Odizolowane na krańcu platformy sektora górskiego, Aelita i Naxxya czekały na instrukcje.
– I jak, Jeremy? – spytała elfka o różowych włosach. – Są jakieś wieści od pozostałych?
– Wciąż nie mogę się z nimi skontaktować – odpowiedział. – Nie możemy już na nich czekać, idźcie dezaktywować wieżę, ale bądźcie ostrożne.
Na ekranie Jeremiego pojawiło się okno rozmowy telefonicznej.
– Halo, Einstein? Słyszysz mnie?
– Tak, Odd! Co wy wyrabiacie? Od dziesięciu minut próbuję się do was dodzwonić!
– Jesteśmy trochę zajęci! – odpowiedział Kot. – Kadic zostało opanowane przez Karaluchy! – Karaluchy? Na Ziemi? – zdziwił się informatyk.
– Tak, ale nie martw się! – uspokoił go rozmówca (a przynajmniej próbował). – Teraz, gdy możemy używać naszych mocy na Ziemi, mamy jak je odeprzeć! Będziesz musiał zrobić mały Powrót do Przeszłości, żeby ludzie nie wsadzili nas na eksperymenty! No i, jak się domyślasz, są pewne straty materialne!
– Dwóch z was i tak powinno przyjść pomóc w Lyoko! – zaczął nalegać Jeremie.
– Jak to „dwóch”? Jest tu tylko William i ja! – uściślił Odd.
– A… nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Ulrich i Yumi?
– Nie mam pojęcia! Dobra, muszę kończyć! Wybijemy Karaluchy i zaraz będziemy!
„Kolejny dzień, który zaczyna się świetnie” – pomyślał Jeremie, zamykając program do dzwonienia. – Dziewczyny, jak sytuacja?
– Na razie tylko kilka Szerszeni – powiedziała Aelita.
Dziewczyny dotarły do przejścia, gdzie ścieżka dzieliła się na małe platformy zawieszone nad przepaścią. Anielica aktywowała swoje skrzydła i poleciała przed siebie, podczas gdy Naxxya użyła Impulsu, aby wykonać ogromny skok, ale strzał Szerszenia trafił ją w locie. Dziewczyna zaczęła spadać.
– Nie! – spanikowała jej towarzyszka; natychmiast zanurkowała, by złapać ją za rękę. – Mam cię!
Aelita intensywnie machała skrzydłami, próbując podnieść swoją masywną koleżankę, która z kolei machała tarczą, aby zablokować strzały Szerszeni. Jeremie widział, że były narażone na niebezpieczeństwo: wznoszenie się do krawędzi sektora z ich strony było dość powolne. – Aelita! Naxxya jest za ciężka! – stwierdził, widząc, że niektóre strzały je trafiają. – Zdewirtualizuj ją i uciekaj! Inaczej obie zostaniecie zestrzelone!
– On ma rację – potwierdziła Olbrzymka, z trudem blokując wszystkie strzały zbliżających się potworów.
Aelita puściła jej dłoń, po czym rzuciła Polem Energii prosto w głowę Naxxyi, a następnie poleciała z powrotem na ścieżkę, wciąż ścigana przez Szerszenie.
– Jest ich coraz więcej! – krzyknęła, unikając strzałów.
– Trzymaj się! Posiłki w drodze! – odpowiedział Operator, słysząc otwierające się drzwi windy. Odwrócił się do windy, z której wyszedł Ulrich i Yumi:
– Ach, nareszcie jesteście! Niech zgadnę: byliście zajęci walką z Karaluchami?
Samuraj podrapał się po głowie z zakłopotaniem:
– No, właściwie to byliśmy…
– Dokładnie, walczyliśmy z Karaluchami! – przerwała mu partnerka.
– Cześć wam – powiedziała Naxxya, przychodząc do nich z piętra niżej.
– Cześć! – odpowiedziała jej Yumi. – Nie zapomnij: spotykamy się u mnie z Williamem wczesnym popołudniem, żebym odrobiła zadanie domowe z chemii!
– Będę – potwierdziła Olbrzymka, kiwając głową.
– Dobra, herbatka, czy zejdziecie wreszcie do skanerów? – zniecierpliwił się Jeremie. – Kiedy wy sobie gadacie, Aelita jest sama w Lyoko i strzelają do niej Szerszenie!
Schodząc do niższej sali, gejsza zaproponowała swojemu chłopakowi:
– Kiedy skończę z chemią, moglibyśmy pójść do kina…
– Zgoda – zaaprobował Ulrich, uśmiechając się. – O której się spotykamy?
Yumi zastanowiła się:
– Seans jest o 15:20. Powiedzmy o 15:15, żebyśmy mieli czas na kupienie popcornu?
– Pasuje – podsumował Samuraj, wchodząc do skanera.
– Jest, Jeremy, widzę wieżę! – krzyknęła Aelita.
Jednak strzał Szerszenia trafił ją w nogę; dziewczyna upadła na ziemię. Kiedy się podniosła, wszystkie latające stworzenia zgromadziły się wokół niej i zaczęły ładować swoje promienie, by ją wykończyć. Ich ofiara została jednak porwana przez Ulricha, który zaraz po pojawieniu się uruchomił Supersprint. Yumi wysłała swoje wachlarze, by masowo zabić potwory.
– Kolejne Szerszenie nadciągają! – poinformował ich informatyk.
– Musicie iść naprzód!
– Zaczynamy!
Trójka Wojowników Lyoko pobiegła w stronę wieży, Yumi i Ulrich z obu stron Aelity, aby chronić ją przed strzałami.
– Jesteśmy, Jeremie – poinformował Ulrich.
– To…zbyt łatwe – powiedziała Yumi z podejrzeniem.
– Xana wysłał wiele potworów na Ziemię, aby was tam zatrzymać – skomentował operator – to zostawia mu mniej potworów w Lyoko, aby strzegły jego aktywowanej wieży.
– Tym gorzej dla niego, a tym lepiej dla nas! – podsumowała Aelita, wchodząc do wieży.
Gdy zagrożenie zostało zażegnane, Yumi zaproponowała Ulrichowi, by podzielili się pozostałymi Szerszeniami:
– Chcesz załatwić jednego lub dwóch, zanim sprzątnę resztę?
– Zawsze, gdy nie ma Odda, musimy użerać się wyłącznie z potworami latającymi – westchnął jej partner z drużyny, rzucając swoimi mieczami jeden po drugim, aby zniszczyć dwa Szerszenie.
– Gotowe, skończyłem.
Rozbrojony samuraj spojrzał na swoją dziewczynę, która przykładała się do niszczenia wszystkich pozostałych Szerszeni za pomocą swoich wachlarzy, gdy nagle ujrzał znajomą istotę wyłaniającą się bezszelestnie za jej plecami, ale został zdewirtualizowany przez strzały Szerszeni, zanim zdążył ostrzec Japonkę…
– Wieża dezaktywowana – oznajmiła Aelita.
Odd i William pojawili się za Jeremym i Naxxyą:
– Jesteśmy! – wykrzyknął Kot, gotowy do walki.
– Schodzimy do skanerów? – zapytał jego towarzysz.
– Nie, to już nie jest konieczne – odpowiedział Jeremie. – Aelita właśnie dezaktywowała wieżę.
Ulrich nagle wszedł z sali skanerów i zaalarmował ich:
– Yumi jest w niebezpieczeństwie!
Informatyk natychmiast spojrzał na swój radar ze zgrozą odkrywając, co zobaczył Ulrich, zanim został zdewirtualizowany.
– Yumi! – zawołał Jeremie, widząc, że martwiła się ona tylko Szerszeniami, z którymi walczyła. – Uważaj! Za tobą!
Japonka odwróciła się i krzyknęła, ale było już za późno: Scyphozoa uwięziła ją swoimi długimi, półprzezroczystymi mackami.
– Yumi!? YUMI!! – krzyknął zrozpaczony Ulrich.
– Dlaczego ona się nie broni!? – zapytała Naxxya.
– Nie możesz się ruszać, gdy Scyphozoa chwyta cię w swoje macki – wyjaśnił poważnie William.
Gdy Meduza zaczęła przejmować kontrolę nad umysłem ich przyjaciółki, Jeremie w końcu zareagował:
– Czekajcie! Od czasu, kiedy William został porwany, zaprojektowałem program, aby ją sparaliżować! Aelita, wysyłam ci linijki kodu! Pospiesz się i zatwierdź je w wieży!
Aelita wykonała zadanie:
– Zrobione, Jeremie!
Ten wcisnął kilka klawiszy na swojej klawiaturze:
– Oby to zadziałało…
Nagle Wieża nadała Yumi aurę ochronną, a Scyphozoa w końcu wypuściła swoją ofiarę i odeszła. Jeremie zdewirtualizował obie Wojowniczki Lyoko, podczas gdy ich przyjaciele pospieszyli piętro niżej, aby je przywitać:
– Jak się czujesz? – dopytywał Ulrich.
– Wszystko w porządku, nie martwcie się – odpowiedziała z uśmiechem Yumi.
– Jeśli chcesz – zaproponował Jeremie – mogę ci zrobić pełne badanie, żebym miał pewność…
– Nie, nie, nie trzeba – zapewniła go Japonka przeciągając się, by pokazać, że była w świetnej formie.
– Wciąż spotykamy się dzisiaj u ciebie? – zapytał William.
– Jasne – odpowiedziała Gejsza. – Ale najpierw proponuję, żebyśmy poszli zjeść!
– Dobrze powiedziane! – zaaprobował Odd. – Einstein, wiesz, co musisz zrobić!
Mózg grupy udał się więc do laboratorium, aby rozpocząć Powrót do Przeszłości.
W pokoju Yumi trójka uczniów z klasy o profilu naukowym próbowała odrobić zadanie domowe z chemii. William przeczytał polecenie:
– Pytanie numer 1: „Czy w temperaturze 20 stopni Celsjusza chlorek sodu jest ciałem stałym, czy cieczą?”
“…Skąd mamy to wiedzieć?” – pomyślała Naxxya.
– Chlorek sodu… NaCl… 20 stopni…. Nie, nie widzę związku.
– Przypuszczam, że odpowiedź jest w podręczniku i w Internecie – westchnął William – ale na maturze nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego…
– Trzeba spojrzeć na problem z innej strony – wyjaśniła Yumi, która już znała odpowiedź. – Pierwsze pytania często są łatwe, więc nie ma tu żadnych obliczeń do zrobienia, trzeba po prostu wykazać się zdrowym rozsądkiem.
– „Zdrowym rozsądkiem”? – zapytała zdziwiona Olbrzymka.
– Dokładnie – kontynuowała Japonka. – Czy znacie inną nazwę chlorku sodu?
Koledzy z klasy spojrzeli na siebie w milczeniu, po czym Yumi im podpowiedziała:
– Sól!
– Ach, zgadza się! – wykrzyknął William. – W takim razie, w temperaturze 20 stopni wiemy, że sól jest w stanie stałym!
– Pierwsze pytanie rozwiązane! – podsumowała Yumi. – Widzicie, że ta chemia nie jest wcale taka trudna!
– To było dopiero pierwsze pytanie – zripostowała Naxxya. – Zostało ich jeszcze dziewiętnaście.
William westchnął:
– Pomijając Yumi, która chce studiować medycynę, co nam daje studiowanie chemii i cząsteczek?
– Trzeba było nie wybierać kierunku ścisłego, jak nie chcesz uczyć się chemii – odparła Japonka.
Aha, bo po Ekonomii i Literaturze można zostać inżynierem dźwięku?
– Słucham? Chcesz zostać inżynierem dźwięku?
– Oczywiście – potwierdził William. – Jako kompozytor, piosenkarz i gitarzysta, chcę zaprząc technologię w służbę muzyki. Produkcję dźwięków, których ludzkie ucho jeszcze nigdy nie słyszało. Dźwięków podobnych do emocji…
Nagle do pokoju wpadł Hiroki:
– Yumi! Albo będziesz odrabiać za mnie lekcje przez tydzień, albo powiem Ulrichowi, że pocałowałaś Williama!
Drzwi nagle zamknęły się za nim; młodszy brat Yumi nagle krzyknął, gdy Naxxya chwyciła go i podniosła z podłogi, trzymając go zawieszonego w powietrzu na końcu swojego ramienia:
– Aaaaaah! – spanikował, bo nie wiedział, że duża licealistka o niebieskich włosach znajdowała się pod jego dachem. – Co ona tu robi!?
– Zatrudniłam ją, żeby pozbyła się małych karaluchów takich jak ty! – odpowiedziała starsza siostra.
– Szczerze, Hiroki, nie chciałbym być na twoim miejscu! – zaśmiał się William.
Olbrzymka uśmiechnęła się, przyglądając się szamoczącemu się bezczelnemu młodzieńcowi: – Co my z tobą zrobimy?
– Zamkniemy go w szafie na całe popołudnie? – zaproponował jej kolega z klasy.
Yumi chwyciła miecz wiszący na ścianie:
– Albo zawiesimy go pod sufitem na sznurze i będziemy uderzać z całej siły kataną, aż straci zbyt dużo krwi, żeby dalej krzyczeć!
William i Naxxya odwrócili się do niej, zaskoczeni.
– Przemalujemy ściany na czerwono! – ucieszyła się Japonka, szykując się do uderzenia przerażonego brata, którego Olbrzymka starała się teraz odsunąć poza jej zasięg. Wiliam szybko chwycił Yumi za ramię, aby powstrzymać ją przed dokończeniem czynu:
– O co chodzi? – zdziwiła się Yumi. Naxxya odłożyła Hirokiego i poradziła mu, żeby poszedł bawić się gdzie indziej.
– Eee… na pewno wszystko w porządku, Yumi? – zapytał William zaniepokojony.
– Hej! Nie patrzcie tak na mnie, żartowałam! – odpowiedziała, odkładając miecz na miejsce. – Dobra, musimy się pospieszyć z dokończeniem zadania z chemii, niedługo mam randkę z Ulrichem!
Tego samego popołudnia Yumi spotkała się ze swoim chłopakiem przed kinem:
– Hej!
– Najwyższy czas – odpowiedział Ulrich.
– Nie zrobisz mi chyba sceny z powodu pięciu minut spóźnienia!
– „Pięciu minut”? Przypominam ci, że umawialiśmy się na 15:15, a jest 15:30, więc jesteś spóźniona o kwadrans…
– Ależ nie! – zripostowała Japonka. – Mówiłam 15:30, jestem tego pewna!
– To jak w takim razie zamierzałaś pójść na seans o 15:20?
– Ale kto w ogóle mówił o kinie!?
– Przecież ty! Tracisz pamięć, czy co?
– TY tracisz pamięć! – poprawiła go. – Kiedy jest ładna pogoda, wolę spacerować! Dobrze o tym wiesz!
– Oczywiście, że to wiem! – uniósł się licealista. – Ale dzisiaj nalegałaś, żebyśmy poszli do kina! Nie zaprzeczaj!
Yumi przewróciła oczami, zirytowana:
– Z tym twoim podłym charakterem, naprawdę nie da się nic zrobić! Zadzwoń do mnie, kiedy się uspokoisz!
– Właśnie próbowałem do ciebie zadzwonić – odpowiedział Ulrich – ale twój telefon był wyłączony!
– Zawsze wyłączam telefon, kiedy odrabiam lekcje! – zripostowała Japonka, odchodząc. – O tym też pewnie zapomniałeś!
– A co jak Xana zaatakuje, jak mamy cię ostrzec? – krzyknął za nią Ulrich.
– Zależy mi na tym, żeby zdać rok, w przeciwieństwie do niektórych! – skończyła Yumi, nawet się nie odwracając.
– Och, weź przestań! Znowu zaczynasz to samo! Robię co mogę, żeby mieć dobrą średnią! To nie moja wina, jeśli matematyka to nie… Hej, dokąd idziesz!?
Yumi zignorowała go i zniknęła za rogiem.
– Świetnie…
Gejsza pojawiła się w domu Williama, który był zaskoczony widząc ją przed drzwiami.
– Yumi? Nie miałaś iść do kina z Ulrichem?
– Znowu się z nim pokłóciłam – odpowiedziała Yumi. – Możemy iść do twojego pokoju?
– Tak, jasne.
Wpuścił ją, po czym weszli na piętro. William grał na gitarze, siedząc na łóżku, podczas gdy jego gość opierał się o ścianę naprzeciwko niego.
– Fajne to mieszkanie – powiedziała Japonka, która po raz pierwszy odwiedzała nowe lokum swojego kolegi z klasy. – Musisz się tu czuć wolny…
– Tak, chociaż trudniej je utrzymać niż zwykły pokój w Kadic, ale przynajmniej tutaj mogę grać na instrumencie późno w nocy, nie przeszkadzając sąsiadom.
– Masz szczęście… Moi rodzice nigdy by się nie zgodzili, żebym mieszkała sama przed osiemnastką i maturą
– Właściwie to… – uśmiechnął się William – …to moi rodzice zasugerowali, żebym mieszkał w mieście zamiast w Kadic. Uważali, że liceum ma na mnie dziwny wpływ, w związku z tym, co stało się w zeszłym roku.
Kiedy William zaczął grać słodką melodię, Yumi zgubiła się w swoich myślach. Jej oczy wydawały się wilgotne, a zamykając je, dziewczyna puściła małą łzę, którą szybko wytarła wierzchem dłoni. Zauważywszy to, William przerwał i zadał przyjaciółce pytanie:
– O co właściwie poszło wam tym razem?
– Zawsze to samo – westchnęła Japonka. – Ulrich i jego paskudny charakter. Zwykle narzeka, że mam tendencję do zaniedbywania go z powodu nauki, a kiedy wreszcie znajduję czas wolny by spędzić go z nim, i tak znajduje powód do narzekań. W gruncie rzeczy on narzeka cały czas. Podczas gdy ty potrafisz zachować spokój…
– Naprawdę? Tak myślisz? Zwykle zarzucają mi coś przeciwnego.
Yumi podeszła do gospodarza, pochyliła się nad nim i szepnęła:
– Nie udawaj fałszywej skromności…
– A ty, co ty właściwie robisz?? – zaniepokoił się licealista, uświadamiając sobie, że Gejsza próbuje go pocałować z żarliwym błyskiem w oku.
Starając się ją powstrzymać, trzymał ją na dystans swoimi ramionami, ale ona zdołała dotknąć jego ust; zaskoczony chłopak zastygł na chwilę, po czym położył kres ich pocałunkowi, odpychając przyjaciółkę.
– Co w ciebie wstąpiło!? – zdenerwowała się urażona nastolatka.
– Gdybyśmy ze sobą chodzili – odpowiedział William – uwielbiałbym cię całować. Ale byłbym też bardzo zirytowany, gdyby inny facet cię pocałował. A to z Ulrichem się spotykasz. Nie chcę mu tego zrobić.
– Pff, wy, chłopaki, wszyscy jesteście tacy sami! – podsumowała wściekła Yumi, zanim odeszła. William chwycił za swój telefon komórkowy:
– Jeremie? Myślę, że mamy problem…
Z powrotem w Kadic, Yumi weszła po schodach, by dotrzeć na piętro dziewcząt, po czym zapukała do drzwi pokoju Aelity i Naxxyi, a ta druga jej otworzyła:
– Yumi? Nie jesteś w kinie z Ulrichem? – zdziwiła się Olbrzymka, która spokojnie czytała komiks. Japonka weszła, zamykając za sobą drzwi, po czym zapytała:
– Aelity tu nie ma?
– Nie, jest w fabryce z Jeremiem.
– W takim razie szkoda dla niej, zostanie to tylko między nami – podsumowała Yumi, popychając Naxxyę na łóżko.
– Uch…? O czym ty mówisz? – zapytała jej koleżanka zaskoczona zarówno jej słowami, jak i zachowaniem. Yumi natychmiast rzuciła się na nią, aby uniemożliwić jej wstanie z łóżka:
– Zgadnij…
Nagle, rozumiejąc intencje swojej koleżanki z drużyny, Olbrzymka ochroniła się ramionami, by powstrzymać napastniczkę, która dobierała się do jej ubrań, ale ta skorzystała z okazji, by ją pocałować, uciszając każdą próbę protestu ze strony Naxxyi. Niezdolna do reakcji po tym wszystkim, Naxxya poddała się, przytłoczona płonącym spojrzeniem Japonki, która doskonale wiedziała, że w przeciwieństwie do Williama, ta nowa ofiara nie odważy się jej oprzeć.
W międzyczasie w fabryce Jeremy, Aelita i William analizowali dane zapisane przez skanery podczas ostatniej rematerializacji Yumi.
– Przykro mi, William – oświadczył Informatyk – ale komputer jest bezlitosny: to naprawdę jest Yumi i nie znajduje się pod kontrolą Xany.
– Jesteś absolutnie pewien, że Scyphozoa nic jej nie zrobiła? – dopytywał William, wyraźnie zaniepokojony.
– Mój program anty-Meduzowy zadziałał – zapewnił go Okularnik. – Xana nie mógł przejąć umysłu Yumi. Zresztą, koniec końców nie zrobiła niczego na tyle niezwykłego, żebyśmy musieli się tym martwić.
– Niczego niezwykłego!? – wykrzyknął przerażony William. – Dziś po południu zaproponowała nam, żebyśmy zmasakrowali jej młodszego brata mieczem, całkowicie zignorowała swoje spotkanie z Ulrichem i mnie… no cóż, próbowała mnie pocałować!
– Przyznaję, że to nie w jej stylu – przyznał Jeremie – ale to nie dowodzi, że Xana wpływa na zachowanie Yumi. Może po prostu ma problemy w życiu prywatnym, które sprawiają, że w tej chwili ma tendencję do spontanicznych zachowań…czy coś.
Aelita i tak była zaniepokojona poczynaniami Yumi, o których przed chwilą opowiedział im William, więc postanowiła przepytać swojego chłopaka:
– Jesteś pewien, że twój system anty-Meduzowy jest niezawodny? Niezależnie od Scyphozoi i Xany, twój program mógł zrobić Yumi coś, co popycha ją do dziwnego zachowania.
– Cóż, to pierwszy raz, kiedy musiałem go użyć – przyznał Jeremie. – Jeśli chcesz, możemy razem sprawdzić kody
Otworzył więc kod programu na ekranie komputera i zaczęli go ponownie czytać w poszukiwaniu ewentualnego błędu.
– I co? – zapytał William.
– Wstępnie, wszystko jest w porządku – stwierdziła Aelita. – Procedury są zachowane, program zapobiega infiltracji ciała i umysłu Wojownika Lyoko przez Scyphozoę bez narażania jego integralności komórkowej…
– A nie mówiłem? – podsumował Twórca, po czym zmarszczył brwi, zauważając podejrzaną sekwencję.
– Uch… Poczekajcie sekundę…
Zdezorientowany Informatyk odizolował ten fragment kodu, by przeprowadzić kilka specyficznych testów w celu określenia jego działania, po czym otworzył szeroko oczy ze zdziwienia:
– Mam, już wszystko rozumiem! – wykrzyknął.
– Co znalazłeś? – dopytywał William.
– Mój program działa trochę jak lek: chroni ciało przed atakami z zewnątrz, nie atakując ciała, które ma chronić, ale może mimo wszystko mieć dość nieoczekiwane skutki uboczne… W tym przypadku, ochrona anty-Meduzowa wywołuje efekt euforyczny, spowodowany rozregulowaniem sektora emocjonalnego mózgu za pośrednictwem układu hormonalnego. Aelita uzupełniła diagnozę:
– Prawdopodobne objawy: nieprzewidywalne wahania nastroju, zaburzenia zachowania, a nawet zaburzenia pamięci, między innymi…
– Tak czułem! – wznowił wysoki brunet. – Musimy koniecznie powstrzymać Yumi, zanim zrobi jakąś głupotę!
Ekran komputera nagle zaczął migać.
– Wieża aktywowana? Już!? – spanikował Jeremie. – Xana pracuje teraz na pełen etat! Dzwonię po resztę!
– A co z Yumi, co zrobimy? – zaniepokoiła się Aelita.
– Musi przejść przez skaner, żebym mógł naprawić anomalię! – odpowiedział jej chłopak. – Wyślę Ulricha, żeby po nią poszedł! Wy dwoje lecicie do Lyoko teraz!
– Zrozumiałem – podsumował William, schodząc do sali skanerów razem z dziewczyną o różowych włosach.
Po ich zwirtualizowaniu, Jeremy otworzył okno komunikatora telefonicznego i próbował połączyć się z Yumi, ale jej telefon był wyłączony. Następnie zadzwonił do Naxxyi, ale ta również nie odbierała.
„Dlaczego oni wszyscy wyłączają telefony?” – zastanawiał się poirytowany młody chłopak, dzwoniąc do Ulricha.
– Kto tam, Jeremie?
– Ah! Ulrich! Czy Yumi jest z tobą?
– Nie, wystawiła mnie przed kinem, właśnie gram w Ultimate Blaster 4 z Oddem.
– OK, posłuchaj mnie uważnie: Xana przeszedł do ataku, powiedz Oddowi, żeby natychmiast wracał do fabryki! Ty masz znaleźć Yumi i przyprowadzić ją do mnie w tej chwili! Ale uwaga, nie jest w pełni zdrowa: jej mózg został dotknięty przez mój program anty-Meduzowy, więc musi wejść do skanera, żebyśmy ją wyleczyli! O, zapomniałbym: poproś Odda, żeby wpadł po Naxxyę do jej pokoju przed przyjściem do fabryki, jej telefon nie odpowiada!
– Zrozumiałem – odpowiedział chłodno Samuraj, zanim się rozłączył.
– Co się dzieje? – zapytał Kot obok niego.
– Musisz iść do fabryki.
– Co!? Tylko taką wymówkę znalazłeś, żeby uciec przed porażką!?
– Idź więc potrenować na Lyoko – podsumował jego współlokator, opuszczając pokój. – Ja pójdę potrenować opanowanie mojego „paskudnego charakteru”…
Licealista wszedł na piętro pokoi dziewcząt i stanął przed pokojem Aelity i Naxxyi. W głębi duszy Ulrich już wiedział, co czeka go po drugiej stronie drzwi, ale w duchu modlił się, by się mylił, zanim zdecydował się wejść. Natychmiastowy widok dwóch splecionych na łóżku dziewcząt natychmiast potwierdził jego obawy, a Yumi nagle dostrzegła jego obecność:
– Co ty tu robisz!? Śledziłeś mnie!?
Samuraj wiedział, że w tej chwili nie było sensu kłócić się z Japonką, więc udawał, że zachowuje zimną krew:
– Uspokój się Yumi. Nie jesteś w swoim normalnym stanie, ale nie mam czasu ci teraz tego wszystkiego wyjaśniać. Xana rozpoczął atak, musimy pomóc pozostałym na Lyoko, więc ubierzcie się szybko.
Gejsza natychmiast wstała, by stanąć z nim twarzą w twarz:
– Znów próbujesz wydawać mi rozkazy!?
– Nie, po prostu proszę cię, żebyś przyszła nam pomóc zdezaktualizować wieżę. Naprawdę cię potrzebujemy.
Yumi wydaje się wahać przed odpowiedzią, jakby jej mózg otrzymywał sprzeczne informacje. Odwróciła się wtedy do Naxxyi, która milczy, ukrywając swoje ciało pod kołdrą:
– Co o tym myślisz?
– Hę? – zdziwiła się Olbrzymka, która nie spodziewała się, że ktoś poprosi ją o zdanie. – Eeee… Cóż, chyba powinniśmy iść zdezaktualizować wieżę…
– Ja też tak myślę – podsumowała Yumi, zbierając swoje ubrania. – Więc pójdziemy, ale nie po to, by komukolwiek być posłusznym.
Ulrich zacisnął pięści i zdecydował się poczekać na zewnątrz pokoju, podczas gdy Naxxya zawołała go, by nieudolnie spróbować się usprawiedliwić:
– Eeee Ulrich… To nie było…
Ale samuraj zatrzasnął drzwi, zanim zdążyła powiedzieć coś więcej. Został sam na korytarzu, czekając, aż jego dwie koleżanki z drużyny się ubiorą, wyczerpany nerwowo nastolatek zaczął uderzać pięściami w ścianę.
Odd przybył cały zdyszany do fabryki i dołączył do Jeremy’ego w laboratorium:
– Jestem! Byłem tak szybko, jak mogłem, mam nadzieję, że jeszcze nie dezaktywowali wieży?
– Nie, nie martw się – odpowiedział informatyk – zostawiliśmy ci kawałek tortu. Przygotuj się do zanurzenia, kierunek Pustynia.
– Jasne! – podsumował Kot, zacierając ręce. – Tak przy okazji, wiesz, czy Ulrich wkrótce przyjdzie?
– Cóż, widziałem sporo Tarantul i Krabów po drodze! Nie zatrzymywałem się, żeby je policzyć, ale myślę, że jest ich wystarczająco dużo, aby zapobiec przybyciu spóźnialskich! Dlatego się spieszyłem!
– Kraby i Tarantule na Ziemi? – zaniepokoił się Jeremie. – Xana upiera się przy wysyłaniu coraz większej ilości potworów do Kadic, nawet kosztem mniejszej obstawy w Lyoko do obrony swoich wież?
Ulrich wyszedł z Kadic z Yumi i Naxxyą, ale zauważyli, że dziedziniec był opanowany przez potwory; cała trójka nastolatków użyła swoich Lyoko-morpherów, aby się przemienić.
Samuraj wyciągnął swoje miecze:
– Naprzód, pędzimy do tajnego przejścia w lesie! Ja zajmę się torowaniem drogi! Naxxya, osłaniasz Yumi!
– Zrozumiałam – odpowiedziała Olbrzymka, wyciągając swoje tarcze.
– Nie potrzebuję, żeby mnie chroniono! – zripostowała Japonka, rzucając wachlarzem, by zniszczyć dwie Tarantule, ale następnie oberwała strzałem z Kraba.
Ulrich skakał z potwora na potwora, wbijając swoje miecze w ich pancerze:
– Naxxya, jeśli punkty życia Yumi spadną do zera na Ziemi, ona zniknie, więc się postaraj!
– Dobrze wiem – odpowiedziała Olbrzymka – ale ona biega wszędzie, trudno mi za nią nadążyć!
Wojownik Lyoko odwrócił się i zobaczył wojowniczkę z tarczami, która goniła Gejszę, aby zablokować wycelowane w nią strzały, ale Yumi wpadła w morderczy szał i dbała tylko o to, by unicestwić jak najwięcej potworów.
Z mniejszym lub większym trudem, trio szło naprzód przez las, dopóki nie dotarli do włazu prowadzącego do podziemnego przejścia:
– Chodźcie szybko! – oświadczył Ulrich. – Nie będą mogli nas śledzić, kiedy będziemy w kanałach!
– To by było zbyt proste! – wykrzyknęła Yumi, rzucając wachlarzem w Samuraja, który stał do niej plecami.
– Ulrich, uważaj! – krzyknęła Naxxya, pozwalając mu schylić się na czas, aby uniknąć broni rzuconej przez sojuszniczkę.
– Cisza, uczennico! – zdenerwowała się Japonka, wysyłając drugi wachlarz w stronę Olbrzymki, która zablokowała go swoimi tarczami.
– Naxxya! Zajmij się nadchodzącymi potworami! – rozkazał jej Ulrich. – Ja zajmę się Yumi! Masywna Wojowniczka Lyoko zastąpiła jedną ze swoich dwóch tarcz Ostrzem Plazmowym i zaczęła stawiać czoła Tarantulom, które najeżdżały polanę, na której się znajdowali, podczas gdy Samuraj starał się przemówić do rozsądku swojej ukochanej:
– Wiem, że nie jesteś w swoim normalnym stanie, ale musisz się teraz wziąć w garść! Jeremie potrzebuje nas na Lyoko!
Yumi uśmiechnęła się do niego:
– Próbujesz uciec przed pojedynkiem, który nas czeka?
Dwoje nastolatków krążyło wokół siebie, nie spuszczając z siebie wzroku.
– Nigdy cię nie skrzywdzę i dobrze o tym wiesz – stwierdził Ulrich, opuszczając miecze.
– W takim razie, jak zamierzasz wygrać? – zapytała Gejsza, podczas gdy jej źrenice wydawały się płonąć.
Nagle wysłała mu wachlarz, którego uniknął, skacząc na gałąź drzewa, po czym ona rzuciła swój drugi pocisk, aby uciąć gałąź. On zrobił unik, skacząc na inną gałąź, ale pierwszy wachlarz wrócił, by i tę odciąć, powodując upadek Samuraja. Spadł na ziemię i szybko wstał, aby zejść z toru lotu drugiego wachlarza.
– Nie uciekniesz mi… – mruknęła Yumi.
Ulrich odwrócił się i przyjął pozycję obronną, ale Japonka zniknęła. Mimo to, głos dziewczyny wciąż docierał do uszu jej przeciwnika:
– Jesteś słaby…
Samuraj zamknął oczy, żeby się skupić. Nagle wyczuł dwa nadlatujące w jego stronę latające wachlarze, więc rzucił obydwa swoje miecze, by przybić każdy wachlarz do drzewa. – Nieźle… – skomentowała Yumi. Ulrich natychmiast użył Supersprintu i przeskoczył przez liście drzewa, zrzucając Wojowniczkę, która się tam ukrywała; natychmiast zrobiła przewrót w tył, by stanąć na nogi z satysfakcją:
– Wreszcie przyjmujesz walkę?
– Jedyne, czego chcę – odpowiedział jej oponent – to zabrać cię do fabryki, żebyś wróciła do swojego normalnego stanu.
– Ulrich! Jest ich za dużo! – wykrzyknęła Naxxya. – Nie mogę ich dłużej powstrzymywać! Gejsza spojrzała na potwory, które zmuszały teraz Olbrzymkę do cofnięcia się za swoje dwie tarcze.
– Yumi, posłuchaj mnie! – błagał ją jej chłopak. – Musisz pójść z nami do fabryki! Musisz mi zaufać!
Ona powoli odwróciła się w jego stronę:
– Ulrich…?
Nagle Japonka osunęła się na ziemię, nieprzytomna.
– Yumi!? – wykrzyknął Samuraj, rzucając się ku niej. Widząc, że już nie reaguje, wziął ją w ramiona i zawołał Naxxyę:
– Chodź tu!
Olbrzymka dołączyła do nich i otworzyła właz do kanałów, blokując strzały, aby pozwolić Ulrichowi zejść na dół, niosąc Yumi na plecach.
Gdy pędzili przez kanały, Japonka w ramionach ukochanego w końcu otworzyła oczy:
– Ulrich… co się ze mną… dzieje…?
– Trzymaj się, zaraz będziemy w fabryce… – uspokajał ją, nie potrafiąc ukryć niepokoju.
W tym samym czasie, w Lyoko, Odd, Aelita i William przemierzali Sektor Pustynny.
– Wieża prosto przed nami! – ogłosił Kot, który wiózł swoją koleżankę z drużyny na deskorolce.
– I wciąż żadnych potworów? – zapytał Jeremie.
– Nie, żadnych – potwierdził William na swojej czarnej Mancie.
– Jakieś wieści od Yumi i Ulricha? – dopytywała Aelita.
– Na razie nie – odpowiadał Operator – ale z pewnością zatrzymały ich potwory. Gdy tylko wyłączycie Wieżę, będą mogli do nas dołączyć, żebyśmy mogli naprawić błąd Yumi. Zresztą podejrzewam Xanę o to, że wznowił atak celowo, by zatrzymać Yumi na Ziemi, aby jej chwilowe szaleństwo wyrządziło jak największe szkody.
– A Naxxya, gdzie ona jest? – zapytał Odd.
– Uwaga! – ostrzegł ich Jeremie. – Wykrywam rząd… nie, dwa rzędy Bloków na waszej drodze!
– I strzelają do nas! – dodał William, każąc swojej Mancie robić uniki, a potem odpowiadać ogniem.
Deskorolka ostatecznie została zniszczona strzałami, co spowodowało upadek pasażerów. William natychmiast zrobił zasłonę ze swojego wierzchowca, po czym zeskoczył, zanim go poświęcił, aby chronić swoich sojuszników przed strzałami:
– Za skały, szybko!
Trójka Wojowników Lyoko schowała się za elementami scenerii, po czym zaczęli odpowiadać Laserowymi Strzałami, Polami Energii i kilkoma Falami Uderzeniowymi.
Dwie linie Bloków wciąż poruszały się w ich kierunku. Na swoim ekranie Jeremie w końcu zobaczył trzech pozostałych wojowników jadących windą, by szybko zjechać do sali skanerów:
– Zaczynałem się martwić! – oświadczył, widząc Ulricha, który pomagał swojej ukochanej stanąć na nogach. – Yumi, musisz wejść do skanera, żebyśmy naprawili rozregulowanie twojego systemu emocjonalnego.
Zataczająca się Japonka wydawała się przerażona:
– Do skanera?… to nie jest niebezpieczne?
– Wszystko będzie dobrze, nie bój się… – uspokajał ją Ulrich, wprowadzając do jednej z trzech świetlistych kabin.
Drzwi skanera zamknęły się, a Samuraj miał zamiar wejść do sąsiedniego, kiedy zatrzymała go Naxxya:
– Ee… Ulrich?…
– Co?
– Przepraszam za to, co stało się w pokoju wcześniej, powinnam była ją powstrzymać…
– Brawo, dobrze że zdajesz sobie z tego sprawę dwie godziny później – ironicznie odpowiedział kipiący ze złości licealista. – Mi zajęło tygodnie zorientowanie się, że w naszej drużynie jest o jedną osobę za dużo.
Olbrzymka pobladła i spanikowała:
– Nie, zaczekaj! Przepraszam cię! Przysięgam, że to się więcej nie powtórzy! Zrobię wszystko, co mi każesz! Ja…
– Wystarczy!! – ostro przerwał jej kolega. – Ciesz się tą wycieczką do Lyoko, bo z pewnością będzie twoją ostatnią. Twoje wymówki niczego tu nie zmienią.
– Ee… Mogę wiedzieć, co zaszło między wami? – dopytał Jeremie z góry.
– Nie. Zadowól się zwirtualizowaniem nas – rozkazał chłodno Samuraj.
– Dobra… – podporządkował się, podczas gdy drzwi skanerów się zamknęły.
Odd zobaczył pojawiających się Ulricha i Naxxyę:
– Ach! Zajęło wam to trochę czasu!
– Zamknij się – zripostował jego współlokator, wymachując mieczami.
– Oj tam, jeśli to po to, żeby się dąsać, to nie było po co przychodzić!! – odgryzł się Kot, nie widząc zbliżającego się promienia lasera, który w niego trafił i go zdewirtualizował.
– Odd! – wykrzyknęła Aelita, która nie widziała, że Blok właśnie szykował się do strzału w jej stronę.
Olbrzymka użyła Impulsu, rzucając się na Elfkę , podczas gdy Samuraj zniszczył Bloka.
– Uf, dziękuję, możesz mnie już puścić – oświadczyła Aelita, podczas gdy jej współlokatorka trzymała ją przyciśniętą do siebie, żeby osłonić ją przed ich wrogami.
– Ee, tak, przepraszam… – odpowiedziała gorączkowo Naxxya, uwalniając ją, ale popełniając przy tym błąd opuszczenia gardy. Potwory skorzystały z tego, wysyłając salwę strzałów w stronę Olbrzymki, która została zdewirtualizowana, zmuszając też Williama i Ulricha do przegrupowania się wokół Aelity, by chronić ją przed nieustannym ostrzałem ze strony Bloków.
W sali skanerów Naxxya padła na kolana, zawstydzona szybkim powrotem:
– Jestem beznadziejna…
– Witaj w klubie! – odpowiedział z szerokim uśmiechem Odd, klepiąc ją po ramieniu na pocieszenie.
Ulrich, William i Aelita zaczęli być zasypywani przez otaczające ich Bloki; William został zdewirtualizowany. Samuraj użył wtedy Triplikacji, a także całej swojej prędkości i zręczności, żeby powstrzymać wszystkie strzały, aby chronić Aelitę, ale porażka wydawała im się już nieunikniona.
Nagle dwa wachlarze skosiły szeregi potworów.
– Yumi! – ucieszyła się Aelita.
Stojąc na skałach, Japonka złapała swoją broń i uśmiechnęła się do przyjaciół:
– Nie ruszajcie się, idę…!
Yumi zrobiła salto nad Blokami, żeby dołączyć do swoich kolegów z drużyny, obracając się wokół własnej osi, aby odeprzeć strzały kierowane w jej stronę, a następnie, w momencie lądowania, puściła swoje dwa wachlarze, tak że dwa tnące dyski przemknęły wokół niej, dziesiątkując potwory Xany.
– Jak się czujesz? – zapytał Ulrich, odbijając strzały swoimi mieczami.
– Może być – odpowiedziała jego ukochana, znowu chwytając za wachlarze, żeby się bronić.
Bloki zbliżały się coraz bardziej, więc dwoje ochroniarzy Aelity wykorzystało to, przechodząc do ofensywy i łącząc swoje siły, by zniszczyć je do ostatniego. Gdy droga była już wolna, Elfka skierowała się w stronę wieży, ale Jeremie ją ostrzegł:
– Coś leci w waszą stronę! Coś dość dużego i nie mam tego w swojej bazie danych!
Ulrich, Yumi i Aelita zgrupowali się, a po podniesieniu głów odkryli ciemną i obszerną sferę, która powoli zmierzała ku nim, unosząc się w powietrzu.
– Co to takiego? – spytał Ulrich nieufnie.
– Wysyłam ci podgląd, Jeremie… – oświadczyła Aelita.
Obraz sfery pojawił się na ekranie komputera w laboratorium. Skorupa dziwnego obiektu rozdzieliła się i otworzyła, ukazując symbol Xany.
– Pierwszy raz widzicie tego potwora? – zapytała Naxxya.
– Gdybyśmy go już kiedyś spotkali, pamiętalibyśmy to… – odpowiedział William.
– Odd, jak byś to nazwał? – zapytał go Jeremie.
– Wygląda jak wielkie oko Xany – zauważył kot. – „Xan-Eye”…
Symbol Xany na froncie kuli skierował się w stronę trójki Wojowników Lyoko, a następnie zaczął błyszczeć coraz bardziej.
– Nie stójcie tam! – krzyknął Jeremie.
Xan-Eye uwolnił na ich strefę szeroki promień czerwonej energii, dewirtualizując Ulricha i częściowo trafiając Yumi i Aelitę, co odebrało im sporo punktów życia. Gdy tylko wybuch ustąpił, ocalałe odpowiedziały rzuceniem wachlarzy i Pól Energii w sferycznego potwora, ale ten nie wydawał się przejęty ich atakami i znów ładował swój promień.
Patrząc na ekran, którego okno transmisji wizualnej nagle się zamknęło, czworo widzów było zdumionych tym, co właśnie ujrzeli:
– Widzieliście to!? – wykrzyknął Odd.
– Jego promień po prostu zakłócił mój sygnał! – spanikował Jeremie, próbując przywrócić połączenie z ostatnimi Wojowniczkami.
Podczas gdy Samuraj wchodził z sali skanerów, Aelita i Yumi biegły, by uciec przed straszliwym, niszczycielskim promieniem uwolnionym przez Xan-Eye. Zmierzał on powoli w ich stronę; Aelita stworzyła więc wielki głaz, by ukryć się za nim.
– Chodź się schronić, Yumi!
– Mam lepszy pomysł – odpowiedziała Gejsza, zamykając oczy.
Xan-Eye szykował się po raz kolejny by wystrzelić szeroki promień czerwonej energii na swoje cele, ale tuż przed tym, zanim zdążył to zrobić, Yumi uniosła telekinetycznie głaz Aelity i rzuciła go prosto w oko potwora, który eksplodował.
– Niezły strzał! – pogratulował im Jeremie, podczas gdy Aelita w końcu weszła do wieży.
Na zewnątrz Yumi nie zauważyła Scyphozoi, która nadeszła z tyłu i ponownie ją chwyciła.
– O nie! – spanikował Jeremie. – Jeszcze nie skończyłem naprawiać mojego programu anty-Meduzowego! Nie mogę go teraz użyć!
Ulrich położył dłoń na ramieniu kolegi:
– Zostaw to. Jeśli Yumi odzyskała zmysły, sama sobie poradzi.
Po kilku sekundach strachu, wachlarze Japonki rozłożyły się i odcięły macki Meduzy, która zwiła się i puściła swoją ofiarę, oddaliła się na dobre.
– Telekineza! Dobra robota, Yumi! – zaobserwował William, zanim Jeremie zdewirtualizował dwie Wojowniczki Lyoko.
Z powrotem w prawdziwym świecie, weszli do laboratorium, a Yumi ukłoniła się przed przyjaciółmi:
– Przepraszam was za to wszystko, co mogłam zrobić dzisiaj po południu.
– Nic się nie stało! – uspokoiła ją Aelita.
– To już przeszłość – dodał William.
– To ja raczej powinnam przeprosić… – dorzuciła zawstydzona Naxxya.
– To była moja wina, źle napisałem program! – wyjaśnił Jeremie, który wciąż miał do siebie pretensje.
– Nic nie zrozumiałem, ale wam wybaczam! – podsumował Odd.
Wszyscy odwrócili się do Ulricha, który miał posępną minę, ale w końcu uśmiechnął się nieśmiało, ponieważ w tej chwili nieskończenie ulżyło mu, że Yumi wyzdrowiała:
– Dobra, przejdźmy do czegoś innego.
Jego ukochana rzuciła mu się na szyję; pocałowała go długo i namiętnie.
– OOOOOooowww! – skomentował Kot, wyolbrzymiając swoją reakcję. Aelita parsknęła śmiechem, po czym zauważyła zmartwioną minę wysokiego bruneta:
– Wydajesz się zamyślony, William, coś cię trapi?
– Zastanawiałem się, dlaczego Xana dwukrotnie przysłał nam Scyphozoę… Myślicie, że to część jego planu?
– Mnie z kolei martwi to – podjął Odd – że przypuścił dwa ataki w jeden dzień! Na pewno próbuje nas wyczerpać!
– Moim zdaniem to wszystko jest drugorzędne – oświadczył Jeremy=e. – Xana chce wywrzeć na nas presję i tym samym odwrócić naszą uwagę, bo to, co najważniejsze, dzieje się gdzie indziej: podczas dwóch ostatnich ataków wysłał potwory na Ziemię.
– I co z tego? – spytał Ulrich. – Robił to już wcześniej.
– Rzeczywiście – przyznał Informatyk – ale poprzednio Xana potrzebował skanerów, żeby wysyłać swoje potwory jeden po drugim, a teraz może je materializować bezpośrednio w Kadic i ,bez wątpienia, wszędzie indziej. Co więcej, materializowanie wirtualnych potworów w prawdziwym świecie wymaga od niego ogromnej ilości energii. Dziś rano wysłał nam na Ziemię Karaluchy, a dziś po południu Tarantule i Kraby. Dla mnie jest jasne, że Xana eksperymentuje z potęgą, jaką dają mu moce Franza Hoppera. A będzie tylko gorzej. Nie wiem, w jakim celu to wszystko robi, ale musimy dowiedzieć się, gdzie więzi Franza Hoppera, zanim będzie za późno.
Zanim Jeremy uruchomił Powrót do Przeszłości, Ulrich zaproponował Yumi, żeby spotkali się wieczorem znowu w kinie.
– Tym razem będę na czas! – obiecała Japonka.
– Nie wątpię! – podsumował Samuraj, odwzajemniając uśmiech.
Yumi ponownie go pocałowała, po czym zauważyła Aelitę, stojącą nieco z tyłu, która z trudem powstrzymywała niepokój.
Gejsza podeszła do przyjaciółki i objęła ją ramieniem, by ją uspokoić:
– Nie martw się, znajdziemy go – wyszeptała, nie puszczając jej.
Scena wycięta: Kocham cię, Yumi
Znów czekając na swoją ukochaną przed kinem, Ulrich nie mógł przestać myśleć o tym, co wydarzyło się po południu przed Powrotem do Przeszłości. Wspomnienie przyłapania Yumi w ramionach Naxxyi było dla niego nie do zniesienia. Teraz zastanawiał się, czy podjął właściwą decyzję, wybaczając ten – w jego oczach – nieodwracalny czyn. Kochał Yumi, tego był pewien, ale po tym, co się stało, czy naprawdę będą mogli kontynuować relację tak, jak dawniej? Czy zdoła znieść bycie w jednej drużynie z Naxxyą podczas misji w Lyoko, a – przede wszystkim – czy wciąż będzie potrafił zaufać Yumi, nie zastanawiając się nieustannie, co ona robi, kiedy nie ma jej z nim?
Yumi w końcu przyszła:
– Jestem, pięć minut przed czasem! – oświadczyła z uśmiechem. Szykowała się do pocałowania swojego chłopaka, ale on ją powstrzymał i zaczął:
– Przepraszam, że cię o to pytam, ale muszę wiedzieć…!
– Wiedzieć co? – zaniepokoiła się Japonka.
Ulrich wahał się przez chwilę, zanim skończył zdanie:
– Chcę wiedzieć, co się dzisiaj po południu wydarzyło.
– Ale przecież już to wiesz – odpowiedziała Gejsza, wyraźnie zakłopotana. – Program anty-Meduzowy Jeremy’ego zmienił moje zachowanie i zaczęłam robić dziwne rzeczy, bo już nad sobą nie panowałam. Nie ma sensu do tego wracać.
– Yumi, proszę… – nalegał. Japonka była zażenowana tą prośbą, ale w końcu się zgodziła:
– Czego dokładnie chcesz się dowiedzieć?
– Co przyszło ci do głowy, kiedy postanowiłaś pójść do Naxxyi, i co wydarzyło się potem w jej pokoju?
Licealistka zadała sobie trud przypomnienia sobie:
– Sama już nie wiem, to było… Jak by to powiedzieć… Byłam zdana na pastwę intensywnych pragnień. Nic we mnie ich nie hamowało… nie mogłam znieść najmniejszego sprzeciwu… dlatego zostawiłam cię, kiedy wypomniałeś mi spóźnienie, i, z tego samego powodu, udało mi się “wykorzystać” Naxxyę. Ona nie potrafi nam niczego odmówić, więc wykorzystałam to, by uczynić z niej moją zabawkę. Jeśli chcesz wiedzieć, to ja praktycznie robiłam wszystko: ledwo śmiała się ruszyć, z wyjątkiem sytuacji, gdy wydawałam jej polecenie. To było mega dziwne, ale gdzieś w głębi duszy powtarzam sobie, że to dobrze, że padło na nią. Wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby Aelita była w pokoju lub gdyby William mi się nie oparł…
Ulrich zakrztusił się:
– Próbowałaś to zrobić też z Williamem!? Kiedy to było!?
Yumi uświadomiła sobie, że lepiej byłoby nie wspominać o tym wyskoku:
– Uspokój się, uspokój! Po prostu poszłam do niego do domu tuż po tym, jak zostawiłam cię przed kinem, ale praktycznie nic się nie stało, bo William mi nie pozwolił! Tak jak ci mówiłam, w tamtym momencie nie mogłam znieść najmniejszej irytacji, więc poszłam do Williama, bo byłam zdenerwowana, odchodząc od ciebie, i dopiero po “odrzuceniu” przez Williama postanowiłam przerzucić się na Aelitę i Naxxyę!
Samuraj spojrzał jej prosto w oczy:
– PRZYSIĘGASZ mi, że między wami do niczego nie doszło?
Jego ukochana czuła, że będzie tego żałować, ale chciała pozostać szczera:
– Ja… Ja tylko go pocałowałam…
– Wiedziałem!! – wrzasnął Ulrich, wściekły ze złości, wyciągając z kieszeni telefon. Yumi starała się go uspokoić, podczas gdy w jej głosie słychać było łzy:
– …Od razu mnie odepchnął! To trwało zaledwie sekundę!
Te usprawiedliwienia nie docierały do wściekłego nastolatka, który zwrócił się do Jeremy’ego przez telefon:
– Możesz mi powiedzieć, gdzie w tej chwili jest William!? Świetnie, nie ruszajcie się, zaraz będę!
Ulrich rozłączył się i ruszył w drogę, nie zwracając uwagi na błagania Yumi, która, łkając, próbowała go zatrzymać.
W międzyczasie w fabryce, William wyszedł z sali skanerów po przejściu pełnego badania. Niepokój w oczach Aelity uświadomił mu, że wyniki są niepokojące.
– I jak…? – spytał z obawą. Jeremy w końcu powiedział mu prawdę:
– Twoja struktura rzeczywiście została naruszona, odkąd uwolniliśmy cię spod wpływu Xany. Twój stan pogarsza się bardzo powoli, dlatego wcześniej tego nie zauważyliśmy. Oznaki twojej degradacji staną się coraz częstsze, coraz bardziej widoczne, aż do całkowitego zniszczenia twojego organizmu.
– A mówiąc jaśniej? – spytał William, który mniej więcej już zrozumiał.
– Mówiąc jaśniej – wyjaśniła Aelita wypranym z emocji głosem – powoli znikasz…
Zapadła grobowa cisza, podczas gdy wysoki brunet starał się zaakceptować diagnozę. Pigułka była trudna do przełknięcia. Czuł się w pełni sił, regularnie stawiał czoła niebezpieczeństwu, będąc przekonanym, że ma przed sobą całe życie, a oto ledwie wyczuwalna choroba wkrótce miała go ściąć. Po tym wszystkim, przez co musiał przejść, włączając w to nieufność przyjaciół wobec niego, miał teraz zostać skazany na zniknięcie dla ich sprawy? Co za niesprawiedliwy los. Jednak William wiedział, że bohater musi być gotowy zaakceptować swoje przekleństwo i zapłacić za nie wysoką cenę.
W końcu spytał:
– I nie wiecie, jak rozwiązać ten problem?
Informatyk pokręcił głową:
– W nielicznych przypadkach, kiedy spotykaliśmy się z tego rodzaju niedogodnościami, problem wynikał po prostu ze skanerów, ale tym razem nie znamy dokładnej natury tego, co powoduje twoją dezintegrację. Wszystko, co wiemy na podstawie naszych analiz to to, że Xana prawdopodobnie pozostawił w tobie coś, co pozwala mu stopniowo absorbować twoją strukturę. Zresztą, to prawdopodobnie też dlatego podczas naszej ostatniej misji przed wyłączeniem Superkomputera zostałeś zxanafikowany w fabryce i mogłeś przenikać przez materię.
William nie był zbytnio zachwycony informacją, że wróg uczynił go bardziej podatnym na xanafikację niż jego kolegów z drużyny, ale przysiągł sobie również, że już nigdy nie pozwoli Xanie sobą manipulować.
– Wolałbym, żebyście nie mówili o tym reszcie.
Aelita przytaknęła, zanim dodała:
– Wobec braku możliwości natychmiastowego wyleczenia cię, uważamy, że aby zatrzymać ten proces, musimy wyeliminować Xanę…
– Łatwiej powiedzieć niż zrobić – zripostował William, któremu z trudem przychodziło zachowanie zimnej krwi. – Ile czasu mi zostało?
– Kilka miesięcy – odpowiedziała dziewczyna. – Miejmy nadzieję, że proces nie przyspieszy. William z trudem przełknął ślinę, po czym poruszył kolejną kwestię:
– A co z głosem w mojej głowie?
Jeremie nie miał wyjaśnienia:
– Na razie nic nie znalazłem, ale, jeśli ten głos jest częścią tego, co zaszczepił w tobie Xana, będę mógł znaleźć sposób na jego dezaktywację dopiero po przeanalizowaniu go, gdy znów się ujawni…
Chcąc pozostać optymistką, Aelita zasugerowała możliwości:
– Może moglibyśmy spróbować go sprowokować i od razu przeanalizować? Kiedy zazwyczaj go słyszysz?
Wysoki brunet zazgrzytał zębami:
– Cóż… Kiedy jestem sam… A raczej, kiedy czuję się samotny.
Po tej odpowiedzi jego przyjaciółka z drużyny uświadomiła sobie, że William w pewnym sensie nie czuł się tak naprawdę zintegrowany z ich grupą.
– Ale przecież jesteś teraz jednym z nas! – zapewniła go, łapiąc za rękę.– Nie pozwolimy ci upaść, wiesz, że możesz na nas liczyć!
– Ta, ale… z drugiej strony – westchnął, cofając dłoń. – …czasami zastanawiam się, co nas tak naprawdę łączy, poza naszą misją.
– Co masz na myśli? – spytał zdezorientowany Jeremie. – Uważasz, że nie jesteśmy tak naprawdę “przyjaciółmi”?
– Nie wiem… Mam poczucie, że gdyby Lyoko nie złączyło nas, Odd i Ulrich może i tak byliby kumplami, bo dzielą ten sam pokój, ale Yumi prawdopodobnie przejmowałaby się tylko nauką, a ty, Jeremie, pewnie wciąż byłbyś nieśmiałym i samotnym kujonem. Nawet, jeśli dzisiaj jesteśmy drużyną z konieczności, to czy można tu mówić o przyjaźni? Czy wzięlibyśmy Naxxyę pod swoje skrzydła bez jej mocy? A ty, Aelita, czy zakochałabyś się w Jeremiem, gdyby nie podjął takiego ryzyka, by cię uratować?
Informatyk milczał, ale dziewczyna o różowych włosach odpowiedziała natychmiast:
– Po co zastanawiać się, jak potoczyłyby się sprawy w innych okolicznościach? Tak, to Lyoko nas połączyło, ale to nie przeszkadza nam być prawdziwymi przyjaciółmi. Myślę, że nasza misja zbliżyła nas bardziej, niż jakakolwiek “zwyczajna” młodość mogłaby na to pozwolić, ale, jaka jest różnica między tym, jak staliśmy się przyjaciółmi walcząc wspólnie ze wspólnym wrogiem, a tym, jak uczniowie w klasie stają się przyjaciółmi dzięki rozmowom i śmiechom, żeby lepiej znosić szkolne dni?
William ograniczył się do wzruszenia ramionami, a Jereme przerwał milczenie:
– Czyli…masz wrażenie, że tak naprawdę nie należysz do paczki, jakbyśmy przyjęli cię do nas tylko z powodu Xany, ale tak naprawdę myślisz, że wcale cię nie doceniamy, tak?
– Nie wiem. Ale… fakt, że ryzykuję zniknięciem dla naszej “szlachetnej sprawy”, więc siłą rzeczy, zaczynam zadawać sobie pytania.
– Nie znikniesz! – zapewniła Aelita. – Zrobimy wszystko, żeby do tego nie dopuścić! Nigdy nie pozwolimy Xanie by… !
Rozmowę przerwał im dźwięk otwierających się drzwi windy. Pojawił się Ulrich, kipiący z wściekłości, a w jego ślad Yumi, która desperacko próbowała go zatrzymać.
– Co się z wami dzieje? – zaniepokoił się Jeremie, widząc, jak Samuraj szybkim krokiem zbliża się do Williama.
Bez słowa wyjaśnienia Ulrich zadał potężny cios w twarz wysokiemu brunetowi, który padł na plecy.
– Hej!? Co w ciebie wstąpiło!? – spanikował Informatyk, podczas gdy William podniósł się, by rzucić się na napastnika.
– Przestańcie!!
Pod przerażonym spojrzeniem Aelity i przy płaczu Yumi, obaj chłopcy wymieniali cios za cios: hak w szczękę, cios łokciem w żebra, uderzenie kolanem w brzuch, rzut na ziemię… Jeremie wyciągnął swój pistolet na impuls elektryczny, ale nie miał odwagi strzelić, w obawie, że ten, który zostanie zneutralizowany, ten zostanie zmasakrowany przez drugiego.
Gdy od brutalności wymienianych ciosów z obu przeciwników zaczęła płynąć krew, drzwi windy ponownie się otworzyły i do pomieszczenia wkroczył wielki duch ubrany w białe prześcieradło:
– ŁUUUU! Jestem zjawą o czterech ramionach! – krzyknął Odd, siedząc na ramionach Naxxyi.
Nagle zorientował się, że Ulrich i William biją się tuż przed nimi.
– O kurde!
Kot zrzucił prześcieradło, które służyło mu za przebranie i zeskoczył na ziemię, aby pomóc Jeremy’emu w powstrzymaniu Ulricha. Olbrzymka złapała Williama w pasie i odciągnęła go do tyłu. Dwaj rozdzieleni bojownicy łapali oddech, a geniusz w okularach spytał:
– Ulrich, mogę wiedzieć, co ci strzeliło do głowy, żeby tak wpaść i uderzyć Williama?!
– Ten zdrajca pocałował dziś po południu Yumi! – tłumaczył wciąż rozzłoszczony Samuraj.
– To ona mnie pocałowała, bo nie była w swoim normalnym stanie! – bronił się William. – I od razu ją odepchnąłem!
– To samo mu mówiłam – potwierdziła bezradna Yumi – ale on nie chce o tym słyszeć! Jeremie próbował przemówić Ulrichowi do rozsądku:
– Słuchaj, rozumiem, że jesteś wściekły, ale już ci tłumaczyłem, że zachowanie Yumi zostało zaburzone przez niepożądane skutki mojego programu! Cokolwiek zrobiła w trakcie, to nie zmienia niczego w jej uczuciach do ciebie, więc zapomnij o tym wszystkim i przejdź nad tym do porządku dziennego!
Samuraj nie wierzył własnym uszom:
– Yumi pocałowała Williama, a ja mam udawać, że nic się nie stało!? Kpisz sobie ze mnie, Jeremie!? Co byś powiedział, gdybym ci wyznał, że przyłapałem Odda całującego się z Aelitą za salą gimnastyczną!?
Spojrzenia zwróciły się ku Kotu, który nagle wydał się zakłopotany:
– Eeee… Nie no, ale to było w zeszłym roku… I zerwaliśmy dawno temu…
– Nie przejmuj się, Odd – odezwał się Jeremie. – Nie musisz się usprawiedliwiać. Wiedziałem, że Aelita spotykała się z tobą w tajemnicy, bo nie poświęcałem jej wystarczająco dużo uwagi; zresztą sama w końcu mi to wyznała. Na początku mnie to nieźle wkurzyło, ale od tamtej pory Aelita dokonała wyboru. Zapewniła mnie, że nie zamierza już “skakać na boki”, i udowodniła, że mnie kocha. Więc cała reszta mnie nie obchodzi. Jeśli pewnego dnia Xana zmusi Aelitę do pocałowania kogoś innego niż ja, to nie będzie koniec świata.
Dziewczyna o różowych włosach potaknęła słowom swojego chłopaka:
– Jeśli chcesz wiedzieć, Ulrich, to naprawdę lubiłam potajemnie flirtować z Oddem, ale wcale nie umniejszało to moich uczuć do Jeremy’ego. Od początku uprzedzałam Odda: jak tylko Jeremie poczuje się gotowy, wrócę do niego, więc potajemny związek na pewno się skończy. Jak sam widzisz, dzisiaj chodzę tylko z Jeremiem i nie mamy żadnych wątpliwości co do uczuć, jakimi się darzymy. Dlaczego więc ty poddajesz w wątpliwość miłość, jaką darzy cię Yumi?
Reszta grupy wydała się dość zdziwiona oświadczeniami dwojga mądrali z zespołu, ale Ulrich natychmiast wziął się w garść:
– To super, jeśli bawi was bycie niewiernymi i przechodzenie nad tym do porządku dziennego, ale ja zawsze wyrażałem się bardzo jasno w tej kwestii: jeśli William kiedykolwiek dotknie Yumi, gdy spotyka się ze mną, wylatuje z drużyny, kropka! I to samo tyczy się Naxxyi!
Spojrzenia skierowały się na olbrzymkę, która milczała, bojąc się, że spotka ją ten sam los co Williama, a Ulrich kontynuował:
– Cały czas nieudolnie przeprasza, żeby wzbudzić w nas litość, a tak naprawdę jest taka sama jak Odd, kiedy płata nam te swoje parszywe figle: nadużywa naszej wyrozumiałości i wykorzystuje to, pozwalając sobie na wszystko, bo wie, że jej wybaczymy! Ale tym razem z tym koniec! Zdrajcy muszą opuścić drużynę!!
Na te słowa wysoki brunet wybuchnął z wściekłości:
– Po tym wszystkim, co dla was zrobiłem, śmiesz jeszcze nazywać mnie ZDRAJCĄ!? Przeczuwając, że rzuci się na Ulricha, Odd pospieszył z próbą przytrzymania Williama za ramię, ale ten odepchnął go z łokcia w brzuch i szykował się do ataku na przeciwnika. Został jednak ponownie złapany w pasie przez Naxxyę, która z trudem utrzymywała go w miejscu, tak bardzo się wyrywał.
– Puśćcie mnie!! ZMASAKRUJĘ GO!!! ZMASAKRUJĘ WAS WSZYSTKICH!!!
Ten krzyk wściekłości przyprawił obecnych o dreszcze, ale zmęczony już poprzednią walką William w końcu stracił siły od tego wrzasku. Z jego ust sączyła się krew. Aelita spojrzała na niego smutno i dała znak Naxxyi, żeby go puściła. William odepchnął Olbrzymkę ramieniem i poszedł usiąść pod ścianą, chowając twarz w dłoniach. Aelita podeszła, uklękła przy nim i spróbowała go uspokoić, podczas gdy Yumi starała się przemówić swojemu chłopakowi do rozsądku:
– Ulrich, proszę cię, posłuchaj mnie! Dobrze wiesz, że to była MOJA wina! Praktycznie się na nich rzuciłam! I pewnie zrobiłabym to samo z Aelitą, Jeremiem czy nawet Oddem, gdyby stanęli mi na drodze! Już nad sobą nie panowałam! Nie możesz kazać Williamowi i Naxxyi odejść z drużyny przez MOJE błędy!!
Samuraj pozostał nieugięty i postawił Japonce ultimatum:
– Albo oni, albo ja, wybieraj!!
– Przestań, Ulrich! – zainterweniował Jeremie. – Dobrze wiesz, że nie możemy sobie teraz pozwolić na zmniejszenie naszej liczebności, gdy Xana staje się coraz potężniejszy!
– To znajdźcie kogoś na moje miejsce, bo ja spadam! – uciął Ulrich, opuszczając pomieszczenie.
Następnego dnia, w południe na stołówce, Sissi zauważyła, że Ulrich siedzi sam przy stoliku, i postanowiła się do niego przysiąść:
– Cześć Ulrich, mogę usiąść? – spytała z uśmiechem.
Nie uzyskując odpowiedzi, usiadła naprzeciwko niego i kontynuowała:
– Powiedz mi, chyba nie jesteś dziś w sosie, co się stało z twoimi przyjaciółmi?
Samuraj nie odezwał się ani słowem, więc dziewczyna musiała prowadzić rozmowę za dwoje:
– Niech zgadnę, pokłóciłeś się z Yumi? To wygląda na coś poważniejszego niż zwykła kłótnia… Chyba cię nie rzuciła dla Williama?
Wciąż bez słowa, Ulrich wstał, wziął swoją tacę i odszedł, ale Sissi poszła za nim na zewnątrz:
– W każdym razie, ja, jeśli jest coś, czego bym nigdy nie zrobiła, to zdradzenie chłopaka, w którym jestem zakochana.
– Zamierzasz się tak jeszcze długo do mnie kleić? – spytał w końcu zdenerwowany licealista.
– Cóż… – zawahała się, łapiąc go delikatnie za ramię. – Widzę przecież, że nie masz ochoty rozmawiać o swoich problemach, ale nie chcę cię zostawiać samego…
Wychodząc z siebie, Ulrich odepchnął ją tak gwałtownie, że dziewczyna upadła do tyłu, a on zaczął na nią krzyczeć:
– Nie chcę cię!! Zrozumiałaś!? NIKT CIĘ NIE CHCE!!!
Widząc, że wszyscy uczniowie wokół na niego patrzą, odwrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając Sissi na ziemi wciąż w szoku.
Będąc świadkiem tej sceny z oddali, William pospieszył do dziewczyny, aby pomóc jej wstać: – Nic sobie nie złamałaś?
– Nic mi nie jest, dziękuję – odpowiedziała po prostu Sissi, otrzepując ubranie.
– Nie zwracaj uwagi na to, co powiedział Ulrich, on jest tylko…
– Powiedziałam, że nic mi nie jest – powtórzyła obojętnym tonem.
Nadeszli również Hervé i Nicolas.
– Sissi? Co ci się stało? – dopytał Hervé.
– Nic. Chodźmy stąd – ucięła córka dyrektora.
Wysoki brunet patrzył, jak Sissi oddala się w ślad za swoimi dwoma poplecznikami, a Nicolas w końcu spytał Herve’a przyciszonym głosem:
– Dlaczego ona płacze?
Wracając do przyjaciół, William był zbulwersowany tym, co się przed chwilą wydarzyło:
– Widzieliście, jak Ulrich popchnął Sissi!?
– Strasznie cierpi, więc rani innych dookoła – wyjaśniła Aelita, która wcale nie była przez to mniej zszokowana zachowaniem Samuraja.
– Ulrich nie uspokoi się sam – dodał Jeremie.
– Ktoś z nas musi pójść z nim porozmawiać.
– Logicznie rzecz biorąc, to Yumi powinna się tym zająć! – stwierdził Odd.
– Yumi została dzisiaj w domu – zripostowała Naxxya. – Z nią też nie jest najlepiej.
Mózg paczki zwrócił się w stronę Kota:
– Odd, jesteś jego współlokatorem i najlepszym przyjacielem. Możesz przemówić Ulrichowi do rozsądku.
– Hę!? Eeee… O! Ktoś dzwoni! – wykrzyknął fioletowy Kot, otwierając swój telefon.
– Tak, halo?… Tak…
Aelita zamierzała zgłosić się na ochotnika, by spróbować porozmawiać z Samurajem, ale głos zabrała Naxxya:
– Jeśli to jedyne rozwiązanie, żeby Ulrich wrócił, mogę iść mu powiedzieć, że rezygnuję z bycia w drużynie.
– Bardzo podoba mi się ten pomysł – ironizował William – ale żeby Ulrich się zgodził, ja też musiałbym odejść, a o tym możesz zapomnieć.
Jeremie zastanowił się nad propozycją Olbrzymki:
– Ulrich jest prawdopodobnie naszym najlepszym zawodnikiem w Lyoko, ale na pewno nie na tyle, by rezygnować z dwojga z was tylko po to, żeby go zatrzymać. Może moglibyśmy udawać przez jakiś czas, że William i Naxxya nie są już w drużynie, dopóki Ulrich nie wróci do normy, jednocześnie mając ich pod ręką na wypadek, gdyby na Lyoko sytuacja przybrała zły obrót…
– Nigdy w życiu! – odpowiedział wysoki brunet. – Z Ulrichem czy bez, będę walczyć w Lyoko do końca! I tak jestem od niego silniejszy, nie muszę już udowadniać, że zasługuję na swoje miejsce w drużynie!
– Pozwólcie mi chociaż zaproponować mu moje odejście w zamian za jego powrót – nalegała Naxxya. – Może zgodzi się zatrzymać Williama….
– Logicznie rzecz biorąc, powinien się zgodzić, bo przecież ja odepchnąłem Yumi! – przypomniał William, choć przez to Naxxyi włączyły się wyrzuty sumienia, że ona tego nie zrobiła.
– Ale…ponieważ w przeszłości długo próbowałem ją uwieść, Ulrich jest przekonany, że wciąż próbuję mu odbić dziewczynę.
Odd rozłączył się i położył kres dyskusji:
– Dobra, wystarczy! Przestańcie wszyscy gadać głupoty! Po pierwsze, to ja jestem najlepszy w Lyoko! Po drugie, nie chcę, żebyśmy się z kimkolwiek rozstawali, ani żebyśmy zostali drużyną, nie będąc jednocześnie paczką przyjaciół, więc sam się tym zajmę i koniec tematu! Podczas gdy jego koledzy patrzyli na niego w szoku, Kot zwrócił się do najwyższej koleżanki:
– Naxxya, pójdziesz ze mną do pielęgniarki?
– Do pielęgniarki? Po co?
– Żeby pobawić się w doktora! – zażartował. – Nie, po prostu potrzebuję, żebyś pomogła mi pożyczyć pewien lek.
– Naprawdę jej do tego potrzebujesz? – zdziwił się William. – Moim zdaniem ona raczej pomoże ci dać się złapać.
– Lek, którego potrzebuję, znajduje się w szafce dość wysoko – wyjaśnił Odd. – To misja dla zjawy o czterech ramionach! Aelita, będziesz też musiała pożyczyć mi trochę sprzętu do makijażu.
W swoim pokoju na piętrze chłopców Ulrich leżał na łóżku, zajęty topieniem smutków w alkoholu, opróżniając jedną po drugiej butelki egzotycznych trunków, które przemycił w tajemnicy z zamiarem opicia przy okazji kilku imprez w gronie znajomych. Jeśli wydałoby się, że wniósł trunki na teren szkoły, prawdopodobnie zostałby na stałe wyrzucony z Kadic, ale było mu to obojętne. Przynajmniej mógłby zacząć życie na nowo bez swoich przyjaciół i bez Yumi. To trudny scenariusz, ale mniej bolesny niż wpadanie na nią każdego dnia po tym, co się stało.
– Cześć Zrzędo! Co tam? – spytał Odd, wchodząc i szybko zamykając za sobą drzwi. Kot dyskretnie wlał lekarstwo do jednej z wciąż pełnych butelek ustawionych u podnóża łóżka Ulricha, a następnie zagaił rozmowę, kierując się do swojej szafy:
– Wyobraź sobie, że z resztą uznaliśmy, że potrzebujesz dobrej nauczki i to ja ci jej udzielę! Nadpobudliwy nastolatek otworzył drzwi swojej szafy, w której znajdowało się lustro, i ciągnął:
– Masz pretensje do Yumi o to, że pocałowała Williama i że robiła rzeczy z Naxxyą; po pierwsze, Yumi nie była sobą i doskonale o tym wiesz!
– Sobą czy nie sobą – odpowiedział Ulrich wciąż poirytowany, ale trochę pijany – gdyby naprawdę mnie kochała…to by tego nie zrobiła. Reszta, o ile wiem, była w pełni władz umysłowych, więc nie mają wymówki.
– Ach tak? – zripostował Odd. – To wyobraź sobie: Yumi spotykałaby się z Williamem i to na ciebie by się rzuciła, potrafiłbyś jej się oprzeć?
– To nie ma nic do rzeczy – bronił się Samuraj – i nie zmienia faktu, że Yumi mnie zdradziła, nieważne w jakim była stanie.
– Twierdzisz więc, że ty w żadnych okolicznościach nigdy nie zdradziłbyś Yumi? – spytał Kot, szykując się przed swoim lustrem.
– Dokładnie! – zapewnił Ulrich. – Bo ja naprawdę kocham Yumi! Więc nawet z trzema promilami we krwi i gdyby jakaś inna dziewczyna mi się zaoferowała, to nigdy bym jej nie zdradził!
– Acha, więc to chciałeś nam przed chwilą udowodnić, kiedy popchnąłeś Sissi? – spytał ironicznie Odd.
Podchmielony licealista odłożył pustą butelkę i wziął następną, pełną.
– No dobra, nie powinienem był odpychać Sissi, to było głupie… ale to nie zmienia faktu, że ja nigdy nie zdradzę Yumi, bo ja ją naprawdę kocham.
– I myślisz, że skoro cię zdradziła – ciągnął jego gadatliwy współlokator – to znaczy, że wcale cię nie kocha? Jeśli chcesz znać moje zdanie, jedyną miłością, która ucierpiała w tej historii, jest twoja własna! Nie możesz znieść myśli, że zostałeś zdradzony i wystawiony na pośmiewisko! To normalne, że na początku tak to odczuwasz, ale twoim błędem jest to, że przedkładasz dumę nad miłość do Yumi!
Ulrichowi zaczęło kręcić się w głowie, ale Odd kontynuował:
– A żebyś zrozumiał, że jedynymi ważnymi pewnikami jest twoja miłość do Yumi i jej miłość do ciebie, wystarczy, że ci pokażę, że pomimo tego wszystkiego, co tu nagadałeś, NIE jesteś nieomylny! Ty też MOŻESZ zdradzić Yumi, kiedy nie jesteś w pełni sił, dokładnie tak jak ona! A potem uświadomisz sobie, że zdradzenie Yumi wcale nie powstrzymuje cię przed kochaniem jej ponad wszystko na świecie!
Samuraj wcale nie czuł się dobrze. Obraz zaczął mu się rozmywać, padł ofiarą swoistych zawrotów głowy, które zmusiły go do podniesienia się, po czym usiadł na skraju łóżka, starając się dojść do siebie. Wciąż przed swoim lustrem, Kot kończył swoje przygotowania:
– Jeśli dziwnie się czujesz, to normalne: do butelki dorzuciłem dość specyficzny lek…
…kiedy tu wszedłem przed chwilą. Wymieszany z alkoholem, środek, który zażyłeś ma wręcz spektakularne efekty, o czym zaraz się przekonasz…
Odd zamknął szafę i odwrócił się twarzą do Ulricha, który ledwo go poznawał: Kot miał na sobie lekki makijaż, zwłaszcza wokół oczu. Jego fryzura była inna, jego włosy opadały falą do tyłu i zbijały się w kaskadę. Nosił swoje zwyczajowe spodnie dzwony, ale jego bluzka należała do Aelity. Całość brzmiałaby fałszywie, gdyby Odd był tak męski jak większość chłopców w jego wieku, ale jego smukła sylwetka i kobiece rysy twarzy pozwalały mu na osiągnięcie niepokojącego, a wręcz zniewalającego rezultatu.
Ambiwalentny nastolatek pozował w ten sposób przed swoim współlokatorem i celowo złagodził swój głos, zbliżając się do niego:
– Żeby rozluźnić trochę zbyt ograniczonego kumpla, posyła się dyżurnego biseksualistę… Żegnajcie uprzedzenia…
Powoli usiadł obok swojego współlokatora, którego mózg był wciąż otępiały, po czym delikatnie objął go za szyję, zanim mu szepnął:
– Żartuję, tak naprawdę jestem zachwycony, mogąc wypełnić tę misję. A teraz, spróbuj mi się oprzeć. Masz tylko jedno słowo do powiedzenia, żebym przestał.
Pozbawiony punktów odniesienia i oczarowany przez to nieznane stworzenie, Samuraj w końcu zacisnął zęby, ale słowo, które wyrwało mu się z ust, bynajmniej nie było protestem:
– Chodź…
Odd odpowiedział na to zaproszenie długim pocałunkiem, po czym położył go z powrotem na łóżku i położył się na nim.
– W pewnym sensie to już drugi raz, kiedy znajduję się w skórze Yumi! – stwierdził ze śmiechem Kot, po czym przeszedł do rzeczy…
Nieco później po południu Ulrich obudził się ze swojej dziwnej drzemki, myśląc: „Znowu ten idiotyczny sen…”.
Ale nagle uświadomił sobie, że Odd uczepił się jego ramienia.
„O nie…”
Podczas gdy Kot wydawał się wciąż zaspany, Samuraj znieruchomiał i starał się przypomnieć sobie, jak znalazł się w tej sytuacji. Mgła w jego głowie odpuszczała w miarę, jak powracały mu wspomnienia.
Czy został odurzony? Bez wątpienia.
Czy Odd wykorzystał to, by go nadużyć? Tak, wyraźnie. Więc dlaczego było mu to obojętne? W normalnych okolicznościach byłby wściekły na Odda i prawdopodobnie już by go bił, ale teraz, jako że wciąż czuł się trochę oszołomiony, jego brak złości pozwolił mu pomyśleć spokojniej, aż wreszcie powiedział sobie:
„Odd nigdy w życiu sam by tego wszystkiego nie ukartował”.
Rzeczywiście, plan był zdecydowanie zbyt pokręcony i złożony, by być dziełem beztroskiego Kota. Ktoś o wiele bardziej szalony musiał go do tego namówić, ktoś, kto musiał być naprawdę wściekły na Ulricha.
„Xana… To musi być Xana… to on za tym stoi od samego początku… A przez niego być może straciłem Yumi… Słono mi za to zapłaci… Ale na razie jest coś znacznie pilniejszego… Muszę przeprosić Yumi… Nie chcę jej stracić…”
Leżąc obok Ulricha, Odd dyskretnie otworzył jedno oko. Widząc, że jego przyjaciel się obudził i jest pogrążony w spokojnych myślach, Kot skorzystał z okazji, żeby pocałować go w policzek, by przywrócić go do rzeczywistości.
– W porządku, nie przesadzaj – mruknął Ulrich, wpół zły.
Odd puścił go i wstał, śmiejąc się:
– Niech to ci posłuży za nauczkę! Dobra, ja idę wziąć prysznic, a ty mam nadzieję, że wiesz, co musisz zrobić!
Jego współlokator odzyskał poczucie humoru:
– Nie, Odd, nie pójdę z tobą pod prysznic.
– Kretyn! – odpowiedział jego przyjaciel, zbierając butelki, by ukryć je pod łóżkiem. – Mówiłem o tym, co musisz zrobić w stosunku do Yumi!
Kot opuścił pokój, a Ulrich chwycił swój telefon komórkowy, by zadzwonić do Japonki, ale ta nie odbierała. Patrząc przez okno, stwierdził, że zaczyna padać.
Podczas gdy deszcz przeradzał się w ulewę, Ulrich dotarł pod dom Yumi. Zadzwonił do drzwi, ale nikt nie otwierał. Miał zamiar zadzwonić ponownie, ale zauważył brak samochodu przed domem, co wskazywało, że rodziny Ishiyamów nie ma w domu.
Samuraj wyciągnął więc swój telefon i ponownie spróbował zadzwonić do swojej ukochanej. – Odbierz, odbierz, odbierz… – powtarzał ściszonym głosem, by zabić czas podczas niekończącego się, denerwującego sygnału.
Sygnał oczekiwania nagle ustał, ale nikt po drugiej stronie nie odezwał się ani słowem. Ulrich zawahał się, po czym rzucił kilka razy „Halo?”, nie otrzymując odpowiedzi. Spojrzał na ekran swojego telefonu, by upewnić się, że jest połączony i że nie mówi w próżnię; wyglądało na to, że Yumi go słucha, nawet jeśli nic nie mówi. Zaczął więc, z nadzieją, że dziewczyna, którą kocha, rzeczywiście go usłyszy:
– To ja… Posłuchaj, ja… Chciałem…
Ze ściśniętym gardłem Ulrich obawiał się, że braknie mu słów i że Japonka nagle się rozłączy, ale ona wciąż milczała, gotowa wysłuchać wszystkiego, co zdoła jej powiedzieć, po prostu mając nadzieję, że uda mu się przekroczyć swoje uprzedzenia, żeby mogli ponownie rozpocząć swoją historię.
Licealista w końcu skoczył na głęboką wodę:
– Chciałem cię przeprosić za to wszystko, co powiedziałem, i wszystko to, co zrobiłem. Byłem niesprawiedliwy wobec was wszystkich, a zwłaszcza w stosunku do ciebie. Trochę mi zeszło, zanim to zrozumiałem, ale teraz jestem pewien: jedyną rzeczą, która się dla mnie naprawdę liczy, to bycie z tobą, Yumi. Chwilami mam trudności z powstrzymywaniem mojego parszywego charakteru i zdaję sobie sprawę, że bywam trudny w obyciu, ale jestem gotów się postarać, bo cię kocham i wiem, że ty też mnie kochasz…
Pozostając w niepewności, nastolatek wypatrywał choćby najdrobniejszej reakcji ze strony swej ukochanej, ale ta pozwoliła ciszy trwać. Ulrich musiał kontynuować, by dotrzeć do sedna swojego wyznania:
– Więc… więc jeśli mi wybaczysz, chciałbym, byśmy zostawili te nasze zmartwienia za nami… Chciałbym dotrzymać obietnicy, którą złożyłem ci, kiedy postanowiliśmy ze sobą chodzić: nigdy nie pozwolić, by nasza relacja szkodziła naszej misji. Poza tym, Jeremie ma rację: walka z Xaną sprawia, że jesteśmy narażeni na niebezpieczeństwo i byłoby szkoda, gdyby moja zazdrość powstrzymywała nas od cieszenia się czasem, jaki nam jeszcze został. Kocham cię, Yumi.
Drzwi do domu wreszcie się otworzyły. Japonka wyszła powoli na deszcz, którego krople zmywały już zaschłe ślady łez pod jej teraz lodowatym wzrokiem. Ulrich wstrzymał oddech, niepewny tego, jak jego ukochana przyjmie przeprosiny, które właśnie jej wygłosił. Niebo intensywnie pobielało w mgnieniu oka, a ułamek sekundy później Samuraj odczuł mocny ból w klatce piersiowej i upadł do tyłu, odrzucony uderzeniem piorunującego kopniaka zadanego mu przez Yumi.
Nad nimi grzmiał piorun. Leżąc na zalanym deszczem chodniku, Ulrich podniósł się, opierając się na łokciach, by zmierzyć swą przyjaciółkę wzrokiem pełnym niezrozumienia. Stojąc przed nim, Gejsza spojrzała na niego swoim zimnym wzrokiem i zadała mu pytanie tonem równie spokojnym, co przerażającym:
– Myślisz, że odpuszczę ci tak po prostu po twoich ślicznych słówkach rzuconych przez telefon? Po tym całym błocie, którym w nas rzucałeś?
Ulrich nie wiedział, co powiedzieć:
– Ja… Przepraszam…
– Zupełnie mnie to nie obchodzi – ucięła Japonka, odwracając się do niego plecami i kierując w stronę drzwi swojego domu.
Licealista natychmiast wstał z miejsca:
– Zaczekaj! Daj mi ostatnią szansę! Obiecuję, że już nigdy cię nie zawiodę!
Yumi już nawet na niego nie patrzyła:
– Nie ma sensu, żebyś się bardziej ośmieszał, skończyłam z tobą.
Ulrich upadł na kolana, wstrząśnięty tymi ostatnimi słowami. Dziewczyna miała zamiar wejść do środka, ale jej chłopak połknął swą dumę i, wciąż na kolanach, błagał ją:
– Proszę… Tylko jedna, ostatnia szansa…
Japonka zastygła w bezruchu na progu, po czym odwróciła się do swego adoratora:
– Wiesz co? Dam ci twoją ostatnią szansę: zmierzmy się w walce i załatwmy to raz, a dobrze.
Samuraj był zdziwiony:
– Hę…?? Ale…? Po co…??
Yumi znów zbliżyła się do niego:
– Jeśli wygrasz tę walkę, zostaniemy razem. Ale jeśli to ja wygram, rzucam cię na stałe, by w końcu zacząć spotykać się z Williamem.
Ulrich nie wierzył swym uszom:
– Co ty w ogóle gadasz!?
– Wstawaj i skończmy to.
Młody chłopak podniósł się, a jego zaskoczenie ustąpiło miejsca gniewowi:
– Dlaczego chcesz chodzić z Williamem!?
Yumi pozostała obojętna:
– To bez znaczenia. Gdy cię stłukę, nie będziesz już miał nic do powiedzenia.
– “Bez znaczenia”!? To BARDZO ważne, wręcz przeciwnie!! Dlaczego chcesz z nim chodzić!? Odpowiadaj!!
Japonka ze swej strony również się zdenerwowała:
– Co cię to w ogóle obchodzi!? To SĄ MOJE uczucia! To JA decyduję, z kim się spotykam! A jeśli miałabym ochotę chodzić z Williamem, jakim prawem miałbyś czelność mi tego zabraniać!?
– Niczego ci nie zabraniam! Jeśli wolisz Williama, to po prostu to zrób! Umawiaj się z nim! Nie musimy nawet walczyć! Ale jeśli William kiedykolwiek zorientuje się, że jeszcze cokolwiek do mnie czujesz, natychmiast ci odmówi!
Yumi wybuchnęła cynicznym śmiechem:
– Mówimy na pewno o tym samym Williamie? Williamie, który się mną interesował od pierwszego dnia w Kadic? Williamie, który pocałował mnie w swoim pokoju, mimo że doskonale wiedział, że ze sobą chodzimy? Williamie zwanym “zdrajcą”?
– Nazywamy go tak, żeby mu dogryźć, ale przecież dobrze wiesz, tak jak ja, że w głębi duszy jest on w porządku!
– To dlaczego tak bardzo starasz się uniknąć naszej walki, jeśli jesteś tak pewny lojalności Williama? Zmierz się ze mną i sam się przekonaj!
– To całkowicie bezużyteczne! Albo kochasz Williama i nasze spotykanie się nie ma już sensu, albo nadal mnie kochasz i spotykanie się z nim byłoby bezgranicznie głupie!
Gejsza pogardliwie wzruszyła ramionami, po czym odwróciła się na pięcie:
– No cóż, skoro uciekasz z ringu, zaproponuję Williamowi, by się ze mną zmierzył, a jeśli wygra, będę się z nim spotykać. Widzisz, przez swoje tchórzostwo nie jesteś już nawet “panem swojego przeznaczenia”, jak to ładnie mawiacie w piłce nożnej.
Ulrich wciąż był pewien siebie i podjął wyzwanie odważnym tonem:
– Założę się, że odmówi walki!
Japonka znów się zatrzymała i odwróciła w stronę swojego rozmówcy:
– A więc jeśli William rzeczywiście jest takim samym tchórzem jak ty, trudno, pójdę zmierzyć się z Naxxyą. Chcesz się założyć, że ona też odważy się odmówić?
– Oczywiście, że się nie odważy! Nawet Aelita stawiałaby ci większy opór! Po co masz się zabawiać z Naxxyą, skoro już wiesz, że ona nie…?!
Samuraj przerwał w połowie zdania, nagle uświadamiając sobie, jak nieprzyzwoity stał się ton ich kłótni:
– Chwileczkę… Najpierw William, potem Naxxya… Czy od dłuższego czasu się ze mnie nabijasz?
Na twarzy Yumi pojawił się zadowolony uśmiech:
– To całkiem możliwe. Chciałam się upewnić, że naprawdę to wszystko przemyślałeś i że twoje przeprosiny przez telefon były szczere.
Ulrich nie miał czasu, by otrząsnąć się ze zdziwienia, ponieważ jego ukochana zadała mu kolejnego kopniaka w klatkę piersiową, by przewrócić go do tyłu, po czym rzuciła się na niego, chwytając go za gardło.
Leżąc na plecach, przemoczony do szpiku kości na środku opustoszałej, mokrej od deszczu ulicy, Ulrich wpatrywał się w Yumi, klęczącej nad nim. W jej oczach odbijały się piekielne płomienie, które ożywiały Japonkę za każdym razem, gdy postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.
To płonące spojrzenie Samuraj znał już od dawna. Wiedział, że nie jest to ani szaleństwo, ani efekt programu Jérémie’ego, czy xanafikacji: to po prostu płomienna pasja, którą można była dostrzec za lodową zbroją, którą Yumi zazwyczaj nosiła.
Zagubiony w płonących oczach swojej ukochanej, Ulrich w końcu przyznał jedno.
„Jak ktokolwiek mógłby się temu oprzeć…?”
Nagle przez jego umysł przebiegło olśnienie.
– Czekaj… To byłaś ty!?… To nie był Xana! To ty poprosiłaś Odda, żeby…!?
Yumi przyłożyła palec do jego ust, by go uciszyć, a potem, ledwo kryjąc uśmiech, zbliżyła swoją twarz do twarzy ukochanego i oświadczyła tonem jednocześnie spokojnym i groźnym: – Gdybym kiedykolwiek przestała cię kochać, poinformowałabym cię o tym. Ale do tego czasu zabraniam ci wątpić choćby przez jedną sekundę w uczucia, jakie do ciebie żywię.
Ulrich podniósł dłoń i opuszkami palców pogładził policzek swojej ukochanej:
– Przysięgam, udam Ci. Ja…boję się, że ktoś inny przyjdzie i mi cię zabierze. Nie dałbym rady, gdybym Cię stracił. Dlatego tak bardzo… tak bardzo nie ufam innym w tej kwestii.
Japonka pochyliła się, by szepnąć swojemu kochankowi do ucha:
– Nie wykorzystuj tego, by nadużywać mojej cierpliwości, ale zdradzę ci sekret: nienawidzę twoich napadów zazdrości tak samo, jak je lubię.
Ulrich zaniemówił. Yumi powoli chwyciła go za policzki, by pocałować go z niezrównaną czułością – przeciwną całej swojej reprezentacji sprzed piętnastu minut. Pomogła Ulrichowi wstać i… zaproponowała, by wreszcie ogrzali się w domu.
Autorka: Nelbsia
Tłumaczenie: Shikari