Rozdział 28

Jean-Pierre Delmas siedział przed swoim domowym komputerem i kończył redagować wiadomość, którą sekretariat szkoły miał rozesłać do wszystkich rodziców. Dotyczyła ona zebrania, jakie miało się odbyć za trzy dni. Powodem jego zwołania był nowy regulamin szkoły. Dyrektor uważał, że trzeba przedstawić zmiany tej grupie, która mogłaby wnieść jakieś wątpliwości. Pamiętał przy tym, że to przedstawienie powinno odbyć się w taki sposób, aby nikt, nawet najbardziej gorliwy rodziciel, nie miał choćby cienia wątpliwości co do słuszności działań i nie musiał zatruwać dyrekcji i nauczycielom życia. Sam co prawda nie miewał takich problemów, ale wiedział z opowieści kolegów, że zdarzają się bardzo upierdliwe jednostki, które potrafią robić aferę z byle gówna, uważając, iż znają się lepiej na szkolnictwie, choć nie skończyli studiów pedagogicznych. Wolał uniknąć takich sytuacji, szczególnie teraz, gdy wprowadzano tak istotną reformę.

Właśnie wysyłał ostateczny tekst do sekretarki, gdy do pokoju weszła Sissi, ubrana odświętnie, bo wracała z próby w grupie mażoretek, do której należała. Była bardzo zadowolona.

-Cześć, tatulku!

-O, cześć… coś długo ci tam zeszło.

-Wiesz, dużo ćwiczyliśmy, poza tym dzisiaj wskazano, kto ma zostać tamburmajorką,

-Zgaduję po nastroju, że ty masz nią być.

-Pewnie że tak – odpowiedziała ucieszona nastolatka – wszyscy uznali, że to ja powinnam nią być. A wiesz, jaka to jest ważna rola?

-Domyślam się, choć nie za bardzo kojarzę, dlaczego – powiedział ojciec, który szczerze mówiąc nie przywiązywał do tego zbyt wielkiej wagi, ale uznał, że skoro córka ma zajęcie, to niech się rozwija.

-Będę prowadzić każdą paradę na każdej uroczystości w mieście, na wszystkich festynach, obchodach Dnia Bastylii…. Mam całą grupę pod sobą, jakieś trzydzieści dziewczyn, i będą robić to co ja każę. Wszystkie oczy na mnie będą zwrócone, wszystkie aparaty i kamery skierowane na moją sylwetkę we wspaniałym paradnym mundurze… – rozmarzyła się Sissi.

-No, to fajnie. A kiedy jakaś taka okazja będzie, żeby ciebie w takiej roli zobaczyć?

-Za około dwa-trzy tygodnie. Jeszcze nam powiedzą, ale będzie zrobiona uroczystość, na której wręczą mi buławę, złożę ślubowanie i poprowadzę pierwszy przemarsz. Będziesz chciał pewnie zobaczyć swoją zdolną córkę w tej roli, prawda, tatku drogi?

-No, pewnie że tak, ale musiałabyś mi powiedział, kiedy to będzie dokładnie i gdzie, to wtedy postaram się przybyć.

-Dobrze. To ja idę chwilę odpocząć do siebie!

Wyszła z pokoju. Ojciec chwilę się zadumał.

„No, kurczę, czyli jednak coś ta moja córka potrafi. Owszem, wiadomo że robi to po to, żeby się pokazać przed ludźmi, ale… przynajmniej jest to w jakiś pożyteczny sposób zrobione, trochę sobie poćwiczy przy okazji, poprawi koordynację ruchów… tylko jedno mnie zastanawia: nie przeszkadza jej maszerowanie i skakanie w mundurku, a jak zaczynaliśmy kwestię szkolnego uniformu, to była przeciw. Ale zaraz… ja jeszcze mogę jej pasję do bycia mażoretką wykorzystać… czyżbym mógł rozwiązać problem z nastolatką i jej skłonnościami do buntu? Nie no, jak to wyjdzie, to będzie trzeba do gazety napisać, do jakiegoś poradnika dla rodziców. Niech wywalą na okładkę: JEAN-PIERRE DELMAS I JEGO SPOSÓB NA BUNTY NASTOLETNIE. Cóż… trzeba to przemyśleć i działać. Ale to jak załatwimy zebranie.”

Ulrich i Odd siedzieli w swoim pokoju wraz z Aelitą, Yumi i Jeremiem, rozmyślając głośno o tym, jaka przyszłość ich czeka.

-Co mamy z tym zrobić? Mamy się podporządkować i siedzieć cicho? – zapytał Niemiec.

-Oczywiście, że nie! – stanowczo odpowiedziała czarnowłosa – Nie możemy dać się stłamsić, musimy pokazać, że mamy swoje zdanie.

-Tylko w jaki sposób? – włączył się Jeremie – Okupując szkołę i robiąc demonstracje na ulicach?

-W razie ostateczności owszem. Ale trzeba to rozegrać taktycznie. Nie można popełnić tego błędu, który Sissi zrobiła kilka lat temu przy okazji akcji z komórkami.

-Jakiej akcji z komórkami? – spytała Aelita – To musiało chyba być wtedy, gdy jeszcze nie sprowadziliście mnie na Ziemię.

-Owszem, Aelito, kiedyś była sytuacja, w której Xana przejął satelitę, a do kontaktu z nim używał telefonów komórkowych uczniów ze szkoły. – wyjaśnił Jeremie – Zaczęły dzwonić na lekcjach, co spowodowało wściekłość grona nauczycielskiego i wprowadzenie natychmiastowego zakazu posiadania włączonych komórek na lekcji.

-OK, tylko… gdzie był błąd Sissi? – dopytała różowowłosa.

-Błąd polegał na tym – zabrała głos Japonka – że protest zrobiono zbyt szybko. Córka dyrektora od razu praktycznie się z tym wyrwała, głównie dla zaspokojenia własnych partykularnych interesów. Nie w głowie jej było dobro wspólnoty.

-Chociaż akurat wtedy ten protest nam nieco pomógł – przypomniał sobie Odd.

-Wtedy tak, ale to dlatego, że sytuacja inaczej wygląda. Teraz coś takiego by nas pogrążyło. Nie możemy działać nagle i bez przemyślenia.

-Więc jak powinniśmy działać? – spytał Ulrich.

-Podstawowa kwestia jest taka – zabrał głos Einstein – że w tym momencie jeszcze niewiele osób wie o tym, jak dokładnie te zmiany mają wyglądać. Nie możemy teraz o tym głośno mówić. Powinniśmy poczekać, aż to zostanie oficjalnie ogłoszone i wprowadzane, wtedy zobaczymy, jak będą o tym uczniowie myśleć.

-Wiem, że w mojej klasie większość jest raczej niezadowolona, tak przynajmniej wyglądało to na lekcji wychowawczej, gdy Chardin zapowiedział nowy regulamin – dodała Yumi.

-Tak, ale wy jesteście starsi, niedługo odejdziecie z tej szkoły, mniej wam mogą zrobić – lekko zaoponował Odd.

-Racja – włączyła się Aelita – wydaje mi się, że młodsze roczniki nie będą tak odważne.

-Dlatego trzeba obserwować, co będzie się działo, i zacząć od lżejszych form oporu. Jak będą nas chcieli przymusowo zapisywać do harcerstwa, to się nie zgadzajmy, mówmy że to wbrew naszym przekonaniom, i że nie lubimy tego, co tam się robi. Nie chcemy spać w lesie i żreć robaków. Jak będą nam kazać ubierać mundurki, to nie ubierajmy. Zobaczymy, ile osób tak będzie działać, a potem w razie konieczności będziemy stopniowo wykorzystywać radykalniejsze formy – Japonka wyjaśniła swój plan.

-Ja bym dodał jeszcze coś – wtrącił się Jeremie – warto by było skomunikować się przez internet z uczniami z innych szkół, w końcu to ogólnokrajowa reforma. Łatwiej potem będzie organizować szerszy sprzeciw, gdy otrzymamy wsparcie kilkunastu, a może nawet kilkuset szkół w kraju, niż gdybyśmy sami, jako przedstawiciele jednej placówki we Francji, wyszli na ulicę.

-To dobra myśl – potwierdziła Yumi – bo pewnie podobne pomysły kiełkują w całym kraju, a nie sądzę, żeby posłusznych uczniów było więcej niż tych, którzy chcą dbać o swoją wolność. Nie w takim kraju jak Francja.

Po kilku godzinach dyskusji Jeremie wrócił do swojego pokoju. Włączył telewizor, właśnie nadawano wiadomości z zagranicy i pokazywano wywiad z prezydentem jednego z europejskich krajów.

-Czy zna pan jakieś osiągnięcia kandydata partii rządzącej na rzecznika praw obywatelskich? – zapytał redaktor prowadzący – Kojarzy może pan jakieś działania w zakresie praw człowieka?

-Nie, ale znam pana Wawrzyka osobiście, jest uczciwy, zawsze jak pożyczał na puszkę coli, to oddawał, więc na to stanowisko się doskonale nadaje.

„Fajne kryteria, nie ma co…” – pomyślał Jeremie. Zaraz potem usłyszał jednak jeszcze dziwniejsze rzeczy.

-Co może pan powiedzieć o działaniach służb mundurowych, wiele osób krytykuje to co się ostatnio przy demonstracjach przeciwko rządowi dzieje, uważa używane środki za zbyt drastyczne.

-Panie redaktorze, policja pracuje bardzo profesjonalnie, czego dowodem jest to, że nikt nie zginął. Niech pan zobaczy na to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, tam pięć osób zginęło, we Francji też były ofiary niedawno…

„Że co? Jakie ofiary?” – zdziwił się Einstein – „Przecież te cztery osoby, które zginęły dwa lata temu na demonstracji, to były ofiary śmiertelnego zatrucia się zbyt szybkim jedzeniem w biegu burgerów jalapeno z McDonalda. Ten człowiek się w ogóle na polityce nie zna… kto go wybrał…?”

Po obejrzeniu programu okularnik włączył komputer i zobaczył, że ma na Gmail wiadomość podpisaną „Od redakcji gazetki”. Otworzył ją i zaczął czytać.

Witaj, Jeremie!

Wybacz, że się tu wtrącamy, ale w nawiązaniu do wczorajszej rozmowy wyczuwamy, że może się coś dziać w szkole. Nam też te zmiany się nie podobają i chcemy wam jakoś pomóc. Jeśli będziecie potrzebować jakiegoś większego drukowania czy czegoś takiego, to pytajcie, mamy papier z pieniędzy szkolnych, to zawsze możemy wpisać w koszty. Tylko dyskretnie to musimy robić, nie możemy o tym rozmawiać na korytarzu, żeby nas nikt nie wsypał, dlatego będziemy się kontaktować głównie mailowo albo telefonicznie. Jak tylko coś będziecie więcej wiedzieć o działaniach, jakie chcecie podjąć, dajcie nam znać.

Milly i Tamiya

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments