Rozdział 56

Krzykliwy tytuł na pierwszej stronie „SuperKuriera” głosił „UCZNIOWSKA BOMBA W KADIC. KTO CHCIAŁ ZABIĆ UCZNIA?”. W środku zaś znajdował się artykuł, oparty na anonimowych źródłach, o tym że podłożono spory ładunek wybuchowy w internacie i drugi w męskiej toalecie. Dyrektor Delmas patrzył zatrwożony na gazetę leżącą na biurku.

– Mało nam, kurwa, problemów? – powiedział do zgromadzonych w swoim gabinecie nauczycieli. – Najpierw to pobicie, potem strajk, a teraz jeszcze jakiś Unabomber się znalazł. Jak my tu mamy normalnie pracować?

– Ale przecież w tej gazecie to bzdury napisali – odpowiedziała Hertz. – Ładunek był jeden, do tego dość słaby, bo użyto jakiegoś niewypału, który narobił więcej huku niż szkód. To taka petarda bardziej, poza tym wątpię, żeby ktoś chciał zabić Belpois.

– Ty to wiesz, ja to wiem, my wszyscy w tej sali to wiemy – stwierdził Delmas. – Ale jest jeden problem. To papierowe szmatławe gówno czyta trzy czwarte Francji. To jest potężna siła oddziaływania. My teraz się ze sprostowaniem nawet nie przebijemy.

– Co więc zrobimy? – spytał Jim.

– Ty, Jim, powiedz tym swoim legionistom, żeby się nieco bardziej pilnowali. Szczególnie Pichonovi, bo to on najpewniej podłożył bombę. A my musimy wreszcie ten strajk jakoś uciąć, może nawet przez negocjacje, ale trzeba tak je poprowadzić, żebyśmy jak najmniej na tym stracili i by reforma mogła się nadal toczyć. Jeśli ustępować, to tylko w pierdołowatych sprawach, na które i tak normalnie nic nie zwraca uwagi.

– To kiedy te negocjacje będą? – zabrał głos Chardin. – Bo jednak musiałbym przekazać termin stronie uczniowskiej.

– Powiedz im, że za trzy dni. Niech się przygotują, żebyśmy mogli to załatwić na jednym spotkaniu. Może wreszcie to skończymy i wszystko wróci do normy.

Strajkujący uczniowie przyjęli zaproponowany termin, jednak zastrzegli, że negocjacje będą trwać tak długo, aż uzyskane będą gwarancje rozwiązania wszystkich zgłaszanych problemów. Pojawił się dodatkowy postulat: ukarania winnego podłożenia bomby pod pokojem Jeremiego. Niektórzy bardzo dosadnie mówili by „wypierdolić Pichona z Kadic”, bojąc się o to, że jeśli coś mu znów odbije do głowy, to także innych nielubianych przez siebie uczniów będzie chciał wysadzić w powietrze. Z kolei sama dyrekcja wydała oświadczenie, że to, co znalazło się w internacie, było tylko niegroźną petardą, właściwie sztucznym ogniem, zaś granat był plastikowy, a całość to jedynie niemądre zabawy. Wśród strajkujących ten komunikat wywołał rozbawienie, bo wszyscy w świetlicy doskonale wiedzieli, wobec kogo był skierowany ten akt szkolnego terroru.

Cel tego zamachu, Jeremie, był w swoim pokoju i sprawdzał ceny routerów. Chciał sobie wymienić sprzęt, szczególnie, że zaczęły się kolejne promocje i można było na tym dość sporo zaoszczędzić. Gdy porównywał poszczególne modele, usłyszał pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedział.

Po chwili, praktycznie bezszelestnie, do środka weszła Aelita. Chłopak odwrócił się na fotelu i wstał dość zaskoczony jej wyglądem. Ubrana była w różowy kombinezon i spódniczkę, praktycznie tak, jakby była w Lyoko. Wciąż pamiętał jej trójwymiarowy awatar jeszcze z dawnych czasów, ale nigdy nie myślał, że uda jej się to powtórzyć już w świecie rzeczywistym.

– Jeremie, twoja strażniczka przybyła – rzuciła poważnym tonem dziewczyna.

Okularnik przez chwilę nie wiedział, co zrobić. Potem jednak się zreflektował, podszedł do różowowłosej i ujął jej dłoń.

– Aelito, przecież mówiłem, że nie musisz… – lekko wzruszony uklęknął i pocałował ją w rękę. W tym momencie to dziewczyna się zawstydziła.

– Nie musisz przede mną klękać, przecież nie jestem jakąś królową. A chronić cię jest moim obowiązkiem.

– Boisz się o mnie?

– Tak. Jesteś dla mnie wszystkim, zrobiłeś dla mnie tyle dobrego, że jedyne, co mogę teraz uczynić, to cię strzec.

– I jak zamierzasz to robić?

– Będę przy tobie każdego dnia, tak długo, jak się da, od rana do nocy, aby włos z głowy ci nie spadł. A jeśli ktoś tylko spróbuje cię skrzywdzić, będzie mieć ze mną do czynienia.

– Aż tak się tym wszystkim przejęłaś?

– Jak mogłabym się tym nie przejąć? – Aelita nieco podniosła głos. – Herve chciał cię zabić. Nie mogę na to pozwolić. A skoro z nim nigdy nic nie wiadomo, to jedyne, co mogę zrobić, to być przy tobie zawsze i wszędzie.

– Kurczę… powinienem się jakoś tobie za to odwdzięczyć…

– Wystarczy mi tylko twoja miłość.

Jeremie postanowił pokazać, że się na to zgadza. Pocałował Aelitę w oba policzki i czoło, a na końcu złączył się z nią ustami. I choć pierwsze trzy pocałunki były krótkie, to tego ostatniego różowowłosa nie chciała skończyć.

Potem okularnik postanowił opowiedzieć jej, co działo się między nim na Hervem jeszcze przed czymś, co nazwano wziemiowstąpieniem Aelity Schaeffer, choć w momencie, gdy to się stało, jeszcze nikt paczki nie znał prawdziwego nazwiska dziewczyny, która jednocześnie zawładnęła Jeremiem i chciała mu służyć.

Ciepłe popołudnie zachęcało do spacerów. Aelita nawet nie musiała się przebierać, bo niektórzy pewnie by uznali, że to jakiś cosplay. Jeremie zapytał ją, jak to zrobiła. Dowiedział się, że nie było to zbyt trudne, szczególnie, że ona sama nadal pamiętała Lyoko, Xanę i swoich rodziców, więc także jej wirtualna forma była wciąż dobrze znana. Nastolatkowie postanowili pójść na lody.

W tym momencie huk jakby wystrzału przerwał spokojną, cichą atmosferę na podwórku. Potem ten odgłos się powtórzył. Aelita nie wiedziała, co się dzieje i dopiero po chwili zauważyła, że jej chłopak upadł. Jedną rękę trzymał w okolicy barku, drugą na kolanie. W tych dwóch miejscach przez ubrania zaczęła przesiąkać krew.

– Aelita… – zawołał chłopak – zadzwoń po karetkę…

Dziewczyna była oszołomiona. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że coś takiego może się stać. Wyjęła komórkę, jednak ciężko jej było wybrać odpowiedni numer. Zobaczyła natomiast, że Yumi biegnie w ich kierunku. Zaczęła do niej krzyczeć:

– Dzwoń po pomoc! Ktoś postrzelił Jeremiego!

Japonka, choć też zaszokowana zdarzeniem, zdołała skontaktować się z dyspozytorem. Ten powiadomił ją, że karetka zaraz przyjedzie. Tak się też stało.

– Chłopak stracił już dość sporo krwi – rzekł jeden sanitariusz do drugiego. – Zabieramy go od razu do szpitala.

Aelita chciała jechać z nimi, jednak załoga nie mogła jej zabrać. Obiecano jednak, że będą dzwonić do Yumi, jako do tej osoby, który zgłosiła zdarzenie, żeby móc jej przekazać najnowsze wiadomości. O wszystkim dowiadywali się właśnie także rodzice chłopaka, których w międzyczasie powiadomił pomocnik w karetce. Numer otrzymał od dyrektora, dopiero co ściągniętego na miejsce, gdyż słyszał syrenę.

Różowowłosa siedziała na łóżku. Skryła twarz w dłoniach i próbowała się uspokoić, choć było to bardzo ciężkie. W jej pokoju była cała ferajna: Yumi, Ulrich, Odd i William.

– Spokojnie, to fachowcy – mówiła Yumi. – Znam ich, oni niejednego już uratowali, nawet mojego brata, gdy się zatruł denaturatem. Jeremiego też uratują.

– Ale jak można było strzelać w szkole? – pytała przerażona Aelita. – Kto do tego dopuścił?

– Sprawca jest raczej do przewidzenia – rzucił Odd. – Prędzej czy później Herve trafi na policję, a potem do poprawczaka. Słonka nie zobaczy przez kilka lat. Tym razem Jim mu dupy nie uratuje.

– Szczególnie, że wszystko było widać na monitoringu – dodał William. – Akurat byłem przy ekranach. Co najmniej trzy strzały: bark, kolano i podbrzusze…

– Trzy??? – Aelita nie wiedziała co powiedzieć. – Ale on się nie łapał w okolicach podbrzusza, gdy to się zdarzyło!

– Może po prostu tam już kula nie trafiła w ciało? – zapytał Ulrich.

– Trzeba być dobrej myśli – Yumi starała się jakoś podnieść na duchu dziewczynę. – Gdy ostatni raz się ze mną kontaktowano ze szpitala, to trwała operacja i wszystko było na dobrej drodze…

W tym momencie zadzwonił telefon. Japonka wyszła z pokoju i odebrała.

– Ishiyama, słucham… już po operacji?… Pięć kul wyjętych, rozległe obrażenia narządów, …tak… tak…są już powiadomieni? Zrobiliście co się dało… przekażę… tak, postaram się to zrobić na spokojnie.

Japonka rozłączyła się, oparła o ścianę i zaczęła głęboko oddychać. W jej oczach pojawiły się łzy.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments