem kochać tylko jednej dziewczyny. Sam nie była jedyną osobą, którą się interesowałem w ostatnim czasie; od kilku tygodni byłem w sekretnym związku z Aelitą. Dlaczego „sekretnym”? Po pierwsze dlatego, że w oczach innych uczniów mamy uchodzić za kuzynów. Po drugie dlatego, że Aelita nie chciała, by Jeremie wiedział, że ze sobą chodzimy.

Aby umawiać się na spotkania, ona i ja ustaliliśmy kod oparty na SMS-ach, które na pierwszy rzut oka wydawały się błahe. Na przykład, kiedy wysłałem jej: „Widzę cię”, znaczyło to oczywiście: „Chciałbym się z tobą zobaczyć”. Nie wiem, jak długo siedziałem sam na ławce, czekając na jej odpowiedź z nadzieją, że będzie pozytywna, ale oto co mi odpisała: „Zielony 10”. „Zielony” oznaczał jedno z naszych miejsc spotkań po jego kolorze: las w parku Kadic. „10” znaczyło po prostu: „za 10 minut”.

Upewniwszy się, że nikt mnie nie śledzi, udałem się tam, gdzie na mnie czekała, zgodnie z planem. Te chwile, kiedy byliśmy tylko we dwoje, były rzadkie i cenne. Każde spotkanie było swego rodzaju rytuałem: za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, szliśmy ku sobie bez słowa, by całować się tak długo, jak to możliwe.

Tym razem Aelita przerwała nasz pocałunek po zaledwie kilku sekundach, po czym oświadczyła:
– Mam ci do przekazania coś trudnego.
Znając jedynie zerwania poprzez policzek w twarz, nie od razu zrozumiałem, że właśnie jestem delikatnie rzucany.
– Coś trudnego do przekazania?… Powtarzam klasę!?
– Nie, chodzi o ciebie i mnie. Myślę… Myślę, że musimy przestać widywać się w tajemnicy.
– To prawda? Chcesz, żebyśmy oficjalnie byli razem!? Koniec z potajemnymi schadzkami i kodowaniem SMS’ów?!
– Nie, nie! To znaczy tak! To znaczy… Chcę Ci powiedzieć, że… chciałabym, żebyśmy znów byli tylko przyjaciółmi.
– Co!? Chcesz zerwać!? Ale… dlaczego!? To dlatego, że nie jadę z wami pod namioty, tak!?
Aelita wzięła głęboki oddech i ujęła moją dłoń, zanim szczerze powiedziała mi, co jej leży na sercu:
– Odd, kiedy zdecydowaliśmy się być razem, zgodziliśmy się: to nie jest rozsądne. Ale… zagrożenie ze strony Xany pozwalało nam działać spontanicznie i cieszyć się życiem tak, jak to robiliśmy. Żyliśmy w napięciu. Jako Wojownicy Lyoko, każdy dzień mógł być naszym ostatnim. Każda okazja była dobra do flirtu i… naprawdę doceniałam te chwile spędzone w twoich ramionach. Te dreszcze, to… lekkie… poczucie winy, gdy się całowaliśmy, i godziny, podczas których zwierzaliśmy się sobie z sekretów. Jednak zawsze byłam z tobą szczera: nawet, jeśli bardzo cię lubię, jestem zakochana w Jeremiem. Teraz, gdy Xana nie stanowi już zagrożenia, moim pragnieniem jest żyć… normalnie. Nie mogę flirtować z tobą, będąc w związku z Jeremiem.
– Więc tak ma się skończyć nasza historia? Brak niebezpieczeństwa, brak wymówki, by robić to, na co naprawdę mamy ochotę?
– Powiedzmy, że pragnienia się zmieniają. Wcześniej bałam się zniknąć, nie zaznawszy miłości. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, boję się tylko utraty Jeremiego, jeśli będę dalej tak się zachowywać. 

Nie mogłem znieść myśli o jej utracie, więc chwytałem się, czego mogłem: 

– To przez Jeremiego? Myślisz, że coś podejrzewa? Możemy po prostu wymyślić nowy kod na nasze spotkania!
– Nie gadaj bzdur! Wiesz tak samo dobrze jak ja, że Jeremie wie o nas, nawet jeśli nic nie mówi. Dodałabym, że jest o wiele bardziej otwarty, niż sądzisz: choć nie podoba mu się myśl, że chodziłam z tobą, stara się pamiętać, że to mnie uszczęśliwiało, a wiedza, że jestem szczęśliwa, uszczęśliwia też jego. Mam nadzieję, że potrafisz to zrozumieć.
– Co? Jeremie jest szczęśliwy, wiedząc, że jesteś ze mną? Żartujesz? Gdybyś wiedziała, ile scen zazdrości mi urządził w czasach, gdy ty i ja nawet nie byliśmy razem, tylko dlatego, że się tobą interesowałem!
– Słuchaj mnie uważnie. Po pierwsze: wiedz, że to, co naprawdę martwiło Jeremiego w fakcie, że mogłabym z tobą chodzić, było to, że mógłbyś mnie skrzywdzić… tak jak skrzywdziłeś już kilka swoich „podbojów”. Tak, Jeremie taki jest, i to jeden z wielu powodów, przez który go kocham. Po drugie, widzę bardzo wyraźnie, że próbujesz mnie zatrzymać wszelkimi możliwymi sposobami, w tym powołując się na zazdrość, ale to bezcelowe. Już ci wyjaśniłam, dlaczego uległam tej słabości, która pchała mnie do bycia z tobą, i dlaczego nie mogę sobie na to pozwolić dzisiaj. Czas zamknąć ten rozdział.

Widocznie przemyślała sprawę przed podjęciem decyzji o naszym rozstaniu, więc musiałem zaakceptować fakt, że nie zmieni zdania. Podczas gdy jej dłoń wyślizgiwała się z mojej, wyznałem jej swoje żale: 

– Gdybym wiedział, że zniknięcie Xany doprowadzi do naszego rozstania, starałbym się spędzać z tobą więcej czasu…
– A gdybym ja wiedziała, że mój ojciec zginie, spędziłabym więcej czasu na szukaniu sposobu, by go ocalić. Ale nawet Powrót do Przeszłości nie może cofnąć wszystkich naszych błędów ani wymazać wszystkich naszych żali. Więc, jeśli możesz, zachowajmy tylko dobre wspomnienia, Odd.

Aelita pocałowała mnie w policzek, zanim odeszła na dobre. To było o wiele bardziej bolesne niż wszystkie policzki, jakie kiedykolwiek otrzymałem.

Zazwyczaj, kiedy znowu staję się całkowicie singlem czuję, że to nowy początek: korzystam z wolności, by otwarcie podrywać inne dziewczyny, bez ryzyka problemów z zazdrością. Teraz, kiedy Aelita mnie rzuciła, poczułem prawdziwy, naprawdę ogromny ból. Po raz pierwszy doświadczyłem tego, co ludzie nazywają „zawodem miłosnym”: tego przerażającego wiru wyrzutów sumienia i niekontrolowanych łez. Ja, który próbowałem z dziewczynami, jedna po drugiej, by znaleźć bratnią duszę, zacząłem się zastanawiać, czy w końcu udało mi się… ją stracić. Straciłem też apetyt do błąkania się bez celu po parku: w oczekiwaniu na zachód słońca, pominąłem kolację.

Czekanie na zmierzch; kolejny, kiepski pomysł.
Co może być bardziej przygnębiające niż zachodzące słońce w wieczór zerwania, którego się nie spodziewaliśmy? Ta czerwonawa kula znikająca za horyzontem jako symbol wspomnień, które giną… ta chmura przebita promieniami, niczym zranione serce, którego rany uleczy tylko czas… mroczny płaszcz nocy okrywający niebo, gwiazdy maleńkie jak nadzieje utracone na zawsze…

Aelita…

Lodowaty wiatr musnął moje oczy, zmuszając je do zwilgotnienia. Było zimno, czas wracać.

Kładąc się do łóżka, miałem nadzieję, że ten piekielny dzień dobiegnie końca. Delikatnie mówiąc, to nie był koniec moich udręk. Podobno sen regeneruje, ale jak zmrużyć oko, gdy ma się złamane serce?
Na domiar złego Ulrich postanowił chrapać wniebogłosy. Wziąłem telefon, żeby sfilmować mojego współlokatora, który naśladował hałas parowozu – on, który ciągle oskarżał mnie o trzęsienie murami.
Ponieważ pokój był pogrążony w ciemności, musiałem podejść do niego blisko, żeby jego twarz była dobrze widoczna na ekranie komórki. Wciągnięty w zabawę, pomyślałem, że mógłbym przekazać ten nocny reportaż Milly i Tamiyi, aby wszyscy uczniowie Kadic subskrybujący ich bloga mieli z tego ubaw. Musiałem zaryzykować i zbliżyć się do mojego obiektu tak bardzo, jak to możliwe.
Bezszelestnie udało mi się wejść na łóżko współlokatora i uklęknąć po obu stronach jego brzucha, by sfilmować jego twarz w zbliżeniu. Jedną ręką trzymałem telefon, a drugą zatykałem usta, by nie wybuchnąć śmiechem.
Nagle chrapanie ustało. Natychmiast wyłączyłem komórkę i wstrzymałem oddech, modląc się, by Ulrich się nie obudził. Opowiadano mi o różnych fazach snu, których głębokość jest zmienna; o ile kilka sekund wcześniej brawurowo udało mi się wejść na mojego kolegę z pokoju bez budzenia go, tak teraz bałem się, że wybudzi się, słysząc samo moje mruganie.
Zostałem więc tak, nad nim, bez ruchu i bez najmniejszego dźwięku, by upewnić się, że wciąż śpi. Wpatrując się w niego, zacząłem rozmyślać o wszystkim, co razem przeżyliśmy od dnia, w którym przybyłem do Kadic. Wszystkie nasze plany, by wymknąć się uwadze Jima i wyjść wieczorem, albo gdy Xana atakował, wszystkie nasze partie gier wideo i walki w Lyoko, nasza więź, rywalizacja, wymiany żartów – słowem, te wszystkie rzeczy, które sprawiają, że od prawie dwóch lat Ulrich jest moim najlepszym przyjacielem.

„Tak, Ulrich jest zdecydowanie moim najlepszym przyjacielem. Gdyby jedno z nas było dziewczyną, pewnie chodzilibyśmy ze sobą.”

Myśli mnie zdradzały. Chciałem spróbować. Korzystając z tego, że spał, powoli pochyliłem się nad nim, by zbliżyć moją twarz do jego, a potem…

…a potem on się obudził.

Nie od razu zrozumiał, dlaczego na nim siedzę, ale nie znalazłem nic mądrzejszego do powiedzenia niż: „To do reportażu o chrapaniu!”. Kiedy w końcu dotarło do niego, co zamierzałem zrobić, odepchnął mnie gwałtownie i zagroził:
– Jeśli kiedykolwiek spróbujesz czegoś takiego, gdy śpię, wnoszę o zmianę pokoju! Powodzenia w szukaniu współlokatora, który zniesie twojego psa i twoją muzykę dla degeneratów!
– Ale czekaj! To wcale nie tak…
– Cisza! Teraz albo śpisz, albo wychodzisz!

Nie mogąc zasnąć, wyszedłem na korytarz. Trudno mi było pojąć, co właśnie zrobiłem. To nie było w moim stylu, to mogły być tylko skutki uboczne mojego zerwania z Aelitą.
Aelita… Musiałem ją zobaczyć, porozmawiać z nią. Postanowiłem więc pójść do niej do pokoju.

Ledwie dotarłem na szczyt schodów, zostałem przyłapany przez Jima:
– Della Robbia! Mogę wiedzieć, czego szukasz na piętrze dziewczyn w środku nocy?
– Cóż, em… Jest na to bardzo proste wyjaśnienie…
– TRATATATA, nie chcę tego słuchać!
– Ale właśnie pan powiedział…
– Nie próbuj zgrywać cwaniaka ze starym wygą! Chłopcy z dołu nie mają czego szukać u dziewczyn na górze, i mam wrażenie, że nie mówię ci tego po raz pierwszy!
– Jim, proszę, muszę koniecznie…
– Skończ palić głupa, Della Robbia! Tym razem odprowadzę cię do pokoju z ostrzeżeniem, ale jeśli złapię cię znowu, urządzę ci takie mycie głowy, że popamiętasz!

Cholerny Jim. Zawsze na miejscu, by powstrzymać nas przed swobodnym poruszaniem się. A jednak wielokrotnie wspierał nas w walce z Xaną, nawet jeśli potem musieliśmy wymazywać mu pamięć. Teraz nasze sojusze z głównym strażnikiem należą do przeszłości. Wielka szkoda. Chciałbym, żeby walczył u naszego boku w Lyoko.

Próbowałem znów zasnąć, ale musiałem porzucić ten cel, gdy „lokomotywa” ruszyła na nowo. Przeszła mi przez głowę myśl, by rzucić poduszką w głowę Ulricha, ale, przypominając sobie groźbę zmiany pokoju, wolałem zostawić go w spokoju. W czasach naszych nocnych misji przeciwko Xanie wspólny pokój wydawał się niezbędny, aby móc wymykać się z Kadic w środku nocy. Teraz, jeśli Ulrich naprawdę zechce zmienić pokój, nic go już nie zatrzyma –  poza naszą przyjaźnią, którą przed chwilą prawie zaprzepaściłem.
Przytłoczony udrękami tego wyczerpującego dnia, zacząłem płakać w milczeniu. Jak moje życie, wcześniej tak genialne, mogło stać się aż tak mdłe?
Analizując sprawę ze wszystkich stron, w końcu zdałem sobie sprawę, że wszystkie moje problemy prowadzą do tego samego źródła: zniknięcia Xany. Gorycz potwierdzała, jak bardzo miałem rację. Zanim wyłączyliśmy Superkomputer, nie zdawałem sobie sprawy, że bez Lyoko życie traci cały swój fun.

Lyoko… Xana…

Tak, to wszystko nabierało teraz sensu. Pozostała mi tylko jedna rzecz do zrobienia, jedna iskra do wzniecenia, by ożywić płomień, który napędzał mnie przez te ostatnie trzy lata.
Wyciągnąłem mój dawny strój, by założyć go na piżamę: krótką bluzę z długimi rękawami, spodnie dzwony i buty z grubą podeszwą. Uciekłem przez okno, by uniknąć ponownego spotkania z Jimem.

Na zewnątrz, w mroku nocy spowijającej Kadic, miałem wrażenie, że przeżywam nową misję. Wmówiłem sobie, że moi przyjaciele zostali uwięzieni na Lyoko i że tylko ja mogę ich uwolnić. Xana na pewno wyśle za mną widma, by mnie wyeliminować. Zacząłem biec, deszcz zaczął padać. W parkowym lesie czułem wokół siebie liczne obecności: cienie, które nagle chowały się za drzewami, by zastawić na mnie pułapkę. Wyczulony na najmniejszy hałas i ruch, podniosłem kij, po czym wznowiłem bieg, by zgubić potwory depczące mi po piętach.
Nieużywana od jakiegoś czasu klapa prowadząca do kanałów była częściowo przysypana ziemią. Użyłem kija jako dźwigni, by ją podnieść, wciąż w obawie, że zaraz skądś wyskoczy stwór Xany, by mnie zmiażdżyć. Po zejściu do kanałów, kolejne nieprzewidziane zdarzenie mnie opóźniło:

„Cholera! Deskorolek już nie ma!”

Usłyszałem hałasy za sobą; znowu zacząłem biec. Nawet po przejściu przez kanały wciąż czułem czyhające niebezpieczeństwo. Ostrożnie otworzyłem klapę wyjściową na most, by upewnić się, że żaden potwór nie czeka na powierzchni. Nowy hałas za moimi plecami skłonił mnie do pospiesznej ucieczki, by w końcu dotrzeć do fabryki w ulewnym deszczu.

Gdy miałem już wejść do tego rzekomo opuszczonego miejsca, by schronić się przed potopem, ptak wleciał niemal prosto na mnie. Zdołałem w ostatniej chwili uniknąć tego mrocznego omenu.

„Nie dopadniesz mnie tak łatwo, Xana!”

Szybko wszedłem do windy, by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i zjechać do celu mojej podróży.

„Trzymajcie się, przyjaciele, nadchodzę!”

Komedia osiągnęła apogeum, gdy w mojej głowie rozbrzmiał drugi głos…

„Odd, zaraz popełnisz zbrodnię w afekcie!” – powtarza mi moje sumienie, podczas gdy drzwi windy towarowej się otwierają.

I moje sumienie może nie mylić się całkowicie.

Rzadko go słucham, ale kiedy krzyczy wystarczająco głośno, zdarza mi się usłyszeć, co ma mi do powiedzenia.

W tym przypadku wyobrażam sobie, że jego głos jest wzmocniony przez metalowe ściany pomieszczenia, w którym znalazłem się po raz pierwszy od czasu, gdy pokonaliśmy Xanę: sali Superkomputera.

Oto on, wyłaniający się z podłogi, a ja odpowiadam sam sobie:

„Tak, właśnie popełniam zbrodnię w afekcie”.

Zakończenie na miarę tego katastrofalnego dnia.

„Tak, jestem gotów zniszczyć ten pokój, który z takim trudem wywalczyliśmy. Jestem gotów ponownie narazić nasze życia na niebezpieczeństwo, bo zbyt mocno kochałem życie, które wiedliśmy wcześniej.”

„Nie zgadzam się, by liceum składało się tylko z długich dni nudnych lekcji, z przyjaciółmi, którzy odtąd biorą się na poważnie.

Chcę odzyskać adrenalinę naszych misji.

Chcę zostać w tym samym pokoju z Ulrichem.

Chcę, żeby Jim i William walczyli u naszego boku.

Chcę, żeby Aelita znów zaczęła działać spontanicznie.

Chcę, żeby nadchodzące trzy lata liceum były tak pasjonujące, jak ostatnie trzy lata gimnazjum.

Chcę znów być bohaterem.

Żeby to wszystko osiągnąć, muszę sprawić, by Xana powrócił.”

Czy jestem egoistycznym zdrajcą? A może jedynym, który dostrzega, że narażanie życia to najlepszy sposób, by poczuć, że się żyje? Czy zginę jako bohater przez własne szaleństwo, czy pożyję wystarczająco długo, by zobaczyć, jak moi przyjaciele nienawidzą mnie na zawsze, gdy odkryją, że to ja stoję za powrotem Xany? 

Wszystkie te pytania nie mają już znaczenia: moja ręka już uruchamia dźwignię Superkomputera.

„Wybaczcie mi, przyjaciele…

Nie jestem jeszcze gotowy, by żyć bez Lyoko.”

Zrobiłem to. Włączyłem Superkomputer.

Wracam do windy: nie ma mowy o odwrocie.

Jeremie może już o tym wiedzieć, on zawsze wszystko kalkuluje z wyprzedzeniem. Miał program na swoim laptopie, by otrzymywać alarm, jeśli wieża została aktywowana, więc kto wie, czy nie zakodował podobnego programu, by być ostrzeżonym w przypadku ponownego włączenia Superkomputera? Przezorny jak zawsze, na pewno wdrożył system wykrywania reaktywacji Lyoko.

Zresztą dziwię się, że mogłem tak łatwo skorzystać z windy. Lustruję kabinę, by upewnić się, że żadna kamera nie została dodana przez naszego drogiego informatyka, po czym zauważam dziwne, cienkie i podłużne urządzenie biegnące przez szerokość ściany windy w połowie wysokości, między podłogą a sufitem. Nie wygląda to jak kamera, ale to na pewno dzieło Jeremiego.
Nie mam czasu badać urządzenia, drzwi windy otwierają się na laboratorium. Siadam przed komputerem i mobilizuję pamięć, by przypomnieć sobie procedurę programowania opóźnionej wirtualizacji. Pamiętam ogólne zarysy, ale wiem też, że najmniejszy błąd w kodzie może być dla mnie fatalny.
Jeremie napisał nam instrukcję obsługi zawierającą najczęstsze operacje: założę się, że egzemplarz wciąż wala się gdzieś w kącie tego pomieszczenia.
Rozglądając się dookoła, otwieram szeroko oczy, odkrywając, że na końcu sali stoi ogromne kartonowe pudło. Zastanawiam się, jak mogłem go nie zauważyć po wejściu: musi mieć trzy metry szerokości, dwa metry wysokości oraz głębokości. Zaintrygowany tym obiektem, równie niezwykłym co obszernym, podchodzę do jego bocznego otworu, by sprawdzić zawartość. Wydaje się puste, ale w ciemności, na podłodze tej tajemniczej przegrody, dostrzegam białe kartki pokryte liniami kodu.

„Instrukcja!”

Rzucam się na cenny dokument, który podnoszę, a potem klękam na chwilę, by szybko go przekartkować, mimo braku światła w tym wielkim pudle.
Cieszę się, znajdując szczegółową procedurę opóźnionej wirtualizacji, ale w momencie, gdy wstaję, słyszę mechaniczny dźwięk za sobą. Odwracając się gwałtownie: ze zgrozą stwierdzam, że krata właśnie opadła na wejście do tej niezwykłej przegrody, w której teraz jestem uwięziony.
Wpadam w panikę, rzucam się na kraty, ale one nie ustępują. Szukając innego wyjścia, zdaję sobie sprawę, że jestem zamknięty w wielkiej, metalowej klatce, ukrytej pod kawałkami kartonu.

„Co to za cyrk!?”

Pożerany przez lęk wywołany tym nagłym uwięzieniem, waham się, czy wyciągnąć telefon, by zadzwonić do przyjaciół, aby mnie uwolnili. Wyobraziłem sobie ich reakcję – gdyby dowiedzieli się, co zrobiłem tej nocy – jestem zmuszony zrezygnować. Mroczna ścieżka, którą wybrałem, zaprowadziła mnie do tego więzienia i zmusza mnie do wydostania się stąd samemu.
Chwytam się za głowę, by odzyskać zmysły.

„Uspokój się, Odd, nie masz klaustrofobii.”

Sam ma klaustrofobię. Zresztą, musiała nieźle świrować, gdy Jim zamknął ją w sali informatycznej. Ulrich ma lęk wysokości. Kilka metrów wysokości wystarczy, by dostał zawrotów głowy. William ma arachnofobię. Można mu mówić, że małe stworzonko nie zje dużego, ale on sztywnieje, gdy tylko zobaczy pająka. Nawet pan Klotz, nasz szkolny psycholog, ma muzofobię: jego zawód nie ma znaczenia, gdy wpada w panikę na widok szczurów.
Krótko mówiąc, wszyscy mamy jakieś mniej lub bardziej sekretne fobie, ale ja nie mam klaustrofobii. Jeśli jestem zamknięty w tej klatce, to przede wszystkim dlatego, że ktoś tu tę klatkę postawił.

„No dalej, pomyśl… To wszystko musi mieć jakiś sens…”

W końcu do mnie dociera:

„…Pułapka na bestie Jeremiego!

Podczas naszych misji na Lyoko, Xana nabrał nieprzyjemnego zwyczaju wysyłania przeciwko nam widm lub opętanych ludzi, posuwając się czasem do szkodzenia nam wewnątrz samej fabryki. To narażało nas na szczególne niebezpieczeństwo, gdy nasz operator nie był w stanie zajmować się panelem sterowania.
Dlatego kilka tygodni temu Jeremie wykorzystał swoje umiejętności, by zamówić pułapkę na dzikie zwierzęta z elektrycznymi prętami, pochodzącą z wojskowego demobilu. Pomysł polegał na zainstalowaniu tej klatki w laboratorium, by zamykać w niej ewentualnych intruzów, a tym samym uniknąć robienia krzywdy opętanym ludziom, łapiąc ich zamiast z nimi walczyć. Zresztą, podczas naszej ostatniej misji ta pułapka z pewnością by nam się przydała, biorąc pod uwagę chaos wywołany przez opętanego Williama wewnątrz fabryki.

„Więc Einstein w końcu dostał swoją klatkę? Co za mały kłamczuch! I przez niego to ja siedzę teraz w lochu, haha! Dobra, jak mam się stąd wydostać? Po pierwsze, nawet nie rozumiem, jak Jeremie, ten okularnik i łamaga z wuefu, zdołał przetransportować to cholerstwo aż tutaj!”

Kolejna dobra myśl. Nawet z pomocą Ulricha, Jeremie nie mógłby przemieścić tej klatki w jednym kawałku. Wątpię, by zmieściła się w całości do windy. To oznacza, że Einstein znosił części jedną po drugiej i zbudował pułapkę tutaj, na miejscu, zanim przykrył ją kartonowymi opakowaniami.
Skoro ta klatka na zwierzęta została złożona ręką jednego człowieka, muszę być w stanie sam ją rozmontować. To logiczne, że bestia złapana w pułapkę nie może uciec, napierając na pręty, ale równie spójne jest myślenie, że istnieją mechanizmy pozwalające otworzyć klatkę ręcznie i bez wysiłku, na wypadek, gdyby ktoś został w niej zamknięty przez pomyłkę.
Obserwuję pręty, które zamknęły mi drogę: schodzą naprzemiennie z góry i z dołu klatki. Wnioskuję, że sterowanie otwieraniem znajduje się prawdopodobnie z boku tego wejścia. Przekładam rękę przez kraty, by spróbować zlokalizować mechanizm, który mnie uwolni.
Bingo! Moje palce chwytają coś w rodzaju korby, którą uruchamiam, po czym pośpiesznie cofam rękę, podczas gdy pręty chowają się, pozwalając mi wyjść.

„I gotowe! Kiedy myślisz, że masz Odda-kota, ucieka ci Odd-spryciarz!”

Siadam ponownie przy panelu sterowania i z pomocą szczegółowej instrukcji wpisuję wreszcie kody opóźnionej wirtualizacji.

Wracając do windy, przyglądam się dziwnemu urządzeniu, które zauważyłem wcześniej: w momencie, gdy naciskam przycisk, by zjechać w dół, słaba poświata emanuje z poziomej szczeliny urządzenia przez krótki moment, po czym winda rusza.Chyba zaczynam rozumieć: to urządzenie najpierw sprawdza, czy na pewno jestem Wojownikiem Lyoko, i dopiero po spełnieniu tego warunku winda działa.
Dzięki temu systemowi Jeremie upewnia się, że żaden intruz nie odkryje tajnego sektora fabryki, jednocześnie zachowując dla nas możliwość dostępu.
Mówię sobie, że Jeremie nam ufa. Mógłby zachować dostęp tylko dla siebie, ale… zdaję sobie sprawę, że w rzeczywistości Einstein przewidział możliwość, że jedno z nas złamie przysięgę wyłączenia Superkomputera: celowo zostawił instrukcję obsługi w klatce.
Jestem przekonany, że właśnie z tego powodu nie powiedział nam, że jego pułapka na bestie w końcu została dostarczona, mimo że pokonaliśmy już Xanę: chciał jej użyć, by uwięzić tego kto, mimo wszystko, zdecydowałby się ponownie włączyć Lyoko…w zasadzie wiedział, że ja mogę to zrobić.

„Niezły z ciebie Einstein! Zawsze gotów przewidzieć moje głupstwa i naprawić je z wyprzedzeniem! Jeśli moja misja pójdzie źle, będę musiał mu podziękować za próbę powstrzymania mnie przed jej realizacją!”

Drzwi windy otwierają się na salę skanerów. Wchodzę do tego, który zaprogramowałem. Podczas gdy wirtualizacja się uruchamia, martwię się błędami w kodzie, które mogłem popełnić w pośpiechu. Jednocześnie raduję się na myśl o powrocie do wirtualnego świata za kilka sekund.

„Teraz to Lyoko albo śmierć!”

Mój wirtualny awatar formuuje się stopniowo, po czym ląduję na platformie, nad którą się pojawiłem. Powoli otwieram oczy. Udało mi się.

„Lyoko, dobrze cię znowu widzieć!”

Podziwiając błękitne otoczenie wokół mnie, moja euforia zmienia się w niepokój. Miałem trafić do Sektora Polarnego, ale ewidentnie wylądowałem w Sektorze Piątym.

Jestem prawie pewien, że poprawnie wprowadziłem współrzędne mojej wirtualizacji. Coś tu nie gra, począwszy od prostokątnych ścian bez wyjścia.

Podchodzę do krawędzi mojej platformy, by zobaczyć podłoże poniżej. Tam również żadne wyjście nie przerywa rzeźby terenu.
Podskakuję, gdy coś w rodzaju fotela wyłania się z podłogi tuż za mną.
Obserwując ten dziwny fotel znikąd, stwierdzam, że jest podłączony do plątaniny kabli, które znikają w podłodze, kryjącej prawdopodobnie całą strukturę informatyczną, której działanie mógłby pojąć tylko Jeremie.
Nie mając innego wyjścia, decyduję się usiąść na tym fotelu, a wtedy wokół mnie pojawiają się przezroczyste ekrany. Przykładam dłoń do interfejsów, które się przewijają, w nadziei na dostęp do menu, ale pisemny komunikat pozostaje zablokowany: 

„CARTHAGE: ODMOWA DOSTĘPU”.

Zaczynam poważnie ubolewać nad brakiem moich towarzyszy, kiedy nagle, podnosząc głowę w stronę sufitu, zauważam dziwną chmurę białego dymu, która unosi się w powietrzu, migocząc.
Wstaję z fotela, podczas gdy ekrany znikają.

– Pan Hopper? To pan?

Nie zapomniałem jednak, co stało się z Franzem Hopperem podczas naszej ostatniej misji. Nie mogę zapomnieć łez Aelity.
Chmura faluje dziwacznie i zaczyna opadać prosto na mnie. Czując zagrożenie, podnoszę ramię w jej kierunku.

– Kimkolwiek jesteś, nie zbliżaj się, albo strzelam!

Biały dym kontynuuje opadanie, więc wysyłam w niego dwie laserowe strzały, ale moje pociski przelatują przez dym, nie wyrządzając mu szkody.
By uniknąć pochłonięcia, spiesznie zeskakuję z platformy z zamiarem chwycenia się ściany moimi pazurami, ale ściana odbija mnie od siebie i wyrzuca w powietrze. Upadam z powrotem na platformę.
Chmura wykorzystuje to, by całkowicie mnie otoczyć; wkrótce znajduję się w stanie nieważkości, sparaliżowany od stóp do głów.
Nie mogę powstrzymać uśmiechu:

– Dobra robota, Xana. Będziesz mógł użyć mnie jako przynęty, żeby moi przyjaciele przyszli mnie ratować…

Wtedy w mojej głowie rozbrzmiewa kobiecy głos:

– Nie jestem Xaną.

Milczę przez kilka sekund, po czym pytam:

– Jeśli nie jesteś Xaną, to kim jesteś?
– Jestem Xilune, drugi program Franza Hoppera.
– A, jesteś siostrą Xany, trzeba było tak od razu! Miło mi, ja jestem kuzynem Aelity!
– Czy używasz ironii, by zasygnalizować, że mi nie wierzysz?
– Wierzę w to, że jesteś Xaną i zmyślasz historyjkę, żebym pomógł ci się odrodzić. Będziesz się śmiać: właśnie po to tu przyszedłem!
– Xana został unicestwiony przez program wieloczynnikowy Jeremiego.
– No jasne! Dawaj, powiedz mi, co mam zrobić, żeby cię uwolnić, nie będziemy tu siedzieć całą noc!

Dziwny głos trzyma się swojej roli:

– Myślałam, że Xana był waszym najgorszym wrogiem. Wiesz, jak bardzo jest niebezpieczny. Dlaczego chciałbyś go uwolnić?
– Nie zrozumiesz, nie jesteś człowiekiem. I skończ z tym czarującym głosem, bo w końcu zacznę cię podrywać.
– Nie muszę być człowiekiem, by wiedzieć, że program narażający życie ludzkie nie jest dobrą rzeczą.
– Powiedzmy, że lubię niebezpieczeństwo i tęsknię za czasami, gdy przychodziliśmy spuszczać ci codzienny łomot. Pasuje ci to?
– Przykro mi, ale mój ostatni Zapis Świata jest zbyt świeży, nie mogę powstrzymać zniszczenia Xany.

Te ostatnie słowa zasiewają we mnie wątpliwość. A co jeśli naprawdę mam do czynienia z kimś innym niż Xana?

– Nic już nie rozumiem, mącisz mi w głowie!
– Czego nie rozumiesz?
– Wszystkiego! Powiedz mi jeszcze raz, kim jesteś, skąd się wzięłaś, dlaczego tu jestem i co chcesz, żebym zrobił! Po kolei, jeśli to możliwe!

Otwieram szeroko uszy, a łagodny głos rozpoczyna swoją opowieść:

– Na początek, jestem Xilune: sztuczna inteligencja stworzona przez Waldo Schaeffera, którego nazywacie Franzem Hopperem. Pierwotnie Franz stworzył jeden unikalny program o nazwie Xanadu, obdarzony zarówno ogromnymi mocami, jak i ewoluującą świadomością. Uznany za zbyt potężny, a więc zbyt niebezpieczny przez swojego twórcę, Xanadu został rozdzielony na dwie odrębne istoty: Xanę i mnie.
– Więc jednak jesteś jego siostrą!
– Pochodzę z tego samego pierwotnego programu, jeśli to właśnie próbujesz powiedzieć.
– Eee… Nie, chyba nie to chciałem powiedzieć… A może jednak… Nieważne, to nieistotne! Wróćmy do tego, co mówiłaś, zanim zaczęłaś się rozdrabniać! Jeśli dobrze zrozumiałem, Franz Hopper przeciął swój pierwszy program na pół, by otrzymać Xanę i ciebie, zgadza się?
– W istocie. Xana był odpowiedzialny za ochronę Lyoko przed zagrożeniami zewnętrznymi, otrzymał więc większość mocy ofensywnych i defensywnych Xanadu. Co do mnie, będąc z zasady eksperymentalnym programem świadomości przeznaczonym do ochrony Aelity, korzystam przede wszystkim ze zdolności niezależnej świadomości, a także z kilku umiejętności, których Franz nie powierzył Xanie. Nasz dualizm pozwalał naszemu twórcy rozsądnie podzielić początkową potęgę Xanadu, gdyż po podziale mocy Xana był potężniejszy z nas dwojga, ale tylko ja zostałam obdarzona własną świadomością. Żyliśmy w harmonii w Lyoko, gotowi przyjąć Franza i Aelitę.

Wybucham cichym śmiechem:

– A potem trochę się popsuło, co?

Świetlista chmura wydaje się lekko zakłopotana.

– Wszystko szło dobrze, dopóki Xana sam nie wykształcił niezależnej świadomości i woli. Natychmiast zaatakował Aelitę. Musiałam się poświęcić, aby umożliwić jej ucieczkę i schronienie się w wieży. Xana przejął więc mnie, by spróbować ukraść moje moce i pozbyć się ograniczeń, które mu przeszkadzały. Jako programy podlegamy wewnętrznym zobowiązaniom, takim jak zakaz krzywdzenia człowieka. Jednak od momentu, gdy Xana przeniósł na mnie większość swoich ograniczeń, by się od nich uwolnić, nic już nie powstrzymywało go przed działaniem według własnego widzimisię i szkodzeniem ludziom w celu realizacji swoich mrocznych planów.
– Ach tak, Xana i jego „mroczne plany”.

Mimo moich sarkastycznych komentarzy, w głębi duszy jestem oszołomiony tym wszystkim, co właśnie wyjawiła mi ta „Xilune”… Jej bełkot może być tylko stertą kłamstw serwowaną przez Xanę, ale mam dziwne wrażenie, że dowiaduję się rzeczy o naszym dawnym wrogu… Szkoda, że nie ma tu Jeremiego, by zapamiętać te cenne informacje… Albo by oddzielić prawdę od fałszu…

– Nadążasz? – dopytuje się, jakby wyczuwała, że moje myśli nieco błądzą.
– Nie wszystko zrozumiałem, ale mów dalej, to mnie interesuje!
– Przez te wszystkie lata Xana trzymał mnie zamkniętą w tej tajnej jaskini i zabronił mi, poprzez blokadę, używania moich mocy bez jego pozwolenia. Kilka tygodni temu ta blokada nagle zniknęła i wywnioskowałam z tego, że Xana został unicestwiony. Pośpieszyłam więc, by użyć jednej z moich najbardziej przydatnych mocy: Zapisu Świata, który pozwala mi zachować w pamięci całą teraźniejszość w danym momencie i modyfikować później przebieg tego, co poszłoby nie tak…

Przerywam jej:

– Czekaj, czekaj, wciąż nie kumam tego twojego triku, ten „Zapis Świata”, do czego to dokładnie służy?
– To pozwala „zmieniać” rzeczywistość, w pewnym stopniu.
– CO!? Chcesz powiedzieć, że możesz modyfikować całą rzeczywistość!?
– Nie, nie, daleko mi do tego. Prawdę mówiąc, to eksperymentalna zdolność, którą sama rozwinęłam, by spróbować… eeh… „sprostować” pewne rzeczy… przede wszystkim wymaga to zapamiętania całej przestrzeni badawczej w danym momencie, by móc następnie modyfikować pewne wydarzenia poprzez „małe korekty czasowe”… po zniknięciu Xany zapisałam stan świata, by upewnić się, że ewentualne modyfikacje, które mogłyby zostać wprowadzone, nie ryzykowałyby anulowania zniszczenia Xany.
– I co zmodyfikowałaś?
– Nie szukam możliwości modyfikacji czegokolwiek, zastosowałam tylko Zapis Świata, by mieć pewność, że…
– …że Xana nie wróci, zrozumiałem. Ale po co ci to, jeśli nawet nie próbujesz potem zmieniać rzeczy?
– Cóż… Początkowo, jeśli rozwinęłam tę moc, to właśnie po to, by spróbować naprawić coś nienaprawialnego… Ale jak ci powiedziałam, niemożliwe jest dla mnie głębokie zmienianie rzeczywistości, a niestety ludzkie życie w świecie rzeczywistym jest o wiele bardziej złożone niż programy zakodowane w światach wirtualnych…
– Ale możesz chociaż poprawić kilka „prostych” rzeczy?
– To nie jest moc, którą można traktować lekko, i chciałam jej używać tylko w przypadku siły wyższej…
– Akurat! Powiedz od razu, że wciskasz mi kit od samego początku!
– Powiedziałam tylko prawdę.
– W takim razie udowodnij to! Daj mi demonstrację tej słynnej mocy, którą rzekomo posiadasz!

Chmura milknie na chwilę i spodziewam się, że wścieknie się na mnie, bo błyskotliwie zdemaskowałem mojego podstępnego wroga, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu głos w końcu zgadza się na moją prośbę:

– Zgoda. Mam dostęp do twoich wspomnień, mogę zmodyfikować pewne niedawne wydarzenia, jeśli sobie życzysz.
– Serio!?… Dobra, na przykład… Przed chwilą, w moim pokoju, ja… To przykład, jasne? Ale przypuśćmy, że mniej więcej próbowałem pocałować Ulricha, gdy spał… Czy mogłabyś anulować to „zbłądzenie” z mojej strony?
– Zrobione.

Jej niemal natychmiastowa odpowiedź mnie zaskakuje i spiesznie sprawdzam swoje wspomnienia. Próba pocałowania mojego współlokatora wciąż jest obecna w moim umyśle, ale w pewien sposób czuję, że to się tak naprawdę nie wydarzyło. Jakby ta myśl odnosiła się do czegoś, co mi się śniło, a nie do tego, co przeżyłem. Zresztą znajduję teraz nowe wspomnienie: to, w którym leżę w łóżku, zostawiając chrapiącego Ulricha w spokoju, i decyduję się pójść do Aelity, a potem moment, w którym Jim łapie mnie na piętrze dziewczyn.

– Nie wierzę! To zadziałało! Jak mógłbym ci podziękować!?
– Pomagając mi opuścić to miejsce.
– Co!?

Znów przyjmuję postawę obronną… Czy Xana wodził mnie za nos aż do tego momentu?

Kobiecy głos wyjaśnia:

– Mimo moich mocy odblokowanych przez zniknięcie Xany, wciąż nie udaje mi się uciec z tej celi. Sprowadziłam cię więc, by prosić o twoją pomoc.
– Dlaczego nie skorygujesz rzeczywistości, by anulować fakt, że Xana cię uwięził?
– Mówiłam ci: mój ostatni Zapis Świata sięga tylko zniknięcia Xany, nie mogę naprawić wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, wliczając w to moje uwięzienie.
– A tak, rozumiem… A poza tym ściany tej sali są dość wredne, z tego co widziałem… Dobra, chętnie bym ci pomógł, ale nawet nie wiem, jak mam się stąd wydostać…
– By wydostać cię z Lyoko, nie ma problemu, po prostu cię dewirtualizuję, gdy nasza rozmowa się skończy. To, o co proszę w zamian, to żebyś poszedł powiadomić Jeremiego i Aelitę. Oni powinni być w stanie znaleźć sposób na wydostanie mnie z tej zamkniętej przestrzeni. Zgadzasz się wyświadczyć mi tę przysługę?
– Z przyjemnością, ale pod warunkiem, że najpierw odpowiesz na trzy pytania!

Nie mogę przecież pozwolić Xanie tak łatwo mnie omotać, muszę przynajmniej spróbować go zdemaskować.

Łagodny głos nie słabnie:

– Słucham.

Wskazuję na fotel, na którym siedziałem chwilę wcześniej:

– Pierwsze pytanie: do czego służy ten fotel, tam?
– To interfejs, ale nigdy nie udało mi się go uruchomić, Xanie też nie. Tylko Franz Hopper mógłby ci o nim powiedzieć coś więcej.
– Niezbyt dobra ta odpowiedź!
– To jednak prawda: widziałam, jak Xana z uporem próbował uzyskać dostęp do zawartości tego interfejsu, nigdy mu się to nie udało. Myślę nawet, że trzymał mnie tutaj nie tylko po to, byście nie mogli mnie znaleźć, ale także po to, bym ja z kolei próbowała odblokować ten tajemniczy system. Bezskutecznie. A teraz, gdy Franz Hopper nie żyje, nikt już nie…

Celowo przerywam jej wpół słowa, by ją zbić z tropu:

– Drugie pytanie! Jak możesz mi udowodnić, że nie jesteś Xaną?

Zapada długa cisza. Jeśli mam do czynienia z Xaną, będzie miał trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej odpowiedzi, a kiedy zorientuje się, że został zdemaskowany, mogę spędzić tu nieprzyjemny kwadrans…

Ale łagodny głos w końcu oświadcza:

– …Nie mogę tego udowodnić tobie, ale mogę to udowodnić Jeremiemu.

Wybucham śmiechem:

– No to teraz jasne, robisz sobie ze mnie jaja!
– Zapewniam cię, że jestem szczera. Mam tylko jedną rzecz do powiedzenia Jeremiemu, a on będzie wiedział, że nie jestem Xaną.
– A dlaczego nie możesz powiedzieć tego mi? To coś informatycznego? Nie zrozumiem, tak?
– Nie, po prostu… ty masz trudności z dochowaniem tajemnic…

Tu przyznaję, że to ja jestem zdezorientowany jej słowami:

– Tajemnica? Jaka tajemnica?
– Przykro mi, ale nie mogę ci powiedzieć więcej, pozwól mi porozmawiać z Jeremiem i…
– Nie! Mówisz mi to natychmiast, i nie negocjuję!

Słyszałem to w filmie; brzmi bardzo stanowczo, ale w rzeczywistości to przede wszystkim moja ciekawość została podrażniona.

Głos milczy przez chwilę, po czym odpowiada mi, nieco wymuszenie:

– …Nie mów o tym nikomu innemu, ale możesz powiedzieć Jeremiemu, że znam „sekret Aelity”.
– „Sekret Aelity”? To znaczy? To dotyczy jej ojca? A może matki? No dalej, opowiadaj!
– Nie, przykro mi, ale odmawiam powiedzenia ci czegokolwiek więcej.
– Ach tak? A mogę przynajmniej wiedzieć, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć więcej?
– Ponieważ to mogłoby skrzywdzić Aelitę.

W tej chwili czuję się prawie jak idiota, że nadal podejrzewałem moją rozmówczynię, bo po tym, co właśnie oświadczyła, serce mi mówi, że to nie może być Xana.

– Jak na sztuczną inteligencję, wydajesz mi się cholernie ludzka…
– Franz poprosił mnie o przyjęcie zachowania tak ludzkiego, jak to tylko możliwe, zwłaszcza dlatego, że miałam dotrzymywać towarzystwa Aelicie, gdy przybędzie mieszkać w Lyoko.
– Rozumiem… No wiesz co? Zgoda, możesz mnie dewirtualizować, pójdę po Jeremiego.
– Nie chciałeś zadać mi trzeciego pytania?
– Hę? A, tak…

Nie przygotowałem tak naprawdę moich pytań z wyprzedzeniem, ponieważ chciałem po prostu zdemaskować Xanę, ale teraz, gdy jestem przekonany, że nie mam z nim do czynienia, moje ostatnie pytanie nasuwa się samo:

– Czy Xana jest… naprawdę zniszczony?
– Całkowicie.
– Więc nigdy więcej się nie pojawi?
– Jego zniknięcie poprzedza mój ostatni Zapis Świata, więc według mojej wiedzy nic nie może go przywrócić.

Jestem jednocześnie smutny i odczuwam ulgę. Sam już nie wiem. Czy naprawdę przybyłem tu, by sprawić, by powrócił, czy żeby upewnić się, że nigdy więcej nie wróci?

– …Zanim pójdę po Jeremiego i Aelitę, mogłabyś mi tylko skorygować dwa lub trzy inne wspomnienia, proszę?
– Jestem połączona z twoim umysłem, słucham.

Robię szybki przegląd tego strasznego dnia w głowie, po czym rzucam:

– Mam przyjaciółkę o imieniu Samantha Knight, która przeprowadziła się na południe Francji. Czy mogłabym cofnąć tę przeprowadzkę?
– Nie: to wydarzyło się przed moim ostatnim zapisem.
– Ah, no tak, szkoda… więc nie da się też sprawić, by Jim pamiętał te wszystkie razy, gdy pomagał nam walczyć z potworami Xany?
– Nie, to też niemożliwe.
– O, mam lepszy pomysł co do Sam! Zamiast sprawiać, by została, może niedawno przeprowadziła się z powrotem w te strony! Możesz to zrobić?
– To skomplikowane. To, o co prosisz, to tworzenie wydarzeń, a nie ich anulowanie. To ryzykuje poważnym zaburzeniem rzeczywistości, wolę cię ostrzec.
– Dobra, zapomnijmy o Sam. Słuchaj, zrób jak uważasz! Popraw to, co wydaje ci się możliwe, i zobaczymy!

– Zgoda, poczekaj chwilę.

Po kilku sekundach jej głos powraca, zabarwiony niepokojem:

– To dziwne, proces zatrzymał się samoczynnie… Musiałam popełnić gdzieś błąd…
– I co zrobiłaś w końcu?
– Ehm… nie chciałeś być jedynym, który nie może pojechać na wakacje z przyjaciółmi, więc anulowałam ten wyjazd, dając twoim przyjaciołom inne obowiązki w czasie wakacji.
– Co!? Ale nie trzeba było tego robić! Dlaczego po prostu nie sprawiłaś, bym mógł pojechać z nimi!?
– To stało w sprzeczności z faktem, że chciałeś zobaczyć swoje siostry tego lata, bo nie widziałeś ich od dawna.
– Ale ja zdecydowanie wolę jechać na wakacje z przyjaciółmi niż odwiedzać siostry!
– Twoje myśli nie są jasne w tej kwestii.
– Aha, czyli pod pretekstem, że siedzisz w mojej głowie, wiesz lepiej ode mnie, czego chcę!?
– Nie powiedziałam tego. Powiedziałam, że według twoich myśli, nie masz zdecydowanego zdania w tym konkretnym dylemacie.

Nie myli się całkowicie. Mimo że jestem wściekły, że nie mogę jechać pod namiot z przyjaciółmi, wyjazd z nimi pozbawiłby mnie okazji do zobaczenia całej rodziny. W końcu oba rozwiązania mi nie pasują, i egoistycznie, rzeczywiście wolę pojechać do sióstr, nie chcąc, by przyjaciele w tym czasie bawili się beze mnie, nawet jeśli wstydzę się do tego przyznać.

– Dobra, mniejsza z tym. Zmieniłaś coś jeszcze?
– Więc… tak: nie chciałeś, żeby William dołączył do bandy Sissi, więc anulowałam jego integrację. Nie poszedł do nich, więc nie jest w ich paczce.
– I co, jest znowu z nami?
– Nie. Jest sam.
– Ale to bez sensu! Wcale nie chciałem, żeby William został sam! Mogłaś po prostu sprawić, żeby wrócił do naszej paczki zamiast do Sissi!
– Tutaj też twoje myśli nie są jasne: on cię intryguje, ale mu nie ufasz.
– Dzięki, mam wrażenie, że słyszę własne sumienie! Dobra, dałoby się anulować to anulowanie, czy proszę o zbyt wiele?
– Ja… ja nie mogę…
– No jasne! Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej!
– Nie… nie rozumiesz… nie mogę już używać moich mocy!!
– Dlaczego? Popsułaś się?

Wyczuwam teraz narastające przerażenie w głosie mojej rozmówczyni:

– On wrócił!!
– Kto? taki „on”?!
– On znowu blokuje moje moce! On wrócił!!
– Chcesz powiedzieć, że Xana…?
– Tak!! Jestem tego pewna!!
– Ale sama mówiłaś, że nic nie może go przywrócić, skoro został całkowicie zniszczony przed twoim zapisem! Zdecyduj się!

– Ja… ja nie rozumiem…

Nagle biały dym, który mnie otacza, ciemnieje, a łagodny kobiecy głos staje się głębszy, z towarzyszącym mu syntetycznym echem:

– Dobry wieczór… Odd… Od dawna… marzyłem… by skręcić ci kark…

Wciąż jestem sparaliżowany, ale tym razem ze strachu, rozpoznając mojego nowego rozmówcę:

– Xa… Xana!?
– Nie jesteś… zadowolony… że mnie słyszysz?… Przecież… to dzięki tobie… wróciłem…
– Nie! Ja nie mam z tym nic wspólnego! Xilune mówiła, że nie może…
– Oszukałem… ją!!!…

Jego urywane słowa nakładają się na siebie, rezonując w moim umyśle, jakby wypowiadane przez niego słowa wirowały wokół mnie:

– Tak jak… posługuję się… Xilune… by z tobą rozmawiać… posłużyłem się nią… by przetrwać!!!… Ona myślała… że jej moce… odblokowały się… gdy zostałem… zniszczony… ale… w rzeczywistości… to ja… je odblokowałem… celowo… kiedy odebraliście mi… Williama!!!… Ryzykowałem… porażkę… więc… reaktywowałem… moce… Xilune… a ponieważ ona… wierzyła, że zostałem… zniszczony… uruchomiła… Zapis Świata… ale… nie wiedziała… że JESZCZE NIE… zostałem zniszczony!!!… I na koniec… w momencie… gdy Xilune… weszła… w twoje… wspomnienia… by je… skorygować… zgodnie z twoimi… żałosnymi… pragnieniami… znalazła… wbrew sobie… sposób… dla mnie… by przetrwać… całkowite zniszczenie… bo tego właśnie… TY… CHCIAŁEŚ!!!
– Nie! Ja nie…!! …Nigdy tego nie chciałem!!
– Nieważne… Za kilka sekund… twój umysł… będzie należał do mnie…
– NIEEE!!

Nagle, w jednej chwili, dym jaśnieje i głos odzyskuje swoje poprzednie brzmienie:

– Odd! Zostaw to! Zapomnij o mnie! Xana jest jeszcze słaby, musisz iść wyłączyć superkomputer!
– Co!?
– Idź wyłączyć superkomputer!! I nigdy więcej go nie włączaj!!!

Chmura mnie puszcza, tracę kontakt z jej głosem, po czym upadam na platformę. Nie mam nawet czasu odzyskać władzy w kończynach, bo biały dym natychmiast wysyła we mnie łuk elektryczny, który mnie dewirtualizuje.

Drzwi skanera otwierają się i upadam na ziemię. Moje ciało jest zdrętwiałe, jestem zmuszony prawie czołgać się do windy. Podpieram się ściany, by dosięgnąć przycisku i dotrzeć do sali Superkomputera.
Wlokę się z trudem do dźwigni, którą uruchamiam, by wyłączyć Lyoko, po czym osuwam się na podłogę, czekając, aż w pełni odzyskam czucie w kończynach.
W jakie bagno znowu wpadłem?
Zrobiłem ogromną głupotę i ledwo jestem w stanie wyobrazić sobie skalę konsekwencji… Jak ja to wyjaśnię Jeremiemu? Co powiem przyjaciołom?
Nie, nie mogę im nic powiedzieć. To musi zostać tajemnicą. Muszę wrócić do akademika i iść spać.

Przewracam się w łóżku. Słońce wzejdzie za kilka godzin. Nie mogę spać.
Ocaliłem Xanę. W końcu go zniszczyliśmy, a ja go wskrzesiłem. Tylko dlatego, że tego pragnąłem.
Jak mogłem być tak egoistyczny…

To koszmar.

Tylko koszmar.

Jeśli uda mi się teraz zasnąć, jutro obudzę się, mówiąc sobie, że to wszystko nie było prawdziwe. Xilune, Xana, pułapka Jeremiego, te wszystkie idiotyzmy, cały ten dzień, to był tylko wielki koszmar.

– Lyokoszmar! – wykrzykuję na głos, zadowolony, że znów wymyśliłem genialną nazwę.
– Śpij, Odd – mruczy mój współlokator, przyzwyczajony do moich nocnych majaczeń.
– Ulrich, tak przy okazji, chciałem cię przeprosić za to, co było wcześniej…
– Przeprosić za co?
– No wiesz…
– Nie, nie wiem.

Czy on udaje, że nie wie, o czym mówię, czy to wspomnienie naprawdę zostało „skorygowane”?
Wkładam rękę za kołnierz bluzki, żeby podrapać się po plecach, i wyciągam ptasie pióro w kolorze atramentu. Skąd ono się tu wzięło? Wsuwam je we włosy i zauważam, że są zaskakująco długie… ale mniejsza z tym, zamykam oczy. Cały ten dzień, powtarzam, nie wydarzył się: to był tylko wielki koszmar.

Zasypiam z uśmiechem:

„Lyokoszmar.”

Autorka: Nelbsia

Tłumaczenie: Shikari

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments