Wracałam do domu. Razem z tatą. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy. Mimo, że w głowie miałam coraz to więcej pytań, tak jednocześnie były one tak absurdalne, że nie chciałam ich zadawać. Spoglądałam to na zabandażowaną dłoń, to na drogę. Było bardzo spokojnie, a niebo zaczęło przybierać różowe barwy. Do celu było coraz bliżej. Znałam te kolorowe kamienice, fontannę z srebrnym dobermanem, a na sam koniec – lokalną kawiarnię udekorowaną sztucznymi bzami.
Odetchnęłam. Rok mnie nie było tutaj. A czas zupełnie się zatrzymał. Nadal było tutaj pięknie. Ucieszyłam się na myśl, że zostanę na jeden wieczór. Wciąż nie wiedziałam, dlaczego starszy Dunbar właśnie dziś przyjechał i mnie zabrał z Kadic. Wiedziałam, że rozmowa jest potrzebna.
Nie potrafię tego trzymać w sobie.
Nie potrafię go okłamywać.
Nie potrafię zrozumieć tych akcji.
– Siadaj. – powiedział spokojnie tata, stawiając przede mną kubek gorącej, gorzkiej czekolady. Na wierzchu pływały pianki. Objęłam zdrową dłonią napój, czując powrót do dzieciństwa. Doskonale wiedział, jak uwielbiałam ciemną, belgijską czekoladę. To zawsze była moja jedyna słabość wśród tych wszystkich słodyczy.
Usiadłam, a zaraz za mną zrobił to William. Miał spojrzenie pełne skupienia. Przełknęłam ślinę. Nigdy to nie zwiastowało niczego dobrego. Próbowałam ułożyć jakikolwiek scenariusz w głowie. Żeby tylko to spotkanie przebiegło w dobrej atmosferze. Nie chciałam wracać do Kadic.
– Po pierwsze. Co się stało… no… – spytał tata, wskazując palcem najpierw na mój nos, a potem na rękę. Upiłam łyk czekolady.
– Ktoś otworzył drzwi i mnie nimi uderzył – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– KTO?! – dopytał, wyraźnie zdenerwowany.
– Nie wiem…
– KTO TO ZROBIŁ?!
– Ale spokojnie…
Żałowałam, że wspomniałam o tym „kimś”. Wiem, że ojciec nie odpuści, dopóki się nie dowie, przez kogo wyglądam teraz jak mors. Próbował pohamować emocje, ale każde słowo, które teraz powiem, doprowadzi go do furii. Odłożyłam kubek, chcąc się wytłumaczyć.
– Ale to moja wina! To ja nie patrzyłam!
Starszy Dunbar zatrzymał się. Gestem pokazał, żebym kontynuowała.
– A te palce… poparzyłam się na… stołówce…
– Niby jak?
– Zanosiłam herbatę… i za dużo nalałam wody do kubka…
Schaeffer. Hopper.
Obserwowałam reakcję taty na marną wymówkę. Przecież nie powiem mu całej prawdy, bo już będę spalona na starcie. Zamiast miłego wieczoru to spędzę go w przychodni podczas rejestracji do szpitala psychiatrycznego.
Jestem twoim przyjacielem.
– Pamiętaj, że zawsze możesz ze mną porozmawiać. – powiedział Dunbar, po czym uśmiechnął się. Kiwnęłam głową. Na nic innego nie zdołałam się zebrać. Brakowało mi troski z jego strony. Ciągle tylko praca, praca i praca. Żeby go nie męczyć ciągłymi dojazdami, zaproponowałam przeprowadzkę do internatu. Wydawało się to rozsądne. Chociaż chciałabym już wrócić. Jeszcze kilka miesięcy i wakacje. A za kilka lat koniec szkoły…
Albo twoim wrogiem.
– Tato?
– Tak, córeczko?
– Mam takie nietypowe pytanie.
– Od tego ze sposobem pozbycia się podpalonej patelni mnie chyba nic nie zdziwi.
Uśmiechnęłam się niezręcznie. Chyba będzie mi do końca życia wypominać moje pierwsze podboje kuchenne, kiedy o mało nie puściłam domu z dymem.
– Ale obiecujesz?
William od razu spoważniał. Teraz już za późno. Muszę zadać to pytanie.
– Obiecuję.
Wzięłam głęboki wdech. Zebrałam mały kłębek poplątanych myśli. Może ta rozmowa mi pomoże? Na pewno cokolwiek mi tata wyjaśni. Znałam tego przeszłość. Wiedziałam, że popełnił błąd, będąc w moim wieku. Przez rok był nieobecny. Krążył pod dyktando groźnego wirusa, który za wszelką cenę chciał zdobyć władzę nad światem Internetu. Twierdził, że kompletnie nic nie pamięta z tego czasu.
Ale ja wiedziałam, ile go kosztował powrót do normalności. Rachunków za psychiatrę oraz psychologa nigdy nie wyrzucił. Całą dokumentację medyczną studiowałam po nocach, aby móc go zrozumieć. Dlaczego wcześniej był aż tak nadopiekuńczy, kiedy tylko poznałam pierwsze strony internetowe – zwykłe komunikatory czy źródła muzyki.
Nie rozumiałam, dlaczego mam blokady.
Nie rozumiałam, dlaczego mi nie ufał.
Nie rozumiałam, dlaczego mnie chronił.
– Czy Xana mógł przetrwać?
Nastała cisza. Pan Dunbar patrzył na mnie, szukając w głowie jakiejkolwiek odpowiedzi. Czekałam cierpliwie. Musiałam być pewna, że sobie część ostatnich wydarzeń po prostu wymyśliłam…
Chociaż wiedziałam, że tak nie było.
– Skąd ty… ale… – zaczął ojciec, ale nie dokończył. Następnie zerwał się z krzesła i chwycił mój telefon. Nie zdążyłam go zabrać przed nim.
– Co ty robisz?
– Konfiskuję.
– Ale za co?! – krzyknęłam. – Przecież mam dobre oceny!
– Za kłamstwo. Na górę odrabiać lekcje!
Grzecznie zabrałam plecak i poszłam do dawnego pokoju. Chciałam wsparcia, zamiast tego dostałam szlaban. W głowie nadal mętlik, który się dodatkowo powiększył. Nigdy nie widziałam ojca tak przerażonego.
A może to wszystko przelać na papier?
– Żartujesz? – zapytała Monica, nie wierząc w to, co jej powiedziałam.
– No właśnie nie. – odpowiedziałam. – Dlaczego się wczoraj nie odezwałam. – dodałam niepocieszona. Nie czułam się komfortowo z brakiem telefonu. Nie był on bardzo potrzebny…, ale chociaż był. Co innego z zaufaniem. Nie miałam pomysłu, jak to wszystko wyprostować. Liczyłam, że Włoszka coś wymyśli. Chociaż na nią mogłam obecnie liczyć.
– Rozumiem wiele, ale brak Internetu? To tak, jakbyś w Italii nie zjadła pizza margheritta. Albo nie zjadła tiramisu. To tak, jakbyś w la Croazia nie spróbowała frutti di mare. To jak, jakbyś w Hollywood dorata nie posiadała rosso szminki!
Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam jej homeryckie porównania. Chociaż czasem niedoszła aktorka przesadzała z dozą dramatu, jaką wprowadzała w swoich opowieściach, to miała w tym swój urok. Była kolorowym ptakiem pośród zwyczajnych uczniów. Ewidentnie uwielbiała ten stan. Że każdy na nią patrzy.
Monica poprawiła idealnie położony róż na policzkach. Następnie spojrzała na mnie. Wyciągnęła z torebki puder oraz większy pędzel. Następnie nałożyła produkt i zaczęła mi paćkać nim po policzkach.
– Co ty…
– Silenzio, bo mi popsujesz efekt.
– Ale…
Zadzwonił dzwonek. Uczniowie powoli kierowali się do sali. Dwie godziny francuskiego nikogo nie napawały optymizmem – szczególnie uczniów wychowanych w innych krajach. Idąc do środka, zauważyłam kogoś…
Znajomego.
Wszędzie rozpoznam ten uśmiech i białe włosy. Wszędzie poznam tego chłopaka, jednego z niewielu, który jest ode mnie wyższy. Mimo obecnie eleganckiego ubioru, który był inny, jak tego dnia, to nie dałam rady o nim zapomnieć.
Jestem twoim przyjacielem. Albo twoim wrogiem.
– No chodź, zaraz lekcja! – zawołała mnie Monica, ciągnąc za prawe ramię. Wypuściłam się z jej delikatnego uścisku.
– Zaraz przyjdę.
– Byle szybko, bo znowu nam miejsce zabiorą.
Nie słuchałam jej później. Podbiegłam do nieznajomego. On nawet nie ruszył dalej. Chciał, żebym go zauważyła i jak najszybciej podeszła. Uśmiechał się. O to mu chodziło.
– Cześć.
– Hej. Jak ręka? – spytał spokojnie.
– A… już lepiej… – skłamałam. Nadal mnie bolała przy prostych czynnościach. Chłopak prychnął śmiechem.
– Kiepsko ściemniasz.
Miał rację. Przez to mój ojciec postanowił mnie otoczyć parasolem ochronnym, nie ustępując na krok. Tylko dlatego, że zadałam to jedno pytanie.
Pytanie, które pozwoliłoby mi pozbierać myśli.
Pytanie, które zmieniło najważniejszą moją relację.
Pytanie, które mogło pomóc zasnąć spokojnie.
– Ładny pierścionek – skomentował, wskazując na prawą dłoń. Spojrzałam na nią odruchowo. Wiedziałam, że go mam. To jedyna błyskotka, którą posiadałam. Nigdy jej nie zostawiałam. To była część mnie. Pan Dunbar wiedział, że go noszę i bardzo mi na nim zależy.
Nie wiedział jednak, co on ostatnio zrobił.
I tak musi pozostać. Ile? Jak najdłużej.
Chwyciłam jeszcze raz chłopaka na nadgarstek. A on? Niewzruszony, że to zrobiłam. Spojrzałam ponownie to na jego bransoletkę, to na swój pierścień. Wszystko dokładnie takie same. Nie było nawet milimetra różnicy.
– Mamy bardzo dużo wspólnego – dodał bardzo spokojnie. Chciałabym mieć chociaż odrobinę takiej swobody, którą on posiada. On prowadził tą rozmowę. Chociaż to ja miałam do niego multum pytań.
– Skąd…
– To mam? – dokończył za mnie. – Dostałem w spadku.
Spadku? Jakim spadku? Dlaczego on mówi tak enigmatycznie?
– Jak masz na imię? – wypaliłam bez żadnego zastanowienia. Tylko tyle musiałam wiedzieć. Resztą się zajmę później, jak tylko odzyskam telefon. Proszę, powiedz mi. Niewiele od Ciebie oczekuję. Odczytaj to. Zrozum, że tego w tym momencie potrzebuję. Nie graj ze mną chociaż w tej kwestii.
Nieznajomy spojrzał na zegarek.
– Kurcze, spóźniony jestem. – rzekł znowu spokojnie. Doprowadzał mnie do szału. Już miał iść do klasy, jednak zaszłam mu drogę. Byliśmy kilka centymetrów od siebie. Wyczułam zapach jego perfum. On moich zapewne też.
W normalnych warunkach byłoby to niezręczne. Jednak miałam to gdzieś.
– Jak… masz… na… IMIĘ! – krzyknęłam, akcentując każde kolejne słowo. On nadal stał niewzruszony. Po kilku sekundach odsunął się, po czym wystawił rękę.
– Felix.
– Melanie.
Również wystawiłam rękę. Jasnowłosy zamiast tego wziął moją prawą dłoń i ją chciał ucałować. Im bliżej pierścionek był jego ust, zaczął delikatnie migotać na biało.
Nie – to niemożliwe.
Jestem twoim przyjacielem. Albo wrogiem.
Wyrwałam swoją rękę, po czym poprawiłam plecak i poszłam na lekcje. Na odchodne powiedział tylko jedno zdanie. Chociaż wolałam, jak już nic nie mówił.
– Do zobaczenia, Melanie!
– Kurcze, dziewczyno! – krzyknęła Monica, zachwycona po lekcjach. – Wiedziałam, że masz wrażliwą duszę, ale… o matko! Ty jesteś naprawdę zdolną pisarką! – dodała, trzymając moją klasówkę, które nauczyciel bardzo szybko sprawdził. Zaśmiałam się.
– To nie ja. To Edgar.
Włoszka zatrzymała się. Mimika ją zdradziła bardzo szybko.
No tak. Ja jej nigdy nie wspomniałam o Edgarze. Średniego wzrostu, rudowłosym chłopaku z naszej klasy. Najlepszym uczniu z naszej klasy. Nigdy nie zrobił żadnego błędu na sprawdzianie. Zawsze kończył wypracowania jako pierwszy. Herve próbował z nim rywalizować o miano najmądrzejszego ucznia w Kadic. Jednak to zawsze on był najlepszy… poza zajęciami z panem Moralesem.
– KIM DO CHOLERY JEST EDGAR?! – krzyknęła urażona Monica.
W tym momencie mnie olśniło. No tak! Edgar! On na pewno mi to wszystko wyjaśni!
– Zaraz Ci go przedstawię. Na pewno go znasz! – odpowiedziałam z entuzjazmem jeszcze większym od swojej przyjaciółki. Chwyciłam ją za rękę i pobiegłam do pokoju 217.
❝Who the hell is Edgar?
There’s a ghost in my body and he is a lyricist❞
(Teya & Salena – Who the hell is Edgar?)
Autorka: Azize