Rozdział 13 – Ci, którzy próbowali nas zniszczyć

W połowie maja okazało się, że niektórym osobom bardzo nie podoba się to, co robimy, nie akceptują oni naszego traktowania sprawy z emisją serialu na Teletoonie. Postanowili to pokazać w dość dziwny sposób – spamując naszą stronę kretyńskimi komentarzami. Jak szybko żeśmy odkryli, prowodyrami byli ludzie z Forum.CodeLyoko.pl: Adasiekkk oraz Ziutek, dwóch osobników, którzy generalnie znani byli z różnych wybryków. Oni pojawili się już w jednym z wcześniejszych rozdziałów. Tym razem postanowiono, żeby nieco zapaskudzić stronę, co spotkało się z szybką reakcją TheLyokofana oraz wywaleniem naszej strony z listy polecanych na forum Likkiego. O ile to pierwsze jest zrozumiałe, bo każdy odpowiedzialny administrator strony by posprzątał po szkodnikach, to ta druga decyzja była dość zaskakująca. Otóż rzeczeni użytkownicy, po tym jak zrobiono porządek, poskarżyli się na forum, że „oto TheLyokofan19 i Jeremie nas cenzurują i usuwają nasze wpisy”. Uznano wtedy, że trzeba nas z listy usunąć, myśmy na swojej stronie zrobili to samo i przez jakiś czas na linii nasza redakcja – forum Likkiego było pewne spięcie (ono zakończyło się w momencie, w którym Likki musiał gdzieś zareklamować krótko istniejące Imaginaerum.pl, forum, które nie odegrało praktycznie żadnej roli w fandomie).

Najbardziej osobliwym tekstem, który pojawił się podczas tego, jak to wtedy TheLyokofan nazywał, ataku (i z powodu którego chciał zamknąć stronę, ale po rozmowie ze mną zrezygnował z tego pomysłu, ograniczając się tylko do wyłączenia rejestracji nowych osób na kilka dni) była lista zwana „26 powodów, dla których CL:E ssie”. Składały się na nią zarówno zarzuty merytoryczne, w niewielkiej ilości, a także głupoty, które może czytelników do 16 roku życia bawiły, ale tych starszych żenowały. Traf chciał, że zdążyłem to sobie zapisać na pamiątkę i teraz mogę się do tych „mądrości” odnieść, bo tak jak sobie przypominam, to nigdy wcześniej się do tego szerzej nie odnosiłem. Tak więc będzie „wielki powrót” tekstu, który kiedyś – zdaniem niektórych – ocenzurowaliśmy (z moim komentarzem):

26 powodów, dla których CL:E ssie

1) Aelita jest płaska jak deska, a jej włosy wyglądają jak hełm

Pierwszy „argument” i od razu możemy zacytować mądrość ludową: głodnemu chleb na myśli. A wystarczy się lekko przypatrzeć choćby w odcinku, w którym Jim robi bieg wokół szkoły, by zobaczyć, że Aelita nie jest płaska. No, chyba że się ktoś za dużo anime naoglądał, ale wtedy ma spaczone pojęcie na temat rozmiaru piersi.

2) Odd to dzieciak

Paradoks jest taki, że aktor grający Odda jako jeden z nielicznych pasuje wiekiem prawdziwym do metryki odgrywanego bohatera.

3) Odd i tak jest lepszy od Jeremiego, który gra jakby połknął kijek od nordic walkingu, a drugi sobie wsadził w dupę

A tu z kolei mamy dowód na to, jak niektórzy mieli zbyt wygórowane oczekiwania wobec aktorów występujących w Ewolucji. Nie oczekujmy od 13-latka debiutującego w serialu, że będzie grał niczym De Funes. Poza tym – często ci, którzy tak bardzo kategorycznie oceniają grę debiutantów, sami najpewniej narobiliby w gacie, stając przed kamerą. A Jeremie nie był zagrany aż tak źle. W końcu w momencie premiery CL:E mieliśmy już, choćby u nas w telewizji, przykłady miernego aktorzenia (wszystkie paradokumenty oraz ta propagandówka z Jedynki, co idzie w czwartki o 21:00, tam skopane jest wszystko, od gry, przez scenariusz, po wkręcanie kitu).

4) Spektra niosą śmierć przez przytulanie

Cóż… to w sumie było trochę dziwaczne, że spektra zamieniły się w diaboliczną wersję Teletubisów.

5) Debilne ataki XANY

Ano, bo miś Godzilla z pierwszego odcinka to nie był debilny… ale nie, serio – oczekiwanie od serialu, który ma być z gatunku science-fiction i jest kierowany do młodzieży, by nie znajdowały się tam absurdalne wątki? Oczekiwanie od Code Lyoko, żeby nie było tam wariackich ataków Xany? Zresztą i tak formuła live-action nieco tu twórców ograniczała.

6) Nadużywanie rule of drama.

Nie wydaje mi się, żeby to było nadużywane.

7) Bardzo nadużywanie rule of drama.

A tu jeden z przykładów, co robić, jak brakuje argumentów – wpisać to samo, tylko ze słówkiem stopniującym.

8) Jerbot – brak jakichkolwiek emocji w stosunku do Aelity

Umówmy się – Jeremie nigdy nie był jakoś przesadnie uczuciowy i emocjonalny, w poprzednich seriach mu się kilka razy takie momenty zdarzały w stosunku do Aelity, ale w Ewolucji pod tym względem nie było nic tak naprawdę.

9) Poza tym, nie umie już nic przy superkompie bez Laury zrobić

Z tym nic to bym się kłócił, tutaj problemem nie jest to, że Jeremie nagle z geniusza stał się totalnym melepetą rodem z komendy miejskiej policji, który nie wie, gdzie jest enter na klawiaturze, a raczej to, że nagle się pojawia Laura, która nie wiadomo skąd wszystko umie.

10) A propos Laury – sprzedaje się na każdym kroku

Od razu „sprzedaje się”… pod jednym względem nie dziwię się twórcom, że Laura była tak eksploatowana w serii. W końcu jako nowa postać, która nieco namieszała, to jednak musiała się pojawiać na tyle często, aby widzowie ją zapamiętali, nawet jeśli spora grupą ją znienawidziła.

11) Pod latarnią też

A tu to nawet nie wiem, jak to skomentować, bo to tak prostackie…

12) W Lyoko postacie wyglądają jak lalki

Taki urok nowszej techniki animacyjnej. Jakby sceny w świecie wirtualnym robiono tak, jak w seriach 1-4, to by były narzekania, że za archaiczne.

13) Yumi w Lyoko się włosy do czoła przykleiły

Jeśli to ma być powód, dla którego mamy uważać Ewolucję za słabą, to nie wiem… może się jeszcze będziemy długości tych włosów czepiać?

14) Zbliżenia na dupę Williama

15) Zbliżenia na kroczę Williama

16) Zbliżenia na kroczę Ulricha

Te trzy punkty biorę razem, ale tylko dlatego, by napisać, że jeśli ktoś zwraca na takie rzeczy uwagę, to jest zboczony.

17) Biust Williama, notabene większy od cycków Yumi czy Aelity

Jak dotąd, a od powstania tej listy minęło 7 lat, nikt nigdy tego nie zmierzył i nie porównał, więc nie możemy tego potwierdzić.

18) Debilne ataki XANY po raz drugi

I tu znowu zapychanie listy, byleby dłuższa była.

19) Pani Hertz wygląda jak Pani Meyer

Trochę to może niekonsekwencja twórców, że wybrano aktorkę niepodobną do kreskówkowej wersji, ale za to bardziej pasującą do francuskich kanonów urody.

20) Jean-Pierd Delma wygląda jak Ojciec Ulricha

„Żart” z imienia pominę, bo to szczeniactwo. Ale tu pewnie się kierowano tym, że skoro i tak ta postać pojawia się może w kilku odcinkach, to też nie ma po co na siłę szukać kogoś, kto byłby podobny do tego z kreskówki.

21) Sissi jest blondynką

To było puszczenie oczka do starych fanów – w czwartej serii Odd jej sugerował farbowanie włosów.

22) Sam jest blondynką oraz jest biała

Z nią to jest ciekawa sprawa, bo nie wiadomo, czy to ta sama osoba, co wcześniej, czy też nie.

23) Matka Aelity jest blondynką – see the trend?

Może po prostu nie chcieli robić nowej peruki.

24) Rozciąganie wątków, które powinny dawno zostać zakończone

Tu mamy przykład niedokończonego argumentu. Bo ok, jest mowa o rozciąganiu wątków, ale autorzy się nawet nie wysilili, żeby wskazać, jakie wątki ich zdaniem powinny zostać zakończone. Drobny szczegół: tekst powstawał w momencie, gdy nie znaliśmy wszystkich odcinków, więc wtedy, w maju 2013, stawianie takiego zarzutu było jeszcze nadużyciem. Teraz to wygląda nieco inaczej, bo możemy sobie wskazać, że takim wątkiem jest na przykład przeszłość Aelity czy kwestia związku Ulricha i Yumi.

25) Minimalny rozwój pozostałych wątków

I tu podobny zgrzyt co punkt wyżej, choć tu nieco łatwiej idzie z wymienieniem, bo wśród takich wątków są wszystkie ogólnoszkolne, relacje z ludźmi spoza paczki (banda Sissi, redaktorki gazetki, których w CL:E praktycznie nie ma). Inna sprawa, że myśmy w tym serialu mieli z tym problemy już w okolicach czwartej serii, gdy odcinki skupiały się praktycznie na walce w Lyoko, w Replikach i Cyfrowym Morzu, a obyczajówka stawała się tylko dodatkiem, choć w pierwszym sezonie na niej w dużej mierze budowano fabuły danych odcinków.

26) Debilne ataki XANY po raz trzeci.

To pewnie dopisano po to, żeby liczba punktów była parzysta.

Swoją drogą to gdy patrzę teraz na te powody i piszę swoje opinię o nich, zaczynam się zastanawiać, w jaki sposób doszliśmy od momentu, w którym krytyka Ewolucji sprowadzała się do puszczania tego typu rzeczy, do prób tworzenia oficjalnych petycji z żądaniem skasowania i uznania tej serii za nieistniejącą oraz niekanoniczną…

Jakie paręnaście dni po zajściach na stronie zdarzyło się jeszcze coś. Uaktywnił się Konrado683. On nie był aktywny w fandomie przez cały czas, pojawiał się raczej zrywami. W 2012 roku wystąpił w radiu, mniej więcej wtedy też napisał opowiadanie „Czas Kartaginy”. Tu jest w ogóle dość ciekawa kwestia, bo obecnie się próbuje kreować ten fanfick jako jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek powstały, choć wcale taki nie jest. Owszem, nie jest to też jakoś bardzo tragiczne, ale mówiąc krótko – tyłka nie urywa, a mam też wrażenie, że samo wsadzenie Polaka w fabułę to za mało, by wynosić to do rangi wybitnego dzieła. Konrado generalnie był nawet akceptowany przez ludzi, nawet po tym, jak w gazetce u Macieja napisano, że zbluzgał on autora „Wiadomości Kadic” i zerwał z nim współpracę. Jednak po pewnym wyczynie zszargał sobie kompletnie reputację. Otóż wymyślił sobie, że nagra filmik komentujący to, co mówię w „7 dniach w Lyoko”. W sumie można, dzięki temu, iż od 30 lat żyjemy w demokratycznym kraju, mamy wolność słowa. Nazwał to „Jeremy krytyk”, odwołując się do bardzo popularnego wtedy Niekrytego Krytyka.

W tym momencie musicie mi wybaczyć, ale muszę, po prostu muszę zrobić dygresję o Niekrytym. Moja autobiografia, to sobie mogę pisać, co chcę, a związek pewien z moim życiem jest, bo oglądałem Niekrytego właśnie w latach, o których teraz piszę, a wy czytacie. W tamtym czasie Maciej Frączyk był absolutnym liderem, jeśli chodzi o popularność na polskim YouTube, każdy jego film oglądało kilkaset tysięcy widzów. I były to naprawdę dobre produkcje. Interesujące, zabawne, widać było, że robi to dlatego, bo chce i ma na to zamysł, a nie z pobudek materialnych, zresztą wtedy nie zarabiało się kokosów z YT, więcej to pewnie Frączyk wyciągnął wtedy ze sprzedaży pierwszej części „Zeznań Niekrytego Krytyka” albo audycji w Radiu Zet. Za samo to, że potrafił się utrzymać w sieci przez ponad 10 lat, należy mu się szacunek. Jednak to, co robił w pierwszych latach, to jedna kwestia, a jego obecna forma to drugie. I tu niestety aż tak fajnie to moim zdaniem nie wygląda. Widać już ewidentnie, że odcinki robione są „bo muszą być”, żeby tylko na kanale coś świeżego się pojawiało, żarty już nie te co dawniej, a żeby tylko sobie nabijać kolejne epizody, to Frączyk nagrywa odcinki na podstawie oglądanych wcześniej durnowatych paradokumentów. Dobra, raz czy drugi mógł to zrobić, jak miał na to jakiś pomysł. Ale żeby tak ciągle? Chyba faktycznie teraz nadszedł czas, by móc powiedzieć, że Niekryty się kończy i że najlepsze jego filmy się pokażą wtedy, jak na jego kanale wybierze się opcję „pokazuj od najstarszych”. Zresztą podobnie wygląda kwestia z książkami – pierwsza bardzo dobra, druga ciut gorsza, ale też interesująca, przy trzeciej jest znacząco nudniej niż wcześniej, a „Disco Polo, Wiedźmin i gumy kulki, czyli III RP oczami Niekrytego Krytyka” stała się bardziej wartościowa wtedy, gdy Biedronka ją sprzedawała za 5 złotych. Nie dlatego, że była megatragiczna, ale dlatego, że pisana była na odpierdol. Niecałe 170 stron, i to wypełnionych niekiedy do połowy, coś co można przeczytać może w godzinę siedzenia na dworcu kolejowym w oczekiwaniu na pociąg. A w grudniu 2020 ma być kolejna książka i coś czuję, że znowu to będzie trochę na zasadzie odcinania kuponów od sławy, która – szczerze mówiąc – już trochę przeminęła, bo i filmy już tak nie ciekawią jak kiedyś, i odbiorcy się zmienili…

Cóż, tyle tej dygresji, wracamy do Konrad i jego prób dorównywania Niekrytemu, prób nieudolnych, warto dodać. Pal licho mizerną jakość techniczną, nagrywanie przez laptopową kamerkę i niezbyt schludny ubiór autora filmu (choć jeśli się już zakłada krawat, to powinno się go normalnie nosić, a nie tak, jakby się wyszło pijanym z imprezy), pal licho wrzucenie tego na Wrzutę, choć to może nawet lepiej dla twórcy, bo portal już dawno nie istnieje i nagrania w internecie nie ma (ja mam jedyną kopię, dobrze zabezpieczoną), a jak nie ma, to i wstyd mniejszy. A czemu wstyd? Ano, bo choć sam pomysł może mógłby się podobać, to cały czar pryska w pierwszym zdaniu, gdy się dowiadujemy, iż to coś szumnie nazwane „programem” ma na celu pokazanie „najgłupszych wypowiedzi z programu 7 dni w tygodniu… yyy, przepraszam, 7 dni w Lyoko”. Suchar musi na początku być, ale potem jest jeszcze gorzej.

Jako pierwszą „głupotę”, poza czepianiem się rzekomego mlaskania podczas moich wypowiedzi (które to mlaskanie najpierw niby zostało wychwycone, ale w następnych fragmentach z mojego programu – stanowiących większość materiału – w ogóle nie występuje), Konrado wziął depeszę o petycjach do MoonScoopa. W tamtym czasie stworzono dwie: jedną napisali zwolennicy kontynuowania serialu i stworzenia szóstej serii, drugą zaś ci, którzy nie chcieli żadnej kontynuacji. Jak można się było domyślać, więcej osób podpisało pierwszą, na początku czerwca 2013 było ich około 260, natomiast przeciwników bodajże koło 40. Co zrobił autor filmu? Zaczął się czepiać, że oto ta grupa 260 osób chce niby zmusić MoonScoop do stworzenia nowej serii w sytuacji, gdy po połowie Ewolucji wiele osób uważało, że to klapa. Jako poparcie swoich pretensji rzucił, że to jest znikoma liczba wobec ludności Polski, która jego zdaniem wynosi jakieś 48 milionów. Od razu się niby poprawił, mówiąc że może się myli, ale demografem nie jest. Może byłoby to do zrozumienia, gdyby nie fakt, że populacja Polski to wartość, o której uczą się dzieci w podstawówce. Nie trzeba wcale na studia żadne iść ani być demografem, by to wiedzieć. A nawet, jak się zapomniało, to sprawdzenie tej informacji w internecie zajmuje kilka sekund. Generalnie absurdem było uznawanie za głupotę samego faktu, iż taka informacja się w programie pojawiła.

Dalsza część materiału to próba szukania „riposty” na to, co powiedziałem na temat kolejnej odsłony wojny z Teletoonem, próba nieudana, bo zamiast merytorycznych argumentów mieliśmy do czynienia z wyśmiewaniem tego, co padło w moim programie, albo z niezrozumieniem czy też wyciąganiem z kontekstu i ustawianiem tego tak, aby wyszło, że ja jestem głupi, a Konrado, reprezentujący wtedy dość głośną, aczkolwiek skromną ilościową frakcję tych, którzy uznawali że Teletoon robi dobrą robotę, ma rację w tym co mówi. Choć tak prawdę tam niczego merytorycznego nie da się wyciągnąć. Przypomniałem sobie nawet ten filmik tuż przed pisaniem rozdziału, i niczego takiego praktycznie znajduję, bo wszystko, co tam padło z jego strony, musiałbym prostować. Konrado nie zrozumiał na przykład porównania, jakie padło, o tym że gdyby ludziom z Teletoona w grudniu obiecano premię świąteczną, a potem przez pół roku mówiono, że dostaną ją nie wiadomo kiedy, to też byliby wkurzeni, jako i my byliśmy, jeśli chodzi o przesuwanie wejścia serialu do telewizji. Albo inaczej – zrozumiał to tak, jak jemu było wygodnie, żeby tylko pod tezę pasowało. Kłamstwa pewne też tam były, jak deklarowanie, że się nie ogląda MLP (choć wtedy na forum miał on już sygnaturkę typu „mój ulubiony kucyk do którego się upodabniam”). Dziwne było prawie pod koniec, gdy zarzucono mi błędy w interpretacji pewnych rzeczy z serialu, nie wyjaśniając kompletnie, o co chodzi, a zasłaniając się tym, że to było nieciekawe. Trochę to przypomniało metodę, jaka w fandomie na większą skalę pojawiła się kilka lat później – uznawanie, że jest tylko „jedynie słuszna” interpretacja, a wszelkie inne są błędne i powinny być korgowane. Pewną żenadą był fragment o Smerfach, pomijam już fakt, że tutaj Konrado ponownie nie zrozumiał, co miałem na myśli i że nie czepiałem się Smerfów jako takich, a tego, iż weszły one do ramówki bez zapowiedzi, do tego były one nadawane w publicznej telewizji, więc puszczanie tego na kodowanej antenie nie miało zbytniego sensu. Żenadą był tekst o tym, że może i by coś zrobił ze Smerfetką z wersji 3D, która mniej więcej wtedy wchodziła. Ale cóż, widocznie tak musi być, ci mniej dojrzali oglądają się za Smerfetkami czy kucykami, ci bardziej dojrzali wolą raczej spoglądać na nieco lepsze obiekty zainteresowań, jak aktorki czy prowadzące porannych dzienników w Rai Uno…

Generalnie nie ma tu zbyt wiele do ocenienia, poza prostactwem autora, które ujawnia się z całą mocą na samym końcu, po tym jak puścił zabawy montażowe swojego, jak on określił, przyjaciela Adaśka. Na pożegnanie Konrado zapowiada następny odcinek za tydzień, chyba że, i tu cytat „ten dureń się czegoś nauczy, choć wątpię”. O ile wcześniej niektórzy mogli to nazywać satyrą, choć bardzo niskich lotów, to tym właśnie zdaniem autor filmiku pogrążył się zupełnie, w dodatku narażając się na konsekwencje prawne, bo tu już w sumie mamy do czynienia ze zniesławieniem wykonanym własną gębą. Po puszczeniu filmu na Wrzutę i ogłoszeniu tego na forum posypały się bardzo nieprzychylne komentarze, nikt praktycznie nie potraktował tego filmu jako coś dobrego, a raczej jako rzecz niepotrzebną, krytykowano nadmierne czepianie się mnie przez niektórych użytkowników forum, zaś Likki i Adasiekkk, którzy zostali określeni w tym filmie jako „przyjaciele”, nabrali wody w usta i nie powiedzieli nic. Słowem nie odniósł się też sam Konrado, który po tej kompromitacji zniknął z fandomu.

Z perspektywy lat widać, kto miał rację, a kto się mylił. W sumie sam fakt, że ja się po tym filmie utrzymałem, nie zrobiłem tego, co można było sugerować, czyli nie odpuściłem dlatego, że ktoś nagrał o mnie bzdury bez pokrycia, by mnie wyeliminować z fandomu. Gdyby ktoś się zastanawiał, czemu poświęcam tyle miejsca na kogoś, kto takie głupoty zrobił… cóż – robię to dla prawdy. W końcu fandom ma się na niej opierać. A taka jest właśnie prawda o Konrado683 i warto mieć to za uwadze wtedy, gdy znowu będzie się pojawiać śpiewka o tym, jakie to podobno wspaniałe rzeczy on tworzył…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments