If we reset it to the start…

Rozgrzany letnim żarem asfaltowy plac nagle przybrał formę jak nie z tego świata. Cienie chmur kondensujących się w górze z nienaturalną prędkością, które tańczyły po opustoszałej ulicy, Jeremiemu niegdyś przypominałyby przepiękne płomieniste fraktale Dravesa powstałe przy frywolnej próbie zobrazowania równań Powrotu do Przeszłości.

Teraz zaś przypominały Belpoisowi najbardziej wirujący kleks śmietany w zupie pomidorowej, a same równania wyświetlające się na ekranie z każdą chwilą miały coraz mniej sensu.

Po kilku chwilach ciężkie burzowe chmury przesłoniły całe niebo nad Paryżem, a cień zaciskającej się we frustracji w pięść dłoni wiszącej nad klawiaturą laptopa rozpłynął się w półmroku. Jeremie odchylił się do tyłu, wziął kilka głębokich wdechów i pozwolił swojej ręce rozluźnić się i powoli opaść obok komputera. Prosto na słuchawki neuronowe.

– Znowu? Nie przesadzasz?

– W tej chwili naprawdę nie ma już sensu obawiać się o moje zdrowie, fizyczne czy psychiczne, nie uważasz? – westchnął Jeremie. – Najgorsze, co może mi się stać, to utrata przytomności i zapaść. Bezbolesna. Nawet nie zdążę umrzeć. Chyba.

– Może i tak. Ale z kim się wtedy napiję, kiedy świat będzie się kończył? – odparł Ulrich wyciągając z torby zgrzewkę piwa.

Jeremie tylko prychnął i założył słuchawki. Ich najnowsza wersja niż faktyczne słuchawki przypominała bardziej montowany na potylicy cybernetyczny wszczep rodem z powieści retro-science-fiction. Albo opaskę do włosów. Ulrich usiadł na ziemi i zaczął otwierać piwa, starając się przy tym nie zwracać uwagi na trzęsącego się w drgawkach przyjaciela, którego ciało nie wytrzymywało kolejnej już w ciągu kilku dni sesji w słuchawkach. Choć z każdym ich użyciem stan fizyczny Belpoisa drastycznie się pogarszał, to, w przeciwieństwie do efektów nieudanego eksperymentu z czasów nauki w Kadic, podczas tych krótkich chwil, kiedy Jeremie zdobywał dostęp do zdolności intelektualnych wszystkich wersji siebie z przeszłości, stawał się na powrót sobą sprzed wypadku. Wyglądało to tak, jakby wraz z utraconym przez nieodwracalne uszkodzenia mózgu intelektem wracała do niego jego osobowość, optymizm, ambicja, empatia, wrażliwość.

Ale tylko na chwilę.

Jeremie zdjął słuchawki, złożył dłonie i z przymkniętymi oczami starał się uspokoić rozszalały puls. Zadania nie ułatwiały napady kaszlu szarpiące płucami wycieńczonymi przez impulsy egzotycznego promieniowania emitowane przez urządzenie. W końcu Belpois nachylił się do komputera i zaczął energicznie stukać klawisze. Ulrich patrzył na to przez chwilę, po czym przeniósł wzrok na Ile Seguin. Ostatnich dwóch Wojowników Lyoko upatrzyło sobie dach jednej z opuszczonych kamienic na brzegu Sekwany. Doskonale widać było z niego rozpadającą się fabrykę, w której przed laty powstała maszyna, która zniszczyła wszystko. A teraz w końcu zbierają się nad nią ciemne chmury, dosłownie i w przenośni – pomyślał z przekąsem Ulrich.

Ale czy na pewno?

– No dobra. Po wszystkim.

– Mam nadzieję, że tym razem nic nie skopiemy – powiedział cicho Ulrich, bardziej do siebie niż do Francuza.

– Za późno na wątpliwości. Nie wyłączę teraz już tego, nawet gdybym chciał.

– No dobra – westchnął Stern i podał Jeremiemu piwo. – Więc czas na spektakl.

– Jeszcze chwila nim się zacznie. A potem z 15 minut, zanim naładują się kondensatory. Może 20, jeśli chłodzenie za szybko nawali. I wtedy…

– Powrót do Przeszłości – dokończyli razem.

Zbierające się nad fabryką grube ciemne chmury przesłoniły już większość nieba, powoli zaczynał się zrywać wiatr. Temperatura szybko spadała, co sprawiło, że męczący skwar zmienił się w przyjemny chłód.

Ciszę przerwał Ulrich.

– Szkoda tylko, że nie będziemy się pamiętać. Raczej nie zostaniemy przyjaciółmi.

– Jeśli się uprzesz, mogę to jeszcze zmienić. Jeśli chcesz pamiętać. Ale wspomnienia to paskudna sprawa. Spytaj Williama.

Ulrich spojrzał na przyjaciela spode łba.

– Może lepiej, że nic nie będziemy pamiętać. Pewnie nie zostaniesz takim bucem.

– I nie stracę swojego geniuszu. I żaden przystojny brunet nie zaćpa się uciekając przed wspomnieniami o Xanie. I żadna Japonka nie wyjedzie ci przez to z kraju niszcząc twoje licealne marzenia o przyszłości. I żaden cholerny artysta nie zdradzi wszystkich, którzy mu ufali.

Ulrich spojrzał na Francuza krzywo po czym roześmiał się w głos. Nowy Jeremie był zupełnie innym człowiekiem, i z jakiegoś powodu o wiele bliższym Sternowi.

– Prawda, prawda, prawda i prawda. Dlatego powiedziałem „Szkoda TYLKO…”

W ciszy, która zapadła, spojrzenia obu mężczyzn powędrowały na ekran laptopa połączonego z superkomputerem. Choć pozornie nic się jeszcze wokół nie działo, elektryczność w powietrzu już zaczęła ładować superkondensatory zamontowane w fabryce.

– Jest jeszcze jedno „prawda” – rzucił Ulrich.

– Nieprawda – sposób, w jaki zaprzeczył Jeremie, przywołał na chwilę uśmiechy na twarze przyjaciół. – Aelita za kilka miesięcy i tak by zginęła od degradacji komórkowej. I teraz też nie będzie żyć. Hopper zginął, i on też pozostanie martwy. I to jest, i będzie, prawda.

Znowu cisza. Tym razem przerwał ją Jeremie.

– A jak tam twój szalony weekend? Ostatnia rzecz, którą możesz zrobić bez konsekwencji, bo i tak wszystko się kończy.

– Pojechałem do…

Niedzielne gorące popołudnie zatrzymało odpoczywających po obiedzie Paryżan w domach, więc zbierające się chmury i szybko spadająca temperatura nie zwróciły niczyjej uwagi. Na zewnątrz wyciągnął ludzi dopiero mrok, jaki zapadł, gdy chmury zgęstniały i stały się czarne jak noc. Gdy zaczęły padać pierwsze błyskawice, większość oczu zwróciła się ku Ile Seguin. Niektórzy jednak dostrzegli dwójkę przyjaciół siedzących na dachu niewielkiej kamieniczki, popijających piwo, opowiadających sobie szalone historie ostatnich dni i obserwujących spektakl świateł i ognia.

Błyskawice uderzały w fabrykę jedna za drugą. Najpierw pojedynczo, później całą masą. Ściany budynku wybuchły, a to, co z nich pozostało ukryte w chmurze pyłu, żwiru i szkła, stanęło w płomieniach.

Jeremie pomylił się w swoich szacunkach. Naładowanie rdzenia skoku czasowego superkomputera zajęło 27 minut.

Pamiętnik Jeremiego Belpoisa, ucznia ósmej klasy Zespołu Szkół Kadic

9. października

Kilka tygodni temu polowałem na części potrzebne do budowy moich miniaturowych robotów. Tutaj niczego nie dało się znaleźć, więc postanowiłem poszperać w opuszczonej fabryce niedaleko szkoły. Pomyślałem, że tam znajdę mnóstwo mechanicznych części, które mi się przydadzą.

I nie zawiodłem się. To było niesamowite! Znalazłem cały kompleks z kompletnym laboratorium komputerowym, skanerami i superpotężnym serwerem. Na razie nikomu o tym nie powiedziałem. To moja tajemnica. Najfajniejsza przygoda w moim życiu.

To jeszcze nie wszystko. Tej nocy, choć bałem się jak nie wiem, postanowiłem odpalić ten superkomputer. Szkoda tylko, że dostęp do głównego interfejsu był zablokowany hasłem. Starałem się mniej więcej przebadać to zabezpieczenie i mam już kilka pomysłów, jak spróbować je obejść jutro po szkole. Mam podejrzenia, że to nie jest zwykła jednostka sterująca fabryki. To może być coś naprawdę odjazdowego.

##?!@#**##

…na miejscu nasz korespondent Thomas Vin…

… licja dalej bada sprawę…

… według świad… …Seguin dzisiaj o 6 rano zmieniło się w kulę ognia…

#~&&*#@###

Pamiętnik Jeremiego Belpoisa, ucznia ósmej klasy Zespołu Szkół Kadic

10. października

Nieważne.

Autor: Qwaki