Rozdział 55

Aelita wracała z łazienki i szła do biblioteki. Chciała wypożyczyć sobie jakąś książkę, by móc sobie coś poczytać w trakcie kolejnej tury dyżurowania w świetlicy. Gdy wracała do swojego pokoju, spotkała Herve’a i Nicolasa. Pomimo strajku legioniści nadal pilnowali korytarzy w internacie, na wszelki wypadek jakby tam miało stać się coś niezgodnego z regulaminem.

Nicolas zagadał do dziewczyny:

– Hej, ślicznie dzisiaj wyglądasz.

Aelita dość spokojnie odpowiedziała:

– Yyy, dzięki…

W tym momencie włączył się Herve:

– Ślicznie? Gdzie ty masz oczy? A podobno to ja jestem ślepy i noszę okulary. Przecież ona jest nijaka i płaska jak deska.

– Ej, nie pozwalaj sobie – wtrąciła dziewczyna. – Zachowujesz się jak cham.

– Jak cham? Skąd takie słowa u dziewczynki – odpysknął okularnik. – Taka wzorowa uczennica jak ty nie powinna tak się odzywać, szczególnie wobec kogoś, kto jest wyżej postawiony?

– Wyżej? Co ty sobie wyobrażasz? Że jak masz mundur, pałkę i uprawnienia do kontrolowania korytarza, to możesz sobie robić co ci się żywnie podoba i obrażać innych?

– Nikogo nie obrażam, mówię tylko prawdę. Sissi wygląda lepiej od ciebie. Umie się stylowo ubrać, nie to co ty.

– Ciekawe… przecież Sissi wygląda tandetnie.

– Ty się na temat mody nie wypowiadaj, bo się na niej w ogóle nie znasz. Ale w sumie nic dziwnego, skoro tylko ten kretyn Belpois na ciebie leci.

– Nie nazywaj Jeremiego kretynem! – oburzyła się Aelita. – On ma o wiele więcej taktu i kultury od ciebie.

– Kultury? I co mu po tym, skoro jest frajerem, a takich musimy tępić, bo za dużo tutaj namieszali i blokowali możliwości prawdziwie inteligentnym osobom. Ale spokojnie, niedługo się tego problemu pozbędziemy, raz na zawsze i nieodwołalnie.

– Co masz na myśli?

– Co? – zaczął się śmiać Herve. – Taka niby mądra dziewczyna, same szóstki, a nie wie co to znaczy „raz na zawsze i nieodwołalnie”? Niedługo się przekonasz.

Aelita odeszła do pokoju z pewnym mętlikiem w głowie. Teoretycznie mogłaby uznać, że Herve gada totalne głupoty, ale z drugiej strony to on teraz był legionistą i to on miał możliwości nieznane innym uczniom.

Gdy dziewczyna oddaliła się, Nicolas zapytał:

– Ej, ale przecież ten karabin, to był zabawkowy, tak?

– Cicho! – odpysknął Herve. – Niech się nikt o tym nie dowie! Poza tym ten problem już załatwiłem. Idę potem na bazar, sprzedadzą mi tam prawdziwą broń.

– A pozwolenie?

– Wystarczy ten papier z kursu strzelania i sprawa jest załatwiona?

– Kursu? Przecież oni nam w tych koszarach pozwolili strzelić tylko po 3 razy, tłumacząc to oszczędnościami. Myślisz, że tyle wystarczy, by uznać, że umiesz strzelać?

– Na certyfikacie nie ma mowy o takich szczegółach. Kurs jest zaliczony, więc mam prawo posługiwać się bronią. Zresztą mam pewną niespodziankę dla Jeremiego…

Około 4:00 nad ranem wszyscy w internacie spali. Jednak w pewnym momencie na piętrze zajmowanym przez chłopców słychać było huk, trochę tak jakby wybuchła bomba. Ulrich obudził się natychmiast i wyjrzał przez drzwi. Zobaczył odrobinę dymu w okolicach pokoju Jeremiego. Pod drzwiami leżał pakunek i koperta. Po chwili wyjrzał także zaspany okularnik.

– Cholera jasna… – powiedział. – Co to za hałasy…

Po chwili spojrzał na podłogę. Zorientował się, że ktoś podłożył dość prymitywny ładunek wybuchowy: starą baterię z komórki połączoną z małym granatem. Niedaleko niej zostawiono w koszulce do dokumentów kartkę z wiadomością, złożoną z wyciętych słów z gazet.

– Zniknij, kujonie, szkoła cię nie potrzebuje. Podpisano: prawdziwi wierni uczniowie – odczytał Jeremie. – Ale zaraz… o co w tym wszystkim chodzi? Jacy niby „prawdziwi wierni uczniowie”.

Chłopak wziął kartkę, wszedł do pokoju i schował ją do szuflady. Postanowił, że obgada sprawę z przyjaciółmi w ciągu dnia. Położył się na łóżku i zaczął myśleć o tym, czy ma jakiś wrogów. Tak naprawdę przychodziło mu do głowy tylko jedno nazwisko.

– A więc to tak – powiedział sam do siebie. – W nauce się nie dało, to się zaczęło wykorzystywać inne metody…ale co on mi może zrobić, przecież to jest lamus.

Jeremie próbował zasnąć, ale nie przyszło mu to z łatwością.

Następnego poranka przyjaciele dyskutowali o tym zdarzeniu w stołówce. Aelita opowiedziała o swojej nieprzyjemnej rozmowie z Hervem.

– A słyszeliście, że podobno ten idiota kupił zabawkową snajperkę? – rzucił Odd.

– Nie, naprawdę? – zdziwił się Ulrich. – Zabawkową snajperkę? Na cholerę?

– Z tego co mi powiedziała Milly, to miał niby kupić prawdziwą broń, ale nie spojrzał dobrze na stronie i kupił zabawkę.

Wszyscy się zaśmiali, choć Jeremie z nieco mniejszym entuzjazmem.

– Domyślam się, po co mu prawdziwy pistolet. On chce mi zrobić krzywdę. Wyeliminować mnie, żeby zostać najlepszym uczniem w klasie. Nie może poradzić sobie normalnie, więc musi metodami, powiedziałbym, niekonwencjonalnymi.

– Czy to znaczy… – powiedziała nieco zaniepokojona Aelita. – … że on chce cię zabić?

– Nie jestem do końca pewien, może tylko uszkodzić tak, bym trafił do szpitala. Problem w tym, że teraz, jako legionista, teoretycznie jest w prawie. Może być tak jak z Monicą Calliente. Wiecie, jakaś prowokacja przez niego zaplanowana, oberwałbym, trafił do szpitala, w wersji ekstremalnej bym zginął…

– Jeremie! – przerwała różowowłosa. – Nawet tak nie mów!

– A on by uznał, że to wypadek.

– Spokojnie – wtrącił się Odd. – Skoro Herve jest tak głupi, że nie rozróżni zabawki od prawdziwego karabinu, to także inne jego czyny się nie udadzą.

– Tak w ogóle to chyba nie jest nowość, że on chce wygryźć Jeremiego – dodał Ulrich. – Pamiętacie zawody robotów? Ciebie, Aelita, jeszcze nie było na świecie, bo siedziałaś w wieży, ale wtedy Herve postanowił rozwalić Kiwiego 2 poprzez śrubkę, która wylatywała z Żelaznej Sissi.

– Jaki ten robot był okropny… – rzuciła Yumi.

Jeremie wracał do swojego pokoju. Nagle natknął się na Herve’a.

– Dokumenty! – zażądał.

– Jakie dokumenty, jak w stołówce byłem przecież. Odbiło ci od tej władzy?

– Nie obchodzi mnie to. Każdy uczeń musi mieć przy sobie legitymację. Dokumenty.

– Wymyślasz, człowieku… legitymację mam w pokoju. Chcesz sobie zobaczyć, to poczekaj, zaraz ci przyniosę i pod nos podetknę, żebyś sobie paski w hologramie policzył.

– Uważaj, Belpois, bo zaraz pałą zarobisz i przestaniesz być taki mądry.

– Co, będziesz mnie straszył? Myślisz, że nie wiem, kto bombę podłożył pod drzwiami?

– Jaką bombę? O czym ty pieprzysz?

W tym momencie przechodziła Aelita, która zobaczyła, że Herve przymierza się do Jeremiego z pałką.

– Zostaw go, ty gestapowcu! – krzyknęła.

– Ej, nie pozwalaj sobie! – odpowiedział legionista. – Tobie też mam wlepić karę za obrazę legionisty?

– Wiesz co? Chyba ci ta cała legia pomieszała we łbie. Chodź, Jeremie, nie będziemy się zadawać z tym prymitywem.

Aelita chodziła po pokoju Jeremiego, nadal nie mogła się opanować po tym co widziała. Przypomniała też sobie wcześniejsze zdarzenia: wczorajszą pyskówkę i nocne podłożenie bomby.

– Tu nie ma żadnych przypadków – powiedziała. – On naprawdę chce ci zrobić krzywdę.

– A najgorsze jest to – odpowiedział Jeremie – że jak go byśmy nawet zgłosili do kogoś, to dopóki by kogoś nie zabił, będzie chroniony. Tak jest ten regulamin ustawiony, że jako legionista ma on sporą dupokrytkę.

– Nie możemy tego tak zostawić. On musi dostać nauczkę. A ciebie należy chronić.

– Tylko kto miałby to robić…?

– Ja.

Dziewczyna podeszła do okularnika.

– Ja będę cię chronić. Będę twoją strażniczką. Jestem ci to winna.

Jeremie się zarumienił.

– Ale… wiesz, że nie musisz. Nie jesteś mi nic winna.

– Jeremie, ja się nigdy nie odwdzięczę w pełni za to, że dzięki tobie tu jestem, ale tak przynajmniej spróbuję. Będę cię chronić cały czas. Obiecuję ci to.

Różowowłosa ujęła dłońmi policzki swojego chłopaka i pocałowała go powoli. Jeremie czuł, że Aelita jest trochę zestresowana, dlatego ją objął, tak, aby się nieco uspokoiła.

– Spokojnie, Aelita. Herve to jednak pod pewnymi względami mniejsze wyzwanie niż megaczołg czy jakiś inny powtór Xany. Nie musisz się aż tak denerwować.

– Wiem, ale… po prostu się o ciebie martwię. Nie chcę, żeby coś złego ci się stało. Dlatego od teraz będę cię strzec.

Rozdział 54

Jeremie był bardzo zaskoczony propozycją swojej dziewczyny. Miał co prawda świadomość, że może kiedyś, w jakiejś odległej przyszłości, może się to wydarzyć, o ile Aelita nie spotka kogoś, kto byłby od niego lepszy. Ale nie spodziewał się, że różowowłosa będzie o tym mówić jeszcze przed zakończeniem nauki w Kadic. Ba, formalnie to nawet prawnie byłoby ciężkie, bo tylko on oraz reszta paczki, może poza Williamem, wiedzą, że Aelita powinna mieć teraz już 25 lat. A dokładniej miałaby, gdyby nie cała historia z Lyoko, KGB, Projektem Kartagina, superkomputerem i porwaniem matki.

– Wiesz, Aelita… rzadko mi się to zdarza, ale nie wiem, co ci powiedzieć…

– Aż tak cię zaskoczyłam?

– Tak, w końcu nie zawsze słyszy się takie propozycje w tak młodym wieku.

Dziewczyna zaczęła się śmiać.

– Jeremie, myślałeś, że chciałabym już to teraz zrobić? Przecież oboje wiemy, że teraz nikt nam by ślubu nie udzielił, nawet przed sądem. Chociaż gdyby to było możliwe, to… no, wiesz… jesteś tak wyjątkowym chłopakiem, że zrobiłabym to bez wahania.

– A gdybyś znalazła kogoś innego?

– Niby kogo? Drugiego chłopaka, który by tyle dla mnie zrobił, co ty, już nigdy nie znajdę. Nie potrzebuję go nawet szukać. A poślubić możemy się nawet bez urzędników.

Okularnik był teraz jeszcze bardziej zdziwiony.

– Bez urzędników? Co masz na myśli…?

– Wiesz, tak naprawdę to to jest tylko kwestia papierka, a i tak to my sami możemy zrobić, w takim sensie… jakby ci to powiedzieć… symbolicznym i bezpośrednim.

– Symbolicznym i bezpośrednim?

– Tak, w końcu przecież nie zamierzam cię porzucać, niezależnie od tego, czy ten taki oficjalny ślub zrobimy po maturze, czy po studiach.

– To już tak daleko wyskakujesz w przyszłość? Z jednej strony jakiś to sens ma, ale z drugiej… co jeśli wybuchnie wojna? Widzisz, co Putin robi, wysyła drony już na Polskę. A to od Francji już niedaleko.

– Spokojnie, Jeremie, może za jakiś czas tego dyktatora szlag trafi. A z tym naszym symbolicznym ślubem to wiesz jak zrobimy? Może jak się strajk skończy, albo choćby sytuacja w szkole nieco uspokoi. Mam zresztą pewien plan.

– Jaki? – zainteresował się chłopak.

– To jak na razie niech zostanie moją słodką tajemnicą…

Aelita przybliżyła się do Jeremiego i zaczęła długo i czule całować. Chłopak nie miał wyjścia, zresztą nawet nie myślał o tym, żeby jakoś tego uniknąć i objął swoją dziewczynę.

W świetlicy trwały prace nad postulatami. Uczestnicy strajku postarali się i zasypali Yumi mnóstwem kartek z pomysłami. Teraz Japonka siedziała przed stołem i zastanawiała się, jak to wszystko ogarnąć. Na szczęście miała już plan, o którym powiadomiła Ulricha, Odda i Williama. Jeremie i Aelita mieli przyjść później, gdy nadejdzie ich czas na to, by podyżurować w centrum strajku.

– Podzielimy to sobie na kilka części – powiedziała Yumi. – Na jednej kartce zapiszemy te postulaty, które bezsprzecznie muszą wejść do naszego pakietu. Na drugiej będziemy zapisywać to, co chcemy jeszcze przedyskutować ze wszystkimi strajkującymi. A na trzeciej będą totalne głupoty i nierealne pomysły, których nikt nigdy nie wprowadzi.

– Ale tak w sumie to po co te nierealne selekcjonować? – spytał William.

– Żebyśmy wiedzieli, co odrzucamy, poza tym i tak to wszystko skserujemy i kopie damy wszystkim. Jak transparentność, to transparentność.

Odd wziął pierwszą z brzegu kartkę.

– Tu chyba będzie sensowny pomysł. „Darmowe kanapki dla każdego ucznia, do wyboru z szynką lub serem.”

– A ty jak zwykle o jedzeniu – odrzekł ze śmiechem Ulrich.

– Ale że co, niedobry postulat?

– Dobry, pewnie że dobry – powiedział William. – Tyle że my i tak mamy trzy posiłki dziennie, to po co nam jeszcze kanapki.

– OK, to ja to ewentualnie wpiszę do drugiej sekcji, może ktoś jeszcze będzie zainteresowany – rzuciła Yumi. – Ale tutaj to mam coś, co musimy bezwzględnie zapisać. „Likwidacja obowiązku noszenia mundurków. Koniec istnienia Ligi Szkolnej”.

– Myślisz, że dyrekcja na to pójdzie? Przecież to jest ich oczko w głowie.

– Musimy spróbować. A jeśli to znajdzie się na tej oficjalnej, przegłosowanej przez wszystkich strajkujących liście, to będzie mieć to większą siłę rażenia, niż gdyby postulowała to tylko jedna czy dwie osoby.

– Słuchajcie – przerwał William. – Bo ja tu znalazłem taki oto tekst „Wprowadzić automaty ze snusami”. Co to są te snusy? To jakaś marka prezerwatyw?

– Ja wiem, babcia mi mówiła – odpowiedział Niemiec. – Jak ostatnio dzwoniła do mnie, to powiedziała, że w jej kraju niestety wybrali sobie tego drugiego, co kandydował na prezydenta, a choćby w dyplomacji cała jego wiedza ograniczała się do tego, z którymi klubami Lechia Gdańsk ma zgodę, a z którymi kosę. No i on jest od fajek uzależniony, ale że nie może palić przed kamerami, to zażywa snusy, takie małe cholerstwa wkładane do wargi. Podobno uzależnia to nawet bardziej niż inne tytoniowe draństwo.

– Nie no, z tym to na trzecią listę – kategorycznie zapowiedziała Yumi. – Nie możemy promować używek. Gdyby to faktycznie były gumki to owszem, ale nie takie świństwa.

– Ale zaraz… – zdziwił się William. – Prezerwatywy w szkole, gdzie chodzą już 11-12 latkowie?

– No, wiesz, lepiej zapobiegać niż żeby potem były problemy, w końcu zaczynają już coraz młodsi. Dobra, co my tam mamy dalej… „Wprowadzenie radiowęzła dla uczniów, prawo do oceny nauczycieli, większe uprawnienia dla samorządu uczniowskiego”, no, ciekawie to wygląda…

Praca nad postulatami trwała jeszcze kilka godzin, ale wreszcie udało się przygotować w miarę spójne dokumenty, które przekazano Jeremiemu, by przepisał je w komputerze i przesłał Milly i Tamiyi. Dziewczyny z gazetki nadal miały dostęp do szkolnego sprzętu i mogły wydrukować pakiety dla każdego ze strajkujących, tak aby dyskusja, która miała odbyć się następnego dnia, przebiegła sprawnie.

Dyrektor Delmas siedział w swoim gabinecie. Wiedział, że sytuacja nie jest za ciekawa. Spora część uczniów nie poszła na lekcje w ostatnich dniach i nawet wolne dni, które właśnie nadeszły, nie skłoniły ich do tego, by zakończyć strajk. Co prawda wiedział od swojej córki, że jest także niemała rzesza tych, którzy popierają reformy, głównie dlatego, że wreszcie na nich korzystają i ich pozycja w społeczności szkolnej się zmieniła na lepsze, jednak nie są oni w stanie przekonać reszty do tego, by jednak poszli z wiatrem odnowy.

Nagle zadzwonił telefon.

– Tak, słucham.

– No cześć, Jean-Pierre, tu Gerald – okazało się, że to kolega, dyrektor ze szkoły w Tutuzie, znał Delmasa jeszcze ze studiów. – Wiem, że masz urwanie głowy i dlatego nie dzwoniłeś, dlatego się kontaktuję.

– To bardzo miło z twojej strony. Co u ciebie słychać?

– Wiesz, prywatnie dobrze, wybrali mnie na kolejną kadencję, dostałem podwyżkę od rady miasta, bo przecież to oni nam to ustalają, ale jest coś, co mnie niepokoi. I to się wiąże z Kadic.

– Z Kadic? – zdziwił się dyrektor.

– Będę szczery. Powiedz mi, co się tam u ciebie teraz odpierdala? Co to za jakiś strajk, o którym w radiu mówią? I kim jest ta Ishiyama, która się wypowiadała godzinę temu w RMF?

„Ishiyama w RMF? No to się porobiło…”. Delmas nie miał włączonego radia, nie wiedział więc, że do przywódczyni strajku zadzwonił redaktor Terlikowski z prośbą o krótką wypowiedź, którą emitowano już w kilku wydaniach Faktów.

– Skoro ty jesteś szczery, to i ja będę. Trafiła nam się taka dość niepokorna uczennica, o dziwno wcześniej nie było z nią problemów. Ale może to jakieś hormony, dojrzewanie czy inne problemy i nagle zachciała się bawić w Wałęsę w spódniczce. Żeby było dziwniej, ona jest z Japonii, więc wydawać by się mogło, że powinna mieć pewną pokorę wbudowaną w geny.

Po tym jak dyrektor opowiedział ze szczegółami, co się stało i dlaczego jest teraz strajk, Gerald odpowiedział:

– To teraz wszystko rozumiem. Tylko jest jeszcze jeden problem – to się rozleje. Już u siebie na korytarzach słyszę, jak niektórzy mówią, i to wydawałoby się dobrzy uczniowie, że przydałoby się coś takiego także tutaj zrobić, bo im się te mundurki nie podobają. Trzeba to ukrócić.

– Ja już nawet wiem jak. Powiedziałem, że jestem chętny na negocjacje.

– Negocjacje??? – z pretensją w głosie odparł rozmówca Delmasa. – Chcesz z nimi negocjować? Przecież to jak rozmowy z terrorystami! Oni ci szkołę paraliżują, a ty jeszcze im rękę chcesz podać?

– Spokojnie. Kto powiedział, że zgodzę się na wszystkie ich warunki? Na żaden nie przystanę. Albo jak już, to na jakieś pierdoły typu postawienie szóstego automatu z napojami czy wycieczka do kina. A jak będą dalej podskakiwać, to wyślę na nich legionistów. Oni akurat wiedzą, gdzie jest dobro szkoły, a nie relatywizm oraz fałszywy liberalizm. Strajkujący będą sami sobie winni, jak oberwą.

