Randka

Notka od autora:

Hej wszystkim! Ten fanfik to mój dość spóźniony speciał z okazji pride month. Mam nadzieję, że się wam spodoba.

Ah te późne, wiosenne wieczory, pełne rześkiego powietrza i zapachu trawy. O ile większość uczniów szkoły Kadic było już o tej porze w objęciach Morfeusza, to Odd Della Robbia miał zgoła inne plany niż spanie. Nastolatek leżał w łóżku nasłuchując, czekając aż oddech jego współlokatora nabierze spokojnego i powolnego rytmu. To nie pierwszy raz kiedy będzie się wymykał w ten sposób, ale być może będzie to ostatni.

Jedynym co oświetlało jego pokój była pełnia księżyca za oknem, a kiedy oddech Ulricha w końcu zasugerował że droga wolna, Odd od razu ruszył do akcji. Z kocią finezją zwinął się z łóżka i zarzucił wyjściowe ubrania, a chwilę później już go nie było. Zamykając po cichu drzwi Della Robbia głęboko odetchnął, najbardziej stresująca część była już za nim. Chłopak rozejrzał się po korytarzu i poprawił swe majestatycznie nastroszone blond włosy, teraz tylko nie wpaść na patrolującego Jima, i do fabryki.

Biegnąc bezszelestnym krokiem, po głowie chodził mu cel tej eskapady – William Dunbar. Od jakiegoś czasu dwójka spotykała się w fabryce, reszta Wojowników Lyoko rzadko tam zagląda teraz kiedy superkomputer jest wyłączony. Odd nawet nie wiedział do końca jak to się zaczęło, był chyba zbyt skupiony walką z XANĄ aby zauważyć kiedy przyjacielskie żarty zmieniły się w flirt, kiedy mimo tego że chodził z Cindy od miesiąca każda interakcja z Williamem przyprawiała go o motyle w brzuchu. Tamte dni wydają się tak dalekie mimo że minął może rok. Relacja reszty wojowników z Williamem nigdy się nie poprawiła, niechęć do niego pozostała po xanafikacji.

Korytarze akademika ustąpiły drogi dziedzińcowi Kadic, Odd znowu się rozejrzał w poszukiwaniu Jima, nie było go nigdzie w pobliżu, ale po przymrużeniu oczu blondyn mógł wychwycić światło latarki wuefisty gdzieś w parku; wygląda na to że główna droga do fabryki to nie najlepszy pomysł, jeśli Odd nie chce zostać przyłapany.

“Pora na plan B” pomyślał Odd, i podbiegł do sali gimnastycznej. Tak jak sądził, drzwi były otwarte, w końcu Jim zawsze przesiadywał tam między nocnymi patrolami. Drogę przez salę gimnastyczną przerywa mu zapach… karmelowego macchiato…? Wuefista musiał zostawić swoją kawę w kantorku, Odd oddał się pięknej woni kawy i zboczył z drogi prosto do małego pomieszczenia, które Morales uznaje za najbardziej swój kąt w całym budynku. Na plastikowym stoliku, pod ścianą z wielkim plakatem sumo leżał on: plastikowy kubeczek z automatu wypełniony przepysznym napojem. Della Robbia uśmiechnął się od ucha do ucha , chwycił go i wziął jeden łyk, na tyle mały aby jego nauczyciel nie zauważył zmiany, ale wystarczająco duży aby zaspokoić swoje kawowe pragnienie. Wtedy usłyszał z zewnątrz dźwięk kroków. Odd nie miał czasu wydostać się z kantorka, podbiegł do szafy, która stała przy ścianie obok i niezdarnie wcisnął się do niej, rozpychając przy tym paręnaście identycznych bluz i sportowego wyposażenia.

Przez szparę w drzwiach mógł zobaczyć jak Jim wchodzi do pokoju.

Mężczyzna rozsiadł się w swoim “fotelu”, a raczej plastikowym krześle z przyczepionymi na rzepy poduszkami ortopedycznymi, i zaczął relaksować się ze swoimi gazetkami w jednej dłoni i kubeczkiem macchiato w drugiej.

Odd mógł jedynie się przyglądać i odliczać minuty jak nietypowa pozycja w której był sprawi że wyleci z szafy prosto przed nos Jima. W desperacji przed uniknięciem konsekwencji dalej kurczowo rozpierał zagracone wnętrze mimo tego jak bardzo jego ręce się trzęsły.

W końcu jak blondyn poczuł że jego siły ustępują drogi grawitacji stał się cud, jego tęgi nauczyciel wstał i wyszedł z latarką na kolejny obchód. Jak tylko Odd usłyszał klik drzwi, pozwolił sobie wyskoczyć z ukrycia, cały zdyszany wziął jeszcze jeden łyk kawy Jima i zaczął kuśtykać z na wpół zdrętwiałą nogą w stronę przejścia do kanałów.

“Mistrz skradania Della Robbia” przechwalał się przed samym sobą.

Kiedy dotarł do fabryki był może parę minut spóźniony. Z ekscytacją i kapką stresu Odd chwycił linę i zjechał po niej na dolny poziom fabryki.

“Nie śpieszyłeś się.” Para znajomych rąk objęła blondyna od tyłu, a ten od razu pozwolił całemu stresowi go opuścić, i wtulił się jeszcze bardziej. Łatwo mógł poczuć ciepło swojego chłopaka, i o matko jak on właśnie tego potrzebował; nawet nie wiedział jak nieubłaganie za nim tęsknił.

“Miałem mały problem z Jimem” Odd odwrócił nie przerywając uścisku i pocałował szatyna w policzek. “Tęskniłem za tobą William.” Słowa powiedziane z czułością i melancholijnym tonem jakiego prawie nigdy nie używał

”Ja za tobą też Odd. Na następne ferie nie puszczam cię samego, to były potworne dwa tygodnie” Oznajmił, przytulając młodszego chłopaka trochę mocniej. “Przygotowałem nam nasze miejsce. Chodź. Opowiesz mi jak było po drodze” William wypuścił Della Robbię z objęcia i zamiast tego zaczął prowadzić go za rękę w głąb fabryki.

Miejscówka tej dwójki to kącik dla pracowników przy oknie niedaleko dawnych linii produkcyjnych, ze średnim stolikiem kawowym i kanapą która pamięta co najmniej 2 ostatnie dekady. Kiedy tam weszli, Oddowi od razu rzuciło się w oczy że pomieszczenie było skąpane w świetle świec, zapakowane w siatkę jedzenie i rozstawiony przez Dunbara laptop i parę płyt z ich ulubionymi grami i filmami. Blondyn uśmiechnął się i wydał chichot aprobaty na przygotowania swojego chłopaka.

“Wiedziałem że ci się spodoba!” Skwitował to z dumą William.

Odd pociągnął nosem. Woń wydobywająca się z torby przypominała mu o jednej z ich pierwszych randek “Czy ja…”

niuch niuch

“…czuję zapiekanki???” zapytał. Aż w brzuchu zaczęło mu burczeć

“Domowej roboty!” Dunbar teatralnie ukłonił się i wydał ręką zapraszający gest dla blondyna by skorzystał z rzeczy dla niego przygotowanych. Ot cały William, czego innego by się spodziewać po wiecznym romantyku, który wyleciał z dawnej szkoły za oblepianie korytarzy miłosnymi listami? Dzięki Bogu że od tamtego czasu jego pomysły stały się o wiele bardziej taktowne.

Następne parę godzin dwoje chłopaków spędziła leżąc wtuleni na kanapie, rozmawiając o tym jak spędzili ferie, jedząc i grając w wiele tytułów ze swojej wspólnej kolekcji, o ile w bijatykach i akcyjniakach szli łeb w łeb, to jednak w ścigałkach William wytarł Oddem podłogę, co oczywiście spotkało się z głośną dezaprobatą młodego Włocha i serią żartobliwych przekleństw i oskarżeń o oszustwo skierowanym ku szatyna. Aby udobruchać swojego chłopaka po sromotnej porażce, Dunbar włączył do paru ostatnich zapiekanek jedną z płyt z ulubionym serialem Della Robbi.

Kiedy ostatni odcinek ‘Stalowego Samuraja: Wojownika Neo Olde Tokyo’ dobiegał końca, powieki Odda praktycznie same się zamykały. Głębokie oddychanie które czuł za swoimi plecami oraz kompletny brak reakcji na zakończenie odcinka dały mu do zrozumienia że William już dawno zasnął. Pozostał tak wtulony w niego przez następne parę minut, uczucie błogości i relaksu było zbyt wspaniałe aby je odrzucić. O jakby chciał po prostu zamknąć oczy i usnąć tu z Williamem, ale niestety musieli wrócić przed zajęciami aby nie wpaść w tarapaty. Żaden z nich nie chciał musieć słuchać wywodów Jima i Delmasa o przestrzeganiu zasad.

“Will, pora wstawać. Musimy wracać.” potrząsnął ramieniem chłopaka. Ten otworzył oczy i z lekkim pomruknięciem podniósł się na tyle by pocałować Odda i opadł z powrotem na kanapę.

“Daj mi jeszcze parę minut” Szatyn odpowiedział zmęczonym, błagalnym głosem.

Odd przewrócił oczami i uśmiechnął się pod nosem. “Nie mogę uwierzyć że to JA jestem tutaj głosem rozsądku.” Powiedział żartobliwie. “No dalej, musimy jeszcze tutaj ogarnąć”

W ciągu następnych paru minut udało się im posprzątać i spakować swoje rzeczy. Dwójka chłopaków przeszła przez całą fabrykę trzymając się za ręce i rozmawiając o wszystkim i o niczym. Kiedy byli na moście William zatrzymał się, bardzo zdziwiło to Della Robbię który od razu zwrócił całą swoją uwagę ku niemu

“Więc Odd, jak podobała ci się randka?” Pytanie, o ile zwyczajne to wydawało się kryć coś niespodziewanego. Zwłaszcza to jak Dunbar trzymał swoją torbę przykuło wzrok blondyna, jednak zdecydował się nie naciskać i poczekać aż jego chłopak sam ujawni swoje karty.

“Była wspaniała.” Odd odparł czule i mocno uścisnął Williama. “Dziękuję”

“Nie dziękuj mi jeszcze! Zatrzymałem się bo mam dla ciebie jeszcze jedną rzecz.” Szatyn ostrożnie otworzył torbę i wyciągnął z niej..

…kopertę?

“Pamiętasz jak parę dni temu mówiłeś mi przez telefon o tej jednej japońskiej piosenkarce RnB? W-”

“Hikaru Utada!?” Odd wciął się między zdaniami.

William pokiwał głową i wyciągnął ręce wręczając Della Robbi tajemniczą kopertę.

“Dowiedziałem się że ma za 3 tygodnie koncert w Paryżu, i kupiłem nam bilety.”

Oczy Odda zapaliły się na wieść o prezencie, i zanim którykolwiek z nich mógł powiedzieć cokolwiek, szatyn znalazł się wciągnięty w pocałunek, jego ciało czuło się jakby właśnie został kopnięty piorunem. Był dumny z siebie, jego serce wypełniło ciepło, w końcu odwalił kawał dobrej roboty i jego chłopak jest szczęśliwy.

“Chwila, skąd w ogóle miałeś na to pieniądze? Te bilety kosztują fortunę!” Włoch przerwał romantyczny gest i uniósł brew.

“Tak w skrócie…” Will powędrował wzrokiem na bok i lekko się uśmiechnął “…powiedziałem o nas moim rodzicom. Wspaniale to znieśli, i kiedy usłyszeli o pomyśle na prezent byli bardziej niż chętni mi pomóc.”

“Serio? Twój stary zawsze wydawał się typem który nie zniósłby dobrze takich wieści.” Odd był wyraźnie zdziwiony reakcją państwa Dunbar. W tej chwili przypomniał sobie że powinni wracać a nie stać na moście i rozmawiać w najlepsze, więc przykucnął i otworzył właz do kanałów.

“Nie wiem, wygląda na to że kocha mnie nie ważne czy jestem hetero czy bi” odpowiedział patrząc jak jego chłopak schodzi po drabinie, i podążył w jego ślady.

Przejeżdżając przez kanały na deskorolkach kontynuowali rozmowę.

“Dobrze że o tym mówisz Will, bo sam myślałem o powiedzeniu reszcie że jesteśmy razem!” Krzyknął do jadącego trochę wolniej partnera. “Nie podoba mi się to jak bardzo się od nich oddalam przez nas sekret; te całe skradanie i ciągłe kłamanie serio wpłynęły na naszą przyjaźń.” Rozwinął, i pozwolił sobie zwolnić by jechać łeb w łeb z Dunbarem. “Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko?”

“Nie, oczywiście że nie. Nie musisz się mnie nawet pytać, w końcu są to bardziej twoi przyjaciele niż moi. I nie ważne co jestem tu po to by cię wspierać.”

Dwójka chłopaków w końcu dotarła do wyjścia prowadzącego do parku w Kadic. “Dzięki że jesteś. Jutro im o wszystkim powiem. Ich reakcja nie może być gorsza niż twoich rodziców” Odpowiedział z wdzięcznością i mimo dzielnych słów, wyczuwalną nutą niepewności. Następnie obydwoje weszli po drabinie.

Odd wyciągnął rękę do swojego partnera, który właśnie na kolanach zamykał właz do kanałów, i pomógł mu wstać. Obydwoje powędrowali w stronę akademika trzymając się za ręce.

“Hej.”

“Hmm?”

“Kocham cię, William.”

“Ja ciebie też, Odd.”

Autor: Classico

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments