Rozdział 46

Zanim Yumi została doprowadzona do gabinetu dyrektora, ten już zdążył się dowiedzieć, że za chwilę będzie mieć nieoczekiwaną wizytę. Hertz nie przekazała mu jednak przez telefon zbyt wielu szczegółów. Był więc nieco zdziwiony, widząc Japonkę w stroju, który w jego odczuciu absolutnie nie licował z powagą szkoły.

– Usiądź, panno Ishiyama – powiedział, starając się zabrzmieć z jednej strony uprzejmie, ale z drugiej stanowczo.

Poprosił dziewczynę o to, aby opowiedziała, co się stało. Wersję nauczycielki już znał z racji rozmowy telefonicznej. Gdy nastolatka skończyła, przeszedł do ataku:

– Zdajesz sobie sprawę, że swoim zachowaniem naruszyłaś powagę regulaminu?

– Tym, że ubrałam to, co chcę, zamiast tego, co muszę?

– W naszej szkole obowiązują reguły dotyczące ubioru. Jakoś wszyscy to zaakceptowali, tylko tobie to się to zaczęło nie podobać.

– Nie wszyscy – Yumi pokiwała z dezaprobatą. – Są coraz głośniejsze opinie świadczące o tym, że ta tyrania nie podoba się uczniom.

– Jaka tyrania? – zdziwił się Delmas. – Przecież kto jak kto, ale ty, pochodząca z Japonii, powinnaś to rozumieć. Przecież w twoim rodzinnym kraju mundurki to tradycja, która ma przygotować młodzież do pełnienia ról w społeczeństwie i do tego, że wszędzie obowiązuje dress code.

– Niech pan dyrektor się nie podpiera tak ochoczo kwitnącą wiśnią. To przestarzałe zabobony, które i tak niedługo będą zniesione. Świat idzie do przodu. Poza tym niech mi pan wyjaśni, jak to jest – my musimy nosić te obciachowe mundurki, a pańska córka wraz z innymi dziewczynami, wybrańcami, może mieć różne ubrania? Gdzie tu równość i sprawiedliwość?

– Ale to jest sprawiedliwe, panno Ishiyama. Dziewczyny, które szczególnie angażują się w życie szkoły, mają prawo do dodatkowych przywilejów.

– Szczególne angażowanie? – zaśmiała się Japonka. – Niby w czym? W paradowaniu z kijem od szczotki?

– Zważaj na słowa, młoda damo – powiedział zirytowany Delmas. – To naprawdę wielki zaszczyt. Poza tym te dziewczyny zawsze potrafią ubierać się z klasą.

– A zwłaszcza Elisabeth – ironizowała Yumi. – Tylko zastanawiam się, która to klasa…druga, trzecia? To jest tak tandetne i obciachowe, że nawet jakbyście mi dopłacili, to bym nigdy w życiu czegoś takiego na siebie nie założyła.

– Za to teraz wyglądasz, jakbyś przyszła nie do szkoły, a do domu publicznego.

– Wypraszam sobie takie porównania! – oburzyła się Japonka.- Panu jako dyrektorowi takie słowa nie przystoją.

– A taki strój tobie przystoi? I pyskowanie starszym? Tak postępować nie będziemy, młoda damo. Teraz wrócisz natychmiast do domu i się przebierzesz.

– Nie mam w co.

– Nie kłam, przecież wy, nastolatki, macie sporo ubrań.

– I co z tego? Zmusi mnie pan do tego, żebym wyglądała tak, jak panu się w tej starej zacofanej głowie marzy? Co mi pan zrobi? Każe pobić jak Calliente?

– To są kłamstwa i kalumnie! – uniósł się dyrektor. – Monica sama spadła ze schodów. Nikt jej nie pobił.

– Tak, tak…srali muchy, będzie wiosna.

– Jak możesz się tak ordynarnie odzywać i negować moje słowa?

– Mogę, tak samo jak mogę uznać, że nie podobają mi się mundurki. Przecież jest wolność słowa.

– Ale wolność słowa nie jest dla dzieci!

– Dzieci? Pan chyba zapomniał, panie dyrektorze, że mam już 16 lat i nawet zaczęłam miesiączkować.

– I tak jeszcze nie masz praw wyborczych, więc nie możesz o wszystkim decydować.

– Kto tu mówi o decydowaniu o wszystkim? – zdziwiła się Yumi. – Przecież chodzi tylko o to, że decyzję w sprawie mundurków podjął pan bezprawnie. Żadnych konsultacji, żadnych rozmów nie było.

– Jak nie było? Przecież rozmawiałem z przedstawicielami uczniów. Nie moja wina, że część twoich kolegów nie potrafi dyskutować merytorycznie.

– I dlatego nie było nawet żadnego referendum?

– Demokracji się wam zachciewa w szkole… musisz się nauczyć, panno Ishiyama. To moja szkoła i to ja ustalam zasady.

– Takie zasady to ja pierdolę – Japonka wstała z krzesła, uznając że to koniec rozmowy.

– Tak? To w takim razie zawieszam cię w prawach ucznia na 2 tygodnie! I jeszcze jedno – nie rozpowiadaj kłamstw o Calliente. Kłamstwo to grzech.

– Ale ja mam dowody!

– Niby jakie? – dyrektor był zaskoczony postawą dziewczyny.

– Niedługo się pan przekona.

Rozdział 45

Gdy Yumi weszła na dziedziniec szkolny, odezwał się jej telefon. Dostała wiadomość od Jeremiego i przyszła od razu do jego pokoju.

– Dowiedziałeś się czegoś nowego?

– Tak – odpowiedział chłopak. – Wydobyłem nagranie. Chcesz zobaczyć?

– Pewnie.

Yumi po raz pierwszy ujrzała to, jak wyglądało pobicie Calliente w całej okazałości. Jeremie widział to nagranie już kilka razy. Oboje byli zszokowani.

– Cholera – rzekła Japonka. – To wygląda poważniej niż sądziłam. Przecież ci dwaj durnie powinni od razu ze szkoły wylecieć. Za coś takiego to sędzia Artur Lipiński by od razu orzekł poprawczak.

– Sędzia Lipiński? – zdziwił się okularnik.

– Taki z telewizji, on się zajmuje sprawami nieletnich. W każdym razie – to jest bardzo mocny materiał, ale musimy go umiejętnie wykorzystać. W odpowiednim czasie powiadomimy media, ale sądzę, że to nastąpi niedługo, szczególnie jeśli wyjdzie mój plan.

Japonka wtajemniczyła Francuza w szczegóły koncepcji, nie pomijając nawet faktu, iż w razie ewentualnego zawieszenia jej przez dyrektora rozpocznie się strajk okupacyjny.

– Okupacyjny? – ponowie zdziwił się Jeremie. – A co ma być okupowane?

– Korytarz i świetlica. Po prostu przestaniemy chodzić na lekcje. Wchodzisz w to?

– Wiesz… – tu chłopak się trochę zawahał. – Nie jestem jeszcze pewny, ale… te szmaty naprawdę do mnie nie pasują, a jeśli ja to mówię, to coś musi być na rzeczy. Sama wiesz, jak bardzo mam wyjebane na modę. Powiem tak: na pewno będę wspierać mentalnie oraz informatycznie, w końcu te moje umiejętności się do czegoś przydadzą. A jak się da mnie do czegoś jeszcze zaangażować, to chętnie pomogę.

– Super, dzięki – odpowiedziała dziewczyna. – A Ulrich to może jest w pokoju?

– Powinien być.

Yumi poszła do pokoju swojego chłopaka. Miała szczęście, był sam. Odd jeszcze jadł śniadanie, była więc okazja na to, by porozmawiać w cztery oczy.

– Hej, denerwujesz się nieco? – spytał Ulrich.

– Trochę tak, ale bardziej jestem zdeterminowana, by wreszcie to zacząć. Czuję pewną adrenalinę. Zresztą przygotowałam się dość dobrze.

– Zauważyłem. Rzadko przychodzisz do szkoły w płaszczu.

– Płaszcz to dopiero początek. Chcesz zobaczyć, co jeszcze przygotowałam?

– Jeśli sama chcesz, to jasne.

Yumi rozpięła guziki i rozchyliła płaszcz, prezentując się Ulrichowi w przygotowanej kreacji. Niemcowi zrobiło się gorąco i zarumienił się na policzkach.

– I jak? – spytała Japonka.

– No, wiesz… – Ulrich musiał zebrać myśli. – Jak dla mnie to świetnie wyglądasz, nawet bardzo, jakby to ująć…pociągająco. Ale pani Hertz może się nie spodobać.

– I o to właśnie chodzi. Ona na pewno będzie chciała wezwać legionistów. Ale mnie się tak łatwo nie da załatwić.

Chłopak jeszcze przez dłuższą chwilę stał dość zaskoczony.

– Ej, Ulrich… czy ty się… no, wiesz…na mój widok?

– Jakby ci to powiedzieć…no, nieczęsto mogę cię taką zobaczyć.

– Wiedziałam, reakcja typowego samca – zaśmiała się Yumi. – Ale jak chcesz, to możesz mi zrobić zdjęcie na pamiątkę, Nawet jeszcze tak jakoś zalotnie zapozuję. Ale pamiętaj – tylko dla twoich oczu.

Chłopak zrobił fotkę i obiecał, że jej nikomu nie pokaże, nawet Oddowi. Po chwili Yumi musiała wyjść, więc para pożegnała się szybkim pocałunkiem.
– Powodzenia, Yumi.

– Będzie mi potrzebne.

Suzanne Hertz przeglądała notatki do lekcji, która właśnie się zaczęła. Nie zauważyła nawet, jak uczniowie weszli do klasy. Usłyszała jednak ich rozmowy, więc postanowiła ich uciszyć.

– Dobrze, moi drodzy, zajmijcie miejsca, proszę o ciszę, będę sprawdzać listę obecności.

Młodzież w większości przystosowała się do polecenia. Jednak z niektórych ławek słychać było szepty:

-…ej, widziałeś, jak się Yumi odstawiła….ale laska z niej, tylko szkoda że rzadko to pokazuje.

-…a mundurek to gdzie ma… chyba jakaś afera się zdarzy.

Nauczycielka wyczytała kolejne nazwiska.

– Ishiyama?

– Jestem!

Hertz spojrzała badawczo na Japonkę spod swoich okularów.

– Co ci, zimno? Przecież mamy ogrzewanie. Nie pamiętasz, żeby zostawiać okrycia wierzchnie w szatni.

– Zapomniało mi się.

– To zdejmij ten płaszcz. Tak się nie przychodzi na lekcje.

– Dobrze, pani profesor.

Yumi zdjęła płaszcz. Kilku uczniów gwizdnęło z podziwem cicho.

– Panno Ishiyama, gdzie twój mundurek? – zapytała nauczycielka.

– W praniu. Przecież to jest tak słaby materiał, że nie da się go szybko wyprać i ze dwa dni trwa, zanim się odpowiednio wysuszy.

– A zapasowy?

– Także w praniu.

– To co z nim robiłaś?

– Wybrudził się przez kilka dni.

– Ale dlaczego w takim razie ubrałaś się tak wyzywająco?

– Bo nie miałam już innych odpowiednich ubrań, a nago przecież nie przyjdę do szkoły.

– Sądzisz, moja panno, że to jest odpowiedni ubiór do szkoły dla dziewczyny w twoim wieku? – nauczycielka była już nieco zirytowana sytuacją.

– A co niby jest w tym nieodpowiedniego. Jak Sissi Delmas lata cały dzień w tej swojej tandetnej spódniczce to jest dobrze, a jak ja raz na ruski rok ubiorę jakieś wygodniejsze spodenki z lepszego materiału niż te od mundurka, to od razu inna afera.

– To co innego – zaczęła tłumaczyć Hertz. – Sissi reprezentuje naszą szkołę, w tym także ciebie, więc powinnaś być wdzięczna za to, że się tak poświęca.

– Poświęca, dobre sobie… jakie to poświęcenie, latać z pałką.

– To jest bardzo trudna sztuka, a ona musi być gotowa do tego, by móc w każdej chwili być wizytówką szkoły.

– Takiej wizytówki to by burdel nie chciał – to Yumi powiedziała już pod nosem.

– Co powiedziałaś, bo nie dosłyszałam?

– Nic, nic, że pewnie za dwa dni mundurek wyschnie.

– Dobrze. A teraz pójdziesz się wytłumaczyć dyrektorowi ze swojego zachowania.

– Do dyrektora? Co ja takiego niby zrobiłam?

– Złamałaś regulamin, dokładniej część dotyczącą ubioru – odpowiedziała nauczycielka stanowczym tonem. – Regulamin to ważna rzecz, a każdy, kto go nie przestrzega, musi ponieść konsekwencje.

– Tak jak Monica Calliente? Z siniakami i krwią?

– O czym ty mówisz? – Hertz była zaszokowana. – Calliente była w gabinecie pielęgniarki, bo spadła ze schodów.

– Tak? To dlaczego widziałam ją w łazience z siniakami? To ci gestapowcy z Legii ją pobili, Pichon i Poliakov!

– Panno Ishiyama, dość! Nie będziesz pomawiać kolegów.

– Tacy z nich dla mnie koledzy, jak dla Ukraińców z Putina przyjaciel…

– Nie politykuj mi tu, bo się na tym nie znasz, jesteś za smarkata – Hertz wzięła krótkofalówkę i powiedziała do niej: – Dwóch do eskorty do gabinetu dyrektora poproszę.

– Myśli pani, że sama nie dojdę? Będę mieć bodyguardów?

– Lepiej dmuchać na zimne.

– OK, już pójdę, sama dojdę, niech mnie nie zakuwają w kajdanki.

Dziewczyna wyszła z sali lekcyjnej. Za drzwiami stało już dwóch legionistów z klasy Hirokiego. Gdy zobaczyli, że delikwentka, którą mają przypilnować, jest od nich wyższa o głowę, lekko się przestraszyli. Jednak jeden z nich oprócz strachu poczuł także pewną przyjemność, widząc tak ubraną dziewczynę.

– Hej… ładnie wyglądasz – powiedział dość nieśmiało.

– Dzięki. Więc co, ja pójdę do dyrektora, a wy za mną?

– Zrobimy to w szyku, ja będę szedł za tobą, a kolega – wskazał ręką na partnera, który nic nie robił, przed tobą, żeby cię poprowadzić.

– Jestem w tej szkole dłużej od was, więc wiem, gdzie trafić, ale skoro nalegacie…

Ruszyli do gabinetu.

Korekta: Azize

Rozdział 44

William przyszedł do pokoju Jeremiego z plikiem kartek. Była to specyfikacja techniczna monitoringu szkolnego. Okularnik poprosił go o „pożyczenie” tego dokumentu, żeby móc zorientować się, jak ten system działa i czy jest możliwość, aby dostać się jakoś do zapisów z kamer.

– Sam widziałem, jak się Herve męczył godzinę z usunięciem zapisu – stwierdził czarnowłosy chłopak.

– Godzinę? – zdziwił się Francuz. – Przecież taki proces nie powinien zająć więcej niż kwadrans.

– Niby tak, ale wiesz, oni się upewniali po kilka razy, czy na pewno usunięto odpowiedni fragment, tak aby potem nie było zbyt dużych podejrzeń. Jim był cholernie zaaferowany, zresztą Nicolas także. Tylko Herve był dziwnie opanowany.

– Nie dziwię się, skoro jako pierwszy mógł zobaczyć, że znika dowód, który może go obciążyć. Wiesz co by było, gdyby to wyszło na jaw?

– Trafiłby zapewne do poprawczaka.

– Żeby tylko. Szkoła musiałaby zapłacić rodzinie Calliente odszkodowanie. Jim wyleciałby z roboty, a i przyszłość dyrektora Delmasa kreowałaby się w raczej czarnych barwach.

Jeremie wziął się do roboty. Dzięki pozyskanym dokumentom sprawnie zyskał dostęp do dysku komputera przechowującego nagrania. Okazało się, że nic tam nie ma.

– Skasowali – rzekł.

– Czyli co, poszło w pizdu?

– Nie do końca… jest jeszcze jedna ewentualność, tylko gdzie to jest zapisane… – okularnik zaczął szukać w papierach i po chwili mógł powiedzieć: – Ależ oczywiście, że to w ten sposób.

Przez następnych kilka minut stukał bardzo szybko w klawisze, robiąc tylko krótkie przerwy na popijanie Pepsi z puszki. Potem nacisnął Enter i odczekał kolejnych kilkanaście sekund.

– Oj, Pichon, Pichon, jaki ty durny jesteś… i ty chcesz iść na École Polytechnique, jak takich prostych rzeczy nie wiesz…

– Co tam odkryłeś? – zaciekawił się William.

– Zapomniał, kretyn jeden, o tym że w chmurze zapisują się kopie.

– W chmurze?

– Tak. To jest zabezpieczenie, które firmy produkujące monitoring wprowadziły swego czasu. W końcu nie zawsze kasuje się nagrania na polecenia przełożonych. Czasem robi to się przypadkiem albo wręcz tak, aby dosłownie nikt się nie dowiedział. A przecież tego typu materiały stanową bardzo dobry materiał procesowy.

– Więc ta chmura jest po to, aby takie rzeczy nie ginęły?

– Dokładnie tak.

– Tylko skąd my będziemy teraz wiedzieć, które nagranie jest tym właściwym, którego potrzebujemy?

– Wszystkie ingerencje w dysku znajdującym się w pomieszczeniu kontrolnym zapisują się w dzienniku zmian. Wystarczy tam sprawdzić, a potem to już jak z płatka.

Istotnie, dziennik odnotował jak dotąd tylko ingerencję w nagraniu z dnia pobicia Monici. Jeremie odszukał odpowiedni plik i pobrał go, wykonując kilka kopii.

– A te kopie to po co?

– Na wszelki wypadek. One mogą jeszcze się przydać.

Yumi była bardzo szczęśliwa, odkąd wreszcie ustabilizowało się jej życie prywatne. Była w związku z Ulrichem, pogłoski o jej śmierci okazały się przesadzone, zaś jedyne, co ją teraz nurtowało, to sprawa strajku. Wiedziała już, że pytanie nie będzie brzmiało „czy strajkować?”, ale „jak to zacząć?”. Jeremie powiedział jej, że postara się zdobyć nagranie z monitoringu. Miała świadomość, że może to być trudne, ale czuła, że może mu się to udać. Aby nieco się odstresować, postanowiła pooglądać telewizję wraz z młodszym bratem. Właśnie szedł kolejny odcinek ulubionego programu Hirokiego.

Pokazano pokój pełen gratów i pudeł, które leżały nawet na łóżku. Zajmował je dość otyły mężczyzna. Zza kamery odezwał się głos:

– Widzowie przesłali do nas kilka pytania, oto pierwsze z nich: Krzysztofie, jaki jest twój największy sukces?

– Sukces… – Kononowicz zaczął się głośno zastanawiać. – Założyć rodzinę.

– Ale to jest marzenie jednak, bo rodziny nie masz. A sukces to jest coś, co już osiągnąłeś.

– Największy sukces… – Krzysztof zaczął, lecz w słowo wszedł mu Wojciech Suchodolski:

– Zesrać się w gacie! – powiedział wesoło. Wypowiedź bardzo rozbawiła Hirokiego.

Kononowicz jednak nie był zbyt zadowolony z tej riposty.

– Wiesz co, Wojtek? Ty może nie wąchaj tego rozpuszczalnika, bo takie głupoty wygadujesz, że potem aż żal słuchać.

– Jaki rozpuszczalnik? – oburzył się Suchodolski. – Co ty pierdolisz znowu? Uroiłeś sobie i potem pierdolisz do kamery, żeby ludzie się cieszyli, jak się kłócimy.

– Sam widziałem, białe buteleczki były. A, w ogóle, Jarek – zwrócił się do mężczyzny zza kadru – kupiłeś mi zgrzewkę mleka?

– Kurna, zapomniałem, jutro kupię.

– No, na pewno – Krzysztof pokiwał z dezaprobatą głową. – Jutro, jutro. Jak z pizdy futro.

– Jak ty brzydko mówisz! Nie przeklinaj! Mówi się „cipka”, a nie ciągle tylko pizda i pizda – stwierdził Wojciech. – Co to w ogóle jest?

– To co na ścianie wisi.

W tym momencie kamera pokazywała ścianę pełną obrazów z wizerunkiem Kononowicza, wysłanych przez dzieci, które były fanami tego programu.

– Gdzie na ścianie! Tam papież jest! – powiedział Suchodolski.

Przerwano program na reklamy. Yumi sprawdziła komórkę. Zobaczyła, że kilka minut temu Jeremie wysłał jej wiadomość. Poinformował, że udało się pozyskać nagranie i że wyśle jej plik na specjalną skrzynkę, założoną specjalnie na potrzeby strajku. Japonka poszła do swojego pokoju, włączyła komputer i zobaczyła klatka po klatce to, co zawierało nagranie. Wtedy właśnie uświadomiła sobie, jak wielką broń ma w ręce i jak bardzo może to zmienić reguły gry, jeszcze zanim się ona zacznie na dobre.

Następnego ranka Yumi szykowała się do szkoły. Wybierała ubrania w swoim pokoju. Radio nadawało poranną audycję.

– Amerykański Departament Stanu z zadowoleniem przyjął decyzję sądu w sprawie skazania Chińczyków oskarżonych o doprowadzanie młodzieży do samobójstwa – mówił spiker. – W oświadczeniu wygłoszonym wczoraj wieczorem stwierdzono, że celem chińskiego wymiaru sprawiedliwości było zwrócenie uwagi na problem wyobcowania i zaniku stosunków międzyludzkich z powodu nadmiaru bodźców elektronicznych, co staje się światowym problemem. Poparto także inne profilaktyczne działania, wskazując iż temat ten bezsprzecznie należy do katalogu spraw wykraczających poza protokół rozbieżności bilateralnych. Z Waszyngtonu dla RMF mówił Frederic Crosiant.

– Dalsze informacje: według sondażu przeprowadzonego przez dziennik Le Figaro 74 proc. rodziców popiera nową reformę oświatową. Szczegóły za pół godziny, a teraz więcej o nowym programie rekrutacyjnym francuskich sił zbrojnych pod nazwą „Giń jak żołnierz”.

Japonka zdziwiła się sondażem:

„74? Uwierzyłabym w 44, ale aż tyle? Ciekawe co się stanie, jak nasz protest będzie już ogólnokrajowy”.

Dziewczyna wybrała krótkie niebieskie spodenki, kabaretki, czarną koszulkę z dość dużym dekoltem oraz skórzaną ramoneskę. Do tego duże ciemne buty, a żeby nie było wszystkiego widać od razu – długi płaszcz. Spojrzała na zegarek i uznała, że śniadanie zje w szkole, gdy kupi coś z automatu. Wychodząc zauważyła matkę.

– Już idziesz, Yumi? Dobrze że bierzesz płaszcz, pogoda teraz jest jeszcze niezbyt pewna.

– Tak, właśnie dlatego go wzięłam, żeby się nie przeziębić – dziewczyna pożegnała się i wyszła.

W drodze do szkoły raz jeszcze przemyślała cały plan. Jeśli będą pytać się o mundurek, to powie, że jest w praniu, tak jak pozostałe komplety zapasowe, a przecież naga do szkoły nie przyjdzie. A jeśli będą chcieli wziąć ją siłą, to wytoczy argument z pobiciem Calliente. W końcu ma dowody. Zaś jeśli będzie taka konieczność – powiadomi media. Skontaktowała się już z kilkoma kolegami, którzy w razie czego będą mogli rozpocząć strajk solidarnościowy. Nie nastawiała się jeszcze na długą akcję, ale wierzyła, że uda się, przynajmniej na jakiś czas, doprowadzić do pewnych ustępstw dyrekcji.

„To mały krok dla Yumi Ishiyamy, ale wielki dla francuskich uczniów” – pomyślała, wchodząc na dziedziniec szkoły Kadic. Czuła, że ten dzień zapisze się w historii.

Autor: Jeremie_96

Korekta: Azize

Rozdział 43

Gabinet dyrektora był przykryty chmurami dymu. Jim wypalił już szóstego papierosa. To efekt stresu doznanego po dowiedzeniu się o numerze swoich podopiecznych. Właśnie teraz wuefista, pełniący także obowiązki komendanta Legii Szkolnej, zastanawiał się wraz z Delmasem, co zrobić w tej sytuacji.

– Wywalić ich? Dyscyplinarkę wręczyć z wpisaniem do akt? – myślał Jim.

– Niee – odradził dyrektor. – Jak się pojawią pogłoski, że ich wywaliliśmy, to będą się zaraz doszukiwać powodów.

– Rozumiem w takim wypadku, że sam też nie mogę odejść?

– Absolutnie. Wtedy to dopiero by się zaczęła afera. A my chcemy tego uniknąć. Wiesz, jakie byłyby konsekwencje wyjścia na jaw faktu, iż ci, którzy mieli pilnować porządku, dotkliwie pobili uczennicę? Niewyobrażalne! Zjechałyby się wszyscy Panowie Telewizje i nie odpędzilibyśmy się od nich za cholerę! Poza tym ucięliby nam wszelkie dotacje z ministerstw i zepchnęli na margines.

– To co w takim razie mamy zrobić? – spytał wuefista.

– Weź tych ancymonów i im powiedz, żeby na przyszłość nie byli aż tak gwałtowni. I ostrzeż ich, żeby nikomu nie paplali o tym, co się stało. Niech usuną też ślady z kamer. Pichon jest podobno dobry z informatyki, więc może sobie z tym poradzić.

– A co w takim razie z Calliente?

– O nią się nie martw. Ja już mam plan, żeby nie gadała zbyt dużo… w końcu to ona najpierw złamała prawo.

Yumi opowiedziała o całym zajściu swoim przyjaciołom. Była bardzo oburzona tym, co się wydarzyło.

– Tak przecież nie może być. Do czego posuną się następnym razem? Będą strzelać? – pytała Japonka.

– Tylko co w takim razie możemy zrobić… – zaczęła zastanawiać się Aelita.

– Trzeba zagrać dwutorowo. Dałam już znak na grupie na Discordzie, tej od strajku. Myślę, że lepszego momentu na jego rozpoczęcie już nie będziemy mieli, a jednocześnie połączymy kilka spraw. Mundurki, całą zakichaną reformę… to trzeba wykorzystać.

– A ten drugi tor? – włączył się Jeremie.

– Musimy mieć dowody na to, że Monica została pobita. Dyrekcja będzie chciała zapewne zamieść sprawę pod dywan, ale nie możemy na to pozwolić. To się musi przebić, choćby mieli nas karać. Może się uda jakiś obraz z monitoringu wydobyć. Jeśli nie zostanie to skasowane…

– To w takim razie kiedy start całej operacji? – rzucił Odd.

– W poniedziałek. I już nawet wiem, jak to rozpocząć – rzekła Yumi.

Jeszcze tego samego popołudnia Jim zaprosił do swojej kanciapy Herve’a i Nicolasa. Najpierw przez 20 minut tłumaczył im, że nie powinni aż tak mocno reagować, przynajmniej dopóki sami uczniowie ich nie będą atakować. Następnie upewnił się, że legioniści nikomu nie będą mówić o tym, co się wydarzyło. Na końcu Herve usiadł przed komputerem, który stanowił centrum dowodzenia monitoringiem szkolnym. Zanim dokopał się do nagrań z feralnego momentu, minęła prawie godzina, jednak okularnikowi udało się ostatecznie to usunąć. Dzięki temu wszyscy mogli z czystym sumieniem zająć się rozpoczynającym weekendem.

Odd i Ulrich siedzieli w swoim pokoju i oglądali telewizję. W pewnym momencie, gdy znowu wpuszczono przerwę reklamową, Włoch zapytał:

– Ej, a ty w końcu powiedziałeś Yumi to, co do niej czujesz, czy dalej się z tym kryjesz jak prezydent Duda z ułaskawieniem Kamińskiego?

Ulrich nieco się zdziwił takim porównaniem.

– Z jakim ułaskawieniem?

– Nie słyszałeś? Babcia ci przez telefon nie mówiła? Duda myśli nad tym by znowu ułaskawić gościa, którego już raz ułaskawiał, ale nie może tego zrobić w ten sam sposób, by nie wyszło, że wtedy spieprzył.

– A, to o to chodzi… wiesz, u mnie sytuacja jest jednak nieco inna. Owszem, nie powiedziałem jej jeszcze, ale się zbieram.

– Tak, jasne – Odd popatrzył z politowaniem. – Długo tak będziesz się zbierać? A może się umów z nią jutro,

– Jutro? – nieco zaskoczony odparł Niemiec.

– Jutro. Jest wolne, poza tym już wcześniej mówiłeś mi, że musisz to zrobić, żeby nie było za późno.

– W sumie… masz rację. Jak rzadko muszę to przyznać.

– Bo rzadko mnie słuchasz – odparł z uśmiechem Włoch.

Ulrich wziął komórkę i wystukał wiadomość:

‘Hej, Yumi! Może się jutro przejdziemy na spacer? Bo wiesz… ładna będzie pogoda, poza tym musimy po tych wszystkich wydarzeniach nieco ochłonąć”.

Po kilku minutach nadeszła odpowiedź:

„Jasne! Przyjdź po mnie o 13:00, jeśli Ci taka godzina pasuje”.

„OK”.

– I co? – spytał Odd. – Spotkanie ustalone?

– Tak, ten krok już za mną.

– To może potrzebujesz rady, w jaki sposób to powiedzieć? Jestem w końcu doświadczony w tych sprawach.

– I dlatego nadal nie masz jednej dziewczyny na dłużej – roześmiał się Ulrich. – Nie, dzięki, tu sobie sam poradzę.

W nocy Ulrich rozmyślał jeszcze o tym, w jaki sposób ma powiedzieć Yumi o swoich uczuciach. Z jednej strony nieco się tym denerwował, ale z drugiej uznał, że jeśli dalej będzie się z tym krył, to w pewnym momencie może faktycznie być za późno. Choć spotkanie miał umówione na 13:00, to wstał już o 9:00, by się dobrze przygotować. Wziął prysznic, zjadł śniadanie, wyprasował jasnozieloną koszulę, sprawdził też czystość swoich ciemnych spodni. Przed wyjściem użył jeszcze delikatnie swoich perfum, ale tak, by nie przesadzić. Doszedł do furtki domu Yumi praktycznie na czas. Okazało się, że dziewczyna także jest gotowa. Miała szary sweter lekko odkrywający brzuch oraz czarne spodnie, takie jak zazwyczaj nosiła. Nastolatki poszły do parku, kupując po drodze dwie puszki Pepsi. Najpierw rozmowa dotyczyła ostatnich wydarzeń w szkole, potem Yumi opowiedziała kilka przygód ze swoim niesfornym bratem, a Ulrich przekazał informacje o tym, co się dzieje u jego babci w Polsce. W pewnym momencie Niemiec pomyślał:

„Teraz albo nigdy!”.

Wykorzystał chwilę ciszy i powiedział:

– Wiesz, Yumi… tak naprawdę to chciałem się z tobą spotkać, bo muszę ci coś powiedzieć.

Chłopak wstał, bo uznał że poczuje się pewniej, gdy będzie mówić na stojąco. Yumi zaintrygowała się wstępem.

– Coś się stało? – zapytała.

– Nie… to znaczy tak… to znaczy… no bo sprawa wygląda tak… – Niemiec wziął głębszy oddech. – Wiem że jesteśmy przyjaciółmi. Rozmawialiśmy o tym. Ale jednocześnie… od dawna mam pewne wrażenie, że wiele dla mnie znaczysz. Szczególnie po tej ostatniej sprawie z fałszywymi badaniami. Wiesz, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to fałszywki. Zrozumiałem wtedy ostatecznie, że dla mnie jesteś kimś więcej niż tylko przyjaciółką, Yumi…

– Co masz na myśli…? – spytała dziewczyna, wpatrując się w Ulricha.

– Jesteś dla mnie bardzo ważna. Wręcz najważniejsza. Nigdy wcześniej nikogo takiego nie poznałem. Bardzo często o tobie myślę. Naprawdę. Gdyby jednak wyszło, że… no, rozumiesz…

– Gdybym jednak była chora na raka? – podpowiedziała Japonka.

– Tak, właśnie… widzisz, nawet nie może mi to przejść przez gardło. Gdyby to się stało i gdybyś…sama wiesz… to ja bym nie przeżył. Nie mogę bez ciebie żyć z jednego powodu. Yumi… kocham cię.

Dziewczyna nadal patrzyła na chłopaka, który właśnie wyznał jej miłość. Widziała, że wymagało to od niego nieco wysiłku i teraz przez chwilę nic nie mówił. Wstała z ławki i podeszła do niego.

– Ulrich…?

– Tak…?

Ujęła jego twarz w swoje dłonie i zbliżyła ustami do jego ust. Następnie zamknęła oczy. Ulrich poczuł słodycz jej warg i odruchowo położył dłonie na jej odsłoniętym brzuchu. Trwali tak przez kilkanaście sekund w miłosnym uścisku, podczas którego od nieśmiałego całusa przeszli do namiętnego francuskiego pocałunku.

– Ja ciebie też kocham, Ulrich.

Autor: Jeremie_96

Korekta: Azize

Rozdział 42

Suzanne Hertz przygotowywała się do kolejnej lekcji chemii. Wyjęła już swoje notatki, z których korzystała od wielu lat. Tym razem jednak miała w głowie nie tylko najbliższy temat, ale także problem, który zgłaszała podczas spotkania z gronem pedagogicznym. Nadmierny makijaż u niektórych dziewcząt zaczynał ją coraz bardziej irytować. Wiedziała, że musi coś z tym zrobić. Wiedziała także, jak. Czekała tylko na nadarzającą się okazję.

Ta nadeszła dość szybko. Wśród uczniów, którzy właśnie wchodzili do klasy, pojawiła się Monica Calliente. Blondynka jak zwykle miała dość mocny makijaż. Nauczycielka poczekała, aż wszyscy usiądą. Po sprawdzeniu listy obecności zwróciła się do dziewczyny:

– Panno Calliente, czy nie sądzisz, że taki makijaż nadaje się raczej na dyskotekę w klubie, a nie na lekcję?

– Nie, dlaczego? – odpowiedziała Włoszka. – Jest dość stonowany.

– Nazywasz to stonowanym makijażem? Przecież jesteś wymalowana niczym odnawiana kamienica. Natychmiast idź do łazienki i zmyj to z siebie.

– Nie pójdę. Nie chcę tracić lekcji.

– O lekcję to się nie martw. Pójdziesz sama, czy wezwać legionistów? – Hertz wprowadzała swój plan w życie.

– Nie zrobi pani tego. Nie odważy się – lekko buńczucznie stwierdziła Monica. – To tylko takie straszenie, żeby nas zmusić do posłuszeństwa.

W tym momencie nauczycielka uznała, że trzeba już kończyć to patyczkowanie.

– Taka jesteś pewna? No to zobacz – Hertz wzięła krótkofalówkę, nacisnęła przycisk nadawania i zaczęła mówić do sprzętu. – Profesor Hertz do dyżurnego patrolu, potrzeba dwie osoby do sali numer 24, przypadek z paragrafu 14a.

– Przyjąłem, bez odbioru – rozległ się głos z głośnika.

Po chwili drzwi sali otworzyły się i stanęli w nich Herve i Nicolas w oliwowych mundurach Legii Szkolnej. Właśnie oni mieli dyżur.

– Co się stało, pani profesor? – spytał okularnik.

– Ta oto uczennica – wskazała ręką na Monicę – nie chciała dobrowolnie iść zmyć ten nieregulaminowy makijaż.

– Już dobra, pójdę, niech pani nie robi takiej szopki – odrzekła zrezygnowana dziewczyna.

– Przypilnujcie jej, jak możecie.

– Tak jest – odpowiedzieli obaj legioniści.

Drzwi sali się zamknęły. Monica poszła w stronę schodów prowadzących do wyjścia.

– Ej! A ty gdzie? Łazienka jest w drugą stronę – powiedział Nicolas.

– Chyba nie myślałeś, że pójdę zmyć makijaż, bo się on nie podoba jednej starej pannie – zaśmiała się Włoszka.

– Ale pani profesor kazała – karcąco stwierdził Herve.

– Wiesz, gdzie ja mam panią profesor? We Włoszech by już dawno tutaj nie pracowała, nie czuje kompletnie współczesności.

– Czyli nie pójdziesz do łazienki? – spytał wyższy z chłopaków.

– Co najwyżej wtedy, jak mi się zachce siku.

– Obawiam się, że twoje plany się nieco zmienią…

Nicolas i Herve złapali dziewczynę za ramiona i siłą zaciągnęli do łazienki. Monica zaczęła się szarpać i krzyczeć:

– Puszczajcie, nie macie prawa!

– Zamknij mordę! Lekcje są. A prawo mamy, bo nie słuchasz poleceń – odrzekł Nicolas.

Weszli do łazienki. Herve odkręcił kran. Nicolas wziął Monicę za włosy i brutalnie wsadził jej głowę do umywalki. Dziewczyna była coraz bardziej przerażona i próbowała się bronić nogami. W tym momencie okularnik wyjął pałkę i uderzył Włoszkę w okolicy uda.

– To boli! Przestańcie! – krzyczała już ze łzami w oczach dziewczynach.

– Ma boleć! Koniec chamskiego traktowania nas przez takie małpy jak ty! Odpowiecie za wszystkie przewinienia!

Monica dostała jeszcze kilka ciosów w okolicy pleców i parę plaskaczy w twarz na dokładkę. Legioniści pozostawili ją skuloną i płaczącą w kącie łazienki. Z jej wargi płynęła krew.

Jakieś 30 sekund po ucieczce dyżurnych do łazienki weszła Yumi.

– Monica! Co ty tu robisz? Co się stało? – zaniepokojona podbiegła do dziewczyny.

– Ci…z Legii…mnie tu pobili… – rozstrzępiona dziewczyna nie mogła zebrać myśli.

Yumi wzięła dziewczynę pod ramię i obie powoli poszły do pielęgniarki.

Dyrektor Delmas przeglądał w swoim gabinecie kolejne papiery. Co prawda rząd obiecywał, że biurokracja będzie ograniczona, jednak nadal to były tylko zapowiedzi, zaś administracja szkolna generowała kolejne kilogramy makulatury, do której i tak nikt nie zaglądał. Kontrole ministerialne, które miały rzekomo nadzorować, czy wszystkie dokumenty się zgadzają, były niczym Yeti – każdy słyszał, nikt na oczy nie widział. Niemniej jednak obowiązek należało wypełnić. Aby nieco umilić sobie pracę, Delmas włączył radio. Właśnie nadawano kolejne wiadomości.

– To już trzeci prezes polskiej telewizji wybrany w ostatnich dwóch dniach. Poprzedni został uznany za niepraworządnego, po tym jak oświadczył, że powinno się stworzyć specjalny kanał emitujący tylko produkcje kręcone przez byłych członków partii komunistycznej, w których występują agenci dawnej służby bezpieczeństwa. W szczególności padało nazwisko jednego z nich, zaczynające się na C. Jest on oskarżony o współudział w morderstwie ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 roku, jednak serial, w którym grał główną rolę, nadal jest emitowany. Eksperci uważają, że to z racji niewiedzy historycznej sporej części społeczeństwa. Z Warszawy dla FranceInfo mówił Frederic Chlorchinaldin.

Jean-Pierre się zamyślił.

„Osiemdziesiąty czwarty…kiedy to było. Wtedy jeszcze studiowałem. Chyba nawet była jakaś demonstracja sprzeciwu wobec mordu tego księdza…”

Nagle zadzwonił telefon.

– Tak? Co się stało? – dyrektor był wyraźnie zaaferowany. – Tak, już idę.

Odłożył słuchawkę i prędko wybiegł do gabinetu lekarskim. Czekała już tam na niego Yolanta.

– Widzi pan, panie dyrektorze, mamy chyba pewien problem – powiedziała blondynka w fartuchu pielęgniarskim. – Jakieś 20 minut temu Yumi Ishiyama przyprowadziła tutaj nową uczennicę, Monicę Calliente. Była w dość słabej formie, z siniakami i rozciętą wargą. Mówiła, że to ktoś z Legii ją pobił.

– Jak to pobił? – zdziwił się Delmas. – Jak to się stało?

– Tego nie wiem, dziewczyna nie chce o tym rozmawiać. Ale co w takim razie robić? Muszę powiadomić opiekunów.

– Pomyślmy… – dyrektor stanął teraz przed sporym dylematem. – Powiedz im, że Monica miała drobny wypadek w trakcie przerwy, ale że się z tego wyliże. Bo chyba nie potrzeba tutaj przewiezienia do szpitala?

– Na szczęście nie, wstępne badania nie wykazały żadnych złamań. Jednak musi być ona pod moją obserwacją.

– Niech i tak będzie. Ale ani słowa o pobiciu! Jeszcze wyjdą jakieś plotki na jaw i dopiero się zacznie. Media nas wezmą na języki. A to nie jest nam potrzebne.

– Ale w sumie… – pielęgniarka zaczęła mieć wątpliwości. – Jeśli się zapytają, co dokładnie się stało?

– To coś wymyślisz. Widziałaś wiele wypadków, masz doświadczenie. To dla dobra szkoły. W końcu nie chcemy, żeby obcięto nam dotacje na ten gabinet, prawda?

– Jasne, że nie chcemy.

– Tak więc ustalone – rzekł Delmas. – Ani słowa o pobiciu, zresztą nie wiadomo, czy ona nie kłamie.

Po wyjściu z gabinetu dyrektor zaczął myśleć nad tym, co widział i usłyszał.

„Cholera jasna, jeszcze tego mi brakowało. Przecież od razu widać, że to pobicie. Zauważyłem ślad po pałce. Co ci durnie od Moralesa odjebali? Nikt się o tym nie może dowiedzieć, bo wtedy to dopiero będziemy tu mieć Majdan Niepodległości. Muszę się z tym wuefistą rozmówić. Tylko czy ukarać sprawców… jak ich ukarzę, to będzie znak, że jednak coś się stało. Naślą jakieś inspekcje. A to mi jest potrzebne jak drzazga w tyłku. Oj, ciężki moment nastąpił. Ale trzeba sobie z tym jakoś poradzić. W końcu nie mogą mi odebrać dotacji ani szans na to, abym został nowym kuratorem.”

Rozdział 41

Wiadomość o pomyłce lekarskiej bardzo ucieszyła przyjaciół Yumi. Najbardziej kamień z serca spadł Ulrichowi, zdarzyło się wręcz, że się wzruszył ze szczęścia. Co prawda mieli oni z tyłu głowy to, iż nawet jeśli z ludzkiego punktu widzenia jest to happy end, to pod względem profesjonalizmu medyków mamy do czynienia z wielkim zgrzytem. Nie psuło to jednak nastrojów naszych bohaterów. Poza tym mieli oni inne sprawy na głowie.

Przygotowania do wprowadzenia nowego regulaminu miały się ku końcowi. Dokonano pomiarów do mundurków, miały one niedługo trafić do uczniów. W międzyczasie Sissi oficjalnie została pasowana na tamburmajorkę, co obserwowała jakieś kilkadziesiąt osób. Reszta szkoły zbyt wiele nie straciła, bo i tak w internecie oraz miejscowej gazecie wydawanej przez koncern paliwowy pojawiły się obszerne relacje z wieloma zdjęciami. Zapomniano tam jednak wspomnieć, iż orkiestra, sprowadzona ze szkoły im. Kaczora Donalda, fałszowała zarówno „Marsyliankę’, jak i „Marsz Żandarmów z Saint Tropes”, zagrany na koniec, a jedyne, co wyszło czysto, to tremolo, czyli ciągłe walenie w werbel przy momencie przekazania pałki tamburmajorskiej.

Yumi, jak i reszta grupy opozycjonistów, jak się sami nazwali, coraz intensywniej myśleli nad akcją strajkową. Wiele pomysłów wymieniano za pomocą serwera na Discordzie, przez co można było się porozumiewać bez konieczności spotkania. Jednak ze swoimi przyjaciółmi Japonka postanowiła omówić pewne kwestie osobiście.

– W tym momencie największym problemem jest moment rozpoczęcia strajku – rzekła czarnowłosa dziewczyna. – Od tego zależy całość naszych działań.

– Nie możemy tego zacząć od razu, pierwszego dnia po wprowadzeniu mundurków? – zapytał Odd.

– To byłoby zbyt proste, zbyt łatwe do rozbicia i dawało sygnał, iż zależy nam tylko na ubiorze – odpowiedziała Yumi. – A tak naprawdę mundurki są tylko symbolem. Ważnym, owszem, ale symbolicznie. Nam zależy na zmianach w całym regulaminie.

– Myślisz, że to możliwe? – z lekkim wahaniem w głosie odezwała się Aelita. – Przecież dyrekcja się tak łatwo nie ugnie i nie zmieni tego, nad czym tak długo pracowała.

– W takim razie będziemy protestować aż do skutku. Może damy tym samym impuls innym szkołom do tego, by też zaczęły strajkować.

– Sądzisz, że należy do tego wciągać inne placówki?

– Bez tego zbyt wiele nie zdziałamy. Bo co wtedy by było? Bunt jednego zespołu szkół, który łatwo będzie można zgasić. Jeśli zrobimy z tego początek ogólnoparyskiego, a nawet ogólnokrajowego strajku, to możemy doprowadzić nawet do dymisji ministra.

– Yumi… – zaczął głośno myśleć Jeremie. – Dymisja? Czy to nie jest zbyt wysoko postawiona poprzeczka?

– Sky is the limit, jak mawiają – odpowiedziała Japonka. – A jeśli zrobi się naprawdę spora zadyma, taka jak przy próbie podwyższenia wieku emerytalnego, to różne rzeczy mogą się wydarzyć.

– Tak, tylko… zadymy były, rozróby były, a rząd i tak dopiął swego. Tylko szklarze na tym zyskali.

– W naszym wypadku będzie inaczej. Tylko musimy znaleźć odpowiedni moment. Ale jednocześnie nie możemy go sami sprowokować. Środki perswazji i prowokacji musimy zostawić na dalszą fazę strajku.

– Co więc proponujesz? – zapytał Ulrich.

– Obserwować. Mam już takie wrażenie, że powoli wchodzimy w stan pewnej apatii uczniowskiej. A od tego prosta droga do wybuchu buntu. Wystarczy zobaczyć, jak wszyscy wyglądamy w tych szmatach.

– Prawie wszyscy – wtrącił Odd.

– Masz rację, została ta banda od Sissi łażąca na co dzień w tych ćwiczebnych szmatkach, mimo że treningi są tylko 2 razy w tygodniu. No i ci niby porządkowi. Ale zobaczycie, niedługo zaczną być widoczne pewne zalążki. Wystarczy tylko obserwować i wykorzystać sytuację.

Pierwsze dwa tygodnie funkcjonowania nowych zasad w Zespole Szkół Kadic minęły dość spokojnie. Większość uczniów powoli dostosowywała się do nowego ubioru. Łatwiej miała sekcja mażoretek pod wodzą Sissi, która miała specjalne komplety strojów na każdą okazję wraz z dresami. Oczywiście córka dyrektora postawiła na swoim także w tym przypadku i nawet te najbardziej codzienne ubrania dla niej były osobno szyte, tak aby każdy widział, kto jest najważniejszą tancerką w szkole. Nieco większy wybór od reszty uczniów mieli także ci, którzy zapisali się do legii szkolnej, jednak gdy wypadał komuś patrol na boisku czy korytarzach, to obowiązkowy był mundur w oliwkowych kolorach. Do wyboru były jeszcze czarne albo niebieskie, ale te nie kojarzyły się zbyt dobrze po ostatniej fali zamieszek, jaka wybuchła we Francji po zamordowaniu przez policję 16-latka.

Incydentów praktycznie nie było. Ot, ktoś napluł na posadzkę i dostał mandat, bo miał pecha skierować ślinę pod czujnym okiem porządkowego legionisty. Komuś innemu wymsknęło się brzydkie słowo i również otrzymał reprymendę. Ale nieposłuszeństwa otwartego jak na razie nie było widać.

Wydawać by się mogło, że taki rozwój spraw ucieszy dyrektora szkoły. Jean-Pierre jednak był dość niespokojny. Nie panikował, bo uznawał, że to dobrze, iż uczniowie jak na razie stosują się do zasad. Cieszył się nawet, że udało mu się poskromić własną córkę, co poczytywał sobie za największy sukces wychowawczy w ostatnim 10-leciu bycia rodzicem. Był jednak doświadczonym pedagogiem i miał świadomość, że sielanka nie potrwa długo. Swoimi wątpliwościami podzielił się z gronem pedagogicznym.

– Jak wiecie, na ten moment w szkole nie dochodzi do większych incydentów. Możemy stwierdzić, że społeczność przyjęła nowe zasady. Chciałbym jednak was spytać, czy sami nie zauważacie czegoś, co mogło ujść mojej uwadze.

Większość nauczycieli nie miała żadnych sugestii. Zgłosiła się jednak Suzanne Hertz.

– Owszem, ogólnie jest bardzo dobrze, nawet zaskakująco spokojnie. Są jednak dwie sprawy, nad którymi trzeba się pochylić. Pierwsza to makijaż. Wciąż niektóre uczennice go nadużywają. Dotychczas nie zwracaliśmy na to zbytniej uwagi, ale sądzę, że powinniśmy to zmienić.

– A kto się u nas za bardzo maluje? – spytał dyrektor.

– Cóż… – zaczęła się zastanawiać Hertz. – Na pewno kilkukrotnie zbyt mocny makijaż widziałem u Calliente, tej nowej dziewczyny z Włoch.

– Może to jej sposób na zaadoptowanie się do nowej sytuacji? – podrzucił Gustav Chardin. – Nowa szkoła, nowy dom, nowy kraj i do tego jeszcze wejście w trakcie reformy. Jakoś musi sobie z tym radzić.

– Owszem, ale to nie powód, żeby lekceważyć regulamin. Poza tym widzę ten problem u panien Monroe, Zikaricz, Kordeluk i jeszcze kilku innych, głównie z tej grupy mażoretkowej.

– OK, tu musimy na to bardziej zwrócić uwagę – podsumował dyrektor. – A druga sprawa?

– Obawiam się, Jean-Pierre, że powoli może nam tu rosnąć bunt. Pamiętajmy, że większość uczniów jest w takim wieku, w którym się nie akceptuje narzuconych zasad. I to może się objawić prędzej czy później. Już teraz zauważyłam, że niektórzy uczniowie, dotychczas chętnie wychodzący w czasie wolnym na miasto, teraz tego nie robią, gdyż tam też musieliby nosić mundurki.

– I co w tym złego? Pokazują tym samym, że reprezentują naszą szkołę – odparł Delmas.

– Tak, ale to ich może krępować. Podobno już niektórzy robią tak, że jeśli chcą gdzieś wyjść, to najpierw umawiają się u kogoś, kto nie mieszka w internacie. Idą do domu takiej osoby, przebierają się w nieszkolne ubrania, a potem udają się do centrum handlowego. Gdy nadchodzi pora powrotu, przebierają się w mundurki i idą do szkolnego parku.

– Czy mamy możliwość, by to ukrócić?

– Teoretycznie tak – powiedziała nauczycielka chemii. – Wprowadzić zakaz wychodzenia poza teren szkoły w dni powszednie. Ale nie wiem, czy to nie byłoby zbyt ryzykowne, zwłaszcza że niektórzy uczniowie mają już 18 lat i mogą uznać to za niekonstytucyjne.

– W sumie racja… – przyznał dyrektor. – Ale… z drugiej strony: gdybyśmy zrobili z tego karę? Albo indywidualną, albo zbiorową? Wtedy nikt by się nie mógł do nas przyczepić. W końcu zamykanie na 4 godziny w bibliotece też jest jakimś ograniczeniem wolności, a nikt nam tu nie wyskakiwał z łamaniem praw.

– To dobry pomysł – pochwaliła myślenie dyrektora Hertz.

– Ogłaszamy to jakoś uczniom? – spytał Chardin.

– Nie ma takiej potrzeby – powiedział Delmas, wyraźnie uspokojony rozmową z nauczycielami. – Kto będzie musiał, dowie się w swoim czasie…

Korekta: Azize

Rozdział 40

Klinika Badań Onkologicznych znajdowała się jakieś 70 kilometrów od domu państwa Ishiyama. Była uznawana za najbardziej cenioną w tej części Europy. Choć Yumi bała się tego wyjazdu, to jednak musiała w końcu to zrobić, by mieć pewność, co się dzieje z jej ciałem, czy w środku ma okupanta, który próbuje przejąć jej organizm. Badania trwały dość długo, ale zaletą przeprowadzania ich w tym ośrodku był fakt, że nie trzeba był oczekiwać na wyniki przez kilka tygodni. Otrzymywało się je tego samego dnia.

Japonka siedziała zniecierpliwiona na korytarzu. Przejrzała już wszystkie gazety leżące na stoliku, były to głównie stare numery pism typu „Żryj mniej” oraz „Żyj zdrowo”, ale znalazło się też parę pism o polityce. Po około godzinie pielęgniarka poprosiła ją do gabinetu. Za dość długim biurkiem siedział brodaty okularnik w białym kitlu. Spojrzał na dziewczynę.

– Panna Ishiyama, jak sądzę?

Yumi potwierdziła.

– Proszę usiąść. Mam już wyniki i to co zobaczyłem, jest wręcz niewiarygodne… – lekarz zawiesił głos.

Dziewczyna momentalnie zbladła na twarzy.

– Jest aż tak źle…? – zapytała z drżeniem w głosie.

– Fatalnie! Straszliwie fatalnie – odparł lekarz. – Jak można być tak nieodpowiedzialnym koniowałem, żeby w taki sposób przeinaczyć wyniki badań? Przecież one są kompletnie sprzeczne z tym, co wyszło teraz. Co oni, kurwa, wygrali dyplomy w chipsach? – ostatnie słowa medyk wręcz wykrzyczał.

Yumi przestawała powoli rozumieć, co się dzieje.

– Ale co to oznacza, mam tego… raka?

– Panna? Raka? – brodacz zaczął się śmiać. – Kochana, ty jesteś zdrowa jak rydz! To ten doktorek z bożej łaski, który robił pierwsze badania, jest chory na coś, najpewniej na głowę. Jak oni w tych akademiach medycznych uczą… – mężczyzna wstał i zaczął chodzić po gabinecie. – Przyjmują kogo popadnie, wykładają po łebkach, nie sprawdzają wiedzy tak jak powinni. A panienka wie, jak to było za moich czasów, 25 lat temu?

Japonka pokręciła przecząco głową.

– Musieliśmy się uczyć wszystkiego na pamięć, od A do Z. Nie było żadnych internetów, ściąg, pomocy na kolokwiach, dodatkowych terminów. Albo umiałeś, albo wypierdalaj do innej pracy. Szkolono elitę. A teraz… marność nad marnościami, byle tylko etaty wypełnić. A najgorsze, że tak się dzieje wszędzie. W polityce, w wojsku, w szkolnictwie, ba – nawet kasjerki w Auchanie są mniej kompetentne niż 20 lat temu i nie potrafią liczyć w pamięci.

Po kilku minutach doktor się uspokoił i wyjaśnił jeszcze raz zadowolonej dziewczynie, że nie musi się niczego bać i jest kompletnie zdrowa. Gdy Yumi wyszła wręcz w podskokach z gabinetu, mężczyzna w średnim wieku podniósł słuchawkę wewnętrznego telefonu łączącego go z pokojem pielęgniarek i powiedział:

– Siostro! Proszę jedną dawkę cofeinian aluminum carbonatum liqudio pure.

– Przepraszam, czego? – zdziwiła się kobieta po drugiej stronie słuchawki.

– Puszkę Pepsi! A, zapomniałem, was już nie uczyli łaciny na studiach…

Jeremie zmierzał do galerii handlowej. Zamierzał kupić sobie przystawkę do telewizora, która pozwalałaby mu działać tak, jakby miał już technologię Smart TV. Uznał, że nie ma sensu wydawać prawie tysiąca euro na nowy telewizor, skoro można kupić urządzonko za może dziesięć procent ten ceny. Okularnik postanowił także zajrzeć do księgarni. Jeszcze przed wyjściem dostał jednak wiadomość od Milly z prośbą, czy się może spotkać z nią i Tamiyą w sprawie strajku i całej sytuacji związanej z nowym regulaminem. Dziewczyny wiedziały, że teraz nie ma potrzeby niepokoić tym Yumi. Chłopak zgodził się na spotkanie, dlatego wziął ze sobą trochę dokumentów pozyskanych z internetu. Dotyczyły one postępów w wprowadzaniu reformy w kilkunastu francuskich szkołach.

Gdy Jeremie przyszedł do strefy gastronomicznej, dziewczyny właśnie tam dochodziły.

– Bierzecie coś do jedzenia? Mogę postawić – zaproponował.

– Spokojnie, nie trzeba, przyszliśmy tu w sprawach wagi państwowej, a nie na randkę – odpowiedziała ze śmiechem Tamiya.

Gdy wszyscy zamówili już swoje posiłki i je odebrali, można było przejść do konkretów.

– Wciąż się zastanawiam – zaczęła Milly – dlaczego Delmasowi tak zależy na tej reformie? Przecież wcześniej aż tak nie cyrkowano. A teraz mundurki, jakieś wybieranie uczniów do pilnowania zasad, jakby on tu jakiś cel dodatkowy miał w tej nadgorliwości.

– Bo ma – stwierdził Jeremie. – A przynajmniej takie mam wrażenie. Przecież on nie będzie wiecznie dyrektorem, przepisy na to nie pozwalają. Za to bez limitu kadencji można zostać kuratorem oświaty. Wiecie, z jakiego grona zazwyczaj wybiera się kuratorów?

– Z byłych nauczycieli? – z lekkim wahaniem w głosie odpowiedziała czarnoskóra dziewczyna.

– Dokładniej z byłych dyrektorów. Mają największe doświadczenie, jeśli chodzi o zarządzanie, a do tego mogą pomóc swoim placówkom z oddali. Wiecie, tu się zrobi mniej kontroli, tam się da więcej, jakiś skandal się wyciszy, komuś da pracę…

– Czyli kolesiostwo i własna kariera – rzekła Milly.

– A jakżeby inaczej. Tylko ubrane to wszystko jest w piękne słowa o tym, że to wszystko jest dla naszego dobra, że w taki sposób się bardziej rozwiniemy i wyrośniemy na porządnych obywateli. Takie pierdolenie zwyczajne.

– No, dobra… – zawahała się dziewczyna o czerwonych włosach. – Ale zauważyłyśmy coś jeszcze. My też badałyśmy, jak to wygląda w innych szkołach, rozmawiałyśmy z kolegami z innych gazetek i nie trafiłyśmy nigdy na taki pomysł jak legia szkolna, a już na pewno nie z kimś takim jak Jim.

– To się zgadza, ale co szkoła, to pomysł – Jeremie wyciągnął teczkę, otworzył ją i wyjął z niej notatki. – Na przykład w Zespole Szkół nr 40 wszystkim uczniom klas ósmych zalecono zapisanie się do harcerstwa. Nie było oficjalnego polecenia, ale jak nagle wyszło, że na 120 uczniów tylko 3 nie podjęło zapisu w ciągu tygodnia od tego ogłoszenia, to się zaczęły naciski, perswazje psychologiczne, rozmowy z tekstami typu „a co tak sami będziecie jak te odludki, widzicie że reszta wstąpiła, pójdźcie też, nie zaszkodzi wam odrobina dyscypliny harcerskiej”.

– I co z tą trójką się stało? – zapytała Tamiya.

– Zapisali się, chociaż podobno tam się szykuje jakaś forma sprzeciwu. Z kolei w innej szkole, imienia Ronalda McDonalda, wszystkim kazano chodzić na dodatkowe zajęcia sportowe.

– A co, jak ktoś nie lubi? – wtrąciła się Milly.

– To już jego problem, musiał coś wybrać i się na tym pojawiać, żeby choćby w statystykach to było odnotowane.

– Przecież tak się tylko młodych zniechęci do sportu – powiedziała Tamiya.

– Tak jakby kogoś to obchodziło… – pokiwał głową okularnik.

Po chwili milczenia odezwała się Milly:

– Ale protest w Kadic chyba ruszy, co nie? Nawet bez Yumi?

– Właśnie – dodała Tamiya. – Wiesz może, co z nią?

– Otóż jeśli chodzi o Yumi, to… – Jeremie nie dokończył, gdyż zadzwonił telefon. Chłopak odebrał:

– Tak, Yumi?… To świetne wieści! A co tam wyszło?…. Ech, normalka…tak, tak, zobaczymy się jutro….koniecznie do niego zadzwoń, bo strasznie załamany jest, ale po tej informacji na pewno mu się humor zmieni…ok, do jutra.

Einstein odłożył komórkę.

– Jeśli chodzi o Yumi, to strajk ruszy. Yumi żyje i żyć będzie.

Aelita i Monica siedziały w swoim pokoju. Korzystały z wolnego, a że przybyszka z Włoch jeszcze się nie rozpakowała do końca, różowowłosa postanowiła jej pomóc. Dziewczyna zauważyła, że nowa lokatorka ma ze sobą dość sporo kosmetyków.

– Widzę, że trafiłam na znawczynię makijażu – powiedziała z uznaniem.

– E tam… – skromnie odpowiedziała Monica. – Takie drobiazgi. Przecież to nawet nie jest oryginalne Maybelline albo Max Factor. To są podróbki, kupuję je, bo są dziesięć razy tańsze, a efekt jest praktycznie ten sam. Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?

Do pokoju dotarła też niedawno ostatnia walizka z ubraniami. Znajdowały się tam głównie spódniczki i sukienki.

– Ta będzie na dyskotekę, ta na popołudniowe spacery… – mówiła Monica, wieszając kolejne ubrania w szafie. – Dobrze, że mamy sporo miejsca.

– Racja, ale tak naprawdę większości z nich nie pozwolą ci założyć z powodu nowego regulaminu – odpowiedziała Aelita.

– Ktoś mi zabroni?

– Nauczyciele. Zresztą jutro mają nam wszystko powiedzieć, a od następnego dnia musimy nosić mundurki.

– Mam nadzieję, że nie będzie to jakiś badziew rodem ze szkoły dla pensjonarek sprzed 100 lat. Wiesz, spódnice do kostek, golfy niekształtne i inne tego typu archaizmy.

– Szczerze mówiąc to nie wiem, czy będziesz zadowolona… – zaczęła się wahać Aelita. – Ale zobaczymy jutro.

– A zresztą – machnęła ręką Włoszka. – Ja tam zawsze jakiś sposób znajdę, żeby nieco te przepisy obejść. W końcu regulamin jest po to, żeby go łamać. We Włoszech wszyscy tak robiliśmy.

– Dlaczego?

– Żeby wprowadzić odrobinę fantazji w smutne mury szkoły. Sądzę, że tu w Kadic też się coś takiego przyda.

Korekta: Azize

Rozdział 39

Słońce kryło już się za chmurami, jednak Jean-Pierre Delmas musiał jeszcze zostać w swoim gabinecie. Właśnie przeglądał kolejne dokumenty związane z reformą. Wraz z wieloma rewolucyjnymi planami przybyło także sporo biurokracji, jednak po tylu latach w zawodzie nauczyciela, a potem na stanowisku dyrektora, mężczyzna wiedział, że nie uniknie tego żmudnego obowiązku. Miał też jednak świadomość, iż po raz pierwszy coś faktycznie się zmieni, a moment wprowadzenia nowych przepisów nadchodził naprawdę wielkimi krokami.

Równie szybko i w podobnym rozmiarze kroków do gabinetu zbliżał się Jim Morales. Był zaproszony przez swojego szefa na spotkanie w cztery oczy, a późna pora i kameralna atmosfera miały sprawić, że rozmowa odbędzie się w bardziej swobodnej atmosferze. Nauczyciel zapukał do drzwi.

– Wejść – odpowiedział głos.

Wuefista przywitał się z dyrektorem i usiadł na fotelu po drugiej stronie stołu. Położył na nim teczkę.

– Jak widzę, jesteś przygotowany lepiej niż niektórzy uczniowie tej szkoły – powiedział Delmas.

– Staram się jak mogę, szefie – przyznał skromnie nauczyciel.

Dyrektor otworzył teczkę i wyjął z niej trzy kartki zszyte ze sobą. Przez chwilę uważnie zapoznawał się z jej treścią.

– Aż 56 osób? – zdziwił się. – Tylu chętnych jest do legii szkolnej? No proszę, a do tego uczniowie, po których bym się tego nie spodziewał: Poliakoff, Pichon, De Funes… jak ich do tego namówiłeś?

– Mówiąc szczerze, to praktycznie wcale nie musiałem namawiać. Sami przyszli i się zapisywali, zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. I to pomimo tego, że myśmy jeszcze im dokładnie nie powiedzieli, co oni tam będą robić.

– Niedługo będziemy mogli. Postanowiłem, że to będzie pewna lekcja odpowiedzialności?

– Co ma pan na myśli? – zapytał Jim.

– Słyszałeś pewnie nieraz, jak uczniowie mówili, że są już dojrzali. Pokażemy im, że dojrzałość to także odpowiedzialność. Członkowie legii będą odpowiadać za to, aby cała społeczność szkolna przestrzegała regulaminu. Dostaną nawet specjalne uprawnienia, by móc egzekwować przepisy. Wszystko po to, żeby nauczyć ich wszystkich jednej lekcji: prawa trzeba przestrzegać i umieć je stosować.

– Myśli pan, że to dobry pomysł?

– Najlepszy. Nic tak nie uczy jak praktyka. A przy okazji pokażemy, że w zależności od pozycji społecznej można mieć zarówno przywileje, jak i obowiązki dodatkowe. Rozpiszę ci jeszcze dokładniej, co to będzie oznaczać, tak aby wyjaśnić to wszystkim legionistom.

– OK, mam ich jeszcze na coś przygotować?

– Tak. Przygotuj ich na to, że wyjadą na tydzień na poligon. A ty razem z nimi?

Nauczyciel był zaskoczony.

– Na poligon? A po co?

– Ministerstwo edukacji zaczęło współpracować z ministerstwem obrony i zdecydowało, że wszystkie takie organizacje paramilitarne będą objęte programem szkoleń wojskowych. Trochę nie wiadomo po co, ale tak postanowili, przynajmniej się dzieci nauczą strzelania i ukrywania się w lesie oraz sadzenia papierzaków.

– To w sumie dobry pomysł – przyznał Jim. – Ale… ja też mam jechać?

– Powinieneś, skoro nimi kierujesz. Dostaniesz dodatek do pensji. Poza tym mówiłeś kiedyś, że byłeś w wojsku.

– Znaczy, no… – wuefista stracił na chwilę rezon. – Byłem, ale głównie w kuchni.

– Nie dowodziłeś oddziałem?

– Tak, dowodziłem. Oddziałem kucharzy. Nie musztrowali nas za bardzo, ale jakieś podstawy znam. Tylko wie pan, panie dyrektorze, prosiłbym żeby to jak na razie zostało między nami.

– Spokojnie, nie masz się o co martwić, poza tym z tego co wiem, to na takich kursach wycisk dostają gówniarze, zaś was, kadrę kierowniczą, będą traktować jako rezerwę.

Dyrektor się rozmarzył:

– Ech… pamiętasz jeszcze te czasy, gdy piło się tani alkohol i śpiewało piosenki? Znam jedną..

Po chwili, podczas której Delmas musiał sobie przypomnieć, jak brzmi melodia, zaintonował:

– Niech żyje nam rezerwa, przez szereg długich lat!

Jim znał ten utwór, więc podchwycił:

– Gdy rezerwiści piją, w Paryżu wódki braaak!

Potem mężczyźni jeszcze długo wspominali młodzieńcze lata, przywołując piosenkę o pobudce zaplanowanej na godzinę piątą, minut trzydzieści, w której dzielny wojak wsiadł do pociągu, pierdolnął drzwiami i tak się pożegnał z kurwami, jak głosił tekst tego utworu.

Ulrich nie wychodził praktycznie z pokoju, chyba że do toalety. Poza tym leżał na łóżku i oglądał telewizję. Chociaż w jego obecnym stanie psychicznym słowo „oglądał” byłoby nieco na wyrost. Po prostu próbował coś rejestrować w umyśle, żeby nie myśleć ciągle o Yumi i wszystkim, co stało się wokół jej diagnozy. Nadal czuł ogromną złość do Sissi, więc postanowił sobie w duchu, że już nigdy w życiu ani słowem się do niej nie odezwie. Nie miał też ochoty na odbieranie telefonów. Gdyby chciał sprawdzić nieodebrane połączenia, to okazałoby się, że Japonka próbowała do niego kilka razy zadzwonić, napisała też trzy smsy. Postanowiła ostatecznie, że pójdzie sprawdzić, co z Niemcem.

Zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał, ale słyszała głos z telewizora:

-…teleturniej historyczny „Kto kiedy zdechł?”, już jutro o 16:35!

Pociągnęła za klamkę. Ulrich był sam. Ledwo zauważył, że ktoś wszedł.

– Hej, Ulrich… co się stało?

Zobaczyła, że chłopak wygląda dość marnie, z jego oczu widać było, jakby niedawno płakał.

– Yumi…? Co ty tu robisz?

– Wpadłam sprawdzić, dlaczego ode mnie nie odbierasz. Długo tu tak leżysz?

– Nawet nie wiem, straciłem rachubę czasu – Ulrich usiadł na łóżku. Dostrzegł dokładniej, że dziewczyna ma na sobie czarną zapinaną koszulę, pod którą widać było obrys stanika tego samego koloru. Także legginsy i buty trzymały się tej barwy. – Po prostu… jakby ci to wytłumaczyć…

– Powiedzmy wprost: boisz się o mnie, tak…? Widzę to po twojej minie, oczach i zużytych chusteczkach. Płakałeś.

– Tak… ale to dlatego, że się naprawdę martwię, Yumi. Wiem, że początkowo tego nie okazywałem, ale gdy uświadomiłem sobie, że może cię zabraknąć, to poczułem, że mógłbym tego nie przeżyć.

Japonka westchnęła.

– Cóż… musimy być dobrej myśli. Sama też przeżywałam moment bycia w totalnym dole, więc rozumiem, co czujesz. Ale jeszcze nic nie jest pewne. Pojutrze jadę na dokładniejsze badania, może wtedy czegoś się dowiemy.

Ulrich postanowił opowiedzieć całą historię ostatniej sprzeczki z Sissi. Chwilami było mu ciężko, ale Yumi postanowiła złapać chłopaka za rękę, żeby mu dodać otuchy. Gdy skończył, oceniła krótko:

– Co za jebana sucz.

Po chwili Niemiec zapytał:

– Tak w ogóle… wiesz, że chyba od przyszłego tygodnia musimy już nosić mundurki?

– Czyli jednak się uparli – rzekła Yumi. – Na szczęście mam pewien plan. Przez kilka dni będę chodzić jak grzeczna uczennica, a potem…

– Co potem?

– Zaczniemy rewolucję. Wiem nawet, od czego – dziewczyna zaczęła chodzić po pokoju. – Kojarzysz pewnie, że mam taki długi, czarny, skórzany płaszcz. Przyjdę w nim pewnego pięknego dnia do szkoły.

– Ale wtedy każą ci go zdjąć – zauważył Ulrich.

– I o to właśnie chodzi. Zdejmę płaszcz, a pod nim, zamiast mundurka, będę mieć koszulkę ze sporym dekoltem, krótką kraciastą spódniczkę, ale taką naprawdę najkrótszą, do tego glany oraz kabaretki na nogach, jak z paryskiego kabaretu. To się dopiero pani Hertz zdziwi!

– Myślisz, że to coś da?

– Zobaczymy…

Ulrich i Yumi rozmawiali jeszcze przez godzinę, w trakcie której Niemiec poczuł się lepiej i zapomniał o troskach. W pewnym momencie Japonka musiała jednak wyjść.

– Odprowadzisz mnie?

– Tak, jasne, tylko… poczekaj chwilę.

Ulrich podszedł do dziewczyny i pocałował ją w policzek, po czym szybko się odsunął, speszony swoją nagłą śmiałością.

– Dzięki, że wpadłaś…

Japonka objęła chłopaka i przytuliła go.

– Nie ma sprawy, to ja dziękuję, że przy mnie jesteś – wyszeptała mu na ucho.

„Jeszcze nie teraz, ale kiedyś jej to powiem. Muszę.” – pomyślał Ulrich, będąc w objęciach tej, która skradła mu serce.

Korekta: Azize

Rozdział 38

Pragnienie bycia sławną i podziwianą było w Sissi praktycznie od zawsze. Już w przedszkolu chciała być w blasku fleszy, tak aby każdy się nią zachwycał. Nie bez powodu w Kadic zawsze brała udział w konkursach miss szkoły i zawsze je wygrywała. Z tych samych pobudek została mażoretką na szkolnym boisku. Chociaż tu trochę się jej śmiać zachciało, gdyż do dziś pamiętała, że Jim, proponując jej to, mówił o byciu cheerleaderką i lataniu z pomponami, zaś dopiero potem wyszło, ze wuefista pomylił przedmioty, więc Sissi dostała pałeczkę. Na szczęście spodobało jej się to, szczególnie że mogła wtedy obserwować każdy mecz Ulricha.

Tym bardziej ucieszyła się, gdy dzięki protekcji ojca załapała się do miejskiego zespołu, tworzonego przez dziewczyny z całego Paryża. Traf chciał, że główny punkt zbiórek i treningów miał znaleźć się niedługo właśnie w Kadic, chwilowo jednak treningi odbywały się w remizie strażackiej 3 kilometry dalej. Po wielu tygodniach spotkań instruktorka ogłosiła:

– Popatrzyłam na was, wiem już, jakie macie predyspozycje i umiejętności. Zaraz poprzydzielam wszystkim sekcje i pozycje.

Część dziewczyn oddelegowano do sekcji żonglującej pałeczkami, następną grupę stanowiły chorąże, których zadaniem było trzymanie flag. Stworzono także oddział z pomponami. Na końcu wybrano tamburmajorkę, która miała kierować wszystkimi grupami i być najważniejszą osobą na paradach.

– To jest bardzo ważna funkcja – mówiła blondwłosa instruktorka, która sama przez pięć lat dowodziła podobną grupą w młodości. – Dlatego muszę ją powierzyć tej z was, która będzie najlepiej się do tego nadawać. A wiem, że najbardziej stara się tutaj Sissi Delmas. Gratuluję, będziesz nową tamburmajorką. Niedługo cię uroczyście pasujemy przed defiladą z okazji powstania punktu w Kadic.

Córka dyrektora do teraz pamiętała, jak ją to podbudowało, niecierpliwiła się więc nieco, czekając na ten dzień. Dostała właśnie przesyłkę od kuriera. W pudle znajdował się telegram, z którego wynikało, że impreza odbędzie się za pięć dni. Był tam także jej nowy galowy mundur, składający się z niebiesko-czerwonej marynarki ze złotymi epoletami na ramionach, spódniczki zapinanej na suwak, która była bordowa, biało-błękitnej furażerki oraz dwóch par rękawiczek – jednej białej, drugiej czarnej. Była także wersja letnia – niebieska koszulka na ramiączkach ze zdobieniami oraz spódnica tego samego koloru.

Sissi wiedziała, jak będzie wyglądać jej pasowanie, ćwiczyła to od dwóch tygodni. Właśnie zaczynała kolejny trening, postanawiając, że ostatni raz robi na sucho, ubrana tylko w białą koszulkę i czarne legginsy.

– Więc tak – mówiła sama do siebie,zaczynając maszerować po pokoju – najpierw idę w pierwszym szeregu, pierwsza od prawej. Potem, gdy już docieramy na miejsce, stajemy wszystkie na baczność i salutujemy do tych, którzy wniosą proporzec oraz laskę tamburmajorską. Następnie odczytywana jest decyzja o moim mianowaniu. Wtedy pada polecenie, żebym wystąpiła na środek. Idę trzy kroki w przód, potem w lewo zwrot, dwanaście kroków, w prawo zwrot i pięć kroków pod trybunę honorową.

Wszystko to Sissi robiła w miarę dokładnie, gdyż jej pokój był dość spory, by to wykonać bez zbytniego skracania kroków.

– OK, co tu dalej mamy… – dziewczyna spojrzała na wskazówki. – A, mam to. Przyklękam na prawe kolano, obśliniam róg proporca, a następnie wstaję, zdejmuję furażerkę, oddaję ją i pozwalam, by mi nałożyli nową czapkę. Potem przyjmuję wręczaną buławę i…

Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nim Sissi zaprosiła do swojego pokoju, klamka ruszyła się w dół, a w progu pojawił się ojciec.

– Co robisz, ćwiczysz?

– Ćwiczę. W końcu wiem, co mam robić. A ty co…nie masz pracy? – córka spojrzała na dyrektora pytająco.

– Nie, wszystko już załatwiłem, miałem tylko telefon od pani Ishiyamy. Wiedziałaś, że Yumi może mieć zdiagnozowanego raka?

Sissi była nieco zaskoczona informacją?

– Jak to? U lekarza jej to powiedzieli?

– Tak – przyznał dyrektor. – Podobno to jeszcze nie jest w stu procentach potwierdzone, ale podejrzenia są. Zastanawiam się, co jako szkoła możemy zrobić.

– A coś się w ogóle da? Przecież nie wyleczymy za niej choroby – powiedziała dziewczyna.

– Tego nie możemy zrobić. Ale warto jej okazać jakieś wsparcie, w końcu to niebywale ciężki moment. A jakby tak zrobić do tego pogadanki? Tak, żeby uczniowie mieli świadomość, że ich też to może spotkać…cóż, pomyślę o tym. Mam też prośbę – nie rozpowiadaj o tym od razu wszystkim, dobrze?

– Tak jest, tatku drogi – odpowiedziała Sissi.

W głębi duszy jednak wiedziała, że jutro i tak wszyscy o tym będą wiedzieć. Zaczęła myśleć: „Yumi ma raka? Cóż, tego bym jej nie życzyła. Ale tak patrząc w przyszłość… Yumi zniknie, nie będzie jej, możliwe że na zawsze, a pewnie i tak jej włosy wypadną. A jeśli Yumi nie będzie, to Ulrich wtedy nie ma wyboru. Musi ze mną być. A że ktoś najpierw umrze… c’est la vie!”.

W pokoju Jeremiego, oprócz głównego lokatora, była jeszcze Aelita. Telewizor ustawiony na jeden z kanałów informacyjnych pokazywał reklamę magazynu publicystycznego. Prezenter stojący przy stole zapowiadał:

– Czy inflacja zadusi Europę? Co z sytuacją na Ukrainę, czy temu krajowi wojna? Oraz w jaki sposób reforma edukacji poprawi poziom francuskiej młodzieży, jeśli w ogóle? O tym porozmawiam z pięcioma politykami, którzy będą tak jak zwykle przekrzykiwać się między sobą, uznając, że nikt inny poza nimi nie ma racji. Program „Polityczne pierdololo” jak zwykle w niedzielę o 10:35.

Potem pokazała się plansza zapowiadająca kolejny biuletyn informacyjny oraz jego tematy

– W najbliższych trzydziestu minutach powiemy między innymi o pogodzie, zajrzymy do Polski i zastanowimy się, jaki szok wśród części społeczeństwa wywołało odkrycie prawdy o pewnym aktorze, którzy okazał się agentem komunistycznych służb, sutenerem i miał też kontakty z zabójcami, a mimo to nadal są ludzie, którzy uznają, że grał w kultowych według nich filmach, będzie także raport z ostatnich przygotowań naszej kadry do piłkarskiego mundialu – w tym momencie pokazał się prezenter w studiu, w którym ze wszystkich stron widać było różnej wielkości monitory.

Jeremie i Aelita nie za bardzo mogli skupić na tym, co mówią w telewizji. Nadal myśleli o tym, co powiedziała Yumi.

– Pewnie Ulrich to przeżywa najbardziej – stwierdziła różowowłosa. – Wiemy, jak bardzo jest z nią związany emocjonalnie.

– Dziwisz się? – spytał okularnik. – Przecież od razu widać, że jest zakochany. Od zawsze to było jasne, tylko dotychczas jeszcze jakoś może niekiedy umiał to maskować. Ale nie w obecnej sytuacji. Mało się obecnie odzywa, chyba nawet na treningi już nie chodzi, z tego co mi Odd mówił. Siedzi tylko w pokoju, na lekcjach jest nieobecny, na posiłkach je w całkowitym milczeniu. Trochę się o niego martwię.

– Ja też. Widać, że trudno mu teraz funkcjonować ze świadomością, że Yumi może kiedyś już nie być.

– W zasadzie wszyscy musimy mieć to na uwadze… wiesz, to jest o wiele trudniejsza sytuacja, niż wtedy, gdy ktoś z was wpadał do Cyfrowego Morza. Na takie przypadki zawsze znajdowałem rozwiązanie, ale tu za cholerę nie wiem, co zrobić. Powiedzieć, że będzie dobrze, choć sam nie jestem do końca przekonany, czy na pewno tak będzie?

– Jeremie, nadzieję zawsze trzeba mieć. Sam mi to mówiłeś, pamiętasz? Jeszcze wtedy, gdy przebywałam cały czas w Lyoko i myślałam, a w zasadzie wszyscy myśleliśmy, że nie jestem człowiekiem.

– Może i tak… – zamyślił się Jeremie.

Tymczasem Ulrich znów siedział sam w pokoju. Odd poszedł się przejść, ale Niemiec nie miał ochoty na spacer. Wolał posiedzieć na swoim łóżku, zresztą i tak nie za bardzo mu się chciało coś robić. Był bardzo przygnębiony myślą o tym, że pewnego dnia się dowie, iż Yumi… nawet nie potrafił sobie tego wyobrazić.

Gdy chłopak był zamyślony, do drzwi, bez pukania, weszła Sissi. Odstawiła się w sumie tak jak zawsze, mając na sobie obcisłe jeansy i zieloną koszulkę z dość odważnym dekoltem. Widocznie chciała wykorzystać ostatnie momenty przed wprowadzenie nakazu noszenia mundurków.

– Hej, Ulrich, czemu się ostatnio w ogóle nie odzywasz, nie wychodzisz, stało się coś? – spytała dziewczyna.

– Czego chcesz? Mówiłem, żebyś wchodziła? – Niemiec był zirytowany nagłą obecnością nieproszonego gościa.

– Nic nie mówiłeś, więc sama postanowiłam sprawdzić, czy coś się nie stało. Pewnie chodzi o Yumi, tak?

– A skąd to niby wiesz?

– Oj, Ulrich… ja, córka dyrektora, miałabym nie wiedzieć o takich rzeczach? Cała szkoła już wie, że Yumi może być chora. Szczerze mówiąc to nawet trochę mi jej szkoda.

– Tobie? Szkoda Yumi? Nie kpij…

– Serio mówię. Wolałabym, żeby to się tak drastycznie nie kończyło, wystarczy mi tylko, jak z tobą będę, zaś Japonka mogłaby sobie żyć, ale skoro już tak musi być, to nic na to nie poradzimy.

– Czekaj, czekaj… – Ulrich spojrzał z niedowierzaniem na dziewczynę. – Co ty w ogóle opowiadasz? Yumi żyje!

– Na razie tak, ale kto wie, ile to jeszcze potrwa? A już nawet poeta mówił, że trzeba z żywymi naprzód iść. Nie lepiej będzie, jak się z tym pogodzisz i będziemy już razem, skoro los i Bóg tak chciał?

– Boga do tego nie mieszaj. Poza tym skąd pomysł, że miałbym być akurat z tobą? Czy ty jesteś jakaś niedomyślna? Dwieście razy mówiłem, że nigdy w życiu nie chcę być z tobą w związku! Wolałbym pójść do ruskiej niewoli pod Putinem, niż się z tobą wiązać. Mniejsza to byłaby dla mnie katorga – Ulrich był już mocno wkurzony.

– Spokojnie, wiem że to jest dla ciebie stres i jeszcze z tym nie pogodziłeś, ale spójrz na to z innej strony. Będziesz chodzić z najpopularniejszą dziewczyną w szkole, a może i nawet w całej Francji, w końcu będę tamburmajorką. Wszyscy będą nam zazdrościć – przystojny młody piłkarz i najzgrabniejsza dziewczyna z buławą w tej części Europy.

– W pizdę sobie tę buławę wsadź!

– Ulrich… nie podoba mi się, jak do mnie mówisz, ale wybaczam ci to – powiedziała Sissi z uśmiechem na ustach.

– A mi się nie podoba, że chcesz wykorzystać sytuację. Wiesz, kim ty jesteś? Hieną najzwyklejszą! Najgorszą, jaka może być! Ty w ogóle siebie słyszysz? W głębi duszy się cieszysz z choroby Yumi, ja to wiem. I właśnie dlatego nigdy z tobą nie będę, bo jesteś dwulicowa, zakłamana, pusta, kretyńska, obłudna… tobie tylko pierdoły w głowie! A teraz wypierdalaj z tego pokoju, póki jeszcze nie chcę ci dać w ryj, bo jestem honorowy i za samą głupotę dziewczyn nie biję. No, już, won mi stąd! I nigdy więcej się do mnie nie odzywaj!

– Cóż… to ja może faktycznie przyjdę innym razem – Sissi spodziewała się nieco takiej reakcji, więc nawet się nie zasmuciła. Cel, do jakiego dążyła, wynagradzał jej to. Natomiast Ulrich jeszcze bardziej posmutniał i zaczął znowu płakać, gdyż ponownie wróciły do niego czarne myśli. W pewnym momencie z tego wszystko zaczął krzyczeć:

– Kurwa mać, dlaczego…!

Korekta: Azize

Rozdział 37

Przyjaciele przez dłuższy czas siedzieli w milczeniu, próbując jakoś sobie przetrawić w myślach to, co usłyszeli. Spadło to na nich jak grom z jasnego nieba. Wreszcie odezwał się Odd:

– I co teraz?

Yumi westchnęła:

– Zobaczymy, co będzie po drugich badaniach. Ale szczerze mówiąc to boję się ich. Wiecie…ta perspektywa, że może zostało mi już niewiele czasu, cholernie przytłacza. A tyle jeszcze miałam planów. Chciałam skończyć Kadic, iść na studia, już nawet myślałam nad kierunkami, może coś ze sztuką albo ewentualnie jakieś sportowe. Ale teraz nawet nie wiem, czy jest sens planować to, co zjem na obiad za dwa tygodnie.

Ulrich zapytał:

– A gdyby jednak wyszło…no, to, czego nie chcemy, to jest jakaś opcja leczenia?

– Tego nie wiadomo, to zależy od tego, jak bardzo skomplikowany byłby to nowotwór. Może to być taki, którego łatwo da się zwalczyć, a może też być jakaś złośliwa odmiana śmiertelna. Do tego dochodzą też koszty. To są drogie sprawy.

– Spokojnie, Yumi – włączył się Jeremie. – Dopóki jeszcze nie ma wszystkich wyników, warto brać pod uwagę każdą ewentualność, także z tymi lepszymi. A gdyby trzeba było zapłacić za leczenie, to pomożemy ci w tym. Damy oszczędności, zorganizujemy zbiórkę.

Japonka spojrzała na okularnika i się wzruszyła.

– Serio byście to zrobili dla mnie?

– Nawet byśmy inaczej nie mogli – odpowiedziała Aelita. – Przyjaciele muszą sobie pomagać w każdej sytuacji, nawet tak trudnej. Poza tym skoro pokonaliśmy Xanę, to z tym też sobie poradzimy.

William siedział w kanciapie Jima i obserwował obraz przekazywany przez kamery szkolnego monitoringu. Było spokojnie, nie działo się nic nadzwyczajnego. Młodsi uczniowie ganiali się po boisku, zaś starsi siedzieli na ławkach, pijąc napoje energetyczne. Chłopak skorzystał z okazji i włączył monitor podłączony do telewizji satelitarnej, aby zabić czas i zobaczyć, co też ciekawego emitują. Jedna ze stacji nadawała właśnie reklamy:

– Tylko u nas super promocja! Kup 24 puszki Pepsi, a zapłacisz tylko za 12. Oferta ważna do wyczerpania zapasów.

Ciemnowłosy pomyślał, że to jest nawet dobra oferta. Przełączył jednak kanał, żeby sprawdzić, czy gdzieś indziej jest jakiś normalny program. Trafił właśnie na kolejny odcinek show z Kononowiczem. Otyły Warmianin siedział za ogrodowym stołem i trzymał w rękach kartki. Był to kolejny list od fana.

– Zobaczcie, liścik dostałem, przeczytajmy – powiedział Kononowicz. – A jak się ładnie zaczyna: cześć, spaślaku! No to ja na to: witaj, chuju!

– Ale czemu przeklinasz? Nie przeklinaj – upomniał go siedzący obok Suchodolski. – Znów obrażasz ludzi.

– Jak on do mnie spaślaku to ja do niego chuju.

William zostawił pilota, choć w innych okolicznościach zapewne znowu by zmienił kanał. Tym razem jednak nie za bardzo mu się chciało, szczególnie że zauważył coś na jednej z kamer. Obraz pokazujący tyły budynku oraz trawnik nagle bardzo zainteresował chłopaka.

– Kto tam jest… – powiedział sam do siebie. – Ktoś się chce za krzakami ukryć. Czyżby… o kurna, toż to Johnny oraz Hiroki, brat Yumi. Co oni tam będą robić?

Po chwili okazało się, że Johnny wyjmuje paczkę papierosów, wyciąga z niej jedną sztukę i zapala. Dzieciak nie miał zbyt dużego doświadczenia, więc nieco to potrwało, jednak wreszcie zapalił. Zaciągnął się i… po chwili skręcił z ataku kaszlu.

– Ot, niedoświadczony organizm – rzekł Will.

Hiroki również spróbował, jego także nieco zakręciło, choć nie kaszlał tak mocno jak jego kolega. Niemniej jednak obaj młodzieńcy mieli niezbyt zadowolone miny. Z jednej strony poznali, że papierosy jednak są do dupy, z drugiej zaś obawiali się nieco tego, że ktoś ich przyłapie, a wtedy atak kaszlu będzie najmniejszą konsekwencją nielegalnego próbowania zakazanego, trującego owocu.

Przed chłopakiem oglądającym wszystko na kamerach leżał zeszyt zwany kapownikiem. To tam miał wpisywać wszystko, co się działo. Zazwyczaj nie miał z tym problemu, bo dotychczasowe zajścia dotyczyły osób, których nie znał albo nie lubił, lub też wpisał tylko to, że coś się stało, na przykład pomalowano kawałek muru, ale sprawcy nie ustalono. Tym razem jednak rzecz dotyczyła brata jej przyjaciółki.

– Cholera – powiedział William. – Niby powinienem to wpisać do zeszytu, ale narobię kłopotów Hirokiemu. A Yumi się od razu dowie, kto powiedział. Muszę się z tym przespać.

To mówiąc odłożył długopis na miejsce.

Ulrich postanowił, że odprowadzi Yumi do domu. Można by uznać, że stało się to pewnym rytuałem, który Niemiec wykonywał od dłuższego czasu. Jednak informacje, których się dowiedział kilka godzin wcześniej, sprawiły, że ten spacer miał swoją dodatkową symbolikę. Szli niespiesznie chodnikiem, gdy nagle Yumi stwierdziła:

– Ej, Ulrich, coś mało dzisiaj mówiłeś. Czyżby to miało związek z… tylko mów szczerze.

Chłopak przez chwilę zastanawiał się, co powiedzieć.

– Nie co dzień się dowiaduję, że ktoś z moich przyjaciół ma raka.

– Przejąłeś się tym pewnie, co?

– A jak niby miałbym nie przejmować? – zdziwił się Ulrich. – Znamy się tyle lat, że nie wyobrażam sobie, że miałabyś nagle zniknąć.

– Przecież sam mówiłeś, że trzeba wierzyć.

– Tak, mówiłem i to podtrzymuję, ale… wiesz, nie mówiłem ci tego, ale przypomina mi się teraz, jak mój dziadek miał raka. Wszystko rozwinęło się w ciągu roku. Jednego lata jeździł jeszcze rowerem do sklepu i czytał gazetę, złorzecząc na rząd. Drugiego lata nie doczekał. Wtedy też mieliśmy nadzieję, ale nie wyszło… – Ulrichowi zrobiło się smutno.

– Rozumiem to – dziewczyna złapała go za rękę. – Ale spokojnie, jeszcze nie wszystko stracone. Przypomnij sobie, że myśmy już wiele razy mieli okazję umrzeć. Ty przez pewien czas tkwiłeś w ciele Kiwiego, potem Jima, ja wpadłam do Cyfrowego Morza, ale wszystko kończyło się szczęśliwie.

– Tak, pamiętam to – Niemiec na chwilę się uśmiechnął na wspomnienie przygód z czasów walki z Xaną. – Tyle że wtedy zawsze jednak mogliśmy liczyć na Jeremiego, wystarczyło, że coś kliknął albo uruchomił. Teraz tak łatwo już nie ma.

– Ale nie możemy się jeszcze łamać. Tak, wiem, ja sama jestem teraz w kropce i przepłakałam pół nocy, ale jeszcze się jakoś trzymam. I jeśli coś mogę zrobić, to przeżyć te dni, które mi zostały, niezależnie od tego, czy będzie ich 30, 60, 180 czy kilka tysięcy, najlepiej jak potrafię. I liczę, że będziesz mi w tym towarzyszyć, Ulrich.

– Jeśli tylko będziesz chciała, Yumi.

Japonka dotarła już do domu, jednak nie chciała tak od razu rozstawać się z Ulrichem, dlatego jeszcze przez kilka minut tuliła się do niego, tak jakby mieli się już nigdy więcej nie zobaczyć.

Gdy Niemiec wrócił do internatu, zobaczył że Odd siedzi i ogląda obrady parlamentu. Podał mu dużą puszkę energetyka o smaku mohito.

– Energol? – rzekł Odd. – Dawno nie piłem.

Chłopcy posiedzieli przez chwilę w milczeniu, zerkając co chwilę na telewizor. Kolejny poseł przemawiał, mówiąc o zmianie podatków, czego słuchało może 20 osób na sali. W pewnym momencie odezwał się Włoch.

– Ech… niefajnie, co?

Ulrich wziął zdjęcie Yumi, które miał w oprawionej ramce. Zrobił je bodajże rok temu. Zwyczajna fotka, dziewczyna ubrana tak jak miała w zwyczaju, uśmiechnięta. On uznał jednak, że to zdjęcie zasługuje na oprawienie. Przez chwilę się zamyślił, jednak słysząc słowa Odda, odrzekł:

– Niefajnie…? Niefajnie to jest, jak zjesz za dużo pizzy i się porzygasz, albo jak ściągniesz na klasówce z chemii, a i tak dostaniesz pałę – w głosie Niemca słychać było żal. – Natomiast to, co stało się z Yumi, nie jest niefajnie. To jest tragedia.

– Ale przecież jeszcze żyje…

– I oby żyła. Ale wiesz, ona może mieć raka. Może wyzdrowieć, ale może też być tak, że niedługo będziemy się z nią spotykać tylko na cmentarzu. I wtedy już nigdy nic nie powie… – Ulrich wziął spory łyk z puszki, żeby nieco stłumić napływające łzy.

– Kurde…znamy Yumi już tyle lat, że nie wyobrażam sobie, żeby jej nie było.

– Ja też nie, Odd, ja też nie… tyle razem przeszliśmy, tyle przygód, tyle chwil wspaniałych… i tych nieco mniej, gdy się czasem sprzeczaliśmy, ale jednak wciąż jest z nami w paczce.

– Ulrich… mam takie niedyskretne pytanie – powiedział po chwili milczenia Odd.

– Wal. Teraz mnie już nic nie zaskoczy.

– Powiedziałeś jej wreszcie, co do niej czujesz?

Ulrich spojrzał znowu na zdjęcie.

– Nie… jeszcze nie było okazji.

Nagle jego oczy znowu się załzawiły.

– A co, jeśli jednak nie zdążę… muszę to wreszcie zrobić. Muszę powiedzieć Yumi, że ją kocham, i że będę z nią aż do śmierci. Tylko co wtedy, jeśli stanie się to za kilka miesięcy… Yumi…

Niemiec ukrył twarz w dłoniach i zaczął cicho płakać. Odd wiedział, że to nie jest moment na rzucanie głupich tekstów, choć nigdy wcześniej nie widział swojego przyjaciela w takiej sytuacji. Rozumiał jednak, że prawdopodobna choroba Yumi jest ciosem dla całej ekipy, a co dopiero dla Ulricha.