W obszernej, zimnej sali, tuż obok superkomputera wyglądającego jak piętnaście połączonych ze sobą szaf z tą różnicą, że każda z nich posiadała dwadzieścia wajch oraz około stu przycisków i lampek siedział przy interfejsie młody, wychudzony informatyk. Wzrostem sięgał siódmoklasisty, miał ciemnobrązowe włosy oraz kozią bródkę i ubrania koloru szarego, które wisiały na nim tak, jakby nałożył na siebie worek kartofli. Sięgnął on po zestaw słuchawkowy który wisiał na jednym z sześciu monitorów interfejsu.
– I jak wam idzie? – powiedział spokojnym, lekko drżącym głosem. – Dobra ta sztuczna inteligencja, co?
– Tobie już kompletnie odbiło?! – odpowiedział głos z komputera – Te pełzoludki, czy jak to tam się nazywało miały zadawać 30 punktów zdrowia, nie 70.
– Oj nie przejmuj się Miedwiediew – odpowiedział mu – Zresztą twój awatar zjada najwięcej pamięci i mocy.
– Tu się zgodzę z Rauem – rzekł drugi głos – Ale faktycznie te pełzacze kopią mocno.
– Może sam się zwirtualizujesz i powalczysz z twoimi potworkami. – powiedział Miedwidew.
– O nie, nie! – odpowiedział mu Rau. – Po tym, jak wrzuciłeś mnie do cyfrowego morza, moja noga długo nie postanie w KU6.2-FPKW.– Dłuższej nazwy się nie dało wymyślić? – spytał drugi awatar.
– Za wcześniejszą zostaliśmy wyśmiani przez połowę kampusu.
– A no tak!
– Dobra, dość mam tego.– rzekł Rau – Dewirtualizacja Feliksa, dewirtualizacja Aleksa.
Uderzył mocno przycisk Enter po czym szybkim krokiem, wyruszył do pomieszczenia obok w którym znajdowały się dwa skanery. Po chwili skanery otworzyły się i wyszło z nich w kłębie gęstego dymu dwóch studentów. Pierwszy, Feliks, miał długie kasztanowe włosy, nosił okulary w prostokątnych oprawkach i był ubrany w ciemny dres. Drugi był jego kompletnym przeciwieństwem: miał na sobie białą koszulę z brązowym krawatem, kamizelkę w tym samym kolorze oraz spodnie w kant, o ton ciemniejsze niż góra garderoby. – Ty zawsze musisz być w garniturze?– spytał Mikołaj
– Po pierwsze to nie garnitur, bo nie mam na sobie marynarki– odpowiedział Aleksander lekko drwiąc z wiecznie niechlujnego Mikołaja Raua – A po drugie to jest to nasz mundurek uczelni.
– W dni uroczyste – wtrącił się w końcówkę zdania.
Po dłuższej chwili Mikołaj wyłączył terminal. Wyszli z pracowni i ruszyli ciemnym korytarzem w stronę wyjścia z kompleksu Informatyki Kwantowej. Musieli pójść okrężną drogą aby minąć większość monitoringu oraz pokój ochrony. Gdy Feliks chwycił za klamkę drzwi wyjściowych usłyszeli za plecami ponury głos który w tych okolicznościach brzmiał niczym z horroru.
– Miedwiedew – zaczął wymieniać – Rau i Diatłow! Do mnie ale już!
Gdy się odwrócili, ujrzeli sylwetkę profesora Neprevowycza. Był to starszy mężczyzna o siwych włosach, których liczbę można by policzyć na palcach rąk całej trójki. Jego twarz pokrywały zmarszczki głębokie niczym fałdy, choć mimo wieku profesor trzymał świetną formę fizyczną. Jak zwykle miał na sobie śnieżnobiały kitel z przypiętą plakietką. Patrzył na nich wzrokiem złego szerszenia, a jego żołnierska postura tylko potęgowała grozę, której doświadczyli studenci.– P…Profesor Neprevowycz. – powiedział drżącym głosem Mikołaj.
Podeszli do niego niczym baranki prowadzone na rzeź. Profesor nachylił się, patrząc Mikołajowi prosto w oczy.
– Czy wie pan – zaczął – która jest godzina? Czy ma pan świadomość, o której godzinie zamykany jest ten wydział? Oraz czy jest pan zaznajomiony z regulaminem który mówi o tym że uczniowie nie mogą przebywać w kompleksach badawczych po ich zamknięciu?
– T… tak panie profesorze.
– No dobrze – kontynuował Neprevowycz. – Ze względu na szacunek do waszego dorobku naukowego i chęć kontynuowania badań, uznam, że was tutaj nie było. Pod warunkiem, że oddacie mi wasz klucz.– Klucz? – spytał kłamliwie Feliks
– Ten który sobie dorobiliście w przerwie międzysemestralnej
Aleks wyciągną z kieszeni klucz i pokornie oddał go profesorowi. Ten tylko spojrzał na przedmiot i po chwili otworzył im drzwi wyjściowe. Gdy tylko opuścili wydział, profesor zamkną drzwi i przekręcił zamek. Potem cała trójka udała się do akademika nr 3 w którym mieszkali, odebrali klucze z portierni i wyruszyli w kierunku stołówki. Uchylili delikatnie drzwi oddzielające korytarz od stołówki i cichym krokiem weszli do środka. Rozejrzeli się, i już spokojnym chodem ruszyli w stronę lady.
– To co mamy dzisiaj? –spytał Aleks Feliksa, który już zaczął zbierać rzeczy ze szwedzkiego stołu.
– Suchary – zaczął wyliczać Feliks – pasztet z psa w konserwie, grzyb z twojego sufitu i gorzała.
– A tak na serio? – ponownie spytał Aleks
– Suchy chleb, masło, pasztet– odpowiedział Mikołaj
Mikołaj i Aleks prowiant do rąk i usiedli przy najbliższym stoliku, zaś Feliks schylił się za ladę tak głęboko że musiał położyć się na niej brzuchem, o mało co nie strącając umytych szklanek.
– Czego ty tam szukasz? – spytał szyderczo Aleks – Sensu?
Po tych słowach Feliks wyjął stamtąd półlitrową butelkę czystej wódki.
– Ehhh – westchnął Mikołaj
– No co? – spytał Feliks – Dzisiaj jest piątek, więc po maluchu można.
Aleks z uśmiechem na ustach kiwnął głową twierdząco. Po tym gdy spożyli pokarm i kilku łykach gorzał, Aleks powiedział.
– No i nici z naszego dodatkowego czasu na kompie.
– A mówiłem wam żebyśmy chodzili tam tylko w weekendy. – odpowiedział mu Diatłow
– Dobra, jakoś sobie poradzimy – rzekł Rau– Zresztą wiedzieliśmy że to kiedyś się może wydarzyć.
– Myślicie że wyciągnie z tego jakieś większe konsekwencje? – spytał Feliks
– Nie – orzekł mu spokojnym tonem Mikołaj – Ty masz największą średnią na uczelni i pierdyliard laureatów z różnych konkursów. Ja jako jedyny w całej uczelni posiadam programy debugujące większość systemów wieloczynnikowych na naszych superkompach. A Aleks jest dziany.
– Ej wypraszam to sobie! – powiedział agresywny tonem Miedwiediew wyciągając w jego stronę niedojedzoną skórkę chleba. – Dostałem się tutaj przez naukę tak samo jak wy.
–Tak ?– odpowiedział mu Mikołaj odsuwając spod swojego nos rękę ze skórką – A kto ode mnie ściągał na egzaminie wstępnym z mechaniki kwantowej?
– Oj bo tego akurat nie wiedziałem.
– Panowie – przerwał im Feliks – bo robimy za dużo hałasu. Trzeba to szybko skończyć bo zaraz przyjdzie ruda menda i nici z ,,badań” na ten weekend.
– A niby za co mogłaby nas podkablować? – spytał go Aleks
– Za zakłócanie miru nocnego.
– O nie – powiedział Aleks – za bardzo te Pełzacze zalazły mi za skórę. Jutro je poskromie moimi płomieniami.Po tych słowach Aleks rozdzielił się z Feliksem i Mikołajem, ruszając do swojego pokoju na drugim końcu akademika. Chwilę później ta dwójka również udała się do siebie.
Autor: Ginizmon