Rozdział 29

Jeremie siedział przed komputerem i rozmyślał nad mailem, którego otrzymał kilka godzin wcześniej. Zastanawiał się, co dokładnie będzie potrzebne i jak ten protest się uda. Jeśli w ogóle dojdzie do skutku. Sprawdził już nieoficjalne grupy kilku innych szkół o profilu i poziomie podobnym do Kadic, by zorientować się, czy tam też szykują się jakieś zmiany i czy tamtejsi uczniowie też są do nich nastawieni dość negatywnie, a może wręcz przeciwnie, chcą tych zmian. Okazało się, że jak na razie tylko pięć placówek otwarcie zapowiedziało włączenie się w program reformy, ale uczniowie w większości nie chcą się przeciwko temu buntować. Okularnik nie dziwił się takiemu obrotowi sprawy, w końcu zawsze było tak, że to mniejszość zaczynała zryw. Już miał włączyć w sieci nagranie programu publicystycznego z udziałem ministra edukacji, w którym dyskutowano by o kolejnych etapach wprowadzania rewolucyjnych zmian w duchu konserwatyzmu (niektórzy wręcz nazywali to wstecznictwem), gdy otrzymał smsa od Aelity.

„Jeremie….proszę, przyjdź do mnie…potrzebuję cię…” – głosiła wiadomość. Jeremie nie zastanawiał się ani chwili i poszedł w piżamie do swojej dziewczyny. Najpierw zapukał, ale nie słysząc odpowiedzi, postanowił wejść bez zaproszenia. Ujrzał różowowłosą, która siedziała skulona na łóżku ubrana w szarawą koszulę nocną i cichutko płakała.

-Aelita? – zaniepokoił się chłopak. – Co ci się stało, dlaczego płaczesz?

-Wiesz… niedługo minie kolejna rocznica śmierci mojego ojca – wyjaśniła po chwili dziewczyna, skrywając chwilami twarz w dłoniach i łkając. – To wszystko do mnie wraca, te okrutne wspomnienia…. Przecież ja widziałam jego śmierć. Rozumiesz to? Widziałam śmierć własnego ojca! On umarł na moich oczach! A ja… ja….nic nie zrobiłam…

-Kurczę… nie mogliśmy już więcej zrobić, kochanie… zrobiliśmy to co mogliśmy – odpowiedział Jeremie. – Rozumiem to, że wciąż cię to boli. Naprawdę. Ale nie możesz się o to obwiniać.

-Wiem, Jeremiaszu…po prostu czuję się teraz smutna, bo w takich momentach sobie myślę o tym, co by było, gdyby mój ojciec żył, gdyby mógł cię poznać… poza tym jest jeszcze jedna rzecz.

-Jaka? – zainteresował się okularnik.

-Zawsze mam wtedy stracha, że pewnego dnia los zabierze mi także ciebie… że coś się stanie i… i… – tu Aelita już nie mogła opanować emocji i mówiła przez łzy – i zginiesz, albo umrzesz… Jeremie, ja bym tego nie przeżyła! Ja bym chyba sama wolała się zabić, gdybyś zniknął!

-Nie mów tak, Aelita. Spokojnie, nic się ze mną nie dzieje – zapewnił ją blondyn. – Wypłacz się w moje ramię, jeśli to pomoże.

-Naprawdę… mogę to zrobić…? A nie poplamię ci piżamy?

-Aj tam, głupstwa… ważniejsze, że chcę ci pomóc. No, chodź tu do mnie… – Jeremie objął swoją dziewczynę i przytulił bardzo czule, tak aby poczuła się już bezpiecznie. W takiej pozycji oboje siedzieli na łóżku przez kilka minut.

-I jak, już lepiej? – zapytał chłopak.

-Tak, jest lepiej, jak zawsze, gdy mi pomagasz – odpowiedziała różowowłosa.

-Utulić cię do snu? Zrobiło się ciut późno.

-Jeśli tylko chcesz, Jeremie…

Jak powiedział, tak zrobił. Ułożył Aelitę na łóżku, przykrył ją, pocałował na dobranoc i wyszeptał:

-Aelito, śpij spokojnie. Nie zamartwiaj się. Wszystko będzie dobrze. Kocham cię…

Einstein postanowił, że zostanie tej nocy w pokoju, by móc zareagować, gdyby jego ukochanej przyśnił się koszmar. Stanął przed jej łóżkiem i spoglądał, jak wyrównuje się jej oddech, z łez przestają lecieć łzy i staje się coraz bardziej spokojna. Co kilkanaście minut podchodził cicho do niej, klękał przed łóżkiem i patrzył pełen miłości na kogoś, kto zawładnął jego sercem i dla kogo mógł poświęcić całą noc.

Około trzeciej nad ranem Aelita przebudziła się. Zdziwiło ją, że ktoś stoi nad jej łóżkiem. Przez chwilę myślała, że to może Jim, ale dostrzegła postać w niebieskiej koszuli z guzikami i zorientowała się, że to nie wuefista robi kontrole, a Jeremie jest tu od czterech godzin. Zapytała cicho:

-Co tu robisz o tej porze? Połóż się, nie musisz się męczyć.

Na co chłopak ją zapewnił:

-To nie jest meczące, wręcz przeciwnie. Chcę tu być z tobą i cię wspierać.

Różowowłosej zrobiło się bardzo miło na sercu:

-Doceniam to, Jeremie… to chyba ty powinieneś kiedyś założyć skrzydła anielskie, a ja powinnam paść przed tobą na kolana.

-Oj tam…. – zawstydził się ukochany – po prostu robię to co do mnie należy.

-Więc nie pójdziesz się wyspać do siebie?

-Wolę zostać tutaj z tobą.

-Skoro tak chcesz… to w takim razie chciałabym, abyś położył się przy mnie i przytulił. Tak będziesz najbliżej.

Jeremie był nieco zaskoczony propozycją, bo to oznaczało, że spałby z Aelitą w jednym łóżku. Z drugiej jednak strony pomyślał, że i tak są w związku, a poza tym on potrzebuje bliskości. Dlatego też dość szybko się zgodził i wszedł do łóżka, gdzie różowowłosa zapraszającym gestem odgarnęła kołdrę. Tuż potem para się pocałowała, a Jeremie wtulił się w swoją ukochaną dziewczynę, kładąc głowę w okolicach jej piersi. Tak oto spędzili oni pierwszą noc w jednym łóżku.

Matka Yumi i Hirokiego szykowała się do wyjścia na zebranie w szkole. Zwołało je dość nagle, ale dyrektor w mailu zaznaczył, że jest ono bardzo ważne, bo dotyczy przyszłości uczniów, rodziców i całej społeczności.

-Naprawdę nic wam w szkole nie mówili o tym, że jest planowane jakieś spotkanie? – spytała Akiko.

-Nie, nic nie wspominano, że was będą ciągać na gadaninę. Wiem tylko, że mają nam jakieś mundurki wprowadzić, może to o to chodzi? – odpowiedziała Yumi.

-Mundurki, powiadasz… – zamyśliła się matka. – A wiesz, to może nie jest taki zły pomysł. Jak czasem zobaczę na ulicy, jak się twoje koleżanki ubierają, to tak jakby miały szkołę w Dzielnicy Czerwonych Latarni. Poza tym w Japonii mundurki były od zawsze i nikt nie narzeka.

-Owszem, szczególnie podstarzali zboczeńcy, im się te ubrania bardzo podobają u piętnastolatek…

-Nie przesadzaj, Yumi, to było tylko sześć takich przypadków.

-O sześć za dużo! Zresztą co to w ogóle za narzucanie nam strojów, my się niby samodzielności mamy uczyć w szkole, a będą nam mówić, co możemy ubrać, a co nie?

-Ale wiesz, Yumi… jak pójdziesz do pracy to też będziesz miała określony dress-code i w szkole takowy powinien być.

-Przecież jest. Nikt nie lata w bikini po szkolnych korytarzach, a jak ktoś nosi za krótką spódniczkę, to się taką osobę upomina.

-Czyżby? – zdziwiła się matka Yumi. – Wielokrotnie widziałam twoją koleżankę Sissi bardzo umalowaną i ubraną w wyzywający sposób…

-Ta dziw… znaczy, ona nie jest moją koleżanką – zaoponowała młoda Japonka. – A wolno jej, bo jest córką dyrektora i dlatego nieco na to oko przymykają.

-Mam nadzieję, że po wprowadzeniu mundurków się to ukróci, wszyscy muszą być równi wobec prawa. Zresztą myślę, że tak źle nie będzie, na pewno wymyślą jakiś fajny krótki, taki żebyście się w tych strojach czuli komfortowo.

-Srała babka, srała…

-Skąd u ciebie tyle pesymizmu? Chyba to od tych czarnych ubrań, które ciągle nosisz. Kto to widział, żeby dziewczyna się tylko tak ubierała… – Akiko spojrzała na zegarek – O kurczę, zaraz się spóźnię! No, nic, kolację macie w lodówce, przypilnuj brata, żeby niczego nie zmajstrował. Na razie, dzieciaki!

Hiroki nawet nie zauważył, że matka wyszła, ponieważ był skupiony na oglądaniu kolejnego odcinka programu dla młodych widzów o przygodach Wojciecha Suchodolskiego i Krzysztofa Kononowicza. Tym razem było dość burzliwie. Wojciech chwalił się skierowaniem na szczepienie:

-O, tu mam taki oto papier, pójdę z nim za dwa tygodnie i mnie zaszczepią, to wtedy nie umrę.

Kononowicz siedzący po drugiej stronie stołu nagle wstał i wziął skierowanie, a potem je podarł.

-Ej, co ty robisz? – oburzył się Suchodolski – To moje kurwa jest!

-Ten papier? To jest gówno – odpowiedział gruby osobnik.

-Ty jesteś sam gówno!

-A ja się nie będę szczepić, ni cholery! – odkrzyknął Kononowicz.

-To zdechniesz i będzie po tobie! – zripostował Major.

-I dobrze! Będzie spokój z knurem! Będzie spokój z kurwą mleczną uliczną! – Krzysztof nieomal już ze łzami w oczach wykrzykiwał wszystkie epitety, jakimi obarczają go białostockie (i nie tylko) dzieci.

Yumi miała już ochrzanić swojego młodszego brata za to, że ogląda tak głupawe rzeczy, jednak po chwili sobie przypomniała, że to w końcu program dla dzieci, tworzony w oparciu o najnowsze badania specjalistów i przekazywane są tam treści edukacyjne. Poza tym zawsze mogło być gorzej, Hiroki mógł trafić na przykład na kreskówkę o kucykach, a z tego co mówiono w mediach i co nawet pokazywano w reportażach, są ludzie, którzy tak się w to wkręcają, że stają się fanatykami i ciągle o tym w sieci piszą, zaś ci najbardziej radykalni potrafią nawet działać niczym terroryści i porywać ludzi, którzy otwarcie mówią, że kreskówka o kucykach jest słaba. Na całe szczęście we Francji jeszcze do tak strasznych rzeczy nie dochodziło.

Właśnie puszczono reklamę Ikei:

-Tylko teraz super promocja! Adoptuj Blahaja! Wspaniały zwierzak, który będzie świetnym przyjacielem oraz strażnikiem czystości! Tylko 69 euro! Oferta do wyczerpania zapasów.

Hirokiemu spodobała się pluszowa ryba

-Kurde, gdybym tyle nie wydał na chipsy, to bym sobie takiego Blahaja kupił. A może… ej, siostra, masz może wolne 7 dych?

-A na co?

-Na Blahaja.

-Co? Jakiego Blahaja?

-Rybę taką. Może wspólną kupimy i będzie mieszkać tydzień u ciebie, a potem tydzień u mnie?

-Pomyślimy… – szczerze mówiąc Yumi nie miała teraz głowy do pluszowych rekinów, ale ucieszyła się, że brat zaczął myśleć altruistycznie. W telewizji trwał dalszy ciąg programu, Kononowicz wciąż wygłaszał swoje gorzkie żale:

-Ja tu ciągle pracuję, węgiel wynoszę, drewienka… patrzcie jakie mam ręce brudne, niedomyte. Nie mam kiedy umyć! A tu – Krzysztof wskazał na kanapę – siedzi Wojciech. To jest laluś! Pachnący pięknie, czyściutki laluś! A ręce do roboty obie lewe! W melinę popadł, głęboką i szeroką, by tylko żarł, srał i wąchał rozpuszczalnik!

-Nieprawda! Odpierdol się ode mnie, ja podatki płacę, na światło płacę i jem za swoje, knurze! – wkurzył się Major.

-Laluś jesteś, narkotykarz, narkotykarz, alkoholik i więcej nic!

-Ta, ooo, jaki ty kurwa mądry jesteś! Ja alkoholik? W moim życiu alkoholu nie ma, a ty jesteś konfident i już!

-To ty masz rodzinę ubecką, twój wujek, Majorze, jest ubekiem.

-Śmierdząca kurwa jesteś…

Tego było już za wiele. Krzysztof podniósł się z taboretu i wskazując ręką drzwi, wykrzyczał:

-Wypierdalaj z tego domu już, już! Powiedziałem, nie ma cię, świnio cholerna ty! Won!

Hiroki nie wytrzymywał ze śmiechu i kręcił się z radości na kanapie. W tym samym czasie zadzwonił telefon Yumi. Odebrała go tak szybko, że zapomniała spojrzeć na numer, jaki wyświetlił się na ekranie smartfona.

-Tak, słucham… o, cześć… tak, tak…. To już? Nie no, cieszę się… tak, nie odbiera bo jest na zebraniu, pewnie wyłączyła telefon… dobrze, przekażę,.. no, na razie.

Hiroki jednym uchem wyłapał treść rozmowy i spojrzał na siostrę, która była nieco zaskoczona jej przebiegiem.

-Yumi, co się stało?

Dziewczyna wzięła oddech i powiedziała:

-Ojciec wraca za dwa dni z Hiszpanii.