Rozdział 1

Kadic. Jedna ze szkół we Francji, ciesząca się wspaniałą renomą, wyśmienitą edukacją i kadrą nauczycielską, a pod drzwiami jej akademika stałem ja. Wybrałem tę szkołę z dwóch powodów. Po pierwsze wspierała mój program resocjalizacji, a po drugie była kilkaset kilometrów od mojego domu. Nie chciałem jeździć do rodziców a i oni mieli mnie dosyć. Powiedzieli, że opłacą szkołę i będą mi przelewać pieniądze. Nie miałem nic przeciwko temu. Do rozpoczęcia roku było jeszcze kilka tygodni, ale chciałem wynieść się z domu już teraz. Na recepcji dostałem podstawowe informacje, których miałem przestrzegać. Bycie grzecznym, słuchanie się nauczycieli i tak dalej. Zamierzałem tego przestrzegać, ale na ile mi to wyjdzie? Nie mam pojęcia. Powiedzieli mi też, że dopóki nie zacznie się szkoła to mogę swobodnie się poruszać po mieście jak i po kampusie szkoły. Pasowało mi to i zamierzałem też poszukać w pobliżu jakiejś siłowni i jakiegoś taniego fastfooda, gdzie będę chodził po treningach. Dowiedziałem się też, że mój kurator będzie dostawał moje wyniki w nauce, co mi się podobało już mniej.

W swoim życiu miałem już kilku kuratorów. Łącznie z aktualnym było ich pięcioro. Pierwszych dwoje było kobietami. Jedna z nich miała 60 lat i po dosłownie miesiącu po tym jak mnie dostała przeszła na emeryturę. Nie wspominam jej jakoś fenomenalnie, ale nie miała czasu żeby się pokazać. Druga kuratorka miała mnie przez około rok. Była świeżo po szkole i miała podejście typowo psychologiczne. Nawet się dogadywaliśmy. To ona poradziła mi żeby nie brać na siebie odpowiedzialności za czyny innych. Potem się ożeniła i poszła na urlop macierzyński i tyle ją widziałem. Kolejny kurator był mężczyzną. Jak ja tego typa nienawidziłem. Był typowym urzędasem, który tylko zbierał podpisy. Nigdy się nie pytał co u mnie, jak się czuję i tym podobne. Na moje szczęście po pół roku… dostał wylewu i już nie wrócił do pracy. Czwarty kurator był mężczyzną i szczerze? Był najlepszym kuratorem z którym współpracowałem. Tak samo jak ja nie był grzeczny za młodu. Obaj się biliśmy, tylko on zaczął karierę w MMA. Niestety kontuzja postawiła krzyżyk na jego karierze, ale został kuratorem i prowadził klub bokserski do którego uczęszczałem za jego namową. Prowadził mi treningi i pomagał jak miałem problem. Traktowałem go jak przyjaciela, a on mnie jak syna. Często u niego nocowałem. Niestety okazało się że i on ma swoją mroczną stronę. Aktualnie odsiaduje wyrok za zabójstwo swojej dziewczyny. Aktualnie moim kuratorem jest ponownie kobieta. W mojej opinii miała być sędzią, ale nie wypaliło i teraz się mści na podopiecznych. Na każdym spotkaniu wylatuje z ogromną ilością punktów z prawa, grozi mi wiezieniem za każdą złą ocenę. Jak z nią rozmawiam, temat od razu schodzi na mój poprawczak.

Babka z recepcji powiedziała jak mam dojść do pokoju, co od razu zrobiłem. Cieszyłem się że będę sam. Lubiłem to. Rzuciłem czarną torbę na łóżko i postanowiłem trochę zwiedzić miasto i poszukać tych miejsc o których wspomniałem. Wyszedłem z pokoju i pokierowałem się w stronę parku. Ręce wsadziłem do kieszeni bluzy. Zacząłem iść jedną z dróżek, szukając w kieszeniach rzeczy które zawsze mam przy sobie: zapalniczka, paczka papierosów własnej roboty i nożyk sprężynowy do samoobrony. Wyszedłem z parku i z przyzwyczajenia założyłem kaptur. Pokierowałem się alejką, gdzie było kilka sklepów. Moją uwagę zwrócił sklep z elektroniką na wystawie. Było kilka nowych telefonów. Spojrzałem na ceny, które wykraczały kilkudziesięciokrotnie ponad moje pieniądze które dostawałem. Moją uwaga jednak skupiła się na konkretnym modelu. Był to jasnoniebieski Samsung s10. Taki sam telefon ukradł mój brat. Tak. Ukradł, ale nie skazali go. Wrobił mnie. Mam mu to strasznie za złe. Szybko odgoniłem myśli i przyśpieszyłem kroku, idąc dalej. Siłownię znalazłem 100 metrów dalej, a po przeciwnej stronie była burgerownia. Wszedłem do siłowni, za ladą siedziała dziewczyna z włosami zawiązanymi w warkocz. Od razu uśmiechnęła się do mnie

– Witam w siłowni Viking. W czym mogę panu pomóc? – zapytała się mnie, a ja odpowiedziałem ściągnięciem kaptura

– W jakiej cenie macie karnety? – zapytałem, a ona zanurkowała pod ladą.

– Z trenerem czy bez?

– Bez – rzuciłem szybko. Nie potrzebowałem trenera i sam wiedziałem jak ćwiczyć.
– Pakiet Sport, Regeneracja, Siła czy łączny? – zapytała mnie tamta, a ja nie wiedziałem co powiedzieć.
– A czym to się różni? – zapytałem, a ona wskazała na ulotkę.
– Pakiet Siła to tylko siłownia, Sport daje dostęp do sali z klatką do MMA i innych przyrządów do walki, pakiet Relaks to możliwość skorzystania z naszej strefy relaksu – odpowiedziała cała w skowronkach, a ja spojrzałem na półkę za nią. Pełno było różnego typu odżywek itp. Spojrzałem również na ceny poszczególnych pakietów. Przewyższały one mój budżet. I to bardzo. Westchnąłem i oddałem dziewczynie ulotkę
– Macie ciekawe pakiety, ale muszę zrezygnować.
– Czemu? Coś się stało? – zapytała mnie, a ja pokręciłem głową
– Nie. Nic się nie stało. Po prostu…
– Nie stać cię? – zapytała, a mnie kompletnie wcięło. Pokiwałem głową
– Skąd to pani wie?

– Widać to po tobie i po ubraniach. – uśmiechnęła się lekko i poszła na zaplecze. Wróciła po chwili z shake’m proteinowym i podała mi go.
– Nie mogę. Nie stać mnie… – dziewczyna uśmiechnęła się i wsadziła mi go w rękę.
– Pij, na koszt firmy. Idę pogadać z ojcem. Jest na zapleczu – powiedziała i ponownie zniknęła, a ja napiłem się shake’a Dawno ich nie piłem. Brakowało mi tego smaku. Po chwili dziewczyna wróciła z ojcem. Był on bardzo wysoki i miał siwe włosy. Był dosyć umięśniony. Na sobie miał czarny podkoszulek i krótkie spodenki. Podszedł do mnie i podał mi rękę,
– Trenujesz? – zapytał się, a ja pokiwałem głową,
– Trenowałem przez jakiś czas MMA, ale aktualnie mam przerwę,
– Długo? – zapytał się, a ja wzruszyłem ramionami.
– Trzy miesiące? Może mniej. Nie liczę – odpowiedziałem, a po chwili przyszła recepcjonistka z jakimś plikiem kartek i długopisem.
– Uzupełnij to i podaj mojej córce. – powiedział i poklepał mnie po ramieniu, a ja wziąłem się za to. Okazało się to być formularzem członkostwa VIP. Posłusznie i szybko wypełniłem to swoimi danymi. Częściowo prawdziwymi, a częściowo nie. Oddałem jej kartki a ona oddała je ojcu i wróciła ze srebrną kartą.
– Witam w grupie VIP, Alex. Wszystkie pakiety za darmo. Tak jak pierwszy shake dnia. – puściła mi oko i mimowolnie się uśmiechnąłem. Wziąłem pakiet mieszany, siła i sport. Dostałem kluczyk do szafki i poszedłem ściągnąć bluzę zanim zacznę ćwiczyć. W szatni siedziało dwóch nasterydowanych byczków, którym nie chciałem wchodzić w drogę. Miałbym z nimi szansę, ale w walce jeden na jeden. Wątpiłem żeby chcieli mnie na solo brać. Po tej myśli ulotniłem się szybko z pomieszczenia. Na sali było parę osób w różnym wieku. Głównie osoby koło 40 z lekkimi brzuszkami. W sumie była 13 i większość ludzi była o tej porze albo na wakacjach, albo w pracy.

Postanowiłem zacząć od rozgrzewki na bieżni. Ustawiłem kąt nachylenia 5 stopni i lekki trucht. Obok mnie spokojnym spacerkiem na bieżni szedł jakiś dziadek, ale gdy tylko mnie zobaczył to dosłownie uciekł. Nie wiem czemu. Jestem aż taki straszny? Żeby odpędzić te myśli skupiłem się na bieganiu. Co 1,5k m zwiększałem szybkość biegu. Wiedziałem, że nie powinienem, ale to mi pomagało skupić się na treningu. Nie planowałem iść dziś trenować na worku. Dlatego też postawiłem na trening siłowy. Zacząłem od przysiadów ze sztangą, z obciążeniem 40 kg. Jeden typ stwierdził, że nie podniosę, więc założyłem się z nim o 50 euro za każde powtórzenie. Jego mina była bezcenna gdy robiłem 5 przysiad. Zrobiłbym więcej, ale nie chciałem go naciągać, a chciałem żeby mi starczyło na obiad w fastfoodzie. Poćwiczyłem jeszcze chwilę na różnych sprzętach i postanowiłem skończyć. Poszedłem do szatni, zabrałem bluzę. Nie chciałem jej zakładać, bo było mi dość ciepło. Wyszedłem z siłowni i pokierowałem się do burgerowni. Nie było w niej dużo ludzi co mi się podobało. Zamówiłem podwójnego cheeseburgera, dużą colę i 2 porcje frytek za które zapłaciłem 50 euro i usiadłem przy stoliku na tyłach. Nie chciałem rzucać się nikomu w oczy. Po około 30 minutach przyszło zamówienie i zacząłem jeść. Nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłem burgera z frytkami. Kiedy go zjadłem, zacząłem obserwować ludzi, którzy pojawiali się i znikali. Restauracja zaczęła powoli się zapełniać, więc postanowiłem zjeść szybciej te frytki żeby zmyć się jak najszybciej. Wtedy jednak pojawiła się… kelnerka
– Brownie z lodami waniliowymi i podwójne espresso było zamawiane na ten stolik – stwierdziła, a ja zamrugałem mocno zaskoczony

– Ja chciałem tylko burgera z frytkami i colę – rzuciłem do niej, a ta spojrzała na mnie

– Wiem, ale twoja dziewczyna kazała to tu postawić – rzuciła kelnerka obojętnie. Zacząłem szukać kasy w bluzie i wyciągnąłem 10 euro.

– Masz tu napiwek i zabieraj to stąd. – poprosiłem grzecznie i w tym momencie przyszła moja „dziewczyna”. Była to blondynka z dość długimi włosami. Jej oczy były błękitne. Miała czapkę z daszkiem założoną do tyłu i biały top, odsłaniający brzuch. Miała też kolczyk w pępku, krótkie spodenki jeansowe i rajstopy w siatkę. Usiadła na krześle obok mnie i kelnerka poszła. Na szczęście nie wzięła kasy więc skrzętnie zabrałem banknot do kieszeni. Dziewczyna zaczęła jeść swój deser i spojrzała na mnie,

– Nieźle go zrobiłeś – rzuciła, przestając jeść. Skrzyżowała ręce za głową i się przeciągnęła

– Kogo? – zapytałem mimowolnie. Nie szukałem znajomych i chciałem jej to zakomunikować w jak najbardziej przystępny i delikatny sposób kiedy stąd wyjdziemy.

– Tego typa z siłowni. Zanim przyszedłeś puszył się ile to on nie podniesie – powiedziała z wyraźnym zadowoleniem w głosie

– I co z tego? – wzruszyłem ramionami i zjadłem kolejne frytki.

– Jesteś strasznie skromny jak na kogoś z taką kartoteką. – zakrztusiłem się frytkami. Skąd ona wiedziała o mojej kartotece? Przecież widziała mnie pierwszy raz. Zobaczyłem jak wróciła do jedzenia deseru.

– Skąd ty o tym do cholery wiesz, co? – zniżyłem lekko głos i spojrzałem w dół. Zacząłem też uspokajać swój oddech. Nie chciałem się denerwować i robić jej krzywdy. Nie tutaj,

– Alex Whiz, skazany za pobicie, kilka włamań, kradzież sklepową i inne przewinienia. Łącznie dostałeś 4 lata w zakładzie poprawczym, ale twoi prawnicy wywalczyli dozór kuratora i zakaz zbliżania się do ofiar pobić. – rzuciła ponownie. Skąd ona to wiedziała? Musiałem to wiedzieć.

– Skąd to wiesz? – ponowiłem pytanie, tym razem lekko ostrzej

– Po tym jak wyszedłeś to poszperałam tu i ówdzie. Z siłowni zdobyłam twoje zdjęcie…

– Jak? – zapytałem lekko sfrustrowany tym wszystkim. Nie wiedziałam jak ona to zdobyła i to mnie wkurzało.

– Jestem czarodziejką – zaśmiała się dosyć głośno, a ja uznałem to za zakończoną rozmowę. Dokończyłem frytki i poszedłem do wyjścia. Po wyjściu założyłem bluzę, a na nią kaptur. Zacząłem się kierować w stronę akademika. Chciałem zapomnieć o dzisiejszym spotkaniu i o swojej rodzinie. Chciałem położyć się spać i nie budzić się w nocy przez koszmary. Niestety, usłyszałem jak dziewczyna która ze mną rozmawiała krzyczy za mną. Westchnąłem i przystanąłem. Nie odwracałem się w jej stronę
– Czego jeszcze chcesz? Masz 5 minut. – rzuciłem obojętnie. Chciałem żeby się streszczała.

– Przepraszam cię – zaczęła, kiedy mnie dogoniła.

– Nie masz za co. Masz jeszcze 4,5 minuty. – wyjaśniłem, a ona przewróciła oczami.

– Widać, że nie masz znajomych.

– Aż tak widać?

– Aż za bardzo to widać – westchnęła i spojrzała na mnie.

– To czego chcesz? – zapytałem, a ona rozejrzała się po okolicy.

– Przejdziemy się po parku? Będziemy mieli też okazję dłuższej rozmowy. – zaczęła i spojrzała na mnie. Wzruszyłem ramionami.

– W sumie mogę. Nie mam nic lepszego do roboty. Poszła w stronę parku, a ja poszedłem za nią. Szliśmy obok siebie przez dłuższą chwilę w ciszy.

– Jak znalazłam informacje na twój temat, pisało że będziesz uczęszczać do Kadic – zaczęła, a ja prychnąłem śmiechem.

– Tak chcieli moi starzy. Ja się nie stawiałem. Czemu pytasz? – przystanęła na chwilę, więc zrobiłem to samo.

– Też będę w Kadic. Razem z tobą w klasie.

– Skąd to wiesz? Nie ma jeszcze przydziałów pokazanych. – zapytałem z lekkim wkurzeniem. Skąd ona to wszystko znała i wiedziała?

– Taka rola moja wiedzieć. Zresztą, nieważne. Ważniejsza jest inna rzecz.

– Niby jaka? – zapytałem i ruszyliśmy dalej. Postanowiła usiąść na ławce więc zrobiłem to i ja. Spojrzała w niebo.

– W starszej klasie rok od nas jest chłopak. – zaczęła tajemniczo

– I co? Po co mi to mówisz?

– Nie lubimy się. A on już kiedyś… mi groził. Potrzebuję ochrony – jej ton głosu zrobił się… poważny.

– Groził? Jak ci groził? – zobaczyłem jak sięga po telefon i zaczyna coś w nim szukać. Ja zacząłem szukać w kieszeni fajek i zapaliłem papierosa. Dziewczyna podsunęła mi telefon. Było na nim zdjęcie kota z rozprutym brzuchem. Pod spodem był napis: „teraz twoja kolej”.

– Co to kurwa jest… – powiedziałem lekko zaskoczony, a ona przesunęła ekran. Kolejne zdjęcie było w podobnym stylu co poprzednie z podobnym podpisem. Ona przesuwała dalej i widziałem kolejne tego typu zdjęcia.

– Dobra, dobra. Wierzę ci. Ten gość to pojeb. Wiesz jak się nazywa? – zapytał. Zacząłem się o nią martwić. Dodatkowo włączył mi się tak zwany instynkt jaszczura. Wpoił mi go przedostatni kurator. Dzięki niemu wiedziałem, że ktoś ma ochotę nam zrobić krzywdą. Szybko objąłem ją ramieniem i założyłem kaptur.

– Chodźmy do ciebie. Tylko, patrz się prosto – powiedziałem cicho, a ona zrozumiała o co chodzi.

Chwyciła mnie za rękę i poszliśmy spokojnym krokiem w kierunku jej domu. Co jakiś czas przystawaliśmy i dla picu oglądaliśmy wystawy w sklepach. Ja starałem się w odbiciach szyb wypatrzeć zagrożenie, ale nic nie widziałem.

– Czy to Supernova?
– Że kto niby?
– Ten typ co mi groził.
– Cholera go wie – odparłem i ruszyliśmy w dalszą drogę. Mój instynkt osłabł, co oznaczało, że niebezpieczeństwo zniknęło. Przynajmniej na razie.


Po około 15 minutach dotarliśmy do jej domu, a dokładniej wynajętego mieszkania. Było ono na 1 piętrze. Weszliśmy na pięterko. Drzwi do jej mieszkania były uchylone. Kazałem jej zostać na zewnątrz, a sam powoli wszedłem do środka. Mieszkanie było w wielkim nieładzie. Wszystkie ubrania były porozrzucane, a zamek wyłamany. Niczego nie dotykałem i zacisnąłem mocniej dłoń na rękojeści noża. Większość pomieszczeń wyglądała jakby przeszło tornado. Poza łazienką i kuchnią. Została jeszcze sypialnia. Drzwi były lekko uchylone. Delikatnie odsunąłem je nogą. Kiedy to zrobiłem… to zamarłem. Na łóżku leżała lalka gumowa ubrana tak jak właścicielka tego mieszkania. Wokół łóżka było pełno… robaków. Martwych. Na szyi lalka miała pętlę jak u szubienicy, a na ścianie jakąś czerwoną substancją był namalowany zegar, a obok napis „twój czas już niedługo dobiegnie końca. Z całusami SamaWieszKto”. Szybko wyszedłem z mieszkania. Spojrzałem na nią z lekkim strachem.

– Nie właź do środka. Zadzwoń po psy. O mnie nic nie mów. Jasne? – powiedziałem krótko i ona pokiwała głową. Szybkim krokiem zszedłem z piętra i poszedłem w ciemną uliczkę. Kiedy wychodziłem po raz kolejny jaszczurzy instynkt dał o sobie znać. Rozejrzałem się i zauważyłem dziewczynę w czarnej spódnicy z czerwoną kurtką. Szła dość szybko w moim kierunku. Naciągnąłem kaptur na głowę i wszedłem w ciemną uliczkę, gdzie zapaliłem papierosa. Tak jak w przypadku tamtej, stanąłem tyłem do wejścia. Ręce miałem w kieszeniach bluzy, a jedną z nich na nożu. Gotowy do ataku, rzuciłem w myśli i czekałem. Usłyszałem też kroki.

– Czemu nas śledzisz, co? – zapytałem chłodno i usłyszałem cichy śmiech.

– Ty już dobrze wiesz, czemu – odpowiedziała tamta. Jej głosy był matowy i lekko ochrypły

– Może mnie jednak oświecisz? – dopytałem. Chciałem uniknąć potyczki i spróbować się jakoś wykaraskać z tej sytuacji.

– Zostawić MNIE dla tego lachona? – w jej głosie wyczułem nutkę żalu. Postanowiłem zaryzykować

– Dlatego zostawiłaś w jej pokoju gumową lalkę i groźby napisane krwią, Supernova? – ponownie odpowiedział mi śmiech. Znowu.

– Ta ździra musiała ci nieźle namieszać we łbie. Skoro ja cię nie mogę mieć… – nie skończyła bo się odwróciłem do niej twarzą. Kaptur miałem nadal na głowie.

– Nikt mi nie namieszał… – wtedy zauważyłem jak nieznajoma naciera na mnie z ciosem. Chwyciłem ją w dobrym momencie za nadgarstek i wykręciłem do tyłu. Pisnęła z bólu i usłyszałem też syreny policyjne. Przycisnąłem ją twarzą do ściany.

– Gadaj co wiesz o włamaniu. – powiedziałem spokojnie, a ta zaczęła się wyrywać.

– Jakim włamaniu? Co ty pierdolisz Frank? – wrzasnęła dziewczyna,a ja zdjąłem kaptur i odwróciłem ją przodem do siebie.

– Czy ja ci wyglądam na lovelasa, który lata za kurwami? – zapytałem gdy spojrzała mi w oczy.

– Teraz nie. Przepraszam. W parku wydawałeś się mi do niego bardzo podobny… – szybko wytłumaczyła się tamta.

– Przeprosiny przyjęte. Masz nieźle powalone we łbie z zazdrości. – odpowiedziałem i poszedłem głębiej w uliczkę. Widziałem światła policyjne. Usiadłem kawałek dalej i nie zauważyłem, że ona siada obok i wyjmuje papierosa.

– Nie masz może ognia, koleś? – zapytała, a ja podałem jej zapalniczkę. Zauważyłem że pali z ulgą w oczach.

– Boli cię ręka? – zapytałem , a ta pokręciła głową,

– Trochę. Jestem masochistką. Lubię ból – zaśmiałem się.

Poczułem wibracje w telefonie i wyciągnąłem go. To był sms od zastrzeżonego numeru. Będę na przesłuchaniu. Nie wiem ile mi się zejdzie. Powiedzieli że lepiej żebnym nie spała dziś w wynajmie. Mogę z tobą w akademiku? Podpisany był on „czarodziejka”. Zaśmiałem się cicho i spojrzałem na niebo i sam zapaliłem papierosa.

– Jesteś stąd? – zapytałem mimowolnie, a ona pokiwała głową.

– Dokładnie. Mieszkam ze starszym bratem.

– A rodzice? – zapytałem, a ona pokręciła głową

– Ojciec zadyndał na poddaszu a matka zaćpała się w kiblu parę lat potem. O jakim włamaniu mówiłeś? – zapytała się, a ja streściłem sytuację pomijając aspekt tego, że jestem razem z nią w Kadic i o moich przewinieniach.

– Pomóc wam? Mogę się popytać na mieście. Mam lepsze wtyki niż tutejsze gliny – przeciągnąłem się lekko i przyjrzałem się jej lepiej. Miała krótkie czarne włosy i czerwoną kurtkę skórzaną z metalowymi elementami. Miała zwykły czarny t-shirt i czarną spódnicę oraz czarno-czerwone zakolanówki i czarne glany na grubej podeszwie

– Dasz radę? – a ta przytaknęła.

– Potrzebuję tylko więcej info o tym co się stało – zgasiła papierosa o ścianę budynku i splunęła na ziemię.

– Myślę, że jak sobie pogadacie to dowiesz się więcej o tym wydarzeniu.

Poczułem kolejne wibracje i spojrzałem na ekran telefonu. Znowu pisała czarodziejka. Przyjdziesz po mnie na komendę? Boję się sama… Napisała, a ja spojrzałem na tamtą.

– Skończyli ją męczyć na komendzie. Pokażesz gdzie ona jest? – zauważyłem jak wstaje, więc zrobiłem to samo

– A jak ona ma na imię? – zamyśliłem się. Do tej pory mi się nie przedstawiła. Ale znała tylko moje imię.

– Nie. Zresztą. Twojego też nie znam – Dziewczyna się zaśmiała i wystawiła w moją stronę dłoń.

– Jestem Clair, a ty, panie ochroniarzu? – zaśmiałem się i uścisnąłem jej dłoń.

– Jestem Alex, a teraz prowadź na psiarnię – po tych słowach ruszyliśmy na komendę. Kiedy doszliśmy, to blondynka wyszła do nas. Spojrzała dziwnie na Clair.

– Kim ona jest? – spojrzała na nią chłodno.

– Chce nam pomóc. Popyta tu i tam. Postara się czegoś dowiedzieć – wyjaśniłem, a ta spojrzała na Clair,

– Dasz radę? – ponownie zapytała się Clair, a ta się uśmiechnęła,

– Jasne. Mogę zacząć nawet teraz. Tylko muszę odnowić pewne kontakty – Spojrzałem na blondynkę i ta westchnęła.

– Skoro tak mówisz. Policja powiedziała, że nie mogę spać dziś u siebie – spojrzała na nas.

– Odpadam. Brat robi imprezę w domu i kazał nie przeszkadzać. Zresztą sama szukam gdzieś noclegu – rzuciła na start Clair. Obie dziewczyny spojrzały na mnie.

– Ja mieszkam w akademiku. W pokoju mam dwa łóżka, ale nie mogę znajomych przyjmować. – odpowiedziałem, a Clair spojrzała na mnie.

– Która szkoła? – nie zdążyłem odpowiedzieć, bo odezwała się blondynka:

– Kadic. Pierwsza klasa. Dopiero zaczynamy – pokiwałem głową na tak i zobaczyłem iskierki w oczach Clair.

– Pierdolisz. Też idę do Kadic. Moja przyjaciółka pracuje w akademiku. Może załatwi nam nocleg na te parę nocy, jak jeszcze pusto.

– Jak na razie w akademiku jestem tylko ja. – wzruszyłem ramionami, a Clair klasnęła w ręce.

– A to oznacza, że mamy nocleg i możemy razem spędzić nockę – rzuciła blondynka, a Clair się z nią zgodziła. Umówiliśmy się już w akademiku, bo dziewczyny musiały zabrać ubrania itp., a ja musiałem już wracać Podałem im numer swojego pokoju i poszedłem w kierunku Cadic. Zaszedłem jeszcze do sklepu po colę i jakieś chipsy, żeby mieć co jeść jak zrobię się głodny.

Następnie po dłuższej chwili znalazłem się w pokoju. Rozejrzałem się po nim. W końcu miałem swój własny pokój na jakiś czas. Nie musiałem go dzielić z nikim. Rozpiąłem swoją torbę którą zostawiłem po przyjeździe tutaj. Było kilka koszulek, dwie bluzy, jedna para jeansów i 3 dresów. Ułożyłem wszystko na półki w szafce. Następnie wyciągnąłem kosmetyki i postawiłem na oknie. Następnie wyciągnąłem mp3 ze słuchawkami i położyłem na poduszkę. Chciałem sobie muzyki posłuchać zanim dziewczyny przyjdą. Następnie rzuciłem się na łóżko, chowając torbę pod łóżko. Założyłem słuchawki i cieszyłem się samotnością. Pierwsze kilka utworów to był stary rock, którym zaraziła mnie druga kuratorka. Była jego fanką i pokazała kilku artystów, których też polubiłem. Następny był Eminem. Nigdy nie byłem na jego koncercie, a chciałbym. Bardzo. Kocham jego muzykę i samą jego postać. Niestety przysnęło mi się i obudziłem się z Clair nad sobą, która się śmiała

– Można by cię okraść.- zaśmiała się. Zauważyłem że ma plecak. Powoli się przeciągnąłem i usiadłem na łóżku.

– Macie już nocleg? – zapytałem a Clair pokiwała głową i podała mi z plecaka… batonika. Bez namysłu wziąłem i zacząłem jeść.

– Tak. Alice boi się mieszkać sama, więc mamy wspólny pokój. Ona zaraz też będzie.

– No i super. Rozesłałaś swoich informatorów?

– Że tak powiem, maszyna ruszyła. Kiedy coś będę wiedziała? Nie mam pojęcia.

Przytaknąłem i po chwili usłyszałem pukanie do drzwi.

– Proszę – odpowiedziałem i pojawiła się blondynka z plecakiem i torbą. Spojrzała na nas i usiadła na łóżku naprzeciwko gdzie siedziałem z Clair. Alice wyglądała na zdenerwowaną

– Ej, wszystko dobrze? – zapytałem, a ta pokręciłą głową

– Nie. Ten włamywacz zabrał mi dysk z danymi.

– Z jakimi danymi? – zapytałem z zaciekawieniem, a ta wyciągnęła laptopa i kilka pomniejszych chyba dysków.

– Miałam na nim dane wszystkich jego ataków hackerskich. Na lokalne władze – odpowiedziała wpatrzona w ekran laptopa.

– Czyli jesteś hackerką? – zapytała Clair

– Wolę określenie: programistka do brudnej roboty. – zaśmiała się Alice i odwróciła do nas laptopa. Na ekranie było widać ciąg dla mnie niezrozumiałych cyferek.

– Co to za liczby? – zapytałem i Alice odwróciła komputer w swoją stronę

– Kod binarny. W wielkim skrócie: używając specjalnego programu przekierowuje mnie na aktualne miejsce gdzie Supernova chce zaatakować. Aktualnie ma mój dysk i może stworzyć zabezpieczenie przed moimi kontratakami – wyjaśniłą Alice i zamknęła laptopa.

– Czyli nasze zadanie to zalezienie tego Supernovy, odebranie dysku i wyjaśnienie typa? – zapytałem się a obie laski przytaknęły,

– Co masz na myśli, mówiąc: wyjaśnić? – zapytałą się Alice

– Złapać, zaciągnąć do ślepej uliczki i spuścić wpierdol, żeby się oduczył – wyjaśniłem szybko dziewczynom.

– Mogę pomóc – stwierdziła Clair, a Alice uśmiechnęła się z wyraźnym zadowoleniem. Po chwili jej laptop zaczął się świecić. Szybko po niego siegnęła. Zaczęła patrzeć się w ekran.

– On znowu atakuje. Nie dam rady odeprzeć ataku. Wysłał mi nawet wiadomość – odpowiedziała Alice.

– Wiadomość? Jaką wiadomość? – zapytałem i usiadłem po jednej stronie Alice a Clair po drugiej. Znowu było widać ciąg cyferek, który mówił mi niewiele.

– Mówi że to początek mojego końca – powiedziała pusto Alice.

Spojrzałęm porozumiewawczo na Clair. Trzeba było się tym zająć i to jak najszybciej. Zobaczyłem, że Alice ma tego dosyć. Postanowiłem zmienić temat.

– Masz listę osób z naszej klasy? – zapytałem, a ta otworzyła plik z listą naszej klasy.

– Po co ci to? – zapytała mnie Alice.

– Może skoro Clair jest stąd to opowie nam trochę, jeśli zna niektórych?

– W sumie mogę. Co mi szkodzi – wzruszyła ramionami i Alice odpaliła odpowiedni plik. Zaczęłą czytać kolejne nazwiska, a Clair rzucała komentarze na temat poszczególnych osób. W pewnym momencie usłyszałem nazwisko, którego nigdy nie chciałem tu usłyszeć. Nazwisko, które działało mi na psychikę.

– Powtórz – poleciłem ostro Alice.

– Damien Whiz. Znasz go? – zapytała się Clair, a ja pokiwałem głową.

– Tak. To mój brat bliźniak. Nie chcę o nim gadać – stwierdziłem i westchnąłem ciężko. Nie lubiliśmy się z bratem, mimo że byłem starszy o te kilka sekund.

– Ktoś tu ma kompleks – zaśmiała się Clair, a ja spojrzałem na nią karcącym spojrzeniem i od razu przestała się śmiać. Dziewczyny posiedziały jeszcze chwilę i zostałem sam. Zacząłem przygotowywać się do snu. Poszedłem do łazienki i wziąłem długi oraz lodowaty prysznic. Następnie ubranym jak wydała mnie natura poszedłem spać…

Autor: Foxyqueen

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments