Aelita wracała z łazienki i szła do biblioteki. Chciała wypożyczyć sobie jakąś książkę, by móc sobie coś poczytać w trakcie kolejnej tury dyżurowania w świetlicy. Gdy wracała do swojego pokoju, spotkała Herve’a i Nicolasa. Pomimo strajku legioniści nadal pilnowali korytarzy w internacie, na wszelki wypadek jakby tam miało stać się coś niezgodnego z regulaminem.
Nicolas zagadał do dziewczyny:
– Hej, ślicznie dzisiaj wyglądasz.
Aelita dość spokojnie odpowiedziała:
– Yyy, dzięki…
W tym momencie włączył się Herve:
– Ślicznie? Gdzie ty masz oczy? A podobno to ja jestem ślepy i noszę okulary. Przecież ona jest nijaka i płaska jak deska.
– Ej, nie pozwalaj sobie – wtrąciła dziewczyna. – Zachowujesz się jak cham.
– Jak cham? Skąd takie słowa u dziewczynki – odpysknął okularnik. – Taka wzorowa uczennica jak ty nie powinna tak się odzywać, szczególnie wobec kogoś, kto jest wyżej postawiony?
– Wyżej? Co ty sobie wyobrażasz? Że jak masz mundur, pałkę i uprawnienia do kontrolowania korytarza, to możesz sobie robić co ci się żywnie podoba i obrażać innych?
– Nikogo nie obrażam, mówię tylko prawdę. Sissi wygląda lepiej od ciebie. Umie się stylowo ubrać, nie to co ty.
– Ciekawe… przecież Sissi wygląda tandetnie.
– Ty się na temat mody nie wypowiadaj, bo się na niej w ogóle nie znasz. Ale w sumie nic dziwnego, skoro tylko ten kretyn Belpois na ciebie leci.
– Nie nazywaj Jeremiego kretynem! – oburzyła się Aelita. – On ma o wiele więcej taktu i kultury od ciebie.
– Kultury? I co mu po tym, skoro jest frajerem, a takich musimy tępić, bo za dużo tutaj namieszali i blokowali możliwości prawdziwie inteligentnym osobom. Ale spokojnie, niedługo się tego problemu pozbędziemy, raz na zawsze i nieodwołalnie.
– Co masz na myśli?
– Co? – zaczął się śmiać Herve. – Taka niby mądra dziewczyna, same szóstki, a nie wie co to znaczy „raz na zawsze i nieodwołalnie”? Niedługo się przekonasz.
Aelita odeszła do pokoju z pewnym mętlikiem w głowie. Teoretycznie mogłaby uznać, że Herve gada totalne głupoty, ale z drugiej strony to on teraz był legionistą i to on miał możliwości nieznane innym uczniom.
Gdy dziewczyna oddaliła się, Nicolas zapytał:
– Ej, ale przecież ten karabin, to był zabawkowy, tak?
– Cicho! – odpysknął Herve. – Niech się nikt o tym nie dowie! Poza tym ten problem już załatwiłem. Idę potem na bazar, sprzedadzą mi tam prawdziwą broń.
– A pozwolenie?
– Wystarczy ten papier z kursu strzelania i sprawa jest załatwiona?
– Kursu? Przecież oni nam w tych koszarach pozwolili strzelić tylko po 3 razy, tłumacząc to oszczędnościami. Myślisz, że tyle wystarczy, by uznać, że umiesz strzelać?
– Na certyfikacie nie ma mowy o takich szczegółach. Kurs jest zaliczony, więc mam prawo posługiwać się bronią. Zresztą mam pewną niespodziankę dla Jeremiego…
Około 4:00 nad ranem wszyscy w internacie spali. Jednak w pewnym momencie na piętrze zajmowanym przez chłopców słychać było huk, trochę tak jakby wybuchła bomba. Ulrich obudził się natychmiast i wyjrzał przez drzwi. Zobaczył odrobinę dymu w okolicach pokoju Jeremiego. Pod drzwiami leżał pakunek i koperta. Po chwili wyjrzał także zaspany okularnik.
– Cholera jasna… – powiedział. – Co to za hałasy…
Po chwili spojrzał na podłogę. Zorientował się, że ktoś podłożył dość prymitywny ładunek wybuchowy: starą baterię z komórki połączoną z małym granatem. Niedaleko niej zostawiono w koszulce do dokumentów kartkę z wiadomością, złożoną z wyciętych słów z gazet.
– Zniknij, kujonie, szkoła cię nie potrzebuje. Podpisano: prawdziwi wierni uczniowie – odczytał Jeremie. – Ale zaraz… o co w tym wszystkim chodzi? Jacy niby „prawdziwi wierni uczniowie”.
Chłopak wziął kartkę, wszedł do pokoju i schował ją do szuflady. Postanowił, że obgada sprawę z przyjaciółmi w ciągu dnia. Położył się na łóżku i zaczął myśleć o tym, czy ma jakiś wrogów. Tak naprawdę przychodziło mu do głowy tylko jedno nazwisko.
– A więc to tak – powiedział sam do siebie. – W nauce się nie dało, to się zaczęło wykorzystywać inne metody…ale co on mi może zrobić, przecież to jest lamus.
Jeremie próbował zasnąć, ale nie przyszło mu to z łatwością.
Następnego poranka przyjaciele dyskutowali o tym zdarzeniu w stołówce. Aelita opowiedziała o swojej nieprzyjemnej rozmowie z Hervem.
– A słyszeliście, że podobno ten idiota kupił zabawkową snajperkę? – rzucił Odd.
– Nie, naprawdę? – zdziwił się Ulrich. – Zabawkową snajperkę? Na cholerę?
– Z tego co mi powiedziała Milly, to miał niby kupić prawdziwą broń, ale nie spojrzał dobrze na stronie i kupił zabawkę.
Wszyscy się zaśmiali, choć Jeremie z nieco mniejszym entuzjazmem.
– Domyślam się, po co mu prawdziwy pistolet. On chce mi zrobić krzywdę. Wyeliminować mnie, żeby zostać najlepszym uczniem w klasie. Nie może poradzić sobie normalnie, więc musi metodami, powiedziałbym, niekonwencjonalnymi.
– Czy to znaczy… – powiedziała nieco zaniepokojona Aelita. – … że on chce cię zabić?
– Nie jestem do końca pewien, może tylko uszkodzić tak, bym trafił do szpitala. Problem w tym, że teraz, jako legionista, teoretycznie jest w prawie. Może być tak jak z Monicą Calliente. Wiecie, jakaś prowokacja przez niego zaplanowana, oberwałbym, trafił do szpitala, w wersji ekstremalnej bym zginął…
– Jeremie! – przerwała różowowłosa. – Nawet tak nie mów!
– A on by uznał, że to wypadek.
– Spokojnie – wtrącił się Odd. – Skoro Herve jest tak głupi, że nie rozróżni zabawki od prawdziwego karabinu, to także inne jego czyny się nie udadzą.
– Tak w ogóle to chyba nie jest nowość, że on chce wygryźć Jeremiego – dodał Ulrich. – Pamiętacie zawody robotów? Ciebie, Aelita, jeszcze nie było na świecie, bo siedziałaś w wieży, ale wtedy Herve postanowił rozwalić Kiwiego 2 poprzez śrubkę, która wylatywała z Żelaznej Sissi.
– Jaki ten robot był okropny… – rzuciła Yumi.
Jeremie wracał do swojego pokoju. Nagle natknął się na Herve’a.
– Dokumenty! – zażądał.
– Jakie dokumenty, jak w stołówce byłem przecież. Odbiło ci od tej władzy?
– Nie obchodzi mnie to. Każdy uczeń musi mieć przy sobie legitymację. Dokumenty.
– Wymyślasz, człowieku… legitymację mam w pokoju. Chcesz sobie zobaczyć, to poczekaj, zaraz ci przyniosę i pod nos podetknę, żebyś sobie paski w hologramie policzył.
– Uważaj, Belpois, bo zaraz pałą zarobisz i przestaniesz być taki mądry.
– Co, będziesz mnie straszył? Myślisz, że nie wiem, kto bombę podłożył pod drzwiami?
– Jaką bombę? O czym ty pieprzysz?
W tym momencie przechodziła Aelita, która zobaczyła, że Herve przymierza się do Jeremiego z pałką.
– Zostaw go, ty gestapowcu! – krzyknęła.
– Ej, nie pozwalaj sobie! – odpowiedział legionista. – Tobie też mam wlepić karę za obrazę legionisty?
– Wiesz co? Chyba ci ta cała legia pomieszała we łbie. Chodź, Jeremie, nie będziemy się zadawać z tym prymitywem.
Aelita chodziła po pokoju Jeremiego, nadal nie mogła się opanować po tym co widziała. Przypomniała też sobie wcześniejsze zdarzenia: wczorajszą pyskówkę i nocne podłożenie bomby.
– Tu nie ma żadnych przypadków – powiedziała. – On naprawdę chce ci zrobić krzywdę.
– A najgorsze jest to – odpowiedział Jeremie – że jak go byśmy nawet zgłosili do kogoś, to dopóki by kogoś nie zabił, będzie chroniony. Tak jest ten regulamin ustawiony, że jako legionista ma on sporą dupokrytkę.
– Nie możemy tego tak zostawić. On musi dostać nauczkę. A ciebie należy chronić.
– Tylko kto miałby to robić…?
– Ja.
Dziewczyna podeszła do okularnika.
– Ja będę cię chronić. Będę twoją strażniczką. Jestem ci to winna.
Jeremie się zarumienił.
– Ale… wiesz, że nie musisz. Nie jesteś mi nic winna.
– Jeremie, ja się nigdy nie odwdzięczę w pełni za to, że dzięki tobie tu jestem, ale tak przynajmniej spróbuję. Będę cię chronić cały czas. Obiecuję ci to.
Różowowłosa ujęła dłońmi policzki swojego chłopaka i pocałowała go powoli. Jeremie czuł, że Aelita jest trochę zestresowana, dlatego ją objął, tak, aby się nieco uspokoiła.
– Spokojnie, Aelita. Herve to jednak pod pewnymi względami mniejsze wyzwanie niż megaczołg czy jakiś inny powtór Xany. Nie musisz się aż tak denerwować.
– Wiem, ale… po prostu się o ciebie martwię. Nie chcę, żeby coś złego ci się stało. Dlatego od teraz będę cię strzec.