– I bardzo dobrze. W końcu to nie my mamy się płaszczyć przed uczniami. To oni powinni być nam posłuszni. W razie czego informuj o sytuacji, może postaram się pomóc.

– Dzięki, Gerald.

Dyrektor odłożył słuchawkę. Tak naprawdę plan z wysłaniem legionistów na strajkujących był wymyślony jeszcze przed negocjacjami i gdyby nie sprawa Calliente, która już doszła do siebie i mogła wrócić do szkoły, to pacyfikacja nastąpiłaby pierwszego dnia. Delmas uznał jednak, że najpierw zagra dobrego policjanta. Był jednocześnie trochę zaniepokojony tym, iż radio już rozmawiało z Ishiyamą. Włączył odbiornik, akurat trafił na kolejne Fakty:

– … jak powiedziała reporterowi RMF przywódczyni strajku, 16-letnia Yumi Ishiyama, teraz tworzona jest lista postulatów, która będzie zaprezentowana dyrekcji. „Chcemy załatwić to poważnie, bo jesteśmy poważnymi, dojrzałymi ludźmi i tak chcemy być traktowani. Oczekujemy podobnie racjonalnego podejścia ze strony dyrektora, bo wiemy, że tylko dialogiem, a nie pałką, możemy rozwiązać nasze problemy”. Data negocjacji nie jest jeszcze znana. A teraz przechodzimy do informacji z zagranicy…

Dyrektor wyłączył radio i nacisnął guzik od interkomu łączącego go z sekretariatem:

– Niech pani wyśle, proszę, maila do wszystkich nauczycieli, o takiej treści „Jutro o 9:00 nadzwyczajne zebranie pomimo dnia wolnego, obecność obowiązkowa”.

Potem wstał i zaczął mówić sam do siebie:

– Muszę być twardy. Nie mogę ulec uczniom. Tylko ciekawe, co za postulaty zaproponują. Może jakieś drobnostki się spełni, ale reformy nie da się już cofnąć. Reforma musi trwać. Nawet jeśli będzie wymagać ofiar. Jestem na to gotowy. Muszę tylko pilnować, żeby to nie była ofiara ze mnie.

Autor: Jeremie_96

Rozdział 53

Strajk jak dotąd przebiegał dość spokojnie. Pomógł w tym fakt, że drugiego dnia nie odbywały się żadne lekcje, bo wymyślono odgórnie kolejne święto. Dzięki temu nie było problemów z nieobecnościami. Do świetlicy przyszedł Chardin, łącznik między protestującymi a dyrekcją. Yumi uznała zaś, że ten wolny dzień będzie dobry do tego, aby móc zacząć sprawdzać, czy dałoby się może coś wynegocjować. Postanowiła, że Jeremie będzie jej w tym towarzyszył.

– Pozwoli pan, panie profesorze, że będziemy zapisywać co istotniejsze punkty? – zapytała.

– Nie ma problemu, to może nam nawet sporo ułatwić – odpowiedział nauczyciel.

Jeremie wyciągnął laptopa i włączył edytor tekstu.

– Więc tak, z czym pan do nas przychodzi?

– Generalnie sprawa wygląda następująco – zaczął Chardin. – Dyrekcja chce nieco poluzować pewne zapisy regulaminu. Nie mówimy tu o całkowitej rezygnacji z reformy, to jest raczej niemożliwe, ale wiem, że najpewniej legii szkolnej będą odebrane środki przymusu bezpośredniego.

– Czy to nie powinno się stać już po sprawie z pobiciem Calliente?

– Moim zdaniem, ale mówię to prywatnie, to ta legia jest w ogóle niepotrzebna – przyznał nauczyciel. – Ale prawda jest taka, że sam dyrektor się na to uparł, gdyż jego zdaniem coś takiego jest konieczne do funkcjonowania szkoły. A przy okazji można przypodobać się ministerstwu edukacji. Zawsze to nieco inaczej wygląda, jak przychodzi do przyznawania dotacji.

– Jeśli już jesteśmy przy Calliente – rzucił okularnik – to czy winni będą ukarani?

– Cóż… – Chardin poczuł się nieco zakłopotany. – To jest trudniejsza sprawa.

– Dlaczego niby trudniejsza? – zdziwiła się Yumi. – Jest nagranie, widać że doszło do tego pobicia, nawet da się rozpoznać tych, którzy to zrobili. W tym przypadku wchodzi w grę nawet sprawa sądowa.

– Pan Delmas raczej nie chciałby rozgłosu.

– To w jaki sposób to załatwić? Przecież jeśli sprawcy nie będą ukarani, to takich pobić będziemy mieć więcej. A przecież nie o to chodzi. Na pewno powinno się ich zawiesić i wywalić z tej całej legii.

– Przekażę sugestię do dyrekcji. Poza tym mam pewną propozycję…może zróbmy jak w Polsce w sierpniu 1980 roku? Jak na razie znamy wasze wstępne postulaty, ale warto byłoby przygotować bardziej szczegółowy ich spis. Dwa dni by wam wystarczyły? Zbierzecie do kupy wszystko i to ułożycie. Potem zaczniemy dyskutować o tych konkretach.

– Ale jawnie? – dopytała Japonka.

– Całkowicie jawnie – zapewnił nauczyciel. – Sam uważam, że powinno to być transmitowane, choćby po to, by pokazać we Francji, że uczniowie też mają prawo współdecydować. Ze swojej strony mogę dodać, że jestem za tym, aby przywrócić samorządowi niektóre uprawnienia. Wiecie, to wam powiem w zaufaniu, moim zdaniem wy jako uczniowie powinniście mieć więcej do powiedzenia. W końcu to was jest w szkole najwięcej.

Rozmowy zakończyły się tym, że Yumi ogłosiła wszystkim strajkującym, iż zaczyna się zbieranie postulatów. Uczniowie chętnie wzięli się do myślenia.

Chardin przekazywał relację z rozmów z komitetem strajkowym, pamiętając o tym, aby jednak nie mówić Delmasowi o tym, że się zwierzył ze swojego prywatnego zdania. Nie mógł pokazać, że w głębi duszy sympatyzuje z ekipą Japonki i najchętniej sam zostałby ich doradcą. Gdy przedstawił plan z postulatami, zauważył, że mina dyrektora stała się posępna. Delmas zacisnął pięści i próbując się nie denerwować, powiedział:

– Postulaty…? Czy to nie jest o jeden krok za daleko?

– Wie pan, panie dyrektorze – z lekkim zawahaniem odrzekł Chardin. – My nie musimy spełnić wszystkich postulatów. Możemy tylko część, taką, która byłaby najłatwiejsza. A tak to przynajmniej zobaczymy, co ta młodzież myśli.

– A co ma myśleć? To my tu jesteśmy od tego, żeby jej powiedzieć, jak należy postępować, czym się kierować i co powinno się myśleć. Oni są za młodzi na to, żeby rządzić.

– Nie uważa pan, że to jednak pewna przesada?

– Absolutnie. Naszą rolą jest ukształtować to pokolenie, żeby dobrze służyło Francji. A jeśli już w tak młodym wieku zaczynają od strajku, to co będzie potem? Roszczeniowość totalna! Ech, jak to niedobrze, że nie można tego załatwić prosto…

– Czyli jak?

– Zwyczajnie, nasłać policję z pałami, od razu by się nauczyli moresu. Nie to, żebym był za karami cielesnymi, ale odrobina dyscypliny nikomu jeszcze nie zaszkodziła. A tak w ogóle, to jakie są nastroje? Coś pan zauważył?

Chardin poprawił się na krześle.

– Generalnie uczniowie są raczej zdeterminowani do tego, by kontynuować protest. Nie widać oznak zniecierpliwienia czy zniechęcenia. Spora w tym zasługa Yumi Ishiyamy, czuć, że wie, czego chce.

– To będzie trudny przeciwnik – przyznał dyrektor.

– Nie patrzyłbym na to w ten sposób. W końcu wszystkim nam zależy na dobru szkoły, nawet jeśli niektórzy nieco inaczej je pojmują.

– Zobaczymy, jakie te postulaty będą, ale nie robiłbym sobie nadziei na to, by okazały się racjonalne. W razie czego zawsze jeszcze mamy w zanadrzu nieco bardziej radykalne rozwiązania.

Tak się złożyło, że nikt z paczki nie miał tego wieczoru i nocy dyżuru w świetlicy. Dzięki temu Odd mógł pójść do pokoju, by poleniuchować, a Ulrich wpadł do pokoju Jeremiego, by mu opowiedzieć o tym, co babcia przekazała przez telefon.

– Rozumiesz to? Facet bił się z kibolami w lesie, i to takimi co to kodeks karny znają dobrze, bo go łamią. Potem mówi, że to szlachetna rywalizacja. Do tego wychodzi na jaw, że jako ochroniarz w hotelu miał kontakty z prostytutkami. A już numer z zapieprzeniem starszemu człowiekowi mieszkania to perfidia totalna. I ktoś taki startuje na prezydenta!

– To nie mogą mu tego zabronić? – spytał Jeremie. – Przecież choćby u nas są przepisy zakazujące skazanym pełnienia funkcji publicznych.

– Słowo klucz: skazanym. Ten gościu formalnie jest czysty jak łza. Ani słowa w aktach o nim nie znajdziesz po nazwisku. Cała nadzieja w tym, że tym razem naród okaże się nieco rozsądniejszy i nie powtórzy się to, co pięć albo dziesięć lat temu…

– A jak babcia się z tym trzyma?

– Całkiem nieźle, mówi że skoro przeżyła komunistów, to to też przetrwa, ale oczywiście nie chce, żeby jej krajem rządził gangus i suterner, nawet jeśli teraz cały dzień przekonuje, że jest patriotą z kochającą rodziną i nie chce, aby w Polsce panowała jakaś ideologia LPG czy coś takiego.

– Jaka ideologia? – zdziwił się okularnik.

– Babcia mi kiedyś tłumaczyła, że się tak mówi na homoseksualistów, bo według niektórych samo pojawienie się na ulicy geja czy lesbijki powoduje, że wszyscy w promieniu dziesięciu kilometrów zmieniają orientację i zaczynają nawet bawić się częściami niesfornymi na ulicy. Bzdury totalne, ale jakaś część w to wierzy.

– Dobrze, że my tutaj nie mamy takich problemów – odpowiedział Jeremie.

Po kolejnych kilku minutach Ulrich pożegnał się z przyjacielem, gdyż musiał iść do świetlicy, by odprowadzić Yumi specjalnym wyjściem. Podczas protestu stał się jej osobistym ochroniarzem i przybocznym. Okularnik został sam, jednak chwilę potem otrzymał smsa od Aelity.

Przyjdziesz? Chciałabym coś Ci powiedzieć… 😉

Chłopak poszedł na piętro dziewczyn.

Ulrich wyszedł wraz z Yumi z terenu szkoły.

– I jak sądzisz, coś z tego wyjdzie?

Dziewczyna była lekko zafrasowana.

– Wiesz, gdy rozmawiałam z Chardinem, to miałam wrażenie, jakby nieco grał na dwa fronty.

– W sumie taka jego rola jako łącznika.

– Tak, ale chwilami trochę jakby sam nie wiedział, czy bardziej powinien wspierać nas, czy dyrekcję. Zaproponował, żebyśmy sformułowali postulaty, czyli jakby dawał trochę nadzieję na to, że ten strajk da nam coś więcej niż tylko rozgłos w mediach. Ale nadal nie wiemy, jak zachowa się Delmas.

– Dopóki nie zaprezentujemy mu wszystkich naszych żądań, nie dowiemy się tego. Jak na razie jest tylko przekonany o tym, że robimy całą akcję, bo nam się nie podobają mundurki, a ci kretyni z legii szkolnej panoszą się jak jacyś strażnicy Teksasu.

– Jak kto? – zapytała Yumi. – Dlaczego Teksasu?

– Babcia mi opowiadała, że czasem na jednym kanale leci taki amerykański serial, „Strażnik Teksasu”, z Chuckiem Norrisem. Podobno całkiem dobra zapchajdziura. To taki ni to policjant, ni to śledczy, ale zawsze działa honorowo i pomaga ludziom. Generalnie typowe amerykańskie baju baju, ale zagrane lepiej niż te szmiry tworzone w Polsce. No, i się przyjęło, że się czasem mówi „rządzisz się jak strażnik Teksasu”.

– Ok, ale właśnie… myślisz, że jak ja się nie zgodzę, znaczy: jak my się nie zgodzimy na jakieś skrajne warunki dyrektora, to on wyśle na nas tych pożal się Boże żandarmów z pałkami?

– Wydaje mi się, że Delmas by tyle już nie ryzykował, szczególnie jeśli media się zaczęły sprawą interesować. Obrazki z bitwy świetnie wyglądają w dzienniku telewizyjnym, ale w kronice szkoły byłaby to raczej czarna karta. Poza tym ja bym ich załatwił, ty zresztą też, w końcu znamy sztuki walki.

Chłopak odprowadził swoją dziewczynę pod bramę podwórka, jednak przez dłuższą chwilę nie rozstawał się z nią, gdyż chciał ją jeszcze przytulić. Yumi chętnie się na to zgodziła.

Gdy Jeremie wszedł do pokoju Aelity, ta stała przy biurku. Ucieszyła się na widok chłopaka, który podszedł i pocałował ją w dłoń. Po chwili różowowłosa powiedziała:

– Jesteś naprawdę uroczy, Jeremie.

Okularnik się zaczerwienił.

– Więc… – odrzekł nieco zakłopotany. – Co chciałaś mi powiedzieć? Coś się stało?

– Właściwie to… chciałam cię zobaczyć i zrobić to, co od pewnego czasu robię codziennie, żeby ci podziękować za wszystko.

Dziewczyna pocałowała delikatnie Jeremiego w usta.

– To bardzo miłe, ale… chciałaś mi chyba jeszcze coś zakomunikować?

– Tak. Wiesz… myślałam o nas ostatnio i przekonałam się do jednego.

– Tak?

– Jeremie… ja.. chciałabym cię poślubić.

Rozdział 52

Nadszedł wieczór. Ulrich odprowadził Yumi do domu. Trochę to potrwało, zanim się rozstali. Gdy Niemiec wracał do Kadic, poczuł wibracje w kieszeni spodni. Dzwonił telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Okazało się, że dzwonił ojciec.

„No ładnie – pomyślał. – Pewnie będzie kazanie, bo się na pewno dowiedział z radia, że jest strajk”.

– Tak, słucham – odebrał.

– Cześć, Ulrich – odezwał się ojciec. – Mam sprawę, mówili w radiu o strajku w Kadic, bodajże twoja przyjaciółka Yumi bierze w tym udział.

– No, tak…

– A ty? Angażujesz się w to?

– Cóż… wiesz, tato, pomagam Yumi, w końcu to moja przyjaciółka…

– I bardzo dobrze – entuzjastycznie odezwał się ojciec. – Zawsze uważałem, że każde pokolenie powinno mieć taki swój moment buntu i zaangażowania.

– Czyli nie jesteś na mnie zły? – zdziwił się Ulrich.

– Ja? Ależ skąd! Widziałem, co tam się stało. To już gruba przesada. Wiem, że zżyłeś się z Kadic i z ludźmi stamtąd, więc nawet nie myśleliśmy o tym, by cię stamtąd zabierać, ale pewne zmiany, jakie tam zaszły, niezbyt mi się podobają. Ech… aż mi się przypomina, jak jesienią ‘89 wychodziliśmy z kumplami w Berlinie na demonstracje.

– Chodziłeś na demonstracje?

– Tak, byłem wtedy w podobnym wieku co ty. Muszę ci to kiedyś na spokojnie opowiedzieć. No, to trzymaj się tam i pozdrów swoją bandę ode mnie.

Ulrich przez dłuższą chwilę stał na chodniku. Był bardzo zaskoczony przebiegiem tej rozmowy. Nigdy nie spodziewał się, że jego ojciec okaże się tak tolerancyjny. Zawsze przecież był bardzo surowy.

Gdy tylko Herve otrzymał powiadomienie, że przesyłka jest już w paczkomacie, wyszedł poza teren szkoły i wybrał się do maszyny. Żeby nie wzbudzać podejrzeń i nie zostawiać po sobie zbyt oczywistych śladów, zdecydował się na urządzenie stojące około 4 kilometrów od Kadic, mimo tego, że tuż przy bramie do szkoły InPost postawił, i to ledwo 3 tygodnie temu, nową maszynę. Dotarcie nie sprawiło problemów, podobnie odbiór, choć okularnik nieco się zdziwił, gdy odkrył, że paczka nie jest aż tak ciężka, jak mogłoby się wydawać. Dotychczas Herve miał do czynienia tylko ze starą bronią ćwiczebną, która pozostała jeszcze z czasów, gdy Rosja nazywała się Związkiem Radzieckim, a Francja miała z nimi dość sporo umów, także tych dotyczących sprzętu.

„Może ta nowoczesna broń jest stworzona z mikrowłókien plastikowych i dlatego jest lżejsza?” – pomyślał.

Ukrył paczkę w plecaku i wrócił do internatu. Starannie zamknął za sobą drzwi pokoju, pamiętając o tym, by dokładnie przekręcić za sobą zamek. Nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś już teraz odkrył nielegalną broń i zepsuł cały plan. Paczkę dało się rozpakować bez większego wysiłku. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się w porządku. Wątpliwości wzbudziły jednak dwie rzeczy. Do paczki nie dołączono amunicji, a tylko plastikowe kulki oraz magazynek na wodę. Natomiast tam, gdzie powinno się ładować broń, nie było wlotu.

– Kurna, co jest? – zdziwił się Herve.

Sięgnął po instrukcję obsługi. Była ona napisana w 30 językach i chwilę to potrwało, zanim znalazł taki, w którym mógł coś zrozumieć. Gdy jednak w końcu mu się to udało, każde czytane przez niego zdanie wzbudzało coraz większą irytację i to nie tylko z powodu dość lichej składni użytej przy tłumaczeniu z mandaryńskiego.

– „Pistolet maszynowa broń wojsko super zabawka dla dzieci zestaw mały soldier”? Kurwa mać! Czy oni mi sprzedali jakieś gówno dla bachorów?

Potwierdzeniem był znak wydrukowany na końcu instrukcji, którym zazwyczaj oznaczano wyroby dla młodszych.

– Ja pierdolę! To dlatego było to takie tanie! Jebani Chińczycy!

Uruchomił komputer i dość nerwowo wystukał na klawiaturze nazwę sklepu, w którym to kupiono. Chciał sprawdzić, czy może jeszcze zwrócić produkt. Okazało się jednak, że jest to niemożliwe, jeśli otwarto opakowanie. Herve’owi wydawało się to bezsensowne, gdyż nie da się sprawdzić zakupionego sprzętu, jeśli nie otworzyło się opakowania.

– No, to 120 euro poszło w cholerę…

Autor: Jeremie_96

Rozdział 51

Informacja podana w radiu dotarła także do strajkujących, choć tu chodziło bardziej o świadomość tego, że media już wiedzą o tym, co się dzieje. Większość była zadowolona z takiego obrotu sprawy, choć niektórzy jednak obawiali się, że zbytni rozgłos może nie przynieść niczego dobrego. Takim osobom tłumaczono, że właśnie dzięki zainteresowaniu mediów protest może odbywać się bezpiecznie, bez groźby siłowej interwencji ze strony legionistów lojalnych wobec Delmasa. Przynajmniej na oczach kamer.

Mijało popołudnie. Lekcji już nie było. Protestujący pozostawali w świetlicy, choć część z nich wychodziła na obiad i przynosiła posiłki także pozostałym. Na boisku szkolnym trwał równolegle trening musztry legionistów oraz mażoretek. Odgłosy komend wygłaszanych przez Sissi oraz Herve’a, który tym razem prowadził ćwiczenia, było słychać także w środku, z racji otwartych okien.

– Ten megafon działa? – spytał Odd.

– Tak, ale… co chcesz zrobić? – odpowiedział Ulrich.

– Zobaczysz,

Chłopak wziął sprzęt, włączył i po cichu powiedział kilka cyfry dla testu. Megafon się załączył i odliczanie było słychać po drugiej stronie pomieszczenia, co oznaczało, że wszystko działa. Zadowolony Odd podszedł do okna, ustawił głośnik tak, by wystawał na zewnątrz. Następnie zbliżył się do niego i dość głośno powiedział:

– Chuj wam, kurwa, frajerzy, w dupę!

Na sali zapanowało poruszenie, a następnie wybuch śmiechu. Z kolei na boisku ten niespodziewany komunikat wywołał popłoch. Sissi nie utrzymała swojej pałeczki i spadła ona na ziemię, a kilku legionistów z wrażenia przestało maszerować.

– Co to za głupie dowcipy? – oburzyła się córka dyrektora. – Nie dość, że zamiast się uczyć, to pajacujecie z jakąś bezsensowną okupacją, to jeszcze wykrzykujecie wulgaryzmy.

– O cholera jasna – odpowiedział Włoch. – Nagle ci się przypomniało o nauce, jak zaczęłaś cyrkować w tym mundurku niczym ze sklepu mięsnego?

– Ja przynajmniej się uczę, a nie ściągam, nie to co ty. Poza tym mógłbyś dać przykład i zapisać się do legii chociażby.

– Nie żartuj, ja do tych pajaców?

– Kogo nazywasz pajacami? – wnerwił się Herve, dotąd tylko przysłuchujący się całej rozmowie. – Jeden tylko rozkaz wystarczy, a rozpędzimy was w try miga, tak więc uważajcie, co mówicie.

– Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz – rzuciła Yumi, która przejęła mikrofon od Odda. – Jeszcze nam za ten strajk podziękujecie.

– No proszę, to jeszcze panna Ishiyama się odzywa – rzekła Sissi. – Jeszcze cię nie deportowali do Japonii, mimo że nie pasujesz do naszej szkoły, bo nawet nie umiesz się ubrać jak uczennica, tylko jak łachmanka wyglądasz? Żal mi cię. Mogłaś zdechnąć na tego raka. Byłoby lżej.

– Żebyś zaraz ty, kurwo jebana, nie zdechła, jak stąd wyjdę i ci nakopię do dupy – wkurzyła się Yumi.

Ulrich próbował ją odciągnąć od mikrofonu, ale Japonka się zapędziła i rzuciła do niego:

– Raus! Sama sobie z nią poradzę. W swoim czasie.

– Nie musisz się tak wkurzać, przecież powiedziałam samą prawdę – kontynuowała młoda Delmasówna. – Nie wiem, co byś musiała ubrać, żeby w końcu dorównać mi w stylu.

Niemiec w końcu przejął mikrofon:

– Yumi nawet bez ubrań wygląda lepiej niż ty choćby w najdroższej kiecce, więc daj spokój.

– Oj, Ulrich, Ulrich… a mógłbyś się opamiętać i w końcu ją rzucić. Marnujesz się z tą wroną.

– Rzucić to ja mogę, ale puszką, żebyś przestała pieprzyć. Mieliście ćwiczyć, to ćwiczcie.

Sissi, lekko urażona, postanowiła kontynuować trening w sali gimnastycznej. Z kolei legioniści poszli do lasu.

Cztery godziny później Herve przeglądał internet. Od dłuższego czasu nie dawała mu spokoju kwestia Jeremiego Belpois. Zawsze był z nim porównywany, na korzyść blondyna. Szukał już różnych sposobów, aby go pokonać, ale nic mu nie wychodziło. Zawsze był tym drugim. Jednak teraz wreszcie znalazł plan, jak unieszkodliwić swojego rywala i wreszcie stać się prymusem całego Kadic. Przynajmniej na jakiś czas. A może i na stałe…

– OK, sklep militaria, wiatrówka, tak, przesyłka do paczkomatu… bardzo dobrze, że Polacy z tym weszli do nas. W końcu temu narodowi coś się udało – mówił sam do siebie. – Przynajmniej nikt nie będzie się dziwił, dlaczego uczeń kupuje sobie broń. A nawet jakby ktoś się zastanawiał, to zawsze mogę powiedzieć, że chcę jako legionista poćwiczyć strzelanie. Dobra, zapłata internetowym przelewem… i zrobione. No, to teraz się szykuj, Belpois. Twój czas się skończy, i to prędzej niż myślisz.

Rozdział 50

– I co teraz zrobimy? – zapytała Aelita. – Przecież jak Jim mnie dorwie na piętrze chłopaków, to wtedy zarobię co najmniej tydzień kary.

– Coś wymyślimy – odpowiedział spokojnie Jeremie. – A może tak udawałabyś, że lunatykujesz?

– Myślisz, że Jim by na to się nabrał?

– Jeśli byś to dobrze zrobiła… tylko musisz wtedy chodzić z rękoma wyciągniętymi przed siebie. Jak on cię zauważy, to powiesz, że masz od pewnego czasu takie fazy lunatykowania z powodu nauki. Powinien to łyknąć.

– Jest pewien problem. Co, jeśli on zauważy mój strój?

– I na to mam rozwiązanie.

Jeremie wyjął z szafy niebieską cienką kurtkę.

– Tym zakryjesz ramiona.

Chłopak pomógł Aelicie założyć ubranie, po czym lekko uchylił drzwi, by zorientować się, że Jima nie ma na jego piętrze.

– Dobra, droga wolna, możesz iść, tylko pamiętaj o lunatykowaniu.

– Jak wrócę do pokoju, dam znać smsem – Aelita pocałowała okularnika w policzek i wyszła, by zaraz za progiem zacząć lunatykować. Lekko sobie pomogła, nie zamykając oczu podczas wędrówki przez schody, by się nie przewrócić. Gdy dotarła na żeńskie piętro, ponownie udawała lunatykowanie. Nie doszła daleko, gdy usłyszała.

– Panno Stones! A gdzie to się szlajasz po nocach? Teraz jest czas spania!

To był Jim. Aelita wczuła się w rolę i zareagowała tak, jakby się dopiero co wybudziła.

– Co…co się dzieje… gdzie ja jestem?

– Na pewno nie tam, gdzie powinnaś być, czyli w łóżku. Co tu robisz?

– Czyli się znowu zaczęło…

– Co się zaczęło? Możesz jaśniej mówić?

– Moje lunatykowanie.

– Lunatykowanie? – zdziwił się Jim. – Ale przecież tego nie robiłaś?

– Robiłam, kilka lat temu, ale możliwe, że nie zauważyłeś. A teraz mi to wróciło. Może przez stresy szkolne? Tak czasem mam, że nagle wychodzę z pokoju i chodzę po internacie. Ale spokojnie, nie wchodziłam na piętro chłopców.

– A da się to jakoś wyleczyć?

– Trudno powiedzieć. Na pewno dziś już nie będę lunatykować, skoro mnie obudziłeś.

Jim był nieco zafrasowany.

– To może… odprowadzę cię do pokoju?

– Skoro chcesz…

– Za to mi płacą. Jestem odpowiedzialny za wasze bezpieczeństwo.

Gdy wuefista trafił pod drzwi od pokoju Aelity, powiedział:

– Swoją drogą to ja też kiedyś lunatykowałem, jak byłem w twoim wieku.

– Serio? Nigdy o tym nie wspominałeś. Jak to wyglądało?

– Wiesz… wolałbym o tym nie mówić. Jest już późno, połóż się. Spokojnych snów.

Różowowłosa przebrała się w koszulę nocną i odłożyła kurtkę, tak aby móc ją oddać Jeremiemu ranem. Następnie wzięła i komórkę i napisała do niego wiadomość:

Kapitan Schaeffer melduje swojemu wybawcy: misja zakończona pełnym sukcesem.

Po chwili nadeszła odpowiedź:

Przyjąłem, mój Aniele ;*

Suzanne Hertz jak co dzień zmierzała do klasy. Miała ze sobą dziennik i notatki, choć te ostatnie w sumie nie były jej zbytnio potrzebne, gdyż praktycznie wszystko, co powinna przekazać podczas lekcji, doskonale pamiętała.

Gdy weszła do klasy, była nieco zaskoczona tym, że zamiast tradycyjnego gwaru uczniów słyszała tylko nieliczne szepty.

– Dzień dobry, drodzy uczniowie…

Nauczycielka zdziwiła się, gdyż zamiast pełnej sali widziała może ośmioro uczniów, w większości należących do legii, o czym świadczyły ich mundurki.

– A gdzie się podziała reszta uczniów? Nie skończyli jeszcze śniadania? Przecież już trzy minuty po dzwonku.

– My nie wiemy – odpowiedzieli uczniowie chórem.

– W stołówce też nie było nas zbyt wielu – dodał chłopak z legii siedzący w trzecim rzędzie.

– Nie sądzę, żeby się nagle wszyscy rozchorowali. Ale zaraz… – Hertz spojrzała przez okno wychodzące na jedno z wejść do świetlicy. Zauważyła, że co chwila drzwi do niej otwierają się i zamykają, a do środka wchodzą kolejni uczniowie. – Co tam się dzieje? Słuchajcie, otwórzcie podręcznik na stronie 146 i zacznijcie czytać, ja zaraz wrócę.

Gdy wyszła z klasy, okazało się, że to samo zrobiło kilku innych nauczycieli. Wszyscy zmierzali w kierunku świetlicy.

W tym samym czasie protestujący pod wodzą Yumi zaczęli się lokować w środku pokoju rekreacyjnego. Ustawiano śpiwory, ustalano plan dyżurów oraz posiłków, zaś Japonka zastanawiała się, jak wymykać się z tego pomieszczenia na wieczór i noc do domu, a potem wracać przed pierwszym dzwonkiem. Nawet jeśli przez najbliższe dni miało nie być żadnych dzwonków.

– Widziałem, że jest okno w tym schowku na różne miotły i inne rupiecie, całkiem spore – powiedział Ulrich. – Ono wychodzi na park, więc wystarczy przez nie wyjść i potem poprzez alejki wyjść poza teren szkoły. A rano wrócić tą samą drogą.

– Tylko wtedy ktoś musiałby pilnować, żeby to okno było otwarte o odpowiednich porach.

– O to nie musisz się martwić. Ba, ja nawet mogę cię odprowadzać do domu, jeśli chcesz. Będę twoim bodyguardem – dodał Ulrich.

– To bardzo miłe z twojej strony – odpowiedziała Yumi.

Wszystko było już przygotowane, kilku uczniów właśnie wywieszało przez okno transparent z napisem „Strajk”. Wtedy właśnie otworzyły się drzwi.

– Co to za zgromadzenie? – powiedziała Hertz. – Dlaczego nie jesteście na lekcjach? Co to ma znaczyć? I gdzie macie mundurki?

Kilkunastu uczniów zgromadzonych w sali zaczęło buczeć. Yumi wyszła na środek i uciszając towarzystwo ręką, powiedziała:

– Otóż pani profesor, to jest strajk. Postanowiliśmy zareagować na to, co się dzieje w tej szkole i wyrazić swój sprzeciw.

– Jaki znowu strajk, panno Ishiyama, o czym ty mówisz?

– Okupacyjny. Do skutku. Dopóki nie będzie cofnięta ta szkodliwa reforma, a sprawcy pobicia Monici Calliente nie zostaną ukarani.

– Przecież nie było żadnego pobicia. To kłamstwa – oburzyła się nauczycielka chemii.

– Nie widziała pani reportażu w telewizji? – odezwał się jeden z uczniów skrytych w głębi sali. – Sama Monica powiedziała, co się stało, a wy nic z tym nie robicie. Zaś legioniści zachowują się coraz bardziej bezczelnie, plują na nas i kopią. Czekać tylko, aż kolejna draka się stanie.

– Ale przecież legia została powołana dla waszego bezpieczeństwa… – odezwała się nieśmiało matematyczka, która przyszła za Hertz do świetlicy.

– Bezpieczeństwa? Dobre sobie – odparła Ishiyama. – Takie to bezpieczeństwo, że Monica ma traumę i PTSD.

– Dosyć tego – przerwała dyskusję Suzanne Hertz. – Natychmiast wracajcie do klas, albo…

– Albo co? Wyśle pani na nas legionistów? Pobiją nas, czy będą do nas strzelać?

– Oni nie mają broni!

– Pani profesor… – zgłosił się kolejny uczeń, tym razem siedzący przy stole. – Tak się składa, że byłem przez pierwsze tygodnie w legii i odszedłem po sprawie Calliente. Widziałem to i owo, i tak się składa, że planowano już zaopatrzenie w broń, jak na razie ćwiczebną.

– Co ty opowiadasz? Na pewno ci się coś przywidziało – Hertz nie dawała za wygraną. – Jeśli w takim razie nie chcecie zakończyć tego infantylnego cyrku, to porozmawia z wami dyrektor, ale wtedy nie będzie przebacz.

– Infantylnego? – zdziwiła się Japonka. – Co niby infantylnego jest w tym, że chcemy bronić swoich praw i doprowadzić choćby do zalążków demokracji.

– Szkoła nie jest instytucją demokratyczną, moja droga. A oprócz praw macie też obowiązki. Uczestnictwo w lekcjach jest jednym z nich. Zaś ten strajk jest nielegalny.

Hertz odwróciła się do drzwi i poszła w kierunku gabinetu dyrektora. Za nią podążyli prawie wszyscy nauczyciele, którzy obserwowali dyskusję, ale nie chcieli w niej uczestniczyć. Tylko Gustave Chardin lekko się zawahał i pomyślał:

„ Przynajmniej moje lekcje wiedzy o społeczeństwie nie poszły na marne”.

Nauczyciel zorientował się, że żaden z jego kolegów i koleżanek nie jest już w zasięgu wzroku. Wszedł jeszcze raz do świetlicy, wyciagnął prawą rękę, pokazując na palcach znak „V” i powiedział:

– Jestem z wami i będę was wspierać. Precz z tyranią

Protestujący przyjęli te słowa oklaskami.

– To jest niewyobrażalne – powiedział dyrektor, gdy dowiedział się od nauczycieli, co się stało. – Przecież my im zapewniamy najlepsze warunki do nauki, odpoczynku i rozwoju. A im co, strajków się zachciewa? Co to ma być, kurwa ich mać, rewolucja październikowa?

– Ale może oni faktycznie mają jakieś sensowne postulaty? – zapytał Chardin.

– Postulaty? – odparła Hertz – Słyszeliśmy, czego oni chcą. Powrotu do starych porządków, czyli rzeczy absolutnie niemożliwej. Moim zdaniem powinniśmy ten nielegalny protest zdusić najszybciej, jak tylko się da. Może nawet siłowo.

– Siłowo? – zainteresował się Jim Morales. – Mam wydać legionistom jakieś rozkazy, pacyfikację? Sam kiedyś to robiłem podczas demonstracji ulicznych…

– Zaraz, zaraz – powstrzymał zapędy dyrektor. – Wszystko fajnie, tylko teraz nie możemy jeszcze tego zrobić. Nie wtedy, gdy nadal mamy aferę z Calliente, bo jak się okazuje, nie wszyscy uczniowie są lojalni wobec szkoły. Pomyślmy… Gustave, a może byś był naszym łącznikiem?

– Ja? Bardzo chętnie, ale co miałbym robić?

– Pogadałbyś z nimi, wiem że masz z niektórymi z protestujących, między innymi z Ishiyamą, dobry kontakt. Ale pamiętaj, to musi tak się odbyć, żeby ta cała szopka zakończyła się jeszcze dzisiaj. Nie potrzebujemy większego bajzlu. Mam nadzieję, że jeszcze się media nie dowiedziały o tym.

– Obawiam się, panie dyrektorze, że już jest za późno pod tym względem – wtrącił Jim.

Z głośnika włączonego radia płynęły słowa:

– Tu RMF, podajemy wiadomość z ostatniej chwili. Jak przez kilkoma minutami przekazał nam nasz paryski korespondent, w zespole szkół Kadic rozpoczął się strajk okupacyjny uczniów. Ich postulaty to cofnięcie reformy oraz zlikwidowanie legii szkolnej. Przypomnijmy, że to dwaj członkowie tej organizacji są odpowiedzialni za brutalne pobicie 15-letniej dziewczyny. Więcej o tym bezprecedensowym strajku w Faktach za trzydzieści minut.

Delmas schował głowę w dłoniach i rzekł:

– Nie no… jeszcze tylko tego nam brakowało…

Rozdział 49

Dochodziła północ. W radiu od kilku godzin trwała dyskusja na temat zajść w szkole Kadic. Czekano na konferencję ministra edukacji. Miała ona co prawda dotyczyć kolejnego programu skierowanego do uczniów, który zakładał zmniejszenie spożycia energetyków, ale podczas pytań od dziennikarzy spodziewano się, że ktoś jednak poruszy bardziej interesujący opinię publiczną temat.

– Właśnie dostałem sygnał, że minister będzie odpowiadać na pytania, tak więc przenosimy się na konferencję – powiedział prowadzący debatę.

Po chwili było słychać polityka, mówiącego o tym, że zakup laptopów dla uczniów to wydatek, który zaplanowano już w przyszłorocznym budżecie, więc nie ma obawy, że ktoś nie dostanie sprzętu.

– Chciałbym zapytać, co pan uważa o pobiciu uczennicy przez uczniowskie służby porządkowe w szkole Kadic w Paryżu?

– W tej sprawie nie uważam nic – odpowiedział minister.

Jeremie, Odd i Ulrich, słuchający audycji, zdziwili się taką reakcją.

– Porąbało go? – rzekł Odd. – Jak on może nie uważać nic w sprawie, która wiąże się z jego rządami?

– Gra głupiego – odpowiedział Ulrich. – Może ma świadomość, że gdyby zaczął się dokładniej wypowiadać, to mógłby nawet stracić stanowisko. To przecież dzięki jego planom można było w ogóle powołać legię.

– Jak na razie nie ma mowy o tym, aby wyleciał – stwierdził Jeremie. – Koalicja rządząca ma wciąż stabilną większość, więc nawet wniosek o wotum nieufności niczego by nie dał poza kolejnymi kilkoma godzinami widowiska z wynikiem jasnym od samego początku. Ale jest możliwe, że zaufanie do ministerstwa edukacji spadnie, szczególnie jeśli protest pójdzie tak, jak powinien.

– A jak to ma wyglądać? – spytał Włoch.

– Z tego co mówiła Yumi, to mamy wziąć śpiwory, jakieś przekąski i zamknąć się w świetlicy tak długo, aż nie spełni się naszych postulatów – wskazał Niemiec.

– Co natomiast z lekcjami? – dorzucił okularnik. – Nieobecności może być sporo.

– I właśnie tu jest cały myk. Jeśli to będzie masowy protest, to nawet nie będzie sensu prowadzenia lekcji i sprawdzania obecności. A wtedy dyrekcja będzie musiała z nami rozmawiać.

– A jeśli nie będzie? Wyślą gestapowców z legii na nas, żeby nas pałami zlali?

– Tego raczej nie będą ryzykowali. Nie po tym, jak zdarzenie z Monicą wyszło na jaw.

Chłopcy dyskutowali jeszcze przez kilka minut, po czym Odd i Ulrich postanowili pójść do siebie, by się nieco przespać.

– Tylko po cichu, żeby się Jim nie zorientował – ostrzegł Niemiec.

Jeremie zaczął się śmiać.

– To jest jednak dość grotestkowe. Rano szykujemy chyba najbardziej niezwyczajną akcję w historii tej szkoły, a teraz musicie się kryć przed otyłym nauczycielem wuefu z brakami w koordynacji oraz myśleniu.

– Bo dziś to Jim może nam coś zrobić, ale jutro już nas nie ruszy.

Minął jeszcze kwadrans, po czym Jeremie usłyszał pukanie do drzwi. Domyślal się, kto to, ale był nieco zaskoczony, gdy zobaczył Aelitę. Jeszcze nigdy nie widział jej w sukience, tym bardziej takiej, która była na tyle długa, by zakrywać prawie całe nogi, a jednocześnie odkrywać ramiona. Cała kreacja była w mocno czerwonym kolorze.

– Jak ci się podobam? – spytała dziewczyna.

– Bardzo… – odpowiedział oszołomiony chłopak. – Ale czy my dzisiaj mamy jakąś okazję?

– Nie muszę mieć okazji, żeby móc wyglądać wyjątkowo dla mojego wybawiciela – Aelita podeszła do Jeremiego i pocałowała go w policzek. Potem oboje się objęli i przytulili, a następnie całowali. Okazało się, że tej nocy Aelita jednak nie chce spać na swoim piętrze.

– Nie boisz się Jima? – spytał okularnik, gdy oboje już leżeli.

– A co mi zrobi? Poza tym on nigdy nie robi inspekcji. Zawsze o tym zapomina, bo zasypia przed telewizorem.

W tym samym czasie Morales wziął klucze od pokojów dziewczyn i rozpoczął obchód.

– Wreszcie się za to zabrałem. Kamery w nocy nic nie dają, szczególnie że jest ciemno. Ale u dziewczyn zazwyczaj nie ma problemów.

Doszedł do pokoju, w którym spała Aelita Stones.

– Panna Stones – mówił do siebie po cichu. – Raczej powinna spać, bo ostatnio nie mam z nią żadnych problem…

Zaniemówił, widząc puste łózko. Spojrzał na zegarek. Było 20 minut po pierwszej.

– PANNO STONES!!!

Rozdział 48

Choć Delmas był w oświacie już od paru dekad, a zaczynał, gdy Francją rządził jeszcze Mitterrand, to nigdy wcześniej nie czuł się tak zestresowany, idąc do pracy. Udało mu się to jakoś ukryć, gdy rano spotkał się z nauczycielami i zalecił, by mówić uczniom, jeśli któryś z nich będzie na tyle odważny, by się zapytać o materiał z telewizji, że żadnego pobicia nie było, a media często manipulują tylko po to, by zdobyć widownię. Jednak ciśnienie ponownie mu skoczyło, gdy siedząc w swoim gabinecie, usłyszał z interkomu komunikat od sekretarki:

– Panie dyrektorze, ktoś z telewizji do pana, bardzo chciałby porozmawiać.

– Niech wejdzie – powiedział dyrektor, choć był dość zdziwiony. Po chwili pomyślał jednak, że pewne wysłali do niego Pana Telewizję. Znał go od kilku lat, więc możliwe, że dałoby się to załagodzić, namawiając żądnego przygód reportera do tego, aby odpuścił sobie zajmowanie się jakimś niewyraźnym nagraniem i nakręcił jakiś bardziej przyjemny reportaż. Gdy jednak otworzył się drzwi, był już mocno zaskoczony. Zamiast znanego dziennikarza pojawił się w nich dość wysoki brunet z brodą.

– Tomasz Sekielski, redakcja dziennika pierwszego kanału – przedstawił się. – Domyśla się pan pewnie, dlaczego przyjechaliśmy.

– Tak, niech pan usiądzie… – Delmas próbował ukryć swoje zaskoczenie. – Ale zanim zaczniemy, choć myślę, że to będzie szybka sprawa, gdyż nie było to żadne pobicie, a tylko nieszczęśliwy wypadek, mam pytanie. Gdzie się podział ten poprzedni redaktor, który określał siebie jako Pan Telewizja?

– Ten karierowicz? – odpowiedział kpiąco Sekielski. – Już od pół roku u nas nie pracuje. On nie potrafił robić prawdziwego dziennikarstwa. Jedyne, na czym się znał, to lansowanie własnej osoby. A to jest dobre, jak się pracuje w tabloidzie, a nie w poważnej redakcji, która zajmuje się najważniejszymi dla widzów sprawami.

– Najważniejszymi, powiada pan… czy w takim razie koniecznie musi pan robić materiał o tym niewyraźnym nagraniu? Jeśli chce pan coś realizować w naszej szkole, to mogę panu podrzucić całą garść tematów: nasze utalentowane mażoretki, drużynę piłkarską czy koło naukowe.

– Panie dyrektorze, nie wątpię że pańska szkoła ma się czym pochwalić, jednak tym razem nie chodzi o to, by pokazać coś, co i tak kiedyś ktoś omówi. Widzów zainteresowało to pobicie.

– Nie może pan do końca stwierdzić, że to pobicie – zaoponował dyrektor.

– Obraz jednak nie pozostawia wątpliwości.

– A czy ma pan pewność, że to jest prawdziwe nagranie? A może to jest rzecz sfabrykowana przez kogoś złośliwego?

– Czyli sądzi pan, że nie doszło do żadnego pobicia?

– Absolutnie. To był nieszczęśliwy wypadek. Uczennicą szybko zajęła się nasza wykwalifikowana pięlegniarka.

– Rozumiem, że będzie mogła nam udzielić wywiadu.

– Oczywiście. My niczego nie chcemy ukrywać.

– A jak się czuje uczennica, czy z nią też będziemy mogli porozmawiać.

Tu dyrektor ponownie zaczął mieć wątpliwości.

– Monica czuje się już dobrze, ale nie sądzę, żeby trzeba było ją stresować niepotrzebnymi wywiadami.

– OK… – dziennikarz przez chwilę stracił rezon, ale nie na długo. – To w takim razie teraz nagramy wypowiedź do telewizji, dobrze? Może pan powiedzieć to samo, co teraz, bo chyba nie chce pan okłamywać opinii publicznej?

Temat rozmów w stołówce mógł być tylko jeden. Wszyscy uczniowie komentowali wczorajszym material. Niektórzy nie mogli uwierzyć, że coś takiego stało się w ich szkole, którą zawsze uważali za renomowaną. Inni zaś stwierdzali, że tym z legii od początku źle patrzyło z oczu.

– Ciekawe, kiedy się dyro wypowie – powiedział Odd, przełykając kolejny kęs rogalika.

– Możliwe że dzisiaj – odpowiedział Jeremie. – Widziałem wóz ekipy telewizyjnej przed szkolą, pewnie już coś nagrywali.

Aelita sprawdzała wieści w internecie.

– Jak na razie głównie komentarze poszczególnych polityków wybijają się na pierwszy plan. Nic nadzwyczajnego, opozycja twierdzi, że to zgubny efekt rządowej reformy, zaś politycy partii rządzącej albo mówią, że to jest fałszywka, albo, jeśli już dopuszczają do siebie myśl, iż do takiego pobicia doszło, podkreślają że w każdej społeczności są czarne owce, ale nie należy potępiać całości.

– Tylko co, jeśli takich czarnych owiec jest więcej? – rzekł Ulrich. – Przecież jak oni okażą się bezkarni, to dadzą sygnał innym, że tak można robić. A wtedy mamy jak w banku kolejne pobicia i to w jakimś cholernym majestacie prawa.

Po chwili ciszy Jeremie odezwał się ponownie:

– A co z Yumi? Podobno miała być zawieszona.

– Tak, ale zanim dyrektor zadzwonił do jej rodziców, by powiadomić o niecnym zachowaniu córki, sekretarka przypomniała, że teraz nawet taki wniosek musi być przedstawiony na radzie pedagogicznej. A że Delmasowi jeszcze aż tak się nie śpieszy, to Yumi jeszcze nie ma kary. Tylko nie wiadomo, jak długo to potrwa.

Choć lekcje toczyły się tak jak zazwyczaj, to wielu uczniów trudniej niż zwykle koncentrowało się na nauce. A jeszcze większe problemy nastąpiły, gdy pojawiły się w internecie pierwsze zajawki kolejnego wieczornego programu.

Nadeszła godzina 20:00. Zapowiedziano powrót do sprawy, o której mówiono poprzedniego wieczoru. Najpierw pokazano dyrektora Delmasa, jak w swoim gabinecie mówił:

– Mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że żadnego pobicia nie było. Pobicie wymyślili dziennikarze, zaś legia szkolna jest bardzo docenianą i szanowaną przez uczniów organizacją.

Po chwili redaktor w studiu zapowiedział:

– Kuratorium oświaty stwierdziło, że dopiero jutro jego rzecznik będzie mógł wystosować oświadczenie w tej sprawie. Mamy nadzieję, że uważnie ogląda nasz program. Naszemu reporterowi udało się dotrzeć i porozmawiać z uczennicą, która zdaniem dyrektora miała wypadek. Jednak Monica ma w tej kwestii zupełnie inne zdanie.

Pokazano dziewczynę odwróconą tyłem do kamery. Jej głos był nieco zmieniony komputerowo, tak aby nie nastąpiły żadne negatywne skutki ujawnienia sprawy.

– Miałam pójść do łazienki i zmyć makijaż. Odprowadzało mnie dwóch oprychów, jeden w okularach, z czarnymi włosami, drugi zaś bez okularów, nieco wyższy. W pewnym momencie złapali mnie i zaczęli bić pałkami. Mówili na mnie „ty szmato”. Byłam kompletnie przerażona. Całe szczęście była w pobliżu dziewczyna ze starszej klasy, która mi pomogła. Przyznam jednak, że słabo pamiętam, co było potem.

Dyrektor Delmas siedział osłupiały przed telewizorem. Nie mógł uwierzyć w to,co zobaczył i usłyszał. A dokładniej – wiedział, że Monica mówi prawdę. Jednak nie mógł teraz tego przyznać, gdyż wylądowałby po uszy w problemach.

„Kurwa mać! Wygadała się głupia dziewucha! Co ja teraz zrobię? Nie mogę przecież teraz odkręcać i mówić, że żartowałem! A może… tak, to będzie draństwo. Ale… może uznać, że z racji urazu głowy miała halucynacje? I to pobicie jej się przyśniło. To powinno zaskoczyć”.

Oburzenie po materiale wybuchło także w internecie. Coraz więcej komentujących domagało się ostatecznego wyjaśnienia sprawy. Na tajnej grupie, gdzie przygotowywano się do protestu, pojawiła się informacja:

Jutro. Godzina 8:00. Zaczynamy. Przynieście śpiwory.

Pingwin się doigra.

Rozdział 47

Po wyjściu z gabinetu dyrektora Yumi od razu poszła do pokoju Jeremiego. Traf chciał, że była tam już cała ekipa, dzięki czemu Japonka mogła zdać relację z tego, co zaszło.

– I co teraz? – zapytała Aelita.

– Wdrażamy drugi krok – odpowiedziała. – Wyślemy nagranie do telewizji, z anonimowego maila, tak by nikt nie odkrył, jaki to numer IP. A potem zrobi się dym, bo jak to ujrzy światło dzienne, to Delmas nie będzie mógł zaprzeczyć.

– A jeśli jednak zaprzeczy? Wiesz przecież, że od pewnego czasu ma wręcz pierdolca na punkcie wizerunku szkoły.

– Wtedy zaczniemy strajk, którego Francja jeszcze nie widziała.

Z mailem poradzono dość szybko. Po kilku minutach od wysłania nadeszła odpowiedź. Wynikało z niej, że materiał zostanie wyemitowany jeszcze dziś wieczorem.

– Noo, to się porobiło… – rzekł Odd.

Ulrich postanowił spędzić trochę czasu z Yumi, dlatego postanowił pójść z nią na spacer. Temperatura na zewnątrz nieco spadła, tak więc Japonka mogła znów założyć płaszcz, ale postanowiła go nie rozpinać. Oboje trzymali się za ręce.

– Jak myślisz? – zapytał chłopak. – Czy ta wrzutka do telewizji coś da?

– Powinna. Jeśli media nagłośnią sprawę, to dyrektor raczej nie powinien już udawać, że niczego nie wie i że pozwala na takie bezprawie.

– A co, jak to się skończy niczym u Jaworowicz?

– U kogo? – spytała dziewczyna. – Nie znam jej.

– Babcia mi kiedyś opowiadała, że w Polsce jest taka reporterka, Jaworowicz. Ona się zajmuje od wielu lat tego typu sprawami. Przez długi czas było bardzo skuteczna, jednak od niedawna jej program, „Sprawa dla reportera”, zmienił się w jarmark. Jedni krzyczą na drugich, ktoś płacze, inny się wścieka, na koniec jakiś facet śpiewa z playbacku, a problem jak był, tak pozostał. Tylko widowisko zrobiono, a korzyści praktycznie żadnej.

– Myślę, że jednak w tym przypadku będzie to wyglądać nieco inaczej. Zresztą przekonamy się po 20:00, bo wiele będzie zależało także od tego, w jaki sposób to pokażą. Może już nawet dadzą radę uzyskać komentarz kuratorium?

Ulrich posiedział jeszcze kilka minut z Yumi, aż nadszedł czas, by ją odprowadzić pod dom. Jednak dość długo nie mógł, albo raczej nie chciał się rozstać z dziewczyną. Przytulali się i całowali, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi na to, że z okna swojego pokoju podgląda ich po wścibsku Hiroki.

Temat nagrania ze szkoły Kadic pojawił się w głównym dzienniku jednej z czołowych stacji, do której dotarł mail z plikiem. Nie była to jednak wiadomość otwierająca program, gdyż pierwsze minuty poświęcono na relacje z sytuacji powodziowej w środkowej Europie oraz kolejne doniesienia z wojny, którą Putin wywołał na Ukrainie. Ale w połowie dziennika zapowiedziano materiał określany jako wstrząsający. Pokazano znane już kilku uczniom nagranie, po czym powiedziano, że kuratorium oświaty, jak i dyrekcja szkoły, jeszcze nie zabrali głosu. Obiecano zająć się dalej tematem w miarę napływania nowych faktów.

Jeremie oglądał wiadomości, gdy nagle, bez pukania, do jego pokoju weszła Aelita. Przyzwyczaił się już, że ona zazwyczaj wchodzi od razu, jednak gdy odwrócił się i ją zobaczył, był lekko zaskoczony.

Dziewczyna ubrana była w niebieską marynarkę, zapiętą na jeden guzik oraz spódniczkę przed kolano tego samego koloru. Pewnym odstępstwem od całości były długie, czarne rękawiczki.

– Masz jakieś plany na wieczór? – spytała, stojąc zalotnie.

– Nie – odpowiedział chłopak.

– To teraz już masz.

Chwyciła go za rękę i podniosła, po czym pocałowała go w czoło.

– Pójdziesz ze mną. Chcę spędzić z tobą trochę czasu.

Jeremie był zadowolony z takiego obrotu sprawy i nawet się nie opierał.

– Otworzysz mi drzwi? – spytała różowowłosa.

Chłopak od razu doszedł i otworzył, przepuszczając ją i zerkając uważnie na jej sylwetkę. Następnie oboje poszli do jej pokoju. Tam okularnik jeszcze raz otworzył swojej ukochanej. Gdy znaleźli się już w pokoju, Aelita powiedziała:

– Wiesz… muszę ci coś wyznać. Pamiętam, że często to mnie określałeś jako anioła, ale tak naprawdę to ty nim jesteś.

– Ja? Dlaczego? – zdziwił się chłopak.

– To w końcu ty mnie wyciągnąłeś z komputera i się mną zająłeś, a potem pokochałeś. Nawet nie wiesz, jak jestem ci za to wdzięczna.

– Okazujesz mi to codziennie.

– Bo czuję, że powinnam. Dlatego chciałabym, abyś naprawdę był moim aniołem. Jeśli chcesz…

– To będzie dla mnie zaszczyt – odpowiedział Jeremie, po czym ujął dłoń dziewczyny i ją ucałował.

Aelita podeszła do łóżka, na którym leżały skrzydła. Wzięła pierwsze z nich i zaczęła je zakładać. Robiła to dokładnie i powoli, nie chcąc przegapić żadnego szczegółu. Potem to samo uczyniła z drugim skrzydłem. Gdy skończyła, uklęknęła przed swoim chłopakiem i powiedziała:

– Jeremie, mój aniele, czy mogę złożyć pocałunki na twych skrzydłach.

– Oczywiście – zgodził się chłopak.

Dziewczyna robiła to z wyczuciem, biorąc każde skrzydło w obie dłonie ukryte w rękawiczkach i całując je delikatnie, a jednocześnie długo. Potem wstała, ujęła twarz Jeremiego i zaczęła całować jego usta.

Jean-Pierre Delmas nie oglądał wieczornych wiadomości, wybrał film na innym kanale. Zdziwił się, gdy około 21:00 odebrał telefon z redakcji „Gazety Wyborowej”, i musiał wyjaśnić, że nie wie nic o żadnym nagraniu, które miała pokazać telewizja. Z tym samym pytaniem dzwoniono z Radia Zgred, portalu Kropka oraz lokalnego „Przeglądu Eiffela”. Gdy po godzinie skontaktowała się z nim Suzanne Hertz, która wyjaśniła mu sytuację, zasiadł do komputera. Wyszukał stronę, na której publikowano kolejne wydania dziennika. Zobaczył materiał i raptownie stracił czucie w nogach. Miał świadomość, że jeśli media się tym zainteresowały, to nie może dłużej udawać, że nic się nie stało. Musiał coś wykombinować. Ale nie wiedział jeszcze, co.

Autor: Jeremie_96

Rozdział 46

Zanim Yumi została doprowadzona do gabinetu dyrektora, ten już zdążył się dowiedzieć, że za chwilę będzie mieć nieoczekiwaną wizytę. Hertz nie przekazała mu jednak przez telefon zbyt wielu szczegółów. Był więc nieco zdziwiony, widząc Japonkę w stroju, który w jego odczuciu absolutnie nie licował z powagą szkoły.

– Usiądź, panno Ishiyama – powiedział, starając się zabrzmieć z jednej strony uprzejmie, ale z drugiej stanowczo.

Poprosił dziewczynę o to, aby opowiedziała, co się stało. Wersję nauczycielki już znał z racji rozmowy telefonicznej. Gdy nastolatka skończyła, przeszedł do ataku:

– Zdajesz sobie sprawę, że swoim zachowaniem naruszyłaś powagę regulaminu?

– Tym, że ubrałam to, co chcę, zamiast tego, co muszę?

– W naszej szkole obowiązują reguły dotyczące ubioru. Jakoś wszyscy to zaakceptowali, tylko tobie to się to zaczęło nie podobać.

– Nie wszyscy – Yumi pokiwała z dezaprobatą. – Są coraz głośniejsze opinie świadczące o tym, że ta tyrania nie podoba się uczniom.

– Jaka tyrania? – zdziwił się Delmas. – Przecież kto jak kto, ale ty, pochodząca z Japonii, powinnaś to rozumieć. Przecież w twoim rodzinnym kraju mundurki to tradycja, która ma przygotować młodzież do pełnienia ról w społeczeństwie i do tego, że wszędzie obowiązuje dress code.

– Niech pan dyrektor się nie podpiera tak ochoczo kwitnącą wiśnią. To przestarzałe zabobony, które i tak niedługo będą zniesione. Świat idzie do przodu. Poza tym niech mi pan wyjaśni, jak to jest – my musimy nosić te obciachowe mundurki, a pańska córka wraz z innymi dziewczynami, wybrańcami, może mieć różne ubrania? Gdzie tu równość i sprawiedliwość?

– Ale to jest sprawiedliwe, panno Ishiyama. Dziewczyny, które szczególnie angażują się w życie szkoły, mają prawo do dodatkowych przywilejów.

– Szczególne angażowanie? – zaśmiała się Japonka. – Niby w czym? W paradowaniu z kijem od szczotki?

– Zważaj na słowa, młoda damo – powiedział zirytowany Delmas. – To naprawdę wielki zaszczyt. Poza tym te dziewczyny zawsze potrafią ubierać się z klasą.

– A zwłaszcza Elisabeth – ironizowała Yumi. – Tylko zastanawiam się, która to klasa…druga, trzecia? To jest tak tandetne i obciachowe, że nawet jakbyście mi dopłacili, to bym nigdy w życiu czegoś takiego na siebie nie założyła.

– Za to teraz wyglądasz, jakbyś przyszła nie do szkoły, a do domu publicznego.

– Wypraszam sobie takie porównania! – oburzyła się Japonka.- Panu jako dyrektorowi takie słowa nie przystoją.

– A taki strój tobie przystoi? I pyskowanie starszym? Tak postępować nie będziemy, młoda damo. Teraz wrócisz natychmiast do domu i się przebierzesz.

– Nie mam w co.

– Nie kłam, przecież wy, nastolatki, macie sporo ubrań.

– I co z tego? Zmusi mnie pan do tego, żebym wyglądała tak, jak panu się w tej starej zacofanej głowie marzy? Co mi pan zrobi? Każe pobić jak Calliente?

– To są kłamstwa i kalumnie! – uniósł się dyrektor. – Monica sama spadła ze schodów. Nikt jej nie pobił.

– Tak, tak…srali muchy, będzie wiosna.

– Jak możesz się tak ordynarnie odzywać i negować moje słowa?

– Mogę, tak samo jak mogę uznać, że nie podobają mi się mundurki. Przecież jest wolność słowa.

– Ale wolność słowa nie jest dla dzieci!

– Dzieci? Pan chyba zapomniał, panie dyrektorze, że mam już 16 lat i nawet zaczęłam miesiączkować.

– I tak jeszcze nie masz praw wyborczych, więc nie możesz o wszystkim decydować.

– Kto tu mówi o decydowaniu o wszystkim? – zdziwiła się Yumi. – Przecież chodzi tylko o to, że decyzję w sprawie mundurków podjął pan bezprawnie. Żadnych konsultacji, żadnych rozmów nie było.

– Jak nie było? Przecież rozmawiałem z przedstawicielami uczniów. Nie moja wina, że część twoich kolegów nie potrafi dyskutować merytorycznie.

– I dlatego nie było nawet żadnego referendum?

– Demokracji się wam zachciewa w szkole… musisz się nauczyć, panno Ishiyama. To moja szkoła i to ja ustalam zasady.

– Takie zasady to ja pierdolę – Japonka wstała z krzesła, uznając że to koniec rozmowy.

– Tak? To w takim razie zawieszam cię w prawach ucznia na 2 tygodnie! I jeszcze jedno – nie rozpowiadaj kłamstw o Calliente. Kłamstwo to grzech.

– Ale ja mam dowody!

– Niby jakie? – dyrektor był zaskoczony postawą dziewczyny.

– Niedługo się pan przekona.