Przez kilka tygodni Wojownicy Lyoko musieli godzić życie licealistów z tajnymi misjami w wirtualnym świecie. Franz Hopper wciąż pozostawał nieuchwytny, ale Aelita nie straciła optymizmu, zakładając, że jej ojciec ukrywał się celowo, aby uniknąć wykrycia przez Xanę.
Pomimo obecności Williama, który znacznie wzmocnił drużynę, oraz szybkiego postępu Naxxyi i jej stosowaniu się do rad bardziej doświadczonych sojuszników, ich drużyna była systematycznie niszczona podczas ataków Xany. Działo się tak, ponieważ ich skromna siódemka musiała radzić sobie ze szkodliwymi skutkami w świecie rzeczywistym, jednocześnie walcząc z wirtualnymi potworami w Lyoko. Po zakończeniu każdej z tych bitew ocalałych wojowników było zbyt mało, by mogli mieć nadzieję na wyprawę do Sektora Piątego– miejsce to było bowiem od tamtej pory ściśle pilnowane przez ich wroga, o czym przekonali się podczas licznych prób wejścia do środka.
Jednak tego dnia nasi bohaterowie myśleli o czymś zupełnie innym: tego wieczoru w Kadic miał odbyć się konkurs na najlepsze przebranie na Halloween, dlatego uczniowie ustawili się w kolejce przed salą gimnastyczną do zapisów.
— Czyj to był pomysł? — zapytał Jérémie, który dał się w to wciągnąć wbrew sobie.
— Nie mój — odpowiedział William — ale i tak go popieram.
— To był mój pomysł! — oświadczył Odd. — I tylko mi nie dziękujcie! Dla waszej wiadomości: zwycięzca zgarnia bilety VIP na najbliższy koncert Subdigitals!
— Odd, wiesz przecież, że mogę dostać te bilety, jeśli ładnie ich poproszę? — przypomniała mu Aelita.
— Jak to? — spytała zainteresowana Naxxya. — Znałaś ich?
— Tak, Aelita to „młody talent” odkryty przez Subdigitals, więc ma pewne “chody” — wyjaśnił Jérémie.
— Na punkcie którego z tej trójki szalałaś? — zaśmiała się Aelita, pytając swoją współlokatorkę.
— Co? Nie, wcale nie! — obroniła się Olbrzymka. — Po prostu uczyłam się grać na perkusji z ich albumów i bardzo chciałabym porozmawiać chwilę z Chrisem.
— Aha, więc to Chris! — podjęła rozbawiona koleżanka. — Okej, ogarnę wam małe spotkanie sam na sam…
— Tylko po to, żeby porozmawiać! — powtórzyła Naxxya. — I poprosić go o kilka rad.
— „Och, Chriiis… nauczysz mnie, jak trzymać pałeczki?” – William przybrał przymilny głos, żeby się z niej droczyć:
— Weź się wypchaj…! — wściekła się olbrzymka, podczas gdy jej koledzy wybuchnęli śmiechem, z wyjątkiem Odda, który stanął w jej obronie.
— Przestańcie jej dokuczać! — zaprotestował. — Chciała tylko porozmawiać o muzyce, żeby robić postępy, a wy podcięliście jej artystyczne skrzydła!
— Czyżbyś był zazdrosny o Chrisa? — spytał go William; zwykle Odd nie był ostatnim do wyśmiewania się z przyjaciół.
— Głupek! — obraził się fioletowy kot. — On jest dla niej o wiele za stary!
Zostawiając kłócących się kolegów, Yumi życzliwie poinformowała Naxxyę:
— Jeśli bałaś się, że Aelita zaaranżuje ci randkę z Chrisem, zapytaj raczej Jima. To jego wujek.
— Jim… Pan Morales? — zdziwiła się.
— Nas też to zaskoczyło, kiedy się dowiedzieliśmy — potwierdziła Japonka.
W tym momencie przeszła obok nich Sissi w towarzystwie Herve’a i Nicolasa. Odd wykorzystał okazję, by wbić im szpilę:
— O, proszę, oto trójka, która nie potrzebuje kostiumów na ten konkurs!
Córka dyrektora Kadic zatrzymała się na chwilę, zaciskając pięści, podczas gdy Herve poradził jej, by zignorowała słowa chłopaka. Ruszyli dalej, bez słowa.
Naxxya, która już kilkakrotnie zauważyła złośliwą satysfakcję, z jaką Odd rzucał zaczepki w stronę akurat tych trzech uczniów, zapytała go:
— Dlaczego atakujesz ich za każdym razem, gdy ich mijamy? Jesteście wrogami?
— Niezupełnie — odpowiedział jej kolega, nieco poirytowany brakiem reakcji ze strony przeciwnika. — Zazwyczaj to Sissi zaczyna dogryzać i odbijamy piłeczkę, ale od pewnego czasu nawet na nas nie patrzy. To dziwne.
— Moim zdaniem — kontynuowała Aelita — dość ciężko zniosła widok Ulricha i Yumi razem.
— To trwa już prawie dwa miesiące — westchnął Odd. — Czas, żeby się przyzwyczaiła.
— Nie masz pojęcia, co ona mogła czuć — odpowiedziała chłodno Yumi.
— „Co ona mogła czuć”? — powtórzył fioletowy kot z mało przekonaną miną. — Przypomniałem ci, że Sissi zadzwoniła do moich rodziców, żeby im powiedzieć, że psy były w Kadic zakazane! Ta dziewczyna nie ma serca! Nic a nic nie czuje!
— Jeśli tak to widziałeś — zripostowała Japonka — to raczej ty nic nie czułeś. W końcu skąd taki Don Juan jak ty miałby wiedzieć, jak to jest przeżyć zawód miłosny?
— Mylisz się! Złamane serca przytrafiały się nawet najlepszym z nas! Prawda, William?
— Och, zmartwiłeś się o mnie — odpowiedział zainteresowany. — Mój letni trening pozwolił mi nauczyć się panować nad uczuciami.
Odd wybuchnął śmiechem:
— Haha! Posłuchajcie go, z tym jego sercem z kamienia! Więc stałeś się nieczuły na miłość?
— Absolutnie — potwierdził wysoki, tajemniczy chłopak z kamienną twarzą. — Moje godziny ukierunkowanej medytacji nauczyły mnie skupiać się na celach ważniejszych niż pociąg do innych.
— No jasne! — zaśmiał się kot. — Założę się, że nawet ja mógłbym cię uwieść!
Za nimi nauczyciel odpowiedzialny za przyjmowanie zgłoszeń zaczął się niecierpliwić:
— Khem, khem.
Odd odwrócił się pospiesznie:
— …Tak, dzień dobry, przyszliśmy zapisać się na konkurs!
Jego przyjaciele stłumili wybuch śmiechu, podczas gdy nauczyciel podał im długopis:
— Wpiszcie tutaj swoje nazwiska — wyjaśnił im. — W rubryce po prawej stronie wpiszcie „tytuł” swojego przebrania. Proszę, oto wasze opaski uczestników.
Dał każdemu po opasce. Jeremie wziął swoją trochę niechętnie; ten gadżet wydał mu się groteskowy:
— Musimy to nosić? — zapytał okularnik.
— Tak, dzięki temu jury może rozpoznać uczestników… O! Panno Stones! Nie poznałem pani! W pani przypadku noszenie opaski jest zbędne!
Aelita uśmiechnęła się nieśmiało, zawstydzona komplementem.
— Życie gwiazdy nie było łatwe, co? — Yumi zaczęła się z nią droczyć.
— Mógłbym zagrać jako support na twoich koncertach? — dodał William.
— Nie przymilaj się za bardzo — odpowiedział mu Ulrich, zapinając opaskę.— Kiedy stanie się bogata i sławna, nawet nie będzie o nas pamiętać.
Podczas gdy Aelita śmiała się z docinek kolegów, Naxxya nacisnęła przycisk znajdujący się z boku jej opaski i skierowała ją w stronę ściany, wyświetlając miniaturowego ducha:
— O? Wasze opaski też świecą? — zapytała.
— Tak — potwierdził pracownik. — Możecie zresztą kręcić tarczą, aby wybrać kształt, który się pojawi: dynia, duch, nietoperz…
— Ale czad! — wykrzyknął Odd, wypróbowując wszystkie kształty.
— Tylko nie wchodźcie z tym do wody — powiedział mężczyzna, zapraszając kolejnych uczniów do podejścia.
Wychodząc z sali gimnastycznej, Wojownicy Lyoko zobaczyli, że większość uczniów zakładała opaski i kierowała się albo w stronę bramy Kadic, albo do akademików.
— Wygląda na to, że konkurs cieszy się dużym powodzeniem — zauważył Jeremie. — Spójrzcie: wszyscy wracają do siebie, żeby przygotować kostiumy.
— Co oznacza, że świetlica szkolna powinna być wolna — wnioskował Ulrich. — Co powiecie na piłkarzyki?
— Nie boisz się, że dostaniesz łomot po raz drugi? — zapytała go Yumi z uśmiechem.
— Ach, no tak, przecież musimy rozegrać rewanż! — przypomniał sobie William.
Aelita odwróciła się do Jeremiego:
— Jaki był wynik pierwszego meczu?
— 10 dla Yumi i Naxxyi, 8 dla Ulricha i Williama.
Gdy siedmioro licealistów weszło do świetlicy, Odd zauważył, że przed telewizorem nikogo nie było:
— Kreskówki są moje! — wykrzyknął, wskakując na kanapę.
Ulrich, William, Yumi i Naxxya stanęli po obu stronach stołu do piłkarzyków.
— Jesteście gotowi? — zapytał Jeremie przed wrzuceniem piłeczki.
— Dobra, oczekuję czystej gry ze strony obu drużyn i niezbyt wielu seksistowskich żartów, dobrze, William?
— Głupek! — odpowiedział Will. — To Odd!
— Tak, ale wy dwaj się śmialiście! — dodała Yumi, oskarżając swoich przeciwników.
— O nie, ja ani razu! — obronił się Ulrich.
— Za to Naxxya miała uśmiech na ustach, jak tylko Odd rzucił jakiś tekst!
— Ty też! — zripostowała Olbrzymka. — Powstrzymywałeś się od śmiechu wyłącznie z szacunku dla Yumi, bo z nią chodzisz!
Aelita podskoczyła w miejscu z podekscytowania:
— Napięcie wyczuwalne jeszcze przed pierwszym gwizdkiem!
— W KAŻDYM RAZIE! — zainterweniował Jeremie. — Zakaz faulowania pod stołem, zakaz kręcenia „kołowrotków” i tym podobnych zagrywek, znacie zasady, niech mecz się rozpocznie…
— …i niech wygrają lepsi! — skończyła różowowłosa dziewczyna, która subtelnie wybrała swoją stronę.
Podczas gdy mecz trwał w najlepsze, Odd spokojnie oglądał swój serial, gdy nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł.
Przyjrzał się kolejno swojej opasce z halloweenowego konkursu, potem telewizorowi, po czym zawołał Jeremiego:
— Einstein! Możesz podejść na sekundę?
— Idź — powiedziała Aelita. — Przejmę sędziowanie.
Jeremie dołączył do swojego kolegi:
— O co chodzi?
— Chyba znalazłem rozwiązanie naszych problemów! — stwierdził Odd. — Patrz uważnie!
Informatyk popatrzył na ekran telewizora: — Znowu ten durny serial?
— Widziałeś tamtych bohaterów? — zapytał go Odd. — Z pozoru zwykli śmiertelnicy, tacy jak ty i ja!
— Owszem…
— Za chwilę pojawi się przed nimi potwór!… O! Był!
— Rzeczywiście, był bardzo brzydki — potaknął Jeremie. — O rany, ależ im dokopał, tym twoim bohaterom…
— Dokładnie! — podkreślił Kot. — Bohaterowie mieli kłopoty! A teraz obserwuj ich uważnie! Uwaga…
W tym momencie postacie wyciągnęły dziwne bransolety, nacisnęły kilka przycisków, wymachując ramionami, i zyskały kolorowe zbroje dające im supermoce.
— Widziałeś to?! — zapytał podekscytowany Odd.
— Niestety tak — ubolewał jego przyjaciel, wracając do piłkarzyków.
Fioletowy kot dogonił go: — Nie, weź pomyśl! Gdybyśmy my też mogli bronić się z pomocą naszych mocy, kiedy Xana atakuje nas na Ziemi, nie uważasz, że to ułatwiłoby to nam życie?
Jeremie zaczął rozumieć zamysł Odda i pogrążył się w myślach.
— Przyznam, że o tym nie pomyślałem…
Oczy kota błyszczały:
— A gdybyś zrobił nam opaski, które pozwalałyby aktywować nasze moce z Lyoko na Ziemi?
Ulrich podniósł głowę:
— Za dużo telewizji — zarzucił swojemu współlokatorowi.
— Raaaaah! — zdenerwował się William, gdy jego partner z drużyny przepuścił kolejnego gola. — No niech to, Ulrich! Skup się na meczu!
Aelita dołączyła do Jeremiego, by go zapytać: — Myślisz, że pomysł Odda jest wykonalny?
Mózg grupy podrapał się po głowie:
— Cóż… opierając się na zasadzie Translacji, powinno to zadziałać, dopóki pozostawalibyśmy w pobliżu Superkomputera. A jeśli chodzi o komponenty, można znaleźć to, co będzie nam potrzebne, w fabryce. Chciałabyś, żebyśmy poszli zrobić kilka prób w laboratorium?
— W porządku — zgodziła się różowowłosa dziewczyna. — Wykorzystamy okazję, by dokończyć nasze kostiumy z dala od wścibskich oczu.
Podczas gdy Jeremie i Aelita opuścili świetlicę, by udać się do fabryki, Naxxya zapytała:
— Czym jest ta „Translacja”?
Yumi szybko wyjaśniła jej to pojęcie, jednocześnie kontrolując piłeczkę:
— To był rodzaj odwróconej wirtualizacji, która pozwalała nam przechodzić z wirtualnego świata do rzeczywistego z zachowaniem naszych mocy… tak! 8 do 7!
Odd zdziwił się, słysząc wynik:
— Chłopaki? Znowu daliście się ograć?!
Ulrich obwinił swojego partnera:
— To William, cały czas strzelał w ludziki…
— Nie szukaj wymówek — odpowiedziała mu Yumi. — Naxxya w obronie to prawdziwy mur. — No tak, radziła sobie nienajgorzej — przyznał Will. — ale prawdziwy problem leżał raczej w naszej obronie: Ulrich, byłeś bezużyteczny, bo stałeś naprzeciwko Yumi!
— Wcale nie! — krzyknął Samuraj, podczas gdy jego kolega go wyminął. — Zamieńmy się miejscami, może pokażesz nam, na co naprawdę cię stać!
Yumi straciła cierpliwość: — Grajcie wreszcie, zamiast gadać!
Pięć minut później zwycięzcy świętowali swój sukces:
— Jesteśmy mistrzami! Jesteśmy mistrzami! — śpiewali William i Ulrich, którzy ostatecznie wygrali mecz 10 do 8.
— Przepraszam, Yumi — przeprosiła Naxxya. — Pod koniec nie mogłam się skupić.
— Nic nie szkodzi — odpowiedziała Japonka. — Wygramy decydujący mecz.
Odd skierował się w stronę wyjścia:
— Dobra! Idę przygotować swój kostium! Do zobaczenia później!
— Ja też idę — dodał Ulrich, udając się w jego ślady. — Spotkamy się przed salą gimnastyczną.
— Dobra — potwierdziła Yumi. — Naxxya, wybywam do siebie, potrzebujesz czegoś do swojego kostiumu?
— Nie, jest dobrze — odpowiedziała Olbrzymka. — Mam w pokoju to, co trzeba.
— Do wieczora w takim razie! — odpowiedziała jej koleżanka.
Będąc już uczniem dochodzącym, William poszedł tą samą drogą co Gejsza, opuszczając teren placówki:
— Przestań za mną chodzić! — zażartowała dziewczyna.
— To ty chodzisz za mną! — zripostował chłopak. — I założę się, że to dlatego, że boisz się spacerować sama w Halloween!
— Nie martw się — odpowiedziała ironicznie. — Jeśli spotkamy pająki, obronię cię!
…
Później, w fabryce, Jeremie i Aelita skończyli montaż nowych opasek, które miały pozwolić im na używanie wirtualnych mocy w świecie rzeczywistym.
— W gruncie rzeczy było to dość proste do zrobienia — zauważyła dziewczyna, zdejmując z nadgarstka urządzenie, które właśnie wypróbowała.
— Część programistyczna zajęłaby więcej czasu, gdybyśmy nie znali już procesu Translacji — skomentował jej ukochany — a jeśli chodzi o komponenty, mieliśmy szczęście, że mieliśmy tutaj wszystko, czego nam było trzeba. Pomyślałem, że zrobię kilka sztuk na zapas, tak na wszelki wypadek.
— Te sześć na razie wystarczy — podsumowała dziewczyna, odkładając swoją opaskę do walizki z pięcioma pozostałymi.
— Tak, pozostało tylko wgrać do nich programy Lyokomorfingu — sprecyzował informatyk, ponieważ prototyp, który jego ukochana właśnie przetestowała, miał już tę funkcję.
— Możesz się tym zająć, gdy ja założę mój kostium na dzisiejszy wieczór? — poprosiła Aelita, która nie mogła się doczekać, by pokazać swój strój ukochanemu.
— Nie ma problemu — odpowiedział jej Jeremie, patrząc na zegarek. — Mamy jeszcze trochę czasu..
Dziewczyna zeszła do sali skanerów, by się przebrać, podczas gdy okularnik podłączył opaski do komputera, aby przenieść programy.
— No i dobra, zrobione— powiedział do siebie, myśląc wtedy o szybkim założeniu swojego przebrania, by zaskoczyć Aelitę, kiedy ta wróciła do laboratorium.
Zdjął więc sweter, odsłaniając biały T-shirt usiany sztucznymi plamami krwi, po czym założył maskę Hannibala Lectera. Nagle jednak ekran komputera zaczął pikać, sygnalizując aktywowaną wieżę. Jeremie nie miał czasu zareagować: ciemna błyskawica wystrzeliła z jego halloweenowej opaski i powędrowała wzdłuż ramienia aż do ucha, xanafikując go.
W tym samym momencie Aelita, w swoim kostiumie czarownicy, który spersonalizowała kilkoma różowymi detalami, wróciła z sali skanerów: — I jak? Jak wyglądam? — zapytała z uśmiechem.
Jérémie odwrócił się do niej i odpowiedział przerażającym głosem: — Apetycznie!
Nastolatka dostrzegła wtedy symbol Xany w oczach ukochanego i krzyknęła głośno, po czym uciekła do windy, której drzwi zamknęły się w ostatniej chwili. Spieszyła się, by opuścić fabrykę i przebiec przez most, ale podnosząc metalową płytę, dostrzegła Jeremiego, który wybiegł z budynku i pędził w jej stronę. Aelita pospieszyła się, by zejść do kanałów, gdzie złapała deskorolkę, próbując zgubić prześladowcę, jednak xanafikacja znacznie zwiększyła prędkość biegu wściekłego blondyna. Gdy ten miał już dopaść swoją ofiarę, dziewczyna w ostatniej chwili wykonała trik na deskorolce, którego nauczył ją Odd, przeskakując nad ściekami, podczas gdy Jeremie w nie wpadł.
Martwiąc się o los ukochanego, licealistka zatrzymała się, by upewnić się, czy wypłynął na powierzchnię. Kiedy jednak podeszła lękliwie do ścieków, które właśnie przeskoczyła, ręka chłopca wyłoniła się z toni i chwyciła krawędź, zaskakując dziewczynę, która wzięła nogi za pas.
…
Wychodząc z kanałów w lesie otaczającym Kadic, Aelita usłyszała przeraźliwe krzyki i dostrzegła uczniów w halloweenowych kostiumach, którzy krążyli wokół, warcząc. Dziewczyna schowała się za drzewami, by pozostać niezauważoną, i skierowała się w stronę liceum, gdzie miała nadzieję znaleźć swoich towarzyszy. Wydłużony cień, jaki rzucała między drzewami z powodu zachodzącego słońca, zdradził ją, przyciągając uwagę kilku zxanafikowanych gimnazjalistów, którzy ryczeli, rzucając się w pogoń za nią. Aelita rzuciła się do ucieczki, przerażona zbliżającymi się krzykami uczniów, gdy nagle usłyszała głos tuż obok swojej kryjówki:
— Pst! Aelita! Tędy!
Dziewczyna odwróciła się i dostrzegła budkę ogrodnika z uchylonymi drzwiami. Pospieszyła się, by schronić się w środku, odetchnąwszy z ulgą na widok Yumi, która ukrywała się w ciemnościach.
— Jeremie został zxanafikowany! — szepnęła Aelita, chowając się za przyjaciółką przebraną za wampira. — Musimy iść po resztę, ale oni też mogli być…
— Na razie poczekajmy, aż gimnazjaliści sobie pójdą — odpowiedziała Japonka, która nadal obserwowała otoczenie przez szparę w drzwiach.
— Zostawiłam telefon w fabryce, kiedy się przebierałam. Nie masz swojego przy sobie, żebyśmy spróbowały wezwać posiłki?
— Moja sukienka nie ma kieszeni, ale słońce zaraz zajdzie, wykorzystamy to, żeby wyjść niezauważone.
Aelita rozejrzała się wokół, by wybrać jakieś narzędzie, które mogłoby posłużyć jej za broń do obrony, gdy nagle dostrzegła metalową płytę. Jej odbijająca powierzchnia sprawiła, że dziewczyna z przerażeniem uświadomiła sobie, iż obok jej własnego odbicia brakowało odbicia Yumi…
Sparaliżowana strachem dziewczyna odwróciła się powoli w stronę koleżanki, która uśmiechnęła się do niej szeroko, pokazując wampirze kły:
— Nie martw się, w końcu sobie poszli…
Aelita spróbowała się cofnąć, ale Yumi chwyciła ją za nadgarstki, odsłaniając swoje prawdziwe intencje:
— …A jak tylko sobie poszli, twoja krew została moja!
Wojowniczka Lyoko szarpnęła się i krzyknęła, wzywając pomocy, ale zxanafikowana Japonka trzymała ją mocno i zamierzała ugryźć, gdy nagle drzwi chatki otworzyły się na oścież. Oślepiające światło zachodzącego słońca wyrwało z gardła Yumi krzyk bólu, zmuszając ją do puszczenia ofiary i skrycia się w ciemnym kącie szopy.
— Aelita? Wszystko w porządku? — zapytał ją William, przebrany za wilkołaka.
Nastolatka wciąż była przerażona jego pojawieniem się, więc chłopak cofnął się, rozkładając ręce, by pokazać koleżance, że nie musiała się go obawiać:
— Nie bój się, to był tylko kostium! Nie zostałem zxanafikowany!
Yumi nagle wydała z gardła syk, co zmusiło Aelitę do wyjścia z chatki. Dziewczyna odkryła w trawie kilku przebranych gimnazjalistów leżących bez przytomności. — To oni mnie zaatakowali — zapewnił Will. — Musiałem ich trochę ogłuszyć.
Jego towarzyszka wreszcie uspokoiła się, trafiając na kogoś, kto nie jest pod kontrolą wroga: — Jeremie i Yumi są kontrolowani przez Xanę. Masz jakieś wieści o reszcie?
— Nie, ja wracałem do Kadic na konkurs, potem wyczułem atak Xany, więc chciałem iść do kanałów, żeby dotrzeć do fabryki, kiedy usłyszałem twój krzyk.
— Liceum musi być pełne zxanafikowanych uczniów, powinniśmy pójść do fabryki we dwoje spróbować dezaktywować wieżę. Mam nadzieję, że reszta do nas dołączy, jeśli nie są już pod wpływem naszego wroga…
William potaknął i oboje pobiegli w stronę lasu:
— Jak Xana zdołał zxanafikować tylu uczniów? Byłaś z Jeremiem, kiedy Xana przejął nad nim kontrolę?
— Nie, przebierałam się, wróciłam tuż po tym…co do Yumi, myślę, że w rzeczywistości była już zxanafikowana, kiedy ją znalazłam…
Były wojownik Xany rzucił okiem na horyzont:
— Słońce zaszło, Yumi na pewno nie wyjdzie z chatki, żeby nas gonić.
— Jeremie wciąż musi na nas czekać w kanałach — dodała Aelita, po czym zauważyła, że William przestał iść.
— O co chodzi? Dlaczego się zatrzymujesz?
Jej kolega wydaje się już jej nie słyszeć, stoi nieruchomo z głową uniesioną ku ściemniającemu się niebu, mimo blasku bijącego z góry. Jego niedowierzająca towarzyszka również podnosi głowę i dostrzega między liśćmi drzew oświetlający ich księżyc w pełni.
— O nie…
William zaczyna się trząść, wydając zduszone warknięcia, podczas gdy jego mięśnie puchną, futro jeży się na ciele, a jego kostium zaczyna się zlewać z ciałem wstrząsanym transformacją. Rozumiejąc, że jej przyjaciel z kolei został zxanafikowany, Aelita uciekła ile sił w nogach przez las, by dotrzeć do Kadic i znaleźć kogoś, kto byłby w stanie towarzyszyć jej w Lyoko. Długie wycie za jej plecami potwierdzało, że William ruszył w pogoń za nią.
…
Kiedy udało jej się wejść do akademika, dziewczyna ucieszyła się, że teraz nie ma tam żadnego zxanafikwanego ucznia, jednak niepokój ogarniał ją w miarę wchodzenia po schodach. Docierając na piętro chłopców, wzdrygnęła się na widok Milly i Tamiyi stojących nieruchomo na końcu korytarza, ubranych w identyczne, dziecięce, niebieskie sukienki.
Aelita przypatrzyła im się przez chwilę, po czym dwie gimnazjalistki deklarują:
— Witaj Aelita… Chodź pobawić się z nami… Chodź pobawić się z nami, Aelita… Na zawsze…
Makabryczna wizja wkradła się do umysłu licealistki, która nie potrafiła nawet krzyknąć, sparaliżowana tym przebłyskiem horroru pokazującym ciała Milly i Tamiyi wypatroszone toporem. Ich niebieskie sukienki były tak samo splamione krwią jak ściany korytarza, podczas gdy dwie dziewczynki powtarzały w kółko bez końca:
— Na zawsze… Na zawsze…
Kolejne wycie rozniosło się echem po budynku. Aelita odzyskała zmysły i uświadomiła sobie, że na korytarzu nie ma krwi i że nie ma tam ani Milly, ani Tamiyi. Pobiegła do pokoju Odda i Ulricha, pogrążonego w ciemności, gdzie dostrzega nieruchomą sylwetkę kota siedzącego na krześle przed biurkiem.
— Odd! — krzyknęła Aelita, wierząc, że jej przyjaciel ukrywał się w ciemnościach, aby uniknąć wykrycia przez innych uczniów nawiedzających placówkę. — Potrzebuję twojej pomocy! Reszta została zxanafikowana!
Jej kolega odwrócił się powoli, obracając krzesło, ukazując swój kostium i makijaż Billy’ego, przerażającej marionetki z serii filmów Piła.
— Dobry wieczór, Aelita… Zagrajmy w grę… Nazywa się: „Ulrichstein chce cię złapać”!
Przerażona dziewczyna cofnęła się powoli w stronę drzwi, ale Ulrich ukrył się za nimi. Odwróciła się i odkryła go przebranego za Frankensteina. Ten uniósł ku niej swoje ogromne dłonie, oświadczając potwornym głosem:
— Ulrichstein… chce… się bawić!
Aelicie udaje się go wyminąć, by uciec na korytarz. Zaczęła tracić nadzieję na znalezienie kogoś, kto nie byłby pod wpływem wirusa z Lyoko.
„Jeśli Naxxya też jest zxanafikowana, to koniec…”, pomyślała, wchodząc do swojego pokoju. — …Naxxya? …Jesteś tam? — spytała, wchodząc ostrożnie.
Lękliwa dziewczyna zajrzała za drzwi, a nawet sprawdziła w szafie.
— Nikogo…dobra, przynajmniej tutaj jestem bezpieczna…
— Niezupełnie — odpowiedział głos za jej plecami, sprawiając, że dziewczyna podskoczyła.
Aelita odwróciła się i zobaczyła Naxxyę siedzącą na parapecie otwartego okna, przebraną za boginięśmierci, trzymającą w dłoni czarny notatnik, który otwiera, by zapisać w nim kilka słów.
— Prawdę mówiąc — kontynuowała Olbrzymka, wymachując swoim dziwnym długopisem — nigdzie nie jesteś już bezpieczna, ponieważ twoje imię jest zapisane w Notatniku Śmierci…
Naxxya wyciągnęła przed siebie zeszyt, otwarty na stronie, na której właśnie zapisała:
„Aelita Schaeffer, zmasakrowana przez swoich przyjaciół.”
Dziewczyna wybiegła z pokoju i znów zaczęła uciekać, ale naprzeciw wyszedł Odd i Ulrich. Zawróciła więc, lecz William i Yumi nadchodzili z drugiego końca korytarza…
Nie mając już wyjścia, Aelita schowała się w łazience, w damskim prysznicu, gdzie została zapędzona w kozi róg, podczas gdy jej prześladowcy również weszli do środka…
— Gra skończona… — deklaruje Odd.
— Zostawcie ją mnie… — syczy Yumi.
— Eliminacja… — podsumowuje Naxxya.
Ulrich warczy, William ryczy.
Piątka potworów zbliża się do przerażonej dziewczyny, która straciła już nadzieję, gdy nagle drzwi jednej z kabin prysznicowych otworzyły się i wyszedł z niej Jérémie:
— W tył zwrot, demony! — krzyknął odważnie, stając pomiędzy marionetkami Xany a swoją ukochaną.
— Jeremie?! — krzyknęła zdumiona Aelita.
— Ale jak…?!
— O, to bardzo proste! — wyjaśnił, zapraszając ją do wycofania się do jego boku w stronę kabin prysznicowych, podczas gdy ich opętani przyjaciele szli na nich.
— Xana posłużył się opaskami z halloweenowego konkursu, by nas kontrolować, dlatego jesteś jedyną osobą, która nie została zxanafikowana!
— A jak ty zdołałeś się uwolnić?! — spytała go, odpychając Ulricha, który wyciągnął swoje wielkie dłonie w próbie złapania jej.
Jeremie zasłonił się walizką, którą przyniósł ze sobą:
— Kiedy wpadłem do wody w kanałach, to zniszczyło moją opaskę, nie są wodoodporne! Więc tak się składa, że to pomieszczenie będzie idealne do starcia z “potworami”!
Okularnik chwycił słuchawkę prysznicową i odkręcił kran do oporu, by zalać wodą swoich przyjaciół i uwalniając ich tym samym spod wpływu Xany.
— Co się stało? — spytała Naxxya, odzyskując przytomność.
— I gdzie my w ogóle jesteśmy? — spytał William.
— Chyba w damskich prysznicach — odpowiedział Ulrich.
— …a skąd ty to wiesz? — spytała go Yumi.
— O nie! Mój kostium jest zrujnowany! — lamentowął Odd, gdy makijaż spływał mu po przebraniu.
Jeremie w końcu wyjaśnił im, że zostali zxanafikowani za sprawą halloweenowego konkursu i że muszą jak najszybciej iść dezaktywować wieżę.
Japonka zdarła dół swojej sukienki:
— Jeśli Xana przejął kontrolę nad wszystkimi uczniami, którzy dostali opaskę na konkursie, będziemy mieć problem z dotarciem do fabryki…
— Też o tym pomyślałem — odpowiedział informatyk, otwierając walizkę. — Przyniosłem więc nowe opaski, które robią znacznie więcej niż tylko wyświetlanie światła na ścianach.
— Dobra robota, Einstein! — krzyknął Odd, biorąc swoją opaskę i pasujący do niej klucz.
— A jak to działa? — spytał William.
— Bardzo prosto — odpowiedział Jeremie. — Wkładasz klucz do Lyoko-morfera i przekręcasz
Ulrich spróbował, ale bezskutecznie:
— Wygląda na to, że nie działa…
— Mój też nie — dodała Naxxya.
Aelita dziwi się temu, ponieważ prototyp przetestowany w fabryce przyniósł oczekiwany rezultat:
— To dziwne, przed chwilą prototyp działał…
— Może zamokły — zasugerował William.
— Niemożliwe — odpowiedział Jeremie. — Są całkowicie wodoodporne do dwudziestu metrów głębokości.
— A co z energią? — spytała Yumi. — Nie powinniśmy najpierw aktywować wieży, zanim będziemy mogli ich użyć?
— Nie trzeba — wyjaśnił informatyk, mimo to zakłopotany. — Korzystamy bezpośrednio z energii Superkomputera i nie materializujemy widm, a jedynie wasze stroje, broń i wirtualne moce na waszych ciałach, więc to w zupełności wystarczy. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego to nie działa…
— Mam pomysł! — krzyknął nagle Odd, wymachując rękami. — Ustawcie się wszyscy w szeregu!
— Odd, nie mamy czasu na zabawy… — westchnął Ulrich.
— Powiedziałem: wszyscy w szeregu!! — nalegał stanowczo.
Jego towarzysze stanęli więc w szeregu.
— A teraz róbcie dokładnie to, co ja!
Koledzy patrzyli na niego i starali się powtórzyć gesty, które wykonuje:
— Klucz w stronę nieba! Lyoko-morfer w lewo! Składamy… i przekręcamy klucz!
Ku ich wielkiemu zaskoczeniu, ich ciała napełniły się energią promieniującą we wszystkie strony, po czym pojawiły się na nich stroje Wojowników Lyoko oraz ich broń.
Na zewnątrz dziedziniec zaczął być zalewany przez uczniów przebranych za duchy, zombie i inne stworzenia z koszmarów, wszystkich kontrolowanych przez Xanę. Jim Morales, przebrany za Yeti, przejmował dowodzenie nad tą armią żywych trupów:
— Za mną, są w środku!
Zxanafikowane potwory dotarły przed budynek, do którego zamierzaływkroczyć, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem i Wojownicy Lyoko wypadli na dziedziniec, po czym zaczęli odpierać żywe trupy.
— Nie zapominajcie, że to uczniowie! — przypomiał Jérémie. — Więc delikatnie z nimi!
— Zrozumiano! — odpowiedział William.
— Laserowa Strzała! — krzyknął Odd.
— Odd! Co przed chwilą powiedzieliśmy?! — upomniała go Yumi.— No tak, ale ja nie mam innego ataku! — poskarżył się chłopak.
— Po prostu drap ich łapami! — poradziła mu Aelita.
— W każdym razie — kontynuował Jeremie — priorytetem nie jest walka z nimi, a dotarcie do fabryki.
Za nimi Naxxya wydawała się kategorycznie odmawiać uderzania swoich napastników i ograniczyła się jedynie do delikatnego odpychania ich dłońmi. Ostatecznie jednak została osaczona przez uczniów, którzy oblepiali ją w próbie unieruchomienia.
— Potrzebujesz pomocy? — spytał Ulrich, zauważając, że ma kłopoty.
— Co? Eee… Nie, w porządku, idźcie przodem, dogonię was… — jąkała się Olbrzymka, która z trudem idzie dalej pod ciężarem napastników.
— Mówiłem wam przecież, że będzie nas spowalniać! — śmiał się William, torując sobie drogę z rozmachem za pomocą miecza.
Urażona do żywego Naxxya zdecydowała się użyć Impulsu, co pozwoliło jej natychmiast uwolnić się z uścisku prześladowców i dogonić towarzyszy.
Ponieważ Jeremie nie miał mocy, różowowłosa elfka zaprosiła go, by trzymał się blisko niej, lecz ten wyciągnął wtedy swoją osobistą broń:
— Nie martw się o mnie, mam swój pistolet impulsowy!
Mile zaskoczona pewnością siebie, jaką wykazywał jej ukochany pomimo swojej bezbronności w środku hordu zxanafikowanych uczniów, Aelita zatrzymała na nim wzrok przez krótką chwilę, przygryzając wargę, po czym uległa pragnieniu pocałowania swojego wybawcy.
— To nie czas na igraszki! — pogoniła ich Yumi. Jeremie pozostaje na chwilę oszołomiony pocałunkiem swojej ukochanej, podczas gdy powinni spieszyć się do fabryki.
Wchodząc w głąb lasu, Wojownicy Lyoko zdołali w końcu zgubić prześladowców i dotarli do włazu. Gdy zamierzali go podnieść, usłyszeli znajomy głos z syntetycznym echem:
— Przykro mi, dalej nie pójdziecie…
Siedmioro nastolatków natychmiast odwróciła się, by zobaczyć, skąd pochodził ten głos, gdy nagle z ziemi wyrosły korzenie i owinęły się wokół ich kostek:
— Hej?! Co się dzieje?! — Aelita próbowała na próżno się cofnąć.
— Rośliny! — krzyknął Jeremie, również unieruchomiony.
— No puśćcie mnie! — krzyczał Odd, szamocząc się.
Ulrich, Yumi, William i Naxxya starali się odciąć korzenie za pomocą swoich ostrych broni, lecz wkrótce cała drużyna została powiązana od stóp do głów.
Przebrana za roślinę mięsożerną, zxanafikowana Sissi pojawia się przed nimi:
— W końcu was mam!
— O nie, tylko nie ona — westchnął Kot.
— Yumi, zajmiesz się tym? — spytał ją Ulrich.
Japonka nie odpowiedziała, pochłonięta już kontrolowaniem jednego ze swoich wachlarzy za pomocą telekinezy, by przeciąć więzy.
— Siedź cicho! — ripostuje Sissi, wyciągając dłoń w stronę Gejszy, wystrzelić nową serię korzeni, które uniosły Wojowniczkę Lyoko i przycisnęły ją do drzewa.
— Paskuda! — zaklnęła Yumi, której nie udało się całkowicie pozbyć więzów.
— Słucham? Możesz powtórzyć, proszę? — spytała Sissi, podchodząc do swojej ofiary, podczas gdy tej zaczynają już przeszkadzać korzenie zaciskające się wokół jej szyi.
— No dalej, wysilcie się trochę! — niecierpliwił się Jeremie. — Po co wam te moce z Lyoko na Ziemi, skoro nie jesteście w stanie uwolnić się nawet ze zwykłych korzeni! Może chcecie, żebym poszedł po łopatę?
— Nic nie możemy zrobić, jeśli nie możemy się ruszyć! — odparł Odd, który kręcił się na próżno. — A jeśli o mnie chodzi, nie mam zbyt wielu Punktów Siły!
— Ja mam — powiedziała Naxxya, napinając mocno mięśnie, aż do zerwania krępujących ją więzów.
— Super! Chodź mnie odczepić! — krzyknął do niej Odd.
— DOŚĆ TEGO!! — wrzasnęła Sissi, dodając kolejne korzenie, by przygnieść Naxxyę do ziemi, jak również Williama, któremu chwilowo udało się uwolnić.— Zapadamy się!! — spanikowała Aelita, uświadamiając sobie, że roślinne sznury zaciskają się na nich, by stopniowo ich pogrzebać.
— Superdym! — krzyknął William, przenikając w ten sposób przez więzy, by popędzić na Sissi. Ta jednak wyrzuciła z dłoni dziwny żółty dym i William pojawił się z powrotem w normalnej formie, kaszląc obficie, z jednym kolanem na ziemi, jakby zatruty.
— Nic nie możecie przeciwko mnie wskórać! — triumfowała zxanafikowana dziewczyna, zanim jej toksyczna chmura opadła, odsłaniając stojącego przed nią Jeremiego.
Sissi nie miałaa czasu zareagować; Jeremie natychmiast posłał w jej stronę ładunek ze swojego elektrycznego pistoletu, ogłuszając ją.
— Jak zdołałeś się uwolnić?! — spytał go Odd, podnosząc się, gdy korzenie przestały się ruszać.
— Hehe, tajemnica… — odpowiedział mu Okularnik, chowając broń do kabury, po czym dyskretnie mrugnął do Yumi, która w rzeczywistości odcięła jego więzy za pomocą telekinezy swoimi wachlarzami.
— Opowiesz nam później, reszta opętanych uczniów jest niedaleko! — uciął Ulrich, schodząc do kanałów.
…
Po przejściu przez rury siedmioro licealistów dotarło do fabryki i wsiadło do windy.
— Przyznajcie, że byłem genialny z tym pomysłem na opaski pozwalające na transformację! — krzyknął Odd.
— W gruncie rzeczy to… Jeremie i Aelita je zrobili — odpowiedziała Yumi.
— Ale to był mój pomysł! — uparł się Odd.
— W życiu, podkradłeś ten pomysł z serialu — odciął się William. — Scenarzyści wpadli na pomysł opasek, Jeremie je wyprodukował, koniec historii.
— …Zatem Odd rzeczywiście jest wizjonerem, skoro potrafił połączyć koncept opasek z umiejętnościami Jeremiego — podsumowała Naxxya, rozbawiona debatą.
— Ach, wreszcie ktoś, kto dostrzegł mój talent i ceni go należycie! — Odd wyszczerzył się, zadowolony..
Jeremie zasiadł za panelem sterowania.
— Przypominam wam, że wciąż mamy wieżę do dezaktywowania, więc pośpieszcie się z wchodzeniem do skanerów.
— Jesteśmy na miejscach — odpowiedział Ulrich.
— Dobrze. Wieża znajduje się w sektorze leśnym — obwieścił operator, wirtualizując swoich towarzyszy. — Jeśli nie macie nic przeciwko, zatrzymam wasze pojazdy w rezerwie i poproszę was również o oszczędzanie punktów życia.
— Masz zamiar wysłać nas potem do Piątego Sektora, tak? — zapytał William, pojawiając się w Lyoko.
— To idealna okazja — wyjaśnił Jérémie. — Jesteście w pełnym składzie, a na Ziemi nic nas nie goni z dezaktywacją wieży, więc wykonamy misję na spokojnie i zobaczymy, co możemy zrobić potem. Naxxya, cały czas miej oko na Aelitę.
— Zrozumiano — odpowiedziała olbrzymka, rozkładając tarcze.
— Wieża znajduje się na północy — doprecyzował informatyk.
Sześcioro Wojowników Lyoko rzuciło się więc na zielone platformy zawieszone między drzewami Sektora Leśnego.
…
— No i już, Jérémie, widzimy wieżę — powiedział Ulrich. — I wciąż żadnego potwora w zasięgu wzroku.
Operator cały czas obserwował radary.
— Wykrywam dwa Karaluchy na wprost! O, czekajcie, jest też jeden po waszej lewej stronie… ale, zaraz?! Jest ich coraz więcej! Wokół was!
— Ee… jesteś tego pewien? — Aelita była zdziwiona jego słowami, lustrując otoczenie. — Nie widzę żadnego…
— Einstein, to nie jest przypadkiem halloweenowy kawał? — zapytał Odd.
— Nie, mówię poważnie! — nalegał Jérémie. — Radar wskazuje, że po obu stronach drogi znajdują się dziesiątki Karaluchów!
— Ciii, ani mru-mru… — William zacisnął dłonie na rękojeści swojego miecza.:
Zastygli bez ruchu, zapadła cisza i wszyscy wytężyli słuch.
Yumi wychwyciła wtedy delikatne kliknięcie, po czym natychmiast rzuciła swoim wachlarzem, który okrążył drzewo i skosił trzy Karaluchy naraz:
— Są po niewidocznej stronie drzew! — zawołała.
Wszystkie Karaluchy nagle się pokazały i zaczęły strzelać do Wojowników Lyoko.
— Przegrupować się! — zarządził Ulrich.
Naxxya zbliżyła się do Aelity i rozciągnęła nad nimi Niebiańską Kopułę, podczas gdy pozostali odpierali pociski, cofając się w stronę Kopuły, by się w niej schronić. Widząc, że ich strzały zawodziły w starciu z barierą energetyczną generowaną przez olbrzymkę, Karaluchy zeszły z drzew i zaczęły otaczać swoje ofiary, ku którym parły, rojąc się jak robactwo.
— Kontratak! Teraz! — wykrzyczał samuraj, gdy tylko potwory znalazły się dość blisko.
Odd, Yumi, Ulrich i William przeszli do ofensywy i zaszarżowały na stworzenia wystawione na ich ciosy.
— Gotowa? — Aelita odwraca się do Naxxyi.
— Kiedy tylko chcesz.
— Start! — zawołała anielica, biegnąc w stronę wieży.
Olbrzymka wyłączyła Kopułę i osłaniała swoją towarzyszkę, idąc za nią z tarczami, by blokować lub przynajmniej przyjmować na siebie liczne strzały kierowane w ich stronę.
— Uwaga, Aelita! — ostrzegł ją Jérémie. — Za wieżą jest kilka Karaluchów!
Ulrich użył swojego Supersprintu, by się nimi zająć, podczas gdy różowowłosa elfka weszła do środka, gdzie wkrótce zatwierdziła Kod: Lyoko.
— Wieża dezaktywowana — powiedziała wreszcie.
— Nie ma co gadać, jak jesteśmy wszyscy razem, to wymiatamy! — stwierdził Odd.
— W porządku, Aelita, możesz wyjść z wieży — podsumował Ulrich po wyeliminowaniu ostatnich Karaluchów.
— Idealnie — kontynuował Jeremie. — Kierujcie się w stronę krawędzi, wysyłam wam transporter.
Cała ekipa wylądowała w Sektorze Piątym.
— Jedziemy „obwodnicą”? — spytała Yumi.
— Właśnie dlatego zachowałem wasze pojazdy — odpowiedział Jeremie, wysyłając im hulajnogę, motor i deskorolkę, podczas gdy William przywołał swoją czarną Mantę.
— Aelita, wsiadasz z Yumi. Naxxya, wsiadasz z Williamem.
— Dlaczego Naxxya nie miałaby wsiąść raczej ze mną? — spytał Odd.
— I znowu się zaczyna… — westchnął Ulrich.
— Odd, ostatnim razem, gdy ją przewoziłeś — przypomniał mu Jérémie — O mało oboje nie wylądowaliście w Cyfrowym Morzu.
— Właśnie dlatego! To bardzo ważne, żebym trenował radzenie sobie z różnicą naszej wagi, by być bardziej wydajnym, gdy przewożę pasażera!
— Nie mam z tym problemu, Jeremie — zadeklarowała Naxxya.
— Dobra, niech będzie — odpuścił mózg grupy. — Ale bądźcie ostrożni podczas lotu. I unikajcie akrobacji!
Odd odwrócił się do swojej pasażerki:
— Nie usłyszałem, co on powiedział?
— Chyba mówił coś o robieniu akrobacji — odpowiedziała mu Olbrzymka.
— Ach, to się świetnie składa, to akurat jedna z moich licznych specjalności! — ucieszył się Odd, już kołysząc się na deskorolce.
Ulrich wysunął się naprzód:
— W drogę! Jeremie, daj nam znać, kiedy będziemy zbliżać się do wejścia lub jeśli wykryjesz Manty.
— Możesz na mnie liczyć — potaknął blondyn sam do siebie.
Drużyna zaczęła więc okrążać Sektor Piąty, by udać się na drugą stronę. Odd w tym czasie wykonał kilka pętli, żeby poczuć się swobodnie:
— Jaaahooouuu!
— Wszystko dobrze, Naxxya? — spytała ją Yumi. — Nie masz mdłości?
— Trzymam się — odpowiedziała Olbrzymka, nieco spięta.
— O tak, jeśli chodzi o trzymanie mojej szyi, to trzymaj ją mocno! — potwierdził kot.
— Ups! Przepraszam… — przeprosiła Naxxya, puszczając szyję swojego pilota i spuszczając dłonie na jego ramiona.
— Chce mi się rzygać, jak na was patrzę, ale to nie wina akrobatyki — rzucił im William, poirytowany ich żenującym zachowaniem.
— Jesteś zazdrosny, bo twoja Manta nie kręci piruetów tak dobrze jak moja deska! — odparł Odd, kręcąc się dookoła jak beczka.
— …Dobra, skupiamy się na misji! — krzyknął Ulrich, by przywrócić porządek w szeregach i ukryć fakt, że podziela wybuch śmiechu Yumi i Aelity wywołany tekstem Williama.
Jeremie dał im kilka instrukcji:
— Przypominam wam, że jeśli zobaczycie, że ktoś z was spada i nie da się go uratować, trzeba go bezwzględnie dewirtualizować, albo zostanie… czekajcie! Manty właśnie pojawiły się na radarze! Gonią was!
— Przyjąłem — odpowiedział Ulrich, rzucając szybkie spojrzenie za siebie.
— W każdym razie — skomentowała Aelita — za chwilę dotrzemy do wejścia na terminal.
— Gzyms jest już niedaleko — potwierdził informatyk — ale Manty dopadną was wcześniej.
— Trzeba będzie walczyć — podsumował William, dzierżąc swój miecz.
— Starajcie się utrzymać prędkość — zalecił Ulrich. — Jeśli będziemy za bardzo się ociągać, ryzykujemy, że będziemy musieli walczyć również z ich posiłkami.
— Trzymaj się mocno, Aelita — poradziła jej Yumi, lekko przyspieszając.
— Inne Manty nadlatują z naprzeciwka, chcą odciąć wam drogę! — ostrzegł Jeremie.— Przygotujcie się!
— William, w pierwszej linii ze mną! — rozkazał samuraj. — Odd, zamykasz stawkę, żeby pozwolić Naxxyi blokować strzały nadchodzące z tyłu!
Podczas gdy formacja ustawiła się według instrukcji Ulricha, wrogie stworzenia otworzyły ogień.
— Doganiają nas! — powiedziała Naxxya, blokując strzały.
— Manty na wprost! — dodał William, osłaniając się głownią.
— Gotowi do zanurkowania na mój sygnał! — krzyknął Ulrich.
— Uwaga! Zrzucają miny! — zaalarmowała go Yumi, podczas gdy wirtualne płaszczki blokujące im drogę zostawiły wybuchowe sfery za sobą.
— Wiem! — kontynuował jej ukochany, który wziął pod uwagę tę zdolność. — Nurkowanie „z procy”, zrozumiano?!
— Zrozumiano!! — potwierdzili chórem trzej pozostali piloci, podczas gdy potwory przed i za nimi zaczęły ładować swoje promienie.
— TERAZ!!
Wojownicy Lyoko zerwali się ze swojej trajektorii i zanurkowali, by uniknąć gradu strzał, jakimi otoczyły się Manty. Część z nich została zniszczona przez swoich własnych pobratyńców, podczas gdy ocalałe zanurkowały w pogoni za czterema pojazdami. Zgodnie z manewrem wybranym przez Ulricha, nasi bohaterowie nagle wznoszą się na wysokość, tak że latające stworzenia goniące ich zostają zaskoczone przez swoje ofiary, które przelatują przez ich chmarę pod prąd:
— BANZAI!! — krzyknął Odd, ostrzeliwując te, które znajdą się w jego zasięgu, podczas gdy jego sojusznicy również skosili je swoją odpowiednią bronią.
— Dobra robota! — gpogratulował im Jeremie, zadowolony z widoku, że cała ekipa przekroczyła linię wroga.
— Manty załatwione!
— Droga wolna! — ogłosił William, stwierdzając, że nie ma już przed nimi żadnego potwora. — Spójrzcie! — zaśmiał się Odd, wskazując za siebie na pozostałe stworzenia próbujące wzbić się w ich strone.
— Wpadają na własne miny!
— Kilka z nich się przebija! — ostrzegła Naxxya, blokując nowe strzały, które w ich stronę kierują.
— Powinniście dostrzec wejście do terminala archiwów po waszej prawej stronie! — poinformował ich operator
— Widzę je! — potwierdziła Yumi, zanim zauważyła, że otwór był zablokowany. — To dziwne, przejście wygląda na zamknięte przez ścianę…
— Jak to? — zapytał Jeremie.
Wojownicy Lyoko zeszli do gzymsu, aby się upewnić.
— Jest nowa ściana blokująca przejście! — poinformowała Aelita. — Moim zdaniem Xana nie chce, żebyśmy weszli…
— Myślisz, że przebudował ten korytarz specjalnie po to, żeby uniemożliwić nam przejście? — zapytał poirytowany Odd.
— Nie sądzę — odpowiedział Jérémie, dość dobrze znając strukturę tego sektora. — W przeciwieństwie do większości niebieskich bloków tworzących wewnętrzny labirynt, ściany tego korytarza są statyczne, nie mogą poruszać się swobodnie.
— No to w takim razie postawił nową ścianę! — dodał kot, patrząc na nową przeszkodę na ich drodze.
— Xana nie tworzy ścian! — informatyk odbił piłeczkę, uparcie odmawiając wzięcia pod uwagę tej ewentualności. — To musi być iluzja, spróbujcie przejść siłą!
— Uważajcie! — ostrzegła ich Naxxya, żeby się schylili, podczas gdy promienie rozbiły się o ścianę. Kolejne potwory nadciągały.
— Yumi, Aelita! Zobaczcie, czy jest sposób, by wejść! — zarządził samuraj, po czym znów wzniósł się na wysokość. — Pozostali, zatrzymujemy Manty!
Podczas gdy William, Ulrich, Odd i Naxxya zawrócili, by stawić czoła wciąż czyhającym na nich potworom, dwie pasażerki Overwinga zeszły ze swojego pojazdu. Aelita następnie przyłozyła dłoń do ściany blokującej przejście, ale nie przeniknęła przez nią. — To nie jest fałszywa dekoracja…
Jérémie myślał intensywnie nad wyjaśnieniem tej sytuacji.
— Xana potrafi tworzyć potwory, strzelcie więc w tę „ścianę”, żeby zobaczyć, czy zareaguje…
Różowowłosa dziewczyna posłała Pole Energii, podczas gdy jej towarzyszka rzuciła wachlarzem w ścianę, jednak ta ani nie drgnęła.
— Nic z tego. — zauważyła Yumi. — Jérémie, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: Xana stworzył ścianę.
— To nienormalne… — twierdził uparcie informatyk, coraz bardziej zaniepokojony sytuacją. — Trzeba przerwać misję!
— Co?! Ale dopiero zaczynaliśmy się bawić! — zaprotestował Odd, niszcząc Mantę.
— Xana coś kombinuje — nalega Jérémie. — A w każdym razie nie mamy już dostępu do terminala!
— Tam! Scyphozoa! — krzyknęła nagle Yumi, wskazując w oddali na meduzowatego potwora lecącego powoli ku nim w towarzystwie nowej eskadry mant.
— Wiedziałem! Xana zastawił na nas pułapkę! — podjął operator. — Porzućcie misję i schrońcie się, żebym mógł was zmaterializować!
— Jest za dużo Mant! — odparł William, wciąż walcząc — Nie zdołamy uciec!
— W takim razie pozwólcie im w was strzelać, zanim Meduza was złapie! — nakazał Jérémie.
— No dobra! — zrezygnowany kocur rozłożył ręce. — Korzystajcie z tego, dzisiaj jest za darmo!
Ulrich i William ustawiili swoje pojazdy obok Odda i Naxxyi, podczas gdy Manty zaczęły ładować lasery.
— Miło z ich strony: celują w nasze nogi, żeby mniej bolało — zauważyła Naxxya.
— Nie! Celują w wasze pojazdy! — Jérémie szybko zorientował się co do prawdziwych intencji potworów.
Istotnie, pociski energetyczne wystrzelone przez wrogów spadły ostatecznie na latające platformy poddających się czterech Wojowników Lyoko, powodując upadek pasażerów.
— Dewirtualizujcie się! Szybko! — okularnik przed komputerem zaczął panikować.
Naxxya zastąpiła jedną ze swoich tarcz ostrzem, po czym przebiła Odda, który posłał jej laserową strzałę prosto w serce. William przeszedł w Superdym, by pojawić się blisko Ulricha, dzięki czemu przebili się nawzajem, podczas gdy Manty i Meduza kierowały się ku Yumi i Aelicie.
Japonka rozłożyła swoje wachlarze.
— Śmiało!
Różowowłosa elfka posłała Pole Energii na swoją towarzyszkę, która w tym samym momencie rozcięła ją swoimi wachlarzami.
…
Po powrocie na Ziemię Wojownicy Lyoko dołączają do Jeremiego w laboratorium.
— Einstein, naprawdę kazałeś nam porzucić tę misję tylko z powodu jednej ściany?! — zdziwił się Odd.
— A jak myślisz, co oznacza ta ściana? — spytał go kolega.
— No, że Xana nie lubi, jak grzebiemy w jego sprawach! Wiem, jak to jest, mam pięć sióstr! — Rzeczywiście — kontynuował Informatyk — nasz wróg stara się uniemożliwić nam dostęp do terminala archiwów. Nie chce, byśmy znali jego poczynania, a tym bardziej plany. Jednak Xana nie potrafi tworzyć ścian ani solidnych dekoracji, a przynajmniej nigdy nie potrafił tego robić, aż do dzisiaj.
— Aelita potrafi przecież tworzyć fragmenty otoczenia, prawda? — spytała Naxxya.
— Tak — potwierdził mózg grupy. — ale nie są one trwałe i są stosunkowo kruche w porównaniu z normalnym otoczneniem. Tymczasem ściana, która zablokowała was przed chwilą, była tak samo solidna jak podłoże Lyoko, dlatego nie sądzę, by była dziełem Xany.
Ulrich zaczął rozumieć:
— Ale w takim razie, jeśli to nie Xana stworzył tę ścianę, to byłby…?
Aelita nagle uświadomiła sobie, do czego zmierza jej ukochany:
— Mój… mój ojciec?!
Jeremie kiwnął głową.
— Franz Hopper? — zdziwiła się Yumi. — Ale dlaczego miałby chcieć uniemożliwić nam dostęp do archiwów?
— On tego nie chce — wyjaśnił operator. — Jedynym, który ma interes w blokowaniu dostępu do archiwów, jest właśnie Xana. A jednak to Franz Hopper dodał ścianę, która uniemożliwia nam dotarcie do terminala. W gruncie rzeczy myślę, że nasz wróg znalazł ojca Aelity już dawno temu, dlatego nie mieliśmy od niego wieści. Xana trzyma go gdzieś w niewoli.— Dobra, ale dlaczego miałby utrzymywać go przy życiu? — zdziwił się William.
— Prawdopodobnie jako zakładnika — powiedział Ulrich. — Xana musi myśleć, że jeśli zgładzi Franza Hoppera, nic już nie powstrzyma nas przed wyłączeniem Superkomputera, a nawet jego zniszczeniem.
— To możliwe — kontynuował myśl Jeremie — ale mógłby równie dobrze go wyeliminować i pozwolić nam szukać na próżno. Na szczęście ściana udowadnia nam, że Franz Hopper wciąż żyje. Sądzę, że Xana pragnie wykorzystać moce twórcy Lyoko, jednak jego prawdziwy cel wciąż mi umyka.
Naxxya była zdumiona wyjaśnieniami okularnika:
— Wydedukowałeś to wszystko tylko na podstawie stwierdzenia, że było tam o jedną ścianę za dużo?
— Jeśli Xana uniemożliwia nam odkrycie tego, co przygotowuje, trzeba umieć to zbadać. Tym razem to on przewidział nasze działania wiedząc, że wrócimy w to miejsce naokoło. Xana nie tylko zamknął dostęp do terminala archiwów, ale też wykorzystał okazję, by zastawić na nas pułapkę i wysłać Scyphozoę. Zabrakło nam ostrożności, byliśmy zbyt pewni naszej niezawodności, kiedy jesteśmy w pełnym składzie. A to nie pierwszy raz, kiedy Xana tylko czeka, by potem nas zaskoczyć i uwięzić.
Widząc, że spojrzenia kierują się na chwilę w stronę Williama, Olbrzymka zrozumiała, że Jeremie robi aluzję do tamtego tragicznego epizodu, w którym Xana przejął kontrolę nad chłopakiem w zeszłym roku.
— To był mój pierwszy dzień w Lyoko — bronił się William. — Nie ma mowy, żeby to się powtórzyło.
— Właśnie — ripostuje informatyk — Dzisiaj mogło to się powtórzyć, bo nie byliśmy dość nieufni. Cokolwiek się wydarzy, nie możemy lekceważyć naszego wroga ani zapominać, że poza tym, co Xana robi na naszych oczach, jest jeszcze wszystko to, co Xana przygotowuje w cieniu.
Wojownicy Lyoko potaknęli w milczeniu, gdy nagle Odd krzyknął:
— Konkurs halloweenowy! Zupełnie zapomniałem!
— Odpuść sobie — odpowiedział mu Ulrich. — Nasze kostiumy są kompletnie przemoczone.
— Robimy Powrót do przeszłości? — zaproponował William.
— Tylko po to, żeby wysuszyć wasze kostiumy? Mówicie poważnie? — oburzył się Jeremie. — Nie warto — odpowiedziała Yumi, kręcąc głową.
Odd spojrzał na Lyokomorfer i uśmiechnął się podstępnie.— Chyba mam pomysł… Wszyscy! Do szeregu!
…
Nasi bohaterowie wrócili do Kadic w samą porę na konkurs i weszli do sali w swoich strojach Wojowników Lyoko, z wyjątkiem Jeremiego, który wciąż był przebrany za Hannibala Lectera, bardzo zadowolony z wyboru dość prostego kostiumu, a przez to łatwego do odtworzenia.
— Jesteście pewni, że to dobry pomysł? — spytała Japonka. Niezbyt dobrze czuła się z myślą o paradowaniu w wirtualnym kombinezonie pośród innych uczniów przebranych na Halloween.
— Nie martw się Yumi — uspokoił ją Odd. — Wyglądasz przerażająco!
— Tak, ale z drugiej strony — zaczął William — to nie ma już zbyt wiele wspólnego z tytułem kostiumu, który wpisaliśmy podczas rejestracji…
— No, ja uważam, że wciąż wyglądasz trochę jak wilkołak — stwierdził Ulrich ironicznie.
— …Taki rodzaj wilkołaka z przyszłości, w którym zakochują się nastolatki! — uzupełnił rozbawiony Odd.
— Bardzo zabawne, jak na fioletowego kota…
— To dziwne — zauważył Jeremie. — nikt już nie nosi opasek z konkursu…
— WYDANIE SPECJALNE! — krzyknęły Milly i Tamiya, wymachując świeżo wydrukowaną gazetką. — Spisek reklamowych opasek udaremniony!
Jeremie wziął od nich egzemplarz i otworzył szeroko oczy, czytając artykuł:
„…W następstwie ogólnego omdlenia uczestników halloweenowego konkursu, nasz dyrektor, pan Jean-Pierre Delmas, pasjonat elektroniki, postanowił otworzyć jedną z opasek konkursowych, by odkryć w niej mikrofon i nadajnik radiowy, których fale są prawdopodobnie przyczyną złego samopoczucia uczestników! Istotnie, firma reklamowa sponsorująca ten konkurs potajemnie wykorzystywała opaski do zbierania wypowiedzi uczniów Kadic bez ich wiedzy, aby lepiej poznać ich zainteresowania! Nasz ekskluzywny wywiad… blablabla…”
— To czyste szaleństwo! — krzyknęła Yumi.
— Teraz rozumiem, jak Xana był w stanie zxanafikować tyle osób za pomocą “zwykłych opasek” — podsumował Informatyk. — W każdym razie będziemy musieli wszyscy przejść przez skaner, żebym mógł zwiększyć naszą odporność na xanafikację.
Naxxya ostrzegła ich:
— Uwaga, patrzą na nas… — szepnęła, ponieważ trzy osoby odpowiedzialne za ocenę różnych kostiumów wydają się nimi interesować.
Ulrich uśmiecha się:
— Widzieliście, kto wchodzi w skład jury?
— O! Nasz drogi Chris! — zaśmiał się William, rozpoznając obok dyrektora Kadic perkusistę Subdigitals. — To jak? Idziesz dziś na randkę?
— Super zabawne — skomentowała chłodno Olbrzymka.
Aelita, która przecież była pomysłodawczynią żartu polegającego na wyobrażaniu sobie pary, jaką tworzyliby Chris i Naxxya w celu doprowadzenia tej ostatniej do wściekłości, wydawała się zakłopotana, przyglądając się trzeciej osobie, która ich obserwuje: dziwnie ubranej damie z twarzą ukrytą za parą ekstrawaganckich okularów.
— Powiedzcie, ta kobieta w dziwnych okularach, ktoś ją zna?…
— Podobno nazywa się „Hana Prophet” i pracuje w krawiectwie… — odpowiedział jej Jereemie, który znalazł tę informację w Echach Kadic.
— „Hana Prophet” — powtórzył William, zniechęcony. — Mają naprawdę niewiarygodne nazwiska w tej modzie.
— To z pewnością pseudonim — doprecyzował Informatyk.
— Wydaje mi się, że podoba jej się strój Odda… — szepnął Ulrich.
— To zupełnie normalne! — stwierdził zadowolony Odd — Mój strój Wojownika Lyoko jest absolutnie wspaniały!
— Ciii, idzie w naszą stronę… — szepnęła Yumi.
Stylistka podeszła do Odda i położyła dłoń na jego ramieniu:
— Młody człowieku, pozwól, że pogratuluję ci zmysłu artystycznego! Twój kostium jest niezwykły! Unowocześnienie starzejącego się konceptu złowrogiej marionetki poprzez przyjęcie wyglądu figurki kreskówki to przebłysk geniuszu!
— Całkowicie się z panią zgadzam! — potaknął Kot z ogromnym uśmiechem, paradując pod nosem swoich towarzyszy wściekłych z powodu jego bezczelnej zarozumiałości.
Stylistka przeczesała dłonią włosy fioletowego kota:
— Te uszy i ogon to może trochę „too much”, nie uważasz? Mniejsza z tym! Powodzenia!
Podczas gdy jego przyjaciele wybuchli śmiechem, Odd patrzył, jak ta odchodzi:
— „Too much” bla bla bla! No a za kogo ona się uważa? Widziała swoje okulary?
Chris wszedł na scenę i wziął mikrofon:
— Poproszę o uwagę! Widzieliśmy dziś wieczorem bardzo piękne kostiumy, bardzo przerażające, bardzo udane. Jury podjęło decyzję i nadszedł czas, abyśmy wyjawili wam zwycięzców konkursu na najlepsze przebranie halloweenowe!
Fala podekscytowania poruszyła uczniów, a Odd dał znak swoim towarzyszom, by poszli za nim, żeby zbliżyć się do sceny.
Perkusista Subdigitals rozpoczyna ogłaszanie wyników:
— Trzecie miejsce: Jim Morales, za przebranie obrzydliwego człowieka śniegu! Brawo wujku!
Jim wszedł dumnie na trzeci stopień podium:
— Wiedziałem, że ten staż jako szerpa w Himalajach kiedyś mi się przyda!
— W Himalajach? — zdziwił się uczeń przed sceną. — Zdobył pan Everest?
— Oczywiście! — potwierdza nauczyciel. — Mogę ci nawet powiedzieć, ile ciał alpinistów znajduje się wzdłuż… Ee… Nie, właściwie to wolałbym o tym nie mówić!
Jego siostrzeniec kontynuiwał:
— …Drugie miejsce przypada… Elisabeth Delmas, za jej kostium mięsożernej rośliny! Nagrodźmy ją brawami!
— Tylko druga?! — zdziwiła się Sissi, której trudno było ukryć rozczarowanie.
— Zasłużyliśmy na pierwsze miejsce! — stwierdził Herve, ponieważ Nicolas i on aktywnie uczestniczyli w wykonaniu bardzo skomplikowanego kostiumu, który nosiła ich przyjaciółka.
Ulrich pochylił się ku Jeremiemu i zauważył ironicznie:
— Czy to zbieg okoliczności, czy też wszyscy zwycięzcy mają członka rodziny w jury?
— I na koniec — kończy Chris — zwycięzcą konkursu przebrań halloweenowych zostaje… — Odd Della Robbia… Odd Della Robbia… — szeptał kot, krzyżując palce.
— …Aelita Stones, różowa czarownica!
— Ja?! — spytała, zupełnie zaskoczona, podczas gdy pozostali uczniowie wiwatowali na jej cześć i rozstąpili się, by pozwolić jej wejść na najwyższy stopień podium.
Stylistka w ekstrawaganckich okularach wręczyła jej trofeum i pocałowała ją w policzek:
— Wesołego Halloween, miss Aelita!
Scena wycięta
Nigdy nie jesteś sam
Nieco później tego wieczoru, podczas gdy uczniowie radośnie świętowali Halloween, Odd zauważył, że Naxxya odłączyła się od ich grupy.
— Hej! Gdzie idziesz?
— Porozmawiać z Chrisem — odpowiedziała Olbrzymka, kierując się w stronę boku sali, gdzie zgromadzili się dorośli.
— Chcesz, żebym cię przedstawiła? — zaproponowała Aelita.
— Poradzę sobie — odparła Naxxya, przeciskając się przez grupy uczniów.
Jednak zamiast pójść do perkusisty Subdigitals, licealistka podeszła do stylistki z jury konkursu, a ta dała znak swojemu asystentowi, by zostawił je same.
— Ładny kostium — stwierdziła Olbrzymka, siadając obok tej osoby, która kazała się nazywać Hana Prophet. — I z tym dziwnym akcentem o mało cię nie poznałam.
— Ale poznałaś mnie od samego początku — odpowiedziała jej kobieta, ze spojrzeniem ukrytym za ekstrawaganckimi okularami.
— Ja tak — potwierdziła Naxxya — Ale to nie z mojego powodu tu dziś jesteś, mylę się?
Stylistka milczała chwilę, zanim odpowiedziała cokolwiek.
— Nie tylko, rzeczywiście. Skoro odgadłaś prawdziwe powody mojej wizyty, czy powiedziałaś komukolwiek innemu, że mnie znasz?
Naxxya energicznie potrząsnęła głową.
— Nie mam prawa mówić o… o „Centrum” komukolwiek — stwierdziła kategorycznie, jakby obawiała się kary. — Ale ty, dlaczego nie podejdziesz do Aelity?
Niezwykła kobieta przez chwilę milczała, by upewnić się, że nikt nie podsłuchuje ich rozmowy, po czym przeszła do wyjaśnień.
— Oficjalnie jestem tu tylko po to, by zobaczyć ciebie, ponieważ nie zamierzasz wracać na wakacje na Wszystkich Świętych. Centrum wyjątkowo pozwoliło mi przyjść cię odwiedzić, bym mogła stwierdzić, że dobrze się czujesz w nowym otoczeniu. Jeśli chodzi o obecność Aelity, Centrum o niej nie wie i pod żadnym pozorem nie może się dowiedzieć. Ale „oni” coś podejrzewają, a w każdym razie podejrzewają mnie o to, że przyszłam zobaczyć kogoś innego niż ty. To bez wątpienia z tego powodu tak uprzejmie przyznali mi to „pozwolenie na wyjście” i to również dlatego umieścili mikrofony w opaskach z halloweenowego konkursu.
— Co?! — Naxxya aż się zakrztusiła, uświadamiając sobie, że uczniowie zapisani na konkurs byli podsłuchiwani podsłuchani nie przez agencję reklamową, lecz przez mroczną organizację, którą ledwo ośmiela się nazwać. — To Centrum za tym stało?!
— Tak, ale uspokój się, ktoś zajął się wykasowaniem waszych prywatnych rozmów na długo przed tym, jak mikrofony zostały odkryte przez waszego dyrektora. W każdym razie mogę teraz swobodnie z tobą rozmawiać, ale samym odezwaniem się do Aelity naraziłabym ją na niebezpieczeństwo.
— Na niebezpieczeństwo? — zaniepokoiła się olbrzymka. — Dlaczego Centrum miałoby chcieć w nią uderzyć?
— Żeby odnaleźć mojego męża. Musisz wiedzieć, o kim mówię…
Wojowniczka Lyoko zdziwiła się tym ostatnim stwierdzeniem, podczas gdy jej enigmatyczna rozmówczyni gładziła delikatnie grubą szarą płytkę pokrywającą ramię Naxxyi, która zamierzała odpowiedzieć, nie mając na to czasu.
— Nic nie mów. Nie muszę nic o nim wiedzieć. Twój wirtualny strój pozwala mi sądzić, że wciąż żyje, gdzieś tam, i to mi wystarczy. Dopóki on jest wolny, nasze córki też będą.
— „Wasze” córki? — zapytała zaintrygowana Naxxya.
— Wydawało mi się, że to ci umknęło — odpowiedziała stylistka, kierując wzrok Naxxyi w stronę grupy uczniów. — Ale skoro potrafiłaś trzymać język za zębami w kwestii Aelity…
Naxxya wciąż miała wiele wątpliwości, obserwując Heidi Klinger przebraną za Białą Damę, zanim uświadomiła sobie, kto nosił kostium Czerwonej Czarownicy.
— Taelia…
— Dlaczego cię to dziwi? Aelita i ona są do siebie podobne jak dwie krople wody, bo są bliźniaczkami, to powinno było rzucić ci się w oczy.
— Tak, ale… Myślałam, że Aelita nie starzała się przez kilka lat… Jak to się stało, że Taelia zachowała ten sam wiek co ona?
Stylistka wahała się przez długą chwilę przed odpowiedzią.
— Kiedy Aelita i Taelia były całkiem małe, Centrum wykorzystało je do eksperymentów mających na celu wzmocnienie biologicznych więzi łączących bliźnięta. Ich zsynchronizowane starzenie się jest z pewnością jedną z konsekwencji eksperymentów, które przeszły. I to właśnie wtedy, gdy odkryliśmy, co zrobili naszym córkom, mój mąż i ja postanowiliśmy uciec z Centrum.
Olbrzymka przyłożyła dłoń do ust, z trudem przyjmując rewelacje na temat bliźniaczek, po czym zauważa jedną rzecz.
— Aelita… Taelia… Nadaliście im imiona, które pisze się za pomocą tych samych liter?
— Nazywamy to anagramem. Zresztą mój dzisiejszy pseudonim nim jest.
— Hana Prophet… To daje… Ah, no tak… A więc uciekłaś z Centrum z mężem i waszymi dwiema córkami, Aelitą i Taelią. Jednak Aelita nigdy nie mówiła, że ma siostrę…
— Były bardzo młode, kiedy opuściliśmy Centrum. Nasze dwie małe córeczki sprawiały, że łatwo było nas wyśledzić, więc postanowiliśmy się rozdzielić: mój mąż odszedł w swoją stronę z Aelitą, a ja schroniłam się u przyjaciół z Taelią. Po pewnym czasie skontaktował się ze mną ponownie, abyśmy się spotkali, pomimo ryzyka wykrycia. Zgodziłam się do niego dołączyć, ale w pierwszym kroku wolałam zostawić Taelię u moich przyjaciół, by upewnić się, że nie grozi nam niebezpieczeństwo. Całe szczęście, że podjęłam te środki ostrożności, ponieważ agenci Centrum wykorzystali nasze spotkanie, by wpaść na nasz trop. Pojmali mnie, ale na szczęście mojemu partnerowi udało się im umknąć wraz z Aelitą, podczas gdy Taelia wciąż była bezpieczna u moich przyjaciół. Od tamtego dnia ta odrobina wolności, jaką dysponuję, jest mi przyznawana wyłącznie dlatego, że zgadzam się kontynuować moje prace badawcze dla Centrum. Co do moich córek, przypuszczam, że mój mąż wpadł na dobry pomysł zwirtualizowania Aelity, by ich wzrost zyskał dziesięć lat opóźnienia, ponieważ w ten sposób Centrum poszukuje dwóch młodych, dorosłych kobiet, nie domyślając się, że pozostały nastolatkami. Obecnie wiem, że są wolne, że mają się dobrze i to jest jedyne, co się liczy. Więc cokolwiek się wydarzy, nie mów im ani o Centrum, ani o mnie. Nigdy.
Po namyśle Olbrzymka zdecydowała się w końcu na dość niepokojącą uwagę:
— A co sprawia, że wierzysz, że nie pójdę do Centrum opowiedzieć wszystkiego, co właśnie mi wyjawiłaś?
— To nie byłoby zbyt uprzejme z twojej strony — odpowiedziała spokojnie tajemnicza kobieta. — W końcu to również dzięki mnie jesteś tutaj, a nie tam, pomimo tego, co zrobiłaś w zeszłym roku.
Naxxya przyglądała się swojej rozmówczyni:
— …A więc to naprawdę byłaś ty? — zdziwiła się. — Myślałam… Byłam przekonana, że nie chcesz mnie już widzieć…
— Bardzo mnie zawiodłaś — potwierdziła poważnie dama w ekstrawaganckich okularach. — Ale był ktoś inny, komu bardzo na tobie zależało, i ta osoba przekonała mnie, że nie jesteś nie do uratowania, więc zrobiliśmy tak, by przyznano ci drugą szansę. I kiedy widzę, jak bawisz się dziś wieczorem ze swoimi towarzyszami, myślę, że podjęliśmy dobrą decyzję. To zresztą z tego powodu nic nie powiesz Centrum: zbyt mocno zależy ci na ochronie swoich nowych przyjaciół.
Dziewczyna o niebieskich włosach długo obserwowała z dystansu swoich kolegów przed zapytaniem:
— Kto to był?
— Słucham?
— Osoba, która przekonała cię, żeby mnie stamtąd wyciągnąć. Kto to był?
— Ktoś, w przypadku kogo bezpieczeństwo byłoby zagrożone, gdyby jego prawdziwa rola w tej całej historii została odkryta.
— To ktoś z Centrum?
Niezwykła kobieta skończyła pić swojego drinka:
— I tak już za dużo ci powiedziałam, a alkohol bez wątpienia nie jest w tym bez winy, więc zrób mi przyjemność i przestań próbować dowiedzieć się czegoś więcej. Zaoferowaliśmy ci ostatnią szansę na odcięcie się od swoich korzeni, na ucieczkę od tego wszystkiego, nie zmarnuj jej.
— Dlaczego więc mi to wszystko powiedziałaś? — nalegała Naxxya.— Ponieważ nigdy nie powiedziałaś moim córkom, że mnie znasz. Postanowiłam więc ci zaufać, byś nad nimi czuwała. Nawet jeśli Aelita „Stones” i Taelia „Leconte” nie przyciągają uwagi Centrum, bo nie są w wieku, w jakim powinny być i same nie wiedzą, że są siostrami, ich prawdziwa tożsamość mogłaby w końcu dotrzeć do uszu niewłaściwych osób, w szczególności z powodu naszyjnika, który Taelia nosi na szyi…
— Jej naszyjnika? — spytała zdezorientowana Olbrzymka.
— Nie zajmuj się tym, ogranicz się do czuwania nad nią, to wszystko, o co cię proszę… I strzeż się go…
— Co?… Kogo?… — niepokoiła się Naxxya, która nie wie już, w którą stronę obrócić głowę.
— Tego ucznia z długimi skrzydłami… — doprecyzowała podpita kobieta, wskazując na licealistę, który nosił kostium Sępa ze Spider-Mana.
Wojowniczka Lyoko przyjrzała się nastolatkowi z siwymi pasemkami, nie potrafiąc go zidentyfikować:
— Ee… nawet go nie znam… — zająknęła się, ponieważ nie zdążyła jeszcze zapoznać się ze wszystkimi mieszkańcami internatu Kadic.
— Nieważne… Liczą się tylko Taelia i Aelita… Obiecaj mi, że nigdy nie wyjawisz im tego, co teraz wiesz, i że zrobisz wszystko, by już nigdy nie zostały w to wplątane…
Olbrzymka ograniczyła się do kiwnięcia głową ze ściśniętym gardłem, podczas gdy jej rozmówczyni wstała z krzesła:
— Pewnego dnia wszystko ci wyjaśnię, tak jak ci obiecałam… tymczasem musisz mi zaufać, więc nic nikomu nie mów. I ostatnia rada: ciesz się życiem, dopóki niebo jest czyste, ponieważ nadchodząca burza szykuje dla nas mroczne godziny.
Zaniepokojona tym złowrogim ostrzeżeniem Naxxya odprowadziła wzrokiem odchodzącą kobietę, po czym sama również wstała i podeszła do siostrzeńca Jima, by nawiązać znajomość.
…
W tym czasie po drugiej stronie sali Odd dał znak Jeremiemu, by poszedł za nim w celu porozmawiania z dala od grupy. Informatyk napełnił szklankę przed dołączeniem do przyjaciela w spokojnym kącie.
— Myślałem o tej ścianie, która zablokowała nam dostęp do terminala archiwów w Piątym Sektorze… Czy byłoby możliwe, że w rzeczywistości ta ściana nie została stworzona przez Frantz Hoppera, lecz przez Xilune? — zaczął Della Robbia.
— Też o tym myślałem — odpowiedział Jérémie. — Ale na podstawie tej odrobiny, którą wiemy o Xilune, zważywszy na to, że pozostawała zamknięta w Piątym Sektorze przez cały ten czas, bez odkrycia przez nas jej istnienia podczas naszych misji, myślę, że powiedziała ci prawdę: Xana nigdy nie zdołał ukraść jej mocy ani zmusić jej do ich użycia, może jej jedynie zabronić z nich korzystać. Jeśli chcesz znać moje zdanie, Xana ma dobre powody, by blokować moce Xilune i trzymać ją zamkniętą w sekretnej, całkowicie niedostępnej komnacie: nie tylko nie może się nią posłużyć, ale też nie chce, byśmy nawiązali kontakt z Xilune, ponieważ ta mogłaby pomóc nam go pokonać.
— Powinniśmy spróbować ją odnaleźć! — podjął Odd. — Być może Franz Hopper również jest zamknięty w tej sekretnej jaskini!
— Wątpię, byśmy zdołali dotrzeć do celi Xilune, nawet gdybyśmy zdołali ją precyzyjnie zlokalizować. Prawdopodobnie posłużyła się swoimi mocami, by sprawić, że tam trafiłeś, ale ona sama nie mogła stamtąd wyjść bez pomocy z zewnątrz. Próba skontaktowania się z nią, dopóki jej moce są blokowane przez Xanę, byłaby stratą czasu. Co do Franza Hoppera, Xana z pewnością nie trzyma go w tym samym pomieszczeniu co Xilune, nie mówiąc już o zablokowanym interfejsie, który tamto miejsce zawiera. Przyznaję ci, że na ten moment absolutnie nie wiem, gdzie znajduje się ojciec Aelity, a jednak musi być gdzieś w Lyoko, co skłania mnie do myślenia, że Franz posiadał z pewnością sekretną kryjówkę, skąd mógł na przykład kontrolować swój awatar na odległość, samemu pozostając w ukryciu. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń obawiam się niestety, że Xana w końcu go zlokalizował i uwięził na miejscu. Sekretne schronienie Franza Hoppera stało się jego sekretnym więzieniem.
Kot chciał odpowiedzieć Jérémiemu, że wnioski, które wyciągał, były być może nieco przedwczesne, ale z drugiej strony wiedział, że nawet pozostając za swoim ekranem, okularnik był bezkonkurencyjnie najlepszy z nich, gdy chodziło o odszyfrowywanie poczynań Xany. W pewien sposób walka, którą toczyli w Lyoko od lat, była tylko wielką partią szachów pomiędzy młodym geniuszem informatyki a wirusem, który przerósł swojego twórcę.
Po długim wahaniu Odd zdecydował się wyjawić więcej na temat swojego spotkania z Xilune.
— Jérémie, jest coś jeszcze…
— Co takiego?
— Nie mówiłem ci o tym tamtej nocy, bo Aelita tam była, ale kiedy zapytałem Xilune, jak mogłaby mi udowodnić, że nie jest Xaną, powiedziała mi, żebym ci przekazał, że zna „sekret Aelity”…
— Nigdy więcej nie wypowiesz tych słów przed nikim. — Informatyk gwałtownie odstawił szklankę na stole i podszedł bardzo blisko swojegotowarzysza.:
— Co? Ale dlaczego? Czym jest „sekret Aelity”? — kot nic z tego nie rozumiał,
Dyskretnym, lecz brutalnym gestem Jérémie docisnął Odda do ściany, trzymając go za gardło:
— NIGDY WIĘCEJ O TYM NIE MÓW! ZROZUMIANO?!
Fioletowy kot potaknął pospiesznie, po czym jego przyjaciel puścił go i wziął z powrotem szklankę, jak gdyby nigdy nic, bez wiedzy kogokolwiek o ich sprzeczce.
Muzyka stała się coraz głośniejsza, podczas gdy Odd doszedł do siebie po emocjach, napełniając szklankę. Jeremie kończył swoją:
— Zamierzałem wrócić do reszty, ale zaczynają tańczyć, więc raczej poczekam chwilę, aż skończą
Kot rozejrzał się wokół:
— Gdzie jest Jim? Paco, król dyskoteki przebrany za Yeti, muszę koniecznie zobaczyć, jak wywija biodrami!
Aelita dołączyła do dwóch chłopców i wyciągnęła dłoń do ukochanego, uśmiechając się do niego:
— Doktorze Lecter, zechce pan ze mną dziś zatańczyć?
— Eee, to znaczy, że… — zająknął się zainteresowany.
— Odmówiłbyś przysługi Różowej Czarownicy, zwyciężczyni konkursu halloweenowego? — nalegała dziewczyna, której uśmiech stał się niemal groźny.
Jeremie poprawił wtedy okulary, po czym delikatnie chwycił dłoń Aelity i zaskoczył ją, biorąc w ramiona, by zabrać ją na środek parkietu.
Będąc niemym świadkiem całej sceny i również zaskoczonym inicjatywą kolegi, Odd nie potrafił powstrzymać kłucia w sercu, gdy poruszająca muzyka ustępuje miejsca wolnemu utworowi, pozwalającemu zakochanym na czułe objęcia na wzór Jeremiego i Aelity, wkrótce naśladowanych przez Yumi i Ulricha.
Wpadając nagle na pomysł zaproszenia Naxxyi do tańca, kot szukał jej wzrokiem, gdy dostrzegł Olbrzymkę rozmawiającą z pasją z Chrisem, perkusistą Subdigitals, imitując uderzenia w perkusję.
Poirytowany tymi wszystkimi parami robiącymi przedstawienie, Odd postanowił wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza.
…
Na zewnątrz zastał Williama kontemplującego księżyc w pełni, również samego.
— Masz nadzieję zamienić się w wilkołaka? — zażartował Odd, siadając obok partnera z drużyny, który milczał.
William nie zaszczycił go nawet spojrzeniem, więc kot z kolei podniósł wzrok:
— To prawda, że dzisiejszy księżyc jest piękny!
— Piękny i niedostępny…
Zapadła chwila ciszy.
— A więc to pewne? Całkowicie zrezygnowałeś z chodzenia z Yumi? — spytał Odd.— No tak — potwierdził William. — Nie powinienem był nawet trzymać się jej tak długo. Od początku, gdy zobaczyłem, jak się zachowuje, kiedy była z Ulrichem, zrozumiałem, że w końcu na pewno będą razem. Zresztą, mówiłem to Ulrichowi: wystarczyło, by porozmawiał z Yumi prosto z serca. Widocznie w końcu poszedł za moją radą.
William zrobił pauzę zanim kontynuował:
— Nawet, jeśli Yumi zawsze wolała Ulricha, bo jest taki, jaki jest, nie potrafię powstrzymać myśli, że problem leżał też we mnie. Myślę, że jest we mnie coś, co sprawiło, że nie mogła mnie pokochać. A jeśli tak jest, Yumi nie będzie moją ostatnią porażką.
Po chwili namysłu Odd powiedział:
— To dziwne, mimo wszystko jesteś przystojny, jesteś opiekuńczy, jesteś pewny siebie, a tak ci ciężko idzie z dziewczynami.
— No i co twoim zdaniem byłoby nie tak?
— Sam nie wiem, to z pewnością jakaś całkiem głupia wada! Może na przykład słabo całujesz!
— Co ty opowiadasz? Całowałem już dziewczyny, ale z Yumi nigdy…
Odd przerwał mu, kładąc palec wskazujący na ustach Williama. Podczas gdy ten przyjrzał mu się z niezrozumieniem, Kot zbliżył się do mrocznego chłopaka, chwytając go za policzki, po czym pocałował go bez ostrzeżenia.
Ciosem pięści w mostek William zdecydowanie odepchnął swojego zbyt śmiałego kolegę:
— Nie jestem gejem — stwierdził kategorycznie, wycierając usta. — Możesz być tak zniewieściały, jak chcesz, wciąż jesteś facetem, więc to mnie nie interesuje.
— …To nie był powód, żeby mnie uderzyć! — krzyknął Odd w odpowiedzi.
— No nie, a czego się spodziewałeś? — zaśmiał się jego partner z drużyny. — Od dziewczyny dostałbyś w twarz. Nie należy całować kogoś bez pewności, że ta osoba również ma na to ochotę.
Odd spuścił zawstydzony głowę, odwracając wzrok:
— Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło… To tylko… Widząc, jak rezygnujesz z Yumi… Sam nie wiem… W pewien sposób myślę, że przypomina mi to historię, z której ja również musiałem zrezygnować… zresztą. Zapomnij, o czym mówiłem. Muszę znaleźć coś do jedzenia, nie myślę, gdy jestem głodny.
William chwycił go za ramię, by uniemożliwić mu ulotnienie się.
— Wygląda na to, że Yumi myliła się co do ciebie. Nawet po zaliczeniu serii krótkich i mało interesujących podbojów, naprawdę skończyłeś na rozwinięciu uczuć miłosnych do kilku z nich…
— Możliwe… — przyznał finalnie kot.
— Dobra rada: zapomnij o Aelicie, jej serce jest już dobrze zajęte. Zdecyduj się raczej zagadać do tej drugiej wielkiej tyczki, od kiedy to wokół niej krążysz… Chyba że w ostatecznym rozrachunku cię owa olbrzymka onieśmiela?
Odd zaczerwienił się tak bardzo, że nawet nocne ciemności nie wystarczały, by to ukryć, po czym odzyskał swój zwyczajowy, bezczelny ton.
— Nie wiem, o czym mówisz, ale wspomniałeś o jedzeniu, więc muszę koniecznie iść coś zjeść!
Kot ulotnił się, spiesząc się z powrotem do środka.
— Nie martw się, ja sam czasem mam momenty słabości, kiedy czuję się trochę sam… — William powiedział mu na odchodne, celowo niezbyt głośno, by dało się to usłyszeć.
Mroczny chłopak nie mógł jednak zignorować grobowego głosu, który szeptał w jego umyśle.
— Daj spokój, William… wiemy obaj, ty i ja… że nigdy nie jesteś sam…
Autorka: Nelbsia
Tłumaczenie: Shikari