Sprowadzę cię do domu – część druga

Zainfekowany awatar kosi nas jedno po drugim. Nie mam szans odepchnąć Odda, który po mojej lewej, w zasięgu ręki, zmienia się w wirującą chmurę pikseli. Yumi łapie mnie za ramię i ciągnie do tyłu. Coś krzyczy, ale nie rozumiem… nie potrafię rozróżnić słów. One się tak ze sobą mieszają…

Widzę, jak William znika w chmurze czarnego dymu, a potem niknę i ja – wskutek wywołania przez Jeremiego komendy mojej dewirtualizacji.

— *** —

„…do domu.”

Pierwszy oddech aż boli. Ale to, jak gwałtownie go nabieram, nie zależy ani trochę ode mnie. Potem oślepia mnie (przypominam sobie, że wcale nie umieram) ostre, dochodzące chyba z każdej strony światło i jestem oto w domu, na ziemi.

I uświadamiam sobie, że to w Lyoko zdarzyło się naprawdę.

William tam jest. Mój największy wróg. Ten imbecyl, który nie posłuchał ostrzeżeń, który tam władował się na pewnego… uciekł ze swojego awatara. Sam sobie utworzył schronienie, z poziomu którego to mnie – mnie, do cholery – wybrał i sprawił, że mu obiecałem.

Zmanipulował mnie, sukinsyn.

Teraz nawet nie wiem, na ile to wszystko mogło być w ogóle prawdziwe. Może to cholerna pułapka, w którą wpadłem teraz ja, jak ostatni dureń… ale otwierając oczy widzę znajome ściany pomieszczenia ze skanerami i stojącego naprzeciw mnie Odda, który patrzy się na mnie jak na ducha.

– No, co? – burczę, wychodząc z tuby.

Pokój wiruje mi w oczach. To nie jest najlepszy znak, ale i nie pierwszyzna. Idę pod ścianę, starając się nie okazywać problemu.

– Ulrich…? – słyszę za sobą. Odwracam głowę i przez ramię widzę zmartwioną twarz Aelity.

– We własnej osobie. – odpowiadam, siląc się na coś, co można by było nazwać uśmiechem.

Nie chcę tu być”.

Chyba nawet nie czuję, żeby podniosły mi się kąciki ust. Odwracam się wreszcie do niej całym ciałem.

Przestań, to nie pora.

– Czy wszystko… w porządku?

To takie proste pytanie. Automatycznie kiwam głową, wątpliwości zostawiając tu wyłącznie dla siebie. W zasadzie, nawet nie umiem tego poprawnie nazwać.

– Co… się stało w Lyoko? – pyta dalej. Chcę iść w kierunku windy. Odbijam się od ściany, a Aelita podąża za mną. – Kiedy… William cię zamknął w dymie. Razem ze sobą.

A więc, tak to wyglądało.

– To… trochę bardziej skomplikowane? Opowiem na górze.

— *** —

– Chcesz powiedzieć… – Jeremie stara się podsumować. Brzmi dość niepewnie. Sam wątpi w to, co chce powiedzieć. – …że widziałeś się z Williamem.

Kiwam głową.

– I on… nie jest w swoim ciele.

Ponownie kiwam.

– Jest… gdzieś, i stworzył swój własny… sektor? Wymiar?

– Cytując go, to coś w stylu jego własnego świata, miejsca stworzonego przez jego świadomość. Chyba się czegoś za dużo naoglądał, bo nazwał to czymś w stylu „dziedziny ducha” – palcami obu rąk rysuję w powietrzu cudzysłów – Nad którą on sam ma kontrolę. O kuźwa, nie patrz tak na mnie! – wywracam oczami, a Odd dalej stoi z rozdziawionymi ustami.

– On… tam jest. Tylko, gdzie? – Yumi mruczy pod nosem. Przygląda się ze wszystkich stron holomapie jakby liczyła na to, że zobaczy na niej coś niezwykłego.

Osobiście nie wierzę w to, że jej się uda. Jeżeli dobrze zrozumiałem, William zwiał z opętanego awataru jakiś czas temu – a teraz tylko na moment go przejął. Gdzie był dokładnie? Jeremie coś cały czas klika, wstukuje i nie mogę nawet dosłyszeć własnych myśli. Próbuję sobie przypomnieć jak najwięcej.

On mnie wtedy złapał za ramię. Odwróciłem się, i… i co wtedy? Nie pamiętam jego twarzy. W sensie, tej awataru. Zaszła wtedy dymem, jak zresztą wszystko inne wokół mnie.

– Myślicie, że to gdzieś w sektorze piątym? – Odd, zamknij się. Próbuję myśleć.

Potem zrobiło się jeszcze dziwniej. To było podobne do pustki i nie rozumiałem, co się ze mną tam działo. Dosłownie znalazłem się w stanie zawieszenia. Potem usłyszałem chyba właśnie Williama, pierwszy raz od dawna tak… naprawdę.

Odbycie rozmowy z nim w tych okolicznościach chyba mnie tylko bardziej rozstroiło.

– Nie ma nawet śladu po nim. Jedyne, co mamy, to jego awatar. – Yumi, błagam cię…

Dłoń bezwiednie zaciska się w pięść. Czemu ja?!

– Skoro może z tamtym miejscem robić, co tylko chce, to czemu nie wciągnie tam swojego awatara i go nie odzyska?

Właśnie, czemu? Dobre pytanie, Odd. Może jednak jest jeszcze dla ciebie jeszcze jakaś szansa.

– Bo nie jest w stanie go utrzymać. Cokolwiek zrobił, mógł jedynie go wykorzystać, żeby się do mnie dostać, jak most. On… nie jest w stanie przez niego tak swobodnie przechodzić, bo XANA mu to blokuje.

– Dobra myśl, Ulrich.

– Co?

Nieironicznie zaskoczony, podnoszę głowę. Wszystkie spojrzenia skierowane są w moją stronę.

– To. – Jeremie poprawia okulary. – Dobrze kombinujesz.

– Ale, co niby ja…? – nie rozumiem. Co stało się przed chwilą? Ktoś powiedział o moście. Ale, kto?

– Powiedziałeś, że XANA może blokować Williamowi dostęp, skoro ten już wydostał się na zewnątrz. Awatar to coś w stylu…

– Oblężonej twierdzy?

– Dokładnie.

Co jest? Konsternacja na ich twarzach robi się coraz większa. Jestem zagubiony i coraz mniej rozumiem… Otwieram usta i chcę coś powiedzieć, ale nie wiem, co. Stawiam na klasykę, bo ona jest zazwyczaj skuteczna.

– Tak. – kiwam głową. – Tak, dokładnie. Sorry, jestem trochę… rozkojarzony. Wiecie, dziwne zdarzenia, przejścia… a, zresztą. – zbywam sytuację macnięciem ręki. Jeszcze to wszystko trawię.

Aelita zdaje się to łyknąć. Co do Odda nie mam złudzeń – on jest naiwny. Yumi nie odrywa wzroku od holomapy, skoro już znowu na nią spojrzała. Jeremie pokiwał głową i dalej coś sprawdza.

Trzymał mnie na siłę przy spokoju. Dlaczego nie mógł utrzymać XANY i wrócić do ciała? Był na to za słaby? I skąd wiedziałem to, co dopiero padło, do tego jeszcze z moich ust?

Czuję, że muszę go znaleźć. Poznać odpowiedzi, zrozumieć to, co się dzieje.

– Ulrich?

– Co?

– Wszystko w porządku?

Kiwam znowu głową. Kłamię. Obiecałem mu i nie wiem, w co się wkopałem.

Autorka: Morrigan

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments