Rozdział 30

Pokój hotelowy w Madrycie rozbłysł światłami żyrandola. Zrobiło się dość ciemno, więc Takeo Ishiyama musiał je zapalić, aby móc jeszcze zapoznać się z kilkoma papierami, zanim sobie nieco odpocznie, oglądając dziennik telewizyjny w hiszpańskiej telewizji. Najpierw jednak skontaktował się z córką, by ją powiadomić o swoim powrocie. Teraz próbował już czwarty raz dodzwonić się do żony, jednak za każdym razem w słuchawce słychać było jedynie komunikat:

-Abonent tymczasowo niedostępny… abonent tymczasowo niedostępny…

„Kurna, co jest, czemu nie łączy? Znowu rozładowała baterię bo gadała z koleżankami? Cóż, trudno… najwyżej Yumi jej powie, dobrze przynajmniej, że ona już wie” – pomyślał Japończyk.

W sali gimnastycznej zbierali się kolejni rodzice. Przy stole zaś zasiadło już prawie całe grono pedagogiczne. Większość z zaproszonych gości domyślała się, jaki jest powód zebrania, ale nawet gdyby ktoś nie wiedział, to od razu mógł się dowiedzieć, gdyż na ekranie projekcyjnym widniał obraz z rzutnika i napis „Wprowadzamy nowy regulamin. Kolejny rozdział w historii Zespołu Szkół Kadic”. Z kolei na samym stole leżały stosy papierów – były to specjalnie przygotowane książeczki z treścią regulaminu, które potem miały trafić do rąk rodziców, żeby się na spokojnie z tym zapoznano.

Dyrektor Delmas stał przed wejściem do sali i witał kolejnych przybywających.

-Pani Ishiyama, miło widzieć. Jak mniemam, szanowny małżonek wciąż jeszcze przebywa w delegacji?

-Tak, nadal pracuje w Hiszpanii, panie dyrektorze, ale cóż zrobić, potrzebują tam specjalistów, a do tego zawsze przyda się trochę grosza. Na szczęście za jakiś czas mąż ma wrócić. Proszę się nie obawiać, o wszystkim, co dziś padnie, mu powiem. Takeo bardzo interesuje się tym, co się dzieje w szkole, oraz postępami w nauce naszych dzieci.

-To się ceni, droga pani – odpowiedział dyrektor. – Na szczęście mąż się nie musi zbytnio zamartwiać: Yumi ma dobre oceny, podobnie Hiroki, choć u syna niekiedy są problemy z koncentracją, ale i tak jest lepiej niż na początku, w końcu taki wiek.

Gdy wszyscy już zasiedli na swoich miejscach, rozpoczęło się zebranie.

-A teraz przemówi przed państwem dyrektor Zespołu Szkół w Kadic, magister profesor inżynier Jean-Pierre Delmas. Brawa! – rozpoczął Jim. Sam zapowiedziany trochę się zdziwił takim wstępem.

-Dobra, Jim, nie pajacuj, to nie posiedzenie partii. Szanowni państwo, zapewne wiecie o tym, bo media dość sporo o tym mówią, iż francuskie szkolnictwo przechodzi właśnie proces reformy, największej od czasów generała De Gaulle’a, a może i nawet Napoleona. Nasza szkoła również się do niej przygotowuje, dlatego postanowiliśmy wprowadzić kilka zmian, o których musimy państwa poinformować. Jedną z nich, wymaganą zresztą przez ustawodawcę jest nowy regulamin.

-Czy to znaczy, że będzie nam pan czytał teraz całą jego treść? – zapytał blondyn w okularach, siedzący w trzecim rzędzie.

-Proszę się nie obawiać – odpowiedział dyrektor, nieco zaskoczony, że już teraz zaczęto przerywać jego wypowiedź pytaniami. – Zostały przygotowane dla państwa broszurki z zapisem wszystkich nowych przepisów, natomiast teraz przedstawimy najważniejsze z nich.

Po tym jak omówiono kwestie punktów za zachowanie, które można było otrzymać za przynależność do różnych organizacji i stracić za nieodpowiednie wybryki niezależnie od tego, czy zrobiło się je na terenie szkoły, czy poza nią, dyrektor przeszedł do kwestii, która mogła wzbudzić największe zainteresowanie rodziców.

-To, co bardzo wpłynie na uczniów, to mundurki. Gdyby to zależało tylko od nas, to zapewne zorganizowalibyśmy głosowanie wśród społeczności szkolnej i wśród państwa, ale sami rozumiecie, to wymóg ustawowy, nie możemy tego nie wprowadzić – rzekł Delmas.

-Głosowanie? Jakie głosowanie, co on chrzani – szepnął Gustave Chardin do siedzącej obok niego Suzanne Hertz. – Przecież na radzie pedagogicznej nam powiedział, że sam chciał to wprowadzić bez żadnej ustawy.

-Wiesz, to jest trochę pic dla rodziców, żeby nie zarzucono, iż nie mają w ogóle wpływu – odpowiedziała nauczycielka przedmiotów przyrodniczych. – Zawsze to lepiej brzmi, jak się dowiedzą, że generalnie to byłaby dyskusja, ale jak to mówią, na władzę nie poradzę.

Dyrektor nie słyszał tych uwag i perorował dalej:

-Mamy już projekt ubrań, jutro zaś zacznie się ich szycie. Jak na razie możemy je państwu zaprezentować na zdjęciach. Mundurek będzie się składał z białej koszuli z kołnierzem, granatowego swetra oraz czarnych spodni. Dla dziewczyn będzie także szara spódnica do połowy łydek.

-Do wyboru? – spytał jeden z rodziców.

-Nie, każda uczennica otrzyma zarówno spodnie, jak i spódnicę, będzie mogła wybierać, w czym się lepiej czuje, jednak na apele będzie obowiązek zakładania spódnic, co jest uwzględnione w regulaminie – odpowiedział dyrektor.

-No dobra, ale coś mi się tu nie zgadza – rozległ się kolejny głos z sali. – Tylko dziewczyny mają obowiązkowy ubiór na apele? A co z chłopcami?

-O tym też pamiętamy. Swetry są na co dzień, zaś na dni uroczyste wszyscy uczniowie, niezależnie od płci, będą mieli obowiązek zakładania marynarek. Oczywiście zarówno swetry, jak i marynarki, będą mieć herb naszej szkoły.

-To my mamy herb? – zdziwił się Jim.

-OK, jakieś pytania w tej kwestii? – zapytał Delmas.

-Ile to będzie nas kosztować? – odezwał się mężczyzna w średnim wieku, siedzący w czwartym rzędzie.

-Nic. Absolutnie nic. Wszystkie środki na zakup mundurków pokryją będą pochodzić z wpłat na komitet rodzicielski.

Zebranie potrwało jeszcze jakieś czterdzieści minut, podczas których wspomniano między innymi o zespole mażoretek jako jednym z nowych sposobów na spędzenie wolnego czasu poza lekcjami i przy okazji zarobienie dodatkowych punktów ze sprawowania. Gdy Akiko Ishiyama wyszła ze szkoły, włączyła telefon. Okazało się, że dostała wiadomość od męża.

-Będę miał wolne, wracam za dwa dni do domu – odczytała głośno. – No, to mnie Takeo zaskoczył, będzie trzeba coś na obiad powitalny przygotować, jakieś sushi albo kurczaka… ciekawe, czy dzieci już wiedzą?

Kobieta wróciła do domu i od progu zawołała:

-Yumi, jesteś? Chcę ci coś powiedzieć.

Dziewczyna wyszła z pokoju:

-Coś się stało?

-Ojciec wraca za dwa dni – odpowiedziała matka.

-Tak, wiem o tym – Yumi odebrała wiadomość dość obojętnie. – Dzwonił do mnie jakiś czas temu, pewnie do ciebie już nie zdążył, bo zapewne wyłączyłaś telefon. A co na zebraniu było?

-Cóż… o regulaminie mówiono, o mundurkach, całkiem ładne zrobili, nawet mam tu całą broszurkę o zmianach, chcesz sobie poczytać?

-A wiesz, zapoznam się – młoda Japonka miała już plan, co zrobić z książeczką. Gdy ją przeglądała, zauważyła projekty strojów. – Ale te mundurki to wyglądają jak z jakiegoś przyklasztornego sierocińca.

-Nie przesadzaj, Yumi. To ma być skromny i schludny ubiór. Poza tym o ile wiem, to ty cały czas nosisz czarne spodnie.

-Ale moje są profilowane w biodrach i wykonano je z dobrego materiału, a tamte to pewnie z jakiegoś bazaru będą pochodzić.

-A spódnica? Przecież czasem w nich chodzisz.

-Ale nie w takich długich. Co ja jestem, Maryla Rodowicz, że się w to ubiorę, wezmę gitarę i zacznę śpiewać „Kolorowych jarmarków”? To już spodnie wolę. Ciekawe, czy się poznają, jak będę nosić swoje, a nie te więzienne drelichy…

-Już nie kombinuj, kochanie, jest regulamin i trzeba się dostosować. Widziałaś ty Japończyka, który nie przestrzegałby reguł?

Tymczasem w szkole nauczyciele rozmawiali ze sobą już po zakończonym zebraniu:

-Dość spokojnie to oni przyjęli – zauważyła Hertz. – Myślałam, że będą bardziej oponować, a tu wszystko przyjęli tak jak należy.

-Mówiłem wam, z rodzicami zawsze łatwiej rozmawiać niż z tymi gówniarzami – odpowiedział Delmas. – Wystarczyło tylko wspomnieć, że to ustawa rządowa, i od razu wszelkie wątpliwości się rozwiały.

-OK, tylko teraz problem będzie z uczniami – rzekł Chardin. – Już ostatnio na wychowawczej moi podopieczni zaczęli dyskutować na temat mundurków. Nie podoba im się ten pomysł.

-Może im się nie podobać, to wolny kraj – stwierdził dyrektor. – Ale są uczniami szkoły i muszą się podporządkować. Nie ma dyskusji.

-A co jak podniosą bunt?

-E tam, bunt podniosą… a co zrobią? Nie będą kupować coli z automatu na znak protestu, żeby tylko nie wspierać finansowo szkoły? Na zdrowie im to wyjdzie. Albo pierdną na środku korytarza? Pośmierdzi i przestanie.

-Wiesz, ja bym jednak tego nie lekceważyła – wtrąciła się Suzanne. – To są młodzi ludzie, oni mają swój rozum. Zresztą twoja Sissi też się temu pomysłowi sprzeciwiała.

-No i tu was zaskoczę, bo wiem, jak sprawić, żeby zadowolić ją, a przy okazji rozwiązać problem ogólnoszkolny – Jean-Pierre podniósł palec wskazujący do góry. – Pamiętacie, jak mówiłem o tej grupie mażoretek? To będzie pod patronatem miejskiej grupy działającej przy orkiestrze. Kontakt mam, bo tak się składa, że moja córka zostanie główną tamburmajorką, niedługo uroczystość jej mianowania.

-No, dobra, ale jak to ma rozwiązać problem?

-One mają swoje mundury, tak? I to takie nawet nieco bardziej ekskluzywne niż mundurki szkolne. Wystarczy, że przyjmiemy, iż uczniowie mogą, w zastępstwie za szkolne ubrania, nosić mundury z organizacji, do których należą, więc grupa przy orkiestrze będzie pasować jak ulał, a do tego przecież możemy jakieś te paramilitarne rzeczy patriotyczne dopisać, co to ministerstwo wymyśla, jak to się zwie, Jim?

-Legia Szkolna? – podpowiedział wuefista.

-Tak, właśnie. W każdym razie rozwiązujemy tu dwa problemy: mój osobisty, bo Sissi się bardzo tym podjarała i szkolny, bo niszczymy niechęć do uniformów.

-Myślisz, że to się uda? – spytał Chardin.

-Ja nie myślę. Ja wiem, że to się uda. Przecież dziewczyny drzwiami i oknami walą, żeby zostać mażoretkami i występować na paradach.

-Że co? Ja mażoretką? Chyba zwariowałaś! – Yumi była bardzo niezadowolona z sugestii matki.

-Ale co ci się w tym nie podoba? Przecież to jest jak uprawianie sportu, tylko mniej agresywne.

-Uprawnianie sportu? Łażenie z pałeczką i zadzieranie nogi tak wysoko, by każdy mógł zobaczyć, jaką noszę bieliznę, bo to dobrze widać z tych kusych, świecących się mundurów na krój militarny? Gdzie tu niby sport?

-No przecież to jest aktywność fizyczna.

-Ta, jasne… polatać z miejsca na miejsce to ja mogę w dresie, bez pałeczki i bez pstrokatych ubrań oraz bez orkiestry wzdętej łażącej za mną.

-Ale byś się do tego bardzo dobrze nadawała, masz idealną sylwetkę, jesteś wyćwiczona, trudne figury nie byłyby dla ciebie problemem…

-Zapomnij! – kategorycznie powiedziała dziewczyna. – Zresztą, wiesz co to by oznaczało? Że nie miałabym praktycznie czasu wolnego! Co chwila jest jakaś parada, obchody, odsłonięcie pomnika, tablicy, otwarcie hipermarketu…i to wszystko tylko po to, by przejść trzysta metrów z pałeczką i durną czapką jak ze stoiska mięsnego. Nie ma opcji.

-No, ale pomyśl, córeczko… nie chciałabyś tak trochę być sławna? Zobacz na taką Sissi, ona od jakiegoś czasu należy do zespołu.

-Toś mnie teraz zmotywowała jak cholera. Mam być w jednej z grupie z Sissi. No super sprawa. Wiesz, jak by to się skończyło? Ja bym tej małpie wsadziła buławę w p…

-Yumi! Wyrażaj się!

-Chciałam powiedzieć, że w pysk niewyparzony bym jej wsadziła, że aż by do żołądka się wbiło. Przecież ja nie będę słuchać rozkazów jakiejś tapeciary, której zapewne ojciec załatwił posadę tamburmajorki, bo sama z siebie niczego nie potrafi.

-Czy ty nie jesteś o nią zazdrosna?

-Buhahaha… – zaśmiała się dziewczyna. – Ja zazdrosna? O co? O to, że ona ma lżejszy łeb, bo w środku mózgu brakuje? Daj spokój… a mażoretką nie zostanę, to ostateczna decyzja, zostaję przy moich sztukach walki.

-Cóż, jak chcesz… – powiedziała zrezygnowana matka. – Ale ja na twoim miejscu bym się zastanowiła, taka okazja nie trafia się często. Ech, gdybym tylko była parę lat młodsza, sama bym się zgłosiła…

Yumi poszła do pokoju, by zeskanować broszurę i wysłać ją do Jeremiego, a także do redakcji Wiadomości Kadic, pamiętając o tym, by to zrobić z prywatnego maila. W międzyczasie myślała:

„Dobrze, że matka nie wie, iż ja jednak będę chodzić na zajęcia taneczne. Ale nie do mażoretek. Znalazłam coś lepszego i to jest nawet dyscyplina sportu, więc wyjdzie tak, jakbym się posłuchała rodziców. Gdzie ja to mam zapisane… a, tutaj w notesie: pole dance, każda środa i czwartek. Idealnie, akurat wtedy kończę wcześniej zajęcia. A jaką niespodziankę potem będę mogła komuś zrobić. Tylko w szkole raczej tego nie będę prezentować…”

Odd i Ulrich siedzieli w swoim pokoju i oglądali telewizję. Jedna ze stacji nadawała kolejny odcinek „Superniani”. Pokazywano kolejną rodzinę, która ma problemy wychowawcze ze swoimi dziećmi. Tym razem byli to dziewięcioletni bliźniacy, którzy mieli dość oryginalny sposób porozumiewania się z matką.

-Mamo, możemy iść na dwór? – zapytał jeden z nich.

-Nie, już byliście, zimno jest – odpowiedziała rodzicielka.

-Ale my chcemy na dwór!

-Już mówiłam, że nie możecie.

Drugi bliźniak nie był z tej odmowy zadowolony i krzyknął:

-Nienawidzimy cię, szmato!

Włoch zaczął się śmiać, co nieco zdziwiło Niemca.

-Co w tym śmiesznego widzisz? Gówniarz nie ma szacunku do matki. Ty byś tak swojej powiedział?

-Oczywiście, że nie – zaprzeczył Odd. – Po prostu zabawnie się słucha, jak taki dzieciak miota wulgaryzmami, których możliwe że nawet nie rozumie w pełni.

W programie pojawiła się kolejna scena. Bracia nie mogli się dogadać ze sobą, co jeden z nich wyrażał dość konkretnie:

-Ty chuju! Ty chuju! Ty chujuuu!

Matka postanowiła zareagować równie mocno:

-Zamkniesz się, gnoju parszywy? Nie hałasuj, bo sąsiedzi po policję zadzwonią! I wyjdź z tego łóżka.

Na co dzieciak odpowiedział krótko:

-Spierdalaj!

-O nie, tak to się nie będziemy bawić – wkurzyła się kobieta. – Sama cię wyciągnę i złoję dupsko.

-Zesrasz się.

Potem drugi z braci poszedł wrzeszczeć i walić od środka w drzwi od toalety.

-Przestań, cholera jasna! – powiedziała matka.

-Idź stąd! – odpowiedział dzieciak.

-Jak wyjdziesz, to tak cię zleję, że zobaczysz, gnoju bezczelny!

Dziewięciolatek nie był dłużny:

-Ty jesteś kurwą pierdoloną!

W tym momencie przerwano program na zapowiedź ostatniego wydania dziennika. Prezenter stał przed stołem, a w ręku trzymał notatki.

-Zaraz po „Superniani” dziennik późnowieczorny, w którym powiemy między innymi o nowych planach rządu na dziurę budżetową, zabójstwie niewinnej czternastolatki przez pracownika policji w USA, kolejnej aferze politycznej w Polsce. Przedstawimy także relację z procesu Azjatów, twórców gry komputerowej dla gimbusów, których oskarżono o przyczynienie się do wielu targnięć na życie, a także udanych samobójstw. Dziś usłyszeli surowy wyrok. A na koniec będzie o sporcie, ale spokojnie, prawdziwym, nie tym udawanym. To wszystko i wiele więcej w ostatnich, najdokładniejszych wiadomościach naszej stacji.

-Udawanym? Co on miał na myśli? – spytał Odd.

-Pewnie tych od tak zwanego esportu – odpowiedział Ulrich. – W sumie miał rację moim zdaniem.

-Czemu tak sądzisz? Wiesz, jakie korzyści teraz idą za graniem w komputer? Sława, pieniądze, bogactwo…

-Skolioza, ślepota, skrzywienie kręgosłupa, twardodupie, ból w rękach – zripostował Ulrich. To nic wspólnego z prawdziwym sportem nie ma. Bo prawdziwy sport to jest wysiłek, to jest walka, to jest trening. To bicie rekordów, pokonywanie własnych słabości. Oglądałeś przecież igrzyska, no nie?

-A pewnie, że tak. Moi rodacy tam zajebiście wypadli – rzekł dumny Włoch.

-No to widziałeś, jakiego wysiłku i nakładu prac trzeba, żeby zdobyć medal. A przy graniu na komputerze? W fotel pierdzisz i nic poza tym. A do tego się łatwo można uzależnić. Rozumiem, raz na jakiś czas sobie w jakiegoś Counter-Strike’a pograć, albo w Simsy, ale żeby robić to 20 godzin na dobę? Nic dziwnego, że tych gości skazali.

-A w ogóle to za co tych Azjatów do sądu podali? Zmuszali kogoś do samobójstwa?

-Pośrednio tak.

-W jaki sposób?

-Bo to działa na takiej zasadzie, że podświadomie osoba, która gra, dostaje pewne zachęty do tego, by siedzieć dalej i nabijać poziomy, zaniedbując inne sprawy. Czytałem o jednym takim przypadku, gdy chłopak był porzucony przez dziewczynę, bo ona zamiast z nim rozmawiać, od pewnego czasu miała wymówkę „odezwę się potem, bo gram mecza” „napiszę jak dojdę do kolejnego poziomu”.

-I co, nie pisała?

-Ano, nie pisała. Potem się tłumaczyła, że zapomniała, że się zasiedziała, i że „dzisiaj na pewno spędzę z tobą więcej czasu”. Po czym znowu się historia powtarzała. A chłopak miał wtedy ciężki okres, był dręczony w szkole przez nauczycielkę matematyki, a jego dziewczyna była jedyną osobą, która go naprawdę rozumiała. Do czasu.

-I co on potem zrobił?

-W pewnym momencie nie wytrzymał i podciął sobie żyły. Dopiero wtedy dziewczyna zrozumiała, że robi coś źle. Ale było już za późno.

Kończyły się reklamy w telewizji i zapowiadano program dla dzieci:

-Ten serial zdobył wielu widzów. W każdym odcinku ciekawe przygody, zwroty akcji oraz wątki edukacyjne. „Kononowicz i Suchodolski show”! Codziennie o 16:00. A w najbliższym odcinku dowiemy się, jaki list otrzymał Krzysiek.

W tym momencie pokazano otyłego osobnika w brudnym swetrze, który odczytywał z kartki:

-Cześć Wojtek. Mam dla ciebie misję. Pozbądź się tego obrzydliwego knura, a wtedy cały dom będzie twój. Podduś tego pierdolonego konfidenta i grubasa poduszką. Jego życie jest mniej warte niż karton mleka.

Lektor zagłuszył dalsze słowa:

-Co jeszcze znalazło się w liście? I jak odpowie na to Wojciech? Wszystkiego dowiecie się jutro, drogie dzieci. Zapraszamy!

Ulrich i Odd byli dość zaskoczeni.

-Coś takiego proponują dzieciom? – zapytał Odd. – To ja się w takim razie nie dziwię, że Superniania ma tyle roboty.

-Z tego co wiem, to brat Yumi jest wielkim fanem tego programu – odpowiedział Niemiec.

-Oby tylko potem nie naśladował duszenia siostry poduszką.

-Nie ma takiej obawy, tylko by spróbował, to by Yumi na nim potrenowała sztuki walki.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments