Rozdział 35

Pokój Aelity trzeba było nieco przearanżować na przybycie nowej lokatorki. Na szczęście nie było z tym problemu, więc Monica nie musiała się obawiać, że będzie spać na podłodze. Właśnie stała w swoim nowym lokum wraz z Aelitą oraz Jimem, który wniósł bagaże i zamierzał wytłumaczyć nowej uczennicy zasady panujące w Zespole Szkół Kadic.

– Posłuchaj, panno Calliente. Jesteś tu nowa, więc warto, abyś wiedziała o kilku sprawach. Śniadania są o 7:30, kolacje o 19:00, zaś obiad… – nauczyciel spojrzał na zegarek. – Obiad za kwadrans. W pokojach nie wolno przebywać podczas trwania lekcji. Cisza nocna o 22:00. I teraz najważniejsza zasada, fundamentalna, absolutnie – tu podniósł palec wskazujący prawej ręki – nie wolno jej łamać. To jest piętro dziewczyn. Chłopcy są na górze. Po 22:00 kategorycznie zabronione jest przebywanie dziewczyn na piętrze chłopców i chłopców na piętrze dziewczyn.

Różowowłosa powstrzymywała się, żeby nie parsknąć śmiechem, gdyż wiedziała, że ten przepis uczniowie łamią przynajmniej tak często, jak rząd państwa, w którym mieszka babcia Ulricha, łamie konstytucję.

– O innych sprawach opowie ci panna Stones, ale jakbyś czegoś potrzebowała, to będę w swoim gabinecie na parterze – Jim stanął z uśmiechem na ustach i wyciągnął prawą dłoń, jakby oczekując, że coś w nią dostanie. Dziewczyny spojrzały na niego ze zdziwieniem.

– Yyy, Jim? Co ty robisz? – spytała Aelita.

– No…eee..ja… – wuefista zorientował się i szybko schował dłoń, nieco się pesząc. – Po prostu jak te walizki tu nosiłem, to mi się przypomniało jak kiedyś, będąc jeszcze na studiach, pracowałem jako boy hotelowy.

– To ciekawe. A w którym hotelu?

– Wiesz, wolałbym o tym nie mówić…

Jim zostawił dziewczyny same w swoim pokoju.

– Nie przejmuj się, Monica. On tak zawsze – zapewniła nową koleżankę Aelita. – Jim jest pocieszny i chwilami trochę głupi, ale nigdy nikomu krzywdy nie zrobił.

Cała paczka wraz z Monicą, która przysiadła się do stolika, zaproszona przez rózowowłosą, jadła obiad. Była to jednocześnie dobra okazja do tego, by zapoznać przybyszkę z Italii ze zwyczajami panującymi w Kadic i przestrzec przed ewentualnymi niebezpieczeństwami. Nie chodziło tu oczywiście o coś w rodzaju „bezpieczeństwa i higieny pracy”, ale o bardziej praktyczne sprawy.

– Uważaj na Sissi – powiedział Odd między jednym a drugim kęsem polędwiczki z kurczaka. – To ta w czarnych, dość długich włosach. Zawsze ma przy sobie dwóch mało rozgarniętych gości: Herve’a i Nicolasa, dlatego łatwo poznać, że to ona idzie.

– A czemu na nią należy uważać, coś z nią nie tak? – zapytała Włoszka.

– I to jeszcze jak! Ona jest bardzo głupia i naiwna, ma mózg wielkości orzeszka ziemnego, a do tego jak się uczepi, to potrafi być zwyczajną wredną suką. Ulrich wie coś o tym.

Niemiec kiwnął głową.

– Tyle lat, a ona sobie nie może odpuścić…

Jeremie dodał:

– W ogóle to nie wiem czy wiesz, czy dyrektor ci to już zdążył powiedzieć, ale będziemy mieć nowy regulamin, mundurki i ogólnie tu się pozmienia, tak więc nie wiem, czy ci się to spodoba…

– Cóż, w pewnych sprawach może być trudno, cenię sobie niezależność w wyborach, nawet jeśli chodzi o ubiór czy makijaż, ale zobaczymy, jak to będzie wyglądać – odpowiedziała z uśmiechem Monica.

Yumi, dotąd jedząca w milczeniu, postanowiła dołączyć się do rozmowy, co miało jej pomóc zająć myśli choćby przez chwilę czymś innym niż swoje problemy rodzinne:

– Jak się tutaj znalazłaś?

Włoszka zwróciła się głową do Japonki:

– Generalnie to od urodzenia mieszkałam we Włoszech, dokładniej w Toskanii. Ale kilka miesięcy temu moi rodzice dostali atrakcyjną ofertę pracy właśnie tutaj, a wiecie, jak to teraz jest, trzeba brać okazje, póki się zdarza. Większe zarobki, lepsze warunki, więc ta przeprowadzka była nieco przymusowa. Na szczęście znam nieco te tereny, bo całkiem niedaleko mieszka tutaj moja kuzynka.

– Pewnie wpadałaś do niej na wakacje?

– Tak, zdarzało się, w końcu to nie jest aż tak daleko.

Po zjedzonym obiedzie był czas wolny, gdyż tego dnia nie było popołudniowych lekcji. Aelita postanowiła zrobić wycieczkę po szkole i okolicach nowej przybyszce. Jeremie uznał, że dobrze będzie, jeśli tym razem dziewczyny zrobią sobie babski wypad, a sam poszedł do pokoju trochę poczytać. Odd tradycyjnie udał się na poobiednią drzemkę. Yumi zaś miała już wracać do domu, jednak nie za bardzo miała ochotę tam wracać. Dała znak Ulrichowi, że chce z nim porozmawiać, by nieco zrzucić z siebie ciężar wydarzeń ostatnich godzin. A nic tak dobrze na nią nie działało, jak rozmowa z przyjacielem w parku w towarzystwie niebieskich puszek z gazowanym napojem.

Herve chodził z jednego kąta w kąt i głośno myślał. Oprócz niego w pokoju był jeszcze Nicolas, który siedział na fotelu. Była to jedna z niezbyt licznych chwil, podczas których chłopakom nie towarzyszyła Sissi. Odkąd córka dyrektora zapisała się do zespołu mażoretek, wiele czasu poświęcała na próby, szczególnie teraz, gdy miała zostać liderką grupy.

– Słuchaj, Nicolas – powiedział okularnik. – Taka szansa trafia się raz na dziesięć lat. Zapiszmy się do tej legii szkolnej. Naprawdę, nie pożałujesz.

– Czy ja wiem… – przyjaciel nie był aż tak entuzjastycznie nastawiony. – Latać z plastikowym karabinkiem po placu w kółko i ciągle się obracać w prawo i w lewo? I to jeszcze pod komendami Jima? A skąd on wie, jak to się robi?

– Kiedyś mówił, że był na przeszkoleniu w Legii Cudzoziemskiej. Prawdę mówiąc, to uważam, że co najwyżej mógł tam być kucharzem, ale niech już mu będzie. Poza tym o co innego mi chodzi. O władzę – tu Herve’owi oczy się zaświeciły.

– Jak to, o władzę? – zdziwił się Nicolas. – Myślałem, że to tylko miało być takie do ozdoby i zabicia czasu.

– A widzisz, byś poczytał pewne dokumenty, to byś wiedział. Otóż członkowie legii będą dbać o porządek w szkole. I to nie na zasadzie „czy kibelek jest czysty”. Nie, my będziemy sprawdzać, czy regulamin jest przestrzegany, a jak ktoś będzie go łamał, to wtedy wlepiamy kary. I mamy ku temu cały wachlarz możliwości, wraz ze środkami przymusu bezpośredniego. Wiesz, jaka to jest szansa? Ile razy chciałeś komuś przypierdolić, bo cię wkurzył, ale nie mogłeś, bo bałeś się konsekwencji?

– No, dużo… – przyznał kolega.

– To teraz my będziemy mogli się zemścić za te wszystkie lata poniżeń, drwin i ośmieszeń. I będziemy mogli to wszystko zrobić zgodnie z przepisami. Bo my będziemy dbać o to, aby w szkole zadbało prawo i sprawiedliwość! – Herve był już bardzo nakręcony. – Skończy się samowolka tego idioty Belpois. W końcu to ci, którzy powinni być na pierwszym miejscu, będą tam.

– To ma sens – powiedział Nicolas. – A poza tym to przypomniało mi się powiedzenie pewne: za mundurem panny sznurem. Może się uda nam kogoś poderwać?

– O, i to mi się podoba, to jest myślenie perspektywiczne, nawet jeśli to nie jest nasz główny cel. Ale nikt nie powiedział, że nie możemy z tego czerpać żadnych korzyści. W końcu – co nie jest zabronione, jest dozwolone.

Yumi i Ulrich poszli do parku. Po chwili milczenia Japonka opowiedziała chłopakowi o tym, co stało się poprzedniego dnia, a także o ostatniej sprzeczce z Sissi. Nie kryła przy tym emocji i chwilami musiała brać głębszy oddech, żeby się całkowicie nie rozpłakać. Ulrich był przygotowany na taką ewentualność, miał przy sobie paczkę chusteczek. Gdy Yumi skończyła swoją opowieść, zapytał:

– A jak wychodziłaś rano z domu, ojciec coś mówił?

– Szczerze mówiąc to chciał jakby coś mi powiedzieć – odpowiedziała dziewczyna – ale nie zdążył, bo śpieszyłam się do szkoły.

– Może jak wrócisz, to będzie chciał porozmawiać?

– Może… tylko wiesz, mam teraz trochę mieszane uczucia. Z jednej strony chciałabym, aby nasze relacje układały się normalnie, tak jak wcześniej, z drugiej zaś nie mogę pozwolić na to, aby on bił Hirokiego albo w ogóle kogokolwiek w naszym domu. To, co wczoraj zrobił… jest niewybaczalne. Dlatego trochę boję się wracać do domu, choć wiem, że muszę.

– Spokojnie, Yumi – chłopak przysunął się do dziewczyny, a zauważając, że z jej oczu płyną łzy, wyjął chusteczkę z opakowania, i otarł jej twarz. – Wiedz, że zawsze przy tobie będę.

Japonka przytuliła się do swojego przyjaciela.

Jeremie skorzystał z tego, że ma wolne popołudnie i postanowił poszukać nowych programów do swojego komputera. Odkąd przestali wydawać „Komputer Świat” na papierze, przestał kupować jakiekolwiek pisma z dołączanymi płytami, bo takowych praktycznie nie było, nie licząc specjalnie zakrywanych w kioskach gazetek z filmami erotycznymi. Włączył sobie radio, żeby coś grało w tle. Właśnie nadawano reklamę:

– Najnowszy film Patryka Vegi, reżysera, którego nienawidzicie, a i tak chodzicie na jego dzieła. Tym razem bezkompromisowy autor przedstawi wam prawdziwy świat prostytutek i domów publicznych. Kurewskie Porachunki – już w kinach!

Ktoś zapukał do drzwi. Po chwili wszedł Odd.

– Hej, zajęty jesteś?

– Nie, tak tylko sobie siedzę i grzebię, a co, masz sprawę?

Chłopak podszedł bliżej komputera:

– Bo wiesz, Jeremie… – Odd wyjął z kieszeni pendrive. – Potrzebowałbym czegoś do oglądania, bo mi się nudzi, a w telewizji same pierdoły, nawet obrad parlamentu teraz nie dają.

– Coś do oglądania… – okularnik zaczął się zastanawiać. – Widziałem niedawno taki serial o czwórce przyjaciół, którzy znajdują w pustostanie komputer z wirtualnym światem, w którym to świecie zamieszkuje dziewczyna, chciałem to nawet sobie obejrzeć, ale czasu brak.

– Czekaj, czekaj… – Włoch się nieco zdumiał. – Komputer z wirtualnym światem? Kurna, ktoś nasze przygody zekranizował?

– Niee, myślę, że to tylko zbieg okoliczności.

– A wiesz, chyba już wpadłem na to, co bym chciał obejrzeć, tylko musiałbyś wejść na stronki pewne. Kojarzysz taki film „Kurewskie Porachunki”?

– Tak, nawet przed chwilą go zapowiadali w radiu.

– Chcę sprawdzić, czy jest tak, jak z innymi obrazami Vegi.

– Czyli jak? – spytał Einstein.

– Vega bierze kartkę, pisze “kurwa, chuj, pizda, dupa”, podpisuje jako scenariusz do filmu. Potem dzwoni do 14 aktorów, którzy mają kredyty i zagrają nawet w filmie o Smoleńsku, byleby dostać kasę. I zagrają. A że Vega to leń, więc dialogi sobie sami aktorzy wymyślają, co nawet jest dla nich lepsze. No i słuchaj – zabawa jest taka: film wchodzi do kin. Recenzenci piszą, że to jest totalne gówno, że chujowe, nie warto iść. Ludzie to czytają i wiesz co robią? Idą specjalnie do kina, żeby zobaczyć, czy to takie gówno! Vega nawet potem tym recenzentom prezenty daje, pierniki czy paczki cukru, bo teraz to towar limitowany, bo oni mu tylko dobrze robią.

Po chwili milczenia Jeremie zapytał:

– A co ty o tych jego produkcjach sądzisz?

– Wiesz, Jeremie…to jest takie głupie… no głupie jak Sissi.

– Ale oglądasz każdy film Vegi, czyli go jakby wspierasz.

– Buhahahah…wspieram. Toć ja od 4 lat w kinie nie byłem! Wszystko przecież ty mi ściągasz.

Gdy Yumi wróciła do domu i weszła do swojego pokoju, tuż za nią pojawił się ojciec. Miał skruszoną minę.

– Wiesz, chciałem ci to już rano powiedzieć, ale nie było okazji… wybacz mi to wczorajsze. Po prostu za bardzo się ostatnio stresuję pracą i czasami nie wiem, co we mnie wstępuję.

Dziewczyna była trochę nieufna:

– OK, tylko dlaczego odreagowujesz to na nas? Na Hirokim, na mnie… nie wiesz, że tak się nie robi?

– Wiem, Yumi… tylko to się tak samoistnie robi. Wstyd mi za to. Zdaję sobie sprawę, że może ty też wczoraj byłaś podminowana, w końcu jesteś w wieku dojrzewania i buntu, czasem te emocje się mogą skumulować. Matka mi powiedziała, że dowiedziałaś się o siniakach Hirokiego…

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że chłopak może mieć potem traumę? – spytała dość ostro Japonka.

– Tak, i nawet nie wiesz, jak mi z tym źle… staram się zmienić, już zapisałem się na terapię do psychologa, ale potrzebuję wsparcia matki… i twojego. Bo to dla was chcę odrzucić te nawyki. W końcu sama pamiętasz, że kiedyś taki nie byłem.

– No, nie byłeś – przyznała dziewczyna. – Zawsze pracowałeś dużo, ale wcześniej to tak nie wpływało na twoją psychikę. Posłuchaj, ja… ja zawsze będę cię wspierać. Ale nigdy nie będę akceptować bicia nas, a szczególnie tego, co zrobiłeś wczoraj. To bardzo nadwątliło moje zaufanie do ciebie.

– Zdaję sobie z tego sprawę, Yumi. Dlatego chcę je odzyskać.

Ojciec i córka jeszcze przez długie minuty rozmawiali ze sobą o tym, co działo się w domu, gdy Takeo był w Hiszpanii, i co ciekawego można zobaczyć na Półwyspie Iberyskim. Z każdą chwilą coraz lepiej się dogadywali. Wyglądało na to, że rodzina Ishiyama przezwycięży ten kryzys.

Następnego dnia Yumi nie poszła do szkoły, gdyż musiała jechać na rutynowe badania. Nieobecność była usprawiedliwiona przez matkę już podczas zebrania, dyrektor nie miał nic przeciwko, ba – pochwalił nawet za sumienność w dbaniu o zdrowie.

– To jest najważniejsze, w końcu mamy je tylko jedno – podkreślił.

Japonka nie bała się nigdy lekarzy, jednak pojechała do szpitala z Akiko, gdyż zawsze to lepiej mieć darmową przewózkę niż korzystać z nie zawsze niezawodnej paryskiej komunikacji miejskiej. Badania przebiegły sprawnie, pobrano krew, próbkę moczu, dokonano ważenia, mierzenia, sprawdzono drogi rodne, wykonano rentgen oraz kilkanaście innych działań, choćby ultrasonografem. Wyniki zbierano na bieżąco, tak aby pacjent nie musiał specjalnie fatygować się drugi raz tylko po plik kartek z zapisanymi rezultatami.

Z racji tego, że Yumi miała już 16 lat, mogła sama wejść do gabinetu po odbiór wyników i ostatnią rozmowę z lekarzem prowadzącym.

– Dobrze… panna Yumi Ishiyama, tu mam twoje wyniki. Analizowałem je i muszę zadać ci jeszcze kilka pytań – powiedział starszy pan w kitlu i okularach z dwudniowym zarostem.

– Jasne, nie ma sprawy.

– Czy czujesz jakieś bóle podczas poruszania się?

– W zasadzie nie, raz na miesiąc złapie mnie lekki skurcz, ale to normalne przy trenowaniu pencat-silat.

– A uprawiasz sport, oprócz tych zapasów?

– Czasem jeżdżę na rowerze.

– Nie odczuwasz żadnego większego zmęczenia, duszności ani innych tego objawów?

– Raczej nie, zawsze staram się odpowiednio rozkładać siły.

– OK… – doktor spojrzał przez okulary na wyniki i powiedział – cóż, jesteś już praktycznie dorosła, więc pozwolisz, że przejdę do sedna. Z badań wynika, że chyba niedługo twój tryb życia się zmieni…

Yumi się nieco przestraszyła:

– Co pan ma na myśli, doktorze…?

– No… nie mam dla ciebie dobrych wieści…

Korekta: Azize

Rozdział 34

Rodzina Ishiyama po raz pierwszy od kilku miesięcy mogła zasiąść w komplecie do wspólnej kolacji. Gdy Takeo przebywał na delegacji w Hiszpanii, często było tak, że każdy z pozostałych domowników jadł osobno: Yumi w kuchni, Hiroki w salonie, oglądając kolejne odcinki „Kononowicz & Suchodolski Show”, zaś Akiko często korzystała ze stołówki na mieście. Powrót taty wymagał jednak przywrócenia pewnych zwyczajów.

– Kochanie, to sushi wyszło przepysznie, czuję się, jakbym wieki tego nie jadł – mówił Takeo, sprawnie posługując się pałeczkami. Pobyt w środowisku, w którym używa się tylko widelca, nie zmienił nawyków Japończyka.

– Oj tam, przesadzasz… zwykła ryba – Akiko nieco się zawstydziła. – Przecież tam w Madrycie chyba są jakieś bary sushi?

– E tam, domowe najlepsze. Tam to dają jakąś papkę, a nie prawdziwe japońskie danie. Lepiej było chodzić na tortillę, przynajmniej nie zbankrutowałem.

Po chwili milczenia ojciec zapytał Yumi:

– A jak tam w szkole? Podobno mają wam wprowadzić mundurki. Cieszysz się? Będzie prawie jak w Japonii.

Młoda dziewczyna w czarnej marynarce nie wykazywała jednak takiego entuzjazmu:

– Szczerze? Nie wiem po co nam te mundurki wprowadzają. Ja się dobrze czuję w takich ubraniach, jakie noszę na co dzień.

– Odrobina rygoru dobrze wam zrobi. Przynajmniej nie będziecie się ubierać jakbyście na dyskotekę szli.

– Nie to żeby coś – zaoponowała Yumi – ale akurat ja nigdy się nie stroiłam. Zawsze ubieram się stosownie do okoliczności.

– A ten odsłonięty brzuch? – spytał Takeo. – Myślisz, że taki ubiór jest odpowiedni dla dziewczyny w twoim wieku?

– Ja mam już 16 lat! Nie mogę się ciągle ubierać jak przedszkolak.

– Więc to, że masz już 16 lat, świadczy o tym, że możesz nosić byle co? Przecież jak pamiętam, to praktycznie zawsze masz ten czarny sweter, który odsłania brzuch i uwydatnia, choć nie wiem jakim cudem, piersi…

– Takeo! Co ty opowiadasz! – lekko zdziwiona wtrąciła matka. – Toć jeszcze jej aż tak nie urosły..

– Ej! Nie przesadzaj, dobra? Jestem zadowolona z rozmiaru moich piersi… a w ogóle to kurwa mać, jak myśmy skręcili na temat tego, jakie mam cycki? Co tu się do jasnej cholery dzieje? – powiedziała zirytowana Yumi.

– Młoda damo, jak się odzywasz? Nie zagalopowałaś się? – rzekł nieco zaskoczony, a jednocześnie zły z powodu zachowania córki Takeo. – Wracając do tematu: dobrze, że mundurki wprowadzą, przynajmniej będziesz się inaczej ubierać.

– Tak? A może wolałbyś, ojcze, żebym wyglądała tak jak Sissi Delmas? Jej ojciec pozwala, aby nosiła krótsze spódniczki, niż ja kiedykolwiek na dyskotekę zaprosiłam.

– Mnie inni nie obchodzą. Jak dyrektor chce wychować córkę na kurtyzanę, to jego sprawa, jego problem.

W tym momencie wtrącił się Hiroki:

– A ja wiem, czemu Sissi się tak stroi. Ona chce poderwać Ulricha, ale jej się to nie uda, bo Ulrich jest już zaklepany, on kocha tylko Yumi, a ona kocha tylko jego.

Yumi się mocno zaczerwieniła i powiedziała:

– Zamknij mordę, Hiroki!

Ojciec tym razem zareagował bardziej stanowczo:

– Yumi! Trochę szacunku do brata! Chyba za mało dyscypliny dostałaś ostatnio. Trzeba to zmienić.

– Czyli co? Dasz mi po łbie? Albo kablem po plecach? – Yumi nie pozostała dłużna. Wstała i patrzyła dość gniewnym wzrokiem na ojca. Zastanawiała się, czy już teraz nie wygarnąć mu sprawy z biciem Hirokiego.

– Marsz do pokoju, gówniaro i nie wychodź z niego do samego rana!

– Tylko nie „gówniaro”, dobrze? W ogóle jak możesz tak do mnie mówić, tak wiele nas uczyłeś na temat szacunku do innych ludzi, a teraz mnie obrażasz?

– Wychowuję, a nie obrażam – Takeo wstał i podszedł do swojej córki. – Dla mnie jesteś gówniarą, jeśli się tak zachowujesz. A na szacunek trzeba sobie zasłużyć.

– I to ostatnie powiedziałeś bardzo mądrze – Yumi wyprostowała ręce i spojrzała ojcu w oczy. – Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. A ci, którzy biją swoich synów, są zwykłymi frajerami, którzy nie zasługują na to z mojej strony.

Mężczyzna się zapowietrzył. Przez krótką chwilę myślał, co powiedzieć, ale zanim coś rzekł, podniósł rękę i uderzył Yumi w policzek. Dziewczyna była oszołomiona. Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy. Japonka odwróciła się na pięcie i poszła na górę, a z każdym krokiem napływało jej łez

– Nie masz już córki! – krzyknęła, będąc już przy drzwiach do pokoju. Po chwili trzasnęła nimi i przekręciła zamek.

Jeremie spędzał kolejny wieczór przed laptopem, czytając e-booka. Tym razem był to esej o sztuce reportażu, który napisał Mariusz Szczygieł. Francuz polubił tego autora już dobre kilka lat temu, gdy zdobył przygotowaną przez niego antologię reportażu. Dwutomowe wydawnictwo kosztowało ponad 100 euro, miało jakieś 2 tysiące stron, ale było warte swojej ceny. Od tego momentu Jeremie polował na każdą nową rzecz, jaką wydał Szczygieł. Okularnik wiedział, że może dzisiaj spokojnie czytać, gdyż Aelita była na próbach do koncertu Subsonics i wróci późno, jednak trochę się zdziwił, zauważając, że było już po 23:00, a rózowowłosa jeszcze nie powiadomiła, że wróciła, ani nie weszła do niego, by spełnić wymyślony przez nią samą rytuał codziennego wyrażania wdzięczności za uratowanie życia.

Aby coś grało w tle, odpalił radio. Właśnie rozpoczynała się audycja.

– Na zegarach za dwadzieścia minut północ, oto ostatnie, późnowieczorne Aktuality, a przy mikrofonach jak zwykle Jeremiasz i Alek – powiedział ten pierwszy przedstawiony redaktor.

– W tym wydaniu powiemy o tym, czy Putin zamierza napaść na Ukrainę, jak wyglądają sondaże przedwyborcze we Francji, przedstawimy najnowsze ustalenia komisji Macierewicza, która od 12 lat próbuje nas przekonać, że Smoleńsk to był zamach, będzie też tradycyjnie przegląd sportowy i serwis kulturalny – dodał Alek.

– A w ramach części o kulturze – tu znowu Jeremiasz przejął głos – specjalny raport. Pojawi się nasza ekspertka do spraw Eurowizji, najlepsza w całym kontynencie, która oceni szanse wszystkich 40 reprezentantów w tegorocznym konkursie. Łączenie ze studiem w Breslau za jakieś 50 minut.

Chłopak czytał spokojnie, a w radiu trwał program, gdy nagle drzwi do pokoju otworzyły się dość gwałtownie. Aelita wręcz przybiegła. Nie zdążyła nawet zdjąć niebieskiego płaszcza, pod którym miała czerwoną bluzkę i dżinsy.

– Która godzina? – zapytała lekko zadyszana?

– Dokładnie za trzy minuty północ – odpowiedział Jeremie.

– Uff… zdążyłam – rózowowłosa wyraźnie się uspokoiła. Podeszła do chłopaka. Ten chciał spytać, co dziewczyna ma na myśli, ale nie zdążył, gdyż ujęła jedną dłonią jego policzek, przybliżyła go do siebie i zaczęła całować.
Po kilku minutach Aelita skończyła, choć Jeremiemu to się bardzo podobało i wcale by się nie pogniewał, gdyby to potrwało jeszcze dłużej.

– Wybacz, że tak późno, ale próby się przeciągnęły – wyjaśniła dziewczyna. – Tak w ogóle… mamy już po dwunastej, tak?

Jeremie potwierdził.

– Wiesz, jak chcesz, to za kilka minut możesz do mnie przyjść, tylko daj mi się nieco ogarnąć.

– O tej porze? – zdziwił się chłopak.

– A czemu nie? Zaczynamy lekcje dopiero od bodajże 10:30, możemy nieco pospać, a poza tym chciałabym trochę z tobą pobyć, bo ostatnio trochę mniej spędzaliśmy czasu razem.

– Cóż… skoro chcesz. Nie mam nic przeciwko. Daj mi znać smsem, gdy będziesz już gotowa.

Minął kwadrans. Jeremie otrzymał wiadomość.

„Przyjdź do mnie, jestem już gotowa. I przygotuj się, że coś będziesz musiał dla mnie zrobić ;)”

Chłopak przez chwilę się zastanawiał, co jego ukochana miała na myśli, jednak nie za bardzo nawet miał pomysł, co to by miało być. Po tym, jak przeczesał włosy, poprawił koszulę i użył odrobiny perfum, poszedł do jej pokoju. Drzwi nie były zamknięte na klucz, jednak Einstein był dobrze wychowany i zapukał.

– Wejdź, proszę – zaprosiła go dziewczyna. Stała teraz w pokoju. Na głowie miała biały kapelusz, którego rondo było z tyłu tak jakby przyklejone do reszty, a z przodu normalnie wystawało, co przypominało nieco czapkę pani podpułkownik z serialu „JAG”. Poza tym ubrała się w białą marynarkę, zapiętą na jeden guzik, co pozwalało Jeremiemu zobaczyć, że ma pod nią również białą koszulę. Także spódniczka, dość krótka, była w tym samym kolorze. Założyła też czarne kozaki na obcasie, sięgające do połowy łydki. Poprawiała właśnie rękawiczki długie aż do łokcia.

– Aelita… – chłopak był oszołomiony, jakim cudem w tak krótkim czasie jego dziewczyna zdołała się przebrać i nawet lekko podkreślić usta szminką. – Czy my mamy dzisiaj jakąś okazję, o której nie pamiętam, ale ty tak, i dlatego się odświętnie ubrałaś?

– W zasadzie tak – przyznała różowowłosa. – Mija kolejny rok, odkąd postanowiłeś, że nie wyłączysz superkomputera, zanim mnie nie sprowadzisz na Ziemię. Gdyby nie to, nie stałabym tu teraz przed tobą, mój bohaterze.

Einstein się zaczerwienił, a po chwili spytał:

– Pisałaś, że coś będę musiał zrobić. Co takiego dokładniej?

Aelita wskazała ręką na poduszkę leżącą na biurku. Znajdowała się tam para skrzydeł.

– Jeremie, najpierw chciałabym cię o jedną rzecz poprosić, choć to może będzie dziwne. Czy pozwolisz, abym dzisiaj wydawała ci rozkazy? – zapytała z lekką nieśmiałością.

– Tak jest, pani kapitan! – Jeremie bez wahania stanął i zasalutował swojej ukochanej.

– Cieszę się. W takim razie… – tu dziewczyna na chwilę zamilkła, tak aby po chwili, już bardziej stanowczo, kontynuować. – Dziś chcę stanąć przed tobą jako anielska dziewczyna. Do tego potrzeba jednego elementu, skrzydeł. Tym razem ktoś musi mi je założyć. Wybrałam ciebie, byś to zrobił, bo wiem, że wykonasz to starannie.

– Skoro tak mówisz… – leciutko krygował się Jeremie.

– Belpois, podejdź do skrzydeł i pokaż mi je – Aelita uznała, że tym razem będzie się zwracać do chłopaka po nazwisku, aby wzmocnić nieco efekt. Jeremie wziął poduszkę i powoli podszedł.

– Pani kapitan, oto twoje skrzydła – rzekł, stając na baczność przed swoją dziewczyną. Ta podniosła na chwilę jedno z nich i je delikatnie ucałowała, a następnie odłożyła i przyłożyła dłoń do kapelusza.

– Belpois, do nałożenia skrzydeł przystąp!

– Tak jest! – chłopak stuknął obcasami i wziął lewe skrzydło. Podszedł do dziewczyny od tyłu i delikatnie, z wyczuciem przyczepił za pomocą specjalnego ramiączka skrzydło do lewego ramienia dziewczyny, tak aby było stabilne i nie spadało przy każdym ruchu. Następnie poprawił mocowanie od przodu. Podobnie zrobił z prawym skrzydłem. Cała operacja trwała około czterech minut. Gdy Jeremie uznał, że skrzydła się trzymają, ponownie stanął przed dziewczyną, zasalutował i powiedział:

– Pani kapitan, melduję wykonanie zadania.

Aelita odwzajemniła gest, a następnie zrobiła rundę po pokoju, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Gdy się upewniła, podeszła bliżej chłopaka.

– Jeremie… jesteś moim strażnikiem, bohaterem i wybawcą – rzekła. Po chwili ujęła dłońmi w rękawiczkach twarz chłopaka i ucałowała policzki i czoło, a potem usta.

Po dość długim pocałunku Einstein spojrzał z czułością na stojącą przed nim miłość swojego życia. Zawsze uważał, że jest piękna, ale w tym momencie poczuł to jeszcze głębiej, a fakt, że teraz był na jej rozkazach, choć to tylko na chwilę, bardzo go ekscytował.

– Panno Schaeffer, chciałbym ci coś powiedzieć – zwrócił się do niej, po czym swoją lewą rękę położył na lewej piersi, a prawą wyprostował w łokciu, wystawiając dwa palce dłoni. – A dokładniej złożyć przed tobą ślubowanie.

Dziewczyna wyprostowała się i skinęła głową na znak przyzwolenia.

– Aelito, jesteś miłością mojego życia – zaczął chłopak z lekką tremą. – Ślubuję ci moją dozgonną wierność, uczciwość oraz to, że będę przy tobie w zdrowiu i chorobie, wtedy gdy będzie dobrze i gdy będzie źle. Nigdy cię nie zranię i nie zdradzę. Ślubuję też to, że pragnę ci służyć tak jak dzisiaj. A gdy nadejdzie taka konieczność, oddam za ciebie życie, moja pani kapitan Schaeffer.

W tym momencie Jeremie podszedł do dziewczyny, która wzruszyła się tą przysięgą i ledwo powstrzymywała łzy szczęścia. Ujął jej dłoń i pocałował z najgłębszą czułością, Następnie zrobił tak z policzkiem, a potem z ustami. Poczuł wtedy słodki smak jej ust, niczym najlepszego deseru.

Aelita przez dość długi czas nic nie mówiła, a jedynie patrzyła na swojego wybawcę. Jednak w pewnym momencie postanowiła przerwać ciszę:

– Jeremie, nie wiem co powiedzieć, więc powiem tylko tyle – w tym momencie zdjęła kapelusz i przełożyła do lewej dłoni, prawą zaś podnosząc – mój wybawco, ślubuję być twoja na zawsze i kochać na wieki.

Para przytuliła się do siebie, Jeremie poczuł dotyk skrzydeł. Był w raju. Nie chciał z niego wychodzić.

– Mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie – powiedziała różowowłosa po kolejnych czułościach. – Rozkazuję ci zostać w moim pokoju i spędzić ze mną noc.

– Jeśli tylko tego pragniesz. Ale… – Jeremie nieco się zawahał. – Przecież tu jest tylko jedno łóżko. Ale spokojnie, prześpię się na podłodze.

– W żadnym wypadku – zaoponowała dziewczyna. – Śpisz ze mną, bo pragnę się do ciebie przytulić.

Jeremiemu się ten układ nawet spodobał, nawet jeśli przez chwilę się krępował. Postawa Aelity go jednak onieśmieliła. Podeszła do niego i zaczęli się całować po francusku przez kolejne minuty. Przerwali tylko na chwilę, aby dziewczyna mogła odłożyć skrzydła, zdjąć marynarkę i spódnicę oraz rozpiąć koszulę. Chłopak przez chwilę mógł dostrzec, że rózowowłosej było ciepło, gdyż poza koszulą nie miała już nic od pasa w górę, przez co przypadkowo jego wzrok przeniósł się na rosnące piersi dziewczyny. Gdy to zauważyła, szybko się zawstydził, jednak nie miała mu tego za złe.
– Tobie, mój najwspanialszy wybawco, wolno – zapewniła.

Para położyła się i zasnęła w swoich objęciach, wcześniej jeszcze wymieniając kolejne pocałunki. Jeremie chciał, aby ten moment trwał jak najdłużej. Aelita marzyła, aby tak było każdego wieczoru.

Ulrich leżał w swoim łóżku i myślał o tym, czy Yumi sobie poradziła z powrotem ojca. Napisał do niej wiadomość:

„I jak poszło? Jest ok?”

Widział, że wiadomość odczytano 3 godziny temu, jednak nie dostał odpowiedzi. Postanowił napisać jeszcze raz:

„Yumi, wszystko w porządku?”.

Nadal bez odpowiedzi. Wybrał jej numer. Po 8 sygnałach usłyszał:

– Wybrany numer nie odpowiada. Proszę nagrać się na pocztę głosową.

Niemiec nie mógł wiedzieć, że Yumi nie miała siły odbierać telefonów ani pisać smsów. Leżała załamana na łóżku i płakała po cichu. Bolało ją to, co się stało.

Następnego dnia cała paczka spotkała się na stołówce. Cała oprócz Yumi.

– Widzieliście ją może? Trochę się o nią martwię – powiedział Ulrich.

– Nie, ja jej nie spotkałem od rana – odezwał się Odd.

– Ja też nie – dodała Aelita.

– Chyba siedziała na ławce przy głównym wejściu – zauważył Jeremie. – Była bardzo smutna.

– Czyli musiało coś się stać – rzekł po cichu Niemiec. – Wiecie, ja przyjdę zaraz do klasy, tylko najpierw z nią pogadam.

Yumi siedziała na ławce skierowana tyłem do podwórka. Wciąż czuła się źle. Z jednej strony chciała o tym pogadać, ale z drugiej nie czuła się jeszcze do tego gotowa.

– Hej… – odezwał się Ulrich. – Coś się stało?

– Wybacz, Ulrich – rzekła przygnębiona Japonka – ale teraz nie chcę o tym rozmawiać. Proszę, daj mi przez chwilę być samą. Później się odezwę…

– OK, jak chcesz… wiesz, gdzie mnie szukać – Ulrich oddalił się trochę zaniepokojony. Martwił się o przyjaciółkę.

W tym momencie do ławki podeszła Sissi wraz ze swoimi przydupasami.

– O, proszę, kogo my tu mamy! Smutne azjatyckie czarne gówno. Zrozumiałaś już, że nie będziesz mogła nosić tych szmat i dlatego ryczysz, bo wiesz, że nigdy nie będziesz choćby w połowie tak atrakcyjna jak ja – powiedziała córka dyrektora.

– Spierdalaj… – rzekła zrezygnowana Japonka.

– Ej, ale skąd takie słowa, przecież powiedziałam samą prawdę.

– Spierdalaj, dobrze ci radzę! Nie mam nastroju do słuchania pierdów z ust największej idiotki w Kadic – Yumi była już zdenerwowana.

– Matka cię kultury nie nauczyła, albo tego, by nie pyskować do tych, którzy osiągnęli więcej od ciebie?

– Co niby osiągnęłaś? Latanie z patykiem po ulicach? Nie rozśmieszaj mnie…

– To nie patyk, ignorantko, a laska tamburmajorska. Ale skąd możesz o tym wiedzieć, skoro u was w tej Japonii to tylko same gejsze i prostytutki.

– Odpierdol się, dobra? Nie znasz się na kulturze kraju, z którego pochodzę, to stul mordę!

– Oj, nieładnie tak przeklinać… chyba powiem ojcu, by porozmawiał z twoimi rodzicami, o ile jeszcze się tobą chcą zajmować, zamiast się wyprowadzić do Japonii, by nie mieć nic do czynienia z taką nieudaną dziewczyną.

– Ty…ty… – Yumi wstała. Z jej twarzy lał się pot, a policzki były zaczerwienione. – Ty jebana kurwo! Ty szmato! Odpierdol się, pierdolona imbecylko! Co ja ci, kurwa mać, zrobiłam! Zazdrościsz, że Ulrich woli się ze mną zadawać? Przynajmniej ma rozum, pizdo!

– Nooo, pokazałaś pazurki, brawo. A co, jeśli teraz powiem ojcu, że złamałaś regulamin? Od razu cię wyrzuci.

– Tylko spróbuj, konfidentko! – Japonka podeszła i uderzyła Sissi w twarz, a następnie jeszcze kopnęła tak, że ta upadła na ziemię.

– Ale…Yumi, ja tylko żartowałam – Sissi się wystraszyła reakcji dziewczyny.

– Ja natomiast nie – czarnowłosa uderzyła Sissi jeszcze kilka razy, pozostawiając ją skuloną na dziedzińcu szkolnym.

Suzanne Hertz rozpoczęła lekcję wychowawczą. Tym razem miała do przekazania uczniom informację, która rzadko się zdarzała. Pojawiła się nowa uczennica,

– Moi drodzy, mam wam coś ważnego do zakomunikowania – w klasie momentalnie zapadła cisza. – Dzisiaj do naszej klasy dojdzie nowa koleżanka. Jest z Włoch, a dokładniej z Toskanii. Byłeś tam kiedyś, Odd?

– Kilka razy, ale trochę drogo tam mają – odpowiedział chłopak. Klasa się zaśmiała.

– OK, zapamiętam wskazówkę. Ale.. wracając do tematu, zaraz powinna tu być.

Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedziała Hertz.

Do klasy wszedł dyrektor, prowadząc ze sobą dziewczynę o lekko śniadej karnacji i uformowanych w loki włosach koloru blond sięgających nieco za ramiona, a także kształtnej jak na swoje 15 lat figurze. Miała na sobie koszulę w tęczowe paski, dżinsy z dziurami oraz trampki.

– Witajcie, dzisiaj mury naszej szkoły przekroczyła nowa koleżanka. Nazywa się..,

– Monica. Monica Carla Calliente – przedstawiła się dźwięcznym głosem z odczuwalnym włoskim akcentem dziewczyna.

– Właśnie… witaj, Monico, w nieskromnych progach naszej szkoły. Mam nadzieję, że ci się u nas spodoba. Usiądź sobie koło Aelity Schaeffer, to ta dziewczyna z różowymi włosami, dobrze, abyście się poznały, bo będziecie razem w pokoju. OK, to ja już nie przeszkadzam, proszę dalej prowadzić lekcję.

Gdy dyrektor wyszedł, Hertz powiedziała:

– No, to może powiesz nam coś o sobie, Monico, abyśmy cię lepiej poznali?

Korekta: Azize

Rozdział 33

Jak to w ogóle się mogło stać, że ten mój klon wpieprzył mnie w zagrożenie z wuefu? – pytał zdziwiony William. Był właśnie w pokoju Jeremiego, gdzie przesiadywała także Yumi. – Jeszcze fizyka czy chemia to rozumiem, ale wf?

– Wiesz, William… – Jeremie przez chwilę szukał odpowiednich słów, by to wytłumaczyć. – Sprawa wyglądała tak: kod DNA zawarty w ludzkim ciele różni się od skompilowanego kodu, który posiadał klon stworzony przeze mnie. Do tego zakres jego funkcji motoryczno-poznawczych był ograniczony tylko do zdarzeń automatycznie programowalnych i przewidywalnych. Klon, jako maszyna półelektroniczna, nie potrafił reagować na polecenia niepoddające się wcześniejszej antycypacji, do tego jego pamięć wykonawcza nie potrafiła dokonywać transsubstancjacji poleceń przekazywanych oralnie w czyny wykonalne, przez co klon nie reagował wtedy, gdy otrzymywał zadania, co do których nie posiadał schematu wykonawczo-deklaratywnego…

Po chwili ciszy odezwała się Yumi:

– A tak na nasz normalny język?

– Dubler Williama był za głupi, bo trzeba było go robić szybko, by nikt się nie zorientował. Toć pamiętasz przecież, że mówiłaś mi, kiedy macie klasówki, żebym mógł wgrać w pamięć dublera informacje potrzebne do zaliczenia danego testu.

– Faktycznie, kojarzę.

Po chwili ciszy William ponownie zabrał głos:

– Nie mogłeś tego bardziej dopracować…?

– Uwierz mi, chciałem. Ale czas nas gonił, dlatego wymyśliliśmy cały plan z kwarantanną, żebyśmy mieli chociaż te dwa tygodnie. A to też nie jest moja wina, że technika nie jest aż tak rozwinięta, żeby takiego humanoida zrobić na takim poziomie, by się zachowywał w stu procentach jak normalny człowiek – odpowiedział mu Jeremie.

Yumi postanowiła zmienić temat:

– Czyli teraz musisz pilnować tych kamer, tak? I masz podgląd na wszystkie miejsca, w których one są?

William przytaknął.

– To bardzo dobrze… – rzekła Japonka. – To nam się przyda. Bo skoro wiemy, gdzie są kamery, to jednocześnie wiemy też, gdzie ich nie ma. A to jest niezbędna informacja, jeśli mamy zacząć prowadzić strajk. Z nieba nam spadłeś z tym zagrożeniem, William. Tylko pamiętaj, Jimowi ani słówka.

Odd siedział przed swoim laptopem. Właśnie podłączył głośniki i korzystając z nieobecności Ulricha odpalił program do tworzenia muzyki, by sobie nieco poćwiczyć granie na klawiaturze, a lepiej mu się to robiło, gdy nie musiał używać słuchawek. Nie to, żeby sprawiały mu dyskomfort, ale wolał czasem usłyszeć w pełni to, co odgrywał. Włoch powoli się przymierzał do tego, by kupić specjalną klawiaturę, taką jak w pianinie, jednak nauczył się w międzyczasie grać na tradycyjnej laptopowej, co z racji jej układu było nieco trudniejsze. Niemniej jednak nadal zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby zainwestować w tradycyjną organową strukturę, tak aby mógł spróbować się nauczyć bardziej wymagających utworów. Pomyślał chwilę, co by tu teraz zagrać i zaśpiewać. Szybko znalazł odpowiedni utwór.

– Jebać Putina, kurwę i skurwysyna,

Jebać Putina, co znów wojnę zaczyna,

Jebać Putina, zbrodniarza wojennego,

Masz krew na rękach cywila niewinnego!

Domorosły kompozytor nie spostrzegł się, będąc w pewnego rodzaju transie, że do pokoju przyszedł Ulrich. Wrócił ze sklepu.

– Widzę, że się koncert zaczął – zaśmiał się Niemiec.

Jego partner z pokoju przerwał grę, ale się nie speszył zbytnio.

– Nie pamiętasz, co nam Jim zawsze mówił? Ćwiczenie czyni mistrza, więc trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć – ostatnie zdanie powiedział, udając nauczyciela.

– A umiesz coś jeszcze zagrać oprócz piosenek o Putinie? – zapytał Ulrich.

– Pewnie że tak. Sam zobacz. Teraz kliknę tu i będę miał piękny instrument.

Istotnie, po chwili z głośników rozległy się tony kościelnych organów. Odd zagrał krótką przygrywkę, a potem zaśpiewał na melodię psalmu:

– Kto piję wódkę, jest alkoholikiem!

Ulrich nie mógł się powstrzymać od śmiechu.

– Może zostaniesz organistą w kościele? Wiesz, jaki to jest dochodowy zawód? Nawet byś się nie napracował zbytnio, wieczory wolne, bo ostatnia msza to koło 18 albo 19 jest, do tego za każdy pogrzeb i ślub dodatkowo kilkaset euro… żyć nie umierać!

– Wiesz, Ulrich… to nawet ciekawa propozycja. Zastanowię się nad tym. Ale najpierw pokażę ci, czego mnie twoja babcia nauczyła, jak byliśmy w Polsce.

Odd rozgrzał palce jeszcze raz i ponownie uderzył palcami w klawisze. Tym razem muzyka była bardziej poważna i podniosła. Po dość długiej, około minutowej przygrywce, Włoch postanowił śpiewać to, czego się nauczył podczas wycieczki:

– Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! Ni dzieci nam germanił…

– Ej, ej! Zwariowałeś? – Ulrich z jednej strony był nieco wzburzony, z drugiej zaś docenił inteligencję babci, która przypomniała sobie pieśń z dawnych czasów. – Ja nikogo nie chcę germanić i nikomu w twarz nie pluję. No, może oprócz Sissi… W ogóle jak przy niej jesteśmy, to coś ci powiem, tylko trzymaj się krzesła.

– Dawaj, co się stało? Sissi wyhodowała sobie mózg?

– Niee, lepszy numer się stał. Herve i Nicolas chcą się zapisać do tej całej legii czy legionu szkolnego.

Pokój wypełnił teraz gromki śmiech Odda.

– Pierdolisz! Oni? Do legii? Toć wiesz jak będą wyglądać w tych beretach i mundurkach z lumpeksu oraz plastikowych karabinach? Jak łachmaniarze. Zresztą to w ogóle będzie śmieszne. Sissi w tym swoim ubranku do parad i oni jako jej strażnicy. Komedia lepsza niż z De Funesem.

– Podobno mają ich wysłać na jakieś szkolenia?

– Szkolenia? Chyba takie, jak się ustawić do kasy w Auchanie, jak zadzwonią po nową kasjerkę, gdy się zrobi ogromna kolejka. Poszliby do harcerstwa, to by wtedy ich uczono przeprowadzania staruszek przez jezdnię.

– Wiesz, Odd, tak teraz pomyślałem… a co, jak nas też tam wsadzą na przymus? – powiedział z lekką obawą Niemiec.

– A mnie to nie wezmą, pierdzielę to! – z odwagą odpowiedział Odd, – Już byłem kiedyś w harcerstwie, nigdy więcej.

– Byłeś? A dlaczego już nie jesteś?

– Wypierniczyli mnie za niesubordynację… rozumiesz, jakie tam były tortury? Wyobraź sobie: śpisz smacznie, masz piękny sen, w którym występuje, dajmy na to, Monica Belluci, Penelope Cruz, Gal Gadot czy nawet Victoria de Angelis. Już, już ma do czegoś dojść. A tu nagle jakiś kretyn trąbi, drugi kretyn wrzeszczy „pobudkaaaa!”, a za oknem ciemno jak w dupie, bo jest 5:30. No szlag by cię trafił od razu!

Yumi wróciła do domu. Matka kończyła przygotowania do obiadu, gdyż niedługo miał przyjechać ojciec. Dzwonił, że jego samolot już dociera do lotniska w Paryżu. Prawie wszystko było już gotowe, nakryty stół czekał na to, by położyć na nim sushi.

– Tylko się przebierz, Yumi, żebyś elegancko wyglądała! – powiedziała matka.

– Dobrze, właśnie idę – odpowiedziała jej córka.

„Elegancko, kurwa. A co to, cesarz Japonii przybywa, czy prezes Kaczyński? Wystarczyłoby, żeby ciuchy brudne nie były” – pomyślała.

Gdy weszła do swojego pokoju, skierowała swoje pierwsze kroki do szafy z ubraniami. Yumi nigdy nie była typem modnisi, która ubiera się w to, co uznają za trendy w kolorowych żurnalach. Żeby było śmieszniej, to każdy z nich uznawał kompletnie co innego za ostatni krzyk mody. Zresztą, wystarczyło że w Kadic główną czytelniczką kolorowych pisemek była córka dyrektora. Nie zmieniało to jednak faktu, że na powrót taty należało się jakoś ubrać. Sukienka nie wchodziła w grę, gdyż Yumi praktycznie nie tolerowała takich ubrań od czasu, gdy jako 9-latka wbito ją w różowy kostium księżniczki i zrobiono zdjęcie, które trafiło po kilku latach, dzięki Oddowi zresztą, do „Wiadomości Kadic”. Japonka pamiętała nawet, że Ulrich wziął winę na siebie.

„Co by tu wziąć… nie no, ta spódniczka się nie nadaje, zbyt imprezowa… spodnie w szkocką kratę też nie, to na wyjazdy są…. Ale zaraz, wiem już, co zrobić!”

Yumi postanowiła, że nie będzie zmieniać czarnych spodni, bo będą pasować do koszuli z guzikami i marynarki w tym samym kolorze.

„A jakby tak się ubrać jak premier Finlandii, bez koszuli… tylko to by było ryzykowne, bo wtedy ojcu stanęłoby serce. I chyba tylko to…hihihi, coś się trochę demoralizuję”.

Yumi szybko się przebrała i zeszła na dół. Po chwili rozległ się dźwięk przekręcanego klucza od drzwi wejściowych.

Korekta: Azize

Rozdział 32

Następnego dnia Gustave Chardin przechadzał się po szkolnym dziedzińcu. Widział, że uczniowie są pogrążeni w lekturze nowego wydania „Wiadomości Kadic”, gdyż opublikowano tam szczegóły dotyczące nowego regulaminu. Słysząc mimowolnie rozmowy swoich podopiecznych, mógł odnieść wrażenie, że nie są delikatnie mówiąc zbyt zadowoleni ze zmian, jakie będą wprowadzone:

– Na jaką cholerę nam te mundurki?

– Ja do żadnego harcerstwa ani innego z bronią nie pójdę, nie nadaję się. Nie wezmą mnie żywcem.

– Czemu nam nie dali wyboru?

– Dobrze redaktorki piszą w artykule, powinniśmy się jakoś przeciwstawić.

Słysząc te głosy, nauczyciel był nieco uspokojony, domyślał się, że Milly i Tamiya wyraziły w gazetce swoje krytyczne zdanie. Wszedł do stołówki i podążył w stronę stolika dla nauczycieli. Tam Jean-Pierre przeglądał najnowszą gazetę, komentując głośno do zebranych wokół niego:

– Widzicie, jakie mamy odpowiedzialne redaktorki? Wiedzą, co napisać i kiedy. Niektórzy by oczekiwali, żeby podburzały uczniów, dobre sobie… o, witaj, Gustave! Zostawiłem dla Ciebie egzemplarz.

Nauczyciel wziął pismo i zaczął je przeglądać w poszukiwaniu tekstu młodych redaktorek. Gdy go wreszcie znalazł, bardzo się zdziwił.

„Trzeba uczyć dobrych manier…skromny strój to podstawa… mundurki to nasza przyszłość? Co jest? Czy one to same napisały? A dalej… warto wstępować do harcerstwa, obrony uczniowskie i mażoretek, tak aby się rozwijać i działać dla dobra szkoły? Kurna, co to za bełkot? I dlaczego nie ma ani słowa o przeciwstawianiu się?”.

Chardin dość szybko mógł rozwiązać to ostatnie pytanie. Gdy szedł do pokoju nauczycielskiego, zauważył, że na jednej z ławek na korytarzu leżał egzemplarz pisma otwarty na felietonie redaktorek naczelnych. Już na pierwszy rzut oka wydawało mu się, że to inny tekst niż ten znaleziony w kopii, którą otrzymał od dyrektora. Głębsze wczytanie się w tekst tylko potwierdziło jego przypuszczenia. Nauczyciel postanowił to sprawdzić u źródła. Miał szczęście. To właśnie klasa redaktorek miała z nim zajęcia za pięć minut.

Jim Morales spojrzał na zegarek. Nadchodził moment zakończenia zajęć. Wstał z fotela, z którego obserwował, jak uczniowie grają w piłkę. Sam niekiedy wolał się nie przemęczać, uznając, że swoje już wyćwiczył i teraz powinien o siebie dbać. Dlatego w tych dniach, gdy czuł, że nie może się forsować, po krótkiej rozgrzewce rzucał piłkę uczniom i doglądał tego, żeby się nie pozabijali, czasem tylko zerkając, kiedy zakończyć lekcję. Użył gwizdka i powiedział:

– Ok, słuchajcie, koniec lekcji, idźcie się przebrać.

Uczniowie skierowali się do wyjścia, gdy nauczyciele dodał:

– Dunbar, chodź tu na chwilę, pomożesz mi uporządkować salę.

Willam został, chociaż się nieco zdziwił, gdyż widział, że sala jest czysta. Gdy wszyscy pozostali uczniowie wyszli, Jim powiedział:

– Chodź ze mną, muszę z tobą porozmawiać.

Przeszli razem przez drugie wyjście i skierowali się do internatu. Nauczyciel, aby zabić ciszę, zaczął pytać:

– I jak tam, oglądałeś ostatnio Ligę Mistrzów? Nieźle Katalończycy dostali w dupę, co nie?

Dunbar zaczął się zastanawiać, co też Jim znowu wygaduje i czy naprawdę chciał z nim porozmawiać o piłce nożnej?

– Yyy, faktycznie, nie idzie im – powiedział głośno, dodając po chwili szeptem. – Naprawdę o tym chciałeś ze mną pogadać?
– Poczekaj chwilę, wejdziemy do mnie, to ci wyjaśnię całą sytuację – odpowiedział równie cicho Jim, by potem głośno już powiedzieć – Nie idzie? Mało powiedziane! Wiesz, jak na mieście śpiewają? Barcelona, Barcelona, stara kurwa pierdolona! Ech, gdzie te czasy, gdy grał Ronaldinho, czy nawet Messi… nic już z potęgi nie zostało.

Weszli do pokoju, w którym mieszkał wuefista.

– OK, więc o co tak naprawdę chodzi? – spytał czarnowłosy chłopak.

– Wiesz… – zaczął Jim. – Sprawa jest delikatna i tak naprawdę wolałbym o tym nie mówić, ale muszę. Spojrzałem na twoje oceny z wuefu i mówiąc krótko – jest nie za dobrze.

– Dlaczego? – zdziwił się William. – Przecież chodzę na zajęcia, zdobywam nawet przyzwoite stopnie.

– Owszem, teraz tak, ale był taki okres, w którym najpierw w ogóle nie byłeś w szkole, a jak już wróciłeś, to zachowywałeś się dziwnie. Nie reagowałeś na polecenia. Stałeś, gdy kazałem biegać. Biegałeś, gdy kazałem się zatrzymać. Rozumiem, że to wszystko z racji pobytu w szpitalu i koronawirusa, jakiego się nabawiłeś.

Dunbar zdziwił się w myślach:

„Jakiego, kurwa, koronawirusa? Jaki szpital?”

A Jim kontynuował:

– Sam też nie chcę tutaj jakiejś krzywdy robić. Formalnie powinienem teraz pisać wniosek o to, żeby odbył się egzamin komisyjny, ale pewnie ty tego nie chcesz, ale przyznam ci się, że ja też nie mam ochoty na te wszystkie pierdoły z papierkami. Dlatego wpadłem na inny pomysł. Przepiszę oceny i wyniki z tych, które teraz uzyskałeś, na wcześniejsze terminy zaliczeń. Papiery będą się zgadzać.

– No, to fajnie – odrzekł chłopak. – Ale pewnie jest haczyk? Coś bym musiał zrobić, w końcu nic w tym świecie nie jest za darmo, szczególnie jak inflacja zapierdala.

– Masz rację, William. Dlatego cię tu zaprosiłem. Mam pewną sprawę… zamontowali mi w pokoju zestaw do monitoringu szkoły, ale nie zawsze mam czas i ochotę, by tam siedzieć. Zrobimy tak: ja załatwię sprawę z ocenami, a ty będziesz popołudniami tu przychodzić i pilnować kamer.

– W sumie… całkiem niezły układ. A co miałbym tak dokładniej robić? – spytał Dunbar.

– W zasadzie to nie jest zbyt męczące. Patrzysz na ekrany, obserwujesz, czy ktoś nie robi niczego nie dozwolonego. Jak coś takiego zauważasz, to piszesz w takim zeszycie, który jest na biurku, co się stało, kiedy to miało miejsce, w którym miejscu i ewentualnie, jak rozpoznasz, to także nazwisko ucznia czy uczniów. Tylko pamiętaj o dokładnym spisywaniu godziny i daty, to się potem przydaje podczas wyciągania odpowiedniego fragmentu.

– A jak nic się nie będzie działo na dyżurze?

– To sobie wtedy odpalasz na takim wolnym ekranie telewizję i oglądasz to, co leci. Mam dostęp do satelity. Masa kanałów… Eurosport, Canal+, nawet arabskie, niemieckie i włoskie są, więc na pewno byś się nie nudził.

– OK, zgadzam się.

Gdy William wyszedł z pokoju Jima, nagle mu się przypomniało, czemu nauczyciel mówił o jakimś szpitalu i koronawirusie. Przecież jego nie było w szkole przez kilka miesięcy, gdy przebywał w Lyoko jako więzień Xany. Jeremie i reszta ekipy musieli coś wykombinować, aby wyjaśnić nieobecność chłopaka. A potem powstało polimorficzne spektrum, które – mówiąc delikatnie – odbiegało normą od tego, w jaki sposób zazwyczaj się zachowuje. Jedno jednak nie dawało mu spokoju.

„Czy oni mi na pewno wszystko powiedzieli? A może są jakieś zdarzenia, jakieś zachowania, które miały miejsce tu, na Ziemi, w czasie gdy siedziałem w niewoli? Muszę o to spytać Jeremiego, Yumi, Odda i Ulricha… i może też Aelitę, ona w końcu też widziała, co się działo. A co, jak jeszcze jakieś niespodzianki czekają, o których dopiero mam się dowiedzieć? Co jeszcze spierdzieliło to cholerne spektrum?” – myśli kłębiły się w głowie Williama coraz bardziej. Nie mógł tak zostawić tej sprawy. Musiał działać.

Chardin skończył już lekcję i poprosił, aby redaktorki szkolnej gazetki zostały na chwilę.

– Spokojnie, nie chodzi o oceny, te macie dobre. Zamknę jednak drzwi, bo ta rozmowa wymaga odrobiny dyskrecji.

Dziewczyny nieco się zdziwiły tymi słowami.

– Otóż – zaczął nauczyciel, siadając za swoim biurkiem – przeczytałem felieton na temat regulaminu szkolnego w Wiadomościach Kadic. Dokładniej dwie jego wersje.

– Ale jak to? – zapytała Tamiya. – Jak to pan odkrył?

– Jeden egzemplarz dostałem od dyrektora. Tam bardzo chwaliłyście regulamin. Natomiast drugi znalazłem na ławce, tam z kolei się przejechałyście mocno po nowych przepisach. Zresztą słyszałem, jak uczniowie ten tekst komentowali, więc się zorientowałem w pewnym momencie, że coś jest nie tak.

– Panie profesorze… – odpowiedziała nieco zalękniona Milly. – Ale nie wyda nas pan?

– Spokojnie, nie bójcie się. Powiem wam nawet coś w zaufaniu, ale wiecie, teraz to jest, jak to dziennikarze mówią, off the record, rozumiecie? – nauczyciel uśmiechnął się do reporterek.

– Rozumiemy, te zasady znamy bardzo dobrze – powiedziała Tamiya.

– Otóż sam jestem sceptyczny wobec tych zasad i mundurków. Owszem, dress code jest ważny i powinny być jakieś reguły ubierania się, żeby nie było przegięcia, ale skoro i tak to wy macie w tym chodzić, to powinniście mieć prawo głosu, powinno być jakieś referendum zrobione. A o zapisywaniu się do harcerstwa to nawet nie wspominam, tu nie powinno być ani przymusu, ani uprzywilejowania tych, którzy się zapisują do tych wszystkich organizacji względem ludzi, którzy nie czują do tego żadnego pociągu. To jest niesprawiedliwe.

– To bardzo mądre, co pan mówi – odezwała się Milly – ale dlaczego nie przedstawił pan tego dyrektorowi?

– No, wiecie, dziewczyny… – tu nauczyciel się lekko zawahał. – Nie jest to prosta sprawa, to jednak jest zalecenie odgórne, a naszemu dyrektorowi bardzo zależy na tym, by wypaść jak najlepiej. Dlatego nie za bardzo też jest klimat teraz do takich uwag. Ale mogę was zapewnić, że będę wspierać uczniów, którzy będą podążać swoimi ścieżkami, a nie tylko sztywno trzymać się reguł. A jeśli nie będę mógł pomóc, to przynajmniej nie będę przeszkadzać. Zastanawia mnie jednak inna sprawa: dlaczego się na coś takiego zgodziłyście?

Dziewczyny opowiedziały nauczycielowi całą historię z Jimem, artykułem i turniejem piłki nożnej.

– I wy naprawdę myślicie, że gdyby nie ten artykuł, to byście nie mogły wywiadu zrobić?

– No… chyba tak – rzekła Tamiya.

– A kto wam tych wywiadów udziela? Jim? Czy zawodnicy?

– Jak dotąd to najczęściej z nami rozmawiał Ulrich.

– Właśnie. A czy Ulrich wam kiedykolwiek odmówił?

– Nie, nigdy się nie zdarzyło – powiedziała rudowłosa reporterka. – Ulrich zawsze chętnie z nami rozmawia.

– Widzicie? Bo Ulrich jest uprzejmy i jak się go poprosi, to teraz też porozmawia i to bez forteli.

– Racja, Ulrich jest naprawdę najbardziej uprzejmym chłopakiem w szkole. Kiedyś nawet poszedł ze mną na bal… – dziewczyna uśmiechnęła się na to wspomnienie.

– Rozumiem, że pewnie to zrobiłyście, żeby nie było nieprzyjemności i jakiejś blokady papieru. Doceniam wasz fortel z dwoma wersjami. Tylko teraz musicie być uważne. Z tego co słyszałem, to uczniowie raczej też nie akceptują tych zasad. Miejcie uszy i oczy szeroko otwarte, a notesy i dyktafony, oraz kamerę, zawsze w gotowości. Niedługo będzie się działo w Kadic, oj, będzie się działo…

Korekta: Azize

Rozdział 31

Ulrich i Jeremie siedzieli u Niemca w pokoju i oglądali filmy na YouTube. Właśnie trafili na pewną piosenkę pochodzącą ze wschodniej części Europy. Wokalistka w różowym żakiecie, grająca (albo udająca granie) na małej gitarze, śpiewała aksamitnym, choć lekko przerobionym komputerowo głosem:

-Putin chujło, la la la la la la la la….

Właśnie wtedy przyszedł Odd.

-Co tam oglądacie? Jakieś filmy naukowe? – spytał.

-Gdzie tam. Nowy utwór, wspaniała muzyka, zobacz – powiedział Ulrich i przechylił ekran laptopa w stronę chłopaka. – Właśnie jest najlepszy moment.

Widać było fragmenty parady odbywającej się dorocznie w Moskwie z okazji zakończenia II wojny światowej. Dzięki montażowi można było odnieść wrażenie, że maszerujący żołnierze skandują refren stawiając kroki do rytmu. Z głośników rozlegał się okrzyk wielu setek gardeł:

-Putin chuj! Putin chuj! Putin, Putin! Chuj! Chuj! Chuj!

Oddowi piosenka najwyraźniej przypadła do gustu, ponieważ zaśmiał się bardzo głośno.

-Ej, ładne to. Ale w ogóle to czemu oni tak na tego Putina mówią?

-To ty nie wiesz? – zdziwił się Jeremie. – Przecież on teraz szykuje inwazję na Ukrainę, tylko nie nazywa tego wojną, a specjalną operacją, żeby móc niby uchronić kraj przez faszyzmem, ale tak naprawdę on chce te ziemie przejąć.

-Po co?

-Bo jemu się wydaje, że to powinno być rosyjskie, nawet jak sama Ukraina tego nie chce. On jest nieobliczalny…

-Ale zaraz – zaczął się zastanawiać Odd – skoro on chce wywołać wojnę i podobno ma dostęp do broni atomowej, to czy on nie jest kontrolowany przez Xanę?

-Jak niby przez Xanę, jak przecież Xany nie ma, superkomputer wyłączyliśmy już dawno temu – stwierdził Ulrich.

-Swoją drogą to dziwne – rzucił Jeremie. – Gdy walczyliśmy z Xaną, to wydawało się, że wszystkie zło na tym świecie to tylko i wyłącznie jego sprawka. Pokonaliśmy go, a jak się działo źle, tak się dzieje, powiedziałbym nawet, że jest tego więcej niż wtedy, gdy walczyliśmy… cóż, widocznie superbohaterowie nie mogą wszystkiego zmienić.

Po chwili ciszy odezwał się Włoch:

-Wiecie, to ja pójdę, bo jestem umówiony.

-Z kim znowu, jakąś kolejną dziewczynę zapoznałeś? – zapytał Ulrich. – A co z Samanthą?

-Jeszcze nie wróciła do Paryża, poza tym my i tak jesteśmy na stopie koleżeńskiej. Coś o tym stanie chyba powinieneś wiedzieć – odparł Odd.

-Dobra, idź sobie…

Gdy della Robia już wyszedł z pokoju, Ulrich zapytał okularnika:

-W ogóle to jak się układa z Aelitą?

Jeremie nie spodziewał się takiego pytania, ale nie widział powodu, by nie móc na nie odpowiedzieć.

-No wiesz… generalnie kłótni nie ma, jest bardzo miło, codziennie się widzimy.

-To raczej nie jest trudne w szkole z internatem, gdy dzieli was tylko piętro.

-W sumie tak. Ale wiesz, nie mogę narzekać. Może się jeszcze co najwyżej nie przyzwyczaiłem do tego, że ona codziennie do mnie przychodzi i mnie całuje, mówiąc że musi tak robić, bo w taki sposób mi dziękuje za to, że ją sprowadziłem na Ziemię…

-Ja się jej nie dziwię absolutnie.

Po chwili milczenia Jeremie zadał pytanie:

-A skoro już przy tych tematach jesteśmy… jak tam sytuacja między tobą a Yumi?

-Jak? – chwilę zastanowił się Ulrich. – Jesteśmy przyjaciółmi i tyle.

-Serio? Ulrich… jak chcę posłuchać kitów, to sobie w niedzielę włączę „Kawę na ławę” z redaktorem Piaseckim. Toć widzę, że jest między wami coś więcej, tylko się ciągle oszukujecie.

-Oszukujemy? – zdziwił się Niemiec.

-Gołym okiem widać, że do siebie pasujecie. Tylko musicie to sobie powiedzieć.

-No, tylko jak to sobie wyobrażasz? Stanę przed Yumi i powiem „Hej, wiesz, ja cię kocham”?

-A co, to jakaś większa filozofia? Skoro ja potrafiłem to powiedzieć Aelicie, to ty dasz radę się otworzyć przed Yumi.

-Kurna… wiesz, Jeremie, to nie jest takie proste jak jakaś twoja reguła matematyczna albo informatyczna, że sobie coś wpiszesz i od razu zadziała. To jest bardziej skomplikowane.

-Może… ale skoro coś do Yumi czujesz, i nawet nie mów mi, że jest inaczej, bo cię za dobrze znam, to trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

Nagle zadzwonił telefon Ulricha.

-Tak? No cześć… wysłałaś, ok, akurat przekażę Jeremiemu, bo jest u mnie w pokoju… a, do mnie też wysłałaś? Ok, potem sobie przeczytam… czy mam teraz czas? Jasne – spojrzał na Jeremiego, ten od razu skumał że najpewniej Niemiec będzie chciał wyjść, więc wstał z krzesła – zaraz przyjdę. Do parku, tak? Spoko, to widzimy się niedługo.

-Yumi dzwoniła? – spytał okularnik

-Tak, kazała przekazać, że wysłała książeczkę z regulaminem szkoły, którą wczoraj na zebraniu rozdawano, więc możesz się z tym zapoznać.

-Dobra, to idę czytać, zresztą też się chyba gdzieś wybierasz…

-Yumi prosiła, żebym się z nią spotkał, ma do mnie pewną sprawę.

Ulrich i Yumi spotkali się w parku niedaleko szkoły. Najpierw poszli kupić sobie po puszce Pepsi, a następnie usiedli na ławce.

-Wiesz, Ulrich… – zaczęła Japonka. – Pamiętasz może sprawę z moim ojcem?

-Tak, opowiadałaś mi kiedyś, jest teraz na kontrakcie w Hiszpanii, jak pamiętam.

-No, właśnie się okazało, że wraca jutro.

-Tak szybko? – zdziwił się Niemiec.

-Też mnie to zaskoczyło, ale widocznie coś tam musiało wypaść w pracy i dlatego wraca.

-I pewnie się teraz martwisz, jaka będzie atmosfera w domu?

-Trochę tak… – lekko zmartwiła się Yumi. – Ojca nie było w domu kilka miesięcy i przyznam, że przez ten czas było nawet spokojnie, nie czuło się takiego pewnego rygoru. Do tego ta sprawa z Hirokim. Nie mam pewności, czy znowu się nie zacznie bicie.

-Rozumiem… a mówiłaś o tym matce?

-Nie miałam okazji, i to mnie też martwi, bo tak naprawdę dzisiaj jest ostatnia ku temu okazja. Chyba powinnam to zrobić.

-To dobry pomysł. Tylko to też byś musiała umiejętnie zrobić. Nie, że nagle staniesz i powiedz „wiesz, ojciec bije Hirokiego”. Musisz podejść bardziej psychologicznie, tak aby spróbować rozwiązać konflikt, ale jednocześnie żeby nie wyszło, że się nadmiernie wtrącasz.

-Racja, Ulrich… muszę to, może nie tyle rozegrać, co po prostu zagrać dyplomatycznie, nie naruszając pewnych tradycji. Chociaż kiedyś nawet pomyślenie o tym, że jeśli ojciec bije syna, to jest to złe, sprawiało że się sprzeniewierzało przodkom wychowującym potomstwo od wieków.

-Tradycja nakazuje bić dzieci w Japonii? – Ulrich był bardzo zaskoczony.

-Bezpośrednio nie, ale nakazuje totalne posłuszeństwo. Teraz i tak to się dość mocno zmieniło, ale jeszcze kilkanaście lat temu nawet nie przyjmowano na psiarni zgłoszeń o przemocy wobec dzieci, jeśli nie dochodziło do większych uszkodzeń ciała.

-Kurde, dziwne to… w Europie nie do pomyślenia.

-Widzisz, my w Japonii trochę inaczej do tego podchodziliśmy, ale to się zmieniło, jak trochę kraj nasiąknął zwyczajami z innych krajów… tak czy inaczej, muszę się zająć teraz problemem, choć i tak dla mnie najtrudniejsza będzie konfrontacja z ojcem.

-Spokojnie, Yumi… wiem, że to nie jest łatwe, znam trochę ten ból, bo przechodzę ze swoim ojcem podobne przeboje. Ale powinnaś chociaż spróbować. Wierzę w ciebie, że się uda.

Yumi uśmiechnęła się do Niemca. Po chwili ciszy podjęła inny temat.

-W ogóle to czytałam już ten regulamin, który wysłałam na maila. Wiesz, jakie tam głupoty powypisywali?

-Domyślam się, pewnie umieścili te pieprzone mundurki.

-A owszem, tylko tam wprowadzili pewną dupokrytkę dla Sissi…

-Jak to? – zapytał Ulrich.

-Ano tak, że jeden z paragrafów umożliwia noszenie ubrania innego niż mundurek, jeśli się należy do tak zwanej „szkolnej gwardii honorowej mażoretek”.

-Co takiego? Pierwsze słyszę.

-Też mnie to zaskoczyło, ale wyobraź sobie, że coś takiego powołano. I zgadnij, kto tam teraz jest tamburmajorką?

-Pomyślmy… córka dyrektora, która od jakiegoś czasu świrowała z pałeczką w parku… czyżby ją wybrali?

-Dokładnie! – potwierdziła Yumi. – Tam w ogóle cały myk zrobili, że wybrano ją jako główną dowodzącą wszystkimi dziewczynami w tej całej pożal się Boże gwardii nie tylko na naszą szkołę, ale na całe miasto, tylko ją muszą pasować oficjalnie i zrobić cały cyrk.

-Kurwa mać – przeklął Ulrich. – Znowu się jej upiecze, będzie sobie w innym ubraniu latać, pewnie specjalnie pod nią wybieranym, a my się będziemy kisić w tych szmatach.

-A wiesz, podobno nabór robią, tak mi matka powiedziała.

-I co, zgłaszasz się?

-Ocipiałeś? Ja miałabym słuchać Sissi, oddawać jej honory pałeczką i chodzić tak jak ona każe? Ulrich, ja bym jej chyba tego tamburyna, czy co ona tam będzie miała w łapie, może to nawet wibrator być, wsadziła w organy rozrodcze i zostawiła. Poza tym ja nie jestem jakaś małpa do pokazywania i skakania.

-Ale czekaj… – Niemiec zaczął się głośno zastanawiać. – To nie jest czasem jakaś nierówność? Dziewczyny mogą uniknąć szkolnych szmat, a chłopaki nie?

-Niee, tam coś jeszcze prowadzono dla obu płci, jakieś paramilitarne coś, legia szkolna to się nazywała, czy tam legion… tam by się musztry z chińską atrapą karabinku na kapiszony ćwiczyło i łażenia na parady 14 lipca.

-A na jaką cholerę?

-Żeby wzmocnić w uczniach Kadic ducha patriotyzmu – Japonka zacytowała regułkę z książeczki.

-Ducha patriotyzmu, dobre sobie… czyżby się napatrzyli na Czarnka z Polski? Babcia mi kiedyś o nim opowiadała w jednym z maili. Totalny dziwak, podobno chciał, aby dziewczyny po ukończeniu liceum zamiast iść na studia wychodziły za mąż i rodziły dzieci, byle by tylko wskaźnik przyrostu naturalnego rósł.

-Zaraz, zaraz… a rozwój osobisty? A własna kariera? Toć ja bym tak nawet nie mogła, żeby od razu po wyjściu z Kadic wziąć ślub i tylko się dziećmi zajmować, To po cholerę się wtedy uczyć, skoro jakiś minister powie, że nie możesz iść na studia? Biedne te Polki…

-A myślisz, Yumi, że ktoś tego dzbana bierze tam poważnie? Babcia twierdzi, że wszyscy się z tego człowieka śmieją.

-Nie dziwię się, przecież to średniowiecze mentalne, to co on sobą reprezentuję. Ale w sumie u nas też za wesoło nie ma, a jak teraz to kurwisko ominie regulamin i nie będzie musiało nosić tych szkolnych szmat… chociaż ja wiedziałam, że tak będzie – stwierdziła Yumi.

-Więc co z tym chcesz zrobić? – spytał Ulrich.

-Jak to co? Trzeba strajkować! Przecież to co teraz Delmas planuje jest podobne do tego, co widziałam w Japonii, gdy byłam mała i jeszcze tam mieszkałam.

-Nigdy mi o tym nie opowiadałaś.

-Bo wiesz, nie było okazji… ale tam były takie przepisy, które nakazywały wszystkim uczniom mieć włosy albo krótkie, albo proste, najlepiej czarne. Broń Boże różowe, Aelicie to by tam kazali się farbować. Ja co prawda nie miałam z tym problemu – tutaj Yumi trochę ruszyła swoją głową i czarnymi włosami, by zasygnalizować, co ma na myśli – ale były takie dziewczyny, którym na siłę ścinano włosy w pierwszej klasie. To było straszne. A najdziwniejszy był zakaz spinania włosów z tyłu. Podobno wtedy odsłaniały kark, a to podniecało seksualnie chłopców.

-Porąbało ich? – Ulrich był wręcz tym oburzony.

-Widzisz, tak to niestety wyglądało… a kiedyś to nawet nie można było zakładać majtek i staników innych niż białe. Z tego na szczęście jednak zrezygnowano.

Yumi i Ulrich posiedzieli jeszcze kilkanaście minut, potem zaś Japonka musiała wracać do domu. Niemiec, jako dobrze wychowany dżentelmen, postanowił ją odprowadzić. Zresztą nawet gdyby nie był dobrze wychowany to i tak by to zrobił.

-Tak więc wracając do problemu z ojcem – zaczęła Yumi – sądzisz, że powinnam już dzisiaj porozmawiać z matką na ten temat?

-Koniecznie – odpowiedział Ulrich. – Dzisiaj będzie najlepsza ku temu okazja, bo i tak pewnie będziecie omawiać powrót taty. A potem warto, abyś porozmawiała z nim osobiście. Pamiętam, że zanim wyjechał do Hiszpanii, to mówiłaś o wezwaniu policji?

-Tak, ale wiesz, to nie jest teraz dobry pomysł… nie mam dowodów,a też nie chcę wyjść na kablarę. Chyba będę musiała faktycznie porozmawiać z nim na osobności, nawet już wiem, jak to przeprowadzę… choć trochę się stresuję, to chyba jedna z najtrudniejszych rozmów, jaka mnie czeka.

„Prawie jak wtedy, gdy musiałam powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi i tyle” – pomyślała Japonka, uznając że tego akurat nie powie na głos. Nie teraz.

-Spokojnie, myślę, że sobie poradzisz, musisz tylko chcieć i być spokojna, a na pewno się uda. Pomyśl o tym, że to dla waszego wspólnego dobra, że tak naprawdę chcesz, aby cała rodzina żyła w zgodzie.

-Masz rację… muszę to zrobić.

Doszli do furtki.

-No, to co, widzimy się jutro w szkole? – powiedziała Yumi.

-Tak, oczywiście… – odrzekł Ulrich. – Yumi, wierzę w ciebie i będę o tobie myśleć, żebyś sobie poradziła.

-Dziękuję… to bardzo miłe.

Dziewczyna podeszła do chłopaka i najpierw go bardzo mocno przytuliła. Następnie odeszła z zamiarem wejścia na podwórko, ale po chwili postanowiła zrobić coś jeszcze.

-Ulrich! Zaczekaj…

Chłopak zdążył się już odwrócić, ale szybko zareagował. Yumi jeszcze raz stanęła przed nim i pocałowała go w czoło. Niemiec był zaskoczony, ale w głębi serca poczuł, że bardzo mu się spodobała ta reakcja dziewczyny, co do której nie był nadal w pełni przekonany, czy czuje tylko przyjaźń, czy też coś więcej.

-Jestem wdzięczna, że przy mnie jesteś – powiedziała na odchodnym.

Włączony ekran komputera jarzył się gotowym do pracy pulpitem. Jeremie już wiedział, co ma otworzyć, gdyż dostał maila od Yumi. Zanim jednak przystąpił do lektury przesłanych dokumentów, włączył radio. Właśnie trwały „Aktuality”, audycja, którą bardzo lubił, a na którą niekiedy było ciężko trafić, bo jej autorzy – Jeremiasz oraz Alek – prowadzili ją, co prawda, codziennie, ale w różnych porach. Jeremie cenił ten program nie tylko dlatego, że jeden z twórców, który zresztą był głównym pomysłodawcą tego magazynu, był praktycznie rzecz biorąc jego imiennikiem. Cenił sobie przede wszystkim podejście i pasję, z jaką „Aktuality” powstają. Bardzo często słuchał szczególnie nocnych wydań, bardziej analitycznych, trwających niekiedy do 2-3 nad ranem.

-Odbyła się wczoraj debata w polskim parlamencie nad odwołaniem ministra sportu, Bortniczuka – mówił Jeremiasz. – Wynik głosowania był oczywiście do przewidzenia, jednak osobliwe było to, co mówił premier Morawiecki, dokładniej ten oto fragment, posłuchajmy.

Z głośników rozległ się gwar sali sejmowej oraz dzwonek marszałka, używany do przywołania osłów do porządku.

-I także ten zarzut, który tu się pojawił, ważny, bo wiążący się ze zdrowiem, zdrowiem psychicznym, zdrowiem fizycznym, dzieci i młodzieży… – teraz odezwał się premier polskiego rządu. – Szanowni państwo, przez e-sport chcemy dzieci wyciągać z domu. Nie chcemy, żeby one tam były przed tym komputerem bez programów państwowych, samorządowych, ale specjaliści podpowiadają nam właśnie taką ścieżkę, mówią: Bądźcie tam po to, żeby wyciągać dzieci sprzed ekranów, monitorów, telewizorów, komputerów właśnie na boiska,właśnie do hal sportowych. Taka ścieżka jest tutaj przedstawiana przez ekspertów1.

Wypowiedź została skwitowana salwami śmiechu.

„Co za kretyna oni mają za premiera” – pomyślał okularnik.

Po chwili ponownie przeniesiono się do studia.

-Trudno się dziwić takiej reakcji po tak kuriozalnych słowach. Przecież tak zwany e-sport to właśnie ślęczenie przed komputerem, mało to ma wspólnego z prawdziwą rywalizacją sportową. – powiedział Alek. – A pozostając w sprawach związanych z młodzieżą, to nasz reporter przyniósł właśnie nagranie z konferencji ministra oświaty, również polskiego, czyli Czarnka.

-Chcemy, aby młodzież potrafiła się bronic przed ewentualnym zagrożeniem ze strony Rosjan, genderu a także lewactwa, dlatego przywracamy do szkół zajęcia z przysposobienia obronnego, coś co ja miałem jakieś 30 lat temu, ale nasi pożałowania godni poprzednicy usunęli – to już głos właśnie Czarnka.

-A co się na to będzie składać? – spytał jeden z dziennikarzy.

-Poza tym, że będzie to w ramach przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, bo jednak stara nazwa jest zła i ma taki dość polityczny, nieprzyjemny skrót, to będą elementy musztry, a także szczelanie – minister nie wymawiał wyraźnie niektórych wyrazów, ten był właśnie jednym z nich – czy też kurs obrony obory przed skażeniem radioaktywnym.

-Zaraz, zaraz… – zaczął dociekać inny reporter, tym razem z gazety – a gdzie będą odbywać się zajęcia ze strzelania, skoro szkoły są tak niedofinansowane, że nawet na pielęgniarki i psychologów nie starczy?

-Spokojnie, planujemy wybudować szczalnice… yyy, znaczy szczelnice.

-Ale po co? Czy nie lepiej się skupić na tym, żeby w końcu spadł wskaźnik samobójstw wśród młodzieży i zainwestować w pomoc dla nastolatków mierzących się z problemami, zamiast dawać im pistolety i uczyć wykonywania komendy „w prawo zwrot”? – reporter nie dawał za wygraną.

-Panie redaktorze – minister był już nieco zirytowany – my przecież też działamy na polu zdrowia psychicznego. Jak zapewne pan pamięta, dawniej było tak, że zajęcia z psychologiem organizowano dopiero po samobójstwie jednego z uczniów. A teraz wprowadzamy przepis, na mocy którego wychowawca musi o takie spotkanie poprosić na co najmniej 2 tygodnie przed tym, jak ktoś z jego uczniów się zabije.

„Ja pierdzielę, co on wygaduje???” – pomyślał ze strachem Jeremie.

-A poza tym mamy inne, ważne cele – kontynuował Czarnek, nie bez powodu zwany dzbanem dekady – zamierzamy sprawić, by wszyscy byli dumni z historii i naszych poległych bohaterów.

-Jak to chcecie zrobić, kolejnym marnym filmem i ładowaniem do programu martyrologii?

-I tu się pan myli, panie redaktorze. Zaangażowaliśmy bardzo lubianego przez młodych ludzi wokalistę, Zenka Martyniuka, nagra wersję disco wiersza Baczyńskiego „Żołnierze z Westerplatte”. Zenek powiedział, że to jest dla niego zaszczyt.

-Czy to już nie jest przesada? Najpierw wyklęci, teraz to, jeszcze tylko Smoleńska brakuje…

-Wie pan co, mi się wydaje, że ta dyskusja jest już jałowa. Bardzo państwa przepraszam, muszę iść na kolację.

Po chwili ciszy odezwał się Jeremiasz:

-Ręce opadają… nic, tylko współczuć takiego ministra. Choć we Francji też trochę się w oświacie zmienia, o czym mówiliśmy wczoraj. A może teraz, tak żeby trochę nastroje poprawić, damy muzykę? Mam taki fajny zespół do zaprezentowania i wzruszającą piosenkę…

Z głośników popłynęły delikatnie dźwięki przygrywki wykonywanej na gitarze basowej, a następnie młody głos wokalisty zaczął śpiewać po włosku:

-Coraline, Coraline, dimmi le tue verità, Coraline, Coraline, dimmi le tue verità…2

Jeremie zaczął uważniej słuchać. Nie znał wcześniej tej piosenki, tym bardziej go zaintrygowała. Zasłuchał się tak, że odchylił na fotelu i zamknął oczy, a wtedy piosenka przeszła do mocniejszej części:

E Coraline piange

Coraline ha l’ansia

Coraline vuole il mare ma ha paura dell’acqua

E forse il mare è dentro di lei

E ogni parola è un’ascia

Un taglio sulla schiena

Come una zattera che naviga

In un fiume in piena

E forse il fiume è dentro di lei, di lei

Gdy utwór się zakończył, Jeremie jeszcze przez chwilę siedział bez ruchu. Nigdy wcześniej nie słyszał tak pięknej piosenki i mimo że nie rozumiał za cholerę, o czym jest, to czuł, że jest to smutna rzecz, aż mu się lekko łza w oku zakręciła. Zapamiętując w głowie, by spytać Odda o znaczenie tej piosenki i może też o cały zespół Maneskin, może on ich zna, okularnik przystąpił wreszcie do czytania wiadomości od Yumi. Krótka lektura skanów przekonała go, że teraz powinien wykręcić numer do Milly i Tamiyi.

Po niespełna dziesięciu minutach dziewczyny przyszły do Einsteina. Ten pokazał im dokument otrzymany od Japonki.

-I co, znacie ten tekst?

-Pewnie – odpowiedziała Tamiya. – To jest ten sam regulamin, który my zamieszczamy w jutrzejszej gazetce, tyle że jedna rzecz jest dodana. Ten punkt o innych strojach. To jest przecież wypisz-wymaluj lex Elisabeth.

-Co takiego? – spytała Milly. – Jaki lex?

-Lex Elisabeth. To taka nazwa trochę z łacińskiego wzięta. Lex – to prawo. Często się tak określa skrótowo różne przepisy. Jak kiedyś w Polsce chciano odebrać TVN, to nowelizację ustawy zwano lex TVN. Jak była kwestia prawa oświatowego, to było lex Czarnek, od pomysłodawcy. Więc tu pasuje lex Elisabeth, bo wiadomo, pod kogo to jest pisane.

-Ale co ma do tego Sissi? – włączył się Jeremie. – Znaczy: ja wiem, córka dyrektora i tak dalej, ale myślicie że ona wstąpi do tego legionu, co to Jim podobno ma robić, tego niby wojska ze strzelaniem z kapiszonów do tarcz?

-Nie, Jeremie, ona przecież ma być główną mażoretką. Ojciec jej załatwił to w merostwie i tamtejszej orkiestrze, a w szkole ma budować zespół. Dzięki temu kilkanaście dziewczyn ma być uprzywilejowanych do noszenia lepszych ubrań. A cała reszta – w te dziadostwa z projektu.

-To co my mamy zrobić?

-Ja bym najpierw zebrała więcej ludzi – powiedziała Milly. – Jutro wydajemy pismo, więc będziemy widzieć, jak uczniowie zareagują, zresztą te zmiany mają wejść od przyszłego tygodnia, w weekend dostarczą nam mundurki… wtedy będziemy znali stanowisko uczniów. Ale sądzę, że większość będzie przeciw.

-A wtedy co dalej, planujemy protest? – dopytał okularnik.

-Cóż… generalnie tak by to mogło wyglądać, ale to też musi być lepiej pomyślane niż ten stary strajk przeciwko zakazowi komórek. Na szczęście tym razem Sissi nie będzie tym kierować.

-Tak, wiem – dodał Jeremie. – Z tego co widziałem, to Yumi ma teraz pewne zdolności do tego, by przewodzić takiej inicjatywie, choć myślę, że lepiej to będzie w jakimś kolektywie robić.

-Racja, tutaj samemu zbyt wiele się i tak nie zdziała – powiedziała Tamiya. – Zastanawiam się jednak, co też się zapaliło w ministerstwie z tą całą legią, bo to przecież nie Jim wymyślił, on taki bystry nie jest. Jakieś odnowione harcerstwo z uprawieniami na broń? Dziwne…

-Może uważają, że teraz do lasu bez broni nie można wyjść, bo się jakiś druh Boruch zesra ze strachu – dodała Milly.

-Kim jest druh Boruch? To ktoś nowy ze szkoły? – spytał okularnik.

-Nie, to taka fikcyjna postać z dowcipu – wyjaśniła dziewczyna. – Dzwoni ktoś do harcówki i pyta: Czy jest druh Boruch. Na co głos pod drugiej stronie odpowiada: Nie, nie ma druha bo rucha…
Redaktorki wybuchły śmiechem z racji dwuznaczności żartu, Jeremiemu również ta gra słów się nawet podobała, choć powaga sytuacji nie pozwalała mu na tak beztroski wybuch radości.

-Dobra, wróćmy do rzeczy. Faktycznie trzeba najpierw zaobserwować reakcje, potem dopiero planować protest. Z Yumi mogę pogadać w zasadzie od razu, tak jak z Ulrichem, Oddem i Aelitą, ale potem będzie trzeba zebrać więcej ludzi. Tylko to też muszą być osoby zaufane… no i nie możemy tego robić głośno, bo zapewne od razu nas ukarzą i gówno z tego będzie – rzekł Jeremie.

-Dlatego będzie trzeba to trochę konspiracyjnie robić, rozmawiać po cichu, a potem założyć tajną grupę na Facebooku albo nawet Discordzie, żeby móc pewne rzeczy obgadywać na szybko. Choć i tak to nie zastąpi bezpośredniego kontaktu – odpowiedziała Tamiya.

-W takim razie zaczniemy wszystko od jutra. Najpierw publikacja, a potem się zobaczy…

Dochodził wieczór. Hiroki oglądał telewizję, właśnie zapowiadano pierwszą edycję Festiwalu Piosenki Antyradzieckiej, imprezy, którą wymyślono w pewnej przeciwwadze do rosyjskiej propagandy. Na ekranie widać było artystę z blond włosami w średnim wieku, który wyśpiewywał na melodię marszowo-rockową:

A ja myślałem że to śmieci!
Że to gówno z nieba leci!
A to Sowieci! Sowieeci!
Krryj się, kryj
!3

Z kolei pani Ishiyama sprzątała po kolacji. Yumi uznała, że to dobry moment, w zasadzie ostatni możliwy, żeby poruszyć sprawę bicia Hirokiego.

-Mamo, słuchaj…- zaczęła nieco niepewnie – bo ojciec jutro wraca i ja chciałam właśnie o tym porozmawiać.

-Tak, ja już wszystko będę miała przyszykowane, będzie uroczysty obiad, a ty byś mogła się ubrać może trochę bardziej odświętnie na powrót taty. Nie wiem, może jakaś sukienka czy spódnica… – zaczęła mówić znad zlewu Akiko.

-Nie o to mi chodziło, ale jak ubiorę czarną marynarkę, którą na apele zakładam, to będzie dobrze? Ona idealnie do spodni pasuje.

-Jak już chcesz… ale to o czym chciałaś porozmawiać?

-Nie zauważyłaś może niczego dziwnego u Hirokiego? Jakiegoś siniaka albo czegoś w tym stylu?

-Niech pomyślę… – głośno zastanawiała się matka – kilka tygodni temu sobie stłukł lekko kolano, bo za szybko jechał na hulajnodze, ale poza tym nic poważniejszego nie dojrzałam. Ale czemu pytasz i jaki to ma związek z ojcem?

-Cóż… – Yumi stanęła na środku kuchni i skrzyżowała ręce. – Postawmy sprawę jasno. Hiroki ma wiele śladów bicia na plecach. Mało tego, powiedział mi, że to przez ojca. Nasz ojciec bije Hirokiego kablem. Dzieciak się boi przez to i potem nagle wybucha płaczem. To nie jest normalne.

-Yumi… co ty opowiadasz… – matka była zaszokowana informacji, jakie uzyskała od córki. – Ojciec i bicie kablem? Tak, ja wiem, że on jest nieco porywczy i się denerwuje, ale zrozum, ma stresującą pracę i dba o dyscyplinę w domu.

-Stresującą pracę? I przez to musi odreagowywać na synu? A ja to niby nie mam stresów w szkole przez naukę? I co wtedy, mam codziennie tłuc Hirokiego, bo mnie Hertz podkurwiła? Jak to sobie wyobrażasz? – młoda Japonka była zirytowana argumentami matki.

-Ale… on serio to robił?

-A co myślisz, że Hiroki sam się bił kablem po plecach? Bawił się w samobiczowanie?

-Kurczę… ale kiedy to się działo? Przecież gdybym była w domu, to bym to na pewno zauważyła.

-W tym właśnie problem, matko – odparła Yumi, zaczynając chodzić po kuchni. – Ojciec go bił tylko wtedy, gdy byłaś w pracy, na zakupach, u babci albo koleżanek, tak abyś nie widziała. Nawet nie wiesz, jak teraz Hiroki odżył, gdy od czasu wyjazdu Takeo nie musi się bać, że za byle gówno po łbie dostanie.

-No, ale wiesz… zawsze to jednak jest jakaś forma wychowania…

-Wychowania? Czy ty siebie słyszysz? – Yumi już prawie że krzyczała – Przecież to jest karalne! Wiesz, gdzie się za to trafia w Europie? Do więzienia! A dziecko odbierają. Chcesz, żeby zabrali tobie syna, a mi brata?

-No… nie – odpowiedziała wystraszona matka.

-To w takim razie trzeba to ukrócić. Najlepiej od razu jak ojciec przyjedzie i będzie próbować podnieść rękę na Hirokiego. Albo z nim porozmawiasz, albo wejdę do akcji ja. Tylko nie wiem czy pamiętasz – tu Yumi już wychodziła z kuchni – ale trenuję sztuki walki i to może się skończyć niefajnie. A swojego brata bić nie pozwolę. Nawet ojcu i nawet w imię jakiejś tam zasranej tradycji o japońskich karach cielesnych, bo czuję, że już chciałaś ten argument wysunąć…

-Jaką tradycję? – zdziwiła się Akiko.

-Toć ile razy wysuwasz argument o tym, że musimy coś robić zgodnie z wielowiekową tradycją, nawet jeśli to nie pasuje kompletnie do naszych czasów i do tego, że mieszkamy w Europie? Zrozum, tu jest Francja. Szanuję nasze korzenie, jestem z nich dumna, ale bez dostosowywania się do rzeczywistości ta cała tradycja zostanie tylko zgniłym skansenem, który nikomu się do niczego nie przyda.

-Cóż… – westchnęła zrezygnowana matka. – Spróbuję porozmawiać o tym z ojcem. Ale nie jutro, bo będzie zbyt zmęczony. Wolę to zrobić pojutrze, jak wypocznie i nie będzie się denerwować.
-Wiesz.. – Yumi podeszła do matki i położyła rękę na jej ramieniu. – Jeśli chcesz, mogę ci towarzyszyć przy tej rozmowie. Razem będzie raźniej. A ten problem musimy rozwiązać wspólnie, w rodzinie.

Korekta: Azize

1 Autentyczna wypowiedź premiera z 12 stycznia 2022 z obrad Sejmu. Cytowane ze stenogramu, więc nic tu sobie Autor nie wymyślił . Podziękujcie Morawieckiemu za inspirację.

2 Maneskin – Coraline

3 Kult – Sowieci

Rozdział 30

Pokój hotelowy w Madrycie rozbłysł światłami żyrandola. Zrobiło się dość ciemno, więc Takeo Ishiyama musiał je zapalić, aby móc jeszcze zapoznać się z kilkoma papierami, zanim sobie nieco odpocznie, oglądając dziennik telewizyjny w hiszpańskiej telewizji. Najpierw jednak skontaktował się z córką, by ją powiadomić o swoim powrocie. Teraz próbował już czwarty raz dodzwonić się do żony, jednak za każdym razem w słuchawce słychać było jedynie komunikat:

-Abonent tymczasowo niedostępny… abonent tymczasowo niedostępny…

„Kurna, co jest, czemu nie łączy? Znowu rozładowała baterię bo gadała z koleżankami? Cóż, trudno… najwyżej Yumi jej powie, dobrze przynajmniej, że ona już wie” – pomyślał Japończyk.

W sali gimnastycznej zbierali się kolejni rodzice. Przy stole zaś zasiadło już prawie całe grono pedagogiczne. Większość z zaproszonych gości domyślała się, jaki jest powód zebrania, ale nawet gdyby ktoś nie wiedział, to od razu mógł się dowiedzieć, gdyż na ekranie projekcyjnym widniał obraz z rzutnika i napis „Wprowadzamy nowy regulamin. Kolejny rozdział w historii Zespołu Szkół Kadic”. Z kolei na samym stole leżały stosy papierów – były to specjalnie przygotowane książeczki z treścią regulaminu, które potem miały trafić do rąk rodziców, żeby się na spokojnie z tym zapoznano.

Dyrektor Delmas stał przed wejściem do sali i witał kolejnych przybywających.

-Pani Ishiyama, miło widzieć. Jak mniemam, szanowny małżonek wciąż jeszcze przebywa w delegacji?

-Tak, nadal pracuje w Hiszpanii, panie dyrektorze, ale cóż zrobić, potrzebują tam specjalistów, a do tego zawsze przyda się trochę grosza. Na szczęście za jakiś czas mąż ma wrócić. Proszę się nie obawiać, o wszystkim, co dziś padnie, mu powiem. Takeo bardzo interesuje się tym, co się dzieje w szkole, oraz postępami w nauce naszych dzieci.

-To się ceni, droga pani – odpowiedział dyrektor. – Na szczęście mąż się nie musi zbytnio zamartwiać: Yumi ma dobre oceny, podobnie Hiroki, choć u syna niekiedy są problemy z koncentracją, ale i tak jest lepiej niż na początku, w końcu taki wiek.

Gdy wszyscy już zasiedli na swoich miejscach, rozpoczęło się zebranie.

-A teraz przemówi przed państwem dyrektor Zespołu Szkół w Kadic, magister profesor inżynier Jean-Pierre Delmas. Brawa! – rozpoczął Jim. Sam zapowiedziany trochę się zdziwił takim wstępem.

-Dobra, Jim, nie pajacuj, to nie posiedzenie partii. Szanowni państwo, zapewne wiecie o tym, bo media dość sporo o tym mówią, iż francuskie szkolnictwo przechodzi właśnie proces reformy, największej od czasów generała De Gaulle’a, a może i nawet Napoleona. Nasza szkoła również się do niej przygotowuje, dlatego postanowiliśmy wprowadzić kilka zmian, o których musimy państwa poinformować. Jedną z nich, wymaganą zresztą przez ustawodawcę jest nowy regulamin.

-Czy to znaczy, że będzie nam pan czytał teraz całą jego treść? – zapytał blondyn w okularach, siedzący w trzecim rzędzie.

-Proszę się nie obawiać – odpowiedział dyrektor, nieco zaskoczony, że już teraz zaczęto przerywać jego wypowiedź pytaniami. – Zostały przygotowane dla państwa broszurki z zapisem wszystkich nowych przepisów, natomiast teraz przedstawimy najważniejsze z nich.

Po tym jak omówiono kwestie punktów za zachowanie, które można było otrzymać za przynależność do różnych organizacji i stracić za nieodpowiednie wybryki niezależnie od tego, czy zrobiło się je na terenie szkoły, czy poza nią, dyrektor przeszedł do kwestii, która mogła wzbudzić największe zainteresowanie rodziców.

-To, co bardzo wpłynie na uczniów, to mundurki. Gdyby to zależało tylko od nas, to zapewne zorganizowalibyśmy głosowanie wśród społeczności szkolnej i wśród państwa, ale sami rozumiecie, to wymóg ustawowy, nie możemy tego nie wprowadzić – rzekł Delmas.

-Głosowanie? Jakie głosowanie, co on chrzani – szepnął Gustave Chardin do siedzącej obok niego Suzanne Hertz. – Przecież na radzie pedagogicznej nam powiedział, że sam chciał to wprowadzić bez żadnej ustawy.

-Wiesz, to jest trochę pic dla rodziców, żeby nie zarzucono, iż nie mają w ogóle wpływu – odpowiedziała nauczycielka przedmiotów przyrodniczych. – Zawsze to lepiej brzmi, jak się dowiedzą, że generalnie to byłaby dyskusja, ale jak to mówią, na władzę nie poradzę.

Dyrektor nie słyszał tych uwag i perorował dalej:

-Mamy już projekt ubrań, a jutro zaś zacznie się ich szycie. Jak na razie możemy je państwu zaprezentować na zdjęciach. Mundurek będzie się składał z białej koszuli z kołnierzem, granatowego swetra oraz czarnych spodni. Dla dziewczyn będzie także szara spódnica do połowy łydek.

-Do wyboru? – spytał jeden z rodziców.

-Nie, każda uczennica otrzyma zarówno spodnie, jak i spódnicę, będzie mogła wybierać, w czym się lepiej czuje, jednak na apele będzie obowiązek zakładania spódnic, co jest uwzględnione w regulaminie – odpowiedział dyrektor.

-No dobra, ale coś mi się tu nie zgadza – rozległ się kolejny głos z sali. – Tylko dziewczyny mają obowiązkowy ubiór na apele? A co z chłopcami?

-O tym też pamiętamy. Swetry są na co dzień, zaś na dni uroczyste wszyscy uczniowie, niezależnie od płci, będą mieli obowiązek zakładania marynarek. Oczywiście zarówno swetry, jak i marynarki, będą mieć herb naszej szkoły.

-To my mamy herb? – zdziwił się Jim.

-Czy są jakieś pytania w tej kwestii? – zapytał Delmas.

-Ile to będzie nas kosztować? – odezwał się mężczyzna w średnim wieku, siedzący w czwartym rzędzie.

-Nic. Absolutnie nic. Wszystkie środki na zakup mundurków pokryją będą pochodzić z wpłat na komitet rodzicielski.

Zebranie potrwało jeszcze jakieś czterdzieści minut, podczas których wspomniano między innymi o zespole mażoretek jako jednym z nowych sposobów na spędzenie wolnego czasu poza lekcjami i przy okazji zarobienie dodatkowych punktów ze sprawowania. Gdy Akiko Ishiyama wyszła ze szkoły, włączyła telefon. Okazało się, że dostała wiadomość od męża.

-Będę miał wolne, wracam za dwa dni do domu – odczytała głośno. – No, to mnie Takeo zaskoczył, będzie trzeba coś na obiad powitalny przygotować, jakieś sushi albo kurczaka… ciekawe, czy dzieci już wiedzą?

Kobieta wróciła do domu i od progu zawołała:

-Yumi, jesteś? Chcę ci coś powiedzieć.

Dziewczyna wyszła z pokoju:

-Coś się stało?

-Ojciec wraca za dwa dni – odpowiedziała matka.

-Tak, wiem o tym – Yumi odebrała wiadomość dość obojętnie. – Dzwonił do mnie jakiś czas temu, pewnie do ciebie już nie zdążył, bo zapewne wyłączyłaś telefon. A co na zebraniu było?

-Cóż… o regulaminie mówiono, o mundurkach, całkiem ładne zrobili, nawet mam tu całą broszurkę o zmianach, chcesz sobie poczytać?

-A wiesz, chętnie się zapoznam – młoda Japonka miała już plan, co zrobić z książeczką. Gdy ją przeglądała, zauważyła projekty strojów. – Ale te mundurki to wyglądają jak z jakiegoś przyklasztornego sierocińca.

-Nie przesadzaj, Yumi. To ma być skromny i schludny ubiór. Poza tym o ile wiem, to ty cały czas nosisz czarne spodnie.

-Ale moje są profilowane w biodrach i wykonano je z dobrego materiału, a tamte to pewnie z jakiegoś bazaru będą pochodzić.

-A spódnica? Przecież czasem w nich chodzisz.

-Ale nie w takich długich. Co ja jestem, Maryla Rodowicz, że się w to ubiorę, wezmę gitarę i zacznę śpiewać „Kolorowych jarmarków”? To już spodnie wolę. Ciekawe, czy się poznają, jak będę nosić swoje, a nie te więzienne drelichy…

-Już nie kombinuj, kochanie, jest regulamin i trzeba się dostosować. Widziałaś ty Japończyka, który nie przestrzegałby reguł?

Tymczasem w szkole nauczyciele rozmawiali ze sobą już po zakończonym zebraniu:

-Dość spokojnie to oni przyjęli – zauważyła Hertz. – Myślałam, że będą bardziej oponować, a tu wszystko przyjęli tak jak należy.

-Mówiłem wam, z rodzicami zawsze łatwiej rozmawiać niż z tymi gówniarzami – odpowiedział Delmas. – Wystarczyło tylko wspomnieć, że to ustawa rządowa, i od razu wszelkie wątpliwości się rozwiały.

-OK, tylko teraz problem będzie z uczniami – rzekł Chardin. – Już ostatnio na wychowawczej moi podopieczni zaczęli dyskutować na temat mundurków. Nie podoba im się ten pomysł.

-Może im się nie podobać, to wolny kraj – stwierdził dyrektor. – Ale są uczniami szkoły i muszą się podporządkować. Nie ma dyskusji.

-A co jak podniosą bunt?

-E tam, bunt podniosą… a co takiego zrobią? Nie będą kupować coli z automatu na znak protestu, żeby tylko nie wspierać finansowo szkoły? Na zdrowie im to wyjdzie. Albo pierdną na środku korytarza? Pośmierdzi i przestanie.

-Wiesz, ja bym jednak tego nie lekceważyła – wtrąciła się Suzanne. – To są młodzi ludzie, oni mają swój rozum. Zresztą twoja córka też się temu pomysłowi sprzeciwiała.

-No i tu was zaskoczę, bo wiem, jak sprawić, żeby zadowolić ją, a przy okazji rozwiązać problem ogólnoszkolny – Jean-Pierre podniósł palec wskazujący do góry. – Pamiętacie, jak mówiłem o tej grupie mażoretek? To będzie pod patronatem miejskiej grupy działającej przy orkiestrze. Kontakt mam, bo tak się składa, że moja córka zostanie główną tamburmajorką, niedługo uroczystość jej mianowania.

-No, dobra, ale jak to ma rozwiązać problem?

-One mają swoje mundury, tak? I to takie nawet nieco bardziej ekskluzywne niż mundurki szkolne. Wystarczy, że przyjmiemy, iż uczniowie mogą, w zastępstwie za szkolne ubrania, nosić mundury z organizacji, do których należą, więc grupa przy orkiestrze będzie pasować jak ulał, a do tego przecież możemy jakieś te paramilitarne rzeczy patriotyczne dopisać, co to ministerstwo wymyśla, jak to się zwie, Jim?

-Legia Szkolna? – podpowiedział wuefista.

-Tak, właśnie. W każdym razie rozwiązujemy tu dwa problemy: mój osobisty, bo Elisabeth się bardzo tym podjarała i szkolny, bo niszczymy niechęć do uniformów.

-Myślisz, że to się uda? – spytał Chardin.

-Ja nie myślę. Ja wiem, że to się uda. Przecież dziewczyny drzwiami i oknami walą, żeby zostać mażoretkami i występować na paradach.

-Że co? Ja mażoretką? Chyba zwariowałaś! – Yumi była bardzo niezadowolona z sugestii matki.

-Ale co ci się w tym nie podoba? Przecież to jest jak uprawianie sportu, tylko mniej agresywne.

-Uprawnianie sportu? Łażenie z pałeczką i zadzieranie nogi tak wysoko, by każdy mógł zobaczyć, jaką noszę bieliznę, bo to dobrze widać z tych kusych, świecących się mundurów na krój militarny? Gdzie tu niby sport?

-No przecież to jest aktywność fizyczna.

-Ta, jasne… polatać z miejsca na miejsce to ja mogę w dresie, bez pałeczki i bez pstrokatych ubrań oraz bez orkiestry wzdętej łażącej za mną.

-Ale byś się do tego bardzo dobrze nadawała, masz idealną sylwetkę, jesteś wyćwiczona, trudne figury nie byłyby dla ciebie problemem…

-Zapomnij! – kategorycznie powiedziała dziewczyna. – Zresztą, wiesz co to by oznaczało? Że nie miałabym praktycznie czasu wolnego! Co chwila jest jakaś parada, obchody, odsłonięcie pomnika, tablicy, otwarcie hipermarketu…i to wszystko tylko po to, by przejść trzysta metrów z pałeczką i durną czapką jak ze stoiska mięsnego. Nie ma opcji.

-No, ale pomyśl, córeczko… nie chciałabyś tak trochę być sławna? Zobacz na taką Sissi, ona od jakiegoś czasu należy do zespołu.

-Toś mnie teraz zmotywowała jak cholera. Mam być w jednej z grupie z Sissi. No super sprawa. Wiesz, jak by to się skończyło? Ja bym tej małpie wsadziła buławę w p…

-Yumi! Wyrażaj się!

-Chciałam powiedzieć, że w pysk niewyparzony bym jej wsadziła, że aż by do żołądka się wbiło. Przecież ja nie będę słuchać rozkazów jakiejś tapeciary, której zapewne ojciec załatwił posadę tamburmajorki, bo sama z siebie niczego nie potrafi.

-Czy ty nie jesteś o nią zazdrosna?

Dziewczyna roześmiała się na cały dom.

– Ja zazdrosna? O co? O to, że ona ma lżejszy łeb, bo w środku mózgu brakuje? Daj spokój… a mażoretką nie zostanę, to ostateczna decyzja, zostaję przy moich sztukach walki.

-Cóż, jak chcesz… – powiedziała zrezygnowana matka. – Ale ja na twoim miejscu bym się zastanowiła, taka okazja nie trafia się często. Ech, gdybym tylko była parę lat młodsza, sama bym się zgłosiła…

Yumi poszła do pokoju, by zeskanować broszurę i wysłać ją do Jeremiego, a także do redakcji Wiadomości Kadic, pamiętając o tym, by to zrobić z prywatnego maila. W międzyczasie myślała:

„Dobrze, że matka nie wie, iż ja jednak będę chodzić na zajęcia taneczne. Ale nie do mażoretek. Znalazłam coś lepszego i to jest nawet dyscyplina sportu, więc wyjdzie tak, jakbym się posłuchała rodziców. Gdzie ja to mam zapisane… a, tutaj w notesie: pole dance, każda środa i czwartek. Idealnie, akurat wtedy kończę wcześniej zajęcia. A jaką niespodziankę potem będę mogła komuś zrobić. Tylko w szkole raczej tego nie będę prezentować…”

Odd i Ulrich siedzieli w swoim pokoju i oglądali telewizję. Jedna ze stacji nadawała kolejny odcinek „Superniani”. Pokazywano kolejną rodzinę, która ma problemy wychowawcze ze swoimi dziećmi. Tym razem byli to dziewięcioletni bliźniacy, którzy mieli dość oryginalny sposób porozumiewania się z matką.

-Mamo, możemy iść na dwór? – zapytał jeden z nich.

-Nie, już byliście, zimno jest – odpowiedziała rodzicielka.

-Ale my chcemy na dwór!

-Już mówiłam, że nie możecie.

Drugi bliźniak nie był z tej odmowy zadowolony i krzyknął:

-Nienawidzimy cię, szmato!

Włoch zaczął się śmiać, co nieco zdziwiło Niemca.

-Co w tym śmiesznego widzisz? Gówniarz nie ma szacunku do matki. Ty byś tak swojej powiedział?

-Oczywiście, że nie – zaprzeczył Odd. – Po prostu zabawnie się słucha, jak taki dzieciak miota wulgaryzmami, których możliwe że nawet nie rozumie w pełni.

W programie pojawiła się kolejna scena. Bracia nie mogli się dogadać ze sobą, co jeden z nich wyrażał dość konkretnie:

-Ty chuju! Ty chuju! Ty chujuuu!

Matka postanowiła zareagować równie mocno:

-Zamkniesz się, gnoju parszywy? Nie hałasuj, bo sąsiedzi po policję zadzwonią! I wyjdź z tego łóżka.

Na co dzieciak odpowiedział krótko:

-Spierdalaj!

-O nie, tak to się nie będziemy bawić – wkurzyła się kobieta. – Sama cię wyciągnę i złoję dupsko.

-Zesrasz się.

Potem drugi z braci poszedł wrzeszczeć i walić od środka w drzwi od toalety.

-Przestań, cholera jasna! – powiedziała matka.

-Idź stąd! – odpowiedział dzieciak.

-Jak wyjdziesz, to tak cię zleję, że zobaczysz, gnoju bezczelny!

Dziewięciolatek nie był dłużny:

-Ty jesteś kurwą pierdoloną!

W tym momencie przerwano program na zapowiedź ostatniego wydania dziennika. Prezenter stał przed stołem, a w ręku trzymał notatki.

-Zaraz po „Superniani” dziennik późnowieczorny, w którym powiemy między innymi o nowych planach rządu na dziurę budżetową, zabójstwie niewinnej czternastolatki przez pracownika policji w USA, kolejnej aferze politycznej w Polsce. Przedstawimy także relację z procesu Azjatów, twórców gry komputerowej dla gimbusów, których oskarżono o przyczynienie się do wielu targnięć na życie, a także udanych samobójstw. Dziś usłyszeli surowy wyrok. A na koniec będzie o sporcie, ale spokojnie, prawdziwym, nie tym udawanym. To wszystko i wiele więcej w ostatnich, najdokładniejszych wiadomościach naszej stacji.

-Udawanym? Co on miał na myśli? – spytał Odd.

-Pewnie tych od tak zwanego esportu – odpowiedział Ulrich. – W sumie miał rację moim zdaniem.

-Czemu tak sądzisz? Wiesz, jakie korzyści teraz idą za graniem w komputer? Sława, pieniądze, bogactwo…

-Skolioza, ślepota, skrzywienie kręgosłupa, twardodupie, ból w rękach – zripostował Ulrich. To nic wspólnego z prawdziwym sportem nie ma. Bo prawdziwy sport to jest wysiłek, to jest walka, to jest trening. To bicie rekordów, pokonywanie własnych słabości. Oglądałeś przecież igrzyska, no nie?

-A pewnie, że tak. Moi rodacy tam zajebiście wypadli – rzekł dumny Włoch.

-No to widziałeś, jakiego wysiłku i nakładu prac trzeba, żeby zdobyć medal. A przy graniu na komputerze? W fotel pierdzisz i nic poza tym. A do tego się łatwo można uzależnić. Rozumiem, raz na jakiś czas sobie w jakiegoś Counter-Strike’a pograć, albo w Simsy, ale żeby robić to 20 godzin na dobę? Nic dziwnego, że tych gości skazali.

-A w ogóle to za co tych Azjatów do sądu podali? Zmuszali kogoś do samobójstwa?

-Pośrednio tak.

-W jaki sposób?

-Bo to działa na takiej zasadzie, że podświadomie osoba, która gra, dostaje pewne zachęty do tego, by siedzieć dalej i nabijać poziomy, zaniedbując inne sprawy. Czytałem o jednym takim przypadku, gdy chłopak był porzucony przez dziewczynę, bo ona zamiast z nim rozmawiać, od pewnego czasu miała wymówkę „odezwę się potem, bo gram mecza” „napiszę jak dojdę do kolejnego poziomu”.

-I co, nie pisała?

-Ano, nie pisała. Potem się tłumaczyła, że zapomniała, że się zasiedziała, i że „dzisiaj na pewno spędzę z tobą więcej czasu”. Po czym znowu się historia powtarzała. A chłopak miał wtedy ciężki okres, był dręczony w szkole przez nauczycielkę matematyki, a jego dziewczyna była jedyną osobą, która go naprawdę rozumiała. Do czasu.

-I co on potem zrobił?

-W pewnym momencie nie wytrzymał i podciął sobie żyły. Dopiero wtedy dziewczyna zrozumiała, że robi coś źle. Ale było już za późno.

Kończyły się reklamy w telewizji i zapowiadano program dla dzieci:

-Ten serial zdobył wielu widzów. W każdym odcinku ciekawe przygody, zwroty akcji oraz wątki edukacyjne. „Kononowicz i Suchodolski show”! Codziennie o 16:00. A w najbliższym odcinku dowiemy się, jaki list otrzymał Krzysiek.

W tym momencie pokazano otyłego osobnika w brudnym swetrze, który odczytywał z kartki:

-Cześć Wojtek. Mam dla ciebie misję. Pozbądź się tego obrzydliwego knura, a wtedy cały dom będzie twój. Podduś tego pierdolonego konfidenta i grubasa poduszką. Jego życie jest mniej warte niż karton mleka.

Lektor zagłuszył dalsze słowa:

-Co jeszcze znalazło się w liście? I jak odpowie na to Wojciech? Wszystkiego dowiecie się jutro, drogie dzieci. Zapraszamy!

Ulrich i Odd byli dość zaskoczeni.

-Coś takiego proponują dzieciom? – zapytał Odd. – To ja się w takim razie nie dziwię, że Superniania ma tyle roboty.

-Z tego co wiem, to brat Yumi jest wielkim fanem tego programu – odpowiedział Niemiec.

-Oby tylko potem nie naśladował duszenia siostry poduszką.

-Nie ma takiej obawy, tylko by spróbował, to by Yumi na nim potrenowała sztuki walki.

Korekta: Azize

Rozdział 29

Jeremie siedział przed komputerem i rozmyślał nad mailem, którego otrzymał kilka godzin wcześniej. Zastanawiał się, co dokładnie będzie potrzebne i jak ten protest się uda. Jeśli w ogóle dojdzie do skutku. Sprawdził już nieoficjalne grupy kilku innych szkół o profilu i poziomie podobnym do Kadic, by zorientować się, czy tam też szykują się jakieś zmiany i czy tamtejsi uczniowie też są do nich nastawieni dość negatywnie, a może wręcz przeciwnie, chcą tych zmian. Okazało się, że jak na razie tylko pięć placówek otwarcie zapowiedziało włączenie się w program reformy, ale uczniowie w większości nie chcą się przeciwko temu buntować. Okularnik nie dziwił się takiemu obrotowi sprawy, w końcu zawsze było tak, że to mniejszość zaczynała zryw. Już miał włączyć w sieci nagranie programu publicystycznego z udziałem ministra edukacji, w którym dyskutowano by o kolejnych etapach wprowadzania rewolucyjnych zmian w duchu konserwatyzmu (niektórzy wręcz nazywali to wstecznictwem), gdy otrzymał smsa od Aelity.

„Jeremie….proszę, przyjdź do mnie…potrzebuję cię…”

Belpois nie zastanawiał się ani chwili i poszedł w piżamie do swojej dziewczyny. Najpierw zapukał, ale nie słysząc odpowiedzi, postanowił wejść bez zaproszenia. Ujrzał różowowłosą, która siedziała skulona na łóżku ubrana w szarawą koszulę nocną i cichutko płakała.

-Aelita? – zaniepokoił się chłopak. – Co ci się stało, dlaczego płaczesz?

-Wiesz… niedługo minie kolejna rocznica śmierci mojego ojca – wyjaśniła po chwili dziewczyna, skrywając chwilami twarz w dłoniach i łkając. – To wszystko do mnie wraca, te okrutne wspomnienia…. Przecież ja widziałam jego śmierć. Rozumiesz to? Widziałam śmierć własnego ojca! On umarł na moich oczach! A ja… ja….nic nie zrobiłam…

-Kurczę… nie mogliśmy już więcej zrobić, kochanie… zrobiliśmy to co mogliśmy – odpowiedział Jeremie. – Rozumiem to, że wciąż cię to boli. Naprawdę. Ale nie możesz się o to obwiniać.

-Wiem, Jeremiaszu…po prostu czuję się teraz smutna, bo w takich momentach sobie myślę o tym, co by było, gdyby mój ojciec żył, gdyby mógł cię poznać… poza tym jest jeszcze jedna rzecz.

-Jaka? – zainteresował się okularnik.

-Zawsze mam wtedy stracha, że pewnego dnia los zabierze mi także ciebie… że coś się stanie i… i… – tu Aelita już nie mogła opanować emocji i mówiła przez łzy – i zginiesz, albo umrzesz… Jeremie, ja bym tego nie przeżyła! Ja bym chyba sama wolała się zabić, gdybyś zniknął!

-Nie mów tak, Aelita. Spokojnie, nic się ze mną nie dzieje – zapewnił ją blondyn. – Wypłacz się w moje ramię, jeśli to pomoże.

-Naprawdę… mogę to zrobić…? A nie poplamię ci piżamy?

-Aj tam, głupstwa… ważniejsze, że chcę ci pomóc. No, chodź tu do mnie… – Jeremie objął swoją dziewczynę i przytulił bardzo czule, tak aby poczuła się już bezpiecznie. W takiej pozycji oboje siedzieli na łóżku przez kilka minut.

-I jak, już lepiej? – zapytał chłopak.

-Tak, jest lepiej, jak zawsze, gdy mi pomagasz – odpowiedziała różowowłosa.

-Utulić cię do snu? Zrobiło się ciut późno.

-Jeśli tylko chcesz, Jeremie…

Jak powiedział, tak zrobił. Ułożył Aelitę na łóżku, przykrył ją, pocałował na dobranoc i wyszeptał:

-Aniołku, śpij spokojnie. Nie zamartwiaj się. Wszystko będzie dobrze. Kocham cię…

Einstein postanowił, że zostanie tej nocy w pokoju, by móc zareagować, gdyby jego ukochanej przyśnił się koszmar. Stanął przed jej łóżkiem i spoglądał, jak wyrównuje się jej oddech, z oczu przestają lecieć łzy i staje się coraz bardziej spokojna. Co kilkanaście minut podchodził cicho do niej, klękał przed łóżkiem i patrzył pełen miłości na kogoś, kto zawładnął jego sercem i dla kogo mógł poświęcić całą noc.

Około trzeciej nad ranem Aelita przebudziła się. Zdziwiło ją, że ktoś stoi nad jej łóżkiem. Przez chwilę myślała, że to może Jim, ale dostrzegła postać w niebieskiej koszuli z guzikami i zorientowała się, że to nie wuefista robi kontrole, a Jeremie jest tu od czterech godzin. Zapytała cicho:

-Co tu robisz o tej porze? Połóż się, nie musisz się męczyć.

Na co chłopak ją zapewnił:

-To nie jest meczące, wręcz przeciwnie. Chcę tu być z tobą i cię wspierać.

Różowowłosej zrobiło się bardzo miło na sercu:

-Doceniam to, Jeremie… to chyba ty powinieneś kiedyś założyć skrzydła anielskie, a ja powinnam paść przed tobą na kolana.

-Oj tam…. – zawstydził się ukochany – po prostu robię to co do mnie należy.

-Więc nie pójdziesz się wyspać do siebie?

-Wolę zostać tutaj z tobą.

-Skoro tak chcesz… to w takim razie chciałabym, abyś położył się przy mnie i przytulił. Tak będziesz najbliżej.

Jeremie był nieco zaskoczony propozycją, bo to oznaczało, że spałby z Aelitą w jednym łóżku. Z drugiej jednak strony pomyślał, że i tak są w związku, a poza tym on potrzebuje bliskości. Dlatego też dość szybko się zgodził i wszedł do łóżka, gdzie różowowłosa zapraszającym gestem odgarnęła kołdrę. Tuż potem para się pocałowała, a Jeremie wtulił się w swoją ukochaną dziewczynę, kładąc głowę w okolicach jej piersi. Tak oto spędzili oni pierwszą noc w jednym łóżku.

Matka Yumi i Hirokiego szykowała się do wyjścia na zebranie w szkole. Zwołało je dość nagle, ale dyrektor w mailu zaznaczył, że jest ono bardzo ważne, bo dotyczy przyszłości uczniów, rodziców i całej społeczności.

-Naprawdę nic wam w szkole nie mówili o tym, że jest planowane jakieś spotkanie? – spytała Akiko.

-Nie, nic nie wspominano, że was będą ciągać na gadaninę. Wiem tylko, że mają nam jakieś mundurki wprowadzić, może to o to chodzi? – odpowiedziała Yumi.

-Mundurki, powiadasz… – zamyśliła się matka. – A wiesz, to może nie jest taki zły pomysł. Jak czasem zobaczę na ulicy, jak się twoje koleżanki ubierają, to tak jakby miały szkołę w Dzielnicy Czerwonych Latarni. Poza tym w Japonii mundurki były od zawsze i nikt nie narzeka.

-Owszem, szczególnie podstarzali zboczeńcy, im się te ubrania bardzo podobają u piętnastolatek…

-Nie przesadzaj, Yumi, to było tylko sześć takich przypadków.

-O sześć za dużo! Zresztą co to w ogóle za narzucanie nam strojów, my się niby samodzielności mamy uczyć w szkole, a będą nam mówić, co możemy ubrać, a co nie?

-Ale wiesz, Yumi… jak pójdziesz do pracy to też będziesz miała określony dress-code i w szkole takowy powinien być.

-Przecież jest. Nikt nie lata w bikini po szkolnych korytarzach, a jak ktoś nosi za krótką spódniczkę, to się taką osobę upomina.

-Czyżby? – zdziwiła się matka Yumi. – Wielokrotnie widziałam twoją koleżankę Sissi bardzo umalowaną i ubraną w wyzywający sposób…

-Ta dziw… znaczy, ona nie jest moją koleżanką – zaoponowała młoda Japonka. – A wolno jej, bo jest córką dyrektora i dlatego nieco na to oko przymykają.

-Mam nadzieję, że po wprowadzeniu mundurków się to ukróci, wszyscy muszą być równi wobec prawa. Zresztą myślę, że tak źle nie będzie, na pewno wymyślą jakiś fajny krótki, taki żebyście się w tych strojach czuli komfortowo.

-Srała babka, srała…

-Skąd u ciebie tyle pesymizmu? Chyba to od tych czarnych ubrań, które ciągle nosisz. Kto to widział, żeby dziewczyna się tylko tak ubierała… – Akiko spojrzała na zegarek – O kurczę, zaraz się spóźnię! No, nic, kolację macie w lodówce, przypilnuj brata, żeby niczego nie zmajstrował. Na razie, dzieciaki!

Hiroki nawet nie zauważył, że matka wyszła, ponieważ był skupiony na oglądaniu kolejnego odcinka programu dla młodych widzów o przygodach Wojciecha Suchodolskiego i Krzysztofa Kononowicza. Tym razem było dość burzliwie. Wojciech chwalił się skierowaniem na szczepienie:

-O, tu mam taki oto papier, pójdę z nim za dwa tygodnie i mnie zaszczepią, to wtedy nie umrę.

Kononowicz siedzący po drugiej stronie stołu nagle wstał i wziął skierowanie, a potem je podarł.

-Ej, co ty robisz? – oburzył się Suchodolski – To moje kurwa jest!

-Ten papier? To jest gówno – odpowiedział gruby osobnik.

-Ty jesteś sam gówno!

-A ja się nie będę szczepić, ni cholery! – odkrzyknął Kononowicz.

-To zdechniesz i będzie po tobie! – zripostował Major.

-I dobrze! Będzie spokój z knurem! Będzie spokój z kurwą mleczną uliczną! – Krzysztof nieomal już ze łzami w oczach wykrzykiwał wszystkie epitety, jakimi obarczają go białostockie (i nie tylko) dzieci.

Yumi miała już ochrzanić swojego młodszego brata za to, że ogląda tak głupawe rzeczy, jednak po chwili sobie przypomniała, że to w końcu program dla dzieci, tworzony w oparciu o najnowsze badania specjalistów i przekazywane są tam treści edukacyjne. Poza tym zawsze mogło być gorzej, Hiroki mógł trafić na przykład na kreskówkę o kucykach, a z tego co mówiono w mediach i co nawet pokazywano w reportażach, są ludzie, którzy tak się w to wkręcają, że stają się fanatykami i ciągle o tym w sieci piszą, zaś ci najbardziej radykalni potrafią nawet działać niczym terroryści i porywać ludzi, którzy otwarcie mówią, że kreskówka o kucykach jest słaba. Na całe szczęście we Francji jeszcze do tak strasznych rzeczy nie dochodziło.

Właśnie puszczono reklamę Ikei:

-Tylko teraz super promocja! Adoptuj Blahaja! Wspaniały zwierzak, który będzie świetnym przyjacielem oraz strażnikiem czystości! Tylko 69 euro! Oferta do wyczerpania zapasów.

Hirokiemu spodobała się pluszowa ryba

-Kurde, gdybym tyle nie wydał na chipsy, to bym sobie takiego Blahaja kupił. A może… ej, siostra, masz może wolne 7 dych?

-A na co?

-Na Blahaja.

-Co? Jakiego Blahaja?

-Rybę taką. Może wspólną kupimy i będzie mieszkać tydzień u ciebie, a potem tydzień u mnie?

-Pomyślimy… – szczerze mówiąc Yumi nie miała teraz głowy do pluszowych rekinów, ale ucieszyła się, że brat zaczął myśleć altruistycznie. W telewizji trwał dalszy ciąg programu, Kononowicz wciąż wygłaszał swoje gorzkie żale:

-Ja tu ciągle pracuję, węgiel wynoszę, drewienka… patrzcie jakie mam ręce brudne, niedomyte. Nie mam kiedy umyć! A tu – Krzysztof wskazał na kanapę – siedzi Wojciech. To jest laluś! Pachnący pięknie, czyściutki laluś! A ręce do roboty obie lewe! W melinę popadł, głęboką i szeroką, by tylko żarł, srał i wąchał rozpuszczalnik!

-Nieprawda! Odpierdol się ode mnie, ja podatki płacę, na światło płacę i jem za swoje, knurze! – wkurzył się Major.

-Laluś jesteś, narkotykarz, narkotykarz, alkoholik i więcej nic!

-Ta, ooo, jaki ty kurwa mądry jesteś! Ja alkoholik? W moim życiu alkoholu nie ma, a ty jesteś konfident i już!

-To ty masz rodzinę ubecką, twój wujek, Majorze, jest ubekiem.

-Śmierdząca kurwa jesteś…

Tego było już za wiele. Krzysztof podniósł się z taboretu i wskazując ręką drzwi, wykrzyczał:

-Wypierdalaj z tego domu już, już! Powiedziałem, nie ma cię, świnio cholerna ty! Won!

Hiroki nie wytrzymywał ze śmiechu i kręcił się z radości na kanapie. W tym samym czasie zadzwonił telefon Yumi. Odebrała go tak szybko, że zapomniała spojrzeć na numer, jaki wyświetlił się na ekranie smartfona.

-Tak, słucham… o, cześć… tak, tak…. To już? Nie no, cieszę się… tak, nie odbiera bo jest na zebraniu, pewnie wyłączyła telefon… dobrze, przekażę,.. no, na razie.

Hiroki jednym uchem wyłapał treść rozmowy i spojrzał na siostrę, która była nieco zaskoczona jej przebiegiem.

-Yumi, co się stało?

Dziewczyna wzięła oddech i powiedziała:

-Ojciec wraca za dwa dni z Hiszpanii.

Korekta: Azize

Rozdział 28

Jean-Pierre Delmas siedział przed swoim domowym komputerem i kończył redagować wiadomość, którą sekretariat szkoły miał rozesłać do wszystkich rodziców. Dotyczyła ona zebrania, jakie miało się odbyć za trzy dni. Powodem jego zwołania był nowy regulamin szkoły. Dyrektor uważał, że trzeba przedstawić zmiany tej grupie, która mogłaby wnieść jakieś wątpliwości. Pamiętał przy tym, że to przedstawienie powinno odbyć się w taki sposób, aby nikt, nawet najbardziej gorliwy rodziciel, nie miał choćby cienia wątpliwości co do słuszności działań i nie musiał zatruwać dyrekcji i nauczycielom życia. Sam co prawda nie miewał takich problemów, ale wiedział z opowieści kolegów, że zdarzają się bardzo upierdliwe jednostki, które potrafią robić aferę z byle gówna, uważając, iż znają się lepiej na szkolnictwie, choć nie skończyli studiów pedagogicznych. Wolał uniknąć takich sytuacji, szczególnie teraz, gdy wprowadzano tak istotną reformę.

Właśnie wysyłał ostateczny tekst do sekretarki, gdy do pokoju weszła Sissi, ubrana odświętnie, ponieważ wracała z próby w grupie mażoretek, do której należała. Była bardzo zadowolona.

-Cześć, tatulku!

-O, cześć… coś długo ci tam zeszło.

-Wiesz, dużo ćwiczyliśmy, poza tym dzisiaj wskazano, kto ma zostać tamburmajorką,

-Zgaduję po nastroju, że ty masz nią być.

-Pewnie że tak – odpowiedziała ucieszona nastolatka – wszyscy uznali, że to ja powinnam nią być. A wiesz, jaka to jest ważna rola?

-Domyślam się, choć nie za bardzo kojarzę, dlaczego – powiedział ojciec, który szczerze mówiąc nie przywiązywał do tego zbyt wielkiej wagi, ale uznał, że skoro córka ma zajęcie, to niech się rozwija.

-Będę prowadzić każdą paradę na każdej uroczystości w mieście, na wszystkich festynach, obchodach Dnia Bastylii…. Mam całą grupę pod sobą, jakieś trzydzieści dziewczyn, i będą robić to co ja każę. Wszystkie oczy na mnie będą zwrócone, wszystkie aparaty i kamery skierowane na moją sylwetkę we wspaniałym paradnym mundurze… – rozmarzyła się Sissi.

-To super. A kiedy jakaś taka okazja będzie, żeby ciebie w takiej roli zobaczyć?

-Za około dwa-trzy tygodnie. Jeszcze nam powiedzą, ale będzie zrobiona uroczystość, na której wręczą mi buławę, złożę ślubowanie i poprowadzę pierwszy przemarsz. Będziesz chciał pewnie zobaczyć swoją zdolną córkę w tej roli, prawda, tatku drogi?

-No, pewnie że tak, ale musiałabyś mi powiedział, kiedy to będzie dokładnie i gdzie, to wtedy postaram się przybyć.

-Dobrze. To ja idę chwilę odpocząć do siebie!

Wyszła z pokoju. Ojciec chwilę się zadumał.

„No, kurczę, czyli jednak coś ta moja córka potrafi. Owszem, wiadomo że robi to po to, żeby się pokazać przed ludźmi, ale… przynajmniej jest to w jakiś pożyteczny sposób zrobione, trochę sobie poćwiczy przy okazji, poprawi koordynację ruchów… tylko jedno mnie zastanawia: nie przeszkadza jej maszerowanie i skakanie w mundurku, a jak zaczynaliśmy kwestię szkolnego uniformu, to była przeciw. Ale zaraz… ja jeszcze mogę jej pasję do bycia mażoretką wykorzystać… czyżbym mógł rozwiązać problem z nastolatką i jej skłonnościami do buntu? Nie no, jak to wyjdzie, to będzie trzeba do gazety napisać, do jakiegoś poradnika dla rodziców. Niech wywalą na okładkę: JEAN-PIERRE DELMAS I JEGO SPOSÓB NA BUNTY NASTOLETNIE. Cóż… trzeba to przemyśleć i działać. Ale to jak załatwimy zebranie.”

Ulrich i Odd siedzieli w swoim pokoju wraz z Aelitą, Yumi i Jeremiem, rozmyślając głośno o tym, jaka przyszłość ich czeka.

-Co mamy z tym zrobić? Mamy się podporządkować i siedzieć cicho? – zapytał Niemiec.

-Oczywiście, że nie! – stanowczo odpowiedziała czarnowłosa – Nie możemy dać się stłamsić, musimy pokazać, że mamy swoje zdanie.

-Tylko w jaki sposób? – włączył się Jeremie – Okupując szkołę i robiąc demonstracje na ulicach?

-W razie ostateczności owszem. Ale trzeba to rozegrać taktycznie. Nie można popełnić tego błędu, który Sissi zrobiła kilka lat temu przy okazji akcji z komórkami.

-Jakiej akcji z komórkami? – spytała Aelita – To musiało chyba być wtedy, gdy jeszcze nie sprowadziliście mnie na Ziemię.

-Owszem, Aelito, kiedyś była sytuacja, w której Xana przejął satelitę, a do kontaktu z nim używał telefonów komórkowych uczniów ze szkoły. – wyjaśnił Jeremie – Zaczęły dzwonić na lekcjach, co spowodowało wściekłość grona nauczycielskiego i wprowadzenie natychmiastowego zakazu posiadania włączonych komórek na lekcji.

-OK, tylko… gdzie był błąd Sissi? – dopytała różowowłosa.

-Błąd polegał na tym – zabrała głos Japonka – że protest zrobiono zbyt szybko. Córka dyrektora od razu praktycznie się z tym wyrwała, głównie dla zaspokojenia własnych partykularnych interesów. Nie w głowie jej było dobro wspólnoty.

-Chociaż akurat wtedy ten protest nam nieco pomógł – przypomniał sobie Odd.

-Wtedy tak, ale to dlatego, że sytuacja inaczej wygląda. Teraz coś takiego by nas pogrążyło. Nie możemy działać nagle i bez przemyślenia.

-Więc jak powinniśmy działać? – spytał Ulrich.

-Podstawowa kwestia jest taka – zabrał głos Einstein – że w tym momencie jeszcze niewiele osób wie o tym, jak dokładnie te zmiany mają wyglądać. Nie możemy teraz o tym głośno mówić. Powinniśmy poczekać, aż to zostanie oficjalnie ogłoszone i wprowadzane, wtedy zobaczymy, jak będą o tym uczniowie myśleć.

-Wiem, że w mojej klasie większość jest raczej niezadowolona. Tak to wyglądało na lekcji wychowawczej, gdy Chardin zapowiedział nowy regulamin – dodała Yumi.

-Tak, ale wy jesteście starsi, niedługo odejdziecie z tej szkoły, mniej wam mogą zrobić – lekko zaoponował Odd.

-Racja – włączyła się Aelita – wydaje mi się, że młodsze roczniki nie będą tak odważne.

-Dlatego trzeba obserwować, co będzie się działo, i zacząć od lżejszych form oporu. Jak będą nas chcieli przymusowo zapisywać do harcerstwa, to się nie zgadzajmy, mówmy że to wbrew naszym przekonaniom, i że nie lubimy tego, co tam się robi. Nie chcemy spać w lesie i żreć robaków. Jak będą nam kazać ubierać mundurki, to nie ubierajmy. Zobaczymy, ile osób tak będzie działać, a potem w razie konieczności będziemy stopniowo wykorzystywać radykalniejsze formy – Japonka wyjaśniła swój plan.

-Ja bym dodał jeszcze coś – wtrącił się Jeremie – warto by było skomunikować się przez internet z uczniami z innych szkół, w końcu to ogólnokrajowa reforma. Łatwiej potem będzie organizować szerszy sprzeciw, gdy otrzymamy wsparcie kilkunastu, a może nawet kilkuset szkół w kraju, niż gdybyśmy sami, jako przedstawiciele jednej placówki we Francji, wyszli na ulicę.

-To dobra myśl – potwierdziła Yumi – bo pewnie podobne pomysły kiełkują w całym kraju, a nie sądzę, żeby posłusznych uczniów było więcej niż tych, którzy chcą dbać o swoją wolność. Nie w takim kraju jak Francja.

Po kilku godzinach dyskusji Jeremie wrócił do swojego pokoju. Włączył telewizor, właśnie nadawano wiadomości z zagranicy i pokazywano wywiad z prezydentem jednego z europejskich krajów.

-Czy zna pan jakieś osiągnięcia kandydata partii rządzącej na rzecznika praw obywatelskich? – zapytał redaktor prowadzący – Kojarzy może pan jakieś działania w zakresie praw człowieka?

-Nie, ale znam pana Wawrzyka osobiście, jest uczciwy, zawsze jak pożyczał na puszkę coli, to oddawał, więc na to stanowisko się doskonale nadaje.

Fajne kryteria, nie ma co…” – pomyślał Jeremie. Zaraz potem usłyszał jednak jeszcze dziwniejsze rzeczy.

-Co może pan powiedzieć o działaniach służb mundurowych, wiele osób krytykuje to co się ostatnio przy demonstracjach przeciwko rządowi dzieje, uważa używane środki za zbyt drastyczne.

-Panie redaktorze, policja pracuje bardzo profesjonalnie, czego dowodem jest to, że nikt nie zginął. Niech pan zobaczy na to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, tam pięć osób zginęło, we Francji też były ofiary niedawno…

Że co? Jakie ofiary?” – zdziwił się Einstein – „Przecież te cztery osoby, które zginęły dwa lata temu na demonstracji, to były ofiary śmiertelnego zatrucia się zbyt szybkim jedzeniem w biegu burgerów jalapeno z McDonalda. Ten człowiek się w ogóle na polityce nie zna… kto go wybrał…?

Po obejrzeniu programu chłopak włączył komputer i zobaczył, że ma na Gmail wiadomość podpisaną „Od redakcji gazetki”. Otworzył ją i zaczął czytać.

Witaj, Jeremie!

Wybacz, że się tu wtrącamy, ale w nawiązaniu do wczorajszej rozmowy wyczuwamy, że może się coś dziać w szkole. Nam też te zmiany się nie podobają i chcemy wam jakoś pomóc. Jeśli będziecie potrzebować jakiegoś większego drukowania czy czegoś takiego, to pytajcie, mamy papier z pieniędzy szkolnych, to zawsze możemy wpisać w koszty. Tylko dyskretnie to musimy robić, nie możemy o tym rozmawiać na korytarzu, żeby nas nikt nie wsypał, dlatego będziemy się kontaktować głównie mailowo albo telefonicznie. Jak tylko coś będziecie więcej wiedzieć o działaniach, jakie chcecie podjąć, dajcie nam znać.

Milly i Tamiya

Korekta: Azize

Rozdział 27

Gdy oczekiwani goście zjawili się już w pokoju redakcyjnym szkolnej gazetki, rozpoczęła się dyskusja.

-Chardin wyglądał, jakby nie był pewny tego, co nam przekazuje – zaczęła Yumi – jakby sam się z tym osobiście nie zgadzał i może chciałby się temu jakoś sprzeciwić, ale nie może, żeby się nie narazić i pracy nie stracić.

-Czyli już się zaczyna… – odpowiedziała Milly.

-Co się zaczyna?

-Wiecie, my w redakcji od pewnego czasu mamy informacje o tym regulaminie, ba, nawet go już czytałyśmy i wydrukowałyśmy.

Redaktorki opowiedziały emerytowanym wojownikom Lyoko to, co działo się w ostatnich dniach, łącznie z postępami Jima w nauce obsługi komputera i wysyłania wiadomości.

-A więc to tak… – zabrał głos Odd – nie bez powodu mówiono o mundurkach na tym zebraniu, za które wciąż mam karę. To jest szerszy plan.

-Bo w sumie same mundurki to by było bez sensu wprowadzać, wiadomo by było, że i tak byśmy to odrzucili – powiedziała Tamiya – Ale jeśli tu się szykują grubsze zmiany…

-Tylko co oni w ogóle chcą? – włączył się Jeremie – Przecież to, co planują, to jest kompletne wywrócenie istoty szkoły. Mamy się tu rozwijać zgodnie z naszymi osobowościami, a co oni nam proponują? Dryl pruski, mundurki, jednolitość… i jeszcze nas do jakiegoś harcerstwa albo innego paramilitarnego syfu wrzucą, gwardii jakiejś młodzieżowej. A co, jak nie chcemy? Zmuszą nas?

-Chyba tak… – odrzekła Milly – W końcu to ma być część ogólnokrajowej reformy, a wiadomo, że wtedy łatwiej wprowadzać zmiany, bo nikt nie będzie się chciał wyłamać pod groźbą kary z kuratorium.

-Tylko co my mamy zrobić – zapytał Ulrich – kłaść uszy po sobie i się dostosować?

-Oczywiście, że nie! – rzuciła Japonka – Przecież tyle lat nas uczyli o tym, jak ważne jest posiadanie własnego zdania, indywidualność i wyrażanie siebie. Niech zobaczą, że nie ma zgody na zabieranie nam tego.

-Niby super… – nieśmiało odezwała się Aelita – ale… czy to coś da? A może te mundurki to nie będą takie straszne…?

-Wiesz, Aelita, w mojej ojczyźnie, choć tak w sumie Francja to już bardziej moja ojczyzna, no, ale… w moich ojczystych stronach mundurki są od lat. Niby nic w tym złego, ale wyglądają okropnie. Za duże marynarki i niedopasowane kraciaste spódniczki oraz białe podkolanówki. A najgorsze jest to, że podstarzali zboczeńcy jeszcze sobie z tego fantazje erotyczne robią…

-Bezwstydnicy – rzekł Odd.

-Tylko kto by miał stanąć na czele protestu, jeśli by taki się zaczęło planować? – zapytała Tamiya.

-Na pewno nie Sissi – powiedziała Yumi, która w międzyczasie wstała i zaczęła chodzić po pokoju – Ona już jeden protest uwaliła, niby taka odważna, a pamiętamy, jak szybko wymiękła przy sprawie telefonów. Poza tym drugi raz numer z buntowniczą córką dyrektora nie wypali.

-Ale w kwestii mundurków – wtrącił się Ulrich – to jednak jest przeciw.

-Sam widziałem, agresywna była strasznie na tym zebraniu – dodał della Robbia.

-Jest przeciw, ale tylko dlatego, że nie mogłaby się pokazywać w tych szmatach z galerii. Choć i tu miałabym pewne wątpliwości, czy nie byłaby traktowana na specjalnych zasadach. Ona by w dupie miała prawa ucznia, skoro nie wie, co to jest, bo i tak ciągle jest tu głównie dlatego, że jej ojca wsadzili na stołek dyrektorski.

-No, to co w takim razie? – powiedział Jeremie

-Sami musimy wziąć sprawy w swojej ręce. Nie ma co liczyć na koneksje z dyrektorem. Musimy pokazać swój sprzeciw. Nie będziemy tych mundurków nosić, będziemy się ubierać tak jak chcemy, należeć tam, gdzie chcemy należeć i nie pozwolimy sobie tłumić indywidualności i zabierać nam naszych praw. Nasz czas wolny jest dla nas, a nie po to, by spełniać zachcianki jakieś dziwaczne reformatorów. Jeśli będzie trzeba, zaczniemy okupację korytarzy. Jeśli nas do tego zmusi sytuacja, to wyjdziemy na ulicę. Nie damy sobą pomiatać! – Yumi skończyła swoje improwizowane przemówienie, gestykulując dłonią.

-Tylko, że… no, wiesz, Yumi… – po chwili ciszy odezwała się Aelita – czy to nie będzie zbyt radykalne? Okupacja, lekceważenie przepisów o mundurkach, demonstracje…

-Trzeba było nas nie wkurwiać – odpowiedziała Japonka.

Był już późny wieczór. Jeremie wciąż siedział przed komputerem, czytając e-booka. Ściągnął sobie właśnie nową pozycję – dzienniki Krzysztofa Vargi. Lubił jego felietony publikowane co tydzień w „Dużym Formacie”, spodziewał się więc świetnej lektury i jak na razie, po ponad siedemdziesięciu stronach, nie rozczarował się. Tak wciągnął się w intelektualną ucztę, że nie zauważył, jak do pokoju po cichu weszła Aelita. Była ubrana w białą marynarkę i spódniczkę tego samego koloru.

-Jeremie… – zawołała – .. nie przeszkadzam?

-Yyy..co? Nie, nie, skąd – odpowiedział Jeremie – ale… co tu robisz tak późno?

-No bo wiesz… coś mi wpadło do głowy. Pamiętasz, jak sprowadziłeś mnie na Ziemię? Wtedy spędziłeś ze mną całą noc i czuwałeś.

-Istotnie, coś takiego było.

-Pomyślałam, że przecież powinnam ci się za to odwdzięczyć…

-Nie, nie musisz…

-Ale czuję, że powinnam, w końcu gdyby nie ty, to teraz bym tutaj nie stała. Zostanę tutaj całą noc.

-Dobrze, ale… bez piżamy? Trochę tak wizytowo się ubrałaś.

-No, wiesz… pamiętasz, czemu mi wygenerowałeś dawno temu skrzydła.

-Pamiętam… – zaczerwienił się Einstein.

-To teraz ja tak trochę do tego nawiązuję. Chcę ci się jakoś odwdzięczyć za to wszystko.

-Bardzo mi miło… – Jeremie podszedł do niej, wziął ją za rękę i pocałował w policzek. Aelita dość szybko objęła swojego chłopaka i spowodowała, że następny pocałunek był już w usta i trwał dłużej.

-Chyba już trzeba iść spać, Jeremie – powiedziała różowowłosa.

-A ty gdzie się położysz?

-Spokojnie, postaram się zasnąć na fotelu, jak się zmęczę staniem.

-Jakim staniem…?

-No, wiesz, w końcu skoro mam tu czuwać, to nie mogę od razu spać iść. Ale tobie sen się przyda.

-Kurczę, Aelita… – JBelpois był bardzo zaskoczony postawą swojej dziewczyny – ty naprawdę jesteś aniołem, choć bez skrzydeł.

-Bez skrzydeł, powiadasz… – różowowłosa się zastanowiła przez moment – wiesz, zaraz przyjdę, tylko muszę na chwilę wyjść do pokoju.

-Pewnie, ja w tym czasie skorzystam z toalety.

Aelita zdołała wrócić do pokoju Jeremiego szybciej od głównego lokatora. Gdy ten przybył, stanął jak wryty. Ujrzał stojącą w centralnym punkcie dziewczynę ubraną tak jak wcześniej, ale ze skrzydłami i długimi rękawiczkami na dłoniach.

-Mój wybawco, jestem gotowa, by cię strzec – Aelita zasalutowała, a potem podeszła do okularnika. Ten wciąż był zaskoczony.

-Aelita… ty naprawdę wyglądasz jak anielska dziewczyna…

-Skoro tak mówisz…

-Mogę mieć do ciebie prośbę?

-Jasne, proś o co chcesz.

-Aelita, aniele… pragnę ucałować twe skrzydła, jeśli pozwolisz.

-Oczywiście, Jeremie, będzie mi bardzo miło…

Chłopak powoli podszedł do dziewczyny i uklęknął.

-Nie musisz tego robić na kolanach – lekko speszyła się różowowłosa.

-Ale powinienem, w końcu jesteś aniołem.

Jeremie ujął w dłoń jedno ze skrzydeł i je delikatnie ucałował, potem powtórzył to z drugim skrzydłem, wszystko robiąc powoli i z wyczuciem. Potem wstał i powiedział.

-Teraz mogę iść spać spokojny, że przy mnie będziesz.

-Poczekaj.. . – szepnęła Aelita i objęła go swoimi skrzydłami, całując bardzo czule.

W pokoju, który wykorzystywał Jim, trwała krzątanina. Dwóch majstrów, jeden to brunet z wąsem o imieniu Stefan, drugi zaś to ciemnowłosy Marian, właśnie kończyło instalowanie w przylegającym do pokoju sporej wielkości magazynku monitory i aparaturę do obsługi kamer. Panowie byli tak pochłonięci pracą, że nie zauważyli, iż do pomieszczenia wszedł dyrektor Delmas.

-I jak, panowie, skończyliście?

Stefan się przestraszył:

-O cholera! Yyy… tak, panie kierowniku, jeszcze tylko pół godziny i będzie po wszystkim.

Z głębi magazynku odezwał się Marian:

-Ej, Stefan, podaj mi, kurwa, ten kabel!

Dyrektor nie był zbyt zadowolony z takiego języka:

-Ale panowie, może trochę delikatniej, w końcu w tym budynku są dzieci.

-Oj, pardonsik, kierowniku, już się poprawiam. Stefan! Podaj mi, kurwa, ten kabelek!

Przez korytarz przechodził Jim. Korzystając z okazji, Delmas zawołał go.

-Jim, mam sprawę.

-O co chodzi, panie dyrektorze?

-Chciałbyś może sobie dorobić trochę do obecnej pensji?

-Jak nie, jak tak. Każdy by chciał!

-No, widzisz, to ja daję taką okazję. Widzisz te ekrany?

Jim zajrzał do magazynku.

-A co to jest? Kino domowe?

-Nie, coś lepszego. Wprowadzamy monitoring. Od teraz nie będziesz musiał chodzić po korytarzu i pilnować porządku. Wystarczy, że będziesz obserwować obraz z kamer.

-Fajnie, nie będę się musiał męczyć. Ale… – wuefista zaczął się zastanawiać – za to miałbym dostać dodatkowe pieniądze?

-Jasne, wbijemy ci w papiery, że jesteś ochroniarzem i wpadnie kilkaset euro.

-No, dobra – zgodził się Jim – ale co, jak nic nie będzie się dziać?

-Spokojnie, kierowniku! – odezwał się Stefan – My tu zamontowaliśmy też telewizję satelitarną, zresztą sami panowie zobaczcie. Próba generalna, Marian, odpalaj!

Podłączono wszystkie kable i naciśnięto guzik od zasilania. Ekrany się rozbłysły, na prawie wszystkich widać było poszczególne części korytarzy, sal lekcyjnych i podwórka, tylko jeden z nich miał inny obraz. Nadawano tam właśnie reklamę jednej z telewizji:

-Zapraszamy całe rodziny na show pełen radości i zabawy pod tytułem „Pierdolona Niedziela”! Zapewniamy masę atrakcji: koszmarna muzyka disco polo, drętwe żarty i goście niemający nic do powiedzenia, czyli wszystko to, czego potrzebujecie, by spędzić jakoś ostatni dzień przed pracą!

Nauczyciele się nieco zaskoczyli.

-I jak, dobrze działa? – spytał Marian – Jeśli tak, to się rozliczymy u pana w gabinecie, tak jak się umawialiśmy, po trzysta euro na łebka.

-No.. dobrze, dobrze – rzekł dyrektor – a za szybki serwis to nawet na wino jeszcze mogę dać.

-Ooo, pan kierownik z gestem, to lubimy! – wspólnie odpowiedzieli zadowoleni majstrowie.

Korekta: Azize

Rozdział 26

Gustave Chardin zawsze przygotowywał się sumiennie do każdej lekcji wychowawczej, jaką miał ze swoją klasą. Nie traktował tych zajęć tak jak wielu innych nauczycieli, nie odklepywał kazań, by potem usiąść i dać uczniom wolną rękę. Wolał z nimi dyskutować na różne tematy, nie wstydząc się swojego zdania i zachęcając swoich podopiecznych do wyrażania własnych poglądów i samodzielnego myślenia, co nieco kłóciło się z istotą szkoły, która miała przygotowywać posłusznych i bezmyślnych obywateli. Tym razem jednak Gustave był nieco zakłopotany. Z jednej strony nie podobały mu się zapisy regulaminu, który miał za kilka chwil przedstawić uczniom. Spodziewał się ich reakcji, mówiąc szczerze sam by chętnie zaprotestował przeciwko tym reformom. Z drugiej jednak strony był on reprezentantem całego grona pedagogicznego Zespołu Szkół Kadic. Nie mógł on tak na dobrą sprawę potępiać regulaminu instytucji, w której sam pracuje od wielu lat. Bił się przez kilka minut z myślami, ale ostatecznie postanowił, że pozwoli się uczniom wypowiedzieć, mając nadzieję, że nikt się nie pokusi o podkablowanie do kuratorium.

– Siadajcie, moi drodzy, dziś mam wam coś ważnego do ogłoszenia.

Klasa momentalnie ucichła.

– Jak pewnie wiecie, niedługo wprowadzony zostanie nowy regulamin szkoły. W najbliższym numerze gazetki będzie cała jego treść, ale już teraz wiemy, że się sporo zmieni, będą wprowadzone mundurki…

W tym momencie zgłosił się jeden z uczniów:

– Przepraszam bardzo, ale mógłby nam pan jedną sprawę wyjaśnić?

– Tak, a o co chodzi?

– Z jakiego powodu chcecie nas, prawie dorosłych ludzi, wbić w jakieś dziwactwa?

– Dziwactwa… no, cóż – odpowiedział lekko zakłopotany nauczyciel – Grono pedagogiczne uznało, że wprowadzenie obowiązkowych mundurków będzie dobrym pomysłem, ponieważ wtedy zlikwidujemy zjawisko tak zwanej szkolnej rewii mody. Zresztą szkoła nie jest od strojenia się, a tak, to przynajmniej się skończą docinki, że ktoś nie ma markowych ciuchów i wszyscy będą sobie równi.

– Ta, jasne… – odezwał się głos z tyłu sali – A córka dyrektora będzie mogła dalej sobie łazić w tych swoich szmatkach, już ja wiem, jak to się skończy. Zresztą, co to za zwyczaje, żeby córka była w szkole, którą zarządza jej rodzic, co to za jakieś wschodnioeuropejskie zwyczaje.

Chardin w głębi duszy przyznał tej osobie rację, jemu się to też nie podobało. W tym momencie zgłosiła się Yumi.

– Jeśli mogę… mnie jedna rzecz zastanawia. Tyle razy słyszymy w szkole, czy to od pana, czy od innych nauczycieli, że nas głos jest ważny, że powinniśmy się angażować, że powinno się nas wysłuchać, bo to dobry trening przed dorosłym życiem obywatelskim, a jak przychodzi co do czego, to nowy regulamin wprowadza się kompletnie bez żadnej naszej wiedzy. Nikt nas nie pyta o zdanie, o to, czego oczekujemy, co nam się podoba, a co nie. Narzucacie nam i tyle. No to jak się mamy tego życia w społeczeństwie obywatelskim uczyć, skoro nie możemy nawet zdecydować, jak chcemy być ubrani?

Nauczyciel wpadł w jeszcze większe zakłopotanie, bo szczerze się zgadzał z tym, co Japonka powiedziała, jednak nie mógł tego głośno powiedzieć.

– Spokojnie, mogę was zapewnić, że po oficjalnym przedstawieniu przepisów wszystkie głosy krytyczne będą wysłuchane przez grono pedagogiczne i rozpatrzone.

Mówiąc to, miał absolutną świadomość tego, że tak się nie stanie, że wszelkie sugestie uczniów będą spuszczone do klopa, jednak wolał nieco uspokoić nastroje wśród młodzieży, bo obawiał się trochę buntu, w końcu ma do czynienia z ludźmi w ciężkim okresie dojrzewania.

Drukarka wypluwała z siebie kolejne strony zadrukowanego materiału. Tamiya brała je i zszywała ze sobą. Był to próbny egzemplarz nowego numeru „Wiadomości Kadic”, pierwszego po feriach, w którym zamieszczono pełny tekst nowego regulaminu szkolnego.

– No i gotowe – powiedziała dziewczyna – Jim będzie miał co czytać w kiblu.

– Myślisz, że faktycznie wszystko będzie sprawdzać, od deski do deski? – spytała Milly.

– Wszystkiego to nie sprawdzi, ale pewnie spojrzy, czy jest regulamin.

W tym momencie ktoś zapukał do drzwi, zaraz potem otworzyły się. Pojawił się wspomniany przez dziewczyny nauczyciel w-fu.

– I jak, macie coś dla mnie?

– Oczywiście – powiedziała ciemnoskóra uczennica – Jeszcze ciepłe, dopiero co wyjęte z drukarki.

– Niech no spojrzę… – Jim wziął gazetę do ręki i zaczął przeglądać – regulamin jest, słówko od was też jest, że popieracie… i rubryka sportowa. Czyli tak jak się umawialiśmy, żadnych treści niebezpiecznych, żeby konfliktów nie zaogniać. Dobra, to lecę, bo czasu nie mam.

Po wyjściu Moralesa z pokoju nazywanego redakcją gazetki Milly zapytała:

– Tekst popierający? Napisałaś to wtedy, gdy byłam na urlopie?

– No, tak. W końcu urlop urlopem, ale coś trzeba było zrobić. Ale spokojnie, wymyśliłam pewien patent. Niezależność prasy będzie obroniona.

Tamiya włączyła drukarkę jeszcze raz, znowu zaczęły z niej wychodzić kartki i po raz kolejny zostały one złączone.

– Zobacz, tu jest wersja, którą ma Jim. Otwórz na 4 stronie, co widzisz?

– Regulamin, nasz komentarz, a na następnej artykuł o drzewach w okolicy.

– No właśnie. A teraz wersja prawdziwa. Tam, gdzie Jim może przeczytać o drzewostanie, zamieszczamy krytykę regulaminu oraz sondę z uczniami, którym się te przepisy nie podobają. Ta wersja pójdzie do kolportażu, a Jim i grono pedagogiczne zobaczą tylko to, co dostali od nas, bo i tak się potem nie będą tym pismem interesować, zresztą nigdy się nie interesowali.

– Dobra, to ma sens – przyznała Milly – ale skąd masz ten tekst przyrodniczy?

– Wyjęłam z archiwum, dawno temu coś takiego na przyrodę pisałam.

Nagle zadzwonił telefon, który odebrała Tamiya.

– Redakcja Wiadomości Kadic, słucham…tak, tak, oczywiście, przyjmujemy… co takiego? Już o tym się mówi?… Rozumiem. To wiesz, jak zrobimy? Przyjdź tu do nas do redakcji… Jasne, możesz wziąć przyjaciół, my cały czas jesteśmy, może będziecie mieć istotne wieści. OK, do zobaczenia.

Odłożyła słuchawkę.

– Kto dzwonił?

– Yumi Ishiyama. Ale nie uwierzysz, co się stało.

– Skoro ona do nas dzwoni, to pewnie coś interesującego.

– Nawet bardzo. Na wychowawczej Chardin mówił o regulaminie, wszyscy uczniowie to ostro skrytykowali, podobno w innych klasach też takie pogadanki były, zaraz Japonka przyjdzie z Ulrichem, Oddem, Jeremiem i Aelitą. Może mają jakiś plan?

Milly zastanowiła się przez moment.

– Mówiąc szczerze, to wcale by mnie to nie zdziwiło…